Rozkołysz dla mnie powietrze (Kajzer K.A.)  4.24/5 (18)

9 min. czytania

Mike Monaghan, „Madison”, CC BY-NC-ND 2.0

Facet, nawet najzdrowszy i najprzystojniejszy, którego zdradza kobieta, zaczyna w siebie wątpić. Jasne niebo nad horyzontem zachodzi ciężkimi chmurami i nie do końca wiadomo, w którą stronę iść dalej. Wszystko co było – już nie jest Zostaje tylko niesmak i poczucie, że jest się niedoróbką mężczyzny. Nie uważałem się za najzdrowszego, ani za najprzystojniejszego, ale poczucie niedorobienia przepełniało mnie po samą szyję, po tym jak Ada postanowiła, że jednak jej nie wystarczam. Może dla niej był to moment zapomnienia, ale poczułem, że moja męskość wpadła właśnie pod ciężarówkę.

Długo nie potrafiłem się po Adzie pozbierać, bo jednak trudno tak po prostu wyrzucić do kosza siedem lat wspólnego życia. Przyszedł jednak wieczór, kiedy trzeba było powiedzieć: „Łukasz! Weź się w garść!” – i chociaż spróbować wrócić do jako takiej normalności. Pójść na imprezę, spotkać się z kobietą, która nie jest Adą, przespać z nią. Zapomnieć… No dobra, zapomnienie nie wchodziło w grę. Ada dalej zajmowała każdą moją myśl. Za to namiastki swojego osobistego życia próbowałem odzyskać dzięki portalom randkowym i serwisom ogłoszeń drobnych.

To było łatwe. Nie wymagało ani odwagi, ani wielkiego wysiłku, poza tym stawiało sprawy jasno. Kawa była kawą, a seks – seksem. Randkę łatwo było zaaranżować, jeszcze łatwiej wystawić do wiatru. Większość okazała się nieistotna, kilka zostało w pamięci jako miłe wspomnienia, inne pozostawiły jedynie ślady paznokci na plecach. O tych opowiem innym razem. Trafiło się jednak spotkanie, które spośród wszystkich wspominam jako najbardziej zmysłowe. Powiedzmy, że miała na imię „Karolina”.

Karolina była atrakcyjną trzydziestokilkulatką. Szczęśliwą matką i nieszczęśliwą żoną. Udało jej się wyrwać z rutyny swojego życia tak, żeby nikt nie zauważył jej zniknięcia. To znaczy wszyscy wiedzieli, że znika, bo wyjeżdżała akurat na szkolenie, ale nikt nie przypuszczał, że podczas tego szkolenia wygospodarowała sobie czas na spotkanie z przypadkowym mężczyzną. Trzy tygodnie wcześniej znalazła sobie w necie anonimowego kochanka – tak się akurat złożyło, że trafiła na mnie. Potem co do minuty zaplanowała naszą schadzkę.

Po krótkiej wymianie wiadomości wnioskowałem, że to mamuśka, która potrzebuje odrobiny szaleństwa, a po kilku przesłanych zdjęciach pomyślałem, że dobrze byłoby w tym szaleństwie wziąć czynny udział. Najlepiej bez ubrania. Karolina była atrakcyjną kobietą, która najwyraźniej zagubiła się w codzienności. Tu i ówdzie przybyło jej kilogramów, choć widać było, że spod nich wciąż przebijała się sportowa sylwetka. Usta miała małe, zaciśnięte, oczy na każdym ze zdjęć zezowały lekko w stronę obiektywu. Pamiętam, że pomyślałem, że pewnie nie lubi swoich okularów, przynajmniej nie na zdjęciach.

Tak jak prosiła, wynająłem dla nas pokój w jednym z podkrakowskich hotelików, kupiłem kilka butelek wina, stosowny zapas gumek i oliwkę do ciała (to już z własnej inicjatywy). Przyjechałem trochę wcześniej, żeby załatwić formalności i poczekać na nią w pokoju, bo pomyślałem, że nie wypada, by to kobieta czekała. Wysłałem jej numer pokoju SMS–em, tak jak się umówiliśmy. Pół godziny później zapukała do drzwi.

