Nie daj mi uciec… (K.)  4/5 (11)

11 min. czytania

Źródło: Pixabay

A zaczęło się tak niewinnie… W zasadzie nie „to” się zaczęło, tylko ja zaczęłam… śledzić Jego wypowiedzi na forum. Najpierw były opowiadania, jeszcze dawno temu na Dobrej Erotyce. Dużo czytania, fascynacja klimatem w jaki wprowadzał, ale nic więcej, bez skupiania się nawet na autorze. Potem forum. Moją uwagę przykuwały wypowiedzi jednego użytkownika. Do bólu wyważone, zawstydzająco inteligentne. Czarował słowami, fascynował, przyciągał mnie co dnia. Wracałam do Jego wypowiedzi i czytałam je ponownie i ponownie…

Niewinny, ukryty między słowami flirt, rozmowa domysłami, ale jeden post – tak oficjalny. Jawne zaproszenie do zabawy… „Zagrajmy więc, jestem przekonana, że przy Tobie można tylko wygrać.”

***

Rozmowa jakich wiele, a jednak tak różna. Początek tygodnia i jego słowa – Widzimy się w następny piątek. – Moje prychnięcie i szyderczy uśmiech były komentarzem. „W życiu się nam nie uda, no nie ma takiej możliwości. Nie wierzę, kropka!” Ale jednocześnie durna nadzieja uwiesza się szansy pazurami i zębami, zaczyna odliczać dni do spotkania… którego nie będzie, ale policzyć przecież można, czyż nie? Sekundy ciągną się jak minuty, minuty jak godziny… dni to cała wieczność… Ostatkiem sił uciszana wyobraźnia zaczyna podpowiadać obrazy… „Zgiń, przepadnij! Żadnych planów. Co ma być, to będzie…”

***

Pociąg. Jadę… jednak jadę. Nie znam tej trasy, nie wiem, jak daleko jeszcze. W wyobraźni jestem już przy Nim… Melduję, że jestem w drodze. Sms to jednak niezły wynalazek. Przychodzi odpowiedź: – Będę czekał w głównej hali dworca. – Nie ma odwrotu. Nie chcę odwrotu. Czytam kolejny raz to samo zdanie w książce i nic do mnie nie dociera. Zamykam ją i chowam do torby. Słuchawki w uszach  Zapatrzona w migające za oknem pociągu światła, odpływam przy dźwiękach „Like a stone” Audioslave. Ten głos. Uwielbiam, kiedy Chris śpiewa.

Warszawa. Trzeba wysiąść z pociągu i iść. On czeka. „Uspokój się, serducho, proszę cię…” Jeszcze schody, jeszcze tylko jedne drzwi. Krew huczy w skroniach. „Oddychaj…”

Jest! Napotykam ciemne oczy, Jego twarz rozjaśnia uśmiech, idę niby pewnie, ale nogi jakby nie moje. „Serce, na Boga, ciszej bo cała hala nas słyszy…” Kiedy ja pokonałam tę odległość? Moje usta na Jego policzku, delikatne muśnięcie, jak On pachnie! „Spokój serce, już dobrze…”

***

Spacer Nowym Światem. Dawno tu nie byłam. W tak miłym i gadatliwym towarzystwie nigdy. Mam wycieczkę z prywatnym przewodnikiem. Uwielbiam, jak ktoś opowiada z pasją, aż się Go chce słuchać bez końca, choć historia to przecież nie mój konik. Dobrze mi w Jego towarzystwie, tematy same płyną, cisza jest lekka, nie zalega, nie dusi, można iść i się rozglądać. Wyremontowane kamienice – niektóre przepiękne. Odtworzone fasady, strzeliste pilastry, nowoczesne, ale pasujące do całości okna. Niektóre niestety kiczowate, przesłodzone, przesadzone – gdzie był konserwator zabytków, gdy to remontowali? Nie wierzę, że to nie są zabytki… Czuję, jak spogląda na mnie z boku, obserwuje, ocenia? Milknie i patrzy. Miło…

***

Siedzi naprzeciwko mnie i znów nic nie mówi, tylko patrzy. Fantastyczne uczucie. Jakby we mnie czytał. „Nie patrz już tak, nie trzymaj mnie dłużej tutaj, zabierz mnie tam, gdzie mogę być Twoja – dziś chcę być tylko Twoja…” Ale to nie mój, a Jego hipnotyzujący głos mówi – Mam na ciebie ochotę. –  Niedopite piwo zostaje na stoliku. Wychodzimy…

