Zaliczenie na prawach egzaminu (Nefer) 3.74/5 (13)

Źródło: Pixabay

Zwrócił uwagę na tę dziewczynę już pierwszego dnia. Nie eksponowała swojej urody w sposób wystarczająco nachalny, by przekroczyć granice przyzwoitości i dać podstawę do oficjalnego upomnienia, ale jednak bez wątpienia przyciągała uwagę każdego obecnego na sali przedstawiciela brzydszej połowy ludzkości. Jego własną także. Podczas gdy większość studentów musiała się przy tym zadowolić widokiem opadających na ramiona, kasztanowych włosów i kształtnych pleców, on sam dysponował o wiele lepszym punktem obserwacyjnym. Usiadła bowiem przy stoliku w pierwszym rzędzie, co pozwalało podziwiać twarz o regularnych rysach oraz grację ruchów, gdy odgarniała dłonią niesforne kosmyki. Nie zdecydował się na poszukanie jej spojrzenia i tylko wyobrażał sobie, że oczy podobnej piękności powinny posiadać kolor zielony, bo taki komponowałby się z włosami. Pewnie i tak nosiła zresztą soczewki kontaktowe, a może i farbowała te loki, chociaż to drugie wydawało się już mniej prawdopodobne. Pod obcisłą, białą bluzką rysowały się dojrzałe piersi. Nie zdołał też powstrzymać się od zahaczenia wzrokiem o nogi. Długie i kształtne, odkryte bardzo wysoko przez raczej kusą spódniczkę. Ich smukłość podkreślały klasyczne, czarne czółenka na wysokim obcasie. – „Czyżby przyszła tu prosto z inauguracji? Przecież nikt ze starszych lat nie traci czasu na te ceremonie.” – Pomyślał. On sam również od dawna nie zadawał już sobie tego trudu.

Oderwanie spojrzenia od jej nóg okazało się trudniejsze niż zignorowanie oczu czy biustu, ale zdołał się do tego zmusić. Przystąpił do wygłaszania zwykłego wprowadzenia do zajęć, w odpowiednich momentach rzucając żart lub anegdotę, co zawsze pozwalało przyciągnąć uwagę studentów. Rutynowa, znajoma czynność ułatwiła odzyskanie opanowania. Na wszelki wypadek omijał jednak spojrzeniem pewien stolik, a zwłaszcza to, co mógłby dostrzec pod jego blatem. Po mniej więcej kwadransie zakończył swój występ i przeszedł do odczytania listy obecności, by zweryfikować skład grupy. Czekał, kiedy ona odpowie, usłyszawszy swoje nazwisko. Czekał bez rezultatu. Po odfajkowaniu obecnych, rozpuścił studentów, ogłaszając, że na dzisiaj to wszystko i zaprasza za tydzień. Jak zawsze, przyjęto to z zadowoleniem.

– Przepraszam, panie doktorze. Nie ma mnie na liście, bo zostałam przydzielona do innej grupy, ale chciałabym chodzić na pana zajęcia.

Uniósł głowę, oczywiście, to ona.

– Nie mam nic przeciwko, o ile zgodzi się pani prowadzący, pani…?

– O, przepraszam. Nazywam się Sylwia, Sylwia Nowak. Dostałam już zgodę pani doktor Kowalskiej.

– W takim razie, ja również nie mam nic przeciwko temu.

Gdyby odmówił, zyskałby dozgonną niechęć wszystkich studentów – członków grupy. Z jakiego powodu miałby zresztą odmawiać? Dopisał nazwisko na końcu listy.

– O dziękuję, bardzo mi na tym zależało. – Uśmiechnęła się promiennie. Wolał nie dociekać motywacji, pewnie odpowiadały jej godziny zajęć, bo spieszyła się na pociąg, czy coś w tym rodzaju. Rzeczywiście, tak ubrana nie powinna raczej podróżować wieczornymi składami. On sam osiągnął już na wydziale pozycję na tyle wysoką, że nie przydzielano mu tych najgorszych, późnych terminów. Niekiedy, tak jak w tym przypadku, dawało to dodatkowe korzyści.

