Blondynka według Megasa Alexandrosa 4.41/5 (14)

Sandro Botticelli, "Wiosna" (fragment)

Sandro Botticelli, “Wiosna” (fragment)

Poniższe opowiadanie jest publikowane powtórnie w ramach cyklu Retrospektywy. Pierwszy raz pojawiło się na portalu Najlepsza Erotyka 18 sierpnia 2013 r.

*

Drodzy Czytelnicy!

Półtora miesiąca temu Rita zapoczątkowała na naszej stronie pierwszą serię opowiadań pisaną wspólnie przez wielu Autorów – “Blondynkę”. Dziś przedstawiam drugi odcinek tejże serii. Naturalnie, nie byłbym sobą, gdybym nie ulokował swego tekstu w starożytnej Helladzie! Moja “Blondynka”, opatrzona nieoficjalnym podtytułem “Opowieść Likajny”, jest na wiele sposobów powiązana z Opowieścią helleńską, ale może też być czytana jako osobny, całkiem suwerenny tekst. A teraz nie nudzę już dłużej, tylko zapraszam do lektury!

Drzwi otworzyły się z hukiem, pchnięte czyjąś przemożną siłą. Likajna odwróciła się od okna, wychodzącego na wewnętrzny dziedziniec willi. I uśmiechnęła się na widok tego, który wkroczył do jej alkowy.

– Wróciłeś! – powiedziała głosem drążącym ze wzruszenia. – Tak się o ciebie bałam. Wojna…

– …dobiegła kresu – dokończył za nią Kassander. W czarnej tunice z wyhaftowaną srebrną nicią Gwiazdą Argeadów oraz w ciężkim płaszczu prezentował się znakomicie. Pod pachą trzymał hełm z barwionym na czerwono pióropuszem, u pasa zaś nosił krótki miecz w wytartej wieloletnim użyciem pochwie. Na nogach wciąż jeszcze miał wysoko wiązane, kawaleryjskie buty. Wojownik wracający do niej prosto z pola bitwy. – Wrogowie Macedonii zginęli, zaś ich bogactwa należą dziś do mnie. Przywiozłem ci bogate dary.

– Największym darem jest twoje przybycie – otworzyła przed nim ramiona. – Chodź do mnie, najdroższy.

 Nie musiała powtarzać owej prośby. Szybkim krokiem pokonał dzielący ich dystans. Silne ramię otoczyło talię Doryjki i przygarnęło ją ku niemu. Zaplotła ręce na szyi Macedończyka i przytuliła się do niego całym ciałem. Pod tuniką był twardy, jakby składał się z samych splotów mięśni. Jej obfity biust rozpłaszczył się na torsie mężczyzny. Kiedy przywarła do jego bioder, poczuła jeszcze jedną, szczególnie słodką dla niej twardość. Jej dotyk na podbrzuszu dziewczyny sprawił, że momentalnie zwilgotniała.

Pocałunek, którym obdarzył ją Kassander, był długi, namiętny, natarczywy. Wyrażał całą żądzę Macedończyka, jego niespożyte pragnienie. Głód, którego nie sposób było zaspokoić na dłużej niż kilka godzin. Bez względu na to, ilekroć w ciągu nocy uprawiali miłość, nazajutrz Macedończyk znów miał ochotę na więcej. A teraz, gdy spotkali się po wielotygodniowej rozłące… Likajna była pewna, że do rana nie da jej ani chwili wytchnienia.

– Chciałbyś coś zjeść? – szepnęła, gdy ich usta oderwały się od siebie. – Każę przygotować wieczerzę…

– W tej chwili mam chęć na coś zupełnie innego niż jadło.

Miała nadzieję, że odmówi i się nie zawiodła.

– Ja też – odparła i wysunęła się z jego objęć. Uklękła przed nim i zaczęła rozwiązywać jego sandały. Mężczyzna górował nad nią, potężny i groźny, lecz przecież nie czuła przed nim strachu. Dla innych mógł być wielkim wodzem, weteranem setki potyczek, krwawym wojownikiem, czyniącym niewiasty wdowami. Dla Likajny był po prostu – jej mężczyzną. Najwspanialszym, o jakim tylko mogła marzyć.

Rozwiązała rzemienie, a następnie skierowała dłonie na stopy Macedończyka. Z jego pomocą zsunęła z nich sandały. Jedną ręką pieszczotliwie pogładziła nogę, od łydki aż po twarde udo. Jej palce zatrzymały się na starej bliźnie – pozostałości po cięciu tracką rhompają. Uniosła głowę i napotkała płonące spojrzenie Kassandra. Sięgnął do klamry, która przytrzymywała jego płaszcz i odpiął ją zdecydowanym ruchem. Ciężka, wełniana peleryna zsunęła się z jego ramion i opadła na podłogę. Po chwili – z głuchym łoskotem – dołączył do niej pięknie zdobiony, pozłacany hełm. A zaraz potem rzemienny pas razem z mieczem.

Likajna wciągnęła w nozdrza woń swego kochanka. Pachniał żelazem, potem, słońcem, słonym od morza wiatrem. Jakże inaczej niż nacierający się orientalnymi wonnościami zniewieściali Koryntyjczycy! Od Kassandra wręcz biła aura niezmordowanej witalności. Podniosła się z kolan, uniosła rękę i położyła ją na jego torsie, wciąż zasłoniętym czarną tuniką.

– Zechcesz się odwrócić?

Nie od razu na to przystał. W końcu jednak stanął plecami do niej. Sięgnęła do wiązań swej szaty. Nie chciała, by patrzył, jak się rozbiera; lepiej, by ujrzał końcowy efekt. Gdy suknia spłynęła z jej ciała, weszła na łoże i przybrała pozę, którą widziała niegdyś na fresku w świątyni Afrodyty. Jedną rękę uniosła do swych złocistych włosów, drugą przysłoniła bujne piersi, a przynajmniej nabrzmiałe, twarde z podniecenia sutki. Nogi ułożyła tak, by skrzyżowane łydki broniły dostępu do jej łona.

– Jestem gotowa – szepnęła.

Kassander odwrócił się prędko, jakby już nie mógł doczekać się jej widoku. Zmarszczył surowo brwi, lecz jego oczy zaśmiały się do niej.

– Ty mała kusicielko… Więc nic mi nie pokażesz?

– Przyjdź do mnie, a ujrzysz cokolwiek zechcesz.

Szybkim ruchem ściągnął przez głowę tunikę. Na jego piersi ujrzała świeżą bliznę, jaśniejszą niż reszta ciała. Poczuła ukłucie lęku i przypomniała sobie, jak żarliwie modliła się o jego powrót. Raz jeszcze jej pokorne prośby zostały wysłuchane. Potem zaś spojrzenie Doryjki spłynęło w dół i cały jej niepokój poszedł w niepamięć. Męskość Kassandra unosiła się dumnie wzwiedziona. Żołądź była już częściowo odsłonięta, ciemna od bijącej w niej krwi. Dziewczyna zadrżała z podniecenia. Była dumna z tego, że udało jej się tak mocno rozpalić kochanka. A przecież nawet jeszcze nie ukazała mu swojej nagości!

Macedończyk nie tracił czasu. Wsunął się na łoże i na kolanach zbliżył się do Likajny. Dalsze zasłanianie swoich wdzięków straciło sens – nie chciała już kusić niedopowiedzeniem, pragnęła być podziwiana. Ujęła w dłoń swą prawą pierś i ścisnęła ją między palcami. Cicho pojękując, rozsunęła nogi i łydkami zaczęła ocierać się o biodra Kassandra. On zaś chwycił jedną z nich i przyciągnął ku swojemu kroczu. Stopa dziewczyny otarła się o twardego penisa oraz ciężkie od nasienia jądra. Raz, a potem drugi…

Przez chwilę bawił się w ten sposób, patrząc, jak Likajna pieści własną pierś. Potem mocniej złapał za łydki dziewczyny i pociągnął ją ku sobie. Opadła na plecy, ani na moment nie spuszczając go jednak z oczu. Jeszcze mocniej rozchyliła uda, kiedy się nad nią pochylił. Podziwiała mocarne mięśnie prężące się pod jego skórą. Jedną rękę wsparł na pościeli, tuż obok jej głowy. Drugą sięgnął w dół, ku swojej męskości. Wiedziała, że już za moment wejdzie w nią tak, jak lubi najbardziej – szybko, mocno, gwałtownie. Wypełni po brzegi jej ociekającą miłosnymi sokami szparkę, na powrót uczyni swą kobietą. Ach, jak bardzo tego pragnęła! Uniosła biodra, wychodząc mu na spotkanie. Wyciągnęła ręce w górę i wplotła je w kruczoczarne włosy Macedończyka. Zamknęła oczy i w pełni się na niego otworzyła. Poczuła dotyk rozpalonej żołędzi na swym sromie. Jeszcze tylko chwila… Wzięła łapczywy haust powietrza, nie mogąc już doczekać się rozkoszy…

A potem się zbudziła. W ciemnościach i wilgoci.

W sypialni Likajny panował mrok, rozpraszany tylko przez pojedynczą lampę oliwną, umieszczoną w uchwycie na ścianie. Leżała w wielkim łożu, całkiem sama. Miała ochotę szlochać z bezsilnej złości. Czy sen musiał się kończyć akurat w tym punkcie?

Ostatnimi czasy zdarzało się to coraz częściej.

Od wyjazdu Kassandra z Koryntu minęło już niemal pół roku. Przez pierwsze tygodnie opłakiwała ich zerwany związek, często znajdując ukojenie w ramionach Beotki Tais, która również była kochanką Macedończyka. Kiedy jeszcze stacjonował w Koryncie, były konkurentkami, potem jednak zbliżyły się do siebie i odkryły, jak wiele je łączy. Niestety, czarnowłosa Tais również ją opuściła. Po zabójstwie nowego namiestnika, Pejtona, musiała ratować się ucieczką przed okrutną macedońską sprawiedliwością. Likajna straciła zatem najlepszą (a zarazem jedyną) przyjaciółkę. Odtąd towarzystwa dotrzymywali jej tylko niewolnicy – dziewczęta i eunuchowie, których kupił jej jeszcze Kassander.

Och, byli jeszcze mężczyźni, źródło niezliczonych zgryzot! Oglądali ją podczas wizyt w świątyni lub rzadkich wypraw na targowisko. Wielu z nich, widząc piękną blondynkę w eleganckim, błękitnym lub zielonym peplosie, zapragnęło poznać ją bliżej. Nie była przecież cnotliwą żoną, pozostającą pod ochroną męża, lecz niegdysiejszą kochanką macedońskiego wodza, kobietą niewiele lepszą od pospolitej ladacznicy. Prawo nie zabraniało jej nagabywania i wielu śmiałków skwapliwie z tego korzystało. Jak dotąd, Likajna uprzejmie odmawiała wszystkim propozycjom, bez względu na to, jak były formułowane. Wspomnienie Kassandra nie pozwoliło jej związać się z żadnym z Koryntyjczyków. Byli zbyt słabi, nie dość męscy, nadmiernie zakochani w sobie, by wzbudzić jej ciekawość.

Uległa tylko raz, pod groźbą szantażu. Zgodziła się zostać nałożnicą kolejnego rządzącego miastem Macedończyka – Pejtona, choć budził on w niej głęboki wstręt. Dzięki Tais nie musiała jednak nigdy wpuszczać go między swe uda. Była za to Beotce głęboko wdzięczna.

Choć nie pożądała żadnego konkretnego mężczyzny, ciało Likajny domagało się swych praw. Z Kassandrem rozsmakowała się w przyjemnościach alkowy. Wprawdzie nie odwiedzał jej tak często, jakby sobie tego życzyła (kiedy już bywał w Koryncie, dzielił swój czas między nią, trzy inne kochanki, heterę Aspazję oraz niezliczone pornai), ale i tak czerpała z tego związku wiele satysfakcji. Po rozstaniu w jej życiu pojawiła się pustka, doskwierająca szczególnie nocami. Już nie czekała niecierpliwie na wizytę wiecznie spragnionego kochanka. Wiedziała, że nie przybędzie.

Likajna była młodą, pełną namiętności kobietą. Nie znosiła dobrze życia w celibacie. Podejrzewała, że stąd właśnie wynikały owe sny. Przypominały jej o tym, co straciła, rozpalały ciało i odbierały spokój. Bezlitosny Eros karał ją za wstrzemięźliwość, za to, że choć stworzona do miłości, teraz się przed nią wzbraniała. Dlatego w środku nocy zrywała się z łoża, z przyspieszonym oddechem, mokra między udami. Czasem próbowała zadowolić się sama. Odrzucała kołdrę, kładła się naga, drżąca z podniecenia, jedną ręką sięgała do piersi, drugą kierowała w stronę podbrzusza. Dotykała swych najwrażliwszych miejsc długo i uparcie, pragnąc ugasić trawiący ją ogień. Daremnie. Nawet, gdy udawało jej się dotrzeć na szczyt, był on tylko namiastką tych, których doświadczała w ramionach Macedończyka.

Gdyby była podobna Tais, mogłaby wziąć do łoża którąś ze swych niewolnic. Czarnowłosa Beotka była zakochana w swojej służce Chloe, więc nie odczuła tak boleśnie rozstania z Kassandrem. Doryjki jednak nie pociągały niewieście wdzięki. Potrzebowała mężczyzny! Albo jeszcze lepiej – kilku. Czuła bowiem, że jeden z pewnością nie zastąpi jej tego, którego utraciła.

* * *

Kolejnym zmartwieniem Likajny były pieniądze. Przed odjazdem Kassander zostawił jej napełnioną srebrnymi drachmami szkatułkę. Początkowo zdawało się, że majątek ten starczy na długo. Rzeczywistość szybko jednak zweryfikowała owe przypuszczenia. Utrzymanie domu, licznej służby, opłacanie coraz to nowych podatków wprowadzanych to przez rządzącą miastem oligarchię, to przez macedońskiego namiestnika, pochłaniało krocie.

