Najemnik XV-XVI (Szarik)  4.86/5 (7)

14 min. czytania

Nenad Stojkovic, „Woman working out in the gym”, CC BY 2.0

XV

Pilnowanie Tośki na uczelni zmieniło się ostatnio ze sztuki trudnej, w niemożliwą. Buzująca w dziewczynie podwójna energia powodowała, że wszędzie jej było pełno. Nigdzie nie potrafiła zagrzać miejsca, jakby ciągle próbowała złapać uciekający czas. Z drugiej strony, ochrona uczelni spoglądała już dziwnie na siwiejącego lekko typa, warującego pod salami wykładowymi. Jeden z odważniejszych, poprawiając groźnie pas na obfitym brzuchu, zapytał ją nawet czy aby się nie naprzykrzam. A ona, z oczywistą spontanicznością, wpiła się w moje usta rzucając:

– To moja osobista ochrona.

Wzrok ochroniarza był tyleż zawistny, co niedowierzający, ale zdarzenie zakończyło sprawę definitywnie. Żaden już nie próbował o nic pytać. Po długich namowach, pani Dominika zgodziła się, bym jedynie odwoził i przywoził Tośkę z uczelni. Szepnąłem słówko ochronie, poparte odpowiednim towarzystwem królów Polski, by zachowali wzmożoną czujność. Dzięki temu mogłem w miarę spokojnie powrócić do obowiązków w firmie. Na szczęście, szefowa trzymała się zasady, że w pracy nie uprawiamy seksu. Wypompowany przez jedną albo drugą, mogłem choć tych parę godzin odsapnąć. O nie, nie oznacza to wcale, że odpuszczała sobie kuszenie. Nic z tych rzeczy. Pończoszki, koronki, muśnięcia, niby przypadkowe ukazanie wilgotności, były na porządku dziennym. Bez tego zmarniałaby jak nic. Uwielbiałem te widoki, ale ich codzienność i mnogość spowodowały, że straciły atrybuty seksualnej podniety, pozostawiając i pogłębiając odczucie bliskości, zaufania oraz pozwalając na kontemplację piękna. Moja skromna postać zaczynała za to coraz bardziej odbiegać od kanonów męskiego ideału. Wykończony i pochłonięty przez regularne zbliżenia, zaniedbałem inną aktywność fizyczną, dając wadze szansę na powolny wzrost. Jak nic, padłem ofiarą efektu jojo. Odkryłem też nową funkcję zarostu. Odpowiednio wyhodowany i długi,

wyśmienicie nadaje się do umiejętnych pieszczot. Niczym rękawica z norek potrafi gładzić nagie ciało, przyprawiając o przyjemne dreszcze. Warunek, że musi przekroczyć granicę szorstkiej tarki i zamienić się w całkiem miękkie futro. Minusem było jednak to, że przy Tośce bardziej wyglądałem jak ojciec niż partner. Pani Dominika chyba nawet z zadowoleniem przyjmowała, że mój nowy wygląd zdecydowanie mniej przyciąga wzrok niewieści, a one pozbywają się konkurencji w zupełnie naturalny i niewymagający od nich wysiłku sposób. Pomijając ten mały odsetek marzący o dzikim dziadzie leśnym, oczywiście. Z błogiego uczucia samouwielbienia wyrwał mnie dźwięk dzwonka telefonu.

– Dzień dobry, prosił pan o wiadomość, gdyby coś się działo.

Moją twarz ściągnął grymas bólu tak wyraźny, że nie uszedł uwagi pani Dominiki.

– Słucham, co się stało?

– Nie jestem pewien, ale panienka zniknęła nam z monitoringu jak przechodziła na zajęcia w innym budynku.

– Może mi pan powiedzieć, jak to możliwe?

– A bo tam remont jest, no widział pan przecież.

Faktycznie, widziałem. I remont, i skrzyżowanie, i dzikie tłumy, które zazwyczaj się tamtędy przewalają.

– Wezwaliście policję?

– A do czego? Przecież mówię, że nic na nagraniu nie ma, tylko panienki nigdzie nie widać.