– Proszę bardzo. – Odprawił dziewczynę gestem ręki. Odruchowo odprowadził ją jednak wzrokiem, gdy odeszła dźwięcznie stukając obcasami.

Przypomniał sobie o tej rozmowie tydzień później, widząc, że ponownie zajęła miejsce za pierwszym stolikiem i znowu włożyła obcisłą bluzkę, a przede wszystkim nadal eksponowała długie nogi, których urodę podkreślały szpilki, tym razem ciemnoczerwone. Nie na tyle wyzywające, by wzbudzić otwarte komentarze, ale jednak przyciągające uwagę. Doprawdy, skupienie się na przeprowadzeniu zajęć przyszło z dużym trudem. Sylwia nie brała w nich szczególnie aktywnego udziału, podejrzewał, że nie przygotowała się zbyt starannie. Nie zamierzał jednak tego sprawdzać. Ostatecznie, na tym świecie zawsze są równi i równiejsi.

Sytuacja powtarzała się przez następne tygodnie. Przychodziła regularnie, zawsze siadała z przodu, zawsze elegancka i w butach na wysokim obcasie, za każdym razem jednak innych. Wraz z nadejściem jesiennych, a potem zimowych chłodów, czółenka zostały zastąpione przez kozaczki, którą to zmianę przyjął z zadowoleniem i ciekawością. Zaczął rozglądać się za nią również w inne dni, na schodach i korytarzach. Wtedy ubierała się raczej w stylu sportowym, także w markowe ciuchy, ale w sposób mniej rzucający się w oczy. Ciekawe, skąd brała na to wszystko kasę? Czy ekstrawagancje córki finansowali bogaci rodzice? To jednak nie było już jego sprawą. Oczywiście, zawsze otaczał ją krąg mniej lub bardziej nachalnych adoratorów. Flirtowała z nimi zapewne, może trochę prowokowała, nie zauważył jednak, by któregoś z nich wyróżniała wśród pozostałych.

Zadaną pracę semestralną oddała jako jedna z pierwszych. Bardzo przyzwoicie przygotowaną, chociaż wydrukowaną na drukarce komputerowej, zamiast napisaną ręcznie. Jakiś czas temu uzgodnili z kolegami, że będą przyjmować tylko takie, by utrudnić ściąganie gotowców z internetu. Niech przynajmniej delikwent zapozna się z treścią, osobiście przepisując skopiowany tekst. W tym wypadku przeszedł jednak nad tą kwestią do porządku, niektórzy mają większe prawa od innych! Podejrzewał zresztą, że w razie potrzeby bez trudu znalazłaby adoratora gotowego sporządzić opracowanie również ręcznie, a on sam, doprawdy, nie miał zamiaru bawić się w grafologa.

Przerwa świąteczna pozwoliła mu uwolnić się od czegoś w rodzaju lekkiej obsesji i odzyskać równowagę. Cóż z tego, skoro na pierwszych zajęciach w styczniu pojawiła się  w czarnych, skórzanych kozaczkach sięgających uda! To znaczy, wywinęła cholewki w taki sposób, by odsłaniały jednak kolana, ale wyobrażał sobie, że mogłaby uczynić inaczej i zakryć nogi skórą, aż po krawędź spódniczki. Prezent gwiazdkowy od rodziców? Na szczęście, miały to być już zajęcia ostatnie!

Pozostawało jednak jeszcze zaliczenie. Zaliczenie na prawach egzaminu, a więc dość istotne. Wymagające faktycznego przeegzaminowania studentów oraz uwzględniane przy obliczaniu średniej, stanowiącej podstawę do przyznania stypendium. To dlatego większość przykładała się do zajęć, przynajmniej w ostatnim czasie. Wyznaczył dwa terminy i poprosił o wpisanie się na jeden z nich. Nazwisko Sylwii znalazł na drugiej kartce, nic dziwnego, ten dzień okazał się zdecydowanie bardziej popularny.

