Odkrywając siebie XX (Ania)  4.12/5 (20)

14 min. czytania

Yellow Girl, Sofa, heels, me and contrast, CC BY 2.0

Dwa dni później przypominam sobie o zakupie. Nierozpakowane kulki ciągle noszę w torebce! Rany, gdyby znalazła je matka! Rumienię się na samą myśl. Szybko idę do łazienki. Rozpakowuję kulki. Myję je. Ostrożnie wkładam do środka. Zamierzam tak posprzątać swój pokój.

Jestem wilgotna, więc kulki wchodzą dość łatwo. To dobrze? Może jednak powinny być większe? Tylko przez chwilę, zanim zanurzają się we mnie całe, napotykają pewien opór. W środku leżą jak ulał. Kiedy się nie ruszam, niemal ich nie czuję, ale gdy przykucam, próbują się wysuwać. Wyginając się, chodząc, podskakując, wprawiam w ruch cięższe kulki znajdujące się wewnątrz tych silikonowych. Sprzątanie nigdy nie było równie ekscytujące!

Wbrew temu, co słyszałam o kulkach gejszy, same z siebie raczej nie doprowadzą mnie do ekstazy, ale na pewno rozpalą. Do czerwoności! To takie perwersyjne mieć w sobie coś cały czas. Chodzić tak po ulicy. Na zakupy. Na spacer z psem.

Jeszcze zanim mój pokój lśni czystością, mam między nogami niezłe bajorko. Coraz częściej kucam. Jest mi bardzo przyjemnie, gdy napierają od środka na wejście do mojej szparki. Postanawiam czegoś spróbować.

Ruszam w stronę łazienki. Zamykam się w niej. Staję na wprost wielkiego lustra. Zdejmuję spodnie, skarpetki i majtki. Bluzkę zostawiam. Nie będzie mi przeszkadzać. Prawą nogę unoszę i opieram o brzeg wanny. Mam teraz wyśmienity widok na mojego futrzaczka. Na jego wilgotne oczko. Na osłaniające go loczki. Na bezwstydną czerwoność jego warg.

Napinam się cała. Prę. Chcę tego uczucia. Takiego jak przy kucaniu. Pragnę, by wyszły ze mnie. Same. Bez pomocy rąk. Chcę, by sznureczek okazał się zupełnie niepotrzebny. Czuję, jak powoli się przesuwają. Jak moje mięśnie wypychają kulki na zewnątrz. Jest mi dobrze! Już mogę dostrzec pierwszą między rozchylonymi płatkami. Sprężam się. Zaciskam pięści. Daję z siebie wszystko.

W końcu wypada, przyprawiając mnie o dreszcz. Chwilę dynda wesoło między nogami, ale zaraz wsuwam kulkę z powrotem. I znów to samo. Staram się ją z siebie wypchnąć. Powoli. Stopniowo. Pozwalam narastać przyjemności. Narastać i narastać.

Tym razem wypada z większym impetem. Bardziej się kołysze. Chwytam ją. Coraz bardziej spragniona. Napalona. Niecierpliwa. Owijam palec o pętelkę białego sznureczka i sprawnym ruchem wpycham zabawkę do środka. A potem wypycham. Palec do środka. Mięśnie na zewnątrz. Jakie to przyjemne!

Unoszę wzrok na swoje odbicie w lustrze. Mam zarumienione policzki i zamglone spojrzenie. Jestem lubieżna! Wyuzdana! Spragniona! Widać to po całym moim ciele. Nawet włosy lśnią jakoś inaczej! Biorę głęboki wdech.

Jestem blisko. Przyspieszam. Jak szalona wkładam i wypycham. Rodzę. Najpierw tylko jedną kuleczkę. Potem obie. Nabieram wprawy. Idzie mi coraz łatwiej. Coraz szybciej. I już wiem, że zaraz zatrzęsie się świat. To jest nieuniknione!

