Bożek I-II (Szarik)  4.22/5 (9)

12 min. czytania

1

Ciągle powtarzająca się prawidłowość – nowe zlecenie, nowe miasto, nowi ludzie, nowe lokum. Zarówno fascynujące, jak i frustrujące. Nigdzie domu, nigdzie stałego punktu zaczepienia. Jedyną pewnością brak pewności. Dla osoby lubiącej towarzystwo, a i nie stroniącej od używek, tak właśnie jak ja, ma to też pozytywne strony. Przecież to idealna motywacja do niekończących się parapetówek. Przez lata zgromadziłem dzięki temu całą masę zupełnie niepotrzebnych rzeczy, które można otrzymać jedynie od ludzi zupełnie nieznanych. Na szczęście, wielu miało na tyle przyzwoitości, by po prostu przynieść ze sobą jakąś sympatyczną flaszeczkę, a nie wygłupiać się z wymyślaniem prezentów „na siłę”. I chwała im za to. Postanowiłem więc dochować tradycji i po zapoznaniu się z nowym towarzystwem, obwieściłem uroczyście podczas przerwy:

– Koleżanki i koledzy, jako wasz ukochany, tymczasowy przełożony, którego wielbicie miłością wielką i jedyną, informuję, że w przyszły piątek organizuję małe spotkanie u mnie, zwane parapetówką. W planach rozrywki cielesne i duchowe, czyli jedzenie i picie, dla amatorów tańce. Zjecie to, co przygotuję, wypijecie to, co przyniesiecie sami. Radzę więc nie oszczędzać na sobie – tu zrobiłem gustowną pauzę – gdyż później te oszczędności odchorujecie. Lojalnie uprzedzam, że prezenty są niemile widziane, chyba, że ktoś zaskoczy mnie na tyle, iż nie obetnę mu premii planowanej na zakończenie projektu. Zrozumieli wszyscy?

Odpowiedział ogólny pomruk zadowolenia, bo jakkolwiek weekendowe pijaństwo było dla wielu chlebem powszednim, to szansa na darmową wyżerkę już niekoniecznie. A jeżeli dodać do tego brak konieczności główkowania nad prezentem, z równoczesnym podlizaniem się szefowi, to miód na ich udręczone serduszka. Muszę przyznać, że tak zmotywowanego zespołu nie miałem już dawno. Nawet nie musiałem sugerować nadgodzin, po prostu niebywałe. Jakbym zaprosił ich na wydarzenie kulturalne roku. Jedna rzecz psuła troszeczkę nastrój. Zespół był zrównoważony pod względem wieku oraz płci, pary wydawały się już dobrane i tylko ja pozostawałem sam. Trudno, dam sobie jakoś z tym radę. Może to i lepiej, bo towarzystwo uroczych dziewcząt byłoby wprawdzie mile widziane, ale łączenie pracy i takich przyjemności kolidowało trochę z wizerunkiem profesjonalisty w każdym calu. No, może profesjonalisty z małym wyjątkiem – goleniem. Nie lubię tej czynności. Jest nudna i irytująca. Owszem, wygląda się może lepiej, młodziej, ale kosztem jakiego poświęcenia? W pracy nie przeszkadza w niczym wygląd dzikiego dziada leśnego, tylko wówczas, gdy przychodzi do spotkań, negocjacji i innych tych beznadziejnych, acz koniecznych czynności, sierść z pyska znika, pojawia się krawat oraz bandycki uśmiech.

Moja dzielna grupa przyjęła do wiadomości dziwactwo przełożonego  i przeszła nad nim do porządku dziennego. Tylko drogie panie komentują te nieliczne dni gdy jestem ogolony – „No nareszcie, szef wygląda jak człowiek.” – I jak tu ich nie kochać? Czasem usłyszą w odpowiedzi – „Ale pamiętajcie, że tylko wygląda.” – Humor, humorem, niech się jednak nie przyzwyczajają za bardzo do mojej łagodniejszej wersji. Dobra, już słyszę głosy oburzonych, że ja to sobie mogę chodzić kosmaty, a kobieta to co? Jej nie wolno? Otóż wolno. Postanowiłem sobie dawno, dawno temu, że nie będę do niczego zmuszał. Zakomunikuję, co mi się podoba i co lubię, a resztę pozostawię jej decyzji. Jak wymagać od kogoś, nie wymagając od siebie?

