Szkicownik V (Yan Qwalsky)  3.71/5 (8)

12 min. czytania

Źródło: Pixabay

Następnym razem poszliśmy na spacer. To ja zaproponowałem wyprawę do lasu w nadziei, że może znajdę miejsce lub pomysł na zdjęcia plenerowe. Ruch był nieco rozpaczliwy, bo przez kilka dni – w wolnym czasie – łamałem sobie głowę, jak te fotografie powinny wyglądać. W końcu chodziło o dwa rysunki, które różniły się jedynie ubraniem czy też jego brakiem, a także trzeci, na którym stoi z rękami związanymi nad głową, a sznur jest przymocowany do gałęzi powyżej. Historię dwóch pierwszych już poznałem, o trzecim miałem dopiero usłyszeć.

Weszliśmy do lasu, kiedy Edyta zaczęła opowiadać.

* * *

– Wiesz, szłam tak kiedyś, z nim. Było parę dni, kiedy miałam nieco czasu, ale on zawsze twierdził, że jest zajęty, bo znowu pracuje nad swoimi pejzażami. Za każdym razem czułam się odstawiona, jednak nie chciałam się poddać. Owszem, liczyłam, że mnie zerżnie, zbije, każe sobie obciągnąć i gdy jak niepyszna wracałam do domu, to mimo żalu wyobrażałam sobie, jak to ze mną robi. A potem – no wiesz, pomagałam wyobraźni.

Któregoś dnia powiedziałam sobie, że nie odpuszczę, że bez względu na to, jaką wymówkę mi przedstawi, pójdę z nim i w ten czy inny sposób wymuszę na nim seks. Najdziwniejsze było to, że nie chodziło mi o sam seks, ale o to, że po nim albo przed nim będę pozowała. Może się uzależniłam od tego uczucia, że jestem tak atrakcyjna, że chce mnie rysować. Dostałam syndromu modelki – tak potem o tym myślałam.

Więc kiedy przyszłam, nie chciałam odejść. Powiedział, że idzie do lasu rysować, a ja stwierdziłam, że pójdę z nim. Uznał, że będę go rozpraszać, a ja odrzekłam, że będę stała za jego plecami, aby mnie nie widział. Żachnął się, że na pewno nie wytrzymam, aby nie gadać, lecz ja dałam mu pozwolenie, aby mnie związał i zakneblował – jednym słowem: zrobił, co tylko zechce, jeśli nie utrzymam języka za zębami.

Szliśmy więc w milczeniu. To nie było łatwe, cieszyłam się z tego, że mnie ze sobą zabrał i jednocześnie wiedziałam, że nie mogę puścić pary z ust. Udało mi się – kiedy wreszcie zeszliśmy z drogi i dotarliśmy do rosnącego przy polanie drzewa, byłam z siebie dumna. Powiedział, że jesteśmy na miejscu i kazał mi się rozebrać. A ja, bez pytania o powody, zdjęłam koszulkę, spodenki, majtki i biustonosz. Chciał, żebym ściągnęła buty, więc zrobiłam to. Podszedł do mnie, związał mi dłonie z przodu i ciągnąc za sznur odchodzący od więzów na rękach, poprowadził do drzewa. Zarzucił sznur na gałąź, pociągnął, aż wyciągnęłam ręce do góry, i związał.

Cieszyłam się, bo uznałam, że będzie mnie rysował. Próbowałam mu zajrzeć w oczy, aby zobaczyć, czy on też jest zadowolony – z miejsca i ze mnie – ale on poszedł w krzaki i wrócił z dwoma krótkimi kołkami. To mnie przestraszyło. Zrozumiałam, że ma nóż i może mnie tam wypatroszyć jak świniaka, ale on wziął jakiś kamień i wbił kołki w ziemię, a potem przywiązał mi do nich stopy. Podniósł majtki i nakazał otwarcie ust. Uchyliłam się, aby zapytać, czemu to robi, skoro nie wyrzekłam ani słowa. Stwierdził, że właśnie to zrobiłam i chce się zabezpieczyć przed kolejnym złamaniem umowy. Wcisnął mi te majtki i na dodatek zakleił usta taśmą. A potem zniknął gdzieś za moimi plecami. Próbowałam się obejrzeć, ale okazało się, że przez te kołki i naprężoną linę nie jest to wcale łatwe. To znaczy, mogłam się odwrócić, lecz nie byłam w stanie wytrzymać zbyt długo w takim skręcie.