Przyjemność wzbiera we mnie. Rozpływa się od muszelki aż po koniuszki palców. Po końcówki włosów. Już kołyszę się na miękkim obłoczku, już opadam z sił, gdy nadchodzi fala ekstazy. Prawdziwe tsunami! Przygryzam wargi. Pozwalam kulkom upaść z głuchym plaskiem na podłogę. Zamieram. Opieram się o półkę przy umywalce, żeby nie upaść. Nogi mam jak z waty. Muszę się poddać. Usiąść. Odpocząć. Jak to dobrze, że do spełnienia nie jest mi potrzebny nikt inny! Ani Grzegorz, ani Andrzej, ani nawet Ewa, która zafascynowała mnie po jednym z pierwszych wywiadów. Uwielbiam to! Tę moją niezależność!

Sądzę, że zakup był udany.

***

Kolejny wywiad przeprowadzam z dwudziestodwuletnim studentem budownictwa. Chłopak jest wysoki. Trochę misiowaty. Ma bardzo sympatyczną, raczej bladą twarz. Włosy złociste. Długą grzywkę opadającą na oczy w kolorze ciemnego miodu. Jego uśmiech jest ciepły i łobuzerski. Od razu przypada mi do gustu!

Nie jest stąd. Spotykamy się w środku dnia w akademiku. Mamy cały trzyosobowy pokój tylko dla siebie. On siada po turecku na tapczanie, ja zajmuję krzesło i wolny skraj biurka. Pyta, czy może zapalić. Pozwalam mu. W końcu jest u siebie. Nie znoszę dymu, ale domyślam się, że to może ułatwić mu otwarcie się przede mną. Nie ma potrzeby bardziej go krępować.

Wygląda po prostu uroczo w wyciągniętym swetrze, z niesfornymi włosami opadającymi na piękne oczy i z papierosem w wielkiej, niedźwiedziej dłoni. Jest włóczykijem. W każdej wolnej chwili wyjeżdża w góry lub nad wodę. Żegluje. Kocha Mazury. Gra na gitarze. Śpiewa, ale tylko szanty i piosenki turystyczne. Hmm… chętnie bym posłuchała.

Jestem oczarowana jego naturalnym, niewymuszonym urokiem. Jego chłopięcością. Figlarnym spojrzeniem. Tym bardziej dziwię się, gdy wyznaje ze słodkim rumieńcem na twarzy, że jest prawiczkiem. Ukrywam szok pod maską profesjonalizmu. W tej chwili mam ochotę się na niego rzucić i całego pożreć! Otwieram okno, bo robi mi się gorąco. On gasi papierosa, przekonany że to przez dym. Słodkie.

Rozmawiamy dalej. Nie jest zupełnie niedoświadczony w kontaktach z kobietami. Choć nieśmiały i niepewny siebie, jednak całował się już i pieścił z dziewczyną. Z kilkoma dziewczynami. Zazwyczaj zaczynało się od masażu pleców po ciężkim dniu. Podobno nieźle mu idzie. Żadnej nie pokazał swojego hegemona ani nie pozwolił dotknąć. Raczej to on pieścił. Plecy, szyję, piersi. Rany! Dla tych nieszczęsnych dziewczyn to musiały być istne tortury! Rozgrzewał je i zostawiał!

Muszę jednak przyznać, że chętnie poddałabym się podobnym torturom. Oczami wyobraźni widzę już jego wielkie dłonie na moich plecach. Jego malinowe usta na moich sutkach. Rety! Zaraz nawet dopływ świeżego powietrza nic nie pomoże i cała przed nim spłonę!

Siedzi na wprost mnie ze spuszczonym wzrokiem i rumieńcem na policzkach. Odpowiada szeptem. A ja nie potrafię oderwać wzroku. Co gorsze patrzę na jego rozporek! Chciałabym rozpiąć zamek i pieścić nietkniętą jeszcze pałkę! Jako pierwsza doprowadzić go do orgazmu. Dla faceta pierwszy raz ponoć zawsze jest najlepszy. Niezapomniany! Tak! Chcę, by nie mógł o mnie zapomnieć.

