Odkrywając siebie XXI (Ania)  2.92/5 (4)

17 min. czytania

Źródło: Pexels

Kilka dni powstrzymuję się przed zadzwonieniem do przystojniaka z pociągu, ale w końcu nie wytrzymuję i telefonuję. Umawiamy się na piątek rano. W jego mieszkaniu. Rodzice będą w pracy. Wrócą nie wcześniej niż o szesnastej trzydzieści.

Zawstydzona i speszona docieram na osiedle socjalistycznych bloków. Wszystkie wyglądają jak porozrzucane pudełka od zapałek. Identyczne. Czteropiętrowe. Chwilę zajmuje mi znalezienie właściwego. Wchodzę na trzecie piętro. Powoli, żeby nie złapać zadyszki ani nie spocić się. Żeby uspokoić serce bijące zdecydowanie zbyt mocno.

Mieszkanie jest malutkie. Najprawdopodobniej trzypokojowe. Strasznie zagracone. Nie ma gdzie się ruszyć. Jego pokój jest miniaturowy. Ciasny. Duszny. Łóżko niezasłane. Biurko nieuporządkowane. Na ścianach wiszą plakaty z koszykarzami, ale też jakaś goła piersiasta baba.

Zaczynamy. Bez żadnych wstępów czy grzeczności. Odpowiada krótko i rzeczowo. Bez wahania. Bez zająknięcia. Jest w nim coś sztucznego. Nieszczerego. Nie bardzo potrafię to nazwać, ale trochę mnie to niepokoi. Wyraźnie się niecierpliwi. A w pociągu wyglądał na luzaka…

– Czemu jesteś taki spięty? – pytam, gdy robimy przerwę.

Nie odpowiada. Nieśmiało spuszcza wzrok i po omacku chwyta moją dłoń. Kładzie ją na swoim kroczu. Pod palcami, przez gruby materiał czuję nabrzmiałego penisa. Jest raczej nieduży, ale twardy jak skała. Więc o to chodzi? Nie radzi sobie ze swoim podnieceniem?

– Dobrze – deklaruję. – Obciągnę ci już teraz, ale pod warunkiem, że w trakcie opowiesz mi, co cię tak podnieciło.

Do licha! A miał być samcem alfa, który mnie zdominuje! Tymczasem to ja przejmuję pałeczkę i deprawuję go. Co za niesprawiedliwy los!

Kiwa głową. Kiedy rozpinam mu spodnie, stoi w miejscu jak wmurowany. Zsuwam je do kostek. Ma na sobie zdecydowanie nieatrakcyjne szarobure bokserki. Wiedziałam! Takie typki nie noszą slipek! Pozbywam się ich czym prędzej.

Ptaszek rzeczywiście nie jest imponujący. Całkiem uroczy. Osiągnął już chyba swoje maksymalne rozmiary, ale i tak nie zmienił koloru. Jasny. Cielisty. Nie purpurowy czy wręcz fioletowy jak fiut Andrzeja.

Biorę go ostrożnie do ust. Mieści się cały. Jestem z siebie dumna! Nosem wbijam się w jego miękkie podbrzusze. Czuję włoski łaskoczące w wargi. Ciekawe uczucie. Spoglądam na niego. Ma zamknięte oczy i zaciśnięte usta. Lekko zarumienione policzki.

Wysuwam ptaszka z ust i siadam w wyczekiwaniu. Miał mówić! A milczy jak zaklęty… Zamierzam dotrzymać słowa i zrobić to tylko wtedy, jeśli mi opowie! Otwiera oczy. Jest skonsternowany. Ponaglam go gestem do rozpoczęcia opowieści. Przez chwilę do niego nie dociera, ale w końcu wygląda, jakby coś sobie przypomniał. Wtedy znów biorę penisa do ust i zasysam.

– To przez ten wywiad – szepcze. – Przez naszą umowę. – Dyszy pod wpływem mojego dotyku. – Nie mogłem przestać myśleć o tym, że zgodziłaś się zrobić mi loda. Bałem się, że się wykręcisz albo w ogóle nie przyjdziesz. Ale ty przyszłaś. Twoje usta są takie piękne. Odkąd tylko weszłaś, nie mogłem przestać wyobrażać sobie, jak zaciskają się na moim…

Wystarczy. Nie zamierzam się nad nim znęcać. Pozwalam mu przerwać, a sama zaczynam ostrą jazdę. Bez finezji i zabaw jak w fantazjach. Zmierzam prosto do nieuchronnego finału.

