Czarna róża (E version) (Sinful Pen) Brak ocen

16 min. czytania
Fern Rodriguez(Rodfern2011), "Blue Moon Girl", CC BY-NC-ND 3.0

Fern Rodriguez (Rodfern2011), „Blue Moon Girl”, CC BY-NC-ND 3.0

Poniższe opowiadanie jest publikowane powtórnie w ramach cyklu Retrospektywy. Pierwszy raz pojawiło się na portalu Najlepsza Erotyka 21 stycznia 2014 roku.

* * *

Krótki sen przyniósł odległe wspomnienia. Obrazy, w których jest ciepło i światło, o których już na co dzień nie pamiętam. Aromat kawy i ciepłych, świeżych bułek wymieszany z zapachem kupionych za rogiem, od ulicznej kwiaciarki białych róż. Jej ulubionych kwiatów. Odgłos bosych stóp na drewnianych schodach i kosmyk włosów figlarnie opadający na czoło. Lekki, radosny śmiech nad ranem, zmysłową grę słów wieczorem. Smak ciepłych, spragnionych i drżących warg, na moim ciele.

Ten sen mnie zabolał. Sprawił, że pod powiekami, zapiekły mnie zalążki łez. Dlaczego, właśnie dziś znów mi się przyśnił? Czy to znak? Czy może przestroga?

Podniosłem się z łóżka. Spojrzałem na zegar, który wskazywał, że za kilka minut będzie wpół do jedenastej. Pora na mnie. Wciągnąłem na nagie ciało ubranie. Nieśmiertelna czerń. Koszula plus skórzane spodnie i kurtka. Ochlapałem twarz zimną wodą, aby pozbyć się resztek snu i zarzuciłem na plecy swój płócienny, szary worek. Mój jedyny dobytek od wielu lat. Zamykając drzwi, zerknąłem na pokój. Gdyby nie zmięta pościel, można by pomyśleć, że nikogo tu nie było.

Była to niemal prawda. Przecież byłem nikim. Od dawna nikt już nie wymawiał mojego imienia. Od dawna nikt nie rozmawiał ze mną dłużej niż kwadrans. Nie miałem adresu ani przyszłości. Miałem cel i wspomnienia. Istniałem tylko dzięki nim i dla nich. Drzwi zaskrzypiały cicho, a ja wyszedłem w noc.

Moim celem były wschodnie obrzeża miasta. Jechałem starą, zniszczoną furgonetką przez zatopione w ciemnościach miasto. Skotłowane, nocne chmury odbierały niebu resztki gwiezdnego, księżycowego światła. Niewielki deszcz obmywał okolicę ze wspomnienia dnia. Na pustych ulicach z rzadka rozbrzmiewał odgłos pośpiesznych kroków. Każdy chciał jak najszybciej znaleźć się w swoim domu. Poczuć się bezpiecznie, choćby to było nie wiem jak złudne. Dom dla człowieka zawsze pozostanie azylem. Ja jednak go nie posiadałem. Mój dom był tam, gdzie ja.

Jadąc ciemnymi ulicami, myślałem o niej. Czy dziś ją spotkam? Po dziewięciu latach poszukiwań! Ile to razy miałem wrażenie, że ją odnalazłem, a ona wymykała mi się w ostatniej chwili. Nieświadoma, że ktoś jej szuka. Choć wiedziałem, że nasze spotkanie będzie spotkaniem ostatecznym, tęskniłem za nim przez te wszystkie lata. Fizycznie. Aż do bólu.

Dziś jak zawsze miałem nadzieję, że mi się uda. Dla niej, jedynej, o której wiedziałem wszystko. Mówiła zawsze, że znam ją lepiej niż ona sama zna siebie. Przez krótki, ale jakże cudowny czas stanowiliśmy jedność. Ciałem i duchem. Znów poczułem gorzki smak łez w kącikach oczu. Jak zwykle jednak nie chciały wypłynąć. Nie umiałem płakać, myśląc o niej.

W końcu dotarłem do celu. Stara, zaniedbana rezydencja na peryferiach miasta wyglądała strasznie i przygnębiająco. Jeśli ktokolwiek tu mieszkał i dbał o to miejsce, było to wieki temu. Front rezydencji raził brudnymi plamami odpadającego tynku. Szyby w oknach dawno straciły swoją przejrzystość. Naparłem rękami na zardzewiałą bramę, ale okazała się zamknięta. Zostawiłem furgonetkę i wdrapałem się na kute ogrodzenie. Po chwili byłem po drugiej stronie. Ogród, albo mówiąc ściślej, to, co z niego pozostało, przypominał bardziej dziką łąkę, na której najwięcej było chwastów.

Wszystko było tutaj stare i zaniedbane. Schody, potężne drzwi i wielkie okna. Również wewnątrz dom sprawiał wrażenie, jakby nikt z niego nie korzystał. Jakby nie było w nim życia. Był niczym grobowiec. Wspaniałe miejsce na ostatnie spotkanie.

Schodami ruszyłem do góry. W końcu odnalazłem pomieszczenie, którego szukałem. Już na korytarzu wiedziałem, który to pokój. Zza jego drzwi dochodził słodki, metaliczny zapach, tak charakterystyczny jak mało który. Tak pachniała tylko jedna rzecz na świecie.

Wszedłem do środka. Mdły aromat przytłaczał i powodował, że skóra cierpła na karku.

