Perska Odyseja XI: Dobicie targu (Megas Alexandros) 4.59/5 (38)

Ernest Normand, “Biała niewolnica”

Hassan westchnął błogo, gładząc się po wydatnym brzuchu. Tego wieczoru przywdział obszerną szatę w barwie szafranu, zaś jego broda aż lśniła od wtartych w nią wonnych olejków. Swobodnie rozwalony w biesiadnym łożu, które wypełniał niemal w zupełności swą ogromną postacią, wyglądał jak najedzony, a więc chwilowo niegroźny drapieżnik. Jazon domyślał się jednak, że to tylko pozory. Kupiecki książę Babilonu nigdy nie tracił apetytu na jadło, kochanków obojga płci, a przede wszystkim na zyski. Właśnie ta cecha – niezdolność do odczuwania przesytu – stanowiła o jego oszałamiającym sukcesie.

Trak jęknął w duchu, widząc zbliżającego się półnagiego efeba, niosącego kolejną tacę przysmaków. Wieczerza trwała już od dobrych dwóch klepsydr. Zdążyli w tym czasie pochłonąć mnóstwo wybornie przyrządzonej jagnięciny, ryb z Tygrysu, pachnącego kręcącymi w nosie przyprawami chleba, a także owoców. Spłukali to wszystko paroma amforami wyśmienitego wina. Jazon czuł, że jeśli zje jeszcze choć jeden kęs, pęknie mu żołądek. A przecież, gdy tylko ujrzał zawartość tacy, poczuł, jak ślina znów napływa mu do ust.

– Ogon i płetwa rekina rzecznego – poinformował go Hassan. – Mój kucharz potrafi świetnie przyrządzić tego potwora. Skosztuj koniecznie. A ty, chłopcze – zwrócił się do młodzieńca – dolej mojemu gościowi wina. Widzę, że jego puchar jest już niemal pusty.

Jazon próbował oponować, lecz na nic się to nie zdało. Po chwili zajadał się nowym przysmakiem. O dziwo, żołądek i tym razem wytrzymał.

– Oglądałem dzisiaj niewolników, których jak dotąd dla mnie schwytaliście – zagadnął kupiec. – Muszę przyznać, że są dorodni i nieźle odżywieni. Żyzna ziemia Mezopotamii dobrze o nich zadbała. Większość wygląda też na zdrowych. Otrzymam za nich doskonałą cenę w Babilonie.

– W zagrodach zebraliśmy już tysiąc ludzi – odparł Trak. – Jestem pewien, że gdy mój generał i pozostali dowódcy wrócą do obozowiska, sprowadzą co najmniej drugie tyle. Wkrótce wypełnimy warunek naszego kontraktu.

– A ja w zamian obsypię was srebrem.

– Nie powiem, by przerażała mnie ta perspektywa.

Arab roześmiał się tubalnie. Przywołał gestem sługę i wytarł tłuste palce w jego przepaskę biodrową.

– Muszę coś wyznać, Jazonie. Świetnie mi się z tobą rozmawia. Podejmowałem już pozostałych wodzów waszej armii: Kassandra, Dioksipposa i Herakliusza, lecz czuję, że właśnie z tobą znalazłem wspólny język! A wiesz dlaczego, mój przyjacielu? Bo łączy nas umiłowanie piękna! Obydwaj kochamy sztukę i lubimy się nią otaczać. Gdybyś kiedykolwiek zatrzymał się w Babilonie, lub – jeszcze lepiej – w Królestwie Saby zapraszam cię do obejrzenia moich pałaców. Chętnie dowiem się, co myślisz o zgromadzonej przeze mnie kolekcji dzieł. Są wśród nich obrazy Eupomposa i Arystydesa z Teb, a także posągi Fidiasza, Prakstytelesa oraz Bryaksisa…

– Z chęcią je obejrzę – zapewnił Jazon. – Co zaś się tyczy umiłowania piękna… Naprawdę miło mi gościć w twoich progach, więc odwzajemnię ci się dobrą radą. Proszę, byś przyjął ją ode mnie bez obruszania się na słowa, którymi się posłużę. Jestem tylko prostym żołnierzem, nieszkolonym w sztuce erystyki… Uwierz zatem, że to, co mógłbyś uznać za groźbę, jest w istocie ostrzeżeniem przed niebezpieczeństwem.

– W takim razie zamieniam się w słuch. I obiecuję nie żywić urazy. Choć z naszej rozmowy wnoszę, żeś nazbyt skromny, przyjacielu. Zaś erystyka nie jest ci wcale obca…

– Zatem odrzucę ją teraz i powstrzymam się od stylizacji oraz ozdobników. Bacz, Hassanie, by twoja skłonność do tego, co piękne, nie przysporzyła ci czasem kłopotów. Nie wszystko, co oczaruje twój wzrok, jest warte, by po to sięgnąć. Tym bardziej, gdy należy do kogoś potężnego i gotowego do obrony swego stanu posiadania.

Arab skrył usta za pucharem wina. Upił kilka łyków, jakby celowo przedłużając chwilę, gdy przyjdzie mu odpowiedzieć. W końcu opróżnił naczynie, co odebrało mu pretekst do dalszego milczenia.

– Zachodzę w głowę, Jazonie, o co może ci chodzić.

– Będę zatem mówił jeszcze jaśniej. Przedwczoraj widziano na babilońskim targowisku, jak rozmawiasz z pewną niewiastą o szmaragdowym spojrzeniu. Zdawałeś się być nią zafascynowany. To Mnesarete, kochanka samego Kassandra. Osoba, od której powinieneś trzymać się w rozsądnej odległości.

Na usta Hassana powrócił szeroki uśmiech.

– Ach, ona… Zapewniam cię, przyjacielu, że zachowała się tak, jak przystało na konkubinę możnego pana. Poinformowała mnie, do kogo należy, i ostrzegła, że zaczepiając ją, sporo ryzykuję. Ja zaś pomogłem jej tylko w wyjaśnieniu nieporozumienia, które wynikło przy straganie z biżuterią… Handlarz za drogo policzył sobie za naszyjnik, którego zapragnęła. Dzięki mojej interwencji nie musiała rezygnować z zakupu.

– To bardzo chwalebne… Rozumiem zatem, że nie przypadła ci do gustu?

– Cóż… Skłamałbym mówiąc, że jej widok nie rozgrzał mojej krwi. To rasowa niewiasta, prawdziwa perła pośród kobiet. Mam w babilońskim haremie tłumy przepięknych dziewcząt, lecz ona przewyższa je wszystkie. Gdyby należała do kogoś innego, jeszcze tego samego dnia złożyłbym mu ofertę tak hojną, że nie zdołałby jej odrzucić. Niestety, nawet ja nie ośmieliłbym się proponować Kassandrowi, by mi ją odsprzedał. Muszę zatem obejść się smakiem.

– Byłby to chyba pierwszy raz w życiu – parsknął Jazon.

– Przesadzasz, lecz niezbyt mocno. Zaiste, nie lubię rezygnować z tego, czego pragnę. I zawsze czynię to z bólem..

Tym razem Trak pozwolił sobie na przedłużające się milczenie. Udawał, że studiuje misterne zdobienia pucharu, który właśnie opróżnił.

– Możliwe, że nie będziesz musiał z niczego rezygnować – rzekł w końcu i uniósł spojrzenie.

Zdawało mu się, że dostrzegł moment, w którym niewielkie oczy Hassana rozbłysły jasnym ogniem.

* * *

Wczesnym popołudniem tesalska jazda doścignęła pierwszych zbiegów. Mezopotamscy chłopi uciekali pieszo, spowolnieni przez kobiety i dzieci, a także dobytek, z którym nie potrafili się rozstać. Dosiadający rączych rumaków żołnierze otoczyli ich, a następnie szybko i sprawnie wzięli na powróz. Wieśniacy praktycznie nie stawiali oporu. Mężczyźni byli zbyt zmęczeni, by walczyć, zaś ich żony i córki mogły jedynie zawodzić nad swą utraconą wolnością.

To była jednak tylko niewielka część spośród uciekinierów. Sądząc po rozmiarach wsi, którą zostawili daleko za sobą, zamieszkiwało ją jakieś sto, sto pięćdziesiąt osób. Na razie w ręce kawalerzystów Kassandra wpadło niespełna trzydzieści. Wódz zostawił ich pod strażą, sam zaś ruszył dalej na czele pozostałych jeźdźców. Nim słońce dotknęło zachodniego horyzontu, liczba jeńców wzrosła trzykrotnie. Macedończyk zdecydował, że tyle musi wystarczyć. Pościg po zmroku i tak nie miał sensu. Nakazał zatem odwrót w stronę obozowiska swych głównych sił.

Noc na mezopotamskiej równinie zapadała szybko. Generał nakazał oddziałowi oraz jeńcom forsowny marsz na północ, pomimo pogłębiających się ciemności. W końcu oczom zbrojnych ukazała się szeroka wstęga Królewskiej Drogi – solidnego, wyłożonego kamieniami traktu. Kassander miał nadzieję znaleźć tu stację pocztową, a przynajmniej jej ruiny, w których można by było doczekać rana. Tak jak przypuszczał, zamiast sprawnie zarządzanej placówki ze świeżymi końmi i wygodnymi łóżkami dla strudzonych posłańców jego Tesalowie znaleźli pusty i doszczętnie ograbiony gmach. System perskiej poczty królewskiej, stanowiącej za rządów Achemenidów kręgosłup imperium, załamał się całkowicie po macedońskim podboju i jak dotąd nikt nie próbował go odbudować.

Murowany budynek, nawet opróżniony z jakichkolwiek sprzętów, nie był jednak czymś godnym wzgardzenia. Zwłaszcza że robiło się coraz chłodniej. Zima na mezopotamskiej równinie nie była równie surowa, jak w macedońskich górach, ale i tak mogła dać się we znaki, szczególnie krańcowo wycieńczonym jeńcom. Kassander upchnął ich na parterze gmachu, w sali, która niegdyś służyła za gospodę. Stłoczeni, zajęli praktycznie całą wolną przestrzeń. Generał polecił kawalerzystom, by podzielili się z nimi swoimi derkami. Żołnierze trochę przy tym sarkali, ale tak, by ich wódz tego nie słyszał. Konie zostały odprowadzone do pobliskiej stajni. Sam wódz, rozstawiwszy straże przy wszystkich wejściach, udał się na piętro wraz z tymi kawalerzystami, którym nie przypadła pierwsza warta. Izba, którą dla siebie wybrał, musiała kiedyś należeć do zarządcy placówki. Ku swemu zdumieniu ujrzał tam szerokie łoże – wprawdzie stare i trzeszczące, ale wciąż na chodzie. Najwyraźniej było ono zbyt duże i ciężkie, by dało się je wynieść bez rąbania na kawałki. Zabrano jedynie siennik, kołdrę i poduszki.

Trudno – tej nocy za całą pościel posłuży mu ciężki, wojskowy płaszcz. Kassander rozpiął go i cisnął na posłanie. Zdjął wysoko wiązane kawaleryjskie buty, bez przywoływania adiutanta uporał się z napierśnikiem, w końcu ściągnął przez głowę tunikę. Nagi legł na łóżku i przykrył się grubą, cuchnącą koniem wełną. Znużony po długim i pracowitym dniu, miał nadzieję, że sen przyjdzie prędko. Tak się jednak nie stało. Długo przewracał się z boku na bok, lecz z jakiegoś powodu nie otrzymał upragnionego daru Hypnosa.

Po niewczasie uświadomił sobie, że od dwóch nocy nie miał kobiety. Jeszcze wczoraj puste posłanie tak mu nie doskwierało, teraz wszakże stawało się trudne do zniesienia. Generał nie przywykł nigdy do cielesnej wstrzemięźliwości. Dłuższe jej okresy zdarzały mu się niezwykle rzadko – zdecydowanie częściej mógł wybierać spośród paru otaczających go nałożnic. Obecnie jednak zarówno Mnesarete, jak i jej niewolnice pozostały daleko, w obozowisku macedońskiej armii. Mógłby wprawdzie posłać na parter po którąś z branek… lecz przecież sam zakazał swoim ludziom sypiania ze schwytanymi dziewczętami. Nie powinien zatem dawać im złego przykładu.

Co gorsza, zamiast wyczekiwanego snu przyszły nieproszone wspomnienia. Oczyma wyobraźni ujrzał doskonale krągły tyłek Mnesarete, otulający ciasno jego męskość. Kołyszące się w górze, w rytm gorączkowych ruchów, piersi ujeżdżającej go Melisy. Sugestywny uśmiech Parmys, kiedy klęczała przed nim w balii, myjąc mu genitalia i najwyraźniej mając nadzieję na więcej… Wszystkie te obrazy sprawiły, że członek Kassandra wyprężył się i zesztywniał. A przecież nie był to koniec! Oto wciągała go na siebie, między rozchylone uda, płonąca pożądaniem Omfale. Jego słodka Omfale, zgładzona podczas wesela przez własnego brata! Serce Macedończyka przeszyło bolesne ukłucie. Zanim minęło, zobaczył w swych ramionach kogoś jeszcze. Najpiękniejszą niewiastę, jaką kiedykolwiek posiadł. Ateńską heterę Fryne. Kobietę, dla której o mały włos nie rzucił wszystkiego. Choć pozostawił za sobą wiele kochanek, tej jednej nie potrafił zapomnieć. Wracała do niego nocami, mimo dzielącego ich, z każdym dniem większego dystansu. Teraz patrzył, jak jej loki w barwie białego złota rozsypują się po poduszce, a błękitne oczy szeroko rozwierają się w wyrazie rozkoszy. Rozkoszy, którą sam jej podarował…

Gniewnym ruchem odrzucił płaszcz i poderwał się z łoża. Kilka razy wzdłuż i wszerz przemierzył komnatę. W końcu stanął w oknie. Nocne powietrze chłodziło wprawdzie ciało, lecz nie potrafiło schłodzić myśli. Penis nadal unosił się we wzwodzie. Może wezwać którąś z branek i cisnąć ją na posłanie… Pewnie nie musiałby nawet zbytnio jej przymuszać. Któraż z tych przerażonych kobiet ośmieliłaby się stawiać mu opór? Z drugiej strony, dyscyplina wśród żołnierzy… Ach, do Tartaru z dyscypliną! Niezaspokojona żądza pulsowała mu w podbrzuszu, przepełniała jądra, sprawiała, że nie potrafił myśleć o niczym innym. Wystarczy zawołać, a pełniący wartę w korytarzu Argyros stawi się na rozkaz. Zapewne nie spodoba mu się polecenie, jakie otrzyma, lecz nie odmówi jego wykonania. Dioksippos dał chłopakowi solidną lekcję. Z pomocą bata wyperswadował mu niesubordynację, bezczelność oraz pychę.

Już miał wzywać adiutanta, lecz powstrzymał się przed tym wysiłkiem woli. Odwrócił się od okna i zaczął pospiesznie odziewać. Buty, tunika, na ramiona zarzucił sobie płaszcz. Pancerz raczej mu się tej nocy nie przyda… Opuścił komnatę i zszedł na parter. Wybudzeni z płytkiego snu jeńcy unosili głowy i mierzyli go zrezygnowanymi spojrzeniami. W słabym świetle zdołał jednak wypatrzeć wśród zbitych w gromadę kobiet urodziwą brunetkę o oczach w kształcie migdałów. Zmusił się do tego, by przejść obok, nie okazując zainteresowania. Gdy wyszedł przed budynek stacji, owiał go zimny wiatr. Czym prędzej ruszył w stronę stajni. Kazał przygotować do jazdy swego perskiego rumaka, Kambyzesa. Razem pogalopują po mezopotamskiej równinie, a drogę oświetlą im gwiazdy. Może to sprawi, że choć trochę ochłonie…

Wyprowadzany pod ciemne niebo wierzchowiec zarżał radośnie na widok pana. Nie wyglądał na niezadowolonego z faktu, że znów będzie go nosić na grzbiecie, po parogodzinnym ledwie odpoczynku. Kassander dosiadł go i wbił pięty w końskie boki.

– Pędź, Kambyzesie! – zawołał.

Rumak tylko na to czekał. Nagły wicher uderzył w twarz Macedończyka, zmierzwił mu włosy i rozwiał ciężki płaszcz. Stacja pocztowa pozostała daleko w tyle, a człowieka i konia otuliła ciemna, mezopotamska noc.

* * *

– Oficer Gelon powrócił do obozu – oznajmiła Parmys, czesząc kasztanowe loki swojej pani. Mnesarete drgnęła ledwo dostrzegalnie, lecz niewolnica i tak to wyczuła. – Kiedy wracałam znad rzeki z wodą, jego oddział właśnie przejeżdżał nieopodal. Chyba im się powiodło, bo prowadzili ze sobą tłumy jeńców.

