Odkrywając siebie XXII (Ania)  3.33/5 (3)

13 min. czytania

Alessandro Scarcella, White skin – DSC_6672, CC BY-ND 2.0

Dzwonię do Michała tego samego wieczora. Tuż przed snem. Dziękuję mu za kolację i sernik, choć chyba powinnam raczej podziękować za coś innego. Mówię, że nie przyjadę. Mama poprosiła, żebym umyła okna. Zajmie mi to cały dzień, a przynajmniej większość. Oferuje swoją pomoc. Słodkie. Bardziej romantyczne niż świece i kwiatki. Mam pewne opory, ale zgadzam się.

Stawia się o siódmej rano. Trochę wcześnie, umawialiśmy się na ósmą. Ma ze sobą ubranie na zmianę i malutki bukiecik frezji. Pięknie pachną. Jestem sama. Tata odwiózł mamę na dyżur i wracając, miał wstąpić po zakupy. Wróci pewnie za jakąś godzinę.

Chce mnie pocałować na przywitanie, ale jeszcze nie umyłam zębów. Czym prędzej idę to zrobić. Kiedy wracam do pokoju, jest niemal nagi. Wkłada właśnie znoszone, podarte dżinsy. Dobrze mu w nich. Z nagim torsem. Przeszkadzam mu trochę w osłonięciu nagości klatki piersiowej. Podchodzę. Dotykam pięknie zarysowanych mięśni. Gładzę je. Obchodzę go, żeby obejrzeć wczorajsze rany. Krwiste smugi. Już ciemniejsze. Zasklepione strupkami. Mój podpis na jego ciele.

Bezwstydnie przebieram się przy nim. Pozwalam patrzeć. Chłonąć mój widok. Jest taki chłopięcy i radosny. Z uśmiechem mu do twarzy. Całuję go w usta. Namiętnie. Przylegając do niego. Nadal nago. No, w majtkach. Gładzi moje plecy i nabieram ochoty na powtórkę. Nie mam jednak odwagi kochać się z nim, gdy w każdej chwili ktoś może tu wejść. Przyłapać nas.

Robota aż pali się Michałowi w rękach. Jest bardziej pomocny, niż myślałam. Uwijamy się jeszcze przed dziesiątą. Ku mojemu zadowoleniu tata raczej go ignoruje. Nie zaczepia. Nie wypytuje. Wiem jednak, że wieczorem będzie przesłuchanie.

Biorę szybki prysznic. Ubieram się w łazience – jestem przecież przyzwoitą, młodą damą! Idziemy na spacer. Snujemy się po szarych uliczkach, rozmawiając o wszystkim i o niczym. Czas płynie szybko. Niemiłosiernie szybko! Musimy się rozstać. Odprowadzam Michała na dworzec.

Spotkamy się dopiero na uczelni, niedzielę zamierzam bowiem spędzić z rodziną. Nie okazuje rozczarowania, choć na dnie jego oczu widzę żal. Nie można mieć wszystkiego! Wiem, że gdyby mógł, zakochałby mnie na śmierć. Zadusił. Jeśli zamierzam się z nim spotykać, będę musiała walczyć o odrobinę przestrzeni życiowej. Niezależności. No ale chyba jakoś dam radę.

***

Jestem zajęta studiami i Michałem. Rzadziej przychodzę do „centrum dowodzenia”, a nawet jeśli, on szybko mnie stamtąd wyciąga. Praktycznie nie przeprowadzam już wywiadów. Może jeden albo dwa, gdy sama znajduję respondentów. Koordynatorzy nie umawiają mnie z nikim.

Od czasu do czasu wychodzę ze znajomymi. Spotykam się z Anką, z Andrzejem i Sławkiem. Pomagam matce. Przeszukuję zasoby biblioteki uczelnianej i pobliskiej biblioteki pedagogicznej. Czytam. Odkrywam dla siebie powieści erotyczne i internetowe zasoby opowiadań. Chodzę do kina, zazwyczaj z nim.

Mamy więcej wspólnych tematów, niż mogłabym się spodziewać. Poważnych i nie. Ambitnych i nie. Czasem świntuszymy. Opowiadamy sobie swoje sny i fantazje. Pisujemy nawet do siebie liściki. Powoli stajemy się parą. Przedstawiam go rodzicom. On przedstawia mnie swoim. Wszystko dzieje się tak szybko! Wystarczyło zaledwie parę tygodni i moje życie zmieniło się diametralnie. Wypełniło.

