Pani Dwóch Krajów XCVI-C (Nefer) Brak ocen

Hans Makart, “Egipska księżniczka”

Niniejsza część przygód Nefera jest czwartą z opublikowanych 16 października. Wcześniejsze części znajdziecie poniżej.

XCVI

Ciała dostarczono do pałacu pod osłoną zmroku. Zgodnie z życzeniem Królowej Mistrz osobiście przyniósł tę wiadomość do gabinetu, w którym Władczyni przez cały wieczór zajmowała się jakimiś zwojami. Czyżby przeglądała i uzupełniała listy podejrzanych, których zamierzała pozbawić stanowisk i posłać na wygnanie? Nefer powziął takie przypuszczenie, gdy Bogini zapytała go, co sądzi o arcykapłanie Hethorze z Abydos.

– Nie mam o nim najlepszego zdania, o Pani. To zawistnik i chciwiec.

– Na Mnie również wywarł podobne wrażenie ale spotkałam czcigodnego Hethora tylko raz, podczas wizyty w twoim mieście… A jak oceniasz jego rozum?

– Niezbyt wysoko, o Wielka. Co ciekawe, także sam Heparis nie miał dobrego mniemania o swoim koledze z Abydos i dał to wyraźnie do zrozumienia.

– Czy uważasz, że Hethor mógłby brać udział w spisku?

To pytanie posiadało już dużo większą wagę niż opinia na temat charakteru i zalet umysłu dawnego zwierzchnika. Mogło zadecydować o losie dumnego do niedawna hierarchy. Nefer zawahał się przez chwilę i zważył w duchu odpowiedź.

– Obawiam się, że tak, Najjaśniejsza Pani.

– Nazwałeś arcykapłana swoim wrogiem podczas naszego pierwszego spotkania.

– Nie mogę cofnąć tych słów, o Świetlista. Były i są prawdziwe – odparł zdumiony, że Ona pamięta takie szczegóły. Dla Nefera tamta krótka rozmowa, gdy skuty łańcuchami klęczał u stóp Tronu Pani Obydwu Krajów jako oskarżony o obrazę Majestatu Władczyni i czekał na Jej wyrok, stanowiła jedną z najważniejszych chwil w całym życiu. Amaktaris już dawno powinna jednak o niej zapomnieć, z pewnością zdążyła przyzwyczaić się do wielu podobnych sytuacji. A może jednak nie? Najwyraźniej w tym wypadku tego nie uczyniła.

– W takim razie, Królowej nie pozostaje nic innego jak tylko pogratulować ci doboru wrogów. Nie wierzę, byś akurat ty wykorzystywał teraz okazję do zemsty… Ja również podzielam zresztą twoją opinię, Neferze. – Postawiła jakiś znak na liście. – W przypadku Merena z Nennesut żadnych wątpliwości mieć nie możemy. On musiał wiedzieć o wszystkim, a przynajmniej wystarczająco wiele. – Kolejny wpis uczyniony na papirusie. – I oto jeszcze jeden z naszych wspólnych nieprzyjaciół.

Mimo wszystko, rozmowa ta nie sprawiała Neferowi żadnej satysfakcji czy przyjemności, dlatego ucieszył się nawet z przybycia Mistrza Apresa. Zgodnie z zaleceniami Towarzysza Prawej Ręki apartamentów Władczyni strzegły już wzmocnione straże, ale do szczególnego lochu podążyli teraz jedynie w czwórkę, zabierając jeszcze Harfana. Na miejscu zastali dwóch niemych podwładnych Mistrza oraz ciała. Umieszczono je już w dolnej części piwnicy, nie trzeba było kłopotać się przykuwaniem skazańców do kamiennej podłogi. Tylko kładka łącząca obydwie otoczone wodą wysepki leżała jeszcze wzdłuż rozdzielającego je rowu. Kopiec majaczył groźnie w ciemnościach rozświetlanych pełgającymi płomieniami pochodni. Nefer zastanowił się przelotnie, na jak długo mogła wystarczyć tym żarłocznym mrówkom poprzednia uczta. Minęło już trochę czasu i wojowników kopca należało zapewne karmić, niezbyt obficie, by trwali w gotowości, ale jednak… Miał nadzieję, że rzucano im jakieś ubite zwierzęta… Może jednak trafiały tu również co jakiś czas ciała martwych skazańców z pobliskiego Placu Śmierci? Tak byłoby nawet dla wszystkich najwygodniej…

W ślad za Królową zszedł na dół. Zwłoki odarto z szat, leżały nagie, rzucone na plecy. Nefer przyjrzał się nadal aroganckiej twarzy Ramose oraz niezbyt ciekawemu obliczu Tahara. Nie mogło być żadnych pytań co do tożsamości obydwu. Zarówno kapłana jak i jego podłego sługę widział jeszcze dzisiejszego popołudnia, żywych i pewnych siebie, kroczących ku – jak sądzili – zwycięstwu, władzy, zaszczytom, bogactwu, chociaż każdy z nich inaczej to zwycięstwo sobie wyobrażał i innych zapewne spodziewał się nagród. A teraz byli martwi. Nubijczykowi poderżnięto gardło – sposób zadawania śmierci, w którym on sam zdawał się gustować. Ramose ktoś wbił nóż w plecy, co jeden ze strażników zademonstrował, na znak Mistrza odwracając ciało. Na twarzy sługi zastygł wyraz zaskoczenia, zdążył więc z zapewne zrozumieć, że umiera z ręki swoich panów. Ramose zginął szybciej, nóż ugodził prosto w serce, duma i wyniosłość nie zniknęły z oblicza kapłana.

– Ktoś znał się na rzeczy – zauważył Harfan – Nie jest łatwo trafić tak precyzyjnie, uderzając w plecy. To musiał być wyszkolony zabójca… albo wytrawny wojownik. I miał dobrą broń, ostrze weszło głęboko i pewnie.

Mistrz potwierdził te słowa skinieniem głowy. Królowa w żaden sposób nie skomentowała uwag Libijczyka.

– Chodźmy stąd! – rozkazała.

Gdy wspięli się już na wyżej położoną galeryjkę, ruchem ręki poleciła przerzucić kładkę. Strażnicy uczynili to pospiesznie, po czym jeszcze szybciej schronili się w bezpiecznej części lochu. Władczyni przyglądała się ciałom przez dłuższą chwilę.

– Kości wrzućcie do Rzeki, mistrzu. Po tych nędznikach nie powinien pozostać żaden ślad. I tak mieli szczęście.

Gdy wszyscy czworo znaleźli się już na powrót w osobistych komnatach Królowej, Towarzysz zamierzał odprawić Harfana.

– Za Twoim pozwoleniem, Pani, powinien odpocząć. Ja sam zastąpię teraz Libijczyka.

Amaktaris skinęła dłonią i wojownik opuścił pomieszczenie.

– Właściwie, to nie ma potrzeby, byś i ty nie mógł odpocząć, mistrzu. Nefer obejmie straż nad Moją Osobą..

– Nie powinien zostawać sam. Mimo wszystko, nie jest wojownikiem. I ma za sobą najcięższy dzień z nas wszystkich.

– Zamierzam wziąć teraz kąpiel, chcę oczyścić się po wizycie w lochach. Pozwól, mistrzu, że to Ja wybiorę sobie towarzystwo przy takiej okazji. Bo samej pewnie Mnie nie puścicie?

Apres zawahał się, nieco zakłopotany, zachował jednak milczenie. Nefer przypomniał sobie natomiast położenie i rozległość sali kąpielowej oraz jej grube mury. Przy poprzedniej okazji straże nie pojawiły się, pomimo głośnych odgłosów wydawanych zarówno przez Królową jak i Jej sługę. Nawet jeżeli żołnierze coś usłyszą oczekując przy wejściu do apartamentów, to czy zdecydują się na natychmiastową interwencję, choćby i dostali takie rozkazy? To przecież osobista łaźnia Bogini! I czy do tamtej komnaty nie prowadzi przypadkiem jakieś boczne wejście, z którego korzystają zwykle służki?

– Wybacz, Pani, ale to ryzykowne. – Ośmielił się zauważyć. – Byłabyś wystawiona na zbyt wielkie niebezpieczeństwo.

– Czy ty aby nie przesadzasz, Neferze? Czy wy obydwaj nie przesadzacie? – dodała Amaktaris, widząc potwierdzające słowa arcykapłana skinienie głowy Mistrza.

– Wielka Pani, przecież nie możesz zabrać tam straży!

– Dlatego zabieram ciebie.

– Jak trafnie zauważył towarzysz prawej ręki, nie jestem wojownikiem. A nasz przeciwnik to mistrz władania sztyletem.

– Sprzeciwiasz się Królowej, Neferze? Może masz jakieś inne powody?

– Najjaśniejsza, ja… Tak, muszę sprzeciwić się w tej sprawie. To naprawdę zbyt niebezpieczne.

– Waszym zdaniem, mam stać się więźniem we własnym pałacu?

– Z Twojej woli, o Pani. Ponieważ nie życzysz sobie podjęcia innych kroków. – To Apres uznał za stosowne wesprzeć byłego osobistego niewolnika.

– Ciekawe, jakie właściwie kroki masz na myśli? Skoro jednak jesteście tacy zgodni, rezygnuję z dzisiejszej kąpieli. Nie mogę oczyścić się z brudu, niech więc zanurzę się w nim głębiej. Mistrzu, pomożesz przy ocenie i uzupełnieniu tych wykazów. Ty natomiast, arcykapłanie, nie będziesz już potrzebny. Możesz udać się… na spoczynek. – Ostatnie słowa Amaktaris wypowiedziała z zauważalnym przekąsem. – Towarzysz też nie jest wprawdzie wojownikiem, ale nie wątpię, że w razie potrzeby poradzi sobie lepiej niż ty.

Odprawiła Nefera ruchem ręki i mógł już tylko opuścić apartamenty Władczyni. A jeszcze niedawno obiecywała ofiarować wszystkie możliwe nagrody i okazać wszelkie względy… Może zresztą pragnęła to właśnie uczynić? Nie pozostawało nic innego, jak wybaczyć Królowej zmienność nastrojów… Cóż jednak miał teraz ze sobą począć? Najchętniej poszedłby do Any, ale w obecnym usposobieniu Amaktaris zapewne nie przyjęłaby tego najlepiej. Z kolei we własnej komnacie kapłan  mógłby spodziewać się wizyty żony lub przynajmniej przesłania z zaproszeniem i sytuacja stałaby się równie niezręczna… Ahmes prawdopodobnie już spał albo udał się do domu… W końcu Nefer odszukał żołnierską kwaterę Harfana w koszarach gwardii. Wojownik jeszcze się nie położył i chętnie przyjął niespodziewanego gościa. Nie mogło być jednak mowy o opróżnieniu dzbana z piwem czy dłuższych pogawędkach, obydwaj musieli koniecznie odpocząć. Libijczyk wydał już rozkazy, by obudzono go przy okazji nocnej zmiany warty. Tym samym pozwolił przyjacielowi wyspać się do rana i należało wykorzystać tę okazję, choćby przygodnym posłaniem stał się przykryty jakąś derką zwykły snopek słomy. Doprawdy, życie świeżo ustanowionego arcykapłana Izydy w królewskim pałacu potrafiło stać się bardziej uciążliwe niż w czasach gdy był tam tylko niewolnikiem.

Następnego ranka Nefer doprowadził się do porządku i stawił w komnatach Monarchini. Zastał swoją Panią w zadziwiająco dobrej formie, zapewne zdołała jednak zażyć snu oraz dopełnić porannej toalety. Spożywała właśnie śniadanie w obecności stojącego za Jej siedziskiem Harfana. Kapłan pomyślał z odrobiną złośliwej zazdrości, czy może mleczny brat Królowej strzegł także odpoczynku Amaktaris w sypialni? Chyba jednak nie… Apartamenty zostały gęsto obstawione strażą, okna wychodziły na zamknięty dziedziniec, niezbyt grube ściany nie tłumiły większości odgłosów… Wojownik prawdopodobnie przesiedział tę noc w salonie…

– Witaj, Neferze. Może się przyłączysz, skoro i tak jesteśmy zapewne skazani na własne towarzystwo w ciągu tego dnia? Przy okazji ośmielisz Harfana, który uparcie odmawia przyjęcia poczęstunku. A przecież ktoś powinien próbować potraw na Moim stole? Czyż nie?

Podobnemu zaproszeniu kapłan nie potrafił się oprzeć, co podziałało w końcu także na Libijczyka. Raczyli się podanym obficie jadłem, chociaż tradycyjnie upodobania Najjaśniejszej odnośnie śniadania nie do końca odpowiadały gustom Nefera.

– Dowiedziałam się, że spędziłeś tę noc w kwaterze Harfana, na jakiejś kupie siana. Obiecałam ci własny pałac, a tymczasem nie znalazłeś choćby porządnej maty do spania. Nawet jako niewolnik sypiałeś pewnie lepiej? – Uśmiechnęła się, powtarzając niedawne myśli kapłana. – To  trochę Moja wina, czyż nie? Nie zaprzeczaj, tylko przyjmij przeprosiny Królowej.

Powitany w taki sposób, nie mógł przecież chować urazy. Po zakończeniu posiłku Amaktaris zażyczyła sobie odwiedzić plac ćwiczeń. Czyżby zamierzała odbyć trening wojskowy pomimo swego stanu i ogólnej, nadal poważnej sytuacji? Może to tutaj szukała teraz wytchnienia? Poprzestała jednak ostatecznie na przywdzianiu lekkiego stroju ćwiczebnego i uzbrojeniu się w oszczep. Do pozorowanej walki nakazała natomiast stanąć Harfanowi i Neferowi.

– Słyszałam, arcykapłanie, że pomimo swojej nowej godności nie zamierzasz rezygnować z treningu, a Mój brat zgodził się kontynuować naukę. Nie mam nic przeciwko temu, mogę tylko pochwalić taki zamiar. Ponieważ jednak istotnie byłoby lepiej, gdyby wieści o czymś takim nie rozeszły się szeroko, odprawiłam dzisiaj gwardzistów. Zaczynajcie!

Stoczyli kilkanaście pojedynków na oszczepy i najczęściej to Libijczyk powalał kapłana na ziemię. Raz czy drugi sztuka ta udała się Neferowi, który nie mógł jednak oprzeć się wrażeniu, że Harfan celowo pozwalał mu wygrać, by nie upokarzać przyjaciela w oczach Władczyni. Nie przypadkiem uchodził za najlepszego oszczepnika w królewskiej gwardii. Podobne uczucia dawno opuściły już jednak byłego osobistego niewolnika. Zdążył się przekonać, że uznanie Amaktaris można zdobyć także w inny sposób.

Po pewnym czasie okazało się, że Królowa nie przypadkiem postanowiła spędzić przedpołudnie na placu ćwiczeń i nawet przywdziała strój wojownika. Po którymś z kolei upadku Nefera spojrzała na stojące już wysoko słońce i nakazała przerwanie pojedynku.

– Niestety, nie zdołamy uciec od obowiązków. Samozwańcze opiekunki Irias, Amazonki, poprosiły o audiencję, a właściwie to jej zażądały. Uznałam, że lepiej będzie przyjąć je tutaj niż w sali tronowej czy w prywatnych komnatach. Ich delegacja powinna już czekać przy wejściu na dziedziniec. Wprowadź te kobiety Harfanie, a potem zostańcie tu obaj z Neferem. Pewnie i tak zresztą nie odeszlibyście, choćbym wydała taki rozkaz.

Kapłan nie miał dotąd okazji poznać bliżej dwóch wojowniczek, szatynki i brunetki, które szybkim krokiem wmaszerowały na plac. One również miały na sobie żołnierski rynsztunek, chociaż zgodziły się chyba zostawić w rękach straży oszczepy.

– Witaj, Amaktaris, Władczyni Wojowników – pozdrowiła Królową krótkowłosa szatynka, po czym obydwie Amazonki lekko skłoniły głowy.

– Witajcie, Charis, mistrzyni łowów, a także ty Eleno, wojowniczko. – Najjaśniejsza znała jednak imiona rozmówczyń oraz urząd jednej z nich, zapewne przywódczyni całej grupki po śmierci Koriny. – Z jakiego powodu prosiłyście o posłuchanie?

Charis niechętnym spojrzeniem obrzuciła Nefera i spróbowała użyć tradycyjnej wymówki swego ludu.

– Przychodzimy w sprawie naszej królowej, a takie kwestie, zresztą wszelkie inne także, nie powinny być omawiane w obecności niewolników!

– Nie widzę tu żadnego niewolnika!

– A ja tak. Ten tutaj jeszcze niedawno nosił łańcuchy i niewolniczą obrożę!

– Otrzymał wolność z Mojej ręki i jest teraz wolnym sługą Królowej, Władczyni Wojowników.

– Dałaś mu oszczep ale to nie czyni z niego wojownika. Potrafi używać tej broni jedynie wtedy, gdy uderza w plecy! – W porównaniu z Charis, nawet Korina mogła wydawać się mistrzynią sztuki dyplomacji.

– Czy prosiłyście o to posłuchanie tylko po to, aby dyskutować o jednym z Moich sług?

– Przyszłyśmy w imieniu naszej królowej, ale o tym tutaj Neferze też mamy zamiar porozmawiać. Dlatego żądamy, byś go odprawiła!

– To Moja decyzja, kogo wybieram do swojej świty! Mówcie, co was sprowadza, albo nie zabierajcie czasu Pani Obydwu Krajów. Możecie zacząć od tego, z czym przysłała was wasza królowa, Moja siostra Irias.

– Chcemy, aby władczyni Amazonek natychmiast powróciła do swego królestwa! Podstępem spowodowałaś, że nasze wysłanniczki zgodziły się na jej pobyt tutaj. To był błąd. Obiecywałaś naszej królowej bezpieczeństwo i właściwe dla jej pozycji traktowanie oraz nauki, a tymczasem została porwana, jak teraz słyszymy! Na dodatek otaczasz ją swymi sługami. Nauk waszego kraju Irias nie potrzebuje, mogą jej tylko zaszkodzić. Do tego walczysz z własnymi krewnymi, co zresztą nie może dziwić, skoro to głupi mężczyźni, ale z powodu tej ich głupoty bogowie chcą teraz odebrać Twojemu krajowi światło słońca. Tak mówi się od wczoraj na ulicach. Królowa Irias pragnie jak najszybciej wyjechać!

– Wasze wysłanniczki zgodziły się na pobyt Irias w Kraju Nad Rzeką przez cztery lata bo daję wam za to broń i złoto. Z Moimi krewnymi, zarówno ziemskimi jak i nieśmiertelnymi, poradzę sobie sama. I dlaczego królowa nie przyszła tu osobiście, by oznajmić o swojej woli wyjazdu?

– Jest jeszcze dzieckiem i nie wie, co będzie dla niej najlepsze. Pewne decyzje trzeba  podejmować za nią.

– I to właśnie wy, ty Charis, i ty Eleno, zmierzacie to czynić? I może jeszcze kilka waszych sióstr, które goszczę w Moim pałacu? Irias zostanie, dopóki z jej własnych ust nie usłyszę życzenia opuszczenia Egiptu! Czy jeszcze coś?

– Tak! Jak już powiedziałam, ona spędza zbyt wiele czasu z Twoimi sługami, z tym jednorękim starcem, z obecnym tutaj oszczepnikiem, z innymi zresztą także. To odbiera jej siłę ducha i wpaja złe obyczaje. Ale najgorszy z nich wszystkich jest ten niewolnik, któremu dałaś wolność. To on czyni z królowej Irias słabą, bezwolną i głupią poddaną mężczyzn, na podobieństwo innych kobiet w Twoim kraju. A powinna być władczynią i wojowniczką!

– Zapewniam cię, łowczyni, że taką będzie, a właściwie już jest. Dzięki krwi, która płynie w jej żyłach, ale także dzięki naukom, które tutaj pobiera. Jeżeli tego nie widzisz, to tym gorzej dla ciebie. By rządzić potrzebuje mądrości. A nie znam nikogo, kto potrafiłby przekazać jej więcej mądrości niż Nefer, a co nawet jeszcze ważniejsze, od kogo chciałaby ją przyjąć. Wy same nauczycie może Irias władać oszczepem, ale na pewno nie rozumem.

– W jaki sposób ten niewolnik posługuje się oszczepem i tym swoim rozumem, to już wiemy. Rozumu starczyło mu akurat na tyle, by wbić oszczep w plecy opiekunki stadniny! Nie został za to ukarany! Uznałaś nawet początkowo jego winę i skazałaś na śmierć, ale potem uwolniłaś i przywróciłaś do łask. To nie nasza sprawa, w jaki sposób traktujesz swoich niewolników, ale śmierć Koriny nie może pozostać bezkarna!

– Korina zdradziła, służyła Hetytom oraz ich księciu. To dlatego zginęła.

– Na to wszystko masz zapewne tylko słowo tego niewolnika, który zabił ją zdradzieckim ciosem w plecy?

– Jeżeli nawet, to wierzę w to, co mówi! A wasza opiekunka stadniny zginęła w uczciwej walce, chociaż nie zasługiwała na tak czystą śmierć.

– Czysta śmierć z ręki niewolnika? Chyba żartujesz!

– To Ja dałam Neferowi oszczep, którego użył w Mojej służbie. To uczyniło go wojownikiem.

– Uderzył w plecy, jak czynią to zdradzieccy mężczyźni. Nic zresztą dziwnego, w inny sposób nie zdołałby pokonać prawdziwej wojowniczki! Teraz też stoi tu w pancerzu i z oszczepem w ręku. W dziwny sposób traktujesz swoich niewolników, ale to nie nasza sprawa. To jednak nie czyni z niego wojownika i zaraz to udowodnię. Daj mi ćwiczebny oręż i niech zmierzy się ze mną!

– Nie ma mowy! I tobie także, Neferze, zabraniam przyjęcia tego wyzwania. To rozkaz!

– Boisz się, że jednak nie potrafiłby się obronić? Nie obawiaj się, nie zabiję twojego niewolnika. To byłaby nieuprzejmość wobec pani tego dworu.