Rozejrzałem się krótko po pokoju, niczego nie dotykając, ani nigdzie nie zaglądając. Nie miałem takiej potrzeby. Wiedziałem o niej wszystko, czego potrzebowałem. Sprawdziłem w worku, czy mam wszystko, usiadłem w rogu na zakurzonej kanapie, spowity w cień i zamarłem w oczekiwaniu. Miałem nadzieję, że niedługo się pojawi. Czekałem na to dziewięć długich lat. Wytrzymam jeszcze trochę.

Mijały kolejne minuty. Stary, klasyczny zegar odmierzał je rytmicznymi odgłosami przesuwających się wskazówek. Wciąż jej nie było, a ja zrobiłem się senny. Zapadłem w niespokojną, czujną drzemkę. Znów nawiedził mnie sen. Tym razem jednak inny, bardziej bolesny niż poprzedni.

Obraz kobiety leżącej na zimnej podłodze, z szeroko otwartymi z przerażenia oczami, a jednak sprawiającej wrażenie nieprzytomnej. Zadarta sukienka, odsłaniająca zgrabne uda i pośladki. Obnażone piersi i usta poruszające się w niemej skardze. Moja twarz coraz bardziej tężejąca, gdy zaczynałem rozumieć, a potem dłonie zaciśnięte w pięści, uderzające raz po raz w ziemię w ataku bezsilnej wściekłości.

Przebudziłem się spocony, pobudzony sennymi wizjami. Potwornie chciało mi się pić, ale to była zła pora na gaszenie pragnienia, bo wyczułem, że coś lub ktoś czai się w pobliżu. Dziewięć długich lat wyostrzyło mój instynkt i percepcję, niewiele pozostawiając marginesu na błąd. Usłyszałem płacz.

Cicho, najciszej jak potrafiłem, ruszyłem za tym żałosnym kwileniem. W ten sposób dotarłem do niewielkiego pomieszczenia, stanowiącego połączenie gabinetu z biblioteką. W powietrzu unosił się zapach starych książek i kurzu. Od strony jednego z regałów dochodził wyraźny szloch. Ostrożnie, krok za krokiem, podszedłem w to miejsce.

W kącie, skulona z opuszczoną głową, siedziała młoda dziewczyna – na moje oko – najwyżej osiemnastoletnia. Jedną ręką obejmowała podwinięte nogi. Drugą była przykuta do sterczącego ze ściany metalowego uchwytu. Podniosła głowę i spojrzała na mnie przerażona.

Przyłożyłem palec do ust. Kiwnęła głową ze zrozumieniem, wciąż jednak sparaliżowana strachem

– Kim jesteś? – zapytałem szeptem.

– Mam na imię Emily.

– Co tu robisz?

– Wczoraj uciekłam z sierocińca, ale teraz żałuję,… bo… bo… ona mnie zabrała tutaj i…. – palce dziewczyny zostawiły na mokrej od łez twarzy brudny wzór.

Nieufnie przyglądałem się tej żałosnej istocie. Życie nauczyło mnie ostrożności. Nie wyczułem jednak nic złego. Jedynie strach, ból i niepewność. Dziewczyna najwyraźniej była ofiarą. Pojawiłem się w samą porę, aby poza swoimi sprawami uratować dodatkowo czyjeś życie.

– Zostań tu! Po wszystkim przyjdę po ciebie.

– Po jakim wszystkim!? – w jej oczach czaił się lęk. – Rozkuj mnie! Zabierz mnie stąd! Uciekajmy!

Nie mogłem tego zrobić. Mogła pokrzyżować moje plany.

– Wszystko będzie dobrze – wyszeptałem najspokojniej jak potrafiłem. – Zaufaj mi i…

– Ona tu jest! – Emily skuliła się w odruchu obronnym. – Zrób coś, proszę, zrób coś!

Znów szlochała. Zostawiłem ją, skupiony na tej, która teraz nadchodziła. Szybko wróciłem do pokoju, z którego przyszedłem.

Zaraz potem usłyszałem ledwie słyszalne skrzypienie schodów. Poczułem, że adrenalina zaczyna pompować moją krew szybciej, burząc ją w żyłach. Byłem zdenerwowany i spięty, ale gotowy na to co nieuniknione. W myślach jeszcze raz powtórzyłem sobie, czego chce dokonać, a potem zamarłem w oczekiwaniu. Z worka wyciągnąłem przygotowaną wcześniej maskę, chowając za nią twarz.

Usłyszałem szelest na korytarzu. Klamka drzwi poruszyła się nieznacznie i po chwili przez wąską przestrzeń wpadł snop bladego światła, a w nim zamajaczyła ciemna postać. Wiedziałem po kilku sekundach, że wreszcie się doczekałem. To była ona. Nie umiem opisać, co wtedy czułem. Chwilę wcześniej byłem gotowy na spotkanie z nią, teraz wydawało mi się, że nie można być bardziej nieprzygotowanym. Wspomnienia, emocje, cała masa sprzecznych uczuć targały mną bezlitośnie. Stłamsiłem je, nie chciałem przez nie przegrać.

Choć skryłem się w cieniu, wiedziałem, że ona wie o mnie. Prawdopodobnie wiedziała już dużo wcześniej. Jednak, gdy znalazła się w pokoju, zaczęła po nim krążyć, jakby w ogóle mnie nie zauważała. Z fascynacją patrzyłem na jej dzikie ruchy, które najbardziej przypominały uwięzioną w klatce panterę. Długie, lśniące głęboką czernią włosy opadały na odsłonięte, blade ramiona. W końcu spokojniejsza usiadła w fotelu naprzeciwko wielkiego okna, plecami odwrócona do mnie i zapatrzyła się w noc. Wciąż czekałem, ale w ciszy słyszałem, że serce wali mi jak oszalałe. Ona pewnie też to słyszała.

