Miniatury Autorów NE z okazji Dnia Sekretarki i Asystenta Brak ocen

Poniższe Miniatury wzięły udział w trzeciej „Bitwie na Miniatury”. Tym razem tematem przewodnim tekstów był Dzień Sekretarki/Sekretarza i Asystentki/Asystenta. Dziękujemy wszystkim Czytelnikom, którzy przeczytali, zagłosowali i skomentowali nasze teksty!

.

Źródło: Pixabay

Źródło: Pixabay

Ania – Decyzja (17% Waszych głosów)

Kiedy wszedł, stała zapatrzona w okno. Przez tych pięć lat nic się nie zmieniła, nadal zachwycająca, mimo nieuchronnie zbliżającej się sześćdziesiątki. Niska, kobieco zaokrąglona i władcza, teraz wydawała się zagubiona. Pierwszy raz ją taką widział, a przecież szmat czasu dla niej pracował. Jako osobisty… asystent. To była chora i perwersyjna relacja, tym bardziej, że z każdym dniem coraz mocniej pragnął się w niej zanurzyć, dać się odczłowieczyć. Resztkami sił zdołał uciec, rzucając Pani świeże mięsko. Zabolało, gdy zobaczył z jaką ochotą wbiła szpony w tego nieopierzonego młokosa, ale przecież sam się o to prosił.

Musiał przyjść. Wczoraj, będąc na kolacji z nową dziewczyną, zobaczył jak cała zaczerwieniona, wręcz kipiąca emocjami, wybiega z hotelu. Zna jej zwyczaje doskonale, wie, że spotyka się tam – średnio dwa razy do roku – ze swoją pierwszą, niespełnioną miłością, jedynym mężczyzną, któremu się oddaje. Wszystkich innych sama bierze. Modliszka wysysająca wszystkie soki, odgryzająca głowy po stosunku!

A jednak niczego innego na świecie nie pragnie tak bardzo jak tego, by znowu jej służyć. Całym sobą. Teraz też najchętniej padłby na kolana i łasił się do stóp…

– Gdzie, do cholery, moja sekretarka? – syknęła wrogo zauważając intruza. Zabolało, czyżby nie chciała go widzieć?

– Łukasz… wyszedł do toalety… – Odruchowo spuścił wzrok, choć głęboko wycięty dekolt, i widoczne w nim obfite półkule, kusiły. To nic, że skóra nie była już jędrna jak kiedyś, to nic, że wokół oczu i ust pojawiły się nowe zmarszczki… jego chuj i tak zareagował.

– Taki szczyl, a już ma problemy z prostatą?!? Przecież on ciągle siedzi w kiblu!

Nie odważył się skomentować, sam wielokrotnie szedł sobie strzepać. Nie tylko kiedy służył Pani ustami i językiem, masował ramiona czy robił za podnóżek, ale też kiedy opieprzała go za niestaranne wykonywanie obowiązków czy źle posłodzoną kawę. Wściekła była jeszcze piękniejsza i jeszcze bardziej niedostępna.

– Po co przyszedłeś, Rafał? – spytała chłodno. Czyżby młody był od niego lepszy?

– Tęskniłem – wyszeptał tak cicho, że miała prawo nie dosłyszeć. W swoim wieku.

– Tęskniłeś? – A jednak dosłyszała. – Robisz się sentymentalny, wiesz, że tego nie lubię! – Mimo ostrych słów, dałby głowę, że sprawił jej przyjemność. Spięte oblicze rozluźniło się, a w oczach zapłonął ten specyficzny blask. Kurwiki.

– Tęskniłem – powtórzył, tym razem zdecydowanie, i zrobił krok w kierunku kobiety. Nie zareagowała, patrzyła z zaciekawieniem, ale nawet nie drgnęła, jakby nie wierząc, że jest zdolny postawić kolejny. Nie był. Potrzebował do tego zgody. – I martwiłem się – znów ściszył głos. – Zdaje się, że wczoraj coś poszło nie tak z panem chirurgiem…

– Śledzisz mnie?!? – Ożywiła się nagle. – Zresztą nieważne… Jeśli chcesz wiedzieć, proszę bardzo, mogę ci powiedzieć. Nie stanął mu, pierwszy raz w życiu mu nie stanął! Aż taka brzydka jestem?

– Jesteś najpiękniejsza! – stanowczo zaoponował. Tak stanowczo, że aż się roześmiała.

– Udowodnisz? – Podeszła bliżej i bezczelnie chwyciła go za krocze. Cała ona! Na szczęście już stał, inaczej byłaby gotowa zmiażdżyć mu jaja. Nie znosi kłamstw. Fiuta zawsze nazywała barometrem lub… wariografem.

