Sen Dagmary (Sinful Pen) 2.88/5 (11)

Przeczytanie tego tekstu zajmie Wam 18 minut/-y    
Fern Rodriguez(Rodfern2011), "Nightie", CC BY-NC-ND 3.0

Fern Rodriguez(Rodfern2011), “Nightie”, CC BY-NC-ND 3.0

Poniższe opowiadanie jest publikowane powtórnie w ramach cyklu Retrospektywy. Pierwszy raz pojawiło się na portalu Najlepsza Erotyka 2 czerwca 2014 roku.

Pod cienkim płaszczem była naga. Drżała.

Silne dłonie trzymały ją za ręce i prowadziły w stronę czarnej limuzyny. Czuła jak emocje osaczają ją, blokując wszelkie inne doznania. Pomimo niepewności i zdenerwowania, nie sprzeciwiała się temu i ufnie szła ku niewiadomemu, które wabiło ją od dawna. Po chwili siedziała w samochodzie. Sprawne dłonie zawiązały na jej oczach opaskę. Poczuła się nieswojo, ale po chwili to uczucie ustąpiło i jej głowa oparła się na siedzeniu auta. Spróbowała uspokoić oddech. Jechali w milczeniu. Czuła z boku czyjąś obecność, ale nikt nie odezwał się do niej nawet słowem. Pomimo, że miała na sobie tylko płaszcz, czuła kolejne fale gorąca. Krople potu spływały w dół po jej kręgosłupie.

Limuzyna zatrzymała się i te same dłonie chwyciły ją ponownie. Z ich pomocą wyszła z samochodu. Poczuła powiew chłodnego powietrza na twarzy. Nie wiedziała, gdzie jest i co się z nią za chwilę stanie.  Krew wrzała w jej żyłach. Spieczone usta układały się w delikatny uśmiech. Znów była prowadzona. Usłyszała skrzypnięcie drzwi i po chwili poczuła ciepło. Znalazła się w pomieszczeniu. Zaraz potem zdjęto jej opaskę z oczu i oślepiło ją światło.

Stała w dużym holu, w którym dominowały ogromne, drewniane schody. Popchnięta zachęcająco w ich stronę, wstąpiła na nie, podekscytowana i drżąca. Na końcu schodów czekał na nią korytarz. Niepokojąco długi i zaciemniony, nasycony tajemniczością. Czuła, ze z każdym kolejnym krokiem uczynionym w stronę jego końca, jej ciałem wstrząsa nowy zastrzyk adrenaliny. Była mniej więcej w połowie, gdy dostrzegła ogromne drzwi z dwoma skrzydłami. Dzielący ją od nich dystans przeszła myśląc tylko o tym, co znajduje się za nimi. Gdy stanęła przed podwojami, miała wrażenie, że korytarz za jej plecami wypełnia  dudnienie jej serca. Czuła się tak, jakby za chwilę miała zemdleć.

Wyciągnęła powoli dłoń i nacisnęła klamkę, jednocześnie popychając drzwi. Otworzyły się lekko i szeroko, do końca. Spojrzała za nie, ale dostrzegła tylko… ciemność. Z lśniącym wzrokiem, niczym maszyna działająca zgodnie z instrukcją, rozpięła płaszcz i pozwoliła mu zsunąć się z siebie. Była naga i rozpalona. Drżąc, przekroczyła niewidzialny próg drzwi i zanurzyła się w mrok.

Przestała widzieć i słyszeć. Nagle, w atramentowym mroku, na swoim ciele poczuła dotyk dłoni, która zaczęła je pieścić. Za chwilę dołączyły do niej kolejne, a po kilku minutach miała wrażenie, że jest ich setki. Obudziły w niej rozkosz. Jej ciało poddawało się im niczym glina palcom rzeźbiarza, a podniecenie rosło z każdą sekundą. Gdy jedna z dłoni sunąc w górę, po udzie, zanurzyła się w szparce, z jej gardła dobyło się ciche westchnięcie. Po chwili w ciemności słyszała już tylko swój powracający z coraz większą siłą jęk. Miała wrażenie, że ciemność rozpadnie się pod wpływem jej krzyku, gdy nagle wszystko ustało…

Dagmara obudziła się cała spocona. To był sen. Ten sam, który powraca do niej od jakiegoś czasu i nie pozwala zapomnieć o sobie przez cały dzień. Realistyczny, podniecająco prawdziwy. Czuła, że pod cienką satynową koszulką pali ją całe ciało. Była podniecona i zła, bo sen zawsze kończył się w tym samym miejscu, pozostawiając ją drżącą i niezaspokojoną. Dagmara odrzuciła cienką kołdrę na bok i poszła do kuchni, żeby łyknąć odrobinę wody. Jej złocistorude loki przylepiły się jej do karku, policzków i czoła. Z jej zielonych, zasnutych snem oczu przebijał się tajemniczy blask. Woda ostudziła nieco jej emocje, ale na policzkach wciąż czerwieniły się i piekły rumieńce podniecenia.