– Dlaczego mi o tym mówisz? – Pozornie obojętnym tonem spytała Szmaragdowooka.

– Wybacz moją śmiałość, pani… – Lidyjka pogładziła miękkie pukle swojej pani. – Lecz słyszałam, jak rozmawiasz z dostojnym Kassandrem przed jego wyjazdem. Stwierdziłaś wtedy, że czułabyś się pewniej, gdyby to Gelon czuwał nad twym bezpieczeństwem.

– A jednak mój najdroższy, w swej niezmierzonej mądrości, powierzył to zadanie Jazonowi. Czyżbyś występowała przeciw jego woli?

Parmys zbladła wyraźnie i uniosła dłoń do ust.

– W żadnym razie, pani! Po prostu wydawało mi się… że dostojny Jazon ma tyle innych spraw na głowie… Wybacz, jeśli uraziłam cię swoją bezmyślnością.

Przez długą, straszną chwilę Mnesarete milczała, jakby bawiąc się lękiem oraz niepewnością swojej służki.

– Nie uraziłaś mnie. Przynajmniej jak dotąd. Zaiste, chętnie rozmówię się z Gelonem. Dokończysz czesanie, a potem udasz się do jego namiotu. Uważaj, byś nie zabłądziła. Mogłabyś wpaść w ręce Traków, jak moja nieodżałowana Melisa…

Lidyjka wzdrygnęła się. Choć nigdy nie polubiła jońskiej niewolnicy, wieść o jej śmierci wstrząsnęła nią do głębi.

– Poprosisz, by mnie odwiedził, gdy tylko doprowadzi się do porządku – mówiła dalej dziewczyna z Argos. – Upewnij się, by dobrze cię zrozumiał. Nie życzę sobie oglądać go pokrytego pyłem drogi ani wdychać woni jego wierzchowca.

– Jak każesz, moja pani.

– A potem znajdź sobie zajęcie na resztę wieczoru i całą noc. Jestem pewna, że jakiś żołnierz chętnie przygarnie cię na swój siennik.

Parmys tylko skinęła głową. Nie był to pierwszy raz, gdy otrzymała podobne polecenie. Wiedziała już nawet, do siedziby którego żołnierza skieruje swoje kroki. Jej wybór – obojętnego na kobiece wdzięki Jazona – musiałby zdziwić, a może nawet przerazić Szmaragdowooką. Dlatego też Lidyjka zachowała go dla siebie.

* * *

Nad obozowiskiem zapadła noc. Przed generalską kwaterą straż pełnili dwaj weterani – poznaczony bliznami Macedończyk oraz ponury góral z plemienia Agrianów. Służba dłużyła im się, więc urozmaicali ją sobie grą w kości. Kiedy jednak ujrzeli nadchodzącego wodza Traków, poderwali się z ziemi, mocno uchwycili włócznie i chcieli go pozdrowić. On jednak przyłożył dwa palce do ust, nakazując im milczenie.

– Nigdy mnie tu nie było – rzekł cicho, przechodząc między nimi.

Bez słowa wpuścili go do środka namiotu. W przedpokoju panowała ciemność. Nikt nie zadbał, by rozpalić tu choć jedną lampę oliwną. Stąpając najciszej jak potrafił, po omacku skierował się w głąb kwatery, ku miejscu, gdzie urządzono alkowę. Zbliżył się do prowadzącego do niej otworu w płóciennej ścianie, przesłoniętego pasem nieprzezroczystej tkaniny. Już teraz do jego uszu dobiegły charakterystyczne odgłosy miłosnych zmagań. Wilgotne uderzenia ciała o ciało. Trzask wymierzanych siarczystych klapsów. Stłumione jęki przyjemności.

Podkradł się do zasłony i delikatnie odsunąwszy jej skrawek, zajrzał do sypialni. Na posłaniu ze zwierzęcych futer klęczała, mocno pochylona do przodu, Mnesarete. Naga niczym w dniu narodzin, wspierała się na łokciach, a głowę spuściła tak nisko, że jej włosy rozsypały się po poduszkach. Tuż za nią klęczał mocno zbudowany, jasnowłosy mężczyzna. Trzymając oburącz biodra Szmaragdowookiej, mocnymi pchnięciami wbijał się w nią od tyłu. Jazon przesunął spojrzeniem po krągłych piersiach, wygiętym w łuk grzbiecie, pełnych pośladkach niewiasty, które drżały w rytm zadawanych sztychów. Choć uznawał jej urodę, godną przyrównania do dzieł najlepszych helleńskich rzeźbiarzy, nie budziła w nim ona silniejszych emocji. Widok Gelona wywierał zupełnie inny efekt. Trak z dużą przyjemnością patrzył na wilgotny od potu tors kawalerzysty, pięknie ukształtowane mięśnie jego brzucha, a także muskuły ramion.

W pewnym momencie jasnowłosy postanowił zmienić pozycję, wycofał się więc z dziewczyny i stanowczym ruchem obrócił ją na plecy. Wówczas oczom Jazona ukazało się jego podbrzusze oraz dumnie wyprężony członek. Nie mogło być wątpliwości: bogowie hojnie obdarowali Gelona. Tym większa strata, pomyślał Trak. Już raz zdarzyło mu się wykastrować kochanka Mnesarete. Wtedy jeszcze uznawał go za niedoszłego gwałciciela. Teraz sytuacja była całkowicie jasna. Podejrzewał, że wytrzebienie Macedończyka również przypadnie właśnie jemu. Chociaż kto wie? Może Kassander zechce zająć się tym osobiście. Przecież to jego godność doznawała właśnie uszczerbku.

Tymczasem dziewczyna z Argos lubieżnie rozwarła uda i niecierpliwym gestem przywołała kawalerzystę. Osunął się na nią i wdarł gwałtownie. Mnesarete krzyknęła, jakby z bólu. Zaraz jednak objęła mężczyznę i z całych sił przyciągnęła ku sobie. Uprawiali miłość pospiesznie, niecierpliwie, z namiętną zachłannością. Jazon złapał się na tym, że patrzy zafascynowany na unoszące się i opadające pośladki Gelona. Poczuł też, że mimo całego wina, które wypił tego wieczoru, ma coraz silniejszy wzwód. Zobaczyłem już dość, skarcił się w duchu. Nadeszła pora odwrotu.

Mógłby wprawdzie już teraz wedrzeć się do alkowy i przyłapać oboje kochanków na gorącym uczynku. Kassandrowi zaś pozostawić wydanie surowego wyroku. Uznał jednak, że generał musi ujrzeć na własne oczy pełnię zdrady, jakiej dopuścili się wobec niego nałożnica oraz podkomendny. Z pewnością nie będzie to dla niego łatwe, ale zastępca nie powinien go przed tym osłaniać.

Tymczasem Macedończyk przyspieszył swoje pchnięcia. Jego oddech stał się pospieszny i chrapliwy. Szmaragdowooka objęła mu biodra udami, dłonie natomiast zacisnęła na mocarnych barkach. Choć Jazon czuł, że zobaczył już dosyć i powinien się dyskretnie wycofać, wciąż nie potrafił oderwać wzroku. Patrzył zafascynowany, jak Gelon zadaje kilka ostatnich sztychów, a potem jego ciałem wstrząsa dreszcz rozkoszy. Podziwiał mięśnie pracujące tuż pod ogorzałą skórą kawalerzysty. Mnesarete poddała mu się w pełni i teraz pokornie przyjmowała to, czym zechciał ją obdarować. Odrzuciła głowę do tyłu, karminowe wargi rozchyliły się w bezgłośnym jęku. Całkowita kapitulacja wobec triumfującej męskości. Erekcja Traka wyraźnie wybrzuszyła mu przód tuniki. Miał nadzieję, że wartownicy przy wejściu do namiotu nie będą mu się przyglądać zbyt dokładnie.

Nie czekając, aż kochankowie ochłoną, Jazon opuścił generalską kwaterę. Musiałem to zobaczyć, pomyślał, idąc przez pogrążone we śnie obozowisko. Upewnić się, że pozornie jednoznaczne poszlaki nie wprowadzają w błąd. Teraz już nie miał żadnych wątpliwości. W najbliższym otoczeniu Kassandra zalęgła się zbrodnia, którą należało wypalić rozpalonym żelazem.

Raz jeszcze wspomniał muskularne ciało Gelona. Jego siłę, stanowczość i niepohamowaną żądzę. Tym większa strata, stwierdził w duchu. Wytrawny koneser piękna potrafił nad nim rozpaczać, gdy miało zostać zniszczone.

* * *

Królewską Drogą podróżowało się szybko i wygodnie. Nawet prowadzeni na powrozie jeńcy, podążający za głównym oddziałem i flankowani z obu stron przez pojedynczych tesalskich kawalerzystów, byli w stanie utrzymać dobre tempo marszu. Kassander przejechał dwa razy wzdłuż kolumny, przyglądając się łupowi, jaki przypadł jego żołnierzom. W większości silni mężczyźni i zdrowe kobiety. Znów dostrzegł wśród nich ciemnooką brunetkę, którą zauważył poprzedniej nocy. Momentalnie poczuł przypływ pożądania. Zaraz jednak zdusił go w sobie. Kiedyś postąpiłby zupełnie inaczej – rozkazałby wyprowadzić niewiastę z tłumu branek i posiadł brutalnie, choćby na poboczu monarszego traktu. Dziś tylko popędził rumaka i dogonił przednią straż. Sam nie miał pojęcia, dlaczego tak się zachowuje. Wiedział tylko jedno – zadanie które mu zlecono i które przyjął, skuszony bajecznym zarobkiem, coraz bardziej mu ciążyło. Czuł też, że dopiero, gdy zostawi je za sobą, odzyska utraconą radość życia.

Przed południem dotarli do karawany Babilończyków, rozłożonej wokół Królewskiej Drogi na wschód od obozowiska macedońskiej armii. Otoczeni przez tesalską jazdę niewolnicy przemaszerowali przez targowisko. Kupcy przyglądali im się łapczywie, jakby już szacowali swój zarobek. Ze swego ogromnego, szkarłatnego namiotu wyszedł nawet sam Hassan. Jak zawsze nienagannie ubrany w kosztowne jedwabie, tym razem w kolorze bezchmurnego nieba i obwieszony złotem. Stanął na skraju traktu, otoczony przez służbę, pochlebców oraz arabskich przybocznych. Kassander zatrzymał przed nim swego wierzchowca.

– Jak widzisz, solidnie wywiązujemy się z naszej umowy – rzekł, wskazując szerokim gestem jeńców. – Już wkrótce będziemy mieć dla ciebie obiecane trzy tysiące głów.

– Niezmiernie mnie to cieszy. – Oczy przywódcy karawany śmiały się w szerokiej twarzy. – Z pewnością jesteś zdrożony, przyjacielu. Może wstąpisz w moje skromne progi i skosztujesz chłodnego wina?

– Chciałbym, lecz obowiązki wzywają. Wkrótce zwołuję naradę moich oficerów. Zapraszam i ciebie, Hassanie. Wspólnie zaplanujemy nasze dalsze kroki.

– Naturalnie, stawię się bez zwłoki. Uprzedź mnie tylko, gdzie i kiedy. Na przykład wysyłając tego pięknego młodzieńca… – Arab uśmiechnął się szerzej do Argyrosa.

Policzki adiutanta zapłonęły, lecz on sam powstrzymał się od odpowiedzi i tylko z pogardą odwrócił spojrzenie.

* * *

– Jesteś wreszcie, najdroższy! – Mnesarete powitała Kassandra uwodzicielskim uśmiechem. Miała na sobie prosty, biały peplos z nieprzezroczystego lnu, który w jakiś tajemny sposób jeszcze przydawał jej powabu. – Tak długo cię wyczekiwałam! Liczyłam, że wrócisz zeszłej nocy… lecz musiałam spędzić ją sama, płonąca tęsknotą… i pragnieniem. Niewolnico, nie ociągaj się! Podaj panu wino. Z pewnością jest zmęczony po długiej jeździe. – Zbliżyła się do Macedończyka, wtuliła w jego szeroką pierś. I zaraz lekko zmarszczyła nos. – Czy kazać przygotować kąpiel, Kassandrze? Z przyjemnością ci w niej usłużę…

– Marzę o tym – przyznał Macedończyk, obejmując szczupłą talię Szmaragdowookiej. Ich usta zwarły się w długim, namiętnym pocałunku. – Niestety, zaraz czeka mnie narada. Może potem znajdę czas…

– W takim razie powrócę do czekania. Niczym wierna Penelopa!

Dziewczyna z Argos zwinnie wysunęła mu się z ramion. Miał zamiar przygarnąć ją znów ku sobie, lecz właśnie wtedy lidyjska służka podała mu puchar trunku. Pociągnął kilka solidnych łyków, a w tym czasie Mnesarete powróciła do sypialnianej części kwatery. Było to zachowanie, którego należało oczekiwać od skromnej niewiasty, choć może nieco zaskakujące w przypadku tej konkretnej, ze skromnością mającej niewiele wspólnego. Wszak przedpokój, gdzie znajdował się również obszerny stół, miał już niedługo stać się miejscem wojskowej rady. W każdej chwili mógł tu wejść któryś z wezwanych oficerów. Zaś nałożnica generała nie powinna się zbyt często pokazywać jego podwładnym.

Lidyjka czekała cierpliwie, aż Kassander zaspokoi pragnienie. Z amforą wina w dłoniach, gotowa znów napełnić naczynie, gdy tylko je opróżni. Nieco zdziwił go fakt, że nigdzie nie dostrzegł drugiej niewolnicy. Przypomniał sobie, że gdy dwa dni wcześniej przygotowywał się do wyprawy na mezopotamską równinę, jedynie Parmys pomagała mu z zapięciami pancerza. Gdzie zatem podziewała się smagła Jonka? Kiedy o to spytał, przez twarz służącej przemknął bolesny grymas.

– Melisa… Melisa nie żyje, mój panie. Zgwałcona i zamordowana przez trackich najemników.

– Nie żyje? Kiedy to się stało? Dlaczego nic mi nie powiedziano?!

– Dostojny Jazon przyniósł tę wiadomość już po twym wyjeździe z obozu. Szła z jakimiś sprawunkami dla pani, gdy pochwyciły ją te zwierzęta…

– Jakież to sprawunki mogły zaprowadzić ją w okolice trackich siedzib? – zdumiał się Kassander.

Miał już zażądać wyjaśnień od Mnesarete, gdy do namiotu wkroczył Dioksippos. Zwykle pogodny i pełen życia, teraz wyraźnie znużony. Oczy miał przekrwione z niewyspania. Jego oddział powrócił do obozowiska nad ranem i przyprowadził wozy ze wszystkim, co udało się zagrabić w opróżnionych wsiach. Najwyraźniej Ateńczyk nie zdążył jeszcze odespać zarwanej nocy. Następny stawił się oficer jazdy, Gelon. Ten z kolei zdawał się wypoczęty i odprężony. Wieść o polowaniu na niewolników nie dotarła do osad, które wziął sobie na cel. Dlatego już poprzedniego wieczoru powrócił z wyprawy, wiodąc licznych i w pełni zaskoczonych jeńców.

Przedpokój generalskiej kwatery szybko się zapełniał. Wyjaśnienie śmierci niewolnicy będzie musiało poczekać na sposobną porę. W gruncie rzeczy nie była to aż tak istotna sprawa, choć przecież Jonka przypadła Kassandrowi do gustu. Najważniejsza była jednak armia i jej dalsze działania. Kiedy w otworze wejściowym pojawił się Jazon w towarzystwie Hassana – zapewne dwaj najbardziej eleganccy mężowie w promieniu tysiąca stadiów – można było zaczynać naradę. Najpierw dowódcy poszczególnych oddziałów pochwalili się efektami łowów na ludzi. Łącznie pochwycono tysiąc dwustu mężczyzn, kobiet oraz dzieci. Zostali oni rozlokowani w nowych zagrodach, wybudowanych na skraju obozowiska.

– Wszystkie wsie w okolicy zostały już przez nas opróżnione – rzekł Kassander. – Albo też chłopi dowiedzieli się o łowach i zdołali zbiec. Tak czy inaczej, nic więcej tu nie osiągniemy. Musimy ruszyć dalej na wschód. Tam pochwycimy brakujący tysiąc.

