I will make you hurt III (Rita)  2.67/5 (6)

21 min. czytania
Edward Munch - "Vampire" aka "Love and Pain"

Edward Munch – „Vampire” aka „Love and Pain”

Obudziła się późno ze świadomością, że jest niedziela i ma do tego pełne prawo. Pierwsze, co rzuciło jej się w oczy, jak co dzień od kilku miesięcy, to ołówkowy szkic powieszony przez niego naprzeciw łóżka tuż nad ranem, pierwszej nocy, kiedy się kochali. Od tego czasu zmieniło się wszystko i w zasadzie nic. Wciąż chodziła do pracy, co którąś niedzielę stawiała się grzecznie na obiedzie u rodziców, sporadycznie rozmawiała z koleżankami z dawnych lat. Była tylko notorycznie zmęczona, po nieprzespanych nocach.

Zima była dla nich wybawieniem – dzień był krótki, a już koło szesnastej było ciemno na tyle, że mogła się spodziewać albo subtelnego pukania w okno, albo impulsu mentalnego wysyłanego przez niego kiedy się zbliżał – „otwórz, nadchodzę”. Towarzyszył jej w przygotowaniach do posiłku, lubił zapach spaghetti i świeżego chleba. Chodzili razem do sklepów i restauracji. Zdawało się, że ten pradawny Wiking chłonie dzisiejszy świat, uczy się go, a ona jest jego przewodniczką.

Oprócz tego, że co wieczór pił jej krew, że nie mogli spędzać ze sobą dni, że nie mogła go przedstawić rodzicom ani przyjaciołom, że obce były mu zagadnienia „byle do pierwszego” – ich związek był zupełnie normalny.

Kochali się jak szaleni mając świadomość, że ta idylla może się w każdej chwili skończyć równie gwałtownie jak się zaczęła. Każda noc wypełniona była błaganiem o więcej, ryzykownym przedłużaniem chwili rozstania. Wreszcie Eryk zamontował w jej maleńkiej sypialni światłoszczelną szafę, w której przygotował sobie schronienie na czas panowania słońca. Można powiedzieć, że rzeczywiście zamieszkali razem.

Eryk nie powiedział Ricie o żądaniu Kei, a pamięć o tym upchnął w najgłębszy kąt świadomości. Starał się o tym nie myśleć, starał się odsuwać od siebie przerażenie na samą myśl, że miałby stracić kobietę, którą pokochał całym sercem, która dała mu tyle radości, ciepła i bliskości, jakich nie zaznał od setek lat. Któregoś dnia jednak zaczął rozmowę. Siedzieli przy stole. Był już wieczór, ciepły wiosenny wieczór, jeden z pierwszych tego roku. Rita jadła kolację popijając lampką czerwonego wina.

– Kochana… – zaczął niepewnie – muszę ci coś powiedzieć.

– Słucham. – niczego się nie spodziewając, Rita patrzyła na niego z zaciekawieniem.

– Do tej pory niewiele ci mówiłem o tym, w jaki sposób żyją wampiry. Nie wiem ile zdołałaś wyczytać z mojego umysłu. Kryłem te informacje najlepiej jak potrafiłem – dla twojego bezpieczeństwa. Wiedza potrafi być zabójcza…

– Dlaczego więc dzisiaj zaczynasz tę rozmowę? Może lepiej, żebym żyła w błogiej nieświadomości, na jakie niebezpieczeństwo narażam się kochając wampira – beztroski śmiech Rity uwiązł jej w gardle, gdy spotkała smutne spojrzenie Eryka.

– Też tak myślałem. Wiele miesięcy borykam się z tą decyzją. Ale postanowiłem. Powinnaś wiedzieć więcej. – Rita słuchała uważnie, nie przerywając. Wiking rozpoczął swoją opowieść. – Każdy kontynent ma króla. Bądź królową. Jest ich sześciu. Są najstarszymi z naszego rodu. Nikt nie wie jak wiele wieków mają już za sobą. Ja jestem stary – mam tysiąc lat. To jest dużo – nawet jak na wampira. Tak starych jak ja, albo starszych jest zaledwie kilka setek na całym świecie. Cała reszta jest o wiele młodsza, mają po dwieście, może trzysta lat. Wielu zostało stworzonych w boskim Fin de siecle, w czasach hołdowania swoim namiętnościom, czasach absyntu, secesji i rodzącej się nowoczesności. Pewnie zastanawiasz się, czemu nie ma wielu starszych. Wampir, często, dochodząc do pewnego krytycznego wieku, zazwyczaj jest to czterysta, pięćset lat, zdaje sobie sprawę z bezsensu swojego istnienia. Ileż bowiem można trwać? Ludzi napędzają gwałtowne emocje, miłość, nienawiść, chęć posiadania potomstwa. Wampir jest tego wyzbyty. Pragnie tego, a zarazem wie, że szczęście może osiągnąć jedynie naśladując człowieka. Udając „normalnego” kocha, jest łagodny, czuły i troskliwy. A jego człowiek umiera. Umiera, bo taki właśnie jest los ludzki – kruchy i nietrwały. A wampir samotny, opuszczony szuka kolejnej miłości, na pół wieku, na chwilę. Długo nie da się tak pociągnąć. Wrażliwsi – wychodzą na spotkanie ze słońcem. Twardsi – przestają kochać. – Wiking zaczerpnął powietrza i zamilkł na chwilę. Rita słuchała w milczeniu, nie ważąc się przerwać tego skupienia. – Władców – najstarszych jest sześciu. Królową Europy jest Kea. Co zabawne, pochodzi z jakiejś wysepki na Oceanie Spokojnym. Kea mnie stworzyła. Przebłyski tego widziałaś w moim umyśle, śniłaś o tym, budziłaś się zlana potem. Ja również do dziś myślę o tym ze zgrozą. Ze stwórcą łączy wampira szczególna więź. Można to przyrównać do tego, co jest między nami, lecz jest to o wiele silniejsze i nacechowane stosunkiem podporządkowania. Hierarchia. Muszę być Kei posłusznym. Poza tym, nie znam wampira silniejszego od niej. – Eric przerwał, zastanawiając się jak ubrać w słowa, to, co miał powiedzieć. Wreszcie wybrał te najprostsze. – Ona ciebie chce.