Nie pomyliłem się co do okularów, ale zupełnie nie rozumiałem, dlaczego się ich wstydziła. Nie dość, że miała doskonale dobrane oprawki, to jeszcze twarz idealnie do okularów pasującą. Karolina okazała się trochę okrąglejsza niż na zdjęciach. Nakładała też odrobinę mocniejszy makijaż. Widać było, że wszystkimi siłami walczy o zachowanie swojej młodzieńczej urody. I choć na żywo sprawiała wrażenie uroczej, dawało się wyczuć, że nie czuje się szczególnie dobrze sama ze sobą.

Kiwnąłem lekko głową i uśmiechnąłem się zapraszająco. Była spięta. Ukrywała głowę w wysoko podniesionych ramionach, kroki stawiała krótkie i niepewne. Czułem, jak bardzo nie chce tu być.

– Pozwól – zaproponowałem, wskazując na jej płaszcz.

Przytaknęła i szybkim ruchem rozpięła trzy spinające go guziki. Pomogłem się jej z niego wysunąć, ale poczułem, że nie bardzo chce, bym dotykał jej ciała. Odwiesiłem płaszcz, a ona usiadła na łóżku.

Obrzuciła wzrokiem pokój, leżącą na łóżku grafitową kapę, własne odbicie w lustrze… Tylko na mnie nie spojrzała.

– To co? Zabierajmy się – powiedziała, po czym krótkimi ruchami rozpięła dwa guziki ze swojej koszuli.

– Poczekaj – przerwałem jej. – Najpierw wino.

Czułem, że gdybyśmy teraz zaczęli się pieprzyć, nie miałoby to najmniejszego sensu. Seks pełen nienawiści może zapłonąć ogniem, seks pełen obrzydzenia do partnera przypomina natomiast wskakiwanie do bajora pełnego szlamu. Na coś takiego nie miałem ochoty. Szczerze mówiąc, gdy tylko stanęła w drzwiach, pomyślałem, że nic z tego nie będzie.

Uśmiechnąłem się i odkręciłem butelkę. Na takie okazje jak ta zawsze kupowałem wina w butelkach z gwintem, bo to wstyd nie poradzić sobie z korkociągiem. Albo w ogóle o nim zapomnieć. Rozlałem po trochu do hotelowych szklanek podałem jej, a sam rozsiadłem się w niewielkim, ale dość wygodnym fotelu.

– Takie chwile jak ta, trzeba celebrować… – rzuciłem, żeby coś powiedzieć, ale chyba nie zabrzmiałem przekonująco, bo nawet się nie uśmiechnęła.

„Szlag”, pomyślałem, w panice próbując znaleźć jakiś punkt zaczepienia. Spróbowałem z innej strony:

– Do twarzy ci w okularach, wiesz? – Uśmiechnąłem się lekko.

Ona wzruszyła tylko ramionami, ale zauważyłem, że moje słowa jednak dotarły, że choć odrobinę ją to obeszło.

– Tak bardzo ci w nich do twarzy, że nie wiem, dlaczego ukrywałaś je na zdjęciach.

– Aż tak bardzo to widać? – zapytała.

– Nie aż tak, ale jestem spostrzegawczy. Wypijmy za twoje okulary. Do dna.

Wychyliła szklankę. Chwyciłem za butelkę i gestem dałem do zrozumienia, że chcę dolać. Podniosła się z łóżka i zbliżyła do mnie.

– Siadaj – zaproponowałem, wskazując na drugi fotel. – Mamy czas.

– No nie bardzo… – powiedziała i znów mina jej zrzedła, jakby przypomniała sobie, w jakim celu się spotkaliśmy.

– Mówiłem, że jestem spostrzegawczy i wiesz, co zauważyłem? Że nie przypadłem ci do gustu.

– Przypadłeś, inaczej bym się z tobą nie umówiła.