Zacisnął zęby. Uwielbiała go drażnić. Nieustające erekcje powodowały dzień w dzień silny ból brzucha. Czasami myślał, że zwariuje, że zacznie wyć. Najgorzej było, kiedy kupiła ten dziwaczny knebel-dildo. Mniejszą część wkładała mu do ust (była mniejsza, ale i tak napierała na gardło), większą każąc się posuwać. Klęczał więc na podłodze, między jej szeroko rozłożonymi udami i usilnie próbował utrzymać odpowiednie tempo. Kiedy je tracił, dostawał baty. Solidne, raz nawet do krwi. Miał wtedy wrażenie, że byłby w stanie dojść od samego napinania mięśni. Nie doszedł. Nigdy przy niej nie doszedł. Już na początku mu zabroniła, grożąc, że w ten sposób straci zarówno pracę, jak i status psa. Nie wiedział, co gorsze…

– Nasza księżniczka wróciła. – Puściła jego krocze, wydobywając tym samym z ust jęk zawodu i skierowała uwagę w stronę wysokiego, szczupłego bruneta. – Zrób nam kawę! Migiem!

Usłyszał tylko nerwowe przełknięcie śliny, a później pobrzękiwanie porcelany. Łukasz starał się jak mógł, żeby nie rozdrażnić bestii, ale ta już miała dość nietypowy nastrój. Jego wyobraźnia nie sięgała na tyle daleko, by choć w przybliżeniu pojąć reakcję tej niesamowitej kobiety na odrzucenie ze strony stałego kochanka, być może jedynego, liczącego się mężczyzny. Powiedzieć, że to policzek to nie powiedzieć nic. Gdyby znał całą prawdę…

Wyprostowany na baczność (w spodniach też) obserwował jak jego następca, dokładnie zresztą wyselekcjonowany, stawia filiżanki na ciężkim, dębowym biurku i dostojnym krokiem odchodzi spoglądając spode łba niczym zbity pies. Konkurencja. Pewnie też jest zapatrzony w swoją Panią. Trudno się dziwić.

– Zamknij drzwi – rozbrzmiał krótki rozkaz i obaj przez chwilę czuli się zdezorientowani. – Na klucz!

Łukasz szybciej załapał o co chodzi. Był w środku. Nie dostał polecenia, żeby wyjść. Słowa Pani trzeba traktować bardzo dosłownie. Nigdy nie dodawać nic od siebie. Żadnej inicjatywy.

– Zdejmować spodnie! Obaj! – Nie zawahali się, ani nie ociągali, nawet jeśli życzenie było dla niej nietypowe. – Ooo, co my tu mamy – w głosie kobiety dało wyczuć się figlarną nutkę. Była wyraźnie zadowolona z twardych, młodych pał. Sterczących dumnie w hołdzie dla niej.

Rozpięła swoją bluzkę ukazując ich oczom fikuśny stanik po brzegi wypełniony bujnymi krągłościami.

– Podobają się wam? Chcecie ich dotknąć? Więc na kolana! – Posłusznie opadli, a ze względu na znaczną różnicę wzrostu ich twarze znalazły się dokładnie na wysokości piersi. Nigdy wcześniej się nie obnażała. Nigdy. Najwyżej podciągała spódnicę, żeby łatwiej było im operować językiem. Nigdy nie miała też dwóch naraz. Młodych, napalonych, gotowych na każde wezwanie.

Rozpięła magnetyczne zapięcie z przodu i cudne krągłości zakołysały się tuż przez rozchylonymi ze zdziwienia ustami. Wyszły braki w tresurze – nie powstrzymali się i z własnej inicjatywy ucałowali sterczące sutki. Długie i ciemne, w sam raz do ssania. Łukasz jęknął, a Pani się wzdrygnęła, bo na jej łydce wylądowała właśnie ciepła, lepka ciecz.

– Co jest? Taki szybki? – Na szczęście była rozbawiona, nie zła. – Widzę, że będzie musiał wystarczyć twój bardziej doświadczony kolega… – Nim zdążyła dokończyć Rafał również wytrysnął na wypolerowaną podłogę. – Cholera! – Teraz już śmiała się w głos. – Wiem! Zrobię sobie nowe cycki! Ładniejsze…

Trzeba przyznać, że gówniarze spisali się na medal. Od wczoraj chodziła wściekła jak osa, bo przyjaciel stracił wszelką ochotę, gdy pod palcami wyczuł guzek… ale to przecież jeszcze nie koniec świata, nawet jeśli będzie trzeba go wyciąć. Zdecydowanie stać ją na ładniejsze!

.

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

.

Źródło: Pixabay

Źródło: Pixabay

MRT_Greg – Sekretarka (9% Waszych głosów)

– No to dlaczego mu tego nie powiesz? Wiesz, bycie kurą domową nie oznacza od razu, że masz być dupą na każde zawołanie. Miejże swoje zdanie… Przecież nie mówię, żebyś się przeciwstawił od razu… W sensie stanął okoniem… Dokładnie. Dokładnie tak! Pamiętasz chyba, jak było, zanim zamieszkaliście razem… No.

Uśmiechnąłem się. Lubiłem Wojtka. Całkiem fajny koleś, choć zupełnie nie w moim typie. Taki… za bardzo ugrzeczniony. Tak, Marku, dobrze, Marku, oczywiście, Marku… Gdy słyszałem, jak się sam zniewala przed swoim partnerem, robiło mi się niedobrze.

