Pani Dwóch Krajów LXI-LXV (Nefer) Brak ocen

Przeczytanie tego tekstu zajmie Wam 65 minut/-y    
Frank Bernard Dicksee, "Kleopatra"

Frank Bernard Dicksee, “Kleopatra”

LXI

Nie tracąc czasu, Kruto rozkazał obszukać i związać Nefera. Ręce niewolnika skrępowano na plecach i sznury zaczęły boleśnie wrzynać się w nadgarstki. Starał się to ignorować, aby nie dać satysfakcji wrogowi oraz okazać się godnym odwagi Amaktaris, która z dumą cierpiała podobne traktowanie. Pocieszał się też, że wkrótce uwolnią mu dłonie, bo inaczej nie napisze przecież listu. Zastanawiał się, co właściwie ma napisać. Skoro nikt z buntowników nie znał sztuki pisarskiej, a wszystko na to wskazywało, mógłby zawrzeć w liście cokolwiek. Na przykład zwymyślać księcia. Sprawiłoby to kapłanowi pewną satysfakcję.

Królową, nadal związaną, znaleźli niedaleko za wylotem korytarza. Pilnowało Jej dwóch skazańców, ale swoje brudne łapy trzymali przy sobie. Władczyni nadal budziła w tych zbirach obawę i mimowolny szacunek. Wyjątkiem był tylko sam Kruto.

– Co tu robisz, Neferze? Zabroniłam ci przecież oddawać się w ich ręce!

– Milcz, kurwo! – Woźnica z właściwą sobie brutalnością ponownie uderzył Amaktaris w twarz, co przyjęła z równą godnością jak poprzednio. – Mówiłem, że nawet twój kundel posłucha mnie, a nie ciebie.

– Daj spokój, Kruto! Nie ma potrzeby ciągle Jej bić. Jest gwarancją naszej wolności i bogactwa!

Słowa te wypowiedział niespodziewanie jeden z obecnych. Stał w głębi sztolni i Nefer dopiero teraz rozpoznał w nim któregoś ze strażników. Wskazywały na to ekwipunek oraz ogólny, zdrowy wygląd, którym odróżniał się od zabiedzonych i poznaczonych śladami bicza towarzyszy. A więc któryś z miejscowych żołnierzy przyłączył się do buntu. Tłumaczyłoby to, w jaki sposób więźniowie zdołali uwolnić się z łańcuchów i zaskoczyć straże.

– Ty też się zamknij, Nakorze. To, że jesteś teraz z nami nie oznacza, że zapomniałem, co robiłeś tu poprzednio.

– Gdyby nie ja, wszystkich was już dawno by zarżnęli i nawet nie zdążylibyście się zorientować, co się dzieje. Przyłączyłem się do was, bo dość mam służby w najgorszych garnizonach, ciągłych kar i kiepskiego żołdu. Chcę złota, dużo złota i może awansu. Wystarczająco długo napatrzyłem się ostatnio na cudze złoto… Wy też chcecie wolności i bogactwa. Książę ofiaruje nam to wszystko, ale tylko wtedy, gdy wydamy mu Królową. Najlepiej całą i zdrową. Ten niewolnik miał co do tego rację, gdy z tobą mówił.

– Ta dziwka kazała wypalić mi jaja i wysłała tutaj, a ten wszawy kapłan został jej pieskiem i kochankiem. Chcę się zemścić!

– Na nim możesz mścić się do woli, ale Ona musi być cała i zdrowa, gdy dostanie Ją książę!

Nefer rozejrzał się po korytarzu. Dostrzegł razem siedmiu buntowników, wliczając w to żołnierza-zdrajcę. Ponadto jeden ze skazańców trzymał straż na zewnątrz. Czterech spośród obecnych na miejscu więźniów wyraźnie wzięło stronę Nakora, tylko Tahar niepewnie ustawił się za plecami byłego woźnicy. Większość z nich rzeczywiście pragnęła obecnie wolności i być może bogactwa, zemsta Kruto niewiele dla nich znaczyła. Oczywiście, gdyby chciał zabić lub torturować samego Nefera, zapewne nikt by się nie sprzeciwił, ale nawet najgłupszy ze skazańców musiał pojmować, że tylko Osoba Bogini sprawia, że jeszcze żyją i mają jakąś szansę. Kapłan przypomniał sobie, że w Tamadah służyli często żołnierze karani za różne przewinienia. Zdrada Nakora nie mogła więc aż tak bardzo dziwić, z pewnością nie był też żadnym niewiniątkiem. Chwilowo działało to na korzyść Królowej.

– Pozostanie cała i zdrowa, o ile nadal będzie słuchać rozkazów, ale zmierzam złamać jej dumę. To na pewno nie zaszkodzi tej suce, a i księciu ułatwi w przyszłości zadanie, cokolwiek zechce z nią zrobić.

– Może lepiej weźmy się wreszcie za wysłanie wiadomości. Tracimy tylko czas!

– Słyszysz dziwko? – Kruto zwrócił się do Królowej. – Wymieniłem tamtego czarnego wilka na twojego pieska pokojowego i teraz to on zapłaci, na początek uchem, jeżeli to, co napisałaś, będzie się czymś różniło od tego, co miałaś napisać. A ja mam dobrą pamięć. Daję ci ostatnią szansę przyznać się, jeżeli próbowałaś nas okłamać.

Bogini nie raczyła udzielić odpowiedzi.

– Dobrze. Niech i tak będzie. Pamiętaj, że cię ostrzegałem!

Popchnął Nefera ku wylotowi korytarza, gdzie docierało lepsze światło, polecił chwycić go za ramiona dwóm skazańcom i wyciągnął z leżącej pod ścianą skrzynki trzy niewielkie zwitki papirusu. Jeden z nich rozwinął przed oczyma kapłana, nie pozwalając mu jednak zbytnio zbliżyć twarzy. A więc listy zostały już napisane, Kruto w jakiś sposób zmusił do tego Najjaśniejszą, a teraz chciał tylko sprawdzić ich treść. Nefer pomyślał, że nie docenił przeciwnika i musi mieć się na baczności.

– Czytaj na głos! – rozkazał czarnoskóry i kapłanowi nie pozostało nic innego, niż wykonać to polecenie. Bez trudu rozpoznał przy tym eleganckie, śmiało stawiane znaki, uczynione ręką Amaktaris. Były bardzo drobne, aby zmieścić list na niewielkim skrawku, ale wyraźne. Treść pisma wzbudziła natomiast odrazę Nefera.

Do Najdostojniejszego Pana,

Księcia Nektanebo z Awaris, Prawowitego Władcy Obydwu Krajów.

 

Najszlachetniejszy Panie!

My, Twoi wierni poddani, robotnicy z kopalni Tamadah na Synaju, pragniemy Cię powiadomić, iż Twoja Kuzynka, Amaktaris, która sama siebie nazywa Panią Górnego i Dolnego Kraju, przybyła do Tamadah na czele zaledwie siedemdziesięciu rydwanów. Wyroki bogów sprawiły, że zdołaliśmy Ją pojmać i obecnie zapewniamy schronienie w jednej ze sztolni, oblegani przez Jej żołnierzy. Zechciej, Wielki Panie, przysłać swoje wojska i przejąć Osobę Amaktaris, gdyż w pobliżu znajdują się barbarzyńscy Hapiru, którzy nadejdą najdalej za kilka dni. Liczymy, że zechcesz hojnie wynagrodzić naszą wierność. Na znak prawdziwości tych słów załączamy królewski pierścień, zdjęty z palca uzurpatorki. Słowa te, na nasz rozkaz, napisała własną ręką Ona sama, dwudziestego piątego dnia miesiąca najwyższego wylewu.

 

Twoi posłuszni słudzy i niewolnicy

z Tamadah

Kapłan zrozumiał, dlaczego Kruto nie pozwolił mu wziąć papirusu do ręki. Gdyby mógł, porwałby teraz list na strzępy.

– Pani! Jak mogłaś napisać coś takiego?

– Napisała, a jakże, napisała! Uratowała w ten sposób uszy najpierw tego czarnoskórego siłacza, a teraz twoje. – Murzyn roześmiał się, zadowolony z własnej przebiegłości.

– To tylko słowa, Neferze – odezwała się niespodziewanie Królowa. – Niewiele znaczą i nie mogą Mnie skalać, a dzięki nim Amar żyje i jest wolny. I dzięki tobie, przede wszystkim.

– Zamknij się, szmato! – Woźnica tym razem poprzestał tylko na wydanym surowym tonem poleceniu. – Co prawda wolałbym, żebyś nazwała tam siebie suką albo dziwką, ale ostatecznie może być i tak.

Okazywał nadspodziewanie dobry humor, najwidoczniej sprawy toczyły się po jego myśli. Podsunął Neferowi drugi i trzeci list, które kapłan też musiał przeczytać. Ich zawartość była bardzo podobna, pomijały jednak wzmiankę o pierścieniu. No tak, więźniowie zdobyli tylko jeden. Sama treść wszystkich pism została zbyt wygładzona, jak na możliwości tego wieprza Kruto, zapewne to Amaktaris nadała im bardziej elegancką formę.

– Dawajcie gołębie! – rozkazał Murzyn, przyglądając się pierwszemu listowi oraz znanemu już kapłanowi, lśniącemu błękitem kamienia oraz złotem oprawy pierścieniowi z królewskim znakiem, który wydobył zza przepaski biodrowej. Musiał gdzieś zdobyć ten element ubrania i Nefer nadal nie był w stanie dojrzeć okaleczonych genitaliów przywódcy buntowników.

Okazało się, że powstał niejaki kłopot, gdyż klejnot nie chciał zmieścić się w tulejce przeznaczonej na listy. Kruto poradził sobie z tym bardzo szybko. Uśmiechając się szyderczo i demonstrując swoją siłę wszystkim obecnym, po prostu zgniótł w dłoniach kabłąk pierścienia. Teraz klejnot z pewnym trudem dało się już wepchnąć w ślad za zwitkiem papirusu. Pierścień wykonano, co prawda, z dobrego złota, a więc metalu niezbyt twardego, ale siła woźnicy robiła jednak wrażenie. Był naprawdę groźnym przeciwnikiem. Przyczepiwszy tulejki do nóżek trzech gołębi, co uczynił z kolei nadspodziewanie zręcznie i delikatnie, zabrał klatkę na zewnątrz.

– Chodź, kapłanie. Sam zobaczysz, jak te ptaszki ruszają z wiadomościami dla księcia! Tylko macie go pilnować, żeby nie przyszło mu do głowy coś głupiego. Chociaż piesek na pewno nie zostawi swojej dziewczyny. – Te słowa przeznaczył już dla własnych towarzyszy.

Zadowolony z siebie, woźnica mniej nawet przeklinał, ale Nefer zdawał sobie sprawę, iż teraz, gdy on sam przestał już być potrzebny, najgorsze chwile miały dopiero nadejść. Tymczasem skwapliwie wykorzystał jednak okazję, by zobaczyć, co dzieje się w kopalni i czy Harfan wykonał to, o co go prosił. Ptaki poleciały nad skalistą pustynią Synaju. Któryś z nich dotrze do Awaris, chyba jeszcze dzisiaj. Czy książę uwierzy w otrzymane wiadomości? Zapewne rozpozna pierścień oraz charakterystyczne pismo królowej. Czy będzie podejrzewał podstęp? Sam raczej na pustynię nie ruszy, ale swoich wojowników i przynajmniej część rydwanów może posłać. Musiałby być kompletnym głupcem, gdyby zaprzepaścił taką okazję. Tym bardziej, że aż tak wiele nie ryzykuje, mając w pobliżu Hapiru. Pytanie, kiedy jego żołnierze mogą dotrzeć do Tamadah? Kolumna Władczyni jechała tu dwa dni i dwie noce, w największym pośpiechu. Jeżeli ludzie księcia ruszą dziś jeszcze, to będą na miejscu trzeciego dnia. Akurat razem z Hapiru. Kruto ma najwidoczniej nadzieję wytrzymać do tego czasu. Posiadając zapasy wody i żywności, broń oraz posługując się Osobą Bogini jako zakładniczką, może to osiągnąć. Tak czy inaczej, Królową trzeba uwolnić jak najszybciej.

Snując te rozważania, Nefer rozejrzał się po okolicy. Poczuł dreszcz podniecenia, gdy w pobliżu namiotu Władczyni dostrzegł nowe ognisko. A więc ktoś czuwał już pod nawisem skały, niewidoczny dla buntowników. Trochę obawiał się o ten element planu, podobnie jak i o wiele innych, ale najwidoczniej udało się wykorzystać zamieszanie przy usuwaniu zwłok i niezbyt rozgarnięty więzień pozostawiony na straży niczego nie zauważył. Pora była znaleźć okazję do zrealizowania kolejnej części zamierzeń.

– Nasze gołębie poleciały do Awaris, dziwko. – Powróciwszy razem z Neferem do sztolni, Kruto nie potrafił odmówić sobie okazji do pognębienia Królowej. – Twój ukochany kuzyn wkrótce przyśle tu swoich żołnierzy, zajmie się tobą, a my będziemy wolni i bogaci!

Jeżeli liczył na jakąś reakcję Władczyni, to się zawiódł. Nie zechciała odpowiedzieć na tę zaczepkę, chociaż z pewnością była jej świadoma.

– Książę Nektanebo to dobry i łaskawy pan – odezwał się niespodziewanie Nakor. – Służyłem kiedyś w Awaris. Nie brakowało nam wina i kobiet, nikt też nie robił problemów, jeżeli przetrzepaliśmy skórę jakiemuś handlarzowi czy wieśniakowi. To było życie godne żołnierza, nie to, co tutaj. – Splunął z odrazą na skałę.

A więc książę nie dbał specjalnie o dyscyplinę wśród swoich oddziałów. Takim jak Nakor, a  trafiali się w każdej armii,  musiało to odpowiadać i mogło w jakiś sposób tłumaczyć jego obecne postępowanie. Nefer wykorzystał tę przypadkową wymianę zdań, by skierować rozmowę w odpowiadającym mu kierunku.

– Czy naprawdę myślicie, że książę uwierzy w wasze listy? Uwierzy w to, że jacyś niewolnicy z kopalni pojmali Panią Dwóch Krajów? Równie dobrze moglibyście opowiadać bajki, że w Tamadah na Synaju spadł nagle śnieg, jak w górach Libanu, czy w krajach za północnym morzem!

– Co to jest śnieg? – zapytał jeden z więźniów.

– Zimne, białe płatki, które spadają z nieba i potrafią szybko pokryć całą ziemię. Gdy ogrzeje je słońce, zamieniają się w wodę. Tak dzieje się w krajach na północy albo w wysokich górach. – wyjaśnił szczegółowo Nefer, zadowolony z tego, że może rozwinąć temat i przyciągnąć uwagę Amaktaris.

– Przestańcie gadać o bzdurach bez znaczenia – zirytował się Kruto. – Co mają do tego jakieś białe płatki czy też woda? Książę uwierzy, bo posłaliśmy mu pierścień, choćby dlatego!

– Jeżeli nawet, to i tak nie zdąży przysłać tu żadnych wojsk. Hapiru są bliżej i będą pierwsi. A z nimi to raczej się nie dogadacie, zabiją nas wszystkich.

– Hapiru są jeszcze o cztery dni drogi. Czyż nie tak mówili oficerowie, Nakorze?

– Owszem, ci o których wiedzieliśmy wczoraj, ale to nie jedyna ich horda – kontynuował Nefer. – Pani! – Teraz zwrócił się bezpośrednio do Amaktaris. – Dzisiaj patrole odkryły inną grupę barbarzyńców, dużo bliżej. Tę wiadomość przywiózł dziesiętnik Alaryk. To ten najemnik z północy, powinnaś go kojarzyć, bo niedawno uwiódł jedną z Twych służek, tę wysoką Roturę. Ona też pochodzi z jego kraju.

– Wiem o kogo chodzi, Neferze. Znam Moich żołnierzy i znam niewolników, którzy służą przy Mojej Osobie – odparła Bogini, a kapłan miał nadzieję, że oboje zrozumieli właściwie swoje słowa.

– O Hapiru będziemy się martwić, gdy tu nadejdą. To też zresztą sprzymierzeńcy księcia. – Kruto uciął niewygodną dyskusję i postanowił najwidoczniej dać swoim ludziom inne zajęcie, niż rozmyślania, które mogłyby osłabić ich determinację. Od dawna musiał zresztą czekać na okazję do zemsty.

– Ładne rzeczy dzieją się w twoim pałacu, suko. Ale nie ma się czemu dziwić. Ciekawe, kogo ty ostatnio uwiodłaś? Tego tutaj? Wątpię, aby był jedynym gachem. Nie obawiaj się, zadbamy o królewskie rozrywki.

Bogini ponownie zignorowała słowa woźnicy, odezwał się natomiast Nakor.

– Pamiętaj, że Ona powinna pozostać cała i zdrowa!

– Cała i zdrowa, owszem. Ale nie jest przecież dziewicą i nikomu nie zaszkodzi, gdy ją teraz wypieprzymy. Niech zobaczy, jak wygląda miłość prawdziwych mężczyzn. O to nawet książę nie powinien mieć pretensji, a zresztą ona pewnie wcale mu się nie przyzna. No dalej! Ja już, niestety, nie mogę, wam więc oddaję ten przywilej. Który pierwszy chce zanurzyć pałkę w tej królewskiej, co ja mówię, boskiej piździe? Taka okazja nigdy więcej się wam  nie trafi!

– Ja chyba nie skorzystam – odpowiedział po chwili Nakor. – Za złoto, które za nią dostanę, kupię sobie niewolnice równie urodziwe jak ona. A jeżeli nawet takich nie znajdę, to i tak ich posuwanie na pewno o wiele bardziej wyjdzie mi na zdrowie.