Upłynęło kilka cichych i pustych minut, gdy nagle zabrzmiał jej niski, zmysłowy głos.

– Po co tu przyszedłeś?

Zaczęło się! Przełknąłem bezgłośnie ślinę.

– Przecież wiesz dobrze – odpowiedziałem szeptem.

– Odejdź stąd, póki możesz! – zaproponowała władczo. – Wykorzystaj to, że nie mam ochoty i siły!

– Nie mogę! – powiedziałem pewnym głosem. – Pożądam ciebie!

Zaśmiała się szyderczo i dziko.

– Mnie nie można pożądać! Mnie można nienawidzić, albo się bać!

Miała rację! Miała rację, jak cholera! Ja jednak nie mogłem zawrócić z obranej drogi, musiałem dalej prowadzić swoją grę.

– Odejdź stąd, precz! – dodała ze złością.

– Przykro mi, ale nie mogę – powiedziałem cicho. – Zbyt bardzo pragnę być taki jak Ty!

Odwróciła się w moją stronę. W ciemności złowrogo błysnęły jej oczy.

– Więc pragniesz Przemiany!? – zapytała.

Podniosła się z fotela i podeszła do mnie.

– Tak. Bardzo! – starałem się nie drżeć, choć było to trudne.

Stanęła prawie przy mnie, wreszcie mogłem jej się dobrze przyjrzeć.

Wciąż była piękna. Inna, ale piękna. Jej skóra miała blady, jakby lekko siny odcień. Ciemnoczerwone usta odznaczały się na tle tej bladości, tworząc zadziwiający kontrast. Najbardziej jednak fascynowały jej oczy. Patrząc w nie, miałeś wrażenie, że patrzysz w noc. Była nieco szczuplejsza, ale zachowała swoje pięknie rzeźbione biodra i pełne piersi. Mój zachwyt niemal by mnie zdradził, tak bardzo pragnąłem wypowiedzieć jej imię. Pomimo tego co się stało, wciąż kochałem tę istotę dziwną, zakazaną miłością. Przez tyle lat tęskniłem, a teraz stała ode mnie na wyciągnięcie ręki. Tylko silnej woli zawdzięczałem, że się nie zdradziłem.

W jej oczach błysnęło zainteresowanie.

– Dlaczego jesteś w masce? – spytała.

– Wolałbym, abyś mnie nie oglądała zanim to się stanie  – rzuciłem przygotowaną od dawna odpowiedź.

– Dziwne  – stwierdziła, a po chwili dodała ze śmiechem. – Co jednak nie jest dziwne w moim świecie?

Nie znałem odpowiedzi na to pytanie, a ona chyba jej nie potrzebowała. Milczałem więc, czekając na jej reakcję.

– Ostrzegam cię jednak! – syknęła mi w twarz. – To przekleństwo, którego nie cofniesz! Będziesz musiał z nim żyć, a nie jest to łatwe!

Zamyśliła się. Przez moment sprawiała wrażenie smutnej.

– Wiem. Jestem na to przygotowany!

– Nikt nie jest na to przygotowany, ale… skoro tego chcesz  – jej śmiech wypełnił pusty dom.

Wyciągnąłem do niej dłoń.

– Mam coś dla ciebie – powiedziałem nieśmiało.

W dłoni miałem czarną różę.

– Skąd taki pomysł? – kręciła głową zdumiona.

– Wydawało mi się, że ona jest, jakby… stworzona dla ciebie.

Spojrzała na mnie z zaciekawieniem. Usta rozciągnęły jej się w uśmiechu.

– Zaiste, ciekawy z ciebie człowiek – stwierdziła, najwyraźniej zadowolona. – Poczekaj tu na mnie, a potem zejdź na dół, jak cię zawołam!

Wyszła, zostawiając mnie samego.

Nim mnie zawołała, upłynęło dwadzieścia minut. Odnalazłem ją w jednym z pokoi. Na jego środku stało wielkie łoże, wokół którego rozstawiła dziesiątki świec. Nie umiem powiedzieć, czym pachniały, ale ten zapach działał na moje zmysły bardzo pobudzająco.

– Nie masz nic przeciwko, że dodatkowo cię wykorzystam? – przysiągłbym, że jej głos brzmiał słodko. Zmysłowo przeciągnęła palcem po kuszącym zagłębieniu miedzy piersiami.

No cóż, tego nie przewidziałem. Nie bardzo wiedziałem, czy poradzę sobie w tej sytuacji.

– Trochę jestem zaskoczony, ale…

Podskoczyła do mnie dziko.

– Albo tak, albo wcale! – warknęła wściekła. – Rozumiesz!?

Jej oczy płonęły. Szaleństwem, złością i żądzą. Budziła się jej dzika natura.

– Będzie, jak zechcesz! – zgodziłem się pospiesznie.

Miała teraz na sobie srebrzystą pelerynę bez rękawów. Ściągnęła ją z siebie, ujrzałem jej porcelanową skórę. Ponętne ciało zakryte było tylko przez skąpą, koronkową bieliznę. Na nadgarstkach, kostkach stóp i na przedramionach miała tajemniczo wyglądające tatuaże.

Podeszła do mnie. Przesunęła językiem po mojej szyi, brodzie i policzku.

– To może być bardzo miłe – wymruczała cicho.

Potem kazała mi się rozebrać.

Pomimo skupienia i podskórnego lęku,  pamiętałem by lekko otwartą torbę zostawić w pobliżu łoża. Zostałem tylko w masce. Bałem się, że może będzie pamiętać moje ciało, ale upłynęło zbyt dużo czasu, a ona w tym czasie bardzo się zmieniła. Nic takiego więc się nie stało.

Gdy krwisto czerwone usta wpiły się w moje wargi, postanowiłem przywołać w pamięci dawne wspomnienie. Zachłanne, silne pocałunki stały się delikatne i zmysłowe. Smakowały słodko jak truskawki. Rozedrgany, gorący język wypełnił moje usta, a ja przypomniałem sobie, jak dziewczyna z dawnych lat przekonywała mnie, że w pocałunku jest coś mistycznego. Nie szczędząc mi ich nigdy.

Czułem rodzące się we mnie podniecenie. Pchnięty na łoże, wylądowałem w miękkiej pościeli. Szczupłe, niemal białe palce sunęły po moim ciele parząc dotykiem. Ciemne, czarne węgle oczu błyszczały nade mną dziką żądzą. Po chwili zmieniły się w figlarne, błękitne oczy z przed wielu lat, pełne czułości i miłości. Na brzuchu poczułem nieśmiały dotyk, gdy pierwszy raz odkrywała moje ciało. Westchnąłem cicho.

Wróciłem do teraźniejszości. Nagle znalazłem się nad kochanką. Jedną dłonią gładziła swoje piersi, a drugą złapała mnie za włosy, rozłożyła nogi i docisnęła do swojego łona.

– Spraw, bym była zadowolona! – wydyszała.

Mój język wił się, pieszcząc blade ciało kochanki. Znów powróciły dawne obrazy. Przypomniałem sobie jej delikatną jak aksamit skórę, o pięknym brązowo-złocistym odcieniu. Uwielbiałem się w nią wtulać, słuchając jak w drobnym ciele pulsuje szczęście. Kiedy cicho recytuje mi miłosne wiersze, abym mógł zasnąć zmęczony, na miękkim brzuchu. Targały mną emocje. Rozdarty pomiędzy Dziś a Wczoraj, czułem, że pożądam ich obydwu. Chciałem by zlały się w jedno. Pragnąłem niemożliwego, ale podniecenie zabijało mój rozsądek.

Schyliłem się bardziej, głębiej zanurzając się w jej kobiecość. Zadrżała i jęknęła cicho, dopominając się o więcej, pchając moją głowę mocniej między swoje nogi. Pieściłem tajemniczą kochankę, myśląc o dziewczynie z przeszłości. O pierwszym razie, gdy zetknąłem się z jej najintymniejszym skarbem. Jak wstydliwie próbowała ją zasłonić, z drżeniem jednak czekając, abym nie przerywał pieszczot. Pamiętam, jak z rumieńcem na twarzy prosiła na drugi dzień bym znów ją pieścił i kochał. Czułem jak podniecenie rośnie we mnie wraz z kolejnymi wspomnieniami. Kochałem się tu i teraz, ale byłem z tamtą. Jak dawniej.

Nabrzmiałe od moich pieszczot płatki lśniły od soków. Delikatnie przygryzłem jeden z nich, a ona stęknęła z rozkoszy:

– Ooo… taak! Wspaniale!

Podniosłem się i wepchnąłem w nią sztywnego członka. Zawyła dziko, drapieżnie. Oplotła moje biodra nogami, zaczęliśmy zmysłowy taniec. Wchodziłem w nią ostrożnie, a potem się wycofywałem, by po chwili wbić się w nią mocniej. Coraz częściej dawna anielskość zlewała się z obecną drapieżnością. Rozkosz odbierała mi zdolność rozróżniania przeszłości i teraźniejszości. Aż poddałem się w końcu wpadając w słodkie sidła uniesienia.

Cały byłem w niej, osunąłem się na zimne, a zarazem rozpalone drżące ciało i zaczęliśmy poruszać biodrami. Moja męskość pulsowała w jej wnętrzu, coraz mocniejsze pchnięcia pozbawiały mnie hamulców.  Potężne paznokcie wbijały się w moją skórę, żłobiąc głębokie, krwiste linie na skórze.

Jej zatrważająco piękna twarz ściągnęła się w grymasie żądzy. Łaknęła krwi. Pozostało mi niewiele czasu, by wypełnić to, na co czekałem tak długo. Skupiłem się, starając się zachować przytomność umysłu. Tym razem jednak jeszcze opanowała swój morderczy instynkt.

Zmieniła pozycję dosiadając mnie jak rumaka. Żądza pulsowała we mnie, gdy wbijała się na mojego sterczącego członka. Ze wszystkich sił starałem się myśleć trzeźwo. Światło świec zlało mi się w jedną płomienną linię falującą w mroku. Tym razem paznokcie wbiły się w mój tors, a ona zaczęła kręcić biodrami, doprowadzając siebie i mnie do szaleństwa. Nabrzmiałe rozkoszą piersi podrygiwały w rytm coraz szybszych ruchów. W oczach dzikiej kochanki wyczytałem, że niedługo nastąpi kulminacja naszego zbliżenia.

Każdym nerwem czułem krążące we mnie podniecenie. By uspokoić drżące dłonie zagarnąłem pełne piersi. Wyprężyła ciało wyginając je do tyłu i oparła się rękami o moje kolana. Tracąc kontrolę nad ruchami bioder zaczęliśmy zbliżać się do końca tego szaleństwa. Cichy mrok rozdarł przeciągły, dziki jęk. Moja kochanka szczytowała wydając z siebie nieludzkie odgłosy. Po chwili jej znieruchomiałe w ekstatycznej pozie ciało, wypełniło się strumieniem mojego nasienia. Na krótką chwilę zatraciłem się, zapominając o rzeczywistości.

Przytuliła się do mnie, gładząc mój porysowany paznokciami tors. Głowę oparła się na moim ramieniu, rozedrgane usta znalazły się blisko mojej szyi. Poczuła krążącą w żyłach krew.  Rozchyliła wargi, odsłaniając lśniące w ciemności kły. Nie potrafiła się powstrzymać od tryumfalnego ryku. To otrzeźwiło mnie wyrywając z niebezpiecznego błogostanu. Ujrzałem jej odmienioną twarz, nie była już kochanką tylko nienasyconym potworem. Źrenice jej oczu zwęziły się niczym u kota. Ogarnął mnie strach, który na szczęście nie odebrał mi zdolności działania. Gdy poczułem ostre zakończenia kłów napierających na skórę mojej szyi ściągnąłem z twarzy maskę.

Dostrzegła to, rysy jej twarzy złagodniały, a w oczach pojawiło się zdumienie. Oderwała swoje zęby od mojej szyi i zdziwiona, wyszeptała:

– Max…?

Po raz pierwszy od dziewięciu lat, usłyszałem swoje imię.

– Tak kochanie, to ja – przyznałem się.

Uśmiechnęła dość łagodnie, biorąc pod uwagę czym była. Wyciągnęła dłoń, aby dotknąć mojej twarzy. Sięgnąłem do kieszeni mojej kurtki zadowolony, że położyłem ją we właściwym miejscu. Gdy jej zimne palce przesuwały się po mojej twarzy przypominając sobie jej zarys, ja trzymałem już w dłoni mocno zaostrzony palik. Zauważyła to kątem oka, ale nawet dla niej było już za późno. Kawałek długiej, drewnianej drzazgi przebił bladą skórę na wysokości serca.

Ciszę rozdarł ryk bestii. Przerażający i pierwotny. Chlusnęła krew. Zdążyła zahaczyć pazurami mój brzuch, ale kolejne pchnięcie wepchnęło drewniany kołek głębiej i rzuciło ją na ścianę. Wyskoczyłem z łóżka, gotów dokończyć swoje dzieło, ale to już nie było potrzebne.

Leżała pod ścianą, szarpiąc jeszcze pazurami podłogę, ale było to już wszystko, na co było ją stać. Walcząc z opadającymi powiekami wyszeptała:

– Dlaczego?

– Bo nie mogłem żyć ze świadomością, że zmieniłaś się w… to? – szepnąłem jej do ucha widząc, że odchodzi.

Przez chwilę miałem wrażenie, że widzę dawną twarz mojej ukochanej z przeszłości. Przez krótki ułamek chwili była taka jak dawniej. Piękna i niewinna, ale zaraz potem blada twarz poszarzała, stając się jakby przezroczysta. Zamknęła powieki pogodzona z tym co się stało. Po chwili jej oddech ustał. Odeszła. Klęknąłem przy niej gładząc kruczoczarne włosy, jakbym chciał sprawić by spała spokojnie.

Stało się. Po dziewięciu latach dopiąłem swego. Chociaż krwawiłem od środka, byłem zadowolony i szczęśliwy. Moje przeznaczenie się dokonało. Tych, którzy zmienili moją ukochaną w potwora już nie ma, a także wielu ich braci, których napotkałem na swojej drodze. Nie mogłem patrzeć na to co pozostało z mojej ukochanej, więc wyszedłem odszukać Emily.

Nie mogła uwierzyć, że nic już jej nie grozi. Wciąż drżała rozglądając się niepewnie na boki.

Odnalazłem klucz od bramy i podjechałem furgonetką pod dom. Zostawiłem w niej dochodzącą do siebie Emily i wróciłem na górę po ciało. Ułożyłem je w przygotowanej skrzyni, którą miałem w samochodzie, a potem zabrałem się za kopanie dołu.

Skończyłem nim pojawił się świt. Stałem nad grobem, którego miałem nadzieję nikt nie znajdzie. Nie zostawiłem żadnych śladów, a świeżo poruszony piach przykryłem liśćmi.

Stojąc nad tą prowizoryczną mogiłą poczułem na policzku toczące się łzy. Pierwszy raz od dziewięciu lat płakałem.

– Śpij Amando! Śpij na zawsze! – wyszeptałem.

– Kochałeś ją, prawda? – usłyszałem za plecami pytanie Emily.

Nie miałem ochoty odpowiadać. Nie czułem się na siłach.

– Zabierz mnie ze sobą – poprosiła błagalnie.

Uśmiechnąłem się do niej smutno.

– Daj spokój dziewczyno! – żachnąłem się. – Jesteś młoda, a ja…. szkoda gadać i…

– Zabierz mnie, proszę.

Wzruszyłem ramionami.

Nim wstało słońce byliśmy daleko od tego miejsca.

*****

Cmentarz spowity był mgłą. Dawno nie byłem w jej rodzinnym mieście. Nie wiem czy chcę do niego wracać. Łączy się z nim zbyt wiele bolesnych wspomnień. Musiałem jednak przyjechać tu chociaż ten jeden raz. Stojąc nad pustym grobem, próbowałem odmówić modlitwę. Bezskutecznie. Moją modlitwą jest miłość do ciebie, Amando. Pamiętaj o tym, gdziekolwiek jesteś!

Pochyliłem się, by na małym, szarym nagrobku położyć kwiaty. Czarną i białą różę.

W twoim grobie została pogrzebana też moja przeszłość. Zostały mi tylko wspomnienia.

Nie byłem o tym jeszcze do końca przekonany, ale przy bramie głównej cmentarza czekała moja przyszłość.

Emily.

****

– Przytul mnie! – westchnęła, a jej rozpalone, spocone plecy przylgnęły do mnie.

Za hotelowym oknem szalała burza. Grube krople deszczu bębniły wściekle w szyby. Od dawna nie byłem jednak taki spokojny. W myślach planowałem przyszłość. Powrót w rodzinne strony, wywietrzenie dawno nie odwiedzanego mieszkania. Przede wszystkim jednak sprowadzenie tam Emily.

Nie była taka jak Amanda. Nie dorównywała jej pod żadnym względem, ale ja pozbyłem się złudzeń bardzo dawno temu. Pragnąłem tylko odrobiny normalności i spokoju.

Objąłem Emily, wdychając zapach młodego ciała. Pachniała seksem, przeżytym ledwie chwilę temu uniesieniem. Pocałowałem jej odsłonięty kark.

– Jutro zaczynamy wszystko od nowa – wyszeptałem do jej ucha.

Mruknęła tylko w odpowiedzi, bardziej wtulając się we mnie. Przez ostatnie kilka dni głównie milczeliśmy, obojgu nam to pasowało. Przed nami mnóstwo czasu, zdążymy się dowiedzieć o sobie wszystkiego. Czułem się znużony, leniwie pieściłem jej drobne piersi, ale z każdą chwilą odpływałem coraz bardziej w sen.

Po raz pierwszy od kilku dni śniła mi się Amanda. Coś mówiła do mnie, próbując mi dać białą różę. Jednak, gdy już miałem wziąć kwiat, płatki opadły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Amanda zniknęła, a w miejscu gdzie stała została tylko czarna róża.

Obudziłem się drżąc z emocji. Emily nie było  w łóżku. Bolały mnie plecy, ręce i nogi, chciałem zmienić pozycję, ale nie mogłem. Co jest, do cholery!?

W końcu do mnie dotarło. Leżałem na plecach, rozkrzyżowany na łóżku, przywiązany do jego wezgłowia i nóg! Byłem zupełnie unieruchomiony!

Co jest!?

– Emily!

Gdzieś z boku doleciał mnie ledwie słyszalny szmer.

– Ja też ją kochałam – usłyszałem.

– Emily, co…!?

– Słuchaj mnie! – jej głos brzmiał inaczej. Ostro i pewnie. Jak nigdy.

– Em..

– Tak, kochałam ją – nie dała mi dojść do głosu. – Przedziwną miłością, zlepkiem fascynacji i lęku. Dlatego nie mogę pozostawić cię bez kary.

– Emily! – szarpnąłem mocno rękami, ale pęta były zbyt mocne. – Dlaczego więc mi na to pozwoliłaś?

– Ponieważ jednocześnie jej nienawidziłam – wyznała ze słyszalnym w głosie bólem. – Za to co mi zrobiła.

Usłyszałem, że się zbliża. Wynurzyła się z cienia, od razu wiedziałem, że moje położenie jest beznadziejne.

Jakże była inna od znanej mi Emily. Oszukała mnie! Jak mogłem jej na to pozwolić!? Mocny i kontrastowy makijaż uczynił  jej twarz demoniczną. Z dziewczyny zalęknionej, niepewnej przemieniła się w silną, pewną siebie istotę.

Strach zupełnie mnie omotał. Nie miałem siły wzywać pomocy, szarpałem się bezsilnie na łóżku, jakby to mogło cokolwiek pomóc.

– Ciii… – szepnęła mi do ucha, wtykając do ust kawałek szmaty. Potem położyła się koło mnie.

Zaprzestałem prób uwolnienia, nie miało to sensu. Patrzyłem z lękiem i chorą fascynacją na jej wykrzywioną drapieżnym grymasem twarz.

– Tak Max, nienawidziłam twoją ukochaną Amandę czy też to czym się stała – stwierdziła, paznokciem znacząc na moim torsie krwawy wzór. – Za to, że uczyniła mnie tym samym.

Wtuliła się we mnie i zimnymi niczym lód pocałunkami zbliżała się do mojej szyi. Nadchodził mój koniec. Byłem przedziwnie spokojny i pogodzony. Obnażyła kły, a potem targnął mną przeszywający ból, gdy zachłannie otworzyła moje żyły.

Z każdą sekundą czułem, że życie uchodzi ze mnie coraz bardziej. Mroczny, niekończący się sen zasnuwał mi oczy. Przed oczami wirowały mi setki białych i czarnych płatków róż.

Potem nie było już nic.

****

To miał być sen wieczny, a jednak obudziłem się z niego.

Nadal była noc. Nie byłem skrępowany, ale wciąż nagi. Zmarzłem na kość, ale jednocześnie od środka palił mnie dziwny żar.

– Emily!

Odpowiedziała mi cisza.

– Emily!

Żadnej odpowiedzi.

Usiadłem na łóżku, rozglądając się wokół. Każdy szczegół pokoju widziałem z nienaturalną ostrością. Ogarnął mnie złowieszczy niepokój. Na rozrzuconej niedbale kołdrze leżała czarna róża.

Zrozumiałem.

Ukarała mnie straszliwiej niż myślałem.

Pokój wypełnił głos bolesnej skargi.

Mój ryk.

.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Mocna rzecz, dobrze napisana. Mam pytanie. Po co narratorowi maska? Nie wiem, po co ten rekwizyt. Miko kilku usterek i braku paru liter – super opowiadanie, z suspensem.

Mustafa

Fajna historia. Wampiry to zawsze seksowny motyw:-) wprawdzie seksu samego niewiele, ale i tak warto!

Pozdrowienia dla autora!
Devon

Na prawdę świetne i godne polecenia.
Ja dopiero zaczynam, ale chętnie zapraszam.
http://sexowni.blogspot.com/

Zacna historia! Pisz dalej, Autorze!

Absent absynt

Dobry wieczór!

Wiem, że te opowiadanie było już publikowane na DE, ale wtedy nie miałem sposobności go przeczytać. Tym chętniej zabrałem się za nie teraz, po publikacji na Najlepszej. Z dopisku "E version" wnioskuję, że to wersja poprawiona, a może nawet przeredagowana.

I nie zawiodłem się. Fabuła ciekawa, choć mnóstwo w niej dziur. Dowiadujemy się w sumie niewiele, to raczej zarys, niż precyzyjna i szczegółowa konstrukcja. Najważniejszy jest bowiem nastrój. Mroczny, ciężki, gęsty. I przesycony tajemnicą.

No i te (OSTRZEŻENIE PRZED SPOILERAMI) zakończenie – do pewnego stopnia zaskakujące, choć przecież podejrzewa się już wcześniej, że nie będzie klasycznego happy endu, a kowboj nie odjedzie w stronę zachodzącego słońca. Trochę trudno mi uwierzyć, że doświadczony tropiciel nie rozpoznał kolejnego potwora. Ale z drugiej strony, niewiele wiem o ich wyglądzie oraz fizjologii (w Twoim, Sinfulu, ujęciu). Czy wampiry są w dotyku zimne, czy ciepłe? Opis spotkania z Amandą sugerował jedno i drugie. Czy Emily była podobna? Tego już się nie dowiemy. No chyba, że zdecydujesz się, Autorze na kontynuację, tym razem z perspektywy bestii 🙂

Ale chyba jest to dzieło skończone i kontynuacja byłaby tutaj nie na miejscu.

Pozdrawiam
M.A.

Witam,
Przede wszystkim chciałem serdecznie podziękować Ricie, że chciała poświęcić swój czas na zerkniecie w te moje wypociny. Walka z przecinkami, powtórzeniami i innymi zmorami szczerzącymi się z akapitów mojego tekstu to niełatwa sprawa, a ona stawała dzielnie. Dzięki niej na pewno tu i ówdzie to opowiadanko znacznie zyskało. Jeszcze w przeddzień publikacji przesłała kolejne uwagi, ale – wybacz – nie miałem wtedy zbyt czasu. Nie omieszkam jednak tego zrobić, gdy go znajdę. Wielkie dzięki Rito, raz jeszcze.
@Mustafa – być może zrobiłem to nieudolnie, ale chodziło o to, żeby Amanda-wampir nie rozpoznała Maxa czyli swojego kochanka sprzed lat.
@Devon – Seksowny mówisz? No to już wiem, dlaczego w czasach licealnych dziewczynom podobał się pewien Jacuś. Posturę miał mikrą, lico blade, włos kruczy i niemiłosiernie potargany a spojrzenie mroczne… eeh, wspomnień czar :).
@Megasie – E version to od pierwszej litery imienia. Na DE ten tekst był opublikowany bez postaci Emily. Co do dziur i niezbyt dużej ilości opisów – pisząc to drzewiej wydawało mi się, że taka forma pogłębi uczucie tajemniczości. Cieszę się natomiast, że – według Ciebie – jest wyczuwalny mocno zagęszczony nastrój.
Gwoli wyjaśnienia, miałem ochotę bardziej zredagować ten tekst, ale czas nie chce się mnożyć, a ja miałem do wyboru to lub prace nad nowymi wypocinami, która -nie ukrywam – mocno mnie wciągnęła. Kwestia wyboru i tyle.
I na koniec małe wyjaśnienie, na poprawę humoru (nie żebym twierdził, że macie zły). Skorzystam z wypowiedzi dawnego mojego koleżki, która utkwiła mi w głowie. Dotyczyła wprawdzie innego monstrum i trochę innych cech niż temperatura ciała, ale co tam. Byłeś Megasie ciekaw czy wampiry są ciepłe czy zimne? Otóż jestem prawie pewien,że są letnie, bo raz na moment jednego dotknąłem. Prawie, bo trwało to moment i drugi raz boje się kontaktu z… teściową :).
Pozdrawiam.
SP

