Odkrywając siebie XV (Ania)  3.65/5 (38)

Przeczytanie tego tekstu zajmie Wam 27 minut/-y    

Żródło: Max Pixel

Dość starannie wybieram miejsce naszego spotkania. Tani, raczej obskurny, hotelik na obrzeżach miasta. Zależało mi, żeby była łazienka i solidne kotary w oknach. Idziemy tam razem, w milczeniu. Wstydzę się, krępuję, ale staram się to ukryć. Zresztą nie tylko to, również ekscytację. Wyraźnie kręci mnie robienie równie występnych rzeczy.

Upieram się, żeby zapłacić. Płacąc za hotel, jestem kochanką. Gdyby to on płacił, byłabym dziwką – myślę i zaraz przypominam sobie historię Soni. Podobne kategoryzowanie jest bardzo niesprawiedliwe, szczególnie że w tym wypadku raczej on mógłby być dziwką. Tylko kto w ten sposób pomyślałby o facecie spotykającym się z młodą dziewczyną? Swoją drogą potraktowanie go niczym męskiej prostytutki mogłoby być zabawne. Ale cóż… chyba bardziej kręciłoby mnie, gdybym to ja odgrywała rolę kurtyzany.

Pokój jest ciemny, niezbyt romantyczny ale schludny. Meble w stylu późnego Gierka. Szafa, stolik, dwa krzesła i oczywiście łóżko, a w zasadzie chyba dwa tapczany złączone ze sobą. Wykładzina powycierana w niektórych miejscach. Zasłony zakurzone, ale grube i solidne. Dominuje brąz.

Michał idzie rozebrać się do łazienki. W tym czasie szczelnie zasłaniam okna i ustawiam krzesła. Nie, nie powinniśmy siedzieć naprzeciwko siebie. On powinien położyć się na łóżku. Ja usiądę na krześle, obok stolika, żeby mieć gdzie rozłożyć papiery i móc łatwiej notować. Może będę wstawać i przechadzać się po pokoju. Podziwiać go.

Naglę zdaję sobie sprawę, jak bardzo jestem podniecona. A przecież nie przyszłam tu po seks. Wprawdzie na wszelki wypadek wzięłam prezerwatywy, bo przecież przezorny zawsze ubezpieczony.

Michał niepewnym krokiem wraca z łazienki. Wstydzi się? Gestem wskazuję łóżko. Siada na brzegu z szeroko rozstawionymi nogami. Widzę zwisającą męskość. Nie stoi, ale nie jest też w całkowitym spoczynku. Gdzieś z tyłu głowy przemyka myśl, że mógł zrobić sobie dobrze w łazience albo w domu, tuż przed naszym spotkaniem. Robi mi się cieplej. Boję się, że zaraz na twarz wypełznie zdradziecki rumieniec.

– Możemy zaczynać? – pytam cicho, próbując oswoić się z jego nagością. Bez ubrania jest jeszcze przystojniejszy i już wiem, że ciężko będzie się powstrzymać.

– Tak. – Rzuca mi spojrzeniem wyzwanie.

– Nie wolałbyś się wygodnie oprzeć?

– Usiądę tak, jak tylko sobie zażyczysz – deklaruje, a ja zdaję sobie sprawę, że fizyczne obnażenie się nie stanowi dla niego żadnego problemu. Problemem było uzewnętrznienie uczuć. Teraz już nigdy nie będzie przede mną bardziej nagi.

– Tak może być. – Przyglądam mu się badawczo. Nie unika mojego wzroku. – Ile ma pan lat? – pytam chłodno.

– Dwadzieścia cztery. Myślałem, że wiesz… – dodaje.

– Jakie ma pan wykształcenie?

– Średnie. Skończyłem technikum gastronomiczne, a teraz studiuję. W weekendy czasami dorabiam jak pizzerman.

Na wszystkie pytania będzie odpowiadał równie wyczerpująco? Jest w tym coś dziwnego, ekshibicjonistycznego, bo nie sądzę, by chciał w ten sposób skrócić wywiad.

– W jakiej miejscowości pan mieszka? – Postanawiam zadać wszystkie pytania, nawet te, których nie muszę.

– W Katowicach.

– Jaki jest pana stan cywilny?

– Kawaler.

– Jak ocenia pan swój stan zdrowia…

– Pięć – odpowiada, zanim powiem cokolwiek o skali.

– Widzę, że ci się spieszy. – Karcę go spojrzeniem.

– Skądże. – Uśmiecha się zawadiacko. – Wiesz przecież, że nie…

Nie spuszcza ze mnie wygłodniałego wzroku, gdy unosi się nieco, kładzie jedną nogę na łóżku i siada na niej. Szuka w mojej twarzy przyzwolenia. Nie mam nic przeciwko tej zmianie. Tak wygląda nawet bardziej naturalnie. Przebiegam wzrokiem po umięśnionej klatce piersiowej, lekko owłosionej, silnych ramionach, smukłych, choć nie rachitycznych, nogach. Przez moment zatrzymuję się przy bujnej kępce czarnych jak smoła włosów okalających jego męskość. Członek nieznacznie drga pod moim spojrzeniem. Czyżby jego to też ruszało? Czyżby robił to nie tylko za względu na desperację?

– Jak ocenia pan swój stan psychiczny? – Pytanie z kwestionariusza akurat idealnie pasuje do moich myśli.

– Trzy. Ta miłość mnie nie uskrzydla – dodaje cierpko, widząc, że oczekuję wyjaśnień.

– Czy pali pan papierosy?

– Nie i nigdy nie paliłem.

To dobrze – myślę. Nie cierpię nikotyny. Ten zapach dusi, drapie, drażni. Doprowadza do szału!

– Czy pije pan alkohol?

– Tak.

– Często?

– Czasami. Najczęściej piwo. Raz, dwa razy w tygodniu. Kilka razy do roku również wino i wódkę. – Znów wyprzedza moje pytania. To chęć ułatwienia mi zadania?

– Czy kiedykolwiek zażywał pan narkotyki?

– Tak.

O matko! Nie spodziewałam się tego i chyba nie udało mi się ukryć zdziwienia. Mimo wszystko wygląda na porządnego faceta. Czystego, schludnego i poważnego. Odpowiedzialnego.

– Jakie? – pytam zgodnie ze scenariuszem.

– Od czasu do czasu palę trawkę. Próbowałem też ecstasy.

– Od czasu do czasu, czyli jak często? – dopytuję, choć raczej miałabym ochotę spytać o jego wrażenia.

– Raz na kilka miesięcy.

Zapisuję skrupulatnie tę odpowiedź, ale robię nieco dłuższą pauzę przed następnym pytaniem. Jego nagość jest słodka i rozbrajająca. Jest taki otwarty i naturalny. Nagi aż do bólu. Nie tylko fizycznie.

– W jakim stopniu jest pan zadowolony ze swojego wyglądu?

– Trzy.

Taki krytyczny wobec siebie? Uważa, że niby czego mu brakuje? Ma przecież wszystko na swoim miejscu! Wygląda nawet aż za dobrze. Czułabym się przy nim niczym brzydkie kaczątko.

– Z czego, u licha, jesteś niezadowolony? – dociekam, mimo że nie ma to nic wspólnego z badaniem.

– Z wielu rzeczy… – szepcze, spuszczając wzrok.

– A konkretnie? – Wścibskie ze mnie stworzonko.

– Mam duże, niezdarne dłonie z krzywymi palcami – zaczyna mało przekonywająco. – Krzywego penisa.

