Życie to gra (Vee)  4.71/5 (8)

18 min. czytania

Źródło: Pixabay

Lubię grać w gry. Na komputerze, konsoli, nawet telefonie komórkowym. Pykam właściwie we wszystko. Strzelanki są fajne, strategie są fajne i przygodówki też. Nawet minigierki. Podobno do tych ostatnich mam talent, bo w mgnieniu oka odnajduję luki systemu i wykorzystuję je na swoją korzyść. Świat wirtualny jest ekstra. Można bić się na całego i nie czuć bólu, można bez strachu skoczyć w przepaść. Nie brak ograniczeń jest jednak najlepszy. Gry lubię przede wszystkim dlatego, że jestem w nich dobry. To wspaniała odskocznia od realu, w którym tak dobrze już mi nie idzie. Dlatego zawsze, gdy staję przed wyzwaniem, powtarzam sobie, że życie to gra.

Moje życie toczy się wokół szkoły, a w niej mam osobliwe party[1]: Hania, zwana Końską, zakompleksiona dziewczyna o twarzy przypominającej konia; Basia, inaczej Ruda, czerwonowłosa metalówa, co to z metalami dzieli nie tylko gust muzyczny, ale i częstość brania kąpieli; Szczur, o którym mało kto wie, że ma jakieś imię, zbierający wpierdol na każdej przerwie; no i ja, po prostu Rafał, zbyt nijaki, by zasłużyć na pseudonim.

Powiedzieć, że nie jesteśmy zbyt popularni, to nic nie powiedzieć. O naszej pozycji dobitnie świadczy miejsce, w którym przesiadujemy większość czasu – podłoga w zacisznym korytarzyku na drugim piętrze. Mówiąc wprost, jesteśmy bandą noobów[2], ale nikt nie śmie nas tak nazywać.

Bo jest z nami Olga. Blondwłosa zdolniacha, której talent muzyczny daje boosta[3] do szacunku. Roztacza wokół siebie dziwną aurę wyjątkowości. Na lekcjach bywa rzadko, bo albo szkoła muzyczna, albo jakiś wyjazd. Kiedy już się zjawia, nie ćwiczy na WF-ie, bo jej pomykające po pianinie dłonie są podobno zbyt cenne, żeby narażać je na wybicie palca piłką do koszykówki.

Nie tylko jest dziewczyną, ale potrafi nią być. Każdy jej ruch wydaje się taki doskonały. Sposób, w jaki chodzi, w jaki trzyma torebkę… nawet zasłaniając ziewające usta, ma w sobie mnóstwo klasy. Uważam, że jest piękna, choć obiektywnie rzecz biorąc, długie nogi, które znajdą uznanie dopiero u starszych panów i zawsze smutny wyraz twarzy, plasują ją niewiele powyżej szkolnej normy.

Początkowo nie rozumiałem, dlaczego chce się z nami zadawać. Z perspektywy czasu myślę, że wolała założyć własną gildię[4], niż być numerem dwa w cudzej, bowiem z Alicją, która – wszyscy w szkole jesteśmy o tym święcie przekonani – jest posiadaczką najlepszych cycków na świecie, szanse miała niewielkie.

Cieszę się, że Olga nie podjęła z nią walki. Nie tylko dlatego, że na tych ciężkich dojcach niechybnie połamałaby sobie te delikatne paluszki, ale też dlatego, że dzięki jej towarzystwu czas w szkole jest jakby mniej nieznośny.

Oczywiście niewystarczająco mniej, by odpuścić sobie dzień wagarowicza.

Z pomysłem zrezygnowania ze szkoły i wycieczki do Powiązek wychodzi Basia. Mamy jechać całą paczką, ale Szczur, którego starzy wyjeżdżają wczesnym rankiem do pracy, rzutem na taśmę postanawia zostać w domu.

Jestem wkurzony, bo doskonale wiem, że cały dzień będzie expił[5]. Próbuję głupka przekonać, że będę od niego silniejszy, nawet gdy dogoni mnie z levelem[6], bo mam lepszy build[7] i złotą halabardę, ale nie wytłumaczysz. Tak naprawdę nie chodzi wyłącznie o grę. Zależy mi na jego obecności, bo zawsze dobrze mieć przy sobie większego frajera od siebie. Zwłaszcza takiego, który niczym tank[8] z prawdziwego zdarzenia bierze na siebie wszelkie pięści i drwiny. Potrzebuję go z jeszcze jednego powodu – przy samych dziewczynach robię się chorobliwie nieśmiały.

– Zostaję w domu – odpisuje mi w przeddzień wyjazdu z nietypową dla siebie asertywnością.

Niech to szlag!

Nazajutrz udaje nam się zająć cały przedział w pociągu. Końska jest szatynką, więc przy blond Oldze i Rudej można powiedzieć, że mam do wyboru, do koloru. Ktoś z zewnątrz mógłby pomyśleć, że jestem luckerem[9], ale prawdę mówiąc, wolałbym pograć na kompie. Bez Szczura siedzę przy dziewczynach jak na szpilkach.

Gdy tylko ruszamy, Olga częstuje nas raffaello. Aż się zapowietrzam, gdy odgryza połowę smakołyku i nie spuszczając ze mnie oczu, wylizuje wnętrze pozostałej półkuli. Czuję, jak podnosi się mój towarzysz broni i zakrywam krocze długą kurtką. W tym czasie Ruda, jak ostatnia fleja, kruszy sobie wiórki na czarny podkoszulek, a Hania śmieje się z tego, jakże by inaczej, jak koń.

Kiedy wysiadamy na miejscu, jest już tylko gorzej. Godzinami szlajam się cały zasmarkany po zimnych ulicach miasta, które ledwo znam. Olga jest w swoim żywiole, bo przyjeżdża tu kilka razy w tygodniu na lekcje muzyki i doskonale zna okolice. Pokazuje nam budynek, w którym się uczy, a potem idziemy do galerii nieco się ogrzać. Dziewczyny ciągną mnie od ciucholandu do ciucholandu, bez przerwy prosząc o opinie na temat jakichś ubrań. Nie znam się na modzie, jak dla mnie wszystko jest OK.

Po opuszczeniu galerii szybko zaczynam tęsknić za pytaniami o ciuchy, bo do niskiej temperatury dołącza silny wiatr. Mimo to robimy powolny obchód miasta. W lepszych momentach dziewczyny rozmawiają ze sobą na tematy, o których nie mam pojęcia. W gorszych z kolei mają ze mnie niezłe używanie, przed którym nie potrafię się bronić.

