Hot Rod – Za zakrętem II (MRT_Greg)  4.22/5 (9)

14 min. czytania

Ilustracja udostępniona na wolnej licencji, podkolorowana przez Autora

Srebrzysta spiralna poświata wyglądała jak nieokiełznane pociągnięcia ekspresjonisty. Wklęsłe ramiona w stalowych obręczach tylnych kół, iluzorycznie kręcące się w przeciwnym kierunku niż poruszał się pojazd, zlewały się w srebrzysty dysk. Rubinowe promienie zachodzącego słońca rozbijały się na tym kołowrocie, rzucając wokół rozproszone blaski. Masywna opona z hałasem pokonywała gorącą wstęgę asfaltu. Silnik mruczał cicho, gdy pojazd staczał się ze wzgórza do rozległej kotliny, po której wiatr turlał usychające krzaki tumbleweed. Pęd powietrza odrywał od karoserii drobinki rdzy, które wirowały jak złote konfetti na vipowskiej gali. Długo jeszcze, przypominając chmarę insektów, krążyły nad jezdnią, by w końcu osiąść na szosie i poboczu niczym orientalny kobierzec.

Gdzieniegdzie jeszcze na aucie widać było resztki starej farby i starty pustynnym piaskiem emblemat, charakterystyczny dla Aniołów Piekieł. Z okna drzwi samochodu wystawał łokieć kierowcy, niedbale rozpartego za kierownicą tego monstrum. Pojazd nie posiadał maski. Kipiący benzyną potwór nieskrępowanie zasysał powietrze do potężnej turbiny, zamontowanej na ośmiocylindrowej jednostce. Chłodnica, osłonięta zdezelowanym frontem, rzęziła ostatkiem sił. Mimo to kierowca, jakby drwiąc sobie z tego, nie zwracał uwagi na dobywające się stamtąd od czasu do czasu obłoczki gorącej pary. Pojazd trzymał się drogi niczym ślimak, choć zgoła inne prędkości osiągał. Moc ponad tysiąca koni sprawiała, że przy każdym dociśnięciu pedału gazu do oporu pojazd wpadał w lekką nadsterowność, znacząc przy okazji za sobą dwa szerokie pasy spalonej gumy.

Gdy kotlina się skończyła, samochód skoczył wartko do przodu, wspinając się na wyżynę niczym narowisty źrebak. Kierowca nieświadomie lekko zygzakował. Szczęśliwie dla niego okolica było mało uczęszczana i możliwość kolizji była równie prawdopodobna jak to, że Feniksi wygrają z Baltimore Bulls. Silnik pojazdu zaryczał jak ugodzony bawół, rury wydechowe wypuszczone ponad dach jak w ciągniku siodłowym, wypluły z siebie czarne, tłuste kłęby spalin.

Kierowca uśmiechnął się, słysząc ten hałas. Bardziej jednak bawiło go przerażenie pasażerki, która na moment oderwała dłoń od jego przyrodzenia i złapała się fragmentu karoserii. Zaraz jednak wróciła do przerwanej czynności z wprawą godną barowej dziwki. Siedziała okrakiem, częściowo na siedzeniu pasażera, a nieco na tunelu skrzyni biegów, drugą ręką oplatając szyję kierowcy. Powietrze wpadające przez otwór, w którym kiedyś znajdowała się przednia szyba, od czasu do czasu ciskało w podróżujących drobinki teksańskiego piachu. Kierującego pojazdem chroniły motocyklowe gogle i czarna chusta osłaniająca usta i nos. Kask na głowie, podobny do hełmu żołnierzy Wehrmachtu, pomalowany był na czarno. Skurzana kurtka mężczyzny, niegdyś błyszcząca i zadbana, teraz gdzieniegdzie poprzedzierana, pstrokata była od niezliczonej ilości naszywek, po których każdy, nawet mało dociekliwy obserwator mógłby poznać fana motocykli.

Dziewczyna nie zważała na niedogodności podróży. Drobna szatynka w kremowej sukience w kolorowe kwiaty, odwrócona tyłem do kierunku jazdy, pochłonięta była czymś zupełnie innym niż rozkoszowanie się jazdą. Mimo to związane w kuc włosy, co chwila trzepotały wokół obojga niczym prześcieradła przed hacjendą. W takich momentach zirytowany odpychał ją od siebie, po czym ujrzawszy ponownie drogę, przyciągał brutalnie, pochwyciszy za szyję.

