Miniatury Batavii (Wzrok, Jak, Bunt)  3.67/5 (1)

Przeczytanie tego tekstu zajmie Wam 13 minut/-y    

Wzrok

Wszystko przesiąknięte mocnym zapachem… tego czegoś. Sam nie potrafił określić czego. Nie umiał go nazwać, choć zapach był oczywisty. Nieodłącznie kojarzył się ze szpitalem. Nie, nie był to szpital. No… może trochę inny, w końcu za coś płacił. Gdzieś wewnątrz jego organizmu jakiś trybik funkcjonował inaczej. Któryś z organów wzbudził niepokój lekarza. Badania, badania… Miał okazję poznać bezduszność medycznej machiny. Kolejni medycy wypisywali nowe skierowania. Każdy specjalista stawiał jedynie słuszną i prawdziwą diagnozę. Wyniki urosły do rozmiarów akt zawiłego procesu sądowego. W końcu się przeciwstawił i trafił tutaj. Był zdecydowany zapłacić, żeby tylko dostać ten świstek papieru. Siedział w kompletnej ciszy.

– Jestem ostatnim pacjentem – uświadomił sobie. – Załatwi mnie szybko.

Wyobraził sobie pogodną, zatroskaną twarz człowieka w białym kitlu, z okularami na nosie. W marzeniach widział, jak odbiera wytęskniony formularz. Uśmiechnął się, a gdzieś za ściany dobiegły stłumione głosy.

Dźwięk otwieranych drzwi zaskoczył go. Ktoś wychodził. Usłyszał męskie: – Do widzenia. – Ze zgrzytem zawiasów mężczyzna opuścił poczekalnię.

Niewyraźne „Proszę!” padło z wnętrza gabinetu.

Dopiero teraz się zawahał. Poczuł narastające zdenerwowanie. Odszukał ręką klamkę i wszedł ostrożnie do środka. Dotykając framugi, stanął niezdecydowany. Szuranie odsuwanego krzesła, kilka energicznych kroków i ktoś mocno uchwycił go za ramię.

– Dziękuję – szepnął cicho.

Ten sam ktoś podprowadził i pomógł usiąść na krześle. Coś nad wyraz delikatnego musnęło policzek. Poczuł subtelny zapach damskich perfum. Kobieta. Odgłos przesuwanego krzesła i szelest materiału. Zdał sobie sprawę, że pani doktor usiadła naprzeciwko.

– Co się panu stało? W czym mogę pomóc? – W miękko brzmiącym głosie wyczuł zakłopotanie. Jakby próbując się usprawiedliwić, dodała – Nie jestem okulistą.

– Bo ja… oczy… A nie… naświetliłem… jutro mogę zdjąć opaskę. Byłem u okulisty. Jeżeli koniecznie trzeba, to zdejmę… tylko będę łzawił. Tu są moje wyniki badań… wszystkie – nieskładnie tłumaczył i ostrożnie wyciągnął przed siebie dłoń z teczką. – Potrzebuję zgody na podjęcie pracy.

Lekarka uchwyciła teczkę i przez chwilę czekała, aż pacjent ją puści.

– Ciągle kierują mnie na nowe badania. Nic z nich nie wynika. Nikt nie chce podpisać zgody – kontynuował tonem pełnym nieskrywanej rezygnacji i zwątpienia. – Mam dopiero dziewiętnaście lat. Praca na platformach jest bardzo ciężka. Zdałem wszystkie egzaminy. Język, sprawność fizyczna, testy psychologiczne… – zamilkł.

W ciszy, która zapadła, słyszał szelest kolejno przekładanych kartek.

– Kolega powiedział, że oni się boją… lekarze… odpowiedzialności. Umówił mnie na wizytę u pani. – Przez chwilę zastanawiał się, jak ma… – Powiedział, że pani jest normalna.

W odpowiedzi usłyszał wesoły śmiech.

– Przepraszam. To głupio zabrzmiało – próbował się tłumaczyć. – Ja…

– Młodzieńcze, proszę się rozebrać i już więcej nic nie mówić.

