Remont (Historyczka)  3.53/5 (73)

27 min. czytania

Paul Lucas, „Retro boudoir”, CC BY 2.0

Postanowiłam wyremontować swój mały, drewniany domek. Zamówiłam trzyosobową ekipę. Majster Stanisław, dobrze po czterdziestce, dowodził dwoma młodzieńcami, tuż po zawodówce: Januszem i chłopakiem, na którego wołali Cygan albo Bandziorek. Do wyremontowania kwalifikowały się wszystkie pomieszczenia, także dach i komin.

Mężczyźni od początku wodzili za mną wzrokiem, co nie powiem, schlebiało mi. Taka wypindrzona, elegancka lalunia jak ja, musiała działać na ich zmysły. Pewnie jako wytworna damula, wykształcona, do tego nauczycielka – czyli z wyższym statusem społecznym na wsi – musiałam wydawać się nieosiągalna. Tym większą wyzwalało to we mnie ochotę kuszenia, podniecania ich.

Już pierwszego dnia, gdy postawili rusztowania, poprosili, żebym weszła po drabinie i podjęła ważną decyzję w sprawie dachu.

Z góry pokrzykiwał do mnie majster, a chłopcy trzymali drabinę. Tego dnia byłam w rozkloszowanej spódnicy, więc od początku wydało się jasne, że chodzi o to, żeby młodzi mogli się napatrzeć do woli. Oczywiście zaprotestowałam. Powiedziałam, że właśnie wróciłam do domu i muszę się przebrać, jednak stwierdzili, że sprawa jest pilna. W końcu uległam.

Powolutku i ostrożnie stawiałam stopy w szpilkach na kolejnych szczeblach. Trudno było się wspinać w butach na wysokim obcasie. Kątem oka widziałam, jak chłopcy się niecierpliwią, żądni ciekawych widoków. Muszę przyznać, że to mnie jednocześnie peszyło i podniecało, zwłaszcza, że akurat miałam na sobie pończoszki, cieliste, zakończone szerokimi podwiązkami.

Pewnie je zobaczą – myślałam z ekscytacją, a oni rzeczywiście gapili się bezczelnie! Im wyżej się wspinałam, tym stawali się odważniejsi i coraz śmielej starali się podejrzeć jak najwięcej. Oczywiście udawałam, że tego nie dostrzegam. Zastanawiałam się, czy docenią moje majteczki. Miałam na sobie skąpe i cienkie stringi. Czerwona koronka kontrastowała z jasnymi pończochami. Gdy już byłam na górze, usłyszałam jak szepczą coś do siebie. Z trudem wyłowiłam słowa.

– Patrz, jakie pończochy! – W głosie Janusza pobrzmiewało wielkie zdziwienie.

– Takie fatałaszki noszą albo eleganckie damulki, albo kurewki co stoją w lesie na parkingu.  – Tonem znawcy wypowiadał się Cygan – Widziałeś jej majtki?

– Nie… A ty, zobaczyłeś coś?

– Pewnie, ale… słabo. Jak będzie schodzić, trzeba się lepiej przyjrzeć.

Dopiero stojąc na górze, poczułam siłę wiatru. Łopotał moją spódniczką niczym żaglem. Oczywiście ku uciesze młodzieńców na dole. Jedną ręką chwyciłam rusztowanie, żeby nie spaść, a drugą przytrzymywałam niesforną kieckę. Majster też rechotał, widząc moje nieudolne wysiłki.

– Oj paniusiu, tu jest chybotliwa deska, musisz złapać się obiema rekami. – Doradzał z rubasznym uśmiechem.

Nie było innej rady, przytrzymałam się też drugą dłonią. Oswobodzona spódniczka fruwała już teraz jak chciała, a chłopcy bezkarnie wpatrywali się w to, co zwykle zakrywała.

– Teraz widzę! Ma czerwone majtki!

– To stringi! – Ucieszył się Bandziorek, kiedy spódnicę podwiało szczególnie wysoko. – Jak będzie schodzić, może przez cienki materiał, uda się zobaczyć jej kuciapkę!

Coraz bardziej zatrważały mnie ich pogwarki, ale też jeszcze bardziej podniecały. Gdy na dachu rozmawiałam z majstrem o jakimś wyimaginowanym problemie, zachwiałam się i straciłam równowagę. Pan Stanisław w porę pochwycił mnie żelaznym uściskiem, ale zrobił to tak, że jedną ręką złapał za pupę, a drugą za biust. Ewidentnie wykorzystał okazję… Z dołu dopingowali go podwładni:

– Majster, trzymaj paniusię tak, żeby nie zleciała! Ha ha…

I tak też mnie trzymał: pewnie i mocno. Czułam jego silne ręce, jedną zaciśniętą na moim pośladku, drugą na piersi. Wpił się nimi, jakby sprawdzał jędrność mojego ciała. Miałam wrażenie, że zaraz rozerwie materiał.

– Proszę mnie puścić… – poprosiłam nieśmiało. Od razu zadałam sobie sprawę z sytuacji, w jakiej się znajduję. Na tej chybotliwej desce byłam od niego całkowicie zależna. Bez szans na wyrywanie się. Mógł mnie teraz macać do woli. Na oczach młodych pomocników. Z pewnością chciał im zaimponować.

– Już paniusię puszczam – zadeklarował, nie omieszkał jednak na odchodne pomasować mojej pupy i mocniej ścisnąć piersi. Kiedy zaczęłam schodzić, wiatr ponownie załopotał spódniczką niczym flagą. Aż zaczepiłam nią o jakiś gwóźdź i porwałam ją na sobie! Rozerwany materiał ukazał chłopcom jeszcze więcej. Schodziłam potwornie speszona, zwłaszcza gdy słyszałam szepty robotników:

– Patrz, czy przez majtki nie przebija jej szparka!

Aż drżałam stawiając stopy na kolejnych szczeblach. Sama nie wiem, czy bardziej z zawstydzenia, czy z podniecenia. Bardzo mnie to nakręcało. Im niżej schodziłam, tym bardziej chciałam, żeby przez prześwitującą koronkę obcisłych stringów zobaczyli zarys warg sromowych.

– Ty! Tam widać jej cipę! Chyba jest wygolona…

O tak, gnojki… Podniecajcie się! Niech wam stają te wasze młode fiutki

W ten sposób, przy każdej niemal okazji, robotnicy wzywali mnie, żebym wchodziła na rusztowanie. Każdego dnia znajdowali taki czy inny, najczęściej śmiesznie błahy, powód. Oczywiście, dbali, żebym nie spadła – na dole zawsze stało dwóch trzymających drabinę. O dziwo, problemy z dachem czy ścianami pojawiały się akurat wtedy, kiedy miałam na sobie spódnicę, nigdy, gdy ubrałam spodnie.

Często też zaskakiwali mnie, przychodząc niespodzianie wcześnie rano. Otwierałam im wtedy drzwi, ubrana jedynie w szlafrok oraz koszulkę. Bywało, że szlafroczek rozwiązywał się nieco… Mieli okazję oglądać moje koszulki do spania. A to tę bardzo króciutką, a to tę z dużym dekoltem (majster musiał mi wtedy koniecznie coś powiedzieć na ucho), a to koronkową, niezwykle prześwitującą (Janusz dosłownie rozdziawił gębę).