Istnieje teoria, że sny są odpowiedzią na to o czym często myślimy, na nasze pragnienia. „ Jeśli tak, to jesteś opętana i zboczona!” – mruknęła do siebie pod nosem Dagmara. Ziewając, wróciła do łóżka, poszukać snu na resztę nocy.

**************************************************************************

Mała kawiarenka przeżywała oblężenie klientów. Dagmara siedziała przy niedużym stoliku ze swoją przyjaciółką – Anetą. Poznały się na studiach i od tamtej pory zacieśniały więzy przyjaźni. Dagmara była świadkową na ślubie przyjaciółki i uważała, że Janusz – mąż Anety – jest jednym z ostatnich prawdziwych facetów. To była jedyna rzecz, jakiej zazdrościła przyjaciółce. W tej chwili tematem ich rozmowy były sny Dagmary.

– Mówisz, że wracają co jakiś czas? – dopytywała się Aneta.

– Tak. Ostatnio z coraz większą częstotliwością.

Siedziały przez chwilę w ciszy.

– Właściwe, to nie rozumiem… twojego problemu. – wyznała przyjaciółka.

– Jak to?

– Przecież, to super sny! – zaśmiała się Aneta. – Jeśli możesz, to wypożycz mi je na jakiś czas.

Śmiejąc się sięgnęły po filiżanki z kawą.

– Nie ma mowy! – powiedziała Dagmara chichocząc. – Ale, Aneta powiedz mi… czy ze mną wszystko jest w porządku?

Przyjaciółka spojrzała na nią. W jej oczach zamigotały wesołe ogniki.

– Nie! Jesteś zapracowana i zmęczona. Nie masz czasu na rozrywki, między innymi też na… seks – tłumaczyła Dagmarze. – Stąd te sny i tyle. Potrzebujesz urlopu z porządnym bzykaniem w tle.

– Jasne. Dzięki pani doktor. – Na twarzy Dagmary pojawił się kwaśny uśmiech. – Mogę zejść z kozetki?

– Oczywiście! – Znów śmiały się obydwie. – Jeśli chcesz mniej wyszukanej diagnozy, to powiem ci, że… masz zajoba na punkcie seksu. Leczy to się tak samo.

– Dzięki.

– Nie ma za co. Od czego ma się przyjaciół. – Aneta spojrzała na zegarek. – Kurczę, Dagma, muszę lecieć, obiad w stanie surowym, a samiec wraca niedługo do domu. Trzymaj się i nie przejmuj.

Przyjaciółka wybiegła z kawiarenki, zostawiając ją samą, z niedopitą kawą i kłębiącymi się myślami.

Z kawiarenki do domu Dagmara miała coś koło kilometra. Postanowiła zrobić sobie spacer i przemyśleć wszystko jeszcze raz. Zapewne Aneta trafiła w sedno! Dagmara miała trzydzieści jeden lat i była bardzo atrakcyjną kobietą. Złocistorude włosy otaczały twarz o barwie porcelany, zielone oczy zdradzające skłonność do wesołości i mały nosek przyprószony bladymi piegami. Była niezbyt wysoka, jej figura stwarzała wrażenie kruchości, ale w tej niepozornym ciele kryła się dusza silna, dumna i niezależna. Pochodziła z rodziny, gdzie nie brakowało przysłowiowego ptasiego mleka, ale po studiach postanowiła własnymi siłami dojść do czegoś i w krótkim czasie okazało się, że dopnie swego.

Trafiła do zagranicznej firmy, która właśnie powstawała w Polsce i krok po kroku, dzięki pracy i talentowi, wspinała się na kolejne szczeble w hierarchii. Nieco ponad rok temu ostatni awans sprawił, że nad sobą miała już tylko cztery osoby, z samego szczytu. Zarabiała cztery razy więcej niż potrafiła wydać w miesiącu, lecz nie miała czasu na wydawanie. Za Ryszardem Ochódzkim – bohaterem kultowego filmu – mogła powtórzyć, że awans niewątpliwie miał swoje plusy, ale chodzi o to, żeby te plusy nie przysłaniały nam minusów. A te również były! Dagmara spędzała w firmie po dwanaście godzin, nie mając czasu na życie prywatne. Ostatni raz związana na dłużej z facetem była wieki temu. Miała wrażenie, że jeszcze w epoce jurajskiej.

A przecież lubiła towarzystwo mężczyzn, tę swoistą grę zwaną flirtem, a nade wszystko uwielbiła seks. Jak misio miód. Inni wypierali się tego, ubierali to w piękne słowa i tłumaczyli naukowymi teoriami, a ona zawsze potrafiła się przyznać, że nie ma to jak… porządne bzykanie. Teraz jednak nie miała na to czasu, tkwiąc w pułapce awansu, a poza tym doszła do wniosku, że w jej środowisku naturalnym brak facetów, którym mogłaby się oddać bez zastanowienia, z zastanowieniem zresztą też.