Nie wyczuł oburzenia. Wręcz coś odwrotnego – rozbawienie. Odniósł wrażenie, że lekarka się uśmiecha. Wstał i ściągnął koszulę. Odwiesił na oparciu. Krzesło poruszyło się ze zgrzytem. Poczuł przy uchu oddech, a zimna słuchawka stetoskopu dotknęła pleców. Drgnął zaskoczony. Ciepła, delikatna dłoń spoczęła na barku. Nieznacznie wbijając paznokcie, przytrzymała go w bezruchu. Sam bez wezwania pogłębił oddech. Próbował sobie wyobrazić, jak kobieta wygląda. Długie blond włosy… krwistoczerwone paznokcie…

Dłoń dotknęła podbródka. Odchyliła głowę do tyłu i uchwyciła palcami pod szyją. Przez chwilę wyszukiwała… Wreszcie lekarka kazała mu usiąść. Zmierzyła ciśnienie krwi i usłyszał skrzypnięcie pióra na papierze. Chwytając za ramię, poprowadziła… dokąd?

– Proszę zdjąć buty i spodnie. – Miała uroczy w swojej barwie głos. – Pomogę położyć się na kozetce – dodała.

Przez chwilę poczuł się niezręcznie. Stała obok. Aromat perfum drażnił nozdrza i podniecał. Nie potrafił nazwać zapachu, chociaż wydał mu się znajomy. Wymacał brzeg łóżka i usiadł. Ściągnął buty. Odpiął pasek i… zorientował się, że ona zobaczy, jak bardzo jest podniecony. Czuł, że się zarumienił. Zawstydzony błogosławił opaskę na oczach. Nie zdołałby spojrzeć w oczy lekarki. Nie wiedział, co zrobić ze spodniami. Odebrała je i odłożyła gdzieś na bok.

– Proszę się położyć. – Pomagała, trzymając go za ramię. Obicie nieprzyjemnie kleiło się do skóry. Dłonie uciskały brzuch.

– Czy to boli?

– Nie – aż jęknął, gdy poczuł dłoń dotykającą krocza.

Ucisnęła pachwinę. Przez parę sekund wyszukiwała gruczoł. Dotyk pojawił się z drugiej strony. Uświadomił sobie, że wzwód musiał być widoczny. Nie mógł zapanować nad narastającym podnieceniem. Kobieta skończyła oględziny bez słowa i odeszła. Usłyszał szelest przekładanych papierów. Zbliżyła się ponownie ze stukotem obcasów i poczuł, że powierzchnia materaca ugięła się pod jej ciężarem. Usiadła na brzegu kozetki. W głowie pojawił się obraz, jak pochyla się i całuje. Jej ręce błądzą po skórze, a on ujmuje w swoje dłonie…

– Czy uprawiasz regularnie seks? Onanizujesz się? – Po tym pytaniu fantazja runęła w jednej chwili. Mrzonki budowane przez umysł legły w gruzach.

Jeżeli do tej pory rumienił się zawstydzony, to teraz musiał być purpurowy. Postawione pytanie, naturalne w swojej istocie z medycznego punktu widzenia, uruchomiło pokłady strachu i zażenowania. Milczał dłuższą chwilę. Z wewnętrzną determinacją, jąkając się, zaczął:

– Ja… – nie potrafił przełamać skrępowania – nie… współżyłem jeszcze – dokończył jednym tchem.

Dopiero teraz zdumiał się, że zdobył się na takie wyznanie. Złośliwe chochliki w głowie podsunęły wizję szyderczego uśmiechu kobiety. Pełnego kpiny i pogardy. Warg wydętych w grymasie dezaprobaty. Współczucia, że jest takim nieudacznikiem. Całe dotychczasowe podniecenie opadło pod wpływem tych myśli. Wytężał słuch w oczekiwaniu na wybuch śmiechu.

– Z wyników badań, które przyniosłeś, można wnioskować, że twoim problemem jest prostata.

Ku jego zaskoczeniu ton rozmowy nie uległ zmianie. Nadal brzmiał ciepło i przyjaźnie. – Muszę ją zbadać. Przestań się denerwować.

Zabrzmiało to, niczym potwierdzenie jego stanu. Raczej nie poczuł się przez to lepiej. – Wstań i ściągnij bokserki.

Położyła dłoń na głowie i matczynym gestem przejechała po włosach. Wrócił obraz pani doktor, starszej spracowanej kobiety. Poczuł ulgę.

– Jesteś dorosłym człowiekiem, a to tylko badanie. Nie masz powodów się wstydzić. Wstawaj. Przyniosę rękawiczki.

Panika to najlepsze określenie tego, co teraz poczuł. „Co ona chce zrobić?”

– Ja … – zaczął.

Szukał właściwych słów i nie znajdował ich. „Dlaczego?” dokończył w myśli.