– Powiedziałaś tu zbyt dużo, bym mogła pozwolić na taką walkę, choćby ćwiczebną – odparła chłodno Amaktaris, a Nefer odczuł jednak pewną ulgę.

– Odsuniesz tego sługę od naszej królowej? Bo ukarać, jak widzę, nie zamierzasz?

– Tylko wtedy, gdy ona sama wyrazi takie życzenie.

– Będziemy musiały powiadomić nasze siostry o tym, w jaki sposób dotrzymujesz zobowiązań.

– Tylko nie zapomnijcie o złocie, które otrzymujecie z Moich skarbców.

– Bądź spokojna, nie zapomnimy. Są jednak sprawy ważniejsze od złota. Powiedziałyśmy sobie już chyba wszystko. Skoro boisz się o swego sługę, a on nie chce walczyć, to nic tu po nas.

Aroganckie wojowniczki oddaliły się nie czekając na pozwolenie Królowej, która zresztą nie zamierzała zniżać się do spóźnionej próby jego udzielenia.

– Wybacz, Neferze, że naraziłam cię na coś takiego, ale ta rozmowa nie była łatwa także dla Mnie. I nie próbuj opowiadać tu głupstw, że powinieneś był stanąć do tej walki. Ona chciała nas sprowokować. By kogoś skrzywdzić, wcale nie trzeba zabijać. Charis jest zapewne wyśmienitą oszczepniczką, ale i Ja mam takich w Mojej służbie. Harfanowi nie próbowała rzucać wyzwania.

– Wielka Pani, ja…

– Tylko nie czuj się z tego powodu upokorzony, poważam cię z innych przyczyn i potrafisz służyć Królowej w sprawach, w których nikt nie zdoła cię zastąpić. W twoją odwagę też nie wątpię, ale przyjmowanie tego wyzwania byłoby zwykłą głupotą.

– To prawda, Neferze. Nie ukrywam, że jestem lepszym oszczepnikiem od ciebie, a zawahałbym się jednak przed taką walką, zwłaszcza, że niezależnie od wyniku, mogłaby nam wszystkim tylko zaszkodzić.

– Właśnie tak, Harfanie. – Władczyni spojrzała na mlecznego brata z uznaniem. – Mamy już wystarczająco dużo kłopotów. Muszę powiadomić Talię, wygląda na to, że przynajmniej część delegacji Amazonek podziela poglądy Koriny, a w słowach przebierają jeszcze mniej niż ona. Trzeba też roztoczyć dyskretną opiekę nad Irias, choćby po to, by jak najmniej przebywała w towarzystwie tych swoich rzekomych poddanych. Obydwoje znakomicie byście się do tego nadawali, ale mistrz z pewnością nie zwolni was teraz z waszego obecnego zadania ochraniania Królowej. Podejmowanie z nim jakiejkolwiek dyskusji w tej sprawie nie ma sensu. Pozostaje sierżant Tereus, zajmie się Irias z ochotą, a ona lubi ćwiczenia z bronią…

– Pułkownik ma z pewnością mnóstwo obowiązków związanych z przygotowaniem wojska na dzień zaćmienia… – zauważył Nefer.

– To prawda, ale sierżanta może wspomóc Horkan… Irias niezbyt go lubi, tak więc setnik na nic nie przyda się przy naszej księżniczce… To jednak znakomity oficer i jako zastępca Tereusa z gwardią poradzi sobie bez trudu.

– Od wczoraj nie widziałem Horkana, ani w pałacu, ani w koszarach? – spytał Harfan.

– Wysłałam go na objazd obozów w pobliżu stolicy, ale teraz wezwę z powrotem. Zamierzam dać mu szansę, by też się na coś przydał. Jest bardzo ambitny i nie chcę, aby poczuł się niepotrzebny czy odsunięty.

Po takich słowach Królowej Nefer nie miał już nic do dodania w tej sprawie. Udzieliwszy burzliwej audiencji Amazonkom, Amaktaris poczuła zapewne niechęć do dalszego przebywania na placu ćwiczeń i postanowiła udać się do szpitala. Tymczasowi strażnicy także zmuszeni byli to uczynić i tym sposobem Nefer spędził dużą część dnia pomagając uzdrowicielom w zajmowaniu się pacjentami. Mógł do woli przyjrzeć się pracy zarówno Amaktaris jak i Any, która zdawała się czuć jak u siebie w Abydos i bez skrępowania komenderowała pomocnikami, Mistrzem Sentotem a raz czy drugi nawet samą Władczynią. Na ogół przyjmowali to bez sprzeciwu, niekiedy wdawali się w fachowe dyskusje.

Pojawiła się też Irias, nadal pozostająca pod opieką Mistrza Serpy. Nie wydawał się do końca zadowolony z rzekomej troski, jaką otaczano dziewczynkę w świątyni i wymógł ponowne nałożenie opatrunku. Księżniczka przyjęła to z niezadowoleniem, humor poprawiła jej dopiero zapowiedź Amaktaris, że od następnego dnia będzie mogła wznowić ćwiczenia ze swoją „armią”, pod osobistym nadzorem sierżanta Tereusa. Królowa obiecała jej to solennie, uzyskując w zamian zgodę na pozostanie aż do wieczora w szpitalu.

Siłą rzeczy, zadanie opiekowania się Irias przypadło w tej sytuacji Neferowi. Z trudem zdołał wykręcić się od obiecanych wyjaśnień dotyczących zbliżającego się nastania ciemności. Uznał, że taki temat lepiej będzie jednak poruszyć już po przeminięciu kryzysu i do tego na osobności. W końcu dziewczynka zadowoliła się jakąś inną opowieścią, o bitwach i wojnach, co Nefer i tak uznał za zajęcie łatwiejsze i przyjemniejsze niż praca przy chorych. Późnym popołudniem Władczyni zarządziła podanie posiłku w prywatnej jadalni i zaprosiła wszystkich obecnych. Nadszedł również Mistrz Apres. Po niezbyt wystawnej jak na warunki pałacu kolacji Królowa odprawiła niewtajemniczonych biesiadników, zatrzymała jednak jeszcze Nefera oraz Harfana.

– Wszystko przebiega zgodnie z planem i rozkazami, które wydałaś, o Pani – obwieścił Towarzysz Prawej Ręki. – Spiskowcy poddają się w Stolicy oraz na prowincji, nie mają zresztą innego wyjścia. Heparis i wielu innych są już w naszych rękach, tak jak sobie życzyłaś. Zadbam odpowiednio o ich bezpieczeństwo. Wśród ludu można znaleźć ślady obaw, ale panuje spokój. Poddani czekają na zapowiedziany znak od bogów.

– A co z przygotowaniami do złożenia przebłagalnej ofiary?

– Najważniejsza część ceremonii odbędzie się pod murami Pałacu, na placu sądów i parad. Jak zawsze, zasiądziesz na podeście tronowym, dla księcia poleciłem zbudować specjalną, drewnianą platformę. Gdy zapadną ciemności – tu Mistrz znacząco spojrzał na kapłana – zdrajcę przyprowadzą z bramy przed Twoje oblicze i rzucą do stóp Tronu. Wypowiesz stosowne słowa i ogłosisz decyzję bogów. Następnie straże zawiodą Nektanebo na pomost, gdzie zostanie uduszony, w taki sposób, by nie popłynęła ani kropla królewskiej krwi. Wybrałem już jednego z moich podwładnych, potrafi posługiwać się pętlą ze sznura. Ile mamy czasu, arcykapłanie? Byłoby najlepiej, gdyby książę umarł niedługo przed początkiem powrotu jasności. Jak sądzę, tarcza Amona-Ra odsłoni się stopniowo?

– Tak, panie – odparł Nefer, nieco jednak poruszony beznamiętnym podejściem Mistrza do podobnych szczegółów, chociaż właściwie powinien się już do tego przyzwyczaić. – Nie wiem, ile dokładnie potrwa zaćmienie, ale raczej niezbyt długo. Lepiej uczynić wszystko z pewnym wyprzedzeniem, najwyżej poczekamy chwilę na odpowiedź bogów.

– Byle niezbyt długą, Neferze – odezwała się Królowa, również bez sentymentów podchodząc do losu zdradzieckiego kuzyna.

– Może zacznijmy wszystko gdy pozostanie jeszcze widoczny jakiś skrawek tarczy słonecznego boga? Możesz przeciągnąć lub skrócić Twoją przemowę, o Wielka, aby dobiegła końca kiedy nadejdzie pełna ciemność. Potem należy bez zbędnej zwłoki zabić księcia i niezbyt długo, jak sądzę, czekać na powrót światła. – Jak się okazało, sam Nefer też potrafił myśleć o wszystkim na zimno.

– Tak uczynimy – zgodziła się Władczyni. – Gdy już nastanie jasność, ciało zdrajcy trzeba okazać całemu ludowi.

– Może każę powiesić je na zewnętrznym murze Placu Śmierci?

– Doskonale, mistrzu. Tylko dopilnuj, by odganiano ptaki. Jego krew nie powinna jednak spłynąć na piasek. Potem rzućcie zwłoki wojownikom kopca. Na pewno nie pozostawią ani kropli.

– Jak rozkażesz, o Wielka. Zadbam o wszystkie szczegóły.

– Został jeszcze jeden… I chcę was prosić, byście towarzyszyli Królowej przy dopełnieniu tego obowiązku.

– Pani?

– Muszę powiadomić Mojego kuzyna o losie, który przeznaczyli dla niego bogowie. A raczej Ja przeznaczyłam. Ponieważ jednak jestem również Boginią, nie czyni to większej różnicy.

– Nie ma takiej potrzeby, Najdostojniejsza. Książę przebywa w najbardziej odosobnionym lochu i o niczym nie wie. Zadbałem o to. Niech tak pozostanie, może lepiej, by nie poznał prawdy aż do ostatniej chwili? A jeżeli już chcesz, by znał swoje przeznaczenie, to nie musisz oznajmiać tego osobiście.

– Skoro wydałam wyrok, nie będę uchylać się od ogłoszenia go skazańcowi. Jeżeli ma zginąć z Mojej woli, niech  usłyszy o tym z Moich własnych ust.

– A jeżeli zechce, być może, popełnić samobójstwo i w taki sposób pokrzyżować nasze plany?

– Postarasz się, mistrzu, by nie otrzymał takiej możliwości. Znam zresztą Mojego kuzyna, jest zbyt wielkim tchórzem, by uczynić coś takiego. Prowadź do lochów.

Gdy Władczyni wypowiadała te słowa, Nefera przeszyły dwie myśli. To on sam tak naprawdę podsunął pomysł złożenia księcia w ofierze… W ofierze bogom czy też raczej na ołtarzu walki o władzę? Co prawda, ostateczna decyzja należała do Królowej, ale wykorzystała jednak plan  swego arcykapłana. „Uczyniłeś to dla Irias, przede wszystkim dla niej. Nie było innego sposobu, a przynajmniej nie potrafiłeś takiego znaleźć.” – Powtarzał w duchu. – „Ona także robi to dla księżniczki”.

Druga myśl okazała się jeszcze mniej przyjemna. Czy Monarchini chce oznajmić wyrok kuzynowi tylko z poczucia obowiązku? Czy też może po to, by ujrzeć w oczach zdrajcy strach, by zaspokoić własne okrucieństwo, by cierpiał męki oczekiwania? Jest przecież lwicą, a wielkie koty potrafią bawić się swoją zdobyczą… Można by powiadomić skazańca dopiero jutro… Tylko po co? Książę po stokroć zasłużył na swój los i mało kto będzie go żałował.

Udali się w czwórkę do znanej Neferowi części lochów przeznaczonej dla specjalnych więźniów. Nie tak dawno sam miał okazję spędzić tam kilka dni w jednej z cel, nie najgorszej w porównaniu z innymi, jak musiał wówczas przyznać. Teraz w całym tym skrzydle przebywał tylko sam książę, nadal zakuty we własne, wykonane ze złota łańcuchy, które przygotował niegdyś dla Królowej. Poza tym szczegółem arystokratę traktowano zapewne znośnie, nie wydawał się bowiem zabiedzony i w jakimś stopniu wróciła mu nawet wrodzona buta. Nektanebo pilnowało kilku strażników, wybranych – jak zapewnił Mistrz – spośród najbardziej zaufanych. Na widok Władczyni więzień wprawdzie wstał, nie zamierzał jednak upaść na kolana czy w jakikolwiek inny sposób oddać należny hołd.

– Długo kazałaś czekać na swoją wizytę, kuzynko. Czy zrozumiałaś wreszcie, że musimy dojść do porozumienia i powinnaś mnie uwolnić? Jeżeli przywrócisz moje dobra to obiecuję, że zapomnę o doznanych krzywdach i będę lojalnie uznawał Twoje panowanie.

„On jest jednak naprawdę niewiarygodnie głupi.”– Pomyślał Nefer. – „Nawet teraz nie zdaje sobie sprawy z powagi własnej sytuacji. Obiecuje wybaczyć doznane krzywdy… Jakim stałby się władcą, gdy plan wrogów się powiódł?” – Inna sprawa, że los zdrajcy został już przesądzony i żadne błagania nie zdołałyby tego zmienić. A obecne zachowanie Nektanebo jeszcze ułatwiało tylko sprawę.

– Przychodzę oznajmić ci, kuzynie, że właśnie będziesz miał okazję wesprzeć Moje rządy oraz przysłużyć się Krajowi. Zapewne po raz pierwszy w życiu.

– W jaki sposób, o Pani? Uczynię wszystko, co rozkażesz!

W głosie księcia dało się usłyszeć radość ze spodziewanego ułaskawienia oraz towarzyszącą jej służalczość, upadł nawet teraz na kolana. Zapewne udawał więc tylko arogancką pewność siebie. Monarchini nie zwlekała jednak z oznajmieniem prawdy o losie skazańca. Zapewne nie czerpała wcale okrutnej radości ze strachu oraz zawiedzionych nadziei, zamierzała po prostu szybko zakończyć tę przykrą rozmowę.

– Za dwa dni od dziś zostaniesz stracony, kuzynie. Oddasz życie z woli bogów, by ocalić Kraj Nad Rzeką i Nasz wierny lud.

– Moja krew ściągnie klątwę i nieszczęście na cały Egipt! Nie zapominaj o tym, także we własnym interesie! Nie zdołasz ukryć mojej śmierci!

– Nie zamierzam niczego ukrywać. Umrzesz uduszony na oczach całej stolicy i krew nie popłynie. A zresztą, sami bogowie zażądają twego życia i z zadowoleniem przyjmą tę ofiarę, wszyscy będą mogli się o tym przekonać.

– Bogowie? Bogowie żądają mojego życia? To raczej Ty zamierzasz mnie zgładzić… Wiem, jestem winny, ale pragnę służyć Ci ze wszystkich sił, Najjaśniejsza. Jesteś prawdziwą Boginią, Żywym Obrazem Izydy, możesz wszystko… Wszystko zależy tylko od Twojej woli… Moje słowa są prawdziwe, będę Ci służył, daj tylko szansę swemu niewolnikowi… Błagam, ulituj się o Najpotężniejsza z Potężnych!

Przerażony książę uderzył czołem o kamienie posadzki. Królowa przyglądała się tej scenie z niesmakiem, doprawdy nie wydawało się, aby czerpała z niej jakąkolwiek satysfakcję.

– Tak, jestem Boginią. Gdybyś zrozumiał to wcześniej, może obyłoby się bez tego, co teraz musi nastąpić. Sprawy zaszły jednak za daleko i ofiara z twojego życia, książę, jest niezbędna. Nic już tego nie zmieni.

– Chcesz sycić się moim upokorzeniem i strachem? Spójrz, czołgam się w pyle u Twoich stóp, o Najdostojniejsza z Władczyń. Po to tu przybyłaś, możesz więc okazać łaskę, błagam!

– Przybyłam tu tylko po to, byś dowiedział się o swoim losie z Moich własnych ust. Na tym polegają między innymi obowiązki Królowej, a ta rozmowa nie sprawia Jej żadnej przyjemności. Ale czegoś takiego nigdy nie zrozumiesz, kuzynie.

– Po co więc przyprowadziłaś tych tutaj? Po co przyprowadziłaś tego niewolnika? To na pewno ten pomiot szakala podsunął Ci tę straszną, niegodną myśl! Jestem Twoim krewnym, o Boska Pani, a on mnie nienawidzi, bo zawsze uważałem, że należy wskazywać właściwe miejsce takim jak on. Teraz się mści…

– Być może Nefer potrafi czerpać satysfakcję z twego upodlenia, książę, chociaż Ja w to nie wierzę. Jeżeli jednak nawet masz rację, to trudno brać mu to za złe. Zasłużył na taką nagrodę wierną służbą dla Królowej. I jest teraz Moim arcykapłanem, arcykapłanem Izydy!

– Jak mogłaś wybrać takiego kundla? Kundla, który urodził się z nogami powalanymi gnojem?

– Nie w taki sposób oceniam Moje sługi!

– A w jaki właściwie? Po tym, jak potrafią płaszczyć się przed Tobą i całować Twoje własne stopy? Nie myśl, że nikt o tym nie wie!

– Wolę nie przypominać o tym, jak ty traktowałeś swoich poddanych i w jaki sposób oceniałeś ich przydatność. Nie ma jednak potrzeby przedłużania tej rozmowy. Żegnaj, kuzynie. Umrzesz za dwa dni. Przygotuj się do tego  najlepiej jak zdołasz.

Amaktaris skinęła dłonią na towarzyszącą Jej świtę i wszyscy szybko opuścili więzienie.

– Nie powiedziałaś księciu o zaćmieniu oraz o roli, którą ma odegrać w przebłaganiu bogów – zauważył Mistrz.

– O tym nie musi wiedzieć wszystkiego. Może potrafiłby jednak skończyć ze swoim nędznym życiem, gdyby pojął, że mógłby w ten sposób zaszkodzić Moim planom. Niech nadal pozostanie w nieświadomości tej sprawy. Dopilnuj tego, towarzyszu, podobnie jak i tego, by nie znalazł okazji do samobójstwa. Tylko wybrani, najpewniejsi strażnicy.

– Jak rozkażesz, o Pani

– Ponieważ znowu czuję się brudna i ponieważ pewnie tego wieczoru także nie pozwolicie na zorganizowanie porządnej kąpieli, zajmę się raz jeszcze tym całym dołem z nieczystościami. Mistrzu, jeżeli zechcesz, proszę byś dotrzymał teraz towarzystwa Królowej i złożył szczegółowy raport, który z pewnością przygotowałeś. – Apres skłonił się bez słowa. – Wy zaś jesteście wolni, dziękuję za waszą dzisiejszą służbę, nie zawsze przyjemną. Harfanie, przyjdź po nocnej zmianie warty. Towarzysz też musi odpocząć. Ty zaś, Neferze… Jutro zamierzam raz jeszcze objechać koszary i obozy w pobliżu stolicy. To na pewno nie zaszkodzi. Na nic się tam nie przydasz, Mój brat zajmie się nadzorowaniem straży. Możesz więc udać się z żoną obejrzeć twój pałac arcykapłana Izydy. Nakazałam już, by rozpoczęto tam stosowne porządki, ale spojrzenie oka nowego pana, a zwłaszcza pani, bardzo się przyda… Odniosłam wrażenie, że Anie zależy na tej wycieczce. Tylko weźcie odpowiednio silną straż… Potem pomożesz sierżantowi przy Irias. Do tej pory pewnie będzie miał już dość towarzystwa naszej księżniczki i jej wojaków. I jeszcze jedno, Neferze… – dodała cicho, podchodząc o krok czy dwa. – Nie musisz koniecznie spać dzisiaj na wiechciu słomy.

Wypowiedziawszy te słowa, Amaktaris oddaliła się wraz z  Mistrzem Apresem.

XCVII

Zwolniony w ten sposób z obowiązków, Nefer udał się do własnej kwatery, umył w przeznaczonej do tego sadzawce i dopełniwszy wieczornej toalety postanowił odwiedzić żonę w jej pałacyku. Zastał Anę ubraną wyjątkowo elegancko jak na wieczór spędzany prywatnie w czymś w rodzaju domowego zacisza. Przyjęła męża życzliwie, poleciła podać wino i przesiedzieli dłuższy  czas na tarasie, sącząc trunek oraz przyglądając się gwiazdom.

– Nie zdążyłam pogratulować ci awansu, Neferze. Jako arcykapłan Izydy jesteś teraz zwierzchnikiem jednego z najważniejszych kultów w Kraju. Czy zrealizowałeś swoje ambicje?

– Nigdy takich nie miałem, Ano.

– A powinieneś, bo jak mało kto zasługujesz na podobne stanowisko. Widziałam to już wówczas, gdy cię poznałam.

– Czy to dlatego obdarzyłaś mnie swoimi łaskami? Licząc na przyszłą karierę i zaszczyty? – spytał przekornie.

– Wiesz, że nie. Długo musiałam zresztą na nie czekać – odparowała równie żartobliwie.

– Ale teraz będę mógł dać ci to wszystko, czego jesteś warta… Bogactwo, klejnoty, pałac, służbę…

– Czy myślisz, że aż tak bardzo mi na tym zależy? Tak naprawdę otrzymasz te dobra od Królowej, chociaż nie przeczę, że na nie zasłużyłeś i to nie tylko talentami do sławienia Boskiej Izydy w wierszach czy adorowania Jej stóp. – Tym razem słowa żony zabrzmiały cierpko.

– Chcesz, bym to wszystko odrzucił?

– Nie… Jak powiedziałam, zasługujesz na taki awans… Wątpię zresztą, by Ona pozwoliła ci odejść i nie przyjąć ofiarowanych łask… A przynajmniej nie tych, o których mówisz…

– Co masz na myśli?

– To, że Amaktaris nie pozwoli ci odrzucić godności arcykapłana.

– Czy tylko to? Ano… Czego dotyczą te obietnice Królowej, o których ciągle słyszę?