Z powodu dużej liczby chętnych egzamin przeciągnął się dłużej niż pierwotnie planował. Była to w istocie orka na ugorze. Uporczywie powtarzane, powszechne wyobrażenia, jak to piękne studentki emablują przy takich okazjach egzaminatorów w nadziei uzyskania dobrej oceny można między bajki włożyć. Dawno zapadł już wczesny, zimowy zmierzch, gdy odfajkował ostatnią dwójkę „podsądnych”. Ku jego skrywanemu rozczarowaniu, Sylwia Nowak jednak się nie pojawiła. Wyjrzał na korytarz, pustki. Sięgnął do zamkniętej na klucz szafki i zrobił sobie drinka, nic specjalnego, Chivas regal z coca-colą. Lodówką i lodem nie dysponował. Popijał powoli, wpatrując się w spadające za oknem, drobne płatki śniegu.

Kończył już i zastanawiał się, czy zasłużył na drugą kolejkę, gdy posłyszał odgłos szybkich kroków, a następnie pukanie do drzwi. Pospiesznie dopił whisky i odstawił szklaneczkę w jakiś kąt.

– Proszę! – Rozsiadł się za biurkiem.

– Dzień dobry. Ja na egzamin. Trochę się spóźniłam, ale… Bardzo przepraszam…

Stanęła w drzwiach, lekko zarumieniona, nie ulegało wątpliwości, że naprawdę się spieszyła. Potrząsnęła włosami, zrzucając mokre płatki śniegu na ramiona długiego, ciemnego płaszcza, sięgającego niemal podłogi. W ręku trzymała sporych rozmiarów torebkę, zapewne ciężką. Prawdopodobnie zwierała notatki i podręczniki, jeżeli nawet tak, to raczej nie zdążyła z  nich jednak skorzystać, ani też wymienić się pytaniami na „giełdzie”.

– Nic nie szkodzi. Proszę siadać. Właśnie miałem wychodzić, ale skoro ostatecznie pani zdążyła… – Powstał i wskazał jej miejsce na krześle „podsądnych”.

– Och, bardzo dziękuję… – Odłożyła torebkę i odrzuciła płaszcz, pozwalając, by opadł na podłogę.

Na chwilę zaniemówił. Obcisła, czarna sukienka, spięta w talii srebrnym łańcuszkiem podkreślała kobiecą sylwetkę. Odsłaniała przy tym nogi, a raczej znane mu już czarne kozaczki na metalowej szpilce. Tym razem nie wywinęła cholewek i ich krawędzie kryły się pod mocno kusym wdziankiem.

– Proszę siadać – powtórzył, obserwując, jak przyjmuje zaproszenie i zakłada nogę na nogę. Sięgnęła po torebkę, zaczęła w niej czegoś szukać.

– Pani pozwoli, że zajmę się płaszczem – zaproponował, zdając sobie z sprawę, jak głupio i staroświecko musiało to zabrzmieć, ale Sylwia nie przejawiała najmniejszego zamiaru, by podnieść porzuconą część garderoby.

Nie czekając na odpowiedź ruszył ku drzwiom, ujął okrycie i powiesił je na wieszaku. Gdy wracał, potknął się o wysuniętą stopę, a raczej czubek buta. Przysiągłby, że musiała celowo podstawić mu nogę! Przecież nie mógł aż tak bardzo stracić koordynacji ruchowej? Jedna szklaneczka oraz widok wyzywająco ubranej bogini, to chyba jednak za mało?

– Och, bardzo przepraszam. Jestem taka niezręczna… – Jej słowa potwierdzały tę nadzieję, ale towarzyszący im uśmiech groził nowymi niebezpieczeństwami.

– Nic się nie stało. Poproszę o indeks.

Wycofał się zmieszany za obronną barierę biurka, rozpinając marynarkę. Zadał jakieś niezbyt trudne pytanie. Odpowiadała niepewnie, z namysłem szukając słów. Nigdy nie wydawała się szczególnie dobrze przygotowana, zapewne i obecnie pozostała wierna temu zwyczajowi. Czyżby liczyła na inne atuty? Wiele na to wskazywało. Słuchał mało uważnie, przeglądając indeks w poszukiwaniu potwierdzenia swoich podejrzeń. Jako studentka drugiego roku miałaby już zapewne okazję wspomniane atuty wypróbować. Tymczasem, niczego szczególnego nie znalazł. Przeważały standardowe trójki, z rzadka przeplatane czwórkami. Jedyną piątkę postawiła akurat któraś z koleżanek. O co tu chodziło?