Czy go kocham? Nie wiem. Niewykluczone, a może miłość przyjdzie później. Bez wątpienia stał się moim najlepszym przyjacielem. I kochankiem.

***

Muszę uzupełnić garderobę. Nie lubię chodzić po sklepach. To marnowanie czasu. Tak, ignoruję modę! Na szczęście Michałowi to nie przeszkadza. Kilka razy towarzyszy mi na zakupach. Ma czas, a każda chwila spędzona ze mną jest dla niego cenna. Słodkie!

Trochę denerwuje mnie, że dla niego we wszystkim wyglądam pięknie. No może nago jeszcze lepiej. Dostaję szału, gdy proponuje, że zapłaci. Nie ma mowy!

Są jednak też milsze momenty. Kiedy zapina mi zamek na plecach, składając przy tym pocałunek na karku – przechodzi mnie przyjemny dreszcz. Kiedy niby to poprawiając fałdy materiału, przejeżdża obiema dłońmi po talii – aż uginają się pode mną nogi. Kiedy wślizguje się do przebieralni i bezczelnie wkłada mi rękę pod spódnicę – to takie perwersyjne.

Kilka dni później opowiada o swoich fantazjach, o tym jak bardzo był podniecony i jak trudno było mu się powstrzymać. Tylko czemu tamtego dnia w ogóle się nie kochaliśmy?! Ach tak! Szłam na zajęcia, a wieczorem on nie miał czasu.

Wyobrażał sobie, jak kochamy się ukryci jedynie za skąpą zasłoną, oddzieleni cienką dyktą od klientów w innych przebieralniach. Wchodzi. Staje za mną. Patrzymy w lustro. Całuje mnie w szyję. Miętosi piersi. Przez materiał. Przez gruby stanik. Unosi kwiecistą sukienkę, którą właśnie przymierzam. Opuszcza mi majtki. Rozpina swoje spodnie. Przyciska mnie do zimnej tafli i wchodzi we mnie. Gwałtownie. Szybko. Wyobrażał sobie, jak cichutko pojękuję. Jak dyszę. Jak moje oczy stają się szkliste, a policzki zarumienione. Jak szkło paruje. Wyobrażał sobie odgłosy dochodzące ze sklepu. Ekspedientkę pytającą, czy podać inny rozmiar. Rytmiczne ruchy. Ostre. Bezpośrednie. Orgazm. Najpierw mój, później jego. Pospieszne poprawianie ubrań. Wymykanie się ze sklepu ze spuszczonymi oczami. No albo wręcz przeciwnie, zrobienie tam zakupów. Przyglądanie się speszonym pracownicom. Świadomym tego, co się przed chwilą stało. Może któraś z nich coś dostrzegła przez niestarannie zasłoniętą zasłonę?

Rety! Opowiedział to dość kwieciście. Obrazowo. Aż zaczęłam żałować, że były tylko lekkie muśnięcia, pocałunki, nieśmiały dotyk. Zapragnęłam go. Zapragnęłam kochać się z nim, przetwarzając przy tym w głowie jego fantazję. Tworząc wariacje na jej temat.

***

– Kochajmy się – jęczy błagalnie, pieszcząc językiem moje ucho. Nie! Nie ma mowy! Odsuwam się. Czuję się brudna. Ciężka. Gruba. Niezdarna. Boli mnie. – Mnie to nie przeszkadza. Nawet kręci. Czujesz? – Przywiera do mnie, by zademonstrować swoją erekcję. – Z radością będę spijać twoją krew.

– Przestań – warczę. – To takie… niehigieniczne. Brudne. Niepraktyczne. Jak to sobie w ogóle wyobrażasz?! Że po wszystkim naga pobiegnę umyć się do łazienki? Nie przejmując się domownikami?

– Mam chusteczki odświeżające. – Uśmiecha się bezczelnie.

– Dwie tony?! – niemal krzyczę. – Wybrudzę ci pościel.

– Nic nie szkodzi. – Znów przymilnie się zbliża. – Zrobię pranie. I tak miałem ją już wymienić.