Potem przechodziłam zwykle do łazienki i wyjątkowo często zdarzało mi się zostawiać niedostatecznie zasłonięte zasłonki w oknie. Przypadek sprawiał, że panowie akurat wtedy mieli do wykonania jakieś prace w pobliżu i zaskakująco często kręcili się przy moim oknie. Kręcili? Wręcz czatowali!

A ja brałam prysznic. Lubię długie prysznice. Bardzo długie. Dokładnie myję wszystkie zakątki swojego ciała, zwykle odwrócona tyłem do okna. Często dobiegały mnie przytłumione  komentarze chłopaków. Wypowiadane oczywiście szeptem, ale okno miało małą szczelinę, więc mogłam je usłyszeć.

– Ale ona ma dupę! Fajnie byłoby jej tak dać mocnego klapsa!

– No, kurna… mogłaby się odwrócić przodem!

Domyślałam się, że czyhają na moment, kiedy uda im się zobaczyć moje nagie piersi. Celowo się z tym nie spieszyłam. Zazwyczaj musieli obejść się smakiem: brałam ręcznik i szybko się nim okrywałam. Raz czy drugi celowo mignęłam im jednak biustem. Miło było wówczas usłyszeć szmer za oknem.

Po prysznicu celebrowałam ubieranie się. Przesadnie długo nakładałam pończochy, powoli naciągałam je na nogi, wysoko podnosząc stopy. Zyskiwałam na czasie układając je, następnie sprawdzając, czy równo leżą, zwłaszcza szew z tyłu… Nadsłuchując szeptów zza okna, skonstatowałam, że to chyba najulubieńszy moment panów. Gwizdali sobie wtedy, wzdychali głośno i wygłaszali najbardziej dosadne komentarze.

– Ale ma nózie! Bosko wyglądają w tych pończochach! Stworzone do rozkładania! – Bandziorek prawił rozmarzonym tonem.

– Chciałbyś, żeby rozłożyła je przed tobą, frajerze. Nie dla pasa kiełbasa! – Janusz reagował podniesionym głosem.

– Ciekawe przed jakimi frajerami je rozkłada?! – zadumał się Stanisław.

Gdy ubierałam spódnicę, długo przeglądałam się w lustrze. Potem, bardzo często, zmieniłam zdanie co do kreacji i zamiast, na przykład, granatowej spódnicy, zakładałam czerwoną. Zamiana spódnicy zazwyczaj pociągała za sobą zmianę pończoch. A mam ich cały arsenał: cieliste, czarne, grafitowe, brązowe, beżowe, a nawet białe. Teatr z układaniem pończoch zaczynał się od nowa.

Zamiana spódnicy pociągała też zazwyczaj zmianę bluzki, a to z kolei, bardzo często, zamianę stanika. Ten moment: zakładanie i zapinanie biustonosza, też celebrowałam dość długo; przeglądałam się w lustrze, patrzyłam jak stanik leży na biuście, jak go unosi. Wtedy też za oknem słyszałam bardziej rozemocjonowane głosy, a nawet widziałam na szybie rozpłaszczone nosy. Oczywiście starałam się stać tyłem, żeby tylko narobić im smaka na moje piersi.

Gdy już wysztafirowana, kręcąc tyłeczkiem, opuszczałam dom, żegnały mnie komentarze pełne komplementów.

– Ależ pani nauczycielka dziś odstawiona! Uczniowie nie będą myśleli o lekcjach!

Kiedy wracałam z pracy, robiłam panom robotnikom kawę i piliśmy ją na werandzie. Bardzo chcieli mnie zagadywać, ale jakby nie mieli pomysłów, albo śmiałości.

– A pani tu tak sama mieszka? – pytał Stanisław.

– Z mamą, tylko mama przebywa obecnie w sanatorium.

– A to nie ma pani męża ani narzeczonego?

– Niestety nie, jestem samotna… – mówiłam tonem zdradzającym, jak bardzo brakuje mi mężczyzny.

Dopytywali, czy oni nie nadawaliby się na kandydatów. Nie tylko z wrodzonej uprzejmości, ale też dla podkręcenia atmosfery, komplementowałam ich:

– Panom niczego nie brakuje… Panowie są tacy tacy przystojni… tacy silni… tacy męscy…

Miło było obserwować, jak się wtedy puszą.

Często po męczącej pracy musiałam zrobić sobie poobiednią drzemkę. Z lubością informowałam ich, że muszę pójść do łóżka lub się przespać. Działało to na nich. Szybko wówczas meldowali się pod oknem sypialni, ja tymczasem zakładałam jakąś seksowną koszulkę do spania. Kusą, koronkową, prześwitującą. Podsłuchiwałam ich rozmowy za oknem.

– Ciekawe, czy by dała?

Podniecały mnie te prostackie dywagacje.

– Po mojemu, to by się rozłożyła – komentował Cygan.

– Oj, nie, na nią w szkole mówią cnotka-niewydymka. Podobno dyrektor ostro ją rwał, ale mu się nie dała przelecieć – nieśmiało wtrącił się Janusz.

– A ja słyszałem, że jeździ co wakacje za granicę. Po co by tam jeździła? Na pewno, żeby dawać dupy. – Bandziorek chciał koniecznie udowodnić, że ma rację – A teraz się przy nas położyła do łóżka. Po co? Nie żeby którenś teraz tam poszedł i jej przeszorował komin?

– Jak żeś taki mądry, to idź. – Majster popatrzył surowym wzrokiem.

Aż zadrżałam, gdy usłyszałam kroki w mojej sypialni. Czy Cygan będzie miał tyle odwagi, żeby wtargnąć do mojego łóżka? A jeśli tak, to jak się zachowa? Jak ja sama się zachowam?!

Udawałam, że śpię. Najpierw, niby nieświadoma, zsunęłam kołdrę, umożliwiając chłopcu przyjrzenie się seksownej koszulce. Zastanawiałam się, jak go jeszcze można podniecić? Przyszło mi do głowy, że mogę odegrać sen erotyczny! Zaczęłam wzdychać, cichutko pojękiwać.

– Och… Oooooch… – Szeptałam „przez sen”. – Nie… nie… ach… proszę… niech mi pan tego nie robi… jestem bezbronną kobietką… proszę mnie nie wykorzystywać… – Odsunęłam kołdrę i przez materiał koszulki pieściłam piersi. – Proszę zostawić mój biust… jakże bezpardonowo pan go traktuje!

Zsunęłam rękę niżej.

– Nie… tylko nie tam… jest pan taki bezwzględny… niech pan nie wkłada mi ręki pod spódnicę!

Wzdychałam głośno, jakbym nie mogła wyzwolić się z żelaznego uścisku. Udając, że mój sen wchodzi w bardziej intensywną fazę, odsunęłam kołdrę na bok, a nogi rozłożyłam szeroko, jak podczas stosunku. Wsunęłam dwa palce do cipki.

– O Boże! Co pan robi… chyba nie chce pan mnie zgwałcić…

Dłonią symulowałam ruchy frykcyjne. Jęczałam miarowo, jakby w rytm pchnięć:

– Aaaa… aaaa… aaa… Jest pan taki brutalny! Aaaa… aaa… aaa…

Kątem oka patrzyłam na Cygana. Stał przy moim łóżku. Miał rozpięte spodnie i… członka na wierzchu! On też się onanizował!

Zaczęłam jęczeć głośniej.