Co gorsza, z powodu niedawnej wojny na Peloponezie bardzo wzrosły ceny żywności, oliwy, a nawet wschodnich tkanin, w których gustowała. Tego ostatniego nie potrafiła zrozumieć: wszak sprowadzano je z ujarzmionej Persji, a nie ze zniszczonych przez wojenną pożogę terytoriów Lacedemonu. Tak czy inaczej, szkatuła prędko traciła na wadze. Srebrne monety rozchodziły się jak szalone. Po prawdzie trzeba przyznać, że z początku Likajna nie skąpiła środków na żaden kaprys. Kupowała przedni jedwab na suknie, flakoniki orientalnych wonności, wynajmowała najlepsze flecistki, by umilały jej samotne wieczory. Stopniowo jednak, w miarę jak rósł jej niepokój, stawała się coraz bardziej oszczędna. Przestała pojawiać się na agorze, by nie kusiły jej nowe, barwne szaty ani egzotyczne pachnidła. Zmniejszyła hojność swych ofiar w świątyniach. Zamknęła swe podwoje przed obnośnymi handlarzami biżuterią. Zamiast pieczywa kazała kucharzowi kupować mąkę i piec chleb w domu. Nie mogła się tylko zmusić do zmniejszenia liczebności swojej służby. Mocno zżyła się bowiem ze swymi niewolnikami i nie potrafiła sobie wyobrazić, że mogłaby sprzedać któregoś z nich.

Kiedy w szkatule pojawiło się dno, Likajna pojęła, że przyszedł czas na wyrzeczenia. Zaczęła wyprzedawać biżuterię i klejnoty, zostawiając tylko najwspanialsze dary, które otrzymała od Kassandra. To poprawiło sytuację, ale na krótko. Czuła, że musi podjąć jakąś decyzję – i to prędko. Wśród jej adoratorów było kilku zamożnych kupców, a także jeden arystokrata… Może nie powinna tak pochopnie odrzucać ich zalotów? To oczywiste, że nie zamierzali jej poślubić. Na to nie liczyła. Ale pozycja luksusowej nałożnicy też pozwoliłaby jej utrzymać dotychczasowy poziom życia. Nie musiałaby też myśleć o rozstaniu z najwierniejszymi służkami.

Biła się z myślami, niezdolna do podjęcia jakiejkolwiek decyzji. A czas płynął i w skrzyni, w której trzymała swoją biżuterię, robiło się równie pusto, jak w szkatule ze srebrem.

* * *

Któregoś dnia udała się na wzgórze Akrokoryntu, do świątyni Afrodyty. Choć dopiero co zaczęła się wiosna, panował nieznośny upał. Na straganie pod białym murem sanktuarium zakupiła dwie białe gołębice, które chciała złożyć w ofierze. Trzymając w dłoni klatkę, zanurzyła się w przynoszącym ulgę, chłodnym półmroku głównej nawy. Wśród nielicznych o tej porze wiernych dostrzegła dwóch ze swych zalotników. Pozdrowili ją skinieniami głowy i obleśnymi uśmiechami. Powściągnęła gniew i minęła ich z obojętną twarzą. Podała jednej z kapłanek klatkę z gołębiami i chciała właśnie wyrazić intencję swej ofiary, gdy tamta zamarła w bezruchu z oczyma skierowanymi na wejście do świątyni. Likajna uświadomiła sobie, że nagle w rozbrzmiewającym gwarem rozmów gmachu zrobiło się bardzo cicho. Obróciła się i również popatrzyła.

Środkiem nawy szły dwie niezwykle urodziwe kobiety. Pierwsza, odziana w ciemnozielony peplos, miała loki w barwie miodu, uszminkowane na czerwono usta, szmaragdowe oczy i mały, lekko zadarty nosek. Jej suknia, choć nieprzezroczysta, blisko przywierała do ciała, ujawniając powabne kształty niewiasty: pełne biodra, szczupłą talię, krągły biust. Efektu dopełniał srebrny naszyjnik, który – obciążony szafirami – spływał między jej piersi oraz dwa srebrne kolczyki, zdobne w zielone kamyczki. Likajna uświadomiła sobie, że ją zna. Była to Aspazja, pierwsza hetera Koryntu, miasta uchodzącego za najbardziej rozpustne w całej Helladzie. Poznały się niegdyś podczas sympozjonu, który Kassander wydał na cześć swego przyjaciela. Choć sama uczta zakończyła się niezbyt fortunnie, owa piękna, mądra i odważna niewiasta na długo zapadła w pamięć Doryjki. Podobnie jak namiętny pocałunek, którym obdarzyła ją wówczas na powitanie.

U jej boku podążała druga kobieta – kto wie, czy nie piękniejsza od tamtej. Miała twarz w kształcie serca, duże, błękitne oczy, pełne wargi, których nie pokrywała jednak szminka. W ogóle wyglądała znacznie bardziej przyzwoicie niż kusząca swymi wdziękami Aspazja. Przywdziała luźną, ciemnoniebieską szatę, która, choć bardzo elegancka, kryła jej kształty przed zachłannymi spojrzeniami mężczyzn oraz zazdrosnymi – niewiast. Narzucony na ramiona oraz głowę granatowy himation skrywał jej włosy, choć spod brzegu tkaniny co i rusz wysuwały się niesforne pukle. Dzięki temu Likajna mogła stwierdzić, że nieznajoma również jest blondynką, lecz znacznie jaśniejszą niż Koryntyjka. Miast miodu, jej włosy przywodziły na myśl białe złoto.

– Zdradź proszę, kim jest towarzyszka Aspazji? – spytała zapatrzoną w nowoprzybyłe kapłankę Afrodyty. Odpowiedź uzyskała dopiero po dłuższej chwili:

– To Fryne z Tespiów, pierwsza hetera Aten.

Dziewczyna przyglądała im się z zainteresowaniem. Zbliżyły się do ołtarza Afrodyty. Za nimi kroczył wysoki, smagły niewolnik w krótkiej tunice. W obydwu dłoniach niósł klatki z białymi gołębicami. Ptaków było aż sześć, po trzy na każdą z ofiarodawczyń. Aspazja rozpoznała Likajnę i skinęła jej głową.

– Proszę, nie zwracaj na nas uwagi, moja miła – rzekła wdzięcznym tonem. – Poczekamy na naszą kolej.

– Nie musicie czekać – odparła. Poczuła jakiś dziwny impuls, który zmusił ją dodania: – Ustępuję wam miejsca, bo jesteście najprawdziwszymi kapłankami miłości! Afrodyta miłuje was bardziej niż którąkolwiek z innych kobiet! Należy się wam pierwszeństwo.

Aspazja uniosła brwi w zdumieniu. Fryne natomiast uśmiechnęła się i podziękowała skinieniem głowy.

– Jestem pewna, że i na ciebie Zrodzona z Piany spogląda przychylnym wzrokiem – szepnęła, unosząc rękę. Musnęła palcami włosy Doryjki, a ta zadrżała. – Mam pomysł! Złóżmy ofiarę razem! Bogini będzie zadowolona, otrzymując dar od trzech służek.

Likajna zmieszała się, słysząc tę propozycję. Trochę czasu zajęło jej znalezienie właściwych słów:

– To dla mnie zaszczyt, pani. Lecz macie po trzy gołębice, a ja nabyłam tylko dwie. Moja ofiara będzie zatem najuboższa.

– Myślę, że da się temu zaradzić. – Aspazja zwróciła się do towarzyszącego jej niewolnika: – Hypatiosie, kup jeszcze jedną gołębicę i wracaj do nas prędko.

Doryjka rzuciła okiem na Hypatiosa. Uderzyła ją jego uroda. Mógł liczyć sobie szesnaście, może siedemnaście lat, był zatem tylko trochę młodszy od niej. Miał ciemną cerę jońskich Greków, zamieszkujących azjatycki brzeg Morza Egejskiego. Lśniące, kręcone włosy spadały mu na ramiona czarnymi kaskadami. Mimo że nosił tunikę, mogła bez trudu podziwiać jego smukłe ciało. Przypominał raczej biegacza niźli zapaśnika, domyślała się, że jest zręczny i szybki. Ale też w jego ramionach z pewnością drzemała znaczna siła… Niewolnik zauważył, że Likajna mu się przygląda i odpowiedział tym samym. Jego spojrzenie było wręcz bezczelne, a jednak wcale nie poczuła się urażona jego zainteresowaniem. Przez dłuższą chwilę mierzyli się spojrzeniami. Aspazja dostrzegła to, westchnęła i rzekła:

– Hypatiosie. Gołębica. Teraz.

– Tak jest, pani – młodzieniec ukłonił się i ruszył wykonać rozkaz. Doryjka poczuła ukłucie zawodu, gdy oderwał od niej spojrzenie. Zaraz potem zrozumiała, że ten, który wpadł jej w oko, jest sługą koryntyjskiej hetery. Zarumieniła się mocno. Stanowczo zbyt długo obywała się bez mężczyzny!

– Nie przejmuj się – szepnęła Aspazja, przywierając do jej boku. – Mi również się podoba… No, ale ja mam go na własność!

 Wkrótce Hypatios wrócił z kolejną klatką. Wszystkie gołębice zostały przekazane kapłance.

– W jakiej intencji je ofiarujemy? – spytała Likajna.

– Za nasze powodzenie! – odparła Aspazja. – Niech mężczyźni zawsze nas pragną i nigdy nie znudzą się naszymi wdziękami!

Fryne parsknęła śmiechem.

– Och, moja droga, ty zawsze o pracy…

Koryntyjka spojrzała na nią spod długich rzęs.

– Dla niektórych to tylko praca, kochanie. A dla innych pasja!

 Tespijka spoważniała i oznajmiła:

– Ja ofiaruję swoje gołębice w intencji rozdzielonych przez los kochanków. Niech pokonają wszelkie przeciwności i wrócą w swe ramiona.

– Jak Odyseusz do swej Penelopy – stwierdziła Aspazja. – Zawsze byłaś romantyczką, najsłodsza.

Likajna czuła, że w tej pozornie beztroskiej rozmowie kryje się coś więcej. Nie potrafiła wszakże przeniknąć sensu ukrytego za gładkimi zdaniami i niewinnymi przytykami dwóch heter. Kiedy obie na nią spojrzały, niewiele myśląc, rzekła:

– Ja zaś składam ofiarę w intencji wszystkich niewiast, które płoną pożądaniem. Niech otrzymają to, czego pragną…

Gdy uświadomiła sobie, co właśnie powiedziała, oblała się jeszcze mocniejszym rumieńcem. Aspazja przyglądała się jej z uwagą.

– Nie wstydź się, Likajno. Nie tylko mężowie cierpią katusze niezaspokojonej żądzy. Fakt, że im łatwiej ugasić ten pożar! Mają niewolnice, hetery, pornai, gimnazjony pełne urodziwych chłopców… My także mamy swoje sposoby, ale nie mówmy już o tym. Pora pokłonić się Afrodycie.

Trzy kobiety pochyliły głowy przed posągiem Zrodzonej z Piany. Zatopiły się w modlitwie, podczas gdy kapłanka składała w ofierze kolejne ptaki. Krew spływała na alabastrowy ołtarz. I choć kamienne oblicze bogini pozostało niezmienne w swoim pięknie, Likajna, Aspazja i Fryne miały nadzieję, że Afrodyta spogląda na każdą z nich łaskawie.

Gdy opuściły świątynię, pierwsza hetera Koryntu zwróciła się do Doryjki:

– Cieszę się z tego spotkania! Mam nadzieję, że odtąd będziemy się częściej widywały. Musisz koniecznie odwiedzić nas w najbliższym czasie.

Likajna poczuła miłe zaskoczenie. Od czasu ucieczki Tais nie była u nikogo w gościnie. Dbające o opinię kobiety nie zapraszały jej do swych domów. A zaproszeniom mężczyzn uparcie odmawiała.

– Z chęcią. Czy mam przybyć do twojej willi?

Aspazja wybuchnęła śmiechem.

– Nie, moja słodka. Willa w mieście jest przeznaczona dla adoratorów. Dla przyjaciółek mam inną siedzibę! Jakiś czas temu kupiłam niewielką winnicę nad Zatoką Sarońską. Nie dalej niż trzydzieści stadionów od Bramy Megaryjskiej. Musisz zobaczyć urodę tego miejsca! Od razu się w nim zakochasz.

– Wybacz, Aspazjo, lecz nie mam jak się tam dostać…

Sytuację uratowała Fryne.

– Nie kłopocz się tym! Przyślę po ciebie swoją lektykę.

Jej przyjaciółka zaś dodała:

– Powiedzmy… za trzy dni od dziś, późnym popołudniem, gdy miną najgorsze upały?

– Zgoda.

– Już nie mogę się doczekać!

– Ja również!

– Domyślam się – Aspazja popatrzyła Likajnie głęboko w oczy i szeptem dodała: – Hypatios też tam będzie!

Po raz trzeci owego dnia Likajna oblała się wstydliwym rumieńcem.

* * *

Dwie noce później Eros zesłał jej kolejny sen.

Spacerowała po niewysokich wzgórzach ciągnących się wzdłuż morskiego wybrzeża. Silna bryza szarpała jej suknię i raz po raz zrywała z głowy oraz ramion himation. W końcu przewiązała go wokół swej talii i pozwoliła, by kolejne podmuchy rozwiewały jej złociste włosy. Choć rozglądała się uważnie, nie dostrzegła żadnego śladu obecności człowieka. Żadnego miasta w oddali, żadnej osady. Na błękitnym morzu nie unosił się ani jeden statek. Była tu całkiem sama. I całkiem wolna.

Gdy sobie to uświadomiła, zapragnęła popływać. Mimo silnego wiatru dzień był upalny, a kąpiel z pewnością przyniesie jej ochłodę. Nie przejmując się niczym, zbiegła po piaszczystym stoku na plażę. Stanęła przy samym brzegu. Ściągnęła sandały i postawiła stopy na morskim piasku. Chłód obmywających je fal sprawił, że zadrżała. Rozplątała himation i pozwoliła, by wiatr poniósł go w dal. Nie był jej potrzebny. W świecie bez mężczyzn kobieta nie musi przysłaniać swych włosów i ramion, chroniąc się przed pożądliwymi spojrzeniami.