Dostrzegłam, że siadł bokiem do mnie, przodem do jakichś krzaków i coś już zaczął szkicować. Zdenerwowało mnie to, ale krzyczeć nie mogłam, szarpać się za mocno też, więc stałam tak, zagotowana ze złości i nieruchoma.

Szybko zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie użądli mnie jakaś pszczoła czy osa. Albo czy nie opadnie mnie jakieś wielkie stado komarów, po których dostanę bąbli. Wymawiałam samej sobie, że tak się upierałam, aby z nim iść, jakbym nie wiedziała, że wymyśli coś takiego, aby mnie upokorzyć.

Potem zobaczyłam, jak coś skacze w trawie i wyobraziłam sobie, że pod zielonymi źdźbłami pełznie jakaś wielka masa robactwa, która wkrótce mnie oblezie, karaluchy, skorki i pająki. I byłam już bliska paniki, gdy dostrzegłam na drodze kilkanaście metrów ode mnie psa.

To znaczy, ani wtedy, ani teraz nie byłam pewna, że to był pies, ale tak mi się wtedy wydawało. I dotarło do mnie, że skoro jest pies, to musi być w okolicy jego właściciel. Zwykle ludzie w lesie puszczają psy wolno, aby te się wybiegały, i idą za nimi kilkadziesiąt metrów dalej. Więc uznałam, że skoro zobaczyłam jakiegoś kundla, to wkrótce pojawi się też jakiś człowiek. Przyjęłam, że będzie to mężczyzna, który będzie szedł wolnym krokiem, rozglądał się na boki i mnie zobaczy.

Ciekawe jest, że zazwyczaj myślimy stereotypowo i nawet kiedy znajdujemy się w niecodziennej sytuacji, to jednak umysł często o tym zapomina. Tak właśnie wtedy było. Pomyślałam, że facet wyjdzie, rzuci na mnie okiem, jak to często bywa, gdy mija się mężczyzna z kobietą, i sobie pójdzie. Wiesz, on spojrzy na mnie, ja na niego, ale tak, żeby nie widział, że patrzę, i się miniemy.

Wtedy zrobiło mi się gorąco. Dotarło do mnie, że się nie miniemy, bo ja przecież nie ruszam się, tylko stoję w miejscu. I na dodatek stoję naga. Boże, przeraziłam się, że może się na mnie natknąć ktoś znajomy – na przykład sąsiad, który mnie rozpozna i będzie rozpowiadał o mnie w miasteczku, aż wreszcie coś dotrze do rodziców.

Pojawiła się następna myśl – że ten ktoś wcale mnie nie minie, że nie ograniczy się wyłącznie do ukradkowych spojrzeń. Może stanie i będzie spoglądał na mnie, będzie rzucał te bezpośrednie taksujące spojrzenia, którymi mężczyźni raczą kobiety nagie albo takie, które próbują wyobrazić sobie bez ubrania.

Sapnęłam i próbowałam krzyknąć, ale na nic. Obejrzałam się, ale on niczego nie widział, zatopiony w przenoszeniu obrazu z krańca polany na papier. Nie było szans, aby mnie uwolnił, nim pojawi się właściciel psa, mało tego, mógłby w ogóle nie zorientować się, że w pobliżu pojawił się jeszcze ktoś, kto stoi i patrzy.

Albo nie tylko stoi, ale jeszcze idzie w moim kierunku. Parę kroków, żeby lepiej móc zobaczyć moje piersi czy cipkę, żeby dostrzec moją twarz. Pamiętam, że odtwarzałam tę scenę raz za razem, za każdym razem nieco zmieniając drobne szczegóły – raz patrzący był poważny, raz nieco wystraszony, aż w końcu uznałam, że powinien się lekko uśmiechać, w ten drażniący sposób, w jaki uśmiechają się niektórzy faceci, tak pewni, że przelecą kobietę, że trudno się tej pewności oprzeć.

Poczułam, że robi mi się ciepło między nogami. Wyobrażałam sobie, że ktoś mnie podgląda czy raczej widzi, taksuje moją nagość i zrobiłam się od tego mokra. Nie byłam w stanie tego zrozumieć – w końcu wcześniej mi się wydawało, że podglądanie to rzecz obrzydliwa, że ci, co patrzą, są ohydnymi zboczeńcami. Tymczasem stałam tam, mokra i podniecona, i czekałam, aż pojawi się ten ktoś.