– Powiedz, Rafał, która z nas ma najlepsze cycki? – zagaduje znienacka Olga, gdy zatrzymujemy się przy ławce na skraju parku.

Wszystkie, całe uchachane, skupiają oczy na mnie. W jednej chwili zapominam o chłodzie. Robi mi się niewiarygodnie ciepło. Co mam powiedzieć, co mam zrobić? Przecież każda odpowiedź jest zła, bo przynajmniej jednej z koleżanek będzie smutno. Życie to gra, życie to gra… gdybym tylko mógł, natychmiast bym się wylogował, ale to niemożliwe. Próbuję wymigać się od odpowiedzi, ale tak długo mnie dociskają, że wreszcie kapituluję.

– Olga – dukam, licząc, że dadzą mi wreszcie spokój.

Płonne nadzieje.

Zainspirowane jakimś programem z telewizji, wymuszają na mnie podanie także drugiego i trzeciego miejsca w kategorii cycuszków.

– W porządku – akceptuje moją odpowiedź Olga. – A buzię która ma najładniejszą?

W młodzieńczej naiwności stawiam na szczerość i wskazuję Rudą. Zabawa trwa, a męczące mnie dziewczyny po kolejnych pytaniach zaczynają reklamować swoje wdzięki w tylko sobie znanych pozach. Pozwalają mi bezkarnie oglądać ich krągłości. Powinno być fajnie, ale peszy mnie, bo one wiedzą, że patrzę i jeszcze chcą bym rozdawał im staty[10].

Końska dostaje u mnie punkty za swój wspaniały zad, a Ruda wygrywa kategorię „fryzura” za smagnięcie mnie w twarz ognistymi włosami. Mówiąc, że Olga ma najładniejsze nogi, chyba ratuję życie. Dopiero teraz dostrzegam, że jest na mnie wściekła.

Przez blisko pół godziny przebywania daleko poza strefą komfortu przeżywam chyba wszystkie możliwe debuffy[11]: zimne poty, duszności i nieustanny stres. Nic dziwnego, że do dworca wracam na miękkich nogach.

Jakby tego było mało, nie zabrałem z domu legitymacji szkolnej i teraz z trudem wysupłuję golda[12] na bilet powrotny. Już mam chować świstek do portfela, aż tu nagle Olga wyrywa mi go z ręki i ucieka do dziewczyn.

Natychmiast za nią pędzę, ale gdy próbuję odebrać moją własność, ta okazuje się w posiadaniu Hani, a następnie Rudej, które dołączyły do swojej liderki. Po kilku chwilach nie mam pojęcia, która dziewczyna trzyma bilet.

– Oddajcie – proszę żałośnie.

Ganiam za nimi jeszcze przez chwilę, ale szybko kończy mi się mana[13]. Zrezygnowany siadam na ławce. Podtrzymując głowę dłońmi, udaję obojętność. Próbuję podsłuchać, o czym tam dziewczyny dyskutują, ale trudno coś zrozumieć z takiej odległości.

Po pewnym czasie podchodzi do mnie Olga.

– Chcesz ten bilet, czy nie? – wyciąga do mnie rękę z wejściówką do pociągu.

Podnoszę głowę, by spojrzeć jej w oczy. Patrzy na mnie łagodnie. Chyba wie, że kara za niewłaściwą ocenę jej wyglądu była zbyt surowa. Ciekawe, czy mnie przeprosi. Wstaję i sięgam po bilet, a wtedy Olga cofa rękę i chowa go sobie do stanika.

Próbuję jej na to nie pozwolić, ale bez skutku. Z trudem powstrzymuję dłoń przed dotknięciem jej tam, gdzie nie wypada. Z ręką się udało, ale oderwanie wzroku od widocznego przez rozpiętą kurtkę dekoltu jest ponad moje siły.

– Gdzie się gapisz? No gdzie?! – Stunuje mnie jej donośny głos.

Wreszcie odrywam oczy od piersi i kulę się w sobie pod ciężarem krytyki. Za plecami Olgi staje nasz pociąg.

Mam ochotę na ragequit[14], ale to w niczym nie pomoże. Dlaczego ona mi to robi?!

– Olga, musimy wsiadać – informuje Ruda.

– Tak, idziemy – odpowiada Olga.

Dziewczyny odwracają się plecami do mnie i Olgi, po czym blondynka porozumiewawczo kiwa mi głową, jakbyśmy nagle zostali najlepszymi przyjaciółmi. Cichaczem podkrada się do koleżanek i dyskretnie wkłada bilet do kieszeni na prawym pośladku Hani.

Co ona sobie myśli?! Nie mogę tego zrobić. Po prostu nie mogę.

Muszę. Życie to gra, uda mi się. Inaczej zostanę w Powiązkach bez kasy na kolejny bilet. Wytłumaczę Końskiej, że to wszystko przez Olgę. Będzie musiała zrozumieć.

Podbiegam do nich i wkładam rękę do spodni Końskiej. Zaskoczona, zaczyna piszczeć i puszcza się galopem do środka wagonu. Ciągnie mnie za sobą, bo moja ręka tkwi w kieszeni, jakby przyklejona do jej pośladka. Próbuję wymacać bilet, ale musiał się jakoś zawinąć w materiale. Cholera!

Końska biega w kółko, próbując się mnie pozbyć. Z trudem utrzymuję równowagę.

– Hania, nie ruszaj się – proszę ją.

– Przestań! – wydziera się w odpowiedzi.

Ale wstyd.

Nie chcę, ale muszę. Pomagam sobie drugą ręką i z użyciem siły przyciskam ją do przezroczystej szybki. Po jej drugiej stronie, starsza pani oczami oderwanymi od lektury, wgapia się w rozpłaszczoną na szybie Hanię.

– Co robisz?! – krzyczy Końska.

Sam już nie wiem. Wyściskałem jej dupę na wszystkie sposoby, a po bilecie ani śladu. Zamieszanie zaczyna przyciągać uwagę innych osób.

– Masz z nią jakiś problem, typie? – Podnosi się wielkolud w dresie.

– Co się tutaj dzieje? – Z drugiej strony zbliża się pani konduktor.

No pięknie. Najpierw wlepią mi dwieście złotych mandatu, a potem jeszcze dostanę headshota[15]. W ostatniej chwili interweniuje Olga:

– Mogę to wyjaśnić. – woła.

