Ruletka (Henry Qutasse)  3.7/5 (9)

9 min. czytania

Źródło: Pixabay

Poniższe opowiadanie pierwotnie zostało opublikowane na łamach portalu Dobra Erotyka 6 czerwca 2008 roku.

Spojrzałam na zegarek. No, nareszcie piąta! Ostatni dzień tygodnia w pracy dłużył się niemiłosiernie. W dodatku te durne komentarze szefa i wszystko „na wczoraj”. Miałam wrażenie, jakbym była robotem, zaprogramowanym na stałe wysokie obroty. Cóż, w końcu sama złożyłam CV do tej firmy i na tym właśnie polegała praca sekretarki. Ale na szczęście teraz zaczyna się weekend i wszystkie problemy odkładam do poniedziałku. Taka miła, dwudniowa amnezja.

Po raz ostatni sprawdziłam pocztę, wstałam od biurka, pożegnałam się z koleżankami zdawkowym „cześć” i energicznym krokiem ruszyłam w stronę firmowego parkingu. Był ciepły, sierpniowy wieczór. W powietrzu czuć było zbliżający się weekend. Przyjemny zapach wnętrza samochodu sprawił, że z uśmiechem zamknęłam oczy i rozmarzyłam się. Może by dziś zrobić coś szalonego? Przecież od tak dawna moje życie toczy się tak nudnym, monotonnym rytmem. Być może właśnie dziś poznam jakiegoś interesującego faceta, który pozwoli mi zapomnieć o…

Adam… Więc jeszcze ciągle nie udało mi się o zostawić go za sobą. Wspomnienie przenikliwych, niebieskich oczu po raz kolejny ukłuło mnie w serce. Zacisnęłam mocniej dłonie na kierownicy. Jego zdrada była ogromnym ciosem. Przywołałam moment, kiedy przez przypadek wypadła mu z portfela ta pieprzona wizytówka ze zdjęciem gołej babki, tą niezręczną ciszę, to przypieranie go do muru i wreszcie wymamrotane przyznanie się do winy. Mój ukochany narzeczony zrobił to z prostytutką! Za pieniądze, bez emocji. A przecież zazdrościły mi go wszystkie koleżanki z pracy. Podrywały go przy każdej okazji, kiedy przychodził po mnie do biura. I pomyśleć, że facet z takim wyglądem zapłacił jakiejś szmacie za seks!

Poczułam, jak chce mi się płakać. Byliśmy ze sobą już trzy lata, od pół roku miałam na palcu zaręczynowy pierścionek. Nie mogłam mu tego zapomnieć. Nie mogłam zrobić inaczej. Przyrzekał, że to jeden, jedyny raz, że był pijany, że kumple… Na próżno. Nie byłam w stanie wybaczyć. Spakowałam wszystkie jego rzeczy i gdy wrócił z pracy przesunęłam ku niemu walizkę. Demonstracyjnie zsunęłam z palca pierścionek i włożyłam go do jego zimnej dłoni, starając się nie patrzeć mu w oczy. Pomyślałam jakie to wszystko jest banalne – byliśmy razem ponad tysiąc dni, a wystarczyło parę minut, żeby wszystko zburzyć. Wszystko…

Nagle otworzyłam oczy i zorientowałam się, że od kilku dobrych chwil tkwię jak posąg w fotelu kierowcy, rozmyślając o tym, co było, minęło i nie wróci. To bez sensu, trzeba iść do przodu! Zdecydowanym ruchem przekręciłam kluczyk w stacyjce i ruszyłam z piskiem opon. Gdziekolwiek, byle uciec od smutnych wspomnień. Jadąc przez miasto zastanawiałam się, co dalej. Przed oczami migały mi neony, reklamy, na rogu ulic widziałam mnóstwo wesołych młodych osób mających tylko jeden cel – zaszaleć w ten gorący, piątkowy wieczór. Chciałam być jedną z nich…

Zatrzymałam się na światłach. Zastanawiałam się właśnie, czy nie uderzyć przypadkiem do jednej ze znajomych knajpek, gdy moją uwagę przykuł czerwony, mocno fosforyzujący neon: KASYNO. Poczułam dreszczyk emocji. Nie wiem jak to się stało, ale noga automatycznie nacisnęła hamulec, oczy wypatrzyły miejsce parkingowe, a dłonie pokierowały samochód na miejsce. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Byłam jak zaprogramowana.