– Słusznie mówisz, generale. – Książę kupców uśmiechnął się czarująco. – Oczywiście moja karawana będzie towarzyszyć waszym wojskom. Gdy tylko zbierzecie odpowiednią liczbę niewolników, dobijemy targu, a potem poprowadzę ich do Babilonu. Dostojni panowie, dziękuję za dotychczasowe wysiłki i zachęcam do kolejnych! Przysięgam, że nie zawiedziecie się na mej hojności.

Mimo zmęczenia oficerowie byli w wyśmienitym humorze. Nie stracili go nawet wówczas, kiedy głównodowodzący zarządził wymarsz o bladym świcie. Rozchodzili się grupkami, zapewne po to, by pijatyką uczcić dopiero co odniesione zwycięstwa nad mezopotamskim chłopstwem. Dopiero wtedy Jazon zbliżył się do Kassandra. Na widok jego posępnej twarzy Macedończyk odsunął kuszącą myśl o obiecanej mu przez Mnesarete wspólnej kąpieli.

– Muszę z tobą pomówić – oznajmił poważnym tonem Trak. – Na osobności, w miejscu, gdzie nikt nas nie podsłucha. Najlepiej w mojej kwaterze.

Coś w jego głosie sprawiło, że generał nie oponował. Ruszyli przez obozowisko w stronę nieodległego namiotu. Choć Kassander miał wiele pytań, po drodze nie zamienili ani słowa. Skoro jego zastępca pragnął zachować tajemnicę, musiał mieć ku temu bardzo dobry powód.

Siedziba Jazona była zwykle jasno rozświetlona. Tym razem jednak tonęła w mroku. Mężczyźni stanęli w blasku jednej tylko lampy oliwnej. Trak milczał jeszcze przez dłuższą chwilę, jakby szukając słów.

W końcu zaczął:

– Mój generale, towarzyszu broni, a przede wszystkim druhu. Wybacz słowa, które zaraz padną z moich ust. Możesz wierzyć, że wolałbym milczeć. Niestety, w ten sposób zdradziłbym ciebie i dołączył do tych, którzy już to uczynili.

Macedończyk zmarszczył brwi.

– Jaką zdradę masz na myśli?

– Przyjacielu… Wiedz, że Mnesarete nie jest ci wierna. Od wyruszenia z Aten spała z co najmniej dwoma mężczyznami. Nie mogę wykluczyć, że było ich więcej.

Nawet w wątłym świetle widać było, że twarz Kassandra blednie, jakby odpłynęła z niej cała krew. Zacisnąwszy dłonie w pięści, wycedził:

– Zaiste, jesteś moim druhem, Jazonie. Kto wie, może najlepszym ze wszystkich. Lecz jeśli z jakiegoś powodu kłamiesz, przyrzekam, że wyrwę ci język i nakarmię nim psy. Mów zatem. Jakie masz dowody?

– Świadectwo jej dwóch niewolnic. A także moich własnych oczu.

– Dwóch niewolnic? Niedawno usłyszałem, że jedna z nich nie żyje. Zgładzona przez twoich podkomendnych.

– Jestem pewien, że tego właśnie życzyłaby sobie Mnesarete. Prawda jest jednak inna. Drogie dziecko, pora, byś do nas dołączyła.

Jakiś szelest za plecami Traka sprawił, że Macedończyk wbił wzrok w ciemność wypełniającą wnętrze komnaty. Z ciemności zaś wyłoniła się Melisa. Nie wiedzieć czemu, miała na sobie męski strój – krótką tunikę z białej wełny, odsłaniającą jej nogi aż po uda.

– Dostojny Jazon mówi prawdę, panie. Mogę potwierdzić każde jego słowo.

Wstrząśnięty generał znów spojrzał na swego zastępcę.

– A twoje oczy?

– Nie dalej jak wczoraj widziały twą kochankę w ramionach innego.

– W czyich?! Podaj mi imię!

– Oficera macedońskiej jazdy, Gelona.

Kassander rozejrzał się dokoła. Pierwszym, co przyciągnęło jego uwagę, był drewniany słup podtrzymujący namiot. Podszedł do niego i wymierzył cios. Kolejny. I jeszcze jeden. Traktowane brutalnie drewno protestowało głośnym trzeszczeniem. Mężczyzna zaprzestał uderzeń dopiero, gdy zdarł skórę z knykci, a jego palce spłynęły krwią.

– Powierzyłem mu jej bezpieczeństwo. Ufałem jak mało komu. A on… Z kim jeszcze mnie zdradziła? – zapytał głuchym głosem.

– Z tragarzem jej lektyki. Tym, którego przyłapałeś w swej kwaterze.

– Z niewolnikiem?! Byłem pewien, że przyszedł ją zgwałcić!

– Parmys przysięga, że osobiście sprowadziła go na rozkaz Mnesarete.

– Skoro tyle wiedziałyście, czemuście milczały?! – zawołał do Melisy.

Ta cofnęła się o krok przed jego furią.

– Czyż to nie oczywiste? – odparł spokojnie Jazon. – Panicznie bały się swej pani. Wiesz, jak bardzo potrafi być mściwa. Już zapomniałeś o losie Heleny? Poza tym każda znała tylko skrawki prawdy. Dopiero niedawno połączyłem je w całość.

Macedończyk odwrócił się do nich plecami. Długo spoglądał w otwór wejściowy namiotu.

– Pójdę do Gelona – warknął. – Najpierw wytłukę z niego prawdę… a potem osobiście nawlekę na zaostrzony pal. Dopiero wtedy zajmę się tą dziwką…

Trak zbliżył się i położył mu dłoń na ramieniu.

– Uczynisz to na środku obozowiska? W ten sposób wszyscy dowiedzą się o twym upokorzeniu – stwierdził cichym głosem. – O tym, że nałożnica przyprawiała ci rogi. Nawet jeśli ona i Gelon umrą, wstyd pozostanie na długo. Istnieje lepszy sposób. Na własne oczy przekonasz się o ich winie, a potem wymierzysz sprawiedliwość. Zaufaj mi, a całą sprawę uda się zachować w tajemnicy.

– Co proponujesz?

– Musimy wtajemniczyć w sprawę Dioksipposa. Jego pomoc będzie nieodzowna… Dioksipposa i nikogo więcej.

– Ufam mu. Potrafi zachować sekret.

– I ja tak sądzę. A zatem uczynimy tak…

* * *

Chcąc być gotową na powrót Kassandra, Szmaragdowooka zażądała gorącej kąpieli. Parmys natychmiast się tym zajęła. Kilku krzepkich tragarzy posłała po wodę nad brzeg Tygrysu, sama zaś rozpaliła przed generalską kwaterą duże ognisko, by przygotować ukrop. Już wkrótce Mnesarete mogła zanurzyć się po szyję w rozkosznie ciepłej toni. Lidyjka dodała nieco wonnych olejków, które wypełniły namiot zmysłowymi zapachami. Potem zaś sięgnęła po egipskie mydło i zaczęła myć ramiona oraz plecy swojej pani. Ta zamruczała z przyjemności, niczym przeciągająca się kotka.

Tym razem posłaniec nie wdarł się do pokoju kąpielowego, zaskakując nagą dziewczynę z Argos. Zatrzymał się w przedsionku i głośno oznajmił swe przybycie. Mnesarete kazała niewolnicy dowiedzieć się, o co chodzi. Kiedy Parmys przyszła z powrotem, przyniosła smutną wiadomość – generał nie wróci tego wieczoru do swej kwatery. Ważne obowiązki zatrzymały go w obozowisku.

– Ważne obowiązki! – fuknęła Szmaragdowooka. – Domyślam się, że polegają na rozdziewiczeniu którejś z mezopotamskich branek.

Zakończyła kąpiel w ponurym milczeniu. Miała ochotę znów przyzwać do siebie Gelona, lecz rozsądek podpowiadał, że tym razem naraziłaby się na zbyt wielkie niebezpieczeństwo. Przecież Kassander mógł jednak zmienić zdanie. A i wartownicy zaczęliby się w końcu zastanawiać, czemu kawalerzysta co noc przychodzi do generalskiego namiotu akurat wtedy, gdy przebywa w nim jedynie nałożnica jego wodza.

Parmys wytarła ciało Mnesarete ręcznikami, a potem przyniosła jej zieloną suknię z najcieńszego jedwabiu. Dziewczyna z Argos odtrąciła ją gniewnym gestem.

– Po co mam się stroić jak hetera, skoro nie goszczę dziś żadnego kochanka?

– Wybacz, pani. – Niewolnica opuściła głowę. – Pomyślałam tylko, że nie godzi się, byś pozostała naga. Ktoś mógłby tu wejść… zobaczyć… aaa!

Jej słowa przeszły w bolesny krzyk, gdy właścicielka chwyciła ją za jasne włosy i z całej siły szarpnęła.

– Będziesz mnie pouczać o skromności, lidyjska kurewko? – wycedziła, patrząc służącej z bliska w oczy. – Ty, która miałaś ze stu mężczyzn, nim trafiłaś w moje ręce?

– Daruj… Nie chciałam cię urazić…

– Być może popełniłam błąd. To ciebie trzeba było posłać Trakom. Melisa mogła mi się jeszcze przydać. Przynajmniej potrafiła trzymać język za zębami. Ale nie jest jeszcze za późno. Wciąż mogę to uczynić.

Blondynka milczała, spoglądając tylko lękliwie na swą panią. Ta w końcu rozluźniła uchwyt na jej włosach.

– Precz – warknęła. – Zejdź mi z oczu albo wychłoszczę cię do krwi… I nie przejmę się tym, co na to powie Kassander.

* * *

Generał osunął się na bogato zdobione krzesło, które jego zastępca zagrabił pewnie jeszcze w Sardis. Posępny i milczący, spoglądał w pustkę przed sobą. Jazon opuścił namiot, zostawiając wodza samego, z całą jego furią, goryczą oraz morderczymi planami. Towarzystwa dotrzymywała mu jedynie Melisa, która i tak nie miała dokąd pójść. Klęczała teraz przed Macedończykiem, opatrując mu prawicę. Najpierw obmyła wodą poranione knykcie, a następnie zaczęła owijać całą dłoń pasem czystego płótna. Lewa ręka wyglądała nieco lepiej – tu skończyło się na sińcach i nabiegłych krwią otarciach.

– Dlaczego to uczyniła? – rzekł nagle Kassander. – Czego jej brakowało?

Jonka domyśliła się, że jego pytania nie są skierowane do niej. I że nie musi – a nawet nie powinna – próbować na nie odpowiedzieć. Kontynuowała bandażowanie, bacząc przy tym, by nie sprawić Macedończykowi zbędnego bólu. Jej palce przesuwały się po jego skórze delikatnie, z niemal pieszczotliwą lekkością.

– Błagała, bym zabrał ją ze sobą do Persji – ciągnął. – Powoływała się na wolę samej Afrodyty… Powinienem już wtedy przewidzieć, czym to się skończy. Jest równie niestała jak bogini, której oddaje cześć. Zrodzona z Piany to pierwsza dziwka Olimpu. Mnesarete nie chciała być od niej gorsza…

Choć mówił cicho, każde wypowiedziane słowo zdawało się wibrować od gniewu.

– Zapomniała tylko, że nie jest Afrodytą… Ja zaś nie jestem wyrozumiałym Hefajstosem. Zmuszę ją, by patrzyła, jak zarzynam tego skurwiela. Znów będzie mnie błagać. Jeśli dobrze ją znam, to o litość dla siebie. Nie dla niego.

Melisa zawiązała końcówki pasa płótna tak, by opatrunek nie zsunął się z dłoni. Wciąż jednak pozostała na kolanach przed Macedończykiem. Po krótkim wahaniu odważyła się unieść spojrzenie. I momentalnie zadrżała. Kassander bowiem patrzył teraz prosto na nią.

– Kiedyś obiecałem ci ochronę przed jej mściwością. Nie dotrzymałem słowa. Gdyby nie Jazon, umarłabyś w bólu i pohańbieniu. Chcę ci to wynagrodzić. Od dziś nie jesteś już niewolnicą. Wyzwalam cię. Ty, która byłaś własnością i igraszką innych, od tej chwili stajesz się panią samej siebie.

Nie od razu pojęła, co ma na myśli. Gdy jednak dotarł do niej sens słów, które właśnie padły, poczuła, jak po policzkach spływają jej słodkie łzy wdzięczności.

– Dziękuję ci, panie… Dziękuję – szepnęła i pochyliła się ku jego lewej, nieprzykrytej bandażem dłoni. Obsypała pocałunkami stwardniałe od miecza palce.

On zaś jeszcze nie skończył:

– Otrzymasz też ode mnie dość srebra, byś nie popadła znów w zależność od innych. Pochodzisz z Jonii, prawda? Jeśli pragniesz tam wrócić, powiedz tylko słowo. Otrzymasz zbrojną eskortę, by nic złego nie przytrafiło ci się w drodze.

Tym zaskoczył ją jeszcze bardziej. Ku własnemu zaskoczeniu potrząsnęła głową. A potem, po raz pierwszy w życiu, wypowiedziała coś, co stanowiło wyraz jej własnej, nieprzymuszonej woli:

– Nie marzę wcale o powrocie do ojczyzny. Jeśli się zgodzisz, panie… Chciałabym zostać przy twym boku.

Teraz to on wyglądał na zaskoczonego. Uniósł brwi i długo patrzył w jej ciemne oczy. A potem jego spojrzenie zmieniło wyraz. I spłynęło niżej… Melisa zarumieniła się, czując, jak on przygląda się jej zachłannie. Jak próbuje przeniknąć wzrokiem białą wełnę tuniki i dotrzeć do skrytego pod nią smagłego ciała. Pojęła, że nie powinna dłużej odmawiać mu tego widoku. I że wcale nie chce tego czynić.

Podniosła się z kolan i stanęła przed Kassandrem dumnie wyprostowana. Niczym wolna kobieta, którą od paru chwil była. Widziała, jak on z przyjemnością przesuwa spojrzenie po jej odsłoniętych udach. Pożądanie Macedończyka rosło z każdą chwilą, czuła to. Ona również coraz mocniej go pragnęła. Powoli, jakby z wahaniem, a przecież skwapliwie jak nigdy przedtem, ściągnęła przez głowę tunikę. Odzienie, które dostała od Jazona w miejsce rozdartej przez Traków sukni. Obserwujący ją mężczyzna chrapliwie zaczerpnął powietrza. Kiedy ukazała mu się naga, podniósł się ze zdobionego krzesła i postąpił krok ku niej. Silne ramię objęło jej szczupłą kibić. Drugą ręką, tą nieopatrzoną, przykrył drobną pierś wyzwolenicy.

– Nie jestem już twym panem – rzekł, spoglądając na nią z góry. – Lecz skoro tego właśnie chcesz, zatrzymam cię przy sobie.

– Niczego więcej nie pragnę – uniosła głowę i rozchyliła wargi do pocałunku. Nie musiała długo czekać. Kassander łapczywie wpił się w jej usta i niemal wepchnął w nie swój język. Palce zacisnęły się, gniotąc i miętosząc śniadą pierś. W pierwszej chwili przestraszona jego natarczywością Melisa odruchowo się cofnęła. On podążył za nią, aż w końcu przyparł dziewczynę do podtrzymującej namiot belki. Tej samej, którą przedtem usiłował zdruzgotać pięściami. Jonka poczuła na plecach szorstki dotyk nieheblowanego drewna. Nie miała się już dokąd cofać. Mogła tylko ulec.

Znów ją całował, głęboko i namiętnie, jakby po całej erze wymuszonej wstrzemięźliwości. Dłoń Macedończyka spłynęła na pośladek wyzwolenicy. Ścisnął go tak mocno, że aż pisnęła. Oderwał usta od jej warg, tylko po to, by stanowczym gestem obrócić plecami do siebie. Melisa wsparła dłonie na twardym drewnie i posłusznie wypięła pośladki w stronę pana… Nie, już nie pana, lecz kochanka. Mężczyzny, którego sama wybrała. I któremu postanowiła oddać się bez przymusu czy lęku przed karą.

Stojący za nią Kassander pozbył się odzienia – bardzo szybko, biorąc pod uwagę, że mógł posłużyć się tylko jedną sprawną ręką. Już po chwili poczuła, jak jego żołądź, pulsująca pożądaniem, ociera się o wilgotne już fałdki sromu. Westchnęła błogo, a paznokcie zaskrobały o belkę. Lewą dłoń położył dziewczynie na barku. Przyciągnął ją ku sobie, gdy wsuwał się powolnym, lecz głębokim pchnięciem w jej pochwę. Przyjęła go, jęcząc, z pochyloną głową, w pełni chłonąc doznanie. Choć pokaźny członek Macedończyka z trudem torował sobie drogę, niemal nie czuła bólu. Czy tak właśnie jest, gdy kochasz się z własnej woli, zastanawiała się, póki jeszcze była w stanie formułować spójne myśli. Kolejne sztychy, już mocniejsze i bardziej stanowcze, pozbawiły ją tej możliwości. Krzyknęła raz i drugi, przywarła czołem do chłodnego drewna.