Nawet nie czekałam, bo nie byłam w stanie powstrzymać naporu fantazji. Zaraz bowiem dotarło do mnie, że przecież mógłby nie tylko patrzeć. Że skoro byłby na tyle bezczelny, aby podejść i uśmiechać się wrednie, mógłby zbliżyć się jeszcze bardziej. Dotknąć palcem, dłonią, że mógłby schwycić pierś w dłoń i sprawdzić, czy dobrze leży w dłoni, czy dobrze się ugniata, czy sutki są wrażliwe, mógłby wziąć sutek do ust i possać albo polizać otoczkę wokół sutka, zerkając do góry, żeby widzieć, jak się szarpię.

Przez moment znalazłam otuchę w pomyślę, że mój rysownik by na to nie pozwolił. Ale nie byłam w stanie wyobrazić sobie go, jak biegnie i interweniuje. To nie pasowałoby nie tyle do niego, ale do tego, co ze mną zrobił. Przecież gdyby wystawił mnie na widok przed obcym albo na dotyk kogoś innego, mógłby doszukać się we mnie czegoś ciekawego, czegoś nowego. Tyle rzeczy ze mną zrobił, aby osiągnąć efekt godny rysunku, że kolejna przyszłaby mu bez trudu.

Szedłby więc powoli, a ten, który patrzy, włożyłby dłoń między moje uda i wyczułby wilgoć. Mało tego – widziałby już wcześniej, że jestem podniecona, bo czułam wypieki na policzkach i szybko oddychałam. Ale i tak włożyłby mi rękę między nogi, choćby tylko po to, aby okazać mi, że może to zrobić, a rysownikowi dać do zrozumienia, że się go nie boi.

Rozważałam nawet i tę wersję, że obaj okazaliby się znajomymi. Że stojąc obok mnie, prowadziliby leniwą rozmowę, podczas gdy patrzący wsunąłby palec do mojego środka i pociągnął, aby wymusić na mnie niewyraźny ze względu na knebel krzyk. Może nawet zostałabym oddana – rysownik mógłby wrócić do pracy, a ten drugi bawiłby się mną, najpierw delikatnie, potem śmielej i brutalniej.

A może nadejdzie nie jeden mężczyzna ale dwóch, pomyślałam. Rosłych, zdecydowanych i bezwzględnych. Takich, którzy nie przejęliby się rysownikiem, tylko dotykaliby mnie zachłannie i silnie, dawaliby klapsy i śmieliby się rozbawieni, że nie mam możliwości ucieczki. Ich palce wsuwałyby się między uda i między pośladki, napastliwe, pożądliwe i nieustępliwe. Wiedzieliby, że mogą ze mną zrobić wszystko, więc nie spieszyliby się, tylko robili jedną rzecz po drugiej, nieśpiesznie, mówiąc o tym jednocześnie, abym mogła się nieco poobawiać i poszarpać na uwięzi.

Zamknęłam oczy i zaczęłam widzieć tych dwóch facetów. Nie wyobrażałam sobie ich jako przystojniaków, wprost przeciwnie – byli brzydcy, obrzydliwi i dlatego napaleni, bo kobiety ich unikały, więc gdyby znaleźli jedną na uwięzi, raczej by jej nie odpuścili.

Usłyszałam szelest i otworzyłam oczy, aby zobaczyć człowieka, o którym fantazjowałam, ale okazało się, że on usiadł przede mną za swoim przenośnym pulpitem i zaczął mnie rysować. Dotarło do mnie, że od pokazania się psa czy cokolwiek to było, minęło już dostatecznie dużo czasu, aby jego właściciel mnie minął. Skoro się nie pojawił, to być może nie widziałam psa, ale jakieś inne zwierzę, choćby lisa, a może mimo wszystko był to pies, tyle że jeden z tych, które biegają po okolicy niczym bezpańskie.

Wiedziałam zatem, że moje obawy się nie zrealizują, ale wtedy to już nie były strachy, tylko fantazja, tak potężna i wszechwładna, że myślałam o niej nawet wtedy, gdy zdjął mi plaster z ust, aby – jak powiedział – uchwycić to zmysłowe wygięcie ust.