A mam cię! Ten przeklęty męski fallocentryzm! To jedyna część ciała, która ich naprawdę interesuje.

– Krzywego? O co ci chodzi? Jest prosty jak… banan! – Śmieję się.

– No właśnie.

– A czego ty byś chciał? – Chyba się irytuję. Podoba mi się jego przyrodzenie. – Żeby był jak spod sztancy? Prosty jak bela?

– No nie, ale…

– W jakim wieku miałeś pierwszą polucję? – nie daję mu dokończyć.

– Szczerze… nie bardzo pamiętam – przyznaje. – To wydarzenie jakoś nie wryło mi się w pamięć.

Hmm… Kobiety zawsze pamiętają pierwszą miesiączkę, ale może rzeczywiście z facetami jest inaczej.

– Czy kiedykolwiek był pan w stałym związku?

– Tak.

– W ilu stałych związkach był pan do tej pory?

– W czterech.

Ciekawe. Cztery stałe związki. Kusi mnie, żeby spytać, jak długo trwały, rezygnuję jednak.

– Czy obecnie jest pan w związku?

– Nie.

Byłoby dziwne, gdyby był…

– Na ile posiadanie jednego stałego partnera jest dla pana ważne?

– Pięć – odpowiada, spoglądając mi przy tym przenikliwie w oczy. Najwyraźniej chce z nich wyczytać moje przekonania. Hmm… sama nie wiem… Raczej za wcześnie, żeby przywiązywać się do kogoś. Nie chcę kuli u nogi.

– Czy będąc w stałym związku, zdradził pan kiedyś partnera?

– Tak.

No to mamy drobną nieścisłość. Stały związek jest bardzo ważny, a mimo to nie na tyle, by trzymać ptaszka w klatce. Faceci!

– Czy to była jednorazowa zdrada? – pytam niepewnie, bo nie wiem, czy chcę usłyszeć odpowiedź.

– Tak. To znaczy… – Wykrzywia usta, jakby brzydził się własnych słów. Może nie jest więc wcale aż tak źle? Może czuje się winny? – Dwa razy zdarzyło mi się zdradzić stałą partnerkę, ale za każdym razem inną. Za pierwszym razem byłem głupim szczeniakiem. Mieliśmy po siedemnaście lat, ona flirtowała z moim przyjacielem i postanowiłem się zemścić.

– Więc powodem zdrady była zemsta?

– Tak. Za drugim razem było zupełnie inaczej. Sam nie wiem, jak to się stało, że wylądowaliśmy w łóżku, ale byłem w tej dziewczynie szalenie zakochany. Wkrótce potem zerwałem z Kaśką i związałem się właśnie z Anetą.

– Miłość – szepczę, wypełniając formularz.

– Raczej zadurzenie – poprawia mnie, ale czym to w zasadzie się różni?

Przyglądam mu się. Jest taki bezwstydny ze zwisającym fiutem na wierzchu. Wygląda, jakby całkiem zapomniał o swojej nagości.

– Jak często odczuwa pan napięcie seksualne? – Mój głos jest lodowaty.

– Od kilku dni, może tygodni prawie wcale, ale wcześniej… wcześniej bardzo często to czułem, niemal nieustannie – mówi ze smutkiem, z żalem.

– Jak oceniłby pan swój pociąg do przedstawicieli płci przeciwnej?

– Gabi! – jęczy ochryple. – Ja… – słowa więzną mu w gardle. Czyżby znów chciał się obnażać? Emocjonalnie! – Ja teraz w ogóle nie czuje żadnego pociągu… Nawet do ciebie… To jest coś innego… Za bardzo boli… Nie wiem, co powinnaś tam wpisać… Zanim mnie tak wzięło, szalenie pociągały mnie kobiety. Mężczyźni nigdy – kończy nieco bardziej zdecydowanym tonem, a na jego ustach pojawia się blady uśmiech.

– Czy kiedykolwiek stosował pan substancje wspomagające potencję seksualną lub pożądanie?

– W zasadzie tak. Ecstasy. To było tylko raz, trzy lata temu. Po tamtym doświadczeniu stwierdziłem, że wolę seks na trzeźwo, bez żadnych wspomagaczy. Wtedy jest bardziej wyrafinowany.

– Czy kiedykolwiek masturbował się pan?

– Tak, przecież wiesz – wzdycha.

– Czy robił pan to w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy?

– Tak.

– Jak często pan to robi?

– Kiedyś codziennie. – Jego ton jest zbolały. – Nawet kilka razy dziennie. Teraz dużo rzadziej. Ostatnio dla ciebie, przez telefon.

Atmosfera robi się napięta. Czego on chce? Mówi to tylko dlatego, że to prawda, czy też ma jakiś inny, głębszy cel? Nie musi przecież odpowiadać aż tak precyzyjnie… Przechodzi mnie dreszcz, kiedy przypominam sobie tamtą rozmowę. Poprosiłam go! To było naprawdę głupie z mojej strony.

– Jakie techniki pan stosuje?

– Nic wymyślnego – odpowiada prostodusznie. – Po prostu chwytam penisa w dłoń i wykonuję dosyć szybie ruchy frykcyjne. Na końcu bardzo szybkie.

– Czy używa pan jakichś lubrykantów lub akcesoriów?

– Nie.

– Dlaczego pan to robi?

– Żeby rozładować napięcie. – Podnosi wzrok wbity przez dłuższą chwilę w podłogę.

– Gdzie zazwyczaj pan to robi?

– W domu. W moim pokoju lub w łazience.

– W jakich okolicznościach?

– Zazwyczaj po prostu, gdy odczuwam taką potrzebę. Czasami oglądając pornografię.

– Czemu przestał pan uprawiać masturbację?

– Bo przestałem odczuwać napięcie seksualne. – Ta krótka i prosta odpowiedź elektryzuje. To naprawdę ma ciężar. Wagę. Kształt. Granice. Jego ból jest niemal fizyczny.

– W jakim wieku zaczął się pan masturbować?

– Tylko obiecaj, że nie będziesz się śmiać. – W jego smętnych oczach pojawił się dziwny błysk.

– Nie wiem, co zamierzasz powiedzieć, więc nie mogę obiecać. – Lekceważę jego obawy.

– No to chociaż postaraj się zachować kamienną twarz.

– Postaram się – obiecuję, a od środka zżera mnie ciekawość. Co aż tak szokującego mógłby powiedzieć w tej sprawie?

– Miałem jakieś pięć lat, może sześć – oznajmia, a ja czuję niepokój. Chyba udało mu się mnie zszokować! – Oczywiście nie bardzo wiedziałem co robię. Odkryłem to przez przypadek. Bawiłem się na podwórku z innymi dziećmi. Jak to chłopcy, lubiliśmy wspinać się na różne rzeczy i rywalizować między sobą. Któregoś dnia zrobiliśmy zawody, kto pierwszy wejdzie na górę huśtawki. Było trochę mokro i te pochyłe, metalowe pręty były śliskie. Oczywiście nie mogłem dać za wygraną. Mimo, że co chwilę się zsuwałem i tak wytrwale próbowałem się wspiąć. Objąłem słupek nogami. Pracowałem nimi szybko, jednocześnie podciągając się na rękach, i nagle zrobiło mi się bardzo przyjemnie, od tego ocierania się. Było coraz fajniej i fajniej, aż zrobiło się błogo i nie miałem siły dalej wisieć na tej przeklętej huśtawce. Później wielokrotnie to powtarzałem. Często już bez wspinania się, sama praca nóg. I raczej na trzepaku. Nauczyłem też tej techniki najlepszego kumpla i potem wisieliśmy tak obaj pośrodku osiedla. Nie wiem, czy dla wszystkich było oczywiste, co robimy, ale kiedyś starszy chłopak podszedł i powiedział nam, że w przyszłości będziemy robić to z kobietami. W ogóle nie zrozumiałem, o co mu chodzi. Nie bardzo wyobrażałem sobie, jak kobieta mogłaby zastąpić trzepak. Teraz już wiem. – Uśmiecha się łobuzersko. – Wtedy bez wątpienia miałem jeszcze suche orgazmy. Inaczej to nie byłoby możliwe. Kiedy trochę podrosłem, próbowałem przenieść się z tym procederem w bardziej ustronne miejsce. Na przykład wieszałem się na drzwiach, ale to okazało się dosyć niewygodne. Ocierałem się też o własną rękę albo o kołdrę zwiniętą w wałek. Dopiero dużo później odkryłem klasyczną metodę. Stosuję ją po dziś dzień.

Kiedy kończy opowieść, nadal wpatruję się w niego niczym w ufoludka. Pięć–sześć lat?! Rany! Nie przyszłoby mi do głowy, że dzieci w takim wieku mogą robić sobie dobrze.

– Jak już wiem, ogląda pan pornografię, jakiego rodzaju są to materiały i na jakich nośnikach?

– Głównie filmiki w internecie, ale w zasadzie żaden nośnik nie jest mi obcy – mówiąc to, mruży oczy. – Kiedyś podkradałem ojcu gazetki i filmy, wtedy jeszcze na kasetach VHS, a nawet literaturę erotyczną. Bywały też zwykłe zdjęcia, odbitki na papierze fotograficznym. Były niemieckie programy erotyczne w kablówce…

– Okej. Jakie gatunki pan oglądał?

– Przede wszystkim zwykłą pornografię heteroseksualną – zaczął, zanim zdążyłam dokończyć. – Kiedyś przez przypadek trafiłem na homoseksualną. Geje bez wątpienia mnie nie kręcą, ale za to lesbijki i owszem. Był seks grupowy, BDSM, seks waginalny, oralny, analny, masturbacja, fisting, różne fetysze. Nigdy żadnych zwierząt ani nieletnich. Kilka razy oglądałem pornografię z udziałem dojrzałych kobiet.

– Jaką najbardziej lubisz?

– Chyba heteroseksualny seks grupowy, szczególnie kiedy jedną kobietą zajmuje się kilku mężczyzn.

Na samą myśl wzbiera we mnie wilgoć. Być w centrum uwagi. Dopieszczana. Pożądana. Wielbiona. I przede wszystkim ostro rżnięta.

– Oglądał pan pornografię w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy?

– Tak.

– Jak często ogląda pan pornografię?

– Powiedzmy, że raz na tydzień – bąka nieśmiało.

– W jakim towarzystwie?

– Prawie zawsze sam. Próbowałem zachęcić do tego dwie z moich dziewczyn, ale bezskutecznie. Kilka razy oglądałem z kolegami.

Robimy krótką przerwę. Korzystam z toalety, przy okazji przemywając zimną wodą rozpaloną twarz. Dokąd zmierzamy? Czemu zaaranżowałam to durne spotkanie? Mam złe przeczucia. Szczególnie, że coraz silniej odczuwam napięcie seksualne. Jestem zła na samą siebie. Zawsze robię głupoty. Już raz się pieprzyliśmy i tym razem może być podobnie.

Kiedy wracam do pokoju, postanawiam trochę przewietrzyć. Jest duszno. Michał też na chwilę wychodzi do łazienki. Zamykam okno, gdy wraca, nie chcę, żeby się przeze mnie na dodatek przeziębił. Proszę, by tym razem wygodnie położył się na łóżku i zamknął oczy. Będziemy przecież rozmawiać o fantazjach erotycznych, przyda się chociaż odrobina nastroju. Sądzę zresztą, że mi też będzie łatwiej bez jego świdrującego spojrzenia.

– Czy zdarza się panu fantazjować na temat seksu? – pytam cichutko.

– Tak – odpowiada niskim, gardłowym głosem.

– Michał – szepczę tak cicho, jak tylko potrafię, mając chyba odrobinkę nadziei, że on tego nie usłyszy, nie dostrzeże mojej słabości.

– Tak? – pyta przeciągle.

– Mógłbyś powiedzieć mi, co czujesz, czemu to robisz?

– Gabi – jęczy. – Myślałem, że wiesz.

– Nie wiem – przyznaję bezradnie.

– To cena, jaką muszę zapłacić za to, by być blisko ciebie. Dlatego to robię – przyznaje, na szczęście nie otwierając oczu. Robi mi się smutno. Strasznie smutno. – Twoja obecność wpływa na mnie kojąco. Dzięki tobie na chwilę przestaje boleć.

Nie wiem, co powiedzieć. Jak mogłabym zareagować, jak powinnam? Znów czuję się przytłoczona. Skołowana. Jest rozbrajająco przystojny, rozbrajająco szczery i rozbrajająco smutny. Chciałabym go pocieszyć, ale, nie czując nic do niego, nie powinnam tego robić. A może jednak mały koktajl endorfinek dobrze by mu zrobił?

Ulegam potrzebie chwili i kładę się obok Michała. Tak jak jestem, ubrana. Unoszę jego ramię, żeby położyć je sobie pod głową i przylgnąć do niego jeszcze bardziej. Poddaje się temu bezwolnie.

– Ani trochę ci się to nie podoba? – zadaję pytanie prosto do jego ucha. Musi czuć pieszczotę mojego oddechu, nie reaguje jednak.

– Nie wiem, jest dziwnie. Jesteś taka chłodna. Mam wrażenie, że cały czas mnie oceniasz, że wypatrujesz moich wad, że nie podobam ci się… że… nie podoba ci się, że mi nie staje.

– Boże, Michał! – Biorę głęboki oddech. – Czemu jesteś wobec siebie taki okrutny? Naprawdę przystojniak z ciebie i z mojego punktu widzenia może nawet lepiej, że twój żołnierzyk nie stoi na warcie.

– Czemu? – Zadając to krótkie pytanie, odwraca się na bok i otwiera oczy. Obserwuje mnie.

– Bo mnie to wszystko strasznie kręci. Żałuję, że to zrobiłam. Gdybyś był chętny i gotowy, byłoby jeszcze gorzej.

– Żałujesz? Nie tego oczekiwałaś?

– Tego, ale to jest zbyt… erotyczne.

– Erotyczne? – powtarza.

– Tak, wysoki sądzie, przyznaję się do winy, jestem rozpalona i mokra. – Odwracam od niego wzrok.

Znów jęczy moje imię. Prosto do ucha. Jego oddech jest taki gorący, zmysłowy. Usta niemal muskają moją skórę. Przysuwam się, żeby poczuć je na szyi. On od razu załapuje, o co mi chodzi. Zaczyna całować. Namiętnie. Kark i odsłoniętą część pleców. Jego ręce zaczynają ostrożnie błądzić po materiale mojej bluzki. Pozwalam mu na to. Pragnę tego. Chcę, by mnie pieścił, i by dał mi ukojenie. Tylko czy mi wolno?

– Proszę, nie – wyrywa się z moich ust. – Nie powinniśmy.