Pozostali popatrzyli niepewnie po sobie, nikt się jednak nie zgłosił. Dwóch czy trzech odsunęło się nawet nieco od Królowej.

– Cooo, nikt? Ty też nie, Taharze? Po tym, gdy kazała cię niemal zachłostać? Gdy jeszcze wczoraj za nic miała twoje prośby? Nawet teraz boicie się tej dziwki? Żadna z niej bogini. Jest zwykłą suką, jak wszystkie. Sami możecie się przekonać. Tchórze! – Murzyn z pogardą splunął w stronę towarzyszy. – Skoro tak, zrobimy to w inny sposób. On ją posunie! – Wskazał niespodziewanie na Nefera. – Pewnie nieraz to już robił, nieprawdaż szmato? Ale teraz będzie inaczej, niż poprzednio!

Podszedł do kapłana i zerwał z niego szatę, odsłaniając liczne ślady po biczu oraz skuwające genitalia obręcze. Więźniowie gapili się ze zdumieniem, zwłaszcza na pierścienie. Woźnica pierwszy pojął, jakie jest ich zadanie i roześmiał się szyderczo.

– Widzicie, w jaki sposób dziwka traktuje swoich gachów? Byłeś aż tak bardzo nieposłuszny, piesku, czy też może podniecają cię baty? A może to ona się podnieca, a ty nie masz nic do gadania? A to… Zaczynacie od tego, że czołgasz się u jej stóp i błagasz, by to zdjęła?

Nefer milczał i cieszył się z panującego półmroku. Nie zdołał całkowicie zapanować nad wyrazem twarzy, Kruto nie odbiegał bowiem tak bardzo od prawdy. Podobne sytuacje istotnie się zdarzały, w szczęśliwszych dniach żeglugi w górę Nilu, a Królowa dość często odmawiała  prośbom osobistego niewolnika, co zresztą tym bardziej go podniecało. Ona także musiała doznawać wówczas silnych emocji, gdyż Jej tajemne miejsce bywało potem bardzo wilgotne, co raz czy drugi doprowadziło następnie do zmiany pierwotnej decyzji… Otrząsnął się z tych myśli, zupełnie niestosownych w obecnej chwili. Bogini nadal zachowywała wyniosłe milczenie, z uwagą śledziła jednak całą rozmowę, właściwie od czasu, gdy pojawił się temat śniegu.

– Teraz, stary przyjacielu, nie będziesz musiał o nic prosić. Ona zaraz to zdejmie, a potem powiem, co macie robić. Powinno ci się spodobać!

Szczęśliwie plany Kruto uległy zwłoce, z zewnątrz dobiegł bowiem nieco stłumiony, ale dobrze zrozumiały głos Harfana.

– Pokażcie nam Wielką Panią! Chcemy Ją ujrzeć, całą i zdrową!

– Nie będą nam dyktować, co mamy robić. Mamy teraz inne zajęcie! – wściekał się czarnoskóry, ale zaraz przyszedł mu do głowy nowy pomysł. – A zresztą dobrze, pokażemy im dziwkę. Niech wszyscy zobaczą, jaka z niej suka. Niech zwołają jak najwięcej żołnierzy, ujrzą niezapomniany widok! – Ostatnie słowa skierowane zostały do Tahara, którego Kruto gestem dłoni wysłał na zewnątrz.

– To jak szmato? Pokażesz, co potrafisz? Obsłużysz swojego gacha na oczach wszystkich! Jeżeli tego nie zrobisz, coś mu obetniemy! – zagroził woźnica, widząc kamienny wyraz twarzy Władczyni. –  Palec, ucho… Po kolei, zanim nie zaczniesz być posłuszną kurwą.

– Co właściwie miałabym zrobić?

– Na początek nic takiego. Zdejmiesz te obrączki i obciągniesz jego laskę ustami. Niech wystrzeli w twoje gardło. Potem znowu postawisz fiuta na baczność. Chyba takich atrakcji dotąd nie zaznałeś, prawda przyjacielu? – Kruto po raz kolejny roześmiał się obleśnie.

– I tak go potem zabijesz! Neferze, przecież zabroniłam ci tu przychodzić! – Amaktaris nie kryła brutalnej prawdy.

– Ale nie posłuchał! Tak, masz rację szmato, zabiję tego kundla. Może jednak umierać na różne sposoby. A to, jak długo będzie mi jeszcze potrzebny, zależy już tylko od ciebie.

– Nie mogę tego zrobić. Naprawdę, nie mogę. Wybacz mi, Neferze…

Kapłan zrozumiał, że Królowa ma na myśli przede wszystkim to, iż nie jest w stanie zdjąć pierścieni. Obecnie mogła je usunąć tylko Ana, która nałożyła obręcze jeszcze w Abydos. Nefer przestraszył się, że chcąc go jednak ratować, Amaktaris może wyznać wszystko woźnicy. A przecież była to okazja, aby te zbiry uwolniły Jej ręce, co na pewno pomogłoby przy skoku. Musi to w jakiś sposób powiedzieć Najjaśniejszej.

– Pani, błagam! Uczyń to! To nic trudnego. Przypomnij sobie, jak przyłapałaś Roturę i Alaryka. Nie mogli spotykać się w Pałacu i czekała na niego zawsze w parku, w zachodnim pawilonie, dokładnie przy czarnej kolumnie. Przypomnij sobie, co tam robili i zrób teraz to samo. Błagam Cię!

Królowa przypatrywała się osobistemu słudze bardzo uważnie.

– Dobrze. Nie chcę, aby Nefer cierpiał dodatkowo z powodu Mojej dumy. Zrobię to!

– No i widzisz, dziwko. Potrafisz być posłuszna, jeżeli odpowiednio do ciebie podejść. Może zachowam twojego gacha przy życiu trochę dłużej, skoro okazuje się tak przydatny.

– Wiedzcie, że Królowa uczyni wiele, naprawdę wiele, aby ocalić tego niewolnika! – Władczyni wstała i powiedziała to tonem bardzo poważnym, po prostu monarszym, mierząc wzrokiem innych więźniów oraz Nakora.

– Właśnie będziesz miała okazję to udowodnić. Ruszaj! – Kruto ujął Amaktaris za nadal związane na plecach ręce i swoim zwyczajem popchnął silnie. – Twoi żołnierze chcą zobaczyć Królową, ale takiego widoku raczej się nie spodziewają.

Korzystając z tego, że woźnica zajął się Najwspanialszą, Nefer sam ruszył ku wyjściu. Musiał koniecznie ustawić się w taki sposób, by czarny wysad bazaltowej skały znajdował się dokładnie przed nim, w miejscu, gdzie stanie Królowa. Na szczęście, nikt nie próbował mu w tym przeszkodzić. Zatrzymał się, oddalony bokiem od krawędzi półki o dwa duże kroki, tak, aby nie wzbudzać podejrzeń. To i tak powinno wystarczyć. Dostrzegł, że wokół urwiska zgromadziło się w półkolu o wiele więcej żołnierzy niż poprzednio. Usytuowana nieco na uboczu grupka wyposażona była w tarcze. Harfan skorzystał z okazji i wzmocnił swoje siły, ale wszyscy i tak znajdowali się zbyt daleko, aby natychmiast osłonić Boginię, gdy zeskoczy już w dół, do podnóża skały. Niestety, wokół leżało sporo oszczepów. Buntownicy musieli zażądać ich od komendanta i porozkładali w różnych miejscach tak, aby pozostawały pod ręką w razie ataku. Stanowiło to poważny problem, którego kapłan nie wziął, niestety, pod uwagę. Na odwrót było już jednak za późno.

Przed namiotem Władczyni nadal płonęło ognisko, do którego jeden z żołnierzy zaczął dorzucać drewna, gdy tylko Kruto wyprowadził Najwspanialszą ze sztolni.

– Czy chcesz wydać jakieś rozkazy, Pani? Czy dobrze Cię traktują? – Harfan wysunął się o kilka kroków i realizował kolejny punkt planu. A przynajmniej Nefer miał taką nadzieję.

– O tak. Nie tylko o nią dbamy ale zapewniamy jej także rozrywki godne królewskiego pałacu – zawołał Kruto. – Zaraz sami to zobaczycie!

Popchnął Królową w stronę kapłana, tak, że stanęła krok czy dwa przed Neferem, niemal na linii wyznaczonej przez czarną skałę.

– Zaczynaj, dziwko! Wszyscy czekają! – ponaglił woźnica.

– Jeżeli mam to zrobić, to musicie uwolnić Moje ręce, durniu. Inaczej nie zdejmę tych pierścieni.

– Wedle życzenia, Pani – zadrwił Kruto i sięgnął po nóż. – Spokojnie! Chcę tylko rozciąć jej więzy na rękach. – To drugie przeznaczone zostało na użytek żołnierzy Harfana, którzy zaczęli napinać łuki, widząc ostrze w dłoniach więźnia. – Obiecałem wam niezwykłe widowisko i dotrzymam słowa!

Skinął na dwóch towarzyszy, aby ujęli Świetlistą za ramiona, a sam zaczął przecinać sznur. Buntownicy nadal przytrzymywali jednak Monarchinię niechętnie i bez przekonania.

– Neferze! Niech to będzie Moje podziękowanie za wszystko, co dla Mnie zrobiłeś! – Bogini wypowiedziała te słowa w chwili, gdy więzy opadły z Jej przegubów, spoglądając głęboko w oczy kapłana. Starał się wzrokiem dodać swojej Pani odwagi. Sam nie lubił zbytnio wysokości.

– Do dzieła, suko!

Kruto puścił przeguby Najjaśniejszej i popchnął Ją tak, że zrobiła krok do przodu. Sprawiło to zarazem, iż jeden z więźniów nie utrzymał ramienia Królowej. Uchwyt drugiego nadal był niezdecydowany.

– Teraz! Skaaaacz! – Nefer wrzasnął z całej siły, aby zarazem zaalarmować niewidocznego żołnierza, który, jak miał nadzieję, czekał pod nawisem skały.

Okazało się, że Bogini znalazła dość zręczności i odwagi, aby wykonać to, co dla Niej zaplanował. Wykorzystując popchnięcie Kruto zrobiła natychmiast kolejny krok w stronę skraju półki i silnym skrętem całego ciała uwolniła się z niepewnego uchwytu drugiego więźnia. Następny, szybki krok był wybiciem do skoku. Zanim ktokolwiek ze skazańców zdążył się zorientować, szybowała już powietrzu. Zdołała jeszcze obrócić się nieco, aby przyjąć pozycję, w której łatwiej byłoby Ją złapać oczekującemu wojownikowi. Wybiegł on spod nawisu w samą porę. Wszyscy rozpoznali Amara. Trudno byłoby zresztą znaleźć do tego zadania kogoś równie silnego, równie godnego zaufania i równie oddanego Amaktaris. Nefer wstrzymał oddech, gdy Świetlista wpadła w ramiona gwardzisty. Nie zdołał całkowicie zamortyzować upadku i razem zwalili się na piasek. Niestety, Kruto także potrafił działać szybko. Zaskoczony rozwojem wypadków, nie mógł zapobiec skokowi Królowej, teraz jednak chwycił za oszczep. Kapłan zorientował się, że zamiast tracić czas na bierne przyglądanie się lotowi Najwspanialszej, powinien już wcześniej stanąć bliżej woźnicy. Teraz było za późno, by choćby rzucić się na niego i przeszkodzić w ciśnięciu oszczepem. Żołnierze z tarczami już biegli, inni nakładali strzały, ale wszyscy nadal znajdowali się w zbyt dużej odległości.

– Pod nawis! Schowajcie się pod nawis! – zawołał Nefer, wściekły sam na siebie, że wcześniej nie pomyślał o takiej możliwości. Nie był pewien, czy Amakrais i Amar usłyszeli go w nagłej wrzawie okrzyków, może jednak sami także wpadli na podobną myśl, gdyż gwardzista popchnął Królową w stronę dającego schronienie występu skały. Niestety, podczas upadku musiała w jakiś sposób urazić stopę, nie zdołała bowiem wstać, potknęła się i ponownie legła na ziemi. Kruto wypuszczał już z ręki oszczep. Amar zrozumiał, że została tylko jedna szansa. Skoczył naprzód i przykrył Najwspanialszą własnym ciałem, na tyle dużym, że bez trudu zmieściła się pod jego osłoną. W ostatniej chwili unieruchomił jeszcze swoją Panią, Nefer odniósł bowiem wrażenie, że Bogini próbowała odepchnąć gwardzistę. Zaraz potem oszczep trafił żołnierza w sam środek pleców.

Kruto zaklął szpetnie i schylił się po następne drzewce.

– Ruszajcie się durnie! Zwalajcie kamienie!

Buntownicy nie dostali już jednak takiej okazji. Łucznicy Harfana znaleźli się dostatecznie blisko i wypuścili deszcz strzał. Jeden z więźniów, trafiony w pierś, runął w dół. Pozostali pospiesznie odstąpili. Nawet Kruto zrozumiał, że nie zdoła odwrócić tego, co się stało. Rzucił drugim oszczepem, starając się trafić tym razem Najjaśniejszą, ale grot zarył nieszkodliwie w piach. Tarczownicy przyspieszyli i po chwili ustawili się murem wokół Amaktaris oraz rannego lub martwego Amara. Było to ostatnie, co Nefer zdążył zaobserwować.

– To wszystko przez ciebie, przeklęty szakalu!

Woźnica skoczył ku kapłanowi i zadał potężny cios pięścią. Nefera ogarnęła ciemność, zanim jeszcze jego ciało upadło bezwładnie na skałę.

LXII

Kapłan ocknął się w korytarzu. Ktoś niezbyt delikatnie oblewał jego głowę i twarz wodą ze skórzanego worka. Nadal był związany i odczuwał zamroczenie po ciosie woźnicy. Poza paroma siniakami i obtarciami nic gorszego mu się jednak nie przytrafiło, a i w głowie zaczęło się przejaśniać. Rozpoznał Tahara, który obmywał jego twarz. To tyle, jeśli chodzi o nadzieję, że został uwolniony w wyniku szturmu żołnierzy Harfana. Skoro jednak tak się nie stało, to jakim sposobem jeszcze żył? I dlaczego nie słychać żadnych odgłosów walki? To akurat wyjaśnił po chwili sam Kruto.

– Dziwisz się, że jeszcze żyjesz, szczurzy pomiocie? Zabiję cię, ale nie teraz. I nie tak szybko. Jesteś jeszcze potrzebny, oni koniecznie chcą cię widzieć. Kto by pomyślał, że twoja dziewczyna jednak za tobą tęskni i rozkaże wstrzymać atak? I tak cię zabiję, ale mogę z nią pogadać. Przynajmniej zyskam czas, żeby odpowiednio się tobą zająć!

A więc Królowa żyła, była wolna i w na tyle w dobrej kondycji, aby przejąć dowodzenie oraz wydawać rozkazy. Udało się! Za chwilę pewnie będzie mógł Ją ujrzeć. Poczuł przypływ uniesienia. Który jednak zaraz opadł, gdy Nefer przypomniał sobie Amara ze sterczącym z pleców drzewcem oszczepu. Najważniejsze było jednak życie i wolność Najjaśniejszej. Może zresztą czarnoskóry gwardzista przeżył? Przecież Ona jest znakomitą uzdrowicielką… Pochłonięty tymi myślami, Nefer ignorował groźby Kruto, który z kolei coraz bardziej się irytował.

– Nie wiem, jak to zrobiłeś, ale to z pewnością twoje dzieło, kapłańska hieno! Za dużo tu gadałeś o różnych rzeczach, a ja ci na to pozwoliłem. Z tego co opowiadał Tahar powinienem wiedzieć, że potrafisz obracać językiem jak mieczem. Ale koniec z tym! Obetnę ci ten długi jęzor!

Sięgał już po nóż, powstrzymał go jednak Nakor.

– Spokojnie! To zawsze zdążysz jeszcze zrobić. Pokażmy im niewolnika, jak tego chcą, i posłuchajmy, co mają do powiedzenia.

– Ale ja nie chcę, żeby on cokolwiek mówił, czy to do nich, czy tutaj! Zakneblować tego psa!

Temu nikt się nie sprzeciwił i po chwili ktoś wepchnął między zęby Nefera kłąb cuchnącej szmaty. Przy pomocy innego kawałka materii zawiązano mu usta, uniemożliwiając wyplucie knebla. Tak przygotowanego, Kruto wywlókł na zewnątrz. Tym razem sam trzymał skrępowane ręce swego więźnia w silnym uścisku, chociaż wysunął kapłana nieco do przodu, kryjąc się za nim jak za tarczą. Na zewnątrz niewiele się zmieniło. Tylko słońce wisiało już niżej po zachodniej stronie horyzontu. Nadal płonęły ogniska i nadal podstawę urwiska otaczali żołnierze. A jednak, dało się dostrzec pewną bardzo istotną różnicę. W pierścieniu zbrojnych, osłaniana przez kilku tarczowników, stała Ona, Pani Dwóch Krajów, żywa i wolna, wydająca rozkazy i otoczona posłuchem, dokładnie tak, jak powinno być. Co prawda Jej lewą stopę spowijał bandaż, stała jednak pewnie, o własnych siłach. Nigdzie nie dało się natomiast zauważyć Amara. To jednak nie mogło dziwić. Nawet jeżeli gwardzista przeżył, umieszczono go zapewne w jakimś schronieniu – którymś z ocalałych baraków, może w namiocie Władczyni.

– Oto ten kapłański pomiot szakala. Jak widzicie, nic mu się, jak dotąd, nie stało. Czego chcecie?

– Wielka Pani ofiarowuje wam w swym miłosierdziu łaskę, jeżeli uwolnicie Jej sługę! Ofiarowuje wam życie! – Harfan wystąpił kilka kroków do przodu.