Jej oddech przyspieszył, a uda drżały. Bała się, że nie wytrzyma długo w tej pozycji, że osunie się na ziemię, a Kassander opuści jej ciasne wnętrze. Że sprawi mu zawód takiego rodzaju, jakiego nigdy nie doznał ze strony Mnesarete. Oczyma wyobraźni ujrzała Szmaragdowooką, śmiejącą się i szydzącą z niej. Chciałaś mi go odebrać, ty jońska suko – drwiła dziewczyna z Argos. – Sądziłaś, że dasz mu więcej rozkoszy niż ja? Niedoczekanie! Wkrótce pojmie swój błąd. I wtedy wróci do mnie. A ty znów będziesz moją niewolnicą!

Nigdy, odpowiedziała jej Melisa. Już nigdy go nie odzyskasz. Choć pchnięcia Macedończyka wstrząsały drobnym ciałem Jonki, jej biodra zaczęły wychodzić mu naprzeciw. Teraz to on jęknął, gdy ciasno otuliła go sobą. Palce Kassandra zacisnęły się na barku dziewczyny, oddech stał się chrapliwy. Uprawiali miłość coraz bardziej pospiesznie, z coraz większym impetem. Podbrzusze generała co rusz dociskało się do pośladków wyzwolenicy. Ona zaś raz po raz odpychała się od podtrzymującej namiot belki, by poczuć go jeszcze mocniej i głębiej. Nie wiedziała, jak długo to trwało, lecz ich ciała zdążyły się pokryć drobnymi kroplami potu. Mężczyzna nie ustępował, ani na moment nie zwolnił tempa. Jakimś cudem znajdowała w sobie siłę, by dotrzymać mu kroku. Czy był to znak, że Afrodyta zwraca ku niej przychylny wzrok? Przecież to Mnesarete co noc się do niej modliła. A jednak Zrodzona z Piany musiała mieć w tym swój udział. Nie było innego wytłumaczenia.

Kiedy Kassander nagle się z niej wysunął, o mały włos nie okazała mu swego zawodu. On jednak nie zamierzał wcale kapitulować. Wierzchem obandażowanej dłoni otarł pot z czoła. Drugą wziął ją za rękę i z wysiłkiem rzekł:

– Pora wypróbować łoże Jazona. Sam je nam przecież oddał…

Nie mogła uwierzyć, gdy prowadził ją na posłanie godne królów. Potężny mebel, z baldachimem wspartym na drewnianych kolumnach – tylko zhellenizowany Trak był na tyle niepraktyczny, by ciągnąć ze sobą coś takiego… A teraz ona, jeszcze niedawno zwykła niewolnica, której kazano spać na ziemi przykrytej tylko cienkim dywanem, będzie uprawiać na nim miłość. Gdy dotarli do łóżka, Jonka wstąpiła na nie sama, nie czekając na rozkaz. Ułożyła się wygodnie na plecach. Rozchylając uda, zaprosiła między nie Macedończyka. Nie kazał jej długo czekać. Już po chwili poczuła na sobie jego przemożny ciężar. Wsparty na lewej dłoni, naparł na nią biodrami. Jęknęła przeciągle. Kassander nie silił się na delikatność. Wydawało się wręcz, że była mu ona całkiem obca.

Tym razem jednak Melisa była na to przygotowana. Otuliła mu boki udami, położyła dłonie na szerokich plecach. Kiedy w nią wchodził, ze wszystkich sił zaciskała się wokół szturmującej jej wnętrze męskości. Znowu czuła, że Afrodyta jest z nią, że użycza jej swych niespożytych sił. Jedną rękę przeniosła na kark Macedończyka i przyciągnęła go bliżej siebie. Teraz to ona wpiła mu się w usta. Jeśli był zaskoczony, to tylko przez chwilę. Wkrótce zaczął odpowiadać na pieszczoty roznamiętnionej dziewczyny. Czuła, że wszystko, co czyni, zyskuje przychylność Macedończyka. Wizja roześmianej, triumfującej Mnesarete zaczęła się rozpływać, aż w końcu całkiem zniknęła w ciemności, zalegającej w odległych kątach namiotu.

Kiedy zostali już tylko we dwoje, Jonka w pełni skupiła się na przyjemności Kassandra. Chciała mu dać jak najwięcej rozkoszy, by dobrze zapamiętał ich pierwszy raz. Bo choć wcześniej zdarzało mu się korzystać z jej ciała – był wręcz tym, który pozbawił Melisę dziewictwa – to przecież dopiero teraz kochali się naprawdę. Zabiegi te szybko jęły przynosić rezultaty – nie było wątpliwości, że zbliża się do szczytu. Ruchy mężczyzny stały się gorączkowe i urywane, jęki bardziej ochrypłe, sztychy niecierpliwe. Wyzwolenica raczyła jego penisa ostatnimi silnymi skurczami. Palcami jednej ręki przeczesała mu zmierzwione włosy. Drugą sięgnęła ku twardym pośladkom kochanka, zacisnęła mocno palce. Sama była już na wpół omdlała z wysiłku. Dlatego odchyliła głowę do tyłu i pozwoliła, by obsypał pocałunkami jej szyję i dekolt.

I wtedy ciałem Macedończyka wstrząsnął dreszcz. Jego biodra uniosły się i opadły, w ostatnim, najgłębszych sztychu. Jonka przyciągnęła go ku sobie i czuła, jak drży, przeżywając orgazm i parokrotnie obficie wytryskując w jej wnętrzu. Musiał od kilku dni nie mieć kobiety, pomyślała niezbyt przytomnie. Wyczerpany, osunął się na nią, a potem znieruchomiał. Mimo pewnej niewygody stwierdziła jednak, że całkiem przyjemnie jest czuć na sobie jego ciężar. Palcami gładziła wilgotne włosy mężczyzny, rozcierała krople potu po jego pośladku i udzie. Minęły długie minuty, nim Kassander na tyle odzyskał siły, by podnieść się na lewym ramieniu. Zsunął się z jej ciała na pościel obok. Zwróciła się ku niemu i wtuliła drobnym biustem w szeroki tors.

– Gdybym wiedział, że zapłoniesz taką namiętnością, już dawno bym cię wyzwolił! – Próbował zażartować, czuła jednak, że to, co się między nimi stało, wywarło na nim spore wrażenie.

– Niewolnicy niepotrzebna jest namiętność, tylko posłuszeństwo – odparła cichym głosem. – Ofiarowując mi wolność, wszystko zmieniłeś. Nie jestem już tym, kim byłam wcześniej.

– Jesteś wolną kobietą. Wolną Hellenką. Możesz udać się, gdzie tylko zechcesz. Jeżeli jednak pozostaniesz przy mnie, otrzymasz wszystko, czym wzgardziła Mnesarete.

– Przyjmę to z pokorą i wdzięcznością – zapewniła. – Nigdy nie stanę się taka jak ona, panie.

– Kassandrze. Nie musisz już tytułować mnie panem.

– Kassandrze – powtórzyła, jakby ucząc się nowego słowa. Już czuła, że polubi jego wypowiadanie. – Możesz mi wierzyć.

– Wierzę ci, Meliso. Naprawdę ci wierzę.

* * *

Nazajutrz o brzasku macedońska armia rozpoczęła przygotowania do wymarszu. Podobne prace wszczęto również w obozowisku babilońskich kupców. Wraz ze wschodem słońca uformowane kolumny ruszyły Królewską Drogą. Jeńcy szli za oddziałami falangi, łykając kurz wznoszony przez sandały raźno kroczących żołnierzy. Babilończycy zamykali pochód. Dosiadający wielbłądów arabscy zbrojni pilnowali, by żaden z pochwyconych mezopotamskich chłopów nie wymknął się, korzystając z zamieszania. Również statek wycieczkowy, którym podróżowała Mnesarete, od kilku dni zacumowany w rzecznej zatoce, teraz wypłynął na środek Tygrysu. Tak jak dotychczas, w rolę marynarzy wcielili się ateńscy hoplici, najbardziej biegli spośród Hellenów w trudnej sztuce żeglugi.

Dziewczyna z Argos wspierała się o reling, spoglądając na południowy brzeg rzeki. Królewska Droga zbytnio oddaliła się od Tygrysu, by mogła widzieć kroczących nią żołnierzy, lecz tu i ówdzie dostrzegała chmurę kurzu wznoszoną przez oddziały konnicy, pędzące poboczem wzdłuż marszowych kolumn. Domyślała się, że gdzieś tam, na czele któregoś z kawaleryjskich zagonów, jedzie Kassander. Mężczyzna, dla którego porzuciła swoje dawne, poukładane życie, zostawiła Helladę i udała się w nieznane. Mężczyzna, który wzgardził nią i wszystkim, czym mogła i chciała go obdarzyć. Który szukał przyjemności wszędzie poza jej łożnicą.

Z początku sprawiało jej to mnóstwo bólu. Potem znalazła satysfakcję w zemście. Zdecydowała, że skoro on nie dochowuje wierności, nie pozostanie mu dłużna. Pozbawiona rozkoszy, jaką niósł jego dotyk, zaczęła szukać jej na własną rękę. Najpierw jej wybór padł na Gelona, potem Nasakhmę… Ta ostatnia przygoda skończyła się wprawdzie tragedią, lecz było już za późno, by się zatrzymać. Potajemne miłostki i związane z nimi ryzyko stały się dla Mnesarete narkotykiem, od którego się uzależniła.

Wzięła głęboki oddech. Jedwabna suknia którą dziś włożyła, choć lekka i zwiewna, zaczynała nieznośnie jej ciążyć. Pragnęła jak najprędzej się z niej wyswobodzić. Powoli odwróciła się od południowego brzegu Tygrysu i spojrzała na stojącego przed nią mężczyznę. Gelon. Przydzielony jej obrońca i opiekun. A także – z własnej woli – kochanek. Wysoki, pewny siebie, jasnowłosy. Na swój sposób podobny do Kassandra. A jednocześnie zupełnie inny. W pełni skupiony na niej. Rozpalony pożądaniem. Gotów na wszystko, by tylko ją posiąść.

Szmaragdowooka ledwo dostrzegalnie skinęła głową. Usta Macedończyka wygięły się w triumfalnym uśmiechu. Minęła go i ruszyła w stronę znajdującej się na rufie nadbudówki łodzi. Przy drzwiach wejściowych stała Parmys w prostym, białym, pozbawionym ozdób peplosie niewolnicy. Wzrok miała wbity w pokład, nie ośmieliła się nawet spojrzeć na swą panią. Dziewczyna z Argos minęła również ją i weszła do kajuty. Drzwi zostawiła otwarte. Stanęła przy łożu i nie oglądając się za siebie, zaczęła powoli rozsupływać wiązania sukni. Gdy jedwab opadł na podłogę, poczuła, że nie jest już sama. Obróciła się bez pośpiechu, ale i bez fałszywego wstydu. Nie zamierzała niczego odmawiać oczom Gelona. Podobnie jak i jego dłoniom, ustom oraz męskości.

Jego płonące spojrzenie przeszywało ją na wskroś. Nawet na moment nie odrywając od niej wzroku, zamknął drzwi wychodzące na pokład. Szybko pozbył się płaszcza, ściągnął hełm, na oślep poradził sobie z wiązaniami napierśnika. Pod nim miał tylko płową, przetartą tu i ówdzie tunikę. Miał ją ściągnąć, lecz w tej właśnie chwili Mnesarete ruszyła w jego stronę.

– Pozwól, bym ja to uczyniła – szepnęła zmysłowo, przesuwając palcami po torsie kochanka.

* * *

Kiedy Parmys zbliżyła się do stromych schodów prowadzących pod pokład, w jej nozdrza uderzył skumulowany smród potu oraz innych wydzielin ciał kilkudziesięciu stłoczonych poniżej mężczyzn. Lidyjce aż zakręciło się w głowie, lecz jakimś cudem utrzymała równowagę. Po krótkim wahaniu zstąpiła w dół, w wilgotną ciemność, pełną stęknięć, trzaśnięć bicza i przepełnionych cierpieniem jęków.

Wioślarzy ściśnięto gęsto, na dwudziestu ławach. Każdym wiosłem operowało dwóch niewolników. Przez środek siedzisk wytyczono pomost, po którym przechadzał się nadzorca z batem. Nieopodal schodów stał bębniarz, którego uderzenia nadawały rytm pracy. Parmys przez dłuższą chwilę spoglądała na trudzących się mężczyzn. W wątłym świetle widziała ich napięte jak postronki mięśnie, dostrzegała, jak kulą się lękliwie, kiedy w ich okolicy zjawiał się właściciel bicza.

W końcu oderwała od nich wzrok i ruszyła pomostem. Nadzorca na jej widok obleśnie się uśmiechnął. Gdy go mijała, próbował ją obłapiać, lecz zręcznie wyślizgnęła mu się z rąk i kontynuowała marsz ku dziobowi łodzi. Niektórzy wioślarze unosili głowy, gdy przechodziła obok. Czuła na sobie ich lepkie spojrzenia, przepełnione niezaspokojonym pożądaniem oraz czystą nienawiścią dla tej, której nie krępowały łańcuchy oraz przymus żmudnej, wykańczającej pracy. W końcu dotarła do pierwszej ławy. Tej jednak zajmowali niewolnicy. Trzech spoczywających na niej mężczyzn czekało na nią.

Gdy tylko stanęła przed ich obliczem, również się podnieśli. Wraz z nią podążyli pomostem – tym razem w stronę rufy i wiodących na pokład schodów. By czym prędzej zejść im z drogi, nadzorca zeskoczył między ławy, wywołując krzyki oraz zawodzenie wioślarzy, którym nastąpił na nogi. Uciszył ich zaraz kilkoma celnymi razami. Tak ważne osobistości nie powinny być przecież zmuszone do wysłuchiwania narzekań nędznych, godnych pogardy niewolników.

Parmys poprowadziła Kassandra, Dioksipposa i Jazona w światło dnia. Gdy tylko znaleźli się na pokładzie, Ateńczyk przywołał swoich pobratymców, pełniących rolę marynarzy. Teraz to oni zostali wysłani w dół i ciemność, z wyjątkiem sternika, który pewnymi dłońmi trzymał kurs. Dzięki jego staraniom łódź płynęła dokładnie środkiem Tygrysu, z dala od obydwu jego brzegów.

– A ten? – wskazał na niego Macedończyk. – Nie potrzeba mi zbędnych świadków.

– Dion nikomu nie powie o tym, co tutaj zobaczy – zapewnił Dioksippos. – Od urodzenia jest niemową. Dlatego też powierzyłem mu dziś sterowanie.

– Bardzo roztropnie. Chodźmy, pora to zakończyć.

* * *

Mnesarete osunęła się na kolana. Przed sobą miała imponującą, wzwiedzioną już dumnie męskość Gelona. Wciągnęła w nozdrza dobrze jej znaną woń. Oblizała wargi, jakby w oczekiwaniu na ulubiony przysmak. Miała zamiar chwilę odsunąć początek igraszek, by jeszcze bardziej rozpalić żądzę kochanka. On jednak jej na to nie pozwolił. Stanowczym ruchem chwycił za nienagannie ułożone włosy i przytrzymując za nie, naparł penisem na uszminkowane usta. Wiedziała, że opór nie ma sensu – mógłby tylko rozsierdzić jasnowłosego kawalerzystę. Dlatego posłusznie rozchyliła wargi i pozwoliła, by wsunął się między nie. Językiem przywitała pulsującą żołądź. Poczuła znajomy, cierpko-słony smak. Z góry dotarło do jej uszu przepełnione ulgą westchnienie. Musiał naprawdę tego potrzebować! Podniecona tą świadomością, zwielokrotniła wysiłki.

Domyślała się, że spragniony rozkoszy, za pierwszym razem nie wytrzyma zbyt długo. Dopiero później, gdy odzyska siły, przyjdzie czas na długie, rozkoszne także dla niej, zbliżenie. Teraz Gelon marzył tylko o jak najszybszym szczytowaniu. I to właśnie zamierzała mu ofiarować. Jedną dłoń zacisnęła na trzonie penisa, w drugą ujęła jądra. Bawiła się nimi delikatnie, ani na moment nie przerywając pieszczot warg i języka. Jasnowłosy dyszał coraz szybciej, zaś jego uchwyt na jej włosach stawał się coraz bardziej kurczowy. Sam zaczął poruszać biodrami, głębiej penetrując usta Mnesarete. Czując, że jest już bardzo blisko, przygotowała się, by połknąć jego nasienie. Na ile znała kawalerzystę, jego pierwszy wytrysk będzie bardzo obfity…

Kopnięte z całej siły drzwi rozwarły się na oścież. A potem wpadli przez nie trzej mężczyźni.