– Aaaa! Aaaaaaaa… Ach! Jest pan jak zwierzę! Dziki samiec! Jest pan bezlitosny… Taki drapieżny! Jeszcze nikt mnie tak barbarzyńsko nie potraktował…

Cygan był maksymalnie podniecony, trzepał kapucyna jak oszalały. Miałam wielką ochotę poczuć tego chłopaka w swoim łóżku, chciałam go sprowokować.

– Zdobył mnie pan… dostał wszystko, co chciał… Niech pan teraz przynajmniej uważa, żeby nie zmajstrować mi dzidziusia…

Udałam, że nadszedł finał.

– O Boże! Jak tak można!? Skończył pan we mnie…

Mówiąc to , poczułam na sobie fontannę mokrej substancji. Cygan finiszował. Zostałam spryskana po twarzy, biuście, włosach. Sama nie wiem dlaczego sprawiło mi to równie ogromną przyjemność.

Udałam, że się wybudzam. Chłopak zdążył odskoczyć, ale nie zdążył zapiąć rozporka.

– Co pan robi w mojej sypialni?! – Zawstydzona, okryłam piersi kołdrą.

– Przyszłem mierzyć podłogę… – był potwornie stremowany.

– A już się bałam, że chce pan wtargnąć do mojego łóżka! I dlaczego ma pan rozpięty rozporek?

Ech, gnojku, gdybyś wtargnął do mojej pościeli, mógłbyś sobie nieźle poużywać. Ciekawe jakby to było, zostać zgwałconą przez robotnika we własnym łóżku…

– A spodnie mi tak puściły… to poprawiam… A do łóżka… to… jakby mnie pani zaprosiła… to mogę… ten… wtargnąć. – Uśmiechnął się dziwnie nieśmiało.

Spodobała mi się jego odwaga i ta gierka słowna. Ale oczywiście udałam oburzenie.

– Proszę pana, jest pan chyba nadto śmiały… – nie chciałam go odstraszyć, zastanawiałam się, jak pociągnąć rozmowę, żeby z nim poflirtować. – Sądzi pan, że kobieta tak od razu zaprasza nowopoznanego mężczyznę do swojego łóżka?

Cygan podrapał się w głowę.

– Może jedna tak, druga nie… a pani by zaprosiła? – mimo, że nieco wystraszony, chciał zawadiacko grać kozaka.

 –Och, mężczyźni! Myślicie tylko o jednym, jak zbałamucić dziewczynę i zaciągnąć ją do łóżka.

– No bo jak się na panią patrzy, to się myśli o jednym… ale panią to nie trzeba zaciągać… bo pani już jest w łóżku… – Uśmiechnął się szelmowsko.

Patrzcie jaki nicpoń! Podoba mi się jego gierka… faktycznie, już jestem zaciągnięta do łóżka…

– Spryciarz z pana… Dziękuję za komplement… Ale doprawdy, czyżbym istotnie mogła się podobać? – Czułam, że umiejętnie prowadzę gierkę, teraz będzie musiał skomplementować mój wygląd!

Ta rozmowa sprawiała mi niesamowitą przyjemność, zwłaszcza, że leżałam w łóżku i miałam na sobie jedynie koronkową koszulkę.

– Pani to się nam tak podoba, że aż nam staje…

– Że aż co wam staje? – teatralnie zdziwiona dopytywałam, udając nieświadomą.

Pewnie pomyślał: pizdeczko, że kutasy nam sterczą jak maszty! A wydukał:

– Że staje… nam… robota.

Podczas tych wszystkich prac wykorzystywali każdą okazję, żeby się o mnie ocierać, żeby otrzeć się w wąskim przejściu, a to o moją pupę, a to o biust. Widziałam wybrzuszenia w ich spodniach. Dwa razy wręcz celowo pobrudzili mi spódnicę. Wiedzieli, że zaraz pójdę do łazienki, żeby się przebrać.

Raz, niby przypadkiem, jeden złapał mnie za tyłek, brudząc spódnicę jakąś zaprawą. Bardzo przepraszał i zaczął mnie wycierać, ale w taki sposób, żeby tylko mocniej wymacać moją pupę. Oczywiście udawałam, że nie dostrzegam jego podstępu. Wręcz przeciwnie, wypięłam się mocniej, poddałam pośladki ruchom jego ręki… i serdecznie podziękowałam, że tak dba o mój wygląd. Później pochwalił się kolegom, że zmacał nauczycielkę, że aż miło. Pozazdrościli mu i sami częściej zasadzali się na mnie, urządzali polowanie na pobrudzenie mi spódnicy.

Wychodząc do pracy, celowo zostawiałam w łazience bieliznę. I to zarówno świeżo wypraną, suszącą się na sznurze, jak i już używaną. Najczęściej seksowne, koronkowe stringi leżały na koszu, zostawione niby przypadkiem, w pośpiechu. Podobnie biustonosz. Dziwnym zbiegiem okoliczności, zawsze z delikatnej, prześwitującej koronki. Musiało to działać na ich wyobraźnię. Wiedzieli, że przez taki materiał doskonale widać moje brodawki… i moją szparkę. Chyba dlatego potem tak się nad nimi pastwili. Po moim powrocie ze szkoły i stanik, i majteczki całe się lepiły. Jakby miseczki stanika służyły jako zbiorniczki na spermę… Nie chcę domyślać się, co robili z moimi majteczkami, można było je wręcz wyżymać! Strasznie mnie podniecało, gdy pytałam ich, czy nie wiedzą co się stało, że mój staniczek jest taki mokry. Wtedy tak uroczo, głupawo się uśmiechali i znajdowali wybitnie durne wytłumaczenia. Że na przykład nieśli wodę i się wylała. Natomiast jeszcze bardziej podniecało mnie, gdy po powrocie z pracy przebierałam się i zakładałam na siebie mokry stanik, czułam na piersiach lepką substancję… A najbardziej, gdy nasuwałam na tyłek mokrutkie stringi… Czułam się wtedy, jakby zalali mi cipkę. Raz nawet nie omieszkałam im tego zakomunikować.

– Panowie… właśnie założyłam moją bieliznę, która leżała w łazience, a ona jest jakaś mokra…

Ich miny mówiły wszystko. Oto ich nasienie moczy moją szparkę.

– To może my jakoś na paniusi wysuszymy te majteczki i cyckonosz? – zaproponowali.

Następnego dnia zalane były nie tylko stringi używane, które leżały na koszu, ale także czyste, które wisiały na sznurze.

***

Gdy robota osiągnęła odpowiedni etap, majstrowie zarządzili wiankowe. Musiałam postawić wódkę i z nimi pić. Mężczyźni przy alkoholu stali się bardziej odważni. Zaczęli mnie komplementować, że mam czym oddychać i na czym siedzieć. Ekscytowało mnie to.

– A jaki to rozmiar miseczki? – wypalił Bandziorek.

– Widzę, że zna się pan na damskiej bieliźnie. – Udałam zawstydzoną i cichutko odparłam: – D.

Pomruk zadowolenia wydali wszyscy.

– A co znaczy D? Jak doje?

Udałam jeszcze bardziej zawstydzoną, ale coraz bardziej nakręcała mnie ta dyskusja.

– Och panowie… zawstydzacie mnie… Powiem wam tylko, że źle być kobietą z dużymi piersiami.

– A to dlaczego? – Gapili się łakomie na mój biust, jakby go mieli zaraz zjeść.

– Jest się narażoną na przykład na zaczepki na ulicy ze strony niekulturalnych mężczyzn…

– A my też jesteśmy niekulturalni… ha ha ha. Też możemy panią zaczepiać. – Stanisław położył rękę na moim kolanie.