Przytrzymuję jego pośladki, nadziewając się ustami aż do samego końca. Wkładając go sobie do gardła aż po same jaja. Jęczy. Mruczy. Wydaje z siebie nieartykułowane dźwięki wyraźnie świadczące o zadowoleniu. Tak! Dojdź dla mnie! Zalej moje gardło gorącą spermą! Podwajam wysiłki. Przyspieszam. Pędzę bez opamiętania.

Wkrótce dostaję swoją porcję protein. Jego sperma jest raczej gorzka. Nieprzyjemna w smaku. Mnie to jednak tym bardziej podnieca. Poświęcenie się dla czyjejś przyjemności.

Po wszystkim wciąga majtki i spodnie. Pośpiesznie zapina rozporek. Siada naprzeciw mnie jak gdyby nigdy nic. Wyraźnie rozluźniony. Zrelaksowany. Wywiad idzie teraz lepiej. Zaskakuje mnie, że jestem pierwszą dziewczyną, która zaspokoiła go oralnie. Spotykał się z kilkoma, parę przeleciał, ale żadna nie chciała wziąć do buzi. Cóż, nie rozumiem tych kobiet! To przecież takie przyjemne!

***

W zasadzie wywiad z Tomkiem mnie rozczarował. Od samego początku do samego końca. Nawet to fellatio. Bezwolnie podporządkował się wszelkim zabiegom. Bez żadnej finezji. Inicjatywy. Aktywności. Nie złapał mnie za włosy. Nie rozkazywał. Robiąc to czułam jakiś rodzaj przyjemności, ale raczej nie podniecenie. Było to dosyć obojętne. Neutralne. Dziwne…

Mimo wszystko rozbudzona – bardziej własnymi fantazjami niż wydarzeniami poranka – dzwonię do Michała. Prosto z mostu przyznaję, że chodzi o seks. Cieszy się. Czyżby nadal miał ochotę być moją zabawką?

Umawiamy się na wieczór. U Soni. Wyjechała z mężem do sanatorium i zostawiła mu klucze, żeby podlewał kwiatki. Hmmm… Czyli mamy wolną chatę!

Biorę pachnącą kąpiel. Golę nogi i pachy. Trochę przystrzygam mojego futrzaczka, żeby wyglądał bardziej schludnie. Balsamuję ciało rozkosznie pachnącym kremem. Zapach wiśniowo-waniliowy. Boski! I skrapiam je mgiełką z tej samej linii. Wkładam ulubioną bieliznę – tę czarną z czerwonymi kokardkami – i czarne, samonośne pończochy. Na to granatową sukienkę w kropki z czerwonym pasem w talii. Jeszcze czarne czółenka na obcasie. Lekki makijaż. I już mogę iść na moją perwersyjną randkę. W ostatniej chwili z pewnym wahaniem decyduję się włożyć jeszcze kuleczki.

Tak wychodzę z domu. Napalona. Z wypełniającą mnie zabawką. Niczym dziwka jadąca do klienta. Kurtyzana. Na ostre rżnięcie. To przecież od początku było ustalone. Jeszcze w pociągu zabawiam się myślą o tym, co będziemy robić. Jak będziemy się króliczyć, aż do utraty tchu.

Chłodne powietrze w Katowicach trochę mnie otrzeźwia. Szczególnie, że na dworcu spotkam naszego wspólnego kolegę, również zajmującego się badaniami. Gwiżdże z podziwem na mój widok, ale w jego wzroku jest coś dziwnego. Czyżby było po mnie zbyt wiele widać? Czyżby domyślał się, że jadę na seks? A może Michał się wygadał? Złość ściska mi żołądek. Po chwili uznaję jednak, że to niemożliwe, że nie zrobiłby tego. Nie on!

Zanim docieram na miejsce, udaje mi się trochę ochłonąć, odrobinę opanować zarówno gniew, jak i podniecenie (mimo kulek podskakujących w moim wnętrzu!).

***

Pukam nieśmiało, a on niemal natychmiast otwiera drzwi. Wygląda cudownie w migoczącym świetle wypełzającym z pokoju. Ma na sobie granatowe dżinsy z szerokim wojskowym paskiem oraz czarną koszulę jedwabiście opływającą ciało, rozpiętą pod szyją i z podwiniętymi rękawami. Jest bosy! Jego włosy są jeszcze wilgotne. Najwyraźniej też postanowił się przygotować.

Kiedy tylko zamykają się za mną drzwi, przywieram dziko do ust Michała. Wsysam się w nie. Wpijam. Przytula mnie i oddaje pocałunek. Czuję jego dłonie na plecach, szyi, ramionach. Wszędzie! Moje ciało zaczyna reagować. Wzdycham.

