Perska Odyseja XVI: Trzy zdrady (Megas Alexandros)  3.78/5 (65)

Przeczytanie tego tekstu zajmie Wam 33 minut/-y    

Jacques-Louis David, “Pojedynek Marsa i Minerwy”

Kassander dotarł do Persepolis późnym wieczorem, eskortowany przez dwa tuziny tesalskich jeźdźców. Mimo szczupłości owego oddziału, jego pojawienie się pod zamkniętymi już na noc bramami wywołało wśród trzymających tam wartę żołnierzy znaczne poruszenie. Naradzali się głośno na szczycie murów, niepewni, czy nie jest to aby podstęp zuchwałych buntowników Jutab, usiłujących przeniknąć do miasta w przebraniu. W końcu zniecierpliwiony przedłużającym się czekaniem generał ryknął donośnie, żądając rozmowy z kimś wyżej postawionym. Po jakimś czasie podwoje uchyliły się i wyszedł doń bardzo młody oficer w posrebrzanym napierśniku. W dłoni dzierżył pochodnię. Poza tym trząsł się jak w febrze. Dopiero gdy blask płomieni padł na twarz Macedończyka, napięcie opuściło efeba. Pozwolił sobie nawet na pełen ulgi uśmiech.

– To generał! – krzyknął do swych podwładnych, którzy przyglądali się całemu zajściu z murów. – Otwórzcie bramę! Szybko!

Po chwili jeźdźcy galopowali już główną arterią komunikacyjną Persepolis. Dawna stolica imperium, w ciągu ostatnich miesięcy dwa razy okrutnie splądrowana, sprawiała wrażenie wymarłej. Żaden mieszkaniec nie przekraczał szerokiej, reprezentacyjnej alei – i dobrze, bo łatwo mógłby stracić życie pod kopytami wierzchowców. Od oficera przy bramie Kassander dowiedział się, że ten, z którym chciał się rozmówić, mieszkał obecnie w Pałacu Wezyrów. Macedończyk dobrze znał drogę. Sam jeszcze niedawno gościł w tej opływającej luksusem rezydencji. Przy bramie wiodącej do okalających pałac ogrodów stacjonowali kolejni wartownicy. Ich liczebność pozwalała sądzić, że Arsames wciąż boi się o swoje bezpieczeństwo. Tym razem jednak orszak nie napotkał żadnych przeszkód. Zbrojni mieli przecież strzec satrapę Persydy przed jego własnymi rodakami, a nie przed Hellenami, którym się wysługiwał.

Gdy tylko Kassander zeskoczył z końskiego grzbietu i rzucił wodze stajennemu, natychmiast zbliżyli się doń trzej niewolnicy. Jeden niósł misę z pachnącą orientalnymi wonnościami wodą, drugi – lśniący czystością ręcznik, trzeci zaś – puchar wypełniony winem. Wódz nie skorzystał jednak ani z napoju, ani z oferty ablucji. Miał do załatwienia sprawy, które nie mogły czekać, nie zamierzał więc trawić czasu na błahostki. Energicznym krokiem mijał sale audiencyjne, korytarze i dziedzińce. Zarówno jego przyboczni, jak i coraz liczniejsi słudzy z najwyższym trudem dotrzymywali generałowi kroku. W końcu na drodze wyrósł mu zarządca pałacu – otyły eunuch, który wyglądał tak, jakby przy każdym głębszym oddechu miał rozsadzić opinającą go bogato haftowaną szatę. Rozpostarł szeroko ręce i zawołał:

– Czcigodny panie! Satrapa zażywa właśnie kąpieli! Nie godzi się mu przeszkadzać!

Słysząc te słowa, Macedończyk nawet nie zwolnił. W końcu eunuch musiał odskoczyć w tył, by uniknąć zderzenia z wyższym o głowę i szerszym w barach mężczyzną. Kassander przeszedł przez jeszcze jeden ogród i wkroczył do gmachu łaźni, niegdyś pełniącego rolę haremu. Uniesioną ręką dał znać swym ludziom – oraz służbie – by nie szli dalej za nim. Spodziewał się, że może zastać satrapę w kompromitującej dla Persa sytuacji, a nie chciał upokarzać go bardziej, niż było to absolutnie konieczne.

Choć na zewnątrz panował wczesnowiosenny chłód, tutaj nie żałowano opału, by dobrze ogrzać pomieszczenia. Odziany w tunikę, stalowy napierśnik oraz ciężki, żołnierski płaszcz mężczyzna poczuł, jak strużka potu spływa mu po plecach. To jeszcze bardziej go zezłościło. Szybko pokonał obszerny przedpokój, służący korzystającym z łaźni do rozbierania się. Na marmurowej ławie ujrzał obszerną, białą szatę, należącą zapewne do satrapy, na podłodze zaś – porzucone tu i ówdzie bajecznie kolorowe suknie oraz zdobione perłami wąskie sandałki. O dziwo, nie spotkał tu żadnego niewolnika, czekającego na rozkazy zażywających kąpieli. Dlatego też zaskoczenie, gdy wtargnął do głównej sali, było całkowite.

Arsames siedział na brzegu największego, wypełnionego parującą wodą basenu. Odchylony do tyłu, wspierał się na wyprostowanych rękach. Nogi miał rozchylone szeroko i bardzo nieskromnie, tym bardziej że był całkiem nagi. Kassander spojrzał obojętnie na jego szeroki, lśniący od potu tors oraz wydatny, owłosiony brzuch. Więcej nie zobaczył, gdyż stojąca w basenie równie naga dziewczyna zasłaniała krocze satrapy swymi kasztanowymi włosami. Zwrócona do Macedończyka plecami oraz krągłą pupą, pochylona mocno do przodu, głową poruszała miarowo w górę i w dół. Wielkorządca Persydy dyszał głośno w rytm tych poruszeń. On sam nie od razu zauważył przybycie generała, spoglądał bowiem łapczywie na dwie kolejne niewiasty, które – stojąc po biodra w wodzie – tuliły się do siebie i namiętnie całowały.

W innych okolicznościach owa scena wywołałaby w Kassandrze przypływ silnego podniecenia. Był wszak zapamiętałym miłośnikiem kobiecego piękna, zaś wybranki satrapy prezentowały się doprawdy wyśmienicie. Młode, dorodne i świeże, każda w nieco innym typie urody. Pieszcząca przyrodzenie Persa szatynka o kształtnych pośladkach, pulchna brunetka, obdarzona przez łaskawych bogów oliwkową cerą i ciężkim biustem, wreszcie szczupła – wciąż bardziej dziewczęca niż kobieca – blondynka, której włosy w odcieniu miodu przyozdabiały zielone wstążki. Kiedy indziej Macedończyk musiałby docenić gust satrapy. Dziś jednak przepełniała go furia. Wzbierała w nim już od wielu dni, spędzonych bezczynnie w zdobytym Isztahr. Kassander i jego żołnierze daremnie czekali tam na posiłki, obiecane im przez tego niegodziwca. Zgodnie z planem, świeże wojska miały obsadzić miasto i pozwolić generałowi na wznowienie kampanii przeciw buntownikom. Kiedy nie nadeszły, zdecydował się sam ruszyć do Persepolis, by zażądać wyjaśnień.

Na razie jednak Arsames zdawał się zupełnie niezdolny do ich udzielenia. Pochylająca się przed nim szatynka musiała mu dawać coraz więcej przyjemności, bo głośno zaczerpnął tchu, a potem chwycił ją za włosy i mocniej przyciągnął do swego krocza. Chyba spodziewała się takiego obrotu sprawy, bo udało jej się uniknąć zachłyśnięcia i bez najmniejszego sprzeciwu kontynuowała swe starania. Blondynka i brunetka nadal się pieściły, co pewien czas posyłając Persowi roznamiętnione spojrzenia. Żadna nie zauważyła stojącego w otworze wejściowym intruza. Tymczasem jęki satrapy z każdą chwilą przybierały na sile. Wyraźnie zbliżał się do szczytu. Kassander był jednak zdecydowany, by zagrodzić mu drogę ku rozkoszy. Postąpił kilka kroków naprzód, stanął na brzegu basenu i gromko zawołał:

– Arsamesie, ty stary łajdaku!

Zaskoczony mężczyzna aż podskoczył. Wypuścił przy tym z dłoni kasztanowe włosy dziewczyny, która natychmiast poderwała głowę, jedynie cudem nie kastrując go zębami. Pieszczące się w wodzie ślicznotki odsunęły się od siebie jak oparzone. A kiedy ujrzały uzbrojonego męża, zaczęły piszczeć ze strachu.

– Milczeć! – warknął wreszcie satrapa, stanowczością próbując zamaskować zmieszanie. Zdradzały go jednak ciemne rumieńce na policzkach. Jedną ręką zakrył swą wciąż uniesioną w erekcji męskość. – Wynoście się! A ty – zwrócił się do szatynki – przynieś mi odzienie. Biegiem!

Dziewka podciągnęła się na brzeg basenu i nie próbując nawet osłonić swej nagości, pomknęła do przebieralni. Musiała przy tym z bliska minąć Kassandra, który – mimo gniewu – spojrzał przelotnie na jej drżące w rytm pospiesznych ruchów piersi. Na ten widok jemu również coś drgnęło, choć zdecydowanie niżej. Nie dał się jednak rozproszyć apetycznymi wdziękami. Miał do stoczenia bitwę. Dopiero później, po zwycięstwie, przyjdzie czas na inne sprawy.

– Wybacz, że popsułem ci zabawę – rzekł, siląc się na spokój. – Możesz mi wierzyć, gdy powiem, że oglądam cię równie niechętnie, jak ty mnie.

Satrapa nie próbował zaprzeczać. Przyglądał się Macedończykowi w milczeniu, ewidentnie czekając, aż ten przejdzie do rzeczy. W istocie, nie było sensu zwlekać.

– Za sprawą twych zaniedbań, kampania przeciw perskim buntownikom ugrzęzła w miejscu. Nie mam dość żołnierzy, by jednocześnie szturmować Pasargady i zabezpieczać Isztahr. Gdy widzieliśmy się po raz ostatni, kazałem ci poczynić nowe zaciągi. Liczyłem, że obsadzisz garnizon odzyskanego przez moich ludzi miasta. Widzę jednak, że twą uwagę absorbują zupełnie inne zajęcia…

– To, co tu przed chwilą widziałeś, jest bez znaczenia! – żachnął się Pers. – I nie ma żadnego wpływu na inne moje działania. Tak jak chciałeś, posłałem werbowników do Medii, Elamu, na pustynię Arabii. Hojnie wyposażyłem ich w srebro. Spodziewam się, że za jakiś miesiąc wrócą tu ze świeżymi oddziałami.

– Sądzisz, że Jutab będzie czekać bezczynnie, aż sprowadzisz posiłki? Tkwiąc w bezruchu, oddajemy jej inicjatywę! Powstańcy z Pasargadów drwią sobie z nas, a powinni drżeć z lęku przed macedońską sprawiedliwością!

– Raz jeszcze powtórzę: nie mam dla ciebie żadnych nowych wojsk. Musisz cierpliwie poczekać, aż je zgromadzę.

Dziewczyna o kasztanowych włosach wróciła, wciąż naga, o skórze lśniącej od spływających po niej kropel wody. W rękach niosła białą szatę. Arsames wstał po chwili wahania i uniósł ręce, na moment odsłaniając swoje przyrodzenie, które przedtem tak pieczołowicie skrywał. Pochodzący z kraju, gdzie męska nagość nie tylko nie przynosiła hańby, ale była wręcz powodem do dumy, Kassander nigdy nie pojmował wstydliwości ludzi Wschodu. Uważał ją wręcz za dowód ich zacofania oraz barbarzyństwa. Nie zamierzał też silić się na jakąkolwiek uprzejmość wobec satrapy. Dlatego nie odwrócił spojrzenia, gdy tamten się przyodziewał. Członek Persa nie prezentował się szczególnie imponująco. Okolony gęstwiną kręcących się włosów, niknął w cieniu pękatego kałduna. Kiedy Arsames zrozumiał, że Macedończyk dobrze mu się przyjrzał, rumieńce na jego policzkach jeszcze się pogłębiły. Generał uznał, że pora wykorzystać jego zawstydzenie i wyprowadzić decydujący cios.

– Dysponujesz garnizonem Persepolis. To dwa tysiące gotowych do służby żołnierzy.

Szatynka wygładzała szatę na brzuchu i biodrach satrapy. Z początku pozwalał jej na to, gdy jednak usłyszał słowa Kassandra, całkiem stracił do dziewki cierpliwość. Chwycił ją za łokieć i odepchnął od siebie tak mocno, że upadła na posadzkę u stóp Macedończyka.

Dopiero wtedy wyszczerzył zęby w nieszczerym uśmiechu i rzekł:

– Zmęczonych wojną weteranów, wyczekujących już tylko powrotu do domu! Nie spodziewaj się po nich zbyt wiele…

– Spodziewam się, że potrafią utrzymać obwarowane miasto! Takie, które moi ludzie niedawno oczyścili z rebeliantów.

– Jakkolwiek by nie było, muszą bronić Persepolis. To tu znajduje się królewski skarbiec…

– Dasz radę strzec go z tysiącem ludzi. Zresztą, jak sam rzekłeś, za miesiąc przybędą tu nowe zaciągi. Wtedy z łatwością uzupełnisz siły.

– Nie możesz tego uczynić! – wybuchnął nagle Pers. – Nie możesz zabrać mi połowy wojsk! One stanowią dla mnie jedyną tarczę. Moi rodacy… Nawet nie wiesz, do czego są zdolni! Nie ma dnia, bym nie otrzymał ostrzeżenia lub groźby!

Taki już los sprzedawczyków i zdrajców, pomyślał generał. Arsames dobrze wyczuł koniunkturę. Wiedział, kiedy opuścić Dariusza i dołączyć do obozu zwycięskiego Aleksandra. Za swoją woltę został po królewsku wynagrodzony. Ale ściągnął też na siebie powszechną nienawiść. Obecnie zaś umierał ze strachu. Tak jak podejrzewał Kassander, nie chodziło o ochronę monarszego skarbca, lecz o ratowanie własnej skóry. Satrapa dobrze wiedział, że gdy tylko straci zbrojną eskortę, dosięgnie go krwawa zemsta pobratymców. Nawet tutaj, w spacyfikowanej już przez Macedończyków stolicy.

– Rano wracam do Isztahr – oznajmił chłodnym tonem Persowi. – Zabiorę ze sobą tylu żołnierzy, ile potrzeba do utrzymania tego miasta. Pozwolę ci jednak wybrać oddziały, które koniecznie chcesz tutaj zostawić. Dla skuteczniejszej obrony skarbca – dodał drwiącym tonem.

Arsames zacisnął gniewnie szczęki, lecz nie zdobył się na dalsze protesty.