Krzyknęła, wypuszczając twardego penisa spomiędzy warg. Gelon odepchnął ją do tyłu, w kąt kajuty. Następnie obrócił się ku napastnikom. Choć nagi i pozbawiony broni, próbował stawić im czoła. Nie miał jednak żadnych szans. Dioksippos, zwycięzca igrzysk olimpijskich w pankrationie, przyskoczył do niego i wyprowadził dwa potężne ciosy – w żebra i w szczękę. Siła tego drugiego cisnęła kawalerzystę pod przeciwległą ścianę. Ateńczyk wraz z Jazonem chwycili go za ramiona i wyprowadzili na zewnątrz, zostawiając Mnesarete sam na sam z Kassandrem.

Szmaragdowooka kuliła się w kącie i bezskutecznie próbowała zasłonić własną nagość. Przez głowę przemykały jej wszystkie możliwe słowa, po które mogłaby sięgnąć, by się ocalić. Słowa wyjaśnień, zaprzeczeń, przeprosin, a nawet oskarżeń i usprawiedliwień. Czuła jednak, że nic, co powie, nie okaże się skuteczne. Na przemian otwierała zatem usta i zamykała je, zrezygnowana.

Macedończyk spojrzał na porzuconą nieopodal łoża suknię.

– Poprzednim razem, gdy niemal cię przyłapałem – mówił powoli, dokładnie wypowiadając każde słowo, jakby za wszelką cenę próbował zachować spokój – twa szata leżała w strzępach. Wykorzystałaś to, by oskarżyć swego kochanka o próbę gwałtu. Tym razem, jak widzę, peplos jest cały. Nie ma na nim ani jednego rozdarcia.

Dziewczyna ostrożnie podniosła się na nogi. Drżały tak mocno, że nie była pewna, czy zdołają utrzymać jej ciężar.

– Co powiesz mi tym razem, Mnesarete? W jaki sposób Gelon zmusił cię do tego, co mu robiłaś? Groźbą czy szantażem? Bo przecież nie siłą. Nie zauważam na twej skórze żadnych sińców czy zadrapań.

Czując, jak przesuwa spojrzeniem po jej ciele, natychmiast opuściła ręce i przestała zasłaniać nimi swój biust. Niech Kassander dobrze się jej przypatrzy, nim wyda wyrok. Niech wie, co traci. Może to skłoni go do okazania litości. Czyż piękna Fryne nie została uwolniona od winy, kiedy sędziowie ujrzeli jej nagość?

– Teraz, gdy wszystko się wydało, możesz być już szczera. – Mężczyzna postąpił krok w jej stronę. – Czy byli inni, prócz Gelona i czarnego niewolnika? Z kim jeszcze mnie zdradziłaś?

Potrząsnęła głową.

– Właściwie czemu miałbym ci wierzyć? Dowiodłaś, jak bardzo jesteś dwulicowa, kapłanko Afrodyty! – Ostatnie słowa wypowiedział z drwiną. – Do wczoraj sądziłem, że tylko ja towarzyszę ci w modlitwach. Potem przekonałem się, jak bardzo byłem w błędzie! Zrobiłaś z generalskiej kwatery wojskowy burdel, z jedną, ale za to bardzo chętną, dziwką!

Mnesarete poczuła, że ją również bierze we władanie gniew. Kiedyś nie obraziłaby się na miano „dziwki”. Tak nazywał ją przecież Nasakhma i przyjmowała to ze śmiechem oraz podnieceniem. Tym razem jednak poczuła, jakby Macedończyk ją spoliczkował.

– Nie było nikogo innego – powtórzyła stanowczym tonem – lecz teraz tego żałuję. Mogłam być bardziej rozpustna i zapraszać więcej mężczyzn. I wiesz co? Żaden by się nie oparł! Kiedy ty sypiałeś z Fryne, Omfale, helleńskimi heterami oraz lidyjskimi pornai, powinnam była odpłacać ci tą samą monetą! Co noc brać sobie nowych kochanków. Twoich oficerów, żołnierzy, cywilów, zwykłych niewolników! Pozwalać, by rżnęli mnie na wszystkie sposoby na naszym wspólnym posłaniu. Wtedy przynajmniej miałabym poczucie, że jesteśmy kwita!

Chciała powiedzieć więcej, lecz nie zdążyła. Blady z furii Kassander chwycił ją za gardło i uniósł w górę. Poczuła, że się krztusi, a jej stopy odrywają się od podłogi. Odruchowo uniosła ręce, by się oswobodzić, choć wiedziała, że to daremne. Wbiła paznokcie w przedramię Macedończyka, lecz równie dobrze mogłaby zranić kamień. Nie zwracając uwagi na desperacką obronę, cisnął ją na łoże. Obróciła się na plecy i zaniosła kaszlem, próbując złapać oddech. Mężczyzna wsunął się na posłanie i pochylił nad nią. Tym razem na szyi Mnesarete zacisnęły się dwie silne dłonie.

– Skoro tak wiernie służyłaś Afrodycie – wycedził – niech teraz cię ocali.

* * *

Widział jej twarz jakby przez zasnuwającą mu oczy czerwoną mgłę.

Dziewczyna z Argos walczyła. Desperacko i bez nadziei na zwycięstwo, lecz walczyła. Przedramiona duszącego ją mężczyzny były pokryte krwawiącymi ranami po paznokciach. Opatrunek zsunął mu się z prawicy i z miejsc, gdzie zdarł sobie skórę, również płynęła krew. Ale palce ani na moment nie zwalniały morderczego uścisku. Mnesarete usiłowała zrzucić go z siebie lub chociaż wbić mu kolano w genitalia. Ale stopniowo jej opór słabł. Paniczne ruchy stały się powolne i jakby ospałe. Usta ułożyły się w jakieś słowo, a potem znieruchomiały. Powieki zaczęły osuwać się na szmaragdowe oczy, którym zawdzięczała swój przydomek.

I wtedy czerwona mgła ustąpiła.

Macedończyk poczuł, jak rozluźnia palce, a potem wypuszcza z nich szyję dawnej kochanki. Jej ręce bezwładnie osunęły się na pościel, a głowa obróciła na bok, ukazując mu piękny profil. Powoli, jakby z wielkim wysiłkiem, dźwignął się z posłania. Spojrzał na godny posągów biust Mnesarete. Nie po to, by jak niegdyś nasycić spragnione oczy, lecz by sprawdzić, czy piersi unoszą się w oddechu. Mijały kolejne chwile i nic się nie działo. Czuł, jakby coś stanęło mu w gardle, dławiło i utrudniało oddech. Przestronna kajuta nagle wydała mu się ciasna i złowroga. Drewniane ściany nadbudówki zaczęły napierać na niego ze wszystkich stron. Muszę znaleźć się pod gołym niebem, pomyślał. Nie wytrzymam tu dłużej.

Słaniając się, dotarł do drzwi i przekroczył je. Zimowe słońce, blade i chłodne, zdołało go jednak oślepić. Po omacku dotarł do burty. Przechylił się przez reling i zaczął wymiotować. Długo i boleśnie. Najpierw śniadaniem, a potem żółcią.

Kiedy w końcu się wyprostował i otarł usta, widział już wyraźnie świat wokół siebie. Łódź wycieczkowa wciąż trzymała się środka nurtu. W oddali, na południowym brzegu Tygrysu, dostrzegał maszerującą kolumnę, lecz sylwetki pojedynczych żołnierzy były niemożliwe do rozpoznania. Kassander powoli odwrócił się od swojej armii. Jazon i Dioksippos czekali na niego, podtrzymując za barki Gelona. Chyba musiał się wyrywać, bo porządnie go stłukli. Miał rozbite i krwawiące usta, jedno oko prawie niknęło w ciemnej opuchliźnie. Nagie ciało pokryte było nabiegłymi krwią sińcami. Teraz nie stawiał już oporu. Lecz gdy generał zbliżył się ku niemu, uniósł głowę i wbił w niego wrogie spojrzenie.

– Zabiłeś ją, prawda? – wychrypiał.

– Otrzymała to, na co zasłużyła – odrzekł pustym tonem Kassander. – Ciebie też to nie ominie. Jazonie, nóż.

Trak wypuścił z rąk ramię kawalerzysty, przez co ten o mały włos nie zwalił się na deski pokładu. Ateńczyk zdołał go jednak podtrzymać. Jazon tymczasem stanął przy wodzu i wydobywszy z pochwy, podał mu zakrzywione ostrze. Następnie wrócił na swoje miejsce po lewicy jeńca.

– Przytrzymajcie go mocniej – rozkazał generał. – A ty, Gelonie, pożegnaj się ze swoim przyrodzeniem.

– Ty żałosny tchórzu. – Jasnowłosy pogardliwie wydął wargi.

– Milcz, skurwysynie. – Dioksippos uniósł pięść do ciosu.

– Czekaj, niech mówi… Uważasz mnie za tchórza, dawny towarzyszu broni? Czy zapomniałeś, jak walczyliśmy razem w tuzinie bitew?

– Nie zapomniałem – Gelon splunął krwią na deski pokładu. – Dlatego teraz jestem zaskoczony. Byłeś dziś taki odważny wobec bezbronnej niewiasty. Czemu nie wobec mnie?

– Nie daj się sprowokować, przyjacielu – warknął Jazon. – On nie jest wart, by rzucać ci wyzwanie.

– A jednak to czynię! – zawołał kawalerzysta. – Zamordowałeś właśnie kobietę, którą darzyłem uczuciem. Pora, byś stawił czoła godniejszemu wrogowi. Jeśli mnie pokonasz, zrobisz ze mną, co zechcesz. Ale przedtem chcę mieć prawo… i możliwość wywarcia zemsty.

Generał przyglądał mu się w milczeniu. Wreszcie odrzucił zakrzywiony nóż i sięgnął do rękojeści wiszącego przy pasie xiphosa.

– Dajcie mu miecz.

– Kassandrze, bądź rozsądny…

– Jestem twoim wodzem, Jazonie, więc będziesz mnie słuchał! Miecz.

Ateńczyk i Trak wypuścili z rąk jasnowłosego. W pierwszej chwili zakołysał się na nogach, lecz zdołał utrzymać równowagę. Bez słowa przyjął podaną mu machairę o klindze w kształcie łuku.

– Stawaj, Gelonie.

– Nie mam na sobie nawet wygotowanej skóry – rzekł tamten. – Ty zaś nosisz stalowy napierśnik i nagolenniki.

– Nie będę się dla ciebie rozdziewał. Stawa…

Nie dokończył, bo w tej właśnie chwili kawalerzysta runął naprzód. Kassander sparował atak xiphosem i poczuł ból w poobijanych palcach prawicy. Zaraz też otrzymał cios pięścią w twarz. Zatoczył się do tyłu, uderzył plecami o solidne drewno masztu. Wykonał unik niemal odruchowo. Ostrze machairy otarło mu się o czoło i ścięło garść włosów. Teraz to on wyprowadził uderzenie. Trafił kułakiem w żebra jasnowłosego. Musiał poprawić po jednym z razów Dioksipposa, bo mężczyzna wycofał się, desperacko łapiąc oddech.

Generał potrząsnął głową. Krew z czoła zalewała mu oczy, niemal nie czuł dłoni, w której dzierżył miecz. Jego przeciwnik też jednak nie wyglądał dobrze. Słaniał się na nogach, bezskutecznie próbował otworzyć opuchnięte oko. Impet jego pierwszego ataku już się wyczerpał i zaczynał chyba rozumieć, że to nie będzie łatwa ani szybka walka. Dioksippos i Jazon stali z boku, przyglądając się całej scenie z wyraźnym niepokojem. Jak dotąd byli jednak posłuszni woli swego wodza i nie próbowali się mieszać.

Teraz to Kassander ruszył naprzód. Uniósł xiphosa i wycelował go w pierś nieprzyjaciela. Ten cofał się przed jego naporem, aż w końcu oparł się plecami o reling. Uśmiechnął się makabrycznie, odsłaniając krwawiące dziąsła.

– Bywaj, generale. Kiedy znów się spotkamy, otrzymam swoją zemstę.

A potem uniósł ramię i cisnął machairą, niczym nożem do rzucania. Kassander z łatwością odbił klingę i runął do ataku. Za późno. Nagi kawalerzysta przesadził reling i skoczył w nurt rzeki. Ścigający go już miał uczynić to samo, gdy przypomniał sobie o ciężkim płaszczu oraz napierśniku.

– Przynieście łuki! – ryknął, wychylając się za burtę i patrząc na walczącego z prądem Gelona. – Żwawo!!

Ateńczyk i Trak pobiegli do mieszczącego się na dziobie składu broni. Zaraz wrócili z trzema łukami oraz naręczem strzał. Nim mężczyźni napięli cięciwy, jasnowłosy zdążył już oddalić się od łodzi. Mimo to wypuścili strzały. Pociski przeszyły powierzchnię wody, lecz żaden nie drasnął nawet płynącego.

– Jeszcze raz! – polecił generał.

Jedynym widocznym skutkiem drugiej salwy było to, że Gelon zanurkował i całkiem zniknął w brunatnych odmętach rzeki.

– Gdzie on jest?! – warknął Macedończyk. – Przecież musi w końcu wypłynąć na powierzchnię!

– Nie musi – sprzeciwił się Dioksippos. – Tygrys to zdradliwa rzeka. Pełno tu podwodnych prądów oraz wirów. Możliwe, że któryś porwał go ze sobą.

– Jeśli nie zgładzi go potęga żywiołu, uczynią to rekiny rzeczne – dodał Jazon. – Są ponoć bardzo liczne w tych wodach.

– Muszę zobaczyć ciało. Rozkażę przeszukać obydwa brzegi…

– Zwłoki mogą zostać wyrzucone na plażę dwieście stadionów stąd. Albo spłynąć rzeką aż do ciepłych, południowych mórz – Ateńczyk splunął w mętny prąd. – Będziesz się chyba musiał pogodzić z faktem, że nigdy więcej nie ujrzysz tego łajdaka. Na twoim miejscu bym się cieszył.

Kassander odsunął się od relingu.

– A więc to koniec…

Trak podniósł swój zakrzywiony nóż z desek pokładu.

– Mnesarete? – spytał.

– Nie żyje. Chyba.

– To akurat łatwo sprawdzić. Jeśli oczywiście tego chcesz, przyjacielu. Możemy również oddać jej ciało rzece.

Przez dłuższą chwilę Macedończyk rozważał jego słowa.

– Czuję, że będę tego żałował, ale dobrze. Przekonajmy się.

– Idźcie – rzekł Dioksippos. – Dopilnuję, by nikt nie kręcił się po pokładzie.

Kajuta wyglądała tak, jak ją zostawił, lecz tym razem Kassander nie miał już poczucia, że ściany napierają nań ze wszystkich stron. Dziewczyna z Argos leżała na posłaniu. Głowę miała odchyloną w bok, szyję siną, piersi nieruchome. Jazon pochylił się nad jej nagim ciałem. Znów sięgnął do pochwy przy pasie i wydobył z niej nóż.

– Co czynisz? – zdumiał się Macedończyk. – Przecież widzisz, że ona nie żyje…

– Nic zdrożnego, możesz mi wierzyć. – Trak przysunął klingę do rozchylonych ust Szmaragdowookiej. – Chcę się po prostu upewnić…

Po paru chwilach uniósł klingę i pokazał ją generałowi. Lśniąca, wypolerowana stal w jednym miejscu była jakby zasnuta mgiełką.

– Płomień życia jeszcze się w niej tli – oznajmił Jazon – lecz jest ledwo dostrzegalny. Do ciebie należy wybór, czy go ugasisz, czy pozwolisz, by rozgorzał na nowo.

* * *

Po dwóch dniach marszu na wschód macedoński korpus rozłożył się obozem w zakolu Tygrysu. Znów wyruszyły z niego oddziały jazdy i lekkiej piechoty, kierując się ku mezopotamskim wsiom. Obok zagród dla już pojmanych jeńców zbudowano kolejne. Wytyczono je nad samym brzegiem rzeki i otoczono namiotami żołnierzy, by jak najbardziej utrudnić ucieczkę.