Oczywiście, fajnie byłoby się ustatkować. Powoli brzydło mi odwiedzanie co drugi dzień baru „Pod Kluseczką” gdzie zniewieściałe, przez nikogo niechciane młode dupy, sącząc przy barze delikatnego drinka, wypinały pośladki, by ktoś w nie wjechał. Spotkania z Maurycym w jego alkowie na pięterku i resztą towarzystwa z PP, a potem orgie trwające do rana, były świetną odskocznią dla takiego singla jak ja, jednak i to coraz bardziej nużyło. Gdy pół roku wcześniej sądziłem, że nie pozostaje mi nic innego, jak wyjechać z miasta i zacząć żyć od nowa, wpadło mi w oczy ogłoszenie.

Poszukiwana sekretarka. Wymagana prezencja, języki obce… bla bla bla… radzenie sobie w stresowych sytuacjach oraz zdolność do ofensywy.

To ostatnie mnie zaintrygowało.

Moja rozmowa kwalifikacyjna trwała pięć minut. Zdążyłem w tym czasie przedstawić swoją kandydaturę w czterech językach, poflirtować z panią, która przyniosła kawę i dać w mordę natarczywemu palantowi, który postanowił przerwać moją prezentację. I gdy sądziłem, że to koniec mojej kariery, moja pracodawczyni wstała z fotela i podając mi dłoń, rzekła:

– Witamy w SiSi. Zaczyna pan od poniedziałku. W tym czasie proszę się wdrożyć w nasz system.

Szybko poznałem wszystkich ośmiu pracowników biura, przeszukujących bazy danych z całego świata. Resztę ekipy stanowili tak zwani „oblatywacze” – ludzie, którzy dostawszy cynk o jakimś zabytku, jechali go sprawdzić i kupić. Potem taki przedmiot wędrował do warsztatów, mieszczących się w dzielnicy portowej, gdzie był poddawany procesom renowacyjnym. Nierzadko ze zwykłego grata stawał się dziełem sztuki. Ostatnim etapem była prezentacja w galerii, gdzie zblazowani milionerzy wydawali kupę kasy na rupiecia, którego nie postawiłbym nawet w garażu.

W pół roku poznałem osobiście prawie wszystkich – od ciecia na bramie po pannę Zosię, przynoszącą codziennie świeże kwiaty do gabinetu szefowej. W tym czasie spotykałem się z Jarkiem, jednym z oblatywaczy. Miał dużego kutasa. Dochodziłem przy nim za każdym razem równocześnie, co już nie zdarzało się tak często, gdy zamienialiśmy się rolami. Wszystko było pięknie do czasu, gdy któregoś razu nakryłem go z obleśnym Afrykańcem, wsadzającym mu w odbyt coś, co wyglądało bardziej jak dyszel od wozu niż ludzkie przyrodzenie. Ten widok wysuwającego się nieprzerwanie z jego dupy kutasa sprawił, że na jakiś czas miałem dość stałych kochanków. Nieobcy był mi fisting, nieraz brałem udział w różnych zabawach, ale świadomość, że w dupie mojego mężczyzny potrafiłaby się zmieścić moja głowa wystarczająco mnie zniechęciły.

A przecież miałem jeszcze jedną powinność.

Trzaśnięcie drzwi w korytarzu prowadzącym do głównego gabinetu wyrwało mnie z zamyślenia. Odłożyłem na bok wysadzany amarantami telefon, po czym zapadłem się w fotelu, czekając na szefową. Rzut oka na jej zachowanie pozwalał mi określić jej humor i w zależności od niego odpowiednio się dostosować. Ale najczęściej wystarczyła parująca latte i delikatny masaż ramion. Mogłem wracać do pracy niemal niezauważony.

Tymczasem do pokoju wpadła wściekła szerszenica. Cisnęła płaszcz na fotel, zrzucając przy tym oprawioną w srebro kryształową popielnicę – prezent od samego Orbana – i dudniąc botkami po parkiecie, popędziła do swojego gabinetu. Jeszcze nigdy nie widziałem, by ktoś był tak wściekły. Drzwi trzasnęły z takim impetem, że niemal wyleciały z zawiasów.

Tutaj potrzebny był większy kaliber.

Wyciągnąłem z barku do połowy opróżnioną butelkę, której zawartość przeznaczona była wyłącznie dla specjalnych gości. Niską, pękatą szklanicę napełniłem do połowy bursztynowym płynem, dodałem dwie kostki lodu i wycisnąłem kilka kropel limonki. Jedna z moich specjalności, którymi zwykłem poić odwiedzających mnie dobrych znajomych. Spojrzałem jeszcze w lustro, poprawiłem grzywkę, przyoblekłem delikatny, ledwie widoczny uśmiech i ruszyłem do gabinetu.

W środku szalało tornado.

– Co za kawał zasranego skurwysyna! – Słowa padły od strony panoramicznego okna, wychodzącego na stare miasto. – Zajebię gnoja!

Odstawiłem tackę na biurko i zaplótłszy dłonie, odwróciłem się w jej kierunku. Stałem spokojnie, patrząc, jak huragan zmierza w moim kierunku. W szybkich krokach dopadła do biurka, porwała szklankę i opróżniła za jednym zamachem. Jej oczy zabłysły, a w kącikach pojawiły się łzy. Mimowolnie się uśmiechnąłem, wiedząc, że tego typu zestawy sączy się powoli.