Kątem oka dostrzegł szary kształt, czający się na poboczu. Było już jednak za późno. Wyleniały opos, chudy jak patyk, wystrzelił wprost pod koła. Kierowca instynktownie zahamował. Pojazd wpadł w poślizg. Zakręcił się w niekontrolowanym wirażu, po czym miękko zatrzymał na piaszczystym poboczu, tyłem do wcześniejszego kierunku jazdy. Dziewczyną, która nie zdążyła się niczego przytrzymać, cisnęło o twardą deskę kokpitu jak szmacianą lalką. Uderzyła czołem w spłowiały plastik, po czym rzuciło ją z powrotem na siedzenie. Wgnieciona w fotel z trudem oddychała. Z czoła, poprzez lewy policzek aż do zagłębienia w szyi i dalej pod dekolt spływała cienka strużka krwi. Kierowca jak gdyby nigdy nic siedział wygodnie we własnym fotelu, zaciskając wciąż dłonie na kierownicy. W końcu puścił ją, z wysiłkiem rozwierające pobielałe palce. Z nikłym uśmiechem na twarzy odwrócił się do towarzyszki.

–  Żyjesz? – zagadnął, odgarniając jej włosy z czoła.

Kiwnęła głową, choć czuła się, jakby zaraz miała wyzionąć ducha. Kark pulsował tępym bólem, lewa ręka musiała być zwichnięta albo przynajmniej mocno stłuczona, gdyż prawie w ogóle nie mogła nią poruszać. Obserwowała, jak facet wysiada z samochodu, po czym okrąża go, szukając resztek zwierzęcia. Gwizdnął i zrobił ruch ręką, żeby podążyła za nim. Zrobiła to z niechęcią, mając nadzieję, że zobaczy na aucie co najwyżej tylko smugę krwi. Niestety widok, który zastała, sprawił, że momentalnie poczuła wzbierającą w ustach żółć. Pochyliła się i zwymiotowała nieprzetrawionymi resztkami śniadania. Była pewna, że obraz rozkawałkowanego zwierzęcia pozostanie w jej pamięci do końca życia. Ben jakby zupełnie nic sobie z tego nie robił. Gdy tak spozierala na niego spod półprzymkniętych powiek, wyglądał jak szalona kukiełka, tańcząca w groteskowym teatrze cieni.

Wielka kula zachodzącego słońca topiła świat w pomarańczowym blasku. Rdza na samochodzie lśniła nieziemskimi blaskiem, tworząc iluzję, jakby był pokryty złotem. Unoszący się wciąż w powietrzu piaskowy pył wyciskał z oczu ostatnie łzy. Gorąco, mimo późnej pory, nadal dawało się we znaki.

Przeciągnął językiem po spierzchniętych wargach, obserwując ją bacznie. Stała, chwiejąc się na wietrze, co chwila opierając o samochód, żeby nie upaść. Chuda laska, którą poderwał w barze dwieście siedemdziesiąt mil wcześniej, wpadła mu w oko, gdy tylko przekroczył próg speluny. Wcześniej, blisko kwadrans, stał na poboczu z uruchomionym wciąż silnikiem, obserwując miejscowe dziewczyny ubrane w obcisłe t-shirty i mocno podcięte jeansowe spodenki, odsłaniające półkule pośladków. Z rosnącą ochotą na solidny seks z nieznajomą, wkroczył do pobliskiego baru. A ona już tam była.

Siedziała sama przy stoliku w kącie pomieszczenia, a u jej stóp leżał średniej wielkości zielony plecak z czarną kurtką przywiązaną do niego zwykłym sznurkiem. Kobieta, która chciała zacząć od nowa, nastolatka, która uciekła z domu albo po prostu zwykła lumperka. Albo miejscowa kurewka, udająca podróżniczkę. W zasadzie miał to gdzieś. Ubrana w zwiewną sukienkę z głębokim dekoltem, dającym wgląd w nietuzinkowe wdzięki, przyciągała wzrok wszystkich znajdujących się wewnątrz mężczyzn. Wyobrażenie tego, co ma między nogami, było niewystarczające. Za punkt honoru postawił sobie dobranie się do jej majtek. A może w ogóle ich nie nosiła? Myśl o gorącej cipie odbierała mu zdolność logicznego myślenia, mimo to, gdy niespełna kwadrans później wsiadali do jego samochodu, był pewien, że ten dzień skończy się zajebiście.

Z rozmowy wynikało, że laska w istocie od pewnego czasu mieszkała w okolicy, jednak właśnie tego dnia postanowiła ją opuścić. A on akurat zatrzymał się tutaj. Co za jebany zbieg okoliczności! Słowa, które padły w knajpie, w dalszej drodze były zupełnie zbędne. On chciał, a ona się zgodziła. Albo musiała się zgodzić, bo inaczej zostawiłby ją na tej pierdolonej pustyni, na pastwę grzechotników lub zboczonych kierowców ciężarówek.