Dzień imprezy zbliżał się wielkimi krokami. Menu zostało z grubsza zestawione, materiały zakupione, bo ile zachodu trzeba, by nabyć słone paluszki? Ponieważ mogłoby to jednak nie wszystkich zadowolić, postanowiłem spreparować trochę dodatkowych zakąsek i sałatek. Z jedną tylko kwestią miałem problem,  jak potraktować tych bezmięsnych? Tu z pomocą przyszła pobliska pizzeria, a ja zacząłem pracować na tytuł klienta roku.

Wyznaczonego dnia dzielna gromada stawiła się karnie pod drzwiami. Męskie dłonie dzierżyły płynne kwiaty, które skwapliwie ustawiłem na stole. Damy obdarowały mnie własnym pięknym widokiem i jeszcze przyjemniejszymi pocałunkami. Jakże chciałem, w tym momencie, nie być szefem. Ze swojej strony zrobiłem im małego psikusa. Znając ogólną awersję do mojego zarostu, pozostawiłem jedynie wąsy. Dumny jak paw z własnej, złośliwej pomysłowości, czekałem aż wszyscy przepłyną przez mały korytarz. Po przejściu fali na podłodze pozostał jakiś pakunek.

– Halo, kochani. Czy nie wyraziłem się jasno? Żadnych prezentów. Kto zgłasza się do oddania premii?

– Szefie – odezwała się moja ulubienica – to prezent od nas wszystkich.

– Czyli mam całą premię dla siebie? – Spojrzałem srogo.

– Może jednak szef nie będzie się gniewał, bo to taki puchar przechodni – dodała spłoszona.

– Puchar przechodni? – powtórzyłem, autentycznie zdziwiony.

– Tak. Ma pewną moc, ale nie można go zachować na własność. Jest w naszej firmie od zawsze. Ktoś, kiedyś przywiózł go z wakacji, dla żartu, a teraz dzielimy się nim. Zapewnia powodzenie, wie szef w czym…

– A konkretnie?

– Jak by to powiedzieć… wstydzę się. – Spłoniła się jak rak.

– Dalej, bo robię się nerwowy.

– Zapewnia powodzenie w seksie – wypaliła zza jej pleców koleżanka. Skąd się to dziewczę tutaj wzięło? Musiałem długo kombinować, nim skojarzyłem tę wyzywająco ubraną pannę, w minispódniczce ledwie zakrywającej majtki, z szarą myszką, która ginęła na co dzień gdzieś w tle.

– Myślicie, że potrzebuję takiego wsparcia? A może chcecie, bym skoncentrował się na czymś innym niż gnębienie was?

Moja ulubienica odzyskała rezon.

– Nic z tych rzeczy. Każde z nas miało już szansę poczuć tę magię, więc nie chcieliśmy być samolubni. Proszę odpakować. No, proszę ślicznie. – Zrobiła tak słodką i zalotną minkę, że byłbym w stanie posiąść ją tu i teraz, przy nich wszystkich, choćby na podłodze.

– Dobrze. Nie myślcie jednak, że ujdzie wam to płazem.

Zacząłem rozrywać papier opakowania. Postarali się, bo minęło ładnych parę minut irytującej ciszy, przerywanej głośnym szelestem, nim moim oczom ukazał się człekopodobny posążek, wyposażony w nieproporcjonalnie olbrzymie przyrodzenie. Zacząłem się zastanawiać gdzie ja to cudo ustawię.

– Ponieważ mnie zaskoczyliście, wasz prezent, póki co, będzie witał gości w przedpokoju. Nadaje się akurat do tego, by powiesić na nim szalik albo czapkę. W magię nie wierzę, ale jest dość oryginalny. Dziękuję. A teraz bawmy się. Witamina tańca czeka w lodówce i proszę, niech ktoś włączy muzykę.

Na zakończenie mojej przydługiej tyrady usłyszałem głośne westchnienie ulgi, po czym nastąpił szturm w stronę salonu.

– Zobaczysz, będziesz zadowolony. – Nie wiedzieć jakim sposobem ulubienica znalazła się przy moim uchu. Ciepło jej ciała czułem przez koszulę, miałem też wrażenie, że musnęła mnie językiem.