– Internet to jedno, ale na żywo jest zupełnie inaczej. Więc zamiast tracić czas na coś, czego nie chcesz, po prostu zróbmy coś przyjemnego i napijmy się wina.

Podniosłem szklankę w geście toastu i upiłem łyk. Ona milczała i nie wiedziałem, czy właśnie uświadamia sobie, jak wielki błąd popełniła, umawiając się ze mną i przelicza teraz straty, czy może przetrawia moje słowa. Nagle wyciągnęła rękę.

– Skoro tak… to dolej.

I nieznacznie się uśmiechnęła. Jej uśmiech był mieszaniną ulgi z czymś na kształt przeprosin. Dolałem.

– Chcesz mi o tym opowiedzieć?

– O czym tu opowiadać?

– Może zacznijmy od tego, dlaczego w ogóle wystawiłaś ogłoszenie.

Spojrzała na mnie i przez chwilę milczała.

– To nie takie proste.

– Nigdy nie jest proste. Ale zazwyczaj prostsze niż na to wygląda.

– Może po prostu chciałam sprawdzić, czy jestem jeszcze kobietą. Od jakiegoś czasu czuję się nią w coraz mniejszym stopniu. Stałam się mamą… albo koleżanką własnego męża.

Nachyliłem się lekko w jej stronę.

– Zdradzę ci sekret – powiedziałem. – Jesteś kobietą, jak mało która. Spójrz!

Przysiadłem na łóżku tuż za nią i skierowałem jej fotel tak, by mogła ujrzeć się w lustrze.

– Spójrz, jak linia twoich brwi układa się względem linii włosów.

Dotknąłem zarówno linii jej brwi, jak i włosów.

– Normalnie. Na co tu patrzeć?

– Po prostu się przyzwyczaiłaś. Dla mnie to estetyczna przygoda. Nie wspominając już o tym, że masz twarz stworzoną do okularów. I te oczy…

– Niestety, to tylko zez.

– Być może, za to uroczy i błękitny jak Bajkał zimą.

– Jak wygląda Bajkał zimą?

– Jak twoje oczy… jest hipnotyczny. Poza tym potrafisz podkreślić swoje atuty dobrym makijażem, a to nie to samo, co próba ukrycia wad. Żeby coś podkreślić, trzeba to najpierw mieć.

– Przestań.

– Naprawdę chcesz, żebym przestał?

– No dobrze, mów dalej.

– Dalej, twoje krągłości. Nie żebyś była gruba. Może czujesz, że przybyło ci za dużo kilogramów, ale ja w tym widzę zmysłowe zakręty. Pewnie kiedy chodzisz, jesteś panią przestrzeni. Mogę mieć prośbę?

– No?

– Przejdź się dla mnie po pokoju.

Uśmiechnęła się, a potem odstawiła szklankę i wstała. Podeszła do drzwi, a potem teatralnym i jednocześnie bardzo niezdarnym krokiem ruszyła w  moją stronę.

– I jak? – zapytała.

– O tym właśnie mówiłem, cała przestrzeń nagle jest twoja. Nie ma w niej nic poza falowaniem twoich bioder.

Wiedziałem, że za to kłamstwo nie pójdę do piekła, bo z każdym krokiem Karolina nabierała coraz większej pewności siebie. Kiedy mówiłem, przecięła pokój jeszcze raz, a potem jeszcze raz i moje słowa stawały się jej ruchem. Nie była boginią wybiegu, ale przynajmniej zaczynała się czuć swobodnie.

Po czterech czy pięciu długościach pokoju usiadła w fotelu i zarzuciła nogę na nogę. Dopiero teraz zauważyłem, że nadal ma rozpiętą koszulę na piersiach. Pochyliłem się i najdelikatniej jak potrafiłem, zapiąłem guziki. Nie protestowała. Być może pojawiła się właśnie szansa na to, by wylądować za chwilę w łóżku, ale czułem, że to nie wyszłoby nikomu na dobre. Przede wszystkim Karolinie, ale mnie pewnie też nie.

– Mogę o coś spytać? – zacząłem.