– To wszystko, panie doktorze.

Jej głos przywrócił go do porządku.

– Proszę szerzej rozwinąć ostatnią kwestię – rzucił na chybił trafił.

– Oczywiście, panie doktorze. – Przez chwilę wydawała się zaskoczona, szybko jednak doszła do siebie. – Mogę wyjaśnić to na schemacie?

Nie czekając na odpowiedź sięgnęła po kartkę i długopis, przysunęła się z krzesłem do biurka, zaczęła coś rysować.

– Proszę spojrzeć!

Zaciekawiony, sam pochylił głowę. Owionął go zapach drogich zapewne perfum, tylko takie łączyły dyskrecję z siłą oddziaływania. Na kartce dostrzegł jedynie jakieś bezsensowne bazgroły. Zanim zdążył zareagować, chwyciła w dłoń jego krawat i zdecydowanym szarpnięciem przyciągnęła głowę do blatu.

– Czy to wyjaśnia pana wątpliwości?

– Pani Sylwio, co to ma znaczyć!

– Samo „Pani” wystarczy! Zadałam ci pytanie!

– Ale…

Nie zdążył dokończyć. Wolną dłonią wymierzyła siarczysty policzek, silniej pociągnęła za krawat. Zamierzał poderwać głowę, ale w jakiś przedziwny sposób nie zdołał się na to zdobyć. Tymczasem ona pogładziła piekący ślad po uderzeniu.

– Proszę, nie zmuszaj mnie do tego.

– Pani Sylwio, to…

Tym razem uderzyła silniej.

– Powiedziałam, że „Pani” wystarczy. – Głos przybrał ton bardzo zdecydowany. – Przede mną nie musisz udawać. Korzystaj, skoro trafiła ci się okazja… Ale teraz chcę, byś coś dla mnie zrobił.

– Co takiego, pani Sylwio? To znaczy, co mogę dla ciebie zrobić, Pani? – poprawił się pospiesznie.

– O, już lepiej. To oczywiste, życzę sobie, żebyś wpisał tu ocenę, na którą zasługuję. Czyli bardzo dobrą. To na początek. Zrób to, a może spotka cię nagroda.

Nie potrafił przeciwstawić się tej kobiecie. Jej uroda, ubiór, władcze zachowanie, dumna pewność siebie, ton głosu… Poddał się z rozkoszą… Zresztą, czyż wielokrotnie nie naciągał już ocen? Co prawda, nigdy dotąd w takich okolicznościach… Narastająca sztywność w kroku przełamała ostatnie wątpliwości. Sięgnął po długopis, dziewczyna, czy też może obecnie jego „Pani”, zwolniła nieco uchwyt i podsunęła otwarty indeks. Starannie skreślił w odpowiedniej rubryce „bardzo dobry” i złożył podpis. Zabrała książeczkę i schowała do torebki. Pozwoliła mu unieść głowę i ponownie pogładziła po twarzy.

– Bardzo dobrze – pochwaliła. – A teraz… Wyskakuj z tych ciuchów.

– Co takiego?

– Nie słyszałeś? Rozbieraj się!

– Pani Sylwio…

Kolejne uderzenie w twarz przerwało tę żałosną próbę protestu.

– Masz się natychmiast rozebrać! Do naga!

Jej głos przybrał kolejne stopnie władczości i zdecydowania. Po prostu nie potrafił się oprzeć. Pragnął poddać się woli Władczyni. Gardząc sobą, a jednocześnie odczuwając narastające podniecenie, zaczął wykonywać otrzymany rozkaz. Dostrzegł przelotny uśmiech na twarzy dziewczyny. Uśmiech zadowolenia, a może także ulgi? Czyżby nie była tak do końca pewna swego?

– Nie próbuj się buntować – rzuciła cicho, zupełnie inną barwą głosu. Teraz, gdy oddał się już w niewolę, mogła złagodzić ton. – Przecież wiem, że o czymś takim marzysz. Po prostu rób to, co ci każę, a oboje poczujemy się świetnie.

– Tak, pani Sylwio. To jest, chciałem powiedzieć, tak Pani. Przepraszam.