– Zasuwaj się bawić, bo zrobię krzywdę. – Zmieniłem resztkami sił zamiar klepnięcia w tyłek, na wskazanie kierunku palcem.

– Tak jest, szefie. – Odmaszerowała, kręcąc zalotnie tyłeczkiem.

Magia, kurna. Później oskarżą mnie o molestowanie i będę miał magię oraz tysiąc kolorów na dodatek.

– Proszę nalać też gospodarzowi. – Przedarłem się przez tłumek.

***

Dzwonek, łomotanie do drzwi, stado słoni, czy innych bizonów, coś straszliwie tłukło się na korytarzu.

– Idę. No, przecież już idę – gadałem bardziej do siebie, bo osobnik czyniący ten hałas raczej nie miał szans niczego usłyszeć. Zacząłem szukać jakiegoś przyodziewku. Na szczęście, w mieszkaniu nie dostrzegłem żadnej dziewczyny z zespołu, chociaż zrobiły ze mnie króla parkietu, klejąc się przy tym nieprzyzwoicie, a moje opory słabły. Witamin przyjąłem sporo, więc i dzień dzisiejszy będzie ciężki, a tu jeszcze ten łomot… Otworzyłem drzwi, okryty jakimś skrawkiem pościeli.

– No, nareszcie.

– Dzień dobry, ja też się cieszę, że panią widzę. Czym sobie zasłużyłem na taką miłą wizytę? Siliłem się na uprzejmość, a wyszedł sarkazm.

– Jeszcze pan pyta? – rzuciła z oburzeniem. Stała przede mną osóbka niezbyt wysoka, ale o niebieskich, przenikliwych oczach i ustach zapowiadających namiętność. Ciało okrywała jedynie bawełniana sukienka.

– Owszem.

– Nie pomyślał pan może, że nie mieszka pan w tym bloku sam, a sąsiedzi niekoniecznie chcą brać udział w pańskim przyjęciu? A raczej dzikiej orgii z przytupami.

– Muszę panią rozczarować, ale orgii nie było.

Spojrzała na ulokowany w korytarzu posążek.

– A to co, wieszak na kapelusze? Człowiek trzymający w domu takie rzeczy chce mi powiedzieć, że nie było orgii? A te wszystkie półnagie dziewczyny, które wychodziły stąd w nocy, przyszły tylko w odwiedziny?

Z dużym trudem próbowałem przypomnieć sobie, skąd ją znam. Powoli zaczynałem kojarzyć, że chyba mieszka piętro wyżej, a i widziałem ją z grupą dzieci w pobliskim przedszkolu. Tak, to musiała być ona.

– Nie tak szybko. Zasypuje mnie pani pytaniami, a ja nie myślę jeszcze w tym tempie. Od końca może. Tak, przyszły tylko, zaznaczam tylko, w odwiedziny. Co do posążka, to jestem jego posiadaczem od wczoraj, otrzymałem w prezencie…

Zawiesiłem głos i spojrzałem na figurkę. Miałem wrażenie, że puściła do mnie oko. Mój mały nagle obudził się do życia, w kondycji, która nie przystawała do ogólnego stanu organizmu. Prześcieradło obsunęło się, prezentując nabrzmiałą główkę.

– Co pan wyrabia? – krzyknęła przestraszona.

Zamknąłem jej usta pocałunkiem. Po początkowym, lekkim oporze, uległa i odpowiedziała z dużą namiętnością. Zamknąłem drzwi, dociskając ją do ściany. Ręce błądziły po nieznanym ciele. Prześcieradło opadło ostatecznie na podłogę, niczym biały dywan. Spierzchnięte brodawki bezwstydnie zdradzały właścicielkę. Niespodziewanie oplotła mnie nogami, pozwalając mojemu przyjacielowi na kontakt ze swoim łonem. Nie napotkał na tej drodze żadnych przeszkód. Poczułem tylko z jaką lekkością, dzięki olbrzymiej wilgotności, wnika w głąb rozgrzanego wnętrza. Gdy zanurzył się już cały, na twarzy mojego uroczego gościa pojawił się błogi uśmiech. Przywarła do mnie, nie pozwalając na najmniejsze poruszenie. Tylko praca mięśni jej skarbu potęgowała doznania, prowadząc nieuchronnie na szczyt. Nigdy nie przypuszczałem, że czegoś takiego doświadczę. Doszła pierwsza, obwieszczając to potężnym spazmem, uwalniającym i mnie od trudnego do zniesienia oczekiwania. Oddechy powoli stabilizowały się, a ja opuściłem gościnne progi z prawdziwą niechęcią.