Kiedy mnie rozwiązał, byłam oszołomiona. Nie umiem przejść od emocji do normalnego zachowania, więc nadal miałam jakieś przebłyski wyobrażeń i ciągle pulsowało mi podbrzusze. Pamiętam, że w pewnym momencie upadłam, bo nogi mi nieco ścierpły, a kiedy on podszedł i wyciągnął dłoń, aby pomóc mi się podnieść, sięgnęłam do jego rozporka. Pozwolił mi na to, wyjąłem więc penisa i wpakowałam sobie do ust; wielki twardy kawał mięcha, który miałam ochotę żuć i ssać, lecz oczywiście ograniczyłam się do tego drugiego. A potem wypuściłam go z ust i stanęłam tyłem do niego, na czworakach, nieco rozchylając cipkę, aby mógł zobaczyć, jaka jest wilgotna i spragniona. Wszedł we mnie – po odczuciu poznałam, że założył prezerwatywę – i posuwał mnie, podczas gdy ręce się pode mną załamały i opadłam głową naprzód, na trawę, która koiła mnie lekkim chłodem bijącym od ziemi.

Doszłam, a potem doszedł on i wysunął się ze mnie. Pchnął mnie stopą. Upadłam na biodro i przetoczyłam się, aż zobaczyłam błękit nieba, on zaś zsunął prezerwatywę i nachylił się nade mną, aby z gumy wycisnąć spermę do moich ust niczym pastę z tubki, więc zjadłam to, co mi dał. I byłam spełniona, i zaspokojona, a jednocześnie nie mogłam pozbyć się cienia zawodu, że nie pojawił się nikt, kim mógłby się ze mną podzielić.

* * *

Wróciliśmy do miasta, choć przed granicą lasu rozdzieliliśmy się – ja poszedłem między drzewami do miejsca, gdzie w ogrodzeniu wokół mojego domu była bramka prowadząca bezpośrednio w gęstwinę, ona zaś z zawiedzionym nieco uśmiechem poszła dalej sama. I choć zapowiadała, że kolejne spotkanie odbędzie się dopiero za jakiś czas, przyszła do mnie wieczorem.

– Lepiej nad sobą panuję niż kiedyś, gdy byłam młoda, ale nie znaczy to, że panuję nad sobą całkowicie – powiedziała i zrzuciła ubranie. – Nie mogłam przestać myśleć o tym, że dajesz mi to samo, co on, czyli ukojenie.

Opadła na kolana i zajęła się moim rozporkiem. Wyjęła penisa, wzięła do ust tylko główkę i lizała, zaciskając wokół niej wargi. Zerknęła w górę i wysunęła kutasa z ust, aby nieco go wykręcić i wziąć między zęby.

– Chcę go żuć – powiedziała wyraźnie, mimo że białe zęby nadal lekko naciskały na penisa.

Uniosłem jej twarz do góry, a gdy wypuściła penisa ze szczęk, dostała dwa uderzenia w policzek, głośne i mocne.

– Możesz tylko possać – powiedziałem.

Ssała więc, głęboko wciągając penisa do gardła i gwałtownie rzucając głową, jakby chciała szybko wycisnąć ze mnie wytrysk. Przez chwilę pozwalałem na to, potem schwyciłem ją za włosy i dopchnąłem twarzą do siebie, aby zagłębić się w niej mocniej, i zacząłem pracować biodrami. Krztusiła się, próbowała kaszleć, ale rżnąłem ją w usta, aż zaczerwieniła się z braku tchu. Wtedy oderwałem się od niej, zasłoniłem okna i zapaliłem światła, przyniosłem statyw i ustawiłem na nim aparat.

– Nie powiedziałam, że będę ci pozować – stwierdziła.

Bez słowa wziąłem ją za włosy i zaprowadziłem ją blisko pustej ściany. Ustawiłem ją tak, jak zobaczyłem ją w trakcie opowieści – na kolanach, z twarzą przy ziemi, nieco przekrzywionym ciałem, żeby móc uchwycić wyraz jej twarzy. Rozsunąłem nieco uda Edyty, aby odsłoniły pierś wiszącą tuż nad ziemią.

– Cokolwiek z tobą zrobię, nie wolno ci się ruszać – powiedziałem.

Jeszcze ostatnie poprawki, zmusiłem ją do rozchylenia warg i wysunięcia języka, i zrobiłem jej kilka zdjęć.

A potem ustawiłem samowyzwalacz na 45 sekund i na krótkie serie, i zacząłem jej dotykać. Starałem się robić to tak, aby w miarę możliwości pozostawić jedynie na zdjęciu dłoń lub rękę, którą miętosiłem jej pierś czy ściskałem pośladki, aby nie widać było mojego barku, kiedy wbijałem palce w jej tyłek, rozchylałem mocno cipkę albo masowałem łechtaczkę. Nie było kłopotu, kiedy chłostałem jej wypięty tyłek, ale musiałem zasłonić ją całą, kiedy wbiłem się w jej cipkę, a następnie w tyłek.