Łódź wycieczkowa perskich królów towarzyszyła wojsku podczas przemarszu, a następnie została wyciągnięta na brzeg, w pewnym oddaleniu od kwater zbrojnych. Niedawni wioślarze dołączyli do pozostałych niewolników w zagrodach, zaś ateńscy marynarze zeszli na brzeg, uwolnieni od swych obowiązków. Wartę przy statku pełnili dniem i nocą zawsze ci sami dwaj strażnicy: niemowa Dion albo niejaki Kalias, któremu za znieważenie oficera wyrwano obcęgami język. Czego tam strzegli – prawie nikt w obozowisku nie wiedział. Ale też zajęć zorganizowanych przez Jazona i Kassandra było tyle, że mało kto miał czas zadawać tak wścibskie pytania. A tych nielicznych, którzy się na to poważyli, zaganiano do najgorszych robót, jak choćby oczyszczanie żołnierskich latryn.

* * *

Koszmar nie chciał się skończyć.

Miotała się na łóżku, umierająca i bezsilna, a na jej szyi zaciskały się twarde, niepowstrzymane palce. Patrzyła w twarz mężczyzny, który pochylał się nad nią i powoli dławił. Twarz ta co rusz rozmywała się, to znów konkretyzowała, przybierając wyraźne, rozpoznawalne rysy. Raz widziała blade z wściekłości oblicze Kassandra, innym razem nienawistne – Nubijczyka Nasakhmy. A czasem wykrzywione w drwiącym uśmiechu – kawalerzysty Gelona.

Obudziła się zlana potem, pełna lęku i zdezorientowana. Dopiero na widok sufitu dobrze jej znanej kajuty poczuła przypływ spokoju. Wiedziała już, gdzie się znajduje. Zły sen odchodził w zapomnienie. Tutaj nic jej nie groziło.

A potem ujrzała siedzącą przy jej łożu Melisę. Tę samą, którą przed paroma dniami zamordowali Trakowie…

– Czy ja umarłam? – spytała, znów śmiertelnie przerażona. Miała spierzchnięte wargi i wyschnięte na wiór gardło. – Czy w zaświatach też będziesz mi służyła, niewolnico?

Gdy tylko skończyła mówić, zaniosła się długim kaszlem. Jonka sięgnęła po kielich i napełniła go wodą z dzbana. A potem przysunęła do ust dziewczyny z Argos. Gdy ta opanowała kaszel, zaczęła łapczywie pić. Choć przy każdym przełknięciu czuła dotkliwy ból, zdołała opróżnić naczynie. Brunetka odstawiła je i dopiero wtedy odpowiedziała:

– Żyjesz, Mnesarete. Ja również. To jeszcze nie zaświaty, choć przedwczoraj stanęłaś u ich progu…

Nieco uspokojona przyjrzała się swej służce. Zauważyła, że ta nosi biały peplos z dobrego jedwabiu. Zbyt dobrego jak na niewolnicę… Na jej przedramionach dostrzegła srebrne bransolety, w uszach zaś kolczyki zdobione niewielkimi rubinami. Dobrze znała te klejnoty…

– Dlaczego nosisz moją biżuterię? – spytała, unosząc się na łokciach. – Skąd masz tę suknię? Z pewnością nie ode mnie…

Melisa pieszczotliwie dotknęła palcami jednej z bransolet.

– To już nie jest twoja biżuteria – odparła. – Połóż się, Mnesarete. Musisz odpoczywać. Kassander życzy sobie, byś szybko wróciła do sił.

– Będziesz go tytułować panem! A mnie panią… Zapominasz się, dziewko.

Ku zaskoczeniu Szmaragdowookiej Jonka wcale się nie przelękła.

– O niczym nie zapominam. Przed trzema dniami Kassander mnie wyzwolił. A później podarował wszystko, co dotąd należało do ciebie. Właśnie tak, Mnesarete. Patrzysz na moje srebro i moje klejnoty.

Wstrząśnięta dziewczyna z Argos opadła na pościel. Dopiero teraz powracały do niej najświeższe wspomnienia. Schadzka z Gelonem… Pojawienie się generała i jego ludzi. Kłótnia, a potem twarde ręce dławiące jej oddech. Uniosła rękę do szyi, poczuła, jak bardzo jest obolała. A więc to wcale nie był sen. Ten koszmar rozegrał się w rzeczywistości.

– Co… Co się stało z Gelonem? – spytała drżącym głosem.

– Umknął jak tchórz, zostawiając cię na łasce Kassandra – Jonka wzruszyła ramionami. – Skoczył do rzeki. Nic więcej o nim nie wiem.

Mnesarete zacisnęła powieki. Znów się omyliła. Koszmar trwał nadal. Wiele czasu minęło, nim zgromadziła odwagę i wypowiedziała nurtujące ją pytanie:

– Co zatem stanie się ze mną? Jaki los planuje dla mnie Kassander?

– Tego mi nie powiedział. Sądzę jednak, że wkrótce oznajmi nam swą wolę.

– Muszę do niego iść… Przekonać, by okazał łaskę… Jeszcze nie jest za późno! – Z wysiłkiem uniosła się z posłania. Kołdra zsunęła się z jej ciała. Pod nią była całkiem naga. Mimo to zaczęła wstawać. – To wszystko da się jeszcze naprawić! Mam wszak przychylność Afrodyty… Ona na niego wpłynie. Nie pozostawi swej czcicielki w potrzebie…

Melisa zbliżyła się do Szmaragdowookiej. Położyła jej dłoń na ramieniu i delikatnie, acz stanowczo zmusiła, by usiadła na łożu.

– Przykro mi, Mnesarete, lecz nie wolno ci opuszczać kajuty. Zostaniesz wezwana, gdy przyjdzie właściwy czas.

Dziewczyna z Argos próbowała znów się podnieść. Była jednak zbyt osłabiona, by wygrać zmagania ze smagłą wyzwolenicą. Kiedy kolejny raz opadła na pościel, wykrzyknęła w gniewie:

– Puść mnie, ty jońska kurwo!

I zaraz otrzymała siarczysty policzek. Tak mocny, że jej głowa odskoczyła w bok. Szok i niedowierzanie sprawiły, że zamilkła. Dopiero po dłuższej chwili zdołała wykrztusić.

– Ty… Ty mnie uderzyłaś!

– I zrobię to ponownie, jeśli nie będziesz posłuszna. Albo zawołam Diona i rozkażę, by cię wychłostał. Tak, słusznie się domyślasz, mam na to pozwolenie Kassandra. A teraz, skoro już o tym wiesz, spróbuj raz jeszcze nazwać mnie kurwą.

Szmaragdoowka zacisnęła usta.

– Tak lepiej – Melisa uśmiechnęła się niemal z sympatią. – Widzę, że szybko uczysz się nowych reguł.

Drzwi otworzyły się i do kajuty weszła Parmys.

– Jesteś wreszcie! A to znak, że na mnie już pora.

Jonka sięgnęła po przewieszony przez oparcie krzesła himation. Zarzuciła go sobie na głowę i ramiona, przykrywając kruczoczarne włosy. Mnesarete dostrzegła, że ten płaszcz również należał kiedyś do niej. Powstrzymała się jednak od komentarza.

Wyzwolenica stała już w progu, kiedy ostatni raz obejrzała się na swoją dawną panią.

– Zapada zmierzch, a mój mężczyzna lubi, gdy go witam, jak tylko wraca na kwaterę. Zresztą, od kiedy jest ze mną, czyni to znacznie częściej i z większą ochotą niż wtedy, gdy był z tobą.

Dziewczyna z Argos poczuła, że krew odpływa jej z twarzy.

– Ciesz się tą chwilą, póki trwa – wycedziła, patrząc w oczy swej zwycięskiej rywalce. – Przekonasz się, jaka jest ulotna. Dziś stałaś się ulubioną zabawką Kassandra, ale on bardzo szybko się nudzi. Wkrótce zastąpi cię innymi. Dopiero wtedy pojmiesz, co czułam. I czemu go zdradziłam…

– Możliwe. Lecz ja nigdy nie pójdę twoją drogą.

– To się jeszcze okaże…

* * *

Polowanie na ludzi trwało przez dwa kolejne dni i było nadzwyczaj owocne. Łącznie Macedończykom udało się pojmać we wsiach i osadach Mezopotamii trzy i pół tysiąca mężczyzn, kobiet oraz dzieci. Hassan był tak zadowolony, że obiecał zakupić wszystkich, łącznie z nadwyżką. W celu uczczenia dobitego targu książę babilońskich kupców zaprosił Kassandra i wszystkich jego oficerów na ucztę w swoim ogromnym, szkarłatnym namiocie. Miała się zacząć wraz z nastaniem zmierzchu i potrwać aż do białego rana.

Nim jednak nad sąsiednimi obozowiskami zapadł wieczór, trzech jeźdźców wypuściło się na mezopotamską równinę. Dosiadali silnych, perskich koni, dzięki którym w parę chwil pokonali pięć stadionów. Dopiero wtedy generał osadził swego wierzchowca, Kambyzesa. Jego towarzysze uczynili to samo.

– Wydajesz się stropiony, Kassandrze – zagadnął Jazon. – Od kilku dni wyglądasz, jakbyś zmagał się z jakimś trudnym problemem.

– Bo tak jest w istocie, mój wierny druhu. Zabrałem was tu, by zasięgnąć rady. Domyślacie się chyba, w jakiej sprawie.

Zapadło długie milczenie. Żaden z przyjaciół Macedończyka nie chciał przemówić jako pierwszy. Obydwaj czuli ciężar spoczywającej na nich odpowiedzialności. W końcu Dioksippos rzekł ostrożnym tonem:

– Skoro nie zgładziłeś jej wtedy, chyba nie ma sensu próbować ponownie?

– To był nagły przypływ szaleństwa, który na szczęście minął. Zdążyłem już ochłonąć. Możesz być pewny, że Mnesarete nie umrze z mojej ręki. Nie chcę jej jednak więcej oglądać. Nie potrafię wybaczyć tego, co uczyniła. Dlatego musi czym prędzej opuścić obóz.

– Mógłbyś ją przegnać. Wyprawić pod strażą z powrotem do Hellady albo po prostu kazać iść precz…

– To ryzykowne – zauważył Trak. – Ona stanowczo zbyt dużo wie. Jeśli zechce ci zaszkodzić, znajdzie na to tysiąc sposobów, czy to na dworze Aleksandra, czy też Antypatra. W najlepszym razie ośmieszy cię, ujawniając wszystkie swoje zdrady. W najgorszym – rozpowie każdemu, kto będzie chciał słuchać, o twoich interesach z Hassanem. Lub o pozaprawnej egzekucji Andromenesa.

– Co zatem radzisz, Jazonie?

– Poślij Szmaragdowooką tam, gdzie jej słowa nie będą mogły wyrządzić ci szkody.

– Gdzież znajdę takie miejsce?

– Choćby w Babilonie. Sprzedaj dziewkę Hassanowi wraz z resztą niewolników. Z jej urodą trafi albo do domu rozkoszy, albo do haremu jakiegoś arystokraty. Tak czy inaczej, nie będzie mieć okazji do rozpuszczania plotek na twój temat.

Kassander roześmiał się ponuro.

– Mnesarete w burdelu? Zaiste, trudno o właściwsze miejsce dla takiej jak ona. Mogłaby co dzień składać hołdy swej bogini…

– Czy to się godzi? – powątpiewał Dioksippos. – Bez względu na jej czyny jest wolną Hellenką. Sprzedawać ją arabskiemu barbarzyńcy…

– Niegdyś, jeszcze w Atenach, oddała własną służkę do domu rozkoszy – wszedł mu w słowo Trak. – Byłby to akt prawdziwie olimpijskiej sprawiedliwości, gdyby sama tam teraz trafiła.

– O tym, dokąd trafi, zadecyduje ostatecznie Hassan. O ile oczywiście przystanę na twą propozycję, Jazonie.

– Jeśli nie sprzedasz jej w niewolę, będziesz musiał uciszyć Szmaragdowooką w inny sposób.

– Powtórzę raz jeszcze: Mnesarete nie umrze z mojej ręki…

– Nie mówię o zabijaniu.

– O czymże więc?

– To tylko kobieta. Gadatliwa, ale niepiśmienna. Pozbaw ją języka, a nikomu nic już nie zdradzi.

Macedończyk wzdrygnął się wyraźnie. Dioksippos również spochmurniał. Znowu milczeli długo, nim w końcu generał z ciężkim westchnieniem oznajmił swą decyzję:

– A zatem Hassan. To twój pomysł, Traku, podejmiesz się zatem negocjacji. Nie życzę sobie znać szczegółów.

– Zgodnie z rozkazem, Kassandrze.

– Wracajmy do obozowiska – zawołał Ateńczyk, by nieco rozweselić kompanów. – Czas już gotować się na ucztę. Nie każmy naszemu gospodarzowi czekać!

Tak też, choć bez widocznego entuzjazmu, uczynili.

* * *

Biesiada w szkarłatnym namiocie była huczna i pod każdym względem olśniewająca. Macedończycy, Trakowie, Tesalowie oraz Ateńczycy pili i napychali brzuchy w towarzystwie Babilończyków i Arabów. Przygrywała im muzyka kitar, fletów, tamburynów i piszczałek. Podano dwadzieścia jeden dań, wino oraz mezopotamskie piwo lało się strumieniami. Potrawy oraz trunki roznosili piękni efebowie o długich włosach i lśniących, natartych oliwą ciałach. Wielu z nich zakończyło wieczór w ramionach jurnych oficerów Kassandra. Wzajemnym toastom wojowników oraz kupców za powodzenie i zdrowie nie było końca. Język grecki swobodnie mieszał się z aramejskim.

Książę kupców pochylił się ku spoczywającemu na honorowym miejscu po jego prawicy generałowi.

– Jesteś nadzwyczaj milczący, przyjacielu. A przecież to taki szczęśliwy dzień! Obydwaj bardzo się dziś wzbogaciliśmy! Mam nadzieję, że premia, jaką ode mnie otrzymałeś prócz umówionej wcześniej kwoty, sprawiła ci radość. Uważam, że ty i twoi ludzie w pełni na nią zasłużyliście. Nawet nie podejrzewałem, że sprowadzę do Babilonu tak liczny zastęp niewolników!

– To tylko zmęczenie, Hassanie. Nic więcej. Ostatnio słabo sypiam.

– To niedobrze. – Arab spoważniał. – Bezsenność może być oznaką innej, znacznie poważniejszej choroby ciała lub duszy. Jeśli się zgodzisz, przyślę jutro swego medyka, by cię przebadał. To Hebrajczyk, niezwykle biegły w sztuce leczenia. Widziałem, jak przywracał mężów spod samych bram zaświatów!

– Nie sądzę, bym potrzebował uzdrowiciela. Muszę po prostu odpocząć. Kiedy dotrzemy do Persepolis, zarządzę dłuższy postój. Żołnierzom również się on przyda. Ostatnie dni były dla nich bardzo wyczerpujące.

– Ach, postój, odpoczynek – rozmarzył się kupiec. – Jak boleję nad tym, że sam nie mogę sobie na to pozwolić. Handel polega jednak na ciągłym pozostawaniu w ruchu, przyjacielu. Gdybym się zatrzymał, okazje zaczęłyby mi przechodzić koło nosa. A ja nigdy bym sobie tego nie darował.

– Mówiąc o handlu i okazjach… Mój zastępca, Jazon, przyjdzie do ciebie jutro z pewną ofertą. Wiedz, że w pełni popieram jego działania. Możesz traktować go jak mojego reprezentanta.

Uśmiech powrócił na wydatne usta Hassana.

– Interesy z tobą to przyjemność, Kassandrze. Wysłucham oferty twego dostojnego przedstawiciela. Jestem pewien, że dobijemy targu.

* * *

Ten dzień różnił się od innych.

O poranku Melisa poleciła dziewczynie z Argos wziąć kąpiel. W przeciwieństwie do poprzednich, na które jej zezwolono, tym razem nie musiała pławić się w lodowatej i mętnej wodzie. Jej milczący strażnicy – Kalias i Dion – rozpalili na plaży ognisko, zagotowali ukrop, a potem nosili go w wiadrach i wlewali do balii ustawionej na środku kajuty. Szmaragdowooką zdziwił fakt, że tym razem mężczyznom przypadła wspólna warta. Zwykle pełnili je na przemian.