Uniosła się z kozetki. Przez chwilę rozbrzmiewał stukot szpilek. Z charakterystycznym odgłosem metal uderzył o metal. Zwlókł się i stanął, dotykając udem ramy łóżka. Cały dygotał i nie potrafił nad tym zapanować. Sięgnął do opaski. Przytrzymała mu dłoń.

– Nie zdejmuj. Aż tak się boisz? – Nawet nie zauważył, pogrążony w myślach, że już wróciła.

Sam nie miał odwagi opuścić spodenek. Zrozumiała. Ujęła bieliznę oburącz po bokach i ściągnęła ją do kolan. Dopiero teraz poczuł się głupio. Przed nieznaną kobietą sterczał z na wpół wyprężonym penisem. Do tego nawet nie wiedział, jak ona wygląda. Próbował skupić myśli na czymkolwiek innym. Trzask naciągniętej gumowej rękawiczki zabrzmiał niczym wystrzał. Wzdrygnął się przestraszony, nie rozpoznając w pierwszej chwili dźwięku.

Niespodziewanie chwyciła członek dłonią. Drgnął i próbował uciec.

– Spokojnie, muszę go zbadać.

Druga dłoń na moment spoczęła na pośladku, uniemożliwiając odsunięcie.

Ściągnęła napletek. Czuł, że krew napływa do penisa i on staje. Podniecenie zaczęło gwałtownie narastać. Próbował nad tym zapanować. Dotyk był delikatny, a umysł podsuwał obrazy z oglądanych filmów. Ucisk wzmógł się. Palce dotknęły jąder wyzwalając mimowolne westchnienie. Przyjemność narastała do bólu. Był bezbronny i zdany na łaskę tych dłoni. Ucisk znikł niespodziewanie, pozostawiając go niespełnionym. Zatęsknił za nim. Absurdalne uczucie pustki i żalu wypełniło umysł.

– Odwróć się i pochyl. Oprzyj dłonie na łóżku – pani doktor nakazała przepełnionym spokojem głosem. – Rozstaw nogi.

Nie słuchał właściwie tego, co do niego mówi. Bezwiednie wykonał polecenie. Zważał raczej na dźwięk głosu, jego modulację, brzmienie, doszukując się mimowolnie drwiny. Ogarniała go irracjonalna nadzieja, że to wszystko jest tylko głupim żartem. Może to kara, że tak bezgranicznie w nią wierzył? Chciał spytać, ale nie potrafił ubrać obaw w słowa. Czuł się bezradny, lecz nie mógł po prostu nic wymyślić. Głuchy dźwięk, niepasujący do znanych mu odgłosów, rozległ się w tej krepującej ciszy. Coś zimnego dotknęło odbytu, wyzwalając odruch zaciskania pośladków. Coś naparło i poczęło wdzierać się do środka.

– Rozluźnij się – usłyszał niespodziewanie.

Dopiero teraz zdał sobie w pełni sprawę, że ona wsuwała mu palec do tyłka. Zacisnął mocniej pośladki. Przez chwilę znalazł się na krawędzi histerii. Wyczuwając jego nastawienie, oparła drugą dłoń na udzie i niespodziewanie uszczypnęła. Ból odwrócił uwagę i palec wsunął się na całą długość. Chciał krzyknąć, a tylko syknął zaskoczony. Umysł podsunął obraz z komiksu. Wypięty tyłek, dłoń zgłębiająca się w jego wnętrzu i rozśmiane oblicze oprawcy. Dziwne uczucie wypełnienia miało w sobie coś bluźnierczego. Poczuł, że penetrujący organ się wysuwa i na powrót zagłębia w poszukiwaniu znanego sobie tylko celu. Lekarka musnęła coś wewnątrz zgiętym palcem i podniecenie wróciło w dwójnasób. To było niesamowite. Każdy ponowny dotyk tego punktu wyzwalał kolejne pokłady przyjemności. Już teraz w sposób ciągły dotykała i suwała po tym miejscu. Świat zawirował z narastającej rozkoszy. Dłonie zacisnął do bólu na ramie łóżka. Oddychał z wysiłkiem. Sięgnął dłonią do penisa. To doznanie… Chciał je przyspieszyć, dopełnić. Naraz mrowienie ustało, znikł dotyk. Poczuł, że palec się wysuwa.

– Proszę – dopiero po chwili uświadomił sobie, co powiedział. – Przepraszam. – Zdał sobie w pełni sprawę, że się zapomniał.