– Nie domyślasz się? Już o tym mówiłam. Przeprowadzenia pewnego rytuału, w którym niezbędny jest szczególny, osobisty udział Bogini, a który według starych, na wpół zapomnianych legend zdoła zapłodnić łono każdej kobiety… Obiecała, że to uczyni, gdy razem z prośbą przesłałam Jej te nieszczęsne wiersze. Uznałam, że to jedyny sposób, by Ją zainteresować…

– To obiecała ci już dawno, Ano… Jakie jednak obietnice złożyła teraz, gdy swoją sztuką przywróciłaś wzrok Ahoresowi, czyniąc to w imieniu samej Izydy?

– Tego też powinieneś był się domyślić, Neferze… Obiecała, że nie odbierze mi męża…

– W jaki sposób miałaby to zrobić?

– Przysięgła, że cię nie poślubi i nie posadzi obok siebie na Tronie Górnego i Dolnego Kraju, jeżeli już koniecznie chcesz wiedzieć!

– Przecież i tak nie mogłaby uczynić niczego podobnego, to zupełnie absurdalne!

– Nie wiem, Neferze. Skąd miałabym wiedzieć coś takiego? Ona może wszystko… Prawda, wzroku przywrócić nie potrafi, ale ofiarowanie podwójnej Korony Obydwu Krajów własnemu wybrańcowi leży jak najbardziej w Jej możliwościach.

– Z pewnością nigdy o niczym podobnym nie myślała. Twoje obawy były i są bezpodstawne! Po co wymogłaś taką obietnicę?

– Bo cię kocham i nie chcę utracić… Zażądałam tej obietnicy i Ona ją złożyła… Zawsze dotrzymuje słowa, wszyscy to wiedzą… Nawet Jej wrogowie w to wierzą… Teraz też dotrzyma, musi dotrzymać… Czy zdołasz mi to wybaczyć?

Nefer objął żonę ramionami.

– Nie mam czego wybaczać, Ano. To i tak było zupełnie niemożliwe… Wiem o tym ja, wie o tym Amaktaris, wiesz i ty, w głębi serca… Należało poprosić o pałac albo o coś podobnego.

– Pałac dostałeś ty, o ile oczywiście zechcesz teraz podzielić go ze zwykłą uzdrowicielką…

– Jutro wybierzemy się, by obejrzeć tę rezydencję. Wydasz rozkazy w sprawie jej urządzenia.

– Zrobimy to razem. Zostałeś przynajmniej arcykapłanem Izydy, jednym z pierwszych dostojników w państwie.

– To i tak za dużo dla kapłana z prowincji, nie wiem czy zdołam temu sprostać.

– Poradzisz sobie znakomicie, jestem tego pewna. Na Tronie Obydwu Krajów też byś sobie poradził. O tym również wiemy wszyscy troje.

– To była nieprawdopodobna mrzonka, zrodzona z twoich obaw, Ano. Coś, o czym nie warto nawet rozmawiać. Powiedz lepiej, w jaki sposób zamierzacie przeprowadzić ten rytuał, który zaplanowałyście razem z Królową? – Nefer pragnął zmienić przykry dla obojga temat.

– Jesteś teraz co prawda arcykapłanem Izydy, mężu, ale to nie oznacza, że musisz zaraz wiedzieć o wszelkich planach i poczynaniach Bogini – odparła Ana, ku zadowoleniu Nefera odzyskując humor i zwykłą pewność siebie. – Przekonasz się o wszystkim sam, już niedługo. Mogę powiedzieć tylko tyle, że powinno ci się to spodobać. W końcu obydwie dobrze cię znamy. Szczegóły niech jednak pozostaną dla ciebie niespodzianką.

– Niech i tak będzie, żono.

– Ponieważ twój pałac nie jest jeszcze właściwie urządzony, a kwatera niezbyt wygodna, może przyjmiesz zaproszenie na noc? Ja też mam dla ciebie małą niespodziankę, a i prośbę zarazem… – Uśmiechnęła się prowokująco.

– Co to za niespodzianka?

– Zabierz ten dzban z winem i chodź. Służbę już odprawiłam.

Gdy znaleźli się w sypialni żony, wskazała złożone na łożu szaty. Był to kompletny strój arcykapłana Izydy, tyle, że w wersji o wiele bogatszej niż ta, którą Nefer nałożył udając się do świątyni Ozyrysa. Nie brakowało złotej biżuterii oraz oznaki urzędu, cedrowej laski ozdobionej kunsztownie wykonanym wizerunkiem głowy bogini.

– Może zechcesz się przebrać, arcykapłanie?

– Skąd wzięłaś to wszystko?

– Poleciłam przygotować, jeszcze wczoraj. Klejnoty i laskę ofiarowała Królowa Amaktaris.

– Ale dlaczego? Mam już odpowiedni ubiór.

– I myślisz, że jedna szata ci wystarczy? Przymierz wreszcie!

Wiedział, że w podobnych sprawach dyskusje z żoną nie rokują żadnych szans powodzenia, spełnił więc jej zachciankę, co zajęło zresztą dłuższą chwilę.

– Dobrze wyglądasz, Neferze. Dużo lepiej, niż w stroju młodszego kapłana. Szaty twego urzędu doskonale do ciebie pasują.

– Czy mogę je już zdjąć?

– Ależ nie… Przecież nie po to kazałam dostarczyć ten strój właśnie tutaj…

– A po co właściwie? – spytał niemądrze.

– Pewnie nigdy o tym nie mówiłam, ale zawsze miałam ochotę kochać się z arcykapłanem… Kto wie? Może to dlatego przyjęłam twoje zaloty i zdecydowałam się poślubić właśnie ciebie? Nie tak łatwo znaleźć i usidlić wolnego arcykapłana… To rzadka okazja, nawet jeżeli trzeba trochę poczekać na jego awans! – zażartowała.

– Skoro darzysz specjalnymi względami arcykapłanów, to z pewnością nie musiałaś aż tak długo czekać. Mogłaś skorzystać z oferty Hethora. – Żart Nefera okazał się dużo mniej udany.

– No wiesz? Jak mogłeś pomyśleć i powiedzieć coś takiego? Czuję się obrażona i oczekuję przeprosin…

– Przepraszam, Ano. Błagam, wybacz mi.

– Neferze, arcykapłan Izydy nie powinien nikogo błagać o wybaczenie… Tylko samą boginię, jeśli zajdzie taka potrzeba… – Uśmiechnęła się z błyskiem w oczach.

– Pozwolisz? – spytał niepewnie, pamiętając o reakcji żony podczas ich poprzedniego intymnego zbliżenia.

– Tak, bo wiem, że sprawi ci to przyjemność… A mnie także nie będzie dzisiaj przykre…

Zachęcony w ten sposób, upadł na twarz przed Aną, niczym arcykapłan adorujący posąg bogini podczas oficjalnych uroczystości w świątyni, z rozłożonymi dłońmi i odsuniętą nieco laską.

– Boska Pani, Dawczyni Życia i Światła, Córko i Siostro Bogów, czy zechcesz wybaczyć swemu najniższemu słudze?

– Cóż takiego miałabym wybaczyć, arcykapłanie?

– Niegodne słowa wypowiedziane w Twojej obecności.

– Czy były to tylko słowa?

– Także niestosowne myśli i pragnienia, które odczuwam, gdy widzę Twoją Boską Postać.

– Być może wcale nie uznam ich za aż tak niestosowne, jeżeli zechcesz wyrazić je przed Moim Obliczem…

– Pragnę ucałować Twoje stopy, cudowna Izydo. I nie tylko stopy…

– Na co więc czekasz, arcykapłanie? Korzystaj z łaskawości bogini.

Nefer przysunął się i zaczął adorować stopy żony, całując palce, grzbiety, kostki. Po chwili Ana cofnęła się, zmuszając męża do wyciągnięcia szyi i czołgania się po podłodze, w czym przeszkadzały nieco nałożone wcześniej ozdoby. Uczyniła to, by usiąść na krawędzi łoża. Kapłan uniósł wówczas głowę i jego usta zaczęły szukać drogi ku kolanom, udom, a wreszcie miejscu rozkoszy małżonki. Uzdrowicielka zerwała tymczasem własną szatę i opadła na posłanie. Jej dłonie rozchyliły wargi sromowe, ułatwiając dostęp Neferowi. Język mężczyzny odnalazł najwrażliwszy punkt ciała kobiety-bogini, muskając go szybkimi, poprzecznymi ruchami. Wyczuwając narastające drżenie ud Any oraz słysząc wydawane przez żonę jęki, kapłan sięgnął prawą dłonią po porzuconą na podłodze laskę z głową Izydy i wsunął jej pozbawiony ozdób, lekko zaokrąglony dolny koniec w wilgotne wnętrze uzdrowicielki. Nie przestając pracować językiem, popychał koniuszek oznaki swego urzędu w otwór wrót rozkoszy małżonki. W pewnej chwili Ana chwyciła męża za uszy i mocno przyciągnęła jego głowę, zaciskając jednocześnie uda. Mógł poczuć ich drżenie, okrzyki ekstazy żony usłyszał jakby z oddali. Sam odczuwał przemożny ból w skutej pierścieniami męskości. Czy to się nigdy nie skończy? Ana, jak gdyby odczytując myśli męża, wysunęła i odrzuciła laskę, po czym pociągnęła Nefera ku sobie. Jej dłoń przedarła się przez szatę kapłana i zacisnęła na genitaliach, obejmując zarówno berło jak i nienawistne pierścienie. Palce poruszały się gwałtownie…

– Chcę czegoś innego, chcę poczuć twoje ciepło, poczuć je w sobie… – wydyszała.

Obręcze nie rozluźniły jednak swego uścisku i wbrew pragnieniom obojga nadal niewoliły Nefera. Nie posiadając doświadczenia, Ana nie potrafiła usunąć ich równie łatwo i szybko jak Królowa Amaktaris. Zawiedziona, odepchnęła męża.

– Rusz się, wstań! Zdejmij tę szmatę, na co czekasz! – rozkazała.

Zaskoczony w pierwszej chwili reakcją żony, wykonał to polecenie z pewnym opóźnieniem. Ta zwłoka okazała się decydująca, największe uniesienie opadło i Ana opamiętała się. Gdy zerwawszy kosztowną zapewne szatę – któryż to już elegancki strój zdołał zniszczyć – Nefer klęczał  na posłaniu ukazując oczom małżonki zarówno genitalia jak i pierścienie, ta zacisnęła je tylko delikatnie w dłoni.

– Wybacz Neferze, wybacz mój arcykapłanie… Nie mogę ich teraz zdjąć, wszystko pójdzie wtedy na marne… Nie mogę… Nieważne, jak bardzo bym tego chciała… Nie jestem jednak prawdziwą boginią…

– Dla mnie zawszą nią byłaś i nadal jesteś. – Objął żonę ramionami, w które wtuliła się z całych sił.

– Musimy poczekać, jeszcze tylko kilka dni… Czy zdołasz mi wybaczyć? Dałeś jej syna, to i ja mogę stać się brzemienną, ale musimy poczekać.

– Poczekamy tyle, ile będzie trzeba.

– To już niedługo, obiecuję…

– Czy hołdy składane przez arcykapłana spełniły oczekiwania Izydy? – spytał, by rozluźnić nastrój.

– Tak, ale nie do końca. Bogini liczy na częstsze odbywanie podobnych ceremonii. Spodziewa się też, że w nowej rezydencji zwierzchnika jej kultu znajdzie się w tym celu odpowiednie sanktuarium.

– O to zatroszczysz się już sama, Ano. Jutro obejrzymy ten pałac. – Zamknął usta żony pocałunkiem, po czym ruszył poszukać wina. Wolałby zwilżyć gardło piwem, ale zdążył się już przekonać, że królowe i boginie gustują w bardziej wyszukanych trunkach.

Wyprawa do pałacu arcykapłana Izydy okazała się bardzo udana. Ana wymogła na mężu, by przywdział strój stosowny do swego urzędu. Razem z Królową przygotowały chyba niewyczerpany zapas tych szat. Sama także wybrała ubiór wytworny i elegancki. Zarządca dworu bez dyskusji przyjął polecenie podstawienia lektyki, a pułkownik Tereus zgodnie z życzeniem Amaktaris przydzielił jako eskortę kilkunastu żołnierzy. Sam wyruszał właśnie, by osobiście zająć się ćwiczeniami Irias oraz jej „wojowników”. Takie zadanie w przeddzień decydujących wydarzeń niezbyt zapewne odpowiadało staremu weteranowi, otrzymał jednak  instrukcje i rozumiał ważność swojej misji. Horkana nigdzie nie spotkali.

Rezydencja rozciągała się nad Rzeką, w pewnej odległości od Pałacu, za to w bezpośrednim sąsiedztwie świątyni Izydy. Ta ostatnia oczekiwała dopiero na uroczyste wprowadzenie nowego zwierzchnika. Miało to nastąpić już po przywróceniu blasku słońca przez Świetlistą Boginię. Sporych rozmiarów budynek przyszłej siedziby Nefera otaczały ogrody, nieco obecnie zaniedbane. Trwały w nich jednak intensywne prace, zmierzające do poskromienia nazbyt rozbuchanej roślinności. Oczyszczano sadzawki i baseny. Ana poświęciła parkowi dużo uwagi, wydając różne polecenia. Nefer starał się nie okazywać zniecierpliwienia, bardziej interesowały go wewnętrzne pomieszczenia pałacu, ale cała ta wyprawa służyła przecież głównie przyjemności żony. Okazało się jednak, że otrzymał również wystarczająco wiele czasu, by zapoznać się ze wszystkimi chyba salami i komnatami. Tutaj także krzątały się prawdziwe tłumy robotników i służących. Ana poleciła wezwać zarządcę, który oprowadził ich oboje po całej rezydencji. W każdym właściwie pomieszczeniu miała uwagi dotyczące wystroju i wyposażenia. Czy koszty tych zachcianek pokryje Królowa? A może skarbiec świątyni? Nefer nie miał pojęcia i postanowił nie zawracać sobie tym w tej chwili głowy. Żona żywo zajęła się wydaniem dyspozycji dotyczących urządzenia sypialni. To przyciągnęło w końcu uwagę samego arcykapłana i dał się wciągnąć w dyskusję z zarządcą. Ostatecznie, komnata ta stać się miała szczególnym sanktuarium, jak zapowiedziała wczoraj Ana. Potem przyszła kolej na gabinet pana domu oraz wybór odpowiedniego pomieszczenia przeznaczonego na jego prywatną bibliotekę. Nefer zamierzał jak najszybciej sprowadzić z Abydos swoje ukochane zwoje i znacznie powiększyć zbiory. Planowanie ich rozmieszczenia okazało się interesujące… Po raz pierwszy poczuł, że może posiadanie własnego pałacu będzie wygodne i przyjemne… Wizyta nowego pana i nowej pani rezydencji dobiegła wreszcie końca. Pozostając na oczach żołnierzy oraz służby musieli zachować powściągliwość i dopiero w lektyce Ana mogła okazać zadowolenie.

– Mężu, potrafisz sprawiać cudowne niespodzianki. To wszystko bardzo różni się od naszej kwatery w Abydos… Chociaż i tam nie było nam wcale źle – dodała po chwili.

Po powrocie spożyli jeszcze niespieszny posiłek w pawilonie Any i w końcu arcykapłan zdecydował się uwolnić sierżanta od obowiązku opieki nad Irias. Nadchodziło popołudnie i Tereus z pewnością musiał odczuwać zniecierpliwienie. W końcu następnego dnia Amon-Ra zamierzał zakryć swoje oblicze, a niebezpieczna rozgrywka o władzę nad duszami ludu miała zostać rozstrzygnięta. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, jeżeli nie zawiodą własne obliczenia Nefera. Na dowódcę gwardii czekały liczne obowiązki. Kapłan uświadomił sobie, że przyjemnie spędzając czas zdołał odpędzić niespokojne myśli. Teraz powróciły, zwłaszcza, że Irias domagała się obiecanych wyjaśnień dotyczących spodziewanego nadejścia ciemności. Okazało się, że Amaktaris zamierza zabrać ją ze sobą i umieścić we własnej świcie. Nefer miał niejakie wątpliwości, czy brutalne raczej widowisko, które zaplanowano, jest odpowiednie dla księżniczki. Była jednak wojowniczką i w przyszłości miała zostać prawdziwą władczynią, powinna więc poznać także taką stronę sprawowania rządów. Przypomniał sobie zresztą, że Irias wielokrotnie asystowała już zapewne Amaktaris podczas odbywania sądów i wymierzania sprawiedliwości. Poza wszystkim, w towarzystwie Świetlistej Pani powinna być najbezpieczniejsza. Tymczasem starał się w możliwie prosty sposób wyjaśnić dziewczynce naturalne przyczyny tego, co miało nastąpić. Odniósł wrażenie, że tłumaczenia te utwierdziły ją tylko w przekonaniu, że wszystko to jest dziełem samego Nefera. Cóż, na szczegóły przyjdzie jeszcze bardziej odpowiednia chwila…

Powrót Amaktaris z wizytacji obozów wojskowych przerwał udzielanie lekcji. Królowa wydawała się odrobinę zmęczona, ale promieniała zadowoleniem. Najwidoczniej wierność żołnierzy i dyscyplinę w oddziałach znalazła w najlepszym porządku. Podobnie jak w poprzednie dni zaprosiła wąskie grono zaufanych do spożycia wieczornego posiłku. Irias, obydwaj Mistrzowie, pułkownik, Harfan, Nefer z Aną oraz Horkan. Ten ostatni przybył nieco spóźniony, tłumacząc się obowiązkami. Nie chcąc zapewne psuć nastroju, Najjaśniejsza unikała rozmowy o nadchodzących wydarzeniach. Wypytywała za to Nefera i Anę o wrażenia z wizyty w nowej rezydencji. Arcykapłan odniósł wrażenie, że temat nie przypadł do gustu setnikowi. Kilkakrotnie usiłował poruszyć kwestię przygotowań wojska, Władczyni odkładała to jednak na później. Posiłek dobiegał powoli końca, gdy wywołano Mistrza Apresa.

– Wybacz, Pani, ale moja obecność jest jakoby niezbędna. – Jeżeli odczuwał niepokój, potrafił to doskonale ukryć.

– Towarzyszu, wracaj gdy tylko będziesz mógł.

– Oczywiście, o Wielka.

Nieobecność Mistrza przeciągała się jednak i ostatecznie Królowa zakończyła posiłek, zwalniając biesiadników. Zatrzymała tylko Harfana i Nefera, co od dwóch dni nikogo już nie dziwiło.

Dopiero wówczas pojawił się Towarzysz Prawej Ręki, sprawiając wrażenie, jak gdyby czekał na rozejście się uczestników uczty.

– Pani, proszę o chwilę rozmowy na osobności. To znaczy, arcykapłan Nefer oraz Harfan też powinni usłyszeć moje słowa. Komuś musimy zaufać.

– Przejdźmy do gabinetu.

– To może później, za Twoim pozwoleniem, Najdostojniejsza. Zechciej teraz udać się do więzienia.

– Co się stało, mistrzu?

– Twój kuzyn, książę Nektanebo, nie żyje.

– Co? Znalazł jednak okazję i dość odwagi, by skończyć ze sobą? – Królowa nie zdołała ukryć zaskoczenia.

– Nie. Wszystko wskazuje na to, że został zamordowany. Chyba, że potrafiłby wbić sobie sztylet w plecy, a potem gdzieś go ukryć.

 – Jak to się mogło stać? Księcia powinni strzec najwierniejsi strażnicy.

– Było ich trzech. Oni również nie żyją i także zginęli od sztyletu. Twój kuzyn raczej nie miał możliwości, by ich zabić.

W trakcie tej pospiesznej wymiany zdań podążali już w stronę lochu przeznaczonego dla specjalnych więźniów. Tym razem pilnowali go wyłącznie dwaj niemi słudzy Mistrza. Na miejscu zastali jeszcze żołnierza roznoszącego wieczorny posiłek oraz oficera dowodzącego strażą, któremu zameldował o swoim odkryciu. Martwi strażnicy leżeli tam, gdzie ich znaleziono, każdy w innej części lochu. Każdemu poderżnięto gardło albo wbito sztylet w plecy. Królowa i Jej świta ruszyli jednak przede wszystkim do celi księcia. Drzwi zastali otwarte, nadal skute złotymi łańcuchami ciało arystokraty legło w przejściu. Jak gdyby zginął w chwili, gdy zamierzał opuścić pomieszczenie w którym go więziono. Na twarzy Nektanebo zastygł grymas bólu i całkowitego zaskoczenia. Najwidoczniej nie spodziewał się śmierci, ale umarł w taki sam sposób jak strażnicy. Od ciosu sztyletem zadanego w plecy. Królewska krew spłynęła jednak na ziemię, a raczej na kamienie podłogi więziennego lochu.

XCVIII

Harfan pierwszy otrząsnął się z zaskoczenia i pochylił nad ciałem księcia, fachowym okiem przyglądając się ranie.

– Czy pozostali…

– Tak, wojowniku. – Mistrz wszedł Libijczykowi w słowo. – Zginęli w podobny sposób, tak samo jak Ramose, Tahar i tamci strażnicy w magazynie. Pewna ręka i znakomite ostrze.

– Czy wysuwasz jakieś oskarżenia, towarzyszu? – Królowa zareagowała nadspodziewanie ostro.

– To nie miejsce na omawianie takich spraw, Wielka Pani. Za Twoim pozwoleniem, przejdźmy jednak teraz do gabinetu.

– Kto jeszcze o tym wie?

– Nikt, tylko tu obecni, Najjaśniejsza. A także, rzecz jasna, morderca.

– Niech tak pozostanie.

– Oczywiście, Dostojna Pani. – Apres zwrócił się teraz do swoich milczących podwładnych oraz dwóch przypadkowych żołnierzy. – Zostaniecie tutaj. Nikogo nie wpuszczać, nie podnosić alarmu i czekać na rozkazy. Zachowajcie jednak czujność.

– Tak, panie – odparł dowodzący zmianą warty oficer.

Gdy znaleźli się w gabinecie Królowej, Amaktaris opadła na siedzisko i westchnęła.

– A wszystko szło już tak dobrze, zbyt dobrze…

– To moja wina, Pani. Nie wywiązałem się należycie z moich obowiązków. Powinienem był przewidzieć coś takiego.