– A jakież to życie czeka nas z jej łaski? Takie jak poprzednio? Tu, albo w podobnym miejscu? Dziwka może sobie wsadzić swoją łaskę tam, gdzie ten kundel pakował fiuta. Bo zamierzam go obciąć, zanim poderżnę jej pieskowi gardło!

– Wtedy wszyscy zginiecie!

– Najpierw musielibyście tu przyjść!

– Wykurzymy was ogniem i dymem! Udusicie się w tej norze jak szczury! – Harfan wskazał szerokim gestem na dopalające się ogniska i spore jeszcze stery drewna, które zamierzano dopiero spalić. – W razie potrzeby możemy użyć miechów, którymi posługiwali się wytapiacze.

– Wtedy on zginie pierwszy. I zdążę się z nim zabawić! – Woźnica szarpnął Neferem.

Niespodziewanie obok Kruto pojawił się na skale Nakor.

– Jakie są dokładnie wasze warunki, wojowniku?

– Nie będę rozmawiał ze zdrajcą i dezerterem! Zdradziłeś naszą Panią i ciebie ja sam zabiję! – Harfan zdecydowanie nie nadawał się do prowadzenia negocjacji. Amaktaris musiała to pojąć, bo powstrzymała Libijczyka i postąpiła kilka kroków, stając obok niego. Utykała tylko odrobinę. Żołnierz niechętnie przyjął Jej obecność w tym miejscu, ale mógł jedynie skinąć na tarczowników, nakazując im osłonić Osobę Monarchini.

– Za życie Mojego niewolnika ofiarowuję wam życie wasze i waszą wolność! Odejdziecie swobodnie!

– To za mało! – odpowiedział Nakor.  – Chcemy złota!

– Dobrze! Każdy z was dostanie worek złota wydobytego w tej kopalni. – Amaktaris nie ukrywała pogardy. – Życie Nefera jest dla Królowej warte więcej, niż całe złoto Tamadah!

– Aż tak bardzo ci wygadzał? – To Kruto wtrącił się do rozmowy.

– Zamknij się, durniu. – Nakor półgłosem osadził woźnicę. – Może tobie nie zależy ani na złocie, ani na wolności, ale my chcemy żyć, i to żyć bogato. Pogadamy za chwilę, ale teraz milcz!

– Ona i tak nie dotrzyma słowa, sam zobaczysz. Zdążyłem ją poznać. To kłamliwa dziwka!

– Zamilknij wreszcie! Jaką mamy pewność, że dotrzymasz umowy, o Wielka? – Nakor wziął jednak pod uwagę ostrzeżenia Kruto.

– Moje słowo! – odparła dumnie. – Słowo Pani Górnego i Dolnego Kraju, które przyjmują jako gwarancję królowie Wschodu i Zachodu, Północy i Południa!

– Czy twoja obietnica obejmuje też życie i wolność moją oraz Tahara? Ty sama nas tutaj wysłałaś! – Murzyn ponownie starał się przejąć inicjatywę.

– Jesteście śmieciami najgorszego rodzaju i obrażacie bogów samym swoim istnieniem. Nefera cenię jednak nieporównanie wyżej niż satysfakcję z wymierzenia wam sprawiedliwości. Dla niego odstąpię dziś od Moich zasad i Moich obowiązków!

– Potrzebujemy czasu, aby się naradzić! – Kruto chciał najwyraźniej ubiec Nakora, jakby w obawie, że ten zgodzi się od razu na warunki Najjaśniejszej.

– Daję wam czas do chwili, gdy słoneczna tarcza Amona-Ra dojdzie do ziemi na szerokość dwóch złożonych dłoni – Władczyni zademonstrowała sposób oceny odległości. – Tyle i ani chwili więcej. Tymczasem przygotujemy się do szturmu, który zaczniemy, jeśli do tej pory się nie poddacie. Ale wtedy daję wam kolejne słowo Królowej. Nikt z was nie ujdzie z życiem!

– Wtedy i on zginie! – Woźnica nie tracił rezonu.

– Trudno. Jeżeli nie poddasz się na takich warunkach, będzie to oznaczało, że i tak masz zamiar zabić Nefera! Przynajmniej skrócimy jego cierpienia!

– Damy odpowiedź zanim słońce zniży się ku ziemi, Wielka Pani!

To Nakor zakończył wymianę pogróżek, po której nie spodziewał się już chyba niczego dobrego. Kruto zdusił w ustach przekleństwo i popchnął więźnia ku wylotowi sztolni.

– Mamy trochę czasu, żeby się z nim zabawić. Chyba rzeczywiście zacznę od obcięcia języka, żeby nie próbował krzyczeć i wzywać pomocy. Jego jęki i błagania byłyby wprawdzie muzyką dla moich biednych uszu, ale mogliby nam wtedy przeszkodzić. – Murzyn nie rezygnował z planów zemsty.

– Nie tak szybko, Kruto! Może porozmawiamy najpierw o warunkach Królowej! – Dezerter nie zamierzał pozwolić, by woźnica narzucał swoje zdanie.

– Uwierzyłeś tej dziwce? Chodzi jej tylko o to, żeby uratować tego kapłańskiego szczura, bo widocznie musiał dogadzać jej lepiej, niż myślałem. Potem nas zabije i będziemy mieli szczęście, jeżeli zrobi to od razu.

– Oferuje nam życie i złoto! A co ty masz do zaproponowania? Zarżniemy tego kapłana, pokroimy na paseczki dla twojej przyjemności i co potem? Zdechniemy tu wszyscy od dymu? Ja wolę żyć!

– Ona kłamie! Tłumaczę ci przecież! To zdradziecka suka!

– Jest jaka jest, różne rzeczy o niej mówią. Nigdy jednak nie słyszałem, aby nie dotrzymała obietnicy albo złamała słowo!

Dwóch czy trzech więźniów pokiwało głowami. Oni też najwyraźniej chcieli żyć i czepiali się każdej nadziei.

– Tchórze! Głupcy! Nie potraficie myśleć o niczym innym, niż o waszym wszawym żywocie. Wystarczą obietnice dziwki i już gotowi jesteście jeść jej z ręki. Ja mam gdzieś takie życie! Nic mi po nim! Chcę się zemścić za to, co zrobiła!

Zerwał przepaskę i ukazał wszystkim okaleczone żarem ognia genitalia, a właściwie to, co z nich zostało. Inni widzieli zapewne te resztki jąder już wcześniej, ale Nefer przypatrywał się z mieszaniną odrazy i fascynacji, porównując ich obecny wygląd z tym, co zapamiętał z Placu Śmierci. Nie potrafił zdecydować, który widok był bardziej przerażający. Bogini ukarała gwałciciela bez żadnej litości.

– Ona uciekła! Przez niego! Ale teraz jej piesek za to zapłaci. Tym lepiej, że suce na nim zależy. Też poczuje ból, gdy znajdzie go tu martwego, z ociętymi jajami!

– Twoja zemsta gówno nas obchodzi, durniu! Nie mamy zamiaru płacić za nią naszym życiem! Uwolnimy Jej sługę i przyjmiemy warunki Królowej. Obiecała nam łaskę i złoto! Nam wszystkim, nawet tobie, głupcze! Będziemy żyć, bo Ona zawsze dotrzymuje słowa!

– Nie zależy mi już na życiu! Chcę tylko zemsty! To dzięki myśli o zemście zdołałem tu  przetrwać. I zemszczę się, nieważne, co tam gadasz! Ja tutaj rozkazuję!

– Tak ci się tylko wydaje! Co wy o tym myślicie? Słyszeliście wszystko. Wybieracie życie i złoto czy jego zemstę?

Pozostali więźniowie poruszyli się niespokojnie. Zapewne pragnęli przede wszystkim przeżyć i odzyskać wolność, Kruto wzbudzał w nich jednak strach. Emanowała z niego jakaś budząca grozę siła, zapewne nauczyli się bać Murzyna już wcześniej, gdy wszyscy pracowali jako niewolnicy. Nakor nie miał takich obaw, nie docenił jednak przeciwnika i przeliczył się, spodziewając się aktywnego poparcia innych. Stali po stronie strażnika, ale nie ośmielili się nic uczynić.

– Zrobimy tak, jak mówię!

Kruto odepchnął Nefera, a gdy oczy wszystkich zwróciły się w stronę upadającego kapłana, wykorzystał chwilę nieuwagi Nakora i rzucił się na niego, nie zważając nawet na brak broni w ręku. Nefer spodziewał się prędzej czy później takiej reakcji Murzyna, ale zakneblowany, nie zdołał ostrzec żołnierza. Były strażnik nie zdążył dobyć miecza, który nosił przy pasie. Kruto dopadł przeciwnika, blokując mu rękę i zaciskając dłonie na gardle. Nakor nie był pewnie nowicjuszem w takich bójkach, ale wobec siły i determinacji woźnicy nie miał większych szans. Usiłował uwolnić się z uchwytu, kopiąc kilkakrotnie w krocze wroga i raz nawet zdołał trafić stopą. Na więźniu nie zrobiło to jednak większego wrażenia. Może nie odczuwał już tam żadnego bólu? Kruto wzmocnił uchwyt i przekręcił ramiona. Coś nieprzyjemnie chrupnęło, głowa Nakora opadła pod dziwnym kątem. Z ust i nosa popłynęły strużki krwi. Było po walce.

– Czy jeszcze ktoś chce mi się sprzeciwić?

Murzyn sięgnął po miecz zabitego przeciwnika, po czym powiódł spojrzeniem po współtowarzyszach. Kulili się pod ścianami i milczeli. Pewny swej władzy, Kruto pochylił się teraz nad Neferem.

– Tak jak mówiłem, na początek obetnę ci język, kapłański psie!

Zdzielił swego więźnia w twarz, niezbyt jednak mocno, bo chciał, aby Nefer zachował przytomność i mógł odczuwać strach. Zerwał knebel i siłą rozwarł usta kapłana, wyciągając tkwiącą w nich szmatę. Aby uniemożliwić zaciśnięcie zębów albo wołanie o pomoc, wepchnął na jej miejsce gałkę rękojeści miecza. Nefer próbował się szarpać, ze związanymi na plecach dłońmi nie miał jednak żadnych szans wobec takiego siłacza jak Kruto.

– Podaj mi nóż, Taharze! – rozkazał Murzyn. – Ty także masz z nim rachunki do wyrównania i dam ci do tego okazję!

Nubijczyk zbliżył się z wahaniem, kulejąc. W ręku trzymał sztylet o długim ostrzu. Jego oczy lśniły dziwnym blaskiem w półmroku korytarza. Nefer rzucił się rozpaczliwie, usiłując przynajmniej odsunąć głowę. Kruto wzmocnił uchwyt i sycił wzrok strachem kapłana. Bo ten jednak się bał i nie zdołał tego ukryć.

– Teraz zapłacisz mi za wszystko, kundlu. Nie myśl, że umrzesz szybko. Potem twoja dziwka może mnie zabić, nie dbam już o to!

A jednak były woźnica się mylił. On sam miał umrzeć pierwszy, i to natychmiast. Dostrzegając ruch ramienia uczyniony przez Tahara, Nefer przymknął oczy, by ich wyraz nie ostrzegł wroga… Usłyszał tylko zduszony charkot, a gdy spojrzał ponownie, z ust Kruto płynęła już krew. We wzroku Murzyna pojawiło się ogromne zdziwienie, zastąpione po chwili błyskiem zrozumienia i tym większej nienawiści. Sięgnął jeszcze dłońmi gardła kapłana, ale nie zdołał ich już zacisnąć. Po chwili zwalił się na bok. W jego plecach tkwił sztylet, którym zamierzał torturować Nefera, a którym ugodził go Tahar.

– Masz jednak szczęście, kapłańska pijawko… – Zdołał wykrztusić Kruto. – A wy i tak zginiecie, suka wam nie daruje…

Z ust woźnicy popłynęło więcej krwi, głowa opadła w dół. Tahar pochylił się nad Neferm i sięgnął po miecz, który tymczasem wypadł spomiędzy zębów kapłana. Pospiesznie, choć niezbyt zręcznie zaczął rozcinać więzy na jego przegubach.

– Panie, przyjmujemy łaskę Królowej, Oby Żyła i Władała Wiecznie! Przemów za nami, przemów za mną! Uratowałem ci życie, sam widziałeś! On chciał cię zabić w okrutny sposób. To ja cię ocaliłem! Powiedz to Pani Dwóch Krajów. Obiecała nam życie i wolność!

Nefer cieszył się z oswobodzenia przegubów, chociaż chwilowo napływająca do zdrętwiałych dłoni krew sprawiała ból. Tahar, łaszący się niczym zbity kundel do każdego, kto stał wyżej niż on, a zarazem okrutny wobec tych, nad którymi sam miał kiedyś władzę, budził w kapłanie tylko wstręt. Ale rzeczywiście, wyglądało na to, że zawdzięczał temu szczurowi ocalenie. Kruto nieopatrznie zaufał Taharowi, wiedząc może o jego nienawiści do Nefera, a ten bez wahania zdradził towarzysza, licząc na łaskę Najjaśniejszej. Ale Boska Pani istotnie obiecała więźniom miłosierdzie, w zamian za życie osobistego niewolnika. Sam słyszał Jej słowa.

– Dobrze, przemówię za wami, jeżeli na coś się to przyda.

– Bogowie wynagrodzą twoją dobroć, panie. Ale musimy się pospieszyć. Nie zostało wiele czasu!

Istotnie, w sztolni dało się wyczuć zapach dymu, słaby jeszcze, ale budzący zrozumiałą grozę. Jeden z więźniów wyjrzał na zewnątrz i wrócił pospiesznie z poszarzałą ze strachu twarzą.

– Rozpalili wielki ogień i są gotowi do ataku!

– Panie, czy możesz wstać?

Nubijczyk próbował objąć Nefera za ramiona, ale kapłan strząsnął ten uścisk. Nie chciał być dotykany przez kogoś takiego jak Tahar, choćby nawet zawdzięczał mu dzisiaj życie. Nie miał zresztą żadnych złudzeń co do motywów Nubijczyka. Gdyby nie obietnice Władczyni, były nadzorca z przyjemnością pomógłby Kruto w dręczeniu ofiary. Nie chciał też, aby Najwspanialsza, Harfan i inni ujrzeli jego samego, jak wychodząc ze sztolni słania się podtrzymywany przez wrogów. Zamierzał wyjść dumnie, o własnych siłach. Tahar nie tracił czasu na zbędne spory. Okazało się, że miał jeszcze coś do zrobienia. Pochylił się nad ciałem Murzyna i kilkoma ciosami miecza odrąbał mu głowę. Nie bacząc na tryskającą krew chwycił w dłonie trofeum, z czym miał zresztą pewien problem, bo Kruto był łysy, a uszy już dawno mu obcięto. Pospiesznie ruszył w stronę wyjścia, ponaglając też Nefera. Inni podążyli niepewnie za nimi, coraz liczniejsze pasemka dymu nie zostawiały zresztą nikomu większego wyboru.

W blasku stojącego już nisko słońca Nefer ujrzał ożywioną krzątaninę. Dowodzeni przez Harfana żołnierze zgromadzili się w kilku grupkach, część z nich wyposażona była w liny i drabiny. Kilku innych dorzucało drewno do wielkiego, rozpalonego w pobliżu skalnej ściany ogniska. Zapewne spalano tam nie tylko deski czy drągi, ale i węgiel drzewny oraz jakieś substancje wykorzystywane przy wytopie rudy, dawało bowiem bardzo gęsty, czarny dym, który przy słabym wietrze wznosił się wysokim słupem w pustynne niebo. Ustawiono też używane przez wytapiaczy miechy, aby przy ich pomocy skierować ewentualnie dym w stronę wylotu sztolni. Kapłan poszukał jednak wzrokiem przede wszystkim Królowej. Stała w pewnej odległości, przyglądając się przygotowaniom. Otaczała Ją silna straż. Zapewne Harfan nie chciał już w żaden sposób ryzykować.

– Stójcie! Stójcie, poddajemy się! – zawołał Tahar. – Wielka Pani, przyjmujemy warunki i zdajemy się na Twoją łaskę! Oto niewolnik, cały i zdrowy. Okaż nam miłosierdzie, tak jak obiecałaś!

– Zrzućcie linę i opuśćcie go na dół – rozkazał Harfan. – Neferze, czy możesz sam chodzić?

– Chcemy, aby Najdostojniejsza Pani osobiście przyjęła nasz hołd! Chcemy Jej coś ofiarować!

– Nie będziecie stawiać żadnych warunków, nędzne psy! – zirytował się Harfan.

Monarchini nie zamierzała jednak przedłużać targów. Nadal otoczona strażą, podeszła w stronę urwiska.

– Dałam wam Moje słowo i to musi wam wystarczyć. Jeżeli chcecie skorzystać z łaski Królowej, natychmiast uwolnijcie Nefera i możecie tu zejść!

– Najpotężniejsza z Władczyń i Najwspanialsza z Bogiń, zechciej przyjąć ten podarunek od Twego wiernego sługi!

Tahar rzucił do stóp Amaktaris odciętą głowę Kruto, sam natomiast upadł na kolana i uderzył czołem o skałę. Pozostali więźniowie uczynili to samo.

Najjaśniejsza spojrzała na makabryczny dar z twarzą nie wyrażającą żadnych uczuć.

– Powtarzam, jeżeli pragniecie skorzystać z królewskiej łaski uwolnijcie Mojego sługę i schodźcie na dół!

– Natychmiast, o Pani!

Tahar chciał na wszelkie sposoby okazać gorliwość oraz posłuszeństwo. Pospiesznie nakazał zrzucenie dwóch lin i jedną z nich zamierzał opasać Nefera. Kapłan wolał jednak opuścić się w dół o własnych siłach. Gdy tylko stanął u podnóża urwiska, podbiegł do niego Harfan.

– Żyjesz! Nic ci nie jest? Byłem pewien, że cię zabiją!