Potem uniosła ręce do wiązań sukni. Po chwili i ona spłynęła w dół, prosto w morską pianę. Likajna prędko o niej zapomniała i naga ruszyła przed siebie. Woda objęła jej kostki i kolana, sięgnęła ud. Wyższa fala rozbiła się o łono i brzuch dziewczyny. Westchnęła, bo pomimo chłodu poczuła nagły przypływ podniecenia. Może kąpiel mi pomoże, pomyślała. Gdy nadeszła kolejna fala, Doryjka zanurkowała pod nią. Wynurzyła się kilkanaście kroków dalej, parskając wodą i strząsając ją z włosów. Jej ciało pokryło się gęsią skórką, a sutki nabrzmiały, jakby pod wpływem najwytrwalszych pieszczot.

Pływała, aż poczuła zmęczenie. Dopiero wtedy skierowała się w stronę brzegu. Wyszła na piasek, ociekając morską pianą, niczym zrodzona z niej Afrodyta. Jej biust unosił się w przyspieszonym oddechu. Spojrzeniem poszukała sukni, lecz nigdzie jej nie dostrzegła. Musiało ją zabrać morze. Cóż, żadna strata! Słońce prędko osuszy skórę i znów będzie jej ciepło.

 – Witaj, Likajno.

Obróciła się, przestraszona. Między nią a morzem stał mężczyzna. Przez krótką chwilę zdawał się jej Kassandrem, lecz niemal natychmiast zrozumiała, że to nie on. Był znacznie młodszy od Macedończyka. Nie tak potężnie zbudowany. Zamiast krótkich włosów i brody miał sięgające ramion loki i gładko ogoloną twarz. Smagłą cerę Jonów i ciemnobrązowe oczy. Jak mogła się tak pomylić?

Uśmiechał się do niej.

– Skąd się tu wziąłeś? – zapytała, czując nierzeczywistość tej sceny. –Przypłynąłeś morzem? Nie widziałam cię przedtem.

– Czy to istotne? – odpowiedział pytaniem. – Przysłała mnie pani Aspazja, bym umilił ci czas. Wie, jak bardzo jesteś samotna. Chce ci pomóc.

– To miłe z jej stro… – urwała w pół słowa, bo uświadomiła sobie dwie rzeczy. Po pierwsze, że stoi przed młodzieńcem całkiem nago. Po drugie, że i on nie ma na sobie żadnego odzienia.

– Pójdziemy? – wskazał ręką gdzieś za nią. Kiedy się obejrzała, dostrzegła u podnóża jednego ze wzgórz pasterski szałas. Zakręciło jej się w głowie. Czuła pewność, że przedtem go tam nie było.

– Odpoczniemy w cieniu – ciągnął Hypatios. Kiedy znów na niego spojrzała, dostrzegła, że łapczywie spogląda na jej piersi. Natychmiast się jednak opanował i popatrzył Likajnie prosto w oczy. – Chyba, że wolisz zostać tutaj.

Po krótkim wahaniu uniosła rękę i dotknęła jego torsu. Przesuwała po nim palcami, aż dotarła do sutka.

– Niech słońce osuszy nasze ciała – szepnęła. Skinął głową.

– Zgodnie z rozkazem.

Skoro pożerał ją spojrzeniem, i ona może nasycić oczy. Popatrzyła w dół, na płaski i twardy brzuch młodzieńca, a potem jeszcze niżej. W przeciwieństwie do Kassandra jego genitalia były gładko wygolone. Członek wyprężył się, nieosłonięty w żaden sposób. Jego główka wskazywała prosto na nią. „Nie wstydź się, Likajno!” usłyszała głos pierwszej hetery Koryntu.

Ujęła męskość niewolnika i kilka razy poruszyła dłonią, obciągając ją powoli. Napletek całkiem zsunął się z żołędzi. Była ciemna, nabiegła krwią. Pulsowała pożądaniem, które Doryjka również czuła w swoich lędźwiach. Nie zastanawiając się nad tym, co czyni, osunęła się na kolana i uklękła na mokrym piasku. Językiem zwilżyła swe wargi, a potem wsunęła między nie penisa. Otuliła go ciasno, oblizała. Hypatios jęknął z rozkoszy. Czuła na sobie jego spojrzenie, równie realne jak dotyk palców na swych włosach. Chwycił ją za nie, gdy wzięła go głębiej, a dłonią zaczęła pieścić jądra.

Kiedy była jeszcze kochanką Kassandra, często zadowalała go w ten sposób. Macedończyk ubóstwiał ów rodzaj miłości, zaś Likajna lubiła go nią obdarzać. Była świadoma, że ma w tym względzie naturalne zdolności, bez wątpienia stanowiące dar Afrodyty, za który była Zrodzonej z Piany głęboko wdzięczna. Teraz mogła wypróbować swe talenty na nowym kochanku, sprawdzić, czy i on je doceni. Jak dotąd nic nie wskazywało, by Hypatios chciał zaprotestować przeciw pieszczotom, którymi był obdarzany. Wręcz przeciwnie, jego oddech przyspieszył, a biodra wysunęły się naprzód. Doryjka objęła wargami trzon penisa, językiem zaś lizała żołądź i podrażniała wędzidełko. Słyszała nad sobą jęki młodzieńca; stanowiły one zachętę do zwielokrotnienia wysiłków. Ujęła w dłonie jego pośladki. Przyciągając się za nie, zaczęła głębiej nabijać się na twardą męskość. Zdecydowała, że nie podda się, nim nie ucałuje jego podbrzusza.

Hypatios drżał z pożądania, z jego ust wyrywały się pojedyncze słowa. Nazywał ją najdroższą, najmilszą, niezrównaną… Obiecywał wszystko, byle tylko nie przerywała tego, co czyni. W pewnej chwili jego ciałem wstrząsnął silny dreszcz. Likajna nie pozwoliła mu jednak skończyć przedwcześnie: z całych sił zacisnęła palce u nasady członka. Trzymała go tak, nim się nie opanował. Dopiero wtedy podjęła wspinaczkę w górę jego penisa. Czuła żołądź głęboko w gardle. Miała nadzieję, że się nią nie zakrztusi. W końcu osiągnęła cel. Jej usta dotknęły gładkiego łona młodzieńca. Dopiero wtedy wypuściła go spomiędzy warg. Dyszała ciężko, a on mierzył ją rozpalonym spojrzeniem.

Gdy już złapała oddech, zapragnęła własnej przyjemności. Położyła się plecami na piasku i spoglądając na niewolnika, lubieżnie rozchyliła nogi.

– Zrób to, Hypatiosie – jej głos uniósł się ponad szum fal. – Muszę poczuć cię w sobie.

Czuła, że w środku jest już bardzo mokra. Nawet jeśli wedrze się w nią z pełnym impetem, nie sprawi jej bólu. Młodzieniec uklęknął nad nią i pochylił się do przodu. Sięgnęła ręką ku jego wzwiedzionej męskości. Naprowadziła ją na siebie. Cofnął biodra i pchnął z całych sił…

Obudziła się z jękiem rozkoszy na ustach. Lecz zaraz potem ogarnęło ją dogłębne poczucie niespełnienia. Jej wnętrza nie wypełniał twardy penis Hypatiosa. Boleśnie nabrzmiałe brodawki nie doświadczyły jego pocałunków. Nie musiała nawet sięgać pomiędzy swe uda, by upewnić się, jak obficie zwilgotniała. Zrezygnowana opadła na pościel.

– Dłużej tak nie wytrzymam – szepnęła do siebie samej.

* * *

Nazajutrz, późnym popołudniem, Likajna wsiadła do lektyki, którą przysłała po nią Fryne. Doryjka nigdy jeszcze nie podróżowała tak wystawnie. Lektyka była wykonana z drewna cyprysowego, zaś jej zdobienia wykuto z litego złota. Zasłony uszyte zostały z najcieńszego jedwabiu, który przepuszczał chłodny powiew z zewnątrz, lecz krył pasażerkę przed niechcianymi spojrzeniami. Pojazd dźwigało sześciu rosłych Nubijczyków o czarnych jak obsydian ciałach. Nim skryła się w przestronnym, pachnącym wschodnimi wonnościami wnętrzu, długo przyglądała się tym wszystkim cudom. Zastanawiała się, ile mogła kosztować taka lektyka wraz z niewolnikami. Zapewne więcej niż dom z ogrodem, który podarował jej Kassander. Hetery takie jak Aspazja czy Fryne nie muszą sobie niczego odmawiać, pomyślała. Z pewnością nie potrzebowały wyprzedawać biżuterii, by utrzymać nieliczną służbę.

Podróż minęła jej prędko. Po przekroczeniu murów miejskich oczom Likajny ukazał się wspaniały widok. Odsunęła zasłonę i spoglądała urzeczona na lśniącą w słonecznym blasku Zatokę Sarońską, rozciągającą się na południowy wschód od Koryntu. Lazurowe morze przecinały tuziny statków. Ciężkie od towarów galery handlowe mijały się ze zwrotnymi trójrzędowcami wyruszającymi na patrol. Łodzie rybackie wracały z połowem. Na niebie nie było ani jednej chmury. Wspaniała grecka wiosna.

Winnica Aspazji rozciągała się na kilku wzgórzach ciągnących się równolegle do Zatoki. Na jednym z nich wznosiła się otoczona murem willa. Budynek był częściowo zasłonięty przez korony drzew, które rosły w ogrodzie. Nubijczycy zatrzymali się przed bramą posiadłości i postawili lektykę na ziemi. Ktoś podniósł zasłonę i uprzejmie podał Likajnie dłoń.

 – Witaj w domu mojej pani – usłyszała podczas wysiadania z pojazdu. Uniosła głowę i napotkała zaciekawione spojrzenie Hypatiosa. Tego dnia nosił pyszną, czerwoną tunikę, zaś jego włosy zdobił wieniec z oliwnych liści. Wyglądał jak syn koryntyjskiego arystokraty, a nie jak niewolnik! Doryjka była szczerze zdumiona tak bogatym strojem. Młodzieniec natychmiast domyślił się przyczyn jej zaskoczenia. Uśmiechnął się pogodnie i rzekł:

– Pani Aspazja jest bardzo łaskawa dla swoich sług. I lubi otaczać się pięknem. W mieście muszę nosić zgrzebną szatę, by nie budzić skandalu. Tutaj jednak panują inne reguły.

– Zauważyłam – odparła zmieszana. Sama przywdziała jasnoniebieski peplos z głębokim dekoltem oraz odsłoniętymi ramionami. Uszyty z cienkiego jedwabiu, dobrego na upały. Strój uzupełniała biżuteria: złote bransolety na przedramiona, naszyjnik z tego samego kruszcu oraz kolczyki z rubinami. Była to jej najbardziej wykwintna kreacja. Teraz jednak zaczęła się obawiać, że przy Aspazji wypadnie bardzo blado. Jeśli zwykły niewolnik mógł wyglądać jak bogacz, czego można się spodziewać po jego pani?

– Racz udać się ze mną.

– Prowadź zatem.

Kiedy przekroczyli bramę, oczom Likajny ukazał się rozległy ogród. Obszar otoczony murem był znacznie większy, niż zdawało się, patrząc z podnóża wzniesienia. Zza krzewów dobiegał szmer płynącej wody. Doryjka domyśliła się, że gdzieś tutaj ma swe źródło strumień, który zaopatruje w wodę domostwo oraz bujną roślinność.

Na progu willi czekała na nich Aspazja. Likajna otworzyła szeroko oczy na jej widok. Pierwsza hetera Koryntu nie zawiodła. Jeśli jedwab sukni Doryjki był cienki, ten, z którego uszyto peplos Aspazji był delikatny niczym pajęczyna. Do tego niemal całkiem przezroczysty. Przez jasnorudy materiał można było z łatwością dostrzec nagie ciało gospodyni. Biżuteria z czerwonego złota dobrze komponowała się z wysoko upiętymi miodowymi włosami kobiety, zaś szmaragdy zdobiące kolczyki oraz naszyjnik współgrały z barwą jej oczu.

– Jesteś nareszcie! Nie mogłyśmy się ciebie doczekać! – nim Likajna zdążyła zareagować, hetera zarzuciła jej ramiona na szyję, przyciągnęła ku sobie i mocno pocałowała w usta. To nie było delikatne muśnięcie, który wymieniały czasem bliskie przyjaciółki, lecz śmiały pocałunek, przywodzący na myśl Kassandra. Wspomnienie to stało się jeszcze silniejsze, gdy poczuła, jak język kobiety odważnie wsuwa się między jej wargi.

Stały tak przez dłuższą chwilę, witając się czule. Doryjka instynktownie czuła, że Hypatios pożera je łapczywym spojrzeniem.

– Ale upał! – stwierdziła Aspazja, kiedy ich usta się rozłączyły. – Chodź do środka, moja droga. Schłodzimy nasze rozpalone ciała.

Likajna chciała powiedzieć, że to doskonały pomysł, ale jakoś nie mogła z siebie wydusić ani słowa. Ruszyła za pierwszą heterą Koryntu, starając się uspokoić oddech. Przeszły przez przedsionek, a potem minęły kilka bogato urządzonych komnat. Następnie zaś wkroczyły do wysokiej i przestronnej komnaty sympozjonów. Panował tu wielce przyjemny chłód. Nic dziwnego, na środku komnaty znajdowała się marmurowa fontanna. Woda tryskała z pysków czterech podskakujących, kamiennych delfinów i z chlupotem wpadała do okrągłego basenu. Na głowach delfinów opierała się otwarta muszla, wyrzeźbiona z kości słoniowej. W niej natomiast zasiadała patronka tego domu, naga Afrodyta. Jej brązowy posążek, trzy razy mniejszy od dorosłej kobiety, zachwycał doskonałością szczegółów.

Zrodzona z Piany miała twarz Aspazji. Widząc zachwyt rysujący się na twarzy Likajny, pierwsza hetera Koryntu uśmiechnęła się z satysfakcją.