Pozostały jej tylko powracające co jakiś czas sny, dlatego uważała, że Aneta ma rację. Lukę, jaka powstała w jej życiu z powodu braku czasu i nadmiaru obowiązków, mózg postanowił zapełnić w taki, a nie inny sposób. Nie pozostawało jej nic innego, jak przejść nad tym do porządku dziennego i czekać na kolejny powrót sennego seansu. Może następnym razem nie skończy się w tym samym miejscu.

Idąc i rozmyślając dotarła do domu. Na klatce schodowej zerknęła do swojej skrzynki na listy. Była tak pełna, że Dagmara była ciekawa, jak listonosz ją zamknął. Wyciągnęła jej zawartość i wsunęła pod pachę. Jadąc windą na piąte piętro myślała o tym, że jest potwornie głodna, ale zarazem, absolutnie nie ma siły, żeby krzątać się w kuchni. „Cholera, dziś chyba przyśni mi się Baba Jaga!” – pomyślała o tym, co kiedyś mówiła jej babcia, żeby nakłonić ją do zjedzenia czegokolwiek na kolację.

Na miano kolacji zasłużyły dzisiaj dwa banany i mocna kawa. Substytut, palce lizać. Dagmara siedziała nad niedopitą kawą i patrzyła na towarzyszkę swoich ostatnich – od bardzo długiego czasu – kolacji i śniadań, kotkę – Silver, która potrząsając swoim srebrzystoszarym łebkiem, rozprawiała się ze swoja porcją kociego pokarmu.
„Powinnam siedzieć teraz naprzeciwko miłego i przystojnego faceta i patrząc mu w oczy, szukać w nich zachwytu i pożądania!” – pomyślała Dagmara z irytacją.
Odpowiedzią były tylko ciche pomruki Silver.

– Dobrze, że chociaż ty jesteś zadowolona! – rzuciła w stronę zwierzaka.

Przed pójściem do łazienki, Dagmara postanowiła przejrzeć stos poczty, sterczący oskarżycielsko na stoliku. Były tam prenumerowane przez nią gazety, dwa rachunki i awizo, a poza tym cała masa ulotek reklamowych. Już miała wyrzucić te śmiecie, gdy jedna z nich przykuła jej uwagę. Dagmara wyrzuciła pozostałe reklamówki do kosza i usiadła wpatrując się w tę, która ją zainteresowała. Nie wiedziała co o niej myśleć, ale na wszelki wypadek, niech poleży sobie na szafce w przedpokoju. Koło wazonu, z lekko przywiędłymi frezjami. Pora na kąpiel, a potem… do łóżka. Razem z panią Grocholą i jej najnowszą książką. Ciekawe, czy dzisiaj Morfeusz wyciągnie dla niej zza pazuchy ponownie ten sam sen.

**************************************************************************

Wszystko było jak zawsze. Jeśli się różniło, to niewielkimi szczegółami. Limuzyna była czarna, podobnie jak opaska, którą zasłonięto jej oczy. Siedząc na tylnym siedzeniu auta, czuła milczącą obecność dwóch atrakcyjnych, młodych dziewczyn.
Samochód połykał kolejne kilometry drogi, dzielącej ją od nieznanego. Budziły się uśpione emocje, otwierając swoje nieistniejące powieki i wypełniając ciało Dagmary przyjemnym, ciepłym dreszczem.

Auto zatrzymało się mniej więcej po godzinie jazdy, a gdy po kilku minutach ściągnięto Dagmarze z oczu opaskę, przekonała się, że jest w wypełnionym ciszą wielkim holu jakiegoś domu. Kilka zapalonych na ścianach kinkietów dawało niewiele światła i wprowadzało atmosferę tajemniczości. Pełna ciekawości, ostrożnie, ale i ufnie zaczęła wchodzić na potężne, drewniane schody, które wypełniały większą część holu.

Na szczycie schodów czekał na nią korytarz, długi i wyścielony krwiście czerwonym dywanem. Światła było tu jeszcze mniej, tak, że Dagmara ledwie zauważyła potężne podwoje na jego drugim końcu. Dwie milczące towarzyszki wskazały jej lekko uchylone drzwi do małego pomieszczenia.

W środku była tylko nieduża, zamknięta szafka, krzesło i lustro. Na oparciu krzesła leżała przewieszona cienka, czarna peleryna. I nic więcej.

– Przebierz się! – powiedziała jedna z dziewczyn.

Były to pierwsze słowa jakie usłyszała z ich ust, odkąd podjechały pod jej dom, by ją tutaj zabrać. Sekundę później Dagmara była już sama. Poczuła kolejną falę emocji i podniecenia na myśl, że będzie uodziana tylko w ten cienki, mocno przezroczysty kawałek materiału. Przebrała się najszybciej, jak potrafiła.