Rety! Jaki on uparty! Widzę, że niczym go nie zniechęcę, ale po prostu nie chcę. Nie mam ochoty. Źle się z tym czuję. Nie. Po prostu nie. Nie ma mowy…

– Michał – jęczę. – Proszę.

– Nie dasz mi nawet spróbować swojej brzoskwinki? – Robi słodką minę.

– Nie!

Poddaje się. Wyraźnie rozczarowany. Czy coś z nim jest nie tak? Czy to normalne? A może moje opory są dziwne? Czy inni to robią? Rany, a co mnie obchodzi co robią inni! Co za głupie myśli. Ja tego nie robię i tyle. Jestem troszkę nakręcona, ale nie na tyle, by przezwyciężyć dyskomfort. Może kiedyś… jak do tego dojrzeję. Dziś na pewno nie.

***

Jest sobotni wieczór. Michał znowu pracuje, a ja mam chwilę dla siebie i postanawiam ją wykorzystać. Chcę jeszcze lepiej poznać własne reakcje. Dopieścić swoje ciało. Wypielęgnować. Przygotowuję gorącą kąpiel. Zrobię sobie maseczkę. Wydepiluję nogi kremem. Zrelaksuję się.

Ciepła woda opływająca ciało sprawia mi przyjemność i wprawia w dobry nastrój. Zaczynam się gładzić. To takie przyjemne: sunąć po wilgotnej skórze. Bawić się włosami, które w wodzie wydają się bardziej jedwabiste niż zwykle. Dotykać się. Pieścić. Rozprowadzać żel po piersiach. Drażnić brodawki. Uciskać sutki.

Fantazje przychodzą same. Te najczęściej się powtarzające. Najmocniejsze. Ja jako pokojówka. Jako sekretarka. I on. Grzegorz. Usilnie staram się zastąpić jego twarz twarzą Michała. Nie chcę, by wkroczył między nas. Nie chcę, by towarzyszył mi w trakcie rozkoszy. To jednak silniejsze ode mnie. Powraca.

Wyobrażam sobie, że wchodzę do ekskluzywnego hotelu. Mam na sobie klasyczną małą czarną, czarne pończochy ze szwem przypięte do czarnego koronkowego pasa, czarne szpilki z czerwoną podeszwą i majtki włożone na pas, a nie pod. Nie mam stanika. Moje twarde sutki odznaczają się wyraźnie pod materiałem. Wysoko upięte włosy. Dyndające kolczyki. Krwiście czerwone usta. Oczy lekko podkreślone.

On czeka już na górze. Jestem spóźniona. Będzie kara. Na samą myśl drżę z podniecenia. Lubię, gdy mnie karze. Wiem, że będzie miał wszystkie moje ulubione akcesoria. Szalik, którym będzie mógł związać ręce lub zawiązać oczy. Łaskotliwe piórko. Pejcz z zamszowymi rzemykami. Tak! Pragnę, by sprał mój tyłek!

Droga strasznie mi się dłuży. Winda jedzie wolno. Boy się bezczelnie wgapia. Rozbiera mnie wzrokiem. Wie, po co tu jestem. Ocenia. Zastanawia się, ile mogę brać za godzinę. Pozwoliłam sukience podjechać na tyle wysoko, że widać podwiązkę pończoch. Czemu? Bo lubię, gdy na mnie patrzą. Bo lubię być pożądana. Trochę perwersyjna. Niech się ślini! Niech fantazjuje! Niech wali konia, myśląc o mnie! Niech nas podgląda!

Pukam do drzwi. Nieśmiało. Z drżącym sercem. Muszę chwilę czekać, ale zaraz donośny głos mówi:

– Wejść! – To rozkaz, nie prośba czy pozwolenie. Rozkaz. Uwielbiam ten władczy ton. Ten głos. Należący do Grzegorza. Nie! Powinien należeć do Michała… Robię wszystko by przywołać obraz mojego przyjaciela, chłopaka, kochanka… Walczę ze sobą, ze swoimi instynktami.

Wchodzę. Z taką gracją, na jaką tylko mnie stać. Sukienkę przed chwilą obciągnęłam. Wyglądam przyzwoicie. Kobieco. Seksownie. Schludnie. Naprawdę trochę jak dziwka. Tego przecież ode mnie chciał. Oczekiwał takiego wyglądu, a ja lubię spełniać jego zachcianki.