Nefer pomyślał, że Apres ma tym razem sporo racji. Zaraz jednak przypomniał sobie o narzuconych Mistrzowi ograniczeniach i nie był już tak pewny jego winy. Trzeba przyznać, że Władczyni także zdawała sobie z tego sprawę.

– To nie do końca prawda, towarzyszu. Prędzej spodziewałabym się, że książę sam spróbuje skończyć ze sobą, chociaż brak mu zwykle odwagi. I to Ja sama nie pozwoliłam ujawnić sprawy pierścienia – zauważyła z niezwykłym doprawdy poczuciem sprawiedliwości. – Miałam w tym cel, ale… – Nie dopowiedziała zaczętej myśli.

– Wrogowie, czy też wróg, wykorzystali jednak tę okazję. Wykorzystali naszą słabość. – Mistrz taktownie nie sprecyzował, że tę słabość okazała bardzo nie w porę sama Monarchini.

– Pomyślałabym raczej, że ktoś zechce uwolnić Mojego kuzyna…

– On sam też tak chyba pomyślał. Zabójca oznajmił zapewne, że przynosi Nektanebo wolność. Twój kuzyn, Pani, nie próbował podnosić alarmu. Otworzono drzwi celi i właśnie ją opuszczał, gdy zginął. Nigdy nie wykazywał się rozumem i teraz także nie potrafił pojąć, że nie jest już nikomu potrzebny. Tylko nam, a to i jedynie do jutra, byśmy sami mogli zabić go w wybranej chwili – zauważył bezlitośnie Apres. – Księcia zamordowano właśnie dlatego, by pokrzyżować nasze plany i było to łatwiejsze do przeprowadzenia niż zorganizowanie ucieczki.

– Powtórzę Moje pytanie, towarzyszu. Czy kogoś podejrzewasz?

– Nad osobą mordercy zastanowimy się później. Teraz musimy natychmiast postanowić, co uczynić w związku z jutrzejszym zakryciem słonecznej tarczy Amona-Ra. Nefer zapewnia, że ciemność nadejdzie i przeminie niezależnie od woli lub działania kogokolwiek ze śmiertelników, a śmiem przypuszczać, że i bogów także. Lud czeka jednak na ofiarę. Musi wierzyć, że to Ty, Pani, przywróciłaś jasność, wypełniając wolę nieśmiertelnych i wydając wyrok na zdradzieckiego księcia. Głosimy to od dwóch dni w całym Kraju, wszędzie, dokąd dotarły łodzie i ptaki z rozkazami.

– I złożymy tę ofiarę, mistrzu. Wykorzystamy ciało Mojego kuzyna. Na szczęście jego ranę da się ukryć. Nikt nie wie o tym, że zginął już dzisiaj. Dla wszystkich musi umrzeć dopiero jutro!

– To rzeczywiście jedyne wyjście, masz całkowitą słuszność, o Wielka. Nie będzie to jednak łatwe do przeprowadzenia. Książę musi sprawiać wrażenie żywego, nie możemy przecież przynieść go przed Twoje oblicze jak belę materiału…

Słowa Towarzysza Prawej Ręki nasunęły Neferowi pewien pomysł i po raz pierwszy podczas tego spotkania zabrał głos.

– Najdostojniejsza Pani, mistrzu, chciałbym coś zaproponować.

– Mów, arcykapłanie.

– Jak wyczytałem w moich zwojach, nie tylko w Kraju panuje przekonanie o tym, że królewska krew spływająca na ziemię przynosi klątwę bogów. W to samo wierzą ludzie żyjący daleko na wschodzie, gdzie trawy jest podobno tyle, ile u nas piasku na pustyni. Nie oznacza to, że nie zabijają swoich książąt. Czynią to jednak w sposób, który teraz może okazać się przydatny i dla nas. Zawijają skazańca w grubą tkaninę, a potem tratują go końmi albo po prostu biją pałkami. Krew nie wsiąka wówczas w ziemię.

– No nie wiem, Neferze. W Egipcie nigdy nie uśmiercano tak skazańców – zaoponował Towarzysz.

– Nigdy też nie skazywano na śmierć książąt krwi, a przynajmniej nie pozbawiano ich życia  otwarcie, na oczach ludu… Częściej posługiwano się trucizną… – odparła Królowa, przez której twarz przemknął cień bólu. – Teraz jednak trucizna na nic nam się nie przyda. Co prawda, pałki wydają się zbyt prostackie dla Mojego kuzyna. Trudno też, by taki wyrok wykonywał ktokolwiek wyżej postawiony, a nie możemy przecież zaufać jakimś pachołkom. Mogliby łatwo coś zauważyć.

– To była tylko luźna myśl, Najwspanialsza…

– Za to bardzo trafna, Neferze. Stratowanie przez zaprzęgi wozów bojowych należące do elitarnych oddziałów Królewskiej Gwardii to śmierć godna księcia. Aby oddać Mojemu kuzynowi dodatkowy honor, Ja sama poprowadzę pierwszy rydwan. Nikt niczego nie zauważy, a po wszystkim nawet rana zadana sztyletem nie powinna być widoczna.

– Mogę rozkazać moim ludziom, by trochę popracowali nad plecami księcia… Właśnie pałkami, jeśli pozwolisz.

– Tym razem nie muszę znać wszystkich szczegółów, mistrzu. Pozostawiam je tobie.

– Jak wytłumaczymy zmianę sposobu wykonania wyroku?

– Wolą bogów, rzecz jasna. Zdrajca sprowadził na Kraj hetyckie rydwany, nic więc dziwnego, że nieśmiertelni zażyczyli sobie, by znalazł śmierć pod kopytami i kołami zaprzęgów egipskich. Będzie to zresztą dużo bardziej widowiskowa egzekucja i zapadnie wszystkim w pamięć.

– Pozostaje jeszcze kwestia ogłoszenia wyroku, ale z tym powinniśmy sobie poradzić… Ciało księcia już wcześniej zawiniemy w grubą belę materiału, tak aby widoczna była tylko głowa. Jego twarz ludzie muszą rozpoznać, ale w ciemnościach nie zobaczą wiele więcej. Co najwyżej pomyślą, że jest nieprzytomny ze strachu. To zresztą nie odbiegałoby zapewne daleko od prawdy, nawet gdyby żył.

– Szczegóły zostawiam tobie, towarzyszu.

– Nektanebo powinien zostać podprowadzony, a właściwie przywleczony w pozycji stojącej. To zadanie musi wykonać ktoś absolutnie zaufany. Potrzebujemy przynajmniej dwóch ludzi. Jednym z nich będziesz ty Harfanie, jako żołnierz gwardii doskonale się do tego nadajesz. Trudno jednak, bym skazańca eskortował ja sam albo też nowy arcykapłan Izydy… Musimy wtajemniczyć jeszcze kogoś, najlepiej oficera, który i tak wie już o wielu sprawach. – Wbrew poleceniu Władczyni Mistrz kontynuował rozmowę o różnych aspektach całego planu i doczekał się niespodziewanej reakcji Królowej Amaktaris.

– Tym żołnierzem może być Horkan…

– Wolałbym jednak wybrać kogoś innego… pułkownika Tereusa.

– On ma tylko jedną rękę!

– Jest silny, poradzi sobie. Ustawi się z właściwej strony. I można mu w pełni ufać. Wątpię, by nasz tajemniczy mistrz sztyletu był jednoręki.

– Chcesz przez to powiedzieć, że Horkanowi nie ufasz?

– Pani, skoro już poruszyłaś ten temat… Tak, nie ufam setnikowi Horkanowi.

– Jakie masz dowody, mistrzu? Ja sama obdarzyłam go zaufaniem!

– Dowodów nie mam, ale wszystko bardzo dziwnie się układa. Od pewnego czasu lojalność setnika wobec Twojej Osoby może budzić wątpliwości. Dokładnie od czasu ostatniej bitwy.

– Walczył tam bardzo dzielnie przy Moim boku!

– Ale potem starał się pogrążyć Nefera, gdy nasz kapłan popadł w niełaskę. Musiałaś to widzieć, Wielka Pani.

– Nie zapominaj, że on uratował Neferowi życie. I to aż dwa razy!

– Za pierwszym razem górę wzięła wrodzona szlachetność, której Horkanowi nie odmawiam. Wtedy nie miał zresztą jeszcze żadnego powodu, by widzieć w Neferze rywala.

– A kiedy to taki powód miałby się pojawić, mistrzu?

– Na to pytanie możesz odpowiedzieć tylko Ty sama, o Wielka.

Boska Pani nieoczekiwanie sprawiała wrażenie zmieszanej słowami Towarzysza i Jej odpowiedź wypadła niezbyt pewnie.

– Ale przecież potem jeszcze raz ocalił Nefera…

– Może znowu zadziałał szlachetny odruch… A może widząc, że wybaczyłaś osobistemu niewolnikowi i honorujesz jego zasługi, chciał zatrzeć złe wrażenie spowodowane poprzednimi intrygami? Sama śmierć Nefera w chwili niedoszłej chwały niewiele by Horkanowi pomogła. Jego cień, cień skrzywdzonego niesprawiedliwie bohatera, nadal stałby setnikowi na drodze. Upadek naszego kapłana też nie mógł być zresztą celem Horkana, stanowiłby tylko środek prowadzący do celu właściwego. Najlepiej, gdyby Nefer umarł w niesławie, albo przynajmniej popadł w trwałą niełaskę.

– A cóż takiego miałoby, twoim zdaniem, stać się tym celem?

– Na to pytanie także możesz odpowiedzieć jedynie Ty, o Pani. Ambicje Horkana wydają się jednak nieograniczone i przyznam, że posiada też zalety umożliwiające snucie wielkich planów. Jest inteligentny, odważny, pochodzi z dobrej, wojskowej rodziny, to urodzony dowódca i cieszy się uznaniem żołnierzy… Jest nadto przystojny i ma wygląd wojownika…

– Mogę zrozumieć, że nie darzył sympatią Nefera, mniejsza już o powody… – Bogini nie zaprzeczyła słowom Mistrza, co samo w sobie stanowiło formę potwierdzenia jego przypuszczeń. – Dlaczego jednak miałby teraz stanąć po stronie naszych wrogów i podejmować tak ryzykowne działania? Bo rozumiem, że uważasz, iż to Horkan jest tym zabójcą ze sztyletem, że to on zamordował Ramose i Tahara, a teraz jeszcze księcia?

– Morderca musiał posiadać bardzo dokładne informacje o naszych planach, a decyzje podjęłaś na naradzie w nielicznym gronie, Najjaśniejsza Pani. Zaraz potem zginęli Ramose i Tahar, w drodze do Pałacu, gdzie niechybnie wpadliby w Twoje ręce. Przyznaję, że był to niezwykle ryzykowny, wręcz desperacki czyn. Moim zdaniem, zabójca nie miał jednak innego wyjścia.

– Dlaczegóż to, mistrzu?

– Jest tylko jedna logiczna odpowiedź na to pytanie. I ty ją znasz, Amaktaris, tylko nie chcesz przyznać tego sama przed sobą. – Nefer po raz pierwszy usłyszał, by Towarzysz zwrócił się do Królowej w tak bezpośredni sposób, pomijając stosowne formy.

– Nie sugerujesz chyba…

– Niestety, moja Królowo. To jedyne wyjaśnienie tego co się stało jakie przychodzi do głowy Twojemu słudze.

– Następny wybraniec, który Mnie zdradził? Od jak dawna, bo przecież chyba nie od samego początku… Nie zniosę czegoś takiego po raz kolejny…

– Zapewne nie od początku. Myślę, że nawiązał jakiś kontakt z naszymi przeciwnikami po przywróceniu Nefera do łask. W trakcie bitwy lub może podczas waszej wyprawy do Tamadah musiało stać się coś takiego, co popchnęło Horkana przeciwko Neferowi. Gdy nie zdołał doprowadzić do jego upadku, gdy nasz kapłan został ułaskawiony i uhonorowany w obecności setnika, gdy oficer czuł, że traci w Twoich oczach… To mógł być powód… Z pewnością znał Ramose, pochodzili z tego samego miasta. Miał w ręku jakieś dowody jego machinacji, może to pozwoliło Horkanowi zbliżyć się do grona spiskowców. Nie zapominajmy, że Ramose prawdopodobnie ufał swemu zabójcy. Powiadomiony o czekającej w Pałacu zasadzce udał się z tym, który przyniósł ostrzeżenie do magazynu, gdzie zginął. Strażników i Tahara też trzeba było zabić, bo za dużo widzieli.

– Nie wierzę, mistrzu. To tylko przypuszczenia. Setnik miałby wiedzieć o wszystkim? O porwaniu Irias, o zamiarze jej zamordowania, o zaćmieniu?

– Z pewnością nie powiedzieli mu wszystkiego. Aż tak Horkanowi nie ufali. Ale sojusznik w Pałacu mógł okazać się bardzo przydatny. Czy nie wydaje Ci się dziwne, o Wielka, że Heparis tak łatwo ustąpił? Nie umniejszając talentów i odwagi naszego arcykapłana Izydy, musi to jednak zastanawiać. Może spiskowcy liczyli na jeszcze jedną figurę w tej rozgrywce?

– Horkan miałby więc zamordować Ramose, bo to o niego musiało przede wszystkim chodzić, by ten nie wydał go na torturach? Inni zginęli przypadkiem. Ale po co zabijałby teraz księcia? Powinien ukryć pierścień i czuć się szczęśliwym, że wyszedł z tego wszystkiego cało!

– Może nie zniósł wyniesienia Nefera, swojego rywala? – Mistrz nieustannie powracał do tego wątku, stanowiącego zapewne jego zdaniem główny motyw postępowania setnika. – Może znowu poniosły go emocje, a może chciał tylko pokrzyżować plan przedstawiony przez swego wroga? Może w taki sposób zamierzał się zemścić? Pierścień pozwoliłby zrealizować podobny zamiar. Dla zorganizowania ucieczki już nie wystarczał, ale też żywy Nektanebo nie był Horkanowi do niczego potrzebny. I jeszcze sposób popełniania morderstw. Doświadczony wojownik z doskonałej jakości bronią… Z hetyckim sztyletem Twego Ojca w dłoni.

– Nie mieszajmy w to zmarłego Faraona! – odparła ostro Amaktaris. – Czego właściwie oczekujesz od Królowej w tej sprawie?

– Podjęcia decyzji, Najjaśniejsza.

– Przedstawiłeś same przypuszczenia i domysły… Hetycki sztylet to za mało… Nie wydam rozkazu aresztowania wiernego oficera tylko na podstawie takich rzekomych dowodów. Co z tego, że wszystko twoim zdaniem doskonale pasuje. Ja w to nie wierzę, nie chcę wierzyć! Nefera też kiedyś podejrzewałeś!

– Teraz także chciałbym się mylić. Pozwól jednak, bym przepytał w tej sprawie arcykapłana Heparisa. Zdążymy to jeszcze uczynić. Jeżeli Horkan zdradził, on także powinien o tym wiedzieć.

– Nie! Nie ścierpię, aby o lojalności Mojego dzielnego żołnierza miały decydować słowa zdrajcy! Niech arcykapłan podąża ku swemu własnemu losowi.

– Jeżeli taka jest twoja wola, o Pani, wszyscy jesteśmy zobowiązani ją uszanować. Pozwól jednak, byśmy nadal czuwali nad Twoim bezpieczeństwem!

– Nie mam chyba innego wyjścia, prawda mistrzu? Nie sądź, że jestem ślepa na wszystko co się dzieje oraz głucha na twoje słowa. Ale muszę to przemyśleć… Tymczasem, aby nie wzbudzać podejrzeń Horkana brakiem zaufania, powierzę mu zadanie powożenia Moim rydwanem podczas jutrzejszej uroczystości. Chyba nie zabije Mnie na oczach całej Stolicy?

„A więc egzekucję można nazwać uroczystością.” – Zauważył w duchu kapłan. – „Co prawda, książę i tak jest już martwy, a na dodatek ja sam to wszystko zaproponowałem”.

– Jak rozkażesz, Najdostojniejsza. Jeżeli zezwolisz, udam się teraz do więzienia i zajmę  różnymi szczegółami. – Apres nie wyglądał na zachwyconego pomysłem Królowej, ale nie zaprotestował. Uznał zapewne, że w wystarczająco jasny sposób poruszył najbardziej drażliwy temat.

– Doskonale, czyń co uważasz za niezbędne, mistrzu. Harfanie, wybierz i sprawdź rydwany, przygotuj załogi. Potrzebujemy dziesięciu, dwudziestu zaprzęgów. Nie zdradzaj jednak żadnych szczegółów. Niech myślą, że chodzi o eskortę Osoby Królowej. Nad Moim bezpieczeństwem będzie dziś czuwał Nefer.

– A co ty o tym sądzisz? – spytała Amaktaris, gdy zostali już sami. – Mistrz nazwał Horkana twoim wrogiem… Czy ty także masz go za takowego?

– Pani… Setnik dwukrotnie uratował moje życie, okazywał mi też swego czasu łaskawość… Nie zostaliśmy jednak przyjaciółmi…

– Pytałam, czy uważasz go za wroga! Oczekuję jasnej odpowiedzi!

– Mistrz snuje różne przypuszczenia, jest jednak coś, o czym zapewne nie wie… Coś, o czym wiemy my dwoje i może też właśnie Horkan… – Nefer wolał nie zdradzać, że również Ana domyśliła się prawdy. – Czy, a raczej kiedy, wyznałaś setnikowi, że spodziewasz się potomka? Kiedy ujawniłaś przed nim swój plan i rolę, którą obydwaj odegraliśmy?

– Jak śmiesz, niewolniku…

– Zdążyłem Cię poznać, Wielka Pani… Jako Kobietę, Królową i Boginię… Najwyżej z wszystkich cnót cenisz sprawiedliwość i lojalność… Skoro powiedziałaś mnie, z pewnością nie odmówiłaś tej wiedzy i Horkanowi…

– Tak, powiedziałam mu przed bitwą… Uznałam za słuszne, by też wiedział.

– Masz więc odpowiedź na swoje pytanie… Nieważne, czy ja uważam Horkana za wroga… Chciałem rywalizować z nim o Twoje względy jako Kobiety, ale kimże jestem, aby walczyć o władzę, którą mogłaś mu dać jako Królowa i jako Bogini? Jeżeli pragnął tej władzy, pewien niewolnik stał jednak na jego drodze.

– A ty nie pragniesz takiej władzy i pozycji?

– Dałaś mi już i tak o wiele więcej, niż na to zasługuję, Amaktaris.

– Zasługujesz nie tylko na urząd arcykapłana… A gdybym jednak to właśnie tobie chciała dać to, czego jakoby pragnie Horkan?

– To niemożliwe i dobrze o tym wiesz. To nigdy nie było możliwe, a tym bardziej teraz. Ja także to wiem i nie mam ani takich ambicji, ani też żalu czy urazy.

– Tak… Twoje słowa są prawdziwe, nieważne czy chciałabym tego czy nie. Nawet bogowie nie mogą mieć wszystkiego… Jest zresztą jeszcze jedna przeszkoda… Obiecałam komuś, że nie posadzę cię obok siebie na Tronie Obydwu Krajów…

– Obiecałaś to Anie…

– Tak, tylko pod takim warunkiem zgodziła się przywrócić wzrok Ahoresowi… Ty chyba wiesz o wszystkim, arcykapłanie.

– Sama to wyznała. To żądanie nie było potrzebne, ale bała się.

– Może i było, może i było Neferze… Złożyłam jednak taką obietnicę i dotrzymam słowa, jak zawsze.

– To najlepsza możliwa decyzja, godna Królowej i Bogini.

– Nie jest to jednak decyzja Kobiety… Jeżeli Horkan naprawdę zdradził, to… Jak mogę się czuć? Jak mogę czuć się jako Kobieta, jako Królowa i jako Bogini? Zdradził Mnie we wszystkich trzech Osobach… Nie zaprzeczaj, wierzysz w to, podobnie jak wierzy mistrz Apres… W przeciwnym razie on nie podejmowałby tego tematu, a ty nie pytałbyś o Moje wyznania wobec Horkana… Dlaczego wy wszyscy zawsze w końcu Mnie zdradzacie? Czego brakuje Amaktaris Wspaniałej  jako Kobiecie, jako Królowej i jako Bogini? Czego daję wam zbyt mało?

– Może jest zupełnie przeciwnie… Może dajesz zbyt dużo.

– Nie ciebie powinnam o to pytać… Wiem, jestem teraz niesprawiedliwa. Ty nigdy nie zdradziłeś ani Królowej, ani Bogini… Pomimo tego wszystkiego, co spotkało cię z Mojego rozkazu… Co do wierności Kobiecie… Przynajmniej nie ukrywasz swoich uczuć… Kochasz Anę, nadal ją kochasz…

– Ciebie także, Amaktaris… Nic na to wszystko nie poradzę.

– Nadal kochasz Kobietę, po tym gdy Królowa i Bogini odmówiła ci najwyższej łaski?

– Tak. Kocham Kobietę, służę Królowej i oddaję cześć Bogini. I pragnę to czynić bez końca.

– Udowodnij to więc, Neferze. I zostawmy tej nocy samym sobie tak Królową, jak i Boginię. Znajdziesz jeszcze dość okazji, by im służyć czy składać hołdy. To Kobietę zraniono dziś najgłębiej.

– Jak rozkażesz… To znaczy, jak zechcesz, Amaktaris…

Przeszli do sypialni i powoli pozbyli się szat, pomagając przy tym sobie nawzajem. Z dotychczasowych zbliżeń Nefer zapamiętał Najjaśniejszą jako namiętną, nienasyconą kochankę, zdecydowanie i bez wahania biorącą to, czego akurat pragnęła. Zawsze mu to odpowiadało i rozpalało przy tym pożądanie kapłana. Teraz pociągnęła go, czy też raczej zaprosiła do łoża w sposób zmysłowy i czuły zarazem. Spletli się w ciasnym uścisku, obejmując ramionami i udami, usta połączyły się w długim pocałunku. Po pewnym czasie kapłan odsunął się nieco i zamierzał poszukać wargami oraz językiem najczulszego miejsca Amaktaris. Nadal zniewolony, w taki sposób pragnął ofiarować Jej rozkosz.