Wstydzę się swoich reakcji. Wstydzę się swojego podniecenia. On pewnie czeka na tą jedną jedyną, a ja po prostu chcę go wykorzystać. Zdeprawować. Gdyby spojrzał na mnie, spłonęłabym! Jak czarownica na stosie albo jak wampir wystawiony na działanie światła słonecznego!

Przez cały wywiad nie potrafię się skupić ani odpędzić od siebie grzesznych myśli. Pod koniec prosi o chwilę przerwy. Skwapliwie z tego korzystam. Udaję się do toalety. To węzeł sanitarny jeden na cztery pokoje. Mam nadzieję, że nie ma tu nikogo innego. Zamykam się. Opieram o ścianę. Wsuwam rękę w spodnie i w ekspresowym tempie robię sobie dobrze. Jeszcze nigdy nie doszłam równie szybko! Zresztą rzadko jestem tak podniecona… To straszne!

Robię siusiu. Chwilę zbieram się w sobie. W lustrze nad umywalką dostrzegam jednak ślady dopiero co przeżytej rozkoszy. Przemywam więc twarz zimną wodą i jeszcze chwilę odczekuję zanim wracam do jego pokoju. Od razu lepiej! Mam tylko nadzieję, że nie domyśla się, co przed chwilą robiłam.

***

Idąc do „centrum dowodzenia”, cały czas mam przed oczami tego przystojnego prawiczka. Wyobrażam sobie, jak by mi z nim było, jak przyjąłby moje pieszczoty, czy rumieniłby się dalej, czy mruczałby, jęczał lub krzyczał. Hmm… Tak bardzo chciałabym sprawdzić! Wiem jednak, że nie powinnam, że nie wolno mi. Szkoda.

Tamten szybki orgazm zaspokoił jedynie pierwszy głód. Nadal chcę seksu. Bardzo. Pali mnie moja Wenus. Oj, pali. Mam wrażenie, że to widać, że to aż nadto oczywiste.

Na miejscu jest kilka osób, w tym oczywiście Michał. Czy on się stamtąd nie rusza?! Wita mnie ciepło. Robi mi herbatę. Pyta, czy dobrze się czuję, czy nie przeziębiłam się ostatnim razem, bo wyglądam na rozpaloną. Jakbym miała gorączkę.

– Jestem raczej napalona – syczę tak, żeby usłyszał tylko on.

Przygląda mi się badawczo, z szelmowskim uśmiechem, po czym pyta, czy może jakoś pomóc. Ależ uczynny! Aż gotuję się ze złości. To takie poniżające! Kiwam jednak nieznacznie głową, a wtedy chwyta mnie za rękę i wyprowadza na korytarz. Jest już późno. Większość zajęć skończyła się dawno i budynek stoi niemal pusty.

Opiera mnie o ścianę. Całuje namiętnie. Oddaję ten pocałunek. Angażuję się cała. Rozpalona. Spragniona. Stęskniona za bliskością drugiego człowieka. Nagle przerywa. Przytula się mocno. Jego imponująca erekcja napiera na mój brzuch. Zatapia nos w moich włosach. Usta zbliża do ucha.

– Na pewno? – pyta. – Nie będziesz mnie później przepraszać?

Czy on ze mnie drwi?! Potwór jeden! Jak śmie w tej chwili wyciągać takie rzeczy?! Moje oburzenie nie trwa długo. Wystarcza, że przygryza płatek ucha i już nie jestem sobą. Puszczają wszelkie hamulce. Mogłabym się z nim rżnąć nawet tutaj! Nie przeszkadzają mi ludzie tuż za ścianą, ochroniarze robiący co godzinę obchody ani nawet kamery!