– Dobrze. Dziękuję – strzelałem słowami niczym karabin maszynowy. – Mam prośbę, żeby mi pan zrobił kopię nagrania z momentu zniknięcia.

– No wie pan, że nie mogę. Rektor zabronił obcym cokolwiek dawać.

– A na płatne telefony pozwolił?

– No nie … – W słuchawce zapadła cisza.

– Nie straci pan na tym. Wkrótce będę.

Pani Dominika świdrowała mnie oczami, przez całą rozmowę jednak nie wykonała choćby gestu czy próby zadania pytania. Szarzała, kurczyła się. Gdy tylko skończyłem, rzuciła się na mnie.

– Masz ją znaleźć! Masz ją, kurwa, natychmiast znaleźć!

Z damy nie zostało nic. To była furia w czystej postaci. Agresywna, drapieżna, gotowa na wszystko.

– Znajdę ją.

– Nie masz wyjścia. Jeśli ona dzisiaj nie wróci, ty też nie masz po co wracać. A tę sukę dorwę sama, skoro tobie godność nie pozwala. Jestem pewna, że to ona. Jestem pewna – dodała już nieco zgaszona.

Jakby powoli zaczynała zdawać sobie sprawę z własnej bezsilności. Ja nie mogłem sobie na to pozwolić. Stres napędza, stres zmusza do działania. Nie obchodziły mnie jednak jej groźby. To od zawsze mam głęboko w dupie. Teraz liczą się tylko Tośka i maleństwo. Też czułem w sobie żądzę krwi, ale potrzeba potwierdzenia, kto to zrobił. Chyba, że Toście wpadło do głowy gdzieś sobie po prostu zniknąć, robiąc nam cholernie głupi kawał. Jednak szanse na to wydawały się niewielkie. Jej numeru nikt nie odbierał, chociaż od opuszczenia gabinetu dzwoniłem z dziesięć razy. Stop! Koniec chaosu. Pora na racjonalność. Trzeba oszczędzać baterię, może być potrzebna. Jeśli nie odebrała, to może oddzwoni, ale znaczy to również, że telefon jest ciągle aktywny w sieci. Mój notebook i dostęp do internetu. Już w pierwszym tygodniu na telefonach dziewczyn zainstalowałem oprogramowanie lokalizujące, przebłysk geniuszu, czy przypadek? Nieważne, liczy się, by zadziałało.

Logowanie i … punkt przesuwał się po ekranie. Stanowczo zbyt szybko jak na spokojny spacer po mieście z koleżankami albo szalone zakupy. Zbyt szybko.

– Mam prośbę. – Prawie krzyknąłem do słuchawki.

– Tak bez dzień dobry, co słychać?

– Nie mam czasu na pierdoły.

– Uuu, przypomniałeś sobie o koledze z firmy, bo czegoś potrzebujesz.

– Nazwij to jak chcesz. Skujemy się w trupa, jak wyjdę z tego cało.

– Brzmi groźnie. Dawaj. Co jest?

– Na razie mam nic pewnego, jeszcze nie potwierdzone. Napisz sobie na karteczce zgłoszenie o porwaniu. Dam ci znać, kto i kiedy jest do zwinięcia na dołek. Ale chłopaków będę potrzebował szybko, a nie na za tydzień. Odtrąbisz sukces.

– Albo dostanę za ciebie wpierdol. Zostaw to może nam?

– Wiesz, że nie mogę. Nikt ci nie podpisze papieru, a ja muszę działać.

– Jedną wódką się nie wykpisz.

– Dostaniesz nawet dwie.

– Chyba skrzynki.

– Pierdolony sęp jesteś, ale niech ci będzie. Tylko żeby byli, jak zadzwonię.

– Będą. – Odłożył słuchawkę.

Wyświetlacz wskazał już kolejnego rozmówcę – pani Dominika.

– Suka zadzwoniła. Mówi, że powinnyśmy porozmawiać powtórnie o współpracy. Ma nowe argumenty. To musi być ona!

– Ok, tym też się zajmę. Proszę dać mi czas.