– Niewiele brakowało. Uratowała mnie obietnica Świetlistej. Tylko ten tutaj pragnął zemsty, inni chcieli żyć.

Podeszli do miejsca, w którym stała Bogini. Nefer upadł na kolana i zamierzał złożyć stosowny hołd.

– Pani, wracam do służby, jeśli taka jest Twoja wola.

– Wstań, Neferze. Nigdy jej nie opuściłeś, a dzisiaj przysłużyłeś się Władczyni w wyjątkowy sposób. Słuchajcie wszyscy! – zawołała pełnym głosem. – Ten niewolnik uratował życie i wolność Królowej dzięki swojej odwadze oraz rozumowi. Zasługuje na najwyższą chwałę! W obecności was wszystkich, Moich wiernych żołnierzy, przyznaję mu to odznaczenie!

Zdjęła z szyi zawieszony na złotym łańcuszku medalion z podobizną Izydy piastującej małego Horusa. Była to wyróżnienie nadawane obecnie za odwagę wykazaną w walce. Nefer nie widział wcześniej tej ozdoby na piersi Monarchini. Musiała jednak zabrać ją w swoich osobistych bagażach, a teraz nałożyła zapewne specjalnie na tę okazję. Gestem nakazała niewolnikowi pochylić głowę i umieściła odznaczenie na jego torsie.

– Noś to z dumą, niech sławi twoją odwagę i wierność!

Żołnierze wznieśli okrzyk uznania, wymachiwali bronią, uderzali mieczami i oszczepami o tarcze. Nefer poczuł gwałtowny przypływ dumy i uniesienia, większy znacznie niż wówczas, gdy otrzymał naszyjnik z pazurów lwicy. Na tamto wyróżnienie tak naprawdę nie w pełni zasłużył i zdawał sobie z tego sprawę. Teraz było inaczej, a nagrodę odbierał w obecności elitarnych oddziałów Gwardii Królewskiej.

Tymczasem więźniowie kolejno opuścili się w dół urwiska i zostali ujęci przez żołnierzy. Rzucono ich do stóp Władczyni. Tahar i pozostali sami pragnęli zresztą upaść na twarze przed Obliczem Najjaśniejszej, błagać Ją o łaskę i uzyskać potwierdzenie obietnic.

– Wielka Pani! Najdostojniejsza z Bogiń! Okaż nam miłosierdzie, jak obiecałaś. Oto Twój kapłan, a my będziemy Twymi najpokorniejszymi sługami i niewolnikami – zawodził Tahar z czołem wbitym w piach. – Ten, który Cię znieważył, o Boska Pani, już nie żyje. Padł z mojej ręki i jego głowę złożyłem u Twoich stóp, o Niezrównana!

– Gdzie jest ten zdrajca Nakor? – zapytał Harfan.

– Nie żyje, panie! Kruto go udusił, zanim sam zginął. To ja zabiłem tego czarnego psa, dostojny panie!

– To już wiemy, kundlu!

– Najszlachetniejsza Pani! Uczyniłem to, gdyż obrażał Twoją Boską Osobę! Okaż nam łaskę, okaż miłosierdzie!

Władczyni długo przypatrywała się więźniom.

– Zakuć ich w łańcuchy! – rozkazała wreszcie. – Zasługują wszyscy na śmierć, ale rzeczywiście, obiecałam im, że odejdą wolni i tej obietnicy dotrzymam. Tymczasem niech jednak siedzą w kajdanach, ale dajcie im jeść i pić.

– Jesteś Najłaskawszą z Bogiń, Najmiłosierniejszą z Królowych, Potężna i Wielka Pani…  Tahar wspinał się na wyżyny swych niepospolitych zaiste talentów pochlebcy. W Neferze wzbudzał coraz większe obrzydzenie. Amaktaris miała chyba podobne odczucia, bo gestem dłoni nakazała odprowadzić więźniów i błagalne okrzyki Nubijczyka po chwili wreszcie umilkły.

– Harfanie! Sprawdź wyrobisko i usuń ciała. A ty, komendancie Temar, każ zagasić to ognisko. Nie jest już potrzebne, a drewno może się jeszcze przydać. Jutro zorganizujesz zwalenie sztolni. Masz się z tym pospieszyć, możesz wykorzystać tych więźniów-specjalistów, których wybrałeś i których zabierzemy ze sobą. Mam nadzieję, że tym razem wywiążesz się ze swoich obowiązków bez zarzutu!

– Tak o Wielka. Stanie się, jak rozkazałaś!

Temar pospiesznie zaczął wydawać polecenia swoim ludziom, szczęśliwy, że z całej tej  sprawy może jednak uda mu się wyjść bez degradacji lub gorszej kary. Harfan też zamierzał udać się do wyznaczonych obowiązków, gdy Królowa zatrzymała go gestem.

– Mam dla ciebie jeszcze jedno zadanie, bracie – powiedziała cicho. – Przygotuj stos pogrzebowy dla Amara. Jutro spalimy jego ciało, tak jak sobie życzył.

– Pani?

Nefer nie potrafił powstrzymać się od zadania pytania. Wyrzucał sobie, że w radości własnego ocalenia i triumfu nie pomyślał od razu o przyjacielu.

– Amar nie żyje, Neferze – odpowiedziała Władczyni z udawanym spokojem. – Zmarł tam, pod nawisem… Na Moich rękach… Nie byłam w stanie nic zrobić, aby mu pomóc.

Całe uniesienie, które kapłan odczuwał jeszcze przed chwilą, natychmiast opadło. Czym była chwała, której doświadczył? Czym była nagroda z rąk Królowej albo uznanie Jej wojowników, skoro przyjaciel zapłacił życiem za zrealizowanie planu? Planu wymyślonego przez samego Nefera? Do tej chwili miał jeszcze nadzieję…

– Amar umierał szczęśliwy – dodała Amaktaris martwym głosem. – Chciał, aby ci podziękować, Neferze. Podziękować za to, że dałeś mu szansę odzyskania honoru i teraz z dumą będzie mógł stanąć przed obliczem przodków. Nazwał cię prawdziwym przyjacielem. Ja też boleję nad jego śmiercią…

Głos Bogini załamał się w niebezpieczny sposób. Odprawiła wszystkich ruchem ręki i oddaliła się samotnie w stronę swego namiotu. Nawet Harfan uznał, że w tej chwili przyboczna straż powinna ograniczyć się do obstawienia kwatery Władczyni. Najdostojniejsza zniknęła w wejściu, a czerwona tarcza Amona-Ra dotknęła wreszcie linii odległych wzgórz.

LXIII

Świetlista Pani nie opuszczała namiotu przez dłuższy czas. W zapadającym szybko zmroku żołnierze krzątali się, wykonując rozkazy Harfana i Temara, albo po prostu zajmując się wieczornymi obowiązkami obozowymi. Libijczyk był zbyt zajęty i spoczywała na nim zbyt wielka odpowiedzialność, by Nefer chciał zaprzątać jego uwagę, chociaż przyjaciel miałby zapewne ochotę na rozmowę. O śmierci Amara starał się myśleć w sposób, który przedstawiła Bogini. Ciało wojownika złożono w najlepszym z ocalałych budynków. Gdy tak leżał na plecach, rana pozostawała niewidoczna, a na ustach gwardzisty rzeczywiście można było doszukać się śladu uśmiechu. To trochę pomagało…

Tymczasem zaczął niepokoić się o samą Najszlachetniejszą, która nadal nie dawała znaku życia i musiała zmagać się samotnie ze swymi uczuciami wewnątrz namiotu. Uznał, że wyrwanie Jej z tego stanu jest powinnością osobistego niewolnika. Doszedł do przekonania, że wieczorny posiłek nie zdołałby zainteresować Królowej, co innego jednak kąpiel. Z pewnością zechce oczyścić się po dzisiejszym dniu, nawet jeżeli sama jeszcze o tym nie pomyślała i nie zażądała poczynienia stosownych przygotowań. Oddany sługa powinien jednak odgadywać także ukryte życzenia swojej Pani!

Powziąwszy takie postanowienie, polecił Temarowi wyznaczyć kilku żołnierzy, którzy podgrzeją wodę. Komendant wydawał się tak uszczęśliwiony pomyślnym zduszeniem buntu, że bez oporu przyjął rozkazy od niewolnika. Skoro szło tak łatwo, Nefer posunął się dalej i poprosił, mimo wszystko, o przygotowanie stosownej przekąski oraz o dzban wina. To ostatnie mogło pochodzić tylko z prywatnych zapasów Temara, ale przecież i on powinien ponieść jakieś ofiary, a nadto wkrótce  mieli opuścić Tamadah i nie będą zabierać ze sobą tego rodzaju bagaży! Gdy podgrzano pierwsze naczynia z wodą kapłan uznał, że i on sam zasłużył na kąpiel i pozwolił sobie na uboczu na zażycie tego luksusu. Większą część wody pozostawił jednak na potrzeby Bogini. Naczynia dostarczono w pobliże Jej namiotu, podobnie jak zamówiony posiłek. Teraz należało tylko przekonać Najwspanialszą, aby zechciała skorzystać z tych przygotowań.

– Wielka Pani! Oto Twoja wieczorna kąpiel! – zaanonsował się, wkraczając do namiotu z dwoma pełnymi wiadrami w rękach.

W panującym półmroku dopiero po chwili dostrzegł Najjaśniejszą, spoczywającą na uczynionym ze skór i kobierców legowisku.

– O nic takiego nie prosiłam, Neferze. Wiem, że wiele ci zawdzięczam, ale teraz… Po prostu chcę być przez chwilę sama… – Głos Amaktaris przybrał tony, jakich nigdy jeszcze nie słyszał z ust Pani Obydwu Krajów.

– To już bardzo długa chwila, o Wielka! Wszyscy się o Ciebie niepokoją. A zresztą zostawię Cię samą, gdy tylko wniosę pozostałe naczynia. To zrozumiałe, że chcesz obmyć się bez niczyjego towarzystwa. Nie ośmieliłbym się przecież narzucać!

– Właśnie to robisz. Jesteś po prostu niemożliwy! – Ożywiła się mimo woli i prawie uśmiechnęła, w zwyczajny dla siebie sposób. – Skąd wiedziałeś, że jednak mam ochotę na kąpiel? – Wstała z posłania.

– Bo sam także pragnąłem się obmyć i skorzystałem już z odrobiny tej wody.

– No proszę, jak śmiałeś odebrać ją swojej Królowej? Wystarczy na chwilę spuścić cię z oka! Daj szybko to, co jeszcze zostało, bo może ktoś inny także wpadnie na podobny pomysł!

Nie zwlekając wniósł kilka pozostałych wiader oraz dzban wina i tacę z przekąskami, nader zresztą skromnymi. Z pewnym zdziwieniem przekonał się, że Bogini pozbyła się tymczasem swej szaty i stała zupełnie naga. A jego oczy zdążyły się już przyzwyczaić do słabego światła wewnątrz królewskiego namiotu.

– Wiesz, tutaj bardzo trudno umyć się samemu. To nie pałac i będę potrzebowała pomocy, a nie mam na miejscu żadnych służek.

Neferowi przyszło do głowy, że poprzedniego wieczora potrafiła poradzić sobie samodzielnie, nie wyraził jednak głośno tej myśli, nie chcąc niszczyć wymuszonego nieco ożywienia Najjaśniejszej. Wykonując Jej polecenia, unosił kolejne naczynia i oblewał ciało swej Pani przyjemnie podgrzaną wodą. Następnie podał sztukę szorstkiej tkaniny, którą się wytarła i owinęła. Wszystko to nie było bynajmniej niemiłe…

– Neferze, została jeszcze ta urażona stopa… Trudno mi samej zdjąć i nałożyć  bandaże…

– Pozwól, że pomogę, o Pani. Czy to poważna rana?

– Nie, właściwie nic takiego… – Poczuł, że Jej dobry nastrój znowu zniknął. – To Harfan uparł się, abym nosiła opatrunek.

W milczeniu zdjął pas lnianej tkaniny i delikatnie obmył lewą stopę Władczyni. Istotnie, nie wyglądała na zranioną w jakiś poważniejszy sposób. Amaktaris zdawała się teraz przyjmować  zabiegi osobistego sługi niechętnie. Odniósł wrażenie, że godzi się na nie tylko dlatego, gdyż to jemu samemu chce sprawić w ten sposób przyjemność. Rozbawiły Ją trochę dopiero niezdarne próby Nefera nałożenia nowego opatrunku.

– Nie potrafisz zabandażować żadnej rany? – spytała zdziwiona. – Nie pomagałeś nigdy Anie?

– Bardzo rzadko, o Wielka – odparł zawstydzony.

– Zostaw! Sama to zrobię. Ale nie teraz. Harfana tu nie ma, więc opatrunek nałożę rano. Wynieś te wiadra ze zużytą wodą i wracaj. Ktoś musi usłużyć Królowej przy kolacji!

Gdy po dłuższej chwili był gotowy podać tacę z posiłkiem okazało się, że Amaktaris zdążyła zmienić zdanie i ponownie zagrzebała się w swoim posłaniu.

– Nie mam ochoty ani na jedzenie, ani na wino. Nie Ty jednak możesz się poczęstować.

– Nie przepadam za winem, o Pani. A to tutaj z pewnością nie dorównuje tym, które podają zwykle na Twój stół.

– Tak. Nie mam, niestety, sposobu aby zdobyć tu piwo, chociaż zasłużyłeś dzisiaj na o wiele większą nagrodę niż spory dzban. Nawet Bogini nie może uczynić wszystkiego… – Znowu odniósł wrażenie, że Najwspanialsza stara się rozpaczliwie udawać wesołość.

– Nagrodziłaś mnie już, o Wielka… A służba dla Ciebie to zaszczyt i radość.

– Skoro tak, to pomóż Królowej teraz! – rzuciła gwałtownie, niemal ze złością. – Przepraszam! Ale zamiast opowiadać takie wyświechtane formułki znajdź sposób, aby Mnie ogrzać! Noce na pustyni potrafią być bardzo zimne! Zwłaszcza taka noc… Nie stój jak słup! Chodź, ogrzejesz  swoją Panią…

Uniosła nieco jedną z okrywających Ją skór i uderzyła otwartą dłonią w miejsce obok siebie. Zdjął własną szatę i wślizgnął się w posłanie.

– Widzisz, to nie było jednak takie głupie, że skorzystałeś z kąpieli.

Pomimo lekkich słów Najjaśniejszej, poczuł, że Jej ciało jest bardzo zimne i targają nim dreszcze.

– Ty drżysz, o Wielka?

– Ogrzej Mnie, niewolniku. Pomóż swojej Pani, tak jak pomogłeś Jej w tej sztolni. Poszłam tam bez żadnej potrzeby, ze zwykłej ciekawości… Gdybym potrafiła ją opanować… Gdybym nie potknęła się tak głupio pod tą skałą… A przecież nic mi się właściwie nie stało! Stopa nie jest nawet poważnie urażona. Jako uzdrowicielka wiem o tym doskonale…  Ale to mniej ważne… Pamiętasz, co powiedziałeś w Nennesut, po tamtym polowaniu? Gdybym potrafiła naprawdę pojąć twoje słowa… Wtedy jeszcze się udało, dzisiaj już nie… Amar zapłacił życiem za Mój kaprys i nierozwagę…

Na to Nefer nie znalazł odpowiedzi. Wszelkie słowa wydały mu się nijakie i sztuczne. Jedyne, co mógł zrobić, to przylgnąć całym sobą do zwiniętego w kłębek ciała Świetlistej. Ana zawsze okazywała zadowolenie, gdy ogrzewał ją w ten sposób, powtarzała, że daje jej ciepło niczym dobrze rozpalony piec. Nie inaczej stało się i tym razem. Dreszcze i chłód zaczęły powoli ustępować. Bogini rozluźniła się.

– Znałam Amara niemal odkąd cokolwiek pamiętam. Pojmano go podczas jakiejś wyprawy na południe, był niewolnikiem, ale służył wiernie mojemu Ojcu. Potem Ojciec przydzielił go do mojej świty, a ja poprosiłam, aby uwolnił Amara. Uczył mnie rzucać oszczepem, strzelać z łuku i wielu innych rzeczy… Stał zawsze obok, przyzwyczaiłam się, że jest jak czarna skała, zawsze silny i zawsze wierny… Jego imię oznaczało Lwa… A teraz…

– Ciii, Wielka Pani. Pomyśl, że zginął tak, jak chciał. Sam to powiedział.

Ciepło ich splecionych w uścisku ciał działało kojąco na uczucia obojga. Najdostojniejsza ujęła dłonie kapłana i położyła je na swoich strzelistych piersiach. Czuł jak twardnieją Jej sutki i to niekoniecznie z zimna…

– W taką noc, jak ta, dobrze jest mieć przy sobie osobistego niewolnika. Zwłaszcza takiego jak ty, Neferze.

– Najjaśniejsza Pani…

– Dlaczego nigdy nie nazwiesz mnie moim imieniem? Nawet nie wiem, czy ci się podoba? Twoje oznacza Mającego Szczęście, a moje?

– Pani, to nie wypada…

– Teraz wypada wszystko. Chcę usłyszeć, jak wymawiasz moje imię. Amaktaris… Powtórz, to rozkaz!

– Amaktaris… – Rozkoszował się tym słowem. – To piękne imię, Pani… Amaktaris, brzmi dumnie i melodyjnie, kojarzy się z klejnotem, szmaragdem. Imię godne Królowej i Bogini, imię godne pięknej Kobiety…

– Wszyscy dworscy pochlebcy mogą pozazdrościć twoich talentów, niewolniku. Kiedyś już ci to chyba powiedziałam… Ale tobie wierzę, gdy mówisz takie słowa… – Niespodziewanie zesztywniała. – Neferze, ten Kruto opowiadał o mnie okropne rzeczy…

– Pani… Amaktaris… To zbrodniarz i kłamca… Jego słowa nie mają żadnego znaczenia.