– Muszę iść. Czekają na mnie w domu. Proszę na przyszłość uprzedzać o hałasach.

– Oczywiście. – Założyłem jej kosmyk włosów za ucho.

Wyszła, cicho zamykając drzwi, a ja ciężko opadłem na podłogę. Posążek bezczelnie szczerzył do mnie zęby, albo podwyższone ciśnienie i resztki trunków powodowały omamy.

– Teraz już wiem, dlaczego nie trzymają cię w biurze – zwróciłem się bezpośrednio do bezwstydnej maszkary – ale jeżeli tak wygląda twoja praca, to myślę, że pomieszkasz u mnie trochę. – Okryłem drania apaszką pozostawioną przez którąś z dziewczyn. – A teraz pomóż mi ogarnąć ten chaos, bo jutro trzeba wracać do pracy. Czuję w kościach, że czeka nas bardzo gorący czas.

2

Dzieci na szczęście zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki chwilę po obiedzie. Żadne nie zostało na leżakowaniu. Może i szkoda, bo mogłaby spróbować pracą zagłuszyć wspomnienie wczorajszych wyczynów sąsiedzkich. Skromnie powiedziane. Poszła zrugać za dzikie hałasy, nie dające spać przez większość nocy, a pieprzyła się z zupełnie obcym facetem, osiągając orgazm o sile nigdy dotąd niedoświadczonej. Wracając do siebie po schodach czuła, jak gorąca stróżka opuszcza jej wnętrze, a rumieniec pali twarz. Schroniła się pośpiesznie w łazience, w desperacji szukając majtek. Tak, jak gdyby chciała ukryć pod nimi to, co się stało.

– Wygarnęłaś sąsiadowi? – Pytanie dobiegło zza drzwi.

– Tak. Straszny cham i prostak. Nie ma o czym opowiadać.

– Gdzie są te cholerne gacie? – klęła pod nosem. – Jak mogłam być taka durna, by pójść prawie goła do obcego dziada? – Na samo wspomnienie tajemny skarb przeszedł znajomy skurcz. Ciało buntowało się przeciwko rozumowi. Ciągle czuła to dzikie pożądanie, ten irracjonalny impuls. Nie, nie była z natury bierna, ale takie coś nie mieściło się jej w głowie. Nawet w najdzikszych, w dotychczasowym mniemaniu, fantazjach nie zrobiłaby czegoś takiego. Ciepło w kroczu nie chciało zniknąć. Powracało i na nowo rozlewało się po ciele. – „Tylko codzienny rytm może mnie z tego wyzwolić.” – Pomyślała trzeźwo, ochlapując twarz zimną wodą. – „Rzeczywistości, powracaj.”

***

Przez cały dzień nie mogłem się zdecydować, czy to mój zwierzęcy magnetyzm, czy faktycznie siła tego cholernego bożka. Przyszła do mnie z krzykiem, a po chwili przeżyłem seks życia. Ok, ok, trzeba poczekać, ochłonąć. To mógł być przypadek, impuls, ślepy traf. Nieważne, jakiej nazwy użyję i tak nie odda rzeczywistości. Kac alkoholowy za to minął jak ręką odjął. Że też nie znałem tego sposobu wcześniej. Przeleżałem większość dnia z głupim uśmiechem na pysku.

– Ogarnij się chłopie. Do roboty trzeba się zabrać – zrugałem w końcu sam siebie. – Podrywamy dupcię i sprzątamy, ale najpierw prysznic. – Chłodna woda to było coś, czego potrzebowałem. W poprzednim miejscu mógłbym się rzucić w toń jeziora, tu nie było na to szans.

– Szefie, jak się sprawdza nowy lokator? – Zagadnęła mnie na powitanie moja ulubienica.

– Nie przeszkadzamy sobie – zacząłem pogrążać się w kłamstwie. – Podarowałem mu opończę. Czy to ty zostawiłaś apaszkę?

– Tak, ale nie musi szef zwracać. Niech zostanie na pamiątkę.