Otarła dłonią usta, po czym z drapieżnym wyrazem twarzy sięgnęła mi do rozporka. Bez ceregieli rozerwała delikatny materiał spodni, złapała za leniwie unoszącego się kutasa i pociągnęła do sofy. Zaskoczyła mnie. Zazwyczaj opierała się rękoma o blat biurka, wypinając w moim kierunku krągłą pupę. Nigdy nie nosiła majtek, więc zazwyczaj wystarczyło tylko lekko unieść spódnicę, kilka razy liznąć – nie przepadała za tym – po czym wbić się solidnie aż po jaja – to wręcz uwielbiała.

Tym razem całkowicie przejęła inicjatywę. Zdążyłem tylko zablokować elektronicznie drzwi do gabinetu, gdy pchnąwszy mnie na otomanę w kącie gabinetu, zerwała ze mnie koszulę, po czym sama rozebrała się jak do rosołu. Mignęły mi przed oczami pełne piersi z ciemnymi, sterczącymi brodawkami. Wspięła się na mnie i usiadła z całym impetem.

Przez kolejne minuty podskakiwała tak wysoko, że niemal zupełnie się z niej wysuwałem, by zaraz potem zwalić się na mnie całym ciężarem ciała. Nie dała mi jakiegokolwiek pola manewru, przejąwszy w stu procentach inicjatywę. Rżnęła mnie, wbijając wypielęgnowane paznokcie w moje ramiona. Mebel skrzypiał i drżał niebezpiecznie, jednak zupełnie się tym nie przejmowała. Lubiła szybkie i ostre rypanie, po którym osiągała orgazm, zwalający ją z nóg. Czasem trwało to pół godziny, czasem wystarczało kilka minut. Dziś najwyraźniej potrzebowała szybkiego spełnienia. Gdy zacisnęła na mnie mięśnie pochwy, nie mogłem się powstrzymać od głośnego „och”. Chwilę potem wystrzeliłem w nią spermą. Zamknęła oczy i przytuliła się do mnie. To też było odstępstwo od normy.

Ale nie trwało długo.

– Za pół godziny mam lot do Amsterdamu. Jeśli pojawi się tu Wiśniowski, to go wypierdol – krzyknęła, wybiegając z gabinetu pół godziny później.

Zdążyła już ochłonąć, podpisać dwie umowy, zarezerwować stolik w restauracji Toujour w biznesowej części holenderskiej stolicy i zatwierdzić sowity bonus dla swojej bezpruderyjnej sekretarki.

– Z przyjemnością, szefowo! – odkrzyknąłem za nią.

– Możesz nawet dosłownie – dodała, śmiejąc się.

Drzwi od windy zamknęły się, a ja znów zostałem sam ze swoimi egzystencjalnymi myślami. Otworzyłem wyszukiwarkę i wpisałem hasło. Przed oczami błysnął szeroki lazur i domki z bambusa.

Uśmiechnąłem się zadowolony.

.

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

.

Źródło: Pixabay

Źródło: Pixabay

Areia Athene – Pigmalion (74% Waszych głosów)

Marzył o niej od pierwszej chwili, gdy ją zobaczył…

Doskonale pamiętał ten ponury jesienny dzień, gdy odważył się przynieść próbkę swoich tekstów do redakcji pewnego niszowego wydawnictwa. Był staroświecki, więc zamiast wysłać je mailem wolał przekazać je osobiście. Zaskoczyła go ilość obecnych w redakcji osób, gwar i zamieszanie, jakie wokół siebie wytwarzali. Stał oszołomiony przy drzwiach wejściowych, miętoląc w rękach teczkę.

To ona pierwsza do niego podeszła. Przywitała się z nim serdecznie, zapytała o cel wizyty, a następnie zaprowadziła do Działu Rekrutacji i zostawiła pod opieką złotowłosego blondyna, trzykrotnie od niego młodszego.

Dostał tę pracę i swoje biurko w open space, dzięki czemu mógł widywać ją codziennie. Wsłuchiwać się w głęboki, radiowy głos i czuć rześki zapach perfum, gdy przechodziła w pobliżu. Śmiać się z jej żartów i samemu wywoływać uśmiech na jej twarzy.

Ale przede wszystkim mógł ją rysować. W przerwach w pracy lub w samotne wieczory wyciągał swój szkicownik i zestaw ołówków, rozkładał je na stole i przelewał na papier swoje wyobrażenia i senne marzenia. Lubił rysować od dziecka, ale odkąd ją poznał, jego twórczość stała się zatrważająco monotematyczna.

Portretował ją w niewinnych i wyuzdanych pozach, ubraną w długie suknie, krótkie koszulki, wyrafinowaną bieliznę lub całkowicie nagą. Czasem domalowywał modelce anielskie skrzydła, znacznie częściej – diabelskie różki. Oczywiście, nagość była wytworem jego wyobraźni, bo nigdy nie dane mu było zobaczyć większego skrawka ciała muzy. Co najwyżej twarz, szyja i dłonie – wstydliwie maskowała bowiem niedoskonałości swoich kształtów pod szerokimi spodniami i luźnymi w kroju swetrami. Dlatego kształty, które nadawał jej postaci na swoich obrazkach, stanowiły raczej odbicie jego pragnień niż rzeczywistości.