Serce bije mi jak szalone. Olga ma w sobie coś takiego, że wszyscy jej słuchają. Zamienia kilka zdań z dresem, po czym ten wraca na miejsce. Z dociśniętą do ścianki Hanią patrzę, jak ta cheaterka[16] pokazuje konduktorce mój bilet. Jak ona to zrobiła?

Wykorzystując chwilę nieuwagi, Końska wydostaje się z kleszczy. Palę się ze wstydu pod jej smutnym spojrzeniem. Czuję dziwne swędzenie na plecach, jakbym ostatni raz mył się wtedy co Ruda.

– Nie dziękuj – mówi Olga, jakbym to ja był wszystkiemu winien. – Idziemy.

Całą trójką dołączamy do Basi, która zajęła nam miejsca. Końska siedzi obrażona z rękami założonymi na piersi i nieustępliwie patrzy przez okno. Ja ze spuszczoną głową dalej rozpamiętuję, co się stało, a Olga z Rudą wspierają nas w trudnych chwilach.

– Już wcześniej mówił, że lubi jej tyłek – rozpoczyna blondynka.

– Rafał jest takim mężczyzną, że jak mu na czymś zależy, to sobie to bierze – wtóruje jej Basia. Jej zachowanie coraz bardziej przypomina mi Olgę.

– Ale ją docisnął!

– Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby byli sami…

Wkurza mnie Ruda. Zaczęła się myć i od razu myśli, że jest nie wiadomo kim!

Razem z Hanią zerkamy na siebie nieśmiało i jednoczymy w wielkim rumieńcu. Muszę przyznać, że roztaczana przez dziewczyny wizja nie jest wcale taka zła, ale Końska ma dość.

– Możecie przestać? – prosi. W jej głosie pobrzmiewa jakaś rozpaczliwa nuta, która skłania koleżanki do zaprzestania żartów.

Zaczynają rozmawiać. Po kwadransie Hania zdaje się nie pamiętać sceny. Ja nie zamierzam tak łatwo się poddać i prowadzę strajk milczenia do końca podróży.

Po dojechaniu do Grzeszyna Głównego czuję ulgę. Wszystko co najgorsze mam już za sobą. Jeśli życie jest grą, to ten wyjazd okazał się survivalem[17]. Nawiedza mnie przygnębiająca myśl, że już lepiej było iść do szkoły. Na całe szczęście zaraz wrócę do domu, napiję się czegoś słodkiego i pogram sobie ze Szczurem.

– Idziemy do mnie, mam dzisiaj wolną chatę – decyduje Olga.

Nie ma mowy!

– Ja idę do domu – protestuję.

Olga nie chce na to pozwolić, ale jestem zaskakująco stanowczy.

– W takim razie musisz nas odprowadzić. Sam rozumiesz. Na wypadek, gdyby ktoś chciał nam wsadzić rękę do spodni.

– Jest jasno – ignoruję jej przytyk.

– Zaraz będzie ciemno.

– Nie będzie – kontruję.

– Rafał, boję się wracać do domu bez faceta. Nie obchodzi cię to?

Nie wiem co powiedzieć. Mam dość. Do Olgi jest blisko kilometr w przeciwną stronę ale i tak prędzej je odprowadzę, niż uda mi się skończyć tę rozmowę. Zresztą trochę ją rozumiem. Ja też nigdzie się nie ruszam bez tanka. Idziemy więc. Przez całą drogę z krzaków nie wyskakuje żaden macacz, a gdy docieramy pod jej dom, wciąż jest widno.

– Na mnie już czas – mówię.

– Idziesz z nami. – Olga dalej swoje.

Udaję, że nie słyszałem i rzucam coś na pożegnanie.

– Rafał – mówi tonem, który oznacza „ostatnie ostrzeżenie”. – Zapraszam – dodaje już uprzejmie.

Dociera do mnie, że nikt mnie przed nią nie ochroni. Spuszczam głowę i wchodzę do jej mieszkania.

Dom Olgi zachwyca. Za każdym razem, gdy przynoszę jej zeszyty, by mogła odrobić zaległości, boję się czegokolwiek dotknąć. Zdejmujemy kurtki i obuwie, po czym gospodyni prowadzi nas do swojego pokoju. Pozwala nam usiąść na dwuosobowym łóżku i zostawia na moment samych. Z Końską mamy niewyjaśnione sprawy, a Basia bez Olgi nie jest już taka mocna w gębie, więc solidarnie milczymy.

Atmosfera zmienia się, gdy Olga wraca z półsłodkim potionem[18] odwagi i nalewa nam do gustownych szkieł. Robi się wesoło. Ku własnemu zdziwieniu dołączam do babskich rozmów; nawet śmieszą mnie drętwe dowcipy Hani. Dziewczyny w milczeniu wysłuchują opowieści o dżungli, w której farmimy[19] ze Szczurem. Czuję się tak dobrze, że nie przeszkadza mi nawet, kiedy Olga mówi coś do dziewczyn na priv.

– Rafał, dobrze się dzisiaj bawiłeś? – zagaduje Ruda.

– No jasne – przyznaję. W sumie nie było tak źle.

– Niejeden chciałby znaleźć się na twoim miejscu i tak nas pooceniać. Nie mówiąc nawet o tym, co zrobiłeś Hani. Zasługujemy na rewanż – stwierdza Olga.

Jaki rewanż, co ona wygaduje? Przecież same chciały! Widząc, jak dziewczyny z poważnymi minami przytakują Oldze, wycofuję się w głąb łóżka. Plecami docieram do wezgłowia.

– Ale… – próbuję coś powiedzieć.

– Żadne „ale”! – Olga stawia sprawę jasno.

– Brać to by każdy chciał, ale dać coś od siebie to już ciężko. – Nawet Końska zaczyna mnie dojeżdżać. Nawet ona!

Życie to gra, życie to gra… co ja mam zrobić?!

– Zdejmuj koszulkę – rozkazuje Olga.

– Olga, ja nie…

– Pomogę ci.

Dziewczyna dopada do mnie i podciąga mi koszulę do góry. W samoobronie zginam ręce w łokciach.

– Podnieś ręce, no już! – ponagla mnie.

Długo się wzbraniam, ale finalnie się poddaję, bo dalszy opór może tylko pogorszyć i tak już nieciekawą sytuację. Unoszę ręce, a gdy zostaję bez koszuli, opieram się o wezgłowie i wstydliwie zakładam ręce na piersi, chcąc choć trochę się zasłonić. Czerwienię się od prześwietlających mnie damskich oczu.

– Jak jakiś heros – chwali Ruda.

Ta, chyba Suchoklates. Zerkam na Olgę, a potem na Końską.