Teraz zbliżył się do niej od tyłu i z zaskoczenia objął w pasie. Drgnęła, usiłując wydobyć się z chwytu. Był jednak za silny, a dodatkowo próba obrony jeszcze bardziej go prowokowała. Nieczuły na jej wątły sprzeciw, bezceremonialnie obmacywał ją twardym dłońmi. Podniecał go opór dziewczyny. W końcu zerwał ramiączka sukienki i zsunął materiał, odsłaniając piersi. Jak przypuszczał, nie miała stanika. Bladoróżowe brodawki sterczały twardo, wskazując go oskarżycielsko. Dziewczyna oddychała z trudem, usiłując zasłonić swoją nagość.

Ponownie doskoczył do niej i docisnął do samochodu. Wcisnął się w jej usta, nie bacząc na kąsające zęby. Początkowo nieczuły na ból, w końcu zdenerwowany wymierzył jej solidny policzek. Głowa odskoczyła na bok. Złapał dziewczynę za ramię i przyłożył z drugiej strony. Zaczęła osuwać się na ziemię, więc przytrzymał ją w pasie i odwrócił tyłem do siebie. Nie stawiała oporu, gdy podciągnął sukienkę i brutalnie zerwał majtki. Koronkowy materiał przez moment wciskał się boleśnie w szczelinę, przerażona jednak nie miała siły, by się bronić.

Od uderzenia czuła szum w uszach; przez moment miała wrażenie, jakby oderwała się od własnego ciała i unosiła w pobliżu, obserwując wszystko z boku. Zszokowana, z niedowierzaniem spoglądała na siebie, uginającą się pod ciężarem osiłka.

Mężczyzna szybko pozbył się odzienia i wyciągnął na wierzch sterczącego już kutasa. Kolanem rozsunął jej nogi, po czym bezceremonialnie wbił się w cipkę aż po nasadę członka.

Zadowolony skonstatował, że była już wystarczająco mokra, bo móc ją swobodnie posuwać. Złapawszy dziewczynę za włosy, przyciągnął brutalnie do siebie. Była od niego nieco wyższa, nie musiał więc zmuszać jej do stania na palcach jak tę małą kurewkę kilka dni wcześniej. Tamta, choć starała się współpracować, była zbyt mało doświadczona, by sprostać jego nieokiełznanej chuci. Nienasycony porzucił ją w końcu, szukając nowej ofiary. Ta dziewczyna była idealna.

Czując go raz po raz w sobie, nie mogła choć na chwilę uciec myślami z tego miejsca. Łzy rozpuściły tusz pod oczami, rozmazując go po policzkach.

„To tylko sen” – wmawiała sobie. – „Tylko jebany sen, z którego zaraz się obudzisz i potem będziesz się śmiać, ty zboczona marzycielko”.

Niestety, była to jawa i nie miała nic wspólnego z sennymi fantazjami. Mężczyzna gwałcił ją na środku pustkowia, a ona, wbrew sobie, zaczynała czuć rosnące podniecenie. Tuż przed oczami miała głębokie bruzdy w skórzanym obramowaniu szyberdachu. Wyglądały jak przeorane paznokciami. Nagle uświadomiła sobie, że przed nią zapewne inne stały w podobnej pozycji i w oczekiwaniu na ostatni sztych zostawiały pamiątkę swego upodlenia. Gdy w pewnym absurdalnym momencie uznała, że warto też dodać coś od siebie, mężczyzna chwycił ją za kark i słaniającą się popchnął w kierunku przodu pojazdu.

Podrzucił ją, jak gdyby była kukiełką, a nie żywą istotą, sadzając nagimi pośladkami na rozpalonej blasze błotnika. Wrzasnęła, czując pieczenie. On jednak nie zważał na protesty. Uniósł jej nogi do góry, sprawiając, że musiała się oprzeć o silnik. Ponownie poczuła swąd pieczonej skóry. I ból, który wypalał końcówki nerwów.

Ni to leżąc, ni siedząc, niezdolna do jakiegokolwiek ruchu, spoglądała na górującą nad nią sylwetkę mężczyzny. Jego obnażona klatka piersiowa, pokryta licznymi tatuażami, wśród których często przewijał się motyw nagiej kobiety otoczonej czaszkami, unosiła się ciężko w górę i w dół. Napuchnięty kutas rytmicznie rozrywał jej delikatne wnętrze. Choć ta brutalność przerażała ją, to w którymś momencie zaczęła odczuwać irracjonalną rozkosz. Kuriozalnie do całej sytuacji nie mogła wyrzucić z siebie myśli o spełniającym się marzeniu sennym.