Przez parę sekund dłoń tkwiła w bezruchu. Nagle uchwyciła mocno za biodro i ponownie zgłębiła się w jego wnętrzu. Śliski materiał rękawiczki naparł na pośladki. Z każdym zgięciem palca coraz bardziej drżał na całym ciele. Z ust wyrywały się ciche jęki. Wypiął się jeszcze mocniej. Lekarka uciskała to szczególne miejsce, a penis nabrzmiały do granic możliwości, pulsował. Miał wrażenie, że zaraz pęknie w szwach. Dygotanie ciała narastało, a jęk stawał się coraz głośniejszy. W pewnym momencie odpuścił, przestał próbować się spinać. Z gardłowym okrzykiem, gdy oddech przyspieszył aż do konwulsyjnego rwania, wylał niespiesznie potoki nasienia. Klęknął wyzuty z sił na podłodze. Konał z rozkoszy w długim, niekończącym się orgazmie. Dyszał zaspokojony, lecz jednocześnie czuł się odarty z godności. Spod opaski spływały łzy. Pozbawiony szacunku do siebie wspierał głowę na materacu. Czuł wstyd i zażenowanie. Zaciskając usta do bólu, bezgłośnie płakał. W jakimś desperackim odruchu zerwał przepaskę zasłaniającą oczy. Światło go poraziło. Cały czas na kolanach odwracał się w stronę pani doktor, podnosząc na nią wzrok. Mrugał nerwowo, próbując dojrzeć twarz lekarki. Wszystko widział za mgłą. Rozmazane kształty z trudem przybierały prawdziwy wygląd.

– Ubierz się. – Wyłapał ledwo uchwytną nutkę zakłopotania. – To było konieczne. Masz…

Nie dokończyła, bo zerwał się i próbował uciec z gabinetu. Nie widząc, nie mógł trafić na klamkę. Kobieta dobiegła, uchwyciła go za ramię i przytrzymała.

– Uspokój się. Już dobrze. – Przytuliła głowę do piersi. – Ubierz się. Musimy porozmawiać.

Biernie pozwalał na wszystko. Pomogła mu się ubrać. Jak małe dziecko nie stawiał oporu, przyjmując wszystko, co robi lekarka, za nieuniknioną konieczność. Czuł się bezbronny i upokorzony. Zapięła pasek spodni i podprowadziła do krzesła. Usiadł zrezygnowany ze spuszczoną głową. Nie miał już odwagi na nią spojrzeć. Gdzieś w głębi umysłu walczyły ze sobą uczucia. Wstyd, poczucie winy z radością z doświadczenia nieprawdopodobnej przyjemności. Lekarka zaczęła mówić, stojąc przy nim. Być może nadal żywiła obawę, jak się zachowa.

– Masz powiększoną prostatę. W twoim wieku to bardzo niebezpieczne. Musisz się leczyć. – Słowa wypowiadała powoli i wyraźnie. – Zapiszę ci lekarstwa. Co pół roku musisz się poddać kontrolnemu badaniu.

Drgnął na myśl o powtórnym… Uchwyciła dłonią podbródek i uniosła mu głowę. Po raz pierwszy naprawdę ją zobaczył. Lekko rozmazane kontury. Niezbyt wysoka, zgrabna, o pięknie zarysowanych, kobiecych kształtach. Brunetka. Długie, ciemne włosy upięte w wysoki koński ogon. Równie ciemne, brązowe oczy, jasna cera, czerwone usta, ładny w swym kształcie nos. Rozpięty biały fartuch, a pod nim błękitna sukienka.

– Czy było nieprzyjemnie? – Brązowe oczy z uwagą wyczekiwały odpowiedzi.

Próbował uciec wzrokiem.

– To było… nigdy czegoś takiego nie prze… Jest mi wstyd…, że… ja nigdy… – Westchnął i opuścił głowę.

Usiadła przy biurku. Wypełniła papiery. Przystawiła pieczątkę, kończąc zamaszystym podpisem. Zebrała dokumenty i wręczyła mu akta. Z rezygnacją otworzył teczkę. Na wierzchu spoczywał formularz. Dostrzegł tylko jedno rozmazane słowo i podpis – Zdolny.

– Dziękuję. – Radość. Wręcz euforia. Wszystko inne odeszło w cień. – Bardzo dziękuję.