– Jesteś z nas wszystkich zdecydowanie najlepszym facetem – komentuje Hania.

W pierwszej chwili biorę to za drwinę, ale żadna się nie nabija. Może naprawdę im się podobam? Z uwagą przysłuchuję się komentarzom o szerokich barkach i dużych dłoniach. Czuję się coraz mniej skrępowany i odsuwam ręce, by mogły przyjrzeć mi się dokładniej. Tracę czujność. Gdy Końska z Rudą na spółkę próbują ściągnąć mi spodnie, wyskakuję z łóżka. Już mam zapytać, co one wyprawiają, ale gasi mnie spojrzenie Olgi, dające do zrozumienia, że jeszcze się nie zrewanżowałem. Nie zamierzam pozwolić im ściągnąć sobie spodni. Wolę zrobić to sam, modląc się w duchu, by mój assassin[20] pozostał w ukryciu.

Fartownie udaje mi się schować podniecenie, a potem ze zdumieniem odkrywam, że dziewczyny wstrzymują oddech. Zachowują się dokładnie tak jak ja podczas zabawy w parku! Przestaje mi przeszkadzać, że mam tak owłosione nogi. Próbuję z pełnym luzem zająć swoje miejsce na łóżku, ale sztywne ruchy chyba mnie zdradzają.

Ledwo przyjmuję wygodną pozycję, a Olga unosi się nieco i podciąga do góry swój kolorowy bezrękawnik. Mimowolnie zerkam na jej brzuch. Dokonuję niezwykłego odkrycia. Jesteśmy do siebie bardzo podobni. Tak jak ja potrafię dobrym buildem wykrzesać z postaci cały potencjał, tak ona swoim sposobem bycia wyciska z siebie maksimum seksapilu. Uśmiecha się do mnie powabnie. Głośno przełykam ślinę i obserwuję, jak Olga zrzuca z siebie zbędny item[21].

Co?!

Pod spodem nie ma stanika. Nic nie ma. Zostaję dosłownie wbity w wezgłowie łóżka. Doznaję laga[22] mózgu i z rozdziawionymi ustami nie mogę oderwać wzroku od radośnie podskakujących półkul. Kiedy Olga zbliża się do mnie na kolanach, Końska z Rudą rozpływają się we mgle wojny[23]. Jestem tylko ja i ona. Chyba coś do mnie mówi, ale nie słyszę. Jestem więc właściwie ja i jej cycki.

Olga bierze moją rękę, żeby ostrożnie przyłożyć do swojego biustu. Pierś jest miękka i leży w dłoni jak najlepszy kontroler. Mija dłuższa chwila, zanim pozwalam sobie na odrobinę inicjatywy i lekko zaciskam palce. Boję się, że zrobię coś źle i będzie game over, ale chyba jej się podoba. Mnie podoba się bardzo. Nic bym w jej cyckach nie zmieniał, ani jednej tekstury. Są doskonałe w każdym pikselu.

Niestety, nic nie trwa wiecznie. Zimna dłoń Olgi na moim udzie sprawia, że ponownie łączę się z serwerem. Cycek wymyka mi się z ręki i nie wiedzieć kiedy, blondwłosa piękność trzyma oburącz moje gatki.

Uciekaj albo walcz.

Mój wojownik ani myśli wiać. Zamierza stawić czoła wyzwaniu i kiedy Olga rozbiera mnie do naga, on wyskakuje z majtek w pełni gotowy. Jestem w takim stanie, że trudno już mówić o wstydzie. Nie przejmuję się, nawet kiedy Końska z Rudą wracają na mapę, by obejrzeć z bliska mojego final bossa[24].

– Ej! – Olga wydziera się nagle swoim wyszkolonym głosem. – Nie słyszeliście, co mówił? Laskom w stanikach wstęp wzbroniony.

– Właśnie – potwierdzam.

Dziewczyny patrzą na siebie skonsternowane, ale Olga nie zamierza odpuszczać. Wstrzymuję oddech, gdy chwyta mnie za joystick żeby pokusić koleżanki swoją zdobyczą. Odciąga mi napletek, ale chyba nie ma za wiele expa[25], bo robi to bez wyczucia. Au! Tymczasem Końska z Rudą wreszcie pozbywają się części EQ[26] i zdobywam kolejne znajdźki[27]. Pierwsza z nich jest niczego sobie, a cycki Basi mają śmiesznego zeza. Pozostaję wierny Oldze.

Coraz trudniej wytrzymać mi jej „pieszczoty”. Grymaszę, zapieram się rękami i wydaję z siebie żałosne odgłosy. Próbuję być twardy, ale gdy game over ponownie zagląda mi w oczy, interweniuję:

– Proszę, bądź delikatna.

To chyba nie jest męski tekst, ale przecież to żadne zaskoczenie, że w łóżku jestem noobem. Nie wiem czemu, Olga wygląda na dotkniętą.

– Zobaczymy, co ty potrafisz.

Dziewczyna pozbawia mnie swojego dotyku i zostawia samego. Wykorzystuję moment, by popatrzeć sobie na Basię. Cieszę się, że ma takie śmieszne cycki, a za te wszystkie docinki chętnie bym ją uszczypnął.

Niespodziewanie Olga łapie mnie za nogi i z całych sił pociąga do siebie. Moja głowa opada na materac łóżka. Chcę się podnieść, ale blondynka siada mi na brzuchu, przesuwa się dalej na klatkę i zatrzymuje przed szyją.

To właśnie wtedy zauważam, że nie ma na sobie majtek.

– Na co czekasz? Zrób mi raffaello.

Raffaello, tak, wiem, o co chodzi. Olga jest niecierpliwa, bo chyba myśli, że to moje ulti[28]. Chwyta mnie za ręce, by położyć je na swoich biodrach. Zaproszony, przysuwam ją do siebie, mając przed oczami już tylko jej cipkę wraz z cienkim paskiem jasnych włosów.

Ten quest[29] jest ponad moje skille[30], dlatego mobilizuję umysł do wzmożonego wysiłku. Wpierw dotykam jej językiem, na co wzdryga się momentalnie i wydaje z siebie wstydliwy pisk. Reakcja Olgi jest cudowna, ale szybko orientuję się, że wynikała bardziej z zaskoczenia, bo oswojona z moimi ruchami wzdłuż jej szpary nie odpowiada już z tym samym entuzjazmem. Podskórnie czuję, że da się zrobić to lepiej i zaczynam eksperymentować. Kiedy rozpycham jej wrota dungeonu[31], widzę po unoszących się piersiach, że jej oddech przyspiesza. Raz nawet zasłania dłonią usta, by powstrzymać głośniejszy odzew. Później odkrywam to miejsce u góry, które wydaje się wyjątkowo wrażliwe.

– Umhh! – próbuję coś powiedzieć, bo Ruda z Końską gankują[32] mnie na bocie[33]!

Olga chyba nie rozumie, że nasza gra zamienia się w multiplayer, a ja cofam wszystko, co mówiłem o jej braku wyczucia. Kurde, one mi go chyba uszkodzą!

Wiedząc, że nie mogę liczyć na support[34] blondynki, godzę się z sytuacją i ponawiam badania. Moje podejrzenia się potwierdzają, w tym miejscu uzyskuję wyjątkowe value[35]! Z determinacją exploituję[36] tego buga[37] i walę jej crita[38] za critem. Olga nie może już powstrzymać głębokich wdechów i wydechów. Ha! Chyba jest zaskoczona, że ma do czynienia z mistrzem minigierek. Jestem pewien, że jeszcze trochę i dam jej satysfakcję, ale coraz trudniej skupić mi się na jej szparce, gdy tamte dwie bez przerwy zadają mi damage[39].

Zaczyna przegrzewać mi się procesor i przestaję pracować nad Olgą. Ta nie zamierza się z tym pogodzić. Łapie mnie za głowę i dociska do swojej cipki, ale ja po prostu nie mogę. Mówię coś niewyraźnie, bo dziewczyny robią mi takiego combosa[40], że nie wytrzymam ani chwili dłużej. Mój penis wystrzeliwuje przy głośnych piskach koleżanek. Olga zerka za plecy i widzi, co się stało. Nie jest zadowolona.

– Jeszcze raz dotkniecie mojego penisa, to wam go w dupy wsadzę! – krzyczy Olga. Wstaje ze mnie i wścieka się na koleżanki.

Nie mam nic przeciwko temu, by nazywała go swoim.

Końska ucieka do rogu łóżka. Basia przez chwilę chce się Oldze postawić, ale szybko rezygnuje i dołącza do Hani.

Moja kochanka była na skraju orgazmu i teraz to wszystko przepadło. Mam nadzieję, że istnieje jakiś checkpoint[41]. Siada obok miejsca, które splamiłem nasieniem i ze smutkiem zerka między moje nogi. Czuję się winny, że moja strzelba jest na cooldownie[42]. Kolejne dziesięć minut, może więcej, jest niezręcznych. Dziewczyny boją się odezwać, a Olga próbuje wskrzesić mojego wojownika. Gdy jej się to udaje, zakłada mu armor[43] i siada na nim okrakiem.

Jedna z najlepszych lasek, jakie znam, nabija się na mnie do oporu. Wykonuje koliste ruchy biodrami. Z zaskoczeniem odkrywam, że to dla niej nie pierwszyzna. Patrzę na rozanieloną twarz. Podążam wzrokiem w dół, przez falujące cycuszki do roztańczonej cipki. Przez intensywność doznania, wbrew wszelkiej logice, ogarnia mnie niepokój. Co, jeśli nie wytrzymam?

Przypominam sobie, że życie to gra. Z trudem odrywam oczy od jej wspaniałego ciała i zaczynam recytować w myślach kody na staminę[44].

Chyba coś mi się popieprzyło, bo wchodzę w godmode[45].

Widząc, że Olga opada z sił, przejmuję dowodzenie. Łapię ją za biodra i narzucam własne tempo.

– Och, ach! – Jej krzyki roznoszą się po całej lokacji.

Opiera się dłońmi o moją klatę, by utrzymać równowagę. Dociera do mnie, że zbliżamy się do lategame’u[46]. Jej wykrzywiona w rozkosznym grymasie buzia mobilizuje mnie do wzmożonego grindu[47]. Tempo jest dla niej zabójcze. Załamują się pod nią ręce i opada na mnie swoją piersią. Wtłacza mi do ucha swój cudowny soundtrack. Ma drżący głos. Zaczyna się szarpać, więc obejmuję ją za plecami i dociskam do siebie, chłonąc wibracje jej ciała.

Wreszcie wydobywa z siebie triumfalny krzyk. Dźgam ją jeszcze kilka razy i sam zastygam w rozkoszy.

Save[48] z tego dnia zostawię sobie do końca życia.

Milczę przez kilka minut, w pełni skupiony na ciężkim oddechu wtulonej we mnie Olgi. Odsłaniam z jej twarzy blond włoski. Ma zamknięte oczy, chyba jest offline.

Unoszę wzrok, a tam Końska z Rudą. Mają wielkie oczy.

GG EZ[49].

[1] party – grupa

[2] noob – słaby gracz (prześmiewczo)

[3] boost – wzmocnienie, bonus

[4] gildia – drużyna

[5] expienie – zbieranie doświadczenia, rozwijanie postaci

[6] level – poziom postaci

[7] build – sposób budowania postaci

[8] tank – postać cechująca się dużą wytrzymałością, gotowa przyjmować na siebie obrażenia i chronić innych

[9] lucker – farciarz

[10] staty – parametry postaci, np.: życie, siła, szybkość

[11] debuff – negatywny efekt, czasowo osłabiający atrybuty postaci

[12] gold – pieniądze

[13] mana – energia wykorzystywana do rzucania zaklęć lub wykonywania specjalnych ataków

[14] ragequit – wyjście z gry spowodowane złością

[15] headshot – strzał w głowę. Zazwyczaj od razu zabija

[16] cheater – oszust

[17] survival – rodzaj gry, w której celem jest przetrwanie

[18] potion – mikstura, której wypicie przynosi postaci określone korzyści

[19] farmienie – konsekwentne atakowanie określonego przeciwnika, celem zbierania przedmiotów lub doświadczenia

[20] assassin – skrytobójca

[21] item – przedmiot

[22] lag – opóźnienie wynikające z wolnego łącza internetowego. Mocno zakłóca grę

[23] mgła wojny – niewidoczny dla gracza obszar świata

[24] final boss – ostatni, najtrudniejszy przeciwnik, stanowiący największe wyzwanie w grze

[25] exp – doświadczenie

[26] EQ – ekwipunek. Należy do niego także ubranie

[27] znajdźka – sprytnie ukryte przedmioty. Ich znalezienie daje dużą satysfakcję

[28] ulti – umiejętność specjalna, zazwyczaj znacznie potężniejsza od pozostałych