Rysowanie zaczynał od zaznaczenia cienką kreską konturów. Na tym etapie nigdy nie wiedział, jak będzie wyglądał efekt końcowy. Dlatego pierwsze pociągnięcia grafitem były nieśmiałe, prawie niewidoczne. Dopiero gdy w jego głowie zaczynał się kształtować zarys postaci, kreski stawały się grubsze, pewniejsze. Najpierw plecy podtrzymujące całą sylwetkę, kończące się miłymi dla oka krągłościami pośladków. Później szyja, dekolt i niewielkie, kształtne piersi z wyraźnie zaznaczonymi sutkami. Idealnie płaski brzuch płynnie przechodził w biodra, a te w parę ud, łydek i delikatnych, niemal dziewczęcych stóp. Dopiero gdy obie nogi znalazły swoje miejsce na rysunku, wieńczył je subtelnie zarysowaną kobiecością. Szybko, niecierpliwie, jakby chcąc ukryć zawstydzenie koncentracją na tym fragmencie ciała, przechodził do ramion, kończąc je smukłymi dłońmi.

Na samym końcu rysował to, czego nie musiał wymyślać – wiecznie uśmiechniętą twarz okoloną burzą roztrzepanych na wszystkie strony włosów. I właśnie ten nawyk uratował go swego czasu przed kompromitacją.

Ukrywał swoje bazgroły przed wszystkimi, zwłaszcza przed swoją muzą. Mimo to właśnie ona w końcu go nakryła.

– Mam nadzieję, że to nie ja – zażartowała, zaglądając mu przez ramię.

– Ależ skąd! – Zaprotestował gwałtownie, rumieniąc się jak nieśmiała pensjonarka.

– A nie, to jakiś szczuplak – zauważyła z uśmiechem i pobiegła dalej.

Uwielbiał ten uśmiech. Tak jak uwielbiał całe jej ciało. Oczywiście, w wersji wyidealizowanej. Ale najgoręcej wielbił jej łydki. Za każdym razem to im poświęcał najwięcej czasu. Chociaż nigdy dotąd nie widział ich na żywo, doskonale je sobie wyobrażał. Szkicując, wyraźnie zaznaczał każdy mięsień, każdą wypukłość i każde zagłębienie. Kreślił kształty miękkim grafitem, jakby pieścił je dłońmi. Z półprzymkniętymi oczami powoli przesuwał ołówek wzdłuż doskonale prostej z przodu i lekko zaokrąglonej z tyłu linii, wyobrażając sobie, że zamiast narzędziem po kartce wodzi palcami po miękkiej skórze. Gładkiej i chłodnej niczym alabaster w momencie pierwszego kontaktu, chwilę później drżącej, pulsującej i gorącej. Niemal czuł pod palcami to rytmiczne pulsowanie, tętno przyspieszone przyjemnością płynącą z pieszczoty, którą ją obdarzał.

Ileż by dał za to, by móc ofiarować te wszystkie czułości, które nieustannie sobie wyobrażał! Ileż by dał za to, by móc opuszkami palca wyrysować na prawdziwym ciele wszystkie kreski, którymi wciąż od nowa szkicował jej wyobrażenie! Ileż by dał za to, by móc zrealizować swoje pragnienia już, teraz, natychmiast; by nie musieć dłużej czekać – bo był niezachwianie pewien, że ich realizacja jest tylko kwestią czasu…

* * *

Gdy kilka miesięcy później została redaktorem naczelnym wydawnictwa i ogłosiła, że szuka asystenta, zgłosił się na ochotnika. Nie spał potem przez trzy noce, zastanawiając się, czy dobrze zrobił. Z jednej strony obawiał się nowych zadań, z drugiej – miał szansę sprawić, by rzeczywistość zbliżyła się wizualnie do jego pragnień. Ta możliwość ostatecznie go przekonała.

Dlatego gdy tylko uzyskał dostęp do terminarza – i mógł swobodnie planować każdy jej dzień – wszystkie wolne popołudnia wypełnił hasłem „siłownia”. Oczywiście, wpadła w szał, gdy zobaczyła tę rewolucyjną zmianę rozkładu dnia. Chyba nigdy nie widział jej w takim stanie. Obawiał się, że go zamorduje – albo przynajmniej zwolni z pracy. Już nawet zaczął pakować swoje rzeczy… Ale ona przemyślała kwestię na spokojnie i dwa dni później stwierdziła, że raz może spróbować. Spróbowała – spodobało się. Tym bardziej że chodził tam razem z nią i podtrzymywał na duchu motywacyjnymi przemowami – a przede wszystkim zabawiał ją rozmową, umilając proces spalania zbędnych fałdek i kształtowania nowej siebie na bieżni, rowerku i wioślarzu.