„Przecież chciałaś tego” – myślała, gdy z jej ust niepohamowanie wyrywał się kolejny okrzyk. „Przyjemnie ci?” – pytała sama siebie raz po raz, po czym odpowiadała: – „Pewnie, że tak! O to chodziło! Solidne jebanie bez żadnych zobowiązań, ostra jazda bez trzymanki i… och, jak dobrze! Jak kurewsko dobrze! Mocniej! Mocniej, tu skurwysynie!”

Powiedziała to?

Poczuła chłód wiatru przemykającego po jej obolałym sromie. Jego kutas sterczał ponad jej podbrzuszem jak miecz rzymskiego legionisty.

– Ja… – zająknęła się – ja przepraszam. Nie wiem, jak to… wymknęło mi się…

Nachylił się nad nią i zacisnął palce na szyi. W międzyczasie kutasem ponownie utorował sobie drogę przez zaciskające się przed chwilą fałdki skóry. Znowu brutalnie ją rozerwał. Jednak tym razem, duszona, nie miała możliwości wykrzyczeć swej boleści. Świat wirował nad głową, a przenikające ją ciepło, mające źródło poniżej pasa, sprawiały, że zaczęła się w końcu czuć wolna. Wszystkie troski nagle znikły. Uśmiechnęła się. A potem nagle wyrwano ją z tej szczęśliwej ułudy, wrzucając do twardej i bezkompromisowej rzeczywistości. Wraz z gorącą strugą, rozlewającą się się po jej pochwie, poczuła uderzenie pięści prosto w nos. Kolejne razy spadały niżej: na jej nabrzmiałe piersi, brzuch, uda. W którymś momencie zsunęła się bezwładnie na ziemię. Leżała tam, czując kopniaki lądujące na każdym skrawku jej ciała. Aż wreszcie nadszedł ten właściwy, upragniony, który wyrzucił ją w niebyt.

Przez chwilę przyglądał się zmasakrowanej kobiecie. W zasadzie powinno mu to wystarczyć. Spuścił się do jej cipy i obił porządnie ryja, żeby już żaden jej nie chciał. Powinien, kurwa, wsiąść do auta i odjechać. Coś jednak sprawiało, że wciąż stał nad nią, patrząc na rozrzucone w nieładzie nogi i błyszczący w preriowym słońcu wysychającą spermą srom. Zaskoczony odkrył powracające podniecenie. Jego kutas, przed chwilą miękki jak ślimaczek, ponownie drgnął i rozpoczął mozolną wędrówkę ku górze. Chwilę potem stał sztywny i bolący, kiwając się na boki niczym obcy z filmu.

Ben chrząknął zadowolony, kucnął między nogami dziewczyny, obrócił ją na plecy i uniósł pośladki. Różowa cipka, rozłożona niczym orchidea mamiła boską szczeliną. Tym razem wszedł w nią ostrożnie, delektując się miękkością i soczystością.

Drugi stosunek nie był już tak brutalny. Dochodził powoli, ciesząc się każdym pchnięciem, każdym cichym mlaśnięciem, gdy na moment opuszczał jej ciało. Niewygodna pozycja sprawiła, że szybko się zmęczył. Nieco rozdrażniony tym faktem, ułożył ją ponownie na ziemi i przykrył ciałem. I to ułożenie, mimo iż mógł cieszyć się perwersyjną bliskością, nie dostarczało mu upragnionych doznań.

– Jebana suka – mruknął zdenerwowany. – Że też zachciało jej się teraz zemdleć!

Irytacja spowodowała, że kutas zwiotczał ponownie. Mimo to w chorym umyśle nadal pływała idea wydupczenia dziewczyny. W końcu wstał i poszedł na tył auta. Z bagażnika wyciągnął sznur. Złapał dziewczynę pod pachy, przeciągnął przed samochód i posadził, opartą o chromowany grill. Podtrzymując ją kolanem, obwiązał liną w pasie, pod pachami i wokół szyi. Zadowolony odsunął się nieco, by przyjrzeć swemu dziełu. Chrząkając z zadowolenia, położył się pod nią, sadzając ją sobie na nogach. Przez chwilę podrzucał ją do góry jak małą dziewczynkę podczas zabawy w kowboja. Zahipnotyzowany podskakującymi piersiami poczuł powracające podniecenie. Gdy nabił dziewczynę na twardego kutasa, wiedział, że finał będzie najbardziej zajebistym ze wszystkich dotychczasowych.