Uśmiechnęłam się do nich.

– No, do was panowie mam zaufanie.

– To ja też chcę pomacać kolanko – wyrwał się Bandziorek i złapał mnie za drugie kolano, ściskając dość mocno.

– Ojej, panowie, tak wam się spodobały moje kolana? – Zastanawiałam się, czy odpychać ich dłonie, czy nie?

– No pewno, że tak! Zgrabniutkie! – Stanisław zaczął wsuwać rękę wyżej, chwytając mnie za udo.

– Ojej… co pan robi? – Udając oburzenie, odpychałam jego rękę.

W tym czasie Bandziorek zrobił to samo, również wepchnął dłoń pod moją spódniczkę, jeszcze wyżej niż Staszek, i chwycił mnie za udo. Teraz musiałam się zmagać z obiema dłońmi. Jednak celowo wykazałam się taką nieudolnością, że nie zdołałam odepchnąć ich rąk.

– Nasza pani nauczycielka ma na sobie seksowne, koronkowe fatałaszki! – wykrzyknął Bandziorek, dotykając podwiązek moich pończoch.

– Musi nam to pani pokazać! – zakomenderował Stach.

– Nie, nie, panowie, ta zabawa rozkręca się w złym kierunku… – protestowałam, ale oczywiście nawet nie podnosiłam głosu. Szalenie byłam ciekawa w jakim kierunku to się naprawdę rozwinie. Strasznie mnie podniecał sam fakt, że ich natarczywe dłonie wdarły się pod moją spódniczkę.

Stanisław trzymał mnie za ręce i rozkazał Bandziorkowi, żeby mi podciągnął spódniczkę, tak, żeby zobaczyli koronki moich pończoch. Oczywiście udawałam, że chcę wyrwać ręce z żelaznego chwytu mężczyzny, ale w ten sposób tym bardziej go przekonywałam, jak wielką ma nade mną przewagę.

Robotnicy ujrzeli koronkowe manszety opinające moje uda w pełnej krasie.

– Ooo! Nieźle! Chyba wiesz paniusiu jak takie cóś działa na facetów?!

– Panowie, puśćcie mnie już… proszę…

– Pewno laseczki zakładają takie pończoszki, jak wybierają się na randki? Wybiera się pani może na randkę?

– Na randkę z nami! – zaśmiał się Bandziorek.

– A na randce to trzeba się całować! – zażartował Janusz, dotychczas nieśmiały, ale alkohol najwyraźniej uderzał mu do głowy.

– Całować ablo i co więcej! – głośno komentował Cygan.

***

Oczywiście na zakończenie remontu musiałam urządzić kolejną imprezę, oczywiście z dużą ilością alkoholu. Panowie dość szybko się rozkręcili. Żart ścigał się z żartem. Nawet spokojny Janusz rozbisurmanił się.

– Wie pani, że znam dowcip, który jest i o budowlańcach, i o nauczycielce?

Spodziewałam się jakichś sprośności.

– Na lekcji było otwarte okno, za oknem budowa. Jeden z budowlańców woła: Stachu, podaj, kurwa, cegłę! Na to wychyla się nauczycielka i protestuje: panowie, proszę zdrobniale, tu są dzieci. Na co robotnik drapie się w głowę i po chwili zastanowienia woła: Stachu, podaj, kurwa, tę cegiełkę!

Ulżyło mi, że nie są aż tak sprośni, jak mi się wydawało. Wtem, Stanisław, ni z gruchy, ni z pietruchy, pochwalił mi się:

– A wie paniusia, że moja kuśka to tak mocno staje, że mógłbym na niej podnieść wiadro wody?

Zamurowało mnie, uznałam to za dziwny żart, ale majster brnął dalej, opowiadał o swoich zdolnościach z wielkim przekonaniem. Chciał się założyć. Byłam pewna, że mnie wkręca, więc zgodziłam się na podjęcie próby.

– Ale nie za nic! – wykrzyknął Staszek. – Jeśli mi się uda, to będziesz musiała paniusiu rozpiąć przed nami staniczek!

Chyba alkohol za bardzo uderzył mi do głowy, bo się zgodziłam. Oczywiście również dlatego, że byłam pewna, że facet blefuje. Tymczasem majster brnął dalej.

– Nie tylko podniosę wiadro wody, ale jeszcze przejdę się z nim w koło tego stołu i was wszystkich!

Uznałam to za głupawy żart i nie omieszkałam tego powiedzieć. Majster zadął się, po czym stwierdził, że udowodni mi, choćby miał paść trupem! Ale znowu nie za nic…

Tym razem miałabym pozwolić im dotykać moich piersi. Udałam oburzenie, ale uznałam, że przecież nie ponoszę żadnego ryzyka. Wyobraźnia jednak podpowiadała, jak to muszę rozpiąć bluzkę i nadstawiać piersi dla brudnych łap roboli. A ci macają do woli. Ależ mnie ta wizja podnieciła!

Tymczasem Stanisław jeszcze się rozkręcał. Powiedział, że uniesie nie tylko wiadro z wodą, ale także z rozrobionym betonem! Nie potrafiłam się powstrzymać, wyśmiałam go. Rozjuszony, czerwony na gębie żądał kolejnego zakładu. Byłam pewna swego, więc zgodziłam się bez zastanawiania.

– Tym razem to paniusiu nie będziesz miała łatwo! Będziesz musiała pokazać swoją piczkę!

Zbulwersowałam się, ale co miałam robić, skoro przedwcześnie się zgodziłam?

Mężczyźni nabuzowali się perspektywą równie daleko idącego striptizu. Ich napalenie z kolei działało na mnie. Zastanawiałam się, jakie robiliby miny, gapiąc się na moją nagą cipkę.

Stanisław szedł za ciosem.

– Wiadro z betonem też poniosę wkoło stołu!

Stanęło na tym, że będą mogli dotknąć mojej szparki. Robotnicy byli zachwyceni, ale dopingowali swojego majstra do ostrzejszego zakładu. Staszek wniesie wiadro z betonem, obciążone dodatkowo wskazanymi, wielkimi kamieniami, na członku po drabinie, a wtedy ja będę musiała im się oddać.

Nie wierzyłam w taki scenariusz, kiwnęłam głową na tak. Stanisław momentalnie był gotowy do akcji, a pomocnicy już napełnili wiadro wodą. Byłam ciekawa jak wygląda penis majstra i jak będzie wyglądała próba, jak zachowa się po oczywistej przecież porażce.

Tymczasem Stach rozpiął spodnie. Takiej męskości jeszcze nigdy nie widziałam! Wielki pal stał wyprężony, patrzyłam… właściwie gapiłam… z rozdziawionymi ustami. A chłopcy dopingowali swojego majstra. Zabrał się za wiadro wody i… zachwiał się. Mimo widocznej tężyzny i tak sądziłam, że mu się nie uda. Zrobił drugie podejście. Chłopcy skandowali:

– Mistrz! Mistrz! Stacho mistrz!

Na początku zabrakło mi języka w gębie. Nie wiedziałam jak się zachować. Przecież muszę przed nimi rozpiąć bluzkę! Krygowałam się.

– Panowie… może mi podarujecie…

– Nie ma takiej opcji! – mężczyźni byli solidarni w swej bezlitosności.