– Formacje, które możesz mi oddać, mają o świcie uszykować się w pełnym rynsztunku na głównym placu miasta. Przed wymarszem dokonam ich przeglądu. Mam nadzieję, że nie ujrzę tam jedynie siwych starców z trudem dźwigających włócznie. A teraz możesz odejść. Domyślam się, że przygotowania zajmą ci nieco czasu.

Gdyby spojrzenie Persa mogło ciskać pioruny, Kassander już by nie żył. Doszczętnie pokonany Arsames zebrał resztki godności i bez słowa pożegnania opuścił łaźnię. Generał nie odprowadził go nawet wzrokiem. Ten bowiem skierował w dół, na klęczącą wciąż u jego stóp nagą dziewczynę. Ta również wpatrywała się weń wielkimi, zielonymi oczyma. Z lękiem, ale i czymś więcej – czy mogła to być rodząca się właśnie fascynacja? Ktoś, kto potrafił w ten sposób przemawiać do pana całej Persydy, musiał jawić się jej jako osoba niemal królewskiego majestatu. Mile tym połechtany, poczuł, że może się wreszcie odprężyć. A nawet zdobyć na przyjazny uśmiech.

– Jak ci na imię, ślicznotko? – zapytał, podając jej rękę i pomagając wstać z posadzki.

 

* * *

 

Wjazd Jutab do Pasargadów był wspaniałym i radosnym wydarzeniem.

Zadbał o to Mitrydates, który przez swe kontakty przesłał wiadomość miejskim przywódcom rebelii. W tym czasie mocno już podupadli oni na duchu, wiedzieli bowiem, jaki los spotkał powstańców w Persepolis oraz Isztahr. Przewidywali, że niebawem staną się kolejnym celem niepokonanych Macedończyków. Krótki list od arystokraty wszystko zmienił. Nowa nadzieja wstąpiła w serca oficerów i kapłanów, którzy doprowadzili do oswobodzenia najstarszej z perskich stolic i oblężenia Hellenów w cytadeli. Oto wspaniała Jutab nadciągała im z odsieczą! Nieważne, że prowadzi ze sobą ledwie stu zbrojnych. Liczył się sam fakt! W obliczu tej rewelacji macedońskie miecze i sarisy nie wydawały się już takie straszne.

Kiedy oczom dziewczyny ukazały się potężne mury Pasargadów, dostrzegła, że są one udekorowane barwnymi, powiewającymi na wietrze wstęgami jedwabiu oraz girlandami wiosennego kwiecia. Płatki kwiatów sypały się również na ramiona i hełmy wkraczających do miasta żołnierzy. Ta, którą zwano Nadzieją Persydy, jechała na czele orszaku, na swojej śnieżnobiałej klaczy, Freni. Nim padł na nią cień wysokiej bramy, ktoś z blanków rzucił jej białą różę. Pochwyciła ją zgrabnym ruchem, przysunęła do twarzy i wciągnęła w nozdrza upajającą woń. Tak właśnie pachnie wolność, pomyślała w nagłym przypływie euforii. To zapowiedź naszego zwycięstwa.

W czasie podróży do Pasargadów często targały nią rozterki. Choć ze wszystkich sił broniła się przed zwątpieniem, ostatnie krwawe wydarzenia przepełniły ją desperacją i goryczą. Powoli zaczynała tracić wiarę w sens dalszego prowadzenia wojny. Tylu walecznych mężów poległo już w starciach z Macedończykami – pod Gaugamelą, w Perskich Wrotach, Isztahr oraz Persepolis. Na próżno. Nieprzyjaciel wciąż nacierał, bezlitosny i niepokonany. Unicestwiał tych, którzy stawiali mu opór, obracał w ruiny kwitnące metropolie, z ich mieszkańców zaś czynił niewolników. Zdawało się, że nie istnieje siła zdolna go powstrzymać. Nic, co do tej pory osiągnęła ta, którą zwano Dziewiczą Oswobodzicielką, nie mogło się równać z coraz to nowymi sukcesami wroga.

A jednak przyjęcie, jakie zgotowano jej w najstarszej z perskich stolic, widok solidnych fortyfikacji, a także róża, która jakby pchnięta własną wolą wpadła w rękę Jutab, na nowo wypełniły jej serce nadzieją. Jeśli triumf nad Macedonią w ogóle jest możliwy, to właśnie tutaj, u źródeł potęgi Achemenidów. Przecież to właśnie przez te bramy Cyrus, założyciel dynastii i twórca imperium, wyruszył na podbój świata. To tutaj znajdowały się grobowce jego następców – ludzi, którzy dumnie i z godnością nosili tytuł króla królów.

Dziś jednak sięgnął po nią obmierzły uzurpator, przybłęda imieniem Aleksander. Plemienny kacyk rządzący bitnymi dzikusami, prowincjonalny władyka w rodzaju tych, którzy niegdyś tłumnie chylili głowy przed perskim majestatem. Lecz przecież także pogromca Dariusza i jego generałów. Zdobywca Małej Azji, Syrii, Babilonii i Egiptu. Genialny wódz, idący od triumfu do triumfu. Gdyby to on, we własnej osobie, zmierzał pod mury Pasargadów, Jutab nie pozwoliłaby sobie na luksus, jakim jest nadzieja.

Na szczęście to nie z nim przyjdzie jej się zmierzyć. Aleksander wciąż bowiem gonił za pobitym królem królów, zapędzając się w tym pościgu coraz dalej i dalej na północ. Przeciw zbuntowanemu miastu maszerował wódz mniej znamienity, choć równie okrutny. Zewsząd docierały pogłoski o zbrodniach dokonywanych przez prowadzonych przez niego żołnierzy. Znowu się spotkamy, Kassandrze, myślała ta, którą niegdyś zwano Parysatis. Możesz być pewien, Macedończyku, że tym razem nie zadrży mi ręka.

Orszak przekroczył już bramę i zdążał szeroką ulicą miasta w stronę widocznego w oddali królewskiego pałacu. Po obu stronach alei zgromadziły się nieprzeliczone tłumy. Mieszkańcy Pasargadów witali Jutab i jej przybocznych z wylewną serdecznością. Na ich cześć wznoszono tysiąc gromkich okrzyków i tyleż samo wiwatów. Kwiecie sypało się teraz pod stopy maszerujących równym krokiem ciężkozbrojnych. Oni zaś przyjmowali te hołdy z niewzruszonym spokojem zawodowców. Byli wszak mistrzami w swoim krwawym fachu. Dobrze wiedzieli, czemu tu przybyli i za co są fetowani. Mieli też chyba świadomość, że w najbliższych dniach niejeden okupi ten krótki moment chwały własnym życiem.

Gwardziści stanowili dar od sprzymierzeńca, który niedawno stał się dla Jutab kimś znacznie ważniejszym. Kiedy myśli dziewczyny odpływały w stronę Mitrydatesa, czuła, jak robi jej się cieplej, a serce przyspiesza bicie. Jeśli wszystko pójdzie po ich myśli, wkrótce znowu się spotkają. Przecież on solennie przysiągł, że sprowadzi na odsiecz Pasargadom jej powstańczą armię, która obozowała na przedgórzu Zagros. “Utrzymaj miasto przez dwa tygodnie, miła Parysatis, a ujrzysz, jak pod jego murami roznosimy Hellenów na lancach!” Choć rozstali się ledwie przedwczoraj, tęsknota już stawała się trudna do wytrzymania. Jutab pragnęła na powrót znaleźć się w jego silnych ramionach, poczuć słodycz gorączkowych pocałunków, a także żar nienasyconej, jak się zdawało, namiętności.

Potrząsnęła głową, by oderwać się od bardzo miłych, lecz zupełnie niestosownych w owej chwili wspomnień. Potoczyła wokół niezbyt przytomnym spojrzeniem. Ujrzała pełnych nadziei mężczyzn oraz nadzwyczaj liczne w naciskającej zewsząd ciżbie kobiety, wznoszące ręce w błagalnym geście. Oni wszyscy liczą na mnie, uświadomiła sobie. Związali ze mną swój los na dobre i na złe. Jestem za nich odpowiedzialna. Ja – nie Mitrydates czy magowie z Ukrytej Świątyni. Muszę zapewnić im bezpieczeństwo. Znaleźć sposób, by ocalić ich przed zbliżającą się nawałnicą.

Na schodach pałacu czekali już przywódcy zbuntowanego miasta. Oczom Jutab ukazały się czarno-czerwono-złote szaty kapłana Ahury Mazdy, barwny płaszcz cywilnego dostojnika, a także pokryte emalią łuski pancerza. Przed rozstaniem kochanek opowiedział jej o każdym z owych mężczyzn. Orientowała się zatem, kim są, czego pragną, jakie mają plany i oczekiwania. Zdawała sobie sprawę, że jej sukces zależeć będzie od tego, czy zdoła narzucić im swą wolę. Pierwsza bitwa o Pasargady właśnie się rozpoczyna, pomyślała, zsuwając się z grzbietu Freni.

 

* * *

 

Miała na imię Eunike.

Była niewolnicą, wojenną branką, jedną z ostatnich, jakie Persowie wzięli w podbijanych przez siebie helleńskich miastach. Potem szczęście się od nich odwróciło i to Hellenowie, prowadzeni przez Macedończyków, podbijali, zaś perskie dziewczęta szły w niewolę. Niewiele to jednak zmieniło w życiu Eunike, która trafiła już wtedy do imperialnej stolicy i stała się tam zabawką kolejnych jej władców – najpierw samego Dariusza, a później nominowanych przez Aleksandra satrapów, Tirydatesa i Arsamesa. Lecz zeszłej nocy to nie Pers kosztował jej słodyczy. Ta niewątpliwa rozkosz przypadła w udziale mężowi pochodzącemu z plemienia zdobywców, którzy położyli kres wszechwładzy króla królów.

Swą historię opowiedziała mu w krótkich chwilach, które następowały między kolejnymi przypływami żądzy. Tych zaś było wiele, bowiem szatynka o krągłych biodrach doskonale wiedziała, jak wciąż na nowo rozpalać pragnienie Macedończyka. Nie brakło jej pod tym względem ni entuzjazmu, ni pomysłowości. Kassander zaś skwapliwie odpowiadał na jej starania. Dopiero gdy jutrzenka rozświetliła wschodni horyzont, zdołał się wreszcie nasycić ciałem Eunike. Kiedy po raz ostatni padł wraz z dziewczyną na skotłowaną pościel, ich ciała lśniły od potu, mięśnie płonęły zmęczeniem, zaś oddechy były szybkie i urywane. Długo leżeli obok siebie bez słowa, odzyskując siły po miłosnych zmaganiach. Wreszcie generał zwrócił swój wzrok w stronę okna. Przez niedokładnie zawarte okiennice do komnaty wsączało się nieco szarego światła. To uświadomiło mu, że zbliża się świt.

Po dniu spędzonym na grzbiecie perskiego ogiera, noc upłynęła mu na ujeżdżaniu helleńskiej klaczy. I to wszystko bez ani chwili snu… Ciało i umysł Kassandra domagały się wytchnienia, lecz przecież wiedział, że to niedostępny dlań luksus. Na wielkim placu Persepolis z pewnością gromadzą się już wezwane przez satrapę oddziały. Zaś w Isztahr jego własny korpus czeka na powrót wodza i wznowienie kampanii wojennej… Macedończyk stłumił westchnienie. Odpocznę w grobie, rzekł w duchu, po czym podniósł się z łoża i zaczął ubierać.

Niewolnica obróciła się na brzuch i z rękoma złożonymi pod podbródkiem obserwowała, jak mężczyzna wciąga na ciało tunikę, a potem wiąże wysokie, jeździeckie buty. Dopiero gdy sięgnął po porzucony zeszłej nocy na podłodze pancerz, również wstała i dołączyła do niego, by pomóc przy wiązaniach. Teraz to on nie mógł oderwać spojrzenia, bo przecież wciąż była naga i tak bardzo kusząca. Z trudem powstrzymywał ręce przed sięgnięciem ku kształtnym piersiom Eunike, które kołysały się lekko przy każdym poruszeniu.

– Zabierz mnie ze sobą, panie – poprosiła czarownym głosem, jednocześnie gładząc palcami odsłonięte ramię Kassandra.

– Dlaczego miałbym zrobić coś takiego? – spytał, szczerze zaskoczony.

– Czyż nie było ci ze mną dobrze? Pomyśl, mógłbyś mnie mieć każdej nocy.

– Stanowisz własność Arsamesa. Musiałbym odebrać cię satrapie Persydy.

– Czyż Macedończycy nie odbierają Persom wszystkiego, co tamci wcześniej posiadali? Jesteś urodzonym zdobywcą, mój panie. Tej nocy dowodnie się o tym przekonałam. Wystarczy, że wyciągniesz po mnie rękę… a satrapa nie ośmieli się sprzeciwić.

– Dobrze go znasz, piękna Eunike.

Skrzywiła się na te słowa.

– Zbyt dobrze.

– Czyżby źle cię traktował? Zdawało mi się, że jesteś jego faworytą…

– Tak jest w istocie, panie. Lecz wcale nie zależy mi na jego względach. Pragnę należeć do ciebie.

Śmiałość owych słów, które wypłynęły z ust niewolnicy, sprawiła, że parsknął śmiechem.

– Twa wierność wobec obecnego właściciela niezbyt dobrze wróży kolejnemu!

– Drwisz sobie ze mnie, panie. – W jej głosie wybrzmiało głębokie rozczarowanie.

Macedończyk spoważniał. Wyciągnął rękę naprzód, ujął dziewczynę za podbródek i uniósł go tak, by znów spojrzała mu w oczy.

– Toczy się wojna – oznajmił, szczerze zdziwiony, że tłumaczy się przed niewolnicą, nawet tak urokliwą. – Wciąż potrzebuję Arsamesa. Lecz kiedy Pasargady upadną, a Jutab zginie lub pójdzie w niewolę… Wtedy sytuacja się zmieni. Obecne sojusze nie będą mnie już wiązać. Wówczas wrócę tu i odbiorę mu ciebie.

Ujrzał, jak jej smutna twarz momentalnie się rozpromieniła. Sam również się uśmiechnął. Niewiele kosztowała go ta obietnica. Tym bardziej że wcale nie zamierzał jej dotrzymywać. Eunike pociągała go, to prawda, była też wyśmienitą kochanką. Być może jeszcze kiedyś, gdy nadarzy się okazja, z ochotą skorzysta z jej ciała. O poranku wszakże dowiedział się o niej czegoś więcej. Okazała się również dwulicowa, nielojalna i przewrotna. Przywiodła mu na myśl kogoś, o kim ze wszystkich sił pragnął zapomnieć. Nie zamierzał czekać, aż za niegodnymi słowami pójdą niegodne czyny. Rana zadana mu przez Mnesarete wciąż do końca się nie zabliźniła.