W zasadzie nigdy nie kręcił mnie hazard. W moim uporządkowanym życiu w zasadzie nie było dla niego miejsca. No bo jaki sens ma przypadek? Biała kulka skacząca z czerwonego na czarne, zależność od sprawności ręki krupiera, prędkości początkowej, tarcia, kąta uderzenia o kawałek metalu w kształcie rombu. Skąd tak dobrze znałam te szczegóły? Z filmów. Zastanawiałam się, jak można być tak głupim, żeby tak bezmyślnie trwonić ciężko zarobione pieniądze. Widziałam eleganckich dżentelmenów stukających nerwowo palcami po zielonym miękkim blacie, obserwujących z maniakalnym skupieniem zachowanie białego punktu, sunącego po drewnianej ruletce z charakterystycznym, brzęczącym dźwiękiem. Potem moment finalny, zatrzymanie się kulki w odpowiedniej przegródce i… okrzyk triumfu lub jęk zawodu. Góra lub dół. Zwycięstwo lub klęska. Ale do tej pory nigdy nie doświadczyłam tego na żywo, nigdy nie poczułam tej gorączki. Może właśnie gorący wieczór i desperacja sprawiły, że postanowiłam, że dziś będzie ten pierwszy raz.

Poprawiłam płaszcz, wstrzymałam oddech i weszłam do jasno oświetlonej sali. Pierwsze wrażenie trochę mnie rozczarowało. Nie było tak jak na filmie. Zamiast dżentelmenów nieogoleni mężczyźni w t-shirtach, nierzadko z przetłuszczonymi włosami, ćmiący pety i obgryzający paznokcie. Panie w przerysowanych, pretensjonalnych kreacjach pamiętających lepsze czasy. Jednym słowem, porażka. Rozsądek zaczynał dochodzić do głosu. Chciałam odwrócić się na pięcie i natychmiast stąd wyjść. Ale właśnie w tamtym momencie mój wzrok napotkał spojrzenie szaleńczo przystojnego bruneta.

Dlaczego nie zauważyłam go wcześniej w natłoku tego szemranego towarzystwa? Tak czy inaczej, on właśnie wyglądał jak z filmu, w świetnie skrojonym garniturze, z pięknym uwodzicielskim uśmiechem na ustach, pełen dyskretnej elegancji. Na oko trzydzieści lat, widać duże pieniądze. To jego obecność przekonała mnie, żebym została. Po dopełnieniu należnych formalności oddałam płaszcz do szatni, schowałam do torebki bloczek i bilet wstępu, a następnie lekko kołyszać biodrami udałam się do stolika, przy którym siedział upatrzony amant. Gestem dłoni wskazał wolne krzesło i po chwili oboje pogrążyliśmy się w słodkich oparach hazardu.

Na początku szło mi znakomicie. Biała kulka jakby była na moje rozkazy. Chciałam parzyste, wychodziły parzyste, miały być czarne, były czarne. Dwa razy udało mi się trafić dokładną liczbę. Postawiłam na jedenaście i dwa – to dzień i miesiąc moich urodzin. Ilość moich żetonów rosła w oszałamiającym tempie. Po kilkunastu minutach byłam bogatsza o trzysta złotych! Jakie to było kuszące – zamiast kilku dni nudnej pracy w biurze jeden ruch ręką, pół minuty czekania i… jest! Przy każdej mojej wygranej nieznajomy uśmiechał się do mnie i podnosił kciuk do góry. Odwzajemniałam jego uśmiech i było mi coraz przyjemniej.

Postanowiłam pójść na całość. Poszłam do kasy i kazałam wyciągnąć wszystko co miałam na koncie, żeby zagrać naprawdę „grubo”. Było tego ponad siedem tysięcy. Plan był prosty – kilkanaście minut, kilka trafionych decyzji i wychodzę dwukrotnie bogatsza. Nazajutrz dzwonię do biura, wymyślam jakąś chorobę i biorę dwutygodniowy urlop. Kupuję bilet lotniczy do Paryża i szaleję. W końcu to nie ja za to zapłacę, tylko kasyno. C’est la vie!

I wtedy zaczęłam przegrywać. Uczucie, które mnie ogarnęło, gdy krupier zgarnął ze stołu moje kupony za pięćset złotych było jak nagły policzek. Zaczęłam gorączkowo rozsypywać żetony po całym stole, grając za coraz większe stawki. Zaczęły drżeć mi ręce i puszczać nerwy. Mężczyzna przy stole dalej się uśmiechał, ale ja już nie. Po kilku minutach postawiłam ostatnie sześćset złotych na ostatnią tercję. Przecież nie wpadło tu nic od ośmiu rzutów. Teraz musi! Chwila wahania, ściśnięte do bólu palce, hipnotyzowanie kuli…już jest… dwadzieścia sześć… jest!, nie jeszcze skacze. KURWA, ZERO! Byłam bez grosza. Straciłam wszystko.