– Też mi się podoba. Choć kosztowała majątek, nie żałuję ani jednego obola. Stworzył ją słynny artysta Bryaksis, ten sam, który ozdobił mury Mauzoleum w Halikarnasie. Wielki rzeźbiarz… i jeszcze lepszy kochanek.

Doryjka nie wiedziała, co na to odpowiedzieć. Uratowała ją Fryne, która w tej samej chwili wychynęła zza fontanny.

– Bądź pozdrowiona, droga Likajno. Wybacz, że nie wyszłam do ciebie przed próg domu. Ostatnio źle znoszę upały.

Tespijka miała na sobie luźną, białą szatę, podobną do tej, którą nosiła w świątyni. Do tego naszyjnik z niebieskich morskich kamieni, idealnie pasujących do jej błękitnych oczu. W porównaniu z Likajną i zwłaszcza Aspazją, wyglądała nadzwyczaj skromnie, jakby nie czuła potrzeby współzawodnictwa. Zdawała się emanować naturalnym pięknem, którego nie trzeba podkreślać nadmiernymi zabiegami. Delikatnie objęła Doryjkę i ucałowała jej obydwa policzki.

– Jeśli nie czujesz się najlepiej, mogę przyjść innego dnia – odparła zatroskana Likajna. Fryne uśmiechnęła się.

– W takim razie musiałybyśmy odłożyć spotkanie na kilka dobrych miesięcy…

Dopiero wtedy zrozumiała. Obszerne suknie kryjące kształty ateńskiej hetery, pewna ostrożność w ruchach, chęć uniknięcia skwaru…

– Jesteś brzemienna, Fryne! – Likajna nie mogła uwierzyć, że nie dostrzegła tego wcześniej. Zaśmiała się i raz jeszcze przytuliła Tespijkę. Tym razem wyczuła pod jej szatą wypukły brzuch. – Cieszę się twoim szczęściem! Dziecko z pewnością będzie piękne i pełne uroku! Wszak ty właśnie będziesz jego matką.

– Albo też silne i waleczne, jeśli wda się w ojca – dodała Aspazja.

– A któż to taki? – Doryjka nie mogła powściągnąć ciekawości. Dopiero gdy wypowiedziała te słowa, pojęła, że mogły być nazbyt wścibskie.

Fryne momentalnie posmutniała.

– Wspaniały mąż, którego los na krótką chwilę cisnął w me ramiona – rzekła, po chwili zaś zaczęła deklamować:

Przecież po żadnym serce nie płacze tak srodze

Jak po jednym; odbiega sen i chęć do jadła,

Gdy o nim myślę. Komuż cięższa dola padła

Niż Odysowi? Nadeń któż więcej biedował?

Los go stworzył do cierpień samych; mnie zachował

Do smutków po przepadłym, który gdzieś się kryje…*

Doryjka patrzyła na nią zdumiona. Pierwsza hetera Koryntu wytłumaczyła jej:

– To z „Odysei” Homera, moja droga. Powinnaś dobrze poznać to dzieło, jeśli pragniesz stać się jedną z nas.

– Jedną z was? – spytała jeszcze bardziej skonfundowana. Aspazja wszakże nie zamierzała tłumaczyć nic więcej.

– Spocznijmy – zaproponowała, wskazując trzy biesiadne łoża rozmieszczone wokół zastawionego tacami stołu. – Fryne nie powinna się przemęczać.

Zajęły miejsca. Na tacach znajdowały się owoce, w sam raz na upalny dzień: winogrona, jabłka, pomarańcze. A także trzy kryształowe puchary. Hypatios brał po kolei każdy z nich. Do jednej trzeciej napełniał go winem z amfory, a następnie dopełniał wodą z fontanny.

– Jest zasilana prosto ze źródła – poinformowała Aspazja. – Dzięki temu woda jest zawsze krystalicznie czysta, smaczna, no i zimna nawet w środku lata.

– Cudowne rozwiązanie… – szepnęła z zazdrością Likajna. Przypomniała sobie wodę w Koryncie, czerpaną z publicznych studni, często mętną, z trudnym do zamaskowania posmakiem ziemi. W najlepszym razie letnią, a zwykle po prostu ciepłą. Ach, jakże chciałaby mieć taką winnicę na wzgórzach!

– Hypatiosie, zagraj nam coś – poprosiła Fryne. Słowa te wypowiedziała tonem miękkim i pozbawionym stanowczości, jakby zwracała się do przyjaciela, a nie do niewolnika. Młodzieniec skłonił się przed nią i wyszedł z komnaty. Wrócił, niosąc w dłoniach lirę o dziesięciu strunach. Przysiadł na krawędzi fontanny i zaczął grać. Delikatna, miła dla ucha muzyka wzniosła się pod sufit. Przez chwilę wszystkie trzy milczały zasłuchane.

Aspazja przemówiła pierwsza. Uniosła swój puchar i rzekła:

– Wznoszę toast za cudną Afrodytę – skinęła głową w stronę fontanny – albowiem to jej zawdzięczamy dzisiejsze spotkanie!

Doryjka skosztowała napoju. Był cudownie chłodny. Wino, już wcześniej rozcieńczone w amforze, teraz dodawało tylko smaku wodzie. Choć nie miała zbyt wiele doświadczenia z alkoholem, była pewna, że nie upije się tak delikatnym trunkiem.

– Na chwałę Zrodzonej z Piany – dodała Fryne, a potem położyła rękę na swym brzuchu i dodała: – To od niej wszystko się zaczyna.

– Wybacz mi ciekawość – Likajna zaczęła ostrożnie, by uniknąć gafy – lecz chciałam spytać, co sprowadza cię do Koryntu. Słyszałam, że Ateny to wielkie i bogate miasto, a ty, jak wieść niesie, jesteś jego królową.

Tespijka posłała jej ciepłe spojrzenie.

– W jednym masz rację, moja miła. Ateny to wciąż Słońce Hellady. Nawet Korynt nie może się z nimi równać. Byłabym szczęśliwa, mogąc tam spędzić resztę moich dni.

Hypatios zaczął nową melodię. Nie była tak skoczna i wesoła, jak poprzednia. Zabrzmiały w niej melancholijne tony.

– Niestety, okazało się to niemożliwe – ciągnęła Fryne. – Przez lata zyskałam sobie wielu wrogów. Ostatnio kilku z nich zaatakowało. Nie wiem, czy doszły cię słuchy o moim procesie. Zostałam oskarżona o bezbożność.

– Ty? Za bezbożność?!

– Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet zawsze znajdą powód, by w nie uderzyć – odparła Tespijka. – Oskarżenie było nadzwyczaj słabe, lecz przecież Sokratesa zgładzono w wyniku jeszcze słabszego. Mnie również groziła kara śmierci. Na szczęście, oprócz wrogów miałam też dobrych przyjaciół, zarówno starych, jak i całkiem nowych – mówiąc to, znowu dotknęła swego brzucha. – Ocalili moje życie, lecz nie mogłam dłużej pozostać w Atenach. Dlatego wyruszyłam na zachód, ku nowemu miastu, które zastąpi mi Słońce Hellady. Słyszałam o potędze oraz pięknie Syrakuz. Może tam właśnie znajdę spokojny port.

– Na szczęście po drodze leży Korynt! – wtrąciła z zadowoleniem Aspazja. – I temu właśnie zawdzięczamy wizytę Fryne! No i upałowi, który w tym roku uderzył szczególnie wcześnie. Uznałyśmy, że dalsza podróż byłaby niebezpieczna dla niej i dla dziecka. Dlatego też pozostanie tutaj co najmniej do czasu porodu. A kto wie, może do tego czasu zagustuje w naszej pięknej polis i postanowi osiąść w niej na stałe? Wszak dla hetery nie ma lepszego miejsca niż rozwiązły Korynt!

Fryne skinęła głową.

– Masz świętą rację, kochana. Ale ja nie będę już heterą.

Po tej deklaracji zapadła cisza. Nawet Hypatios przerwał koncert i zaskoczony spoglądał na Tespijkę.

– Podjęłam decyzję – ciągnęła. – Gdy urodzę, nie wrócę już do dawnego życia. Skończyłam ze sprzedawaniem swych wdzięków za srebro.

– Nie rozumiem – stwierdziła Aspazja. – Jesteś wciąż młoda i piękna. Masz przed sobą całe lata. W Syrakuzach czy w Koryncie rozbłyśniesz nowym ogniem! Ateny pożałują, że cię odrzuciły.

– Ateny dały mi to, co najlepsze. Nie potrzeba mi więcej. Chcę wychować moje dziecko i dać mu wszystko, co najlepsze. A może kiedyś, kto wie… wojny w Persji wreszcie się skończą…

– Chyba nie wierzysz w jego powrót! – wykrzyknęła pierwsza hetera Koryntu. – Doprawdy, Fryne, nie poznaję cię. Myślałam, że po zerwaniu z Hiperejdesem porzuciłaś romantyczne mrzonki…

– Jak widać, jestem niepoprawną romantyczką.

Likajna wodziła spojrzeniem od jednej do drugiej, zastanawiając się, o kim rozmawiają. Aspazja była wyraźnie wzburzona. Na ustach Tespijki błąkał się delikatny, jakby nieśmiały uśmiech. Koryntyjka nie dała jednak za wygraną:

– Czy chociaż obiecał ci, że wróci?

– Nie składaliśmy sobie żadnych obietnic. Wiem jednak, że jeśli przeżyje Persję, będzie mnie szukał.

– Sama widzisz! – odrzekła z triumfem Aspazja. – A mi obiecał! Nie tylko swój powrót, ale i dary! Naszyjnik ze szmaragdów, jakiego w Helladzie jeszcze nie widziano. Myślisz, że czekam na ten naszyjnik, moja droga? Albo na niego?

Doryjka dostrzegła, że słowa koryntyjskiej hetery zraniły Fryne. Dopiero po dłuższej chwili odpowiedziała:

– To było zanim poznał mnie.

Tym razem Aspazja wyglądała, jakby właśnie została spoliczkowana. Najwyraźniej stwierdzenie, iż mężczyzna mógłby zapomnieć o niej, bo poznał inną, było dla niej głęboko obraźliwe. Doryjka uświadomiła sobie, że rozmowa przybiera bardzo zły obrót.

– Moje panie – powiedziała, przybierając ton poważny i autorytatywny – przestańcie proszę. Przecież nie będziecie się kłócić o mężczyzn – wy, które macie tuziny adoratorów na każde skinienie!

Pierwsza rękę do zgody wyciągnęła Tespijka.

– Wybacz mi, kochana. Likajna ma rację. Nie powinnyśmy się spierać. Zwłaszcza o człowieka, którego oddzielają od nas tysiące stadiów.

– To ty musisz mi wybaczyć – odpowiedziała Aspazja. – Zachowałam się niegodnie, nie tylko jako gospodyni, ale i twoja przyjaciółka.

– Proszę cię tylko o jedno – rzekła Fryne. – Gdyby próbował mnie odszukać… W Atenach zostawiłam dla niego wiadomość. Jeśli ją otrzyma, przybędzie tutaj, do ciebie. Pomóż mu, wskaż właściwą drogę.

Pierwsza hetera Koryntu skinęła głową.

– Jak sobie tego życzysz. Przysięgam, że nie będę niczym Kirke dla Odyseusza. Nie podejmę próby zatrzymania go dla siebie.

– Skoro już to ustaliłyście – wtrąciła coraz bardziej skonfundowana Doryjka – najwyższa pora, byście w końcu zdradziły mi, o kim mowa…

Zapadła cisza. Likajna poczuła na sobie badawcze spojrzenia obydwu kobiet.

– Naprawdę się nie domyślasz? – spytała Aspazja, podejrzliwie mrużąc oczy.

Kiedy w końcu się domyśliła, poczuła się bardzo spragniona. Sięgnęła po puchar i szybko uniosła go do ust. Piła długo. Potrzebowała tego czasu, by zebrać myśli.

Najwyraźniej Kassander z Ajgaj gościł nie tylko w jej snach.

* * *

Wraz z nadejściem wieczoru powróciła życzliwa atmosfera wokół biesiadnego stołu. Trzy dawne kochanki Kassandra zakończyły rozmowy o mężczyznach i skupiły się na bardziej zajmujących, a zarazem bezpieczniejszych tematach. Aspazja i Fryne zainteresowały się młodszą koleżanką i zasypały ją deszczem pytań. Była w końcu – przynajmniej w ich mniemaniu – jedyną „przyzwoitą” niewiastą na uczcie. Chciały zatem wiedzieć, jak żyje, na czym upływają jej dni, jakie ma pasje, co myśli o filozofii cynickiej, która rozwijała się prężnie w Koryncie oraz o jej czołowym myślicielu, Diogenesie zwanym Psem.

Likajna starała się zaspokajać ich ciekawość, lecz czuła, że w porównaniu z życiem heter jej własne jest nudne, monotonne i skażone rutyną. Z drugiej strony, Doryjce pochlebiało, że tak słynne damy raczyły się nią interesować. Tym bardziej, iż żadna z nich nie dała jej odczuć, że czuje się lepsza. Kiedy dowiedziały się, że lubi śpiewać, rozradowana Fryne klasnęła w dłonie.

– Pośpiewajmy! Dawno już tego nie czyniłam.

– Pamiętasz, czym to się ostatnio skończyło? – zapytała Aspazja, lecz zaraz dała znak Hypatiosowi. Sięgnął po lirę.

– Czy mam zagrać coś konkretnego? – spytał, spoglądając na Doryjkę.

– Czy znasz hymn do Afrodyty o złocistych włosach?

– Znam.

Likajna i Fryne śpiewały unisono, przy dyskretnym akompaniamencie Hypatiosa. Pierwsza hetera Koryntu słuchała z widoczną przyjemnością. Po trzech hymnach na cześć Zrodzonej z Piany, przyszedł czas na występ w pojedynkę: Likajna wykonała kilka doryjskich i achajskich pieśni ludowych. Młody niewolnik uraczył uczestniczki sympozjonu dwoma pieśniami z Iliady i jedną z Odysei. Miał ładny głos, a podczas śpiewania nie zaprzestawał gry na lirze. Nagrodziły go oklaskami, zaś Aspazja pozwoliła mu wypić nieco wina ze swego pucharu.