Przyjrzałem się jej uważnie. Wyglądała jakoś inaczej, bardziej seksownie? Czyżby znowu omamy? Obrzuciłem spojrzeniem biuro. Wszystkie dziewczyny, jak na komendę, odwróciły się w moją stronę, promieniejąc uśmiechami. Tak, to muszą być omamy. Jeszcze mnie trzymają procenty od soboty. Dobrze, że przyjechałem taryfą, bo jak nic wpadłbym przy pierwszej kontroli. Wszędzie uśmiechy, dekolty, króciutkie spódniczki, sukienki i dopasowane spodnie. Jaki jest zasięg jego mocy? Miałem nadzieję, że ograniczy się do mieszkania. Przecież w takich warunkach nie da się pracować. To w końcu biuro, projekt, praca, a nie harem.  – „Jak je wywalę i zatrudnię samych facetów, to obwołają mnie gejem roku, a jak dotknę którejkolwiek, to żegnajcie dobre zlecenia.” – Myśli kotłowały się w głowie. Jakimś cudem dotrwałem do lunchu.

– Kochani – słowo to w dziwny sposób nabrało innego znaczenia – dziś popracujecie trochę sami. Ja oddalę się na z góry upatrzone pozycje, w moim małym mieszkanku. Chyba nie czuję się jeszcze najlepiej po sobocie, więc wybaczcie.

Dziewczyny spojrzały po sobie znacząco. Małpy wiedziały. Widziały, że przez większość dnia chodzę próbując ukryć namiot w spodniach, że wodzę za nimi głodnymi oczyma. Unikam wszelkiego kontaktu fizycznego, ba, nawet wzrokowego. Pożeram je. Biorę w myślach kolejno na biurkach. W ich oczach nie dostrzegłem jednak rozbawienia moją żałosną miną, ale wręcz wyczuwalny żal, że nie realizuję tych fantazji. Nigdy nie czułem takiego zainteresowania ze strony kobiet. Po prostu bałem się.

Upał uderzył w twarz, gdy tylko opuściłem biuro. – „Wrócę pieszo, przemyślę, ułożę plan.” – Postanowiłem twardo. – „To musi dać się poukładać.” – Chyba sam nie wierzyłem w te słowa, ale skoro potrafię to robić zawodowo, to dlaczego nie miałoby się udać prywatnie? Zbliżałem się nieuchronnie do domu, czułem wręcz siłę magii mojego lokatora. Przedszkole. No tak, przecież ona tu pracuje. Właśnie wychodziła.

– Dzień dobry.

– Och, to pan. Dzień dobry. Co pan tu robi? – zapytała, wyraźnie speszona.

– Porządkuję myśli. – W sumie, to nie skłamałem.

– Tak?

– Pozwoli się pani zaprosić na kawę? – Pytanie samo wyrwało się z ust.

– Na kawę to może nie, ale na lody chętnie.

– Chodźmy więc.

Milczała, delektując się olbrzymią porcją słodyczy. Śmietankowych lodów, obsypanych malinami oraz zatopionych w gorącej czekoladzie. Mój wzrok błądził po jej ciele, osłoniętym niebieską sukienką z odkrytymi ramionami, dopasowaną do wysokości talii, a następnie swobodnie rozkloszowaną. Dopiero teraz dostrzegłem, że dobrała ją do koloru oczu. Udawała, że skupia się na lodach. Odgarnęła rozpuszczone włosy, odsłaniając szyję. Nozdrzami wyraźnie łapała mój zapach.

– O czym pani myśli?

– O zimie i śniegu.

– W taki upał?

– Właśnie tak. O tym, jak mam potargane wiatrem włosy i twarz różową od mrozu. Jak usta, lekko uchylone, wypuszczają obłoczki pary, a piersi unoszą się w rytm ciężkiego i mało równego oddechu. Jak ręce i nogi drżą od ciągnięcia sanek. Ciało z gęsią skórką, ale gorące i lekko mokre, zupełnie wilgotne majtki…

– Majtki?

– Przepraszam, zupełnie nie wiem, dlaczego tak powiedziałam. Pyszne lody. Nawet nie wiedziałam, że jest tu taka kawiarnia. – Próbowała zmienić temat.

– Odkryłem ją … tak, w sumie to właśnie dzisiaj – skłamałem, sam nie wiem dlaczego, kolejny raz dzisiejszego dnia.

– Przypadek?