Michał podchodzi i łapie mnie za odsłonięty kark. To takie zmysłowe! Uwodzicielskie! Okazuje w ten sposób swoją dominację, jest jednak łagodny. Po prostu zaznacza teren. Pokazuje, kto do kogo należy.

– Ładnie wyglądasz – słyszę zmysłowy szept i choć patrzę w ciepłe oczy Michała, wiem że głos należy do jego kuzyna. Słowa pieszczą moje uszy. Oddech owiewa szyję. Wargi muskają. Język liże. Dłoń nadal przytrzymuje kark. – Ale spóźniłaś się. Wiesz, z czym to się wiąże, prawda?

Kiwam głową. Nie jestem w stanie wydusić z siebie ani słowa. Nie ze strachu. Ja na to czekam. Tego chcę. Może nawet spóźniłam się celowo. Żeby dać mu pretekst.

– Oprzyj się o biurko – rozkazuje tonem nieznoszącym sprzeciwu.

Oczywiście robię to. Z prawdziwą chęcią. On – Grzegorz – podciąga mi sukienkę, zsuwa majtki i sięga po narzędzie tortur. Już ma uderzyć, ale waha się. Podchodzi. On – Michał – chłodną ręką gładzi mój pośladek. Pochyla się. Całuje go. Lekko przygryza.

– Jesteś moja. Cała moja – szepcze, a ja nie wiem już, którego z nich słyszę.

Tak! Jestem twoja! Cała twoja! Możesz ze mną zrobić wszystko, co tylko przyjdzie ci do głowy! Tylko rób to już! Niecierpliwię się i w tej niecierpliwości jest mi przez chwilę obojętne, o którym z nich fantazjuję.

Michał unosi się. Prostuje. Robi krok w tył. Cichy świst przecina powietrze. Rzemyki opadają na moje wypięte pośladki. Trochę piecze. Nieznacznie. Pewnie nawet skóra jeszcze się nie zaczerwieniła. Drugie uderzenie jest mocniejsze. Pewniejsze. I już wiem, że za mną stoi Grzegorz. Nie muszę się obracać. Czuję to. Całą sobą. Należę teraz do niego.

Razy są coraz mocniejsze, a ja powoli odpływam w inny wymiar. Jest mi dobrze. Błogo. Bardzo dosłownie i bardzo fizycznie czuję, że jestem jego. Uległa. Potulna. Posłuszna. Spragniona.

Przerywa, widocznie zadowolony z efektu. Podchodzi. Gładzi rozpaloną czerwień pośladków. Teraz jest delikatny. Jest Michałem. Całuje. Liże. Palcami dotyka nabrzmiałej kobiecości. Wilgotnej. Śliskiej. Gotowej. Rozpina spodnie. Wchodzi we mnie, przytrzymując biodra. Robi to ostrożnie. Powoli. Czule. Wchodzi i wychodzi. Niemal całkiem. Prawie wypadając.

Nagle z furią chwyta mnie za włosy. Znów nastąpiła zmiana. Znów jest NIM. Tym złym. Tym nieodpowiednim. Tym nie dla mnie. Ja jednak pragnę jego silnego dotyku. Zdecydowania. Stanowczości. Władczości. Chcę, by obejmował mnie w posiadanie. Posuwał. Mocno i szybko. Głęboko. Chcę czuć go każdą komórką ciała.

Jego ruchy są rytmiczne. Gwałtowne. Jest jak dzikie zwierzę. Nie śmiem się ruszyć, bo wiem, że to go może sprowokować do brutalności. Wolną ręką daje mi klapsa. Pośladki płoną, bolą, co przypomina o karze, którą mi wymierzył. O moim nieposłuszeństwie. Spóźnieniu. Niedobra ze mnie dziewczynka!

Niemal czuję w sobie jego kutasa. Jego rękę we włosach. Szarpnięcia. Posuwanie. Mój pączuszek nabrzmiewa. Nadal ze sobą walczę, próbując zastąpić go Michałem, ale kiedy dochodzę, wyraźnie widzę przed sobą twarz Grzegorza. Jego długie włosy. Skórzane spodnie. Jego brutalność.