Ani się obejrzały, jak nastała noc. Tespijka pierwsza podniosła się z łoża i oznajmiła, że jest zmęczona i musi się udać na spoczynek.

– Przepraszam, że nie dotrzymam wam dłużej towarzystwa. Myślę jednak, że wy dwie macie wiele tematów do omówienia – uśmiechnęła się do Doryjki, która znowu poczuła, że czegoś tutaj nie pojmuje.

– To całkowicie zrozumiałe. Musisz oszczędzać siły – odparła pierwsza hetera Koryntu.

– Właściwie, na mnie też czas – zreflektowała się Likajna. – Mam nadzieję, że zdążę wrócić do Koryntu przed zamknięciem bram! Czy użyczysz mi ponownie swej lektyki, Fryne?

– Chętnie bym to uczyniła… lecz bramy miasta są zamykane o zmroku.

– Oczywiście, zatrzymasz się u mnie w gościnie – powiedziała Aspazja. – Hypatiosie! Każ przygotować sypialnię dla mojej przyjaciółki.

– Dziękuję ci. Także za nazwanie mnie twoją przyjaciółką.

– Cóż w tym dziwnego? Przecież dzisiaj się nią stałaś!

Pożegnały Fryne delikatnymi pocałunkami w obydwa policzki. Kiedy zostały same w sali sympozjonów, Koryntyjka zaproponowała:

– Co powiesz na odświeżającą kąpiel?

Okazało się, że strumień mający swoje źródło nieopodal domu, został wykorzystany nie tylko do zasilenia fontanny, ale i niewielkiego basenu w ogrodzie. Aspazja poprowadziła do niego Likajnę. Basen był prostokątny, długi na dziesięć kroków i szeroki na pięć. Został wykopany w ziemi, a następnie wyłożony płowymi kamieniami, by nie tracił zbyt prędko wody. Na jego brzegu, w każdym z narożników, ustawiono brązowe posągi bogów: gromowładnego Zeusa, zbrojnego w miecz Aresa, Apolla z lirą i Dionizosa z dzbanem wina. Każdy z nich dzierżył w uniesionej dłoni pochodnię. Teraz wszystkie cztery były zapalone, dzięki czemu było tu jasno mimo późnej pory.

Doryjka była zachwycona. Wiedziała, że podobne baseny znajdują się w łaźniach miejskich, lecz tam spośród kobiet miały wstęp jedynie hetery oraz pornai. Tymczasem Aspazja posiadała swój basen – na wyłączny użytek! Zbliżyła się czym prędzej do brzegu, uklękła przy nim i zanurzyła rękę. Mimo upalnej nocy woda była przyjemnie chłodna.

– Rozkoszna, prawda? Lubię się tu zanurzyć po całym dniu skwaru…

Do uszu Likajny dobiegł szelest opadającej sukni. Uniosła głowę i obróciła się ku pierwszej heterze Koryntu. Ta była już całkiem naga. Pozostawiła sobie tylko naszyjnik z czerwonego złota i szmaragdów, który spływał między jej krągłe piersi. A także kolczyki – zarówno te w uszach, jak i cieniutkie kółeczka zdobiące sutki. Choć była dobrych kilka lat starsza od Doryjki, swoją figurą wprawiała ją w zakłopotanie. Wąska talia płynnie przechodziła w pełne, zmysłowe biodra. Młoda dziewczyna z zazdrością spoglądała na płaski brzuch i smukłe uda Aspazji. W tym momencie szczególnie doskwierała jej świadomość, że sama, w ciągu pół roku, jakie minęło od rozstania z Kassandrem, przybrała nieco na wadze. Była pewna, że gdy tylko się rozbierze, jej gospodyni to zauważy. Było jednak zbyt późno, by się wycofać. Koryntyjka usiadła na brzegu basenu, a potem zsunęła się do wody. Westchnęła z ulgą, zanurzając się po szyję.

Likajna szybko zsunęła z siebie peplos, rozwiązała sandały i poszła w ślady Aspazji. Chłód, który otulił jej ciało, był doprawdy rozkoszny. Sprawił też, że jej sutki momentalnie stwardniały. Zanurkowała i przepłynęła na środek basenu. Kiedy wynurzyła głowę, znalazła się twarzą w twarz z pierwszą heterą Koryntu. Ta obdarzyła ją długim, wilgotnym pocałunkiem. A potem wyszeptała:

– Pływasz jak Nereida! Jestem pod wrażeniem… Kto cię tego nauczył?

– Matka – odparła zgodnie z prawdą. – Urodziłam się na wyspie, ale do najbliższego miasta musieliśmy pływać łodzią. Chciała, bym w razie jakiegoś wypadku miała szansę na ratunek.

– Bardzo roztropnie z jej strony… Ach, chciałabym, by i mnie matka uczyła takich rzeczy!

– Nie czyniła tego?

– Nigdy nie poznałam swych rodziców – po raz pierwszy w głosie Aspazji zabrzmiała gorycz. – Moim domem rodzinnym był burdel w dzielnicy portowej. Ponoć urodziła mnie jedna z tamtejszych pornai. Niestety, zmarła w połogu.

– Wybacz… nie chciałam być wścibska.

– Nie ma tu nic do wybaczania! Jestem dumna z tego, jak daleko zaszłam, biorąc pod uwagę skromne początki. Nie zawsze nazywano mnie pierwszą w Koryncie. Musiało upłynąć wiele lat, nim osiągnęłam dzisiejszą pozycję… Ty mogłabyś to zrobić znacznie szybciej.

Przez dłuższą chwilę Doryjka wpatrywała się w nią bez zrozumienia. Potem zaśmiała się nerwowo.

– Ja heterą?

Aspazja wszakże nie podzieliła jej wesołości.

– Czemu nie? Jesteś śliczną dziewczyną, świeżą i pogodną. Nie brak ci też inteligencji. Fakt, że nie znasz się na filozofii ani na homeryckich eposach, jednak braki te można szybko uzupełnić! Zresztą, mężczyźni rzadko pragną rozmawiać z nami o tych rzeczach. Wystarczy im świadomość, że mogą. To odróżnia nas od zwykłych pornai, a ich – od klientów burdeli. Czysty snobizm, no i czysty zysk. Obydwie strony są zadowolone!

– Wciąż nie uważam, by był to dobry pomysł…

– Lękasz się o swoją opinię? Wybacz mi szczerość, lecz po tym, jak byłaś kochanką Kassandra, i tak jest ona doszczętnie zrujnowana. Takie rzeczy Koryntyjczycy pamiętają bardzo długo. Nigdy nie osiągniesz szacunku niezbędnego do tego, by dobrze wyjść za mąż. To samo zresztą tyczy się mnie. Musimy same zadbać o nasz dobrobyt.

Likajna chwilę zastanawiała się nad odpowiedzią.

– Otrzymałam kilka propozycji… – rzekła w końcu.

– I cóż zaoferowali owi hojni mężowie? Rolę nałożnicy? Czemu chciałabyś się wiązać z którymś z nich? Zapewniam cię, żaden nie dorasta Kassandrowi do pięt. Zawiedziesz się, a ten, na którego padnie twój wybór, uzależni cię od siebie. Będziesz miała jeszcze mniej swobody niż przy Macedończyku. Mężczyźni z Koryntu krotko trzymają swoje konkubiny. Niektóre z nich niewiele różnią się od niewolnic.

– Jaka jest zatem twoja rada? Zamiast jednego kochanka mam wziąć sobie stu?

Aspazja z udawanym gniewem chlapnęła jej wodą w oczy. A potem wybuchnęła śmiechem.

– Stu? Zapewniam cię, że przeceniasz mą rozwiązłość. Mam ich znacznie mniej. Kiedy roztropnie wybiera się adoratorów, nie potrzeba ich wcale wielu… Z czasem ty też nauczysz się to robić. Najważniejsze jednak, że wobec każdego zachowujesz niezależność. Jeśli będzie chciał cię zniewolić, po prostu zerwiesz znajomość i weźmiesz sobie następnego. W tym mieście hetera nigdy nie narzeka na brak ofert!

Doryjka starła wodę z twarzy, mając nadzieję, że nie zrujnowała jej makijażu. Poczuła nagle irytację.

– Może ja wcale nie chcę brać adoratorów? – spytała, patrząc w oczy Koryntyjce. – Może dobrze mi samej?

– Moja droga – odparła po namyśle Aspazja. – Mam to rzadkie szczęście, że lubię swoją pracę. Czerpię z niej wiele satysfakcji. Nie ukrywam jednak, że jest ona również koniecznością. Gdybym nie była heterą, musiałabym stać się żebraczką. Korynt nie daje takim jak my innych możliwości zarobkowania. Lepiej więc zaakceptować fakty i wybrać przyjemniejszą drogę. Potem zaś czerpać z niej, ile się da. A propos… W świątyni Afrodyty wspominałaś coś o płonięciu pożądaniem?

– Zapamiętałaś…

– A pamiętasz, co ja powiedziałam? Że my, kobiety, mamy swoje sposoby na ugaszenie tego płomienia.

Przez dłuższą chwilę Likajna patrzyła w oczy swej rozmówczyni. W końcu, zaskoczona własną śmiałością, zapytała:

– Chcesz powiedzieć, że adoratorzy zaspokajają twoją żądzę?

– Czemu nie? Kassandrowi zawsze się to udawało.

– Ale przecież… bierzesz od nich srebro…

– Moja droga, łącznie przyjemnego z pożytecznym to istota mej profesji. Zresztą… nawet jeśli kochankowie nie zdołają mnie zadowolić… to i tak jestem im wdzięczna. Bo właśnie dzięki ich pieniądzom stać mnie na niego – wypowiadając ostatnie słowa, chwyciła Doryjkę za ramiona i obróciła w wodzie, plecami od siebie. Oczom Likajny ukazał się stojący na brzegu basenu Hypatios. Wciąż miał na sobie czerwoną tunikę z dobrego materiału, lecz w dłoniach nie dzierżył już liry. Ich spojrzenia się spotkały. Poczuła, że woda zrobiła się nagle całkiem ciepła.

Aspazja przytuliła się do jej pleców i objęła pod wodą w talii. Poczuła, jak biust hetery rozpłaszcza się na jej plecach, a kolczyki ocierają się o skórę. Usłyszała wypowiadane tuż przy swoim uchu słowa:

– Przekonasz się, słodka, że Hypatios ma w sobie coś z Kassandra. Jemu również zawsze udaje się mnie zaspokoić…

Młodzieniec jak na zawołanie ściągnął przez głowę tunikę i odrzucił ją za siebie. Był już boso, więc nie musiał mocować się z sandałami. Nim Doryjka zdążyła mu się dobrze przyjrzeć, już był w wodzie. Zbliżył się do niej. W basenie było na tyle płytko, że piersi Likajny do połowy wynurzały się z wody. Teraz poczuła na nich jego spojrzenie. Chwilę później wyciągnął ku nim ręce.

– Co robisz…? – spytała niezbyt błyskotliwie. Jednak zbyt prędkie tempo wydarzeń całkiem ją zdezorientowało.

– A na co to wygląda? – spytała Aspazja i pocałowała ją za uchem.

Dłonie niewolnika ujęły jej kształtne półkule, palce zacisnęły się na nich. Doryjka jęknęła, niezdolna do oporu. Nieugaszona żądza, które przepełniała ją przez tygodnie i miesiące, teraz wzięła górę. Poczuła, że pragnie tego przystojnego mężczyzny. A nawet, choć nigdy nie gustowała w niewiastach, że łaknie dotyku Aspazji. Uwięziona między ich ciałami, w pełni poddała się nastrojowi chwili. Kiedy Hypatios się ku niej nachylił, otworzyła usta i pozwoliła mu się pocałować. Gdy wsunął język między jej wargi, z ochotą wyszła mu na spotkanie.

Woda chlupotała cicho, wzburzona nieco szybszymi ruchami. Dłonie młodzieńca bawiły się biustem Likajny, zaś ręka hetery zawędrowała w dół, między jej uda. Doryjka odchyliła do tyłu głowę i złożyła ją na ramieniu Koryntyjki. Było jej tak dobrze… Po raz pierwszy od pół roku była dotykana tak, jak należy dotykać kobiety: pożądliwie, stanowczo, łapczywie i bez wahania. Choć zanurzona w wodzie, płonęła ogniem, który domagał się ugaszenia.

Aspazja wypuściła ją z objęć i cofnęła się o kilka kroków.

– Hypatiosie, jest cała twoja – młodzieniec nie potrzebował dodatkowej zachęty. Oderwał dłonie od piersi dziewczyny i przeniósł je w dół, na jej boki. Uchwycił za nie i podniósł bez wyraźnego trudu. Posadził Likajnę na samym brzegu basenu, tak że tylko jej nogi wciąż pozostawały w wodzie. Chwycił za kolana i rozsunął szeroko, torując sobie dostęp do jej najintymniejszych miejsc. Stanął między rozwartymi udami i z bliska popatrzył na srom. Łono Doryjki nie było tak gładko wydepilowane, jak u pierwszej hetery Koryntu, lecz najwyraźniej mu to nie przeszkadzało. Pochylił głowę i złożył na nim pocałunek. Usta niewolnika ruszyły w dół, chwilę masowały łechtaczkę, a potem przywarły do dolnych warg. Nawet nie próbowała tłumić jęków.

Na przemian ssał jej szparkę i szturmował ją językiem. Intensywność doznań sprawiła, że Likajnie kręciło się w głowie. Odchylona do tyłu, wspierała się na jednej ręce, drugą zaś skierowała na głowę kochanka. Wsunęła palce w jego czarne, lśniące od wilgoci włosy. Docisnęła mocniej ku sobie. Aspazja przyglądała się temu szeroko otwartymi oczami. Stanęła blisko, tuż za plecami Hypatiosa. Gładziła je swymi dłońmi, sięgając głęboko pod wodę, aż ku jego pośladkom. Nie zamierzała jednak wkraczać między młodzieńca i dziewczynę. Jeszcze nie teraz. Wszak miała na to całą noc.