Oparty częściowo o sterczący za plecami głaz unosił wiotkie ciało nad siebie i opuszczał z impetem. Choć było to karkołomne i wymagało więcej wysiłku niż poprzednia pozycja, dawało mu jednak dużo większą satysfakcję. Wrażenie ujeżdżającej dziewczyny sprawiło, że szybko doszedł, ponownie ejakulując w jej wnętrzu. Zmęczony położył się na ziemi, zamykając oczy.

Nim na niebie pojawił się księżyc, doszedł jeszcze dwa razy. Wreszcie, niemal całkiem wyzbyty sił, oswobodził zniewoloną i ciężko dysząc, przeturlał ją w krzaki pobocza. Ubrał się i wsiadł do auta. Silnik obudził się z rykiem. Samochodem zarzuciło, gdy dodając gazu, zakręcił kierownicą i ruszył w pierwotną stronę. Chmura kurzu pokryła resztki oposa i chłodne ciało zgwałconej dziewczyny. Nie zawracał sobie tym głowy.

Mając za jedyne oświetlenie nikły blask ziemskiego satelity, ledwie rozróżniał szczegóły drogi i pobocza. Gdy samochód osiągnął prędkość stu dwudziestu mil na godzinę i właśnie pokonywał niewielkie wzniesienie, na jego drodze pojawiła się kolejna tego dnia przeszkoda. Tym razem jednak była dużo większa niż opos i znalazła się tam z pełną premedytacją człowieka stojącego w pobliżu.

Huk samochodu uderzającego w stary ciągnik, wypchany na środek drogi, rozbrzmiał echem po okolicznych wzgórzach. Dźwięk rozdzieranego metalu zgwałcił ciszę niczym piekielny wrzask tysięcy rozwścieczonych diabłów. Monstrualny hot rod został rozerwany na strzępy. Jego kierowca jakimś cudem przeżył. Wyrzucony podczas zderzenia jak z procy, nie powstrzymany przez brak szyby, przeleciał nad silnikiem, skosił wydech ciągnika, po czym kilkanaście metrów dalej spadł bezwładnie na ziemię. Kilka razy przekoziołkował, nim zatrzymał się z powyginanymi w licznych złamaniach nogami i rękami.

Szok po wypadku sprawił, że Ben nie odczuwał żadnego bólu. Rozglądał się dookoła, zaskoczony brakiem możliwości poruszenia się. Dostrzegłszy parę brązowych kowbojskich butów, uśmiechnął się nawet. Usiłował podnieść do góry głowę, jednak coś kleistego trzymało ją na asfalcie. Zamrugał powiekami, na chwilę chyba zemdlał, bo gdy odzyskał świadomość, przed sobą zobaczył smutną twarz mężczyzny.

– Boli? – spytałem, udając troskę.

– Nie – Ben mruknął cicho, zaraz jednak poprawił się: – Tak. Trochę.

– Szkoda.

Naprawdę się zmartwiłem. Wszystko precyzyjnie zaplanowane, a tu taka wtopa.

Na pierwszy trop wpadłem w Alberque. W jednym z pokoi miejscowego motelu znaleziono martwą nastolatkę. Ułożenie ciała – pod łóżkiem zawinięta w koc – jak i ślady na ciele, wskazywały na mój cel. Niewiele czasu zajęło mi zdobycie informacji dotyczących przebywających wówczas gości. Mało subtelna prośba, poparta zwitkiem banknotów, pozwoliła za pomocą miejscowego monitoringu, wytypować dwa cele.

Pierwszy, na oko czterdziestoletni mężczyzna, komiwojażer, podróżujący od stanu do stanu, wydawał się być tym właściwym. Na filmie było widać, jak rozgląda się nerwowo dookoła, wnosząc do motelu pokaźny bagaż. Na moje oko spokojnie mógłby w nim ukryć dziewczynkę. Nie pasowało mi jednak jego zachowanie w stosunku do innych. Na jednej z kamer widać było jak niezręcznie próbuje nawiązać znajomość z miejscowymi. Człowiekowi, któremu brakuje śmiałości w stosunku do płci przeciwnej, raczej trudno byłoby zainteresować sobą jedną, nie mówiąc o trzech dziewczynach.

Pozostał drugi cel, lecz byłem co do niego mocno sceptyczny. Nałogowi mordercy unikają jaskrawości. Starają się raczej nie rzucać w oczy. Chyba… chyba, że nie dbają, o to co robią; nie mają świadomości, że popełniają przestępstwo bądź odrzucają od siebie konsekwencje tych działań.

