Wszystkiego najlepszego (hussky)  4.6/5 (5)

5 min. czytania

Źródło: Pixabay

Wchodząc na drewniane, skręcone spiralnie schody usłyszałem cichy pisk. Przystanąłem na chwilę, uważnie nasłuchując. Po sekundzie dźwięk się powtórzył. I jeszcze raz. Jakby ktoś gąbką przecierał suchą szybę. I jeszcze raz. Pomyślałem, że to dość późna pora na mycie okien. Powlokłem się w górę. Byłem niewyspany, spocony, śmierdzący, przepracowany i skołowany.

U szczytu schodów znów usłyszałem ten pisk. Tym razem był głośniejszy, jakby Marta wzięła dwie gąbki naraz.

Po tej myśli nagle całkiem otrzeźwiałem z niespokojnego zmęczenia.

„Dwie gąbki naraz…”.

Nasze fantazje seksualne. Nie różniliśmy się w swoich fantazjach od większości ludzi.

Ona z dwoma facetami, ja z dwoma kobietami. Pieprzące trójkąty. Z tym, że ja opowiedziałem ze szczegółami, jakbym widział siebie i partnerki w trójkącie. Natomiast ona nie chciała zdradzić nic więcej, poza suchym „ja i was dwóch”. Nas dwóch, czyli ja i ktoś jeszcze.

Przystanąłem sztywno na ostatnim stopniu. Znów cichy pisk. „Co za cholera…?” Ten dźwięk zaczynał mnie pomału drażnić.

Chcąc nie chcąc wyobraziłem sobie żonę w objęciach jakiegoś faceta. Faceta bez twarzy, za to ponad miarę owłosionego, barczystego, z super dorodnym kutasem. Jak stoi przy niej, klęczącej. Jak wsuwa go do jej zachłannych ust. Jak ona przesuwa dłonią po śliskim, ciężkim, grubym członku. Jak szarpie prawą ręką jej pierś. Jak ona pieści go, drugą ręką niecierpliwie przesuwając po owłosionym tyłku.

„Kurwa, naoglądałeś się pornosów…”

Choć wiedziałem, że wyobraźnia podsuwa mi same wyuzdane myśli, to jednak aż mnie zemdliło. Nie bardzo tylko byłem pewien dlaczego. Nie chciało mi się rzygać, wręcz przeciwnie, obejrzałbym taką scenę na stojąco z rozdziawionymi ustami. Zwłaszcza z żoną w roli głównej. Oczywiście nie będąc widocznym. W takim razie, dlaczego mnie skręciło? Z zazdrości? Pożądania? Namiętności? Kretyństwa?

Podszedłem do drzwi sypialni, ale były zamknięte. Przysłuchiwałem się przez chwilę, ale bez rezultatów. Dotarłem do następnych podwojów. Łazienka. Nigdy przedtem nie przypuszczałbym, że dwoje wiodących do niej drzwi to aż taki walor. Jedne wychodziły na korytarz, na którym właśnie stałem, drugie do sypialni. Ale, co najważniejsze, te drugie miały w górnej części okienko. Nie takie matowe, łazienkowe, lecz zwykłą szybę. W tej chwili bardzo się ucieszyłem, że nie zdążyłem wprawić jeszcze porządnego, matowo-kryształowego okna.

Po cichutku otworzyłem drzwi łazienki.

W tej chwili, jak obuchem, walnął mnie dźwięk puszczonej wody. Odskoczyłem, jak oparzony. „Spokojnie, to tylko woda”. Obejrzałem się błyskawicznie w stronę kabiny prysznicowej. Ktoś właśnie, w najlepsze, zaczął się kąpać. Widziałem niewyraźny cień za przyciemnionymi szybami. Sylwetka mniej więcej mojego wzrostu. „Więcej szczęścia, jak rozumu” przemknęło mi przez myśl. Ktoś wszedł tam dokładnie pięć sekund wcześniej, niż otworzyłem drzwi.

Wiedziałem, że mam tylko chwilę czasu. Wszedłem do środka i zajrzałem przez okienko drzwi sypialni.

Alkowa nie była duża. Stałem za przeszklonymi drzwiami raptem o półtora metra od małżeńskiego łoża. Ale od razu pożałowałem, że nie ja na nim leżę.

Na śnieżnobiałym prześcieradle wił się facet. Dosłownie się wił. Nie widziałem go dokładnie, bo głowę miał odwróconą w drugą stronę. Ale wyraźnie widziałem przebiegające po brzuchu i udach skurcze mięśni.

Leżał na plecach przy dolnym skraju łoża. Nogi miał podniesione i wygięte ku sobie, kolanami prawie dotykał swojej głowy, a stopy śmiesznie mu falowały nad klęczącą przed nim kobietą. Lewą dłoń wtulił w jej włosy.

Pierwsze, co zauważyłem, to jej włosy. Blond. „Dzięki Ci, że to nie Marta”. Marta była kruczoczarną brunetką. Klęcząca kobieta miała zatopione usta między szeroko rozchylonymi i falującymi udami mężczyzny, więc również nie widziałem twarzy.

„A może ma perukę?”