Mówię to, ale wcale nie jestem pewna, czy mogę po prostu przestać, czy to dzikie zwierzę, tkwiące gdzieś głęboko we mnie, nie przejęło już kontroli. Dobrze mi i jestem pewna, że on to widzi, że czuje pod palcami nabrzmiałe sutki, słyszy mój płytki oddech, widzi rumieniec na twarzy.

– Gabi, mogę przestać w każdej chwili – zapewnia. – Nie zrobię nic wbrew twojej woli, pieszczenie ciebie sprawia mi wielką przyjemność.

Jego szept uspokaja. Jest naprawdę przekonywający. Przechodzi mnie dreszcz, kiedy wsuwa swoje wielkie dłonie pod moją bluzkę. Czuję go całego. Przylega teraz szczelnie do moich pleców. Ociera się o mnie, ale chyba nie ma erekcji. Nie pozwalam, aby mnie rozebrał. Dotyka wszędzie. Przez materiał. W końcu sama kieruję jego rękę ku rozporkowi swoich spodni. Jestem niecierpliwa! Rozpina go bardzo sprawnie i wsuwa dłoń do środka. Kiedy dociera do mojego mokradełka, wydaję stłumiony jęk. To najlepszy dowód na to, jak na mnie działa, na to, że wcale nie jestem aż taka chłodna i nieczuła. Zauważam, że dalej mu nie stoi. Dziwne? Normalne? Chyba nie bardzo rozumiem, nie wiem, co o tym myśleć, ale w tej chwili nie jest to istotne.

Zwinne palce Michała ślizgają się po moich wargach, po tych wszystkich fałdkach i nierównościach, po trzonie klejnocika. Jest ostrożny, uważa, żeby zbyt wcześnie nie zacząć bezpośredniej stymulacji.

– Włóż palec – jęczę, już nie panując nad sobą.

Wykonuje moje polecenie. Wślizguje się do środka i zaczyna delikatnie gmerać wewnątrz. Jego ruchy są łagodne i czułe.

– Proszę – mówię błagalnie, niemal dławiąc się powietrzem. – Mocniej. Szybciej.

Nie muszę powtarzać. Doskonale wie, co robić. Wsuwa we mnie drugi palec. Nadgarstek opiera o rozpaloną i nabrzmiałą do granic możliwości łechtaczkę. Zaczyna jazdę. Robi to doskonale, z wyczuciem i z zaangażowaniem. Mam ochotę krzyczeć. Powstrzymuję się jednak, nie chcąc ściągać na nas uwagi innych lokatorów tej rudery. Przygryzam dolną wargę. Przytula się do mnie mocniej. Robi to dalej, nawet gdy wstrząsana spazmami rozkoszy, mocno zaciskam uda.

Cóż za ulga! Jaka przyjemność! Teraz obsypuje najdelikatniejszymi pocałunkami moje policzki, szyję, ramiona. Pod każdym drżę niezauważalnie.

– Dziękuję – szepczę nieco zawstydzona swoją słabością.

– Cała przyjemność po mojej stronie – odpowiada szarmancko. Skąd ja to znam?

Nadal nie czuję erekcji. Nie podnieciło go to? Czy nie powinno mnie to niepokoić? Pieprzyć to! – myślę i delektuję się stanem błogości, który przed chwilą mi zapewnił.

– Możemy kontynuować? – pytam po jakichś piętnastu-dwudziestu minutach, łagodnie wyswobadzając się z jego objęć.

– Oczywiście – odpowiada, kiedy wstaję i kieruję się do mojego krzesła. – A mógłbym o coś cię poprosić?

– Zależy o co – mówię podejrzliwie, patrząc, jak ponownie układa się wygodnie na plecach.

– Mogłabyś być mniej oficjalna? Zwracać się do mnie na ty?

– Tak – oddycham z ulgą. Bałam się, że poprosi o coś, czego nie będę chciała mu dać. – Zdarza ci się fantazjować o seksie? – pytam zgodnie z życzeniem „mniej oficjalnie”.

– Tak.

– Często?

– Dosyć. Ostatnio jakby rzadziej.

– W jakich okolicznościach miewasz takie fantazje?

– W najróżniejszych – odpowiada po chwili zastanowienia. – Czasem je przywołuję podczas seksu albo podczas samotnych zabaw, ale zazwyczaj przychodzą same, niespodziewanie. Czasem prowokuje je jakaś sytuacja albo dziewczyna zobaczona na ulicy. Cokolwiek, co zadziała na moją wyobraźnię. – Uśmiecha się. – Zawsze byłem trochę nadpobudliwy.

– Czy w tych fantazjach występowały twoje stałe partnerki?

– Tak, bardzo często, ale nie tylko one. Także różne, bliższe lub dalsze, znajome, aktorki, piosenkarki i zupełnie obce kobiety.

– Tylko kobiety?

– Nie, czasem wyobrażam sobie sceny, w których biorą udział też inni mężczyźni.

– Seks homoseksualny?

– Nie. Heteroseksualny. Tylko w szerszym gronie.

– Okej. 

– Związywanie?

– Tak.

– Kneblowanie?

– Tak.

– Zabawki erotyczne?

– Tak.

– Opowiedziałbyś mi? – pytam nieco zbyt zalotnie.

– Jeśli tylko chcesz – odpowiada niepewnie.

– Chcę!

– W porządku. – Mości się w pościeli, układa wyżej poduszkę i wyraźnie stara rozluźnić. – Miałem taką często powracającą fantazję. Opartą na czymś, co wydarzyło się naprawdę. Pod koniec technikum, kiedy byliśmy już pełnoletni, wybraliśmy się z kolegami na wakacje pod namioty. Pojechaliśmy nad morze, z założeniem, że będziemy jeździć między różnymi miejscowościami. W końcu na dłużej osiedliśmy na totalnym zadupiu, ale nie to jest najważniejsze. Otóż w ostatniej chwili dołączyła do nas dziewczyna jednego z kolegów. Byli ze sobą krótko, a już uprawiali seks. Ona miała zresztą nie najlepszą opinię. Była trochę taką słodką idiotką, nie w moim guście. Ale byłem niewyżyty. Flirtowała z nami wszystkimi i naprawdę niewiele brakowało, a doszłoby do seksu grupowego. Nie zrobiliśmy tego tylko ze względu na kolegę. Był w niej zakochany. Ona co prawda i tak zdradzała go na prawo i lewo, ale nie z nami, a to dawało nam dziwne poczucie wyższości. Te fantazje zaczęły się chyba dopiero, gdy ze sobą zerwali, nie jestem pewien. Wracałem myślami do tamtego lata, do tych namiotów. Wyobrażałem sobie, jak ją wykorzystujemy, nieustannie i brutalnie, przy wszystkich nadążających się okazjach, a ona nie ma nawet gdzie uciec, kogo prosić o pomoc. Głównym daniem był seks przy ognisku. Jej chłopak posuwający ją na pieska i ja z fiutem w jej ustach, potem zmiana, wszyscy po kolei. Były też inne warianty. Chodziło głównie o to, że miała być naszą zabawką, seksualną niewolnicą, prostytutką, której ciałem moglibyśmy płacić za inne przyjemności.

Wzdycham. Chyba jako kobieta i jako feministka powinnam się oburzać, a jednak czuję podniecenie. Myśl o tym, że to ja mogłabym być taką zabawką, niewolnicą, dziwką… A przecież przed chwilą miałam orgazm! Rety, czemu nie potrafię zapanować nad samą sobą?