Długi czas obserwowałem tego, na oko trzydziestoletniego faceta, w ciemnej kurtce, z jaką swobodą wdawał się w rozmowy z przypadkowymi przechodniami, a nawet stróżem prawa opartym niedbale o radiowóz. Zachowywał się zupełnie na luzie. W sklepie za rogiem kupił piwo i paczkę czipsów, potem siedział na murku przed barem, obserwując zjeżdżających się motocyklistów. Chwilę z nimi porozmawiał, po czym udał się do motelu. Niestety żadna kamera nie była skierowana w stronę pokoi, zlokalizowanych wokół półkolistego podjazdu. Godzinę później wyszedł stamtąd, wsunął się do oldschoolowego pojazdu i odjechał, pozdrawiając wyciągniętą ręką stojących przy motocyklach.

W pewnym momencie ujrzałem błysk.

Przesunąłem nagranie i przyjrzałem się, uważnie studiując zapis klatka po klatce. „Mam cię” – mruknąłem, przesuwając wykałaczkę na jednej strony ust na drugą. Odbicie w szklanej witrynie dawało obraz na motelowe pokoje. Przesunąłem nagranie jeszcze kawałek i upewniwszy się w podejrzeniach, szybko pobiegłem do samochodu.

Kolejne trzy dni minęły mi na tropieniu mordercy. Porzucone torebki z fastfoodów, ślad spalonej gumy na asfalcie, opiłki rdzy na krzakach rosnących na poboczu. Ostatniego dnia postanowiłem wyprzedzić go, obierając kurs na stanową sto dwudziestkę. Tknięty jednak jakimś przeczuciem zjechałem z niej niedaleko opuszczonej farmy i dotarłszy na lokalną drogę, przejechałem nią kilka mil, po czym zatrzymałem się tuż za niewielkim wzgórzem. Zgasiłem silnik i wysiadłem z auta.

Wciągnąłem mocno powietrze nosem. Wyczulonym węchem nie odebrałem zapachu benzyny, jaki powinien zostawić po sobie przejeżdżający tędy nawet cztery godziny wcześniej samochód. Stałem więc, nasłuchując. Prędzej jednak, daleko na horyzoncie dostrzegłem złoty błysk. Zatarłem ręce z zadowolenia. Udało mi się go wyprzedzić i został czas na przygotowanie pułapki. Stojący nieopodal zardzewiały traktor nadawał się do tego idealnie.

Morderca wystawił moją cierpliwość na ciężką próbę. W dodatku po wypadku stracił częściowo czucie w kończynach. Trochę to burzyło zlecone założenie. Miał cierpieć.

„Ma cierpieć! – w krzyku starego farmera słyszeć się dało niewypowiedzianą rozpacz. – Ma czuć ból, taki jak ja czuję codziennie rano, gdy patrzę na ich zdjęcia, i wiem, że już nigdy ich nie zobaczę. Za to, co zrobił. Za to, jak zrobił…”

Stary naprawdę cierpiał. Trzy córki. Oczarowane, zaczarowane, zamęczone, zgwałcone zamordowane…

Podszedłem do traktora, który zdawać by się mogło, w ogóle nie ucierpiał w trakcie kolizji, i wyciągnąłem stamtąd kanister z benzyną. Wysokooktanowa mieszanka była niezwykle wybuchowa. Wystarczyła iskra.

Ben przyglądał mi się zaskoczony, jak obchodzę go dookoła. Miałem nadzieję, że zapach paliwa jednak do niego docierał.

– Co robisz, człowieku?! – zawołał przerażony, gdy zdał sobie sprawę, co się wokół niego dzieje.

Tym razem nie odezwałem się ni słowem. W zamian za to ustawiłem przed nim utrzymane w sepii zdjęcia, na których roześmiane nastolatki biegły przez pole, trzymając się za ręce. Obok nich umieściłem kolorowe fotografie, wykonane przez patologa, w miejscu, w którym je znaleziono. Usta zapchane liśćmi, powyginane ciała jedno na drugim, uda ze śladami przypaleń papierosem.

Ben przełknął głośno ślinę. Wiedział, co zrobił, i domyślał się już, co go czeka. W przeciwieństwie jednak do wielu bezwzględnych morderców, z którymi miałem do czynienia, ten okazał się zwykłą pizdą.

– Proszę… – zajęczał. – Błagam. Zrobię, co zechcesz.

– Zrobisz – mruknąłem bez emocji, po czym zapaliłem papierosa.

Zapałka spadła na ziemię, a opary w mgnieniu oka zajęły się ogniem.

Gdy wsiadałem do samochodu, wciąż słyszałem jego wrzaski.

Kilka minut później kucałem nad dziewczyną, mierząc jej puls. Słaby. Ledwie wyczuwalny.