Zdążył się poprawić, pamiętał też o tym, by po zdjęciu koszuli i butów pozbyć się najpierw skarpetek, zanim przystąpił do ściągania spodni. Wyczytał kiedyś na jakimś blogu prowadzonym rzekomo przez Dominę, iż tego właśnie oczekuje od swoich niewolników. Bose stopy mężczyzny podkreślają jego niższy, poddańczy status, podczas gdy skarpetki sprawiają jakoby niekorzystne wrażenie. W to pierwsze mógł uwierzyć, spoglądając na cudowne buty Pani Sylwii, o tym drugim wolał nie przekonywać się na własnej skórze. Stanął przed nią nagi, w samych tylko slipkach. To jednak okazało się błędem. Nie zauważył uprzednio, skąd wziął się w jej dłoni niewielki bacik o kilku rzemieniach. Właściwie zabawka, jakie sprzedają niekiedy na stoiskach z pamiątkami w górskich kurortach, opatrzone żartobliwym napisem „Na chłopa”. Inny nie zmieściłby się zapewne w torebce. Gdy smagnęła go po udach wcale nie docenił jednak tego rodzaju poczucia humoru. Zapiekło całkiem zdrowo.

– Moje rozkazy należy wykonywać szybko i dokładnie, czy to jasne? – Powrócił ton władczej Królowej.

– Tak, pani Sylwio.

Kolejne smagnięcie.

– Tak, Pani. Przepraszam.

– Już lepiej… Może czegoś się wreszcie nauczysz… Ściągaj te gatki!

Pospiesznie spełnił polecenie. Przyjrzała się krytycznie jego nagiej sylwetce.

– Przydałoby się trochę ćwiczeń… Za dużo siedzisz przy biurku. I pewnie zbyt wiele piwa… Ale to już nie mój problem… Na kolana!

Uklęknął u jej stóp. Na drwiące słowa nie znalazł odpowiedzi, pochylił tylko głowę. Nie zdołał ukryć silnego wzwodu.

– Widzisz, nie myliłam się. Czujesz się świetnie, czyż nie? Przyznam, że i mnie sprawia to przyjemność. Niech zgadnę, ponad wszystko pragniesz ucałować moje buty? Marzyłeś o tym od samego początku. Teraz nie musisz się już wstydzić.

– Tak, Pani. Pragnę tego z całej duszy!

Przyjął jej słowa za pozwolenie i wykonał jeszcze głębszy pokłon, szukając wargami czubka jednego z kozaczków. Odepchnęła go nagłym ruchem stopy.

– Nie tak szybko! Zanim zasłużysz na taką łaskę, niewolniku, musisz coś uczynić dla swojej Pani.

– Czego sobie życzysz, o Wielka?

– Dawaj ręce!

Gdy wyciągnął dłonie, sięgnęła ponownie do torebki i po chwili na przegubach zacisnęły się obręcze kajdanek. Szczęknął zatrzask. Chyba jednak nie nosiła tam notatek czy podręczników.

– A teraz, zamknij drzwi na klucz i zrób mi drinka. Na pewno trzymasz coś tutaj w biurku! – Wskazała wzrokiem na niedawno opróżnione naczynie. Rozsiadła się wygodnie, zmieniając nogę. Szelest skóry cholewek podział silnie na wyobraźnię. Zasłuży na zaszczyt ucałowania tych stóp i kryjących je butów, choćby nie wiem co!

– Mam tylko whisky z colą, Pani. Chivas regal

– Może być – zadecydowała. – To i tak lepiej, niż się spodziewałam. Za Wyborową dostałbyś po grzbiecie albo spotkałoby cię coś jeszcze gorszego. – Roześmiała się. – Ruszaj i pospiesz się!

Spełnienie tego życzenia okazało się trudne, gdy trzeba było robić wszystko skutymi dłońmi, ale dał sobie radę. Z własnej inicjatywy znalazł niewielką tacę, upadł na kolana i podał szklaneczkę w wyciągniętych dłoniach, niczym prawdziwy sługa w jakimś historycznym filmie.

– Bardzo dobrze. – Uśmiechnęła się i upiła odrobinę. – Możesz teraz ucałować stopy swojej Pani.