Potężny spazm wstrząsnął ciałem Likajny. Nieprzygotowana na tę falę rozkoszy, krzyknęła ochryple. Uda zacisnęła na głowie niewolnika, a szparką ze wszystkich sił otuliła jego język. Szczytowała z intensywnością, którą pamiętała tylko z najlepszych nocy z Kassandrem. Czuła, że jej dusza wyrywa się z ciała i wzlatuje ku gwiazdom. Cały świat na chwilę wstrzymał swój bieg.

Gdy się ocknęła, leżała na brzegu basenu, z głową na złączonych kolanach Aspazji. Hypatios pochylał się nad nią, wciąż sycąc oczy widokiem jej wdzięków. Uśmiechnęła się do niego słabo. A do hetery szepnęła:

– Nie skłamałaś, Aspazjo. On jest naprawdę niezrównany.

Koryntyjka odwzajemniła uśmiech, a potem dodała:

– To dopiero początek. Poczekaj, aż poczujesz w sobie jego sztywną włócznię!

Nie musiała na to długo czekać. Hypatios wziął ją na ręce i poniósł w stronę willi. Aspazja szła przed nimi, prowadząc do przygotowanej dla Likajny sypialni. Komnata była niewielka, lecz urządzona ze smakiem. W połowie wypełniało ją szerokie łoże z baldachimem. Na nim właśnie legła, wciąż jeszcze mokra po kąpieli. Powietrze przesycały wonie wiosennego kwiecia. Kiedy Doryjka spojrzała na stojącego nad nią młodzieńca, po raz pierwszy zobaczyła jego wyprężoną męskość. To znaczy – widziała ją już wcześniej, lecz tylko w sennych marzeniach. Rzeczywistość okazała się wszakże nie mniej fascynująca.

Hetera wyciągnęła się u jej boku i pogładziła ją po brzuchu oraz piersi.

– Gotowa na więcej rozkoszy?

Likajna mogła tylko skwapliwie skinąć głową. Ugięła nogi w kolanach i rozchyliła je szeroko, robiąc miejsce swojemu kochankowi. Wsunął się na łoże i między jej uda. Aspazja ujęła w dłoń jego członek i naprowadziła go na właściwe miejsce. Cofnął biodra i pchnął z całych sił.

Westchnęła, czując, jak penis młodzieńca toruje sobie drogę w głąb jej ciała. Po pierwszym szczycie była tak mokra, że penetracja nie sprawiła jej ani szczypty bólu. Najbardziej bała się tego, że gdy tylko w nią wejdzie, sen się urwie, tak jak stało się to już wielokrotnie. Tym razem jednak nie był to sen. Po pierwszym pchnięciu przyszły następne. Hypatios pojękiwał, a jego nabrzmiała męskość rozpychała się w pochwie Likajny. Zacisnęła dłonie na jego ramionach i patrzyła nań spod opuszczonych powiek. Pomyślała, że nigdy przedtem nie dane jej było oglądać równie pięknego mężczyzny. Kassander, choć bliski jej sercu, nie mógł uchodzić za urodziwego. Hypatios zaś był niczym Ganimedes, Adonis, trojański Parys. Już sam jego widok był źródłem przyjemności.

On zaś stopniowo przyspieszał tempo swoich sztychów. Spragniony jej ciała, młodzieńczo niecierpliwy, ochoczo wspinał się ku ekstazie. Aspazja uklękła przy splecionej w miłosnych igraszkach parze. Sięgnęła między uda niewolnika. Zaczęła masować jego jądra, ważyć je w dłoniach, lekko uciskać. Wzmocniła uścisk dopiero, gdy z jego ust dobył się przeciągły jęk. Nie pozwoliła mu zbyt szybko dojść. Wpierw musiał zaspokoić Likajnę. To ona była tutaj najważniejsza.

Powtarzało się to jeszcze trzykrotnie. Jądra Hypatiosa musiały być już obolałe, Aspazja wszakże nie zamierzała mu ustąpić. Dopiero kiedy Doryjka doszła w z głośnym westchnieniem, hetera oswobodziła genitalia niewolnika. Ten natychmiast zwielokrotnił wysiłki, pojmując, że otrzymał przyzwolenie na rozkosz. Koryntyjka nachyliła się ku niemu i wyszeptała mu do ucha:

– Pamiętaj, byś skończył na zewnątrz.

Usłuchał. Dobrze go wyszkoliła. Na chwilę przed szczytowaniem uniósł się, wsparty na ramieniu i wysunął z pochwy Likajny, a potem dokończył dzieła dłonią. Obfita struga buchnęła z jego męskości i rozlała się po brzuchu dziewczyny. Chyba nie była tego w pełni świadoma, wciąż bowiem trwał jej własny orgazm. Kolejne strużki spadały u podnóża jej piersi, wypełniały pępek, spływały w dolinę podbrzusza. W końcu cała rozkosz wypłynęła z Hypatiosa, a on, zmęczony, osunął się na posłanie. Aspazja na powrót ułożyła się obok Doryjki. Czekając, aż ta się uspokoi, dłonią rozcierała nasienie po jej ciele.

Pierwsze słowa Likajny po tym, jak odzyskała głos brzmiały:

– Pozwól, bym ci się odwdzięczyła…

Hetera nie zamierzała się sprzeciwiać. Marzyła o tym, by poczuć w sobie zwinny język Doryjki. Język, który znała dotąd tylko z pocałunków.

* * *

Dla trojga kochanków była to upojna noc. A ponieważ nic, co dobre nie trwa długo, minęła im ona w oka mgnieniu, wśród pieszczot i miłosnych uniesień. Hypatios po raz wtóry posiadł Likajnę, a potem również swoją panią. Doryjka składała kobiecości Aspazji hołdy z początku nieporadne, lecz bardzo namiętne. Później, sama pieszczona przez niewiastę, nabyła wiele przydatnych umiejętności. Natychmiast też wykorzystała oraz utrwaliła ową świeżą wiedzę, ku wielkiej satysfakcji hetery. Ani się obejrzeli, jak przez okna sypialni zaczął się wsączać szary blask przedświtu. Dopiero wtedy zakończyli rozkoszne zmagania i przytuleni do siebie, zapadli w głęboki sen.

Zbudzili się dopiero późnym popołudniem. Aspazja posłała Hypatiosa po chłodną wodę z odrobiną wina, a kiedy wyszedł, przygarnęła do siebie Likajnę. Przywitały się długim, czułym pocałunkiem.

– Marzyłam o tym, odkąd ujrzałam cię po raz pierwszy, na tamtym sympozjonie – szepnęła, gdy ich usta oderwały się od siebie.

Doryjka przytuliła się do niej i złożyła głowę na jej biuście. W milczeniu syciły się swą bliskością. Niewolnik wrócił z amforą napoju oraz dwoma pucharami. Gdy tylko umieścił je na stoliku przy łóżku, pierwsza hetera Koryntu odesłała go niedbałym gestem. Ostatni raz spojrzał na nagie ciało swej pani i wyszedł z uśmiechem na zmysłowych ustach.

Ugasiły pragnienie, a potem Likajna zapytała:

– Czemu pragniesz, bym została heterą?

Aspazja przez dłuższą chwilę zwlekała z odpowiedzią.

– Mogłabym rzec, że to najlepsze rozwiązanie. Mogłabym dodać, że wiem o twych kłopotach finansowych i chcę ci pomóc. Powiem jednak coś innego. My, hetery, jesteśmy najprawdziwszymi służebnicami Afrodyty. Lepszymi niż kapłanki, które składają jej ofiary z gołębic i okadzają świątynię wonnościami. Każda nasza noc jest modlitwą do Zrodzonej z Piany. Każde spotkanie z kochankiem stanowi hołd dla bogini miłości. Wbrew temu, co mówią i myślą ludzie, uważam naszą profesję za chwalebną i pełną godności. A ponieważ dotarłam na sam szczyt, osiągnęłam wszystko, co tylko możliwe, przyszedł czas, bym wychowała swoją następczynię.

Doryjka otworzyła szeroko oczy.

– Ja miałabym zastąpić ciebie?

– Nie jutro, ani nie pojutrze. Wpierw musisz się wiele nauczyć. O sztuce miłości, ale także o filozofii cynickiej – mówiąc to, Aspazja puściła do niej oko. – Minie kilka lat, nim osiągniesz moją biegłość. A wtedy poślę cię do Aten. Przecież nie zniosłabym tak młodej i świeżej konkurencji! Niech martwią się tym Fojbiane, Bakchis oraz Neira. Do Koryntu wrócisz dopiero wówczas, gdy ja wycofam się z interesu.

– Ateny… Tyle o nich słyszałam od Kassandra. Marzyłam, by kiedyś je ujrzeć.

– Czy to znaczy, że zgadzasz się na moją propozycję?

– Zanim się zdecyduję… Nurtuje mnie jedno pytanie. Skąd wiesz o moich kłopotach finansowych?

– Moja droga, zaopatrujemy się u tego samego handlarza biżuterią. Od niego wiem, że ostatnimi czasy, zamiast kupować nowe kolie i kolczyki, wyzbywasz się własnych. Nawet kupiłam kilka twych błyskotek. Jeśli chcesz, chętnie ci je zwrócę.

– Nic nie ujdzie twej uwagi, prawda, Aspazjo?

– Niewiele jest takich rzeczy. Z drugiej strony Korynt to niewielkie miasto. Jeśli nie wierzysz, poczekaj, aż ujrzysz Ateny!

* * *

Późne śniadanie, a raczej wczesny obiad, zjadły w towarzystwie Fryne, na tarasie willi, z którego roztaczał się piękny widok na Zatokę Sarońską. Parasole chroniły je przed palącym słońcem, zaś Hypatios przynosił im chłodne napoje oraz kolejne tace z przysmakami.

– I jak, Likajno? – zapytała Tespijka – Czy moja przyjaciółka osiągnęła swój cel? Nakłoniła cię, byś stała się jedną z nas?

Doryjka oderwała spojrzenie od lśniącej tafli morza.

– Aspazja ma wielki dar przekonywania – odparła.

– Winszuję sukcesu. A tobie, Likajno, życzę powodzenia. Nasz zawód bywa ciężki, a nawet ryzykowny, o czym sama się przekonałam… ale ma też swe uroki.

Pierwsza hetera Koryntu uśmiechnęła się z triumfem.

– Cóż za zrządzenie losu – ciągnęła Fryne. – Jesteśmy tutaj trzy. Jedna zakończyła swa karierę, druga osiągnęła jej apogeum, trzecia dopiero wstępuje na tę ścieżkę. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.

– Och, nie nazywaj się przeszłością, moja miła – Aspazja znacząco spojrzała na jej zaokrąglony brzuch. – Wierzę, że dla ciebie życie dopiero się zaczyna!

Tespijka skinęła głową, zadowolona ze słów przyjaciółki. Likajna zaś uśmiechnęła się pogodnie.

– Cóż za zrządzenie losu – rzekła, naśladując uroczysty ton Tespijki. – Jesteśmy tutaj trzy. I wszystkie blondynki! Białe, żółte oraz czerwone złoto.

– W tym akurat nie ma nic dziwnego – odparła z powagą Aspazja. – Jasne włosy to cecha wszystkich najwspanialszych heter świata! I zaprawdę powiadam wam: nawet za dwa tysiąclecia to się z pewnością nie zmieni. Musicie bowiem wiedzieć, że jedno w naszym świecie pozostaje niezmienne…

– Mężczyźni wolą blondynki – dokończyła za nią Fryne.

* Odyseję przywołuję w tłumaczeniu Lucjana Siemieńskiego (1873)

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Proszę Państwa,

mam przyjemność przedstawić Wam moją "Blondynkę". Druga część z mam nadzieję długiego cyklu tworzonego przez Autorów Najlepszej Erotyki. Nasz sukces, który naprawdę ma dużo ojców (i matek) 🙂 Zapraszam do lektury!

Jak zawsze pragnę w tym miejscu podziękować mojej czcigodnej Korektorce, Areia_Athene, bez pomocy której co chwila łapalibyście się za głowę oglądając gramatyczne i interpunkcyjne byki, które robię na każdym kroku, tudzież w każdym akapicie. Na szczęście Atena czuwa i stąd łatwość w odbiorze mojej skromnej twórczości 😉

Pozdrawiam serdecznie
M.A.

Kobiety za pewne wiele mogą ale czy Aspazja była rzeczywiście czynna jako kurtyzana za Aleksandra Macedońskiego w końcu była konkubiną Peryklesa. O ile pamiętam w okresie wojny peleponeskiej miała miejsce zaraza w Atenach wiec teoretycznie jej ofiarą mogła paść Aspazja. Opowiadanie jest dobre ale raczej przeniósłbym je w okolice wojny peleponeskiej lub też jeże ma to być bliżej okresu macedońskiego na początek panowania Filipa Macedońskiego.

Anonimie,

w Opowieści helleńskiej występuje wiele postaci historycznych: Demostenes, Antypater, Fokion, Hiperejdes, Demetriusz z Faleronu czy też ateńska hetera Fryne. Ale akurat moja Aspazja postacią historyczną nie jest 🙂

Zaczerpnąłem jej imię od żony/kochanki Peryklesa (która wcześniej zaiste pracowała jako hetera), Aspazji z Miletu po prostu dlatego, że imię to przypadło mi do gustu. Nie ma żadnych związków między Aspazją miletańską – autentyczną i Aspazją koryncką – fikcyjną. Choć nie wykluczam, że Aspazja koryncka przyjęła swoje obecne imię, by uhonorować dumną poprzedniczkę 🙂

Co zaś się tyczy owej poprzedniczki – Aspazja z Miletu bynajmniej nie umarła w czasie epidemii w Atenach. Umarł natomiast Perykles. Aspazja była aktywna dalej, miała kolejnego wysoko postawionego kochanka, Lyziklesa, któremu urodziła syna. Dalsze jej losy są niestety nieznane.