– Ale nie mijał się całkiem z prawdą. Nie zawsze traktowałam cię tak, jak na to zasługiwałeś swoją służbą. I do tego… Sam wiesz, że miał rację w pewnych sprawach… Ty i Horkan nie byliście jedynymi…

– Pani, jesteś Boginią, masz inne prawa i obowiązki niż wszyscy…

– Kiedyś uważałeś inaczej…

– Pomogłaś mi przemyśleć pewne sprawy. I mówię to szczerze.

– Wybacz tamto, potrafię być niecierpliwa i okrutna… Tak też o mnie opowiadają.

– Pani… – Nefer postanowił poruszyć sprawę, która od dawna go dręczyła. – Czy mogę o coś spytać? O coś bardzo dla mnie ważnego?

– Pytaj, niewolniku. – Poruszyła się nieco w jego objęciach. Jej zapach, dotyk Jej skóry, Jej ciepło, już dawno stały się źródłem słodkiego bólu.

– Co stało się z moim poprzednikiem? Dlaczego posłałaś go na Plac Śmierci?

– Bo jestem okrutna i bezlitosna. Wszyscy o tym wiedzą!

– To nieprawda! Potrafisz być wspaniałomyślna i łaskawa! Przekonałem się o tym wiele razy. Na pewno nie trafił tam z powodu Twego kaprysu. Cóż takiego uczynił?

Ponownie poczuł jak zesztywniała i obawiał się już, że nie odpowie oraz że zepsuł nastrój. Ta noc okazała się jednak naprawdę niezwykła.

– To był młody chłopak Neferze, bardzo młody… Przyznaję, bawiłam się nim, szukałam rozrywki. Nie potrafił tego pojąć, zakochał się w swojej Królowej.

– My wszyscy Cię kochamy, Pani. Czyż nie dlatego nas wybierasz?

– Tak, ale on nie potrafił dostrzec granicy… Okazywał swoje uczucia w sposób zbyt ostentacyjny, zbyt nachalny. Raz czy drugi musiałam go osadzić… Może uczyniłam to zbyt ostro, ale chciałam, aby zrozumiał… Nie przyjął tego dobrze. Powinnam była wtedy oddalić tego chłopca i nic by się nie stało. Bawiło mnie jednak igranie jego uczuciami… Aż pewnego dnia rzucił się na mnie ze sztyletem w dłoni. Zdołałam się obronić, ale nadbiegły straże… Wtedy nie mogłam już okazać łaski…

– Ale dlaczego Plac Śmierci?

– Sztylet zatruto. Moi wrogowie znaleźli drogę do tego nieszczęśnika, wcisnęli mu oręż w dłoń. Wyznał wszystko, ale byli ostrożni i ślad się urwał…

– Ale dlaczego tam zachodziłaś? Podobno umierał długo, a Ty się temu przyglądałaś…

– Sam widzisz, że mają rację, nazywając Mnie Amaktaris Okrutną!

– Pani…  Amaktaris… Powiedz, proszę, muszę wiedzieć…

– Nie rozumiesz, że w ten sposób karałam samą siebie? Czy naprawdę myślisz, że akurat to sprawiło mi radość? Jeżeli tak, to jednak wcale Mnie nie znasz, niewolniku!

– Nie jest łatwo Cię poznać, o Pani… Chyba nikomu się to jeszcze nie udało…

– Jeżeli komukolwiek, to ty jesteś tego najbliższy… Po tym wszystkim postanowiłam, że nie będę brała do służby kolejnych osobistych niewolników… Mistrz Apres też bardzo na to nalegał… Potem nadeszły jednak wiadomości z Abydos o pewnym kapłanie, który pisuje wiersze na temat Królowej i adoruje stopy Jej posągów. Mistrz nie był zadowolony z Mojej decyzji, aby sprowadzić cię na dwór, podejrzewał jakiś podstęp, ale ja nie żałuję. O nie, naprawdę, nie żałuję…

Ponownie ujęła jedną z dłoni kapłana i poprowadziła ją ku tajemnemu miejscu rozkoszy. Delikatnie zanurzył palec wskazujący w wilgotnym otworze, a potem zaczął wodzić nim po wargach waginy. Jęknęła cichutko.

– Czy pozwolisz, abym ucałował Twój klejnot? – zapytał szeptem.

– Nie Neferze, jest zbyt zimno i chcę czuć twoje ciepło. Tego właśnie pragnę najbardziej, twego ciepła…

Odnalazł najczulszy punkt i poruszał delikatnie palcem, od czasu do czasu zanurzając go w coraz bardziej wilgotnych wrotach rozkoszy. Nagrodą stały się ciche pomruki Jej zadowolenia oraz własny ból w lędźwiach.

– Zwolnij, Neferze – poprosiła w pewnej chwili. – Tyle mi dzisiaj dałeś i nadal to czynisz, a ja… Ja nie mogę ofiarować ci nic w zamian, chociaż bardzo bym tego chciała…

– Pani…

– Tam, na skale, Kruto żądał, abym to ja usłużyła ci ustami… Ty nie musisz żądać ani prosić, zrobiłabym to chętnie i wtedy, i teraz… Chciałabym dać ci rozkosz… Gdybym tylko mogła… Naprawdę, nie mogę… Pewnie mi nie wierzysz i myślisz, że jestem samolubna, jak zawsze, i do tego kłamię… Nawet Bogini nie może wszystkiego…

– Wiem, że dajesz mi tyle, ile możesz.

– Ale chciałabym dać więcej! O wiele więcej! Nie mogę jednak zdjąć tych pierścieni, naprawdę nie mogę. A nawet gdybym mogła, złożyłam też pewną obietnicę, której muszę dotrzymać… Pewnie nic z tego nie rozumiesz…

– Ciii, moja Pani. Rozumiem wszystko, Amaktaris. Wiem, że nie zdołasz ich zdjąć i wiem dlaczego… Przyjmę to, co możesz, co zechcesz mi dać, i będę szczęśliwy.

– Czy jest coś, czego byś nie wiedział, kapłanie?

– O ile znam Kobiety i Boginie, to z pewnością zostało jeszcze mnóstwo tajemnic.

– Może i tak. – Obróciła się w ramionach Nefera i obdarzyła długim, namiętnym pocałunkiem. – Przynajmniej to mogę ci dać. Może przyjdzie czas, że będę mogła ofiarować więcej. Przypomnij się wtedy, niewolniku! A teraz dokończ to, co zacząłeś!

LXIV

Gdy leżeli potem w ciemnościach, rozjaśnianych tylko przenikającą do wnętrza namiotu słabą poświatą księżyca oraz blaskiem kilku obozowych ognisk, było im ciepło i wygodnie… Nefer ułożył się na plecach i tym razem to Najjaśniejsza przylgnęła do jego ramienia. Ugięła nogę i Jej kolano w naturalny sposób spoczęło na przyrodzeniu kapłana… Pobudzało to krew i nie pozwalało zasnąć… Pozostawał jednak w bezruchu, nie chcąc obudzić Bogini, która wreszcie znalazła chyba chwilę spokoju… Może sam też zdrzemnął się na jakiś czas… Świetlista Pani poruszyła się nagle, uciskając przypadkowo czuły punkt towarzysza, co wywołało podwójny ból… Wzdrygnął się odruchowo…

– Przepraszam, obudziłam cię… Znowu nie mogę spać… Niepokoję się o Irias. Powinna już tu być. Jeżeli jej orszak nie pojawi się jutro w Tamadah, będziemy musieli opuścić kopalnię i nie wiem, jak ją wtedy odnajdziemy…

Najdostojniejsza posiadała najwidoczniej szczególny dar wynajdowania powodów do zmartwień, która to cecha musiała iść w parze z charakterystycznym dla Królowej Amaktaris poczuciem odpowiedzialności za wszystko i za wszystkich. Nefer musiał jednak przyznać, że rzeczywiście zachodziły okoliczności wzbudzające obawy. Wczoraj także nie natrafiono na żaden ślad grupki Amazonek.

– Ta Korina, cokolwiek by o niej nie myśleć, wygląda na doświadczoną i przebiegłą wojowniczkę… Poradzi sobie.

– Jest za bardzo pewna siebie. To łatwo może ją zgubić. – Władczyni posiadała własne zdanie o Opiekunce Stadniny.

– Może po prostu zabłądziły. Nietrudno o to w tej okolicy, a pewnie nie mają przewodnika.

– Jutro ponownie roześlę patrole, ale co, jeżeli nic nie znajdą?

– Może raz jeszcze rozpalimy wielki ogień? Hapiru i ludzie księcia, jeżeli ich wysłał, i bez tego znajdą drogę do Tamadah, a Irias oraz Korinie może to pomóc. I tak trzeba zniszczyć to, czego nie zdołamy zabrać.

– Całe drewno jakie jeszcze zostało, zresztą i wszystko inne, pójdzie na stos pogrzebowy Amara. Chciał, aby tak wysłać jego duszę do przodków. Bał się spocząć na wieczność w piasku pustyni albo w zwalonej sztolni… Chyba nie wierzył tak do końca w bogów Egiptu… Zrobię to, o co prosił i więcej jeszcze. Każdy tutaj ofiaruje coś na drogę… Broń, ozdoby… Będzie miał pogrzeb bohatera, a przodkowie pozazdroszczą mu chwały… Ale to dobra myśl, aby dać znak dymem. Amar nie miałby nic przeciwko temu. On też kochał księżniczkę…

W głosie Królowej nadal dało się słyszeć ból, ale przestała wreszcie obsesyjnie zadręczać się winą za śmierć gwardzisty.

– Wybacz, że cię obudziłam, Neferze… Z mojego powodu miałeś bardzo ciężki dzień, ale żyjesz. Dzięki wszystkim bogom, żyjesz!

– Przede wszystkim dzięki jednej z bogiń. Dzięki Tobie, Pani!

– Moich zasług nie da się porównać z twoimi… Ale zostawmy to. Pozwolisz, że i ja zadam ci teraz pytanie…

Nie czekając na odpowiedź, wsunęła dłoń pomiędzy uda niewolnika, a Jej zręczne palce zaczęły bawić się obręczami i nie tylko obręczami… Ból powrócił natychmiast.

– Czy to bardzo boli, gdy… Zawsze mnie to interesowało…

– Tak Pani, ale to słodki ból. Nauczyłem się go pragnąć.

– To dobrze. – Wyczuł, że musiała się uśmiechnąć. – Bo ja lubię sprawiać ci ból, zwłaszcza taki ból. Mogę być teraz okrutna i nie mam z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia!

– Jesteś najokrutniejszą z Władczyń!

– Ale potrafię też okazać łaskę, sam to powtarzasz! I okażę, gdy tylko będę mogła… Chcę dawać ci i ból, i rozkosz. Tak, jak zapragnę… Teraz jednak poznasz Amaktaris Bezlitosną, niewolniku!

Ruchy Jej palców, nadal delikatne, zaczęły stawać się coraz bardziej zmysłowe. Straciła zainteresowanie obręczami i zajmowała się już tylko samymi genitaliami Nefera. Zwielokrotniło to jego doznania.

– A teraz, niewolniku, opowiedz coś swojej Pani, tak, aby ponownie zasnęła… Wtedy ustaną twoje cierpienia! Wiesz jakie opowieści lubię… O miłości… O wojnach i wojownikach będziesz mógł opowiadać Irias. Tylko niech twoi bohaterowie nie skaczą już z żadnych wież albo skał. To mogłoby zaniepokoić Królową!

– Pozwolisz, że będzie to krótka opowieść? – Miał problemy z zebraniem myśli.

– Tak, ale nie licz na inną łaskę Władczyni! Opowiadaj! – Posiadała niewyczerpane zaiste talenty drażnienia szczególnych miejsc ciała pewnego niewolnika.

– W dalekim kraju na wschodzie panował silny i mądry król. Był dobrym władcą i poddani  kochali go, tak jak i Ciebie, o Wielka…

– Masz opowiadać, a nie prawić komplementy! To w niczym ci teraz nie pomoże! – Wzmocniła nieco uchwyt na bardzo już obolałych klejnotach Nefera.

– Król Anuszirwan, bo tak się nazywał, wybrał się kiedyś na polowanie, ale zgubił drogę w stepie. Jego rydwan oddalił się od innych i ani władca, ani towarzyszący mu woźnica przez długi czas nie potrafili odnaleźć orszaku, czy choćby jakiegoś strumienia albo źródła. Bardzo już spragnieni, trafili wreszcie do niewielkiej wioski zagubionej wśród wzgórz. Pierwszą osobą, którą tam spotkali, okazała się młoda dziewczyna, zajęta naprawą odzieży na progu skromnej chaty. Król poprosił ją uprzejmie o coś do picia dla siebie i swego sługi. Był tak zmęczony, że uroda wieśniaczki nie wywarła na nim większego wrażenia, w pałacu miał zresztą wiele pięknych nałożnic.

– Nie mamy tu wina, piwa, ani niczego w tym rodzaju, panie. Za to woda z naszej studni jest świeża, smaczna i bardzo chłodna.

– Znakomicie! Z przyjemnością napijemy się tej wody!

Dziewczyna zniknęła w drzwiach domu i po chwili wróciła z dzbanem oraz dwoma prostymi, glinianymi kubkami. Nalała wody i sięgnęła po dwie łodygi tej rośliny, z której można wycisnąć słodki sok, ten, który tak polubiliście i Ty, Pani, i  Irias…

– W tej chwili sama chętnie wycisnęłabym sok z innej łodygi, niewolniku!– szepnęła mu do ucha i stosownie do swoich słów zmieniła uchwyt. – Ale opowiadaj dalej, w żadnym wypadku nie przerywaj…

– Piękna nieznajoma osłodziła tym sokiem wodę, którą podała królowi i jego woźnicy. Władca zauważył jednak z pewną przykrością, iż uczyniła to niezręcznie. W swoim kubku znalazł sporo pływających okruchów. Chociaż woda okazała się rzeczywiście bardzo smaczna i zimna, wypił ją powoli, tak, aby zatrzymać na wargach te śmieci. Zauważył przy tym, że sługa otrzymał napój zupełnie czysty i mógł opróżnić naczynie kilkoma szybkimi łykami. Zaintrygowany, poprosił o dwa kolejne kubki, woda była zresztą naprawdę znakomita, a on sam bardzo spragniony. Sytuacja powtórzyła się. Znowu dostał naczynie z okruchami wyciśniętej łodygi, podczas gdy woda woźnicy pozostała czysta. Powoli wypił drugą porcję.

– Co to ma znaczyć, dziewczyno? Dlaczego dajesz mi wodę z tymi paprochami? W czym jestem gorszy od własnego sługi, że tak mnie traktujesz?

– Jesteś lepszy od niego, panie! Wyglądałeś na bardzo zdrożonego i zgrzanego, a wodę mamy zimną. Gdybyś wypił wszystko natychmiast, a tak chciałeś pewnie uczynić, mogłoby ci to zaszkodzić. Nie śmiałam jednak tego powiedzieć, a zresztą i tak nie posłuchałbyś zwykłej wieśniaczki. Twój woźnica to ktoś z ludu i jemu taka woda nie zaszkodzi.

Król roześmiał się i docenił przezorność oraz rozwagę dziewczyny. Teraz dopiero dostrzegł też jej urodę. Może nawet przyszło mu do głowy, że celowo chciała zatrzymać władcę dłużej przy okazji podawania wody. Doprawdy, była o wiele mądrzejsza od pałacowych piękności.

– Dlaczego to jednak aż tak zależało ci na moim zdrowiu?

– Twoje zdrowie, panie, jest ważne dla całego kraju i wszystkich poddanych.

– Skąd wiesz, kim jestem?

– A kim mógłbyś być, panie, mając takie konie? Wszyscy mężczyźni z naszej wioski zostali wezwani do stanięcia w nagonce podczas królewskiego polowania.

– Skoro mnie rozpoznałaś, to co powiesz na to, abym zaproponował twoim rodzicom ślubny wykup za ciebie?

Uśmiechnęła się promiennie i podała władcy jeszcze jeden kubek z wodą, teraz już słodką i zupełnie czystą. W ten sposób król Anuszirwan zyskał ukochaną żonę, podziwianą potem nie tylko za urodę ale i mądrość, którą wspierała męża.

– Krótka ta opowieść, niewolniku. Czyżbyś miał kłopoty z zebraniem myśli?

– Pani, zezwoliłaś mi na to i obiecałaś okazać łaskę…

– Zawsze dotrzymuję obietnic, ale nie zdołałeś Mnie jednak uśpić… I czy naprawdę chcesz tej łaski?

– Sam już nie wiem, o Świetlista Amaktaris. Potrafisz dręczyć mnie na setki sposobów.

– O tak! I sprawia mi to przyjemność. – Ponownie dotknęła obrzmiałych nieco klejnotów Nefera. Postępowała bardzo delikatnie, wzbudzając zarazem rozkosz, jak i ból. – Swoją drogą, nigdy nie wiadomo gdzie i kiedy można spotkać kogoś wiernego, oddanego, a zarazem bardzo mądrego. Gdy jest się władcą, wielu pragnie przedstawić się w taki sposób i zaoferować swoje usługi. Zazwyczaj zbyt wysoko oceniają posiadane zalety, albo mają na oku głównie własne korzyści… A najczęściej jedno i drugie… Miałam szczęście, trafiając na ciebie… I nie pozwolę zmarnować się twoim talentom, przekonasz się… Tymczasem musisz więc trochę wycierpieć! – Ponownie się roześmiała, ale uwolniła genitalia kapłana. – Teraz jednak twoja opowieść pobudziła Moje pragnienie. Chętnie napiję się wody, może być nawet z jakimiś okruchami. Podaj też coś do jedzenia, skoro już przygotowałeś kolację.