Promienie wschodzącego słońca oświetliły siedzącą na poboczu sylwetkę. Długonoga, szczupła z pełnymi piersiami. Jej włosy skrzą się w odcieniach brązu i pomarańczu. Mimo licznych siniaków i zadrapań na twarzy nadal można dostrzec, że jeszcze przed chwilą była piękną dziewczyną, na widok której niejednemu mocniej zabiłoby serce. Teraz mogłaby występować w horrorach. Ma na sobie lnianą sukienkę w kolorowe kwiaty, udekorowaną ekspresyjnymi bryzgami zaschniętej już krwi. Martwe, lecz nadal urocze w swej szarości oczy, z prawie niedostrzegalnymi iskierkami pomarańczu, wpatrują się w odległy horyzont. Tam, gdzie w odbitym od tylnej szyby słonecznym blasku znikam za wzgórzem w swoim Eldorado.

Kolejny dzień.

A po nim następne.

Jakiego jeszcze potwora spotkam na swej drodze?

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

No i przeczytałem.

W tym odcinku mniej jest liryki opisów (ograniczają się właściwie do pierwszego akapitu) a znacznie więcej brutalności, koszmaru i makabry. Myślę, że bardziej odpowiadały mi proporcje z pierwszej części 🙂 Ta również ma jednak swoje walory – i tu zaczynają się SPOILERY, więc osoby, które jeszcze nie czytały opowiadania, powinny oderwać wzrok od tego komentarza.

Lepiej zarysowana zostaje postać złoczyńcy, więc jego ostateczny los staje się przez to bardziej satysfakcjonujący. Poza tym w zachowaniu narratora dostrzegam pewne elementy modus operandi seryjnego mordercy, co nieco kłóci się z jego deklarowanym profesjonalizmem. Szczególnie motyw zdjęć. Naprawdę stara się wzbudzić w swej ofierze poczucie winy? Przecież walczy z potworami, nawet jeśli pojmą związek przyczynowo-skutkowy, nie okażą skruchy, co najwyżej zwierzęcy strach. Myślę, że narratorem kieruje coś więcej niż tylko kolejny kontrakt. Jest urodzonym zabójcą, który lubi odbierać życie (poprzedzając zabójstwo torturami). To, że zwykle odbiera je potworom dostarcza mu wygodnego usprawiedliwienia.

Moją wątpliwość budzi natomiast opis dziewczyny. Kilka razy podkreślasz, że podczas gwałtu odczuwa przyjemność. W ostatnim przypadku ma to miejsce na rozpalonymi silniku, który dosłownie podpieka jej nagie ciało… wiem, że kobiety potrafią szczytować fantazjując o brutalnym stosunku, ale wątpię, by wielu udało się osiągnąć rozkosz podczas prawdziwego gwałtu. Zwłaszcza połączonego z torturą, powypadkowym szokiem i oparzeniami.

Jeśli zdecydujesz się na kontynuację „Za zakrętem” (a myślę, że warto) chętnie dowiedziałbym się więcej o bezimiennym zabójcy na zlecenie. Warto tą postać nieco pogłębić, by nie był li tylko sadystycznym aniołem zemsty. Co do jego adwersarzy – już to czynisz i liczę, że będziesz dalej szedł tym tropem. Im lepiej zarysowane portrety bohaterów, tym większa satysfakcja z ich finalnej konfrontacji. Wiem, zdaję sobie sprawę, że tymi słowami też ujawniam pewien sadystyczny rys 🙂

Przy pierwszej części piątkę dałem bez zastanowienia. Tym razem – raczej na zachętę, bo jednak jedynka podobała mi się bardziej. Jestem jednak niemal pewien, że trójka, jeśli powstanie, pozytywnie mnie zaskoczy.

Pozdrawiam
M.A.

Siedzisz mi w głowie, czy jak? Sio! Nie wyprzedzaj faktów 😐

Jedynka była swoistym novum, więc choćby z racji tego, lepsza. W dodatku krótsza; składała się z dwóch głównych obrazków: baru i finału na szosie. To sprawiło, że całość była do łyknięcia na raz i bez przepity.

Tu – choć chciałem utrzymać klimat noir (w odcieniach orange 🤪), nie do końca mi się to udało i stąd zapewne ten gorszy odbiór, co przełożyło się na analizę szczegółów.

Chciałbym przez jakiś czas kontynuować ten cykl – choćby z racji krótkiej formy, dla której nie muszę poświęcać więcej niż jeden wieczór. Przede wszystkim jednak podoba mi się ta forma.
Zobaczymy.

Dziękuję za obecność 😉

Wiesz, co mnie zafascynowało w „Za zakrętem I”?