– Chcesz wiedzieć jak lubię? – zaczęła, ale jakoś bez przekonania.

– Chcę wiedzieć, dlaczego naprawdę się ze mną umówiłaś. Nie jesteś typem niewiernej żony.

Wzruszyła ramionami. A potem chwyciła szklankę i gestem poprosiła o dolewkę. Kiedy szkło stało się bordowe, podniosła wzrok.

– Naprawdę wolisz wiedzieć, dlaczego się z tobą umówiłam, niż jak lubię to robić najbardziej.

– Odpowiedz na to pytanie, które wolisz – zaproponowałem.

– Nie mam preferencji. Nie pamiętam, jakie miałam i czy kiedykolwiek jakieś miałam. Dlatego się z tobą umówiłam. I już. Dwie odpowiedzi w jednej. Chyba mogę być z siebie dumna.

Tak, mogła być z siebie dumna. Ja nie potrafiłem zdobyć się na podobną szczerość względem samego siebie, nie w takich sprawach. Nie zdobyłem się na szczerość wobec tego, co czuję do Ady, wobec bólu, który mi sprawiła, wobec pytania, dlaczego siedzę teraz naprzeciw zamężnej kobiety w przypadkowym hoteliku. Starałem się jak mogłem znaleźć argumenty, które w jakiś sposób zracjonalizowałyby cały ten burdel, ale nie zdołałbym odpowiedzieć równie szczerze jak Karolina… Przynajmniej nie wtedy.

Ona tymczasem opróżniła swoją szklankę i sama dolała wina, a potem zaczęła opowiadać. O swoim mężu, o rutynie, o tym, jak postrzega własną kobiecość, która galopuje w stronę horyzontu, za którym majaczy starość, a ona może się temu tylko przyglądać. O tym, jak pewnej nocy przebudziła się i widząc plecy swojego męża pomyślała, jak bardzo chciałaby, żeby to choć jeden raz na jego miejscu znalazł się inny mężczyzna. Ktoś… no–wy.

Mówiła nieskładnie, często przerywała, żeby pozbierać myśli, ale każde jej zdanie było jak rozpięcie guzika albo ściągnięcie części garderoby. Nim dotarła do końca butelki, siedziała przede mną naga. Nie było mowy o seksie. Mogłem jedynie uśmiechać się i słuchać, czasem jedynie prosząc ją o uzupełnienie jakiegoś szczegółu. Spoglądałem też od czasu do czasu na zegarek.

– Czy ja cię nudzę? – zapytała wreszcie.

– Absolutnie, po prostu nie chciałbym, żebyś spóźniła się do swoich spraw. Mieliśmy wszystko wyliczone.

– Jebać wyliczone – uśmiechnęła się – ale wiesz co? Masz rację. Chyba trzeba wrócić do swoich spraw. Do siebie.

– Co masz na myśli? – zapytałem.

– Może zostawię męża albo poważnie z nim porozmawiam. Może znajdę sobie kogoś na boku albo zrobię coś innego. Jak to będzie wyglądać, nie wiem. Za to wiem, że coś się zmieni.

– Wypiłbym za to, ale wino się skończyło.

Przytaknęła i podniosła się.

– To dobrze. Nie otwieraj następnej.

Gestem ręki nakazała, żebym został na swoim miejscu. Jeszcze raz przeszła pokój, falując biodrami przez powietrze, ale alkohol sprawił, że runęła na łóżko i wybuchła śmiechem. Zdrowym, głośnym, wysokim śmiechem. Śmiechem bez żartu, śmiechem, który wyzwalał. Nie mogłem nie dołączyć. Śmialiśmy się w duecie, czasem unisono, czasem każde z nas do swojej własnej melodii, ale nie przestawaliśmy. Śmiech ustawał jedynie w momentach, gdy oboje musieliśmy nabrać powietrza. Byłem z nią wtedy, byłem bardziej niż z kobietami, które dopuściły mnie do swojego ciała. Muskałem ją tym śmiechem, a ona odpowiadała w identyczny sposób. Nieprzerwanie, przez minutę, dwie, a może przez wieczność. Liczyło się tylko tu i teraz, liczyliśmy się tylko my. Ja w fotelu, ona na łóżku, a jednak razem.