Zadbał też o właściwą dietę. Zamiast zamawiać fast foody przynosił pożywne sałatki, zamiast osładzać jej życie czekoladą i pączkami karmił soczystymi owocami. Zapisał swą muzę do najlepszego fryzjera w mieście, chociaż zażarcie przekonywała go do praktycznych aspektów swojej roztrzepanej fryzury. Stanowczo zaprotestowała dopiero wtedy, gdy zaproponował jej weekendowy pobyt w SPA.

– Mam sto ważniejszych spraw do załatwienia niż pluskanie się w błocie. A zmarszczek na razie nie posiadam i radzę ci nie przekonywać mnie, że jest inaczej!

Odpuścił, ale nie złożył broni.

Kolejnym krokiem była wymiana garderoby. Kupił dla niej sukienkę i czekał na odpowiedni moment, by wręczyć prezent. Doczekał się, gdy już prawie stracił nadzieję. Wybierała się właśnie na Zjazd Wydawców, gdzie miała wygłosić krótki referat, i wpadła do gabinetu po notatki. Była ubrana w koszmarne spodnium, marszczące się przy najlżejszym ruchu. Powiedział, że nie pozwoli jej wystąpić w takim stroju przed tak poważnym gremium i wyciągnął z dna szafki ukrywaną tam od dawna sukienkę – klasyczną małą czarną.

Długo musiał ją przekonywać, aby ją ubrała, ale gdy już to zrobiła, nie było odwrotu. Chwilę później pędził opustoszałymi ulicami miasta po bieliznę wyszczuplającą i wosk do depilacji. Z własnej inicjatywy kupił też czarne rajstopy z drobnym kwiatowym wzorkiem na prawej łydce – tej cudownej, alabastrowej łydce! – chociaż zarzekała, że wciśnie się w te z obrony pracy podyplomowej. Cóż, może by się nawet w nie wcisnęła, gdyby je wcześniej znalazła…

Okazało się, że świetnie się czuła w nowym wydaniu. I doskonale w nim wyglądała. Dlatego kilka tygodni później skorzystali z nadejścia wiosny i poświęcili cały weekend na wymianę zawartości jej szafy. Szerokie dżinsy i rozciągnięte swetry uroczyście spakowali do worków i wynieśli na śmietnik, w drodze powrotnej zabierając z jego samochodu naręcza lśniących nowością sukienek, spódnic i bluzek we wszystkich kolorach tęczy.

* * *

W następny poniedziałek miała swoje wielkie wejście. Zaakcentowała je głośnym stukaniem szpilek. Była ubrana w granatową ołówkową spódnicę i błękitną bluzkę, z kusząco rozchylonym dekoltem. Niby nic wielkiego, ale efekt był oszałamiający.

Autorzy zatrzymywali się w pół kroku, zaskoczeni i oniemiali z wrażenia. Rozległy się nieśmiałe gwizdy i oklaski. Podchodzili do niej kolejno, aby pogratulować przemiany, aby ją dotknąć, objąć i uścisnąć, zyskując w ten sposób namacalny dowód na to, że jej nowe kształty nie są tylko złudzeniem optycznym.

On stał z boku, wsparty nonszalancko o filar i patrzył na nią z zachwytem. Był z niej dumny. Był dumny ze swojego dzieła. Bo przecież była jego dziełem – od czubka puszystych włosów do pomalowanych złotym lakierem paznokci u stóp.

Był jej Pigmalionem. Ukształtował ją na podobieństwo swoich marzeń. Teraz wystarczyło tylko ją zdobyć…

.

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

.

Utwory chronione prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autorów zabronione.

.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Pierwsza miniatura bardzo udana, osobisty… asystent i krwiożercza, bezlitosna Szefowa… świetny tekst. Druga miniatura równie ciekawa, kobieca dominacja górą. Biedny chłopiec, szczere uznanie dla tak szybkiej dyspozycyjności wbrew swojej “naturze”. Zastanawia mnie tylko jedna sprawa, czy zdążyła na samolot? Bo jeśli dobrze zrozumiałam, wybiegła z gabinetu w momencie wylotu do Amsterdamu. Swój głos oddałam trzeciej miniaturze. Zdobyła mnie eleganckim i subtelnym erotyzmem, który wyłaniał się z każdej linii i kreski tego wyrafinowanego marzenia.
Pozdrawiam.

Mój głos ma miniatura 3. Dopracowana i elegancka (Nefer). Miniaturę 2 przestałem czytać w momencie kiedy uświadomiłem sobie o czym jest, nie moje klimaty (Ania).

A dla mnie 1i2 . I co teraz? Dobra 1.

Dziękuję za głos i cieszę się, że wybór był trudny.
Mam nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej 🙂

Jedynka.
Pewnie wiem, kto napisał trójkę. Jest wiele tekstów pisanych na jedną i tę samą nutę. Więc chyba zgadłem.
Uśmiechy,
Karel

Kto? Bo jestem bardzo ciekawa… 😀

3 .) Tez chyba wiem kto napisał 🙂

Głosowałem na… 3 miniaturę.
Może z przekory, że najmniej w niej erotyki.
Jak dla mnie jest najbardziej “miękka”, chociaż to określenie nie oddaje istoty sprawy.
Pozdrawiam B.