[29] quest – zadanie

[30] skill – umiejętność

[31] dungeon – w grach: lochy, których eksploracja przynosi graczowi duże korzyści

[32] gankowanie – sytuacja, w której dwóch lub więcej graczy atakuje innego gracza, mając nad nim przewagę liczebną

[33] bot – tu: dolna aleja, dół

[34] support – wsparcie

[35] uzyskać value – dokonać korzystnej wymiany; osiągnąć coś niewielkim nakładem sił

[36] exploitować – wykorzystywać

[37] bug – błąd w grze

[38] crit – trafienie krytyczne. Wiąże się ze zwiększonymi obrażeniami

[39] damage – obrażenia

[40] combo – sekwencja ruchów dająca graczowi przewagę nad przeciwnikiem

[41] checkpoint – autozapis. Jeśli gracz zginie, powróci do miejsca ostatniego

[42] cooldown – czas, jaki gracz musi odczekać przed ponownym wykonaniem określonej akcji

[43] armor – pancerz, zbroja

[44] stamina – kondycja

[45] godmode – tryb boga. Daje nieśmiertelność

[46] lategame – końcowa faza gry

[47] grind – powtarzalna czynność, która przynosi graczowi określone korzyści

[48] save – zapis

[49] GG EZ – zbitka skrótowców rozumiana jako podziękowanie za grę. GG w dosłownym tłumaczeniu oznacza „dobra gra”, zaś dodając EZ (łatwo) okazujemy naszą wyższość nad pokonanym oponentem

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Skomentowałem to opowiadanie już gdzie indziej, więc aby za bardzo się nie powtarzać, powiem tylko, że zręcznie i ciekawie napisane. Chociaż Autor utrzymuje, że jest skierowane do każdego czytelnika, to ja pozostanę przy twierdzeniu, że jednak do określonej grupy czytelników. Nie-gracze będą mieli problem z płynnym czytaniem ze względu na obfite użycie slangu. Co prawda system odnośników bardziej ułatwia czytanie niż „słowniczek wyrazów obcych”, ale mimo wszystko, łatwo nie będzie.
I żeby nie było – użycie slangu nie jest tu wadą, tak nie uważam. Po prostu ten typ opowiadania „tak ma”. Inaczej nie wyobrażam sobie napisania takiego opowiadania, a ściślej byłoby już inne, o innym klimacie.
Oceny jednak nie wystawię, bo tu obowiązuje głupi (moim zdaniem) system. „5” to jednak za dużo, a „4” to za mało.

Indragorze, Ty tutaj? Oby częściej!

Choć przyznaję Ci rację, tekst skierowany do określonej grupy czytelników jest paradoksalnie jednym z moich najbardziej popularnych i lubianych. To dziwne. Opowiadanie o Rafale ma chyba to szczęście, że jest przystępne dla niedzielnego gracza albo takiego, który po prostu kiedyś w coś grał – nie trzeba tutaj gamingowego fotela i kompa z NASA, jak na ilustracji, by się nim nacieszyć 😀

Przypisy powinny zawierać hiperłącza, ale coś nie zadziałało. Ktoś mi powie, jak sobie z tym radzić na przyszłość?

Zresztą wyjaśnianie pojęć gamingowych nie ma tu chyba aż takiego znaczenia. Slang pełni w nim rolę bomb skojarzeniowych i umyślnie zastępuje metaforę, toteż w chwili, w której życie staje się grą, czytelnik niewtajemniczony nawet po zerknięciu w przypis dostanie tekst mocno zubożony. Ty szukasz czegoś pomiędzy 4 i 5, ale „Gra” jest zazwyczaj odbierana zero-jedynkowo. Ja się mogę tylko cieszyć, że trudno przejść obok niej obojętnie 🙂

Okazuje się, że nawet zagorzałe geeki potrafią mieć doświadczenia seksualne i jescze opisać je w tak barwny sposób!

Jako osoba niemająca praktycznie styczności ze światem gier, jestem pod wrażeniem, naprawdę.

Połowy słów z początku nie zrozumiałam, ale słowniczek na końcu bardzo pomógł 🙂

A gdy już złapałam o co chodzi, bawiłam się przednio aż do lategame’u!

Doceniam, że pomimo ciągłego przewijania do słowniczka dotrwałaś do końca opowiadania. Na zatwierdzenie czeka druga wersja tekstu – być może już z działającymi hiperłączami.

Komentarz jest rzecz jasna tym słodszy, że piszesz z perspektywy osoby nieznającej gier. Myślę, że pełna jakość „Gry” schowana jest w indywidualnych doświadczeniach czytelników związanych z grami i dobrze wiedzieć, że nie jest to warunek konieczny, by tekst się podobał. Ja na grach znam się głównie „pasywnie”, z oglądania i słuchania reakcji graczy zza ściany domu studenckiego. Każdy taki tekst poprzedzam researchem.

Od pewnego czasu korci mnie napisanie drugiego tekstu w tej konwencji, przypuszczalnie z wielkim nieobecnym, czyli Szczurem. Boję się jednak, że wyjdzie klapa.

Nie pozostaje mi nic innego, jak ucieszyć się Twoją radochą i pogratulować Ci wbicia kolejnego levelu 😉

Doskonałe! GG. Jestem za sequelem. Niech Szczur pokaże, że też potrafi expić i grindować moby!

Pięknie się wczułes, Modronie! Dziękuję i zapraszam po więcej 🙂

Wielce spodobały mi się zarówno pomysł, jak i wykonanie tego opowiadania!

Użycie gamingowego słownictwa do opisania seksualnego doświadczenia okazało się strzałem w dziesiątkę. Szkoda tylko, że tekst urywa się, nim narrator spróbował również czegoś z Rudą oraz Końską. Bo domyślam się, że jak już zaczął, to trudno go było powstrzymać przed grindingiem 🙂

Co do sequelu… chętnie bym go przeczytał, ale obawiam się, że powtórzenie tej konwencji po raz drugi nie będzie miało już tego efektu. Tym bardziej ,że trudno uwierzyć, że Szczur ma takie samo podejście i sposób narracji jak bohater tego opowiadania.

Pozdrawiam
M.A.