Jego usta są takie soczyste! Gorące. Miękkie. Język zwinny. Po raz pierwszy pocałunek aż tak na mnie działa. Zrobiłam się mokra. Gorąca. Zaczynam kręcić biodrami. Ocierać się. I wtedy czuję jego męskość. Ogromną. Stojącą na baczność.

Przerywam pocałunek. Odsuwam się o krok w tył i popcham Michała tak, by oparł się o ścianę. Patrzy na mnie jak zahipnotyzowany. Bursztynowe oczy płoną. Nie odrywając od nich wzroku, rozpinam jego pasek i spodnie. Wyjmuję penisa i zaczynam go tarmosić.

Osuwam się na podłogę. Klękam przed nim. Spragniona jego lizaka. Czule oblizuję żołądź i wsuwam sobie hegemona w usta. Głęboko. Tak głęboko, jak tylko jestem w stanie. Niestety nie do końca. Jest za duży.

Tyłek mam wypięty. Kuleczki przypominają o sobie. Napierają od środka na wejście. Tak jak lubię! Jęczę, gdy czuję, że próbują się uwolnić. Oczami wyobraźni widzę tą pierwszą tkwiącą między rozchylonymi wargami. Już niemal na zewnątrz.

Michał również jęczy z zadowolenia. Nie zamyka oczu. Patrzy. W jego oczach widać głód. Cieszy mnie to i motywuje do dalszej ciężkiej pracy. Nabijam się na penisa, jednocześnie kręcąc językiem wokół żołędzi. Po chwili wyjmuję go i liżę. Z boku. Od góry. Z drugiego boku. Od spodu. Wkładam dłoń do czarnych slipek, żeby wydobyć z nich klejnoty i je również popieścić ustami. Językiem. Bawię się nimi. Delikatnie. Są przecież takie bezbronne. On jest taki bezbronny, gdy mam je w ręku. Gdy nimi władam.

Po chwili wracam do stęsknionego fiuta. Jest wdzięczny za odrobinę uwagi. Nabrzmiewa. Drży. Przeciąga się. Wielki i purpurowy. Gotowy do dzieła. Biorę w usta ledwie czubek i zasysam. Potem liżę. Znów biorę głębiej. Ssę. Mocno i zdecydowanie. Poruszam głową, nabijając się na niego. Przy każdym ruchu zabawka we mnie porusza się nieznacznie. Drażni najczulsze miejsca. Rozgrzewa. Przygotowuje.

Chwytam jego ręce i kieruję w stronę upiętych wysoko włosów. Kładzie je delikatnie na mojej głowie. Zdecydowanie zbyt delikatnie! Głaszcze mnie i tuli do swego krocza. Przyspieszam.

– Gabi, nie! – jęczy, ale ja nie zamierzam przestać. Chcę poczuć go w sobie. Jego smak. Jego eksplozję. Przez chwilę wydaje mi się, że w oczach Michała widzę przerażenie. Boi się mojej determinacji? Naprawdę tego nie chce? I wtedy czuję, jak pręży się jeszcze bardziej, jak rozpiera moje usta. Dotyka podniebienia. Sama też o mało nie odpływam, rozpalona do granic możliwości. Wtedy mocniej chwyta moje włosy. Naciska. Natarczywie. Nadaje rytm. Szalony. Ruchy mojej głowy są płytkie, ale gwałtowne.

Zerkam w górę. Przystojna twarz wykrzywia się w ekstazie. Kutas w moich ustach pulsuje. Wytryska. Sperma zalewa mnie. Jest mdła. Może trochę słodka. Zupełnie inna niż ta rano. Połykam ją. Całą! Pieszczę go jeszcze chwilę, a później on podnosi mnie z kolan i bierze na ręce, wydając przy tym ciche stęknięcie. Wykończyłam go! Jestem z siebie dumna! Szczęśliwa.

Dopiero teraz zauważam, że podłoga usłana jest płatkami róż. Czerwonych. Ten swoisty dywan prowadzi z przedpokoju do dużego pokoju po prawej stronie. Niesie mnie tam. Słychać spokojną muzykę. Romantyczną. Wszędzie rozstawione są świece. Na podłodze. Na stole. Na półkach. Wielkie i grube. Podłużne w świecznikach. A nawet zwykłe podgrzewacze. Płatki rozrzucił nie tylko po podłodze, ale też na łóżku.

Sadza mnie na krześle i zapina spodnie. Na stole stoi kryształowa karafka z winem. Dwa kieliszki. Patera z owocami. Talerzyki. Hmmm… To nie miała być romantyczna kolacja, a sex-randka! Niemniej to urocze i miłe. Uśmiecham się.