– Czy chciałbyś zrealizować swoje fantazje erotyczne?

– Może niektóre.

– Czy kiedykolwiek jakąś zrealizowałeś?

– Tak.

– Ooo – interesuję się. – Jaką?

– Wiele. – Uśmiecha się ciepło. – Często fantazjowałem o bardzo prostych rzeczach. O tym, żeby zrobić minetkę lub żeby jakaś dziewczyna mi obciągnęła. O seksie w nietypowych miejscach lub pozycjach innych niż misjonarska. O seksie analnym.

O seksie analnym?! Wzdrygam się na samą myśl. To musi boleć!

– Czy zdarza ci się śnić o seksie?

– Tak, te sny niewiele różnią się od fantazji erotycznych. I tak, miewam w ten sposób orgazmy – dodaje, zanim zadaję pytanie. – Tylko to raczej kłopotliwe. Wiesz, brudna pościel.

Przynajmniej w tym przypadku lepiej jest być kobietą. Sny erotyczne nie są wtedy aż tak mokre.

– W jakim wieku odbyłeś inicjację seksualną?

– Znów kłopotliwe pytanie. – Otwiera oczy i podnosi się, opierając plecy o ścianę. – Mam nadzieję, że po tym wywiadzie nie uznasz mnie za wykolejeńca.

– Też mam taką nadzieję. – Śmieję się rozbawiona jego lękami.

– Miałem wtedy trzynaście lat. Ona była moją rówieśnicą. Bawiliśmy się w doktora i choć byliśmy już chyba na to za duzi, oboje udawaliśmy, że nie wiemy w czym rzecz, co tak naprawdę robimy. Ja zacząłem, ale ona podjęła grę. To było w jej pokoju, takim słodkim aż do obrzydzenia, z lalkami Barbie porozrzucanymi dookoła. Na szczęście nie przyłapano nas. Nigdy więcej tego nie powtórzyliśmy. Następny raz zrobiłem to dopiero, mając niemal piętnaście lat, z kobietą starszą ode mnie dość znacznie.

– Jaki był powód inicjacji?

– Ciekawość.

– Jak oceniasz swoją satysfakcję z tego wydarzenia?

– Trzy. Rozczarowałem się, nie było wcale lepiej niż podczas masturbacji. Chyba dlatego, że ona nie była wystarczająco przygotowana.

– Czyżbyś nie lubił na sucho? – pytam kpiąco.

– Chyba nikt nie lubi – odpowiada poważnie. – Nie tak zostało to zaplanowane przez naturę.

– Ilu miałeś partnerów seksualnych?

– Partnerek – poprawia mnie i zaczyna liczyć w myślach. – Jedenaście – oświadcza w końcu z nieukrywaną dumą.

– Niezły przerób, mnie też policzyłeś? – syczę. Tylko czemu mnie to złości?

– Tak – odpowiada jakby troszkę zmieszany.

– Ilu partnerów seksualnych chciałbyś jeszcze mieć?

– Tylko ciebie. – Jego głos jest ledwo słyszalny.

– Czyli żadnego? – pytam uszczypliwie.

– Czyli jednego do końca życia – cierpliwie wyjaśnia.

Czy w takie deklaracje można wierzyć? Nawet jeśli w tej chwili mówi szczerze, przecież za tydzień, dwa, miesiąc, za rok może zmienić zdanie. Zresztą o czym my mówimy! Ja wcale nie chcę, żeby był moim partnerem seksualnym, a tym bardziej moim jedynym partnerem seksualnym!

– Nawet gdybyś ty dla tego jednego jedynego partnera nie był jedyny? – Zwycięża dociekliwość badacza i pytam.

– Nawet! – oświadcza butnie.

Cóż, jestem zaskoczona. Wmurowana w ziemię. Może odrobinę zafascynowana. Dziwny z niego gość. Czy miłość aż tak zaślepia? Robi z ludzi idiotów? Upodla?

– Ale nie byłbyś z tym szczęśliwy?

– Oczywiście, że nie. Wolałbym również być tym jednym jedynym, ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma.

Żal mi Michała. Nie chcę być jednak lekarstwem na jego chorobę. Nie chcę też być chorobą. Obsesją. Ciekawe jak czułby się Grzegorz, gdyby wiedział o moim skrzywieniu z nim związanym.

– Zastanawiałeś się kiedyś, jak by to było być na moim miejscu? – Mój głos wbrew mojej woli drży, zdradzając głębokie emocje.

– Nie. – Wygląda, jakbym właśnie go spoliczkowała. – Szczerze mówiąc nie. – Szeroko otwiera oczy.

– Tak myślałam – mruczę pod nosem, uciekając przed jego spojrzeniem.

– Gabi, przepraszam – skomle niczym szczenię, zsuwa się z łóżka i podpełza do moich kolan. Klęka. – Przepraszam, przepraszam, przepraszam – powtarza jak opętany. – Nigdy nie chciałem cię skrzywdzić. – Opiera głowę o moje nogi, a ja palce jednej dłoni wplątuję w jego włosy.

– Wiem – szepczę. Do oczu napływają mi łzy.

Jest taki uległy, przymilny, kaja się u moich stóp, klęka przede mną. Czy to powinno mnie cieszyć? Podniecać? Dawać poczucie siły? Czemu zatem jest takim ciężarem? Kamieniem na sercu?

– Wiem, że nie chciałeś mnie skrzywdzić, ale szczerze mówiąc, nie wiem, czy jestem w stanie udźwignąć ten ciężar.

Zamykam oczy i pozwalam słonym strumieniom spływać po policzkach. Milczymy.  Analizujemy sytuację. Z niej chyba nie da się już wybrnąć cało, z twarzą.

Pozwalam mu wtulić się w moje uda. Głaszczę go. Trochę jak psa albo kota. Włosy Michała są miłe w dotyku. Zdrowe i silne. Niezbyt długie, ale da się za nie chwycić. Szarpnąć. W tej chwili najlepiej by było, gdybym była okrutną sadystką. To pozwoliłoby nam jakoś przez to przejść. Boleśnie i nieprzyjemnie, ale razem. A tak cierpimy osobno, choć przecież blisko siebie.

– Mówiłam ci, że mam obsesję na punkcie pewnego faceta. – Decyduję się na desperacki krok. Może prawda coś zmieni? – Seksualną obsesję – uściślam – z której próbowałam się wyleczyć, pieprząc się z innym.

– Tak. – Zamienia się w słuch, odnoszę wrażenie, że wręcz nastawia uszu.

– Ten facet to Grzegorz.

Spogląda zdezorientowany. Chyba naprawdę go zaskoczyłam. Mnie wyznanie przynosi jednak ulgę. Do tej pory wiedziała tylko Anka. Teraz poszerzył się krąg wtajemniczonych. W zasadzie z nich dwóch przystojniejszy i milszy jest Michał. Ale co z tego, skoro nie jego pragnę?

– Chciałabyś spełnić swoje fantazje seksualne? – Teraz on wchodzi w rolę badacza.

– Tak – przyznaję zażenowana. – Ale w żadnym wypadku nie chcę, żebyś maczał w tym palce!

Odpycham go, wstaję i podchodzę do okna. Otwieram je. Potrzebuję świeżego powietrza, nagle zrobiło mi się duszno.

– Więc czemu mi to mówisz? – pyta nadal ze swojego miejsca na podłodze.

– Żeby ciebie też czymś obciążyć. – Czy mówiąc to, jestem złośliwa? Zimna? Nieczuła? Czy to go mogło zaboleć bardziej niż fakt, że go nie kocham? – Nie opowiedziałeś mi jeszcze, co czułeś, kiedy zaproponowałam ci spotkanie. – Zmieniam gwałtownie temat.

– Szczęście – odpowiada zdławionym głosem. – Ogromne szczęście, że będę mógł spędzić z tobą trochę czasu. Nieważne na jakich warunkach.

– Nie ekscytuje cię to? Nie podnieca?

– Nie… – stwierdza prosto. – Chyba nie jestem teraz zdolny do takich odczuć. Odebrałaś mi tę wiecznie napaloną część mnie. Nigdy czegoś takiego nie czułem.

– Nigdy? – Nie potrafię się powstrzymać.

– Nigdy… – powtarza z rezygnacją.

Tkwimy tak dłuższą chwilę, rozdzieleni jego dziwnym uczuciem. Zdecydowanie wolałabym, żeby mnie pożądał, niż kochał. To byłoby o wiele prostsze. Tak jak z Andrzejem. Zabawne, przyjemne, wzbogacające, a nie bolesne.

Wracamy w końcu do wywiadu. Przez moment waham się, czy nie poprosić go, żeby się ubrał, ale stwierdzam, że to byłoby głupie. Siada na łóżku, ja na krześle. Jestem oschła i konkretna. On również.

– Czy kiedykolwiek uprawiał pan z partnerem płci przeciwnej seks waginalny? – pytam sucho.

– Tak – odpowiada beznamiętnie. W żaden sposób nie przypomina mi o swojej wcześniejszej prośbie.

– Jak oceniłby pan swoją satysfakcję z tego rodzaju doznań? – Uparcie pytam w ten sposób, ale jakoś dziwnie jest mi po tym wszystkim mówić mu per pan, choć odczuwam potrzebę budowania dystansu.

– Zazwyczaj pięć – rzuca niczym wyzwanie.

– Oralny? – kontynuuję tak spokojnie, jak tylko jestem w stanie.

– Tak.

– Jak oceniłby pan swoją satysfakcję z tego rodzaju doznań?

– Zazwyczaj pięć.

– Analny?

– Tak.

Rzeczywiście chłopak jest doświadczony. Nie zaskakuje mnie to, ale być może przeraża.

– Jak oceniłby pan swoją satysfakcję z tego rodzaju doznań? – Z trudem przechodzi mi przez gardło.

– Trzy.

Czuję ulgę, że masakrowanie kobiecych odbytów nie jest celem jego życia. A co by było, gdyby przyznał się, że tylko taki rodzaj seksu sprawia mu przyjemność? Czy uciekłabym z krzykiem? Czy w przypadku Grzegorza coś takiego by mnie zniechęciło?

– Czy kiedykolwiek uprawiał pan z partnerem tej samej płci… – Nie pozwalam myślom zbyt długo błądzić.

– Nie – przerywa mi łagodnie w połowie pytania.

– Czy kiedykolwiek uprawiał pan seks grupowy?

– Nie.

– Czy kiedykolwiek związywał pan lub kneblował swoje partnerki?

– Tak, jedno i drugie.

Ooo, ciekawe. Chciałabym się na ten temat dowiedzieć więcej, ale obawiam się, że w tej chwili dopytywanie nie jest najlepszym pomysłem. Szczególnie, że zdradziłam mu co nieco na temat moich upodobań.

– Czy one kiedykolwiek związywały lub kneblowały pana? – Znajduję oparcie w scenariuszu.

– Nie – znów odpowiada krótko i sucho.

– Czy kiedykolwiek uprawiał pan seks z osobami nieletnimi?

– Tak, ale tyko gdy sam byłem nieletni.

No tak, to już wiedziałam. Trzynastolatek bawiący się w doktora. Ohyda!

– Podduszanie, fisting, zoofilia, stosunki kazirodcze – wymieniam jednym tchem i patrzę na niego pytająco, mając nadzieję, że tym razem niczym mnie nie zaskoczy.

– Nie, nic z tych rzeczy.

– Czy kiedykolwiek, mając mniej niż piętnaście lat, uprawiał pan seks z osobą co najmniej pięć lat starszą?

– Tak – szepcze, wstydliwie odwracając wzrok.

Wstydzi się tego? Interesujące! Już sobie wyobrażam Michała jako słodkiego czternastolatka w objęciach zadbanej sąsiadki znużonej swoim przeszło dziesięcioletnim związkiem małżeńskim. Uwodziciel czy uwiedziony?

– Czy odbyło się to za pana przyzwoleniem? – pytam zgodnie z planem.

– Tak.

– Jakie były powody? – Staram się, żeby nie zauważył błysku zainteresowania w moim oku.

– Pożądanie, ciekawość… – On też chyba sili się na zachowanie spokoju.

– Czy kiedykolwiek został pan zmuszony do seksu?

– Nie.

– Czy kiedykolwiek uprawiał pan seks za wynagrodzenie?

– Nie.

– Czy kiedykolwiek płacił pan za seks?

– Nie.

– Czy stosuje pan jakieś metody antykoncepcyjne?

– Tak, prezerwatywy. Prawie zawsze.

– Czy kiedykolwiek chorował pan na choroby przenoszone drogą płciową?

– Nie.

– Czy kiedykolwiek stosował pan zabawki lub gadżety erotyczne?

– Tak.

– Jakie? – Znów pytam nie tylko dlatego, że tak podpowiada scenariusz, ale również dlatego, że sama chcę wiedzieć.

– Pierścień z taką wibrującą nasadką, specjalną kulkę do kneblowania i kajdanki.

– Czy istnieją jakieś przedmioty lub stroje odgrywające szczególną rolę w osiąganiu przez pana satysfakcji seksualnej?

– Nie, raczej nie. Choć chyba, jak każdy facet, lubię ładną bieliznę.

– To znaczy?

– Koronkową, czarną lub z jakimiś wymyślnymi kokardkami. Oczywiście też pończochy i szpilki, ale to nie jest konieczne.

– Czy jest jakaś czynność, której pan nie realizuje tylko ze względu na brak partnera lub jego niechęć?

– Nie, chyba nie – odpowiada po chwili namysłu. – Może kiedyś za coś takiego uważałem seks grupowy, ale teraz nie sądzę, żebym miał na niego ochotę.

– Z jakich czynności czerpie pan największą satysfakcję?

– Chyba z seksu oralnego, ale sam nie wiem, czy większą jako partner bierny, czy czynny. To zupełnie różne, bardzo intensywne doznania.

Seks oralny – na samo wspomnienie przypomina sobie orgazm Andrzeja podczas  minetki. Robi mi się gorąco. Czy Michał też tak ma? Czy inni faceci też reagują podobnie? Może kiedyś spytam.

– Jakie są pana ulubione pozycje seksualne? – Teraz kieruję się scenariuszem.

– Sześćdziesiąt dziewięć.

– Czy są jakieś czynności seksualne, które podejmuje pan lub podejmował tylko ze względu na upodobania partnera?

– Nie.

– Czy jest coś szczególnego, o czym chciałby mi pan opowiedzieć?

– Nie.

– W takim razie bardzo dziękuję za rozmowę. Informacje dostarczone przez pana na pewno przyczynią się do lepszego poznania ludzkiej seksualności.

– To ja dziękuję.

