Zła królowa (Wilga)  3.8/5 (10)

14 min. czytania

BobbiLe Ndiaye, “Purple Reign Ice Queen”, CC BY-ND 2.0

Znów się nadźwigałem w pracy, nie jakoś bardziej niż zwykle, choć ciało zdawało się mieć inne zdanie na ten temat. Nie potrafiłem unieść rąk. W uszach dzwoniło, a przez rozchylone powieki widziałem migotliwe ogniki, w niczym nie przypominające lamp. Byłem młody, a jednak czułem się stary i chory, skacowany do reszty, totalnie zmaltretowany!

Nie pamiętam, kiedy ostatnio przechodziłem przez coś podobnego.

Przebiegł mnie dreszcz. Pomyślałem, że się okryję, ale jedyne co zdołałem zrobić, to poruszyć palcami. Znów rozległo się dzwonienie, lecz tym razem skutecznie przywróciło mnie realnemu światu. Rozbudziłem się. Otworzyłem oczy.

W pomieszczeniu panował półmrok, rozjaśniały go pochodnie zamocowane do wilgotnych ścian z kamienia. Przedziwne miejsce, zupełnie mi obce. Przyszło mi do głowy, że się uchlałem i któryś z kolegów, pewnie dla żartu, zostawił mnie w tej strasznej piwnicy, żebym sobie myślał o najgorszym. Przekręciłem głowę i mój wzrok zatrzymał się na narzędziach poukładanych na zakurzonych półkach. Coś podobnego widziałem w gablocie u weterynarza. Nie miałem pojęcia, co o tym myśleć. Powolutku wkradał się we mnie niepokój.

– Co jest grane? – spytałem półszeptem, ale nie znalazł się nikt, kto mógłby to wyjaśnić. Zacisnąłem powieki i wziąłem kilka głębszych oddechów. Gdy znów popatrzyłem, nic nie uległo zmianie. W pewnym momencie uświadomiłem sobie ból wokół nadgarstków. Podniosłem rękę, a temu ruchowi zawtórowało znajome dzwonienie. Byłem uwięziony. Ktoś unieruchomił mnie kajdanami, a dzwonienie okazało się grzechotaniem grubych łańcuchów.

Podskoczył mi puls.

Natychmiast zacząłem się zastanawiać, co się ze mną działo, zanim się znalazłem w tak opłakanej sytuacji. I wtedy coś wydobyłem ze wspomnień, mroczne chmury, zbierające się na niebie.

Długo im się przyglądałem, czekając na autobus. Martwiłem się, że zanim do niego wsiądę, złapie mnie ulewa. To był ważny dzień, ale od początku wszystko nie szło po mojej myśli.

Gdybym był przesądny, uznałbym, że to znaki, podpowiadające, żebym siedział na dupsku i zostawił wszystko tak, jak jest. A jednak zdecydowałem się spotkać z kobietą, która chyba coś do mnie czuła i do której chyba ja coś czułem, choć nie byłem pewny, czy to na pewno to samo.

Ostania rzecz, jaką zapamiętałem, to błysk pioruna rozdzierającego niebo. Potem przestrzeń utonęła w elektryczności.

A teraz byłem tutaj – w surowym pomieszczeniu bez okien. Masywne drzwi wykonano na wzór tych ze średniowiecza i brakowało tylko szczurów biegnących po podłodze, a poczułbym się, jak podróżnik w czasie. Chciałem sobie wszystko logicznie wytłumaczyć, ale umysł ze mną nie współpracował.

Spojrzałem bezradnie na uwięzione ręce. Nie miałem szans, aby sam się uwolnić. Ktoś musiał mi pomóc. I, jakby w odpowiedzi na moje nieme błaganie, rozległ się stukot po drugiej stronie drzwi, a potem klekot klucza w zamku.

W tej napiętej chwili spłynęło na mnie ponure olśnienie, musiałem stracić przytomność na drodze i ktoś mnie znalazł, może przejeżdżający tamtędy świr, a biorąc pod uwagę kolekcję narzędzi, pewnie lubił się bawić w ostre sado maso.