Przyjrzałem się kobiecie bliżej. Nie, włosy ma raczej swoje, bo wijący się facio wyrwałby chyba perukę w paroksyzmach rozkoszy. Stałem półtora metra od niej i widziałem sytuację z boku. Jej ramiona nie były tak pełne, jak mojej żony. Klęczała i miała zwieszone piersi, ale przysiągłbym, że Marta w tej samej pozycji ma dużo większe. Była podobnej wysokości, ale raczej nie była to moja żona. Kobieta przed facetem. Lizała mu pośladki i wysoko podniesioną ręką masturbowała go równocześnie.

Teraz dopiero jakaś gula w moim żołądku zaczęła się zmniejszać. „To nasza tajemnica. Nasza sekretna pozycja…” Nie zniósłbym chyba, gdyby na miejscu tej kobiety klęczała Marta.”

Gula się zmniejszała, ale oko było coraz bardziej naświetlone. Gdy uzmysłowiłem sobie, że to nie żona, zaczęło mi się bardzo podobać. Baaaardzo. Kobieta przesuwała rytmicznie dłonią po iskrzącym się, błyszczącym, naprężonym do granic członku. Jednocześnie wpychała między pośladki i wysuwała język. Wyglądała między jego udami jak równomierny, ciężki kafar. Po chwili przeszła do okrężnych ruchów językiem.

Chłonąłem widowisko, jak zauroczony. Nigdy nie sądziłem, że podglądanie może być tak pobudzające.

Nawet nie zdałem sobie sprawy, że ktoś odsunął drzwiczki prysznica. Nie miałem, w swoim zapamiętaniu, szans tego usłyszeć. Poczułem mokre ręce na policzkach i przytulające się gwałtownie od tyłu ciepłe ciało.

Zastygłem w bezruchu.

– Marta? – szum ciągle lecącej wody zagłuszył chyba mój szept.

Ciało za mną leciutko zmieniło pozycję, opuszczając ręce na mój tors. Na ciemnogranatowej marynarce widziałem błyszczące od wody dłonie, powoli rozpinające guziki.

Uniosłem oczy. Facet zdaje się, że zaczynał dochodzić. Wydał głęboki pisk, taki sam, jaki usłyszałem, wchodząc na schody. Aż mi ześwidrował uszy. I to przez drzwi. Klęcząca kobieta wzmogła ruchy dłoni.

– Marta, to ty? – jęknąłem, wpatrzony w okienko.

– Ciiii…. – nie mogłem rozróżnić, czy to żona, lecz pomału zacząłem zdawać sobie sprawę, że chyba padłem ofiarą niecnej, perwersyjnej intrygi.

Dłonie za mną rozsupłały krawat i przystąpiły do rozpinania guzików koszuli. Teraz już przez marynarkę czułem wilgoć i ciepło obejmującego mnie ciała. Przez chwilę pomyślałem „Jakim cudem to okienko jeszcze nie zaparowało?”. Oczywiście, zostawiłem drzwi na korytarz otwarte. Obejrzałem się. Jasne, że tak.

Dłonie skończyły już rozpinać spodnie. Spojrzałem w dół. Teraz rozwiązywały sznurówki i zdejmowały buty i skarpetki. Usiłowałem dojrzeć coś między swoimi nogami, ale ciemna głowa już się podnosiła. Poczułem jeszcze, jak delikatnie zjeżdżają ze mnie slipki.

Obie dłonie ujęły delikatnie mą męskość. Rzecz jasna, naprężoną jak diabli. Odciągnęły skórkę, przesunęły wskazującym palcem po wypływającej wilgoci. Zerknąłem przez okienko. „Co jest….?” Nie mogłem uwierzyć własnym oczom.

W sypialni nikogo nie było!

Rzuciłem się w tył, ale opasujące mnie ręce były silne i nieubłagane. Masturbowały mnie lekko, przez co zaczęły mi drżeć mięśnie ud. Wyrzuciłem ręce w tył, ale dotknąłem niewątpliwie kobiecego, miękkiego, kojącego ciała.

W tym momencie drzwi na korytarz szeroko się otworzyły. Nie wierzyłem. To jakiś miraż, halucynacje po ciężkim dniu? Teraz dopiero wywinąłem się opasującym mnie rękom. Spojrzałem w szafirowe, przepastne, kochające oczy żony, stojąc jak idiota z wielką, nieukrywaną erekcją.

– Wszystkiego najlepszego w dniu imienin – zaszemrało spod drzwi i wysunęły się dwie dłonie. Powiesiły na moim stojącym, jak maszt członku papierową torebkę.

Spojrzałem na naszych przyjaciół, Izabelę i Stefa, czując się jak ostatni wariat.

Ale to chyba oni byli bardziej wariatami. Włącznie z Martą!

– Popsikaj się tym, jak wyjdziesz z kąpieli. Na prawdziwy prezent zapraszamy do sypialni.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Czytałem, zastanawiając się, czy opowiadanie dołączy do serii cuckold, o której wspominała Emilia pod jednym z niedawnych tektów i… bezimienny bohater pozostanie jednak poza tym gronem (tak, wiem, wystarczyło spojrzeć na tagi, ale po co psuć sobie niespodziankę?). Poza tym plan żony przedni 🙂

Tak, tym razem udało nam się uciec spod cuckoldowego topora 🙂 Wygląda na to, że przerwaliśmy pewien trend. Zobaczymy, kiedy znów weń wpadniemy!

Pozdrawiam
M.A.

Napisz komentarz