Chłód rozszedł się po jej nagim ciele, przykrytym tylko cienką peleryną, wywołując gęsią skórkę. Pomimo to, w środku Dagmara czuła, jak pali ją ogień podniecenia. Oddychała płytko, serce kołatało coraz szybciej, jakby za chwilę miała dostać zawału.
Usłyszała, jak ktoś wchodzi do pokoju i rozpoznała jedną z dziewczyn, z którymi tu przyjechała. Zobaczyła w jej dłoni znajomy skrawek materiału, który po chwili znalazł się na jej głowie, zasłaniając oczy.

Dziewczyna wyprowadziła ją z powrotem na korytarz i delikatnym pchnięciem wskazała kierunek, w którym ma iść. Dagmara czuła, nie… wiedziała, że idzie w stronę wielkich drzwi, które dostrzegła poprzednio. Kolejny, dwudziesty, a może trzydziesty zastrzyk adrenaliny wzburzył jej krew. Całym sercem pragnęła znaleźć się za tymi drzwiami.

Dagmara poczuła dotyk dłoni idącej obok niej dziewczyny i zatrzymały się na moment. Stanęły przed drzwiami, które sekundę potem skrzypnęły głośno. Po chwili je przekroczyła.

W ciszy Dagmara słyszała swój płytki i przyspieszony oddech. Emocje zawładnęły nią zupełnie, postanowiła wyłączyć myślenie i zdać się na instynkt. Tak bardzo pragnęła przeżyć coś niezwykłego, że bez reszty poddała się ogarniającemu ją z podnieceniu. Wiedziała, że tym razem nie obudzi się nagle, rozpalona i zawiedziona, że sen skończył się w tym samym momencie. Tym razem będzie ciąg dalszy!

Po kilkunastu krokach zatrzymała się, czując, że jej nogi oparły się o coś twardego. Pochyliła się, żeby dłońmi sprawdzić co to jest, ale towarzyszka nie pozwoliła jej na to. Zsunęła z niej pelerynę, która drażniąc jej skórę, opadła na podłogę koło stóp. Dagmara była naga. Popchnięta, straciła równowagę. Poleciała do przodu i zatrzymała na przeszkodzie, którą okazało się wielkie łóżko. Poczuła na ciele chłodny dotyk miękkiej pościeli.

– Połóż się na plecach! – usłyszała rozkazujący szept swojej towarzyszki.
Dagmara przesunęła językiem po spieczonych ustach, które pomimo chłodu emanowały ciepłem.

Położyła się tak, jak jej rozkazano. Dziewczyna chwyciła jej dłoń i Dagmara poczuła, że wiąże jej na nadgarstku węzeł. Ten sam los spotkał również drugą rękę i jej obie nogi. Przez kolejne trzy minuty Dagmara słyszała jak jej towarzyszka krząta się wokół niej, a potem oddala się i nastaje cisza. Tajemnicza, podniecająca. Spróbowała poruszyć kończynami, ale okazało się, że niewiele może uczynić. Była skrępowana i zdana na łaskę tego, kto pojawi się niebawem. Taką przynajmniej miała nadzieję.

Leżała i czekała. Nie mogła zrobić nic innego. Była naga, unieruchomiona i pozbawiona wzroku. W takiej sytuacji każda chwila dłuży się niemiłosiernie, a każda minuta zdaje się trwać tysiąc sekund. Wokół siebie czuła pustkę. Słychać było tylko ciche skrzypnięcia i szmery, zwykłe odgłosy jakie wydają z siebie stare domy. Wśród nich echem niosły się kolejne uderzenia serca Dagmary, którą spalały emocje.
Niecierpliwa, pełna niepewności czuła otaczającą ją, pełną napięcia ciszę.

Czas rozciągnął się jak guma. Nie umiała powiedzieć, jak długo tak leżała. Dopiero gdy zaczęła się poddawać i poczuła, że za chwilę odpłynie w krainę snu, usłyszała dźwięk, którego – odkąd została sama na łóżku – nie słyszała. Przypominał jej odgłos bosych stóp, cicho stąpających po dywanie. Być może było to tylko złudzenie, bo po chwili znów zapadła głucha cisza. Po chwili jednak tajemniczy dźwięk powrócił, a zaraz potem poczuła na policzku czyjś ciepły oddech i usłyszała nieco chrapliwy szept:

– Witaj.

Po jej plecach, wzdłuż kręgosłupa przetoczył się potężny dreszcz podniecenia. Nareszcie, doczekała się!

Stanowcze, męskie dłonie, rozgrzane pożądaniem, nakryły jej małe, jędrne piersi. Westchnęła cicho z zadowoleniem. Na spieczonych ustach poczuła ciepły dotyk męskich warg. Odpowiedziała. Przytulone usta, wpijały się zachłannie w siebie. Ich języki spotkały się w połowie drogi, dotykając się czubkami. Obydwoje zatracili się w pocałunku. Tymczasem dłonie mężczyzny kolistymi ruchami masowały drobny biust, coraz bardziej zacieśniając pętlę wokół małych sutków. Sprawne palce dozując siłę pieszczoty pocierały je i ściskały, powodując, że ciało Dagmary prężyło się na łóżku, szarpiąc się w więzach.