Dobrze, że on zachowuje choć odrobinę rozsądku. Wyjmuje z kieszeni spodni jakiś klucz i ciągnie mnie dalej. Do gabinetu Grzegorza! Zamyka go od środka. Nie zapala światła. Czy my…? Czy my będziemy…? Staje mi przed oczami jedna z moich fantazji. Działa się właśnie tu. Na tym biurku. Tyle, że występował w niej inny mężczyzna. A Michał przecież wie, może się domyślać. Chyba nie powinien tego chcieć. A jednak chce!

Nie myśląc za wiele, osuwam się na podłogę. On opiera się o drzwi i pozwala mi dobrać się do rozporka. Naprężony fiut wyskakuje ze spodni. Jest cudowny! Cudownie wielki. Cudownie twardy. Cudownie purpurowy i cudownie żylasty. Biorę go do ust. Łapczywie. Nadziewam się na niego tak głęboko, jak tylko potrafię. Pożeram go! Michał jęczy. Słodko. Cudownie. Rozbrajająco.

Chwyta mnie za ramiona i unosi z podłogi. Wpija się w moje usta. Takie puste bez jego członka. Sama rozpinam swoje spodnie. Zsuwam je, nie przerywając pocałunku. Uwalniam się z nich niespokojnie, po czym przechodzę w głąb pomieszczenia. Staję dopiero, gdy moje nagie pośladki opierają się o brzeg biurka. Kładę na nim dłonie. Podciągam się. Siadam. Czuję, że ptaszek Michała jest na odpowiedniej wysokości. Ociera się o mnie. Gorący i gotowy. Przyciągam go bliżej. Chcę się nabić. On jest jednak bardziej przytomny i bardziej odpowiedzialny. Odsuwa się nieco. Sięga do kieszeni po portfel, wyjmuje z niego gumkę i zakłada ją sprawnie na swojego żołnierzyka.

– Gabi – jęczy przeciągle, wbijając się we mnie.

Oplatam nogami jego biodra. On wsuwa ręce pod moje pośladki. Jest uroczo zarumieniony. Jego wzrok jest pożądliwy i nieprzytomny. Nie rozumiem, jak on w tym stanie może myśleć o prezerwatywach. A jednak!

Patrzę na niego. Patrzę mu prosto w oczy. Maluje się w nich tyle emocji! Jest miłość i troska. Pożądanie i smutek. Pełna rozpaczy bezsilność. Dzikość. Pragnienie. Przyjemność. Jak on to robi?! Całuję go. Wplatam dłonie w jego włosy. Bosko! Porusza się we mnie powoli, ale rytmicznie. Pchnięcia są zdecydowane i silne. Takie jak lubię!

Jedną dłonią przytrzymuje moją głowę. Czuję smukłe palce na szyi i ciepło ramienia na plecach. Jest taki spragniony! Taki niecierpliwy! Prawie jak ja… Przyspiesza. Czyżby w tej chwili to on przekroczył jakąś niewidzialną granicę?

We mnie też coś pęka. Skupiam się na doznaniach. Odchylam głowę do tyłu. On całuje mnie w szyję, nadal nie wypuszczając z uścisku. Wbijam palce w męskie ramiona. Mruczę. Jest cudownie! Po prostu bosko! Stoję już nad przepaścią, gotowa w nią skoczyć. Jeszcze tylko pchnięcie lub dwa. Tak samo! Bez żadnych zmian! On chyba rozpoznaje ten stan. Wyczuwa. Daje mi dokładnie to, czego potrzebuję.

Rozpływam się w pustce ciemnego pokoju. Opadam bezsilnie na biurko. Moje ciało wije się jeszcze na nim. Pulsuje. I wtedy on także. Też dochodzi. Z zaciśniętymi ustami i z zamkniętymi oczami. Cicho. Kładzie się na mnie, nie wyjmując jeszcze swojego miecza. Kto wygrał tę bitwę? Czy w tym wypadku można mówić o wygranej albo przegranej?