– Za pół roku chcę cię tu widzieć. Mam nadzieję, że wydoroślejesz. – Zabrzmiało to dwuznacznie. Młoda, atrakcyjna pani doktor roześmiała się.

– Byłeś dzisiaj ostatnim pacjentem. – Przez chwilę nad czymś się zastanawiała. – A teraz pozwolę ci zaprosić się na kawę.

Spojrzał na nią ze zdumieniem.

– To żart. – Uśmiechała się, pomagając mu wyjść z gabinetu.

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

*

Jak

“Jestem już tylko żebrakiem

Bez twojej miłości

Jestem jak pies bez kości”

(Aerosmith – „Angel”)

Cicho skrzypnęły drzwi. Postąpiła do przodu. Uderzenie w twarz było silne. Musiała oprzeć się o szafkę.

– Gdzie byłaś…? – Zmiął w ustach przekleństwo. – Czy urodziłaś się kurwą? Odpowiedz, nie milcz. Przecież pytam… Bo mnie szlag trafi!

Krew z rozciętej wargi zaczęła ściekać po podbródku. Stała ze spuszczoną głową, bez jednego słowa protestu. Tylko łzy spływały po policzkach. Pochylał się nad nią, oczekując odpowiedzi. Milczała. Nerwowym krokiem krążył po pokoju. Zerknęła przez łzy. Czekała, aż się uspokoi. Pierwszy raz ją uderzył. Skóra policzka piekła żywym ogniem. Stanął przy niej ponownie. Mówił wyjątkowo spokojnie drżącym ze zdenerwowania głosem:

– Aniu, ja nie mogę dalej żyć w ten sposób. To mnie zabija. – Wbił błagalny wzrok w zielone oczy. – Proszę. Rozmawiaj ze mną. Wytłumacz.

Bez słowa przytuliła się do niego. Tłumiona wściekłość znów brała górę. W pierwszym odruchu chciał ją odepchnąć. Zapach włosów, dotyk, to było ponad jego siły. Nerwowymi ruchami ściągał z niej ubranie. Nie pieścił. Ściskał i ugniatał do bólu piersi. Zdarł stanik i ujął ustami sutek. Z determinacją i złością ssał i gryzł. Nie padło ani jedno słowo. Czuł, że rozpina mu pasek. Spodnie zsunęły się do kolan. Ujęła dłonią wyprężoną męskość. Nie pozwolił na pieszczoty. Bez zbędnych ceregieli rzucił ją na łóżko. Jednym ruchem zdarł majtki. Wdarł się do kobiecego wnętrza brutalnie. Gwałcił ją i miał tego świadomość. Przyjmowała go bez jakiegokolwiek sprzeciwu. Akceptowała to, co robił, z obojętnym wyrazem twarzy. Tylko rąbek kołdry wsunęła w usta i zacisnęła na nim zęby. Odwróciła na bok głowę. Zauważył szyderczy wyraz twarzy. Zrozumiał. Tamten wygrał. Zdał sobie w pełni sprawę, że stracił ją bezpowrotnie. Mechanicznie, ze złością, uderzał całym ciałem. Spełnienie, mające być uspokojeniem, niczego nie zmieniło. Dygotał zmęczony. Drżał, a pot spływał po całym ciele.

Wstał. Bezsilnie zapadł się w fotelu. Dopiero teraz dostrzegł spojrzenie pełne pogardy i odrzucenia. Podniosła się z posłania. Widział spływający po udzie śluz zmieszany z nasieniem. Patrzyła na niego wzrokiem pełnym nienawiści.

– Nienawidzę cię!!! Nienawidzę, nie… – Mówiła coraz głośniej, aż przeszła w histeryczny krzyk.

Zerwał się. Zatoczył dookoła nieprzytomnym wzrokiem. Ciało, całe mokre od potu, dygotało. Słone kropelki, spływające po twarzy, dotarły do ust. Spazmatycznie łapał powietrze. Dopiero teraz poczuł na piersi czyjąś dłoń.

– Kochanie, coś strasznego ci się śniło. Krzyczałeś. – Policzek musnął delikatny pocałunek.