Po chwili poczuła na swoich piersiach również język mężczyzny. Przesuwał się po ich krągłych kształtach. Jego czubek trącał nabrzmiałe już mocno sutki, a usta ssały je zapamiętale. Dagmara dyszała, chłonąc każdy kolejny dotyk, jakby miał moc uzdrawiania. Zresztą, dla niej tak właśnie było.

Tajemniczy kochanek kreślił dłońmi magiczne linie wzdłuż jej boków, aż po biodra. Jego język zaczął zjeżdżać z pagórków piersi w dół, w stronę jej łona, kreśląc językiem wilgotny ślad na płaskim brzuchu. Ona zaś drżała w oczekiwaniu na moment, kiedy jego usta zatopią się w jej szparce. Podniecenie dziewczyny z każdą chwilą osiągało coraz wyższy poziom, rozlewając się po ciele z prędkością fali gnanej przez burzę. Poczuła, że robi się wilgotna. Mężczyzna umiejętnie stopniował jednak napięcie, omijając cipkę i zasypując pieszczotami swoich gorących ust smukłe, zgrabne uda. Rozpalało to w Dagmarze potężny ogień. Pragnęła by zaczął pieścić jej coraz wilgotniejszą szparkę, ale oczekiwanie na ten moment, gdy na delikatnej skórze ud czuła namiętne pocałunki, było równie emocjonujące. Pojękując cicho, drżała niecierpliwie, chłonąc kolejne pieszczoty niczym gąbka wodę.

W końcu się jednak doczekała. Poczuła delikatne muśnięcie warg na płatkach cipki. Mimowolnie zadrżała, oczekując na więcej. Drżący koniec języka przesuwał się powoli po jej płatkach, mięsisty i lepki. Dagmara dysząc ciężko, przygryzła dolną wargę. Spazmy rozkoszy pojawiały za każdym kolejnym pociągnięciem języka. Poczuła jak wsuwa go głębiej, w jej wilgotną szparkę i pieści zapamiętale. Po chwili palcami rozchylił płatki i szybkimi, krótkimi pociągnięciami drażni jej łechtaczkę.
Uderzenie gorąca rozlewa się we wnętrzu Dagmary. Pot powleka jej wijące się na prześcieradle ciało. Z gardła wyrywają się ciche, urywane jęki, które wypełniają ciszę, razem z kolejnymi mlaśnięciami języka. Robi się mokra. Bardzo mokra i gotowa na przyjęcie członka. Jednak usta mężczyzny przyssane do jej cipki, wciąż pieszczą ją niemiłosiernie.

Znajdując siłę, pomiędzy kolejnymi uderzeniami rozkoszy, Dagmara nie poznając swojego głosu, wydyszała:

– Chcę poczuć go w sobie!

Jej kochanek jednak najwyraźniej tego nie usłyszał, albo nie chciał słyszeć.

– Wsadź mi! – Dagmara zdobyła się na ostrzejszy ton.

– Chcesz, żebym ci wsadził?! – usłyszała pytanie mężczyzny.

“Cholera jasna! A czy chory chce wyzdrowieć?!” – przemknęło przez głowę Dagmary.

– Tak!

– Jak bardzo? – w jego głosie słychać było podniecenie. Bawił się z nią.

„Psiakrew, a jak bardzo można tego pragnąć, w sytuacji takiej jak ta?!” – coś krzyczało w jej głowie.

– Cholernie… bardzo! – odpowiedziała łamiącym się głosem.

– Okej suczko!

Tajemniczy mężczyzna uwolnił nogi Dagmary z więzów. Poczuła, że podnosi się na łóżku i z wyłowionych dźwięków zrozumiała, że ściąga z siebie koszulkę i spodnie. Po chwili chwycił ją za łydki, uniósł je i rozrzucił na boki. Na ile pozwoliło jej podniecenie, wstrzymała oddech. Lubiła ten moment. Pierwsze pchnięcie, gdy sztywny, pulsujący podnieceniem penis wdziera się w jej szparkę. Bliskie spotkanie trzeciego stopnia.

Jednak jej kochanek postanowił drażnić się z nią dalej. Zamiast w sobie, poczuła jego członka na sobie. Był sztywny. Przesuwał nim po jej piersiach, nabrzmiałym czubkiem trącając sutki, potem przyszła kolej na brzuch i łono. Czuła wtedy jego jądra ocierające się o jej delikatną, aksamitną skórę. Po plecach przeszły ją ciarki, gdy pocierał penisem o cienki pasek włosów łonowych, a potem dotknął jego główką wilgotnych płatków. Słyszała, jak mężczyzna dyszy z żądzy. Wyobraziła sobie jego twarz, wykrzywioną w grymasie podniecenia. W tej chwili pragnęła spojrzeć w jego oczy i wyczytać w nich pragnienie i zachwyt.