– Seks jest zaplanowany dopiero po deserze – oznajmia ciepło. Czy on mi czyta w myślach?! – Teraz czas na lekką kolację. Poczekaj chwilę.

Wraca z wielką michą sałatki. Jest apetyczna i świeża. Różne rodzaje sałaty. Pomidorki koktajlowe. Oliwki. Kawałki kurczaka. Żółty ser. Kiedy on zdążył to wszystko przygotować?! Niesamowity jest. I na dodatek umie gotować! Idealny kandydat na męża! Mogłabym codziennie dawać się rozpieszczać.

– Pyszne – mruczę. – Sam zrobiłeś?

Widać, że rozpiera go duma. Sam! Choć w tym wypadku raczej sztuką było zdobycie równie świeżych i smakowitych warzyw, nie posiekanie ich i zmieszanie razem. Jednak jeszcze żaden facet nie przygotował dla mnie kolacji. I to ze świecami. Całą masą świec! Nawet kupił kwiaty i wstawił do wazonu. Nie mówiąc o tych wszystkich różach, które musiał oskubać.

Sądzę, że po akcji w przedpokoju jest mu teraz łatwiej spokojnie siedzieć. Ja i moje kuleczki czujemy się raczej porzucone. W tej chwili wolałabym, żeby mnie pieścił, a nie gapił się we mnie jak w jakiś obrazek.

– Nie jestem głodna – oznajmiam buntowniczo, odkładając widelec. Zjadłam ledwie połowę nałożonej porcji. Trudno! – Tylko wygłodniała.

Wstaję i podchodzę do niego. W tej pozycji ma głowę na wysokości moich piersi. Przyciskam ją do nich. Tuli się i jednocześnie dłońmi gładzi pośladki. Niestety przez sukienkę. Delikatne muskam pocałunkami jego czoło i włosy. Czochram je rozpostartymi palcami. Rany, jak ja go teraz pragnę! Jego dotyku. Jego pieszczot.

Niecierpliwie wsuwam sobie jego dłonie pod sukienkę. Jest zaskoczony. Stopniem mojego wyuzdania? Tym, że nie chcę czekać? Tym, że mam na sobie pończochy, nie rajstopy? Nieważne! Grunt, że posłusznie zaczyna miętosić mój tyłeczek. Jedynie przez cienki materiał tiulowych fig.

– Chciałabym, żebyś wylizał moje gniazdeczko – szepczę mu prosto do ucha.

– Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem – odpowiada szarmancko.

Wstaje. Bierze mnie znowu na ręce i niesie w stronę łoża obsypanego płatkami róż. Skąd on je wszystkie wziął?! Kładzie się obok. Jak oczarowany patrzy w moją zarumienioną twarz. W moje błyszczące oczy. Głaszcze mnie po policzku. To miłe, ale ja nie tego chcę! Cała płonę!

Zaczynam poruszać biodrami. Nieznacznie, ale on i tak zauważa. Poskutkowało! Jego ręka zjeżdża niżej. Po szyi. Między piersiami. Do brzucha. Potem na biodro i jeszcze niżej, wzdłuż ud. Po materiale sukienki. Po lekkiej mgiełce pończoch. W końcu leniwie wsuwa się pod materiał. Drżę, gdy dotyka nagiego ciała. To zupełnie inne odczucie!

– Pięknie pachniesz – mruczy. – Tak apetycznie.

To mój wiśniowy balsam. Też go lubię. Chciałabym, żeby Michał mnie dzisiaj schrupał. Całą! Chcę być jego najsłodszym deserem! Zamykam oczy i oddaję się przyjemności. Opuszki jego palców ledwo muskają moją skórę. Niczym piórko. Oddech owiewa włosy. Jego ciepło otula mój prawy bok. Jest tak blisko! Niesamowicie. A jednak zbyt daleko.

Całuję go. Staram się być równie delikatna. Czuła. Ciepła. Wdzięczna. Oplatam go jedną nogą. Przylegam szczelnie. Głaszczę. Moje podniecenie wyraźnie mu się udziela. Czuję to! On też pachnie oszałamiająco.

Zsuwa się powoli w dół. Klęka przy łóżku. Unoszę biodra, by mógł łatwiej zdjąć moje majteczki. Nie spieszy się. Robi to ospale. Czyżby delektował się chwilą? Taki uważny. Skupiony.

Jestem już tam naga. Z sukienką podsuniętą do góry. Gładzi moje włoski. Są krótkie. Przystrzyżone. Nie da się kręcić z nich loczków. Bawi się nimi mimo wszystko. Zaciekawiony. Tak, poprzednio było inaczej.