Gdy drzwi rozwierały się z okropnym zgrzytem, dużo mnie kosztowało, aby nie wrzasnąć. Dobrze, że się powstrzymałem, bo w progu stanęła okryta eleganckim płaszczem kobieta.

Nie da się opisać ulgi, jaką poczułem w tamtym momencie. Kobieta, tylko kobieta. Niemal się rozluźniłem. Patrzyliśmy na siebie, ona i ja. Spojrzenie nieznajomej było świdrujące. Zatrzasnęła drzwi i podeszła z wyprostowanymi plecami, jakby chciała zademonstrować władzę w tym kruchym ciele. Zaintrygowało mnie to. I wtedy zauważyłem, jak była dziwacznie ubrana. Pod rozpiętym płaszczem, który opuściła niedbale na krzesło, jakby zamierzała trochę tu pobyć, miała długą ciemną suknię, zapiętą pod samą szyję. Uwagę przykuwała ozdobna broszka z lśniącym, szkarłatnym kamieniem. Wyglądała na kosztowny klejnot, a nie na element ubioru cosplayowca. Włosy skrywał czarny, przylegający do głowy materiał, ale domyśliłem się, że nieznajoma była brunetką. Zdradzały to czarne, mocno zarysowane brwi. I wtedy ją rozpoznałem, to było jak porażenie prądem. Miałem przed sobą kobietę, z którą pisałem tyle czasu. Cielesną, prawdziwą. To była Weronika.

– Co to za zabawa? – spytałem niepewnie, zachrypniętym głosem i pomyślałem, że musiało zdarzyć się coś po uderzeniu pioruna, coś znaczącego. Tylko z jakiegoś powodu wspomnienia przepadły. – Przypomnisz mi, co robiliśmy kilka godzin wcześniej?

W reakcji na moje słowa wciągnęła raptownie oddech, jakbym ją czymś uraził, następnie wymierzyła mi cios w twarz, nie bawiąc się w delikatności. Pierścień na jej palcu rozorał mi policzek. Tak nie przebiegała miłosna gra wstępna, ale może ustaliliśmy inne zasady.

– To bolało…

Poprawiła cios, odbierając mi chęć do zadawania pytań.

W jej spojrzeniu szalał gniew, był całkiem realny. Przeleciało mi mimochodem przez głowę, że w zasadzie wolałem niebieskookie panienki, oczy w kolorze niewinności. Weronika takich nie miała. Jej były ciemnobrązowe i tajemnicze, a teraz nieco złowieszcze, gdy jej twarz dodatkowo szpeciła wrogość do mnie. Czułem się zdezorientowany.

– Będziesz mówił dopiero wtedy, kiedy ja dam ci pozwolenie. Czy to zrozumiałe? – zabrzmiał jej mocny głos, zdawał się inny od tego, który usłyszałem przez messengera.

Pokiwałem głową, nie chcąc się już narażać.

Usta Weroniki wygięły się w pogardliwym uśmieszku. Sięgnęła po saszetkę przypiętą do sznura oplatającego biodra i wysunęła z niej szkatułkę. Trzymała ją przez chwilę w dłoni, w taki sposób, jakby ten przedmiot mógł mi cokolwiek wyjaśnić.

– Sądziłeś, że się nie domyślę?

Czekałem, przygryzając język, aby przypadkiem czegoś nie powiedzieć.

– Uważałeś, że jesteś przebiegły? A ja głupia?

– Nigdy nie pomyślałem, że jesteś głupia – zaoponowałem, mając nadzieję, że to doceni. Przeliczyłem się. Uderzyła szkatułką o moją pierś, wyciskając mi powietrze z płuc. Przedmiot był ciężki, choć nie wydawał się taki w jej drobnej dłoni.

Szarpnęła za wieko i zanim zrozumiałem, co znajdowało się w środku, poczułem obrzydliwy smród. Weronika bez grymasu obrzydzenia wyjęła ze szkatuły miękkie, jeszcze wilgotne od krwi mięso, po czym przysunęła je do mnie, żebym się przypatrzył.