Tymczasem jej kochanek, trzymając swojego członka w dłoni uderzał nim w jej krocze. Do uszu Dagmary doleciał jej własny, dziki jęk. Nieczuły na te odgłosy mężczyzna wsuwał w jej szparkę ledwie czubek penisa i natychmiast go wyciągał. Ta pieszczota okazała się męką. Zniecierpliwiona Dagmara wydyszała:

– Wsadź mi go wreszcie!

– Spokojnie, suczko.

– Zerżnij mnie… proszę! – chciała by zabrzmiało to ostro, ale było raczej błaganiem.
I wtedy pchnął mocno, z dziką żądzą. Jęknęła z rozkoszą, ale i ulgą. Wbił się w nią prawie cały. Za chwilę poprawił drugi raz i poczuła na sobie uderzenie jego jąder. Pomimo opaski na oczach, instynktownie zacisnęła powieki. Oplotła nogami jego biodra. Czuła się tak bosko, jak nie czuła się od bardzo dawna. Przez głowę przeleciała jej krótka myśl, że była głupia, odmawiając sobie czegoś tak fajnego.

Skronie pulsowały. Serce łomotało, jakby chciało wyskoczyć z piersi. W powietrzu unosiło się coraz więcej, coraz bardziej oszalałych jęków, gdy jej kochanek wbijał się w nią, raz po raz, z szaleńczą regularnością. Jej nogi zsuwały się z jego spoconych pleców i bioder, gdy odpowiadała mu gwałtownymi ruchami bioder. Ciemność rozbłysła w jej oczach, kalejdoskopem kolorowych kół. Ciało płonęło, a ona pragnęła, żeby spaliło się w zalewającej ją – jak lawa – rozkoszy. Czując, że ruchy członka w jej cipce są coraz krótsze i szybsze, Dagmara doszła do wniosku, że jej kochanek zaraz dojdzie, podczas gdy jej jeszcze trochę brakowało by osiągnąć spełnienie. Wtedy – zupełnie niespodziewanie – wydarzyło się coś, co ją zaskoczyło. Wydawało się jej, że mężczyzna miotający się między jej nogami, za chwilę skończy i nastąpi finał jej erotycznej przygody. Tymczasem – co za niespodzianka! – do gry włączył się ktoś trzeci.

Wielkie jak bochny, męskie dłonie chwyciły ją za ramiona i unieruchomiły szamoczące się na łóżku ciało.  “Robi się ciekawie!” – przez głowę Dagmary przemknęła krótka myśl. Po chwili wielkie łapska ścisnęły jej biust, tak, że mimowolnie z oczu pociekło jej kilka łez. Pomimo, że pieprzył ją już jeden facet, myślała o tym, co zrobi z nią ten drugi. Na razie zagarniał jej piersi, trąc niemiłosiernie sutki, zapewne z podnieceniem i zaciekawieniem, patrząc jak inny mężczyzna zastyga w niej, potem wyciąga członka i z dzikim jękiem tryska strumieniem spermy na jej podbrzusze. Po chwili bez słowa opada na łóżko, obok niej, dysząc z rozkoszy. Dagmara czuje, jak od jego ciała bucha żar podniecenia.

Sama również jest strasznie rozpalona, ale do całkowitej satysfakcji jeszcze trochę jej brakuje. Słyszy niski, potężny głos drugiego mężczyzny.

– Dałeś czadu, nie ma co, przyjacielu! – w głosie pobrzmiewa wesołość. – Niestety, to nie zadowoliło do końca naszej suczki, prawda?

– Tak! – Dagmarze ledwie udało się wydobyć z siebie głos.

– Teraz pora na mnie! – jego głos jest pewny siebie. Dziewczyna czuła, jak oswobadza na chwilę jej dłonie, ale tylko po to, by skrępować ją w innej pozycji. Wkrótce potem klęczała na wilgotnym od potu, nasienia i jej soków prześcieradle z rękami przywiązanymi do wezgłowia. Oddychała ciężko, łapczywie chwytając kęsy powietrza, gdy nagle poczuła, jak nowy kochanek wpycha jej do ust swojego penisa, całkiem sztywnego i grubego. Po chwili pulsował już między jej wargami.

– Na co czekasz?! Zajmij się nim! – do uszu Dagmary dotarł zirytowany głos mężczyzny.

Dagmara przesunęła językiem po członku. Wolno i namiętnie. Dokładnie, centymetr po centymetrze. Pozostawiła w ustach tylko czubek penisa, a potem i jego wyciągnęła na wierzch. Powtórzyła ten zabieg jeszcze wiele razy, za każdym biorąc coraz większą jego część. Wreszcie poczuła na brodzie jądra mężczyzny. Wyraźny znak, że dalej już wepchnąć się go nie da. Zacisnęła wargi i chwytając penisa w połowie, zaczęła go jednocześnie obciągać ręką tuż przy swoich wargach.