Robiłem to jak w transie, sztywny i gotów do dalszej penetracji, a jednocześnie tak skupiony na robieniu zdjęć, że odczucia nie przekładały się na wzrost podniecenia. Próbowałem wszystkiego, co przyszło mi do głowy, łącznie z wbiciem w jej pochwę i tyłek czerwonych kul gejszy, które znalazłem w pudle. Już bliski wyczerpania naplułem na dłoń i podsunąłem pod wystawiony język, a kiedy usłyszałem ostatni trzask migawki, podniosłem Edytą i podprowadziłem do kanapy.

Byliśmy oboje rozpaleni i niezaspokojeni, kroczyliśmy wolnym krokiem, kilka razy się zatoczyliśmy. Ułożyłem ją na boku, twarzą do oparcia, a sam wsunąłem się w nią i pchnąłem. Jęknęła, bo w tej pozycji wbiłem się w nią po same trzewia. Ten dźwięk jeszcze bardziej mnie pobudził, więc dostała klapsa w pierś, po którym znowu pchnąłem. I tak na zmianę – wbijałem się i uderzałem. Pierś zrobiła się czerwona, jednak nie przestawałem, a drugą ręką złapałem za włosy i pociągnąłem do tyłu, ciągle trzymając się schematu – pchnięcie i uderzenie.

Odpuściłem bicie, wsunąłem rękę między uda Edyty, mokre do połowy, i odszukałem łechtaczkę. Doszła od kilku muśnięć, ja jednak nie byłem zaspokojony, więc przewróciłem ją na drugi bok i znowu biłem piersi aż do czerwoności, by na końcu znowu wypieścić z niej orgazm, zaskakująco szybki i głęboki.

Zsunąłem ją z kanapy, zmusiłem, aby usiadła z głową ułożoną na oparciu i wsunąłem penisa w usta. Poczułem ssanie i wkrótce już byłem blisko, ale wyszedłem spomiędzy jej warg i trysnąłem na podłogę. Pociągnąłem ją ku ziemi i wtarłem spermę z parkietu w policzek, aby zaraz wymusić zlizanie reszty nasienia. Robiła to, zerkając na mnie uważnie, a ja siedziałem obok i trząsłem się od orgazmu, jakby dopiero widok Edyty uważnie zbierającej nasienie ustami z podłogi dał mi ulgę.

Siedziałem nadal, kiedy wstała i wyszła. Skrzypnęły drzwi i popłynęła woda, wróciła po chwili z obmytą twarzą, ale nie podeszła do mnie, tylko wyjęła z torebki szczotkę i uczesała włosy.

– Wiesz, że będzie mi tego brakować, gdy wyjadę – powiedziała z zadumą.

– Tego, czyli czego? Mnie, seksu czy wspomnień?

– Wszystkiego. Wspomnienia wiodą do seksu, a seks kojarzy się z tobą. Nie da się rozdzielić jednego od drugiego.

– A jak było ostatnim razem?

– Zapomniałam – wzruszyła ramionami. – Nawet szybko.

Odpowiedziałem tym samym gestem, co miało oznaczać, że o mnie też zapomni i nie będzie kłopotu.

– To nie takie proste – pokręciła głową. – Do niedawna prawie nie myślałam o tamtych wakacjach, a teraz, kiedy ci o nich opowiadam, te wspomnienia stają się bardzo żywe. Jakby leżały gdzieś przykurzone, ale po wyjęciu stały się tak realistyczne, że nie da się ich znowu odłożyć do lamusa.

– Wszystko staje się historią. Im dalszą, tym bardziej mglistą – odrzekłem z przekonaniem.

– Nie wiem, nie wiem. Naprawdę nie wiem.

 

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Bardzo dobrze mi się czytało. Dlaczego?

Tekst jest naturalny, prosty, ładnie wchodzi do głowy. Nie jest wydumany, wysilony, moralizatorski, nie próbujesz zbawiać świata, a twoi bohaterowie nie epatują mądrością wszelaką.

Błędy? Trochę by się znalazło. Od kwestii technicznych po merytoryczne. Ale nadrabiasz spontanem, entuzjazmem.

A końcowy dialog to prawdziwa perełka. Idealnie wyważony. Doskonały.

Jeśli miałbym wskazać wzór, przykład jak się to robić powinno, to podałbym właśnie Twój.

Napisz komentarz