– To serce sarny, nie ludzkie.

– W porządku, możesz je już zabrać?

– Serce przeklętej sarny!

– Okey. – Szarpnąłem się w obawie, że zechce mnie nim nakarmić. Nie podobała mi się ta zabawa. – Czy teraz ja mogę być dominujący? Bo wyraźnie nie wiesz, w czym rzecz…

Cisnęła sercem o ścianę, a te zsunęło się na podłogę, zostawiając na sobie mokry ślad. Pomyślałem z niesmakiem, że na kolację nie będę mieć długo apetytu. Choć może była pora śniadania? Nie potrafiłem ocenić.

– Posłuchaj. Nie czuję się najlepiej. Wyleciały mi z głowy wspomnienia dotyczące naszego spotkania, coś mi musiało zaszkodzić. Rozwiąż mnie i opowiedz, co się wydarzyło. A potem poprawimy nasz miłosny scenariusz.

Na jej twarzy zadrgały emocje, gniew, niedowierzanie i coś jeszcze… ale nie mogłem tego rozpoznać.

– Strach pomieszał ci zmysły? Boisz się? – Chwyciła mnie za szczękę i wbiła w nią mocno palce. W normalnych okolicznościach ekscytowałbym się tym kontaktem fizycznym, teraz niewiele o tym myślałem. – Czy zdajesz sobie sprawę, że mnie zdradziłeś w najgorszy z możliwych sposobów? Sprawiłeś, że ci zaufałam, byłeś mi drogi, tymczasem wbiłeś mi nóż w plecy! Nie wykonałeś zadania i jeszcze perfidnie mnie okłamałeś. Pozwoliłeś j e j zbiec. – Odsunęła dłoń. – Jesteś taki, jak reszta. Podatny na urok Śnieżki. Spojrzy na ciebie sarnimi oczami i nawet ty, mój wierny łowczy, nie możesz się jej oprzeć.

– Śnieżki…? Masz na myśli… – Nie umiałem powstrzymać uśmiechu, który wypełzł mi na usta. – Królewny Śnieżki? Zaraz, zaraz… Odgrywamy scenę z bajki, a ty jesteś Złą Królową, tak? Doceniam, naprawdę, ale chyba za mocno wczułaś się w rolę. Proszę, pozwól mi ochłonąć. Dokończymy zabawę, jak mi odpowiesz na kilka ważnych pytań.

– Chyba dobrze ci zrobi, jeśli cię zaknebluję. Twój głos działa mi na nerwy.

– O, a ja myślałem, że ci się podoba. I co to w ogóle za pomysł? Mam prawo do hasła bezpieczeństwa, racja? Jak je wypowiem, jeśli mi to uniemożliwisz?

Zignorowała mnie, jakby jej myśli zaprzątało już coś innego. Zbliżyła do moich ust chustę z gładkiego materiału. Naprawdę zamierzała mnie uciszyć.

– Zaczekaj! Jakie jest hasło? Przypomnij mi hasło!

Byłem poirytowany, że okazałem przed nią niepokój, ale jak inaczej miałem się czuć, skoro nic nie działo się po mojej myśli? Straciłem pamięć, a ona zdawała się zbyt zaprzątnięta własną fantazją, żeby w ogóle zatroszczyć się o mój komfort psychiczny, nie mówiąc o fizycznym. Miałem wrażenie, że w dłoniach nie czuję przepływu krwi. Mogłem mieć tylko nadzieję, że ta amatorka nie wyrządzi mi zbytniej krzywdy.

Gdy tylko pozbawiła mnie głosu, wyraźnie się odprężyła. Przysiadła obok i złożyła dłonie na kolanie. Jej spojrzenie było zimne, ale opanowane. Czułem delikatny zapach perfum. Gdzie się podziała słodka Weronika? – pytałem siebie. Nie przypominała mojej kobietki ani trochę. Czy rzeczywiście miałem do czynienia z tą samą osobą? A jeśli tak, która z nich była bardziej prawdziwa? Pragnąłem ustalić to szybko, ale w tej kobiecie było coś takiego, co utrudniało mi jej rozgryzienie.