Wącha mnie. Smakuje. Jego język jest gorący i zwinny. Wytrwały. Wiem, że mógłby tak godzinami. To widać po błysku w jego oku. Po zadowoleniu na jego twarzy. Jest w swoim żywiole!

– Co to? – Szarpie lekko wystający ze mnie sznureczek, udając, że się nawet nie domyśla. Nie oczekuje odpowiedzi, a ja nie odpowiadam. Uśmiecham się tylko.

Mruczę słodko. Z zadowolenia. Przeciągam się. Jego oczy łapczywie pożerają każdy mój gest. Każde drgnięcie ciała. Jest czujny. Dla mojego dobra oczywiście. Gdzie on się tego wszystkiego nauczył?

Usta. Język. Nos. Oddechy. Muśnięcia. Liźnięcia. Pocałunki. Pieszczoty. Jego ręce gładzące moje nogi. Łaskoczące w stopy. Wprawa. Doświadczenie. Wyczucie. Dar.

Zamykam oczy. Chcę być jednym wielki odczuciem. Chcę chłonąć. Brać. Czerpać całymi garściami. Nie mam dużego doświadczenia, ale przeczuwam, że nie każdy to potrafi. Nie każdy chce. Trzeba się cieszyć, póki można. Wykorzystać. Zatrzymać. Warto! Choćby dla takich chwil jak ta.

Rozpływam się pod dotykiem Michała. Rozluźniam się, kiedy chłepce moje mleczko. Z zadowoleniem, jak wygłodniały kot. Oddaję się w jego sprawne ręce. Całkowicie. Ufam mu.

Delikatność powoli ustępuje zdecydowaniu. Liźnięcia stają się pewniejsze. Krótsze. Ręce bardziej stanowcze. Miętoszą moje pośladki. To jest już w moim ciele. Cała ta chemia buzuje we krwi. Tętni w moich żyłach. Nie ma odwrotu. Wiję się i jęczę, a on przysysa się do mojego guziczka. Nie pozwala mu umknąć.

Znów sięga do sznureczka. Tym razem pociąga mocniej. Lekko wyciąga kulki. Nie całkiem. Zapewne pierwsza pokazuje się w okienku, ale on zaraz popycha ją głębiej. Delikatnie. Nie dotykając przy tym mnie, a jedynie kuleczkę. Powtarza ten zabieg. Kilkukrotnie. Nie przerywając lizania.

Jestem blisko, ale jednocześnie daleko. Nie dostrzegam skraju przepaści, ale podejrzewam, że zaraz spadnę. Istna tortura! Chcę skoczyć! Chcę latać! Zapomnieć o całym bożym świecie. Na chwilę przestać istnieć.

W przypływie przytomności czuję, że spod moich zgiętych kolan wypływają stróżki potu. Cała jestem spocona. Gorąca. Rozgrzana. Moje ciało jest napięte niczym struna. Wstrząsane konwulsjami. Jakby nie moje. Obce. Bardziej wyuzdane. Lubieżne. Spragnione.

Nie trwa to długo. Po chwili czuję już tylko przetaczające się w środku kulki i jego język na moim pączusiu. Nie miał problemu, żeby go znaleźć. Nie potrzebował lupy. Uczepił się go niby rzep. Jego ruchy są rytmiczne. Dosyć wolne. Pewne. Powtarzalne. Właśnie tego mi trzeba! Skąd on to wie?! Wszystkie działamy tak samo?

Nagle przed oczami przesuwa mi się korowód jego kochanek. Wszystkie z rozrzuconymi nogami. W ekstazie. Dzięki niemu. I to jest to! Tego brakowało! Odpływam, wyobrażając sobie Michała między udami innej. Jej twarz wykrzywioną w grymasie przyjemności. Jej krzyki.

Zaciskam zęby. I uda. Jednym szarpnięciem wyjmuje ze mnie zabawkę. Przestaje lizać, ale nie odrywa ust. Zastyga. Drżę jeszcze, opadając z niebiańskich obłoków. Kiedy rozluźniam się i prostuję oplatające go wcześniej nogi, podciąga się nieznacznie i kładzie głowę na moim łonie. Jest uśmiechnięty. Wygląda na spełnionego. I słusznie! Dobrze wykonał zadanie! Było rewelacyjnie! To był orgazm wszechczasów, choć przyszedł dosyć niespodziewanie.

Przyciągam go do siebie. Teraz pragnę ciepła. Czułości. Chcę wtulić się w silne ramiona. I robię to! Mimo że oboje jesteśmy ubrani, jest bardzo przyjemnie. Głaszcze mnie. Opieram ucho o jego klatkę piersiową i wsłuchuję się w bicie serca.

– Dziękuję – szepczę.

– Nie ma za co – odpowiada równie cicho.

– Ależ jest. – Upewniam go szerokim uśmiechem. Jak dobrze!

Leżymy dłuższą chwilę. Potem pyta, czy nie zgłodniałam. Nie. Postanawia jednak wstać i przynieść deser. Podaje mi go do łóżka. To najpyszniejszy sernik, jaki w życiu jadłam. Sam upiekł. Specjalnie dla mnie. Jakie on jeszcze talenty skrywa? Istny skarb! Jest też białe wino. Dobrze schłodzone. No, przynajmniej wina sam nie robił.

Pytam o kwiaty. Nieco zmieszany odpowiada, że jedna z jego ciotek ma kwiaciarnię. Tak się złożyło, że trochę róż nie poszło i nie nadawałyby się już do bukietów. Wierzyć w tę historię? Mówi prawdę? Nieważne! To nie ma w tej chwili żadnego znaczenia.

Pyta, czy może mnie rozebrać. Hmmm… Czemu nie? Leżałoby mi się wygodniej bez wpijających się fiszbinów stanika. No, ale dlaczego tylko ja miałabym być naga? Pozwalam mu pod warunkiem, że najpierw sam się rozbierze.

Siadam na łóżku i patrzę, jak powoli rozpina guziki koszuli. Wyłania się spod niej jasna skóra. Kępka ciemnych włosków. Ładnie zarysowane mięśnie. Apetyczny z niego facet, nie ma co! Zrzuca ją z ramion na podłogę. Niedbale. Zamaszystym ruchem rozpina pasek. Aż przechodzi mnie dreszcz. Wyobrażam sobie, że równie pewnym gestem wyjmuje go ze szlufek, chwyta w dłoń i uderza nim o drugą, podchodząc przy tym do mnie kocimi ruchami. Otrząsam się z tej fantazji.

Zsuwa spodnie. Zostaje w samych slipkach. Czarnych. Obcisłych. Z grubą gumką. Wygląda w nich niczym model. Z nieśmiało spuszczonym wzrokiem. O nie! Rozkazuję mu gestem, aby je także zdjął. Ja przecież już teraz nie mam majtek. Robi to. Jego ptaszek jest spory, sprężysty, ale nie w pełnej erekcji. Wygląda trochę zadziornie, lekko uniesiony i skierowany w moją stronę.

Wstaję. Podchodzę do niego. Zatrzymuję się o krok za daleko. On się zbliża. Składa na moich ustach słodki pocałunek. Zerka mi w oczy. Głęboko i wymownie. Milczymy. Ta sytuacja nie wymaga słów.

W migotliwym świetle świec wygląda jak młody bóg. Dosyć tajemniczo. Dla mnie też płomienie będą równie życzliwe? Unoszę ręce, by łatwiej było mu sięgnąć do zapięcia z boku. Zamek błyskawiczny się rozsuwa. Sukienka idzie w górę. Zdejmuje ją przez głowę. Bardzo ostrożnie. Żeby o nic nie zaczepić. Nie rozczochrać włosów, choć one i tak są już w nieładzie po mojej dawce rozkoszy.

Z wręcz niewiarygodną wprawą rozpina haftki stanika. Chwyta ramiączka i zanim zdążę zauważyć, co się dzieje, moje piersi znajdują się już w jego dłoniach. Mam na sobie tylko pończochy. Je też zamierza zdjąć. A myślałam, że facetów to kręci! Kobieta w samych pończochach…

No i jestem naga. Całkiem. Michał klęczy przede mną i zerka w górę z zachwytem. Szczerym. Nieudawanym. To najlepszy na świecie komplement! Jego spojrzenie. Nie spragnione, nie wygłodniałe, a pełne zachwytu właśnie. Jakby podziwiał dzieło sztuki. A może właśnie tym dla niego jestem? Może chodzi o moje ciało, nie o mnie?

Kładę się wśród pachnących płatków. Jestem jednym z nich. Biorę kilka w garść. Podrzucam do góry. Patrzę, jak miękko opadają, wirując chwilę w powietrzu. Też już dzisiaj wirowałam – myślę i uśmiecham się słodko. Zachęcony siada na łóżku.

Zaczyna gładzić całe moje ciało. Jego palce wędrują po łagodnych liniach. Brzuch. Talia. Biodra. Uda. Kółka wokół pępka. Piersi. Ramiona. Szyja. Policzki. Powieki. Usta. Piersi. Fascynują go moje wzgórza. Pagórki leśne. Czuję się jakbym była krajobrazem, który poznaje. To jest przyjemne. Nawet bardzo.

Klęka nade mną. Jego penis trąca przypadkiem o mój brzuch. Całuje mnie. W usta. Szyję. Policzki. Zasysa płatek ucha. Przygryza małżowiny. Jego język niczym ślimak sunie powoli po mojej skórze. Podobnie jak wcześniej dłonie. Poznaje wszystko. Po kolei. Przerywając tylko po to, by składać na mym ciele najdelikatniejsze pocałunki.

Słodkie. Czasem łaskoczące. Ledwo wyczuwalne. Drżę, bo na wilgotnej skórze czuję chłód. Tęsknotę za pieszczotą. Jestem taka wrażliwa. Wyczulona. To chyba po orgazmie. Trochę śpiąca. Zapach. Muzyka. Nastrojowe światło. Wszystko otula mnie. Łagodzi. Kołysze do snu.

– To naprawdę miłe, ale zaraz zasnę – szepczę w końcu.

Podnosi głowę. Patrzy na mnie zaskoczony. Przesuwa się wyżej, by spojrzeć mi prosto w oczy. Jest taki radosny! Jak małe dziecko, które dostało wymarzoną zabawkę.

– Więc śpij. – Jego głos jest ciepły, szczery i głęboki. Hipnotyzujący.

– Nie mogę. Muszę wrócić do domu – nieśmiało protestuję, burząc jego spokój.

– Musisz? Naprawdę? – pyta nieco naiwnie.

– Tak, muszę. – Tłumię ziewanie.

Nie mówiłam mu i nie zamierzam mówić, że tamta noc w hotelu była moją pierwszą poza domem. Musiałam się z niej nieźle tłumaczyć. Kłamać. Nie mam ochoty tego powtarzać. Niby jestem dorosła, ale… hmmm… niesamodzielna. To chyba najodpowiedniejsze słowo. Pewnie gdybym przedstawiła go matce, gdybyśmy chodzili ze sobą, byłoby inaczej. Mama pewnie byłaby gotowa wręczyć mi gumki. Zrobić kolejny wykład o antykoncepcji. Przekonywać, żebyśmy robili to w domu, pod jej dachem, a nie gdzieś pokątnie. A może się mylę? Może kazałaby mi czekać na księcia z bajki? Do późnej starości.

– Muszę, ale chciałam ci przypomnieć… – Podrywam się gwałtownie do pozycji siedzącej i bezczelnie chwytam go za fiuta – …że przyszłam tu na seks, nie na kolację.

Jego męskość błyskawicznie reaguje na mój dotyk. Pręży się i przeciąga. Rośnie jak na drożdżach! Po chwili jest już gotowa do boju. Łoł! Mruczę z zadowoleniem i pochylam się, by go ucałować. Soczyście. Lubię tę małą bestyjkę. Zawsze chętną i gotową. Jest po prostu niesamowita!

– No już! – ponaglam go żartobliwie.

Rozumie. Sięga do spodni i wyjmuje prezerwatywę. O to chodziło, harcerzyku! Zakłada ją. Oplata go szczelnie. Tłamsząc. Uciskając. Dusząc. Żołądź od razu wydaje się mniejsza. Żyłki mniej wyraziste. Ale co tam! Dalej sterczy zadziornie zadarty w górę. Mój banan.

Kładę się na plecach i pociągam Michała ku sobie. Opiera się na rękach, by mnie nie przygnieść. Nacelowuje. Oplatam go nogami. Zachęcam. Uśmiechem i mocniejszym przyciskaniem do siebie. Chyba nie jest pewny. Tylko czego? Musi czuć wypełzającą ze mnie wilgoć.

Uderza nim kilkukrotnie o wzgórek. Przejeżdża główką między wargami. Rozprowadza lepki, gęsty śluz. Czuję go całą sobą. Każdą komórką ciała. I chcę więcej! Mocniej! Głębiej! Napieram szparką na chuja. Nie daję mu wyjścia. Fiut wślizguje się. Wchodzi jak w masło. Jestem aż nazbyt gotowa.

Uspokajam się dopiero, gdy wchodzi we mnie cały, gdy jesteśmy całkowicie zespoleni. Złączeni. Łono przy łonie. Splątane włoski. Dokładnie przylegająca skóra. Jego miecz tak dobrze do mnie pasuje. Jak wtyczka do gniazdka.