Pół klepsydry później siedział już na grzbiecie Kambyzesa, spoglądając na wielki plac Persepolis. W równych czworobokach stały tam formacje żołnierzy uzbrojonych w krótkie włócznie oraz długie łuki. Ich ciała chroniły nie napierśniki ze stali i brązu, lecz długie kaftany obszyte metalowymi łuskami. Do lewych dłoni przytroczone mieli nie okrągłe, obite blachą hoplony, lecz drewniane, podłużne tarcze obciągnięte skórą. Persowie, pomyślał Kassander. Ten skurwysyn oddał mi swoich Persów.

Fakt, że u żadnego z nich nie dostrzegł siwych włosów, niezbyt poprawił generałowi humor. Podobnie jak Arsames, nie ufał perskim oddziałom służącym na macedońskim żołdzie. Dobrze rozumiał, dlaczego satrapa woli się pozbyć właśnie ich, a pozostawić sobie Hellenów, nawet starych, poranionych i znużonych wojaczką. Ich przynajmniej nie podejrzewał o zdradę, która stale groziła mu ze strony rodaków. Jak przy pomocy Persów mam zabezpieczyć Isztahr, głowił się Macedończyk. Przecież otworzą bramy pierwszemu buntownikowi, który się do nich zbliży…

– Dostojny wodzu – przemówił całkiem niezłą greką oficer, osadzając przed Kassandrem swego bułanego wierzchowca. Był tak młody, że jego policzki ledwo pokryły się pierwszym zarostem, którego nawet hojna porcja olejków nie mogła wymodelować w spiczastą, perską brodę. – Melduję gotowość wszystkich oddziałów do wymarszu. Ufam, że ich prezencja nie budzi twych zastrzeżeń. To najlepsi synowie tej ziemi. Ręczę, że nie zawiodą w chwili próby.

 Generał zdusił cisnące mu się na usta przekleństwo.

– Gdzie Arsames? – zapytał, z całych sił starając się zachować spokój. – Chciałem pomówić z nim po raz ostatni, nim opuszczę stolicę.

– Niestety, dziś rano satrapa wyruszył na łowy na południowych równinach. Ponoć zauważono tam lwa. Jak mnie poinformowano, zapragnął zdobyć jego skórę na płaszcz.

Tchórz, który od miesięcy bał się wyściubić nos poza miejskie mury, nagle udał się na polowanie? I od kiedy to zając rusza w pościg za lwem? Choć miał na to wielką ochotę, Macedończyk nie zadał żadnego z tych pytań. Oficer zdał mu się godnym i honorowym młodzieńcem. Jakże odmiennym od wielu jego rodaków. W najbliższych dniach przydadzą mu się tacy ludzie. Szczególnie wśród Persów.

– Twoi żołnierze prezentują się znakomicie – ocenił Kassander. – A teraz chcę zobaczyć, jak maszerują. Jak ci na imię, chłopcze?

– Chosroes, dostojny generale!

– A zatem wydaj rozkaz, Chosroesie! W Isztahr wyglądają nas z niecierpliwością. Nie każmy im długo czekać!

 

* * *

 

– Czcigodna Jutab! Pasargady, pierwsze z miast imperium, oddaje się pod twą opiekę – zawołał uroczystym tonem Szahnaz, pysznie ubrany, o gładkich licach oraz wdzięcznych ruchach pałacowego eunucha.

Rozłożył przy tym szeroko ramiona, jakby chciał objąć dziewczynę i przycisnąć ją do swej piersi. Na szczęście tego nie uczynił – ekspresyjny gest był przeznaczony dla obserwującego powitanie tłumu, który zareagował z należytym entuzjazmem. Szata pozbawionego męskości dostojnika uszyta była z przedniego jedwabiu w barwie lawendy, na jego rękach zaś lśniły złote bransolety uformowane na podobieństwo wijących się węży.

Parysatis wiedziała, że kiedyś należał do najbliższego otoczenia króla królów. Przez pewien czas zarządzał nawet monarszym skarbcem, którą to pozycję stracił w związku z podejrzeniami o napychanie własnej kabzy. Przed egzekucją ocaliła go jedynie inwazja Macedończyków – skupiony na obronie kraju Dariusz nie miał czasu na wymierzanie sprawiedliwości dawnym dworzanom. Później Szahnaz na pewien czas jakby zapadł się pod ziemię. A teraz objawił się tutaj – jako jeden z najważniejszych przywódców rebelii. Jak w niespodziewanie wulgarny sposób ujął to Mitrydates, “gówno zawsze wypłynie na wierzch”. Zwłaszcza w tak podłych czasach.

– Umiłowana córko Ahury Mazdy, bogobojni mieszkańcy Pasargadów zanoszą modły w twej intencji – przemówił umiejętnie modulowanym głosem dostojny Farzin, kapłan Ahury Mazdy, spowity w czarno-czerwono-złoty płaszcz z kapturem i skrywający swe oblicze za jedwabną zasłoną. Parysatis spoglądała przez dłuższą chwilę w jasne, nieodgadnione oczy boskiego sługi. Słyszała o płomiennych kazaniach, jakie wygłaszał do rzesz wiernych, nieodmiennie zbierających się, by chłonąć każde jego słowo. O zapiekłej nienawiści wobec Hellenów i twardym fanatyzmie, którym zarażał wszystkich wokół. Popularnością, charyzmą i oratorskim talentem w pełni dorównywał dostojnemu Bardiji, magowi z Isztahr, który wpierw poderwał tamtejszych mieszkańców do buntu przeciw okupantowi – a potem poprowadził ich na krwawą i bezsensowną rzeź pod murami miasta. Mitrydates obawiał się, że jeśli ktoś nie okiełzna Farzina, w Pasargadach może stać się podobnie.

– Zwycięska Oswobodzicielko, przyjmij moją przysięgę wierności – oznajmił Bahadur, a potem z chrzęstem pancerza opadł na jedno kolano. – Oddaję pod twe dowództwo wszystkich żołnierzy, którymi rozporządzam. Prowadź nas do triumfu nad bezbożnymi Macedończykami.

Przynajmniej z nim nie powinno być problemu, pomyślała Parysatis, kładąc mu rękę na ramieniu. Był niewysoki, lecz mocno zbudowany, z szerokim, okolonym sztywną brodą obliczem. Przyciągającym uwagę szczegółem w jego dość pospolitej twarzy była opaska skrywająca lewy, pusty oczodół – oko utracił podczas oblężenia Sydonu, nadmorskiego miasta w Fenicji, które ośmieliło się niegdyś zbuntować przeciw perskiej władzy. Za swą odwagę podniesiony do rangi Nieśmiertelnego, jednego z gwardzistów króla królów, przywykł do posłuszeństwa i dokładnego wykonywania rozkazów. Zapewne poczuł ulgę, mogąc zdać sprawowaną komendę w cudze ręce. Fakt, że ręce te należały do kobiety, najwyraźniej wcale mu nie wadził.

– Przyjmuję twoje ślubowanie – zwróciła się do weterana. – Ja zaś przysięgam, że nie spocznę, póki nie przegnam najeźdźców. Najpierw spod bram powierzonego nam miasta, a potem ze świętych granic Persydy. Powstań, mój zastępco.

Ujrzawszy hołd złożony Jutab przez trzech dotychczasowych przywódców rebelii, nieprzebrane tłumy wybuchły okrzykami radości oraz wiwatami. Pragnąc wyrazić swoje uwielbienie w bardziej bezpośredni sposób, zaczęły też mocno naciskać na oddzielający schody pałacu kordon żołnierzy. Ci, choć wsparci przez gwardzistów Mitrydatesa, z najwyższym trudem powstrzymywali ludzką ciżbę. Szahnaz spoglądał na to z wyraźnym niepokojem.

– Błagam cię, pani, usuńmy się tym ludziom z oczu – zwrócił się do Parysatis. – Twe przybycie nazbyt rozpaliło ich entuzjazm…

– Skoro boisz się ludu, nie-mężczyzno – zakpił dostojny Farzin – jak możesz mienić się jego obrońcą? Jeśli chcesz, zaraz przemówię do mych braci i sióstr, by ich uspokoić.

– Zrób to – warknął zniecierpliwiony Bahadur, kładąc dłoń na rękojeści zakrzywionego miecza – albo ja ich uspokoję.

– Wejdźmy po prostu do środka – zdecydowała Jutab. – To powinno ostudzić nastroje. A my mamy wiele spraw do omówienia.

Pospiesznie przekroczyli wrota pałacu i znaleźli się w olbrzymiej sali, której strop wspierał się na paru tuzinach filarów. Niegdyś gromadzili się tu petenci, mający nadzieję na dopuszczenie przed oblicze króla królów. Długie oczekiwanie na audiencję umilały im zgromadzone w tym miejscu dzieła sztuki: posągi sprowadzone z najodleglejszych krain imperium czy kolekcja pięknie zdobionej broni, należącej do podbitych przez Persów ludów. Dziś po tych skarbach nie było nawet śladu – pałac w Pasargadach, jak wszystkie pozostałe rezydencje Dariusza, został doszczętnie splądrowany przez Macedończyków. Pozostawili oni po sobie jedynie nagie ściany, pokryte łuszczącą się tu i ówdzie czerwoną i żółtą farbą.

– Musisz być wyczerpana po podróży, pani – przemówił nieco pewniejszym już głosem Szahnaz. – Kiedy tylko dowiedziałem się, że do nas przybędziesz, kazałem wyszykować królewskie komnaty. Są do twojej dyspozycji, podobnie jak łaźnia. Polecam ci również usługi hinduskich niewolnic. Nasz pan i władca, Dariusz, otrzymał je od swego wasala, maharadży Porosa, rządzącego w Pendżabie. To doskonałe masażystki. Przekonasz się, że potrafią sprawić cuda…

– Z rozkoszą skorzystałabym z tych luksusów, o których mówisz. – Jutab posłała eunuchowi przychylny uśmiech. Wprawdzie krótka gościna u Mitrydatesa zaspokoiła na pewien czas jej pragnienie komfortu, ale i tak nie pogardziłaby wygodnym posłaniem i gorącą kąpielą. Nie mówiąc już o kojącym dotyku hinduskich masażystek. – Niestety, w tej chwili nie ma na to czasu. Macedońska armia lada dzień stanie pod naszymi murami. Musimy radzić nad ich obroną.

– Obroną? Mielibyśmy kryć się za umocnieniami? To dobre dla pozbawionych boskiego wsparcia pogan – przemówił zza swej zasłony Farzin, a jego głos drżał od słabo skrywanego gniewu. – Łaska Mądrego Pana pozwoli nam rozbić najeźdźców, gdy tylko się pojawią!

– Tak jak rozbito ich pod Isztahr? – spytała chłodnym tonem Jutab. – Czcigodny Bardija poprowadził na śmierć dwadzieścia tysięcy Persów. Co zyskał w zamian? Szlachetną śmierć na polu chwały?

– Widocznie jego wiara była zbyt słaba!

– Zapewniam, że w zgonie twego konfratra nie było nic szlachetnego. – Dziewczyna nie pozwoliła sobie przerwać. – Macedończycy nie zdążyli nawet umoczyć saris w jego krwi. Kiedy okrążyli naszych rodaków, zapanował wśród nich okropny ścisk. Bardija został zgnieciony przez swoich. Wyobrażasz to sobie, dostojny magu? Tłum przerażonych ludzi napierających na ciebie z każdej strony, z taką siłą, że w końcu pękają ci żebra…

Kapłan nie znalazł odpowiedzi na jej słowa. Stał tylko w ciszy, mierząc ją całkiem wyzutym z szacunku spojrzeniem. Pragnąc najwyraźniej przeciąć rodzący się konflikt, Bahadur odchrząknął znacząco, a potem rzekł:

– Zgadzam się z tobą, pani, nie możemy stawić czoła Macedończykom w otwartym polu. Nie dał im rady ani król królów, ani satrapa Ariobarzanes. A przecież oni dowodzili licznymi, zaprawionymi w boju armiami. Tymczasem w Pasargadach znajdzie się ledwie półtora tysiąca mężczyzn, którzy trzymali kiedykolwiek w ręku broń. To z nich stworzyłem oddziały, które oddałem pod twe dowodzenie. Pozostali mieszkańcy nie mają żadnego przeszkolenia wojskowego. To byłoby samobójstwo.

Skinięciem głowy podziękowała za jego słowa. Ale oficer jeszcze nie skończył:

– Jednak obrona murów również nie wchodzi w grę. Nie kontrolujemy bowiem całej ich długości. W system umocnień Pasargadów wbudowana jest cytadela, tę zaś wciąż trzyma helleński garnizon, którego nie udało nam się wypędzić. Spośród czterech bram miasta jedna znajduje się w rękach naszych nieprzyjaciół.

– Musimy zatem zdobyć cytadelę lub skłonić ją do kapitulacji. I to w ciągu paru najbliższych dni…

– Próbowałem już rokowań z dowódcą garnizonu, mężczyzną imieniem Pelias. Wyśmiał moje propozycje. Zdaje sobie sprawę, że nie weźmiemy twierdzy szturmem, bo to by nas wykrwawiło. Posiada też zapasy na wiele miesięcy. Zamierza zatem spokojnie czekać na odsiecz.

– Co zatem radzisz, mój zastępco?

Były Nieśmiertelny długo milczał. Powiódł spojrzeniem po pozostałych przywódcach rebelii. Obydwaj odwrócili wzrok, jakby odmawiając wsparcia temu, co chciał zaproponować. Westchnął zrezygnowany i rzekł:

– Nie widząc sposobu ocalenia miasta, uważam, że należy je ewakuować. Kobiety, starców oraz dzieci, a także cały dobytek odesłać na wschód, do Karmanii. Tam jeszcze nie dotarli żołnierze króla Aleksandra. Mężczyzn podzieliłbym na mniejsze oddziały i rozproszył po okolicy. Niech zdobywają doświadczenie w wojnie podjazdowej. To jedyna metoda, która jak dotąd przynosi rezultaty. Sama zresztą wiesz o tym najlepiej, Oswobodzicielko…

On ma rację, pomyślała Parysatis. Wszystkie dotychczasowe zwycięstwa osiągnęła dzięki partyzantce, fortelom, atakom z zaskoczenia. Z kolei te nieliczne otwarte bitwy, w których brała udział, kończyły się nieodmiennie perskim pogromem. Jednak coś buntowało się w niej przeciw opuszczeniu Pasargadów. Była to wszak kolebka jej ludu! Najstarsza z imperialnych stolic. Symbol potęgi Achemenidów. Takich symboli nie godzi się oddać bez walki.