Nie trzeba było mu tego powtarzać. Pochylił się nisko i przywarł ustami do samego czubeczka jednego z jej wspaniałych butów. Tak jak na to liczył, poczuł cudowny aromat skóry pomieszany z zapachem pięknej kobiety. Podeszwy i cholewki były nieco mokre od stopionego śniegu, zlizywał pieczołowicie kolejne krople. Ruchem stopy nakazała zajęcie się też drugim z kozaczków, tym wspartym o podłogę. Gdy to uczynił, poczuł po chwili nacisk obcasa i podeszwy buta na karku. Pożądanie wzmogło się w dwójnasób. Musiała to widzieć i przyjmowała ten hołd, sącząc powoli whisky. Nie miał pojęcia, jak długo to trwało.

– Wystarczy. Przynieś tutaj swój fotel. To bardziej odpowiedni tron dla Królowej. Aha, moja szklaneczka jest pusta. Zrób następnego drinka, albo lepiej od razu trzy. Jeden bez coli. Na pewno się przydadzą. Szkoda, że nie masz lodu, ale może zostanie ci to wybaczone.

Na szczęście butelka była prawie pełna, gdy sam sięgnął po nią tego wieczora, zdołał więc wykonać rozkaz. Czyżby zamierzała poczęstować także swego sługę? Kto wie? Pani Sylwia wydawała się promieniować dobrym humorem. Rozluźniona i pewna siebie po odniesionym zwycięstwie, rozsiadła się w przytarganym z pewnym trudem fotelu. Tylko co z trzecią porcją?

Gdy wrócił z pełną tacą, ruchem dłoni poleciła postawić ją na biurku. Sama sięgnęła raz jeszcze do torebki, wydobywając z niej kolejną parę kajdanek. Powstała z siedziska i stanęła za klęczącym  sługą. Po chwili również kostki nóg spinał krótki łańcuszek.

– Pochyl się! – rozkazała. – Ręce pomiędzy kolana!

Zaskoczony, odruchowo wykonał polecenie. Stawianie oporu w tej akurat chwili wydawało się zresztą odrobinę spóźnione. Uchwyciła jego skute dłonie i szarpnęła silnie w tył. Musiał pochylić głowę i oprzeć czoło o podłogę, by zachować równowagę. Nadgarstki spotkały się z kostkami, coś szczęknęło i po chwili nie był już w stanie ich cofnąć! Połączyła w jakiś sposób łańcuszki obydwu par kajdanek, może kłódką zatrzaskową, a może zwykłym karabińczykiem, jakie sprzedają w marketach budowlanych. Tak czy inaczej, okazało się to proste i skuteczne. Klęczał teraz z lekko rozchylonymi kolanami, wypiętym tyłkiem, odsłoniętymi pięknie genitaliami i głową dosłownie wbitą w podłogę. Jedyny ruch jaki mógłby wykonać, a i to z dużym trudem, to przewrót w bok.  Pewnie potłukłby się przy takiej okazji, a wątpił, czy w jakikolwiek sposób poprawiłoby to jego sytuację.

– Pani, co chcesz uczynić?

– Milcz! Niewolnik nie odzywa się do swojej Królowej bez pozwolenia! Milcz i nie przeszkadzaj teraz, albo naprawdę pożałujesz! Jeżeli jeszcze raz odezwiesz się nie pytany, to będę musiała cię zakneblować i porządnie wychłostać!

Zamilkł, przestraszony autentyczną złością w jej głosie. Zauważył, że ponownie zasiadła w fotelu, upiła nieco whisky. Sięgnęła po komórkę i wybrała jakiś numer.

– Tak. Wszystko poszło jak z płatka. Nie miałam żadnych trudności… Tak, żadnych kłopotów… To czekam, pa. – Rozłączyła się.

Pomny ostrzeżenia, dopiero po chwili zdobył się na odwagę.

– Pani, o co tu chodzi. Powiedz, proszę…

Spodziewał się ostrej reakcji, może tego, że naprawdę zostanie zakneblowany albo wychłostany. A jednak odpowiedziała.

– Nie obawiaj się, nic strasznego ci się nie stanie. Jeżeli zachowasz spokój. Nie chcę nakładać  knebla, ale musisz teraz milczeć. To dla mnie bardzo ważne. