Hinduska (londynczyk)  3.74/5 (9)

17 min. czytania

ValkyienStudio, „Goddess Kali 002”, CC BY-NC-ND 3.0

Poniższe opowiadanie pierwotnie zostało opublikowane na łamach portalu Dobra Erotyka 31 października 2010 roku.

Historia, którą chcę opowiedzieć miała miejsce w Londynie, dokąd pojechałem wraz z pierwszą falą polskiej emigracji tuż po przyjęciu Polski do UE. Byłem w o tyle lepszej sytuacji, że nie jechałem tam stać na zmywaku (a właściwie nie tylko stać na zmywaku), ale przede wszystkim rozpocząłem studia w instytucie badań nad rakiem, gdyż dostałem stypendium na University of London..

Będąc młodym, jurnym i wysportowanym facetem, od razu zacząłem się rozglądać w miejscowym „towarze” – i musiałem przyznać rację opiniom, które słyszałem wcześniej, mówiącym jednoznacznie, że Angielki są koszmarnie brzydkie. Te w Londynie przynajmniej jako tako o siebie dbały i odpowiednim strojem i makijażem maskowały te wady, które dawało się zamaskować. Kiedyś wybraliśmy się jednak na prowincję, gdzie miejscowe baby, nie dosyć że brzydkie, okazały się dodatkowo obrzydliwie roztyte i zaniedbane.

Tak więc większość moich polskich kumpli (jak również brytyjskich) gustowała w Polkach – ślicznych, wesołych, sympatycznych, a do tego coraz obficiej nad Tamizą występujących. Tymczasem ja, na uniwerku, miałem ciągle kontakt z dziewczynami z całego świata – Azjatkami, Murzynkami, Latynoskami i wszelkiego rodzaju Metyskami i Mulatkami. Z czasem ta egzotyka coraz bardziej zaczęła mnie pociągać. Najbardziej zafascynowała mnie pewna studentka medycyny, jak się później okazało Hinduska. Była po prostu zjawiskowa – miała skórę czarną jak heban, niemal jak Murzynka, ale włosy proste i zupełnie nie murzyńskie rysy twarzy. Przede wszystkim wyróżniało ją boskie ciało – najpiękniejsze i najbardziej idealne piersi, jakie w życiu widziałem, duże, ale nie obwisłe, idealnie okrągłe jak dwa wielkie jabłka, zawsze ciasno opięte bluzką lub podkoszulkiem. Do tego okrąglutki tyłeczek o idealnych wymiarach i wcięcie w talii, na widok którego facetom gotuje się krew. I oczywiście nogi – zawsze w szpilkach, idealne, krągłe, hebanowe, „na widok których najbardziej zatwardziałym pedałom stawały pały”, że zacytuję jednego z wieszczy.

Założę się, że doskonale wiedziała jaka z niej seksbomba – nosiła się elegancko, zawsze w spódnicach (tuż przed kolano lub do kostek, niezmiennie jednak idealnie obcisłych), zazwyczaj w eleganckiej damskiej marynarce, pod którą najgłębszych tajemnic broniła obcisła bluzka. Nigdy nie nosiła ciuchów wulgarnych, wyzywających, i rzadko kiedy zaszczycała spojrzeniem takich śliniących się na jej widok facetów jak ja.

Powinienem powiedzieć jeszcze coś o jej rysach twarzy, bo w sumie to one z początku mnie zafascynowały. Miała czarne jak noc, sięgające ramion proste włosy, duże oczy – często na wpół przymknięte, jakby melancholijne… Dość duży nos, który z początku wydawał mi się drobną niedoskonałością, i szerokie usta, choć nie miała grubych warg jak Murzynki (co też z początku uznałem za wadę). Rzadko się uśmiechała, ale gdy już to robiła, całość – nos, usta, oczy – komponowała się w doskonałą całość, melancholia znikała ze źrenic, a na jej miejsce pojawiały się tajemnicze i niebezpieczne iskierki.

Przez długi czas nie zwracała na mnie najmniejszej uwagi, mimo że starałem się dyskretnie wkręcić w życie dziewczyny, dobierając sobie zajęcia tak, żeby mijać się z jej grupą przy laboratoriach, jadać w tych samych godzinach i bywać na tych samych imprezach. Nic z tego jednak nie wychodziło, a gdy raz próbowałem zagadnąć, nie odpowiedziała ani słowem, tylko uśmiechnęła się z wymuszoną uprzejmością i poszła w swoją stronę. Nie jestem przygłupem ani nowicjuszem, więc wiem, że najgorszym sposobem na zdobycie tego typu dziewczyny jest pakowanie się z buciorami w jej życie. Jeśli taka na początku zaszufladkuje cię jako natręta, później już nic u niej nie wskórasz. Przyczaiłem się więc i czekałem na właściwą okazję – najwyraźniej jeszcze mnie nawet nie zauważyła, więc miałem wszystkie opcje otwarte.

Zdążyłem zaprzyjaźnić się z Oksaną, śliczną Rosjanką z jej grupy laboratoryjnej, z którą często jadaliśmy razem na przerwach posiłki i rozmawialiśmy o rodzinnych, słowiańskich stronach. To była moja przepustka do otoczenia Thulasi (już zdążyłem się dowiedzieć, że tak ma na imię), ale na razie unikałem zaproszeń na te same imprezy i na te same wycieczki, na których mogła być moja Hinduska. Nie chcąc spłoszyć zdobyczy, czekałem na jak najlepszą okazję.

I jak się okazało postąpiłem ze wszech miar słusznie – okazja sama wkrótce wpadła mi w łapy. Zaczęło się od tego, że mój kumpel, Brytyjczyk Brian, zauważył mnie kiedyś z Oksaną i był całkowicie oczarowany. Uparł się, że mam go z nią umówić, na co zgodziłem się ze wzruszeniem ramionami. Zupełnie zbaraniałem, gdy Oksana powiedziała:

– Jasne, chętnie wyskoczę z nim do teatru, pubu, czy gdzie tam chce. Ale nie pójdę sama, wezmę moją kumpelkę Hinduskę, jej chłopak ostatnio na stałe wyjechał do Indii i jest wyraźnie samotna i smutna. Musisz więc załatwić i dla niej randkę, niech się dziewczyna rozerwie.

Zaskoczony wymamrotałem pod nosem, że sam chętnie będę jej randką i umówiliśmy się na piątkowy wieczór do teatru. Obie dziewczyny wyglądały zabójczo. Na szczęście Brian w ogóle nie czuł pociągu do egzotycznej urody, zresztą nie raz przy wódce mówił, że „po ciemku nie ma żadnej różnicy”.

Po teatrze poszliśmy do pubu. Rozmawialiśmy sporo, jednak Brian i Oksana najwyraźniej przypadli sobie do gustu, bo coraz mniejszą uwagę poświęcali nam. Ja z Thulasi rozmawiałem dość oficjalnie, nie mieliśmy wspólnych tematów poza naszą dziedziną wiedzy, medycyną. Mówiła, że to dlatego, iż nie ma czasu na nic poza nauką, bo studiuje jednocześnie medycynę i farmację.

W końcu Brian i Oksana wpadli na pomysł, żeby iść na dyskotekę. Ku mojemu rozczarowaniu Thulasi nie była chętna na taki wypad, podziękowała za miły wieczór i poprosiła, żebym ją odprowadził do domu.

No nic, pomyślałem, przynajmniej się poznaliśmy, może mnie polubiła, w każdym razie „moja stopa była w drzwiach”, jak mawiają na wyspach. Było około 21:30, gdy szliśmy do jej akademika. W sumie teraz rozmowa zaczęła się kleić, opowiadała o swoim kraju, że pochodzi z południowej, drawidyjskiej części Indii, gdzie mieszkają najstarsze społeczności, nigdy nie podbite przez jasnoskórych Arjów i muzułmanów.

Gdy doszliśmy pod jej akademik, poprosiła mnie, żebym wszedł do środka, napił się herbaty, a przy okazji pomógł jej przesunąć ciężki mebel. Znów totalnie zbaraniałem – wiele razy byłem na randkach i wiem, kiedy można się spodziewać zaproszenia na herbatkę do dziewczyny, i kiedy skończy się to na 100% w łóżku. To nie była tego typu randka, byliśmy na stopie dość oficjalnej, nie było między nami tych fluidów, które zawsze się wyczuwa, gdy idzie się odprowadzić laskę mającą ochotę na ostrą jazdę. Pomyślałem w końcu, że może rzeczywiście chodzi tylko o ten mebel.

Jej pokoik w akademiku był mały, ale bardzo schludny. W kącie stało łóżko, nad głową którego wisiało wielkie lustro. To było coś, ale najbardziej zaskoczył mnie wielki, naturalnych rozmiarów posąg bogini Kali trzymającej stopę na zwłokach swojego męża, Sziwy.

Okazało się, że to ten „mebel” wymagał przesunięcia. Z niemałym wysiłkiem ustawiliśmy go u stóp łóżka, tak że w sumie patrzył we własne odbicie w lustrze.
Wreszcie usiadłem i Thulasi zrobiła herbatę. Zaczęła mi opowiadać o posągu:

– Wiesz, ta poza przedstawia boginię Kali z ciałem jej męża, lorda Sziwy, najpotężniejszego z hinduskich bogów. Ale jak widać, cała jego potęga nie uchroniła go przed śmiercią z rąk żony. Bo tutaj Kali personifikuje pierwotną moc, kobiecość dziką i niebezpieczną, pożądanie, które spala na popiół… – W oczach Thulasi iskierki coraz bardziej się rozżarzały. – W Indiach wiele kobiet ma bardzo ciężkie życie. Mężczyźni mają pełnię władzy, ojcowie decydują za kogo wydać córkę za mąż, bez pytania jej o zdanie. Często młoda dziewczyna trafia do starego, zwyrodniałego mężczyzny tylko dlatego, że ten zgodził się na niski posag. Kobiety są w moim kraju traktowane jak zwierzęta, bite, gwałcone… wtedy modlą się do Kali. Do Kali, która pokonała swojego wszechpotężnego męża i tańczyła na jego zwłokach. I jeśli okrutni mężowie się nie opamiętują, często sami kończą jak Sziwa…
Popatrzyłem na posąg – bogini była czarna, wyrzeźbiona z hebanowego drewna, miała idealne piersi (to chyba cecha narodowa Hindusek) i doskonałą figurę. I tryumfowała. Na szyi miała naszyjnik z ludzkich głów (wyglądały niepokojąco prawdziwie), poza tym była całkowicie naga. Miała sześć ramion z jakimiś mieczami…

Poczułem, że kręci mi się w głowie. Obraz rozmywał mi się przed oczami. Dźwięki brzmiały, jakbym był głęboko pod wodą. Popatrzyłem rozpaczliwie na Thulasi… w jej oczach jarzyły się płomyki, a na ustach miała przepiękny, szeroki uśmiech…

– Smakowała Ci herbata? – zapytała i straciłem przytomność.

Otwarłem oczy. Czucie w reszcie ciała wracało mi bardzo powoli. Uświadomiłem sobie, że leżę nagi na łóżku Thulasi, na wznak, a wokół ustawione są świece i kadzidełka. Szybko rozpoznałem te zapachy – dziewczyna paliła w kadzidełkach haszysz, marihuanę, i chyba nawet opium. Dym tych narkotyków wypełniał pokój półprzejrzystą mgiełką, już zaczynałem czuć ich działanie. Lampy były wyłączone, jedyne światło padało ze świec i żarzących się kadzidełek, w blasku których wielki posąg bogini Kali wyglądał jeszcze bardziej demonicznie. W tle słyszałem mroczną, tajemniczą muzykę, która składała się właściwie wyłącznie z powtarzanej w kółko przez chór mantry „ommmmm” i jakiegoś nieokreślonego, budzącego niepokój tła muzycznego…

„Boże, ale ta laska ma dziwną jazdę…” pomyślałem otumaniony środkiem nasennym i oparami narkotyków. Wtedy mój wzrok się zogniskował…. zobaczyłem, że okrakiem na mnie siedzi naga Thulasi, z zamkniętymi oczami, lekko uchylonymi ustami, na szyi ma łańcuch z kwiatów, spod którego wyglądają cudownie idealne piersi… czułem, że mój członek w silnym wzwodzie opiera się o rowek między jej pośladkami. Słyszałem, że cichutko mruczy jakąś mantrę lub modlitwę… Wtedy popatrzyłem na jej ręce, uniesione wysoko do góry, i od razu oprzytomniałem. W rękach miała nóż – jego krótkie, szerokie obustronne ostrze błyszczało w świetle tych wszystkich świec i kadzidełek. Widziałem, ze to ostrze zaraz wbije się prosto w moje serce.

Jak wspomniałem, od razu oprzytomniałem – błyskawicznie zareagowałem i udało mi się chwycić jej nadgarstki, gdy ostrze było 2 centymetry od mojego mostka. Otwarła oczy, uśmiechnęła się i powiedziała:

– Za wcześnie się obudziłeś…

Zacząłem się z nią szarpać, ale za nic nie chciała wypuścić noża. W końcu przetoczyliśmy się i znalazła się pode mną, objęła mnie nogami… i znów się uśmiechnęła, tym razem tryumfująco. Czułem jak ogarnia mnie zwierzęce pożądanie – musiałem ją mieć, teraz, natychmiast, na oczach jej bogini, w tych oparach narkotyków i szaleństwa.

Z całym impetem włożyłem jej mojego stojącego na baczność generała, uśmiechnęła się i westchnęła z podniecenia, na wpół przymykając przy tym zmysłowo oczy. Jej obejmujące mnie nogi przyciągały mnie i oplatały, była wilgotna i podniecona. Nie chciała jednak wypuścić z rąk noża, próbowałem jej go wyrwać, jednocześnie coraz mocniej ją posuwając. W szamotaninie zerwał się i spadł jej łańcuch z kwiatów, w końcu wyrwałem jej nóż i rzuciłem na podłogę. Wreszcie mogłem puścić jej ręce i chwycić te wspaniałe, wymarzone przeze mnie piersi. Natychmiast wbiła mi się pazurami w plecy, przyciągała mnie coraz mocniej, drapiąc, dysząc i podniecająco pojękując. Oszalały z podniecenia i narkotyków posuwałem ją coraz mocniej, a ona dyszała mi tuż przy uchu, od czasu do czasu przygryzając jego płatek. Jedną ręką pieściłem wspaniałą pierś – była taka jak ją sobie wyobrażałem, o cudownie idealnym kształcie, miękka ale nie obwisła, jej sutek od razu zareagował stwardnieniem. Pieściłem ją więc i miętosiłem, drugą ręką obejmując w talii, żeby mi się nie wyślizgnęła podczas coraz szybszego rżnięcia – obłapiałem przy tym wspaniałe pośladki, ugniatając je i ściskając – były doskonałe, idealnie okrągłe, sprężyste i gładkie.

Nie mogłem tego długo wytrzymać, ona chyba zresztą też nie. Czułem nadchodzący orgazm, a Thulasi zaczęła drżeć, oplotła mnie nogami, wbiła mi szpony w barki, jej plecy wygięły się w łuk. Zacisnęła oczy, z jej ust nie wydobywały się już zmysłowe westchnienia i pojękiwania, teraz przy każdym pchnięciu jęczała jak wyuzdana dziwka. W końcu zaczęła szczytować i krzyknęła na cały głos, ja w tym momencie zacząłem pompować w nią całą moją spermę i przeżyłem niesamowity orgazm.

Opadłem na nią wyczerpany i zaspokojony. Wszystko wokół wirowało i kołysało się, muzyka nadal hipnotyzowała, opary narkotyków unosiły się w powietrzu. Zepchnęła mnie delikatnie z siebie i zaczęła zwlekać się z łóżka – mimo odurzenia błyskawicznie zareagowałem, złapałem ją za nadgarstek i nie pozwoliłem zejść. Bądź co bądź leżał tam gdzieś rytualny nóż, a ta świrnięta dziewczyna jeszcze kilka chwil temu chciała wyrwać mi serce.

Trzymałem ją więc za rękę, i przez zasłonę narkotycznych oparów próbowałem dowiedzieć się, o co jej chodziło:

– No, moja mała, teraz mi powiedz, co miałaś zamiar zrobić z tym nożem…– Ale już w połowie tego pytania Thulasi uśmiechnęła się i przesunęła w kierunku mojego małego generała, chwilowo w stanie spoczynku. Wzięła go do ust i patrzyła wyzywająco na mnie spod grzywki, chwilami się uśmiechając, a rękami pieściła moje uda, jądra i członka.