– Nie dziś, Neferze. Nie chcę w taki sposób. Nie mogę dać ci tego samego, jeszcze nie… Wracaj tutaj…

Przyciągnęła kochanka, bo już nie sługę, do siebie. Usta kapłana odnalazły jeden z nabrzmiałych sutków, zacisnął wargi, po chwili zaczął leciutko nadgryzać. Bogini ujęła jego rękę i poprowadziła pomiędzy własne uda. Zaczął od głaskania delikatnej skóry, której dotknęły opuszki palców. Po chwili odnalazł wilgotny już otwór, zaczerpnął tej wilgoci i podrażnił najczulsze miejsce. W tym czasie zachłanna dłoń Najwspanialszej sięgnęła męskości Nefera. Uścisk okazał się nie stanowczy i władczy, jak zazwyczaj bywało, lecz czuły i ostrożny. I tak wywołał nierozerwalnie złączone ze sobą uczucia rozkoszy oraz bólu, Amaktaris poczynała sobie jednak z wielką uwagą. Sam Nefer ujął tymczasem rozkwitający kwiat Świetlistej w trzy palce i delikatnie ściskał jego płatki. Gdy już nie był w stanie dłużej ich utrzymać z powodu narastającej wilgoci, szybkim ruchem zanurzył palec wskazujący w witający ochoczo ten manewr tajemny otwór Najjaśniejszej, po czym odnalazł lekko szorstkie miejsce w jego wnętrzu. Nagrodą stał się pierwszy jęk Królowej oraz zdecydowane zaciśnięcie dłoni na penisie i jądrach kapłana. Nie zdołał powstrzymać się od cichego okrzyku bólu. O dziwo, Najjaśniejsza rozluźniła uchwyt i powróciła do bardziej delikatnych pieszczot. Nefer poruszał tymczasem palcem coraz bardziej zdecydowanie, po chwili zdołał wsunąć także drugi… Odrobinę mocniej uchwycił zębami nabrzmiały sutek… Usłyszał kolejny jęk i osłabił uścisk…

– Nie, tak dobrze… – wydyszała i sama nieco gwałtowniej szarpnęła za męskość kochanka.

Teraz oboje już jęczeli, obdarzając się nawzajem to najdelikatniejszymi, to znów bardziej zdecydowanymi pieszczotami. Miał nadzieję, że ofiarowuje Amaktaris czystą rozkosz, on sam otrzymywał bowiem zarówno rozkosz jaki i ból. Obydwa te odczucia od dawna przemieszały się już jednak w jaźni kapłana i pragnął ich obydwu, w takiej właśnie postaci. W pewnej chwili Najjaśniejsza drgnęła, napięła mięśnie i wydała okrzyk głośniejszy niż poprzednio. Wzmocniła też mimowolnie czy też świadomie uścisk własnej dłoni. Przez dłuższą chwilę Nefer poruszał palcami szybciej i gwałtowniej… Nadal jęcząc, usiłowała się wyrwać, nie dopuścił jednak do tego, uczynił tylko swoje poczynania nieskończenie delikatnymi…

– Pozwól, proszę… – wyszeptał, odrywając usta od Jej piersi.

Kolejny uścisk dłoni Najwspanialszej uznał za milczącą zgodę i kontynuował swoją pracę, utrzymując Świetlistą Panią w stanie opadającej stopniowo ekstazy. Po chwili zaczęła jednak ponownie odczuwać przypływ rozkoszy, o czym Nefera nieomylnie powiadomiły jęki, napięcie mięśni i niezbyt już teraz delikatne pieszczoty, którymi Bogini obdarzała genitalia kapłana. Tym razem okazała więcej zdecydowania i po spełnieniu wyrwała się z uścisku kochanka.

– Przytul się – poprosiła. – Nie mogę dać ci więcej przyjemności, a nie chcę dawać już więcej bólu… Tak jest dobrze.

Leżeli spleceni w uścisku najpierw przy słabym blasku płomienia lampki oliwnej, a gdy ten zgasł – w ciemnościach nocy, ofiarowując sobie ciepło i otuchę przed nadchodzącym dniem.

– Może doleję oliwy i poszukam ognia? – spytał cicho.

– Nie trzeba, Neferze. Jutro też zgaśnie światło dnia i to Ja będę musiała je przywrócić, na chwałę Imienia Izydy oraz dla dobra Kraju i wszystkich jego mieszkańców. I to wtedy będziesz musiał w tym pomóc swej Królowej.

XCIX

Dzień wstał jak zawsze szybko, jasny i słoneczny. Promienie Amona-Ra przegoniły mroki nocy, co Nefer mógł obserwować przez okno wychodzące na prywatny dziedziniec komnat Królowej. Nic nie zapowiadało, by jasność miała w nagły sposób zniknąć. Tylko obliczenia i wykresy, które wykonał razem z Ahoresem, a w które uwierzyła Najwspanialsza. W coś takiego wierzył jednak również arcykapłan Heparis i na to postawił w walce o władzę. Na to oraz na miłość Bogini do Irias… Nefer uświadomił sobie, że gdyby nie zdołali przejrzeć planów wroga najprawdopodobniej teraz właśnie ciało księżniczki leżałoby przed którąś z bocznych bram pałacu, a cały Dwór drżałby przed gniewem Władczyni. Czy znajdowałaby się już w drodze do koszar, wydając Tereusowi rozkaz ataku na świątynię Ozyrysa? I jak długo zachowałaby wówczas władzę oraz życie? Zapewne nie dłużej niż do południa… Po chwili kapłana nawiedziła myśl, że jeżeli pomylili się razem z uczonym, ale na wpół ślepym starcem, to te ponure przepowiednie mogą się jednak spełnić. Ale Heparis przecież ustąpił… Nie czas było teraz na wątpliwości.

Amaktaris nie okazywała zresztą żadnego wahania, a może tylko dobrze ukrywała niepokój. Narzuciwszy prostą szatę wezwała służbę i poleciła sprowadzić Towarzysza Prawej Ręki, o ile nie przeszkodzą mu obowiązki.

– Wybacz, arcykapłanie, ale nie zaoferuję ci śniadania. Nie mam ani czasu, ani ochoty na jedzenie… Wiesz dlaczego… Idź teraz do żony, przebierz się i przyjdź później. Chcę ci powierzyć zadanie opieki nad księżniczką. Zabieram ją w Mojej świcie, ciebie także… Miej Irias na oku… I nie pozwól, by tym razem gdzieś cię wyciągnęła…

– Pani…

– Wiem, wiem… To mamy już za sobą… Mogę cię jednak potrzebować, Neferze. Chcę, żebyś stał dzisiaj za Moim tronem. Nałóż szaty arcykapłana Izydy…

– Jak rozkażesz… Tak swoją drogą, to gdzie sypia teraz księżniczka? Odkąd została uwolniona nie widziałem jej w tej komnacie.

– Królowa jest ostatnio bardzo zajęta, także nocami… Obecność Irias mogłaby jednak nieco przeszkadzać w czynnościach państwowych i nie tylko w takich, nie uważasz? – Uśmiechnęła się.  – Do tego ona dorasta i powinna otrzymać własne apartamenty. Mogą też zajść inne jeszcze zmiany… – Amaktaris urwała wpół zdania, a kapłan pomyślał, że chodzi Jej zapewne o przyszłe narodziny dziecka. – Tymczasem sypia w koszarach, w kwaterze Tereusa, z czego bardzo się zresztą ucieszyła. To też nie jest dobre rozwiązanie na dłuższy czas, ale musi wystarczyć, zanim nie skończą się obecne kłopoty. Przede wszystkim nie życzę sobie, by przebywała zbyt często w towarzystwie tej Charis, Eleny czy innych…

Dalszą rozmowę przerwało nadejście Mistrza.

– Idź już, Neferze. Muszę jeszcze omówić różne szczegóły.

Odprawiony w ten sposób, podążył do pałacyku Any, licząc na śniadanie – w przeciwieństwie do Amaktaris odczuwał bowiem głód – oraz spodziewając się, że znajdzie tam strój i insygnia arcykapłana Izydy. O ile znał żonę, poleciła zapewne przygotować więcej niż tylko tę jedną szatę, którą zdążyli zniszczyć podczas niedawnych igraszek.

Ana istotnie zasiadała właśnie do śniadania i ucieszyła się z wizyty małżonka. Bał się trochę, że zacznie wypytywać o to, jak minęła mu noc, a sumienie miał przecież nie do końca czyste. Okazało się jednak, że absorbują ją w tej chwili zupełnie inne myśli.

– Dobrze, że przyszedłeś, mężu. Tylko pospiesz się z jedzeniem. Pomożesz mi wybrać odpowiedni strój na dzisiejszą uroczystość. Wezwałam już służące, ale przecież nie mogę polegać tylko na ich zdaniu…

– Ale nigdy nie dbałaś przesadnie o takie sprawy.

– Jak ty nic nie rozumiesz, Neferze! Może sam zdążyłeś już przywyknąć, ale ja nie codziennie mam okazję wystąpić w orszaku Królowej podczas oficjalnej ceremonii. Osobiście mnie zaprosiła, staniemy razem za Jej tronem. Nie mogę wypaść gorzej od tych wszystkich wystrojonych dworskich kukieł. I tak już pewnie nazywają mnie nieobytą prowincjuszką.

– To przecież nie ma żadnego znaczenia. Jeszcze niedawno sama byś tak powiedziała!

– Przeciwnie, to ma znaczenie. Zwłaszcza teraz, gdy zostałeś nowym arcykapłanem Izydy. Może nie ogłoszono tego jeszcze oficjalnie, ale wieści z pewnością już się rozeszły. Wszyscy będą nas obserwować i oceniać. Ty też nie możesz źle wypaść i o to również zadbam.

– Właściwie to chciałem nawet spytać, czy nie zachowałaś gdzieś pod ręką drugiego kompletu szat arcykapłana, na miejsce tamtego który, no wiesz…

– Który zniszczyłeś, składając hołdy Izydzie? – Uśmiechnęła się lekko na wspomnienie znanych obojgu wypadków. – Jaką byłabym małżonką, gdybym nie zatroszczyła się o takie sprawy? Tym bardziej, że wiem, iż sam nie potrafisz. – Ana nie odmówiła sobie przyjemności zrobienia tego przytyku. – A teraz kończ wreszcie i bierzemy się do dzieła!

Uzdrowicielka uparła się, że najpierw dobierze i oceni strój męża. Zajęło to trochę czasu, ale w końcu uznała jego wygląd za zadowalający. Okoliczność ta okazała się szczęśliwą, gdy bowiem sama oddała się z kolei w ręce przybyłych tymczasem służek i specjalistek od makijażu, Nefer zdołał uratować się ucieczką, wspominając o otrzymanym poleceniu zaopiekowania się księżniczką Irias.

Nie przewidział, że w apartamentach Królowej trafi na podobne przygotowania. Były one tym bardziej skomplikowane, że Amaktaris musiała wcielić się w rolę Żywego Obrazu Izydy, a zarazem przywdziać elementy rynsztunku wojownika, skoro miała poprowadzić kolumnę rydwanów tratujących ciało księcia. Na miejscu zastał też Irias, najwyraźniej mocno znudzoną.

– O, jesteś wreszcie. Czekam tu i czekam. Nikt nie ma dzisiaj dla mnie czasu…

Nawet te kapryśne słowa nie zdołały przytłumić uczuć Nefera. Widząc dziewczynkę całą i zdrową, raz jeszcze podziękował w duchu wszystkim bogom za to, że księżniczka żyje, że nie znaleziono jej tego ranka martwej, ze śladami cierpienia i tortur.

– Irias, nie utrudniaj… – poprosiła Królowa. – To bardzo ważny dzień. Musimy o czymś porozmawiać. – Ruchem dłoni odprawiła służki.

– Dzień kiedy Nefer zgasi słońce, a Ty przywrócisz jego blask, zabijając tego grubego księcia? I bardzo dobrze, może wtedy wszyscy się uspokoją i będą mniej zajęci. Teraz nigdy nikogo nie ma, ani sierżanta, ani Harfana, ani Nefera… nawet Ciebie… A przecież obiecałaś, że zabierzesz nas na polowanie. Mamy zabić lwa, pamiętasz? A najlepiej od razu kilka lwów, bo ja też chcę dostać taki sam naszyjnik jaki miał Nefer…

– Pamiętam, pamiętam… Ale musisz jeszcze trochę poczekać, to wszystko bardzo ważne sprawy… Nefer zgasi słońce, no proszę… – Amaktaris rzuciła kąśliwe spojrzenie arcykapłanowi.

– A Ty przywrócisz jego blask, Boska Pani – odparował, dziękując wszystkim bogom, że słowa Irias jak zwykle rozładowały atmosferę, nieco jednak napiętą.

– Tak, właśnie tak! – Dziewczynka klasnęła w dłonie. – A ja chcę to wszystko dokładnie zobaczyć!

– Zobaczysz, zobaczysz… Staniesz razem z Neferem za Moim tronem. Ale musisz coś obiecać. Obiecać i tym razem dotrzymać słowa. Nie sprawisz kłopotów i zrobisz to, co arcykapłan Nefer powie… Nie tak, jak ostatnio.

– Wtedy on się zgodził! To akurat dobrze pamiętam!

– Irias, przecież wiesz o co mi chodzi… Obiecaj, tylko zrób to naprawdę.

– No dobrze, obiecuję… Ale chcę zabić lwa!

– Dobrze, pojedziemy na polowanie… Gdy tylko będę mogła… – Amaktaris skrzywiła się ledwo zauważalnie. – A tymczasem was oboje przypilnuje jeszcze na wszelki wypadek uzdrowicielka Ana. Tak Neferze, twoją żonę także zaprosiłam. Zasłużyła sobie na to. Tylko Ahores wolał jednak zostać w pałacu, powiedział, że z wieży na murach lepiej ujrzy słońce, a właśnie na tym najbardziej mu zależy. Niech i tak będzie. Idźcie teraz i czekajcie przy bramie na uformowanie się orszaku, ja dokończę jeszcze przygotowania. W końcu to Boska Izyda ma przywrócić blask Amona-Ra, który ty zagasisz, Neferze. – Nie odmówiła sobie tego drobnego żartu. – Muszę więc przybrać postać Bogini, Dawczyni Światła! I muszę okazać się godną własnego arcykapłana.

Obrzuciła Nefera aprobującym spojrzeniem, po czym ponownie wezwała służki.

Gdy wyszli do ogrodów, słońce stało już wysoko. Blask Amona-Ra raził oczy i nie wydawał się w żaden sposób słabszy niż jakiegokolwiek innego dnia. Aby odegnać czający się mimo wszystko niepokój, Nefer postanowił odwiedzić Ahoresa. Oczywiście, było już o wiele za późno, by ponownie sprawdzać obliczenia, spokój i wiedza starca pomogą jednak może opanować napięcie.

Kapłana Tota zastali w przydzielonym mu pawilonie. Przynajmniej on jeden nie stroił się w oczekiwaniu nadchodzących wydarzeń.

– Witaj, czcigodny panie. Cieszę się, widząc cię w dobrym zdrowiu.

– Ja także, Neferze. To raczej ciebie powinienem nazywać teraz panem. Słyszałem już o twoim wyniesieniu.

– Najjaśniejsza okazała się zbyt łaskawa dla swego sługi. Ten awans zawdzięczam także tobie, panie.

– Ja zawdzięczam Boskiej Pani to, że mogę znów oglądać świat. Tobie również, arcykapłanie, wiem o tym dobrze. Jestem już stary i nie pragnę zaszczytów. Ty natomiast przyniesiesz honor swemu urzędowi.

– Dzisiaj jest ten dzień…

– A Amon-Ra wędruje po niebie, jak zawsze. I nie zdradza żadnych oznak nadejścia ciemności? To chciałeś powiedzieć, panie?

– No, tak… czcigodny.

– Obliczyliśmy wszystko wiele razy. Zanim Amon-Ra nie zacznie chować swego oblicza za tarczą Tota, my tutaj niczego nie zobaczymy. Sam się przekonasz. – Ahores wydobył z fałd szaty kawałek brązowego szkła wielkości dwóch złożonych dłoni. Nosiło czarne ślady sadzy i dymu. – Spójrz na słońce, panie. To szkło ochroni oczy, bez niego wiele nie zobaczysz.

Nefer ujął ostrożnie podany przedmiot i osłonił się nim przed blaskiem słonecznego boga. Ujrzał teraz nieco przyciemnione ale nadal okrągłe i pełne oblicze Amona-Ra.

– Już niedługo… Gdy wszystko się zacznie, świetlista tarcza zmniejszy się stopniowo na podobieństwo ubywającego księżyca, aż w końcu cała zniknie. To zresztą sam Tot stanie na drodze promieni słońca. Ale o tym wiesz.

– Słyszałem, że chcesz obserwować to wszystko z wysokości jednej z pałacowych wież? – Nefer zamierzał oddać szkło.

– Tak. To najlepsze miejsce. Jej Wysokość Królowa, Oby Żyła i Władała Wiecznie, chciała zaprosić mnie do swego orszaku, ale podziękowałem. Nic tam po mnie. Rozgrywki o władzę niewiele mnie obchodzą. Zatrzymaj to, panie. Mam jeszcze kilka innych, zachowałem z dawnych czasów i teraz tylko na nowo przydymiłem nad ogniem…

– Ja też chcę takie szkło, też chcę wszystko zobaczyć. – Irias przypomniała o swojej osobie. – Proszę – dodała po chwili, zyskując tym uznanie Nefera.

– Oczywiście, mam gdzieś tutaj następne.

– Hmm, jeśli można, czcigodny, ja także prosiłbym o jeszcze jedno.

– Dobrze, ale to już ostatnie poza tym, którego sam użyję.

– Co zamierzasz uczynić, panie, gdy będzie już po wszystkim?

– Wielka Pani zaprosiła mnie, bym zamieszkał tutaj na stałe… Tymczasem pozwala swemu słudze korzystać z własnej łodzi. Oglądam Rzekę, pola, łąki, całe piękno Kraju. Nawet pustynne wzgórza potrafią wydać się cudownie pięknymi, gdy widzi się je po raz pierwszy od wielu, wielu lat… Wiem też jednak, że światła moich oczu nie odzyskałem na zawsze… Gdy powróci ciemność i ja wrócę chyba do świątyni Tota… Mam tam przyjaciół i znam każdy kąt. Niewiele mi życia zostało, ale umrę szczęśliwy.

– Oby tego światła starczyło ci na długo, panie – życzył Nefer na pożegnanie, chociaż z opowieści żony wiedział, że dzięki jej sztuce ślepcy odzyskują wzrok najwyżej na kilka tygodni. Rozmowa ta wlała jednak spokój w duszę arcykapłana i pewnie ruszył ku bramie prowadzącej na plac sądów i parad.

W połowie drogi przypomniał sobie o Anie oraz własnej ucieczce przed udziałem w jej przygotowaniach. Z pewnością był już najwyższy czas, by przebłagać małżonkę. Na szczęście Ana wydawała się zadowolona z osiągniętego efektu. Elegancki biały strój, ozdobiony złotą nicią, znakomicie podkreślał jej urodę. Reszty dokonały dyskretny makijaż oraz wytworna i stonowana biżuteria. Szczególną uwagę zwracał prosty naszyjnik, wykonany jednak z najczystszego złota i dumnie prezentujący się w wycięciu szaty.

– Wyglądasz wspaniale, żono. Jak prawdziwa, szlachetnie urodzona dama, którą przecież jesteś… Nigdy dotąd nie widziałem cię takiej…

– Będziesz musiał się przyzwyczaić. I ja także, skoro zostałam teraz małżonką arcykapłana… Wierz mi, te przygotowania są naprawdę męczące… A ty, jak zwykle, gdzieś zniknąłeś…

– Wybacz… Ale spójrz, co zdobyłem. – Podał żonie jedno ze szkieł. – Jeśli osłonisz tym oczy, będziesz mogła ujrzeć zakrycie i powrót tarczy słońca. – Zademonstrował, spoglądając na oblicze Amona-Ra przez własny odłamek. Nadal nie dostrzegł żadnego ubytku. Było chyba jednak jeszcze za wcześnie?

– Tylko uważaj, te szkła są brudne od sadzy. – Ana wykazała się zmysłem praktycznym, ale przyjęła podarunek i uniosła ku twarzy. Irias poszła w ślady dorosłych.

– Myślę, że czas już, byśmy dołączyli do orszaku Królowej przy bramie – zaproponował Nefer.