– Dziękuję – szepczę i staram się w te słowa wlać całą moją wdzięczność. Bo jestem mu wdzięczna. Za to, że uwolnił mnie od ciężaru pożądania. Za to, że jest obok. Że mogę się do niego przytulić. Że w jego oczach widzę czułość. Że wiem, że to było coś więcej niż seks. Dziękuję. Chociaż tyle mogę zrobić.

***

– Powinniśmy porozmawiać – oznajmiam stanowczo, gdy zapina spodnie. Wiem, że brzmi to groźnie.

– O czym? – pyta przejęty.

– O tym. – Biorę do ręki gumkę napełnioną spermą. Ale jej dużo!

– A konkretniej? – w jego głosie drży niepokój.

– Chciałabym wiedzieć, jak się z tym czujesz? Bo ja… – Też nie najlepiej radzę sobie z emocjami. – Czuję się winna. Czuję, że traktuję cię jak zabawkę. Gram na twoich uczuciach.

– Gabi – wzdycha. – Nie powinnaś się tym przejmować. Jestem szczęśliwy, mogąc być twoją zabawką.

Szczęśliwy?! Nie rozumiem! Chyba nigdy nie zrozumiem tego faceta! Rany, jakie to dziwne. Ja bym chyba oszalała, gdyby ktoś tak ze mną pogrywał!

– Mógłbyś to rozwinąć? – proszę.

– Możesz spokojnie uznać, że celem mojego życia jest sprawianie ci przyjemności. – Uśmiecha się szelmowsko. – Na wszelkie możliwe sposoby.

Przyciągam go do siebie bliżej za pasek i przytulam się. Wsłuchuję w jego serce. Czy ono naprawdę bije dla mnie i tylko dla mnie? Czy to możliwe? Popycham go ku krzesłu i siadam mu na kolanach. Płaczę, wtulając się w jego ramię.

– Gabi – szepcze czule. Jak on często powtarza moje imię! – Co jest, skarbie? O co chodzi? – pyta, unosząc moją twarz za brodę i próbując drugą ręką ocierać łzy.

– Nie wiem – jęczę, dławiąc się powietrzem. – Sama nie wiem. Ja… nie chcę, żebyś był moją zabawką, ale chyba nie potrafię zaoferować ci nic innego.

– Proszę, nie płacz. – Jego szept też przeradza się w płacz. – Naprawdę niczego od ciebie nie oczekuję. Wystarczy, że jesteś… że mogę cię czasem zobaczyć… że mogę choć chwilę trzymać cię w ramionach.

Bardzo długo siedzimy tak przytuleni w ciemnościach. Chyba za długo, bo gdy wychodzimy z budynku, ochroniarz patrzy na nas podejrzliwie. Czy wie, co robiliśmy? Domyśla się?

Michał jak zwykle odprowadza mnie na dworzec. Razem czekamy na pociąg. W milczeniu. Trzymając się za ręce. Jak para. A może już jesteśmy parą? Może inni nas tak postrzegają? Na pożegnanie składam niewinny pocałunek na jego ustach. Patrzy tęsknie, gdy odjeżdżam. Chciałabym poznać jego myśli, choć chyba trochę się ich boję. Nie chcę, by znów zrobiło się smutno i przytłaczająco. Pamiętam jeszcze nasze ciężkie początki. Zdecydowanie nie byłam wtedy gotowa na jego uczucie.

***

– Gabi, nawet jeśli to nie jest miłość twojego życia, chyba powinnaś spróbować. Michał to fajny facet – oświadcza Anka, gdy pytam ją o zdanie. – I absolutnie oszalał na twoim punkcie! Czego ty jeszcze chcesz, dziewczyno?!

Hmm… No właśnie, czego ja chcę? Problem w tym, że nie wiem, mam mętlik w głowie. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie czułam, ale jestem niemal pewna, że to nie miłość. Pożądanie? Nie, nie wydaje mi się, żebym go pożądała. To znaczy działa na mnie. W jakimś sensie. Na tyle, żebym mogła się z nim pieprzyć. Dziko. Jak zwierzę. Mechanicznie. Dla obopólnej przyjemności. Rozładowania napięcia.