Muszę powiedzieć, że zazwyczaj nie mam problemu z trzema – czterema numerkami jednej nocy, w końcu jestem młodym facetem. Jednak między tymi numerkami musiało upłynąć co najmniej 5-10 minut, żeby mój generał miał czas odsapnąć i nabrać sił. Tutaj jednak moja Hinduska zabrała się do rzeczy od razu, więc z początku nie wróżyłem jej wielkiego sukcesu. Tym większe było moje zaskoczenie – nie wiem, czy pomogły w tym opary narkotyków, hipnotyzująca muzyka i ogólna atmosfera rozpasanej, obłąkanej orgii, ale po chwili mój Wacek był prawdziwym Wacławem, stał na baczność i dumnie wznosił głowę ku firmamentowi. Myślę, że największe zasługi miały tutaj umiejętności Thulasi – najwyraźniej znała Kamasutrę na wyrywki i doskonale wiedziała, co gdzie polizać, gdzie obciągnąć i pocałować, gdzie popieścić i uszczypnąć. To niesamowite, jak daleko takie kultury jak chrześcijaństwo i islam, w których seks traktowany jest jako coś złego i obrzydliwego, są za Hindusami od tysiącleci udoskonalającymi sztukę miłości z błogosławieństwem swoich bogów…

Tak więc jak mówiłem, generał stał już na baczność, a Thulasi dokonywała „ostatnich pociągnięć”, szykując się do oderwania od niego ust i rozpoczęcia ujeżdżania. Tu jednak naszła mnie wreszcie jakaś przytomna myśl – jak to, to ona chciała mnie przed chwilą zamordować, złożyć w ofierze tej swojej opętanej bogini, a ja mam teraz grzecznie dostarczać jej orgazmu za orgazmem? Nie, będziemy grali według moich reguł, muszę się zemścić.

Gdy już chciała oderwać usta od mojego fletu, brutalnie chwyciłem ją za włosy i przyciągnąłem z powrotem. Zdziwiła się, ale nie śmiała protestować. Trzymając ją za włosy zacząłem coraz szybciej nakładać sobie jej rozkoszną główkę na mojego kutasa, coraz szybciej i głębiej. Usłyszałem, że przy niektórych razach zaczyna się krztusić, mimo to nadal pieściła mi rękoma jądra i penisa, i zerkała znad swojej „pracy”, zaglądając mi głęboko w oczy.

Zmieniłem pozycję. Z początku leżałem na wznak, teraz uklęknąłem tak, że miałem jej twarz na wysokości krocza, a ona sama klęczała na podłodze tuż obok łóżka. Złapałem oburącz jej głowę, wsadziłem członka w usta, i zacząłem je posuwać jakbym posuwał cipę. Pchnięcia były tak głębokie, że moje jądra obijały się o podbródek, słyszałem jak się krztusi i łapie oddech przy każdej okazji, z ust wyciekał jej śluz i resztki spermy, które zostały w Wacku po pierwszym wytrysku. Próbowała poruszać językiem tak, żeby oblizywać generałka od spodu, licząc zapewne na szybsze doprowadzenie go do końca – ale tym razem mój żołnierz był nieugięty i atakował tak ostro, że w pewnym momencie jej oczy zaczęły łzawić. Mimo to nadal nie protestowała, pieściła rękami moje uda, pośladki i jądra, chwilami też spoglądała na mnie… a przysiągłbym, że w jej wzroku czaiło się rozbawienie i zadowolenie. Zdenerwowało mnie to – w końcu chciałem ją upokorzyć, poniżyć, zadać jej ból – więc zacząłem rżnąć jej usta jeszcze szybciej, jedną ręką złapałem ją za włosy na czubku głowy, drugą za gardło. Czułem na tej ręce, że mój członek dochodzi do samego przełyku, że dziewczyna krztusi się i dusi. Podnieciło mnie to do tego stopnia, że pchnąłem jeszcze kilka razy, z całej siły. Wetknąłem jej Wacka po same jądra i spuściłem się w największym orgazmie, jaki do tego czasu pamiętałem. Słyszałem, jak się krztusi i jak ledwie opanowuje odruch wymiotny, w końcu zlitowałem się i wyciągnąłem członka, tak że resztki wytrysku wylądowały na jej włosach i na tych boskich piersiach. Łapczywie chwytała powietrze, krztusiła się tak bardzo, że aż część mojej spermy wypłynęła jej nosem. Ale w końcu uśmiechnęła się i popatrzyła na mnie zadziornie – po czym rozsmarowała wszystko, co się na niej znajdowało, po piersiach i całym ciele. Znów się wkurzyłem, wyglądało na to, że wszystko przebiega po jej myśli i według jej planu, którego nie znałem. Złapałem ją za kark i rzuciłem na łóżko – teraz leżała na brzuchu, nadal ciężko oddychała, próbując odpocząć po wcześniejszej ostrej jeździe. Spojrzałem na jej ciało zza oparów narkotyków i obłędnego pożądania. Wyglądało cudownie. Jestem jak większość facetów, uwielbiam kobiece piersi, tyłki i nogi, w tej kolejności. Niesamowicie jednak rajcuje mnie widok kobiecych pleców – od razu pojawia mi się w głowie myśl o uprawianiu z taką kobietą seksu w pozycji „na pieska”, gdy plecy przybierają cudowny, wygięty w łuk kształt, zza którego czasem widać sprężynujące piersi…