Nefer zakrzątnął się wokół wykonania tych rozkazów. Po opuszczeniu posłania przekonał się, że w namiocie rzeczywiście panuje chłód. Pomogło to ostudzić rozgrzane części ciała i duszy… Najjaśniejsza nie odczuwała chyba takiej potrzeby, gdyż z zadowoleniem przyjmowała  służbę osobistego niewolnika i wysuwała spod skór tylko głowę oraz ręce, którymi sięgała po podawane przez kapłana daktyle czy paski suszonego mięsa, bo nic innego nie mieli. Jemu także, zgodnie z ustaloną już tradycją, pozwoliła skosztować tych wątpliwych specjałów. Popijali wodą, może wolną od takich czy innych okruchów, ale niekoniecznie smaczną albo świeżą.

Gdy posiłek dobiegał końca i sługa zamierzał wrócić do ciepłego posłania, Królowa nagle się zakrztusiła.

– Neferze, podaj wiadro! Szybko!

Uniosła się do pozycji półleżącej i zakryła usta dłonią. Gdy podsunął Jej jedno z pozostałych po kąpieli naczyń, ujrzał z niepokojem, że Bogini zwraca spożyty dopiero co posiłek. Wymiotowała przez dłuższą chwilę. Czyżby jednak Najwspanialszej podano truciznę i to on sam przyniósł zaprawione w ten sposób jedzenie? Ale przecież jadł dokładnie to samo i nie odczuwał żadnych sensacji. Szczęśliwie, nudności wreszcie ustały.

– Pani… źle się czujesz? Czy coś Cię boli?

– Neferze… Czy nigdy nie słyszałeś o kobietach miewających nad ranem mdłości i nie wiesz, co to może oznaczać?

– Pani, eee? – Kapłana kompletnie zatkało i zdobył się tylko na rozwarcie ust godne wiejskiego prostaka.

– Och… W pewnych sprawach wydajesz się jednak takim głuptasem… Jak wszyscy mężczyźni zresztą. Tak, jestem brzemienna, noszę w sobie nowe życie.

– Pani… Dlaczego… Czy ktoś o tym wie?

– Tylko ty, Neferze. I niech tak zostanie, jeszcze przez jakiś czas.

– Ale dlaczego? Cały Kraj czeka na taką wiadomość! Z pewnością mistrz Serpa…

– Tak… Rozważałam, czy jemu to wyznać… Może powinnam, ale nalegałby, aby powiedzieć też bratu… A wtedy nigdy nie pozwoliliby na tę wyprawę. Trzymaliby Mnie w Pałacu, a mamy przecież wojnę do wygrania. Zwłaszcza teraz, gdy z łona Królowej narodzi się książę albo księżniczka.

– Ale to bardzo niebezpieczne… Przecież… Dzisiaj skłoniłem Cię, Pani, do tego skoku… Gdybym wiedział…

– Cóż innego mogłeś zrobić? Uratowaliście Królową oraz Jej syna lub córkę! Ty i Amar… Jeżeli będzie to syn, nadam mu takie właśnie imię. Amar. Imię godne Pana Obydwu Krajów. Jestem pewna, że nawet Mój Ojciec nie miałby nic przeciwko temu.

Teraz dopiero do Nefera dotarły inne aspekty wyznania Władczyni.

– Najjaśniejsza Pani… Kto taki… – Zamilknął, przerażony jednak własną zuchwałością.

– Ozyrys, rzecz jasna. Czyż to nie Boski Sędzia jest Małżonkiem Świetlistej Izydy?

– Eee, ale… – Znowu dał popis godny wieśniaka.

– Czyżbyś nie wierzył w takie wyjaśnienie? Jesteś przecież kapłanem.

Bogini droczyła się z osobistym niewolnikiem, odczuwając najwidoczniej zadowolenie, pomimo niedawnych mdłości.

– Moja wiedza teologiczna podpowiada mi jednak, że bogowie posługują się zwykle w takich wypadkach ziemskimi pośrednikami i przybierają ich postać. – Dostosował się do żartobliwego nastroju Władczyni.

– Dobrze… Akurat ty, Neferze, zasługujesz na odpowiedź. Ojcem jesteś albo ty sam, albo Horkan. Jeden z was. Naprawdę nie wiem, ty czy on. Nie chciałabym zresztą tego wiedzieć i dlatego tak to ułożyłam.

– Ułożyłaś, o Pani?

– Tak. Pamiętasz tę noc, gdy płynęliśmy z Mewer do Nennesut? Musisz też pamiętać kolejną noc w tym mieście… To stało się wtedy, chociaż potem też miałeś kilka innych okazji.

– Ale dlaczego tak?

– Wszyscy od dawna powtarzają, że Królowa powinna urodzić syna… A Ja nie chciałam, aby jego ojcem został byle kto. Na przykład Mój kuzyn, książę Nektanebo. Czekałam na kogoś, kto byłby godny stać się ojcem przyszłego Władcy Obydwu Krajów.  Bardzo długo nikt taki się nie pojawiał… A potem jednocześnie ty i Horkan… Nie potrafiłam wybrać i postanowiłam, aby zadecydowali bogowie… Tak też się stało, ale nawet ja nie wiem jakiego dokonali wyboru, chociaż sama jestem przecież Boginią.

– Ja natomiast znam decyzję nieśmiertelnych, o Pani – odpowiedział gorzko. – Nie mogę mieć dzieci, dobrze o tym wiesz.

– Nie doceniasz Boskiej Izydy, Neferze. Bogini posiada wiedzę o wiele większą niż twoja. Ta uczta w Pałacu, tamte trzy tancerki… Jedna z nich, Tinian, spodziewa się dziecka. Twojego dziecka.

– Co… ale… Skąd możesz mieć pewność, przecież ona…

– Mogę, Neferze. Jestem Panią Górnego i Dolnego Kraju,  mam władzę oraz środki, aby tego dopilnować… A ona była wtedy więźniem na Placu Śmierci… Nie myśl jednak o niej źle… Chętnie podjęła się tego zadania już po tym, gdy ją ułaskawiłam… I z tego co wiem, naprawdę dołożyła wszelkich starań, na które zresztą w pełni zasługujesz.

– Ale przecież ja… Od lat pragniemy z Aną dziecka…

– Powtarzam, nie doceniasz mocy Boskiej Izydy, Neferze. Czyż nie jest Panią Życia i Płodności? Bogini ma swoje sposoby.

– Ale…

– O tym jeszcze kiedyś porozmawiamy. W towarzystwie Any, jeżeli tego zechcecie. Tymczasem, jak widzę, te wiadomości chyba cię przerosły? Nie obawiaj się, zaopiekuję się dzieckiem Tinian, jeżeli zajdzie taka potrzeba.

– Nie o to chodzi. Ty jesteś o wiele ważniejsza… Przecież nie możesz ogłosić, że ojcem Twego syna albo córki, Księcia albo Księżniczki Egiptu, jest jakiś niewolnik czy też młodszy oficer, a właściwie, to sama nie wiesz, który z nich.

– To już pozostaw Bogini Izydzie. Ojcem przyszłego Pana albo przyszłej Pani Obydwu Krajów będzie Jej Małżonek, Wielki Sędzia Ozyrys.

– Ale przecież…

– Neferze, to sprawa nie na twoją głowę, chociaż jesteś tak mądry i uczony. Proszę, zostaw to Królowej… Tymczasem pamiętaj o zachowaniu tajemnicy. Nikt nie może się o tym dowiedzieć. Nawet Horkan próbowałby odsunąć Mnie od udziału w wojnie, a musimy ją wygrać jak najszybciej. Zamierzam przekazać Mojemu synowi lub córce królewskie dziedzictwo.

– Będę milczał, o Wielka, skoro tak chcesz.

– Tak chcę i tak właśnie rozkazuję! A teraz wracaj tutaj i ciesz się z tego, o czym się dowiedziałeś. No chyba, że te wieści nie sprawiły ci radości?

– Sprawiły, o Pani… Jestem jednak tak zdumiony, że skorzystam chyba z tego wina, jeśli pozwolisz.

– Zezwalam, Neferze. Ja sama nadal nie mam ochoty na wino, ale ty wypij na pomyślność nas wszystkich: Królowej i Jej osobistego niewolnika, przyszłego Władcy lub Władczyni, Any, Tinian, twego dziecka, a może i dwóch… Ty także zasłużyłeś dziś na wszelkie możliwe łaski. Twoja Pani nie odmówi ci więc wina, chociaż pewnie wolałbyś piwo! Mam tylko jeden warunek. Skoro nie zdołałeś uśpić Bogini swoją opowieścią, chcę zasnąć, słysząc, jak powtarzasz Moje imię.

LXV

Najwspanialsza zasnęła szybko, ponownie skulona w kłębek i ogrzewana przez osobistego niewolnika. Do Nefera sen jednak nie przychodził. Nowiny, które usłyszał, wywracały jego życie do góry nogami. Od lat starali się z Aną o dziecko, bez rezultatu. On sam prawie się już z tym pogodził i nabrał przekonania, iż z woli bogów nie jest zdolny do spłodzenia potomstwa. Zanim poznał i poślubił swoją piękną uzdrowicielkę, miał kilka innych kobiet, odwiedzał też jeden z funkcjonujących w Abydos domów rozkoszy. Potem nie było to już potrzebne, bo Ana dawała mu doznania o wiele piękniejsze i silniejsze niż to, co mogły zaoferować najlepsze nawet z tego rodzaju przybytków. Nigdy nie dotarły do kapłana wiadomości, by któraś z przygodnych partnerek zaszła za jego sprawą w ciążę. Co prawda, w domach rozkoszy znano sposoby, aby temu zapobiegać… Zaczął się zastanawiać, czy Najjaśniejsza powiedziała Anie o Tinian i jej stanie… Utrzymywały przecież kontakt i wiedziały o wielu sprawach…

Chyba jednak nie, żona nie poruszyła tego tematu ani podczas rozmowy pod pokładem barki, ani w liście. Wydarzenia na pamiętnej uczcie w żaden sposób nie zostały wprawdzie zawinione przez samego Nefera i nie miał wówczas nic do powiedzenia, wątpił jednak, by Ana uznała to za wystarczające usprawiedliwienie. Może brzemienność Tinian stała się jednym z efektów tajemniczych starań Bogini w sprawie kapłana i jego uzdrowicielki, o których nie chciała jednak mówić, aby nie wzbudzać przedwczesnych nadziei – jak sama wspomniała w podsłuchanej rozmowie? Tak czy inaczej, nie wątpił w słowa Królowej. Rzeczywiście, posiadała dość władzy i środków, aby upewnić się w tym przypadku co do  ojcostwa Nefera… Obiecała też zaopiekować się dzieckiem, co mocno uspokoiło kapłana. Podczas nie mniej pamiętnego rejsu z Mewer do Nennesut też nie miał wyboru, został nawet podobnie skuty łańcuchami, ale nie mógł zaprzeczyć, że pragnął Świetlistej Pani z całej duszy i z radością poddawał się Jej władzy oraz Jej kaprysom… Czy naprawdę zostanie ojcem przyszłego Księcia lub Księżniczki Egiptu? Ta myśl potrafiła oszołomić, chociaż tutaj nikt nie mógł mieć pewności.

Dlaczego Najwspanialsza zdecydowała się na coś takiego i jak zamierzała ogłosić nowinę poddanym? Pozostało jeszcze trochę czasu, zanim Jej stan stanie się widoczny dla wszystkich, ale z pewnością musiała ułożyć już jakiś plan, tak, by wiadomość wywołała w całym Kraju należną radość, zamiast stać się powodem plotek i domysłów. To jednak nie był jego problem i nie miał w tej chwili głowy, aby zaprzątać sobie myśli akurat tą kwestią. Wreszcie zapadł w długo oczekiwany sen.

Tym razem to Amaktaris musiała obudzić swego osobistego niewolnika.

– Wstawaj, Neferze! – rzuciła, trącając towarzysza łokciem w bok. – Jesteś, co prawda, niezrównany w roli sługi ogrzewającego posłanie Królowej, ale nie wszyscy muszą o tym zaraz wiedzieć! – Roześmiała się zadowolona.

Doszedł do wniosku, że na podejmowanie prób utrzymywania ich związku w tajemnicy jest zdecydowanie za późno, ale musiał przyznać Jej rację, iż trzeba wstawać, skoro słońce oświetla już ziemię swymi promieniami. Dzień zapowiadał się bardzo pracowicie, z zewnątrz docierały odgłosy ożywionej krzątaniny żołnierzy. – „To dzień pogrzebu Amara”. – Przypomniał sobie Nefer, i od razu odczuwane po minionej nocy radosne uniesienie osłabło. Władczyni nie życzyła sobie ani śniadania – co uznał zresztą za zrozumiałe – ani pomocy przy porannej toalecie. Odprawiony z namiotu Królowej, wyszedł na zewnątrz. Czuwające nadal, wzmocnione straże, zdawały się ignorować kapłana. Żołnierze byli chyba zdecydowani udawać, iż nie wiedzieli o obecności osobistego niewolnika w kwaterze Monarchini. Rozejrzał się dookoła. Wokół urwiska i otworu fatalnej sztolni panował duży ruch, na linach wciągano drewniane podpory, z wnętrza dobiegał odgłos pracy narzędzi kujących skałę. Najjaśniejsza nie przejawiała tym razem ochoty ponownego odwiedzenia tego przeklętego miejsca, sam Nefer też nie miał takiego zamiaru. Nie wątpił, że Harfan przeprowadził stosowną inspekcję i wydał potrzebne zarządzenia. Oficer i jego żołnierze z pewnością nie próżnowali, na centralnym placu kopalni piętrzył się bowiem niezbyt może foremny, ale za to dużych rozmiarów stos, wzniesiony z różnej wielkości belek i desek oraz innych przedmiotów przydatnych w kopalni lub obozowisku, zbyt ciężkich, nieporęcznych albo mało wartościowych, aby zabierać je ze sobą podczas ewakuacji. To, czego nie dałoby się spalić, na przykład metalowe narzędzia, wnoszono właśnie do sztolni, zamierzając najwidoczniej pogrzebać je pod zwałami skał. Przypomniał sobie słowa Amaktaris, iż każdy, kto zechce, ofiaruje coś Amarowi na drogę do krainy przodków i postanowił wystąpić przy tej okazji najgodniej, jak tylko potrafi. Przyjaciel w pełni na to zasługiwał. Obmył się i wykonał podstawowe czynności porannej toalety, po czym odszukał wśród bagaży Najjaśniejszej pakunek ze swoim naszyjnikiem zabójcy lwów. Zmienił też szatę, w końcu mieli już wracać w bardziej cywilizowane strony. Tak przygotowany, oczekiwał na pojawienie się Królowej i rozpoczęcie uroczystości. Spodziewał się, że będzie podniosła i godna, ale raczej krótka. Czas naglił ich wszystkich.

Zanim jednak mogli zająć się smutnym obowiązkiem pożegnania ducha Amara, na północnym skraju obozowiska rozległy się głośne okrzyki. To wracał jeden z patrolujących pustynię rydwanów. Przez chwilę Nefer obawiał się, iż przynosi on wieści o nagłym pojawieniu się Hapiru albo wojowników księcia, okrzyki brzmiały jednak radośnie. Pospieszył w kierunku kwatery Władczyni, spodziewając się, iż tam najszybciej dowie się w czym rzecz. Wiadomości istotnie okazały się tym razem najlepsze z możliwych. Wypatrzono orszak Irias. Nareszcie… Ona i jej Amazonki były już niedaleko, całe i zdrowe, wkrótce miały dotrzeć do Tamadah.

– Czy to absolutnie pewne, żołnierzu? – spytała niespokojnym głosem Amaktaris, występująca już w pełnym oporządzeniu wojownika.

– Tak, o Najdostojniejsza! Widzieliśmy je z bliska i zamieniliśmy z nimi kilka słów! Księżniczka bardzo się ucieszyła na wiadomość o Twojej obecności. Jej towarzyszki zdecydowanie mniej. Ledwie raczyły z nami rozmawiać i niemal natychmiast odprawiły. Tym niemniej, podążają w naszym kierunku i niedługo tu przybędą!

– Dzięki niech będą wszystkim bogom Egiptu! – Westchnęła Królowa po czym zdjęła osłaniające Jej ramiona kosztowne, wykonane ze złota naramienniki i wręczyła żołnierzom stanowiącym załogę rydwanu przynoszącego tak pomyślne nowiny. Obydwaj zasalutowali, uderzając pięścią o tors.

– Pani! – odezwał się dowódca. – One podróżują w bardzo niezwykły sposób. Wydają się zrośnięte z końmi! Nikt nigdy nie widział dotąd czegoś takiego w Kraju nad Rzeką!

– Co takiego?

– To prawda, o Wielka. Wkrótce sama się przekonasz.

– Masz rację, żołnierzu. Coś takiego muszę ujrzeć na własne oczy, aby uwierzyć. Tymczasem z rozpoczęciem ceremonii pogrzebowej Amara poczekamy do ich przybycia. Królowa Irias z pewnością zechce pożegnać wojownika, który był i jej przyjacielem. Przygotujcie wodę, żywność oraz paszę dla koni. Z pewnością są zdrożone. Irias i pozostałe wojowniczki także muszą odczuwać pragnienie, zrośnięte z końmi czy nie!

Dla Nefera miała jeszcze jedno polecenie.

– Przynieś szybko moją koronę Księżniczki Egiptu. Wiesz najlepiej, gdzie jej szukać w pakunkach!

Okazało się, że liczba bagaży Amaktaris uległa tymczasem drastycznemu zmniejszeniu. Mieściły się obecnie na jednym rydwanie, a większość z nich stanowiły medykamenty oraz inne przybory uzdrowicielki. Niemal cała reszta została już rzucona na stos pogrzebowy Amara. Uwinął się szybko z poleceniem, sam także chciał być obecny przy powitaniu Irias.