Na koniec zapewniam Cię, że umiejscowienie fabuły w okresie perskiej kampanii Aleksandra Wielkiego jest jak najbardziej przemyślane. Jeśli chcesz się o tym przekonać, najlepiej przeczytać całą serię, poczynając od Opowieści helleńskiej I 🙂

Pozdrawiam serdecznie
M.A.

Nim przeczytam opowiadanie w wolnej chwili, rzuciła mi się w oczy dyskusja o guście co do imion. Hmm. Pozwólcie dygresję. Najpiękniejszym imieniem kobiecym, które zostało mi w pamięci od dzieciaka, jest Nauzykaa. Imię pamiętam ze swojej najulubieńszej książki, tj. z Odysei.

Nauzykaa. Dobry pomysł, dzięki 🙂 W sumie, w Opowieści helleńskiej występuje już Menelaos (dowódca falangi w armii Kassandra) i Helena (porne w ateńskim domu rozkoszy), może więc być także jakieś imię z Odysei 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Twoja Blondynka jest silnie naznaczona piętnem Opowieści Helleńskiej i to jest jedyne w swoim rodzaju. To w jaki sposób poruszasz się po swoim ukochanym uniwersum. Końcówka jest mistrzowska, choć śmiem wątpić czy możliwe jest czerpanie przyjemności z uprawiania najstarszego zawodu świata. Ale to raczej temat na filozoficzną dysputę.

Rita zawiesiła Ci jednak poprzeczkę bardzo wysoko tj. nam wszystkim. Jestem ciekaw czy komuś uda się ją przeskoczyć. To jest oczywiście moja subiektywna ocena:)
Pozdrawiam,
Foxm

Witaj Foxm!

Taki właśnie był plan – myślę, że "Blondynka" każdego Autora, który zechce wziąć udział w tworzeniu tego kolektywnego cyklu powinna być głęboko zanurzona w jego specyficznej twórczości. Wtedy seria będzie naprawdę ciekawa, a każda jej odsłona – jedyna w swoim rodzaju.

Co do "możliwości czerpania przyjemności z uprawiania najstarszego zawodu świata" – jestem przekonany, że większość parających się prostytucją osób traktuje to po prostu jako środek zarobkowania (pomijam przymusową prostytucję i handel ludzkim towarem – tu motywacje są zupełnie inne), szybszy i pewniejszy niż wiele innych. Tym niemniej, części kobiet i mężczyzn uprawianie tej profesji sprawia dużą przyjemność. I nie chodzi tylko o zawodową satysfakcję, zadowolenie z dobrze wykonanej pracy.

Zgadzam się, że Rita zawiesiła poprzeczkę wysoko, dlatego z niecierpliwością czekam na kolejne odcinki serii!

Pozdrawiam serdecznie
M.A.

Przeczytałam z dużą przyjemnością.

Wspaniale, że przypomniałeś Likajnę, choć po cichu stawiałam na Fryne, jako bohaterkę Twojej "blondynkowej" opowieści.
Fryne wydaje mi się kobietą z wielką klasą (podobnie jak Tais i, ostatnio, Ismena), ciekawą, wielowymiarową postacią, cieszę się więc bardzo, że w tym opowiadaniu mogła odegrać pewną rolę, choć nie była to rola główna.

Czy gdzieś rozdają takich Hypatiosów?

Miss,

cieszę się, że ta skromna objętościowo (jak na mnie 🙂 opowiastka przypadła Ci do gustu. Dawno temu obiecałem, że poświęcę Fryne jeszcze nieco "czasu ekranowego" i to właśnie uczyniłem – przewinęła się zarówno przez Opowieść Demetriusza (w rozdziale I i II), jak i tutaj. Wprawdzie jako postać drugoplanowa, ale zawsze. Myślę jednak, że to właśnie Likajna bardziej potrzebowała przysłowiowej "kropki nad i". Którą niniejszym postawiłem. Fryne sobie poradzi, czy to w Koryncie, czy to na nowej, sycylijskiej ziemi. Myślę,że jeśli kiedyś Kassander powróci z perskich kampanii to… będzie miał dokąd wracać. To oczywiście żaden spoiler, bo strategicznie umieściłem słowo "jeśli" 😀

Odpowiadając na Twe pytanie: Hypatiosów sprzedawano na korynckiej agorze. Niestety, dziś pojawiają się tam głównie turyści. I niech ktoś mi powie, że dzisiejsze czasy lepsze są od tamtych!

Pozdrawiam serdecznie
M.A.

Ciekawe, bardzo interesująca luźna odskocznia od ateśkiej walki oligarchów i demokratów. Gdy Kassander powróci (o ile powróci) do Aten, spotka tam Likajnę jako pierwszą heterę Słońca Hellady. Chociaż z drugiej strony Słońce Hellady może wtedy już nim nie być ;).

daeone

Witaj, Daeone 🙂

Potrzebowałem takiej odskoczni, by móc z nowymi siłami wrócić do Demetriusza. Pisanie "Blondynki" sprawiło mi wielką frajdę i niewykluczone, że jeszcze zaangażuję się w jakiś podobny projekt.

Co zaś się tyczy Likajny… wcale nie jest powiedziane, że zostanie pierwszą heterą Aten (ma tam sporą konkurencję, choć prawdą jest, że Fojbiane wypadła ostatnio z gry).

A nawet jeśli osiągnie ten sukces, niechże przypomnę końcówkę Opowieści helleńskiej Kassandra:

"Kassander, macedoński generał, nisko urodzony chłopak z rynsztoków Ajgaj, który własną odwagą, sprytem i walecznością dosłużył się najwyższych zaszczytów, po raz pierwszy i ostatni w życiu opuszczał Helladę.

Nigdy już nie ujrzał jej ponownie."

Rzadko robię spoilery, ale nigdy nie czynię ich bez przyczyny 🙂

Pozdrawiam serdecznie
M.A.

Witaj Megasie,

Cóż za miła niespodzianka! Myślałem, że w tym miesiącu już nie będę miał przyjemności przeczytania żadnej nowej historii osadzonej w świecie Opowieści Helleńskiej, ale zaskoczyłeś mnie bardzo, bardzo pozytywnie!

Ucieszyłem się że ponownie spotkam stare znajome: Likajnę, Aspazję i Fryne – ciekaw byłem co się z nimi dzieję, minęło w końcu już wiele czasu odkąd ostatnio mogłem o nich poczytać (chyba jeszcze w Opowieści Kassandra).

Dobrze pokazane problemy Likajny – realistyczne. Zmniejszająca się szkatuła i opis jak sytuacja wojenno-polityczna wpłynęła na np. ceny ubrań. Z innych małych szczegółów ujęła mnie też troska Likajny o niewolników. Jakże to nie-dionizjuszowe 🙂

Podobały mi się rozmowy trzech blondynek – najbardziej krótka sprzeczka Aspazji i Fryne, inteligentna szermierka słowna – to byłyby godne siebie rywalki. Jednak Fryne ostatecznie, w moim odczuciu, pokazała się jako najwspanialsza, najbardziej fascynująca z trzech blondynek.

Przypadła mi do gustu także taka bardziej otwarta, szczera relacja Aspazji i Likajny. No i pomysł by Aspazja wzięła Likajnę na uczennice świetny! Bardzo jestem ciekawy co z tego wyniknie!

No i na koniec nurtujące mnie pytanie: Czy Likajna ma jakieś szanse pojawić się w Opowieści Demetriusza?

Pozdrawiam
Aoba

Witaj ponownie, Aoba!

Co jakiś czas muszę zaskakiwać, bo inaczej wszyscy zasną z nudów czytając moje teksty 🙂 Dlatego też nie zmieniając uniwersum postanowiłem odpocząć na chwilę od morowego powietrza Aten i skoczyć do Koryntu i do winnic nad Zatoką Sarońską. Mi również sprawiło to dużo satysfakcji, no i mogłem odwiedzić kilka od dawna już nie widzianych przyjaciółek.

Co do Fryne, pojawiła się jeszcze na chwilę w Opowieści Demetriusza, Likajna zaś przewinęła się przez pierwszy rozdział Opowieści Tais. Teraz jednak otrzymały znacznie więcej uwagi… no i oczywiście Aspazja, którą faktycznie pozostawiłem w Opowieści Kassandra i od tego czasu do niej nie wracałem. Nareszcie mogłem naprawić ten błąd.

Pomysł rozmowy Aspazji i Fryne podsunęła mi lektura "Listów heter" Alkifrona. Okazuje się, że gdy tylko owe damy się spotykały, natychmiast zaczynały rozmawiać… o mężczyznach 🙂 Wiem, wiem, że to seksistowskie, ale tylko w ten sposób mogłem uczynić Kassandra bohaterem tego opowiadania (no i za pośrednictwem snu Likajny). A bardzo chciałem choć na moment wrócić do tego bohatera.

Zgadzam się, że Fryne jest z nich wszystkich najmądrzejsza i najbardziej fascynująca. Nie bez powodu była pierwszą heterą Aten, słońca Hellady. Ale Aspazja też niczego sobie, a Likajna dopiero na początku długiej drogi. Myślę, że sobie poradzi, bo nauczycielkę będzie miała (prawie) najlepszą.

Co do pojawienia się Likajny w Opowieści Demetriusza: niestety, nie pozwoli na to chronologia. Opowieść Likajny rozgrywa się mniej więcej w tym samym czasie, co przygody Demetriusza. A jak mówi Aspazja: minie kilka lat, nim z czystym sumieniem będzie mogła posłać swą uczennicę do Aten. Tak więc niestety – te dwie Opowieści się nie skrzyżują.

Pozdrawiam serdecznie
M.A.

Witaj Megasie,

Myślę, że ten pomysł by powrócić na chwilę do Koryntu był bardzo dobry 🙂 To trochę powrót do Opowieści Kassandra chociaż bez Kassandra 🙂

Cóż, w Atenach jednak niezła konkurencja, niełatwo się będzie wybić na szczyt 🙂
A w temacie ateńskich heter – czy dowiemy się czegoś jeszcze kiedyś o Neirze? Zainteresowała mnie ona przez swoje okrucieństwo wobec Fojbiane. Chętnie bym się dowiedział o niej czegoś więcej.

Ahh…Niestety tego się właśnie obawiałem. No cóż, pozostaje mi mieć nadzieję że w jakiejś przyszłej Opowieści pojawi się jeszcze Likajna (a także inne ciekawe postacie dla których nie ma na razie miejsca w Opowieści Demetriusza) 🙂

Pozdrawiam,
Aoba

Witaj, Aoba!

Jeśli o mnie chodzi, coraz bardziej tęsknię już za Kassandrem. Zacząłem już nawet szkicować zarys fabuły pierwszych odcinków Perskiej Odysei. Mam nadzieję wystartować z nią od nowego roku, ale zobaczymy, czy się uda. Przedtem jednak potrzebowałem powrotu do Koryntu, by zamknąć niektóre wątki tam pozostawione.

Neira powinna się jeszcze pojawić w Opowieści Demetriusza. Mam nadzieję, że uda mi się zmieścić jej wątek, choć robi się już coraz ciaśniej, w miarę jak ta historia nieubłaganie zbliża się do końca.

A ciekawe postacie ze wszystkich trzech dotychczasowych Opowieści pojawią się oczywiście w Perskiej Odysei. Czy będzie wśród nich Likajna? Obiecać nie mogę, ale biorąc pod uwagę moje upodobanie do klamer fabularnych nie sposób tego wykluczyć 🙂

Pozdrawiam serdecznie
M.A.

Witaj Megasie!

Ja także stęskniłem się za Kassandrem. Co nie znaczy, że Demetriusz mnie nudzi, jego opowieść jest rewelacyjna i na pewno – gdy się skończy – szybko za nią, za jej bohaterami i cudownymi, skomplikowanymi intrygami – zatęsknię. Ale to nie zmienia faktu, że lubiłem Kassandra i bardzo chętnie wrócę do jego przygód. Zwłaszcza, że zakończyły się w tak ciekawym momencie. No i sama "Perska odyseja" – to będzie fascynujące, chociaż podejrzewam że pisanie historii których akcja dzieje się na ziemiach imperium perskiego – nie w świecie Hellady – może być trudniejsze. W każdym razie ja jestem bardzo podekscytowany, i ciekawi mnie też czy jest szansa na pojawienie się tam Króla Aleksandra, Kassandra syna Antypatra, Hefajstiona? Nie jestem pewny jak tu jest z chronologią, czy Hefajstion jeszcze żyję?

Cieszę się, że Neira ma szansę się jeszcze pojawić – może dowiemy się o niej czegoś więcej? Czy Fojbiane zapamiętała jej okrutne zachowanie wobec siebie?

Pozdrawiam,
Aoba

Dobry wieczór, Aoba!

Nie wiem, czy pisanie historii rozgrywającej się na ziemiach Imperium Perskiego będzie trudniejsze – na pewno będzie ciekawe. To był bardzo różnorodny obszar. Azja Mniejsza z miastami greckimi, ale także z pozostałościami innych wielkich kultur – choćby Lidii, po której zostało wielkie miasto Sardis. O obyczajach Lidyjczyków ciekawie pisał bodajże Herodot i oczywiście ja nie omieszkam o nich nadmienić 🙂 Spalona słońcem Syria wraz z Palestyną – to niesamowity miks różnych cywilizacji. Mezopotamia, która była stara jeszcze nim Homer skomponował Iliadę i Odyseję. Wyżyna Perska i środkowa Azja. No i na końcu – pikantny posmak Indii. Szczerze powiedziawszy, zapowiada się (z mojej perspektywy) bardzo ciekawie. A i źródeł mi nie zabraknie.

Jeśli chodzi o postacie, które mogą się pojawić w Odysei, to z pewnością Aleksander i Hefajstion mieszczą się w przyjętych przeze mnie ramach czasowych. Kassandra syna Antypatra raczej sobie odpuszczę bo a) nie chcę dublować postaci o tych samych imionach b) Kassander nie brał udziału w wyprawie Aleksandra – spotkał się z nim dopiero po tym, jak król powrócił do Babilonu.

Pozdrawiam serdecznie
M.A.