– Przywieź mi moją córkę do domu, proszę. – Rozpłakała się do słuchawki.

– Proszę posłuchać. W sprawie suki. Niech pani do niej zadzwoni i powie, że zgadza się na rozmowę. Niech myśli, że wygrała.

– Ale …

– Teraz nie ma ale. Tośka wróci. A tamtej sam mam ochotę rozszarpać aortę, potrzebuję jednak trochę czasu. A Pani musi być twarda.

– Dobrze – dodała, pociągając jeszcze nosem.

– Muszę kończyć. Proszę zrobić, co mówiłem.

Rozłączyłem kolejny telefon. Punkt na ekranie posuwał się nieustannie, kierując za miasto. W stronę przemysłowego przedmieścia, pełnego pustych magazynów i ruder. To nie mógł być przypadek. Jeszcze jedna pilna rozmowa i będę wiedział, jak działać.

– Cześć, jak młody? Zadowolony z roboty?

– Cześć, a tobie co? Przez tę młodą dupę taki troskliwy się zrobiłeś? Zadowolony, nawet marudzi, że chciałby więcej obowiązków. Jak nie on.

– Dobra, koniec ściemy. Ten klub jest jeszcze twój?

– Ale który?

– Ten fitness w centrum.

– Jolki.

– Twój, Jolki, nieważne. Zrób coś dla mnie …

Przemknięcie się przez śródmieście, by nie załapać się na kamery monitoringu miejskiego, robi się z dnia na dzień trudniejsze, ale nie jest niemożliwe. Do tego te kamery w sklepach. Permanentna inwigilacja. Drzwi tylnego wejścia klubu nie stawiały oporu. Ruszyłem pewnie w kierunku damskiej szatni dla VIPów. Tośka porwana, a ta suka idzie sobie skakać przy muzyce. Krew w skroniach pulsuje złowieszczo. Szczękę mam tak zaciśniętą, że dentysta znów mnie opieprzy, że muszę walerianę brać, bo inaczej nie będzie mi ukruszonych zębów odbudowywał. Krok za krokiem, zbliżam się. Czuję zew krwi. Dopadnę ją tam, gdzie ona się nie spodziewa i uderzę w czuły punkt. Będę czuł jej strach. Otworzyłem cicho drzwi.

Szatnia świeciła pustką, a jedynym dźwiękiem był szum prysznica. Wszedłem do środka i zamknąłem drzwi, blokując je kluczem w zamku. Stałem następnie bez ruchu. Wyszła zupełnie nieświadoma, owinięta jedynie ręcznikiem.

– Co tu robisz?

– Czekam na ciebie, jak widzisz.

– Za chwilę będzie tu ochrona, a ja oskarżę cię o molestowanie. O włamanie, jak widzę, również. Możesz mi oddać telefon?

– Za chwilę go dostaniesz. A ochrona, no cóż, chyba wyszli na papierosa.

– Wszystko się nagrywa, tu są kamery.

– Są.

– Masz przejebane, chłopcze.

– Raczej ty, a szacunku do starszych mogłabyś się trochę nauczyć.

– Zacznij już szukać nowej roboty, bo ta twoja Dominika będzie mi jeść z ręki, a ty wylecisz. Z córeczką będziesz rozmawiał tylko przy okazji płacenia alimentów.

Wiedziała, że to mój czuły punkt. Przeżułem jednak jej słowa, choć na oczy zaczęła spływać czerwona mgła. Tak, byłem w stanie zrobić jej teraz krzywdę. Dużą krzywdę. Jednym ruchem zdarłem z niej ręcznik.

– Chcesz w desperacji dorzucić jeszcze gwałt? Podobno jesteś niezły w te klocki, skoro ta głupia cipa tak długo trzyma cię u siebie.

– Nie. Zamierzam o coś grzecznie, acz stanowczo poprosić – wysyczałem przez zaciśnięte zęby.