Podobają mi się inni mężczyźni. To inni mnie kręcą i fascynują. O innych śnię i marzę. Innym chcę się oddawać. Poznawać ich. Eksplorować ich ciała. Ich reakcje. A jednak lgnę do Michała. Coś mnie ciągnie. Nie potrafię się odciąć. Zerwać kontaktu. Dziwne.

Może Anka ma rację? Może powinnam dać mu szansę? Nam? Po raz kolejny spróbować się związać i zobaczyć, co z tego wyjdzie? Taki eksperyment…

***

Nie mogę się zdecydować, więc uciekam w pracę. Czytam. Bardzo dużo czytam. Na zajęciach sama zgłaszam się do przygotowywania referatów. Popołudnia spędzam w Bibliotece Śląskiej. No i jeszcze od czasu do czasu robię jakiś wywiad. Teraz już raczej sama znajduję respondentów. Różnych. Najróżniejszych. Są koleżanki z pracy mamy – pielęgniarki, lekarki, sprzątaczki – taksówkarz, weterynarz, ekspedientka z mięsnego, a nawet emerytowany mleczarz.

Z Michałem w zasadzie rozmawiam tylko przez telefon. Nie mam czasu na randki ani na spotkania towarzyskie. Wiem, że go to rani, ale ja potrzebuję czasu. Dużo czasu.

Zadziwiające jest, że nie odczuwam żadnych potrzeb. Nie kręcą mnie opowieści moich respondentów. Wyobraźnia nie pracuje. Nie mam nawet snów. W zasadzie dobrze, bo odnoszę wrażenie, że dzięki temu uwolniłam się od Grzegorza.

***

Późnym piątkowym popołudniem spotykam Tomasza. Tego wesołego współpasażera, o którym fantazjowałam, rozładowując napięcie seksualne wywołane czułością, jaką Andrzej okazywał Sławkowi. Jesteśmy na dworcu. Znów czeka nas wspólna podróż. Jakoś tak wychodzi, że zaczynam opowiadać mu o badaniach i pytam, czy nie zechciałby wziąć w nich udziału.

– Ciekawe. – Uśmiecha się szelmowsko. – Ale co będę z tego miał?

Co będzie miał?! Jaki bezczelny typ! Powinien poświęcić się dla dobra nauki, do diabła! Przyglądam mu się uważnie. Ciemne jak smoła oczy błyszczą. Tańczą w nich wesołe ogniki. Jest opalony, dobrze zbudowany, ma ciemne włosy i ciemną oprawę tych przepastnych oczu. Jego usta są raczej małe. Bije od niego pewność siebie. Samiec alfa – myślę i natychmiast przechodzi mnie przyjemny dreszcz. Już niemal zapomniałam, jak to jest, gdy burzy się we mnie krew! Kto by pomyślał, że po tych trzech tygodniach posuchy równie łatwo będzie mnie rozbudzić…

– A czego byś chciał? – pytam zalotnie.

– A co mogę dostać? – Podejmuje grę.

– Hm… no nie wiem. – Robię niewinną minkę.

– Oj, a ja sądzę, że wiesz. – Uśmiecha się szerzej, a potem schyla się i muska nosem moje ucho. – Chciałbym, żebyś w zamian za moją szczerość obciągnęła mi.

Ta jego bezpośredniość i wulgarność naprawdę na mnie działa! Moje ciało momentalnie reaguje. Całe napina się w oczekiwaniu na to, co będzie dalej. Rany! Jaka ja jestem łatwa! Ale tak, muszę przyznać… pragnę go! Jestem gotowa! Wzdrygam się. Nie powinnam dać tego po sobie poznać.