– Jesteś myśliwym. Zabijasz z zimną krwią. Nie litujesz się nad krótkim życiem sarny, twojego spokoju nie zakłócają agonalne jęki zarzynanego zwierzęcia. A jednak moja pasierbica zdołała uruchomić w tobie jakąś czulszą strunę. A może chodziło o coś innego? – Dotknęła mojej piersi. Przez materiał czułem jej ciepłe, zakrwawione palce. – O coś, nad czym nie masz kontroli, co nie pozwala ci porządnie wykonać mojego polecenia? „Zabierz Śnieżkę do lasu i ją zabij”. Tak brzmiał rozkaz. – Nachyliła się. – Nie wykonałeś go.

Gdyby mi pozwoliła mówić, oznajmiłbym, że o wiele chętniej wcieliłbym się w rolę krasnoludka, który przekopuje kopalnię, aby znaleźć złoto dla swej królewny. Ale coś mi podpowiadało, że tą uwagą wykopałbym sobie tylko grób.

Dłoń Weroniki przesunęła się w dół i zatrzymała na pasku moich spodni. Uniosłem brwi. Czyżby zaczynała się przyjemniejsza część gry? Jeśli tak, gotowy byłem cierpliwie znosić dalszy ciąg obelg.

– Przez ten drobiazg tam, na dole, zapomniałeś o swej naturze zabójcy. Okazałeś słabość.

O jakim drobiazgu ona mówiła? Pomyślałem, że najwidoczniej wysłałem jej zbyt mało wyraziste zdjęcie. Poruszyłem biodrami. Chwyciła mnie za krocze, momentalnie unieruchamiając. Zaskoczyła mnie ta śmiałość. Często opowiadała, że nie jest pewna siebie. Nie sprawiała takiego wrażenia.

– Lecz gdyby było na szali twoje życie… – Uścisk jej palców nasilił się. – Czy myślałbyś tą częścią ciała?

Myślę o niej teraz bardzo intensywnie, pragnąłem powiedzieć. Ale w tym wypadku słowa okazały się zbyteczne, bo penis drgnął.

Weronika zwęziła oczy. Wdrapała się na drewniany stół, na którym leżałem i usiadła na mnie.

– A więc nie chodzi o Królewnę Śnieżkę. Osłabia cię bliskość kobiecego ciała. – Jej głos ociekał słodyczą, zupełnie zmienił barwę. – Byłbyś idealnym sługą, gdyby nie ten szczegół. Zastanawiałam się, jak cię ukarać za nieposłuszeństwo. Zasługujesz na to, żeby cię ściąć. Sługa, który mnie zawodzi, nie jest mi do niczego potrzeby. Ale ty jesteś inny. W tobie jest potencjał.

Ledwie docierały do mnie jej słowa. Miałem świadomość, że dotyka moich genitaliów. Chciałem unieść biodra, ale w tym samym momencie odsunęła się.

– Tylko popatrz na siebie. – Dwoma energicznymi ruchami pociągnęła za moje spodnie i obnażyła mnie. – Jestem twoją królową, a ty nie okazujesz mi szacunku. Czy jestem tu po to, żeby ci dawać przyjemność? Czy daję ją komukolwiek? Nie bez powodu nazywają mnie Złą Królową.

Tak jest, moja pani – odpowiedziałem jej w myślach.

Dotknęła moich ust, uwięzionych pod materiałem. Nie wiem, co miał oznaczać ten gest, nic nie dało się wyczytać z jej twarzy. Nagle coś rozbłysło w jej dłoni. To był nóż, który wysunęła szybkim ruchem z długiego rękawa. Poczułem zimną stal na przyrodzeniu. Przez ułamek sekundy myślałem, że chce mnie trwale okaleczyć, ale ona tylko rozcięła mi naskórek. Lubiliśmy fantazjować, jednak nie sądziłem, że w realu byłaby zdolna do czegoś podobnego. Coś niebezpiecznego czaiło się w jej oczach. Łudziłem się, że to gra, w końcu chodziła kiedyś na warsztaty teatralne. Ale czy na pewno? Przełknąłem ślinę.