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

*

Bunt

Uderzenia lądowały systematycznie, wręcz z mechaniczną regularnością, na jego torsie. Zagryzł usta. „Nie, nie poddam się.” Zaskoczenie pierwszymi razami i początkowy ból nimi wywołany minęły. Najbardziej dokuczały mu więzy. Czuł się rozciągnięty jak żaba do wiwisekcji. Ciosy otrzymane na ringu, również te nieuczciwe, poniżej pasa, uodporniły go na ból. Nad jednym nie mógł jednak zapanować. Cała ta sytuacja podniecała go. Jego instrument z każdym kolejnym uderzeniem okazywał to coraz wyraźniej. Razy zmieniły kierunek i zaczęły lądować na jego biodrach i udach. Zakryte oczy uniemożliwiały ocenę, z której strony i gdzie spadnie cios.

Atak ustał nieoczekiwanie. Poczuł coś zimnego na biodrach. Nóż powoli rozcinał bokserki. Uwolniona męskość wyprostowała się. Poczuł ciepłą dłoń ściągającą skórkę z żołędzi. Parę powolnych ruchów i uderzenie.

Aaaaaaa…………………

Po chwili ponowne i kolejne, brutalne, w samą główkę. Dłoń objęła mosznę i zaczęła bawić się jądrami. Nacisk narastał, wróciły uderzenia w penisa. Po chwili wszystko ustało. Ból był nie do zniesienia, ale mimo to wróciło podniecenie. Niespodziewanie usłyszał świst. Kolejne razy spadły na tors, biodra i wzwiedziony członek. Po postanowieniu nie został ślad, krzyczał z bólu.

Chwila przerwy. Słyszał, jak manipuluje przy zapięciach u nóg. Spadło mu coś na brzuch. Po chwili zacisnęło się na nim, krępując w pasie. Rozszerzone nogi zostały podciągnięte do góry, pocięte bokserki zsunęły się na podłogę. Próbował się poruszyć, ale więzy skutecznie go blokowały. Na wyeksponowany tyłek zaczęły spadać razy. Początkowo słabe, ale z każdym kolejnym uderzeniem rosnące w siłę. Nagle ustały, wróciły pieszczoty członka, aż do bólu. Dłoń z perfidną delikatnością dotykała świeżych śladów uderzeń na pośladkach. Po chwili poczuł na piersiach, jak usiadła. Przysunęła swą kobiecość do jego ust. Próbował chwycić ją zębami, żeby odpłacić za ból. Dostał w twarz, a za chwilę po raz kolejny, i następny. Bez słowa zeszła z niego, a policzki piekły od bólu. Poczuł, jak polizała penisa. Próbował poruszyć biodrami – bez skutku. Naraz objęła członek mocnym chwytem i coś zaczęło wsuwać się do jego środka. Zimny przedmiot powoli torował sobie drogę wewnątrz penisa. Próbował się szarpać, krzyczał.

– Przestań, proszę, przestań! Co ty mi robisz? Za co?

Ból penisa zagłuszył wszystko. Nie wiedział, jak długo to już trwało. Wsuwanie ustało. Poczuł zimny dotyk na pośladkach. Jej palec powoli zagłębiał się w odbyt. Pokonując opór zwieracza, dotarł do zamierzonego celu. Czuł, jak zagina się i zaczyna wykonywać wewnątrz niego powolne ruchy. Podniecenie zaczęło narastać do bólu.

Orgazm, który przyszedł, wstrząsną nim całym, nie znajdując ujścia. Pieszczota nie ustawała. Krzyczał, błagał, prosił. Wszystko zostało bez odpowiedzi. Kolejne narastające napięcie, nie znajdujące ujścia. Łzy same zaczęły płynąć, szlochał z bólu i przyjemności. Sam nie wiedział, czego w tym było więcej. Palec wysunął się powoli.

Ponownie usiadła na piersiach i przysunęła mu swą kobiecość. I znów spróbował gryźć. Jego bunt nie wygasł. Kolejne uderzenia w policzki. Po raz kolejny poczuł dotyk na zwieraczu. Tym razem ból był nie do opisania. Wciskała w niego coś dużego, by po chwili zagłębiać się coraz dalej i dalej. Czuł się wypełniony, a to coś wnikało w niego coraz głębiej. Czuł, że napotkało opór. Na chwilę nacisk zelżał, by po chwili, łamiąc wewnętrzną barierę, sięgać głębiej. Poczuł jej biodra na pośladkach. Spazmatycznie łapał powietrze. Zaczęła się poruszać wewnątrz niego, delikatnie, krótkimi ruchami. Natężenie i głębokość ruchów powoli narastało. Ujęła członek i zaczęła delikatnie go pieścić. Narastało podniecenie, mimowolnie próbował poruszać biodrami, jakby chciał wyrzucić z siebie wszystko. Jej ruchy nabrały sprężystości, uderzała z impetem biodrami w pośladki. Ruchy dłoni na członku znacznie przyspieszyły. Orgazm, a w zasadzie nie kończąca się próba wyrzucenia z siebie nasienia doprowadzała go do szaleństwa. Krzyczał, miotał wyzwiskami, szarpał więzy. Napinał mięśnie do bólu.