Wreszcie wpadłem na pomysł, jak zemścić się na tej psychopatce. Mój mały generałek był jednak teraz bardzo wymęczony i myślę, że nawet mistrzyni kamasutry nie mogłaby go od razu ustawić do pionu. Potrzebowałem więc przynajmniej 10 minut. Położyłem się na mojej coraz wolniej dyszącej Hindusce, rozsunąłem lekko jej pośladki i między nimi położyłem mojego chwilowo wiotkiego wojownika. Usta przysunąłem do jej ucha i delikatnie gryzłem jego płatki – nie uznałem za stosowne mówić czegokolwiek.

Thulasi po chwili sięgnęła do jednego z kadzidełek – była to niewielka otwierana metalowa kulka, z dziurkami na całej powierzchni, wyglądająca trochę jak miniaturowy durszlak. Okazało się, że do kadzidełka doczepiony jest cybuch i może ono służyć także jako rodzaj fajki. Thulasi głęboko zaciągnęła się narkotykiem – po zapachu rozpoznałem, że to haszysz – i podała mi cybuszek. Też się zaciągnąłem i, pamiętając jak się pali taki towar, przez dłuższy czas trzymałem dym w płucach. Hinduska wypuściła swój nosem, na wpół odwróciła się do mnie (całkiem nie mogła, jej tyłek był przyciśnięty moim kroczem), spojrzała mi głęboko w oczy i namiętnie mnie pocałowała. Tak właściwie to nie był namiętny pocałunek, lecz wyuzdany – jej język i usta wyprawiały takie rzeczy, że mój mały znów zaczął rosnąć przed czasem. Na koniec lubieżnego lizania wyssała mi z płuc dym i sama się nim zaciągnęła – wrażenie było niesamowite i sam chciałem tego spróbować. Po chwili gdy ona zrobiła kolejnego sztacha ja wysysałem jej dym z płuc.

Cały czas jednak miałem w pamięci mojego generałka i delikatnie poruszałem nim wzdłuż przerwy między jej pośladkami, w górę i w dół. Po kilku minutach takiego traktowania znów był zdolnym do boju, stojącym na baczność generałem. A może było to po kilkunastu minutach, a może po kilku sekundach? Nie pamiętam, sami wiecie, jakie rzeczy gandzia wyczynia z poczuciem czasu. Wszystko mi wirowało i kołysało się, ale po chwili przypomniałem sobie mój plan. Podniosłem ją tak, że była w pozycji na czworaka, zmusiłem do rozsunięcia nóg i uklęknąłem między nimi. Mój dumny wojownik opierał się o jej pośladki. W lustrze nad głową łóżka widziałem jej twarz, znów pewną siebie, uśmiechniętą i bezczelną, widziałem siebie i majaczący za moimi plecami posąg bogini. Thulasi chyba myślała, że teraz będzie ostra jazda „na pieska”, i z początku postanowiłem nie rozwiewać jej nadziei. Włożyłem powoli generała do jej wilgotniejącej już szparki. Hinduska westchnęła i opadła z rąk na łokcie. Trzymałem ją za biodra i wsuwałem małego dość powoli tam i z powrotem, chcąc, żeby dobrze się naoliwił. Chyba chciała przyspieszenia akcji, bo zaczęła wychodzić mi naprzeciw, ale nie taki był mój plan. Wyjąłem generała ze szparki. Dłońmi dotychczas trzymającymi talię rozszerzyłem pośladki. W lustrze widziałem jak Thulasi otwiera szeroko oczy i znika jej uśmiech – już się domyśliła o co mi chodziło, i najwyraźniej nie spodziewała się tego.