Nie musieli czekać długo. Gdy tylko Nefer wręczył Najjaśniejszej przyniesiony klejnot, który nałożyła na głowę, kolejne okrzyki straży powiadomiły zebranych wokół namiotu Królowej o przybyciu długo wypatrywanych Amazonek. Nadjechało ich razem osiem, nie licząc samej Irias, i rzeczywiście nie podróżowały w rydwanach, ani też nie przemierzały pustyni pieszo. Żołnierz nie mijał się z prawdą. Wszystkie siedziały okrakiem na grzbietach koni i z daleka istotnie przypominały jakieś mityczne, nieznane stworzenia. Nefer przysłonił oczy, by lepiej widzieć cały orszak. Zwierząt wojowniczki prowadziły dużo więcej, razem około trzydziestu. Większość koni niosła zwyczajne juki, co nie zmniejszało jednak niezwykłości całej sceny. Czegoś takiego rzeczywiście nikt dotąd w Górnym i Dolnym Kraju nie oglądał! Ale była to naprawdę Irias. Gdy tylko ujrzała Królową Amaktaris, uderzyła swego wierzchowca piętami w bok i wysunęła się do przodu. Pędziła z dużą szybkością, w zadziwiający sposób zdołała jednak wyminąć wszystkie przeszkody oraz osadzić rumaka tuż przed namiotem. Zręcznie zeskoczyła na ziemię. Śmiała się przy tym ze zdumienia i strachu obecnych, tak, jak tylko ona to potrafiła. Nefer zauważył, że w kierowaniu koniem pomagały księżniczce jakieś rzemienie, które przechodziły przez pysk zwierzęcia, a których końce trzymała podczas jazdy w dłoniach. Na grzbiecie konia położono grubą derkę, mającą zapewne uczynić niepewne siedzisko bardziej wygodnym. Irias, podobnie zresztą jak wszystkie jej towarzyszki, nosiła też raczej niezwykłe ubranie. Wysokie, skórzane buty, chroniące stopy oraz łydki już znał, podobnie jak i osłaniające dłonie rękawiczki. Królowa i księżniczka nakładały je podczas jazdy rydwanem. Ale wykonane ze skór albo grubej tkaniny owijacze, ciasno otulające kolana i uda, a także bardziej intymne części ciała poniżej pleców, były czymś zupełnie nowym. Kapłan pojął, że miały chronić Amazonki przed ciągłym kontaktem z szorstką sierścią zwierząt, uznał je jednak za strój wyjątkowo barbarzyński.

„Mam nadzieję, że ta moda się nie przyjmie i nie zastąpi starych, dobrych spódniczek!” – Pomyślał przelotnie, ale zaraz uznał te obawy za przesadne. Któż bowiem chciałby nosić coś takiego?

Tymczasem Irias rzuciła się w szeroko otwarte ramiona Królowej Amaktaris.

– Pani, jak dobrze znowu cię spotkać! Mam tyle do opowiedzenia! Wiesz, jestem teraz prawdziwą królową, tak jak Ty, ale nie musisz przede mną klękać. Ja też nie będę, nigdy zresztą tego nie robiłam… Talia wszystkim się już zajęła. I wiesz, spędzają mnóstwo czasu razem z Melegarem… To mój koń, nazywa się Bestia, ale dla przyjaciół jest bardzo miły. Jeżeli go poproszę, to z pewnością i Ciebie poniesie na grzbiecie. Musisz się tego nauczyć, to wspaniałe uczucie…

– Witaj, Ty, która nazywasz siebie Panią Obydwu Krajów. Zgodnie z umową królowa Irias przybywa na ziemię Egiptu, a my stanowimy jej dwór i świtę!

Wygłaszając te słowa, Korina nie raczyła zsiąść z konia, podobnie zresztą jak i wszystkie jej towarzyszki. Najjaśniejsza zmuszona została w ten sposób do spoglądania w górę na postać Opiekunki Królewskiej Stadniny. Odsunęła nieco Irias, odkładając dalsze serdeczności na później.

– Witam! Słudzy Mojej przyjaciółki, królowej Irias są zawsze mile widziani w Kraju nad Rzeką. Ufam, że miałyście pomyślną podróż?

– Tak, zaszła jednak konieczność zmiany trasy i  zagłębienia się w pustynię, gdyż doszły nas wieści o jakichś niepokojach w Twoim państwie. Mamy nadzieję, że szybko uporasz się z tymi kłopotami i nie zagrożą one w żaden sposób naszej królowej i zawartemu układowi?

– Nie obawiaj się, wojowniczko. Nic ci nie grozi, otrzymacie też obiecane złoto!

– Liczę, że masz odpowiednie zapasy kruszcu, gdyż, jak widzę, ewakuujesz właśnie kopalnię w Tamadah. To zapewne w tym celu przybyłaś tu osobiście?

– Przybyłam tu na spotkanie królowej Irias. A o swoje złoto nie musisz się martwić. Egipt jest wystarczająco bogaty, jego Władczyni ma też depozyty złożone w bankach Babilonu.

Nefer dostrzegł, że rozmowa ta coraz bardziej irytuje Najjaśniejszą, w szczególności konieczność spoglądania w górę na twarz Koriny. Do czegoś takiego Monarchini z pewnością nie była przyzwyczajona i z niejakim trudem zachowywała panowanie nad sobą. Kapłanowi przyszedł do głowy pewien pomysł. Podszedł do jednego z żołnierzy, którzy zgodnie z rozkazem Amaktaris przynieśli wodę i paszę, ale trzymali się chwilowo z tyłu. Odebrał z rąk wojownika wiadro i zbliżył się ostrożnie do Bestii. Czarny jak smoła rumak sprawiał groźne wrażenie i Nefer trochę się go obawiał. Liczył, że słowa Irias o przyjaznym usposobieniu zwierzęcia nie są tylko wytworem jej wyobraźni. Koń odczuwał jednak istotnie pragnienie i z radością przyjął pojenie, zanurzając pysk w wiadrze. Kapłan ośmielił się poklepać go po szyi. Pozostałe wierzchowce Amazonek zwietrzyły zapach wody, a widząc pijącego już towarzysza, stały się niespokojne. Jeden czy dwa ruszyły w stronę Bestii, inne kręciły się nerwowo w miejscu. Nawet Korina nie mogła opanować swego wierzchowca i nie pozostało jej nic innego, jak przerwać rozmowę oraz zeskoczyć na ziemię.  Rumak Amazonki podążył w stronę Nefera, podobnie jak pozostałe. Wojowniczka nie kryła niechęci.

– To znowu ty, niewolniku! Jak śmiałeś podawać cokolwiek naszym koniom bez rozkazu?

– Szlachetna pani! Napoiłem tylko wierzchowca twojej królowej, bo wyglądał na spragnionego. Wszystkie wasze konie są zdrożone.

– Neferze, tak się cieszę, że tu jesteś! Tęskniłam za tobą, naprawdę! Nie spodziewałam się, że też wyjedziesz na nasze spotkanie!

Irias podbiegła teraz do kapłana i to jego objęła ramionami.

– Pani! To tylko niewolnik. Nie wypada, aby królowa Amazonek witała w taki sposób jakiegoś sługę! I on nie powinien dotykać bez pozwolenia twojego konia!

– Nefer jest moim przyjacielem. Można mu ufać. A Bestia go polubiła. To bardzo dobrze.

– Królowa nie ma przyjaciół wśród niewolników! Powinnaś o tym pamiętać!  Musi padać przed tobą na kolana!

– Zabroniłam mu tego już dawno temu. A przyjaciół sama sobie wybieram!

– Tym niemniej…

– To Ja rozkazałam, aby przygotowano dla waszych koni wodę i paszę! I słusznie, bo były spragnione!

Najjaśniejsza z satysfakcją weszła Korinie w słowo. Teraz, gdy obie stały na ziemi, Jej wysoki wzrost sprawiał, że to Amazonka zmuszona została spoglądać w górę, aby poszukać oczu rozmówczyni. Pani Obydwu Krajów nie ukrywała bynajmniej zadowolenia z takiej odmiany. Skinęła dłonią na żołnierzy, którzy podeszli z wodą, sianem i ziarnem. Zwierzęta z ochotą skorzystały z poczęstunku.

– Dziękuję Ci, Pani. Tobie też, Neferze. Długo jechałyśmy przez pustynię. Chyba zabłądziłyśmy, chociaż Korina za nic nie chciała tego przyznać. Ale często wyruszała na poszukiwanie drogi, albo wysyłała w tym celu wojowniczki. Dopiero wczoraj wieczorem zobaczyłyśmy słup dymu i ruszyłyśmy w tę stronę… Tak się cieszę, że tu jesteś, Pani. Ty także, Neferze. I wujek Harfan…

Irias powitała teraz we właściwy dla siebie sposób Libijczyka. Korina spoglądała na to wściekłym wzrokiem, ale nie ośmieliła się zaprotestować. Zaczęła głośno wydawać komendy swym podwładnym, nakazując im zajęcie się końmi i rozbicie biwaku. Irias nie pozwoliła jednak, aby odprowadzono Bestię. Sama chciała zająć się wierzchowcem.

– Poznaliście już mojego konia? Prawda, że jest piękny? I jak wspaniale się na nim galopuje… To cudowne uczucie, musicie koniecznie spróbować! Ty, Pani, ty Harfanie i ty też Neferze. Sama was nauczę. Bestia nie będzie miała nic przeciwko temu. Jest taka kochana…

Korina nadal nie kryła oburzenia w spojrzeniu, którym przeszywała obydwu mężczyzn, a także, o zgrozo, obydwie Królowe. Nefer poczuł się wyraźnie nieswojo na myśl, że miałby wsiąść na grzbiet wielkiego, czarnego konia i może jeszcze galopować przez pustynię. Natomiast oczy Najwspanialszej rozbłysły niebezpiecznym blaskiem. Z pewnością taka wizja poruszyła w Jej duszy wrodzoną pasję do przygody i ryzyka. I do tego nikt nie mógłby wówczas spoglądać na Panią Obydwu Krajów z góry…

– Najjaśniejsza Pani! W obecnej sytuacji to chyba nie najlepszy pomysł. – Ośmielił się zauważyć. – Może później, gdy… Uporasz się z aktualnymi kłopotami.

– Neferze, jesteś Moim niewolnikiem, a zaczynasz zachowywać się jak mistrz Apres i ogólnie, jak wszyscy mężczyźni… Ale masz chyba rację, musimy z tym poczekać na bardziej sprzyjający czas. Twój koń jest bardzo piękny, Irias. I chętnie skorzystam w przyszłości z twojej propozycji. Teraz jednak i ja mam dla ciebie podarunek. Obiecałam ci koronę godną królowej, pamiętasz? Teraz jesteś królową i powinnaś taką mieć. Oto ona!

Zdjęła diadem i nałożyła go na głowę Irias. Nefer obawiał się, że korona może okazać się zbyt duża dla dorastającej dziewczynki, ale Świetlista Pani zapewne to przewidziała i pamiętała o nakazaniu stosownych przeróbek.

– Należała kiedyś do Mnie. Oddaję ci ją z radością. Noś dumnie ten znak swojej pozycji i władzy. Uznaję w tobie Moją siostrę, równą Pani Obydwu Krajów! – Najjaśniejsza skierowała te słowa także do Koriny, którą zmierzyła nieustępliwym wzrokiem.

– Och, dziękuję. Jest taka piękna, naprawdę!

Irias zepsuła nieco efekt, zdejmując monarszą ozdobę i obracając klejnot w dłoniach, a następnie ponownie rzucając się w ramiona Amaktaris. Czy można ją było jednak winić za to, że okazywała swoje uczucia? „Kiedyś będzie musiała nauczyć się taić własne myśli, ale tymczasem, niech pozostanie jeszcze taka, jaka jest, dzięki wszystkim bogom!” – Nefer obawiał się, że ten czas może przyjść bardzo szybko, zwłaszcza wobec postawy Opiekunki Królewskiej Stadniny. Wypuszczając z objęć Najjaśniejszą, Irias wykazała się spostrzegawczością w innej sprawie.

– Co to za naszyjnik, Neferze? Czy ty zabiłeś lwa? Też chciałabym taki mieć, tylko nigdy nie zabierają mnie na prawdziwe polowanie! Ale ćwiczyłam z procą i jestem w tym coraz lepsza. Sam się przekonasz! – Kapłan zauważył, że istotnie nosiła przypięte przy pasie rzemienie procy oraz niewielki mieszek, zapewne z ołowianymi pociskami. – Ooo, masz też odznaczenie za odwagę. Wujek Tereus też dostał kilka podobnych, tylko nigdy nie chce nikomu pokazywać… Już wiem! Ja nauczę cię jeździć na koniu, a ty zabierzesz mnie na polowanie na lwy!

– Eee, ja nie zabiłem sam tego lwa, tylko trochę przy tym pomogłem. Uczynili to razem nasza Pani oraz Amar.

– Macie tu doprawdy dziwne zwyczaje, w tym waszym cywilizowanym kraju! Wśród prawdziwych myśliwych byłoby to nie do pomyślenia. No i jeszcze ten znak odwagi dla sługi! Ciekawe, za co tym razem go dostał? Oczywiście, nasze wojowniczki nie przywiązują wagi do takich świecidełek! – Korina nie odmówiła sobie satysfakcji skomentowania bezprawnego, jej zdaniem, noszenia naszyjnika zabójcy lwów przez niewolnika.

– Nefer zadał pierwszy cios i w ten sposób uratował Amara, a pewnie i Mnie samą. Oboje przyznaliśmy mu to trofeum. – Najwspanialsza przerwała prawdopodobne, dalsze uwagi Opiekunki Stadniny.

– A gdzie Amar? Nie wyjechał na spotkanie? Pewnie dostał od Ciebie jakieś inne rozkazy, ale powinnaś pomyśleć, że będę chciała jak najszybciej go zobaczyć!

Księżniczka, a właściwie młoda królowa, okazała wyraźne rozczarowanie. Zapadła głucha cisza. Nefer nie potrafił, nie umiał znaleźć słów, którymi powiadomiłby dziewczynkę o tym, co się stało… Na szczęście, to zadanie wzięła na siebie Najjaśniejsza.

– Irias… Amar przyjechał tu z nami i bardzo chciał cię spotkać… Zdarzyło się jednak nieszczęście. W kopalni wybuchł wczoraj bunt… Amar zginął, ratując Moje życie. Zginął jak bohater. Właśnie szykowaliśmy się do urządzenia mu pogrzebu godnego wojownika…

– Co takiego? To nieprawda! Powiedz, że to nieprawda! Był taki odważny i silny!

– Taki właśnie był… I dlatego zdołał Mnie uratować. Ja też boleję nad jego śmiercią…

Amaktaris raz jeszcze otwarła ramiona przed Irias. Ona sama nie uroniła żadnej łzy, księżniczka uczyniła to za obie Królowe.

– Jak to się stało? – Łkała cicho. – Powiedz, jak to się stało.

– Osłonił Mnie swoim ciałem przed ciosem oszczepu. Nie potrafiłam mu pomóc… Resztę opowiem ci później.

Władczyni chciała zapewne oszczędzić Irias dalszych wybuchów żalu, musiała też zauważyć, że Korina nadstawia czujnie uszu. Dziewczynka uspokoiła się po dłuższej chwili. Jej twarz pokrywały ślady łez, odzyskała jednak opanowanie i godność.

– Ja również wezmę udział w pogrzebie Amara. Ty także, Korino. I wszystkie  Amazonki. To był odważny wojownik!

– Jak sobie życzysz, pani. Musimy się jednak pospieszyć, bo twoja królewska siostra ma najwidoczniej jakieś poważne problemy i z pewnością nie może zabawić tu zbyt długo!

– Jeszcze jedno, szlachetna wojowniczko! – To niespodziewanie zabrał głos Harfan. – Pytałaś, w jaki sposób ten niewolnik zdobył odznaczenie za odwagę. On również uratował wczoraj życie Pani Dwóch Krajów, ryzykując własnym. Uczynił to na oczach nas wszystkich, podobnie jak na oczach wszystkich żołnierzy otrzymał ten znak z Jej rąk, przy powszechnym aplauzie! Powtórzę to każdemu, kto zechce o tym wiedzieć!

– Mówiłam już, że prawdziwe wojowniczki nie zwracają uwagi na takie świecidełka!

Korina chciała osłabić znaczenie słów Harfana. Było już jednak za późno. Irias otworzyła szeroko oczy i spojrzała na Nefera jak na prawdziwego bohatera z legend i opowieści. Okazało się to całkiem przyjemnym doświadczeniem, przyznał sam przed sobą.

– Co tu się stało? Jak to zrobiłeś? Musisz dokładnie o wszystkim opowiedzieć!

– Ja ci o tym opowiem, Irias. Tak jak obiecałam. O ile znam Nefera, to akurat w tym przypadku nie potrafiłby dowieść swoich talentów mistrza słowa. Na opowieści przyjdzie jednak jeszcze czas. Teraz musimy pożegnać Amara. To jego stos pogrzebowy, chciał, aby spalić ciało i w taki sposób odesłać ducha do przodków. Tak też uczynimy.

Dała znak Harfanowi, który rozesłał swoich żołnierzy. Wszystko było już zapewne zaplanowane i przygotowane, bo wojownicy uczynili sprawnie krąg wokół stosu, do którego dołączyła też spora grupa zbrojnych z Tamadah, zajmujących się dotąd pracami w sztolni. Te ostatnie tymczasem przerwano. Wkrótce czterech żołnierzy przydźwigało złożone na oszczepach ciało Amara. Nadal wyglądał na spokojnego i szczęśliwego… Prowizoryczne nosze złożono na szczycie stosu. Pomyślano jednak o tym, by każdy bez większego trudu mógł wspiąć się do tego miejsca. Na tych, którzy chcieli pożegnać Amara, czekały ułożone z drewnianych belek stopnie… Jako pierwsza skorzystała z nich Królowa, której towarzyszyła Irias. Każda z nich pochyliła się i objęła tors wojownika.