– Jakże przyjemny, nie sądzi pani?

Spłoniła się ponownie. Nie mogłem oderwać od niej oczu, próbując zgadnąć, jaką bieliznę wybrała. Czy zakładając ją, spodziewała się, że mnie spotka? Jaki kolor lubi?

– Odprowadzi mnie pan do domu? – Dyskretnie zwilżyła usta koniuszkiem języka, próbując ukryć to przed moim wszędobylskim wzrokiem.

– Oczywiście, przecież nie wypada zostawić damy samej.

– Tylko dlatego?

Powstrzymałem się od odpowiedzi.

– Po prostu chodźmy – dodałem.

Gdy wspinała się po wąskich schodach, dała mi szansę podziwiania nóg. Znowu nie mogłem oderwać oczu.

– O czym pan teraz myśli?

– Chyba nie powinienem mówić.

– Dlaczego?

– Bo … – zacząłem się jąkać.

– Bo, a może myślę o? – przedrzeźniała mnie wyraźnie.

– O tym, co jest pod tą sukienką – wypaliłem.

Zatrzymała się przy moich drzwiach.

– To na co pan czeka? – Wydawała się zaskoczona własnymi słowami, bo spuściła wstydliwie oczy.

Otworzyłem drzwi. Weszła w milczeniu, pozwalając na zamkniecie mieszkania. Podniosła skraj sukienki, odsłaniając białe, koronkowe bokserki, których charakterystyczny szew wnikał bezwstydnie w jej wnętrze. Wilgotna plamka powiększała się z każda sekundą.

– I co? – zapytała.

– Pięknie.

– Tylko tyle?

– Bardzo pięknie.

– Wejdziemy dalej? – Wyraźnie przejęła inicjatywę.

– Zapraszam.

Usiadła na łóżku, wskazując miejsce obok siebie, co skwapliwie wykorzystałem, by chwilę później stać się ogierem pod zwinną Amazonką. Dosiadła mnie zgrabnie, rozpoczynając od stępa, by przez kłus przejść do szaleńczego cwału. Wybuch nastąpił praktycznie równocześnie. Ześlizgnęła się zgrabnie, wciągając majtki i poprawiając sukienkę.

– Dziękuję za pyszne lody.

Usłyszałem to już z korytarza, zamiast pożegnania. Oszołomiony, poszedłem zamknąć drzwi. Rzuciłem okiem na posążek. Śmiał się pełną gębą.

– Muszę przyznać, że jesteś skuteczny. Tylko jak ja to wszystko przetrwam?

Milczał, szczerząc się bezczelnie.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Witaj, nowy Autorze na naszych łamach!

Snuta opowieść oczarowała mnie swą prostotą, ale i możliwościami, jakie dopiero roztaczają się przed naszym bohaterem. Mam nadzieję, Szariku, że w kolejnych odcinkach pieczołowicie je opiszesz! I że wykreowany przez Ciebie bohater przeżyje jeszcze wiele przygód, z sąsiadką i innymi chętnymi paniami.

Jeśli miałbym jakieś uwagi, to prosiłbym o więcej opisów, pozwalających choćby wyobrazić sobie kolejne panie będące obiektem zainteresowania narratora. Mam poczucie, że wiem o nich stanowczo zbyt mało 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Witam Cię również Szanowny MA,
opowiastka ta z założenia lekką miała być i nie wiem czy Twoje zmysły dopieści w pełni. Liczę, że jednak z przyjemnością ją doczytasz do końca, mimo jej ułomności.
Pozdrawiam
Sz.

Doceniam ten repost na tych łamach, ale skoro już wracasz do utworu to muszę się doczepić nieszczęsnej strużki, która od strugi pochodzi, a Wordy z uporem maniaka sugerują strażniczkę i muszę w strugach łez w strudze kranówki oczu kąpieli dokonywać.

Wytykaj błędy proszę, by przy kolejnych publikacjach czujność zwiększyć. Faktem jest, że to co przez edytor poprawnie przechodzi, wcale poprawnym być nie musi. Dziękuję i poproszę Admina o korektę.

Ja również witam nowego Autora, debiutującego na tych łamach zbójeckim tekstem, pełnym radości życia oraz seksu. Oby tak dalej.

Coś nowego, powiew świeżości. Zaciekawiony czekam na więcej.

Napisz komentarz