Również głosowałam na trójkę.
Nie próbuję nawet odgadnąć autora – jedna porażka w typowaniu mi wystarczy 🙂

Jaka porażka?!?!? Przecież to tylko zabawa!
I zapewniam, że dla autorów bardzo pouczająca 🙂

My – czytelnicy zgadujemy, Wy autorzy – pękacie ze śmiechu z naszych nieudolnych prób 🙂
Naprawdę nie mam pomysłu, kto popełnił powyższe miniatury.
Poczekam cierpliwie do poniedziałku 🙂

Może rzeczywiście czasem uśmiechamy się pod nosem widząc typy czytelników, ale bez przesady 🙂
Przede wszystkim dowiadujemy się czy nie wpadamy w pułapkę zbyt oczywistego stylu… a to ważna rzecz.

O totototototo… dobrze prawi – polać jej! 😀

Wszystkie teksty bardzo stonowane. Pierwszy z pomysłem na puentę. Drugi bardzo w temacie, ale z rozmazanym zakończeniem i trzeci przyjemnie naszkicowany. Wszystkie ciekawe, sięgające erotyki, każdy na swój sposób.

To może zrobimy tak…

Osoba, która jako pierwsza prawidłowo wytypuje Autorów Miniatur – lub będzie najbliższa prawidłowej odpowiedzi – w nagrodę będzie mogła zaproponować temat kolejnej Bitwy na Miniatury 🙂

Mój głos otrzymała 3, za humor , wartką akcję i ciekawość co może być dalej.

Anię rozpoznałem.
Ateno – brawo, brawo.
Uśmiechy,
Karel

🙂

Gratuluje Wszystkim.
Przyznam, że nie rozpoznałem nikogo.
A Zwyciężczyni nawet przez chwile nie posądzałem o autorstwo.
Pozdrawiam B.

Czyli zabawa była udana… 🙂

Ha! Co do jedynki, to byłam pewna na 99% , że wyszło spod pióra Ani. O autorstwo drugiej, jak się okazuje, słusznie podejrzewałam Grega, ale nie śmiałam przyznać się do tego. Trzecia historia, na 100% pewna byłam, że popełnił ją Nefer 🙂 nawet nie pomyślałam o Atenhe. Ale wpadka! 😉 W każdym razie gratuluję autorom, fajnych tekstów, rozbawiły, ucieszyły, a szczególnie trzecia- zastanowiła. Brawo!
Pozdrawiam serdecznie, Violet

Aż taka łatwa do rozszyfrowania jestem? 😀 😀 😀

Aniu, w tym przypadku jakoś tak mi się oczywistym zdało 😉 🙂

Chciałabym podziękować wszystkim głosującym, typującym i komentującym, ale przede wszystkim moim konkurentom – oba teksty są bardzo dobre. Prawdopodobnie gdybym nie wiedziała, że startuje Greg, nie odgadłabym że to on jest autorem drugiej… Co do trzeciej, różne opcje przychodziły mi do głowy, Atena była jedną z nich, ale raczej nie tą, którą uznawałam za najbardziej prawdopodobną. Tym bardziej gratuluję 🙂
Nie tylko zwycięstwa, ale również sprawienia, że na próżno główkowaliśmy…

Głosowałem na trzecią miniaturę. Najbardziej do mnie przemówiła. Ale zupełnie nie podejrzewałem Bogini! Raczej wahałem się między Neferem a Batavią… tym większa niespodzianka. Wszystkie dobre i w sumie dałem “piątkę”

Pozdrawiam Autorów

Kobieta zmienna jest a do tego jeszcze ptaszydło pełne mądrości 🙂
Optowałem za Roksaną . Lekki płynny styl a do tego ” mała czarna” i kilka innych podobnych zwrotów.
Mila niespodzianka Ateno.
Uczestnicy ankiety jak widać popierają opowiadania lekkie, liryczne i przyjemne to co w Erotyce jest najlepsze.

pozdrawiam odważnych

Lupusie, bardzo miły komentarz. A co z tymi nie popartymi? 😉

Fijołku 🙂 Tylko raz można zagłosować. Milf w tej formie mnie nie satysfakcjonuje – chociaż kobiety dojrzale maja swój urok . Co do drugiej ? szybkie numerki 🙁 mogą być ciekawe ale służyć za pogotowie seksualne ? 😉 🙂

Wilczku 😉 i teraz jeszcze fajniej… marzenia są piękne 😉

Dziękuje za miłe słowa 🙂
https://zapodaj.net/0e5f4c4c2e65d.jpg.html

Nie zdążyłam z komentarzem przed ogłoszeniem zwycięzcy… Ciekawe, że wszyscy Autorzy poszli tym samym tropem i w roli asystenta/asystentki za każdym razem obsadzili mężczyznę. 🙂