– Pomogę ci dotrzymać przysięgi, jaką mi niegdyś złożyłeś. Okażę ci łaskę, tak jak ty okazałeś ją Śnieżce – zadrwiła.

Zacząłem trzeć kneblem o ramię, aby go ściągnąć. Z gardła Weroniki dobył się chichot. Bawiło ją, że się mocuję. Skontrolowałem, czy przymierza się do kolejnych cięć, ale ona znalazła nową zabawkę. Długą nić, którą niespiesznie odwijała z nadgarstka. Gdy to robiła, odsłaniały się różowe pręgi na jej jasnej skórze. Przez dłuższą chwilę nie umiałem odwrócić od nich wzroku. Weronika naciągnęła nić.

– Nie ruszaj się. Bo będzie bolało.

Usiadła między moimi nogami, złączając kolana. Wiedziałem, co zamierza. Do twarzy napłynęła mi krew. Pieczenie od ranki zbladło zagłuszone falą przyjemności, która uderzyła we mnie niespodziewanie, gdy tylko poczułem dotyk kobiecych palców i ocieranie się nici o najwrażliwszą część mojego ciała. Nagle Weronika pociągnęła za nie. Jęknąłem zaskoczony bólem.

– Nie robię tego, by dawać ci przyjemność. Ja chcę cię z niej wyleczyć.

Wpatrywałem się w nią z osłupieniem i rzeczywiście, po kilku brutalnych szarpnięciach za nici, które obwiązywały małego, mój penis zwiotczał, wyraźnie odmawiając uczestnictwa w dalszej zabawie. Na ustach królowej pojawił się pełen uroku uśmiech.

– Czy tak nie jest lepiej? – spytała łagodnie.

Nie jest źle, pomyślałem. Choć związała mnie chyba za mocno. O podnieceniu nie mogło być mowy. Zastanawiałem się, jaki będzie jej kolejny ruch. Chyba miała wszystko zaplanowane, ani razu się nie zawahała.

– A teraz przekonamy się, czy nie jesteś już zdolny mnie zdradzić. Czy będziesz całkowicie podporządkowany mej woli. To walka między rozumem a popędem. Wszystko zależy od ciebie, wszystko jest w tobie.

Jej palce zaczęły sunąć po moim członku z brutalną łagodnością. Czułem, że penis się pręży, ale nici natychmiast go stopowały. Utkwiłem wzrok w suficie i liczyłem na nim pęknięcia. Nie zamierzałem dać Weronice satysfakcji. Nie wiedziała, że potrafiłem się zupełnie wyłączyć i uciec myślami w bezpieczne rejony. Wkrótce mój oddech zupełnie się wyrównał. Wyglądało na to, że byłem na dobrej ścieżce do zwycięstwa.

Jednak w pewnym momencie Weronika zmieniła pozycję, ten ruch spowodował, że znów skupiłem na niej uwagę. Przysunęła się. Jej dłoń zacisnęła się na moim gardle. Nachyliła do niego usta i musnęła mnie nimi. Poczułem ból. Lecz zanim zdołałem ochłonąć, podciągnęła suknię i naprowadziła penisa na ciepłe miejsce między swoje uda. Odruchowo wierzgnąłem, ale tylko sobie zaszkodziłem. Wcisnąłem się w nią i choćby mi przystawiła nóż do gardła, nie umiałbym myśleć o niczym innym, jak tylko o tym, że właśnie penetruję ciasne wnętrze kobiecego ciała. Spojrzałem w ciemne oczy Weroniki. Były nieruchome, skupione. Wchodziłem w nią głębiej, a ona odbierała to na swój sposób, z myślami zupełnie przede mną skrytymi. Chciałem krzyknąć. Pot zrosił mi czoło.

Weronika wyprostowała się.