Kiedy woda w balii osiągnęła właściwą temperaturę, Mnesarete zanurzyła się po szyję. Z jej ust dobyło się westchnienie ulgi. To jednak nie był koniec niespodzianek. Parmys zbliżyła się do swej dawnej pani z mydłem z olejku cyprysowego. Nie pytając o zgodę, zaczęła szorować jej plecy, ramiona, a nawet wciąż obolałą szyję. Później, gdy na polecenie Jonki podniosła się z balii, Lidyjka umyła jej piersi, krocze, a także długo pocierała namydloną dłonią miejsce między pośladkami. Dawna nałożnica Kassandra bez oporu poddawała się tym zabiegom, ciekawa, co mogą oznaczać. Kiedy po wyjściu z kąpieli została natarta wonnymi olejkami, zaczęła czuć coraz silniejsze podekscytowanie. Czyżby jej szczęście miało się odwrócić? Czy Macedończyk zdołał jej przebaczyć i teraz wzywa przed swoje oblicze?

Parmys podkreśliła jej oczy węglem, a potem umalowała usta oraz sutki egipską szminką. Włosy pozostawiła rozpuszczone. Zamiast zgrzebnej szaty z białej wełny, którą nosiła ostatnimi czasy, dziewczyna z Argos otrzymała peplos z delikatnego niczym pajęczyna zielonego jedwabiu, którego barwa ładnie współgrała z kolorem jej oczu. Głęboki dekolt oraz rozcięcie z boku, sięgające do połowy uda, upewniły ją, że wkrótce będzie ją oglądał mężczyzna. W myślach dobierała już słowa, które wypowie, gdy tylko go zobaczy. Tymczasem Lidyjka wsunęła jej na ramiona haftowany złotą nicią himation.

Kiedy była już gotowa, przyszedł po nią Jazon. Jego widok popsuł Szmaragdowookiej poprawiający się już humor. Miała nadzieję, że Kassander przyśle kogoś innego. Może młodego i przystojnego Herakliusza lub też zmysłowego Dioksipposa? Mimo to powstrzymała się od okazania Trakowi niechęci. Kiedy dał jej znak, ruszyła za nim bez słowa sprzeciwu. Kalias i Dion flankowali ją z obydwu stron.

– Żegnaj, Mnesarete – rzuciła Melisa. Dawna pani nie zamierzała jednak poświęcać byłej niewolnicy nawet spojrzenia, a co dopiero słów.

Ku jej zdumieniu, po tym, jak opuścili plażę, nie udali się do obozu macedońskiej armii, lecz w przeciwną stronę – ku miejscu, gdzie rozlokowała się babilońska karawana. Tu zaś trwały intensywne prace. Kupcy zwijali swe stragany, zaś arabscy poganiacze, zbrojni w groźnie wyglądające baty, ustawiali niewolników w kolumny i łączyli ich ze sobą powrozami. Było jasne, że za dwie, trzy klepsydry rozpocznie się wymarsz.

Wokół szkarłatnego namiotu również uwijali się słudzy. Wynosili z rezydencji godnej podróżującego króla kolejne meble oraz dzieła sztuki i ładowali je na wozy. Przy wejściu straż trzymali rośli wojownicy o śniadych twarzach, z zakrzywionymi szablami przy bokach. Kalias i Dion musieli tu pozostać. Trak ujął za ramię zdezorientowaną Mnesarete i wprowadził ją do środka.

W przedsionku napotkali Hassana. Zwalisty kupiec komenderował pracami, lecz gdy tylko ujrzał przybyszów, natychmiast skupił na nich całą uwagę. Krótki rozkaz rzucony w języku aramejskim wystarczył, by niezliczeni słudzy czym prędzej się ulotnili. Wtedy też Trak ściągnął z ramion dziewczyny himation i zaprezentował ją w pełnej okazałości.

– Rad jestem, że znów się spotykamy, moja miła – rzekł Arab, zbliżając się do Szmaragdowookiej. – Na imię ci Mnesarete, prawda? „Wspominająca cnotę”? Cóż za nieodpowiednie miano dla niewiasty o twym temperamencie! Tylko skończony głupiec mógł ci je nadać. Nie obawiaj się jednak – otrzymasz ode mnie nowe, znacznie piękniejsze i celniejsze.

Mnesarete obejrzała się na Jazona.

– O czym on mówi?

Otyły mężczyzna zignorował ją i również zwrócił się do zastępcy Kassandra:

– Dziękuję ci, przyjacielu, za umożliwienie tej transakcji. Okazałeś się człowiekiem godnym zaufania, jakim cię obdarzyłem. Proszę, przyjmij ten drobny wyraz wdzięczności za twe pośrednictwo.

Następnie odpiął od swego pasa i podał Trakowi solidny i metalicznie pobrzękujący mieszek.

– Umówioną zapłatę każę dostarczyć wprost do generalskiej kwatery.

– Zapłatę za co?! – krzyknęła dziewczyna z Argos.

– Czyż to nie oczywiste? – Hassan uśmiechnął się do niej równie przyjaźnie jak wtedy, gdy spotkali się po raz pierwszy, na targowisku, przy straganie z biżuterią. Tym razem jednak odpowiedziała mu pełnym wstrętu spojrzeniem. Tymczasem Jazon ruszył już ku wyjściu z namiotu.

– Nie zostawiaj mnie tutaj! – załkała Szmaragdowooka. – Nie zostawiaj mnie… z nim.

Trak nawet się nie obejrzał. Kiedy opuścił siedzibę Hassana, ten zbliżył się do Mnesarete. Załamana, spuściła głowę w dół, lecz on wziął ją za podbródek i zmusił, by spojrzała mu w oczy.

– Najwyższa pora, bym wypróbował swój nowy nabytek. Rozbierz się, Hellenko.

 

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wejdź na nasz formularz i wyślij je do nas. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Dobry wieczór!

Przyszedł dziś wreszcie od dawna zapowiadany, lecz regularnie odsuwany dzień – premiera nowego rozdziału Perskiej Odysei! Ten jest, jak powiedzieliby twórcy serialu South Park: bigger, longer i uncut. Mam nadzieję, że jego lektura sprawi satysfakcję nawet najbardziej wymagającym Czytelniczkom oraz Czytelnikom moich prac. Jeśli wierzyć mojej Korektorce, Atenie, było na co czekać.

Oczywiście w tym miejscu chciałbym Jej gorąco podziękować za ekspresową korektę rozdziału – przesłałem go Jej wczoraj późnym popołudniem. Tak więc, droga Ateno, raz jeszcze kłaniam się do ziemi.

A wszystkich bywalców NE zachęcam do lektury!

Pozdrawiam
M.A.

Jak miło wreszcie zobaczyć Melisę szczęśliwą. Ciekawy będzie teraz wątek jej relacji z Parmys. Z jednej strony, dziewczyny nie przepadały za sobą, a nagła poprawa losu jednej z nich może wzbudzać zazdrość. Melisa nie jest skora do przemocy i może niechętnie karcić niedawną towarzyszkę niedoli, więc Parmys mogłaby spróbować wejść jej na głowę. Choć z drugiej strony – powinna ją ucieszyć pani o łagodniejszym usposobieniu. Wiążac się z Kassandrem, Melisa prawdopodobnie zaczyna powoli, ale skutecznie ciągnąć w dół – sama upadnie wraz z jego upadkiem. Mogłaby lepiej wykorzystać tę szansę, ale skąd ona biedna miałaby o tym wiedzieć? Pozostaje więc cieszyć się jej szczęściem i mieć nadzieje, że ono jeszcze długo potrwa.

Zdolność Mnesarete do irytowania mnie jest godna podziwu. Do samego końca pewna swego i bezczelna. Bardzo chciałam przeczytać choć jedno grzeczne, uprzejme słowo Szmaragdowookiej do dawnych niewolnic – pewnie sprawiłoby mi to więcej satysfakcji niż zajętej Kassandrem Melisie. Przez chwilę bałam się, że niewierna kochanka umrze uduszona przez Macedończyka i pewnie gdybym nie wiedziała, że duszony człowiek najpierw traci przytomność, a dopiero potem po całkiem sporym odstępie czasu umiera, zaczęłabym rzucać gromy w komentarzach przed doczytaniem do końca 😉 Jak już wcześniej pisałam, wszystko, co ją czeka złego w życiu, będzie z dużym prawdopodobieństwem cierpieniem oszczędzonym komuś innemu. Z drugiej strony, że akurat trafiła prosto do Hassana, a nie do jakiegoś burdelu w kraju, którego języka by nie znała, średnio mi się podoba. Pozostawia jej pole do bruzdzenia. Z czystej zemsty może naopowiadać kupcowi niewygodnych faktów o macedońskiej armii, a on może mieć swoje ukryte motywy poza zdobyciem niewolników dla Babilonu – niekoniecznie takie, z którymi Kassandrowi byłoby po drodze.

Moja sympatia dla Jazona chyba została odwzajemniona, skoro Trak powtarza moje słowa o uciszeniu Mnesarete 🙂 Jako przedstawicielka płci pięknej czuję się tym jeszcze bardziej wyróżniona.

O Kassandrze czyta się przykro. Nie jest jednoznacznie negatywnym bohaterem, po wszystkich jego porywach szlachetności ciężko źle mu życzyć. A jednak to nie jest ktoś, kto dąży do tego, żeby BYĆ dobrym człowiekiem – on chce MYŚLEĆ o sobie, że jest dobry. Różnica subtelna, a jakże wiele zmienia. Irytują jego wybiegi takie, jak nocna samotna przejażdżka, żeby tylko nie pozwolić sobie na przemyślenie własnych czynów. W opowieści pewnie jest dzięki temu ciekawszym bohaterem. W życiu, w swoim otoczeniu, wolałabym jednak mieć kogoś, kto jednoznacznie dąży do własnych korzyści, w rozsądnych granicach, obojętnego moralnie, niż takiego, co mu bardzo zależy na podbudowaniu samooceny.

Witaj, Czarna Kaczuszko!

Czekałem niecierpliwie na Twój komentarz, ciekaw, czy nowy rozdział przypadł Ci do gustu (wobec zawodu, jaki w poprzednim sprawiła Ci szczytująca Mnesarete 🙂 ). Ośmielam się sądzić, że jednak tak!

Też jestem ciekaw, jak zagra dynamika Melisa-Parmys. Z jednej strony Melisa nie jest Szmaragdowooką. Z drugiej władza korumpuje. A pełna władza nad drugim człowiekiem należy do tych korumpujących absolutnie. Sporym wyzwaniem dla szczęścia Jonki będzie też charakter samego Kassandra, jego niestałość i ciągła potrzeba nowych doznań. Ona może się zarzekać, że nie dopuści do siebie zazdrości, ale przecież – jest tylko człowiekiem. Uprzejmość wobec niedawnej niewolnicy niezbyt mi pasowała do osobowości Mnesarete. Melisa mogłaby co najwyżej liczyć na pozorną uprzejmość wymuszoną przemocą lub groźbą jej użycia. Ponieważ jednak Jonka nie dążyła do tego celu, zapamięta Szmaragdowooką jako arogancką do samego końca. Musi jej zatem wystarczyć satysfakcja ze zwycięstwa nad rywalką, a nie z jej złamania.

Mnesarete w rękach Hassana zaiste stanowi pewne niebezpieczeństwo dla Kassandra. Gdyby je sobie uświadamiał, być może poważniej rozważyłby propozycję Jazona (a także Twoją – pozwoliłem sobie w tym miejscu na “zburzenie czwartej ściany”) dotyczącą pozbawienia swej kochanki języka. Z drugiej jednak strony, nie tylko ona wie o różnych ciemnych sprawkach Macedończyka. Ludzie, którzy mogą skorzystać z tej wiedzy są znacznie bliżej niż wiedziona do Babilonu dawna nałożnica. I mają równie dobre powody, by mu zaszkodzić.

Co do samego Kassandra – zgodzę się, że jest rozdarty między człowiekiem, którym jest, a tym, jakim chciałby siebie postrzegać. Odczuwa też zdecydowaną niechęć do introspekcji. Zdecydowanie nie jest on mężem idącym za wyrytą na frontonie świątyni w Delfach maksymą “poznaj samego siebie”… ale może dlatego jeszcze jest w ogóle w stanie ze sobą wytrzymać? Teraz, gdy już uwolnił się od Hassana i coraz bardziej ciążącego mu kontraktu, doskwierający mu dysonans powinien nieco osłabnąć.

Pozdrawiam
M.A.

Tak. Warto było czekać na kolejną część dzieła naszego Mistrza.
Zgodzę się z Czarną Kaczuszką, opchnięcie tego towaru Hassanowi wydaje się być nieco ryzykowne, nieprawdaż Megasie ? Coś czuję że Gelon jeszcze kiedyś powróci. Może nawet w innym opowiadaniu, ale powróci.
Czarna Kaczuszko, zaintrygowało mnie wspomnienie przez Ciebie kolei rzeczy w śmierci poprzez uduszenie. Rad bym był poznać inne Twoje spostrzeżenia dotyczace tego stanu natury. Żywię nadzieję że kiedyś przy jakiejś okazji je wymienimy.

Dziękuję za miłe słowa, Micku!

Sprzedaż Mnesarete jest z pewnością ryzykowne. Na usprawiedliwienie Kassandra można powiedzieć tylko tyle, że został w tą transakcję wmanewrowany przez Jazona. Zazwyczaj niezwykle lojalny wobec przełożonego Trak w tym wypadku pozwolił sobie na ubicie interesu na boku i tym samym naraził generała na niebezpieczeństwo. Z drugiej strony, im dłużej Szmaragdooka będzie odseparowana od Macedończyka, tym bardziej jej wiedza będzie się dezaktualizować. A wokół Kassandra są ludzie, którzy na bieżąco poznają wszystkie jego grzeszki.

Co do Gelona, zdecydowałem się milczeć znacząco 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Ciekawi mnie czy Wrócisz jeszcze do wątku że sprzedana Mnesarete (w poprzednim moim komentarzu celowo użyłem kolokwializmów) była wolną kobietą, towarzyszyła Kassandrowi z własnej woli i mniejsza o motyw. Czy w tym antycznym świecie również prawa były względne ? A może działały tylko w obrębie polis ? I tak była między swoimi którzy powinni byli szanować jej status (akurat ten). Pragnę być tu dobrze zrozumiany. Nie lubiłem akurat tej postaci równie bardzo jak reszta czytelników i zadowolił bym się rozwiązaniem drastycznym jednak od początku napiętnowanym jako łotrowstwo. Zaś Kassander sprzedaje wolną kobietę jak niewolnicę a Ty nie Robisz z tego wielkiej sprawy poza wzmianką podczas narady z Jazonem i Dioksipossem. Jeśli chodzi o karę za zdradę … czy Mnesarete była żoną Kassandra ? Przecież pojechała tam jako jego hetera co w praktyce oznacza że może się oddawać każdemu komu chce. Nie była nawet jego narzeczoną.

Micku,

w sensie, czy wrócę do wątku, że sprzedaż Mnesarete mogłaby być jakoś zakwestionowana, ponieważ była wolną kobietą? Cóż, pewnie by mogła, gdyby znalazł się jakiś mężczyzna który chciałby sprawę odkręcić i miałby na tyle duże wpływy, że Hassan musiałby się z nim liczyć.

O ile w Helladzie prawa dość jasno precyzowały, kto jest wolnym i jak można wolność stracić (np. stając się jeńcem wojennym) o tyle Persja zaraz po upadku Achemenidów i przed ugruntowaniem się macedońskich rządów była zapewne czymś w rodzaju krainy bezprawia, gdzie rządziły nie reguły, a brutalna siła oraz pieniądz. Kassander miał pierwszą, Hassan drugą. Mnesarete nie posiadała nic i dlatego można ją było bezkarnie odrzeć z praw i wolności.

Pozdrawiam
M.A.

Micku, słabe ze mnie źródło wiedzy w tej kwestii. Rzuciło mi się to w oczy tylko dlatego, że pamiętam swoje zdziwienie, gdy od kolegi judoki usłyszałam, że na zawodach w judo walczący dosyć często podduszają się do nieprzytomności i że w kontrolowanych warunkach nie jest to niebezpieczne dla ich życia czy zdrowia. Na ile rozumiem chodzi o to, że w zależności od tego, jak się naciśnie gardło, można zablokować dopływ powietrza do płuc lub tętnicę szyjną – w drugim przypadku tlen nie dociera do mózgu, więc następuje omdlenie i dopiero przedłużenie duszenia na kilkadziesiąt sekund po utracie przytomności przynosi śmiertelne niebezpieczeństwo. We fragmencie, o ktorym rozmawiamy, Kassander moim zdaniem całkiem zablokował tętnicę szyjną, a dopływ powietrza do płuc znacznie utrudnił, lecz nie uniemożliwił całkowicie – stąd Mnesarete pozostawała nieprzytomna długo, ale nie umarła, bo gdy straciła przytomność, były kochanek puścił ją, więc te niewielkie ilości powietrza z jej płuc mogły dotrzeć do mózgu – zbyt mało, żeby odzyskać przytomność natychmiast (taki judoka na zawodach odzyskuje pełnię świadomości po kilkudziesięciu sekundach), ale dosyć, żeby podtrzymać podstawowe funkcje życiowe. Ale zaznaczam wyraźnie, że to tylko domysły moje, czyli osoby, której większość wiedzy biologiczno-medycznej pochodzi z oglądanej w dzieciństwie kreskówki “Było sobie życie”. Odradzam czerpanie ode mnie wiedzy w tym temacie.