A przecież już raz został oddany. Po klęsce jej brata w bitwie o Perskie Wrota, zarówno Persepolis, jak i Pasargady otworzyły swe podwoje przed królem Aleksandrem. Nie uchroniło ich to wprawdzie przed splądrowaniem, lecz Hellenowie oszczędzili przynajmniej ludność cywilną. Do czasu… Teraz, gdy w kraju wybuchł antymacedoński bunt, mieszkańcy pierwszej stolicy nie mogli już liczyć na łaskę.

Pozostaje zatem ewakuacja. Jutab doznała zawrotu głowy na myśl o skali przedsięwzięcia. Droga do Karmanii prowadziła przez wysokie góry oraz spalone słońcem pustkowia. Uchodźcom zagrażali bandyci, dezerterzy z pobitych perskich armii, wreszcie plemiona, które nawet w najlepszych czasach z trudem tolerowały zwierzchność króla królów. Zaopatrzenie na drogę stu tysięcy cywilów, organizacja setek wozów, na których mogliby przewieźć choć część swego dobytku, przydzielenie im zbrojnej eskorty… Tym wszystkim należało się zająć już wiele dni temu. Było to niemożliwe, bo jak dotąd Bahadur nie zdołał przełamać oporu Szahnaza i Farzina wobec swoich planów. Zresztą, nawet z jej poparciem czeka go trudne zadanie. Ilu mieszkańców Pasargadów dotrze do celu swej wędrówki? Jeśli uda się to połowie, będzie można mówić o sukcesie…

Te niewesołe rozmyślania przerwało nagłe otwarcie pałacowych wrót. Wpadł przez nie zziajany żołnierz w łuskowym pancerzu. Szybkim krokiem zbliżył się do przywódców buntu, zgromadzonych wciąż na środku królewskiej poczekalni. Nim zdołał przemówić, przez dłuższą chwilę wspierał się na drzewcu włóczni i z trudem łapał oddech.

– Wybacz, dostojna pani… i panowie – wykrztusił wreszcie. – Biegłem tu od samych murów miasta, nie ustając ani na moment.

– Co się stało, synku? – Bahadur zmarszczył krzaczaste brwi. – Czy dostrzegliście nadciągających Hellenów?

– Niech Ahura Mazda ma nas w opiece – jęknął Szahnaz. – Sądziłem, że mamy więcej czasu!

– Dostrzegliśmy Hellenów – zgodził się żołnierz. – Ale nie nowych, tylko tutejszych, z cytadeli. Oni uchodzą, panie! Opuścili wieże strzelnicze, nie patrolują już obwarowań. Gromadzą się na równinie pod miastem i ustawiają w kolumnę marszową. Wydaje się, że pomaszerują drogą na Isztahr!

Były Nieśmiertelny roześmiał się ochryple, a potem skierował swe jedyne oko na Jutab.

– Wygląda na to, że odniosłaś kolejny triumf, Oswobodzicielko. I to bez przelania jednej kropli krwi. Samo twe przybycie tak wystraszyło Peliasa, że bez walki oddał nam twierdzę!

Parysatis poczuła, jak ogarnia ją euforia.

– A zatem, mój zastępco, musimy ją czym prędzej opanować.

 

* * *

 

Perscy żołnierze, których skwapliwie pozbył się Arsames, mogli nie być w pełni lojalni wobec macedońskiej władzy, lecz jedno trzeba było im przyznać – potrafili maszerować. Przed południem oczom jadącego obok kolumny wojsk Kassandra ukazały się mury Isztahr.

Podróż zleciała mu tym szybciej, że w Chosroesie znalazł ciekawego kompana do dyskusji. Pochodzący z jednego z najprzedniejszych rodów oficer był zbyt młody, by bronić ojczyzny przed królem Aleksandrem – swe pierwsze dowództwo otrzymał dopiero z rąk obecnego satrapy. Fakt ten uwalniał go od piętna zdrady, które w oczach generała nosiła większość wysługujących się nowej władzy Persów. Co równie ważne, mimo szlachetnego urodzenia, nie dało się w nim wyczuć zadufania oraz wyniosłości, tak typowych dla wielu znanych Kassandrowi możnych. Choć musiał wiedzieć, że Macedończyk to człowiek z gminu, zwracał się doń z szacunkiem należnym starszemu rangą dowódcy i zasypywał pytaniami, wyraźnie głodny odpowiedzi.

Rozmawiali o Helladzie, w której Chosroes nigdy jeszcze nie był, a bardzo pragnął zobaczyć, oraz o wschodnich krainach imperium Achemenidów, wciąż jeszcze nieznanych Kassandrowi. O odmiennych zwyczajach panujących na dworach króla Filipa i Dariusza. Wreszcie o sprawach wojskowych, zwłaszcza kierowaniu dużymi formacjami podczas przemarszu i bitwy – tu młody oficer był szczególnie ciekaw relacji generała z forsowania gór Zagros oraz Perskich Wrót. Jedynym tematem, którego Pers wyraźnie unikał, były niewiasty. Macedończyk, który zdołał już poznać Fenicjanki, Lidyjki i Persjanki, chciał dowiedzieć się czegoś o Partyjkach, Baktryjkach, Massagetkach, jak również o mieszkankach Hyrkanii, Arachozji czy położonych jeszcze dalej tajemniczych Indii.

Zapytany o nie wprost, Chosroes mieszał się, kluczył i unikał jasnych odpowiedzi. Próbował nawet zasłaniać się cnotą, twierdząc, że jest zaręczony z pewną dziewczyną z Elamu i w ogóle nie myśli o innych niewiastach. Naturalnie, Kassander nie uwierzył w owe niezborne tłumaczenia. Uznawszy jednak, że młodzieniec jest równie pruderyjny, jak jego adiutant, postanowił to uszanować i więcej nie naciskał. Może gdy powstanie Jutab wreszcie upadnie, zabierze chłopaka do któregoś z domów rozkoszy w Persepolis, by w końcu się rozluźnił. Albo pośle mu do łoża niewolnicę swej kochanki, Melisy. Kilka nocy spędzonych w ramionach Parmys miało zbawienny wpływ na Argyrosa – zapewne i w tym przypadku nie będzie inaczej.

Parę klepsydr spędzonych z perskim oficerem sprawiło, że generał szczerze go polubił. Miał zresztą wobec Chosroesa dług wdzięczności – gdyby nie zajmująca rozmowa, mógłby ulec wyczerpaniu i zasnąć wprost na grzbiecie swego karego ogiera. A potem, na oczach tysiąca żołnierzy, zsunąć się z tego grzbietu i z łoskotem zwalić na ziemię. Skręcając sobie przy tym kark lub – w najlepszym razie – wystawiając na pośmiewisko.

Z Isztahr również zauważono nadciągające wojsko, bo brama miasta rozwarła się na oścież i wkrótce wyjechał przez nią oddział konnicy. Kawalerzyści prędko pokonali dystans dzielący miejskie mury od czoła kolumny marszowej. Gdy się zbliżyli, Kassander, który wysforował się naprzód, ujrzał, że tesalskich jeźdźców prowadzi Jazon. Mężczyźni podjechali do siebie i podali sobie ręce z końskich grzbietów.

– Widzę, że wróciłeś już z misji, na którą cię wysłałem – stwierdził Macedończyk. – Szybko się z tym uwinąłeś. Lecz czy udało ci się zaspokoić głód zemsty, przyjacielu?

– Przynajmniej na pewien czas – odparł elegancki Trak.

Miał świeżo ułożone włosy i usztywnioną wonnościami brodę, przez co wyglądał trochę jak Pers. Z drugiej jednak strony, jego odzienie – wysoko wiązane sandały, tunika i napierśnik pięknie uformowany na kształt torsu atlety – były zdecydowanie helleńskie.

– Ale wciąż pragnę śmierci Jutab. Życzę jej, by konała długo i w cierpieniu. Ponieważ jednak zgodziłeś się oddać ją Widarnie, muszę liczyć, że przygotował dla dziwki odpowiednio nieprzyjemny koniec.

– A propos, gdzie znajdę pierwszego już maga Ukrytej Świątyni?

– Tutaj, w mieście. Obsadził zdobyte sanktuarium swymi poplecznikami, ale sam czuje się pewniej przy naszych wojskach.

– To się dobrze składa. Ten łajdak, Arsames, dał mi do obsadzenia Isztahr samych Persów. Oficer zdaje się być lojalny, lecz powątpiewam w jego ludzi. Może Widarna zdoła utwierdzić ich w wierności naszej sprawie.

Do miejsca, w którym rozmawiali, dotarła już kolumna marszowa. A wraz z nią jej dowódca, wdzięcznie kłusujący na swym bułanym ogierze. Generał dokonał prezentacji:

– Jazonie, poznaj Chosroesa. Przewodzi perskim oddziałom posiłkowym. Dzięki nim będziemy mogli wreszcie wznowić kampanię. Chosroesie, to mój zastępca, Jazon. Mąż, któremu powierzam najtrudniejsze zadania i który nigdy mnie nie zawiódł!

Trak posłał Persowi długie i wyraźnie zaciekawione spojrzenie. O dziwo, młodzieniec zareagował podobnie, jak na pytania Macedończyka o niewiasty. Zmieszał się, zarumienił – co przy jego ciemnej karnacji zdawało się mało prawdopodobne – a potem uciekł spojrzeniem gdzieś w dal.

– To zaszczyt… poznać tak świetnego wojownika – wydukał w końcu.

– To przyjemność poznać ciebie – odparł z wilczym uśmiechem Jazon.

Kassandrowi spieszno już było do miasta, nie zwrócił więc uwagi na tę wymianę zdań. Polecił zastępcy zadbać o rozlokowanie nowych oddziałów, sam zaś pocwałował w stronę rozwartych wciąż szeroko bram. Kroku dotrzymali mu jedynie kawalerzyści z przybocznej straży. Wkrótce pędzili już pustymi ulicami, niekiedy tylko mijając samotny wojskowy patrol. Generał przypomniał sobie, jak surową cenę zapłaciło Isztahr za niedawne powstanie. Już wkrótce Pasargady będą wyglądać podobnie, pomyślał, schylając głowę ponad końskim grzbietem.

Najpierw jednak czekał go zasłużony odpoczynek, którego imię brzmiało Melisa.

 

* * *

 

Dopiero gdy Persowie wkroczyli do opustoszałej cytadeli, uświadomili sobie, w jak wielkim pośpiechu została ewakuowana. W kuchni znaleźli mięsiwo wciąż podpiekające się na rożnach. W kwaterach wyższych oficerów – niedopite kielichy wina, a w jednej z komnat należących do komendanta garnizonu – dogasające popioły po spalonych listach. Skrzynie pełne były ubrań oraz wszelkich kosztowności zagrabionych w zachodnich krainach podbitego imperium. Wyglądało na to, że uchodzący Hellenowie zabrali ze sobą jedynie broń, pancerze oraz racje żywnościowe na kilka dni marszu. Spichlerz nie został opróżniony ani nawet puszczony z dymem – a przecież wypełniało go po brzegi zboże, które teraz miało stać się pożywieniem buntowników. Rozradowana Jutab poleciła Szahnazowi inwentaryzację wszystkich zdobyczy. Żywiła przy tym nadzieję, że eunuch nie wróci do złych zwyczajów z dworu Dariusza.

W wydrążonych pod twierdzą celach żołnierze Bahadura napotkali garstkę więźniów, aresztowanych jeszcze przed wybuchem powstania. Na nagich ciałach wymizerowanych mężczyzn i kobiet ujrzeli ślady po chłoście biczem, przypalaniu, a nawet bardziej wymyślnych torturach. Jednak znacznie więcej niż ocalałych znaleziono tych, którzy nie doczekali wolności. Ich zwłoki porzucone były w najodleglejszych zakątkach lochów. Najwyraźniej macedońscy żołdacy, od dłuższego czasu zamknięci w cytadeli, rozpraszali nudę, mordując bezbronnych. Wieści o okrucieństwie Hellenów, znacznie wyolbrzymione w trakcie przekazywania z ust do ust, prędko obiegły całe miasto, jeszcze bardziej rozpalając nienawiść wobec wroga oraz chęć oporu.

Pobladła Jutab przyglądała się wyprowadzanym z podziemi okropnie wycieńczonym ludziom. Oni zaś, gdy tylko ujrzeli swą wyzwolicielkę, wyciągali ku niej ręce i szlochając, dziękowali za ocalenie. Niektórzy wręcz rzucali się jej do stóp lub padali na twarz i składali proskynesis – pokłon należny raczej bóstwu lub królowi królów niźli zwykłej śmiertelniczce. Podnosiła ich z ziemi, prosząc, by się przed nią nie poniżali, a potem prowadziła do pobliskich koszar, gdzie dla byłych już więźniów przygotowano poczęstunek oraz odzienie. Tam też kierowały się rodziny aresztowanych, w nadziei, że znów ujrzą swoich bliskich. Niestety, w większości przypadków nadzieja ta okazała się płonna. Wkrótce budynek wypełniały szlochy – zarówno tych, którzy się spotkali, choć już przestali na to liczyć, jak i tych, którym nie było to dane.

Na szczęście Bahadur przybył Parysatis z odsieczą. Czym prędzej porwał ją z tego miejsca desperackiej radości i bezdennej rozpaczy, zabrał na mury twierdzy i zmusił, by skupiła się na przeglądzie swej nowej zdobyczy. Dziewczyna była mu za to głęboko wdzięczna. Obejrzała stan fortyfikacji i za radą dowódcy zleciła najpilniejsze remonty. Nim zeszli z obwarowań, podjęła decyzję.

– Nie skorzystam z królewskich apartamentów, które przygotował dla mnie Szahnaz. Z pewnością są bardzo wygodne, lecz pałac znajduje się zbyt daleko od miejskich murów. Swoją kwaterę założę tutaj, w cytadeli. W ten sposób zawsze będę blisko zmagań.

– Roztropna decyzja – rzekł z uznaniem dawny Nieśmiertelny. – Poza względami strategicznymi żołnierze z pewnością docenią fakt, że nie śpisz w jedwabiach, gdy im musi starczyć ciśnięta na ziemię derka. Zbyt mało wodzów dzieli niedole swoich podkomendnych. A przecież tak właśnie zdobywa się ich miłość i oddanie.

Pod wieczór znużona Jutab dotarła wreszcie do swych nowych komnat. Szybko przekonała się, że nawet w garnizonowej twierdzy można znaleźć niemało luksusu. Poprzedni dowódca lubił żyć komfortowo i wystawnie. Sypiał na wielkim posłaniu z baldachimem, pijał z inkrustowanych szlachetnymi kamieniami pucharów, lubował się w ekstrawaganckich szatach. Na swój wyłączny użytek miał przestronną łaźnię oraz salę sympozjonów, gdzie mógł ucztować w towarzystwie czterech gości. Skrzynie w jego pokojach pełne były wszelkiego rodzaju kosztowności: złotej i srebrnej biżuterii, najprzedniejszego jedwabiu, pięknie zdobionej broni.