Zadrżała, gdy zrozumiała, że odłożenie telefonu na ławkę nie było przypadkiem. Jej wilgotna kępka włosów łonowych znalazła się w mojej dłoni. Druga ręka przyłożyła płasko nóż do podbrzusza. Ostrze dotarło do kępki. Włosy ustępowały, zostając w mojej garści.

– Wiem, że cenisz swoje ciało i urodę. Weźmiesz więc teraz grzecznie telefon i załatwisz, by przywieźli Tośkę tutaj. Jeśli nie zdążą, zanim oberżnę ci wszystkie kłaki, ostrze pójdzie w górę, a pierwszym, na co trafi, będą twoje sztuczne cycki. Rozumiemy się?

– Ty normalnie jesteś jebnięty. Myślisz, że się ciebie wystraszę?

Syknęła z bólu i zbladła, gdy nóż przesunął się w dół, raniąc ją nieznacznie.

– Ale to jest za miastem. – Próbowała przeciągać sprawę.

– Tym bardziej sugerowałbym pośpiech. Jak widzisz, w niektórych sprawach nie żartuję.

Drżącymi rękoma sięgnęła po telefon. Rozmowa była krótka.

– Przywieźcie ją pod klub. Tak, pod klub i to szybko. Wiem, że umawialiśmy się inaczej. Wykonać.

– Będą za piętnaście minut. Zimno mi.

Faktycznie, cała dygotała. Pomimo nienawiści, którą odczuwałem, zrobiło mi się jej trochę żal.

– Oddaj telefon i możesz się okryć.

Puściłem ją. W ręku została odcięta kępka włosów, którą pieczołowicie schowałem. Posłusznie wykonała polecenie.

– Majtek nie wkładaj. Zostało jeszcze kilkanaście minut. Wytrzymasz, a nie chce mi się później z tobą szarpać, żeby dokończyć, co zacząłem.

– Zbok.

– Dziękuję. W twoich ustach to komplement. Pozwolisz, że ja też zadzwonię.

Nie czekając na jej faktyczne przyzwolenie, wybrałem numer.

– Tak, jak mówiłem. Pod klubem od frontu. Nieoznakowanym, za dziesięć minut.

Zakończyłem rozmowę i usiadłem na ławeczce, bawiąc się nożem. Czas wlókł się niemiłosiernie. Tępe gapienie się między jej nogi nie przynosiło żadnej przyjemności. Lekko widoczna ranka zdążyła się już zasklepić, a nierówno przycięte włosy wyglądały wręcz groteskowo. Sekundnik zegara zdawał się stać w miejscu. Czekanie przerwał dźwięk powiadomienia sms w jej telefonie. Przeczytałem.

– Widzę, że twoi chłopcy są posłuszni i punktualni. Grzeczne pieski wychowałaś.

– Myślisz, że tak po prostu ci ją oddadzą, idioto?

– Myślę, że tak.

– Jednak jesteś bardziej naiwny niż przypuszczałam.

– Bardzo możliwe.

Teraz zawibrował mój telefon.

– Na mnie już czas. Z niewątpliwym smutkiem muszę cię pożegnać.

– Oddaj mój telefon, kutasie złamany.

– Oj, pokory ciągle ci brak, ale myślę, że wkrótce to się zmieni. Telefon poczeka na ciebie w recepcji. Nie chcę, żebyś wcześniej zrobiła coś nierozsądnego.

Wyszedłem, zamykając za sobą drzwi na klucz. Nie zdążyłem się od nich odsunąć, gdy zaczęła w nie łomotać w dzikiej furii, drąc się przy tym okrutnie. Szatnia VIP znajdowała się na szczęście na końcu korytarza, czyniąc te dźwięki słabo słyszalnymi. Recepcja była pusta. Chłopaki zadbali, a ja mam u nich duży dług. Przed klubem łebki leżały już skute na glebie. Skinąłem tylko na chłopaków. Nigdzie za to nie widziałem Tośki. Podbiegłem do samochodu. Położyli ją na tylnym siedzeniu. Rzuciłem się do niej.

– Tośka. Tośka! Kochanie!

Nie odpowiedziała.

– Karetka już jedzie. Wezwaliśmy przez radio.