***

Panorama Warszawy nocą. Jadące samochody przestają istnieć. Jest tylko On, Jego ręka między moimi nogami, Ugryzienie na moim policzku. Mruczy… Czy ktoś to widzi? Tą rękę, gdy dotyka? Gdy bada? Ten język liżący? Niech widzi… Niech patrzy… Ja się będę tym sycić, karmić emocjami, tym, że On ma mnie tu – jak swoją własność, choć przecież jeszcze nie…

***

Brama, podwórko, klatka schodowa, jeszcze jeden zamek i już… Jego teren. Ja jestem zdobyczą, ofiarą, którą łowca przywlókł do legowiska. Nie, nie przywlókł. Sama za Nim przyszła, zafascynowana, gotowa…

– Chcę, żebyś się czuła swobodnie, jak u siebie. – mówi i uśmiecha się. Przepięknie się uśmiecha. – Zapal świeczki. – podaje mi zapalniczkę. Mówiłam mu, że się panicznie boję ognia? Nie… nie mówiłam. No to do dzieła, przecież nie przyznam, że dorosła kobieta ma na pieńku z żywiołem, który rządzi jej znakiem zodiaku. A jednak mówię. Słyszę siebie, swój głos, który opowiada o tym, jak w akademiku… śmieje się ze mnie, tak dobrotliwie śmieje. – Walnięta jesteś. – mówi, ale patrzy z troską, czy radzę sobie z tymi przeklętymi świeczkami. Nic nie robi a wiem, że pilnuje. Czuję się… zaopiekowana – tak, to dobre słowo.

***

Czerwone wino rozlewa się ledwo wyczuwalną słodyczą po języku. Znowu patrzy i nie mówi nic. Cholera, gdzie jest jakaś instrukcja? Słownik spojrzeń? Cokolwiek. Nienawidzę nie wiedzieć, nie cierpię nie rozumieć. A tu nic… Choć przez moment zajrzeć Mu do głowy, spojrzeć na to Jego oczyma…

***

Stoi za mną. Rozbiera powoli, z rozmysłem. Guzik po guziku, jakby smakował spojrzeniem każdy centymetr skóry wychylający się spod odsuwanego materiału. Jego dotyk parzy, odbiera oddech. Bluzka jest już przeszłością. Biustonosz też. Staje za mną i znowu nie mówi nic. Wyciągam do tyłu ręce na ślepo, ale nie pozwala się dotknąć, umyka. Żeby chociaż móc spojrzeć Mu w oczy, spróbować wyczytać, co teraz myśli. Podoba Mu się to, co widzi?

Obchodzi mnie dookoła, jakby oceniał. Niezauważalnym ruchem rozpina mi pasek. Jeszcze tylko suwak, i już moje spodnie suną w dół. Przez moment czuję Jego ciepły oddech na brzuchu. Kuca przede mną i patrzy mi w oczy. Stoję przed Nim jedynie w pończochach, ale nie czuję wstydu, nie ma skrępowania, jest zaciekawienie i podniecenie…

***

Wracam z łazienki. Siedzi na fotelu z kieliszkiem wina w dłoni. – Połóż się. – gestem wskazuje mi błękitny kocyk na podłodze przed Nim. Spełniam polecenie z myślą, że właśnie oto zaczęło się. To, co wizualizowałam niezliczoną ilość razy – tej nocy będzie miało miejsce. Czuję radość. Zaskoczona stwierdzam, że cieszy mnie co innego. Jak nigdy przedtem czuję – nie ważne „że”, ważne „z kim”. Oto On. Ten, który mnie zafascynował, oczarował, porwał, jestem tu z Nim i dla Niego. Pragnę, by robił ze mną rzeczy, na które nie pozwoliłabym nikomu innemu. Plecy opierają się o miękkość polaru, głowa opada na podłogę, nogi same automatycznie się rozsuwają, kolana szeroko. „Ty bezwstydnico!!”  Zamiast wstydem, płonę ogniem podniecenia. Po raz kolejny zaskakuje mnie naturalność sytuacji…

***

– Pieprz się. – pada kolejne polecenie. Nie widzę Go. Klęczę wypięta w jego stronę, miękkość koca pieści policzek. Kolana mi się rozjeżdżają, bark świdruje dokuczliwy skurcz. Ciekawe jak to wygląda z Jego perspektywy. Moje palce we mnie. Nie dają mi przyjemności, nigdy tak nie lubiłam, a mimo to radość z posłuszeństwa, z bezwstydności zastępuje wszystko.