No i teraz ta część, której najbardziej nie lubię. Ulotki. Przyniosłam wszystkie, nie mogąc się zdecydować. Oczywiście wiem, że ma do nich dostęp. Zna je i sam rozdaje. Chcę jednak, żeby ten wywiad był dokładnie taki, jak inne, trochę sztywny, może nawet bardziej niż inne. Sięgam do teczki. Napatacza mi się ta o samobadaniu piersi. Przyglądam się jej. W zasadzie dlaczego nie? Może badać swoje partnerki, może je uczyć samobadania, może dostarczać im materiałów na ten temat. Musi być przyjemniej, gdy profilaktyką zajmuje się partner. Inaczej. Poza tym trzeba być blisko, żeby na to pozwolić. Wręczam mu ją z uśmiechem.

– Wiedzy nigdy dosyć – oświadczam autorytarnie.

Bierze ode mnie ulotkę, chwyta w obie dłonie i mocno ściska. Myśli nad czymś? Zastanawia się? Jest skonsternowany?

– Gabi – znów jęczy przeciągle, tym zbolałym głosem. – Moglibyśmy tu jeszcze chwilę zostać?

Nie wiem. Nie mam pojęcia. Pokój jest opłacony za całą noc, nic nas to nie kosztuje, ale… No właśnie… Po co? Co mielibyśmy tutaj robić?

– Jest już późno, powinnam wracać – odpowiadam niepewnie.

Wygląda jak zbity pies. Naprawdę! Aż chciałoby się opatrzyć jego rany. Podchodzę bliżej. Ma wstydliwe spuszczone oczy. Nie podnosi ich, gdy delikatnie dotykam policzka, ale wykonuje nieznaczny ruch głową, jakby chciał się wtulić w moją otwartą dłoń. Rany! Jest taki uroczy w tym swoim cierpieniu.

– Powiesz mi, o co chodzi? – szepczę, wspinając się na palcach, żeby dotknąć ustami płatka jego ucha. Jest za wysoki. Ledwo sięgam. Musi czuć muśnięcia mojego oddechu na szyi. Ciekawe czy lubi to tak bardzo jak ja… nawet w takim stanie?

W odpowiedzi przytula mnie. Mocno. Łapczywie. Trochę zbyt mocno. Boleśnie. Czuję przez bluzkę, jak napinają się jego mięśnie. Nie ma co! Wyrobione bicepsy! Widać, że dba o formę.

– Ostrożnie – wyduszam z siebie.

Rozluźnia uścisk. Jedną dłonią przytrzymuje moją głowę. Trochę tak, jak podpiera się główki niemowlaków. Przechodzi mnie dreszcz. Wcale tego nie chcę! To nie ma być erotyczne! Nie powinno! A jednak ten łagodny dotyk rozbudza coś we mnie. Jego opuszki zataczające nieznaczne kółeczka. Jego nos zatopiony w moich włosach. Rety! Robi mi się gorąco. Wyswobadzam się siłą z objęć Michała.

– Udusisz mnie! – Niezdarnie tłumaczę swoje zachowanie. – Poza tym jestem strasznie głodna.

– Możemy zjeść na dole – proponuje ostrożnie.

– Chyba wolałabym nie.

Uciec. Uciec jak najdalej stąd. Tak, to kuszące. Zrzucić z siebie jego ciężar. Oderwać się od ziemi i odlecieć. Albo nie! Zerżnąć go solidnie i dopiero potem porzucić. Odtrącić. Złamać. Zniszczyć. Sam się prosi! Taki upodlony, żałosny, skamlący.

– Zresztą nie powiedziałeś nawet, po co miałabym zostać! – warczę gniewnie.

– Ja… – Zbiera się na odwagę. – Ja bardzo chciałbym… – Głos mu się łamie. Boi się to powiedzieć? – …zasnąć, tuląc cię w ramionach.

Spać? Tuląc mnie? W sumie brzmi słodko i niewinnie. Kraje mi się serce, gdy patrzę na jego łzy, ale nie daję tego po sobie poznać. Zbieram się do wyjścia. On jeszcze prosi. Przytula. Wyrywam się. Znów mnie przytula. Tracę apetyt, patrząc na niego.

Już ma się poddać, kiedy zmieniam zdanie. Lituję się. Chyba nie chciałabym, żeby inni czuli wobec mnie to, co ja czuję wobec Michała. Nie chcę być taka słaba. Nie chcę ochłapów. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła chcieć.

Okej. Zostanę. Tylko jeszcze muszę zadzwonić. Powiedzieć mamie, żeby się nie martwiła. Wybieram numer i z drżącym sercem naciskam zieloną słuchawkę. Chwilę czekam zanim odbierze.

– Cześć mamo – staram się brzmieć pogodnie.

– Stało się coś? – Słyszę niepokój w jej głosie.

– Nie, tylko zwiał mi autobus i nie zdążę już na ostatni pociąg.

– Mam po ciebie przyjechać? – pyta troskliwie.

– Nie, nie trzeba. Przenocuję u koleżanki ze studiów. I tak mamy sporo do obgadania.

– Wiesz, wolałabym, żebyś wróciła do domu.

– To nie ma sensu – przekonuję ją. – I tak jutro o świcie muszę tu przyjechać.

W końcu poddaje się. Przez chwilę sądzę, że coś podejrzewa, ale odsuwam od siebie tę myśl. Mimo tego, co wyczyniam z Andrzejem i mimo wszystkich moich perwersyjnych fantazji, w jej oczach chcę pozostać niewiniątkiem, dziewicą aż do ślubu.

To będzie moja pierwsza noc poza domem, nie licząc oczywiście wakacji i zimowisk. I pomyśleć, że dla niego, jego spokoju ducha, spokojnego snu, a nie dla jakichś szaleństw czy seksualnych ekscesów. Choć kto wie? Chyba nikt by mi nie uwierzył, że skłamałam, żeby tylko spać, na dodatek w równie ohydnym miejscu.

Zdejmuję dżinsy, skarpetki i stanik. Zsuwam przez rękawki ramiączka, zdejmuję z rąk, rozpinam haftki i wysuwam go dołem bluzki. Czego to można się nauczyć, latami przebierając się na lekcje WF-u w wielkiej, wspólnej szatni! Zawsze byłam nieco wstydliwa, dlatego do perfekcji opanowałam tego rodzaju sztuczki. Majtki mam czarne, obszerne, choć z wstawkami z koronki.

Michał nawet nie musi obiecywać, że nie będzie się do mnie dobierać. Wiem, że tego nie zrobi. Przynajmniej póki go nie poproszę. Trochę boję się, że bliskość jego gorącego ciała może nie dać mi zasnąć. Poza tym on przecież może chrapać albo mówić przez sen. Nic takiego się jednak nie dzieje. Zasypia jak niemowlę z głową przytuloną do mojej piersi. Jest cichutki i słodki. Może tylko przylega do mnie zbyt szczelnie. Ja również szybko zasypiam.

Kiedy rano budzą mnie szmery dochodzące z korytarza, on nadal śpi. Żal mi go budzić, ale nie chcę przegapić pierwszych zajęć. Ostrożnie wyswobadzam się z uścisku Michała i idę pod prysznic. Na szczęście nawet w obskurnych hotelach w łazience są małe mydełka. Cierpię z powodu braku szczoteczki i pasty do zębów. W torebce odnajduję miętową gumę do żucia. Zawsze jakaś ulga! Tylko co zrobić z włosami? Przeczesuję je palcami i spinam mocno spinką, mając nadzieję, że ten artystyczny nieład nie przyciągnie niczyjej uwagi.