Głos dobiegł gdzieś z oddali. Czerwona mgła na nowo zasnuła oczy.

XVI

Dwa dźwięki przeplatały się wściekle. Szybkie pulsowanie małego serduszka i miarowe uderzenia serca Tośki. Spała. Teraz już spała. Odzyskała na chwilę przytomność w karetce, by znów odpłynąć w niebyt. Trzymałem ze strachem jej dłoń, wpatrując się na przemian to w nią, to w ratownika, próbując wyczytać z jego twarzy rokowania. Twarz była jednak zimna, beznamiętna, profesjonalna. Taka, jak moja kiedyś, zanim nie przestąpiłem progu domu pani Dominiki. Od tego czasu zacząłem mięknąć. Rozrabiały moje skamieniałe serce powolutku, krok po kroku, aż stało się względem nich miękkie jak plastelina. Po raz drugi odzyskała przytomność w szpitalu, podczas badań. Nie byłem w stanie wydusić z siebie słowa. Pierwszy raz byłem wdzięczny lekarzowi, że nie muszę się odzywać.

– Proszę wypoczywać. Wszystko w porządku. Dostanie pani łagodny środek uspokajający. – Spojrzała na mnie z tak wielką miłością, której nie byłem w stanie przyjąć. Ciągle słaba, delikatnie ścisnęła moją dłoń, po czym zapadła w płytki sen, z delikatnym uśmiechem na ustach. Sen, który w końcu stał się głębszy, zdrowszy. Stałem patrząc w okno, za którym padał rzęsisty deszcz. Bębnił w parapet, a za plecami te dwa dźwięki. Radowały i wywoływały niepokój równocześnie. Przed oczami przesuwały się sceny minionego dnia. Teraz miałbym wątpliwości, czy tylko pozbawić ją części futerka, czy zagłębić ostrze w miękkim ciele. Wbijając głębiej i głębiej, obracając powoli, czując jak gorąca krew spływa po ręce, jej oczy stają się duże i szkliste, by po chwili zacząć gasnąć. Obleśna satysfakcja z zemsty. Brutalnej. Nadmiarowej. Dającej choć odrobinę ukojenia bólu. Wszechogarniająca czerwień, spływająca z oczu, tworząca kałużę na lśniących płytkach. Z tej zadumy i napawania się wizją zemsty wyrwał mnie dotyk rąk pani Dominiki. Obejmowała mnie silnie, stojąc za moimi plecami. Zupełnie nie słyszałem jej kroków, choć byłem pewien, że szpilki, które włożyła rano, robiły niemiłosierny hałas na każdej twardej powierzchni. Pozwoliła mi się odwrócić, po czym przywarła do mojego torsu.

– Dziękuję ci.

– Wiesz, że nie zrobiłem tego dla ciebie.

– Mam to gdzieś. Uratowałeś moje dziecko – wyszeptała.

– I mam nadzieję, że swoje również.

– Lekarze twierdzą, że to tylko stres, że nic innego im się nie stało.

– Oby. Zaczynam się wahać, czy nie zrobiłem błędu, odrzucając twój plan.

– Nie, nie zrobiłeś. Chyba nie …

Puściła mnie i usiadła przy łóżku Tośki. Odgarnęła jej włosy z czoła, jakby chciała sprawdzić czy nie magorączki. Dziewczyna nie zareagowała na ten dotyk. Oddychała tylko miarowo, spokojnie. Nawet pulsowanie malutkiego serduszka jakby nieco zwolniło, dostosowując się do rytmu matki.

– Wiesz, że teraz byłbym skłonny …

– Nic nie mów – przerwała mi. – Powiesz za dużo, a tych słów nie da się już cofnąć.

– Może ma pani rację – wróciłem do oficjalnego tonu.

– Przestań, dziś nie chcę być panią.

– Dziś nie dam ci więcej.

Spojrzała na mnie czujnie. Zapadła cisza, którą przerwało dopiero wejście pielęgniarki.