Dobry wieczór,

a więc w tej wersji opowiadania dodałeś jeszcze jedną postać. Czy to znaczy, że zakończenie też jest całkiem nowe? No to widzę, że tekst przeszedł poważny face-lifting 🙂 Co do temperatury ciała wampira – pytałem o te konkretne, które zawarłeś w swoim opowiadaniu. Bo w różnych miejscach piszesz różnie – raz ciało jest gorące, raz chłodne. Dziękuję za wyjaśnienie roli maski. Wydawało mi się, że wampirzyca od początku wiedziała, że to Max i dlatego postanowiła się z nim zabawić. Ale jak teraz o tym myślę, to jestem gotów kupić Twoją wersję 🙂

No, uchyl rąbka tajemnicy, co teraz piszesz. Może chociaż zdradź, w jakim to będzie klimacie – współczesność, historia, przyszłość, a może kompletna fantastyka? Jedna część, czy początek serii? No, nie daj się prosić. Rzuć nam jakiś smaczny ochłap informacji 😀

Pozdrawiam
M.A.

Rąbek, ochłap… mam obawy jak to wszystko wyjdzie Megasie, przez to jak Najlepsza trzyma poziom już na etapie pisania sam się niekiedy zastanawiam nad fragmentami tekstu. Dobre to czy słabe? Pomału idzie, niedługo dam do poczytania i korekty pierwszą część. Tak więc, skrawek sekretu już jest – mają być części. Czas – przełom XV i XVI wieku. To tyle, co mogę zdradzić. A teraz wypada błagać wszystkie muzy, weny i im podobne ulotne stwory, żebym nie dał ciała.

Sinfulu,

powiem Ci otwarcie: tymi kilkoma słowami udało Ci się zaostrzyć mój apetyt. Przyznaj się lepiej: pracujesz w reklamie czy w sferze public relations? Bo na pewno umiesz wypromować swe nieukończone jeszcze dzieło 😉

Wprawdzie XV i XVI wiek to nie mój konik (kiedyś było inaczej… ale w ostatnich latach zajmuje mnie wiadomo-jaka-epoka), ale coś tam wiem. Jeśli więc potrzebujesz konsultanta historycznego tudzież researchera – z chęcią służę. Radą, ale także źródłami. Muzy to już Twoje zmartwienie. Zresztą sądząc po Twych dotychczasowych pracach, darzą Cię one niemałą sympatią. A jedna lub dwie zapewne nie odmawia Ci swych wdzięków 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Megasie,
Powiem ci otwarcie, na ile mogę ;-).
Dziękuję, przed wszystkim za propozycje pomocy. Być może skorzystam, ale chciałbym pozostawić Cię w niepewności, więc nie nastąpi to wcześniej niż skończę pierwszą część.Co do samego okresu historycznego – staram się, by wyszło jak najlepiej w zgodzie z epoką, ale też przyznaję, że postaci rzeczywiste mieszają się u mnie z fikcyjnymi przy czym głównymi będą jednak te drugie. To daje jednak pewien margines w temacie faktów historycznych. Ogólnie mam nadzieję, że wyjdzie na poziomie (chociaż!), bo świetnych historii na NE nie brak, więc… wiadomo. Tymczasem kilka ładnych akapitów ostatnio zostało potraktowanych klawiszem "delete", a nie ukrywam, że chciałbym zdążyć z pierwszą odsłoną do mojego lutowego terminu, bo zapowiedziane na ten czas stare opowiadanie mojej produkcji nie jest moim najulubieńszym i wolałbym, żeby pozostało w rezerwie, która da mi w odpowiednim momencie potrzebny czas.
Dziękuję za te nieopuszczające mnie muzy. Słowa bardzo miłe, ale czytelnicza intuicja (wyrobiona jeszcze mocniej odkąd jestem na NE) podpowiada mi, że sporo się muszę podciągnąć. Miejmy nadzieję, że zacznę od teraz.
Na koniec co do promocji – cóż chyba byłem nieświadomy swoich talentów, a szkoda, bo reklama czy PR to lepiej płatne zajęcia niż to co robię. Moja praca to mało efektowne i prozaiczne zajęcie, a podobno zapowiadałem się tak nieźle :-). Niestety człowiek był młody, głupi i przede wszystkim leniwy, to teraz nie ma co biadolić.
Pozdrawiam.
SP.

Ciekawe opowiadanie. Pisane z perspektywy pierwszej osoby ale nie brzmi jak sprawozdanie, jest to opowieść.

Temat wampirów to zdaje się temat rzeka. Nieśmiertelne bądź długowieczne istoty, podobne ludziom. Jako że stały się od czasów Stokera elementem pop-kultury, doczekały się licznych odmian. Byłem w Cetatea Poènari (wlazłem na te beznadziejne schody) jakieś 4 lata temu.

No ale wracając do opowiadania. Miejsce w którym rozgrywa się akcja jest dość sztampowe, typowy dom z horrorów z wysoką, kutą bramą (all you must to do is … stay alive). Jednak akcja zawiera szczególną, ukrytą melancholię.

Największy mankament, jak dla mnie, pojawił się w zakończeniu. Bo oto, wytrawny łowca wampirów, nie zorientował się że od kilku dni żyje z wampirem w parze. Jak mniemam można nie zorientować się z kim mamy do czynienia na balu, gdzie są maski lub ostry makijaż, czy grając na skrzypcach na plaży, przy ognisku. Ale żyć z wampirem i tego nie wiedzieć ? Zwłaszcza że od dekady się na nie poluje ? Trochę nie wyobrażalne ;).

Pozdrawiam,
Mick

Napisz komentarz