Nagle przestała. Wysunęła się z niego szybko i wyciągnęła przedmiot z penisa. Fala orgazmu, znajdująca ujście w wytrysku, trwała – zdawało się – bez końca. Ulga. I ona, ponownie siadająca na piersi, przysuwająca swoją kobiecość do jego ust. Zatopił się w niej, lizał i ssał bez opamiętania. Jej dłonie spoczęły na jego głowie, a palce zaplotła we włosy. Szybko osiągnęła spełnienie, rozsmarowując swoje soki na jego twarzy. Ściągnęła mu przepaskę z oczu. Nadal była ubrana w tę zwiewną sukienkę. Jej uśmiech i chochliki w oczach. Była……….

– I po co się buntowałeś? Będziesz już grzeczny, kochanie?

*

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

Utwory chronione prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Nawet pół słowa komentarza? Zmowa milczenia czy co? 😉

To może zrobimy mały plebiscyt?
Kto jest zadania, że autor wywiązał się we “Wzroku” z postawionego zadania. Miało być fizjologicznie i ze skupieniem się na innych zmysłach niż wzrok. Że miał być pierwszy w obecności innej osoby orgazm podczas USG prostaty per rectum, pominę – widać urządzenie okazało się zbyt bezduszne ;p

A skoro tak, to ja zabiorę głos i powiem to samo, co uprzednio autorowi na priv. Postawione zadanie/ćwiczenie wykonane bardzo dobrze. Skądinąd, podziwiać trzeba i autora i pomysłodawcę warunków ćwiczenia (przypominają się “Wyprawy Trurla i Klapaucjusza” Lema, a konkretnie “Wyprawa pierwsza A czyli elektrybałt Trurla”). Oboje musieliście się dobrze nagłowić, chociaż, rzecz jasna, zadanie autora trudniejsze. Może trochę przesadne emocje pacjenta, ale 19 lat miałem bardzo dawno temu i mogę już wszystkiego nie pamiętać. Druga uwaga dotyczyła lekarki i zaproszenia na kawę. Do polskich realiów, a mam okazję je znać, nijak to nie pasuje. Pani doktor “załatwiwszy” ostatniego pacjenta, zapewne na dużym opóźnieniu, może myśleć o wszystkim, tylko nie o randce z tymże, przypadkowym pacjentem. Albo, kompletnie wykończona, spieszy późną porą do domu, albo w jeszcze większym pośpiechu podąża do kolejnej przychodni. Jeden z komentatorów na priv. trafnie tu dodał, że bez tej kawy zapewne nigdzie by nie dotarła, co też jest szczerą prawdą. Po tych pogaduszkach wątek kawy został nieco złagodzony. Niezależnie od tego zrzędzenia (a znaleźli się tacy, którzy kazali nam ugryźć się z tą kawą w pewną część ciała) opowiadanie bardzo zgrabnie napisane, a i warunki spełnione. Pozdrawiam.

Czyli mamy jeden głos na tak.

Batavia nie potrafił jednak zrezygnować z pokazania bohaterowi lekarki, pozwolił mu też na fantazjowanie o jej wyglądzie, zamiast skupić się na odczuciach (w końcu miały być inne zmysły!). Fortel z opaską na oczach nieco naiwny – o ile niewidomi są w stanie dość sprawnie poruszać się nawet po nieznanym terytorium, o tyle świeżo/tymczasowo oślepiona osoba miałaby problem z poruszaniem się po własnym domu, nie przyszłaby więc sama do przychodni.