– Szesnaście ruchów. Jeśli je zniesiesz, postaram się na nowo ci zaufać. Dlaczego szesnaście? – spytała, jakby zaglądając w mój umysł. – To wiek Śnieżki. To przez nią znalazłeś się w tej sytuacji. Powinna być teraz z nami, nieprawdaż?

Potrząsnąłem głową i starałem się okazać swoje oburzenie. Weronika zignorowała te desperackie próby nawiązania z nią kontaktu. Poruszyła się dwa razy, niespiesznie, starając się, bym doskonale poczuł, jak mocno jest wokół mnie zaciśnięta i już naprawdę nie wiedziałem, czy to nici, czy jej wnętrze mnie miażdży.

Przy piątym ruchu myślałem, że zemdleję. Byłem w piekle albo niebie, granica między tymi dwoma zacierała się. Przy siódmym spojrzałem błagalnie na swoją Panią. Jej opanowanie i niewzruszenie mnie dobiło. Czerpała przyjemność z mojego położenia, nie miałem co do tego wątpliwości, ale nie była to przyjemność fizyczna. Przy trzynastym ruchu doszedłem. W oczach rozbłysły fajerwerki. Zacisnąłem powieki i stałem się tylko uczuciem, tylko odbierającym ból i przyjemność ciałem. Łańcuchy zagrzechotały, gdy szarpnąłem nimi w spazmach.

– Trzynasty… – przywołał mnie do porządku zimny głos. – Pechowa cyfra. Również dla ciebie.

Weronika zeszła ze mnie raptownie i natychmiast owiał mnie nieprzyjemny chłód. Pragnąłem poskładać myśli, ustosunkować się do tego, co się właśnie wydarzyło. Królewskie palce zaczęły rozplątywać nici, a robiły to tak niezdarnie, że co chwilę pojękiwałem i nabrałem pewności, że specjalnie sprawia mi ból.

– Myślałam, że jesteśmy podobni, ale pomyliłam się. Szkoda.

Poprawiła suknię i zeszła ze stołu. Stała kilka chwil odwrócona do mnie plecami. Widziałem, jak zaciska i rozprostowuje palce. W końcu podeszła do półki z narzędziami i chwyciła coś z głośnym brzdękiem. Gdy wróciła do mnie z nożycami ogrodowymi, miałem definitywnie dość tej zabawy.

– Bez obaw. Twoje życie zamierzam zachować, co nie zmienia faktu, że pewien problem trzeba zlikwidować.

Problem? Zlikwidować? Te słowa obijały się w mojej czaszce, jak piłka. Zacząłem się szarpać i przeklinać w duchu swoją niemoc.

Mówisz o moim fiucie, a on nigdy nie był twoim problemem, prawda? – pragnąłem wykrzyczeć. Nożyce zawisły nad moim udręczonym penisem, niemal czułem ich gładki chłód, przenikał mnie na wskroś. I wtedy rozległ się znajomy zgrzyt otwieranych drzwi. Tym razem brzmiał jak wybawienie.

Do środka wszedł mężczyzna. Zlustrował całą sytuację obojętnym spojrzeniem, po czym skłonił się przed Weroniką, jakby rzeczywiście była królową i należał jej się respekt.

– Pani, znaleźliśmy trop Śnieżki. Jest całkiem niedaleko.

– Ach, tak?

Wahała się, być może rozważając, kogo bardziej unieszczęśliwić, mnie czy ową królewnę. Wysunęła nożyce z dłoni, po czym ruszyła do wyjścia. Zanim zniknęła, rzuciła mi ostatnie spojrzenie. Niemal czułem fizycznie – było obietnicą, że jeszcze ze mną nie skończyła.

– Co ty tu robisz? To nie jest twoje miejsce – zwrócił się do mnie ten mężczyzna. Patrzył na mnie tak, jakby mnie znał, ale ja widziałem go po raz pierwszy, byłem tego pewien.

Wyjął mi knebel z ust.

– Masz klucz do kajdan? – spytałem. – Uwolnij mnie. Szybko.