Przyjmuję dobre słowo i cieszę się, że mój odważny eksperyment przypadł Ci do gustu. Co do sequelu, to zgadzam się z Tobą, że trudno będzie osiągnąć podobny efekt świeżości. Każdy zna Shreka, ale mało kto pamięta o co chodziło w czwartej części. Myślę jednak, że świat Rafała wart jest eksploracji. W razie kontynuacji, pewnie wciąż to on byłby narratorem. Co do Rudej i Końskiej to napiszę tylko, że tekst się urywa, ponieważ nawet ja nie wiem, czy opisywane wydarzenia są realem, czy virtualem. Zamysłem tego opowiadania jako odseparowanego dzieła było m. in. by czytelnik mógł uwierzyć, że to się działo naprawdę. Pomysłów nie brakuje i kasuję w tym momencie kilka zdań, żeby nie zdradzić za wiele 😉

Mam ubaw widząc, że tak jak innym czytelnikom, tak Tobie także udzieliły się moje quasi-metafory 😀

Ciekawa próba opisania doświadczeń erotycznych w klimacie gamingowym, zarówno w sferze fabularnej, jak i językowej. Znak naszych czasów, kto wie, czy nie taka jest przyszłość erotyzmu jako takiego? Bez virtuala ani rusz. Konkretnego znaczenia połowy słów slangowycvh nie zrozumiałem, ale ich znaczenie wynikało z ogólnego kontekstu i nie odczuwałem potrzeby zaglądania do słowniczka. Na podobne wody zapuszczał się swego czasu Mr Hyde, a ponieważ zapowiadasz ciąg dalszy, to szykuje się intrygująca konkurencja.

Nie można wykluczyć, Neferze, że przyszłe pokolenia opatentują cheaty na redukcję cooldownu strzelby i jakkolwiek wielu z nas tego nie zaakceptuje, przyszli ludzie świetnie by się z tym bawili. Super, że nie miałeś wielkiej potrzeby zerkania do słowniczka. Wciąż z uwagą śledzę jak czytelnicy radzą sobie z nadmiarem obcych słów (czy w 2023 wciąż są one takie obce?).

Byłbyś tak miły i podał tytuł do pracy Hyde’a? Nie znam, a może warto. Nasza ewentualna konkurencja byłaby o tyle ciekawa, że – co warto podkreślić – Hyde redaguje moje teksty przed tutejszymi publikacjami.

W gamingu jeszcze nie łowiłem. Natomiast z dość bliskim klimatem ekshibicjonizmu telewizyjno-youtubowo-tiktaktowo-streamingowym próbowałem zmierzyć się bodajże dwa razy. Dawno to było i nieprawda.
https://najlepszaerotyka.com.pl/2021/05/10/moj-pierwszy-covidowy-chlopak-pan-hyde/
https://bajkipanahyde.blogspot.com/p/teleturniej-2017.html (Ten tekst uznałem chyba za zbyt słaby, żeby nim męczyć Karela, bo nie widzę go na NE)
Jak to często bywa, życie i w tych klimatach prześciga satyryków. Mam na myśli ostatnie przedwyborcze wycieki ekstrementów z Youtuba do tradycyjnych massmediów (o jakiejś gwiazdce Holy/Bolywood i szajce pedofili alias „ekipie”). Coraz trudniej wymyślać/wyłapywać coś, czego na tyle nie ma w przestrzeni ogólnopublicznej, że będzie mogło jeszcze ujść za oryginalne. Tobie się udało! „Życie to gra” jest tak odjechane, że streamerzy (lub kuratorzy streamerów ciągnący za sznurki zza kadru) mogą kraść scenariusz na aferę. 😉

Hajdzie, dzięki za docenienie tego konceptu i współpracę przy tekście. Uważam ją – jak zwykle zresztą – za bardzo owocną. Mam nadzieję, że kiedy już streamerzy pójdą do paki po wykorzystaniu mojego scenariusza, służby nie zapukają i do mnie 😉

Do Twojego tekstu zajrzę w niedługim czasie i wypowiem się już pod nim.

Opowiadanie nie jest złe – jest bardzo złe.

Tekst jest drętwy, sztywny, czyta się go z trudnością – chyba przez pokręconą stylistykę. Ani przez chwilę nie miałem wrażenia, iż to co opisujesz zdarzyło się (mogło się zdarzyć) naprawdę – poprzez brak realizmu w rzeczach nieważnych. Powielasz błędne skróty myślowe. Dialogi są kiepskie, to znaczy źle napisane.

Mnie, niegrającemu, bardzo nie przeszkadzał fakt, że większości tych określeń nie rozumiałem, ale odnoszę wrażenie, że tekst jest nimi za bardzo przeładowany.

Nie będę się dłużej nad Tobą pastwił… chociaż nie, zwrócę Ci uwagę jeszcze na jedną rzecz.

„Gdy tylko ruszamy, Olga częstuje nas raffaello. Aż się zapowietrzam, gdy odgryza połowę smakołyku i nie spuszczając ze mnie oczu, wylizuje wnętrze pozostałej półkul”

O ile pamiętam, raffaello to migdał oblany czekoladą posypaną wiórkami kokosowymi. Po odgryzieniu połowy w środku zostanie połowa migdału, a nie pusta przestrzeń. Gdyby nawet jakimś cudem wydobyła ową połówkę, to warstwa czekolady jest tak cienka, że momentalnie by się pokruszyła.

Nie jestem pewien czy dobrze mówię, nie będę kupował raffaello bo go nie lubię i jest drogie:)

Śmiało możesz napisać drugą część. Wydaje się mało prawdopodobne, aby mogło powstać coś jeszcze słabszego.

W gamingu jeszcze nie łowiłem. Natomiast z dość bliskim klimatem ekshibicjonizmu telewizyjno-youtubowo-tiktaktowo-streamingowym próbowałem zmierzyć się bodajże dwa razy. Dawno to było i nieprawda.
https://najlepszaerotyka.com.pl/2021/05/10/moj-pierwszy-covidowy-chlopak-pan-hyde/
https://bajkipanahyde.blogspot.com/p/teleturniej-2017.html (Ten tekst uznałem chyba za zbyt słaby, żeby nim męczyć Karela, bo nie widzę go na NE)
Jak to często bywa, życie i w tych klimatach prześciga satyryków. Mam na myśli ostatnie przedwyborcze wycieki ekstrementów z Youtuba do tradycyjnych massmediów (o jakiejś gwiazdce Holy/Bolywood i szajce pedofili alias „ekipie”). Coraz trudniej wymyślać/wyłapywać coś, czego na tyle nie ma w przestrzeni ogólnopublicznej, że będzie mogło jeszcze ujść za oryginalne. Tobie się udało! „Życie to gra” jest tak odjechane, że streamerzy (lub kuratorzy streamerów ciągnący za sznurki zza kadru) mogą kraść scenariusz na aferę. 😉

Cześć, Aurelius! „Opowiadanie nie jest złe” – musiałeś pisać dalej? 😉
Przyznam, że opinia mnie nie zaskakuje. Znamy się krótko, ale wydawało mi się, że nie trafię w Twój gust. Mam pewien problem z zarzutami o drętwość itd., bo tekst wyszedł mi mniej więcej tak, jak miał. Myślę, że trudno o tym dyskutować. Dialogi pewnie miewam lepsze w kilku innych tekstach, ale wiem już z komentarzy pod ostatnim tekstem Marcina Mielcarka, że od dialogów oczekujemy czegoś innego. Ilość gamingowych określeń… myślę, że na te 50 ze 3 są na siłę i kolejne 5 umieszczonych niedoskonale, ale gracze w ferworze walki używają ich chyba w znacznie większym zagęszczeniu.