On nadal śpi. Ubieram się i odsłaniam okno. Żadnej reakcji. Jak zabity! Siadam w końcu na brzegu łóżka i zaczynam gładzić jego policzek. Zarost, choć krótki, jest strasznie szorstki. Wybudza się powoli. Może niepotrzebnie to robię? Może trzeba dać mu spać? Jest już za późno. Otwiera oczy i uśmiecha się do mnie ciepło. Odpowiadam mu tym samym.

– Cześć – mówi wyraźnie zadowolony, jak po dobrym seksie.

– Cześć – odpowiadam zauroczona jego słodką, zaspaną miną.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Jak można tak traktować faceta? No jak można? To jest seksistowski, feministyczny skandal! Jestem oburzony! No po prostu….
Mimo to uważam odcinek za najlepszy z dotychczasowych. Skandal, skandalem, ale obiektywizm należy zachować.
Ale moja cierpliwość jest na wyczerpaniu 🙂
Co jeszcze?
Aaaa… uśmiechy dla wszystkich,
Karel Godla

Każdy jakieś hobby ma…

Uśmiechy

A.

Aniu,
Nazywasz to hobby…? Hmmm. Żartobliwie to określając, dla mnie to wygląda na bardziej poważną dolegliwość… jakąś obsesję albo coś w tym rodzaju.
I po co to? Przyjdzie czas, że na ziemi pozostaną tylko kobiety, bo faceci staną się niepotrzebni i wyginą.
I wtedy może jedna czy druga cycatka zatęskni za czasami, kiedy panowała męska płeć.
Uśmiechy,
Karel Godla
P.S. Pisz, pisz. Obsesyjnie czy hobbystycznie – dobrze Ci to wychodzi 🙂

Znęcanie się nad mężczyznami? Tak, nazywam to hobby 😉

A tak poważnie, staram się nie postrzegać ludzi przez pryzmat tej czy innej cechy. Płci, podobnie jak wzrostu czy koloru oczu zwykle sobie nie wybieramy, nie decyduje też o tym, czy jesteśmy dobrymi, czy złymi ludźmi. Nie powinna też decydować o tym, ile zarabiamy albo jaki zawód wolno nam wykonywać. Wszyscy jesteśmy ludźmi, tak po prostu…

Od-uśmiechy

A.

Aniu,
No jak to płci sobie nie wybieramy? Przecież już od dawna występuje to zjawisko?
I są jakieś afery z tego powodu, których nie śledzę i nie rozumiem.
Chociaż, marząc o wizycie w damskiej szatni od dużego dzieciaka, w sumie mógłbym zadeklarować okazjonalnie płeć damską i dopiąłbym celu już jako nieco starszy dzieciak.

Te Twoje hobby, Aniu, jest kontrowersyjne, Niech zostanie tylko jedna płeć i nie będzie powodu do sporu!
Uśmiechy,
Karel Godla

Karelu,
właśnie dlatego napisałam „zwykle”. Widzisz, jestem kobietą i sądząc po cechach fizycznych, i w metryce, ale jakoś nie identyfikuję się silnie ze swoją płcią i przypisanymi jej rolami. Traktuję ją jako jedną z moich cech, na którą nie mam wielkiego wpływu. Urodziłam się tam, gdzie się urodziłam i taka, jaka się urodziłam. Jakie znaczenie ma, że wolałabym być wysoką brunetką, jeśli jestem niską blondynką? Mogę nad tym płakać albo pogodzić się z tym jak jest i wykorzystać to, co dostałam od losu.

Ja rozumiem, że niektórym trudno zaakceptować taki a nie inny stan rzeczy. Mało tego, płeć biologiczna też nie jest ściśle dychotomiczna, zdarzają się przypadki niejednoznaczne lub błędy przy określaniu płci w chwili urodzenia. Nie możemy odbierać ludziom prawa do szczęścia z przyczyn czysto losowych albo zawinionych przez innych. Nie widzę sensu w upieraniu się, że istnieją tylko dwie płcie. Różnorodność jest po prostu piękna, powinniśmy pozwolić jej rozkwitać. Jaką zresztą robi różnicę, co mamy wpisane w metryce czy dowodzie? Może warto rozważyć zrezygnowanie z podawania wszędzie, czy jest się dziewczynką, czy chłopcem? Komuś to zaszkodzi? Ilorazu inteligencji nie wpisujemy w żadne metryki. Podobnie wagi. Skłonności do chorób dziedzicznych. Najczęściej również grupy krwi, która przecież może być bardziej przydatna niż płeć…

A mężczyzn uwielbiam. Pasjami 😉

A.

Aniu,
“Niska blondynka… akurat 🙂 Trochę farby i szpilki i już zmiana.
No tak. Teraz poważniej na tyle na ile potrafię:
Jestem dziewczyną i nie idę do wojska. A za parę lat już nie jestem, bo mnie pobór nie obejmuje ze względu na wiek. Wygodne, nie?
To jeden przykład, obok tego z dostępem do szatni.
Ja wiem jedno. Ludzie to cwaniacy w większości. I mając furtkę, zmienialiby swoje deskryptory na maxa we wszelkich dozwolonych ( i niedozwolonych) kombinacjach, aby wykorzystać możliwość zadeklarowania tego czy owego.

W sumie masz rację, choć dysproporcje w traktowaniu płci to mniejszy problem od nierówności rasowych, ekonomicznych, prawnych, kulturowych i co tam jeszcze chcesz.

Uśmiechy,
Karel Godla

Karelu,
biorąc pod uwagę, że obecnie nie ma poboru, a w niektórych krajach dotyczy on również kobiet, argument z wojskiem jest słaby. Niedawno padł lepszy: różny wiek emerytalny dla kobiet i mężczyzn. Sądzę jednak, że również nietrafiony (i łatwy do rozwiązania: zrównanie wieku emerytalnego), bo jestem przekonana, że dla osób identyfikujących się ze swoją płcią (szczególnie mężczyzn), podszywanie się nawet chwilowo pod inną jest za dużym obciążeniem psychicznym. Nikt też nie mówi o prawie do ustalania innej płci co tydzień. Chodzi po prostu o to, żeby dorosła osoba mogła zweryfikować coś, co inni narzucili jej, kiedy sama nie mogła podjąć świadomej decyzji.

Chcąc podglądać dziewczynki, raczej nie zdecydowałbyś się na zostanie na zawsze kobietą, prawda? Podobnie próbując wymigać się od wojska albo przejść na wcześniejszą emeryturę. Mylę się? Poza tym fakt, że nasza nacja jest wyjątkowymi kombinatorami, nie znaczy jeszcze, że innym narodowością przyszłyby do głowy takie pomysły…

Dysproporcje płci to jedno, osoby, które nie zgadzają się ze swoją płcią metrykalną to drugie…

Od-uśmiechy

A.

Śledzę to odkrywanie siebie… Rzeczywiście bohaterka odkrywa swoją seksualność…
A przy okazji pozwala innym poznawać własne mroczne potrzeby i sekrety….
Erotyczne dojrzewanie bohaterki…
Bardzo ładnie i smacznie napisane… Czasem dosłownie… Czasem enigmatycznie…
Wszystko wyważone i eleganckie…
Podoba mi się to co czytam, z każdą częścią opowieści bardziej.
Pozdrawiam

Miło mi to słyszeć 😊

Napisz komentarz