Witaj, Czarna Kaczuszko,

przyznam, że też nie jestem specjalistą od anatomicznych aspektów podduszania i duszenia. Scenę napisałem na podstawie tego, z czym spotkałem się w literaturze pięknej, a nie naukowej. Ale Twoje wytłumaczenie dlaczego stało się tak, a nie inaczej (Mnesarete zemdlała, ale przeżyła) w pełni mnie przekonuje! I brzmi na tyle wiarygodnie, że tak właśnie musiało być 😉

Pozdrawiam
M.A.

Dziękuję za wyczerpującą odpowiedz.

Brawo Megasie , warto było czekać na to co nam zaserwowałeś . Czytałem poprzednie komentarze i zwrócę uwagę na nieznany los Belona. Myślę że jeszcze pojawi się w tej historii. Co do Mnesarette.. każdy ma swój pomysł co z nią zrobić. Myślę że Hasan nie jest tym panem który przypadnie jej do gustu. A namiętność i seks to główne motywy jej działania. Dotychczasowi jej kochankowie byli okazami samców , Hasan jest inny o czym świadczy ” obrzuciła go spojrzeniem pełnym wstrętu”. Pozdrawiam i czekam na to co się dalej wydarzy.

Dobry wieczór, S.!

Cieszę się, że rozdział znalazł Twe uznanie! Co zaś się tyczy Gelona… ech, te przeklęte, utarte schematy fabularne! Ponieważ nie widzieliśmy zwłok Gelona, to musi wrócić, prawda? I wszyscy będą tego oczekiwali. Więc tak naprawdę niezbyt mogę pozostawić go martwym… nawet gdybym bardzo chciał 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Znowu pieprzony słownik. Winni być nieznany los Gelona!

O ile mnie pamięć nie myli, Melisy nie będzie z Kassandrem w jego zsyłce do Palestyny. Więc po drodze gdzieś się zagubi… Jeśli będzie miała dość rozumu bądź szczęścia sama odpowiednio wykorzysta możliwości, jakie niesie przebywanie z generałem i zapewni sobie spokojny byt z dala od niego. Inne opcje to, że Kasander znudzi się byłą niewolnicą, lub, że ta mu podpadnie i skończy równie marnie co Mnesarete.

Jak czytałem o losie Gelona – zastanawiałem się co wybierze zbieg (w jego śmierć nie wierzę) – zemstę na Kasandrze, czy uwolnienie ukochanej(?) z obślizłych łapsk strasznego Hassana…

Co do Kassandra, czekam niecierpliwie na jego spotkanie z Aleksandrem Wielkim…

Dobry wieczór, Radosky!

Słuszna uwaga z Melisą. Prolog Perskiej Odysei daje trochę podpowiedzi odnośnie późniejszego biegu wydarzeń. Ale jak dokładnie potoczą się losy Jonki? Inne niewolnice Kassandra rzadko kończyły dobrze (Helena burdelu, Raisa oraz Kleopatra martwe). Może Melisa przełamie tą złą passę?

Co zaś się tyczy spotkania Kassandra z Aleksandrem – wkrótce ono nastąpi, choć być może w okolicznościach dalekich od takich, jakie mógłby sobie wymarzyć nasz drogi generał…

Pozdrawiam
M.A.

Co do Gelona to raczej nie sądzę, żeby miał dobre perspektywy. Ma przed sobą dwa wyjścia. Do armii macedońskiej raczej nie wstąpi szczególnie, że groziłoby to spotkanie z Kassandrem. Ewentualna możliwość jest taka, że mógłby wstąpić do oddziału któregoś z wrogów Kassandra. Kolejna możliwość przystąpienie do Persów. Z tym wiąże się trudność w postaci przedostania się przez Babilonię co wiąże się z tym, że mógłby zostać zabity przez kogoś z uciekinierów z wiosek albo uciekiniera z taboru Hasana.

Inna możliwość to ucieczka do Grecji do któregoś z punktów gdzie werbowano najemników.

W sumie to byłoby dla niego najlepsze wyjście.

Świat powieści rządzi się swoimi prawami i własną logiką. Nie wierzę, aby Autor oszczędził go, tylko po to, aby gdzieś “znikł” i więcej nie było o nim wzmianki 😉

Gelon powróci – pytanie tylko w jaki sposób. I czy będzie pamiętać o kochance? Czy zapomni o niej jak o zużytym towarze?

Gelon wcale nie musi przyłączyć się do jakiejś armii. Równie dobrze może sobie po prostu wędrować, żywiąc się tym co znajdzie, upoluje lub złupi, np. napadając na samotnych podróżnych. Może też nająć się jako zbrojna eskorta dla kogoś, najlepiej pod fałszywym imieniem. A co wybierze, trudno powiedzieć. To ten typ bohatera, że mnie jest dużo łatwiej wyobrazić sobie zawartość jego spodni niż głowy.

Witaj, Anonimie!

Jeśli chodzi o perspektywy Gelona (o ile naturalnie wygrał walkę ze zdradzieckimi nurtami Tygrysu, co wcale oczywistym nie jest), to człowiek biegły we władaniu orężem raczej nie pozostanie długo bezrobotny: oprócz armii Macedonii czy resztek sił zbrojnych Persów są inni potencjalni pracodawcy. Każdy satrapa potrzebuje gwardzistów, wielu arystokratów – ochrony w niebezpiecznych czasach. Kupcy również chcą zapewnić bezpieczeństwo swym karawanom. Możliwości jest mnóstwo.

Radosky:

Na razie Gelon wie tyle, co powiedział mu Kassander – a ten zasugerował, że zgładził Mnesarete. Kawalerzysta nie ma zresztą powodów, by mu w tym względzie nie ufać.

Czarna Kaczuszko:

W sensie, uważasz Gelona za tak głupiego, czy tak nieodgadnionego?

Pozdrawiam
M.A.

W sensie, główne fabularne znaczenie Gelona polegało, za przeproszeniem, na posuwaniu Mnesarete za plecami Kassandra, więc łatwiej mi wyobrazić sobie jego przyrodzenie niż motywy, którymi będzie się kierował poza sypialnią.

Ha, słuszna uwaga!

Początkowo to naprawdę była cienka jak papier postać, która miała jedno fabularne zadanie i nadawała się do późniejszej eksterminacji. Ostatecznie jednak zdecydowałem, że pozwolę Gelonowi żyć i zobaczę, jak potoczą się jego losy oraz ewolucja postaci. Być może stanie się kimś więcej, niż tylko dodatkiem do pokaźnego penisa (Mnesarete zawsze lubiła hojnie obdarzonych) 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Decyzja o oddaniu Mnesarete Hasanowi z pewnością nie wyjdzie Kassandrowi na dobre. Z właściwą sobie pewnością siebie nie docenia byłej kochanki, a ona może mu przecież zaszkodzić, dużo o nim wie. Hassan też z pewnością ma własne plany, tymczasem korzysta z usług Kassandra (bo tak to można chyba okreśić), ale co dalej? Tymczasem los Mnesarete nie wydaje się zresztą aż tak okropny, może się cieszyć, że Kassander nie zabił jej na miejscu. Gelon nie odgrywał dotąd większej roli fabularnej, ale pewnie powróci, a przynajmniej Autor zachował go sobie w rezerwie do ewentualnego wykorzystania. Jeżeli tak się stanie, to pewnie zostanie odmalowany bardziej wyrazistymi barwami.

Witaj, Neferze!

Los Mnesarete nie wydaje Ci się okropny, bo nie poznałeś jeszcze zbyt dobrze Hassana 🙂 Ten bohater będzie miał jeszcze okazję trochę namieszać w fabule Perskiej Odysei. A jego upodobania również zostaną naświetlone… W tym miejscu mogę Cię zapewnić, że życie Szmaragdowookiej nie będzie usłane różami.

Pozdrawiam
M.A.

Normalnie po przeczytaniu takiego komentarza uzbroiłabym się w widły i pochodnie i poszła na poszukiwania jego autora z gromkim okrzykiem “SPOJLERY PODAJE!” na ustach. Ale z racji tego, że jesteś autorem tej opowieści, powstrzymam się. Bądź co bądź, chcę przeczytać kolejne części 😀

…no a poza tym z pewnością ucieszyła Cię wieść, że Mnesarete jeszcze trochę pocierpi, czyż nie? 🙂

Spokojnie, już nie spoiluję. To była tylko taka chwilowa słabość… A kolejny rozdział właśnie się pisze. Choć nie wiem jeszcze, czy mój wykrystalizowany już zamysł fabularny da się zmieścić w jednym, czy będę potrzebował dwóch.

Pozdrawiam
M.A.

Po Hassanie spodziewam się wszelakiego rodzaju nieprawości. Kassander jeszcze pożałuje, że dał się skusić na jego srebro i wdał w tę aferę polowania na niewolników. Mnesarete pragnie jednak żyć i dlatego tymczasem może dziękować bogom za to, że generał nie zabił jej na miejscu. A dużo nie brakowało.

Witaj Megasie
kolejna część jak zwykle doskonała ale do tego już nas z pewnością przyzwyczaiłeś 🙂
Co do podduszania do czarna kaczuszka ma rację ja tylko dodam że nie trzeba dusić szyji żeby osiągnąć podobny stan. Jeśli ktoś chce spróbować jak to jest stracić (bezpiecznie;) na chwilę świadomość to wystarczy że oprze się plecami np. o ścianę i poprosi drugą osobę aby dłońmi mocno nacisnęła na Twoją klatkę piersiową i przez chwilę tak potrzymała. Jak długo ma trzymać? Krótko, do momentu aż stracisz przytomność ;D
Przy okazji złapie Cię jak bezwładnie osuniesz się na podłogę 😀

ps. kiedy kolejna część?

Witaj, Tomaszu!

Dzięki za pochlebną recenzję 🙂 I za informacje na temat podduszania. Mam jednak nadzieję, że nikt nie będzie próbował eksperymentować na sobie (chyba, że jest fanem erotycznej asfiksji).

Co do kolejnej części: pojawi się, gdy zostanie napisana 🙂 Celuję w marzec, ale dokładnej daty podać nie mogę, bo potem znów będę się musiał tłumaczyć z jej zawalenia…

Pozdrawiam
M.A.

Witaj Autorze. Mam pytanie. Czy jest szansa w bliżej określonym czasie poczytać kolejną część? Przy okazji życzę Ci zdrowych spokojnych świąt wielkanocnych.

Witaj, S!

Prace nad tekstem trwają. Termin premiery wyznaczony jest na drugą połowę kwietnia, mam nadzieję go dotrzymać.

W tym rozdziale Kassander dotrze wreszcie do samego serca imperium perskiego i spotka wreszcie godnego siebie przeciwnika.

Tyle spoilera, pozdrawiam
M.A.

Witaj Megasie. Nie wiem czy jest to dobre miejsce żeby to napisać bo w sumie jeszcze tu nie dotarłem ale tu jest największe prawdopodobieństwo że dostanę od ciebie odpowiedź. Ale do rzeczy. Czy Kassander w twojej opowieści został przebudowany względem oryginału ? O ile dobrze pamiętam był on jak najbardziej arystokratą, co więcej Antypater był ojcem Kassandra. W twojej historii był on biedakiem z Ajgaj a w rzeczywistości wychowywał się razem z tobą (w sensie z Aleksandrem 😉 ). Jeśli mogę zapytać skąd taki zabieg ? Nie odbierz proszę Cię tego jako czepialstwa, jest to po prostu moja ciekawość.

Witaj, Kraterosie!

Spieszę wyjaśnić, że mój Kassander nie ma nic wspólnego (poza imieniem) z Kassandrem Antypatrydą, synem Antypatra, mordercą matki, żony oraz syna Aleksandra Wielkiego. Dzieli ich urodzenie, pozycja społeczna, życiorys. Łączy bezwzględność (choć w przypadku “mojego” Kassandra niezabarwiona czystym okrucieństwem) oraz pewne przywiązanie do macedońskiej (dziś rzeklibyśmy: nacjonalistycznej lub etnocentrycznej) tradycji, która będzie się konfrontować z nowymi, globalnymi nurtami wprowadzanymi przez Aleksandra, budowniczego wielokulturowego imperium.

Po prostu spodobało mi się to imię, było bez wątpienia pochodzenia macedońskiego, więc nadałem je mojemu bohaterowi. I teraz muszę uważać, by drogi fikcyjnego Kassandra nie skrzyżowały się z historycznym 🙂

Na szczęście syn Antypatra nie wziął udziału w wyprawie azjatyckiej Aleksandra Wielkiego (powodem mogła być ich wzajemna niechęć, albo też postanowienie Antypatra, by starszego syna pozostawić przy sobie, natomiast młodszy, Jolaos, towarzyszył Aleksandrowi, był jego podczaszym i nawet podejrzewano go o otrucie króla). Więc mój Kassander, który wyruszył do Azji, nie ryzykuje budzącego konfuzję spotkania.

Całkiem natomiast możliwe, że Kassander spotka na swej drodze historycznego wodza, od którego zaczerpnąłeś swego nicka. Ten w końcu towarzyszył Aleksandrowi i po śmierci Filotasa dowodził częścią elitarnej jazdy hetajrów.

Pozdrawiam
M.A.

Dziękuję Ci Megasie za udzielenie odpowiedzi. Mimo, że interesują mnie czasy Aleksandra Wielkiego to jakoś umknęło mi, że Kassander nie brał udziału w wyprawie Aleksandra do Azji (i ja mam chcę zdawać maturę z historii ! O zgrozo ! :-)). Mam jeszcze jedno pytanie czy po zakończeniu historii Kassandra i po śmierci Aleksandra masz zamiar stworzyć jakąś opowieść osadzoną w czasach wojen diadochów ? A może historię samego Aleksandra ? Z góry dziękuję Ci za odpowiedzi i życzę Ci abyś zawsze miał lekkość pisania i tworzenia równie ciekawych historii !

Witaj, Kraterosie,

Kassander dołączył do Aleksandra po powrocie tego ostatniego do Babilonu. Nie było to przyjemne spotkanie (m.in. Aleksander złapał Kassandra za głowę i uderzał nią o ścianę), po którym syn Antypatra szybko wrócił do Macedonii.Nigdy się już nie ujrzeli. Za to Kassander skutecznie rozprawił się z całą rodziną Aleksandra.

Co zaś się tyczy moich kolejnych planów… niczego nie wykluczam. Epoka Diadochów jest fascynująca i z pewnością mogłaby być tłem dla wielu ciekawych opowieści. Natomiast sam nie wiem, jak długo zajmie mi tworzenie Perskiej Odysei. To projekt tak duży, że chwilowo zza niego nic nie widać 🙂

Pozdrawiam i życzę powodzenia na maturze z historii 🙂
M.A.

Dziękuję Ci za odpowiedzi no i oczywiście za powodzenia na maturze ;-). Co zaś się tyczy czasów Aleksandra jak i wojen diadochów, są to rzeczywiście okresy w historii obfitujące w mnóstwo ciekawych historii oraz postaci. Można z nich stworzyć dziesiątki opowiadań. Powodzenia w dalszym tworzeniu !

Druga połowa kwietnia dobiega końca.. ciekawi mnie jak Ci idzie pisanie kolejnej części. Pozdrawiam

Ech…

chciałbym powiedzieć, że tekst już gotowy i korekta na ukończeniu, ale niestety proces twórczy okazał się trudniejszy, niż myślałem. Tak więc premiera przesuwa się na maj. Chciałem o tym sam powiadomić, ale mnie ubiegłeś, drogi S.

Pozdrawiam
M.A.

Ja również czekam na dalszą część :). Pozdrawiam.

Zaczyna się druga połowa maja a tu nie ma kolejnej części. Można wiedzieć jak Ci idzie praca nad nią? Pozdrawiam

Drogi S.,

pracuję wytrwale, by Czytelnicy Perskiej Odysei otrzymali kolejny odcinek w maju. Jestem dobrej myśli! Rozdział posuwa się naprzód, choć nieco wolniej, niż się spodziewałem.

Pozdrawiam
M.A.

Napisz komentarz