Nie mając wyboru, zaczęłam rozpinać guziczki bluzki, ale najwolniej jak się dało. Widziałam jak się oblizują, jak się wpatrują, gdy po każdym rozpiętym guziczku widzą więcej. Biały biustonosz był z pięknej koronki, co dodatkowo wzmacniało ich doznania. Kiedy rozpinałam guziki, ręce drżały mi jak u alkoholika. Czułam całą gamę doznań: wstyd, upokorzenie, uległość i wykorzystywanie… ale do tego dochodziło podniecenie.

Gdy w końcu rozpięłam wszystkie guziczki, mężczyźni widzieli w pełnej krasie mój obfity biust, opięty eleganckim stanikiem. Słyszałam jak Janusz przełyka ślinę. Zastanawiałam się, jak  jeszcze mogę przeciągnąć zabawę.

– Panowie… więc macie to, co chcieliście. Oczywiście nie muszę zdejmować stanika?

Mężczyźni zaprotestowali gwałtownie, jakby ktoś im orzekł, że nie dostaną wypłaty. Czułam się poddana takiej presji, że ręce same sięgnęły do zapięcia biustonosza, znajdującego się z przodu. Teraz to dopiero drżały mi dłonie. Udawałam, że zapięcie się zacięło, mocowałam się z nim na różne sposoby, a kątem oka obserwowałam, jak Bandziorek się poci, a Janusz zagryza usta.

– Widzicie panowie, nawet stanik mi się zaciął… może nie ma takiej potrzeby, żebym go zdejmowała?

– To my pomożemy – przez zaciśnięte zęby syknął Stanisław. – Ale ostrzegam, wtedy nie będziemy się patyczkowali.

– Nie trzeba… – Byłam zrezygnowana. Wreszcie rozpięłam biustonosz. Obydwie miseczki opadły z moich piersi, ale wtedy obie zasłoniłam dłońmi. Janusz nie wytrzymał, wstał z siedzenia, zaś Stanisław tak mnie zmroził wzrokiem, że bałam się dalej zasłaniać cycki. Zabrałam dłonie. Wypięłam piersi do przodu. Nie wiedziałam, czy bardziej jestem skonfudowana, czy podniecona.

Obcy faceci oglądają moje nagie cycki! A niech tam! Niech mają gnojki. Pewnie jeszcze takich nie widzieli. Niech podziwiają.

– Ale piękne cyce! – wrzasną Bandziorek, a Janusz drapał się po głowie z rozdziawioną gębą.

– Wielkie… jak mleczne… mogłabyś paniusiu całą klasę wykarmić – z podziwem cedził słowa Stach. – Daj nam popatrzeć… lubię takie sutki…

Zawstydzona nie mogłam patrzeć im w oczy.

– Panowie, już wystarczy, obejrzeliście sobie moje piersi dokładnie…

– Nie, jeszcze nie! – wyrwało się cichemu dotąd Januszowi.

– A ja bym chciał trochę więcej niż sobie popatrzeć. – Stanisław był nadal czerwony na twarzy. – Czas na drugi zakład, dawajcie mi wiadro!

Szybko zapięłam stanik i bluzkę. Z przerażeniem patrzyłam jak majster znów zakłada wiadro i dziarsko z nim kroczy. Na szczęście, szło mu niezdarnie i byłam przekonana, że nie podoła. Tym bardziej, że cały się spocił, na czoło wystąpiły mu żyły. A jednak, zrobił to! Znów nie miałam wyjścia, ponownie drżącymi rękoma rozpinałam bluzkę, ale tym razem mężczyźni nie siedzieli za stołem. Stali przy mnie! Nie czekali aż rozepnę stanik. Wepchnęli mi w niego bez pytania ręce. Stanisław swą wielką łapą objął całą jedną pierś, podczas gdy Cygan z Januszem przepychali się do drugiej. Stach jakby ją ważył

– Ale ciężka! – szeptał.

Tymczasem młodzieńcy byli zachłanni, Bandziorek zaborczo mnie macał, jakby chciał się tym nasycić. Ale oni dopiero się rozkręcali. Majster zaczął ugniatać moje piersi niczym ciasto, a młodzi ściskali je tak mocno, jak dojarz ściska wymiona krowie, jakby je doili… Bandziorek nawet uszczypnął.

– Auuaa! – krzyknęłam. – Już wystarczy! Miało być dotykanie, a wy po prostu wymacaliście mi cycki!

Zapewne by nie odpuścili, gdyby nie kolejny zakład. Stanisław zagonił chłopców do rozrabiania betonu. Tym razem obawiałam się, że jednak może mu się udać. Zorientowałam się z zaskoczeniem, że tak naprawdę mu kibicuję. Przecież to będzie wspaniały rozwój wypadków! No i udało mu się! Przyszła kolej na dalsze obnażanie się. Teraz już na poważnie. Muszę pokazać cipkę.

Stali nade mną, niczym wilki osaczające ofiarę i czekali. Czując tę presję, swoją powinność, schwyciłam dłońmi brzeg spódnicy. Przez moment nie robiłam nic. Dopiero chrząknięcie Stanisława ponagliło mnie do działania. Powoli, ale to bardzo powoli, zaczęłam podsuwać do góry kieckę. Mimo mocno szumiącego w głowie alkoholu, zdałam sobie sprawę z absurdalności tej sytuacji, ale co mogłam zrobić? Z drugiej strony świadomość, że podciągam spódnicę przed trzema napalonymi samcami, podniecała mnie niemożebnie…

Bandziorek zamruczał, gdy jego oczom ukazały się koronki pończoch.

– Dalej! Dalej! – syczał z niecierpliwością.

Wreszcie zadarłam spódniczkę wysoko. Miałam świadomość, że widzą moje majtki, trzymałam zaciśnięte uda. Koronka stringów była taka cienka i prześwitująca… Mężczyźni nie mogli się doczekać.

– Teraz majteczki w dół! Chcemy zobaczyć wreszcie ten kwiatuszek – ponaglał Bandziorek.

– Panowie, wstydzę się… – Spuszczając wzrok, demonstrowałam swoją nieśmiałość.

– Trudno, to będzie musiała się pani trochę powstydzić, ale zakład, zakładem, szparkę pokazać mus!

– Wiem, że przegrałam, więc pokażę… ale dajcie mi panowie pięć minutek… niech ochłonę… niech się do tego przygotuję…

– Tylko minuta!

– Och, trudno, dziękuję i za tyle…

Wiedziałam, że moje zwlekanie jeszcze bardziej ich podjudzało, mnie też podniecało podwójnie to ich czekanie nade mną. To była najkrótsza minuta w moim życiu, w ich zapewne najdłuższa.

– No już, szybko, wyskakuj z majteczek! Pokaż cipkę. – Niecierpliwił się Bandziorek.

Ponaglana, chwyciłam za brzegi stringów. Przez moment nic nie robiłam, jakbym się jeszcze wahała.

– No, paniusiu, pokaż wreszcie swoją pizdeczkę… – Bandziorka aż skręcało.

Zaczęłam je zsuwać. Oczywiście trzymając mocno złączone uda. Więc nawet, gdy już zsunęłam stringi z tyłka, nic im nie pokazałam.

– Niżej majty! – Bandziorek wychodził z siebie.

Zsunęłam stringi do połowy ud i tak je zostawiłam.

– Nie drocz się z nami pani nauczycielko, bo my się zaraz podroczymy z tobą – wycedził przez zęby Stanisław. Jego poważna mina dowodziła, że nie żartuje.