W jednym z kufrów, ustawionym w alkowie przy samym łożu, dawna księżniczka znalazła jednak coś zgoła odmiennego. Kiedy uniosła jego wieko, oblała się głębokim rumieńcem. Wewnątrz znajdowała się imponująca kolekcja sztucznych fallusów we wszelkich kształtach i rozmiarach, wykonanych z drewna lub kości słoniowej. Niektóre zaopatrzone były w pasy, których funkcja z początku stanowiła dla Parysatis tajemnicę. Dopiero po dłuższej chwili pojęła, że umożliwiały one – po przepuszczeniu wokół bioder i między nogami, a następnie zawiązaniu w dole pleców – przytwierdzenie atrapy męskości do kobiecego podbrzusza. Kolejnych parę chwil zajęło jej zmęczonemu, lecz pobudzonemu na nowo umysłowi zrozumienie, do czego mogło to wszystko służyć. Wyobraziła sobie klęczącego na wielkim posłaniu, pochylonego do przodu dowódcę twierdzy, branego z całych sił przez którąś z jego kochanek…

– Jak mogliśmy przegrać z takimi jak on? – spytała na głos, trzymając w palcach szczególnie dużego fallusa, do którego przymocowane były skórzane rzemienie.

– Czcigodna pani…

Zadrżała, słysząc za sobą wypowiedziane z obcym akcentem słowa. Rozgniewana, że dała się tak podejść, odwróciła się szybko, kładąc dłoń na rękojeści szabli, którą wciąż nosiła przypiętą u pasa.

Ujrzała trzy młode dziewczyny o oliwkowej cerze i dużych, brązowych oczach, w których teraz pojawił się lęk. Ta stojąca pośrodku trzymała w rękach misę wypełnioną jakąś cieczą. Każda nosiła odzienie w innej barwie, lecz o identycznym kroju. Jutab wiedziała, że taki strój nazywa się sari. Nie ulegało wątpliwości, że ma przed sobą Hinduski. Natychmiast zdjęła rękę z broni.

– Wybacz, jeśli przychodzimy nie w porę – odezwała się ta w czerwono-pomarańczowej szacie, która jako jedyna nie przelękła się jej nagłej reakcji. – Dostojny pan Szahnaz przysyła nas, byśmy pomogły ci się odprężyć. Zazwyczaj używamy do tego celu olejków – ruchem głowy wskazała dzierżoną przez siebie misę – lecz jeśli wolisz, pani, możemy się posłużyć również tym…

Jutab podążyła za spojrzeniem hinduskiej niewolnicy. Uświadomiła sobie, że nadal ściska w dłoni imponujących rozmiarów fallusa.

– To nie będzie… konieczne – odparła, czując, że znów się rumieni. Powoli odłożyła akcesorium do skrzyni i zatrzasnęła wieko. – Jestem pewna, że olejki wystarczą.

Przez krótką chwilę zdawało jej się, że w oczach masażystki dostrzegła coś na kształt zawodu. Zaraz jednak uśmiech powrócił na jej usta. Przekazała misę swojej towarzyszce i rzekła:

– Skoro tak, pani, pozwól, byśmy cię rozebrały. Z pewnością jesteś wyczerpana po tym długim dniu.

– Nawet nie wiesz, jak bardzo… – Parysatis zawiesiła głos, po czym spytała: – Powiedz mi, jak mam się do ciebie zwracać?

Tym razem to jej udało się zaskoczyć niewolnicę. Mimo to zdołała ona odpowiedzieć:

– W ojczyźnie nadano mi imię Darszwana… Lecz możesz mnie nazywać, jak ci się spodoba, pani. Z woli dostojnego Szahnaza od dziś należę do ciebie. Wszystkie do ciebie należymy.

– To królewski dar, za który jestem mu wielce zobowiązana. – Dawna księżniczka obdarzyła Hinduskę przychylnym uśmiechem. – A zatem, Darszwano, oddaję się w twoje ręce!

 

* * *

 

Nad Persepolis zapadła ciemna, bezchmurna noc, jednak w Pałacu Wezyrów lampy oliwne płonęły jasno, rozświetlając mrok. W ich blasku Arsames zapoznawał się z listami, donosami oraz raportami szpiegów. Większość korespondencji odczytywano mu na głos w ciągu dnia, jednak niektóre wiadomości były zbyt poufne, by dzielić się ich treścią nawet z osobistymi sekretarzami. Satrapa był z natury nieufny, a ostatnie wydarzenia tylko go w tym utwierdzały.

U stóp Persa piętrzyły się przeczytane już pisma. Kiedy skończy lekturę, ciśnie je wszystkie w płomienie. Wieczny Ogień unicestwi papirus, na zawsze skrywając jego treść przed oczyma niepowołanych.

A była to treść wielce niepokojąca. Gdzie tylko spojrzeć, szczęście odwracało się od Hellenów. Agenci z Pasargadów donosili, że Jutab wkroczyła do miasta, a potem z marszu zajęła tamtejszą cytadelę. Liczący dwa tysiące zbrojnych garnizon pod Macedończykiem Peliasem wycofał się, w ogóle nie podejmując walki. Pod górami Zagros koncentrowały się główne siły buntowników. Tylko patrzeć, jak ruszą, by dołączyć do swej przywódczyni. Ukryta Świątynia wprawdzie upadła, lecz i z tego niewiele było pożytku. Jej świeżo mianowany pierwszy mag, Widarna, rozesłał rozkaz do wszystkich kapłanów Wiecznego Ognia, by podporządkowali się okupantom, lecz większość z jego konfratrów nie posłuchała. W rezultacie prędko roztrwonił swój autorytet, a pod ołtarzami świętego płomienia wciąż gromadzili się ci, którym marzyła się wolna Persyda. Całą zaś satrapią wstrząsały niepokoje i antyhelleńskie wystąpienia.

Czyż mogła więc kogokolwiek zdumieć decyzja Mitrydatesa? Arsames trzymał właśnie w palcach list od swego przyjaciela i – do niedawna – wiernego sojusznika. Zapewne za sprawą łączącej ich przyjaźni możnowładca raczył go powiadomić, że przechodzi pod sztandary Jutab i wkrótce dołączy do jej wojsk. Ta zdrada była dla satrapy szczególnie bolesna. Za Mitrydatesem pójdzie lwia część perskiej arystokracji. Tej pożogi nie da się w żaden sposób zatrzymać.

Co zaś czynił Kassander? Ogołociwszy Persepolis z wojsk, na powrót utknął w zdobycznym Isztahr. Arsames domyślał się powodów tej opieszałości – generał bał się pozostawić za plecami miasto obsadzone przez samych Persów. Satrapa w pełni rozumiał ów lęk. Sam zresztą zastawił na Macedończyka tę pułapkę. Miał już serdecznie dość aroganckiego przybłędy i jego żołdaków, sprawców nieprzeliczonych mordów, gwałtów i grabieży. Kiedyś pokładał w nich nadzieję na ocalenie ojczyzny, lecz oni woleli utopić ją we krwi. Spoglądając na płonącą stolicę, zwątpił w sens tego sojuszu. Potrzebował tylko impulsu, by ostatecznie go zerwać.

Impulsu dostarczyła mu helleńska branka, Eunike. Jego ulubienica. A przecież, jak się okazało, dziewka równie wiarołomna, jak wszyscy jej rodacy. I pomyśleć, że jeszcze niedawno rozważał darowanie jej wolności! Pragnął uczynić swoją konkubiną, jedną z pierwszych w haremie. Ona jednak wolała Macedończyka. Po jednej nocy spędzonej w jego ramionach zapomniała o swym panu oraz dobroczyńcy. Zdrada nałożnicy stanowiła dla satrapy cios niemal tak mocny, jak odstępstwo Mitrydatesa. Ale przynajmniej w tym wypadku był władny wymierzyć karę.

Słodka, namiętna Eunike o krągłych biodrach i roześmianych oczach. Teraz jej oczy już się nie śmiały. Na zawsze zastygły w wyrazie grozy i bólu. Usta, które niegdyś z taką biegłością otulały jego penisa, rozwarły się po raz ostatni, gdy desperacko walczyła o zaczerpnięcie oddechu. Nie miała jednak najmniejszych szans na ocalenie. Niewolnice, którym powierzył wykonanie wyroku, z całych sił trzymały jej głowę pod powierzchnią wody, ta zaś burzyła się, młócona szczupłymi ramionami. W końcu i one znieruchomiały. Odczekał parę chwil, a potem kazał wyciągnąć ją z basenu. Gdy ciało dziewczyny znalazło się na brzegu, mógł po raz ostatni podziwiać jej nagość. Nawet wtedy wydała mu się prawdziwie zachwycająca.

Odebrałeś mi tak wiele, Kassandrze, myślał satrapa, gniotąc w rękach przeczytany po wielokroć list. Łzy swobodnie płynęły po jego pulchnych policzkach. Na co dzień musiał się ich wystrzegać, prezentując światu oblicze władcze oraz doskonale obojętne. Tu, w zaciszu samotni, mógł sobie wreszcie pozwolić na luksus bycia człowiekiem. Zdruzgotanym i nieszczęsnym, ale jednak człowiekiem.

Odebrałeś mi tak wiele, lecz nie pozostanę ci dłużnym. Nadchodzi dzień, gdy zapłacisz mi za wszystko, do ostatniego obola. Za zgliszcza Persepolis i za masakrę Isztahr. Za twoje drwiny oraz groźby. Za arogancję i pogardę.

A także za Eunike. Zwłaszcza za Eunike.

Przejdź do kolejnej części – Perska Odyseja XVII: Oprawcy i tchórze

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wejdź na nasz formularz i wyślij je do nas. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Dobry wieczór,

po zdecydowanie zbyt długiej przerwie wywołanej czynnikami natury życiowej, wracam z kolejnym rozdziałem Perskiej Odysei i postanowieniem, że przy następnych częściach nie będę narażał Czytelników (jeśli jacyś jeszcze mi pozostali) na tak ciężkie próby cierpliwości 🙂 Skorzystam też z okazji, by tym nielicznym, najwierniejszym, trwającym ze mną mimo przeciwności losu życzyć miłej lektury!

Wielkie dzięki dla Ateny, która skorygowała ten odcinek szybko, sprawnie i bez nadmiernego kwękania 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Gdy po ośmiu miesiącach codziennego proszenia, grożenia, motywowania i narzekania w końcu dostałam to, czego chciałam, to z radości przeogromnej o kwękaniu zapomniałam 😀

Ja należę do wiernych i ciepliwych czytelników. Tym razem uraczyłeś nas dużą dawką historii i polityki a znacznie mniejszą erotyki. Bo sceny W basenie czy potem Kassandra z Eunike a także znalezienie skrzyni z zabawkami przez Jutab to zdecydowanie bardzo powściągliwie jak na Twoje możliwości. Ponadto tylko wspominasz Msenarette a jako czytelnik chciałbym się dowiedzieć jakie były jej dalsze losy. Tak samo interesuje mnie los jej kochanka. Co do przerw miedzy kolejnymi odcinkami. Weź pod uwagę Autorze że niektórzy z nas są w starszym wieku i mogą nie dożyć końca publikacji😀. Pozdrawiam

Czytelnicy jak Czytelnicy… Sam Autor może nie dożyć końca swojej opowieści, jeśli nadal będzie ją snuł w takim ślimaczym tempie! 😛

Ale że w przyrodzie żadko co przebiega liniowo, myślę że Megas również zagęści jeszcze ruchy. Zdaję sobie sprawę jak trudne jest pisanie tak długiego cyklu. Wymaga to zapewne konsekwentności i uporu.

Drogi Micku. Pisze się rzadko ( a nie żadko). konsekwentność (język polski)
znaczenia:
rzeczownik, rodzaj żeński
odprzym. cecha tego, co jest konsekwentne; cecha tych, którzy są konsekwentni
odmiana: tyle wikisłownik. Mi bardziej by pasowało konsekwencji ale jak widać tą formą jest też poprawna.

Drogi Anonimie. Dziękuję za wytknięcie mi moich rażących błędów. Nie żywię za to urazy gdyż wszyscy powinniśmy język swój chronić.

Chodziło mi zdecydowanie o konsekwentność, bo jak to Napisałeś, jest to “cecha tych którzy są konsekwentni”. Nie zaś o konsekwencję, bo te ponosimy. Są to jak gdyby wydarzenia- następstwa naszych czynów.

Niestety moja ortografia nie jest na wysokim poziomie, do tego jeszcze ten wykastrowany słownik który czasem zachowuje się jakby jego twórca został przydzielony przez UE. Zdecydowanie nie Polak.

Ateno:

w ślimaczym tempie? Nawet uwzględniając wszystkie dłuższe przerwy między rozdziałami, publikuję kolejne części Perskiej Odysei średnio co 2,5 miesiąca. Więc nie jest chyba jednak tak źle z moim tempem, biorąc pod uwagę wielkość i złożoność tych odcinków. Myślę, że znalazłabyś na NE kilkoro znacznie powolniejszych w pisaniu Autorów.

Pozdrawiam
M.A.

Wybacz że się przyłączę do odpowiedzi, choć nie do mnie Kierujesz te słowa.

Na NE są twórcy którzy nawet sami kładą swoje bestsellery (jeśli mogę tak napisać) poprzez zaniedbanie czy wręcz porzucenie dobrze rokujących utworów, jednak czy naprawdę Chciałbyś się z nimi porównywać ? Myślę że Mistrzem czyni Cię właśnie odwrotna postawa. Jest nią szacunek dla swojej twórczości poprzez dbałość o nią, jest to również wyraz szacunku dla samego siebie. Nie postrzeganie swych utworów w kategorii taniego podkładu do prac ręcznych, lecz jako materiał o istotnej wartości literackiej.

Tempo Twojego pisania nie jest aż tak tragiczne. To po prostu my czasem okazujemy swoje zniecierpliwienie. Proszę się nie dziwić.

Kiedyś Ania napisała że być może istnieje jakiś fragment piekła, wydzielony dla niekonsekwentnych autorów. Może tak jest a może tak być powinno …

Pozdrawiam,
Mick

AnonimieS:

Postaram się, by przerwy między odcinkami były krótsze! No i w następnym będzie więcej erotyki. Być może także tej dość brutalnego sortu. Ten rozdział stanowił potrzebny etap rozstawiania pionków i figur na planszy przed decydującą rozgrywką powstania w Persydzie. Od kolejnej części przystępujemy do Endgame 🙂

Będę mógł też w końcu przestać skakać między otoczeniem Kassandra i Jutab. W przyszłym rozdziale skupię się na wydarzeniach w macedońskim obozowisku. Ale i Parysatis pojawi się w istotnej scenie, która – mam nadzieję – przyniesie Czytelnikom sporo satysfakcji.