Będę o Tobie myśleć, gdy wpadnie mi w ręce raffaello. Muszę to zweryfikować 😀

Tak, nie przypadło mi do gustu, ale nie o moje gusta chodzi, lecz o Twoje, jak najbardziej obiektywne błędy. Jest tego sporo, z koronnym błędem wszystkich nowicjuszy, czyli nadmiernej ilości zaimków osobowych.

Tekst jest drętwy, sztywny, bo nie ma w nim tej iskry, tej szczypty przypraw która nadaje mu charakter i właściwy kierunek.

Nie wiem czego oczekuje się od dialogów, ale Twoje są złe głównie z tego powodu, że nie ustawiasz tekstu pod dialogi i później dajesz opiskę, która dubluje treść która z niego wynika.

„– Rafał, dobrze się dzisiaj bawiłeś? – zagaduje Ruda.

– No jasne – przyznaję. W sumie nie było tak źle”
Twoja wersja.

– Rafał, dobrze się dzisiaj bawiłeś? – zagaduje Ruda.
– No jasne.
W sumie nie było tak źle.
Lepiej..?

Powiesz – „ale z tego nie wynika, że na pytanie odpowiedział Rafał”. Tak, nie wynika. Można by dać..
– No jasne – wzruszam ramionami.
I już wynika. A gdyby miał odpowiadać ktoś inny, to dajesz..
– No jasne – wtrąca się Końska/Pierońska.
Ale skoro pytanie jest do Rafała, to odpowiada Rafał. A jeśli nie on, to zaznaczasz to wtedy. I tak dalej, i tak dalej.

To trzeci tekst jaki poznałem i jest najsłabszy. Nie wiem w jakiej kolejności były pisane, ale jeśli w takiej w jakiej czytałem, to dopadł Cię syndrom Mistrza. Po dobrych recenzjach za bardzo uwierzyłeś w siebie i swoje umiejętności. Bo czasami pochlebstwa przynoszą więcej szkody niż pożytku.

Moje (specyficzne zresztą) gusta zadowalają tylko teksty, które sam piszę:)

Ja akurat lubię ten tekst (lubię każdy swój tekst) za oryginalność, a na „naciągany” scenariusz należy brać poprawkę, ponieważ bohaterowie znajdują się w grze, niemniej co do dialogów przynajmniej po części przyznaję Ci rację.

Możliwe, że udzielił mi się młodzieżowy charakter opowiadania, bo zaimków rzeczywiście jest sporo. Nie uważam, by błędem był jakikolwiek z osobna, ale co za dużo, to niezdrowo. Zresztą staram się unikać pustosłowia i będę od teraz częściej zwracać na to uwagę. Pewnie uznasz, że muszę postawić na swoim, ale te zaimki nawet pasują do zestresowanej narracji. Spokojnie – nie zamierzam udawać, że to celowe 😉

Moje opowiadania były jak dotąd, zupełnie przypadkowo, publikowane w kolejności tworzenia. Powstawały jednak wcześniej. Pierwszy tekst napisany po moim debiucie na NE może się ukazać najprędzej w lutym, więc o śledzenie postępów trudno.

Nadal lubię Twoje komentarze.

Aureliusie, musisz nam kiedyś wysłać któreś z Twoich prac. Zdajesz się wiedzieć, jak to się robi i chętnie bym coś Twojego przeczytał. A kto wie, gdyby tekst trafiał w nasz profil, może nawet bylibyśmy w stanie zaproponować Ci publikację? Mówię to całkowicie poważnie i bez śladu ironii.

Pozdrawiam
M.A.

Tak, wiem jak to się robi, ale bycie dobrym krytykiem/korektorem/recenzentem nie przekłada się automatycznie na bycie świetnym pisarzem. Może tak być, ale nie musi – i przeważnie nie jest.

Piszę „poważne” książki i piszę erotykę, i obie te płaszczyzny są fascynujące – z podobnych, ale i całkiem różnych powodów.

Jeśli chodzi o erotykę… jeszcze do niedawna miałem jedno monumentalne, bo liczące prawie dwa tysiące stron dzieło. Jest to niekończąca się historia – ze względu na mnogość pomysłów (a ciągle pojawiają się nowe) i „konieczność” wykorzystania wszystkich moich fetyszy. Niestety wielowymiarowość fabuły i liczna bohaterów spowodowała, że straciłem nad tym kontrolę. Nie ma szans, abym to kiedykolwiek skończył.

Pomyślałem wtedy, że może by warto „wykroić” z tego mniejsze kawałki, niektóre bohaterki umieścić w podobnych, ale nieco zmienionych historiach, I przede wszystkim zdecydowanie krótszych – liczących sobie 100-200 stron. I ta formuła sprawdza się doskonale.

Erotykę piszę głównie dla (własnej) przyjemności i zasadniczo nigdzie jej nie publikuję. Czasami komuś coś tam wysyłam, z zastrzeżeniem całkowitej zbywalności praw autorskich, więc może coś się tak gdzie pokazało:)

Dobry wieczór!

Rozumiem,że 'zasadniczo nigdzie nie publikujesz’, ale może właśnie nadarza się okazja do tego, by pokazać Twoje prace erotyczne szerszemu światu? Skonfrontować je z Czytelnikami? Myślę, że taką historię na 100-200 stron moglibyśmy opublikować, naturalnie w paru częściach. A potem? Kto wie? Może spodoba Ci się ten sposób prezentowania swoich prac?

Przemyśl to!

Pozdrawiam
M.A.

Wielka kariera w świecie pisanej erotyki? Wchodzę w to! Jaka jest procedura?

Możesz zacząć od wysłania próbki swej twórczości na ne.redakcja@gmail.com 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Napisz komentarz