Zapadła cisza tak gęsta, że można ją było kroić nożem. Eric w najbardziej oględnych słowach wyrzucił z siebie to, co ciążyło mu od miesięcy.

– Jak to mnie chce? Nie rozumiem?

– Wie o tobie od samego początku. Wtedy, kiedy mnie nie było dwa miesiące, kiedy było ci tak ciężko, wezwała mnie do siebie. Chce mnie unieszczęśliwić, jest zazdrosna o wszystko, co tylko odciąga moje myśli od niej. Nigdy nie pozwoliła mi odejść. Nie wypowiedziała magicznej formuły – „jesteś wolny”. Zanim się spotkaliśmy pierwszy raz, postanowiłem spotkać słońce. Jednak teraz pragnę z tobą spędzić tyle ile nam będzie dane najpełniej jak będę potrafił.

– Kiedy po mnie przyjdzie?

– Nie wiem. Nie wiem nic. To może być dzisiaj, a może przyjść za rok. Jestem z tobą, a trwam wciąż w niepewności, która wysysa ze mnie radość.

– Ucieknijmy stąd. – słowa Rity zabrzmiały zdecydowanie i mocno. – Mówisz, że Kea jest królową Europy. To pojedźmy do Stanów, albo do Australii. Gdziekolwiek, byle tylko się wyrwać z jej królestwa.

– Nie pozwoli nam na to. Nie uda nam się uciec. – Zrezygnowanie w jego głosie brzmiało straszniej, niż jawnie wypowiedziana groźba.

– Jeśli nie spróbujemy i tak czeka nas najgorsze – trudne słowa nie chciały przejść przez gardło – lecz jeśli podejmiemy się tej próby, i nam się uda, zaczniemy życie na nowo. Razem. A wierzę, że to możliwe. – starała się, aby w jej głosie brzmiały zdeterminowanie i siła. Siła, której potrzebowali oboje.

Wzięła jego chłodną dłoń i pocałowała jej wnętrze. Jasna skóra zaskakiwała wciąż swoją delikatnością. Ustami wodziła po nadgarstku, czując bardziej niż wiedząc na pewno, że to będzie ich ostatnia taka noc. Wysunęła język i przesunęła od wrażliwej skóry przegubu do końcówek palców. Wampir spojrzał na nią zaskoczony, ale poddał się tej pieszczocie bez protestu. Wsunęła kciuka głęboko w usta. Zimny palec ogrzewał się pod wpływem gorąca jej warg. Głęboki wampirzy oddech znamionował zadowolenie, więc przyspieszyła, czując narastające podniecenie. Wyjęła mokry od śliny palec z ust i ująwszy jego rękę skierowała ją między swoje uda. Chętne palce od razu zajęły swoje miejsce. Rita chwyciła drugą dłoń kochanka i zaczęła ją całować. Gdy usta dotarły do czułego miejsca u nasady dłoni wampir wycharczał:

– Gryź!

Nie gryzła jeszcze jego ciała. Zawsze to on przegryzał swą skórę by mogła się napić odurzającego napoju płynącego w jego żyłach. Zawahała się chwilę, potem chwyciła silną dłoń mocniej, i zacisnęła zęby. Cienka skóra nadgarstka była jednak mocniejsza niż się wydawało. Przygryzła więc mocniej, doznając dziwnego uczucia, kiedy delikatna tkanka rozerwała się pod jej zębami. Jej drobne kły zatopiły się w ciele ukochanego. Rita poczuła dziką żądzę czując posuwające się w jej wnętrzu palce a pod ustami krwawiącą ranę, którą sama wygryzła. Było to dziwne, może odrażające, ale ona spijała sączącą się z płytkiej rany krew osiągając przy tym rozkosz niemożliwą wręcz do spełnienia.

– Gryź mocniej. Rozerwij żyłę. Poczuj mnie naprawdę. – wampir szeptał te słowa drżąc z pożądania.

Rita czuła jak pod jej zębami ustępuje to gładkie białe ciało, jak przerywa kolejne warstwy skóry, jak wgryza się w pulsująca żyłę, która oblała ją tryskając gwałtownie. Twarz miała całą we krwi, ale wyraz oczu kąsanego wampira mówił jej że ma nie przestawać. Bordowa ciecz płynęła jej po brodzie, kapała na uda, na blat stołu, na podłogę. Krew zalewała wszystko. Wampir wyjął z niej śliskie od soków palce i wsunął do jej zakrwawionych ust. Posłusznie je oblizała, a on unurzał je we krwi i wsunął ponownie przyspieszając jednocześnie tempo pieszczot. Rita chciwie łykała słodko – słony życiodajny płyn czując, że zaraz te drążące jej ciało palce doprowadzą ją na sam szczyt. Wampir chwycił mocno jej dłoń i wgryzł się równie głęboko, co ona. Jak zwykle poczuła omdlewającą słabość czując, że krew zatacza koło, płynie przez zamknięty krąg pragnienia nasycając ich oboje.

Nagle Wiking szarpnął ją za ramię gwałtownie odwracając twarzą do blatu. Ukąsił w kark i mocno wepchnął sterczącego członka w głąb jej ociekającej od soków szparki. Przywarł całym ciałem do jej rozgrzanych pleców i ssał z zapamiętaniem krew z jej szyi posuwając ją rytmicznie. Jądra obijały się z głośnym plaśnięciem o jej nabrzmiałą łechtaczkę, a spragnione dłonie zacisnęły się na sterczących sutkach. Rita czuła, że wysysa z niej więcej niż zwykle, więc chwyciła jedną z dłoni i ukąsiła go mocno. Krew płynęła szerokim strumieniem do jej gardła, cali byli umazani krwią, krew była ich spełnieniem, ich radością, ich życiem. Jego ruchy stały się szybsze, uderzenia bioder gwałtowniejsze. Wampir zacisnął dłonie na jej miękkim brzuchu, przysuwając jeszcze bliżej swoją kochankę. Żar podniecenia palił ich wnętrza, kiedy wampir wbijał się sztywnym palem w jej ciasną, wrzącą pochwę. Rita pożądliwie wypięła pośladki, by mógł zatracić się w niej doszczętnie. Nagle wampir przyspieszył wręcz nienaturalnie, jasne ciało kobiety pod nim drżało jakby przepływał przez nie prąd, z jego gardła dobył się głęboki jęk dosytu, kiedy ciężko opadł na jej spocone plecy. Pod Ritą ugięły się nogi i oboje delikatnie osunęli się na chłodną podłogę, która zalana ich krwią studziła rozpalone zmysły. Dwa splecione ciała leżące na purpurowej plamie – pamiątce ich spełnienia.

Kiedy na drżących nogach weszli do wanny, a ciepła woda zmieniała kolor na różowy spłukując krwawe ślady ich rozkoszy, wampir odezwał się pierwszy.

– Było ci dobrze. To było najlepsze, najpełniejsze i najprawdziwsze z tego, co razem przeżyliśmy.

– Yhmmm – Rita mruknęła potakująco zanurzając się w jego szerokich ramionach.

– Podobało ci się picie krwi?

– Podobało… to złe słowo. Takie jakieś bezpłciowe. To była najbardziej ekscytująca, straszna i cudowna rzecz, jaka mi się w życiu przytrafiła. Chociaż, kiedy wypowiadam te słowa, to już słyszę jak pusto one brzmią, jak nie potrafią wyrazić nawet ułamka tego, co czułam.

– Czy… czy chciałabyś do mnie dołączyć? Stać się taka jak ja? – pytanie zostało wypowiedziane cicho, prawie niedosłyszalnie.

– Nie! Nigdy! – Rita podniosła się z wygodnego oparcia jego barków. – Nie mogłabym zostać wampirem, Eryk. Po prostu nie mogłabym. To, co przeżyliśmy było fascynujące i nieprawdopodobnie wręcz rozkoszne, właśnie, dlatego, że jesteśmy tak różni. Nie rozumiesz? Że jestem gorąca, a ty zimny, że ty się żywisz moją krwią, a ja twoją odurzam, że śpisz w dzień, a ja nocą. Że jestem człowiekiem, i mogę ci dać wszystko, co najlepszego może ofiarować ludzka istota. Naprawdę chciałbyś to stracić?

– Ale ty umrzesz… Stracę cię na zawsze.

– Ale na tym polega życie. Ludzkie życie. I dlatego tak go pragniesz, mimo, że wiem, że nie zamieniłbyś swych wampirzych zdolności na nic. – zaczerpnęła głęboko powietrza – Nie Eryk. Nie zamieniaj mnie nigdy, pod żadnym pozorem w wampira. Nie kusi mnie ta propozycja, nie pragnę nieśmiertelności, jeśli jest okupiona takim kosztem. Kocham Cię takiego, jakim jesteś, a ty kochasz mnie właśnie, dlatego, że jestem człowiekiem. Nie zmieniaj tego. Jeśli to zmienisz… wtedy stracisz mnie na zawsze…- dokończyła cicho. Zamilkli oboje, wiedząc, że nie wrócą już nigdy do tej rozmowy. Wszystko zostało powiedziane.

***

Na pół godziny przed świtem Eryk obudził się mokry od krwawego potu. Czuł, że coś się wydarzy, lub, co gorsza, że coś dzieje się właśnie w tej chwili. Zamknął oczy, skoncentrował myśli, i zaczął poszukiwać powodu swego niepokoju. Usłyszał mentalne wołanie o pomoc istoty, której nie spodziewał się usłyszeć. Nie widział żadnych szczegółów, tylko czuł narastające przerażenie wampirzycy, którą stworzył kilkaset lat temu. Słońce zbliżało się nieubłaganie w jej kierunku. Eryk wiedział, że nie ma czasu na myślenie. Wysłał do niej zapytanie, gdzie jest. Dostał szybką odpowiedź, w której brzmiała potężna ulga. Nie tak daleko, zdąży, da radę uratować tę ryzykantkę. Na pytania i wyrzuty przyjdzie czas później. Szybko naciągnął na siebie ubranie, pocałował Ritę w czoło, i otworzył drzwi wejściowe. Zaaferowany niesieniem pomocy za późno się zorientował, że to pułapka. Gęsto tkana srebrna siatka spadła na niego zanim zdążył zauważyć, z której strony nadchodzi atak. Wizja pożeranej przez promienie słońca wampirzycy rozwiała się jak mgła.

– Myślałam, że sam mi ją przyprowadzisz… Kotku… – cichy, matowy głos brzmiał mu w uchu jak natrętne brzęczenie owada, którego chce się zmieść z powierzchni ziemi jednym silnym pacnięciem – oszczędziłbyś i sobie i jej tylu kłopotów. A tak, widzisz, do czego mnie zmusiliście swoimi szalonymi planami.

Eryk drżał pod palącym jego ciało srebrem. Gęsta sieć wrzynała się w skórę tworząc misterny wzór jątrzących się ranek. Jednak to nie fizyczny ból był najgorszy. Eryk trząsł się z nienawiści, zarówno to tej okrutnej, bezdusznej istoty, jak i do samego siebie. Że pozwolił Ricie go pokochać, pozwolił jej zaufać, pozwolił jej wierzyć, że może im się udać. Co udać!? Od początku ich związek był skazany na porażkę, a z jego winy nie został przerwany w momencie, kiedy była jeszcze dla niej szansa. Jego słabość. Po tylu wiekach zadawania i otrzymywania bólu zostały w nim jeszcze resztki ludzkich emocji.

Kea otworzyła drzwi na oścież, a kilku śmiertelnych „silnorękich” wpadło do pokoju wyrywając rozespaną Ritę z łóżka. Błyskawicznie wepchnęli jej w usta knebel, chwycili za ramiona i miotającą się na wszystkie strony wyprowadzili z domu. Cała akcja trwała może pięć minut. Słońce jeszcze nie wzeszło, lecz niebo żarzyło się już śmiercionośnym blaskiem. Przed kamienicą stały dwie furgonetki. Ritę siłą wepchnięto do samochodu stojącego bliżej wejścia. Widziała tylko, jak owiniętego szczelnie w srebro Eryka umieszczono w bagażniku drugiego pojazdu.

W ciemnym pomieszczeniu straciła rachubę czasu. Wydawało jej się, że jadą potwornie długo, ale mogło to być zaledwie pół godziny. W pewnej chwili samochód gwałtownie się zatrzymał, usłyszała szuranie ciężkich butów, głośne echo kroków na kamiennej posadzce, i otworzyły się drzwi. Wyprowadzono ją na rozległy brukowany dziedziniec i lekko popchnięto, by ruszyła się z miejsca. Otworzono przed nią stare drewniane drzwi z zardzewiałymi okuciami i poprowadzono wzdłuż mrocznego korytarza. Sztuczne rozproszone światło w środku słonecznego dnia było dziwne, ale przede wszystkim nadawało temu kamiennemu tunelowi wyraz grozy. Przewodnik uchylił drzwi i wepchnął ją do środka. Framugi zadrżały, kiedy zamknięto jedyną drogę ucieczki. Pokój nie miał okien. Rita wyrwana z pierwszego szoku, usiadła na szarym materacu i zaczęła płakać.

***

Raz dziennie dostawała posiłek. Naliczyła się do tej pory dziesięciu skromnych dań podawanych na plastikowych talerzach. Do tego butelka wody. W zasadzie nie było tak źle, za niską ścianką działową ustawiono sedes a na ścianie wisiał zlew. Mogła być przecież zakuta w kajdany i robić pod siebie. Kobieta z obrzydzeniem odsunęła te myśli. Osamotnienie, izolacja, brak światła słonecznego, ciemne, ponure mury, brak jakichkolwiek bodźców i dojmująca niepewność przyszłego losu doprowadzały ją do szału, czuła, że w zamknięciu brakuje jej powietrza. Kilkakrotnie opanowała ataki paniki w ostatnim momencie, zanim roztrzaskałaby głowę o mur. Albo jej wyobraźnia napędzała jakieś nierealne wizje, albo rzeczywiście, gdzieś za którąś ścianą słyszała parokrotnie Eryka. Domyślała się, że to omamy zalęknionego umysłu, ale kurczowo łapała się tych śladów jego obecności w budynku. Nie słyszała wyraźnie słów, jedynie strzępki sensu zasłyszanych rozmów. Z kimś się kłócił, słyszała gniew w jego głosie, potem dziwną uległość. Innym razem doszedł ją jego śmiech, może nerwowy i urywany, ale jednak Wiking śmiał się. A ona siedziała na zimnej podłodze, sama, nie wiedząc jak długo tu przebywa, i ile ma potrwać to więzienie. Wezbrał w niej gniew. Zdradził ją, sprzedał tej swojej Kei. Nie trzeba było wiele, żeby się od niej odwrócił. Może nawet sam to wszystko tak zorganizował, żeby przypodobać się swojej twórczyni. Może wszystko od samego początku było jednym wielkim kłamstwem. Może, może, może…

Drzwi otworzyły się z hukiem wyrywając ją z otępienia.