– Ooo, taak! – słyszyła, jak on mruczy z zadowolenia. – Dobrze, suczko! Ssij… mocniej!
Chwycił ją za włosy i dopychnął tak, że Dagmara miała wrażenie, że za chwilę się zadławi. Gdy sztywny członek, cały wypełnił jej usta, mężczyzna wyciągnął go z nich i oznajmił:

– No… myślę, że pora na ostre rżnięcie, laluniu. – wypowiedź podkreślił siarczystym klapsem w prawy pośladek. Zapiekło, ale to nic. Liczyło się to, że Dagmara znów czuła przypływ podniecenia. Przed skrytymi pod opaską oczami migotały jej kolorowe, rozmazane kształty, a w głowie dudniło, jakby obok ktoś pracował młotem pneumatycznym.

Wielka łapa mężczyzny wymierzyła kolejny klaps, tym razem lewej stronie tyłka. Zaraz potem w żelaznym uścisku obu dłoni znalazły się biodra Dagmary. Zadarł jej pupę lekko do góry i wszedł w nią od tyłu, bez wahania, a gdy ulokował się wygodnie w jej wnętrzu, zaczął się w nią wbijać. Najpierw powolnymi, długimi ruchami, by stopniowo zwiększać tempo. Cały czas przytrzymywał jej biodra, puszczając jedną ręką tylko wtedy, gdy wymierzał pośladkom kolejne siarczyste uderzenia.

Piersi Dagmary podrygiwały, wybijając rytm, w którym się pieprzyli. Miała wrażenie, że w jej ciele uruchomiono linię energetyczną. Spazmy rozkoszy jawiły się niczym wyładowania elektryczne, a ciało od środka pożerał dziki żar. Przestała kontrolować dźwięki, które wydobywały się z jej gardła. Przestała kontrolować cokolwiek. Niczym zaprogramowana maszyna, dążyła tylko do jednego. Pragnęła z każdą kolejną chwilą czuć więcej rozkoszy. Więcej i więcej. Tej nocy jej zachłanność nie miała granic. Była studnią bez dna, wypełnioną żądzą i pożądaniem.

Nagle, błyski! Niczym migawka aparatu, albo uderzenie pioruna. Początek czegoś
wspaniałego. Witaj panie O! Dawno cię u mnie nie było. Muszę ci powiedzieć, że strasznie za tobą tęskniłam. Jeszcze jedno pchnięcie! Aaaach! Śmiało nie krępuj się! Otul moje ciało peleryną rozkoszy! Kolejne szarpnięcie bioder! Ooo, taak! Zabierz mnie na sam szczyt! Plecy wygięte w łuk! Dłonie zaciśnięte w pięści! Nie widzę! Nie słyszę! Gorąca lawa! Jest… jest!!! Eksplozja rozkoszy!!! Pełen odlot!!! Witaj w raju!!!

Ciało Dagmary zesztywniało w oczekiwaniu na nadchodzące spełnienie. Trwała tak, podczas gdy jej kochanek wciąż poruszał się w jej cipce, aż w końcu i on zbliżył się do finału. Wyciągnął z niej członka, chwycił w dłoń i strzelił wokół, potrójną salwą nasienia. Ciepłe strużki pojawiają się na plecach, lewym pośladku i udach Dagmary. Wciąż trzymając go w dłoni, mężczyzna wytarł czubek penisa o jej piersi. Po chwili, dysząc zgodnie, obydwoje opadali na zmięte posłanie.

W powietrzu unosił się zapach seksu. Nie padły żadne słowa. Zresztą, po co? Dagmara wciąż kontemplowała uczucie rozkoszy, które tliło się w jej wnętrzu. Pomału zaczynały jej wracać zmysły, ale pojawiło się również zmęczenie. No cóż, to był kawał mocnego rżnięcia. Powieki ciążyły jej coraz bardziej. Walczyła z sennością, by wciąż powracać do tego, co wydarzyło się przed chwilą, ale z każdą upływającą minutą przychodziło jej to coraz trudniej. W końcu poddała się. Powieki opadały i zasnęła.

Gdy się obudziła, czuła potworny głód. Wciąż była naga, ale przykryta satynową kołdrą, zaś na poduszce, koło jej twarzy leżała opaska, którą zasłonięto jej oczy. Ręce także miała już swobodne. Ktoś ją oswobodził. Dagmara siada na łóżku i przypomniała sobie wszystkie zdarzenia. Jej
oczy rozbłysły radośnie, a na ustach wykwitł uśmiech zadowolenia.

**********************************************************************

Po południu, wciąż czując w sobie nocne emocje, siedziała w jasnym, skórzanym fotelu. Od pół godziny rozmawiała z kobietą siedzącą naprzeciw niej. Oddzielał je tylko mały stolik, na którym ustawiono dwie filiżanki z kawą.

