Skok (banshee)  4.17/5 (8)

19 min. czytania

feliz paloma, „Becca, Montreal, 2007”, CC BY-NC-ND 2.0

Poniższe opowiadanie pierwotnie zostało opublikowane na łamach portalu Dobra Erotyka.

Taaaa… Wszystko było, jak miało być. Teraz tylko spokojnie znaleźć szyfr – myślałem zadowolony.

Każdy w mojej sytuacji byłby zadowolony, gdyby miał drogę do pełnej i starej kasy pancernej prawie jak jasno oświetloną autostradę. Alarm domowy: kod się zgadzał. Rozkład domu identyczny jak wcześniej rozrysowany. Stara, chyba jeszcze przedwojenna kasa też była tam, gdzie powinna być. Teraz tylko stetoskop na uszy i do roboty! – zadowolony przyglądałem się kilkutonowemu zabytkowi. Otwarcie takiego cuda to jak otwarcie sezamu, można było niemal dostać orgazmu.

Kunda dobrze wszystko wymyślił. Chodził za mną pod celą z pół roku, zanim wykazałem zainteresowanie jego planem. Ogólny zarys sprawy najbanalniejszy z banalnych, zemsta. A co najbardziej zaboli taką mendę jak Krzywy? Utrata majątku lub skrzywdzenie najbliższych. Bo to właśnie Krzywy wystawił Kundę i zafundował mu wyrwanie piętnastu lat z życia. W krzywdzeniu najbliższych nie gustowałem. To potrafiły tłumy bezkarkowców, za to w przyczynianiu się do utraty majątków byłem mistrzem. Podobno jednym z nielicznych. A z tego co wiedziałem, chyba ostatnim mającym na wyposażeniu stetoskop. Reszta dobrych poszła w elektronikę. Dodatkowo Kundzie chodziło o zemstę czystej wody. Nie chciał nawet wiedzieć, co w tym zabytku będzie. A że Krzywy nie ufał bankom, nawet szwajcarskim, łup mógł być solidny. W końcu, będąc jednym z szefów mafii, musiał przez całe życie zgromadzić sporo wszelakiego dobra. Muszę przyznać, że przekonała mnie dopiero bezinteresowność zleceniodawcy, a ponieważ miał jeszcze dwanaście lat do odsiadki, było też duże prawdopodobieństwo bezkarności.

Założyłem stetoskop. Dźwięk zapadek był głośny i wyraźny, ale skojarzyłem różnicę dopiero po trzykrotnym przejechaniu dookoła. Ustawione hasło miało dla wprawnego ucha troszeczkę inny dźwięk i każda następna cyfra albo litera miała leciutko inny metaliczny szczęk niewychwytywalny dla kogoś, komu słoń nadepnął na ucho. Do tej grupy należy podobno dziewięćdziesiąt dziewięć procent społeczeństwa. A kto z pozostałego procenta trafił we wczesnej młodości na starego mistrza ze szkoły lwowskiej i na kilkanaście szaf do ćwiczeń, zanim stanęło się przed pierwszą nieznaną? Trzeba mieć w życiu szczęście. A ja miałem.

77GMSLX912, zabrało mi kwadrans.

Sprzyjała mi niczym niezmącona cisza. Żadnych odgłosów samochodów, żadnych zewnętrznych hałasów. Mimo że byłem w tym prawie zamku sam, starałem się jak zawsze w takich okolicznościach pozostać bezszelestnym.

Zacząłem celebrować chwilę stanowiącą sens mojego życia. Siedziałem przed kasą i obstawiałem w myślach: trafiłem, czy nie, otworzy się, czy nie? Pociągnąłem za kulistą klamkę. Ważące około tony drzwi drgnęły. Były tak dobrze wyważone, że właściwie nie potrzeba było przykładać siły, żeby stanęły przed zdobywcą otworem. I po sekundzie stanęły.

W świetle latarki zobaczyłem u góry całą półkę euro. Na niższej półce spora kupka zielonych, dwie półki rodzimych setek i dwusetek. Razem tak na oko przynajmniej z dziesięć baniek. A na dnie kilkanaście aksamitnych pudełek śmierdzących na milę jubilerami.

Miałem za małą torbę, żeby to wszystko zmieścić, ale stara szkoła przewidziała i taką ewentualność. Zawsze miałem w torbie trzy stulitrowe, kilkuwarstwowe, jedwabne worki. Jedynym uczuciem odczuwalnym przy opróżnianiu Sezamu jest euforia. Trwała, podsycana i celebrowana, kilka minut. Tak na oko pomyliłem się o tylko sto procent. Musiało tego być prawie dwadzieścia baniek.

Musiałem przenieśc do samochodu torbę i pełny worek, albo kursować dwa razy. Podejmowanie zbędnego ryzyka to największy grzech w moim fachu. Zarzuciłem więc worek na plecy, nienajlżejszy, chwyciłem wypchaną do granic możliwości torbę i rozpocząłem odwrót. Dochodziła północ, jak zobaczyłem na rolexie z poprzedniego skoku, więc miałem jeszcze przynajmniej cztery godziny luzu, a do pokonania tylko długi korytarz z kilkoma drzwiami po bokach, olbrzymi salon z kominkiem, drzwi wejściowe i włączenie alarmu, a potem tylko do bramy i około dwieście metrów do samochodu. Pestka.

Byłem na korytarzu, kiedy za właśnie mijanymi, lekko uchylonymi drzwiami usłyszałem ciche pochrapywanie. Ki diabeł? Przecież dom miał być zupełnie pusty. Pchnąłem lekko drzwi, stopą, wsadziłem głowę w ciemność. Trochę trwało, zanim zobaczyłem olbrzymie łóżko a na nim odsłonięte po pachwinę udo, odsłonięty foremny biust i jeszcze młoda, ładna buźka okolona aureolą kręconych, ciemnych włosów. Już w chwili wkładania głowy między drzwi a framugę plułem sobie w brodę. Świętą zasadą mego fachu jest spieprzać z łupem do samochodu, szybko i bezszelestnie, a nie dawać się ponieść ciekawości, jednoznacznej z brawurą.

– Kim pan jest? – Poprzedzone głośnym sapnięciem, właściwie nie miało prawa mnie zaskoczyć. – Ratunkuuuu! – O, to wymagało już zdecydowanej reakcji.

W mgnieniu oka miałem wolne ręce. Jeszcze szybciej usiadłem okrakiem na kobiecie. Przyduszona, wiła się pode mną w panice. Pod kopułą biegały mi setki myśli: Jak z tego wybrnąć? Mimo że dom miał być pusty, założyłem na twarz kominiarkę, zgodnie z kolejną świętą zasadą mojego fachu, ale jak uciszyć kobietę i nie stracić tego, co już miałem w rękach?

– A kim pani jest, do cholery? – Odsunąłem urękawiczoną dłoń z jej ust, gotowy do naprawienia błędu, gdyby znów zaczęła krzyczeć.

– Jestem u siebie. Jestem właścicielką tego domu – zaczęła podniesionym głosem.

– Pani Krzywicka?

– Nie, Małecka. Krzywy już od prawie roku nie jest moim mężem. – Znowu zasłoniłem jej usta dłonią, bo zaczynała krzyczeć.

Słyszałem, że mój „dobroczyńca” ma żonę o trzydzieści lat młodszą, ale nigdy jej nie widziałem. Karygodne niedopatrzenie i mogący mieć opłakane skutki błąd przy przygotowywaniu skoku. W mig skojarzyłem, że wszystko straci sens, jeśli ją zabiję. Obskoczyłem przecież nie Krzywego, tylko jego Bogu ducha winną byłą, która w sumie też nieźle go strzyknęła, sądząc po zawartości szafy. Ale ciężko oddać taką kasę. To właściwie niespotykane, żeby zwracać fanty, zwłaszcza zdobyte w taki sposób. Siedząc na niej, intensywnie myślałem, co robić.

Przyduszona dłonią i przytłoczona ciężarem mego ciała, znowu spróbowała walczyć. Musiałem zadziałać „siłom i godnościom osobistom”, żeby mieć jeszcze kilka sekund na przemyślenia. Musiałem się upewnić.

– Wzięła pani z Krzywym rozwód?

– Co pana to obchodzi? Rok temu! – wykrzyczała mi w rękawiczkę.

Logika kobiety. Nie powinno mnie to obchodzić, ale grzecznie odpowiada na zadane pytanie faceta, który siedzi na niej o północy. Znowu mało delikatnie poczuła moją rękawiczkę na ustach.

– Przykro mi. Będę musiał panią związać i zakneblować. – Podjąłem jedyną logiczną decyzję w tej sytuacji.

– Proszę – zaskamlała. – Proszę mnie nie wiązać. To moje, a nie jego. Proszę to zostawić. – Miała, mimo nieciekawej dla siebie sytuacji, wzrok utkwiony na torbie i worku.

Była bystra. Zresztą Krzywy, opieram się tylko na tym, co o nim słyszałem, nie wziąłby za żonę idiotki. A ponieważ tak szybko kojarzyła ledwie obudzona i w ekstremalnym stresie, byłem pełen podziwu.

– Nie będzie pani krzyczeć? – Pokręciła uwięzioną w rękawiczce głową.

Puściłem ją, zwlokłem się i opadłem na fotel przy nocnej szafce.

Kołdra zsunęła się na drugą stronę łóżka. Kobieta leżała, głęboko oddychając, a ja podziwiałem widoki. Była w kusej, prawie przezroczystej koszulce. Nie zauważyłem śladów biustonosza ani majtek. Zresztą tylko nawiedzeni krępują ciało do snu bardziej niż to potrzebne, a z tego co zdążyłem już zauważyć, nie była raczej wzorem skromności. Musiała być przed trzydziestką. Jędrny, duży biust wypychał mocno nocną koszulkę, a lekko rozwarte umięśnione uda pozwalały domyślać się równie elastycznego ciała ponad nimi.

– Proszę zostawić to, co pan tam ma. To nie jest jego, to jest moje. – Wzrok był wciąż utkwiony w pakunki leżące w drzwiach.

I chyba nawet nie pomyślała, żeby poświęcić mi minimum uwagi, a tym bardziej, żeby złączyć uda.

– Pani żartuje – odezwałem się wgapiony w skraj koszulki kończący się na jej łonie.

– Nie, nie żartuję. Dam panu jego adres i powiem, gdzie schował swój majątek. Tam pan się dużo bardziej obłowi. – Mówiła już spokojnie, odwracając głowę w moją stronę i bez zmrużenia patrząc mi w oczy. Kominiarka nie dawała większego wyboru.

– Zna pani przysłowie, że lepszy wróbel w garści.

– Tak, znam. Ale ja panu pomogę go okraść – przerwała mi wpół słowa.

– Okraść? Ma pani o mnie marne zdanie. – Szydziłem już prawie kompletnie rozluźniony.

– Proszę sobie nie robić jaj. Ma pan całą moją przyszłość. Bez tego muszę zacząć wszystko od nowa, bez większych widoków na sukces. – Zrezygnowana ściszyła głos.

Czas targów? Z jej inteligencją, którą wyczułem już po pierwszych zdaniach, nie powinno mnie to zaskoczyć. Pomyślałem, że naciągnięcie na siebie kołdry, to jeden mały ruch ręką, ale leżała odkryta. Nawet jakby specjalnie trochę rozchyliła kolana, mimo że z miejsca, gdzie byłem, nie mogłem między nie zajrzeć.

Sięgnąłem do ściemniacza i rozjaśniłem trochę jej sypialnię. Zajarzyły się kinkiety na każdej ze ścian.

– Co pani ma na myśli?

– Proszę mi zostawić połowę tego, co pan tam ma, a spróbuję odwdzięczyć się najlepiej, jak umiem. Zrobię wszystko, czego pan zażąda. – Obudzona w środku nocy, przyduszona, z wizją utraty wszystkiego. co wywalczyła po rozwodzie… a mimo to stać ją było na taką propozycję? Respekt. Pełen podziw z mojej strony.

– Mogę panią tu udusić. Albo, biorąc pod uwagę że nie widziałaś mojej twarzy – Machinalnie przeszedłem na ty – mogę cię przywiązać do łóżka i zostawić. – Przedstawiłem swoje nienajgłupsze argumenty.

– Zapomniałeś o gwałcie. – Jeszcze bardziej mnie zaskoczyła. Czarny humor w takiej sytuacji?

– Zgwałcę cię jeszcze przed związaniem. – Podjąłem wyzwanie.

Zgięte w kolanach nogi jakby trochę zadrżały, kolana jakby trochę się zeszły, ale wytrzymała napięcie, pozostając prawie w bezruchu.

– Ale nie przeżyjesz nawet połowy tego, co byś mógł, gdybym tego chciała… I mógłbyś tutaj wracać, kiedy miałbyś na to ochotę… I nie zgłosiłabym tego na policję… – Ledwie to z siebie wydusiła, ale wydusiła.

Nie świadczyło to o mnie dobrze. Miała mnie za idiotę. Ale świadczyło jak najlepiej o niej. Wiedziała jasno, czego chce. Była gotowa dużo obiecać… i chyba dużo znieść, żeby odzyskać chociaż część fortuny. Intensywność myślenia wzrosła mi w dwójnasób: może ona gra na zwłokę, może ktoś jeszcze jest w domu?. Milczałem, łowiąc najmniejsze odgłosy zza drzwi.

Pewnie myślała, że zastanawiam się nad jej propozycją, więc ucichła, oczekując odpowiedzi. Wyostrzyłem słuch do maksimum, a tymczasem jej kolana znów rozwarły się ledwie dostrzegalnie. Jakimś niewytłumaczalnym sposobem, nocna koszulka podsunęła się jeszcze wyżej, ukazując nad udem skraj wygolonych włosków łonowych na płaskim brzuchu, a brodawki piersi uwidoczniły się o wiele bardziej na cienkiej tkaninie.

Zza drzwi, z głębi domu nie dochodziły żadne dźwięki.

Z każdą chwilą rósł mój podziw dla niej. A ponieważ wcale nie potrzebowałem wtedy aż tyle kasy i miałem widoki na następną robotę, nawet pomijając jej propozycję o obrobieniu byłego, nie stało nic na przeszkodzie, żeby się potargować, choćby dla sportu. Nienajgłupsze, piękne ciało było sporo warte dla konesera–hazardzisty.

– Podaj bardziej realną propozycję i rozchyl dużo mocniej nogi. Stąd mam marny widok.

Prawie nią podrzuciło. Zdaje się, że w tej chwili ona również zaczęła doceniać moją inteligencję. W dodatku dostała iskierkę nadziei, że nie wszystko stracone.

Kolana, rozchodząc się na boki, prawie dotknęły prześcieradła. Wargi wystawały z nagiego wzgórka, a miała nad nim wygolony, dosyć gruby pasek włosków.

– Jeśli stąd wyjdziesz z tymi torbami, będę skończona, nie utrzymam domu, nawet się nie wyżywię. Masz w rękach moje życie. – Zabrzmiało to mocno patetycznie, ale chyba mówiła prawdę.

Przyjąłem to do wiadomości, lecz uderzyło mnie coś innego. Była gotowa całkowicie się sprzedać, oddać bezwarunkowo za małą część zawartości Sezamu. Wprawdzie zaczęła licytację od połowy, ale już od początku wiedziałem, że uratuje ją dziesięć procent zawartości szafy i wszystko ponadto będzie jej wygraną, a moim ustępstwem. Była zbyt mądra, żeby nie zakładać, że straciła wszystko.

– Ile cię usatysfakcjonuje? Nie bujaj w obłokach, bo mnie zdenerwujesz. – Spróbowałem sprowadzić ją na ziemię. – I co z tego będę miał? – dorzuciłem po chwili.

– Proszę o połowę – prawie wyszeptała. – A mieć możesz wszystko, co chcesz, zależy, co lubisz – dorzuciła o ton głośniej, ale już z jawną rezygnacją.

– Co stoi na przeszkodzie, żebym wziął, co chcę i jak chcę, i po prostu wyszedł? – Musiałem ją lekko zmiękczyć, mimo że mocno mi się podobała, tak samo jak jej ciało.

Więcej. Gdyby zaczęła targi inaczej, gdyby doceniła mnie od początku, gdyby była mniej wyniosła i od razu zaproponowała, że zostanie niewolnicą, nie podając konkretnej ceny, pewnie wspaniałomyślnie sam dałbym jej to, co próbowała – pewnie uważała, że sprytnie – wynegocjować. Ale już było za późno. Chociaż z drugiej strony może by na to wpadła sama, gdyby nie to, że została wyrwana ze snu w środku nocy i postawiona od razu w ekstremalnej sytuacji. Gdyby miała mniej czujny sen, zaoszczedziłoby mi to wielu dylematów.

– Mogę zaoferować tylko, że dobrowolnie będę oddaną niewolnicą i liczyć na twoją wspaniałomyślność. – Odwróciła się do mnie twarzą, kładąc się na boku z szeroko rozwartymi kolanami; biust zmienił pozycję, celując we mnie nabrzmiałymi sutkami. – Przy jakimś pechu, to ty mogłeś zostać z niczym. – Nie wiedziała, że do tej pory wszystkie skoki mi się udawały.

Tylko jedna wpadka i odsiadka. Ale to była kwestia zdrady przez, wydawałoby się pewnego, pasera. Dawno temu już to załatwiłem.

Chociaż właściwie miała sporo racji, tylko że nie interesowały mnie już dywagacje na temat: co by było, gdyby…

Pochyliłem się, rozwiązując buty. Rozpiąłem pasek i ściągnąłem spodnie razem z bokserkami. Członek stał mi jak dyszel. Obserwowała te moje poczynania w milczeniu, bez ruchu.

– Pewnie się domyślasz, czego oczekuję? – zadrwiłem.

Dosyć ochoczo i bez ociągania znalazła się między moimi udami. Bez słowa ujęła go u nasady i objęła główkę ustami. Pięknie ssała, ale zabrałem go dłonią z jej ust. Uniosłem go do góry, podstawiając jej worek. Bez namysłu objęła ustami jądro, mocno je zasysając i jednocześnie liżąc językiem. Potem to samo z drugim. Po chwili wypuściła je i mocno naciskając językiem, wpiła się w mosznę rozpychając jajka na boki. Przyciągnąłem jej głowę jeszcze bardziej. Nacisnęła językiem jeszcze mocniej, szorując po mosznie gładkim, mokrym i gorącym językiem. Wolną ręką zabrałem jej woreczek, zadzierając go do góry i dociskając do członka. Oderwała się na moment, czekając na rozwój sytuacji. Położyłem się wygodnie w fotelu, zadzierając w szerokim rozkroku nogi na oparcia. Nie miała żadnych oporów. Sekundę później poczułem gorącą wilgoć na kroczu, a chwilę później dotarła do anusa, rozwierając mi pośladki własnymi dłońmi. Zadarłem nogi wyżej, unieruchamiając je łokciami i otworzyłem się calkowicie. Głośno siorbała, produkując litry śliny i naśliniając mi cały rowek. Poczułem, że mocniej rozwiera mi pośladki i końcem języka bezskutecznie próbuje sforsować zaciśnięty kurczowo otworek. Nie o to jednak chodzi, żeby złapać króliczka, lecz by gonić go. Twardy, ale elastyczny i mokry język, sprawiał mi wiele przyjemności. Pozwoliłem jej wylizać przedziałek na całej długości, zanim puściłem mosznę, zakrywając jej nos i oczy. Nie wytrzymała tego długo, powróciła do pieszczenia worka i jąder. Trzymała wszystko dłonią, napinając delikatną skórę i połykając je na przemian. Starała się niestrudzenie, ssąc je i liżąc. Obniżyłem członek, forsując główką zaślinione, czerwone usta. Połknęła go ochoczo opierając się nimi o moją dłoń. Puściłem go, przenosząc dłoń na tył kiwającej się miarowo głowy. Zamknęła oczy, kiedy dopychałem jej głowę do moich klejnotów. Wszedł cały. Poczułem na główce intensywne skurcze krtani, pozwoliłem jej po chwili trochę pooddychać i wepchnąłem go znów całego. Nie krztusiła się, nie odpychała mnie, nie starała się wyrwać… Coś takiego było możliwe bez wysiłku. Doceniłem to.

Nie chcąc jej zamęczyć, objąłem mocno jej głowę i zacząłem już tradycyjnie pieprzyć kurczowo zaciśnięte na palu, aksamitne usta. Pomagała sobie wydatnie językiem, więc już po minucie tłoczyłem jej wprost do gardła śliski płyn. Nie uroniła nawet kropli, chociaż czułem, że wytrysk był bardzo obfity.

– Dobrze ci było? – spytała cicho zaraz po tym, jak uwolniłem jej wargi.

– Po prostu rób, czego oczekuję, a ci się to opłaci. – Nie zamierzałem chwalić dnia przed zachodem słońca. Jeśli będzie mniej pewna swojej maestrii, będzie się bardziej starała. – Wstań.

Miałem nadzieję że będzie na tyle mądra, że nie spróbuje zerwać mi kominiarki. Byłoby to jednoznaczne z końcem negocjacji, a potem musiałbym po raz pierwszy zrobić coś, czego chyba sam bym żałował do końca życia. Miałem jakieś przekonanie, że nie muszę tego mówić, że nie muszę jej dodatkowo straszyć, tłamsząc erotyczny nastrój.

Bez zwłoki stanęła przede mną wyprostowana jak struna. Wsunąłem dłoń między jedwabiste, naprężone uda i rozpychając się nią, zasugerowałem bez słów, żeby je rozchyliła. Była pojętną uczennicą. Postawiła lewą nogę na oparciu fotela udostępniając moim dłoniom z grubsza wszystko, co w tej chwili mogła.

Jej ciałem wstrząsnął kilkukrotny dreszcz. Spojrzałem na jej twarz. Zaciśnięte powieki i ślady łez dochodzące już do brody.

Zacząłem delikatnie pocierać łechtaczkę, jednocześnie rozwierając wargi i bawiąc się nimi.

– Danie dupy nieznajomemu to aż tak wielkie wyrzeczenie, żeby płakać? – Specjalnie przypaliłem gruboskórnego zwierzaka.

– Nie, nie kochałam się prawie od roku, to dlatego. – Zaimponowała mi bzdurną wymówką zamiast przyznać się do upokorzenia. Pomyślałem, że dorzucę jej całą biżuterię.

– Wspomniałaś o kasie byłego. Co o tym wiesz? – rzuciłem lekko przed siebie, jakby to było zupełnie nieistotne, ciągle bawiąc się jej wzgórkiem.

– Wiem, gdzie mieszka, wiem, gdzie trzyma majątek, znam dokładnie rozkład jego domu, wiem, gdzie ma alarm… – Rozpędzała się, węsząc jak ogar ratunek dla swojej przyszłości. Jednocześnie sprytnie i co tu dużo mówić, wyuzdanie, podsuwała mi prawie pod nos swój aromatyczny wzgórek.

– Pogadamy jeszcze o tym. – Nie zabierałem jej całkiem nadziei.

Pchnąłem ją lekko w stronę łóżka. Opadła na plecy. Ująłem zgrabne nogi w kostkach i zadarłem je wysoko. Wcześniej zmusiłem ją do małej perwersji, teraz sam chciałem oddać to, co od niej dostałem. Leżała otwarta, sycąc moje oczy każdą fałdką, każdym włoskiem. Bezpowrotnie straciła fizyczną prywatność.

Ale była wspaniała, idealnie proporcjonalna, czysta i po prostu zwyczajnie piękna.

Zbliżyłem głowę do napiętej, trochę rozchylonej szparki. Była gładka, idealnie wydepilowana i wspaniale pachniała. Uniosłem nieco kominiarkę, a potem rozwarłem językiem elastyczne fałdki mocniej, wdzierając się do środka. Biodra wyraźnie zafalowały, a znad głowy dobiegło mnie głębokie westchnienie. Pieszczenie takiej cipki było dużą przyjemnością. Chciałem, żeby jej odczucia były przynajmniej takie same jak wcześniej moje. Zacząłem delikatnymi, mokrymi pocałunkami obsypywać cały wzgórek. Już pod nimi zaczęła niespokojnie poruszać biodrami, a od czasu do czasu czułem niekontrolowane dreszcze wstrząsające całym ciałem kobiety. Uwolniłem jej nogi, pozwalając, żeby stopy oparły się na prześcieradle po obu stronach moich ramion.

I wtedy głupio zaryzykowałem, ale miałem już swój plan na dalszy przebieg tej zaskakującej nocy. Z ustami obejmującymi sztywną łechtaczkę, cicho pozbyłem się rękawiczek, upuszczając je koło własnych kolan na podłogę. Nacisnąłem delikatnie aksamitną skórę w pachwinie i rozciągnąłem szeroko na boki fałdki cipki. Trzymając ją rozwartą, zacząłem jak pies z wyciągnietym jęzorem lizać ją wzdłuż delikatnie, ale mocno dociskając. Język zaczynał od dolnej części łezki, zahaczał o pulsujący tunelik, torował sobie drogę przez śliskie i odkształcające się fałdki, docierał do sztywnej łechtaczki, liżąc ją mocno na całej długości aż do krótkich, miękkich włosków. I od nowa.

Robiłem to z niekłamaną przyjemnością. Wystarczyło kilkanaście pociągnięć językiem, żeby kształtne biodra wyprężyły się, unosząc mi głowę coraz wyżej. Teraz już jęczała, powstrzymując się od rzucania na łóżku jak ryba. Unieruchomiłem silnym chwytem szalejące biodra i objąłem ustami sztywny wałeczek, mocno go zasysając. Odruchowo przycisnęła mi z całej siły głowę do krocza, naciągając materiał kominiarki z tyłu i drżąc jak w febrze całym ciałem. Już nie jęczała, cicho kwiliła, zachowując się, jakby chciała wepchnąć w pochwę całą moją głowę. O ile znałem się na przedstawicielkach płci pięknej, to nie udawała, nie grała…

Była kobietą, na której podczas kochania się, można było grać jak na wiolonczeli i wydobywać z niej najbardziej niesamowite tony. Była skarbem dla każdego mężczyzny, pozwalając z siebie wydobyć esencję przeżywania i pomóc wydatnie w całkowitym spełnieniu. Była cudem zawierającym kwintesencję kobiecości. Była czymś niezwykle rzadkim, potrafiła zatracić się bez pamięci w akcie będącym samym w sobie sztuką. Była samicą doskonałą. A niepospolita inteligencja czyniła z niej kobietę stuprocentową.

Wessany w ociekającą seksem cipkę zrywałem z siebie całe ubranie oprócz kominiarki, klęcząc między udami rytmicznie zaciskającymi się na mojej głowie. Nagi, następnym liźnięciem zebrałem ciągle wypływającą z niej słodycz i oderwałem usta od źródła ambrozji. Cała drżała, kiedy ująłem dół cienkiej koszulki i mocno pociągnąłem na boki. Po odgłosie rozdzieranego materiału miałem przed sobą całkowicie rozwartą Afrodytę. Tylko moją. Duży, napięty biust unosił się wypinany do góry głębokimi, szybkimi oddechami, płaski, śniady brzuch kurczył się i rozkurczał spazmatycznie, a z prawie bordowego źródełka między udami ściekał ciągle nektar, nabłyszczając jędrne, drżące pośladki.

W międzyczasie mój członek odzyskał żywotność, naprężając się do maksimum. Uniosłem się z kolan i płynnie wbiłem w pulsującą jaskinię, opadając całym ciężarem na wspaniałe ciało. Jęknęła przeciągle, obejmując mnie ramionami za szyję. Docisnąłem mocno biodra, wyczuwając główką napięte dno jej norki. Wtulając się we mnie szaleńczo, zaczęła szybkimi skurczami zaciskać się na tkwiącym w niej głęboko drągu. Wciskając mnie w siebie piętami, smakowała gorączkowo skórę mojego torsu, zostawiając na nim mokre ścieżki. Prawie sparaliżowany przyjemnością, właściwie nie musiałem się wcale poruszać. Robiła wszystko sama. Mój członek zaczął pulsować w rytmie skurczów jej norki. Niebywałe przeżycie. Trafiło mi się pierwszy raz w życiu.

Jeszcze dwa skurcze… jeszcze jeden… juuuż… Zagarniała mnie w siebie, ściskając udami, dopychając piętami i jęcząc niezrozumiale. Wstrząsy targały naszymi ciałami raz za razem. Wtulała mi twarz w pierś, wyjąc, prawie gryzła obojczyk. Czułem pod sobą wklejające się dosłownie we mnie gorące, ruchliwe zwierzątko. Bardzo rozpalone, oddane i namiętne zwierzątko.

Dopiero po kilku minutach stoczyłem się z niej, zalegając obok na plecach. Oboje patrzyliśmy w sufit, zbierając myśli.

– Zostawisz mi coś z tego, co wziąłeś? – Cichym i zrezygnowanym głosem wróciła do tematu.

Odwróciłem głowę w jej stronę. Piękny, spiczasty biust ze stojącym sutkiem był pokusą nie do odparcia. Przewróciłem się na bok i ująłem go całą dłonią, delikatnie głaszcząc i drażniąc opuszkami twardy sutek. Cała błyszczała od naszego potu.

– Zostawię. – Pogładziłem dłonią mokry, płaski brzuch, zmierzając między rozwarte, zgięte w kolanach nogi.

– Dzięki. Myślałeś nad moją propozycją? – Jej głos nabrał trochę życia.

– Myślałem. – Moje palce rozwierały mokre wargi, masowały ciągle twardy wałeczek.

Wtuliła mi twarz pod pachę, sięgając językiem sutka. Teraz mnie przeszedł dreszcz. Musiała go poczuć, bo wtuliła się jeszcze bardziej.

– Wiesz co? Prawdą jest, że to nie ty byłaś celem. To twój były miał ponieść konsekwencje tego, co zrobił mojemu znajomemu. Po tym nieporozumieniu, teraz ja mam dla ciebie propozycję. – Czekała w milczeniu, co dalej, zajęta lizaniem mojego napiętego brzucha. – Oddam ci część tego, co zabrałem, ale pomożesz mi obrobić Krzywego. I musi to być skok bezbłędny. Chcę go wyczyścić do cna. – Poczułem jak wylizuje mi główkę.

Chwilę trwało, zanim wróciła pod pachę i znowu zajęła się sutkiem.

– Wszystko, co powiedziałeś, jest też moim celem. – wymamrotała przyklejona do mojej piersi.

– Jeśli obrobimy go na czysto, odzyskasz wszystko co do grosza. – Na takie dictum bez słowa zajęła się znowu moim małym, wciągając go do połowy w usta.

Nie poruszała głową. Omiatała go zamaszyście językiem, ssąc mocno. Nie potrwało to długo. Rozrósł się tak, że ledwie mogła go objąć. Wypuściła go z ust, popchnęła mnie delikatnie na plecy. Położyła się na mnie, obejmując mi boki kolanami i usiadła. Poczułem na drągu aksamit jej błonki. Bez użycia rąk nabijała się na mnie, aż dopięła swego, pochłaniając go w pełni.

– Mógłbyś już zdjąć tę kominiarkę, bo trochę się boję? – Gładziła mnie przez materiał po policzku, ledwie poruszając boskim kuperkiem. Mięśnie pochwy pracowały za to jak szalone.

– Nie. Jeszcze nie. – Cicho się roześmiałem, bo pierwszy raz tej nocy powiedziała coś, co czyniło z niej kobietę, a nie zdesperowaną samicę gotową na wszystko, żeby odzyskać majątek. – Dzisiaj nie zobaczysz mojej twarzy. Dopiero, jak dostanę wszystko, co możesz mi dać i kiedy skończę z twoim byłym, będziemy się mogli spotkać na bardziej prywatnym gruncie. – Znowu cicho się roześmiałem.

Chyba wiedziała, że tak to się skończy, ale spróbowała. Gdybym był na tyle głupi albo idiotycznie ufny, to ona miałaby mnie w ręku i gdyby okazała się zimną suką, w kilka dni mógłbym trafić na dołek.

Zostawiła temat, wzmagając tempo. Wysuwała go prawie całego i z impetem, ciągle pracując mięśniami ciasnego tuneliku, wpychała go rytmicznie w siebie. Miała przymknięte powieki, zadartą głowę i znowu zaczynała głośno pojękiwać. Ująłem od dołu falujący mocno biust i zacisnąłem na nim dłonie. Zaczęła „śpiewać”, tym razem już bezustannie, co działało na mnie jak czerwona płachta na byka. Coraz częściej czułem w lędźwiach skurcze. Też to poczuła, opadając na mnie po raz ostatni i ściskając mi boki udami „doiła” intensywnie i w bezruchu. Krzykiem powitała następną fontannę rozpryskującą się o jej dno. Też chyba nie byłem najcichszy. Wymęczona osunęła się obok mnie, kładąc głowę tak, że czułem na barku jej gorący, szybki oddech. Leżeliśmy dłuższą chwilę w bezruchu.

Spojrzałem na budzik na nocnej szafce. Nasze zapasy trwały prawie trzy godziny. Trzeba się było zbierać, żeby zdążyć przed świtem. Podszedłem do toreb. Ukląkłem i zacząłem je rozwiązywać z mozołem. Nawet jej nie usłyszałem. Poczułem dopiero, jak jej głowa wsunęła mi się od dołu między uda. Rozszerzyłem je trochę, udostępniając jej ustom ciągle mokrego małego. Obejrzałem się przez ramię. Leżała na plecach ze zgiętymi nogami i głową pode mną. Poczułem, jak wzięła go całego i leciutko podsysając, czyściła całego ruchliwym języczkiem.