P.S. Fojbiane z pewnością nie zapomniała Neirze swojej krzywdy… ale chyba bardziej wini za nią Kritiasa i św. p. Eubulosa i Narkissosa.

Witaj Megasie!

Zgadzam się – Perska Odyseja zapowiada się bardzo ciekawie. Także (a może nawet przede wszystkim) przez, egzotyczne w stosunku do Hellady, tło. Cieszę się już na rozdział czy rozdziały z Lidią w tle, ale także z Palestyną, Mezopotamią no i Indiami (jeśli aż tak daleko Kassander zawędruję podczas swojej odysei).

Dziękuję bardzo za odpowiedź – nie wiem czy będzie mi to ostatecznie dane, ale będę z wielką ciekawością wyczekiwał Twojego Króla Aleksandra 🙂 . Szkoda mi trochę Kassandra, mnie akurat ta perspektywa (dwóch Kassandrów) bawiła i zastanawiałem się też czy stworzyła by ta wspólnota imion jakąś relację między nimi. No i sam Kassander, syn Antypatra, jest dla mnie bardzo interesującą postacią. To, że w przyszłości jest mordercą Roksany i małego Aleksandra IV a według niektórych teorii i trucicielem samego króla. Ale oczywiście rozumiem że mogłoby to być bardzo irytujące cały czas musieć przypominać w tekście który Kassander jest którym 🙂 No i historia też nie daję mu tutaj, teraz miejsca.

Chciałbym ponownie zapytać o kilka historycznych postaci czy mają szansę się znaleźć w Perskiej Odyseii, ale to już ostatni raz 🙂 Nie chcę jednak za dużo spoilerów 🙂
Czy więc jest możliwe, że pojawią się Roksana, Statejra II, Bagoas czy Ptolemeusz?

Pozdrawiam
Aoba

Tak, Aoba, wszystkie te krainy są w moich szeroko zakrojonych planach. Po niemal całkiem stacjonarnym Demetriuszu, który rozgrywa się w Atenach, mam ochotę wyruszyć na trasę 🙂

Czemu nie ma to być Ci dane?

Kassander syn Antypatra jest i dla mnie ciekawą postacią – jeden z najbardziej oczywistych szwarccharakterów starożytności, a może po prostu osobnik niemający szczęścia do kronikarzy, którzy go zwyczajnie nie lubili (Hieronim z Kardii będący naszym podstawowym źródłem był człowiekiem Eumenesa, a potem Antygonidów, więc z oczywistych przyczyn nienawidził dynastii Antypatrydów). Tym niemniej obawiam się, że jego pojawienie się w Perskiej Odysei mogłoby rozsadzić fabułę, a na pewno uczyniłoby ją mniej zrozumiałą 🙂

Co do postaci historycznych o które pytasz: każda z tych postaci musi mieć swą rolę! Możliwe nawet, że bardziej rozbudowaną, niż w rzeczywistości miały historii! Ponadto pojawią się m.in. Ada z Halikarnasu, Thais (kochanka Ptolemeusza), Antygon Jednooki oraz Lizymach.

Pozdrawiam
M.A.

Witaj ponownie Megasie,

Oj tak, to będzie długa trasa 🙂

Nie byłem pewny czy Aleksander na pewno pojawi się w Perskiej Odysei – zrozumiałem, że po prostu jest taka możliwość – stąd też nie wiedziałem czy będzie mi to dane 🙂
Teraz, kiedy już wiem że się na pewno pojawi, bardzo się z tego cieszę. I naprawdę jestem wyjątkowo ciekawy jaki będzie "Twój" Aleksander. Podobali mi się np. kompletnie inni od siebie – Aleksander Mary Renault i Aleksander Witolda Jabłońskiego. Więc z niecierpliwością czekam na Twojego 🙂

Bardzo dziękuję za potwierdzenie iż te wszystkie postacie pojawią się. Wyjątkowo mnie to cieszy i również tutaj jestem niezwykle ciekawy jacy będą Twoi – Roksana, Bagoas, Statejra II, Ptolomeusz czy Antygon. Perska Odyseja zapowiada się cudownie!

Pozdrawiam
Aoba

Jabłoński, Renault – widzę, że czytaliśmy te same książki 🙂 Mi też przypadły one do gustu (choć chciałbym by Jabłoński odważył się bardziej rozwinąć swoją koncepcję!).

Cóż, mam nadzieję, że uda mi się sprostać rozbudowanym oczekiwaniom 😉

Pozdrawiam serdecznie
M.A.

Cóż, uwielbiam ten okres historii więc i lektury są odpowiednie 🙂
Czy chodzi o rozwinięcie pomysłu opętania Aleksandra przez Jahwe(u Jabłońskiego)? Bo chyba nie zrozumiałem o jaką koncepcję Ci chodziło.

Jestem pewny, że Ci się uda 🙂 Dotąd nigdy jeszcze nie byłem zawiedziony Opowieścią Helleńską.

Pozdrawiam
Aoba

Witaj ponownie!

Chodziło mi tylko o to, że Jabłoński ograniczył się do jednej, krótkiej dość książki, podczas gdy mógł to bardziej rozwinąć (może nie aż tak jak w opowieści o Witelonie, ale jednak).

Pozdrawiam
M.A.

Witaj Megasie,

Zgadzam się, sam bardzo chętnie bym poczytał kontynuację Fryne. Wydaję mi się, że Jabłoński w jakimś wywiadzie powiedział iż miał on plany by napisać dalszy ciąg. Ale zważywszy na to, że jego najnowsza książka chyba z rok czekała aż wydawca łaskawie ją opublikował to nie wiem czy nawet jak Jabłoński by chciał to czy z tych chęci by coś więcej wynikło, czy wydawcy byliby zainteresowani. Pewnie zależy od tego jak dobrze sprzedawała się Fryne, ja tego jednak nie wiem.

Pozdrawiam
Aoba

Aoba,

niestety, wydawnictwo Jabłońskiego, SuperNowa, nie jest chyba najlepsze pod słońcem… dlatego część autorów uciekło od nich do Runy. Jeśli tylko z powodu ich opieszałości stracilibyśmy szansę na nową Fryne… to byłoby bardzo źle. Jabłoński umie pisać, potrafi pisać, a tak w ogóle, powinien dołączyć do nas, jako Autor NE 😀

Pozdrawiam
M.A.

Megasie,

Pewnie byłoby lepiej gdyby Jabłoński przeszedł do Runy, może ma takie plany, ale ja zupełnie nie wiem. Myślę, że to czy jest szansa na nową Fryne zależy głównie od tego jak się ona sprzedała.
I zgadzam się, najlepiej by było gdyby dołączył do NE 🙂

Pozdrawiam
Aoba

Dobry wieczór, Aoba.

Jabłoński w Runie… to byłoby piękne. Pomarzyć dobra rzecz.

W sumie jak patrzę na przygody polskich pisarzy fantasy z wydawnictwami, to nie dziwię się, że brakuje nam Martinów i Bakkerów. Nasi twórcy muszą zbyt wiele energii poświęcić na walkę z oporem materii, więc niewiele pozostaje na tworzenie. Aż cud, że trafił nam się Sapkowski, Jabłoński, Brzezińska i Kres (najgorszy z tej grupki).

Pozdrawiam
M.A.

Witaj ponownie Megasie,

Jak chodzi o wydawnictwa to na zachodzie chyba też nie zawsze jest z tym dobrze. Np. wydawnictwo, które wydaje Sapkowskiego po angielsku pominęło sobie "Miecz Przeznaczenia" a wydanie "Czasu Pogardy" przesuwało przez prawie 4 lata. A – przynajmniej z tego co ja wiem – Sapkowski sprzedawał się tam nieźle.

Z jednej strony wydawało by się, że niektóre decyzje wydawnictw są motywowane zyskiem i po prostu nie oglądają się na opinie autorów czy czytelników. Ale są takie decyzje co i zwykłą żądzą zysku też wytłumaczyć się nie da. Chyba jedynie głupotą co poniektórych decydentów.

Pozdrawiam
Aoba

Pominęli "Miecz przeznaczenia"? Co za idioci. Przecież to jest praktycznie preludium do "Sagi". Bez tego odbiór całej powieści jest wysoce zubożony (wiem, bo pierwszy raz czytałem sagę bez znajomości opowiadań). Szkoda, że odwalają taką fuszerkę.

A teraz wiadomość z frontu krajowego: Sapkowski wydaje nową powieść! Jest już nawet dostępny fragment pierwszego rozdziału. Przyznam się, że odczuwam pewien niepokój, bo jak wiadomo "Nic dwa razy się nie zdarza". No, ale na pewno przeczytam, mimo złych przeczuć.

Pozdrawiam
M.A.

Zgadzam się – ja tego nie potrafię wytłumaczyć, co kierowało tymi ludźmi? Znalazłem w internecie jedno wyjaśnienie (ale nie ze strony wydawnictwa, tylko spekulacje jakiegoś zawiedzionego fana) – że podobno na zachodzie sagi i cykle sprzedają się lepiej niż opowiadania i dlatego pominięto Miecz Przeznaczenia aby szybciej dojść do właściwej sagi. Jednak to tłumaczenie dla mnie nie ma sensu zważywszy na to, że pomiędzy wydaniem Krwi Elfów a Czasem Pogardy minęło 4 lata. Więc widać, że wcale się tak nie spieszyli. Chyba jedynie jakaś niezrozumiała głupota może być wyjaśnieniem.
Ja również pierwszy raz czytałem Sagę bez znajomości opowiadań. I zgadzam się – o wiele lepiej jest najpierw zapoznać się z nimi. A w samym Mieczu Przeznaczenia jest początek wojny z Nilfgardeem, odnalezienie Ciri – ucięcie tego jest kompletnym bezsensem.

Też się dowiedziałem, chyba przedwczoraj, podobno ma już wyjść na początku listopada (chociaż pewnie będą przesuwać, bo święta, bo to, bo tamto). Ja akurat się cieszę, że AS wraca do świata wiedźmina bo Narrenturm i Żmija jednak mnie nie zachwyciły (a wobec Sapkowskiego mam bardzo wysokie wymagania po Sadze), mam nadzieję na podobne emocje co kiedyś.
Na razie przeczytałem ten fragment pierwszego rozdziału i tak średnio mi się podobał. Ale wierzę, że dalej będzie lepiej 🙂

Pozdrawiam serdecznie
Aoba

Megasie, bardzo się cieszę, że stanąłeś w szranki o najlepszą "Blondynkę" 🙂 I trochę według mnie ułatwiłeś sobie zadanie wystawiając aż trzy wspaniałe złotowłose kobiety. To zdecydowanie nie fair 😛 Ja miałam tylko jedną…

Ale do meritum.

Urocza historia. Ja też w zasadzie bym nie narzekała, gdybym za zaoszczędzone złotówki, na jakimś miłym rynku mogła zakupić takiego sympatycznego młodzieńca jak Hypatios 🙂 Ładnie zarysowałeś kontrasty pomiędzy postaciami kobiecymi, nadając im sporo wiarygodności i wdzięku.

Nie miałam czasu zagłębić się jeszcze w historię Demetriusza, ale powrót do tworzonych przez Ciebie historii zaostrzył mój apetyt na lekturę.

Pozdrawiam!
I zastanawiam się czyja Blondynka będzie kolejna…

Rito, jakże mogłem nie wstąpić w szranki?

Mój Kassander pozostawił za sobą tyle fascynujących blondynek, że po prostu trzeba było poruszyć ich temat – a dzięki serii Twojego pomysłu nadarzyła się ku temu doskonała okazja. Ponieważ jednak chciałem dać tylko jedno "blondynkowe" opowiadanie, byłem zmuszony zebrać w nim aż trzy złotowłose dziewoje.

Postać Hypatiosa pozwoliła mi poruszyć temat niezbyt znany – w starożytnej Grecji i Rzymie nie tylko wolni mężczyźni zaspokajali swoje pożądanie przy użyciu niewolnic. Także wolne kobiety zabawiały się z niewolnikami płci męskiej. O tym, że takie praktyki miały miejsce wiemy z co najmniej kilku źródeł. W niektórych państwach istniały prawa penalizujące tego typu relacje (np. kobieta przyłapana na spółkowaniu z niewolnym sama wolność traciła). Znaleziono również cennik jednego z antycznych burdeli, gdzie była usługa kierowana, jak się wydaje, właśnie do kobiet.

Kontrasty między trzeba bohaterkami były pewnym wyzwaniem – zwłaszcza między Aspazją i Fryne. Na szczęście pomogła mi w tym decyzja Tespijki o zakończeniu kariery, przez co obie panie mogły mieć nieco inne priorytety.

Oczywiście, zachęcam do lektury Demetriusza, tym bardziej, że jego Opowieść powoli zmierza do końca. A co do cyklu "Blondynka" – też jestem bardzo ciekaw, który z naszych Autorów pokusi się na następną odsłonę!

Pozdrawiam serdecznie
M.A.

Urocze, po prostu, urocze!

Megasie, zdążyłam już zapomnieć jak lubię twoją prozę, i fajnie że mi o tym przypomniałeś 🙂
"Blondynka" pełna jest humoru, przewrotna, no i jeszcze ten seks… mrrrrrrr 🙂 Mruczę po lekturze jak kot który się nawąchał kocimiętki 😉

Pozdrawiam
Mary Sue

Witaj, Mary Sue!

Miło, że wpadłaś, mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej 🙂 Jak widzisz jest tu sporo tekstów godnych przeczytania! Nie tylko moich.

Blondynka była przyjemnym przerywnikiem podczas pisania długiej i strasznie rozbudowanej Opowieści Demetriusza. Historia Likajny była stosunkowo prosta, pozwalała robić nawiązania do wszystkich pozostałych serii no i powiedzieć co nieco o wszystkich najciekawszych blondynkach w moim uniwersum.

Zachęcam do zalogowania się i komentowania pod swoim nickiem, awatarem, a nie jako "Anonim". Oprócz większej rozpoznawalności wśród Komentatorów NE będziesz też mogła załapać się na nasz komentatorski Hall of Fame 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Napisz komentarz