A potem wstała, podeszła do mnie, pocałowała mnie w policzek, odwróciła się, chwyciła płaszcz i wyszła, nie mówiąc ani słowa. Jedyne, co po niej pozostało to powietrze, które rozkołysała swoimi biodrami.

Nie wiem, jak ułożyła sobie życie. Może zostawiła męża, albo znalazła kochanka. Wszystko jedno. Życzyłem jej szczęścia. Życzyłem szczęścia sobie. I chociaż mnie pozbieranie się zajęło jeszcze dużo czasu, to ten nasz wspólny śmiech coś we mnie wyzwolił, coś naprawił. Potem wracałem niekiedy do tego pokoju. Sam, z butelką wina. Siadałem w tym samym fotelu, co wtedy, nalewałem wina do hotelowej szklanki i przypominałem sobie, jak Karolina chodziła dla mnie po tej wykładzinie. Przypominałem nasz śmiech i to, że zawsze można zacząć jeszcze raz.

 

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

W imieniu Działu Statystyki Najlepszej Erotyki serdecznie witam na naszych łamach Autora nr 84 :]

Opowiadanie przeczytałam, ale na jego temat wypowiem się dopiero wtedy, gdy dowiem się, czy twórca owego tekstu jest bardziej Kajzerem czy Kajzerką 😉

em

em… Czyli jest Pan panem :]

A zatem, drogi Panie, to jest bardzo udane opowiadanie. Nie da się ukryć, że jest to erotyka w wersji soft & smooth, ale jak ktoś ma wyobraźnię, to sobie resztę domyśli i dowygląda 😉

Gratuluję debiutu i czekam na więcej! :]

Przeczytałem, a teraz siedzę i myślę. Co by tu powiedzieć. Bo powiedzieć coś muszę.

W pierwszym odruchu miałem rzec – „toż to zakamuflowany profesjonalny pisarz!” Ale nie… profesjonalista nie zrobiłby tych kilku banalnych blędów, nie puściłby ich, nie zostawił.

To może najpierw o błędach. Za dużo tych „swoje” „swojego”. To znaczyy… może nie ma tego aż tak wiele, ale co najmniej o kilka za dużo. No i jeszcze takie coś.

„Po czterech czy pięciu długościach pokoju ”

No przecież nie basenu:)

„Podniosła się z łóżka i zbliżyła do mnie. Wskazałem na drugi fotel.

– Siadaj – zaproponowałem, wskazując na drugi fotel. – Mamy czas.”

Nie zauważyłeś powtórki? Naprawdę?

„Przysiadłem na łóżku tuż za nią i skierowałem jej fotel tak, by mogła ujrzeć się w lustrze.”

Czyli, jak dobrze rozumiem, wstał ze swojego fotela, przysiadł na łóżku za fotelem Karoliny i przesunął fotel wraz z nią. Z kobietą, która zapewne sporo waży, a fotel raczej nie jest na kółkach. Nie twierdzę, że to niewykonalne, ale opisałeś to z taką lekkością…

A teraz zalety. Bo jest o czym mówić.

Teks zawiera dokładnie to co powinien zawierać. Nie ma niepotrzebnych kwestii, wypełniaczy, moralizowania, zbawiania świata i siebie samego…

I generalnie pomysł na fabułę jest świetny. Odmienny, nietuzinkowy. Wyróżniający się.

Potem są dialogi. Dawno nie czytałem tak dobrych dialogów (to znaczy nie będących między twardymi okładkami). Są bardzo naturalne, pomysłowe, dowcipne i technicznie bez zarzutu.

Scena ze śmiechem, to jak ją opisałeś…. szacunek. A musisz wiedzieć, iż rzadko składam wyrazy szacunku osobom piszącym. Nie wyłączając znanych autorów, którzy owego szacunku się domagają, niejako z urzędu.