***

Polecenia, jedno za drugim, wykonywane bez zawahania. Podniecają. Podnieca Jego głos, podniecają słowa, kręci posłuszeństwo, On mówi – ja słucham, On rozkazuje – ja wykonuję, współpraca idealna… – Wstań, przodem do ściany, ręce nad głowę. – Staję więc, zimno ściany chłodzi rozgrzany policzek. Choć prawie się nie ruszam, prężę się jak klacz na wystawie, chcę się Mu podobać, chcę być dla Niego piękna. Cisza dzwoni w uszach. Słyszę jak oddycha, jak pije wino, jak odstawia kieliszek, stoję…

– Piękna jesteś, wiesz?

– Nie, nie wiem…

***

Jego oczy… ciemne, uważne, wpatrzone. Płomyk świecy wzbudza w nich demoniczne odblaski. Tonę w Nim… Tonę pomału, jak w ruchomych piaskach od pierwszych chwil w hali dworca… Nie miotać się, zachować spokój… a On siedzi i nic nie mówi, patrzy tylko… nieodczytywalny dla mnie… nieodgadniony. „Dlaczego tak mi tu dobrze?” Jego dłoń na moim policzku. Parzy, a jednocześnie koi.  „Tak… tu i teraz… u Jego stóp – dobrze mi.”

***

Przed Nim na kolanach. Jego lewa dłoń wędruje mi na kark, ciepła, delikatna, ale władcza. Palce zbierają włosy i pewnie chwytają, minimalne pociągnięcie powoduje, że odchylam głowę do tyłu, patrzę Mu prosto w oczy. Sześć lat uczę mojego męża, jak to zrobić dobrze. Bez skutku… Czemu prawie obcy mi facet przy pierwszym podejściu robi to tak idealnie? „Trzymaj! Nie puszczaj! Tak mi tu dobrze u Twoich stóp i tak się boję, nie daj mi uciec.”

Błysk w oku, wpatrzona w ciemną toń Jego spojrzenia kątem oka widzę unoszącą się dłoń. „Co Ty wyprawiasz? Nie chcesz mnie chyba uderzyć? Nie chcesz… proszę powiedz, że nie… wiesz przecież, jak bardzo się boję. Ale Ty chcesz prawda? Nie tylko chcesz, zrobisz to…” Rozmawialiśmy o tym przecież. Powiedziałam Mu kiedyś, że będzie moim skokiem na głęboką wodę. Nawet nie wie jak bardzo nim jest…

W zwolnionym tempie widzę, jak Jego ręka opada i …plask… Odruchowo zamykam oczy.

Przez zaledwie moment w głowie rozbłyska mi czerwony obraz i zapala się ostrzegawcze światełko. Ale jak tylko spoglądam na Niego zauważam minimalne drgnięcie kącika ust – prawie nie dał po sobie poznać, ale czuję, że uśmiecha się całym sobą.

– Zamknij oczy.

Nie chcę, ale zamykam. Wiem co nastąpi dalej. Dłonie zaciskają się kurczowo na oparciach fotela. Napinam się cała, choć jeszcze nic się nie dzieje. Plask… Czerwony dywan. Plask… Sprzączka od spodni… Plask… Wściekłe spojrzenie i uniesiona ręka… Obrazy przemykają pod powiekami… niechciane, odepchnięte dawno, teraz wracające jak lawina… „Proszę, pozwól mi otworzyć oczy, chcę widzieć Twoje spojrzenie. Chcę widzieć, że nie dzieje się nic złego.” Strach chwyta za gardło. Podpowiada złe obrazy, mami. Plask… „Dość!!”  Zaczynam panikować, delikatny chwyt na karku zmienia się nagle we wściekłe szarpanie, wcale nie tak mocne policzki w bicie na oślep w amoku, za dużo, za mocno, za bardzo… Instynkt podpowiada, żeby walczyć, uciekać. Ta bardziej opanowana część mnie analizuje okoliczności i możliwości – bluzka na fotelu, spodnie na podłodze, kurtka na wieszaku przy drzwiach, torbę złapać w biegu, byle dalej, uciekać póki czas…

I nagle słyszę swój głos, który mówi „Za mocno”. Jego ręka zawisa w powietrzu. Wściekłość miesza się we mnie ze strachem, w gardle rośnie gula. Spoglądam na Niego i czuję, jak łzy cisną się do oczu. A On patrzy i spokojnie mówi – Nie, nie za mocno.–  Nie mogę wydobyć z siebie głosu, więc tylko kiwam głową, że tak, że za mocno, a On gładzi mnie ręką po dopiero co uderzonym policzku.

– Nie tu Cię boli, ale tu – i pokazuje na moją głowę. Dlaczego on to wie? Skąd? Patrzę mu w oczy i szukam ratunku, bo tonę w rozpaczy. „Tak, tu mnie boli. Boli mnie moja przeszłość. Bolą mnie wspomnienia. Boli mnie palący strach. Boli mnie, że nie umiem nikomu zaufać, że w każdym geście dopatruję się ataku..”.  Bolą mnie nogi napięte do granic, gotowe by odskoczyć, szarpać się, biec przed siebie. Bolą mnie zaciśnięte dłonie, z paznokciami wbitymi w ich wnętrze. W tym wszystkim chyba najmniej boli mnie poniżenie… Zapadam się w sobie ale On rzuca mi koło ratunkowe. Cichy głos dociera do mnie z oddali: – Chodź, przytul się do mnie. – A ja uczepiam się tej ostatniej deski ratunku i doskakuję do Niego z impetem mogącym połamać żebra. I dopiero wraz z ciepłym dotykiem Jego dłoni, moim policzkiem wtulonym w Jego tors i  uspokajającym biciem serca wracam do „tu i teraz”. Dopiero wtedy dociera do mnie, że nic złego się nie dzieje. „Jak łatwo mnie rozsypać…”

***

Rozmawiamy. Też mi rozmowa… On mówi, ja potakuję i pociągam nosem… Łzy jak grochy płyną mi po policzkach, gardło mam ściśnięte. Ostatkiem sił powstrzymuję rozsadzający piersi szloch. On mówi o bezpieczeństwie w związkach międzyludzkich, o jakiejś dawnej dyskusji, w której zastanawiano się, czy chronić osoby uległe, jak je chronić. A ja siedzę przed Nim, z brodą na Jego kolanie i przeżywam po raz kolejny feralny wyjazd do Krakowa. Bierze moją twarz w dłonie i przejeżdża kciukami po powiekach. „Łapy precz! Rozmażesz mi tusz… Pewnie i tak już spłynął… Wiem, ma być rozmazany… Obraz nędzy i rozpaczy.” Wstyd mi, że się tak mazgaję, ale rozsadzają mnie emocje. Mam ochotę krzyczeć i wyć, żeby dać im ujście. Mam ochotę opowiedzieć Mu wszystko, minuta po minucie, a jednocześnie zepchnąć to z powrotem głęboko w podświadomość i już nigdy nie wracać do tematu. Patrzy na mnie z troską.

– Nie bój się, tego już nie ma.– Jego ciepły głos uspokaja. Zdaję sobie sprawę z tego jak kurczowo trzymam się Jego nogi, czy On to zauważył?

***

– Podejdź do łóżka, uklęknij, nogi szeroko. Dobrze, wypnij się dla mnie. – Szorstka narzuta drapie twarz, drażni sterczące w nieustającym podnieceniu sutki. Klęczę wypięta, otwarta, oczekująca. Ale On się nie spieszy. Delektuje się. Zamykam oczy i nasłuchuję. Staram się wyłapać każdy szmer. Krok, drugi, trzeci, sprzączka, cichy szelest materiału spodni po skórze, bielizna… Nie widzę, ale czuję, że stoi za mną. Podskakuję, kiedy jego dłoń niespodziewanie dotyka mojego pośladka. Jestem cała tłusta od oliwki, śliska. Jego dłoń przemyka gładko po skórze.

Klęka za mną, nadal się nie spieszy, a ja się gotuję. Poczuć Go już w sobie, oddać resztę siebie. Czuję Jego sztywność na pośladkach, dłonie na biodrach, drażni się ze mną, pewnie bawi go moje napalenie, a ja się prężę jak kotka w rui. Cierpliwość nie jest moją mocną stroną. „No weź mnie już, na co czekasz.” Ale to On tu nadaje tempo, jest panem sytuacji, ja mogę tylko starać się podążać za Nim.

***

Podążam więc, kierowana Jego głosem, Jego spojrzeniem, dłońmi i własnym instynktem.

– Uklęknij na łóżku, dłonie na ścianę.– Zapadam się kolanami w miękkość siedziska. Wypinam bezwstydnie w Jego stronę, pragnę Go okrutnie. Klęka za mną, jedną ręką łapie za gardło, wgryza się w mój kark. Przed oczami staje mi ujęcie z niedawno oglądanego filmu przyrodniczego. Lew kopulujący z lwicą. Koty tak robią – samiec przytrzymuje samicę za kark zębami. On mnie nie musi siłą zatrzymywać, podnieca mnie wizja zwierzęcego seksu. Bez zbędnych obietnic, dorabiania filozofii, usprawiedliwiania. Pieprzenie dla radości pieprzenia. Zawieszona na skraju orgazmu czuję gorącą falę spływającą mi po nogach. Ogromna, mokra plama na narzucie niemo świadkuje mojej przyjemności. Tak, teraz mi wstyd…

***

– Rznij mnie suko, kurwo. – dysonans pomiędzy ostrością słów a ciepłem głosu i spojrzenia, delikatnością dotyku. Rżnę więc. Nie ma mnie, jest tylko rżnący automat. Cała jestem skupiona na Nim, na Jego przyjemności. Wpatruję się w Jego twarz, szukam sygnałów. Dobrze Mu? Mam ochotę złapać Go za włosy, wpić się w Jego usta i odebrać Mu dech. „Co mnie do cholery powstrzymuje?”

Jego dłoń raz po raz spada na moje pośladki, klapsy odbijają się echem po pokoju. Obity tyłek piecze żywym ogniem, nogi mdleją z wysiłku, ale wytrwale ujeżdżam spięta jego spojrzeniem jak ostrogami, poganiana. Jego spełnienie jest moją nagrodą. Przytula mnie i długo nie wypuszcza z objęć. Zasypiam wtulona w jego ciepłe plecy…

***

Budzik dzwoni. Świt zagląda przez zasłony. Czas się zebrać, pociąg nie będzie na mnie czekał. Silna ręka obejmuje mnie i nie puszcza. „Pociąg, muszę zdążyć na pociąg.” Wtula mi się w plecy i gryzie w ucho. Sztywnym kutasem dźga w udo. Jak ja uwielbiam takie pobudki! Jeszcze nie do końca przytomna wciskam pośladki w Jego podbrzusze. „Jakie zajęcia mam pierwsze? Mogę odpuścić?” On wie doskonale, co mi się w głowie kotłuje, jak się miotam pomiędzy Nim a obowiązkami.

Leżę na brzuchu, dłońmi próbuję trzymać się łóżka. Jego silne, jednostajne pchnięcia hipnotyzują, zawieszają na granicy ekstazy i trzymają tam na uwięzi. „Gdzieś powinnam iść… Pociąg? Jaki pociąg…”  Uwielbiam, kiedy mnie tak bierze…

***

Taksówka już czeka. Ostatnie spojrzenia, ostatnie stłumione przekleństwo w stronę za krótkiej nocy. Wtulam się w Niego, jakby to coś mogło zmienić. Wiem. Już wiem, że będę cholernie tęsknić. W głowie mętlik, demony wypuszczone z klatek…

Zamyka moją twarz w dłoniach i całuje na pożegnanie. Czułość, ciepło, bezpieczeństwo. Dziękuję…

***

Pociąg. Wracam. Jest widno, dziś mogę podziwiać krajobrazy przesuwające się za oknem. Niewidzące oczy śledzą drzewa i domy, ale tak naprawdę jestem tu tylko ciałem, Umysł jeszcze lewituje w oparach żądzy i spełnienia. Jeszcze jestem z Nim w małej kawalerce, spoglądam Mu w oczy z poziomu podłogi. Zmęczenie daje o sobie znać. Oczy same się zamykają, jednak sen nie przychodzi. Pod powiekami migają obrazy z ostatniej nocy. Niesamowite emocje. Telefon. Jego ciepły głos żegna. Czas wrócić do rzeczywistości. Słuchawki w uszach. Tori Amos cichutko śpiewa „Why do we crucify ourselves…”

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Ujmująca relacja ze spotkania uległej kobiety z dominującym mężczyzną. Ona po traumatycznych przejściach, a jednak wciąż spragniona tego, co przecież przywołuje złe wspomnienia. On brutalny, ale gdy trzeba, empatyczny. Ich życie prywatne pozostaje gdzieś za drzwiami. W tej ograniczonej przestrzeni są tylko oni, zjednoczeni choć na parę chwil. Nawet jeśli ceną okaże się tęsknota, której nigdy w pełni nie zaspokoją.

Autorka (mimo tajemniczego inicjału jestem pewna, że to kobieta) opisała całe zdarzenie z dużą subtelnością i poetyckim wyczuciem. Rzadko kiedy zdarzają się takie opowiadania bdsm.

Napisz komentarz