Kobieta z którą rozmawiała była gdzieś w połowie drogi między czterdziestką a pięćdziesiątką, ale wyglądała na dziesięć lat mniej. Kurze łapki w kącikach oczu i kilka małych zmarszczek, na twarzy, która zdradzała niegdysiejszą zjawiskową piękność. Na pewno nic nie można było zarzucić jej figurze, a szczególnie długim, zgrabnym nogom.

– Cieszę się, że jesteś zadowolona, Dagmaro! – głos kobiety był stanowczy, ale ciepły.
– O, tak! Bardzo! – Dagmara przytaknęła energicznie.

– Za dziesięć minut jestem umówiona z pewnym panem, więc… jeśli nie masz więcej pytań.
– Nie. Nie mam. – odpowiedziała. – Rozumiem, musimy kończyć, tak?

– Świetnie się rozmawiało, ale tak – potwierdziła kobieta.

– Dziękuje, pani Jowito!

– Nie ma za co!

Dagmara podniosła się, uścisnęła dłoń Jowity i wyszła z gabinetu. W niewielkim korytarzu, na oliwkowej ścianie wisiał plakat, który wydał się być większym bratem pewnej ulotki, którą znalazła w swojej poczcie pięć tygodni temu. Był na nim adres, telefon, w rogach twarze mężczyzn i kobiet, a na samym środku, napis:

“Jeśli Twoje sny albo wyobraźnia, podsuwają ci obrazy, które budzą ukryte pragnienia i wielkie emocje, przyjdź do nas, a Doktor Jowita wyjaśni ci wszystko, poradzi, a być może je urzeczywistni. W każdym razie, będziesz zadowolony.”

W przypadku Dagmary w zupełności się to zgadzało. Była zadowolona. Nawet bardzo. Seans, który jej zaaplikowała Jowita sprawił, że zapłonął w niej ogień i zamierzała nie pozwolić mu wygasnąć. Sen na jawie. Emocje, żądza, podniecenie i rozkosz. Chciała, żeby były obecne w jej życiu stale. Wczoraj, gdy kochała się jak szalona z dwoma nieznanymi jej mężczyznami, dotarło to do niej, jasno i dobitnie. Zrozumiała, że nie musi być uzależniona od pracy, ale od seksu jak najbardziej. Nie musi często robić wielu nieważnych i bezsensownych rzeczy, ale na pewno chce często szczytować.

Postanowiła zmienić pracę i znaleźć sobie kochanka, a na razie cieszyła się, że wykupiła sobie karnet na kolejnych pięć seansów u doktor Jowity. Cholera, nawet słońce zdawało się bardziej żółte niż zawsze!

.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Stare ale jare! SinfulPen w formie jak widzę:) a kiedy nowy Dantin? Bo już parę miesięcy czekamy i pazury do łokci obgryzione:)

Mustafa

Dagmara złapała w końcu freudowskiego byka za rogi i postanowiła zaakceptować swoje fantazje i czerpać z nich garściami… nie wiem, zwycięstwo to czy kapitulacja ale najwyraźniej jej z tym dobrze:-) tylko pozazdrościć wewnętrznej spójności. Pytanie, co dalej? Czy na zawsze zadowoli się fantazjowaniem czy też przeniesie swe potrzeby do realu?

Witam,
"Dagmara" rzeczywiście swoje lata już ma, ale ciesze się, że pomimo upływu lat odnajduje się wśród Czytelników NE.
Co do drugiej odsłony "Dantina" – deadline to 20 czerwiec i mam nadzieję, że będzie już ostateczny, bo proza życia skutecznie przesuwała jego publikacje.

Pozdrawiam, dziękując jednocześnie za pierwsze komentarze.
SP

Urocze, lekkie opowiadanie. Z przyjemnością je sobie przypomniałam. Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to nadmiar zaimków, można by trochę wypielić:-) Tekst by na tym zyskał. Pomysł, jak to zawsze u Sinfula, bardzo przypadł mi do gustu.

Witam!

"Sen Dagmary" to, jak zauważyli moi Przedmówcy, opowiadanie w mocno freudowskich klimatach. Sny burzą spokój głównej bohaterki, nie pozwalają jej prowadzić poukładanego i grzecznego życia. Rozwiązaniem problemu okazuje się – jego bezwarunkowa akceptacja – i korzystanie ile się da z onirycznych fantazji zsyłanych przez podświadomość.

Prawdą jest, że to opowiadanie ma już kilka lat. Ale i tak uważam, że warto było je odkurzyć, nieco odświeżyć i przedstawić Czytelników NE. Sympatyczny pomysł, przystępna forma, lekkość narracji – wszystko to sprawia, że warto poświęcić owemu dziełu Sinful Pena trochę czasu.

Nie rozumiem tylko tej lawiny 1-ek w ocenach. Ciekaw jestem, czy mają one jakieś merytoryczne uzasadnienie, czy też Najlepsza dorobiła się po prostu swoich 1-kowych trolli, czyli gatunku, który na Dobrej Erotyce pojawiał się w dużych ilościach 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Napisz komentarz