Koleś uśmiechnął się, ta sytuacja wyraźnie go bawiła. Miał w sobie coś, co budziło zaufanie i do tego świetnie wyglądał. Byłem wściekły na Weronikę i czułem, że nie chcę jej już znać, ale nadal mi przeszkadzało, że taki mężczyzna kręci się koło niej.

– Wpadłeś w niezłe tarapaty. Pomogę ci, na ile zdołam, dla twojej kochanej, która czeka na ciebie w twoim świecie. Zła Królowa nie jest tobie przeznaczona, ma tu innego Adama.

Nie miałem pojęcia, o czym mówił i nie obchodziło mnie to w tej chwili. Kajdany opadły na stół, byłem wolny. Przygarnąłem dłonie. Niepokoiła mnie ich siność, palce były zupełnie zdrętwiałe, a skóra wokół nadgarstków rozdarta do krwi. Czy Weronika zdawała sobie sprawę, jak bardzo mnie okaleczyła? Z pewnością. Wezbrała we nie złość.

Stanąłem na nogi i zakręciło mi się w głowie. Wybawca podtrzymał mnie z głupawym uśmieszkiem wciąż tkwiącym na gładkiej twarzy i przez moment wydawało mi się, że jednak go znam.

– Pomogę ci dojść do wyjścia i na tym się kończy moja wielkoduszność. W tym świecie stoję po stronie Złej Królowej. Zakłócasz naszą historię. Musisz zniknąć.

– Z wielką ochotą.

Na zewnątrz powitał mnie chłód wieczoru. Rozejrzałem się. Przed sobą miałem zieloną przestrzeń i ścianę lasu na końcu. A za plecami ponure zamczysko. Gdzieś w tle słyszałem ujadanie psów. I wtedy po raz pierwszy przyszło mi do głowy, że znajduję się w innym świecie. Musiało nastąpić jakieś zwarcie i przelazłem do równoległej rzeczywistości. Jeśli tak, miałem przejebane.

– Lepiej się pospiesz.

Odwróciłem się.

– Jak? Jak mam wrócić?

– Znajdziesz sposób.

Szczekanie psów stało się głośniejsze. Instynktownie postąpiłem w kierunku lasu. Może będę miał szczęście i znajdę drogę do chatki krasnoludków? – pomyślałem w przypływie wisielczego humoru. Biegnąc, czułem ból w kroczu. Cieszyłem się, że jestem tam cały, mimo że małemu nieźle się oberwało. Gdy wkroczyłem do lasu, musiałem uważać na kroki. Teren był nierówny, a gałęzie chłostały mnie po twarzy, jakby pragnęły wypchnąć z wnętrza lasu. Może czuły, że nie jestem stąd, że jestem tylko intruzem.

Nagle zahaczyłem stopą o korzeń i runąłem do przodu. Miałem pecha, teren schodził w dół, więc sturlałem się po nim, bez powodzenia starając się czegoś uchwycić. Przed oczami ujrzałem rozbłysk światła, a potem ciemność.

Gdy się ocknąłem, na niebie wisiało słonko. Przez chwilę byłem zdezorientowany. Usiadłem i przetarłem oczy. Znajdowałem się na ścieżce, której kamienie poukładane były na wzór szachownicy. Podniosłem się i ruszyłem przed siebie. Po lesie nie zostało śladu, jakby się rozpłynął. Czy tamto mi się przyśniło? – zastanawiałem się oszołomiony. Ścisnąłem małego. Zdawał się cały i zdrowy.

Niebawem dotarłem pod wysoką bramę, bo do niej prowadziła droga. Była uchylona. Wśliznąłem się do środka i ruszyłem przez ogród, podziwiając rozmaitość kwiatów, jakie w nim rosły. Najpiękniejsze były róże. Pąki w pełnym rozkwicie, większe od mojej rozłożonej dłoni. Dotknąłem jednego, aby sprawdzić, czy jest prawdziwy. Zostawił na moim palcu szkarłatny ślad, a ja na jego płatku biały niczym śnieg odcisk mojego palca. Róże były pomalowane.

– Czego chcesz od moich kwiatów?

Odwróciłem się raptownie, zdumiony, że komuś udało się podejść do mnie tak bezszelestnie.