Rozchyliłam uda. Moją szparkę mieli jak na tacy.

– Ale wygolona! Zadbana… Aż się sama prosi, żeby w nią wjechać! – Bandziorek aż kipiał.

Nawet nieśmiały i grzeczny Janusz nie wytrzymał.

– Piękna… wymarzona…

Podsunęli się blisko i oglądali, a ja siedziałam przed nimi w zapraszającej pozie, z podciągniętą do góry spódnicą i z rozchylonymi udami, jakbym mową ciała jednoznacznie komunikowała: weźcie mnie, jestem wasza. Tak mnie to podniecało, że aż kropelki rosy pojawiły się na płatkach.

– Ale wąska szparka – z miną znawcy oceniał Stanisław. – Może dziurka w środku też jest wąska… – Nie wiedziałam czy to stwierdzenie, czy pytanie? Czy tak rzucone, czy skierowane do mnie?

– Znaczy się ciasna? – nieśmiało zapytał Janusz.

– A to trzeba sprawdzić, czy dobrze przepchana! Ha ha ha! – Zaśmiał się Bandziorek.

Byłam potwornie zmieszana. Patrzyłam w bok, żeby nie spotkać się ze wzrokiem któregoś z nich.

– Zaraz będzie czas na macanko! – Stanisław był stanowczy. – Jeszcze tylko parę kroków z tym wiadrem.

No i kolejny zakład sromotnie przegrałam. Byłam prawie załamana. Przecież teraz zmacają mnie jak zechcą, nawet gdybym stawiła opór, na nic by się to nie zdało. Trzy pary rąk szybko wtargnęły pod moją spódnicę. Przepychały się ze sobą. Każda chciała dorwać się do mojej cipki. Dotykali mnie mało delikatnie, łapali za szparkę, wkładali palce w pochwę…

– Tak myślałem: ciasna! – z lubością komentował majster. – Mało używana?

– Ciekawe ile kutasów w niej hulało?!

Strasznie krępowały mnie te ich dociekania. Jednocześnie zmuszały mnie do wspomnień… Ilu mężczyzn gościło w mojej intymnej jaskini? Och… najpierw ten stary drań… ależ natarczywy… potem ten gówniarz… myślał, że wszystko mu wolno…

Wtem Bandziorek i Janusz na raz wepchnęli mi swoje palce. Ależ mnie zabolało!

– Auuaa! Boli! Co wy robicie?

Janusz szybko się wycofał, ale Bandziorek jeszcze mocniej natarł ręką!

– Trudno! Takiej cipie należy się dobre zmacanie!

Próbowałam wstać, wyrwać się, ale młodzian trzymał mnie krzepko, mogłam tylko się mu poddawać.

Stanisławowi jeszcze było mało.

– Ostatni zakład! Dawajcie wiadro z betonem i dorzućcie kamieni.

Od razu zauważyłam, że oszukują. Do wiadra wrzucili nie te ciężkie kamienie, o których była mowa, ale znacznie lżejsze. Nic nie mówiłam. Majster podjął próbę wejścia na drabinę. Spadł już z drugiego szczebla. Klął szpetnie, czuł, że nie da rady. Jego pomocnicy byli zrozpaczeni. Bandziorek tłukł pięścią w stół aż huczało.

Wtedy zaczęli jeszcze bezczelniej oszukiwać. Majster przy kolejnym kroku wspomagał się ręką. Pomagali mu też chłopcy, którzy podtrzymywali wiadro. W taki sposób oczywiste stało się, że wejdzie na szczyt drabiny.

Moje protesty na nic się nie zdały. Nie przejmowali się wcale, że tak oszukali mnie w tym zakładzie, nie mieli najmniejszej wątpliwości, że teraz powinnam się im oddać. Nie mieli też wątpliwości, że pierwszy weźmie mnie Stanisław. Jednak majster był tak zmordowany tachaniem wiadra, że oddał pole. W tej sytuacji, swą szansę zwietrzył Bandziorek:

– Ja! Ja pierwszy! – zakrzyknął z błyskiem w oku.

Czułam, że jestem łupem, którym się dzielą, że nie mam nic do gadania. Szalenie mnie to podniecało.

– Panowie… jak możecie? Nie wyrażam zgody… postąpiliście nieuczciwie…

Mój sprzeciw ich rozjuszył, nie istniała siła, która mogłaby ich by powstrzymać… Nawet nie dyskutowali ze mną. Bandziorek nakazał Januszowi, żeby mnie przytrzymał. Wstałam zza stołu i zaczęłam uciekać, ale w szpilkach nie ubiegłam za daleko. Młodzi mężczyźni chwycili mnie za ręce i poprowadzili do stołu. Nawet nie próbowałam się wyrywać, wiedziałam, że to nie ma żadnego sensu. Czułam się jak ofiara prowadzona na rzeź, tyle, że mnie czekało co innego…

Po doprowadzeniu do stołu, Bandziorek obrócił mnie i popchnął tak, że rozłożyłam się na blacie na plecach. Błyskawicznie zadarł spódnicę i zaczął na mnie włazić. Odpychałam go i wierzgałam nogami, wtedy chłopak powtórzył Januszowi, że ma mnie trzymać. Ten był zmieszany i trochę się wahał, ale w końcu podniecenie wzięło górę. Złapał za ręce i odciągnął je do tyłu. Teraz już nie mogłam odpierać ataków Bandziorka, który wdarł się między moje nogi i położył się na mnie. Kiedy rozpinał rozporek, czułam się taka bezbronna, jedyne co mogłam robić, to żałosnym tonem błagać Janusza.

– Jesteś prawym chłopcem, jak możesz mu pomagać w tym, co on mi robi?

O dziwo podziałało, chłopak puścił moje dłonie.

Natychmiast znów podjęłam próby odpychania Bandziorka, jednak na niewiele się to zdało. Leżałam przygnieciona jego ciężarem i nie byłam w stanie go z siebie strącić. Próbowałam wierzgać nogami, ale on już był między nimi. Wkrótce poczułam jego męskość ocierającą się o moje krocze, szorowała po szparce. Wiedziałam, że już go nie powstrzymam. Czułam jak potężny taran wdziera się pod moje majteczki i wcelowuje się w cipkę. A więc zaraz się to stanie. Jak bardzo ja tego chciałam…

– Nie… nie… proszę… nie rób mi tego…

Ale moje protesty, nawet w najmniejszym stopniu nie powstrzymywały ogarniętego chucią młodziana. Penis wsuwał się w dziurkę. Podjęłam ostatnią próbę zrzucenia go z siebie, ale to tylko przyspieszyło pchnięcia. Wbił się do końca pochwy. Zostałam zdobyta. A Bandziorek-zdobywca triumfował i wyrażał to coraz potężniejszą penetracją. Czułam się zdobyta, upokorzona, złamana… Mogłam tylko przyjmować mocne sztychy i… jęczeć… A ja wszak uwielbiam jęczeć…

Wzdychałam, stękałam…. w bardzo żałośliwych tonach. Oczywiście Bandziorek nie miał na sobie gumki, to mnie dodatkowo stymulowało. Strach przed zajściem w ciążę, o dziwo, strasznie mnie podniecał. Bandziorka najwyraźniej także, ani myślał kończyć gdziekolwiek indziej niż w mojej pochwie. Moje błagania, tylko go zachęcały.

Z rozanieloną miną, grzmocił mnie jak oszalały, jakby ścigał się na torze wyścigowym.