Micku:

Dzięki za wiarę we mnie, której czasem i mi brakuje 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Czyżbyśmy mieli spodziewać się, iż znaleziona przez naszą perską księżniczkę kolekcja fallusów, okaże się być przysłowiową Strzelbą Czechowa?

Prawdopodobnie postrzeganie rzeczonej skrzyni jako Strzelba Czechowa, jest objawem Skurczu Kozakiewicza ;). A co na to kolega Autor ?

Zgadywaczu, Micku,

koledze Autorowi pozostaje się tylko uśmiechnąć uśmiechem Sfinksa i rzec: to się okaże…

Pozdrawiam
M.A.

Witam,

Przemawia przez Ciebie nadmierna (?) skromność Megasie. Wątpię czy znajdą się jacyś niewierni czytelnicy. W końcu każdy odcinek czy utwór poboczny to wielkie wydarzenie wstrząsające naszą mikro-społecznością. Tak było od kiedy pamiętam i tak zapewne będzie dalej.

Przeczytałem i odnoszę wrażenie że Dokonałeś jakiegoś przegrupowania. Coś chyba nie do końca jest jasne z fabułą w Twoich zamysłach. Do tej pory myślałem że Perska znajduje się w Twojej głowie mniej więcej w całości, już opowiedziana i teraz tylko Przelewasz to na ekran ale chyba tak nie jest.

Odcinek jest nieco krótszy niż zwykle, choć bywały i krótsze. Dowiadujemy się z niego w zasadzie plotek i drobiazgów, z największą ciekawością czytałem o odwrocie załogi twierdzy. Wspomniane było że ponoć pomaszerowali na Isztar, ale po naszej ostatniej wymianie zdań na temat Kritiasa nabrałem ostrożności. Mam nadzieję że ten ostatni wątek (wymarsz załogi) zostanie jakoś rozwinięty w przyszłości. Kiedy to będzie … wydaje mi się że już teraz powinienem był odświeżyć sobie że dwa odcinki przed tym a przecież jeszcze do niedawna moja wiedza o całym cyklu była dobra.

Jednak warto było czekać i z niecierpliwością czekamy na kolejne odcinki.

Pozdrawiam,
Mick

Micku,

mam w głowie ogólny plan Perskiej Odysei, ale niektóre sceny rozrastają się i wypączkowują z nich kolejne. Nie mogę sobie z tym poradzić od czasów Opowieści Demetriusza, choć i tak sądzę, że trzymam rękę na pulsie mocniej niż wtedy, gdy z planowanej 6-częściowej historii wypączkował 39-częściowy olbrzym 😀 Akurat ten rozdział składa się z takich scen – miały one stanowić zaledwie niewielki fragment pozostałych rozdziałów, ale okazało się, że muszę jednak dla zachowania logiki opowieści szerzej zrelacjonować krótką wizytę Kassandra w Persepolis oraz pierwsze decyzje Jutab w szykujących się do oblężenia Pasargadach.

Mogę już teraz zapewnić, że powody odwrotu Hellenów z cytadeli Pasargadów zostaną wyjaśnione, podobnie jak ich dalszy los, w szczególności zaś dowódcy Peliasa.

Pozdrawiam
M.A.

Ojjjj daaaawno nie komentowałem, ale po tak długim oczekiwaniu na kolejną część Perskiej Odysei wypada to zrobić. Jednak nim odniosę się do treści muszę przypomieć sobie poprzednie epizody, bo ilość wątków i postaci obecnych w tej Opowieści poraża swą liczbą 🙂 najważniejsze że wróciłeś bo powoli zacząłem w to powątpiewać 😉

Pozdrawiam
daeone

Witaj, stary towarzyszu 🙂

Cieszę się, że ta nieplanowana zwłoka z publikacji nowego rozdziału skłoniła Cię do ponownego przemówienia 🙂 Czyli jednak było warto! Mogę zapewnić, że wróciłem z solidnym postanowieniem doprowadzenia Perskiej Odysei (w tej chwili pierwszej jej części, bo przecież to wszystko jest wielką restrospekcją względem sytuacji opisanej w Prologu) do finału!

Pozdrawiam
M.A.

Niby ucieczka nie służyłem w armii ale to mi wygląda raczej na koncentrację sił. Jedyne mądre wyjście w całej sytuacji skoncentrować siły a potem postarać się zdobyć główne miasta i sformować ruchome kolumny jazdy i lekkiej piechoty i średniej piechoty i rzucić na teren wiejski. Kolejny znakomity rozdział sagi. Miały być trzy zdrady a jak na razie są dwie chyba, że trzecia będzie miała miejsce w stosunku do Jubal. Co do Arzamesa to ten będzie czekał na wynik bitwy jeżeli okaże się, że Persowie zwyciężą to pewnie wyrżnie tych weteranów. Jeżeli zaś Jubal przegra to będzie z zaciekłością ścigał swoich rodaków.

Witaj, Anonimie!

Zważ, że w żadnym miejscu nie zostało stwierdzone, że Kassander umówił się z Peliasem na koncentrację sił. Przeciwnie, w poprzednim rozdziale (wiem, było to wieki temu…) generał uważał garnizon Pasargadów utrzymujący się w cytadeli, a przez to kontrolujący jedną z miejskich bram za ważny atut taktyczny w przyszłych zmaganiach o miasto. Manewr Peliasa i opuszczenie solidnych umocnień zmusi go do gruntownej zmiany planów.

Co do czyszczenia interioru Persydy przy pomocy lżejszych sił – masz pełną rację, do tego etapu musiałoby dojść. Z drugiej strony, przez to, że Jutab ostatecznie przyjęła walkę w miastach (choć została do tego przymuszona okolicznościami) to postawiła wszystko na jedną kartę. Główne siły buntowników zamiast walczyć w rozproszeniu, w czym byli dotąd mocni, koncentrują się w dwóch miejscach: w Pasargadach oraz armii polowej na przegórzu Zagros (która jednak również ma się skierować pod Pasargady). Jeśli te wojska zostaną pokonane, a nawet zniszczone, buntownicy nie będą mieli z czym wrócić na wieś i kontynuować tam walki. Tak więc dali się wciągnąć z pułapkę, albo co najmniej wielki hazard: rezygnując z powolnych postępów w interiorze rzucili wszystkie swe siły do walnej rozprawy. A przecież to jest dziedzina, w której jak dotąd to Hellenowie co rusz udowadniali swoją wyższość.

Jeśli chodzi o trzy zdrady – można je różnie interpretować. Gdyby się uprzeć, da się naliczyć nawet cztery 🙂 Kassander zdradza zaufanie Arsamesa sypiając z jego faworytą i obiecując dziewczynie po upojnej nocy, że odbierze ją satrapie. Eunike zdradza swego pana i władcę, Arsamesa, pragnąc uciec z Kassandrem. Rozwścieczony tym faktem Arsames decyduje się wycofać z sojuszu z Macedończykami – pytanie, jak daleko się w tym posunie. Czwartą zdradą, opisaną jednak w poprzednim rozdziale (dlatego nie wchodziła w moją rachubę w tym) jest odstępstwo Mitrydatesa.

Pozdrawiam
M.A.

Warto było czekać. Tym rozdziałem rozbudziłeś ciekawość na następne. Jestem bardzo ciekawa jak się potoczy akcja dalej i oczywiście jak to wszystko się skończy. 🙂 Akcja wciąga jak odkurzacz:) No i oczywiście dostarcza też wiele emocji:) Pozdrawiam Cię serdecznie i czekam na kolejne rozdziały

Witaj, Goticgirl666!

Dzięki za miłe słowa. Cieszę się, że ten rozdział Cię nie zawiódł, choć miałem wobec niego pewne wątpliwości 🙂 Oczekuj kolejnych znacznie rychlej, niż tego 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Krótszy odcinek… Chciałbym pisać takie krótsze odcinki będące nawet całością :/
Jeśli któregoś razu okaże się, że nie potrafię już pisać, to zamknę się w pokoju na tydzień i przeczytam Megasa od deski do deski. Przy okazji zamasturbuję się na śmierć 😛
Tymczasem przelecę sobie zdrajców 😀
Pozdrawiam
MRT

Spokojnie, nie jest tak źle. Może Piszesz krótsze utwory ale one są również porywające. Ja z kolei chciałbym umieć pisać jak Ty. Tak, z pewnością bardzo bym się cieszył potrafiąc pisać tak jak Ty.

Nie ma nic przyjemniejszego i bardziej motywującego dla piszącego, niż takie słowa czytelnika. Dziękuję Mick 😉

Proszę. Cała przyjemność po mojej stronie. 🙂

I jak przelot, Gregu? 🙂

Myślę, że to dobrze, iż każde z nas, Autorów NE, ma nieco inny styl i metodę pisania. Twoją siłą są zdecydowanie “jednostrzałowce” i miniatury – większość swoich cyklów chyba nawet nie dokończyłeś, nieprawdaż? Za to nastrój który tworzysz w swoich zamkniętych opowiadaniach jest często naprawdę sugestywny i długo zapada w pamięć.

Pozdrawiam
M.A.

Przeleciałem. A potem sobie pofantazjowałem (znaczy zamknąłem oczy i starałem się ujrzeć opisywane sceny. Nie żeby… nie no… a fuj… 😀 ) i nadal mi się marzy pisanie takie długich powiązanych ze sobą, tekstów. Może kiedyś. Takie nieerotyczne chodzą mi po głowie. Ale mieć w głowie a wrzucić to na klawę… ech :/
Pozdrówko

Podobno przeczytanie tego rozdziału ma zająć prawie godzinę? Mnie zajęło ok. 30 min. A może tylko tak mi się zdawało, bo czas przy lekturze upłynął szybko? Odcinek poświęcony został głównie manewrom na planszy polityczno-militarnej, mniej tu scen czysto erotycznych, chociaż trafiłyby się ku nim okazje. Całość wypada jednak bardzo udanie i wciągająco, ciekaw jestem rozwikłania kilku zarysowanych tajemnic: dlaczego garnizon cytadeli wycofał się w takim pośpiechu, raczej wbrew zamiarom Kasandra, czy Parsyatis zdoła utrzymać miasto i czy Mitrydates istotnie przyjdzie z odsieczą, a i Kassander może nie jest Aleksandrem, ale żołnierz z niego doświadczony i łatwo skóry nie sprzeda. Ma też doświadczoną armię. Drobne pytanie, w jaki sposób satrapa dowiedział się o wiarołomności kochanki? Przyjmuję, że może jej wyznania wobec Kassandra podsłuchała któraś z zadrosnych rywalek? I wreszcie przypominam o największej chyba jak dotychczas zagadce, dlaczego Parysatis oddała się swego czasu Kassandrowi i jednak go nie zabiła (zgodnie z pierwotnym planem)? Motyw ten powraca obecnie w jednym ze zdań opowieści i fraza ta potwierdza tylko, że dziewczyna w żadnym wypadku nie doznała nagłego przypływu uczuć miłosnych do chwilowego kochanka, a zarazem wroga ojczyzny.

Witaj, Neferze,

mi akurat lektura tekstów o tej długości zajmuje mniej więcej tyle, co w komunikacie na początku. Cieszę się jednak, że lektura zleciała Ci szybko i przyjemnie 🙂

Ten rozdział był niejako konieczny – opisywane w nim wydarzenia z początku chciałem zostawić poza kadrem i przejść od razu do wymarszu wojsk Kassandra z Isztahr, ale okazało się, że struktura narracyjna wymaga jednak ukazania tych scen. Zarówno z perspektywy Macedończyka, jak i jego przeciwniczki. No i wprowadziłem kilka postaci, które odegrają później swoją niebagatelną rolę.

Fakt, być może należało rozwinąć erotyczną stronę tego rozdziału, np. ukazując upojną noc Kassandra z Eunike, którą opisałem bardzo pobieżnie. Znając jednak jej późniejszy los, nie mogłem się do tego zmusić.

Jak satrapa dowiedział się o zdradzie kochanki? W sumie mogłem to jaśniej opisać, zamiast tego pozostawiłem kwestię domysłom Czytelników. Pamiętasz, gdzie kilka rozdziałów temu Kassander i Arsames udali się, by móc pomówić naprawdę na osobności? Do ruin królewskiego kompleksu na wzgórzach ponad Persepolis. Tylko tam mogli mieć pewność, że słowa jednego trafią wyłącznie do uszu drugiego.

Natomiast w Pałacu Wezyrów – jak w wielu królewskich rezydencjach – same ściany mają uszy. Arsames nie osiągnąłby swej pozycji, gdyby nie trzymał ręki na pulsie – w tym wypadku oznaczało to inwigilację swego niespodziewanego acz dostojnego gościa. Przecież w czasie pobytu w Pałacu Wezyrów mógł Kassandrowi złożyć wizytę któryś z oficerów albo perskich możnowładców – a wtedy Arsames bardzo chciałby wiedzieć, o czym rozmawiano. Poza tym Macedończyk wybrał sobie na kochankę ulubioną nałożnicę satrapy – a zazdrosny Pers z pewnością chciał wiedzieć, jak zachowywała się w takiej sytuacji.

Macedończyk i jego kochanka mogli być z łatwością podsłuchiwani, a zapewne i obserwowani przez sługi satrapy (a może i jego samego). Kassander był zmęczony po podróży i nie zamierzał szukać sobie innego lokum na noc (Arsames mógłby to poczytać jako osobistą obrazę), zresztą, nie planował zdradzać się przed okazjonalną kochanką z żadnymi tajemnicami. Jemu więc nie przeszkadzała ewentualność inwigilacji. Ale znająca realia miejsca w którym przyszło jej żyć Eunike powinna była bardziej uważać. Za swoją lekkomyślność zapłaciła najwyższą cenę.

Co do pozostałych zagadek, mogę obiecać, że wyjaśnią się w kolejnych rozdziałach 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Aleksandrze, zauważyłem że czytając Twoje opowiadanie po raz drugi, niejako ciągiem, miałem dużo jaśniejszy i nieco inny odbiór i części pytań które Ci wtedy zadałem albo bym nie zadał, albo odpowiedź na nie była dla mnie oczywista. Po tak długim oczekiwaniu, niektórzy z nas, w tym i ja, powinni przeczytać jeszcze raz całość łącznie z nowym fragmentem. I nie chodzi o to że Twoja proza nie zapada nam w pamięć, a jakże – zapada, tylko że część z nas nie jest w stanie pamiętać większości szczegółów którymi najeżona jest Twoja opowieść. Dokładne “przeżuwanie” fabuły dostarcza wprawdzie niesamowitej przyjemności ale jest czasochłonne. Dla tego takiego typu pytania jakie zadał Nefer, są jak najbardziej oczywiste.