Tym razem tylko biorę od niego numer telefonu i wysiadam na swojej stacji. Nie spieszę się do domu. Muszę trochę ochłonąć. Niestety wiem, że raczej ulegnę, że umówię się z nim i że z niecierpliwością będę czekać na moment, w którym przyjdzie czas na zapłatę.

***

Masturbuję się, myśląc o tym, jak „płacę” mu za wywiad. Wyobrażam nas sobie w bezosobowym pokoju hotelowym. Bez zażenowania opowiada mi o tym, że jego hobby jest deprawowanie młodych dziewczyn. Lubi sprowadzać je na złą drogę. Lubi nakłaniać je do kurwienia się. Puszczania.

– Wszystkie takie jesteście – oznajmia mi prosto w oczy z bezczelnym uśmiechem. – Lubicie to.

Przez chwilę mam ochotę zaprotestować, ale wiem, że ma rację. Lubię to! Pragnę tego! Chcę, by mnie zdeprawował! Chcę się skurwić! Z nim! Robię to przecież interesownie. Wykonuję usługę, którą on opłacił.

Mój klient – mój pan. Pozwalam mu rządzić. Posłusznie wykonuję polecenia. Podchodzę. Rozpinam mu spodnie. Zdejmuję je z niego. Potem bokserki. Biorę do ust spragnione pieszczot prącie. Delikatnie je ssę. Jedną dłonią pieszczę jaja. Drugą przytrzymuję trzon członka. Zwalniam. Przyspieszam. Zgodnie ze wskazówkami.

Liżę go wzdłuż. Zygzakiem schodzę do klejnotów. Biorę jeden do ust, trącając przy tym językiem. Potem drugi. Przygryzam mosznę. Ciągnę ją zaciśniętymi ustami. Przejeżdżam językiem po pachwinach. Raz. Drugi. Z prawej strony i z lewej. Znów zabieram się za ptaszka. Jęczy. Przeciągle.

Podciągam się, by possać sutki. Są małe, zgrabne, ciemne i bardzo sterczące. Klatę ma gładko ogoloną. Opaloną. Umięśnioną. Poddaje się moim pieszczotom. Tylko od czasu do czasu daje mi jeszcze sugestie.

– Robisz to jak prawdziwa profesjonalistka – syczy przez zaciśnięte zęby.

Delektuję się jego zapachem. Bliskością prężącego się ciała. Dokładnie badam nabrzmiały członek. Jest trochę krzywy. Przechylony w lewo. Długi, ale cienki. Żylasty. Z niewielką, jasną żołędzią.

Drażnię się z nim. Doprowadzam na skraj i przerywam. Zmieniam sposób pieszczenia. Chcę, by zabawa trwała jak najdłużej. Jednak chyba trochę przesadzam, bo w końcu mocno chwyta moją głowę i sam nadaje rytm. Szybki. Szaleńczy. Zmusza mnie do brania głębiej. Staram się być tak posłuszna, jak to tylko możliwe. Dławię się. Z oczu lecą mi łzy. Udaję entuzjazm, bo chcę go zadowolić. W pełni. Wywiązać się ze zobowiązania.

Chwilę później moje myśli zbaczają w innym kierunku. Wyobrażam sobie, jak mnie rżnie. Mocno. Od tyłu. Jak brzydko do mnie mówi i jak mu odpowiadam. Całkowicie oddana. Przed oczami przemykają mi różne sceny. Przywiązana do łóżka i zdana na jego łaskę. Zakneblowana. W barze, jak znajduje mi pierwszego klienta. Na wieczorze kawalerskim jego kumpla, jak każe mi zrobić pokaz masturbacji dla ośmiu obcych mężczyzn. W windzie.

Dochodzę. Orgazm jest gwałtowny i silny. Istne trzęsienie ziemi! Potrzebowałam tego. Miałam zdecydowanie zbyt długą przerwę. Masturbacja dobrze wpływa na samopoczucie, odporność organizmu, a przede wszystkim na pewność siebie i zadowolenie z życia! Jak dobrze, że odkryłam ten cud!