Wreszcie wystrzelił. Oczywiście w środku. Jeszcze przytrzymał mnie, jakby upewniając się, że całe nasienie ulokuje we mnie.

Kiedy już zlazł ze mnie, poprawiając spódnicę, zaczęłam szlochać i biadolić:

– Boże! Zostałam zgwałcona! Do tego na pewno zajdę w ciążę…

Moje lamentowanie, tak jak przewidywałam, jeszcze bardziej nakręcało Cygana i majstra, ale Janusz był zdeprymowany, a oto właśnie przyszła jego kolej.

Uwielbiam uciekać, zwłaszcza, że w szpilkach biegam nieporadnie, jakby demonstrując, że jestem łatwym łupem. Podobną próbę podjęłam teraz, a jedynym miejscem ucieczki mógł być mój dom. Dopadłam do okna, które było otwarte, a że mój drewniany domek jest niski, próbowałam przez nie wejść. Nie było mi to dane. Szybko doskoczył Bandziorek, akurat w momencie, kiedy usiłowałam przesunąć się przez parapet. Zatrzymał mnie w ten sposób, że mój tułów już był w domu, a pupa i nogi wystawały na zewnątrz. Spryciarz użył okiennic, żeby mnie przygwoździć i unieruchomił tak, że nie mogłam ani wejść do środka, ani wrócić na zewnątrz. Mogłam jedynie wierzgać nogami. Bandziorek, wykorzystując to, podwinął mi spódnicę.

– Janusz! Pani nauczycielka w zapraszającym geście! Ha ha ha!

Chłopaka ten widok musiał mocno pobudzić, bo szybko poczułam jego ręce na swojej pupie. Mimo, że krzyczałam:

– Janusz… nie! Nie rób mi tego!

Czułam, że zupełnie nic nie mogę zrobić, tylko czekać na dalszy bieg wypadków. Ta bezradność, zniewolenie… zależność od nich… czekanie… wywoływały we mnie coraz większe emocje. Potęgowały ją krzyki mężczyzn, dopingujące Janusza.

– Teraz jest twoja! Patrz, jak pięknie wypięta!

– Czeka, żebyś ją wypieprzył! A na co ty czekasz?! Załaduj jej!

To, że nie widziałam, co się dzieje, ekscytowało mnie niezmiernie…

Wreszcie poczułam dotyk drżących dłoni na pupie. Gładził ją delikatnie.

– Nie trać czasu! Zabierz się w końcu za nią!

– Wypina ci pupcię, bo czeka na klapsa! Trzaśnij ją, a porządnie!

Przestraszyłam się i zaczęłam oczekiwać siarczystego strzału, aż zagryzłam zęby, ale zamiast tego, dostałam bardzo delikatne klepnięcie.

– Nie tak ofermo! To duże dupsko jest stworzone do młócenia! Przyłomocz, aż poczuje!

Z jednej strony bałam się bólu, z drugiej te słowa wywoływały we mnie potworne podniecenie.

– Ja ci pokażę jak się grzmoci takie zady! – Wraz ze słowami, poczułam uderzenie i towarzyszący mu silny ból.

– Auuaa! Jak możecie! – zakrzyknęłam płaczliwym tonem.

Zaraz potem poczułam silne uszczypnięcie, jak dobitny dowód, że jestem jedynie zabawką w ich rękach. Ta sytuacja musiała podziałać na Januszka, bo wkrótce poczułam twardy członek na pośladkach… i na wargach sromowych…

– Nie… proszę… – Moje słowa nie mogły już go powstrzymać.

Nabrzmiały penis zaczął szturmować moją cipkę, wsuwał się we mnie nerwowymi ruchami. Zaparta o parapet nie mogłam uciec, mogłam tylko się poddawać i przyjmować pchnięcia. Ruchy posuwisto-zwrotne jakie wykonywał młodzieniec i popychanie mnie, spowodowały, że okiennicy mocno uciskały i ocierały, jednak nie trwało to długo. Chłopak szybko się spuścił. Oczywiście we mnie…

Kiedy Stanisław wrócił do sił, w ogóle nie protestowałam. Wiedziałam, że opór nie ma najmniejszego sensu. Wręcz zaprosiłam go do mojego łóżka, mając już dość stołów, parapetów i szarpania się. Właściwie czułam potrzebę okazania mu uległości. Sprawiało mi to swoistą przyjemność.

Zapytałam jedynie, czy mam tylko podciągnąć spódnicę, czy też rozebrać się całkiem. Ruch palca mężczyzny powiedział wszystko.

Delektował się obserwowaniem jak zdejmuję bluzkę, jak drżącymi rękami rozpinam guzik spódnicy i rozsuwam zamek. Śledził wzrokiem ruch materiału kiecki zsuwającej się po nogach na podłogę.

Jeszcze bardziej ręce drżały mi, gdy rozpinałam biustonosz. Wkrótce znalazł się obok spódnicy. Najdłużej zsuwałam majteczki. Do połowy ud, do kolan. Stach przełykał ślinę. Do kostek. Wreszcie stałam przed nim tylko w pończochach i szpilkach.

Jego członek prężył się niczym włócznia, a przecież, jeszcze niedawno poddany był równie morderczemu obciążeniu! Jeśli udźwignął napełnione wiadro, do czego jeszcze jest zdolny?! Poczułam nagłą potrzebę oddania mu hołdu. Uklękłam przed nim.

– Boże! Co za olbrzym! Jaki potężny… – Chciałam pochwałami sprawić przyjemność jego właścicielowi.

Z namaszczeniem objęłam główkę ustami. Nie było to łatwe. Stach prężył się z dumy. W jego oczach pojawiła się potrzeba dominacji.

– Jesteś już wyruchana. Dwukrotnie. Ale teraz dopiero zobaczysz co cię spotka. Co spotka twoją nauczycielską psiochę. Ale na początek, nauczycielski, wygadany dzióbek…

Stacho nie czekał na obciąganie, on po prostu mi wepchnął swój niemiłosierny oręż głęboko w usta i zaczął je pieprzyć. Niczym cipkę. Trzymał mnie za głowę cedząc przez zęby:

– Jesteś teraz moja. Moja suczka.

Strasznie mnie to podniecało. W geście uległości byłam gotowa przyjąć jego wytrysk do ust i… połknąć w całości… Ale Stach wcale nie zamierzał się spuszczać. Poddusił mnie trochę, wciskając penisa w gardło, ale zaraz potem wyjął.

– Masz piękne, dorodne cyce, chcę cię w nie wyruchać.

Boże! Jakiego ja mam fioła na punkcie moich piersi! Ubóstwiam, gdy mężczyźni je podziwiają.

– Nauczycielka cycatka to szczyt marzeń! Zawsze marzyłem, żeby taką dorwać. Ale w snach nie marzyłem, że mi taka da…

Byłam strasznie podniecona jego słowami. Też chciałam używać podobnego języka.

– A ja ci dam…

Szybkim ruchem ulokował swoją włócznię między piersiami.

– Ale z ciebie sucz! W tych szpilkach i pończochach, z tymi wielkimi cycami…

Wykonywał ruchy frykcyjne między moimi półkulami, a jednocześnie dłońmi je ugniatał.

– O tak… ale wielkie i jędrne doje! Należy im się porządne macanie.

– Och… ależ mocno ściskasz… jesteś tak krzepkim budowlańcem…

– Pewnie niejeden by się teraz spuścił na te twoje balony, ale nie ja, ja mogę bardzo długo bez spustu.