Nie piszę Ci tego by wytknąć że długo czekaliśmy. W zasadzie daleki jestem w ogóle od jakiejś próby popędzania Cię, ale takie są wady pisania na bieżąco, oczywiście podejście to ma również swoje zalety.

Micku,

zdaję sobie sprawę, że moje opowieści są obciążone setkami drobnych szczegółów i że trudno je spamiętać, zwłaszcza, że publikuję w odcinkach, czasem z długimi przerwami. Kiedy ktoś czyta je ciągiem, pewnie zauważy zabiegi, które stosuję, by część z tych detali przypominać Czytelnikom (a których nie stosowałbym wydając od razu cały tom). Np. niemal przy każdej okazji wspominam o tym, że Kassander dosiada karego ogiera imieniem Kambyzes, że Jazon, pochodzący z barbarzyńskich Traków, bardzo dba o swą helleńską prezencję itd. Oczywiście nie jestem w stanie czynić tego względem wszystkich detali, których liczba rośnie w tempie geometrycznym. Dlatego pewnie czasem trudno jest śledzić niektóre poboczne wątki lub zrozumieć motywacje drugoplanowych postaci.

Jedynym remedium na to może być właśnie całościowa lektura, gdy już zakończę tą Perską Odyseję. Ewentualnie można ciągiem przeczytać ledwie kilka rozdziałów. Perska Odyseja dzieli się bowiem na fabularnie zakreślone części, zbyt krótkie, by nazwać je “tomami”, ale jednak stanowiące pewne odrębności (rozdziały I-II czyli przeprawa przez morze; III-VII wydarzenia w Lidii oraz Frygii, VIII-XI Mezopotamia, od XII do teraz – Persyda). Lektura takich nieco dłuższych fragmentów też zapewne przyczyni się do wychwycenia różnych subtelnych wskazówek, podtekstów czy po prostu smaczków, jakimi okraszam poszczególne rozdziały.

Ostatecznie jednak to Czytelnik decyduje, w jaki sposób doświadczy Perskiej Odysei. Ja zawsze mam nadzieję, że dostarczy mu ona przyjemności z lektury, rozkosznego dreszczu podniecenia i zdrowej szczypty intelektualnego wyzwania.

Pozdrawiam
M.A.

No i wszystkie te elementy zawiera. Dzięki za wskazówkę z tomami. Kambyzesa zapamiętałem od początku 🙂 ale konie to w ogóle odrębny temat. Wspaniałe zwierzęta. Wszak jeden z nich został senatorem a w perspektywie miał zostać nawet konsulem.

Co do Jazona. Ciekawa cecha Twoich postaci jest taka że czasowo ujawniają nieco ciemniejsze strony swojej osobowości, przez co trudno się niekiedy wybiera faworytów.

Micku,

to, że Ty zaczepiłeś Nefera, a nie na odwrót, nie ulega wątpliwości. Ale ciosy zostały już wymienione z obydwu stron, dlatego zaapelowałem do Was obydwu o powstrzymanie się od kolejnych. Twoja odpowiedź mnie uspokaja, więc ukontentowany wracam do cieszenia się weekendem 😀

Pozdrawiam
M.A.

Do wszystkich Zainteresowanych (których nie wymienię z nicka, by nie prowokować kolejnej gównoburzy):

Zrobiłem dzisiaj coś, czego bardzo nie lubię. Usunąłem spod swojego tekstu 20 komentarzy. Nie były to jednak komentarze odnoszące się w jakikolwiek sposób do Perskiej Odysei, tylko bezpardonowa, bezsensowna i bezmyślna nawalanka między jednym Autorem i jednym Komentatorem.

Najlepsza Erotyka w ogóle, a przestrzeń pod moimi tekstami w szczególności, nie są właściwym miejscem na zapasy w błocie. Panowie, jeśli chcecie dalej obrzucać się inwektywami, wyśmiewać swoje preferencje, upodobania, poziom wykształcenia itd. to róbcie to gdzie indziej. W tym miejscu dyskutujemy o opowiadaniach oraz dłuższych opowieściach, publikowanych na portalu Najlepsza Erotyka. Czasem dyskutujemy ostro, ale – przynajmniej do tego powinniśmy dążyć – z wzajemnym szacunkiem.

Jeżeli ta dyskusja, której niniejszym ukręciłem łeb zostanie wskrzeszona, uczynię to ponownie. Będę usuwał niemerytoryczne i obraźliwe komentarze do skutku (a chyba po długości moich tekstów widać, że wytrwałości mi nie brakuje). Choć szczerze powiedziawszy wolałbym się zająć czymś innym: pisaniem, czytaniem, komentowaniem prac innych Autorów. Więc jeśli chcecie tu od czasu do czasu widzieć kolejne odcinki Perskiej Odysei to raz jeszcze uprzejmie proszę:

Zachowujcie się.

Pozdrawiam
M.A.

Nie zostanie wznowiona bo nie jesteśmy wbrew pozorom żadnymi trollami. Jednak mam małą uwagę, Internet jest po to by wszystko pamiętał. Tym niemniej Miałeś prawo to zrobić bo to odbyło się u Ciebie, chociaż nikt poza Tobą jeszcze tak nie robił o ile dobrze pamiętam.

Ja ze swojej strony przepraszam i życzę miłego dnia.

Ave Alexnadrze!
Mam do Ciebie krótkie pytanie odnośnie sceny w łaźniach. Otóż zastanawia mnie na ile taki obraz był możliwy. Obraz na którym widzimy jak jedna niewolnica zaspokaja swojego pana ustami, a dwie inne zabawiają się ze sobą. I to właśnie te dwie pozostałe mnie zastanawiają. O ile mi wiadomo taki stosunek był nie do pomyślenia dla starożytnych, gdyż wywracało to do góry nogami ówczesny porządek świata. Fakt, że nie wiem jak na te sprawy patrzono w starożytnej Persji ale Kassandra wyraźnie taki widok nie zdziwił, choć z drugiej strony Kassander był Macedończykiem, a oni mieli zgoła inny pogląd na świat (nie wiem co myśleli o lesbijkach) niż na ten przykład Ateńczycy. A zatem czy ta scena jest jedynie wytworem twojej wyobraźni czy jednak takie zjawisko było możliwe.

P.S. Fakt faktem, że obyczajowość to jedno, a to co się działo za zamkniętymi to drugie.

P.S. 2 Mam nadzieję, że w miarę jasno przedstawiłem to co mnie nurtuje

Pozdrawiam, Kassander

Zapewne pamiętasz Megasie Kraterosa, któremu kilka razy zdarzyło się komentować przygody Kassandra. Tak to ja napisałem powyższy komentarz, a że byłem w stanie, nazwijmy to, półsnu podpisałem się jako Kassander. Teraz piszę ze swojego nowiutkiego konta i tu już wszystko jest tak jak być powinno, czyli mój pseudonim brzmi Krateros.

Pozdrawiam i czekam na odpowiedź.
Krateros

Witaj, Kassandrze, czy raczej Kraterosie!

Cieszę się, że Twoje perypetie skłoniły Cię do założenia stałego konta. To znacznie lepsze i wygodniejsze rozwiązanie niż komentowanie anonimowo, z captchą i koniecznością każdorazowej moderacji. Teraz, gdy komentarz z konta został zatwierdzony, następne powinny już być zamieszczane szybko, sprawnie i bez dodatkowych czynności walidujących. Poza tym będzie mógł włączyć sobie awatar, a nic tak nie przydaje rozpoznawalności, jak charakterystyczna fotka, rysunek tudzież gif!

Odpowiadając na Twoje pytanie: dla Hellenów uprawiające miłość kobiety faktycznie były pewnym zakłóceniem ustalonego porządku świata, zgodnie z którym tylko mężczyzna mógł być stroną aktywną w zbliżeniu seksualnym. Ale przecież miłość lesbijska, choć nie do końca mieściła się w hellenistycznej, skrajnie maczystowskiej etyce seksualnej, była im jednak Grekom znana. Po pierwsze, za sprawą Safony z Lesbos. W starożytnej Helladzie jeszcze kilka wieków po śmierci poetki wciąż wierzono, że niewiasty z Lesbos są szczególnie skłonne do pieszczot z innymi kobietami. Z tym, że Hellenom zdawało się, iż takie stosunki są podobne do heteroseksualnych – uważali po prostu, że mieszkanki Lesbos charakteryzują się szczególnie dużymi łechtaczkami, które pozwalają im uprawiać seks z innymi kobietami 🙂

Po drugie, w tych społecznościach helleńskich, gdzie pozycja kobiety była nieco wyższa (czyli przede wszystkim w Sparcie) zdarzały się romanse lesbijskie analogiczne do związków erastesów i eromenesów, występujących w całej Grecji. A zatem starsza kobieta, często o wyższej pozycji społecznej, uwodziła młodą dziewczynę, która potem zaspokajała jej seksualne apetyty. Takie związki nie były o ile mi wiadomo tępione.

Dlaczego Kassandra nie zdziwił ten widok? Pomijając fakt, że pochodzi z Macedonii, gdzie pozycja kobiet była wyższa niż np. w Attyce, to przecież w swoim życiu spotkał się już z paroma saficznymi relacjami o różnej naturze i stopniu intensywności. Jego nałożnica Tais zdradziła mu przecież pewnego razu, że kocha się w swej służce, Chloe. Inna nałożnica, Mnesarete, utrzymywała okazjonalne kontakty seksualne z niewolnicami – Heleną, a potem Melisą oraz Parmys – które rozładowywały jej napięcie, ilekroć Macedończyk przez pewien czas nie odwiedzał jej alkowy. Kilka razy Kassander zażywał również rozkoszy z paroma prostytutkami, które niekiedy, na jego życzenie lub z własnej inicjatywy, kochały się również ze sobą.

Słowem, z perspektywy naszego Macedończyka pieszczoty dwóch niewolnic Arsamesa to było nihil novi sub sole 🙂

Pozdrawiam
M.A.

“Cieszę się, że Twoje perypetie skłoniły Cię do założenia stałego konta.” – Ty chyba nie Przestaniesz mnie zadziwiać. 🙂

Staram się nie popadać w nudną rutynę 🙂

Pozdrawiam
M.A.

A kiedy kolejna część?

Bo zarzekałeś się, że częstotliwość od teraz wzrośnie, a tu już miesiąc… i co?

Witaj, Zgadywaczu.

Prace nad kolejnym rozdziałem trwają. Zapewniam, że nie będzie trzeba na niego czekać tak długo, jak na ten. Myślę, że realistycznym terminem jest druga połowa/koniec czerwca.

Pozdrawiam
M.A.

Dzięki Megasie za odpowiedź. Rzeczywiście Kassander miał przyjemność uczestniczyć w “przygodach”, które niejednego Ateńczyka przyprawiłyby o palpitacje serca. Chociaż… Znowu się powtórzę. Obyczajowość jedno, a to co się działo za zamkniętymi drzwiami to drugie. Jestem niezmiernie ciekaw ilu mężów stanu publicznie wręcz brzydziło się temu typu zjawiskom, a w swoich domach czy też domach rozkoszy sycili swoje oczy takimi “zbereźnymi” obrazami. Kolejna sprawa tu Ameryki też nie odkryję i powtórzę to co mówiłem pod poprzednim odcinkiem. Patrzymy na historię starożytnej Grecji przez pryzmat Aten i Sparty, a nie wiemy jak wyglądała obyczajowość w innych polis.

Lekko abstrahując od tematu moim wielkim marzeniem, takim którego spełnić się niestety nie da jest możliwość przenoszenia się w czasie i obserwowanie ludzi. Zarówno zwykłych zjadaczy chleba jak i wielkich ludzi i towarzyszące im wielkie wydarzenia. Oczywiście pierwsza podróż to przeniesienie się w czasy Aleksandra Wielkiego i bycie niewidzialnym członkiem jego wyprawy. Niezwykle satysfakcjonujące byłoby czytanie teorii różnych historyków i konfrontowanie tego z tym co widziałem.

Co do konta niestety nie zachowało się żadne dzieło przedstawiające Kraterosa, a przynajmniej ja na takie nie trafiłem.

Pozdrawiam Krateros

Podróż w czasy epopei aleksandryjskiej z pewnością byłaby przygodą życia. Gdyby stało się to kiedyś możliwe, też się koniecznie na to piszę! Podejrzewam, że mnóstwo obyczajów Hellenów bardzo by nas zdumiało, nawet pomimo faktu, że dysponujemy jednak sporym zasobem wiedzy o tamtej epoce.

A to, że etyka sobie, a ludzie sobie, to dla mnie jasne, zresztą, moi bohaterowie najczęściej działają właśnie według tej zasady – niezbyt rygorystycznie trzymając się tego, co przyjęte i społecznie akceptowalne 🙂

Pozdrawiam
M.A.

P.S. Zdaniem Wikipedii, ta mozaika przedstawia Aleksandra i Kraterosa podczas polowania:
https://en.wikipedia.org/wiki/File:Lion_hunt_mosaic_from_Pella.jpg

P.P.S. Ciekaw jestem, skąd ten wybór nicka? Czym spośród wszystkich generałów Aleksandra zafascynował Cię właśnie Krateros?

Dlaczego akurat Krateros? Posilę się tu cytatem z Wikipedii: “Strateg, utalentowany wódz, lubiany przez żołnierzy, szanowany przez innych dowódców Aleksandra, wymieniony przez umierającego króla jako “najodważniejszy”. Wielu widziało w nim przez to następcę Aleksandra i spadkobiercę jego rozległego imperium.”. Nie ukrywam, że ujęła mnie też kreacja Rory’ego McCanna, który wcielił się w postać Kraterosa w filmie Aleksnader Olivera Stone’a (który, mimo że nie spotkał się z ciepłym przyjęciem, bardzo lubię. Pewnie dlatego, że to jedyny współczesny film o Aleksandrze). Nie wiem czy oglądasz Grę o tron ale to ten sam aktor, który grał Ogara.

Mam też nadzieję, że Aleksander doczeka się jeszcze megaprodukcji. Najlepiej kilkuczęściowej lub żeby zmieścić jak najwięcej wątków, kilkusezonowego serialu, bo przecież na Zeusa można, według mnie, zrobić z tego epicką opowieść, która będzie wgniatała w fotel.

Zgadzam się, że życie i kampania Aleksandra zasługuje na parosezonowy serial. W filmie, nawet najdłuższym, nie sposób ująć wszystkich ważnych wydarzeń. Oliver Stone próbował, tnąc chronologię i ukazując tylko najważniejsze sceny, ale moim zdaniem nie osiągnął sukcesu (choć od strony estetycznej film jest piękny).