Zdążyli w samą porę, gdyż świta Władczyni czekała w gotowości, złożona z licznych dworzan, urzędników i sług. Dookoła ustawiono gwardzistów w pełnym rynsztunku. Oprócz oręża żołnierze dzierżyli nadto w dłoniach pochodnie, tymczasem jeszcze nie zapalone. Brakowało tylko Mistrza Apresa oraz samej Bogini. Tym razem dla Nefera i jego towarzyszek pozostawiono honorowe miejsce tuż za podstawioną już lektyką Najdostojniejszej, nie było więc mowy o wmieszaniu się w tylne szeregi orszaku. Amaktaris nadeszła wreszcie w razem z Mistrza, któremu wydawała jeszcze ostatnie polecenia. Przywdziała ceremonialny pancerz Królowej-Wojowniczki, lśniący od licznych złoceń i klejnotów. Dochodziły do tego tradycyjne oznaki władzy, podwójna Korona Górnego i Dolnego Kraju, bicz oraz pasterska laska. Odprawiła Towarzysza Prawej Ręki gestem dłoni i zajęła miejsce w lektyce. Odezwały się bębny oraz rogi po czym otwarto bramę. Plac przy zachodnim murze pałacu przygotowano w podobny sposób jak w dniu parady zwycięstwa, tylko straże wydawały się o wiele liczniejsze. Żołnierzy wyposażono w pochodnie, w kilkunastu miejscach ustawiono brązowe misy z płonącym ogniem. Przed podestem tronowym czekały trzy gwardyjskie rydwany. Jednym z nich, paradnie przybranym, powoził Horkan. Woźniców dwóch pozostałych Nefer nie rozpoznał. I był też tłum… Nieprzebrane morze ludzi… Przybyło chyba całe miasto, a także wieśniacy z okolicznych wsi. Na widok Władczyni i Jej orszaku podniosły się okrzyki uwielbienia, na wezwanie herolda oddano też stosowne pokłony. Nie dało się jednak porównać tej reakcji do nastroju radosnego entuzjazmu, który Nefer zapamiętał z parady zwycięstwa. Wtedy cieszono się z pokonania wrogów i nastania pokoju, teraz wyczuwało się niespokojne oczekiwanie… Bogowie zapowiedzieli, że okażą swój gniew… Królowa, Żywy Obraz Izydy, obiecała, że przebłaga swoich braci i siostry ofiarą z życia zdradzieckiego księcia… Czy jednak zdoła to uczynić? Zaskoczeni głoszonymi od kilku dni nowinami, poddani okazywali niepokój… Przynajmniej łoskot oszczepów uderzających o tarcze w żołnierskim pozdrowieniu zabrzmiał głośno i zdecydowanie…

Orszak bez pośpiechu dotarł do podestu, Władczyni zajęła należne Jej miejsce, dworzanie i urzędnicy rozstawili się zgodnie ze swymi rangami. Przed Neferem wszyscy rozstępowali się z szacunkiem, pozostawiając wolne miejsce tuż za tronem. Stanął tam razem z żoną i księżniczką Irias… Czuł dumę, ale też i niepokój. Słońce zbliżało się powoli do najwyższego punktu na swej codziennej drodze i nadal świeciło pełnym blaskiem. Kapłan nie ośmielił się wyjąć w tej chwili szkła i powstrzymał też przed tym dziewczynkę. Mistrz Apres nie pojawił się, zapewne czuwał nad wszystkim w głębi pałacu.

Kolejne tony wojskowych rogów uciszyły tłum. Na stopniach podestu stanął herold.

– Ludu stolicy i wszyscy poddani z innych stron, mieszkańcy Kraju nad Rzeką! Nieśmiertelni bogowie, którzy ofiarowują życie nam wszystkim, zsyłając obfite wylewy Nilu, dając światło słońca oraz liczne inne łaski, zostali obrażeni. W swojej mądrości i dobroci obdarowali Kraj oraz jego mieszkańców rządami swej Córki i Siostry, Najdostojniejszej i Najjaśniejszej Amaktaris Wspaniałej, Pani Górnego i Dolnego Kraju, Władczyni Niebios i Ziemi, Żywej Postaci Izydy. Znalazł się jednak niegodziwy zdrajca, który ośmielił się podnieść świętokradczą rękę przeciwko Wybrance nieśmiertelnych! Podniósł rękę przeciwko Bogini! Co więcej, w swojej zatwardziałej nienawiści buntownik sprowadził na kraj hordy barbarzyńskich Hapiru i jeszcze groźniejszych Hetytów, którzy przybyli, by mordować i grabić. Bogowie Egiptu ulitowali się nad wiernym ludem i dopomogli swej Córce i Siostrze zwyciężyć najeźdźców oraz samego zdrajcę. Nieśmiertelni są jednak zagniewani, tym bardziej, że zdrajcą i buntownikiem okazał się krewny Najwspanialszej Królowej, książę Nektanebo z Awaris…

Obwoływacz mówił i mówił bez końca. Nefer odniósł wrażenie, że czyni to celowo. Prawdopodobnie otrzymał instrukcje, by przeciągać swoje wystąpienie aż do chwili, gdy blask słońca zacznie w widoczny sposób zanikać. Oczywiście, należało zająć czymś uwagę tłumu. Nie powinni tak po prostu bezczynnie czekać, ani Królowa, ani poddani. Z drugiej strony, Mistrz i Władczyni nie mogli spóźnić się z rozpoczęciem uroczystości. A sam Nefer razem z Ahoresem nie byli w stanie podać dokładniejszego czasu zaćmienia… Kapłan  przestał słuchać dalszych słów herolda, nie chciał jeszcze wyjmować szkła, skupił więc uwagę na Horkanie. Setnik z łatwością panował nad zaprzęgiem, utrzymując konie w miejscu, rozglądał się jednak z niepokojem. Stał tyłem do podestu, tronu Władczyni i Nefera, raz czy drugi odwrócił jednak głowę, wpatrując się z niedowierzaniem w postać Amaktaris. To jeszcze nie znaczyło zbyt wiele, każdy mógłby okazać niepokój w podobnej sytuacji… Ale przecież Horkan wiedział więcej niż przeciętny żołnierz czy mieszkaniec stolicy. Nawet jeżeli nie zrozumiał konkretnych szczegółów przeprowadzonych obliczeń, czego zresztą nie ukrywał, to przecież na pamiętnej naradzie wyjaśniono ogólny mechanizm zaćmienia jako zjawiska dającego się przewidzieć i niezależnego od woli bogów. Dlaczego więc setnik przejawiał aż taki brak opanowania? Chyba, że wiedział o czymś jeszcze… Kapłan dostrzegł, że również sama Najjaśniejsza śledzi wzrokiem zachowanie oficera.

Zajęty tymi obserwacjami, Nefer z opóźnieniem zdał sobie sprawę z tego, że zrobiło się jakby ciemniej… Jak gdyby na zebrane tłumy nasunął się jakiś cień, ale przecież niebo pozostawało jak zwykle bezchmurne… A więc to już, albo też dopiero teraz… Zaczęło się… Odetchnął, sam nie wiedząc, czy odczuwa ulgę, czy narastający niepokój… Obliczenia okazały się trafne, ale nadal mnóstwo rzeczy mogło potoczyć się inaczej, niż zaplanowali…

Ludzie także dostrzegli osłabienie blasku słońca… Nad placem wzniósł się głośny jęk, wydobyty z tysięcy przerażonych ust. Na szczęście Mistrz starannie przygotował przebieg wydarzeń. Na znak herolda ponownie zagrzmiały rogi, uciszając zebranych.

– Zachowajcie spokój! Zachowajcie spokój! Przemówi teraz sama Bogini, Najdostojniejsza Amaktaris Wspaniała, Pani Górnego i Dolnego Kraju, Córka i Siostra bogów, Obraz Izydy na Ziemi, Dawczyni Życia i Światła!

Raz jeszcze dźwięk wojskowych instrumentów podkreślił zapadłą ciszę.

Królowa powstała z tronu, nadal trzymając skrzyżowane na piersiach dłonie dzierżące bicz i pasterską laskę.

– Nie lękajcie się, Moi wierni poddani! Bogowie okazują swój gniew, ale dali się przebłagać i obiecali łaskę! Obiecali przywrócić światło słońca gdy umrze ten, który ich obraził. Ten, który sprowadził wrogów na Kraj nad Rzeką, ukochany dar nieśmiertelnych dla wszystkich jego mieszkańców! Gdy umrze Mój kuzyn, niegodny książę Nektanebo! Królewska krew nie powinna nigdy spływać na ziemię, wiemy o tym wszyscy, bogowie także wcale tego nie pragną. Dlatego wyrazili życzenie, by książę zginął nie roniąc ani kropli krwi. Ponieważ sprowadził na Egipt rydwany najgroźniejszych naszych wrogów, Hetytów, jak wszyscy sami mogliście to ujrzeć podczas parady zwycięstwa, nieśmiertelni chcą, by sam stracił teraz życie pod kołami i kopytami zaprzęgów egipskich! Zawinięty w płótno, wtedy jego krew nie wsiąknie w ziemię Kraju nad Rzeką! Obiecałam spełnić wolę bogów, a oni przyrzekli okazać miłosierdzie swemu niewinnemu ludowi i przywrócić jasność. Tak też uczynię!

Po zakończeniu tej przemowy na placu nadal panowała cisza. Tylko rozmieszczeni na obrzeżach obwoływacze powtarzali słowa Władczyni dalej stojącym. Zrobiło się już wyraźnie ciemniej, jak gdyby zapadał zmierzch, ale przecież wszyscy widzieli, że słońce wisi na środku nieboskłonu, tylko światła daje coraz mniej. Żołnierze zaczęli odpalać pochodnie, czyniąc to w zdyscyplinowany i uporządkowany sposób. Oficerowie musieli dobrze wykonać swoje obowiązki. Najjaśniejsza stała jeszcze przez dłuższą chwilę, odczekując, aż zapłoną wszystkie łuczywa. Nefer miał wielką ochotę spojrzeć na tarczę Amona-Ra przez przydymione szkło, uznał jednak, że nie jest to najlepszy moment. W tej chwili zrozumiał Ahoresa i pozazdrościł starcowi. Ana podzielała najwidoczniej opinię męża, musiał tylko uspokoić księżniczkę, kładąc dłoń na jej ramieniu.

– Irias, później. Może gdy słońce będzie powracać.

– Przyprowadzić zdrajcę! – rozkazała pewnym głosem Królowa i ponownie zasiadła na tronie.

W zapadającym już półmroku z pałacowej bramy wyłonili się Harfan i Tereus, prowadząc, a właściwie niosąc okutane grubym płótnem ciało księcia. W niepewnym świetle widać było tylko twarz arystokraty. Jej ewentualną bladość trudno już było dostrzec, a szyję Nektanebo pomocnicy Mistrza zdołali w jakiś sposób usztywnić. Książę nigdy nie słynął z odwagi, toteż nikogo nie zdziwiło, że obydwaj gwardziści muszą wlec zdrajcę i buntownika do stóp Tronu. Dzięki własnej sile sierżant radził sobie nawet z jedną ręką. Żołnierze wspięli się na stopnie podestu i rzucili swój ciężar twarzą w dół przed wyniesionym siedziskiem Władczyni. Wyszło to całkiem zręcznie i dość naturalnie, jak uznał Nefer.

– Zdradziłeś Kraj nad Rzeką oraz Mnie samą, jako wybraną przez bogów Panią Górnego i Dolnego Egiptu. Co więcej, obraziłeś nieśmiertelnych i sprowadziłeś na nas wszystkich ich gniew. Zyskasz jednak teraz okazję, by odkupić swoje winy. Twoja śmierć przebłaga bogów i przywróci jasność. Może wtedy ulitują się nad twą duszą, bo Ja nie mogę!

Książę oczywiście nie odpowiedział. Może zdołał zachować odrobinę godności i nie zniżył się do daremnych błagań? A może podano mu jakieś środki odurzające? Byłoby to w stylu Najjaśniejszej. Nefer miał nadzieję, że wszyscy tak właśnie pomyślą. On sam wbił wzrok w  Horkana, który nie zdołał ukryć zdumienia i uporczywie wpatrywał się w postać zdrajcy.

Amaktaris skinęła biczem, gwardziści ponieśli księcia. Jego nadal bladą twarz mogli teraz rozpoznać nie tylko dworzanie, ale także najbliżej stojący żołnierze oraz poddani. Na szczęście, światło Amona-Ra właśnie zanikało, a blask pochodni nie pozwalał na dostrzeżenie zbyt wielu szczegółów. Tereus i Harfan nie tracili zresztą czasu, sprowadzili – a właściwie znieśli ciało arystokraty na plac przed podestem tronowym i ponownie rzucili twarzą w dół, na środku wolnej przestrzeni. Libijczyk uniósł jeszcze nieco głowę zdrajcy, by jak największa liczba zebranych mogła po raz kolejny ujrzeć oblicze księcia, po czym nasunął na nią gruby, płócienny worek. Ani jedna kropla królewskiej krwi nie powinna przecież splamić ziemi. Gdy to uczynił, Władczyni zstąpiła z tronu i zajęła miejsce na platformie rydwanu powożonego przez Horkana. Nefer miał wrażenie, że zamienili kilka słów, których nikt postronny nie zdołał usłyszeć. Harfan i pułkownik także wskoczyli do czekających obok pojazdów. Wozy ruszyły, zataczając łuk i ustawiając się jeden za drugim na zachodniej krawędzi placu. Rozległ się tętent kopyt oraz turkot kół, za trzema pierwszymi rydwanami uformowała się kolumna dwóch wybranych szwadronów gwardii. Amaktaris odczekała jeszcze, wzmagając napięcie tłumów. Zapadłą ciemność rozświetlały teraz tylko płomienie setek pochodni.

– Przyjmijcie tę ofiarę, bogowie Egiptu i ulitujcie się nad swoim wiernym ludem! – zawołała Monarchini, po czym skinęła ceremonialnym biczem, nakazując ruszać.

Nefer obawiał się tej chwili, ale nawet jeżeli Horkan rzeczywiście był zdrajcą, to przecież teraz nie mógł uczynić już nic innego, niż tylko ponaglić konie. Rydwan Królowej nabrał szybkości i przetoczył się jednym z kół po zawiniętym w płótno ciele księcia. Platforma wozu podskoczyła, jednak Amaktaris utrzymała równowagę oraz dumnie wyprostowaną sylwetkę. Za zaprzęgiem Władczyni podążył pojazd pułkownika Tereusa. Dowódca gwardii nie mógł powozić osobiście, ale także stał nieruchomo, gdy kopyta koni tratowały buntownika. Harfan sam chwycił za lejce i przejechał obydwoma kołami swego rydwanu po coraz bardziej zdeformowanym tłumoku leżącym na środku placu parad. Wszystkie trzy wozy zatoczyły łuk i ponownie zajęły pierwotne pozycje przed frontem podestu, z pojazdem Władczyni pośrodku. Po raz kolejny skinęła biczem i ruszyły obydwa przygotowane szwadrony. Kolejne zaprzęgi jeden po drugim wykonywały swoje zadanie, rozdeptując ciało zdradzieckiego księcia kopytami koni oraz rozjeżdżając je kołami wozów. Tłum przypatrywał się z zapartym tchem temu widowisku, nadal oświetlanemu jedynie blaskiem pochodni. Gdy przejechał ostatni z rydwanów, na ziemi pozostał tylko bezkształtny kłąb płótna, niewiele przypominający sylwetkę człowieka. Pomocnicy Mistrza Apresa dobrze wykonali przy tym swoje zadanie, o ile Nefer mógł to stwierdzić, nie pojawiła się ani jedna strużka krwi. Może pomógł w tym zresztą fakt, że przecież książę i tak był już martwy od poprzedniego dnia. Teraz pozostawało tylko czekać na odpowiedź bogów.

„Oby to oczekiwanie nie trwało zbyt długo.” – Pomyślał Nefer i przyłapał się na odruchowym zmawianiu prostej modlitwy do Izydy, Dawczyni Życia i Światła. Zapewne nie on jeden czynił to w tej chwili… I oto modlitwy zostały wysłuchane. Na niebie, w miejscu gdzie normalnie powinna znajdować się słoneczna tarcza, a obecnie można było dostrzec jedynie niepewną poświatę, pojawił się jasny błysk błogosławionej światłości.

– Ooo… – Rozległ się powszechny jęk ulgi. Ludzie padali na twarz lub wznosili ręce ku słońcu, dziękując za przywróconą jasność.

Nefer nie potrafił się powstrzymać, zresztą obecnie i tak nikt nie zwracał uwagi na pozostawiony samemu sobie orszak Władczyni. Wydobył szkło i spojrzał na tarczę Amona-Ra. Ana i Irias uczyniły to samo. Dostrzegł powiększający się powoli, ale nieustannie słoneczny sierp, przypominający w tej chwili przyrastający wraz z kolejnymi nocami księżyc. Tyle, że teraz działo się to szybciej. Półksiężyc wypełniał się na oczach kapłana, stopniowo przybierając normalny dla Amona-Ra kształt okręgu. Okręgu z ubytkiem po jednej ze stron, też jednak coraz mniejszym. Powracał zwykły dla Kraju nad Rzeką silny blask światła wczesnego popołudnia.

– To niesamowite! Jak to zrobiłeś, Neferze? Będziesz musiał o wszystkim mi opowiedzieć. Ja też tak chcę! – Usłyszał głos księżniczki, którą uspokoił ściskając wolną dłonią jej ramię.

Dostrzegając kątem oka jakieś poruszenie, kapłan z żalem oderwał spojrzenie od niezwykłego zjawiska i schował szkło. To Najjaśniejsza ponownie wstępowała na podest tronowy. Dźwięk rogów i bębnów uciszył tłum gdy odwróciła się i uniosła rękę.

– Dokonało się! Bogowie dotrzymali obietnicy! Cofnęli swój gniew, okazali łaskę wiernemu ludowi i przywrócili jasność! Podziękujmy im za to!

– Ty to uczyniłaś, Boska Izydo, Dawczyni Życia i Światła! To Tobie należą się modły i wdzięczność! – zawołał Nefer, wyczuwając nastroje tłumu.

Podszedł do Amaktaris i upadł na kolana przed Żywym Obrazem Bogini, dotykając czołem stopni tronu. W jego ślady pospieszyli dworzanie i urzędnicy, zauważył, że nawet Ana i Irias nie odmówiły podobnego hołdu. Żołnierze wznieśli okrzyk pozdrowienia, odrzucali pochodnie i uderzali orężem o tarcze. A lud po prostu oszalał. Jedni wykrzykiwali z uwielbieniem imię i tytuły Królowej, inni padali na kolana i uderzali czołem o ziemię, znaleźli się też tacy, którzy chcieli zbliżyć się do Bogini, by ucałować choćby stopnie podestu, po których stąpała. Szczęśliwie oficerowie przewidzieli taką reakcję, Tereus i Horkan wydali potrzebne rozkazy,  zbrojni utworzyli żywą barierę, chroniącą Najjaśniejszą Amaktaris przed żywiołowymi i mogącymi przybrać niebezpieczną postać objawami entuzjazmu. Co prawda, w tej chwili wszelka myśl o jakimkolwiek podburzeniu ludu przeciwko Dawczyni Życia i Światła wydawała się absurdalna i Nefer miał nadzieję, że pozostanie tak jeszcze przez długie lata Jej rządów, to jednak w ciżbie mogli kryć się jacyś zdeterminowani wrogowie.

Oczekiwanie aż emocje tłumu choćby trochę się uspokoją trwało długo, nie należało jednak przerywać tej chwili, która powinna na zawsze zapaść w pamięć obecnych. Nefer poczuł radosną satysfakcję. To, co miało przynieść zgubę Królowej stało się źródłem Jej chwały i umocni panowanie, a on sam miał w tym wielki udział. Ale o takich sprawach wiedzieli tylko nieliczni, pozostali radowali się z powrotu jasności, z tego, że bogowie okazali łaskę, z tego, że wszyscy żyją i będą mogli nadal żyć jak dawniej.

Głos rogów i bębnów zdołał wreszcie przebić się przez radosną wrzawę. Władczyni raz jeszcze uniosła dłoń.

– Niech ten dzień pozostanie w pamięci was wszystkich jako dowód łaski nieśmiertelnych, jako dowód ich miłości dla Kraju nad Rzeką! Niech będzie dniem świątecznym po wsze czasy! Królowa złoży ofiary wszystkim bogom Egiptu, w szczególności zasłużyła na nie sama Izyda! Od wielu miesięcy Jej świątynia pozbawiona była arcykapłana, ale teraz to się zmieniło! Wstań, Neferze – rozkazała półgłosem. – Oto nowy arcykapłan Boskiej Pani, uczony i czcigodny Nefer z Abydos, który bardzo zasłużył się przy pozyskaniu Jej łaski w sprawie przywrócenia jasności. Za dziesięć dni od dziś, w dniu najbliższego święta Izydy, zostanie formalnie wprowadzony na urząd oraz do świątyni. A teraz radujcie się, jedzcie, pijcie i ucztujcie! Na placach miasta wydany zostanie poczęstunek!

Odpowiedzią stał się nowy wybuch entuzjazmu, spowodowany zarówno ustanowieniem nowego arcykapłana, jak i zapowiedzią darmowej uczty. Nefer nie miał przy tym większych wątpliwości, która z tych przyczyn przeważała. To mu jednak wcale nie przeszkadzało. Jak zawsze w takich wypadkach, część zebranych uznała, że niezależnie od największych nawet uniesień warto zająć dobre miejsce w kolejce po piwo, chleb i mięso. Inni stopniowo podążali ich śladem. Tłum przerzedził się wreszcie i uspokoił na tyle, że można było wycofać większość żołnierzy i bezpiecznie powrócić w mury pałacu. Ciałem księcia Nektanebo, teraz już oficjalnie i nieodwołalnie martwego, zajęli się ludzie Mistrza, eskortowani przez silny oddział gwardzistów. Królowa, wciąż jeszcze przyjmująca hołdy i gratulacje dworzan, zdołała wreszcie pozbyć się najbardziej nawet natrętnych pochlebców. Może zresztą tego dnia szczerze wypowiadali swoje rozbudowane i wyszukane komplementy. W towarzystwie kilku zaufanych schroniła się na dziedzińcu koszarowym, dokąd nadjeżdżały rydwany użyte podczas ceremonii. Pojawili się obydwaj Mistrzowie, Tereus, Harfan i Horkan. A także Ana i Irias, które nie opuszczały boku Nefera.

– Dziękuję wam wszystkim, doskonale się spisaliście. Wszystko poszło zgodnie z planem. Towarzyszu, ciało zdrajcy każ wywiesić na murach, tak, jak pierwotnie zamierzaliśmy. Niech pozostanie tam przez jakiś czas, ku przestrodze. Potem oddaj księcia wojownikom kopca… Tereusie i Harfanie, rozdajcie żołnierzom okolicznościowe nagrody. Ano, mistrzu uzdrowicielu… Zajmijcie się Ahoresem, chciałabym, aby jak najdłużej mógł cieszyć się światłem nadchodzących dni. To wszystko jest także jego zasługą i sama również podziękuję starcowi… Neferze, przygotuj się do uroczystości wprowadzenia do świątyni i nowych obowiązków… Będę też miała dla ciebie inne zadania, nie ja jedna zresztą… – Najjaśniejsza urwała, a arcykapłan odniósł wrażenie, że wymieniła szybkie spojrzenie z Aną. Nie miał jednak czasu aby rozważyć to spostrzeżenie i znaczenie słów Królowej, gdyż niespodziewanie odezwał się Horkan.