Z kawą… cóż… osobiście chyba wolałam pierwotne zakończenie. W zaistniałej sytuacji żart jest nie na miejscu. Przypominam, że rzecz dzieje się w prywatnej przychodni, nie podano też czasu akcji. Być może jest późny wieczór i lekarka już nigdzie się nie wybiera. Umówienie się z pacjentem wydaje się tu zresztą najmniej baśniowym elementem 😉

Przynajmniej “Jak” nie budzi kontrowersji. Warunek jest łatwy do sprawdzenia – wystarczy przeszukać tekst, żeby mieć pewność, że autor zrezygnował z użycia swojego ulubionego słowa (o ile dobrze policzyłam we “Wzroku” dziesięć wystąpień, a w króciutkim “Buncie” sześć) 😉

Pytanie raczej jak na tym tle wypada “Bunt”. Starsza miniaturka, z nietypowo dużą dla tego autora ilością “akcji”, ale za to ze znaczną ilością powtórzeń i ponadnormatywną ilością kropek (w wielokropku są trzy i to w zupełności wystarczy!). Choć może to i lepiej, że najwięcej zgrzyta w starociach…

Czy aż taki z niego masochista, że publikuje nawet wprawki? 😉

Nie bardzo wiem o co chodzi z tym ćwiczeniem i kawą, ale to chyba nie ma znaczenia. 🙂
Od siebie powiem, że najbardziej podobało mi się króciutkie “Jak”. Chyba za ten wyczuwalny – przynajmniej dla mnie – zimny i pogardliwy wzrok bohaterki, lodowatą postawę, która mówiła więcej niż słowa i poddanie się brutalności będące swoistym rodzajem wygranej i kary dla mężczyzny.

Z pozdrowieniami
NNN

Też z tej trójki wybrałabym “Jak”. Generalnie jestem zdania, że Batavia jest lepszy w krótkich formach, w których liczy się głównie pomysł i nie ma za dużo miejsca na obnażanie lęków bohaterów 😉

Kawa: była wersja “Wzroku” z happy endem , różniąca się w zasadzie tym “żartem” na koniec.
Ćwiczenia: autor podjął się wykonania kilku zadań z pewnymi ograniczeniami (w “Jak” na przykład miało nie być żadnego “jak” ;p). Niecierpliwie czekam na miniaturkę bez jakichkolwiek porównań – dopóki nie zobaczę, nie uwierzę że potrafi ;D

Batavia ma lekkość pisania i przyciągania uwagi Czytelnika od pierwszego zdania. Czasem rzuca się okiem na początek tekstu i myśli się: OK, będę mieć chwilę, to wrócę do tego opowiadania. Teksty Batavii czyta się po prostu dalej.
Przyznam, że zakończenie “Wzroku” mnie nie zachwyciło. W kontekście tak intymnej sytuacji żart jest co najmniej nie na miejscu. Natomiast fakt, że pacjenta zastajemy w poczekalni samego, nie oznacza wcale, że dostał się tam bez pomocy. Może się to dziać poza kadrem.
“Jak” odwraca niejako role – z reguły to kobiety cierpią na chorobliwą zazdrość i często podchodzą do snów o zdradzie partnera na zasadzie: “Coś w tym musi być”. Plus za opis emocji.
“Bunt” zawiera elementy obu poprzednich miniatur, więc ograniczenie zmysłu wzroku dla wyostrzenia pozostałych zmysłów, kobietę-przewodniczkę (we “Wzroku” łagodną opiekunkę, w “Buncie” partnerkę dominującą), wreszcie wspomniane odwrócenie ról – króciutka wzmianka informuje w “Buncie” o tym, że mamy do czynienie z bokserem, a więc wojownikiem, człowiekiem o silnej woli walki i dążeniu do dominacji, którego zmuszono (?) do wejścia w rolę uległego i w dużej mierze pasywnego kochanka. Dlatego zaproponowałam włączenie tego tekstu do cyklu miniatur.

Te miniatur trafiły na strony NE na skutek przypadkowego zbiegu okoliczności.
W tym miejscu należy się z mojej strony Podziękowanie dla Artimar, która w natłoku zajęć znalazła czas na szybką korektę i Barman Raven, który uznał, że te trzy potworki nadają się do publikacji.
Bardzo dziękuje tajemniczej Ani, która wymusiła na mnie napisanie kilku tekstów obwarowanych szczególnymi ograniczeniami. Przy całym szacunku dla osób komentujących Jej opinia ma dla mnie największe znaczenie.
Dziękuje NNN, Neferowi i wszystkim tym osobom , które znalazły czas by poświecić piętnaście minut na przeczytanie miniatur.
Pozdrawiam Batavia

Cała przyjemność po mojej stronie 🙂

Tam od razu wymusiła! Przecież nie stawiałeś oporu 😉

Dobrze radzę nacieszyć się pochwałami, zamiast demonstrować ciągły brak wiary w siebie…

miniatury

Napisz komentarz