No scena jest taka, że aż Ci zazdroszczę. Chyba sam nie napisałbym tego lepiej.

Odwaliłeś Pan kawał dobrej roboty:)

Nie wiem co Cię tutaj przywiodło i jak wysoko mierzysz, ale…. gdyby nie proste błędy które popełniłeś mógłbym rzec..

Nie znam Cię, nic o Tobie nie wiem, ale widzi mi się, iż jesteś naturszczykiem z wielkim talentem. Co ważne, pod z pozoru banalną fabułą kryje się drugie dno. Głęboka mądrość wyśmienitych autorów pokroju, dajmy na to, Ursuli LeGuinn.

Odpowiem Aureliusie Tobie, bo będzie to (chyba) logiczniejsze, niż pisanie całkiem osobnego komentarza.

Czy tekst ma typowe błędy początkującego? Tak, ma. Jak u wszystkich początkujących, a niejednokrotnie i znacznie bardziej doświadczonych pisarzy. Czy należało go przygotować tak, by tych błędów nie było? Tak, należało. Tyle że – zwłaszcza w przypadku, w którym piszący nie ma jeszcze wyrobionych nawyków i po prostu nie widzi wielu błędów – powinno zostać to zrobione przed redaktora. A tymczasem niestety kolejny tekst wygląda tak, jakby przeszedł korektę, ale redakcji już nie.

Poza tym mam pewien problem z treścią. I żeby było jasne – nie uważam, że jest źle. Wręcz przeciwnie! Historia jest banalna, ale bardzo przyjemnie rozegrana. Zwłaszcza postać Karoliny mi się podoba, bo mocno przypomina bohaterki moich własnych tekstów, które mają swoje lata, naturalną dla tych lat figurę i całkiem niełatwą przeszłość. I bardzo dobrze! No i te dialogi… wiem, że ocenianie zdolności autora po jednym, krótkim tekściku jest co najmniej nadużyciem, ale rozmowy bohaterów są po prostu świetne! Nieoczywiste, dynamiczne, pełne niedomówień i aluzji, a przede wszystkim bardzo naturalne. Przyznam wprost, że czekam na więcej, bo może się wreszcie nauczę je pisać (ta, niedoczekanie 😛 ).

Natomiast… co ten tekst robi na najlepszej EROTYCE? To przecież nawet nie jest soft. Tam erotyki po prostu nie ma. Nie istnieje. I bardzo szkoda, bo aż się prosiło w pewnym momencie o pójście ten krok czy dwa dalej – tak, by fragment „Mówiła nieskładnie, często przerywała, żeby pozbierać myśli, ale każde jej zdanie było jak rozpięcie guzika albo ściągnięcie części garderoby. Nim dotarła do końca butelki, siedziała przede mną naga. ” nie był jedynie przenośnią. A tak pozostał wielki niedosyt. Szkoda.

Niemniej – oczekuję więcej, Kajzerze! 😀

Ja również witam kolejnego Autora Najlepszej Erotyki!

Winszuję też ciekawego debiutu. Mam nadzieję, że będzie to pierwsze opowiadanie z wielu opublikowanych na tych łamach. Przypadł mi do gustu zarówno styl pisarski, jak i temat. Zdawałoby się dość pospolity, a jednak Autorowi udało się podejść do niego w świeży i głęboko ludzki sposób.

A więc zachęcam do pisania i czekam na więcej!

Pozdrawiam serdecznie
M.A.

Fajnie, fajnie. Oby tak dalej!

Dobre, krótkie, niebanalne opowiadanie. Zdecydowanie wyróżnia się na tle wielu innych. Wyróżnia się między innymi brakiem klasycznej sceny erotycznej, ale przecież pojęcie erotyki może być rozumiane bardzo szeroko.

Tak – mnie również brakuje sceny erotycznej, ale nie dlatego, że tekst jest przez to uboższy. Jest kompletny mimo jej braku, ale ciekaw jestem jakbyś ową scenę napisał.