Orgazm jest silny. Wstrząsa całym moim ciałem. Rozpływam się w wodzie. Rozpuszczam. Po to, by zaraz odżyć. Poczuć błogość i relaks. Poczucie winy. Od początku do końca to powinien być Michał. Przecież w fantazji nie ma znaczenia, który z nich mnie dotyka, który mi rozkazuje… Obaj mogą zachowywać się dokładnie tak samo.

***

Dzwonię przed snem do Michała. Tuż po jego pracy. Dziś skończył dopiero o dwudziestej trzeciej. Opowiadam o mojej kąpieli. O fantazji. O orgazmie. Nie wspominam, że miał konkurencję i że musiałam walczyć. Że przegrałam.

– Naprawdę chciałabyś poczuć pejcz? – pyta. – Może na początek wystarczą zwykłe klapsy?

Pewnie, że wystarczą, głuptasie! Tu nie chodzi o zabawki. O akcesoria. Tu chodzi o twoje zachowanie. O to, jak mnie dotykasz. Co do mnie mówisz. Jakim tonem. Chodzi o dominację. Stanowczość. Nie o ból. Ja wcale nie chcę bólu. Chcę przyjemności. Tylko jak mam ci to wyjaśnić…

– Może – mówię nieśmiało.

– Może?

– Tak. – Uśmiecham się blado. Klapsy. Chciałabym, żeby dał mi klapsy. Niezbyt mocne. Najlepiej za karę. Dlatego, że jestem niegrzeczną dziewczynką, że fantazjuję o kimś innym. – Zrobisz to?

– Co?

– Dasz mi klapsy?

– Jeśli tego chcesz…

– Tak, ale to ty powinieneś chcieć.

Ta rozmowa jest dziwna. Do niczego nie prowadzi. Proszę, żeby teraz on opowiedział mi o jakiejś swojej fantazji. Próbuje się wymigać tym, że jest zmęczony. Pracował dwanaście godzin. Fizycznie. No, przynajmniej po części fizycznie. Był straszny ruch.

Nie! To go nie usprawiedliwia. Nie zgadzam się! Niczym rozkapryszona dziewucha żądam. Ustępuje, ale mówi ledwie kilka zdań. Chciałby zobaczyć mnie w stroju uczennicy. Krótka, kraciasta spódniczka. Białe podkolanówki. Biała koszulowa bluzka. Niewinne bawełniane majteczki. Chciałby mnie taką związać. Wykorzystać. Chciałby, żebym udawała niewiniątko. Broniła się. Może kiedyś to dla niego zrobię…

***

Jego rodzice wychodzą na jakiś wieczór autorski czy wernisaż. W końcu będziemy mieli czas na coś więcej niż szybki numerek. Bez zmuszania się do zachowywania ciszy.

Kiedy zamykają się za nimi drzwi, Michał niecierpliwie przywiera do moich ust. Jest taki gorący. Namiętny. Ciągnę go do pokoju. Do łóżka. Siadam na nim okrakiem i całujemy się. Długo. Nasze języki tańczą. Ręce błądzą. Moje nogi oplatają go.

Odrywa się od moich ust. Odchylam głowę. Całuje moją szyję. Tak! Jest doskonale! Jestem cała jego. Gotowa. Otwarta. Oczekująca. Pragnę go! Nie potrafię spokojnie usiedzieć. Wiercę się, ocieram kroczem o nabrzmiałą, uwięzioną w spodniach męskość.

– Mogę przywiązać cię do łóżka? – jego szept jest uwodzicielski. Ciepły. czuły.

– Tak – jęczę. W tej chwili pozwoliłabym mu na wszystko.

– Zakneblować?

– Taaaak.

– Zbić?

– Taaaaaaaak – niemal krzyczę.

– Zerżnąć? Ostro? Wsadzić ci palec w dupcię? – pyta jednym tchem.

Nie mam siły odpowiadać. Nie myślę. Czuję. Delektuję się. Wszystko dzieje się tak szybko. Jest mi przyjemnie i chcę, by było jeszcze bardziej.

Nie wiem, skąd wyjmuje coś miękkiego. Miłego w dotyku. Pieszczącego moją skórę. Związuje mi ręce w nadgarstkach. Rzuca na łóżko. Na brzuch. Przywiązuje ręce do wezgłowia. Leżę wyciągnięta. Całkiem ubrana. Sprawdza węzeł. Nie uwolnię się sama.