Przejdź do kolejnej części – Odkrywając siebie XXI

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Świetnia opisana zabaw,a z kulkami. Jakoś nie trafiłem nigdzie indziej na takie opisy.
Uśmiechy,
Karel Godla

Może za rzadko czatujesz kobiety? 🤔

Za rzadko czatuję na kobiety, czy za rzadko czatuję z kobietami? ;-P
Swoją drogą świetny opis zabawy, ale bajkowy, bo nie wierzę, żeby tak mogło się dziać w rzeczywistości. 🙂 Przeszarżowałaś, Aniu
Karel Godla

Rzeczywiście dziwnie wyszło 🤣🤣🤣

Pojęcia nie mam jaki błąd popełniłam, ale symptomatyczne, że słownikowi bliższe jest „czatujesz” niż „czytujesz”…

Hmmm… chyba nie próbujesz wymusić deklaracji o autobiograficzności wątku? 🤔

Uśmiechy

A.

Te slownikowe preferencje są niestety smutne. Polszczyzna wolniutko wolniutko ustąpi kiedyś wszecjhludzkiemu zlepkowi językowemu z głównym wsadem chińszczyzny zapewne. A może popularność angielszczyzny się w nim utrzyma. Kto wie.
Co można wymusić na feministkach? Wymuszanie ogólnie jest słabe. Po prostu nie wierzę żeby takie tam zwykłe kulki ze sznureczkiem mogły wstrząsnąć piekłem.
Uśmiechy,
Karel Godla

Czasem mniej, znaczy więcej…

Gdybyś urodziła się w starożytności z pewnością mogłabyś kandydować na jakąś Pytię ;-P
Oj, Ania, Ania…
Nic nie rozumiem. Z facetami trzeba łopatologicznie ;-P
Uśmiechy,
Karel Godla

Ale tak przy wszystkich? Wstydzę się! 😉

Czego się wstydzisz. Aniu, jeśli ,można spytać? ;-P
Swoją drogą czemy ocenzurowano sznuraczek i kulki na zdjęciu? I to jakoś tak ostentacyjnie, że widać ingerencję cenzury?
Uśmiechy,
Karel Godla

Przyznawać się do wątków autobiograficznych ;p

To już każdy tutaj wie, że jesteś bardzo doświadczona. ;-P
ALe ja się bardziej o zdjęcie pytałem. ;-P
Uśmiechy,
Karel Godla

Szpilek nie lubisz, Karelu? 😉

Znoszę słowne szpilki oraz kiedyś wpadły mi w ręce Szpilki gazetowe. Ale to było dawno. Za młoda jesteś… ;-P
No to co z tym zdjęciem? Czemu ocenzurowane?
Uśmiechy,
Karel Godla

Wcale nie ocenzurowane, właśnie takie było i takie wpadło mi w oczy…

Te bystre oczy kobiet. Wypatrzą zgrabny zadek lepiej niż faceci ;-P Podziwiam szczerze tę spostrzegawczość.
Uśmiechy przedweekendowe,
Karel Godla

Kobiety generalnie są czułe na piękno 🙂

Gabi wraca do eksperymentów z seksualnością, nie tracąc jednocześnie z oczu swojej podstawowej zabawki, czyli Michała 🙂 Wciąż jeszcze wydaje się niegotowa do wejścia w bardziej stabilny układ, szuka wciąż nowych doznań i ludzi, z którymi może ich smakować. Mimo to mam nieodparte wrażenie, że obrany w poprzednich rozdziałach kierunek zostanie jednak utrzymany i ostatecznie ta historia okaże się „”nie do końca klasyczną, ale jednak love story” 🙂

A zatem czytam dalej!

Pozdrawiam
M.A.

A któż w obecnym świecie jest gotowy na stabilne układy? 😊

Napisz komentarz