Tak Agnesso, dialogi są świetne – z przyczyn, które wymieniłaś, a najważniejszą z nich jest naturalność.

Można by, oczywiście, rozpisać ten dialog, linijka po linijce, poddać szczegółowej analizie, pokazać czemu tak a nie inaczej, wskazać miejsca które trzeba leciutko oszlifować i dlaczego, ale… kto by to czytał:)

Dialogi pisze się niełatwo. Dobre dialogi pisze się trudno. A, jak nietrudno zgadnąć, świetne dialogi pisze się najtrudniej. To kwestia talentu, wyobraźni przestrzennej, wyobraźni w ogóle, doświadczenia i ciężkiej pracy. Można się tego nauczyć.

Ćwiczenie pierwsze. Określ swój poziom, zidentyfikuj mocne i słabe strony własnej twórczości. Poproś o pomoc znajomych, przyjaciół, kogokolwiek. Daj im swój dialog, niech czytają i robią przy tym wszystko to, co opisałaś. Przyglądaj się temu; najlepiej by było aby przyglądał się również ktoś, kto nie zna tekstu. Wyciągnij wnioski i poproś o wnioski postronnego obserwatora. Król jest nagi? Nie załamuj się.

Poziom dla zaawansowanych. Weź film lub serial (polecam dwa filmy, do któych z przyjemnością wracam – „Zapach kobiety” i „Shall we dance?”). Wyberz sobie scenę z dialogami. Opisz je – to co mówią plus mimika, plus gesty, plus myśli, pragnienia, wszystko co zdołasz wyciągnąć, odczytać.. Daj to komuś do przeczytania. A później niech obejrzy ten film.

Poziom dla profesjonalistów. To samo co wyżej, ale… film oglądasz po raz pierwszy i masz wylączony dźwięk.

Wszystko można opisać słowami, absolutnie wszystko.

Dzięki. Widzę, że stosujemy te same ćwiczenia 🙂

To może ja już pod pierwszym tekstem przyznam się do czegoś – erotyka pojawiła się u mnie jako odpowiedź na COVIDOWE frustracje. Zazwyczaj pisuję trochę inne rzeczy, ale ciągłe zamknięcie potrzebowało wentyla. Tym dla mnie stało się pisanie erotyków. Nie wszystkie będą tak delikatne jak ten 😉

Niezdecydowani ci nasi czytelnicy 😉 Jak są dosadne sceny, krzyczą, że to porno, nie erotyka, jak nie ma klasycznych „scen”, oburzają, że to nie erotyka, bo brakuje seksu… Według mnie opowiadanie idealnie mieści się w pojęciu erotyki: jest nastrój, jest oczekiwanie, może nawet dreszczyk pożądania, jest nawet cielność, fizyczność bohaterów. Warsztatowo coś niecoś oczywiście należałoby podciągnąć, ale najważniejsza zawsze jest umiejętność opowiadania…

Serdecznie witam nowego autora i z niecierpliwością czekam na kolejne teksty

A.

A dla mnie fakt, że między bohaterami nie dochodzi jednak do zbliżenia jest w jakiś sposób odświeżanący. Nie ma nic gorszego niż scena erotyczna dodana na siłę, z powodu, że to przecież tekst publikowany na NE. Cieszę się, że Kajzer oparł się tej presji!

Słusznie zauważa Emilia: nic na siłę…

Być może tak jest. Masz określony cel, prosty, jednoznaczny. Trafiasz na moment w którym wszystko co robisz, co było proste, jednoznaczne gdzieś tam ginie w banalności przetrenowanych schematów. Dostałeś szansę na chwilę bliskości, dotknąłeś samotności człowieka, dotknąłeś czegoś tak głęboko schowanego. Mało tego, napisałeś o tym w tak dobrym skromnym stylu.
Może to prawda, może fikcja. Też bym wracał do tego pokoju.

Technicy 😊 jak zwykle wyłapali niezgodności w komórce Excela pomiędzy zapisem liczba/tekst. Pouczające i sprowadzające na ziemię. Chwała im za to.

Napisz komentarz