Wsunąłem wilgotnego od soków, wyprężonego jak struna małego w odbyt Hinduski. Byłem nieziemsko podniecony, opanowała mnie dzika chuć, żądza jakiej nigdy w życiu nie czułem. Pierwotna i nieokiełznana, odbierająca zmysły, przytłumiająca rozum. Wsuwałem małego powoli, czułem opór, Thulasi opadła twarzą na poduszki, zacisnęła powieki, wciągała ze świstem powietrze przez zaciśnięte zęby. Wiedziałem, że ją boli, ale nie śmiała protestować – wiedziała, że była w mojej mocy. Wsunąłem małego do jednej trzeciej głębokości i wysunąłem, po czym wsunąłem do połowy, następnie jeszcze głębiej. Chyba nigdy tego nie robiła, ale domyśliła się, że powinna się rozluźnić, za każdym razem szło mi łatwiej. Rozkosz była nieopisana, do tego spotęgowana przez narkotyki i niesamowity klimat. Odbyt dziewczyny był ciasny, ciepły, czułem go każdą komórką mojego penisa, ale przede wszystkim czułem, że mam nad nią władzę, że wreszcie coś poszło nie po jej myśli, że tym razem Kali nie pokonała Sziwy. Zawładnąłem i poniżyłem dziką, wyuzdaną i bezlitosną boginię. Zmusiłem do posłuszeństwa, opanowałem, rżnąłem ostro w dupę jej niebezpieczną, obłąkaną kapłankę.

Poruszałem małym coraz szybciej, dalej za każdym razem, minimalnie pogłębiając penetrację. Thulasi znów podniosła się na łokcie, widziałem w lustrze jej twarz – oczy miała zamglone, widać w nich było ból pomieszany z podnieceniem i rozkoszą, z półotwartych ust przy każdym moim pchnięciu wydobywały się coraz głośniejsze jęknięcia i westchnienia. W końcu wepchnąłem małego w odbyt Hinduski tak głęboko, że moje jądra oparły się o jej gładko wygoloną cipę. Czułem, że dostaję amoku z podniecenia i dzikiej żądzy. Złapałem ją znów za biodra i zacząłem rżnąć w dupę w coraz szybszym tempie. Opadła znów twarzą w poduszki, przy każdym pchnięciu jęczała z rozkoszy i bólu. Nie przestając jej rżnąć zmieniłem pozycję, wstałem z kolan i okraczyłem ją nogami, tak że miałem teraz dostęp do jej dziurki trochę z góry i mogłem w nią wchodzić z jeszcze większym impetem. Czułem, że dziewczyna doznaje niewysłowionej rozkoszy – cała drżała, jęczała i chwilami głośno krzyczała, wyglądała jakby przeżywała orgazm za orgazmem i jakby traciła przytomność. W końcu chyba miała dosyć i postanowiła przyspieszyć sprawy – sięgnęła ręką między nogi i znalazła moje jądra, po czym zaczęła je lubieżnie masować. Po chwili przesunęła dłoń dalej, sięgając moich pośladków… masowała je, pieściła i przyciągała przy każdym moim pchnięciu. Rżnąłem ją już z całych sił, byłem na granicy przytomności, a ona już tylko krzyczała jednym przeciągłym, lubieżnym krzykiem. Nagle włożyła mi palec w odbyt – nie wiem, czy chciała, żebym poczuł trochę tego, co jej robię, czy tak podpowiadała jej kamasutra, czy też po prostu przypomniał jej się zabieg dojenia prostaty, który omawialiśmy na studiach i który stosowano w bankach spermy. Niemniej poskutkowało piorunująco – mój wacek wystrzelił potężnym wytryskiem, zebranym chyba z wszystkich zakamarków jąder i nasieniowodów, a ja raz za razem wpompowywałem tą spermę w najgłębsze czeluście Hinduski. Po dobrej minucie tego megaorgazmu osunąłem się półżywy na łóżko obok Thulasi, która padła na brzuch i ciężko dyszała. Próbowała się odwrócić, ale spadła z łóżka. Nie miałem już sił na nic, wszystko wirowało, ogarniała mnie błoga niemoc.