– Wstawaj i chodź. – władczy ton wampira, którego Rita widziała pierwszy raz na oczy nie pozostawiał wątpliwości, że posłuszeństwo jest jedyną możliwą opcją. Kobieta z trudem wstała i ruszyła trzy kroki za wysoką postacią w bordowej szacie. Zaprowadził ją do dużej łaźni.

– Doprowadź się do porządku.

W Ricie zakiełkowała nadzieja. Skoro pozwalają jej się umyć, to znaczy, że coś się dzisiaj wydarzy. Królowa będzie decydować o jej losie. Rita nie wiedziała, czego się spodziewać. Pragnęła jedynie wrócić do swojego zupełnie normalnego życia. Tego sprzed niesamowitej nocy na ławeczce. Tego gdzie rutyna i powtarzalność codziennych czynności zapewniają poczucie bezpieczeństwa. Czuła jednak, że do tego życia nie ma już powrotu.

Umyła się, wytarła podanym przez wampira ręcznikiem i czekała na jakąś odzież. Nieśmiertelny jednak odwrócił się od niej plecami i mruknął:

– Idziemy.

Poszła za nim.

***

Nagą Ritę wprowadzono do ogromnej sali, którą otaczały strzeliste kolumny podtrzymujące finezyjnie zdobiony strop, z którego zwisał przepysznie rzeźbiony kandelabr. W mroku kolumnady majaczyły się postaci ubrane w jednakowe purpurowe szaty. Zimna posadzka wyłożona misterną bizantyjską mozaiką dodawała potężnemu wnętrzu lekkości i przepychu. Środek sali wskazywał spory kwadrat ułożony z małych czarno – białych marmurowych kostek tworzących szachownicę. W samym centrum stał metalowy stelaż z łańcuchami w miejscach, gdzie ofiara miała mieć przykute ręce i nogi. Prowadzący kobietę wampir zdjął jej opaskę z oczu, a jej przerażony wzrok padł na wysoki prosty tron stojący u szczytu komnaty. Nonszalancko rozparta na złotych poduszkach siedziała najpiękniejsza istota, jaką Rita kiedykolwiek widziała w swoim życiu. Ciało wampirzycy otulone było lekką mgiełką czarnej sukni, która odsłaniała więcej niż zasłaniała, jednak udrapowania materii przydawały jej majestatyczny i groźny wygląd pomimo niedwuznacznej pozy, którą przyjęła. Kea. Biała. Jakby na przekór imieniu jej ciało było złotobrązowe, błyszczące i gładkie. Migdałowe czarne oczy, szeroki, ale zgrabny nos, duże wydatne wargi, lśniące krucze włosy spływające w miękkich falach na kształtne ramiona – wszystkie te elementy składały się w całość olśniewającą, zmysłową i nieziemsko piękną, lecz Rita nie mogła dać się zwieść. Na dnie bezdennych źrenic czaiło się okrucieństwo, jakiego nie znała, a błąkający się na pełnych ustach uśmiech wyrażał zadowolenie na myśl o czekającej zabawie. Zabawie, w której to Rita była nagrodą.

Przerażona kobieta rozejrzała się wokół, i od razu pożałowała tej decyzji. Z głębokiego cienia błyszczały do niej złowieszczo wysunięte na całą długość kły i fosforyzujące białka kilkudziesięciu par oczu. Była jedynym śmiertelnikiem wśród kilku tuzinów drapieżników czekających tylko na znak, by rozerwać ją na strzępy. Świadomość końca spadła na nią tak nagle, że osunęła się na kolana. Głęboki pomruk aprobaty rozległ się wśród zgromadzonych wampirów oceniających jej piękne jasne ciało. Spróbowała wezwać mentalnie Eryka, wiedziała, że gdzieś tu jest, że stoi wśród swoich, że patrzy na jej bezradność, bezbronność, słabość. Lecz z obezwładniającą jasnością uświadomiła sobie, że to właśnie on ją zdradził, on ją wydał na pastwę tej potwornej pięknej istoty na tronie i żądnej krwi tłuszczy otaczającej ją ze wszystkich stron. Była sama.

Wampir, który ją prowadził postawił ją na środku szachownicy. Poczuła jak rozsuwa jej nogi, rozpościera ramiona a zimny metal zamyka się na jej kostkach i przegubach. Od tego nie było ucieczki. Zrezygnowana spuściła głowę i poddała się temu, co miało nadejść.

– Aleksander – niski, matowy głos królowej przywrócił jej świadomość – przygotuj ją dla mnie. Delikatnie.