W pierwszej miniaturze ujęła mnie główna bohaterka, czy raczej jej wiek. Nieczęsto młodsi panowie popatrują na sześćdziesięciolatki z pożądaniem, podczas gdy mężczyźni równolatkowie cieszą się dużo większym powodzeniem wśród znacznie młodszych przedstawicielek płci przeciwnej. Czy często jako samotne wilki bardziej o siebie dbają, czy też czas obchodzi się z nimi łaskawiej – trudno powiedzieć.
Drugi tekst to w moim odczuciu koktajl stereotypów, choć w takim natężeniu wcale w tym małym pastiszu nie rażą. Lupus wyjął mi niemal z ust frazę “pogotowie seksualne”, choć dodałabym jeszcze na przedzie epitet “kryzysowe”. 😉 Premia trąca mi już nieco innymi usługami… 😉
Trzeci tekst wzrusza delikatnością i wrażliwością głównego bohatera, mimo że dość jasno maluje osobnika pozornie tylko tkliwego, który bowiem pod atłasowym kubraczkiem ukrywa stalowy pancerz niewzruszonego uporu. Można się śmiało założyć, że osiągnie swój cel. 🙂 Kropla drąży skałę!

O ile o autorstwo pierwszej miniatury podejrzewałam co najmniej trzy osoby, o tyle nie miałam cienia wątpliwości, spod czyjego pióra wyszła “Sekretarka” za sprawą uwagi znawcy wszelkich technik seksualnych. 😛 Na trzecim tekście sromotnie poległam. Swoją drogą jak to się powodzenie u Czytelników lubi obrócić – niedawny zwycięzca dziś wraca na tarczy. Fortuna, imperatrix mundi! 🙂

Ateno, ogromne gratulacje!

με την ασπίδα ή στην ασπίδα – Wróć z tarczą albo na tarczy 🙂 ale zawsze honorem

pozdrawaim

Z tarczą? Na tarczy? A skąd! Moja tarcza została gdzieś na polu bitwy. Wracam skruszony, na wozie z braciszkiem Tuckiem świętując zwycięstwo Bogini. Błądząc wokół zamglonym wzrokiem, przysięgam sobie; nigdy więcej spotkań z Maurycym przed pracą. Może moja dupa i wytrzyma ale gusta czytelników najwyraźniej już nie…
😛
Pozdrówki dla czytaczy i oceniających – dobrze wybraliście, choć ja się myliłem.
MRT

Dziękuję wszystkim Czytelnikom i Komentatorom, którzy wzięli udział w naszej zabawie. Szczególnie serdecznie dziękuję tym osobom, które zdecydowały się zagłosować na moje opowiadanko 🙂

Lis mi świadkiem, że nie miałam wielkich nadziei na sukces… Szczerze mówiąc, po cichu liczyłam na chociaż jedną pozytywną ocenę – żeby wstydu nie było… 😉

Tymczasem dzięki wszystkim Waszym głosom i komentarzom zaliczyłam udany trzeci debiut na Najlepszej Erotyce – bo tak właśnie traktuję pisarski powrót na łamy mojego ulubionego portalu po niemal dwuletniej przerwie – i muszę przyznać, że jest to wspaniałe uczucie! 🙂

A więc czekamy na pełnowymiarowe opowiadanie Twojego autorstwa, Ateno.
Gratuluję zwycięstwa.

Aniu, jak mogłaś namawiać do zgadywania! 🙂 Atena była poza podejrzeniami 😉
Powinnam odkryć Twoje pióro w pierwszej miniaturze – wzmianka o guzku pasuje mi do Ciebie. No i te dwa penisy ;-))

Dzień dobry!
Od zawsze uważam, że potencjał i talent Ateny jest tak duży, że mogłaby przyćmić 99% piszących dla NE autorów, jak nie wszystkich. Żadnych gratulacji nie będzie, głaskania po główce też nie. Do roboty się weź, moja Bogini!
Wytęskniony jestem dłuższych form w Twoim wykonaniu. 🙂
Foxm

Zapewne, jeśli chodzi tylko o przyćmiewanie kogokolwiek …

@Mick Nie, tutaj rzecz idzie o ośmielenie naprawdę zdolnej pisarki. Czasem ludziom z ogromnym talentem najzwyczajniej w świecie brakuje odrobiny wiary, ci zaś, którzy talentem nie grzeszą wiary mają aż w nadmiarze. Taka to przewrotność życia:) Ja? Ja po prostu trzymam kciuki za tych zdolnych. 🙂

Ja również trzymam za nich kciuki Lisie. A co do Arei to fajnie by było przeczytać kontynuację tego odcinka fantasy który niedawno Opublikowała.

Pisząc tą zawolaowaną sugestię, miałem na sercu indywidualny odbiór sztuki. A także to, że powinna być ona radosna i nieograniczona, taka jakim być może powinien być seks. Oczywiście jest to tylko moje wyobrażenie.

Areia Athene

Drogi Micku,

Czy oczekując kontynuacji odcinka fantasy, który niedawno opublikowałam, masz na myśli “Gorzkie wino” ze stycznia 2015 roku? 😉

Pozdrawiam – Areia Athene

Tak, to ten utwór o Bogini 🙂

Gratulując zwycięstwa w bitwie miniatur, przyłączam się do apelu Foxa. Ateno! Pisz więcej, dłużej i częściej 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Napisz komentarz