– Najwspanialsza Amaktaris, a jakie zadania przeznaczyłaś dla mnie, Twego wiernego sługi? Nie znałem Twoich nowych planów, ale starałem się usłużyć Ci dzisiaj jak tylko potrafiłem najlepiej.

– Wiem o tym, Horkanie… Dostrzegłam twoje zaskoczenie i to, jak zdołałeś pomimo tego wykonać Moje polecenia… Skoro pytasz, setniku… Tak, mam dla ciebie zadanie. Ważne i nie cierpiące zwłoki…

– Jestem na Twoje rozkazy, Boska Pani.

– Teraz, gdy wojna i późniejsze niepokoje dobiegły szczęśliwego końca, należy jak najszybciej wznowić prace w kopalni Tamadah. Potrzebujemy zarówno złota jak i miedzi. Obejmiesz dowództwo tego garnizonu i zajmiesz się wszystkim.

– Pani?

– Wyruszysz natychmiast. Jeszcze dzisiaj.

– Ależ Najjaśniejsza Amaktaris, należy zebrać ludzi, zapasy, narzędzia… To wymaga czasu.

– Życzę sobie, setniku, byś jeszcze dzisiaj opuścił pałac i stolicę oraz bez żadnej zwłoki udał się w drogę. Będzie ci towarzyszył niewielki, wybrany oddział. Wszystko inne nadeślemy później, ty jednak masz jak najszybciej znaleźć się na miejscu.

– Dlaczego, Najdostojniejsza Pani? – spytał cicho Horkan.

– Bo taka jest Moja wola!

– Dlaczego, Boska Amaktaris? – powtórzył z naciskiem. – W czym zawiniłem? Zasługuję przynajmniej na odpowiedź.

– Nie chcę wiedzieć, w czym mogłeś zawinić i niech tak pozostanie. Chcę wierzyć, że to nie jest wygnanie i podołasz temu zadaniu, okazując wierność, lojalność oraz posłuszeństwo rozkazom Królowej.

– Tak się stanie! Przekonasz się jeszcze o mojej wierności!

– Mam szczerą nadzieję, że tak właśnie będzie, Horkanie.

– Na jak długo powierzasz mi tę placówkę, o Pani?

– Na tyle, na ile będzie to potrzebne… Zorganizuj wydobycie… Zawiadomię cię, gdy uznam, że wykonałeś otrzymane zadanie.

– Skoro taka jest Twoja wola, Wielka Pani, pozwól, że oddalę się, by poczynić własne przygotowania.

– Nie zatrzymuję cię, Horkanie. Poleciłam jednak, by twoja eskorta zebrała się w czasie popołudniowej zmiany wart. Oczekuję, że będziesz do tej pory gotowy i wyruszysz w drogę.

– Jak rozkażesz, Najdostojniejsza. Żegnaj więc, Boska Amaktaris.

Oficer skłonił się formalnie i odszedł, nie zaszczycając pozostałych obecnych żadnym słowem ani gestem.

– Czy to rozsądne, o Pani? – spytał Mistrz Apres.

– Nie chcę dyskutować ani o jego domniemanych winach, ani o tym, czy Moja decyzja jest rozsądna! – odparła ostro. – Tak postanowiłam w głowie oraz w sercu i niech tak się stanie! Dopilnuj tylko, by jeszcze dzisiaj opuścił stolicę. A teraz, proszę, zostawcie Mnie samą.

C

Po wypowiedzeniu tego rozkazu czy też prośby Najjaśniejsza oddaliła się, a wszyscy obecni uszanowali potrzebę samotności Monarchini. Nawet wszędobylska zazwyczaj Irias wyczuła, że stało się coś ważnego, Królowa podjęła trudną decyzję i nikt nie powinien Jej teraz przeszkadzać.

– Nigdy nie lubiłam tego Horkana – szepnęła do Nefera. – Dobrze, że Pani go odesłała. Mam nadzieję, że szybko nie wróci.

W głębi ducha arcykapłan podzielał tę opinię. Rozumiał jednak ból Amaktaris, przypomniał też sobie, jak zdołał pocieszyć Świetlistą po podobnej zdradzie Pachosa… Teraz jednak obecność byłego osobistego niewolnika prawdopodobnie pogłębiłaby tylko Jej cierpienia. Dobrze wiedziała, że nie byli z setnikiem przyjaciółmi, ostatnimi czasy bardziej już wrogami… No i obok stała przecież Ana…

Tylko Towarzysz Prawej Ręki nie zapomniał o swoich obowiązkach i ruchem dłoni nakazał Harfanowi dyskretne czuwanie nad Osobą Władczyni. Jeżeli podejrzenia Mistrza odnośnie prawdopodobnej zdrady setnika okazałyby się prawdziwe, to właśnie teraz ochrona taka wydawała się najbardziej potrzebna, zanim urażony, zawiedziony w swoich nadziejach i być może zdesperowany oficer nie opuści pałacu zgodnie z otrzymanym rozkazem. Tak czy inaczej, Najjaśniejsza nie miała zbyt wiele czasu, aby cierpieć w samotności czy też szukać w niej pocieszenia. Musiała jeszcze złożyć dziękczynne ofiary w kilku najważniejszych świątyniach, a na wieczór zapowiedziano uroczystą ucztę z okazji szczęśliwego przebłagania nieśmiertelnych. Nefer został wraz z małżonką zaproszony do udziału zarówno w tych ceremoniach, jak i w samym bankiecie. Oboje musieli się przebrać i odświeżyć.

Władczyni znała swoje obowiązki i nie pozwoliła sobie na zbyt długą chwilę słabości. Przybrawszy postać bogini Izydy pojawiła się na głównym dziedzińcu wkrótce po tym, gdy zwolniony już z obowiązków strażnika Jej Osoby Harfan odnalazł Nefera i powiadomił przyjaciela o wyprawieniu w drogę setnika Horkana. Oficer formalnie dowodził prowadzonym przez siebie szwadronem rydwanów, nie ulegało jednak wątpliwości, że żołnierze otrzymali wyraźne rozkazy by czuwać nad jego zachowaniem. Libijczyk wcale tego nie ukrywał.

Orszak czekał już w gotowości i bez zbędnej zwłoki wyruszyli uroczystym pochodem przez świętujące miasto. Jako pierwszy cel wybrano naturalnie świątynię Izydy, potężną, ale nie sprawiająca ponurego wrażenia budowlę, którą nowy hierarcha oglądał dotąd tylko z zewnątrz, przy okazji odwiedzin w swoim przyszłym pałacu. Obecni na miejscu kapłani niższej rangi witali Amaktaris Wspaniałą bardzo czołobitnie, obiektem podobnej służalczości stał się też, ku swemu nieprzyjemnemu zdziwieniu, sam Nefer. Nie został jeszcze oficjalnie wprowadzony na urząd, ale przecież jego nominację Władczyni ogłosiła osobiście w obliczu zebranych tłumów. Kapłani i akolici Izydy musieli o tym wiedzieć i już zawczasu usiłowali wkraść się w łaski nowego zwierzchnika. Arcykapłan przyjął to z pewnym niesmakiem, czyż mógł się jednak dziwić takiej reakcji? Na szczęście nie zabawili długo, na wizytę i złożenie ofiar czekały kolejne sanktuaria. Wszystko przebiegło gładko, w obecności tłumów okazujących radość oraz uwielbienie dla Osoby Pani Obydwu Krajów, Dawczyni Życia i Błogosławionego Światła. Jeżeli nawet pozostali jeszcze w stolicy jacyś kapłani zamieszani w spisek i niezadowoleni z przebiegu wypadków, to starannie ukrywali swoją niechęć.

W żaden sposób nie dało się uniknąć odwiedzin w świątyni Ozyrysa, w końcu małżonek Izydy zaliczał się do najważniejszych bogów Egiptu, a rola odegrana przez tutejszych hierarchów nie została publicznie ujawniona. Przybyli tam na samym końcu. Nefer obawiał się trochę tej ostatniej wizyty, a potężny budynek budził najgorsze wspomnienia, ale i tutaj wszystko starannie przygotowano. Gmach obstawiły silne straże wystawione przez Królewską Gwardię, niezbyt liczni kapłani sprawiali wrażenie zagubionych – czyżby niedawno objęli swoje obowiązki? Nikt nie zająknął się nawet na temat Heparisa. Można było odnieść wrażenie, że władający niedawno tym przybytkiem i jeszcze trzy dni temu pewny zwycięstwa hierarcha nigdy nie istniał. Monarchini złożyła dary równie obfite jak w pozostałych sanktuariach, przebywała jednak w domu Ozyrysa tak krótko, jak tylko uznała to za możliwe.

Po powrocie do pałacu nadszedł czas na bankiet. Nefer, obecny na kilku już przynajmniej podobnych przyjęciach, po raz pierwszy miał jednak uczestniczyć w uczcie jako pełnoprawny gość. I to gość honorowy. Dla nowego arcykapłana Izydy i jego małżonki przeznaczono bowiem lożę usytuowaną w bezpośrednim sąsiedztwie podestu Władczyni. Otrzymał więc sposobność by dokładnie obserwować Jej zachowanie, usłyszał też wiele z wypowiedzianych słów. Pomimo radosnej przecież okazji atmosfera bankietu różniła się bardzo od pamiętnej, pierwszej uczty Nefera, gdy w szczególny sposób usługiwał swojej Pani, a potem został oddany w ręce trzech świątynnych tancerek… Pomyślał przelotnie o Tinian i nienarodzonym jeszcze dziecku, ich dziecku… Miał nadzieję, że dziewczyna ma się dobrze i niczego jej nie brakuje… Nie był to jednak temat, który chciałby teraz poruszać w rozmowie z Aną…

Wystarczającą zapowiedzią tego, iż to przyjęcie potoczy się jednak inaczej niż poprzednio stała się obecność Irias. Księżniczka, a właściwie obecnie już królowa, była przecież władczynią sąsiedniego państwa, oficjalnym gościem Pani Obydwu Krajów i nie wypadało pominąć jej przy układaniu listy zaproszonych. Znając charakter małej wojowniczki, z pewnością coś takiego przyjęłaby bardzo niechętnie. Ubrana w proste, uszyte jednak z doskonałej jakości materiału szaty, zajmowała teraz miejsce w loży naprzeciwko Nefera. Towarzyszyły jej Charis i Elena. Te wybrały strój wojskowy, tylko z oręża musiały zrezygnować. Na sali występowali wprawdzie muzycy, żonglerzy, połykacze ognia, zabrakło jednak zmysłowych pokazów akrobatów czy tancerek.

Kapłan obserwował z ciekawością ale i niepokojem, kto zajmie miejsce za plecami Najjaśniejszej Amaktaris, by czuwać nad bezpieczeństwem Władczyni i usługiwać Jej podczas uczty. Przecież ktoś musiał próbować potraw podawanych na stół Królowej. Mistrz nie pozwoliłby na podobne niedopatrzenie. Poprzednio zajmował się tym sam Nefer, a teraz? Kto go zastąpi? Obawy okazały się bezpodstawne. Za plecami Świetlistej Pani ustawił się Harfan. Jako jedyny z obecnych na sali dzierżył oszczep, a przy pasie nosił sztylet. Zadanie sprawdzania podawanych potraw powierzono natomiast jakiemuś chłopcu z kuchni, bardzo onieśmielonemu i z tego powodu niezręcznemu. Królowa zdawała się jednak nie zwracać na to uwagi. Zachęcała sługę, by kosztował spore porcje z kolejnych dań, ale nie próbowała poić go przy tym winem, jak niegdyś pewnego osobistego niewolnika. Tak czy inaczej, piła zresztą tylko czystą wodę. Nefer nie omieszkał natomiast skorzystać ze swoich praw gościa i zażądał dzbana najlepszego piwa. Trudno, zmanierowani dworzanie i arystokraci będą musieli przyzwyczaić się do plebejskiego gustu nowego arcykapłana. Dostrzegł przelotny uśmiech na na twarzy Harfana, zanim jednak mógł zacząć rozkoszować się piwem i znakomitymi, jak zwykle, potrawami wychodzącymi spod ręki Ahmesa czekały nań obowiązki.

To, że do loży Władczyni cisnęli się kolejno właściwie wszyscy zaproszeni, składając gratulacje i z trudem zachowując porządek posiadanych rang, nie było niczym dziwnym. Wielu spośród nich uznało jednak za potrzebne złożyć wyrazy szacunku oraz mniej lub bardziej udawanej przyjaźni także nowemu arcykapłanowi Izydy. Oczywiście, żaden z tych urzędników czy dworzan nie ośmielił się w jakikolwiek sposób napomknąć, że kojarzy i pamięta rozmówcę w jego poprzedniej roli, wielu obrzucało jednak Nefera znaczącymi, oceniającymi spojrzeniami. Kariera niedawnego niewolnika rzeczywiście wydawała się niezwykła i musiała budzić zdziwienie, może też zazdrość i niechęć. Poczuł wdzięczność dla Any za to, że tak starannie zadbała o arcykapłańskie szaty małżonka. Dzban z piwem na stole nowego hierarchy stanowił dla wielu wystarczające już wyzwanie. Nefer radził sobie całkiem dobrze z mężczyznami, spośród których otwarci i bezpośredni wydawali się najczęściej oficerowie, bardziej kąśliwe uwagi wygłaszały jednak towarzyszące arystokratom i dworakom damy. Obrzucały zwykle arcykapłana badawczym wzrokiem, zastanawiając się zapewne, cóż takiego ujrzała w nim Najjaśniejsza, że uczyniła swym faworytem i protegowanym. Potem z upodobaniem wypytywały o Abydos, rodzinę, domniemanych wysoko urodzonych lub przynajmniej zasłużonych przodków Nefera i jego małżonki. Tu konwersację przejmowała zazwyczaj Ana, doskonale odnajdując się w roli córki oficera i szlachcica oraz zmuszając kolejne przeciwniczki do odwrotu. Przetrwali ostatecznie to oblężenie i mogli zacząć doceniać uroki uczty oraz znakomitej, zaiste, kuchni.

Kapłan dostrzegł, że Najdostojniejsza nie bawi się zbyt dobrze. Biesiada miała służyć świętowaniu Jej roli w przywróceniu światła Amona-Ra, czym udowodniła przecież wszystkim własną boskość i umocniła panowanie, ale Ona sama wcale nie odczuwała radości. A przynajmniej niewiele na to wskazywało, poznał już Amaktaris Wspaniałą wystarczająco dobrze. Wreszcie, gdy opadła w końcu fala składających gratulacje natrętów, zaprosiła do swojej loży Irias, jedyną na sali osobę o zbliżonej randze, z którą wypadało Jej wspólnie ucztować. Zafascynowana swoim pierwszym dworskim bankietem, dziewczynka rzeczywiście zdołała rozproszyć nieco smutek Najjaśniejszej. Ahmes, czuwający zapewne nad wszystkim, wybrał tę chwilę na podanie swego specjalnego, zmrożonego deseru. Dla większości obecnych okazał się on zachwycającą nowością. Niestety, radosne ożywienie księżniczki, która opuściła towarzystwo swych opiekunek, nie spodobało się Charis i Elenie. Po chwili podeszły razem do królewskiej loży, skłaniając ledwo dostrzegalnie głowy.

– Co was sprowadza, wojowniczki? – spytała Amaktaris.

– Chcemy prosić naszą królową by zechciała udać się wraz z nami na spoczynek. To nie jest właściwe dla niej miejsce. – W imieniu obydwu Amazonek wypowiadała się Charis.

Mówiły cicho, wytężając słuch Nefer mógł jednak usłyszeć każde słowo.

– Ale to jest bardzo dobre, spróbujcie. – Irias nadal zajadała się deserem.

– To dobre dla słabych mężczyzn, może też i dzieci oraz głupich kobiet, ale nie dla prawdziwej wojowniczki.

– Wcale tak nie myślę – odparła dziewczynka. – I chcę jeszcze zostać.

– Proszę cię, królowo, chodź z nami.

– Nie chcę. Możesz sama odejść, jeśli koniecznie musisz!

– Księżniczko…

– Wasza królowa wyraziła już swoją wolę. – To Amaktaris wtrąciła się do rozmowy. – Ja także zezwalam wam opuścić ucztę.

– Zamierzałyśmy tylko powiedzieć naszej królowej, że planujemy na jutro polowanie i chciałybyśmy, by nam towarzyszyła, a teraz wypoczęła. – Charis być może zreflektowała się, że przemawiała zbyt ostro.

– Polowanie? – zainteresowała się Irias. – Na jaką zwierzynę?

– Na lwy, zapolujemy na lwy.

– Nie teraz. W kraju panuje jeszcze zbyt duże wzburzenie. Irias, nie możesz w tej chwili opuszczać pałacu – sprzeciwiła się Władczyni.

– Ale ja…

– Obiecuję, wkrótce wyruszymy na łowy, razem z Neferem, tak jak chciałaś. Teraz jeszcze nie możemy.

– Dobrze… Ja też obiecałam to Neferowi… Zostanę… Możecie odejść. – Irias ponownie odprawiła obydwie Amazonki.

– W takim razie, za twoim pozwoleniem królowo, a także i Twoim, Władczyni Wojowników, zapolujemy jutro same.

– Doskonale, a teraz naprawdę możecie już odejść.

– Nie życzysz nam pomyślnych łowów?

– Życzę wam szczęścia i rozsądku w wyborze zwierzyny!

Charis i Elena raz jeszcze skłoniły się nieznacznie, po czym opuściły salę. Incydent ten ponownie zepsuł nastrój Królowej. Nefer odniósł wrażenie, że pozostawała obecnie na uczcie już tylko z obowiązku oraz by nie sprawić zawodu Irias. Po jakimś czasie cierpliwość Amaktaris w końcu się wyczerpała. Zamieniła klika słów z dziewczynką, po czym przyzwała Harfana.

– Najdostojniejsza Pani Obydwu Krajów czuje się zmęczona wydarzeniami dzisiejszego dnia i zamierza udać się na spoczynek – ogłosił gwardzista. – Prosi jednak i zezwala, aby wszyscy obecni nadal korzystali z Jej gościnności i bawili się dalej.

Większość obecnych zachowała jeszcze na tyle trzeźwe głowy, by pożegnać wychodzącą Monarchinię powstaniem z miejsc oraz głębokimi ukłonami. Irias i Harfan towarzyszyli Najjaśniejszej. Po krótkiej chwili zdziwienia zabawa zaczęła toczyć się w znacznie żywszym tempie. Goście coraz częściej wołali o wino, domagali się głośniejszej muzyki oraz bardziej zmysłowych występów. Tancerki i akrobaci rzeczywiście wkrótce się znaleźli. Nefer dokończył swoje piwo.

– Nie mamy tu już czego szukać. Chyba, że chcesz jeszcze zostać? – spytał Anę.

– Nie. To był trudny dzień, a na jutro też mamy pewne plany. Lepiej, żebyś odpoczął, mężu.

– Ty również zamierzasz wybrać się na polowanie? – zażartował.

– Kto wie, Neferze? Sam się przekonasz.

Nie zdołał wydobyć z Any niczego więcej, przynajmniej jednak obudził się rano ze świeżą głową i w łożu małżonki, co stanowiło miłą odmianę w porównaniu z porankiem po pierwszej uczcie. Zjedli śniadanie i Nefer został wyprawiony na plac ćwiczeń, gdzie zastał już Harfana oraz Irias. Spędzili razem dużą część przedpołudnia, doskonaląc swoje umiejętności. Amaktaris, wbrew nadziejom kapłana nie pojawiła się, zapewne zajęta sprawami państwowymi. Dołączył do nich natomiast sierżant, z wiadomością, iż Amazonki z orszaku Irias szykują konie, broń i zapasy, zapowiadając wyjazd na polowanie.

– Ach tak. Charis wspominała o tym na wczorajszej uczcie – zauważył Harfan. – Chciały też zabrać ze sobą Irias, ale Królowa tego zabroniła i przekonała naszą księżniczkę, żeby tymczasem została w pałacu. Wkrótce zapolujemy wszyscy razem. To zresztą raczej późna pora, by wyruszać na łowy. Wątpię, czy znajdą teraz jakąś zwierzynę i wrócą pewnie ze wstydem. Przynajmniej pozbędziemy się ich na jakiś czas. Pułkowniku, pozwól, że zostawię teraz księżniczkę pod twoją opieką. Otrzymaliśmy z Neferem własne rozkazy.

– O co chodzi, przyjacielu? – spytał kapłan, gdy opuszczali plac ćwiczeń.

– Umyj się w basenie i staw w apartamentach Najjaśniejszej. Tam się spotkamy. Tylko tyle mogę powiedzieć. – Libijczyk pożegnał się i oddalił pospiesznie.

Zaintrygowany Nefer bez zwłoki wykonał to polecenie. Na komnaty Władczyni wpuszczono go bez zadawania pytań, do czego zdążył się już przyzwyczaić. Na Harfana musiał dłuższą chwilę zaczekać. Sama Bogini również wydawała się nieobecna, nie dostrzegł także nikogo spośród służby. Wreszcie pojawił się gwardzista i dopiero wtedy z jednej z bocznych komnat wyłoniła się Amaktaris, w ozdobnym, lekkim pancerzu królowej-wojowniczki. W prawej dłoni dzierżyła bicz, bynajmniej nie paradny, w lewej niosła łańcuchy. Rzuciła je w kierunku Libijczyka.

– Żołnierzu, skuj tego niewolnika! – rozkazała tonem nie znoszącym sprzeciwu.

Harfan nie sprawiał wrażenia zaskoczonego. Podszedł do Nefera i zdarł z niego szatę, przynajmniej tym razem nie odświętną lecz najzupełniej zwykłą.

– Proszę, nie stawiaj oporu, przyjacielu – powiedział cicho.