Zza tronu wyłonił się niewysoki chłopak o twarzy dziecka. Złote loki falowały przy każdym kroku, który zbliżał go do ofiary. Wielkie błękitne oczy zdawały się nie wyrażać żadnych uczuć. Mógł mieć najwyżej szesnaście lat, kiedy został przemieniony. Był piękny, pięknem niewinnej młodej istoty, jaką kiedyś musiał być. Rita poczuła, że skóra jej cierpnie na samą myśl, że ten chłopiec, to dziecko będzie ją dotykać. Potem uświadomiła sobie, że on jest kilkaset lat od niej starszy, że jego wygląd jest złudzeniem, skorupą noszącą czarną, krwawą duszę. Ciało napięło się jej bezwiednie, kiedy młodzieniec uklęknął przed nią. Na kolanach zbliżył się do jej ud. Jasne pukle włosów otarły się o jej łono. Zacisnęła oczy, żeby tego nie widzieć, chciała, żeby ten prosty gest pozwolił jej zniknąć, nie czuć tego, co miało nadejść. Nie chciała tego, była więźniem, ofiarą, przepełniała ją czysta nienawiść do tych przedwiecznych istot wyzutych z ludzkich uczuć. Nie chciała dać im satysfakcji, chciała się bronić tak długo jak mogła, a była pozbawiona nawet tych resztek godności. Wilgotny chłodny język przedarł się przez krótkie włoski i gorące wargi, zagłębił się w jej wnętrzu. Znieruchomiał. Rita chciała krzyczeć, wierzgać, kopać i gryźć, lecz wiedziała, że to podnieci jeszcze bardziej jej oprawców. Zacisnęła mocno zęby. Miękka wilgoć zaczęła się poruszać w miejscu, które zdradliwie okazało mu względy. Muskał językiem delikatnie, miarowo, rytmicznie, pulsując chłodnym żarem, niszcząc wszelkie mury, które ustawiła ofiara. Kiedy poczuł śliski sok wypływający z jej wnętrza wsunął w nią swój drobny palec. Ciało Rity drżało lekko poddając się tej pieszczocie. Wciąż z jej ust nie dobył się żaden dźwięk, jej oczy były zaciśnięte do bólu, ale fizyczność odmawiała posłuszeństwa umysłowi. Palec poruszał się zagłębiając i drażniąc zmysły. Wprawnie znalazł miejsce, którego faktura była inna, delikatnie fałdowana, stworzona do dotyku i jął je pocierać. Drugi palec dołączył do pierwszego potęgując wzbierającą się rozkosz. Chłopak wstał i nie przestając przesuwać palcami w jej wnętrzu polizał prawy sutek. Nieśmiało, delikatnie, słodko, chłodny język otaczał brodawkę sprawiając, że stała się twarda i purpurowa. Palce wciąż zagłębiały się w pulsującej, gorącej wilgoci jej łona a soki spływały po jej udach zdradzając Ritę bardziej niż jakikolwiek dźwięk.

– Ina, dołącz.

Z tłumu pod kolumnami wyszła wysoka, mocno zbudowana kobieta. Włosy miała ciasno związane na czubku głowy w koński ogon. Zrzuciła szatę, a oczom Rity ukazało się muskularne, opalone ciało, nawykłe do walki. Przez gładkie plecy wojowniczki przechodziła szeroka jasna blizna, którą zdobyła jeszcze za życia. Sprężystym krokiem podeszła do dwójki na środku szachownicy. Miała oliwkową cerę i jarzące się zielone oczy, zarówno ich spojrzenie, jak i wysunięte znacząco kły nie pozostawiały złudzeń. Pragnęła jej ciała i jej krwi.

Ina stanęła za Ritą, umięśnionym, twardym ciałem przylgnęła do jej pleców. Nagle Rita poczuła, że w miejscu, którym do tej pory władał Aleksander pojawił się trzeci palec. Cicho wypuściła powietrze, starając się, by nie było to słyszalne w zacieśniającym się wokół niej kręgu wampirów. Ina dostosowała się szybko do rytmu nadanego przez złotowłosego nieśmiertelnego wsuwając i wysuwając swój palec z ociekającej dziurki. Po chwili go wyjęła i przesunęła między pośladki. Mokry od soków gładko wsunął się w drugą, ciasną szparkę. Rita poczuła, że uginają się pod nią kolana, doznanie było tak cudowne, tak przepełniające rozkoszą, że poddała się mu całkowicie. Dwa chłodne ciała ocierały się o nią, palce posuwały się w jej wnętrzu coraz szybciej, coraz gwałtowniej, ale wciąż delikatnie. Kobieta wiedziała, że zaraz nie będzie mogła się już bronić przed wszechogarniającą rozkoszą. Jakby czytając w jej myślach, królowa powiedziała:

– Dosyć. Odejdźcie. Karrin, teraz twoja kolej.

Na Sali dało się słyszeć zdziwione głosy. Przecież miało być delikatnie. A Karrin nie słynął z subtelności.

Ritę zdjął strach. Została brutalnie wyrwana lepkim i ciepłym mackom rozkoszy i stała na środku Sali, oświetlona światłem świec, mokra od nabrzmiałego podniecenia, naga, przykuta łańcuchami do stalowej ramy, odarta z resztek godności, wystawiona na widok żarłocznych widzów. Otworzyła oczy i ujrzała spojrzenie Eryka przepełnione smutkiem i niepokojem. Znów do niej dotarło, że nieważne, co się z nią teraz stanie, i tak nie wyjdzie już z tej Sali żywa.