Scena w barze. Mistrzowsko opisana, pozwalająca zajrzeć w dusze niektórych jego bywalców. Cudowne preludium do późniejszej makabry. Tutaj natomiast zaczyna się od sceny seksu przechodzącej prędko w makabrę i w tych właśnie rejestrach jesteśmy już do końca. Po prostu marzą mi się nieco inne proporcje, to wszystko 🙂

Czekam jednak z niecierpliwością na kolejne części, w nadziei, że tym razem znów znajdę się z czytelniczym niebie 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Niezły horror, żeby nie powiedzieć slasher – nie można tak powiedzieć tylko dlatego, że żaden z bohaterów nie używa noża. Ale z pewnością jest to pasjonująca opowieść grozy z amerykańskich szos i bezdroży. Ja również chętnie przeczytam ciąg dalszy tej mrocznej historii.

To ciekawy pomysł. Musiałbym zasięgnąć informacji. Może u „ruskich” 🤔 – oni zawsze na strzelaninę przychodzą z nożami 😄
Dziękuję za komentarz. Postaram się nie zawieść 😉

Opowiadanie piękne i okrutne zarazem, jak noc spędzona na lodowatej pustyni.

Albo jak wieczór nad jeziorem bez brossa przeciw komarom… 🤔🙄
😆
Dziękuję 😉

Część pierwsza tego cyklu wypadła znakomicie, mroczny nastrój – mający coś z Hitchcocka, pysznie zarysowane postacie bywalców baru, oczekiwanie na nadchodzący dramat, dopełniający całość język. Gratulacje. Część druga też niezła, ale nie sięga wysoko zawieszonej poprzeczki. Brakuje tego nastroju niejednoznaczności, suspensu i zaskoczenia, postać Bena jako maniakalnego mordercy niezbyt logiczna (z taką nonszalancją i zwracając na siebie uwagę nie mógłby grasować zbyt długo, unikając stróżów prawa), podobnie jak ukazanie wrażeń bardzo brutalnie gwałconej dziewczyny, która doznaje seksualnej satysfakicj (mało prawdopodbne). Najlepszy fragment to otwarcie, opis monstrualnego „samochodu” w starym, dobrym, amerykańskim stylu. Trochę mankamentów językowych, tu i tam powtórzenia (kierowca, samochód, frazy z nadmiarem czasownika „być” oraz zaimków). Ogólnie tekst dobry, może za bardzo się czepiam, ale częścią pierwszą wyznaczyłeś bardzo wysoki poziom, który tutaj wypadł o kilka centymetrów niżej.
Pozdrawiam

„Ideał sięgnął bruku” 🤪
Powtarzające się opinie, każą mi surowiej spojrzeć na tę część ale też zachęcają do stworzenia kolejnej.
Co do kobiecych zachowań, w tych czy innych sytuacjach; czytam, analizuję, tworzę.
Co do męskich zachowań w tych czy innych sytuacjach; czytam, doświadczam, analizuję, tworzę
😉
Hot rod mi się marzy.
Reszta to fikcja 😉
🤔
😈

Nie czytałam pierwszej części, ale cieszę się, bo czytając komentarze, mogłabym się za bardzo sugerować. Oczywiście nadrobię 😉
Co do tekstu, to poczułam przyjemny dreszczyk grozy, który zwykle towarzyszy mi przy dobrych kryminałach lub opisach poczynań seryjnych morderców. Lubię takie klimaty. Rzeczywiście poczułam, jakbyśmy przemierzali szosy, pełne kurzu, pustkowia i pojawiających się od czasu do czasu jakichś „niespodzianek”. Jak dla mnie, trochę za dużo uwagi poświęciłeś opisowi cudu techniki, ale rozumiem męskie zainteresowanie motoryzacją. 😉
Scena gwałtu bardzo wiarygodna, nawet opisy przyjemności jakiej doświadczała dziewczyna – niestety, ale nad pewnymi fizycznymi reakcjami ciała nie da się zapanować i nawet podczas gwałtu można odczuwać coś na ksztalt przyjemności. Jedynie moment, gdzie jej skóra jest niemal przypalana na blasze auta nie bardzo do mnie trafia. To znaczy, ogólnie wiadomo o co chodzi, ale wątpię, że wytrzymałaby.

Czekam na kolejną część. 🙂

Tak. Powtórzę. Hot rod mi się marzy 😁
Reszta niekoniecznie 🤔😎

Czy nam namawiać na pierwszą część? A jak wrócisz i zbesztasz mnie tu za stracony potencjał? 😒

Albo może lepiej ić – może jesteś tym wyjątkiem, który woli być przyparty do muru, z odczuciem gorącego oddechu na szyi niż – uwaga spoiler! – wszamać zimne frytki 🤔
😆
😆

Napisz komentarz