Kapłan nie miał wcale takiego zamiaru, nie próbował też pytać o cokolwiek Najjaśniejszej, zachodził tylko w głowę, cóż takiego znowu wymyśliła. Ile to czasu upłynęło odkąd ostatni raz nosił okowy? Może trzy tygodnie? W każdym razie niezbyt wiele. Co prawda, obecne kajdany okazały się nieszczególnie uciążliwe, łańcuchy dobrano w takiej długości, by skuty nimi Nefer mógł stawiać krótkie kroki oraz w ograniczony sposób poruszać rękoma za plecami. Przekonał się też, że gdy pod surowym spojrzeniem Władczyni – miał nadzieję, że udawanym – Harfan sprawnie nakładał te okowy, on sam poczuł gwałtowny przypływ podniecenia, objawiający się nieznośnym bólem zniewolonych od dawna genitaliów. Gwardzista ukończył swoje zadanie i został odprawiony zdecydowanym gestem dłoni.

Amaktrais przyglądała się przez dłuższą chwilę skutemu arcykapłanowi czy też niewolnikowi, bawiąc się biczem.

– Czy nadal jesteś gotowy służyć swojej Pani?

– Tak, o Najpotężniejsza z Królowych – odparł pobudzony i chciał rzucić się do Jej stóp.

– Nie tutaj, głupcze. – Głos zabrzmiał gniewnie. – Tak jak teraz, do niczego się nie nadajesz! Ruszaj się! – Władczyni wzmocniła wydany rozkaz niezbyt silnym smagnięciem bicza. Podobnego traktowania Nefer także nie doświadczył już od dłuższego czasu i jego podniecenie jeszcze wzrosło.

Wykonując polecenie Najdostojniejszej, tak szybko jak tylko pozwalały na to łańcuchy przeszedł do małej sali posłuchań i zamarł z zaskoczenia. Na wyniesionym w górę tronie zasiadała Ana, w oficjalnym, złocisto-białym stroju Królowej i Bogini. Podwójna korona Górnego i Dolnego Kraju na jej głowie, dzierżone w dłoniach bicz i pasterska laska, bogata biżuteria oraz wyrazisty makijaż dopełniały obrazu.

„O co tu chodzi?” – Zapytał sam siebie. Nie otrzymał jednak czasu na zbyt długie rozważania.

– Na kolana, niewolniku – rozkazała Amaktaris, ponownie używając bicza, tym razem całkiem mocno. – Oddaj cześć Pani Obydwu Krajów i błagaj Ją o łaskę. O ile, oczywiście, chcesz takową otrzymać!

– Ale jaką łaskę?

Pospiesznie upadł na twarz u stóp tronu małżonki, nie potrafił jednak powstrzymać się przed zadaniem tego pytania. W odpowiedzi odebrał kolejne smagnięcie. Na szczęście, Ana uniosła dłoń.

– Wystarczy. On mimo wszystko nie jest taki głupi. Jakiej łaski pragniesz od swojej Pani i Królowej? Jakiej łaski możesz pragnąć najbardziej i najsilniej?

Nefera wreszcie olśniło.

– Pani, czy Ty… Czy zechcesz…

– Tak… Uznałam, że zasłużyłeś. Chcę jednak, byś o to poprosił. Sprawi mi to przyjemność, może tobie również, niewolniku?

Doskonale rozumiał, że same słowa tu nie wystarczą. Przyczołgał się do stopni tronu, uniósł  nieco głowę i z pewnym trudem pełzł w górę. Jego niezdarne raczej starania musiały budzić rozbawienie obydwu obecnych dam, usłyszał to w głosie Any, gdy ponaglała męża.

– Pospiesz się, niewolniku. Nie mam dla ciebie całej wieczności!

Amaktaris oszczędziła jednak Neferowi kolejnych smagnięć, a Ana nie cofnęła stóp, gdy dotarł wreszcie do ostatniego stopnia tronu. Obsypał je gorącymi pocałunkami, zauważając zarazem, iż żona nałożyła wyjątkowo eleganckie sandałki, złociste, z dość wysokimi obcasami, takie, jakie najbardziej lubił.

– Najdostojniejsza Pani, Wielka Bogini, Władczyni Niebios i Ziemi, czy zechcesz wysłuchać prośby swego sługi i niewolnika?

– Cóż to za prośba?

– Czy uwolnisz Twego najpokorniejszego poddanego od okowów, które zechciałaś niegdyś nałożyć?

– Nosisz wiele łańcuchów, niewolniku.

– Możesz zdjąć je wszystkie, o Wielka. Jeśli tylko zechcesz. Ale tylko Ty jedna masz władzę uwolnić swego sługę od tych najcięższych i najuciążliwszych…

– Naprawdę uważasz je za najcięższe?

– Ty wiesz, o Pani.

– Tak, wiem. Był taki czas, że musiałam je nałożyć. Teraz jednak nadeszła chwila, by je zdjąć. Wstań, sługo.

Nefer miał pewne problemy z wykonaniem tego polecenia, szczęśliwie pomogła mu własną ręką Amaktaris, która tymczasem również wspięła się na podest. Gdy stanął już przed Aną, ta pochyliła się i ujęła w dłoń pierścienie. Pracowała palcami powoli, nie miała wprawy w czymś takim. W końcu jednak znienawidzone obręcze opadły, a męskość kapłana natychmiast wyprostowała się w pełnej okazałości. Po raz pierwszy od kilku już miesięcy.

– Czyżbyś miał inne jeszcze pragnienia, niewolniku? – spytała żona na wpół żartobliwie, trącając lekko czubek penisa końcówką rękojeści bicza. – Może również zechcę je zaspokoić. Ale teraz twojej osoby zażądała sama Bogini Izyda i muszę cię odstąpić. Nie na długo jednak – dodała, spoglądając na Amaktaris, po czym wstała z tronu i zeszła po schodach.

– Siadaj, Neferze. – Bogini popchnęła lekko kapłana na puste teraz siedzisko. – Pamiętasz, jak w Tamadah Kruto zażądał, bym usłużyła ci w taki sposób? Grożąc, że w przeciwnym razie podda cię torturom… Chciał złamać Moją dumę… Był jednak głupcem, wielkim głupcem… Wówczas nie mogłam tego uczynić… Bałam się, że zginiesz… Byłam pewna, że zginiesz nawet wtedy, jeżeli Ja zdołam się uratować. Obiecałam sobie, że jeżeli twój plan się uda, jeżeli jakimś zrządzeniem bogów oboje przeżyjemy, zrobię to chętnie i z własnej woli… Dopiero teraz trafiła się okazja…

– Pani…

– Nic już nie mów… Tylko nie wolno ci trysnąć, pamiętaj, to bardzo ważne.

Upadła na kolana, wsunęła głowę pomiędzy uda Nefera rozsunięte na tyle, na ile pozwalał skuwający kostki łańcuch i odnalazła ustami czubek wyprostowanego penisa. Na początek oblizała ze wszystkich stron odsłoniętą końcówkę, czyniąc to wprawnie i w sposób niezwykle pobudzający. Kapłan miał już okazję przekonać się o zręczności, z którą posługiwała się językiem i to nie tylko podczas wydawania rozkazów czy żartobliwej rozmowy. Nigdy jednak nie doświadczył tego w podobny sposób.

„Gdzie nabyła takiej wiedzy?” – Nie otrzymał czasu, by dłużej się nad tym zastanawiać, gdyż Amaktaris posunęła się dalej. Odsłaniając kolejne części męskości Nefera wsunęła ją w usta i objęła wargami, delikatnie przygryzła, nie przestając przy tym pracować językiem. Rytmicznie i zdecydowanie, na przemian to cofała głowę, to napierała ustami. Kapłan czuł narastające w szybkim tempie podniecenie i nie pamiętał już o otrzymanym poleceniu. Czyż ktoś mógłby mieć mu to za złe? Po takim czasie? Na szczęście to Bogini zdołała się opamiętać, może ostrzegły ją coraz silniejsze jęki wydawane przez Nefera, a może wyczuwalne wyraźnie dreszcze targające ciałem byłego niewolnika. Cofnęła się, uwalniając przyrodzenie kapłana. Uczyniła to dosłownie w ostatniej chwili, co także wskazywało na spore doświadczenie.

– Wstań – poleciła i zamienili się miejscami. – Wsuń go, chcę poczuć cię w środku! –  rzuciła, rozchylając swoje cudowne zaiste uda. – Tylko pamiętaj, że to jeszcze nie czas. Nie możesz…

Zsunęła się nieco z tronu, ułatwiając zadanie Neferowi. To znaczy, ułatwiła to prostsze z obydwu zadań. Prowadzony Jej dłonią szybko wszedł w ciepłe, wilgotne wnętrze, wykonał kilka pchnięć… Zdecydowanie, drugi rozkaz Najjaśniejszej okazał o wiele trudniejszy do spełnienia. I tym razem pomogło jednak wyczucie Bogini. W krytycznej chwili odepchnęła kapłana. Ne mógł się temu przeciwstawić ze skutymi na plecach dłońmi i dzięki temu wytrzymał, tylko sam czubek penisa lśnił kroplą jego własnego soku.

– Pani, dlaczego? – wyjąkał.

– Teraz nie możesz, obiecałam… – wydyszała.

Powstała z tronu i stanęła nad klęczącym Neferem.

– Oto zostałeś pobłogosławiony przez Izydę, Dawczynię Życia. Idź i wykorzystaj ten dar.

Nakazała mu wstać i zejść w dół. Miał już pewne przypuszczenia, co może teraz nastąpić, dlatego zdziwił się, gdy obydwie damy skierowały się ku wyjściu, ponaglając kapłana, by szedł szybciej. Nie zapomniały przy tym o pozbieraniu swych insygniów władzy, pasterskiej laski oraz obydwu biczów: ceremonialnego i tego najzupełniej prawdziwego. Niezwykły orszak przemierzył pospiesznie główne komnaty apartamentów Królowej i skierował się ku Jej prywatnej łaźni. Nefera nie zdziwiło bynajmniej to, że napełniono tam już kilka basenów.  Wodą o różnej zapewne temperaturze, na co wskazywały kłęby unoszącej się pary. Okazało się jednak, iż nie ograniczono się tylko do tego. W sali przygotowano ponadto czterech innych niewolników. Przygotowano, gdyż czekali nadzy, klęcząc przy podpierających strop kolumnach, przykuci za obroże krótkimi łańcuchami. Krępowały ich kajdany podobne do okowów Nefera, znacznie jednak uciążliwsze i mocno ograniczające zdolność ruchu. Przyjrzawszy się bliżej w półmroku rozjaśnianym płomieniami kilku lamp oliwnych, kapłan rozpoznał dwóch Hetytów oraz dwóch członków ludu Hapiru. Byli to więc zapewne jeńcy z niedawnej bitwy. Kręcili niepewnie głowami na widok wkraczających do pomieszczenia kobiet, z których jedna nosiła strój Królowej i Bogini, a druga oporządzenie wojownika. Do tego jeszcze nagi więzień, skuty podobnie jak i oni, z nadal wyprężonym przyrodzeniem. Zapewne nie wiedzieli, co o tym wszystkim sądzić i co może ich czekać. Nefer też poczuł zdziwienie. Dotychczasowy przebieg wypadków wydawał się w jakiś sposób zgodny z jego fantazjami oraz tym, czego mógł się domyślić z oderwanych uwag rzucanych przy różnych okazjach przez Anę czy Amaktaris. Teraz jednak został zaskoczony.

Nie tracąc czasu, Ana zajęła pozycję półleżącą na jednym z wyłożonych matami postumentów, służących zapewne zazwyczaj do odpoczynku po kąpieli albo do masażu. Rozchyliła nieco szaty, odsłaniając piersi. Bez słowa skinęła biczem w stronę Amaktaris. Ta zdjęła tymczasem łańcuchy przypięte do obroży dwóch Hapiru. Miała ze sobą klucz. Nie znoszącym sprzeciwu tonem wypowiedziała kilka słów w nieznanym Neferowi języku. Zapewne znała mowę tych barbarzyńców. Gdy ociągali się, poparła rozkaz smagnięciami bicza. Były to uderzenia w Jej najlepszym stylu, z pełnego zamachu ramienia, silniejsze nawet niż te, którymi poganiała wioślarzy pod pokładem własnej barki. Tutaj miała więcej miejsca. Przywołani w ten sposób do porządku, jeńcy ruszyli na kolanach ku Anie, upadli przed domniemaną Panią Obydwu Krajów na twarz i przywarli do jej stóp, pokrywając je pocałunkami, pieszcząc wargami i językami. Sandałki niewiele w tym przeszkadzały. Po dłuższej chwili przyszła kolej na Hetytów. Dumni zazwyczaj wojownicy nie próbowali stawiać oporu, być może ostrzeżeni losem poprzedników, a być może zadowoleni, że przypadło im w udziale zadanie nieco mniej upokarzające. Klęcząc, pochyleni w ukłonach pieścili ustami sutki Any. Ta musiała już odczuwać rezultaty tych zabiegów, jęczała bowiem cicho, potem coraz głośniej, wydając przy tym okrzyki zadowolenia. Zachowała jednak na tyle świadomości, by przyzwać Amaktaris i końcówką pasterskiej laski Pani Górnego i Dolnego Kraju wskazać grzbiet jednego z Hapiru. Otrzymał on soczyste smagnięcie, po którym adorował stopę Any z tym większą gorliwością. Podobne uderzenia zaczęły coraz częściej spadać na plecy, uda i pośladki wszystkich czterech więźniów. Ana gestem laski lub ceremonialnego bicza wybierała tego spośród niewolników, który być może starał się zbyt mało, być może okazał się niezręczny, a może po prostu taki miała kaprys. Amaktaris wykazywała się przy tej okazji dużym doświadczeniem w używaniu bicza, ani razu bowiem nie musnęła nawet skóry uzdrowicielki. Jęki i okrzyki rozkoszy Any stały się coraz głośniejsze, przemieszane z równie głośnymi jękami bólu adorujących jej ciało jeńców. Strażnicy i słudzy zostali jednak zapewne odesłani już wcześniej, nikt nie będzie przeszkadzał, jak uświadomił sobie Nefer. Przypatrywał się temu wszystkiemu, czując własne, narastające podniecenie. Zazdrościł więźniom, tak, zazdrościł nawet tym parszywym Hapiru. Pragnął znaleźć się na ich miejscu. Skuty łańcuchami czcić ustami stopy lub sutki małżonki, zdany na jej kaprys czekać na nieuniknione uderzenie bicza, mając tylko nadzieję, że swoimi gorliwymi staraniami zdoła odwlec nadchodzące smagnięcie.

Oczywiście, przeznaczono dla niego ważne miejsce w tym przedstawieniu, ale rola widza i przedłużające się oczekiwanie także miały okazać się istotną jego częścią. Wreszcie Ana skinęła laską w stronę małżonka. Polecenie to powtórzyła Amaktaris.

– Niewolniku, usłuż i ty swojej Pani, Władczyni Niebios i Ziemi!

Wzorem poprzedników upadł na kolana i wsunął się najpierw pomiędzy obydwu Hapiru, a potem pomiędzy rozchylone uda żony. Przypadł wargami do jej tajemnego miejsca rozkoszy. Odrzuciła teraz bicz i laskę, własnymi dłońmi pomogła odsłonić najwrażliwszy punkt. Na początek muskał wargami, ale po chwili zaczął pracować językiem. Szybkie, poprzeczne ruchy, drażniące łechtaczkę samym jego koniuszkiem. Okrzyki wydawane przez Anę osiągnęły kolejny poziom głośności. Skupiona na rozkoszy doznawanej w najczulszym miejscu, zaprzestała nakazywać wymierzania kolejnych razów. Amaktaris chłostała jednak teraz jej sługi z własnej inicjatywy, mocniej nawet i częściej. Może sama również doznała pobudzenia, co nie byłoby wcale takie dziwne? A może chciała dodatkowo podniecić Anę, najwidoczniej także nieobojętną na brzęk łańcuchów oraz odgłosy chłosty? Odgłosy rzemiennego bicza spadającego na nagą skórę, coraz głośniejsze jęki bólu, wykrzykiwane w niezrozumiałym języku prośby o łaskę. Raz czy drugi oberwało się też Neferowi, nie miał pojęcia, celowo czy przypadkiem. W stanie silnego pobudzenia niemal wcale nie poczuł zresztą tych uderzeń. Liczyło się tylko jedno, żona reagowała coraz silniej. W pewnej chwili wygięła się, uniosła do pozycji siedzącej i odepchnęła Hetytów. Jej ciało przeszył dreszcz, wydała głośny okrzyk.

– Chodź, chodź! Nie chcę czekać! – zawołała.

Amaktaris kopniakami oraz smagnięciami bicza odpędziła zbędnych już niewolników. Odpełzli na boki, a Nefer ledwie to zauważył. Uniósł się i chciał wejść w małżonkę, ta jednak zsunęła się z podestu i uklękła, podpierając się dłońmi. Korona Pani Obydwu Krajów spadła przy tym z jej głowy i potoczyła się po posadzce. Nikt nie zwrócił na to uwagi.

– Chcę tak! Tak jest najlepiej! Tak czuję cię najgłębiej! Szybko!

Kapłan cofnął się i pochyliwszy, usiłował zająć właściwą pozycję, w czym Ana gorliwie mu pomagała, odnajdując dłonią nabrzmiałą męskość męża i prowadząc ją ku własnemu otworowi.

– Otrzymałeś dziś błogosławieństwo daru życia. Przekaż ten dar, ku chwale Boskiej Izydy – zawołała chrapliwie Amaktaris.

Poczuwszy obejmującą jego przyrodzenie ciepłą wilgoć wnętrza małżonki, Nefer nie zdołał stanąć całkowicie na wysokości zadania, jak później niekiedy myślał. Pragnął pozostać tam na wieczność, dając im obojgu rozkosz bez końca. Tymczasem był tak bardzo pobudzony, że już po kilkunastu pchnięciach nie zdołał się powstrzymać i wytrysnął. Wyrzucał z siebie nasienie gromadzone od długiego czasu, uwalniając napięcie, którego od dawna nie miał szansy rozładować. Tryskał głęboko, wypełniając wnętrze żony. Przynajmniej pod względem ilości spermy nikt nie powinien niczego mu zarzucić, jeżeli nawet nie potrafił już wytrzymać dłużej. Czyż zresztą to obie z Amaktaris nie zastawiły nań  tych szczególnych sideł? Czyż lwice nie wybrały się na polowanie? Ana nie sprawiała jednak wrażenia rozgniewanej czy niezadowolonej. Gdy ciężko dysząc wysunął się z jej otworu, odwróciła się, opadła na plecy i przyciągnęła męża ramionami.

.

Przejdź do kolejnej części – Pani Dwóch Krajów CI-CV

.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

A czemu tu taka cisza w sekcji komentarzy?

Wszak to jedna z najważniejszych części Pani Dwóch Krajów. Wraz ze śmiercią Nektanebo oraz rozprawą z kapłanami kończy się zasadniczy wątek antykrólewskiego spisku, królowa spełnia też życzenie Nefera i Any… wydaje się, że to wszystko zmierza do klasycznego happy endu. Oczywiście do końca pozostało jeszcze 10 rozdziałów, w których trochę się wydarzy. Znajdzie się nawet miejsce na parę zwrotów akcji. Jednak po okresie zdrad, spisków i konspiracji bohaterowie mogą na chwilę osłabić czujność i odpocząć przed nowymi wyzwaniami. A przynajmniej tak im się wydaje 🙂

Jak zawsze doskonale napisana część!

Pozdrawiam
M.A.

Tak, wielu wrogów zostało już usuniętych. A bohaterowie powinni cieszyć się zasłużonym odpoczynkiem. Nefer zostaje uwolniony od swoich pierścieni i oddaje się wyszukanym praktykom erotycznym (a właściwie jest im poddawany :D), w towarzystwie dwóch godnych pożądania kobiet, które kocha. Powinien teraz spokojnie czekać na oficjalne wprowadzenie na urząd, zadomowić się w świątyni i własnym pałacu… Ten ostatni to raczej Ana urządzi, bo takie zadanie przerasta naszego bohatera, ale przynajmniej bibliotekę skompletuje. 😀 Ana osiągnęła cel swoich zabiegów, czy z dobrym skutkiem, to też okaże się za jakiś czas dopiero. Amaktaris umocniła swój autorytet i siedzi pewnie na tronie. Czy jednak na pewno? Zostały jeszcze różne ważne sprawy do uporządkowania, a i nie wszyscy wrogowie złożyli ostatecznie broń. Spokój jest pozorny.
Pozdrawiam

Wątek dotyczący zaćmienia słońca wyjaśnia sposób działania wielu tzw. Teorii spiskowych.
Np. Ludzie wyobrażają sobie, że jakaś niewielka część społeczeństwa jest w posiadaniu wiedzy lub władzy, którą wykorzystują dla własnych korzyści, oszukując i manipulując przy tym pozostałymi ludźmi.
Można też spojrzeć na to z drugiej strony – Pewna zamknięta grupa odkrywa zjawisko, które będzie mieć wpływ na otoczenie. Postanawiają utrzymać to w tajemnicy, a w efekcie wykorzystać na własną korzyść. Zjawisko występuje w rzeczywistości, grupa tłumaczy ogółowi co się stało w sposób dla niej korzystny. A ogół dla spokoju akceptuje to wyjaśnienie.
Tak np. działa giełda… I parę innych rzeczy.

p.s
Końcowa scena erotyczna bardzo…Smaczna 😉

Ano ludzie są zawsze tacy sami, dążą do podobnych w gruncie rzeczy celów i posługują się podobnymi metodami. Manipulowanie innymi, np. przy pomocy ukrywanej w tajemnicy wiedzy i korzystnego dla własnych zamysłów przedstawiania wydarzeń, to jeden z mechanizmów sprawowania władzy. Tutaj zarówno Nefer jak i Heparis zamierzali włożyć w usta rzekomych bogów własne słowa, by pozyskać lud. Neferowi wyszło to lepiej, bo okazał się bardziej przemyślny, może miał szczęście, a może autor obdarzył go sympatią, gdyż walczył w szlachetnej sprawie.
Scenę erotyczną obydwie panie zaplanowały w sposób, który miał szczególnie ukontentować zarówno Nefera, jak i jego małżonkę. Liczę na to, że cel ten został osiągnięty. 😀

Napisz komentarz