Spogląda mi w oczy. Oboje jesteśmy rozpaleni do granic wytrzymałości. Nie wiem, skąd on ma w sobie tyle samozaparcia, żeby nie zedrzeć ze mnie ubrania i po prostu nie zerżnąć jak najszybciej.

Unoszę biodra. Rozpina mi spodnie. Zsuwa je razem z majtkami. Daje klapsa w blady tyłek. Od razu robi mi się cieplej. Jęczę. Uderza w drugi pośladek. Niezbyt mocno. Potem głaszcze. Wyraźnie bada teren. Chcę mocniej. Wypinam się w jego stronę. Kołyszę biodrami. Rozumie. Następny klaps jest zdecydowanie mocniejszy. Boli. Piecze. Rozpala.

Rozbiera się. Do naga. Kładzie się na mnie. Czuję jego przygniatający ciężar. Miażdży mnie. Odbiera dech.

– Pragnę cię – szepcze prosto do ucha.

Nie musi tego mówić. Czuję jego penisa. Jest wielki. Twardy. Gorący. Trochę wilgotny. Mój tyłeczek jest teraz bardzo wrażliwy. Czuły na dotyk. A on się o niego ociera.

– Wezmę cię tak. Od tyłu. Mocno – sapie. Jego oddech jest płytki. Urywany. Wiem, że już niewiele mu trzeba. – Zerżnę jak sukę. Chcesz tego, prawda? To widać. Jesteś taka mokra. Przyjemnie mokra.

Wstaje. Idzie po gumkę. Owiewa mnie nieprzyjemny chłód. Z nim było tak ciepło. Zaraz wraca. Szarpie mnie za biodra. Ustawia. Ręce mam wyciągnięte do przodu. Głowę opartą o poduszkę. Tyłek wypięty. Tuż nad stopami. Jak w czołobitnym pokłonie.

Usadawia się za mną. Wkłada kondom. Nacelowuje. Wchodzi. Gwałtownie. Jednym pchnięciem. Aż po same jaja. Wydaję pisk. To takie rozrywające. Trochę bolesne, ale bardzo przyjemne. Wypełnia mnie. Mocno trzyma moje biodra. Zaczyna zataczać kółka. Poruszać się nieznacznie.

– Mocniej – jęczę.

Chcę mocno! Szybko! Ostro! Próbuję napierać na niego, ale wtedy jego dłonie zaciskają się mocniej. Powstrzymują. Przestaję. Oddaję się w jego ręce. Posłuszna. Stopniowo zwiększa tempo i zamaszystość. Rozluźnia uścisk. Zaczyna gładzić moje pośladki. Chwyta je. Rozszerza. Wiem, że ma świetny widok na kakaowe oczko. Wiem, że o to mu chodzi.

– Dobrze ci? – pyta. Jego oddech jest już świszczący. Nieregularny.

– Taaaaak – jęczę, dławiąc się powietrzem. – Taaaaaaaaaaak.

Zwilża swój palec śliną. Zaczyna jeździć po rowku. Delikatnie. Skóra tam jest cholernie wrażliwa. Szczególnie u wejścia. Napiera na nie. Niezbyt mocno. Niezbyt stanowczo. Ujeżdża mnie przy tym jak oszalały. Jest mi dobrze! Wspaniale! Jestem w niebie!

Mam wrażenie, że jeszcze tylko jedno pchnięcie. Jeszcze jedno. Dwa. Trzy. I będę fruwać. Poszybuję nad przepaścią. Penis pęcznieje. Nabrzmiewa. Rośnie. Rozsadza mnie. Czuję to wyraźnie. Jego palec napiera. Wciska się nieznacznie w drugą dziurkę. Odlatuję! W tym samym momencie on we mnie zaczyna pulsować. Ja na nim i on we mnie. Nasze doskonale zgrane ciała w jednoczesnym, perwersyjnym spełnieniu. Rozpływam się w przyjemności. Omdlewam. Przez chwilę nie istnieje nic poza pulsującą rozkoszą.

Rozwiązuje mnie. Zdejmuje bluzkę i stanik. Przylega do mnie. Całuje. Delikatnie i czule. Nawet nie wiem, kiedy zdjął gumkę. Ociera się o mnie. Wiem, że chce więcej. Ja też.