Pociemniało mi przed oczami. Jak lunatyk wyszłam z sali i resztką sił usiadłam na sofie w hallu hotelu. Łzy napłynęły mi do oczu. Nagle poczułam, jak ktoś zajmuje miejsce obok mnie. To ten mężczyzna od stolika. A mogło być tak pięknie..

– Pani pozwoli, jestem Andrzej – wyciągnął do mnie dłoń. Jego ciepły tembr głosu na chwilę mnie ukoił. Nie patrząc mu w oczy podałam mu swoją rękę i wymamrotałam imię. Najchętniej przytuliłabym się teraz do niego i wypłakała na ramieniu.

– Ile pani przegrała? – spytał, czule gładząc mnie po dłoni. Normalnie nie pozwoliłabym sobie na takie zachowanie, ale teraz mocno ścisnęłam jego palce, jakby ten dotyk miał cokolwiek zmienić.

– Sześć tysięcy osiemset… – wyszeptałam cicho. Gdy zrozumiałam, ile będę musiała pracować na tą sumę wiedziałam, że już nic powstrzyma mnie przed rozryczeniem się, tu i teraz. A jednak, powstrzymał mnie głos Andrzeja. Brzmiał teraz inaczej niż przedtem…

– Zapomni pani o tej przegranej, jeśli…. – reszty nie musiał dopowiadać. Zrobiła to ręka, którą dyskretnie wsunął mi pod sukienkę i położył na nagim udzie.

* * *

Winda zawiozła nas na ostatnie piętro. Andrzej szarmancko przepuścił mnie w drzwiach. Poczułam charakterystyczny zapach hotelowego korytarza i delikatny chłód klimatyzacji. Zorientowałam się, że jestem w samej sukience, przecież płaszcz został w szatni kasyna. Mężczyzna położył mi dłoń na pośladku i popchnął w kierunku korytarza. Przeszedł mnie dreszcz. Czułam jednocześnie wstyd i podniecenie. W końcu szłam z obcym facetem w jednym, wiadomym celu. Bałam się tego, że będzie mnie rżnął, ale z drugiej strony nie miałam wyjścia. Przez swoją głupotę straciłam przecież dwie pensje.

– Tam, do okna – chropowaty głos Andrzeja przeciął niezręczną ciszę. Wskazał gestem koniec korytarza, zakończony przeszkloną ścianą.

– Jak to, tu, w publicznym miejscu? – popatrzyłam na niego z oburzeniem. Przecież ktoś w każdym momencie mógł nas zobaczyć!

– Zamknij się dziwko i rób co ci każę, inaczej nic nie dostaniesz – warknął groźnie. Nie było w nim nic z dżentelmena, jakim wydawał się przedtem. Sukinsyn wiedział, że ma nade mną przewagę, inaczej dostałby po twarzy. Popchnął mnie w stronę przeszklonej ściany i obrócił twarzą do siebie.

– Klękaj – wysapał, mocując się z rozporkiem. Zobaczyłam wybrzuszenie w eleganckich spodniach. Był już bardzo podniecony. Posłusznie osunęłam się na kolana. Jego krocze znajdowało się dokładnie na wysokości mojej twarzy.

– Zrób mi laskę – rozkazał, gwałtownie wyszarpując z rozporka penisa. Był tak duży i naprężony, że wyskakując uderzył mnie w policzek. Andrzej tymczasem bezceremonialnie władował mi go do ust, aż jęknęłam z zaskoczenia. On jednak nic sobie z tego nie robił.

– O, tak, suko, ssij go całego! – głos miał gardłowy, drżący podnieceniem. Mechanicznie poruszał biodrami wciskając mi członka głębiej do ust. Czułam, jak rozpala go moja uległość. Z ust ciekła mi ślina, spływając po brodzie i kapiąc na dekolt. Mlaskał w mojej buzi jeszcze przez chwilę, za nim skusił się na inne atrakcje.

– Rozbieraj się, szybko! – rozkazał. Sięgnęłam do sukienki i ściągnęłam ją przez głowę. Nawet lepiej, pomyślałam, przynajmniej nie upapra mi jej spermą!

– Biustonosz i majtki też! Natychmiast! – jego głos nie znosił sprzeciwu. Właściwie było mi już wszystko jedno. Mogłam stać nago w tym korytarzu, i tak już wystarczająco się skurwiłam. Do tej pory miałam jednak szczęście. Na piętrze nie było słychać żywej duszy.