– Byłeś dzielnym żołnierzem, Amarze. Wiernie i dobrze służyłeś najpierw Mojemu Ojcu, potem Mnie samej. Oddałeś życie ratując Królową. Stań z dumą przed swymi przodkami! – Amaktaris pożegnała gwardzistę.

– Niech ci się wiedzie Amarze. Upoluj wiele zwierząt… Weź to!

Irias odpięła od paska procę oraz woreczek z pociskami i położyła obok dłoni Amara. Obie zeszły na dół. Jeden z żołnierzy przyprowadził osobisty zaprzęg Władczyni, zaprzęg, którym zwykle powoził Amar.

– Ja też mam dla ciebie dar na drogę, Amarze. Byłeś znakomitym woźnicą. Niech ten rydwan służy ci w krainie przodków, tak, jak służył tutaj!

Kilku ludzi wyprzęgło i przytrzymało konie. Zostały zapewne oszołomione jakimś wywarem, bo nie stawiały oporu. Najjaśniejsza kochała zresztą te zwierzęta i na pewno chciała oszczędzić im strachu oraz cierpienia, nawet, jeżeli postanowiła ofiarować je duchowi zmarłego. Dobyła miecza. Uniosła oręż dwukrotnie i dwukrotnie uderzyła z pełnym zamachem. Na piasek trysnęła krew z dwóch przeciętych gardeł,  upadły dwa ciała rumaków… Żołnierze ułożyli je na stosie, podobnie jak i rydwan z resztą oporządzenia. Odświętny rynsztunek wojownika, przywdziany przez Władczynię, zbryzgała krew… Nefer nie posiadał się ze zdumienia. Był to prawdziwie królewski dar… I Amaktaris darzyła przecież te zwierzęta prawdziwą miłością… Amar zasługiwał jednak na wszystko, co najlepsze.

Okazało się, że otrzymał na drogę także namiot Najwspanialszej z całym wyposażeniem. Na znak Monarchini kilku podwładnych Harfana zwinęło szybko konstrukcję i umieściło ją u podnóża stosu. Nefer pomyślał o emocjach i czułych chwilach, których razem z Boginią doświadczyli tej nocy w zaciszu podróżnej kwatery… Takie jednak były wymogi wojny i oboje musieli się z nimi pogodzić.

Kolejno występowali żołnierze gwardii, towarzysze Amara, a potem wielu zbrojnych z Tamadah. Większość z nich zostawiała oszczepy, sztylety, tarcze, różne przydatne drobiazgi z ekwipunku wojownika. Na koniec do stosu podszedł Harfan. Jak się okazało, i on miał dar, bardzo szczególny dar.

– Amarze! Oddałeś życie w obronie Pani nas wszystkich, Królowej Górnego i Dolnego Kraju! Osłoniłeś Ją własnym ciałem, a podły i zdradziecki wróg ugodził cię oszczepem w plecy! Oto jego głowa, niech ten nędzny pies będzie Twym sługą i niewolnikiem w krainie przodków!

Libijczyk uniósł dzierżony w dłoni worek, z którego wypadła odcięta głowa Kruto. Zastygł na niej zapamiętany przez Nefera wyraz zdumienia i pogardy. Pogardy dla tych, którzy nie chcieli zginąć w imię zemsty i którzy pozbawili olbrzyma życia w chwili, gdy miał jej dopełnić. Kapłan nie odwrócił wzroku. Pomimo całej jego ohydy, w Kruto drzemała jednak jakaś wielka siła. Szkoda, że wykorzystywał ją dla czynienia zła…

Ponieważ ani Korina, ani żadna z jej wojowniczek nie zdradzały zamiaru oddania hołdu czy też pożegnania Amara, Nefer uznał, że teraz może to uczynić on sam. Wspiął się na stos, w czym nikt mu nie przeszkadzał. Ostatni raz spojrzał w twarz czarnoskórego wojownika.

– Zaszczyciłeś mnie przyjaźnią, chociaż jestem tylko niewolnikiem – powiedział cicho. – Przyjmij ten naszyjnik zabójcy lwów. Zasłużyłeś na niego o wiele bardziej niż ja.

Zdjął z piersi cenny klejnot i wsunął na szyję Amara, układając oprawione w złoto pazury lwicy na torsie gwardzisty.

– Spoczywaj w pokoju przyjacielu. Niech przodkowie ujrzą twoją chwałę.

Gdy kapłan zszedł na dół, podeszły do niego Amaktaris i Irias.

– Dlaczego to zrobiłeś? To z Mojej ręki otrzymałeś ten naszyjnik.

– Pani, uznałem, że Amar jest o wiele bardziej godny tego wyróżnienia niż ja i powinien mieć je na sobie, gdy stanie przed duchami przodków.

– Rozumiem… To bardzo szlachetny gest. Zrobiłeś z tego znaku najlepszy możliwy użytek.

– Amar zechciał zaszczycić mnie przyjaźnią, o Wielka.

– Neferze, zabijemy razem jeszcze wiele lwów i zdobędziemy podobne naszyjniki. Duch Amara na pewno nam w tym pomoże. Obiecałeś zabrać mnie na polowanie. – To Irias przypomniała o swojej obecności.

– Znajdą się też inni, którzy wam pomogą, królowo! Chociaż może trzeba będzie z tym trochę poczekać. – Najwspanialsza objęła dziewczynkę ramieniem. – Teraz jednak musimy podpalić stos!

Na znak Monarchini żołnierze wylali na drewnianą konstrukcję kilka dzbanów oliwy. Harfan podał płonące pochodnie.

– Uczyń to razem ze Mną, Moja siostro!

Wysuszone na pustyni i zmoczone oliwą drewno szybko zajęło się ogniem. Rósł on w błyskawicznym tempie, ogarniając kolejne fragmenty stosu. Obecni cofnęli się przed narastającym żarem. W niebo wzbił się słup gęstego, czarnego dymu. Unosił się prosto i wysoko. Zebrani uznali to za dobry znak. Wkrótce płomienie dotarły do ciała wojownika. Przez chwilę było jeszcze widoczne wśród płomieni i dymu, potem zapadło się kilka przepalonych belek i wszystko zniknęło w potężnym wybuchu płomieni oraz iskier. Stali w milczeniu i czekali. Irias nie płakała, chociaż była tego bliska. Z całej siły trzymała dłoń Amaktaris.

– Dokonało się! Niech przodkowie przyjmą cię z dumą, Amarze! – Królowa zakończyła uroczystość i odwróciła się. Zdaniem Nefera, który stał bardzo blisko, ale nie mógł mieć pewności, w Jej oczach rozbłysły łzy.

.

Przejdź do kolejnej części: Pani Dwóch Krajów LXVI-LXX

..

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Kolejne znakomite opowiadanie. Szkoda wiernego przyjaciela królowej.
Teraz będzie się działo.

Dobry wieczór!

Bardzo się cieszę z faktu, że Autor nie pozostawił nie pozostawił nas długo z cliffhangerem (wiem, wiem, sam jestem winny tej zbrodni!) i było nam dane szybko poznać dalsze losy królowej i jej wiernego niewolnika. Szkoda tylko, że musieli ponieść tak bolesną stratę (której tu nie opiszę, by nie spoilować – z całego serca zachęcam do lektury!). Teraz czekam na wojnę Amaktaris z Nektanebo! Ciekaw jestem, czy zetrą się w walnej bitwie, czy może o zwycięstwie zadecydują zdrady i intrygi.

Kolejna doskonała część. Przeczytałem jednym tchem, bo nie było gdzie zrobić przerwy.

Pozdrawiam
M.A.

Wykazałeś duży sentymentalizm a to sprawdzona cecha dobrych ludzi.

Z ciekawością przeczytałem o intymnych relacjach Nefera i Any. Nie Poświęciłeś im zbyt wiele tekstu jak do tej pory.

Taka mała dygresja: gdyby zginęła mi tak bliska osoba jak Amar, chyba by mi się nie chciało ruchać w pierwszą noc po jego śmierci. Chyba że chodził bym z nim na dziwki i uznał bym że tak oddam mu cześć.

Nie będę pisał że “kolejny zajefajny” odcinek. Bo to oczywiste.

Czyta się jak w Pustyni i w Puszczy. To pochwała i krytyka jednocześnie.
Zapisy myśli bohatera, wiele dialogów dalece niedoskonałe, ale jedna się… czyta.
Mam wrażenie, że Autor przechodzi kryzys i większość tekstu powstaje siłą woli, a nie siłą radości z tworzenia. Ale to też sztuka. Przełamywać się i iść do przodu. Doceniam.
Uśmiechy dla wszystkich,
Karel

Pozdrawiam wszystkich i dzięki za komentarze.

Janie: Akcja przyspiesza, a Nefer odgrywa coraz większą rolę w kolejnych wydarzeniach. Zapraszam.

M.A. Istotnie, przyspieszyłeś termin publikacji i ponaglałeś przy pracach redakcyjnych, bo zapewne to właśnie masz na myśli. :-). Walka rozegra się zarówno na płaszczyźnie militarnej, jak i wśród zdrad oraz intryg. Potrzebne okażą sie miecze, oszczepy i rydwany ale także i rozum. Jak łatwo się domyślić, na tym polu książę nie jest żadnym przeciwnikiem i pojawi się tam inny wróg, dotąd kryjący się w cieniu. Królowej nie brakuje z kolei wojowników gotowych walczyć w bitwie ale w drugiej, trudniejszej chyba rozgrywce, główną rolę odegra nasz bohater.

Mick: Z czasem pojawi się więcej stosownych informacji. Odnośnie poruszonej przez Ciebie kwestii wydarzeń w namiocie, to nie ewentualna ochota Nefera odegrała tu główną rolę. Amaktaris “trzymała fason” na zewnątrz ale czuła się winna, i nie bez racji. Pragnęła ciepła, bliskości, akceptacji. Czegoś takiego nie dostaniesz na rozkaz ani też nie kupisz. Może to zostać ofiarowane tylko z własnej woli, a i to nie przez każdego. Akurat tylko Nefer mógł to zrobić i tak też uczynił. Z kolei ona chciała okazać mu wdzięczność w sposób, który, jak sądziła, sprawi radość słudze/przyjacielowi/ukocahnemu. Okazało się, że nie jest w stanie dać tego, czego pragnęła. A przynajmniej tak się jej wydawało. W efekcie trochę się rozkleiła i wyjawiła rzeczy, które normalnie powinny pozostać ukryte.

K.G. Pozwól, że porównanie z Sienkiewiczem uznam jednak za komplement, w końcu to uznany mistrz literatury polskiej. Uważam, ze każda powieść, nowela, opowiadanie powinno “się czytać”, czyli wciągać fabułą, zauroczyć nastrojem, wzbudzać emocje czy też oddziaływać na czytelnika w jakiś inny sposób… Tego szukam w literaturze i jeżeli nie znajduję, uważam lekturę danego utworu za stratę czasu. Nad stylem zawsze warto pracować, to prawda. Ponieważ oszczędziłeś jednych konkretnych przykładów, nie ma pola do dyskusji. Głównym powodem powstania tej opowieści jest rozrywka samego autora. Jako amator, nie muszę przejmować się wierszówką, terminami, wydawcą tp. Gdyby zabawa przestała bawić, to myślę, że nie przełamywałbym domniemanej “niemocy twórczej” tylko cisnął tę pisaninę w kąt i zajął się czymś innym. W końcu nic na siłę.

Raz jeszcze pozdrawiam.

Cześć Neferze!

Pisząc o długotrwałego zbrodni pozostawienia Czytelników z cliffhangerem, miałem na myśli siebie i swoją, niezamierzenie długą, przerwę w publikacji kolejnych rozdziałów Perskiej Odysei. Ty na szczęście sumiennie i regularnie publikujesz kolejne odcinki swej sagi, dzięki czemu Czytelnicy nie muszą tęsknić zbyt długo za lubianymi postaciami 🙂

Życzę Ci sił i natchnienia, by utrzymać ten bardzo przyjemny dla odbiorców Twojej prozy stan aż do wielkiego finału opowieści!

Pozdrawiam
M.A.

O najwspanialszy z wspaniałych. Boski Aleksandrosie, lud sławi Twe imię i sztukę Twoją. Przeto błagamy, nie Każ nam czekać. Nie Rozpłomieniaj, myśli, serc i ciał naszych w zbyt długim oczekiwaniu na kolejną porcję narkotyku jakim jest Twe dzieło. Tymi oto słowami poprzez mój palec wskazujący, błagają Cię patrycjusze, oraz niegodna lewaczka – feministka z wybujałym ego choć dużo mniejszym talentem od Twojego.

Tyś jedyny i niezastąpiony. Czcimy Twoje komentarze, wielce pouczające. Nefer zaiste również rad o Twoich pod swoimi czytać.

No doprawdy, doprawdy 🙂

Jak wszystko wskazuje Nefer będzie ojcem faraona ja bym się na jego miejscu nie cieszył za bardzo nie zdziwiłbym się, gdyby faraon zdecydowała się go pozbyć.

Ona chyba coś do niego czuje. Wybrała oczyszczenie poprzez spowiedź przed Neferem w sprawie tamtego chłopaka. Może sama Amaktaris nie, może go zawsze odesłać do Any. Ale w interesie Nefera będzie żeby się nie dowiedzieli ci do których Amaktaris mówi “bracie” a zwłaszcza Apres Przerażający. Oni mogą uznać że istnienie Nefera jest już zagrożeniem dla monarchii. Nie bez powodu z resztą.

Czy żyli, długo i szczęśliwie- dowiemy się w finale.

Mam nadzieję że nie :). Nic na szczęście na to nie wskazuje.

Nefer wcale jakoś szczególnie się nie cieszy, czuje się raczej oszołomiony. Cała sprawa jest zresztą utrzymywana w ścisłej tajemnicy i chyba tak ma pozostać. Mick, nie chcesz dać bohaterom szczęścia? Aż tak źle im życzysz? 🙁 Tak czy inaczej, czekają ich ciężkie chwile. Ani Neferowi osobiście, ani Amaktaris jako władczyni wrogów nie brakuje.
Pozdrawiam

Bynajmniej im źle nie życzę. Jej uczynki w dużej mierze zasłania prawo które tworzy, zaś ludobójstwa się jeszcze nie dopuściła. On zaś nie zrobił niczego złego.

Mnie chodziło tylko o to że tworząc opowiadanie z takim talentem i poziomem, populizm w postaci klasycznego happy endu nie wyszedł by Ci na dobre. W sumie to właśnie koniec będzie sprawdzianem Twoich możliwości. Sam sobie Narzuciłeś ten poziom Neferze.

Rzeczywiście, ona sama tworzy prawo i stoi ponad nim – zresztą pomysły, żeby monarcha prawu podlegał pojawiły się dużo później. Ale poczekaj, co stanie się w następnej części. Chciaż Ty akurat powinieneś to pochwalić.
Klasyczny happy end to niekoniecznie populizm i nie każda historia musi się kończyć wybiciem wszystkich bohaterów. Opozycja “ślubny kobierzec” albo “żałobny całun” ze wskazaniem tu “populizm pod publiczkę”, a tam “wysoki artyzm” też jednak ogranicza. Jest mnóstwo możliwości gdzieś pośrodku. Sam jeszcze do końca nie wiem, z której skorzystam.

Nie miałem na myśli tych skrajności. Nie jestem aż tak krwiożerczy ;).

Co do chwalenia. Twoje opowiadanie zdaje się żyć swoim życiem. Jak do tej pory bardzo mi się podoba. Jednak ostatnie co bym pochwalił to wpływ kogokolwiek na fabułę, nawet w formie najbardziej delikatnej sugestii. Moją satysfakcją w ogóle się nie Przejmuj.

Bez obawy, ten fragment, o którym wspomniałem, był już gotowy, zanim zaczęliśmy wymieniać opinie na pewien temat. Tak się jednak składa, że kwestia ta znajdzie w nim wyraźne odbicie. Chciałem tylko podkreślić, że były to opinie zgodne i stąd moja poprzednia uwaga. A jaka to sprawa i jaka scena, z pewnością sam zauważysz. Plan fabuły jest w zasadzie gotowy i wprowadzam tylko okazyjne zmiany.

Rad jestem to czytać :). Czekamy zatem na kolejną część.

Uff! Trochę to trwało, ale w końcu udało się doczytać i jestem z opowieścią na bieżąco.
Bohater ubolewał nad swą domniemaną bezpłodnością, a tu taka niespodzianka. Nic dziwnego, że jest zszokowany.
Pozostaje tylko czekać na rozstrzygnięcie konfliktu między Królową i jej podstępnym krewnym. Oby Nefer nie dostał się na pierwszą linię walki 🙂 A znając jego umiejętność do popadania w tarapaty, niczego nie można wykluczyć.
Wyjaśniła się wreszcie tajemnica losów poprzedniego osobistego niewolnika.
Czekam więc cierpliwie na kolejną odsłonę.

Patrycjo, trafnie przewidujesz, że Nefer z pewnością nie będzie stał na uboczu tylko trafi “na pierwszą linię”, nawet wbrew intencjom Królowej. Tyle, że to nie oszczepy zadecydują o ostatecznym wyniku tej rozrgrywki, a bohater, jak zawsze, popadnie w nowe tarapaty. Zapraszam za mniej więcej tydzień.

Neferze – Autorze, Twój tydzień mierzy się według innej miary??

Czekam cierpliwie i pozdrawiam.

Wybacz. Harmonogram ma swoje prawa i ustąpiłem prośbie pewnej Bogini. Czyż mógłbym inaczej? 🙂 Jutro kolejna część. Zapraszam.

Napisz komentarz