– O ja pierdolę… – wymsknęło mi się przez ściśnięte gardło. – To znowu ty…

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Mam przyjemność powitać naszych łamach kolejną Autorkę Najlepszej Erotyki!

Wilgo, życzę Ci mnóstwo frajdy z pisania, nieustających przypływów natchnienia, oraz wielu udanych premier 🙂

Pozdrawiam serdecznie
M.A.

Dziękuję, jest mi niezmiernie miło 😀

Udany debiut, Wilgo 🙂 Choć z drugiej strony, jest sporo obszarów, nad którymi warto jeszcze popracować.

Zarysowałaś ciekawą sytuację, oraz intrygującą bohaterkę kobiecą. Natomiast bohater męski, narrator, jest tu nieco enigmą. Bardzo niewiele się o nim dowiadujemy. A chętnie dowiedziałbym się więcej.

Plusem opowiadania jest jego humor, wynikający po części z absurdalności sytuacji, a po części z ironicznego podejścia głównego bohatera, który długo nie wie za bardzo, co jest grane i komicznie zgrywa chojraka, aż do chwili, gdy jest już na to zbyt późno.

Brakowało mi nieco soczystości opisów, które pozwoliłyby poczuć, że naprawdę znajdujemy się w innym świecie czy alternatywnej rzeczywistości. Przykładowo tajemniczy wybawiciel, który uwalnia narratora – praktycznie całkiem pominęłaś jego deskrypcję. Ani nie wiemy jak wygląda, ani w co jest ubrany (co pozwoliłoby nieco ulokować w czasie owe nigdziebądź do którego nas zabrałaś). Królowa również opisana jest oszczędnie, choć tu przynajmniej otrzymaliśmy pewne detale.

Mam pytanie: czy zamierzasz kontynuować wątki rozpoczęte w tym opowiadaniu? Wydaje mi się, że jest to dzieło zbyt niekompletne jeszcze, by mogło funkcjonować samodzielnie. Czy jest to więc początek cyklu?

Bez względu na odpowiedź, winszuję pierwszej publikacji na naszych łamach. Teraz może być już tylko lepiej!

Pozdrawiam
M.A.

Nie jestem dobra, w tworzeniu opowiadań. Piszę raczej dłuższe formy. To twór eksperymentalny pod wieloma względami 😀 Zdaję sobie sprawę z niedoskonałości. Gdybym pisała “Złą Królową” z myślą o powieści, z pewnością opisy byłyby bogatsze. Chociaż ja tak już mam, że dawkuję informacje o bohaterach. A najlepiej, jeśli stanowią wskazówkę do własnych interpretacji 😀 Nie wiem czy będę kontynuować historię. Podobała mi się współpraca z moją cudowną korektorką, którą pozdrawiam gorąco! Zaczęłam uważać na przecinki, to dzięki Niej ;*

Przeczytałam z zaciekawieniem. Jako debiut całkiem fajne, jako opowiadanie – nazbyt zwięzłe, przez co nie przemawia do wyobraźni tak dobrze, jak mogłoby. Tym niemniej z chęcią zapoznam się z Twoim kolejnym opowiadaniem, Wilgo.

Komiczny tekst, który sam się czyta! Pochłonąłem go przy śniadaniu i stanowił idealny deser. Chętnie poznałbym więcej historii o złej królowej! No i o Śnieżce.

Bardzo udany debiut, w ciekawy i nietypowy sposób odświeżający motywy znanej baśni, przy okazji zatrącający o wątki femdom oraz nie stroniący przy tym od specyficznego humoru. Czyta się płynnie i dobrze. Może przydałoby się uszczegółowienie scenerii (to moje osobiste wrażenie) oraz pogłębienie kreacji postaci męskich (o tym wspominał już MA). Natomiast ewentualna kontynuacja zależy od woli Autorki, również w obecnej postaci uważam bowiem opowiadanie za dobrze skomponowaną całość. Gratuluję i czekam na kolejne wytwory Twego pióra.

Napisz komentarz