Zaczynamy miłosny taniec. Wychodzę mu naprzeciw, ale to on nadaje tempo. Jego ruchy są pełne, pociągłe, ale wolne. Jego spojrzenie płonie. Zamglone oczy wpatrzone są we mnie. Odczuwam przyjemność i okazuję to. Jęczę. Mruczę. Popiskuję. Usta mam rozchylone. Oczy błyszczące. Policzki zarumienione. Tak! Jego twarz, całe jego ciało, wyrażają dokładnie to samo. Jest nam dobrze!

Nogami oplątanymi o biodra przyciskam go mocniej i gwałtowniej. Zmuszam do zwiększonego wysiłku. Poganiam jak konia wyścigowego. Wbijam palce w prężące się mięśnie placów. Krzyczę. Mocniej! Głębiej! Czuję, jak moje wrota ustępują przed nim. Czuję, jak obija się o dno mojej kobiecości. A jednak chcę więcej. Bardziej. Szybciej.

Oboje tracimy dech w szaleńczym wirze przyjemności. Spieszymy się do spełnienia. Do pełnej ekstazy. I naglę czuję, jak jego penis nabrzmiewa. Rośnie. Pęcznieje. Zaczyna pulsować. Wytryska. Gumka tłumi wystrzał, ale i tak go czuję. Michał porusza się coraz wolniej. Coraz płycej. Ja na niego nadal napieram. Jeszcze tylko troszkę! Już prawie. Nie rób mi tego!

– Przepraszam – szepce, opadając na mnie całym ciężarem. Jest zdyszany. Spocony. Serce wyrywa mu się z piersi. Łapie oddech. – Przepraszam – powtarza.

Nic nie mówię. Głaszczę go. Bawię się jego włosami. Są jedwabiste. Było mi tak przyjemnie! Tak bardzo przyjemnie! Orgazm był niemal na wyciągnięcie ręki. I co? Nic! Nic nie szkodzi! Nic się nie stało!

Kiedy tak na mnie leży, jest miło. To uspokaja. Koi. Relaksuje. Jest błogo i ciepło. Czuję się bezpieczna. Jego ciało jest niczym kołdra. Jak miękka pierzynka. Okrywająca. Chroniąca. Chwilowa frustracja szybko przechodzi. Zastępuje ją czułość. Jest teraz taki bezbronny. Otwarty. Niewinny. Na jego twarzy maluje się szczęście.

Jest trochę za ciężki albo ja mam za słabą przeponę. Zrzucam go z siebie. Oboje kładziemy się na plecach. Blisko. Biceps Michała staje się moją poduszką. Owiewa mnie chłód. Powietrze nie jest nawet w części tak rozgrzane, jak jego zmęczone wysiłkiem ciało. Chętnie zasnęłabym wtulona w Michała, ale niestety muszę wracać.

Wstajemy. Na jego plecach widzę krwawe smugi. To moje dzieło. Podchodzę i całuję je.

– Bolało? – pytam ze szczerą troską.

– Nie, nic nie czułem. Jak to wygląda?

– Jak ślady po ostrym seksie. – Uśmiecham się figlarnie. – Było ci to obojętne czy podobało ci się?

– Było cudownie, Gabi! – Patrzy na mnie rozmarzony. – Choć byłoby znacznie lepiej, gdybyś też… Mogę cię wylizać? – dodaje po chwili.

– Nie, już późno. – Potrząsam lekko głową. Prawdę powiedziawszy, nawet nie mam ochoty, ale przecież tego mu nie powiem. – Może następnym razem – rzucam zalotnie, choć sama nie wiem, czy będzie następny raz. Chyba tak, przecież było fajnie.

Odprowadza mnie na pociąg. Zastanawiam się, czy nie przedstawić go matce. Byłoby łatwiej. Jako chłopaka? No bo przecież nie jako kochanka. Pyta, czy jutro przyjdę. Pracuje. Od czternastej do dwudziestej drugiej. Mógłby zacząć później, gdybym chciała. Możemy też spotkać się w niedzielę. Nie wiem. Obiecuję, że zadzwonię.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Ania ma kota (test).
Komentuję incognito, ponieważ po zalogowaniu nie mogę komentować wcale. Jak się okazuje po teście, mogę coś pisać więc pewnie uda się wysłać komentarz.
Tyle seksu i zero potomstwa. Ludzkość wyginie 🙂

Kota? 😼 Tak ładnie się wypowiadasz o sierściuchach czy to jakiś eufemizm? 😹😹😹

Po prostu przestało mi dobrze działać komentowanie. Ktoś/coś rzuca kłody pod nogi 🙁

Napisz komentarz