Jednak byłem idiotą, że odwróciłem się do niej plecami. Mogła mnie zdzielić czymś w łeb i zadzwonić po niebieskich. Na szczęście wspólnota interesów połączona z nienawiścią do byłego wzięły górę. W sumie miałem szczęście, ale i tak byłem na siebie wkurzony. Za takie podejście do sprawy należy jej się przynajmniej parę baniek – skonstatowałem w myślach. Nie było czasu na figle, ale i tak biodra zaczęły mi się poruszać, a rosnący penis miał w tych pracowitych usteczkach coraz ciaśniej.

Wysypałem na dywan całą biżuterię, wszystkie zielone i sporą kupkę złotówek. To była na oko trzecia część tego co zdobyłem tej nocy. Nie chciałem tego, ale mały przy niej żył własnym życiem. Zaczął znowu drgać, a kiedy to poczuła, wepchnęła go sobie głęboko w gardło. Walka z samym sobą była bez sensu. Ściskając krtanią główkę wyciskała ze mnie naprawdę ostatnie krople. Pogłaskałem gładki policzek między własnymi udami…

– Przygotuj wszystko, co o nim wiesz. Adres, dokładny plan jego domu, lokalizację i typ alarmu i wszystko, co ci o nim przyjdzie do głowy. Spotkamy się pojutrze o północy na parkingu nad jeziorem. Jeśli będziesz, nic nie stracisz – dokończyłem, szybko się ubierając, zacząwszy od rękawiczek i jednocześnie podziwiając bezwstydnie rozłożoną nieruchomo na dywanie postać.

– Będę na pewno. – Usłyszałem, wychodząc, objuczony łupem.

Przemknąłem przez zadbany trawnik, zamknąłem za sobą bezszelestnie furtkę. W połowie drogi do samochodu zerwałem kominiarkę z mokrej głowy. Byłem bezpieczny.

***

Dwa dni później znów musiałem się pocić w tej czapeczce z otworami na oczy i usta. Żeby nie zobaczyła moich rejestracji, zostawiłem samochód daleko za lasem i przemknąłem pieszo na ten parking. Czekała w swoim samochodzie ze zgaszonymi światłami. Kwadrans po opadnięciu na fotel obok niej miałem już wszystko, co o nim wiedziała. Jednak jakoś ciężko było nam się rozstać. Spędziliśmy więc ze sobą jeszcze prawie dwie godziny, właściwie się nie odzywając. Co wcale nie oznacza, że spędziliśmy je w ciszy. Kiedy łapałem już za klamkę w zaparowanym od wewnątrz samochodzie, zatrzymała mnie jeszcze na chwilę.

– Pozwól mi ze sobą jechać do niego. Chcę przy tym być. Mogę być twoim osobistym kierowcą na tę noc.

Zamyśliłem się. Zawsze pracowałem sam. Tak jest bezpieczniej i nie trzeba się z nikim dzielić. Ale tym razem się zgodziłem. Kobieta ma coś w sobie z niewiernego Tomasza. Musi dotknąć, żeby naprawdę uwierzyć. I jeśli zajdzie taka potrzeba, z uśmiechem na ustach wciśnie obcas szpilki w oczodół pokonanego już wroga.

– Dobrze. Ale ja będę prowadził.

W odpowiedzi musnęła błyszczącymi ustami kominiarkę, ściskając mi porozumiewawczo udo.

Miesiąc później, po gruntownym rozpoznaniu, zrobiliśmy to. Przydała mi się torba i wszystkie trzy worki. Oddałem byłej żonie Krzywego jej własność, dorzucając wspaniałomyślnie drugie tyle. Moją twarz zobaczyła dopiero, kiedy wracaliśmy. Długo się wpatrywała, aż w końcu ujęła ją w dłonie i mocno pocałowała. O włos uniknęliśmy wypadku.

Jest wspaniałą kochanką, ale nie planuję prawnego usankcjonowania tego związku. Jesteśmy wolnymi ptakami, samowystarczalnymi i radośnie dającymi sobie nawzajem szczęście. Prawdziwe, bo wolne od finansowych zależności. Ale liczę się z tym, że kiedy się rozstaniemy, szybko będę musiał zmienić adres i tożsamość.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Banshee napisał krótkie, lecz bogate treściowo fabularnie opowiadanie o włamywaczu oraz skoku, który nie poszedł zgodnie z planem (acz z wielce satysfakcjonującym finałem). Zdecydowanie i z pełnym sercem polecam tą niewielką perełkę z przepastnych archiwów naszej poprzedniczki 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Historia lekka i sprawnie opisana, akcja wartka i trzyma w napięciu, zarówno podczas tytułowego skoku, jak i późniejszego spółkowania (zdemaskuje go czy nie zdemaskuje?).

Jedyne, do czego można się przyczepić to bardzo schematyczna i ubogo nakreślona postać bohaterki. Szkoda, bo była żona Krzywego zasługiwała na nieco więcej uwagi.

Rozumiem jednak, że mogło się to nie mieścić w ramach zamysłu fabularnego. Tym niemniej, szkoda.

Chciałbym zobaczyć taki heist movie! Kolejne opowiadanie do ekranizacji 🙂

Napisz komentarz