– Musicie państwo, niestety, wyjść. W szpitalu nie wolno zostawać na noc. Doktor powiedział, że pacjentka raczej do rana się nie obudzi, więc proszę przyjść jutro.

– Dobrze. Już idziemy, ale proszę o telefon, jeśli coś się będzie działo – zadecydowała za nas pani Dominika, próbując wcisnąć w dłoń pielęgniarki jakiś banknot. Dziewczyna zręcznie ją wyminęła, dając do zrozumienia uśmiechem, że to zbyteczne.

– Mogą państwo być spokojni. Proszę jednak już iść.

Całą drogę do domu żadne z nas nie odezwało się słowem. Oprócz naturalnych dźwięków auta, jedynie szum deszczu docierał do naszych uszu. Dom był pusty i ciemny. Na dźwięk otwieranych drzwi pojawiła się jednak pani Krysia.

– Co z moją kruszynką?

– Dobrze, ale została na obserwacji w szpitalu. – Głos pani Dominiki odzyskał siłę i zdecydowanie.

– A maleństwo?

– Też dobrze.

– Bogu dzięki. Mam coś podać do jedzenia?

– Ja dziękuję, a ty? – Zwróciła się w moją stronę.

– Też nie, dziękuję. Nie przełknąłbym niczego.

Pani Krysia, mimo lepszych wiadomości, wyglądała raczej na strapioną.

– To ja już pójdę spać. A śniadanie będą państwo jedli?

Próbowała znaleźć jeszcze jakiś punkt zaczepienia. Wiedziałem, że pod kilkoma względami byliśmy podobni. Troski najlepiej zagłuszaliśmy pracą. Byłem pewien, że nie znalazłbym ani odrobiny kurzu, ani jednej niewyprasowanej koszulki, czy brudnego talerzyka w całym domu. Musiała czymś wypełnić czas, by odgonić natrętne myśli. Choć pani Dominika na pewno informowała ją na bieżąco.

– Tak. Proszę. Chcemy rano pojechać do szpitala od razu po śniadaniu – zaordynowała szefowa.

Nie bardzo wiedziałem, gdzie się podziać. Od tak długiego czasu sypiałem zamiennie w pokojach moich pań, że nawet nie miałem tu własnego kąta, chyba, że znużony, zasypiałem na kanapie, oglądając telewizję, bądź sącząc jakiś trunek. Zauważyła moją konsternację.

– Chodź. Chcę cię mieć blisko.

Poczłapałem posłusznie za nią. Na szczęście nie wymagała dzisiaj stałego rytuału kąpieli.

– Pospiesz się, proszę – rzuciła tylko, wziąwszy szybki prysznic.

Czekała naga pod ciepłą kołdrą, ale gdy ją przytuliłem, drżała. Dwa nagie, zetknięte ściśle ciała, posiadają jednak magiczną moc. Grzeją się wzajemnie, łagodzą stres, wprowadzają harmonię. Choć była tak blisko, nie czułem żadnego podniecenia. Gdyby nawet zamarzyła o czymkolwiek, musiałaby chyba użyć ołówka i taśmy klejącej, by zmusić mnie do działania. Tak, nawet taka bliskość i nagość mogą być aseksualne. Zapadłem w nerwowy sen, budząc się jednak wielokrotnie. Znów przed oczami stanęły wydarzenia poprzedniego dnia. Zmieniały się tylko zakończenia. Coraz gorsze, bardziej mroczne.

Ranek i pobudka przyniosły wreszcie wybawienie od tej udręki. Choć pani Krysia włożyła całe serce w przygotowanie śniadania, to jednak smakowało gorzej niż zwykle. Kęsy przełykałem z trudem, zmuszając się do dostarczenia organizmowi paliwa i nie szukając rozkoszy podniebienia. Pani Dominika musiała odczuwać to samo, na jej talerzu została niedojedzona kanapka. Jedynie kawę wypiła całą.

Dwóch rzeczy unikam jak ognia, szpitali i cmentarzy. Łączą się nierozerwalnie z myślą o końcu, a przecież tak często okazują się również początkiem. Lekarz już na nas czekał. Pozycja pani Dominiki w świecie biznesu skutecznie implikowała na wszelkie sfery życia. A to, że nie zabiegała o przeniesienie Tośki do jakiejś prywatnej kliniki, wzbudziło dodatkową sympatię wśród personelu.