Odwracam się gwałtownie. Leżymy teraz na boku w pozycji 69. Biorę do ust jego przyjaciela. Nie jest już taki imponujący jak przed chwilą, ale nadal dość duży. Nie zwiotczał. Nie zmalał. Tylko troszeczkę. Smakuje teraz gumką. I spermą. Zdecydowanie wolę jego naturalny smak! Zapach zresztą też.

W moich ustach szybko odzyskuje wigor. I nie jest wcale dłużny. Całuje moje puzdereczko. Przysysa się do niego. Jest niecierpliwy. Jego pieszczoty są zdecydowane i mocne. Staram się, by moje były takie same. Nadziewam się na niego ustami, zamiast lizać delikatnie. Robię to szybko. Tak szybko, jak on liże moją nabrzmiałą żyłkę.

Pierwsza zaczynam zwijać się w konwulsjach orgazmu. Mocniejszego niż poprzedni. Najmocniejszego, jaki kiedykolwiek miałam. Rozsadzającego mnie od środka. Już wiem, skąd się wzięło określenie „mała śmierć”. Umieram, a wtedy Michał eksploduje w moich ustach. Zalewa je gęsta, gorąca ciecz. Skąd on jej tyle ma? W tej chwili smakuje niczym ambrozja. Połykam ją. Nie przestaję ssać. Chcę więcej.

Oboje liżemy teraz łagodniej. Wolniej. Delikatniej. Pieścimy się nawzajem z czułością. Z miłością? Muśnięcia. Pocałunki. Pieszczoty. Język niczym piórko. On dochodzi pierwszy. Niewielka ilość szklistej spermy wycieka z niego bez impetu, ale ewidentnie ma orgazm. Subtelny, całkiem inny niż poprzedni. Niż dwa poprzednie. Rozpiera mnie duma. Trzy orgazmy z rzędu! Choć podczas ostatniego penis nie był w stanie pełnej gotowości. Duży, ale wiotki.

Z moim orgazmem podobnie – bo też w końcu dochodzę. Jest jak wisienka na torcie. Jest zwieńczeniem. Całkowitym spełnieniem. Delikatnym. Nieśmiałym. Wymuskanym. Nie ma siły wodospadu. Nie jest małą śmiercią ani skokiem w przepaść. Raczej delikatną mgiełką. Wschodem słońca. Szybującym ptakiem. Kawałkiem czekolady powoli rozpuszczającym się w ustach.

 

 

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Nie dam buziaka, bo nie myłam zębów? Co za urocze zasady bohaterki. 😛
A poza tym tylko seks i seks. Tak trzymać 🙂
Pozdrawiam wszystkich Czytelników Najlepszej,
Karel Godla

Również pozdrawiam, Karelu 🙂

Ktoś tu, widzę, nie ma ochoty na pandemiczne, wesołe głupoty 😉
Trudno się mówi i żyje się dalej….
Dużo słodyczy Karel życzy, ale zero cukru, bo ten szkodzi 🙂

Chyba nie chcesz dyskutować o wmawianiu ludziom, szczególnie kobietom, że wiecznie są brudni i muszą wydawać masę kasy na kosmetyki, żeby zasłużyć na społeczną akceptację? 😉

Ależ oczywiście, że chcę, Aniu 🙂 Hmmmm.
Ale może bardziej wartościowy jest przeciwny punkt widzenia?
Człowiek jest tragarzem miliardów drobnoustrojów. Mycie i w ogóle ta okropna higiena zabija wiele z tego kochanego drobiażdżku. Tak, tak. Mydło i pasta do zębów to narzędzia życiobójstwa. 🙂
Może należy ograniczyć mycie zębów itp.? Może kiedyś z tego kochanego drobiażdżku wyewoluje coś bardziej sensownego niż nasz nieudany, niereformowalny gatunek? Oczywiście w gronie drobiażdżku koronowane głowy nie zaliczam do tej kochanej populacji. 🙂
Zażyłem Cię, co?
No widzisz, lubię zaskakiwać 🙂

Owszem, myjemy się za często i zbyt dokładnie. Ciarki mnie przechodzą na myśl, że latami polecano kobietom irygacje pochwy i niektóre matki nadal ten zabójczy dla zdrowej flory bakteryjnej zwyczaj przekazują kolejnym pokoleniom. Niemniej współczesna medycyna zaleca regularnie mycie dwóch części ciała: rąk i zębów. Jeśli chodzi o zęby w pewnej mierze to oczywiście kwestia diety. Gdyby nie cukier, w tym łatwo rozkładające się wielocukry, czyli na przykład skrobia, którą żremy na potęgę, pewnie można by to robić rzadziej… Niemniej próba ucywilizowania nas to w dużej mierze kwestia być albo nie być dużych korporacji, bo gdyby tak nagle wszyscy przestali kupować mydło… dezodoranty… perfumy… Świat by się normalnie zawalił!