Nie wiem ile czasu minęło nim się obudziłem – ale cieszyłem się, że w ogóle się obudziłem. Niektóre kadzidełka już przygasły, a u stóp łóżka, pod posągiem Kali, klęczała Thulasi i z zagadkowym uśmiechem spoglądała prosto na mnie. Po chwili bez słowa zbliżyła twarz do mojego Wacusia i znów zaczęła go obciągać. Tym razem byłem pewny, że nic z tego nie będzie – po takim rżnięciu sam Rocco Siffredi miałby dosyć. Ale znów nie doceniłem potęgi starożytnej kamasutry – po dwóch minutach zabiegów Hinduski generał znów rwał się do boju. Wiedziałem jednak, że tym razem będzie strzelał bardzo niewielką ilością amunicji.

Thulasi dosiadła go z westchnieniem, w pozycji „na jeźdźca”, co mnie ucieszyło – nie miałem siły się poruszać, pomyślałem więc, że skoro się uparła na czwarty raz, to niech sama działa. Oczy zachodziły mi mgłą ze zmęczenia. Thulasi zaczęła znów coś nucić, od czasu do czasu wzdychając w rytm swoich leniwych, spokojnych ruchów. Dłonie trzymała gdzieś z tyłu, chwilami masując moje jądra. Świat zakołysał się jeszcze bardziej. Czułem, że odpływam, że narkotyki i zmęczenie przełamały wreszcie ostatnie bastiony trzeźwej myśli w moim umyśle.

Przypomniałem sobie o nożu o sekundę za późno.

Widziałem, jak wielkim zamachem, zza pleców, wbija mi go w klatkę piersiową, prosto w serce. Moje zmęczone ręce ledwie zdążyły drgnąć w niemrawej próbie obrony. Szeroko wytrzeszczyłem oczy, patrząc na podrygującą na moim członku Hinduskę z obłędem w źrenicach, na mroczny posąg za jej plecami, na rękojeść noża wystającą z mojej piersi. Po chwili wyrwała nóż, a w górę na łokieć trysnęła krew pompowana przez moje konające serce. Thulasi roześmiała się na cały głos, odrzucając głowę do tyłu, nadal podrygując na moim członku. Wyciągnęła ręce, unurzała je we krwi i nie przerywając tańca na moim drągu wysmarowała nią swoje piersi, brzuch i szyję. Oczy zachodziły mi czarną mgłą. Nie wiem jakim cudem mój generał nadal stał na baczność, ale czytałem, że kaci nie raz mówili o umierających skazańcach, którzy w ostatnich sekundach życia dostawali wzwodu czy nawet wytrysku.

Myliłem się więc, Kali znów wygrała. Może miała cięższą walkę do stoczenia niż zazwyczaj, ale wygrała. Resztkami sił wychrypiałem swoje ostatnie słowa, w ojczystym języku, godne prawdziwego Polaka:

– Ożeż kurwa…

Wydaje mi się, że to jedyne słowa po polsku, jakie słyszała Thulasi. Gdy umierałem i ostatnie promyki światła przesłaniała ciemność, Hinduska dostawała megaorgazmu, szaleńczo podrygując na moim konwulsyjnie twardym członku. Gdy skończyła, obcięła mi głowę tym nożem, małym narzędziem przypominającym harpun wydłubała z niej mózg przez nos, wstawiła sztuczne oczy (zupełnie nie w moim kolorze). Potem głowę zmumifikowała i powiesiła jako kolejne trofeum na naszyjniku swojej bogini.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Wszystko fajnie, dobrze to nawet napisane… ale kto jest narratorem, jeśli koleś został zaszlachtowany i przerobiony na trofeum? 😀

To bardzo dobre pytanie, Thorinie 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Napisz komentarz