– Myślę, że mam dla pani dobre wieści. – Nie wiem, czy celowo, ale lekarz całkowicie zignorował moją obecność. – Może pani zabrać ją do domu. Omdlenie ewidentnie było wynikiem stresu. Żadnych obrażeń nie znaleźliśmy, a wszystkie wyniki są w normie. Ciąża również nie jest zagrożona. Mając jednak właśnie to szczególnie na uwadze, zalecałbym spokój i wypoczynek, przynajmniej przez kilka najbliższych dni.

Czułem, jak napięcie odpływa ze mnie, a jego miejsce skutecznie zajmuje radość. Nie radość, dzika euforia, nad którą z trudem udawało mi się zapanować. Pani Dominika była zdecydowanie twardsza.

– Dziękuję. Rozumiem, że od razu mogę zabrać córkę?

– Dokładnie tak.

Rozpromieniła się w szerokim uśmiechu.

– Jeszcze raz dziękuję. Do widzenia. – To już dobiegło zza drzwi. Pożegnałem lekarza skinieniem głowy i poszedłem za nią. W pokoju Tośka ginęła w jej objęciach. Oswobodziła się z trudem i wyciągnęła dłoń.

– Chodź do mnie, mój wybawco.

Podszedłem, a ona wpiła się w moje usta.

– Chcę, żebyś mnie zabrał do domu i długo się ze mną kochał. Długo i namiętnie.

– Ty chyba masz jednak gorączkę – próbowałem wyciszyć jej emocje.

– Nie, wiem doskonale co mówię. Mamę zawieziemy do firmy, a ty wrócisz ze mną do domu – zdecydowała, nie czekając na aprobatę matki, którą ja próbowałem uzyskać, patrząc wymownie w jej kierunku. Ta wzruszyła jedynie ramionami, zrezygnowana.

W domu Tośka wpadła w objęcia pani Krysi, szlochającej jak bóbr, po czym rzuciła się wygłodniała na śniadanie. Znów rozsadzała ją podwójna energia, jak gdyby zdarzenia poprzedniej doby wcale się nie wydarzyły.

– Czekam na ciebie, marudo. Uśmiechnij się wreszcie – powiedziała, po czym szybko poszła do siebie.

Pani Krysia, osuszywszy łzy, wydusiła z siebie wreszcie:

– Synku, a co teraz będzie?

– Nie wiem, pani Krysiu. Jedno jest pewne, że tego żywiołu, który właśnie pognał na górę, nie można opanować.

– Idź do niej. Ja się zajmę obiadem lepiej.

Wesołe oczy śledziły każdy mój ruch od wejścia do pokoju. Śpieszyłem się strasznie niezdarnie, ale skarpetki zdążyłem ściągnąć, nim nagi położyłem się obok niej. Wpuściła mnie w swoje gorące, wilgotne wnętrze gdy tylko się do niej przytuliłem. Pochłonęła mnie i oplotła ciasno.

– Nie ruszaj się teraz i daj mi rękę – zarządziła.

Posłusznie wykonałem polecenie. Czułem jak stymuluje nas oboje, jedynie zaciskając mięśnie swojego skarbu. Moją dłoń położyła na własnym brzuchu.

– Czujesz? Ona zawsze się uspokaja, gdy jesteś blisko.

– Jest mi troszkę dziwnie.

– Dziwnie?

– Tak, jakby nas podglądała.

– Taki duży, a taki głupol. – Zaśmiała się. – Powierć się teraz troszkę.