A więc czeka mnie noc pełna wrażeń – pomyślałam – o ile się nie przechwala.

– Od razu wiedziałam, że mam do czynienia z prawdziwym mężczyzną, supermenem! – Chciałam go chwalić nieustannie, łechtanie jego ego, sprawiało mi ogromną przyjemność.

– A żebyś wiedziała! Wygrzmocę cię dziś tak gruntownie, że nie zapomnisz do końca życia.

– Ojej… tak się boję… obawiam się, czy ja wytrzymam tak srogą lekcję… masz tak groźny oręż…

Kraśniał z dumy i zachwytu, zwłaszcza, gdy ulegle rozkładałam się przed nim na łóżku. Rzucił się na mnie drapieżnie, niczym bestia, ale prawdziwie zwierzęce oblicze ukazał, gdy zaczął mnie ujeżdżać. Nigdy wcześniej nie miałam w sobie równie potężnego członka. Nie spodziewałam się po tym dojrzałym mężczyźnie, że jest aż tak ostry, by nie rzec brutalny. I że ma takie możliwości… Nie kłamał, nie koloryzował, rzeczywiście dał mi popalić.

Nie zaznałam chwili wytchnienia przez niemal całą noc, brał mnie chyba we wszelkich możliwych pozycjach i tak mocno, że łóżko aż trzeszczało. Te donośne dogłosy, wymieszane z moimi żałośliwymi jękami i samczym stękaniem Stacha, podsłuchiwane były przez dwóch chłopców w sąsiednim pomieszczeniu. Okazało się, że jurny majster lubował się w wulgaryzmach, którymi mnie gromko raczył. Byłam suczą, dziwką, a nawet kurwą. Zostałam zeszmacona, skurwiona. Groził, że opowie o tym, że mnie miał całej wsi. Spokojny na co dzień budowlaniec, w łóżku dał się poznać jako grubianin i prymityw. Rzeczywiście traktował mnie i pieprzył jak dziwkę, zaspakajając swoje najmroczniejsze instynkty, dając upust żądzy. A mnie to wszystko, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, ekscytowało, rozogniało…

Wreszcie zagalopował się, zaczął rżnąć mnie najmocniej jak potrafił, skrzypienie łóżka zagłuszyło moje jęki. Wreszcie trzasnęło i… załamało się pod nami!

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wejdź na nasz formularz i wyślij je do nas. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Lekkie, przyjemne, zabawne… z absolutnie rozbrajającą sceną z wiadrem ;D

Witam,

Po lekturze Twojego kolejnego opowiadania muszę zauważyć że pojawia się pewien stały i nużący motyw a w zasadzie dwa motywy. Czynią one tak to, jak i inne Twoje opowiadania bardzo podobnymi do siebie.

Wypindrzona damulka, wyższe wykształcenie, „co to nie ona”, spotyka chama i prostaka w liczbie jednego lub więcej. Erotyka tych opowiadań jako że umiejscowiona w zwierzęcych raczej klimatach, jest nieco za mało subtelna. Jest to raczej pornografia, mamy wszystko podane w dialogach i opisach, nie musimy używać zbytnio wyobraźni. Niestety ten styl będzie raczej stymulował mniejszość (jak myślę) tutaj obecnych.

Nie wiem czy mogę. Ale sugerowałbym, za chociaż którymś następnym razem, bohatera z nieco wyższą klasą. Nie musi być doktorem ale przydało by się żeby chociaż: miał maturę, kompletne uzębienie, był czysty i pachnący jakimś dobrze dobranym zapachem, odziany zgodnie z nieco bardziej wyszukanym gustem. Nie musi w łóżku posługiwać się francuskim (w obszarze kontaktu werbalnego 😉 czy kolekcjonować dzieł Berezowskiej czy Lebensteina, ale Wiesz … żeby był w miarę ogarnięty.

Myślę że właśnie ta powtarzalność elementów na które zwróciłem uwagę, łącznie z „przaśnością” opisu dialogów i scen … kopulacji, powoduje że opowiadanie to przechodzi nieco mało zauważone, myślę że stać Cię na dużo więcej. Dodam jeszcze tylko że ta „przaśność” może i mogła być pewnym fajerwerkiem w przypadku początków, jednak kontynuacja tego stylu zdaje się być na dłuższą metę brnięciem w ślepą uliczkę.

Pozdrawiam,
Mick

Mick, dzięki za dłuższy wywód, a zwłaszcza za wróżenie, że „stać mnie na więcej”.

Zatem Tobie dedykuję kolejne moje opowiadanie, w którym wystąpi przedstawiciel klasy biegunowo odmiennej od majstra. Wręcz członek wiejskiej elity…

Wypindrzona damulka niestety pozostanie stałym elementem, bo nie chcę zmieniać bohaterki.

Zatem z niecierpliwością będę oczekiwał utworu i dziękuję zawczasu za przychylenie się do mojej sugestii ;).

Nie nie, wypindrzona jest w porządku, nawet jest w porządku „co to nie ona” bo bardzo lubię pewne siebie kobiety. Chodziło mi o dwa inne wymienione przeze mnie elementy z szczególnym naciskiem na bohatera.

Jeszcze nikt mi nie zadedykował utworu prozą. Do tej pory tylko jeden instrumentalny „pierwotnie na fortepian i skrzypce” oraz 11 wierszy. Także Będziesz pierwsza ;).

Opowiadanie „Remont u Marty” jest opowieścią, która dobrze charakteryzuje specyficzny styl autorki i jej ulubione okoliczności w których umieszcza akcję. Opowiadanie jest bardzo realistyczne. Opisywane wydarzenia mogłyby się wydarzyć.

Sceny erotyczne są przedstawione plastycznie i odważnie w taki sposób, że tekst jest podniecający. Należy się cieszyć, że są autorki, kobiety, które potrafią pisać odważnie, bezpruderyjnie.

Z uwagą przeczytałem też, zamieszczony powyżej komentarz P.T. „Mick’a”. To prawda, że „Historyczka” lubi “przaśność”, styl pastiszu, a seks jest często przedstawiany w sposób wręcz żartobliwy.

Sądzę jednak, że autorka będzie się trzymać tego co napisała w swoim komentarzu, a mianowicie, że „wypindrzona damulka niestety pozostanie stałym elementem, bo nie chcę zmieniać bohaterki”.

Nie wiem, czy należy zbijać autorkę z tropu, ale popieram P.T. „Mick’a”, że wrodzony talent literacki umożliwiłby autorce, gdyby tylko zachciała, napisanie na przykład relacji z kameralnego, wyuzdanego spotkania z przystojnym chłopakiem. Poznalibyśmy wtedy lepiej osobowość sympatycznej przecież kobiety.

Przepraszam że napiszę nie na temat. Zgadzam się z Twoją opinią o Autorce pomimo tego co dałem odczuć w pierwszym komentarzu.

Chcąc Ci odpisać, przypadkowo nacisnąłem na nick nie zaś na tytuł i przeniosło mnie do opisu Twojej osoby jak mniemam. Poczytałem trochę i mam pytanie.

Jak Zapatrujesz się na założenia Ruchu Teozoficznego założonego przez Helenę Bławatską. Pytam bo to co Piszesz częściowo przypomniało mi nauki Jidu Krishnamurtiego. Jeśli jednak się pomyliłem to przepraszam.

Pozdrawiam,
Mick

Napisz komentarz