Poczuła ostre uderzenie na pośladku, potem drugie. Czuła, jak skóra ją pali pod kolejnymi razami, pieczenie stawało się coraz bardziej nieznośne. W Sali słychać było głuchy pomruk dezaprobaty, ale też szybsze oddechy, gwałtownie wypuszczane powietrze, stłumione jęki i krótkie okrzyki rozkoszy. Sala zaczynała żyć.

Pomimo, że ból stawał się nie do zniesienia, Rita ponownie spostrzegła, że jej ciało ją zaskakuje. W miarę zadawanych razów jej szparka zaciskała się gwałtownie, zapach jej podniecenia musiał być odurzający dla wampirów stłoczonych na Sali, a Karrin oddychał coraz ciężej tuż za jej uchem. Rita poczuła nagle zimny twardy pal torujący sobie drogę do jej dziurki. Wampir wszedł gwałtownie z głośnym mlaśnięciem, po czym wysunął się sterczący i sztywny i wtargnął brutalnie między jasne półkule pośladków. Ból był rozdzierający. Ciało kobiety bezwładnie zawisło na łańcuchach. Jęk w tłumie się nasilił. Do uszu Rity, jak przez mgłę dochodziły odgłosy wampirzego spełnienia. Karrin podniósł ją i żelaznym uchwytem za ramiona przytrzymał w dogodnej dla siebie pozycji. Wpychał się w nią mocno, do samego końca, posuwistymi długimi ruchami pozbawiając ją raz za razem tchu. Jej ciało było wypełnione bólem i rozkoszą, które walczyły ze sobą zaciekle o pierwszeństwo.

– Magnus. – cicha komenda rozmyła się w narastającym szumie rozkoszy.

Potężny wampir, zrzuciwszy szatę zaprezentował Sali dumnie, co zamierza wepchnąć w drobne ciało Rity. Długie ognisto-rude warkocze spływały mu aż do twardych, zaciśniętych pośladków. Kobieta zamarła widząc, co zbliża się do jej ciasnej szparki. Uchwycili ją we dwóch, zatapiając się w niej jednocześnie. Jej ciało nie było już jej ciałem, jej umysł nie należał już do niej, jej strach, jej ból, jej żar i ogień znalazły się jakby obok oddając się w ofierze dzikiej bogini pożądania. Rita nie wiedziała jak długo to trwało. Czuła w sobie dwa naprężone do granic możliwości narządy, które w sobie tylko znanym rytmie wypełniały ją całą. Falujące trzy ciała, rozwiane czerwone warkocze, kruczoczarne proste włosy, króciutkie ostrzyżone na jeża, silne, muskularne ramiona, drobne ciało pośrodku, zaciskające się pośladki, grymas zadowolenia, szeroko otwarte wilgotne usta, łzy w oczach – wszystko to oświetlone mdłym blaskiem świec nadającym tej żywej rzeźbie z dyszących ciał wygląd odwiecznej ofiary.

– Cisza!!! – głos królowej rozbrzmiał donośnie i dźwięcznie. Pulsujące ciała zatrzymały się w pół ruchu. Dwa wampiry opuściły Ritę znów pozostawiając ją półwiszącą w łańcuchach samotnie naprzeciw Kei. Królowa zbliżyła się nienaturalnie szybko, ujęła w obie, drobne dłonie spoconą głowę Rity.

– Teraz będziesz moja.

Powiodła chłodnymi palcami po jej wymęczonym ciele, zajrzała w jej zrezygnowane oczy. Uklękła pomiędzy jej nogami, zanurzyła twarz w odurzającym zapachu rozpalonej kobiecości. I ukąsiła. Ból wypełnił ciało Rity. Rozkoszny ból. Kea ssała mocno, chciwie, łapczywie. Zimnym językiem zlizywała wypływającą krew. Smakowała ją, odbierała swoją ofiarę. Rita czuła, że wraz z wypływającą krwią wysącza się z niej życie. Kolejne ukąszenia przychodziły jakby od niechcenia, drobne ukłucia, które przybliżały jej koniec. Rozkosz nadeszła niepostrzeżenie wyprężając jej członki, wyginając plecy w łuk, wydzierając z jej gardła przeciągły jęk.

Nasyciwszy się, łaskawa pani, zawołała:

– Bierzcie ją!!! Jest Wasza, moje dzieci.

Eryk rzucił się naprzód rozpychając przez spragniony tłum. Od samego początku wiedział jak to się skończy. Od momentu, kiedy Kea, zamiast przyjąć go na audiencję, zabrała mu Ritę. A potem zorganizowała ten wieczór. Rita nie mogła wyjść z tej Sali żywa.

– Pani!

– Czego chcesz Wikingu?

– Ona jest moja.

– Wiesz, że już nie jest tylko twoja. To ja się z niej napiłam, a o ile mi wiadomo, jestem od ciebie wyższa rangą. – wysunięte kły zabarwiły ironiczny uśmiech groźbą.

– Pani, proszę daj mi ją. Albo, chociaż używaj jej jako niewolnicy. Będzie przydatna. Wiesz, jakie ma zdolności.

– A czy ty, przybyszu z Północy uważasz, że ja nie mam takich zdolności jak to ludzkie ścierwo?