Czuję się zaskoczona 😉

A.

Słusznie prawisz, a cukrów się z diety prędko nie pozbędziemy jako populacja. Najwyżej jednostki będą trzymać reżim odżywiania przekonane, iż robią słusznie, a to nie jest takie pewne.
Kampanie propagandowe skutecznie wpajają potrzebę zakupu swoich produktów ludowi prostemu i chcącemu wierzyć nawet w największe bzdury. A już przemysł farmaceutyczny i kosmetyczny wciskają ludziom najwięcej kitu.
Dobra – nie chcemy pożartować to nie. :=(
Uśmiechy mimo to,
Karel Godla

Nie ma jednej diety odpowiedniej dla wszystkich, a ponadto żadna ortodoksja nie popłaca – nawet żywieniowa.
Przy czym są produkty, których po prostu spożywamy za dużo, nie mówiąc już o tym, że jedni ludzie głodują, inni obżerają się na potęgę… ani to zdrowe, ani etyczne ;p

Pożartować możemy z Twoich słabostek, przemysł kosmetyczny i farmaceutyczny jest raczej mało zabawny…

Od-uśmiechy

A.

Hmm, jedni głodują inni obżerają się na potęgę… Zawsze czy prawie zawsze tak było. Jestem szczęśliwy, że ani głód, ani podporządkowanie się drobnoustrojom, które każą żreć na potęgę, ani uleganie atawizmom ewolucyjnym (rób zapas, bo może być kłopot ze zdobyciem pokarmu) nie są moim problemem.
Etyki w to nie mieszaj. To nadużycie albo wyznanie wiary dla kolejnej ideologii, których urosło i zdechło bez liku przez tysiąclecia.
Uśmiechy,
Karel Godla

Może mieszanie etyki w obżarstwo to przesada, ale bez wątpienia przesadą nie jest mieszanie etyki w marnowanie jedzenia. Nie wiem czy to kwestia ideologii, wydaje mi się, że raczej wrażliwości społecznej… ale jako kobieta mogę nie być zdolna do trzeźwego osądu ;p

Swoją drogą wątpię, żeby obecnie za obżarstwo odpowiadała flora jelitowa albo pasożyty, bardziej prawdopodobne, że raczej niewłaściwa dieta: dieta, która nie daje nam poczucia sytości.

Od-uśmiechy

A.

Jest wiele powodów otyłości. Flora i fauna jelitowa to potencjalnie jeden z nich. Niewłaściwa dieta – tu się zgodzę – może być jednym z najważniejszych.
No ale w tekście powyżej mamy do czynienia ze zgrabnymi, nieotyłymi bohaterami. Więc trochę odbiegliśmy od tematu.
Uśmiechy,
Karel

Pomyślałby kto, że nie lubisz odbiegać od tematu 😉

Jeśli rozmawia para mieszana, kobieta ma zawsze rację.. Ciekawe jak jest w innych konfiguracjach? Np. z udziałem transa jakiegoś? Albo kto ma rację, gdy rozmawia trójkąt, czworokąt, albo inna figura geometryczna?
Tylko poważne, uargumentowane naukowo odpowiedzi 🙂
Uśmiechy,
Karel Godla

Nie no, każdy ma własną rację. Po prostu 😉

Od-uśmiechy

A.

…odpowiedziała Ania vel Roztropka.
Nie mam dobrej riposty, czuję się zapędzony do oślego rogu, ostatnie słowo zawsze należy do….
Uśmiechy
Karel Godla zapędzony do …

Przewidziałem to! Przewidziałem to! Przewidziałem 🙂

Ha! Jeszcze finał przed Tobą 😉

To prawda! Finale, przybywaj 🙂

Napisz komentarz