Co do Kraterosa, też go lubiłem, choć ostatecznie stanął przeciw Eumenesowi, którego ceniłem jeszcze bardziej – i zapłacił za to głową. Mogę zdradzić, że pojawi się na kartach Perskiej Odysei. Choć nie jestem pewien, czy spodoba Ci się jego cameo 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Świetny pomysł z tym serialem – byleby tylko scenarzyści Gry o tron trzymali się jak najdalej od tej produkcji. Bo jeszcze mogłoby się okazać, że Aleksander Wielki wciąż żyje i ukrywa się w Ameryce Południowej 😛

Gdyby za serial o Aleksandrze wzięli się Weiss i Benioff byłoby wręcz przeciwnie: wszystko skończyłoby się zdecydowanie zbyt szybko – postać Dariusza III zostałaby połączona z postacią maharadży Porosa, by zawinąć całą ekspedycję, podbój Persji i fragmentu Indii w 3 sezonach. Królowa Olimpias zginęłaby przywalona pomnikiem, Roksana okazałaby się szaloną królową, zaś Hefajstion z początku byłby genialnym doradcą, a potem beznadziejnie durnym, robiącym wielkie oczy do Aleksandra kandydatem na eromenosa.

Rozwój pozostałych bohaterów też zostałby zarżnięty. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości.

Pozdrawiam
M.A.

Widzę Megasie, że ty również zawiodłeś się na Grze o tron. Tak duet D&D nie postarał się w ostatnim sezonie. Jak mówi fragment treści internetowej petycji (mniej więcej): “panowie Benioff i Weiss są przygnębiająco niekompetentni bez materiału źródłowego”.

Co do serialu o Aleksandrze to nie wiem kto by się nim najlepiej zajął. Wiem tylko, że chciałbym aby bitwy w takim serialu tworzył Peter Jackson od trylogii Władcy Pierścieni i Hobbita 😉

Megas Alexandros

No niestety, myślę, że wszyscy, którzy cenią dobrze opowiedzianą, wewnętrznie spójną i zachowującą elementarną logikę historię, poczuli przy tym sezonie głęboki zawód. Zresztą, półtora miliona podpisów pod rzeczoną petycją mówi samo za siebie.

Jest jeszcze trochę wybitnych showrunnerów, którzy mogliby poprowadzić taki serial. A reżyserów zwykle pracuje przy tak ogromnym projekcie kilku, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by Jackson prowadził akurat te odcinki batalistyczne 🙂 Żyjemy wszak w drugiej złotej erze telewizji, reżyserzy filmowi co rusz przenoszą się do tego medium, by pozostawić po sobie godne świadectwo.

I sobie, i wszystkim życzę takiego widowiska! A na razie pozostaje czekanie na netflixowego “Wiedźmina” (choć “Troję” niestety zarżnęli, więc ufności wielkiej w sukces przedsięwzięcia nie pokładam).

Pozdrawiam
M.A.

Areia Athene

Aleksandrze:

Możliwe… Ale wcześniej dostalibyśmy pięć sezonów, w których szczegółowo byłoby opowiedziane dzieciństwo i dojrzewanie przyszłego króla, omówione jego relacje z rodziną i przyjaciółmi, a także wiedza, wierzenia i światopogląd. Które to informacje w kolejnych sezonach okazałaby się zupełnie nieistotne 😉

Kraterosie:

Chciałabym nieśmiało przypomnieć, że Peter Jackson również opierał się na bogatym materiale źródłowym. Nie wiadomo, jak poradziłby sobie bez niego – albo jak inny reżyser poradziłby sobie z tym samym materiałem. Na to drugie pytanie będziemy mogli sobie niedługo odpowiedzieć, bowiem zapowiadany jest serial na podstawie Władcy Pierścieni 🙂

wszyscy:

Nie wiem, czy ktoś z Was pamięta, ale były dwa konkurencyjne projekty filmu o Aleksandrze Wielkim. W tym drugim główną rolę miał zagrać Leonardo Di Caprio. Tak, uważam, że boski Leo byłby znacznie lepszym królem niż Colin Farrell – i nie boję się do tego przyznać! 😀

Megas Alexandros

Ateno,

o ile mi wiadomo, serial przygotowywany przez Amazona nie będzie opierał się fabularnie na Władcy Pierścieni. Przelicytowanie Jacksona było jednak zbyt ryzykowne. To będzie oryginalna historia, zaś akcja będzie się rozgrywać w drugiej erze Śródziemia, czyli w czasach królestwa Numenoru (chyba, aż tak dobrze obeznany z Silmarilionem nie jestem).

Co do pomysłu filmu o Aleksandrze z Leonardo DiCaprio – cóż, jest to aktor tak wybitny, że z pewnością udźwignąłby temat. Poza tym przypomina Aleksandra, którego znamy z opisów mu współczesnych – blondyna o jasnej skórze, która w perskim upale łatwo pokrywała się plamami od poparzeń słonecznych… w sumie irlandczyk Farrell też całkiem nieźle się w to wpisywał, ale kunsztem aktorskim nie równać mu się z oskarowym Leo 🙂

Pozdrawiam
M.A.

A mnie z kolei Colin Farrel bardzo się w tej roli podobał. Twarz Dicaprio jakoś nie pasuje mi do Aleksandra 😉 .

Napisałeś o czekaniu na wiedźmina Megasie. Ja zaś czekam na zapowiedziany jakoś na początku zeszłego roku serialu autorstwa Martina Scorsese i Michaela Hirsta (twórca wikingów i dynastii Tudorów) pod wiele mówiącym tytułem The Caesars.

Megas Alexandros

Scorsese, Hirst, serial, który na początek ukaże młodość Juliusza Cezara… widzę, że jest na co czekać!

Mam nadzieję, że potraktują temat nieco poważniej niż twórcy serialu “Spartacus”, w którym również przewinął się młody Gajusz Juliusz, ukazany jednak trochę jako błazen, a trochę narwaniec.

Pozdrawiam
M.A.

Mam nadzieję, że The Caesars będzie zrobione bardziej w stylu serialu Rzym, który uwielbiam bardziej niż Grę o tron (oba seriale były ex aequo na mojej liście, ale po ostatnim sezonie Gry…. sam rozumiesz), niż właśnie Spartakusa (który poza miejscem akcji i czasem nie ma wiele wspólnego z historią). Myślę jednak, że z takimi twórcami nie grozi nam spartakusowy scenariusz.

Megas Alexandros

Nie żebym nie lubił “Spartacusa”.

To był uroczo kampowy serial, epatujący przemocą i nagością, co zawsze, z całego serca popieram. Oddałem nawet cichy hołd “Spartacusowi” w Opowieści Demetriusza, co najmniej jedna scena jest mocno wzorowana na scenie z prequelowego sezonu “Spartacus: Gods of the Arena”.

Ale jednak “Rzym” to był serial znacznie doskonalszy formalnie i realizacyjnie, bliżej (choć wciąż niezbyt wiernie) trzymający się historycznych realiów. Po prostu lepszy.

Wielka szkoda, że HBO nie zainwestowało więcej w “Rzym”. Drugi sezon był strasznie pospieszny i akcja skakała od jednego historycznego zdarzenia do drugiego (choć i tak nie była prowadzona tak niechlujnie, jak w ostatnim sezonie GoT). To widowisko zasługiwało na co najmniej 3-4 sezony.

Pozdrawiam
M.A.

Areia Athene

Wnioskując z poziomu ciachowatości oraz stopnia rozebrania głównych bohaterów, serial “Spartakus” był skierowany głównie do kobiet 😀

Ale ja również przedkładam “Rzym” ponad wszystkie inne odcinkowce historyczne HBO. Oczywiście, rozpatrując te seriale wyłącznie jako wytwory sztuki filmowej, bo nie da się pominąć milczeniem faktu, że “Gra o tron” była także – a może przede wszystkim – zjawiskiem społecznym o niespotykanej dotychczas skali 🙂

Megas Alexandros

Na szczęście męska i heteroseksualna populacja widzów “Spartacusa” otrzymywała regularnie rekompensatę w postaci którejś z urodziwych i rozebranych bohaterek 🙂 No i całkiem apetyczne, choć nie dość urozmaicone sceny erotyczne (zwykle 1:1, z rzadka tylko zdarzał się jakiś trójkąt).

Może ten serial Scorsese będzie jakimś zadośćuczynieniem za przedwczesne zakończenie Rzymu. Trzeba trzymać kciuki i mieć nadzieję!

Pozdrawiam
M.A.

Niestety, “Spartakus” rozczarował mnie i to bardzo: powierzchownością ujęcia, nader swobodnym traktowaniem wydarzeń historycznych (cóż, “licentia poetica”, ale jednak), zdryfowaniem w stronę prymitywnego fantasy oraz taniego softporno. Obejrzałem dwa odcinki i zrezygnowałem. “Rzym”… może jestem niesprawiedliwy, ale znam ten serial z drugiego sezonu właśnie i nie wypadło to najlepiej. Ostatni przykład kiepskiego serialu na motywach historii antycznej to “Troja”. Jakieś zupełne nieporozumienie, nie zdołaliśmy dotrwać nawet do końca pierwszego odcinka. Dochodzę do wniosku, że chyba oczekuję od filmów historycznych (a pewnie i powieści, chociaż tutaj sytuacja zdecydowanie przedstawia się lepiej) czegoś zupełnie innego niż większość odbiorców, do których produkcje te są kierowane.

Megas Alexandros

Myślę, Neferze, że powinieneś jednak dać Spartacusowi jeszcze szansę.

Owszem, softporno pozostaje w zasadzie niezmienione (ja tam bardzo lubię, mogłoby nawet nie być takie soft) ale kampowa strona estetyczna ulega pewnemu urealnieniu, zniwelowane zostają elementy fantastyczne. Bohaterowie wciąż są nieco “over the top”, natomiast ich pojedynki stanowią pewien ozdobnik; osią serialu stają się całkiem przemyślne intrygi toczące się wokół i wewnątrz szkoły gladiatorów, rozgrywki między Batiatusem, konkurencją i arystokracją Kapui, wreszcie dążenie Batiatusa i Lukrecji do awansu społecznego – nawet po trupach. Z czasem pojawia się coraz więcej postaci historycznych, które choć może nie do końca wierne swoim pierwowzorom, są na tyle charyzmatyczne i dobrze zagrane, że zaczynają żyć własnym życiem (szczególnie Krassus i Cezar w ostatnim sezonie, ale i Glaber w poprzednich).

Wiadomo, że nie jest to serial wybitny, ale w kategorii czystej, pozbawionej większych ambicji rozrywki lokuje się całkiem wysoko.

Pozdrawiam
M.A.

Jeśli chodzi o Rzym to był on planowany na 5 sezonów. Niestety nie sprzedał się dobrze dlatego jedynie 1 sezon został stworzony tak jak to zakładano, zaś sezony 2-4 zostały połączone w jeden. Z 5 całkowicie zrezygnowano, a miał on opowiadać o pojawieniu się Mesjasza w Palestynie.

I właśnie to, że Rzym się nie sprzedał trochę mnie martwi w kontekście powodzenia The Caesars. Mam takie wrażenie, że większość ludzi nie przepada za serialami i filmami historycznymi chyba, że dotyczą one maksymalnie przełomu XIX i XX wieku.

Megas Alexandros

Słyszałem o tej teorii – 5 sezonów, dociągnięcie do czasów Jezusa – ale niezbyt wierzę w jej prawdziwość. Serial rozpoczyna się w okolicach 50-49 r. p.n.e., główni bohaterowie, Lucjusz Woronus i Tytus Pullo mają wtedy po ok. 25-30 lat. O ile spokojnie da się zakończyć fabułę w okolicach Bitwy pod Akcjum (31 r. p.n.e.), gdy mają 40-45 lat, o tyle dociągnięcie jej do narodzin (czy rozpoczęcia aktywności) Chrystusa sprawiłoby, że Lucjusz i Pullo byliby już jak na tamte czasy zgrzybiałymi starcami, niezdolnymi do służby w legionach.

Wątpię też, by scenarzyści serialu poważnie rozważali zmianę głównych bohaterów w połowie jego trwania. W końcu “Rzym” to nie tylko opowieść o wielkiej polityce, ale przede wszystkim ludzka historia dwóch przyjaciół, którzy próbują ułożyć sobie życie pośród narastającego chaosu.

Podejrzewam, że serial rozpisany na więcej sezonów i tak kończyłby się w chwili upadku Marka Antoniusza – tyle, że doszlibyśmy tam znacznie lepiej wybudowaną drogą. Prawdziwym, rzymskim traktem, który przetrwałby wieki 🙂

Moim zdaniem “Rzym” nie trafił po prostu w swój czas. To był dopiero początek “drugiej złotej ery telewizji”. Wysokojakościowe seriale dopiero startowały. Być może inwestycja faktycznie okazała się przesadzona. Ale sukces późniejszych produkcji historycznych, które osiągnęły wiele sezonów i wysoką oglądalność (Tudorzy, Wikingowie, Ostatnie Królestwo, a nawet bliższe naszym czasom, ale wciąż historyczne Boardwalk Empire) wskazuje, że ludzie lubią oglądać tego typu produkcje.

Pozdrawiam
M.A.

Muszę to przyznać. Głupie było z mojej strony stwierdzenie, że ludzie nie lubią produkcji historycznych, podczas gdy wymienione przez Ciebie seriale cieszą (bądź cieszyły) się sporą popularnością. To moje stwierdzenie chyba wynikło z tego, że serial Marco Polo został anulowany po 2 sezonach i jakoś mi to utkwiło w pamięci.

Ależ drogi Kraterosie. Po cóż stygmatyzacja ? Nie było głupie a raczej nie do końca przemyślane ;). Tak bym to ujął. Ludzie lubią seriale “historyczne” przykładem niech będzie “Wspaniałe Stulecie” które zrobiło furorę nawet po kontrowersjach dotyczących ich wierności historycznej, w samej Turcji. Kolejny przykład to “Nasze Matki, Nasi ojcowie” które po wsze czasy będą słynąć z tego z jaką swobodą można interpretować “historię”, kiedy w duchu “szlachetnego” rewizjonizmu ulegają zamianie nie tyle szczegóły co strony konfliktów wojennych.

Pozdrawiam ;),

Megas Alexandros

Też boleję nad anulowaniem serialu Marco Polo – był ciekawy i oferował spojrzenie na skrajnie odmienną od naszej kulturę. Może zresztą właśnie ta skrajna odmienność okazała się nie do udźwignięcia dla widzów Netflixa.

Pozdrawiam
M.A.

Autorze, kiedy kolejny odcinek??

Pozdrawiam gorąco

Witaj, mój Niecierpliwy Czytelniku!

To już praktycznie pewne, więc mogę uchylić rąbka tajemnicy: premiera nowego rozdziału będzie miała miejsce 18 lipca.

Niestety, wcześniej się naprawdę nie dało. Ale mam nadzieję, że nowy odcinek Perskiej Odysei nie zawiedzie!

Pozdrawiam
M.A.

Napisz komentarz