– Nie Pani, nie to miałem na myśli. Proszę tylko, oddaj mi ją.

– Nie. – stalowa nuta w jej głosie nie dawała pola dyskusji.

– Pani – głos Eryka zadrżał – Daj mi ją. Chcę ją przemienić.

Tłum zafalował. Już dawno Kea nie wyrażała zgody na samowolne przemienianie, a wszystkich młodych, stworzonych bezprawnie, z miłości lub nienawiści, ścigała i zabijała. Rita patrzyła z przerażeniem na rozgrywającą się przed jej oczami scenę. Gdy Kea wydała na nią wyrok śmierci poczuła nawet coś na kształt ulgi. Potem odezwał się Eryk, a nadzieja na przeżycie zapłonęła na nowo, mimo, że wiedziała jak bardzo jest ona płonna. Jednak takiego obrotu sprawy się nie spodziewała. Nie chciała zostać przemieniona. Każdą komórką swojego organizmu pragnęła życia. Życia jako istota ludzka. Nietrwała, ulotna, ale też czuła i kochająca. Nie chciała za żadne skarby być potworem.

– Chcesz ją przemienić?

– Tak. – głos Eryka zabrzmiał pewniej.

– Dlaczego?

– Będzie dobrym wampirem.

– Kochasz ją. Ot i cała odpowiedź. Kochasz ją jak dawno nikogo nie kochałeś Wikingu. I nienawidzisz mnie, bo już drugą kobietę twego długiego życia chcę ci odebrać. Widzę tę nienawiść w twoich oczach, czuję ją w twoim umyśle. Próbujesz ją ukryć, a ona i tak przesącza się na zewnątrz. – zrobiła przeciągającą się pauzę, jakby jej wypowiedzi brakowało dramatyzmu. – Zdajesz sobie sprawę, że gdy ją przemienisz, to stracisz to wszystko, co tak cię urzekło? Ciepło jej ciała, ciepło jej oddechu, jej słodką krew, jej gorące uda, jej wieczorne zmęczenie, jej miłość.

 – Wiem. – Eryk odpowiedział tak cicho, że tylko najbliżej stojące wampiry mogły dosłyszeć jego szept.

– Co powiedziałeś?

– Powiedziałem, Pani, że wiem. Wiem, że ją stracę. Ale będę ją miał jeszcze przez chwilę. Daj mi ją.

– Bierz. – Oczy Kei zaszły mgłą, jakby nie widziała już tej Sali, tych mozaik, kolumn, wampirów w bordowych szatach, nagiej śmiertelniczki i kochającego ją nieśmiertelnego Wikinga.

Eryk wstał z klęczek i nie patrząc Ricie w oczy zmierzał ku niej wolnym i jakby niepewnym krokiem. Czuł palące spojrzenia współtowarzyszy, czuł niemą obecność Kei, lecz najdobitniej czuł trwogę tej kruchej istoty zawieszonej przed nim. Zbliżył się do kobiety, i kilkoma szarpnięciami rozerwał unieruchamiające ją łańcuchy. Jej ciało osunęło się na podłogę. Zdjął swoją pelerynę i otulił łkającą cicho śmiertelniczkę. Chłonął jej ludzki zapach, czuł miękkość i ciepło, wilgotne usta zbliżyły się do jego policzka paląc skórę.

– Nie rób tego… Zabij mnie. Proszę….

– Ciiii, muszę, Ukochana, muszę.

– Nie musisz, błagam, nie rób tego. Nie zmieniaj mnie w jednego z tych potworów, nie zabieraj mi ostatniej rzeczy, która mi została. Pozwól mi wybrać.

– Cicho, maleńka, cicho. Przepraszam. Przepraszam. Przepraszam…

Kły łatwo zatopiły się w miękkim ciele. Jej krew pokazywała wszystko. Przeżył z nią jeszcze raz cały ten wieczór, godziny spędzone w odosobnieniu, poczucie opuszczenia, zdrady, ich wspólne chwile uniesień, jej miłość – gorącą, żarliwą fascynację, lęk, niepokój, miesiące upodlenia, czas bez niego, jej życie, dobre ludzkie życie złożone z dni, z których każdy może być ostatnim, chwytane garściami, radosne…Życie uchodziło z niej pomału, gasła pięknie, oddając mu wszystko, co było w niej najlepszego. Zapach kwiatów, smak wina, pierwszy papieros, lody w gorącym słońcu, pierwsze pocałunki, noce z książkami, noce z mężczyznami, dni z rodziną… Krwawe łzy płynęły po policzkach Wikinga, w Sali panowała grobowa cisza.

– Dziękuję… – Rita szepnęła. Ostatni oddech owionął jego szyję. Jej ciało stało się niesłychanie lekkie.

Eryk wstał z ciałem Rity na rękach. Nie patrząc na nikogo ze zgromadzonych, nie szukając pozwolenia u królowej, nie oglądając się na nic skierował się do zaryglowanych drzwi.

– Ale słońce już wzeszło! – młody wampir przerwał nastrój powagi. Stojący obok niego pięćsetletni indiański szaman wysunął groźnie kły.

Tysiącletni Wiking z martwą ukochaną w objęciach nie niepokojony przez nikogo ruszył w stronę Słońca.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Napisz komentarz