Po chwili stałam przed nim zupełnie naga. Wpatrywał się jak zahipnotyzowany w niewielkie, ale jędrne piersi. Powrócił na chwilę do dawnej, eleganckiej postawy. Gładził je i delikatnie ugniatał. Lewą pierś popieścił nawet ustami, wsysając na chwilę sutka do ust. Lubię takie pieszczoty, podnieciło mnie to. Poślinił dwa palce i powoli wsunął mi je do cipki. Nie była wcale sucha. Akcja z lodem rozgrzała mnie, chociaż nigdy nie podejrzewałabym siebie o takie skłonności. Gdy wysunął palce, ciągnął się za nimi śluz. Aaach! Uniósł rękę, popatrzył mi w oczy i milcząco polecił je oblizać. Zrobiłam to. Własna wilgoć smakowała nieco kwaśnie.

Andrzej tymczasem obrócił mnie twarzą do ściany i zajął się zgrabną pupą. Tym razem jednak podniecenie wzięło górę i nie był już tak delikatny. Wymierzył siarczystego klapsa, aż krzyknęłam z bólu. Następnie zaczął uderzać penisem o pośladki, wybijając na nich jakiś bliżej nieokreślony, zwierzęcy rytm. Czułam, że członek jest już maksymalnie naprężony. On również o tym wiedział, dlatego sięgnął do kieszeni marynarki. Usłyszałam trzask opakowania prezerwatywy, po chwili powoli naciągnął ją na kutasa.

Zachęcony moją wilgocią wszedł gwałtownie, bez ceregieli. Jęknęłam z bólu i rozkoszy zarazem. Postanowił nie przedłużać tej niezwykłej przygody, która dla niego mogła być przecież czymś najpowszedniejszym pod słońcem. Brał mnie krótkimi, rytmicznymi sztosami. Ledwo wytrzymywał narastającą już ekstazę. Wytrysk był kwestią kilkunastu sekund. Odgłos bioder uderzających o pośladki niósł się echem po całym korytarzu. Gdyby teraz ktoś wyszedł z pokoju!

Andrzej tymczasem zaczął jęczeć i zbliżać się do finału. Nagle wyszarpnął członka z cipki, obrócił się do przeszklonej ściany, gwałtownym ruchem ściągnął gumkę i chlusnął na przejrzystą powierzchnię gorącą, lepką spermą. Trzymał penisa w dłoni i wycierał go o szkło. Drugą ręką złapał mnie za włosy.

– Zlizuj to! – rozkazał. Tłumiąc wstręt spełniłam rozkaz, przełykając szybko obfity efekt ejakulacji. Słonawy płyn trochę mnie mdlił, ale dało się wytrzymać. Andrzej dopilnował, bym niczego nie pominęła. Zlizałam wszystko, aż do ostatniej kropli. Czułam się jak szmata. Na oczach całego miasta czyściłam szkło ze spermy obcego, bezlitosnego faceta.

– Okej, ubieraj się, tu masz pieniądze – oznajmił suchym głosem Andrzej, wydobywając z kieszeni marynarki portfel. Przyjęłam banknoty i najszybciej jak tylko mogłam doprowadziłam się do względnego porządku. On jednak nawet na mnie nie poczekał. Kiedy się odwróciłam, zobaczyłam tylko jego plecy, gdy wchodził do windy. Poczułam się wykorzystana. Nie wiedziałam jeszcze o jednym, drobnym szczególe, ale wkrótce miało się to zmienić.

* * *

– Jest pani piękna – wysapał szatniarz, podając mi płaszcz i dyskretnie poprawiając spodnie w okolicach krocza. Z zaskoczeniem i zażenowaniem zauważyłam na nich plamę. Nie wiedziałam o co chodzi, gdy nagle zerknęłam na ekran monitora w jego pomieszczeniu. Zobaczyłam… siebie nagą i Andrzeja dotykającego mi piersi! Kamera hotelowa! Ten skurwysyn wszystko nagrał!! Wyszarpałam płaszcz z drżącej ręki portiera i wybiegłam na ulicę. W rozpalone policzki uderzył chłód nocy.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Zabawna opowiastka o zagrożeniach jakie niesie ze sobą hazard. W sam raz do poczytania w długie, jesienne wieczory 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Mam dziś szczęście do niezłych opowiadań o szantażowanych i okrutnie wykorzystanych pięknościach. A przecież żadnego z nich nie napisała Historyczka, mistrzyni tego gatunku 🙂

Napisz komentarz