Jej ekstaza przyszła niespodziewanie, nie dając mi nawet szans na zbliżenie się do finału, po czym zachrapała cichutko. – „Czy teraz tak będzie to wyglądać?” – Zapytałem sam siebie w myślach. Otoczony jej wilgocią, powoli kurczyłem się, opuszczając gościnne wnętrze. Tym razem sen był błogi.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

No, w końcu coś się zaczęło dziać! Może ciut za krótko i za szybko Najemnik rozwiązał problem (a jego przeciwniczka dała się pokonać jak dziecko, kto wystawia się w tak bezmyślny sposób w czasie porwania?) ale wreszcie akcja ruszyła. I mam nadzieję, że na tym nie koniec, a my nie wrócimy do przysłowiowej szkoły rodzenia 🙂

Pozwoliłem sobie na stereotyp – większość przestępstw jest prymitywna, a przestępcy wpadają przez nadmierną pewność siebie. Może faktycznie zbytnio pospieszyłem się z rozwiązaniem, cieszę się jednak, że chociaż na chwilę wyszedłem romantycznego nurtu, a tym sprawiłem i Tobie nieco przyjemności 🙂 Dziękuję za dobre słowo 🙂

Dobry wieczór,

po tej całej presji, która przez kilka ostatnich rozdziałów była wywierana na Szarika, cóż się dziwić, że uległ i zdecydował się na bardziej dynamiczny rozdział 🙂 W czasie porwania akcja toczy się wartko i można odczuć napięcie oraz nerwowość głównego bohatera. Może trzeba nas było w tym stanie utrzymać nieco dłużej, bo faktycznie opowieść dużo na tym zyskała.

Konfrontacja ze złą szefową zabawna. Zwłaszcza gdy narrator zabiera sobie odciętą kępkę włosów łonowych jako trofeum 🙂 Tylko zastanawiam się, czy tak ośmieszona szwarcharakterka jest jeszcze w stanie wzbudzić jakiekolwiek poczucie zagrożenia. Autor musi dbać o swoich złoli, niemal jak o głównych bohaterów, by ich zbyt wcześnie nie strywializować. Miejmy nadzieję, Szariku, że uda Ci się tej pułapki uniknąć.

A teraz pozostaje czekać na kolejne rozdziały i to, co przyniosą. Osobiście liczę na niespodziankę albo i dwie.

Pozdrawiam
M.A.

M.A. stawiasz przede mną wysokie wymagania, a ja nie wiem co mi do tej szalonej głowy przyjdzie, więc niczego gwarantować nie będę 🙂 Dobrą ocenę zawsze jednak miło przeczytać, więc dziękuję serdecznie i spróbuję coś tam jeszcze nasmarować w tej serii 🙂

Próbuj, próbuj! Trzymamy kciuki 🙂

Ja tam nie mam nic przeciwko wyprawie bohaterów do szkoły rodzenia 🙂 Tego jeszcze chyba na Najlepszej nie było. W ogóle, jak na ogromną ilość seksu w zbiorach NE, zdecydowanie za mało z tego ciąż i dzieci 🙂

Widać mamy wyedukowane społeczeństwo w zakresie antykoncepcji, a dodatkowo choroby weneryczne nie istnieją, No i kto nie lubi beztroskiego seksu? 😉 Hmm, w życiu bym nie pomyślał, że szkoła rodzenia może być sexy, ale, ale, zobaczymy co tam spotka bohaterów jeszcze 🙂 Dziękuję, że przeczytałaś 🙂

Akcja ruszyła zdecydowanie do przodu, z korzyścią dla całości utworu. Nie ukrywam, że czekałem na to zapowiadane od dawna przyspieszenie oraz powrót wątku sensacyjnego. Bohater błyskawicznie uporał się z problemem, stosując przy tym dość umiarkowane metody, a była okazja do wprowadzenia elementów hard. Rozumiem jednak, iż ani nasz „twardziel o miękkim sercu” (czyli bohater), ani Autor o sercu złotym nie zdobyliby się na czyny prawdziwie brutalne. I chwała im za to.

Neferze jesteś dla nas obu nad wyraz łaskawy. Pod naszą niezbyt miłą powierzchownością i miejscami szorstkim obyciu, czai się wiele słabości, w tym niechęć do niezasadnej przemocy. Czytać Twoje oceny, to zawsze przyjemność, dziękuję 🙂

Napisz komentarz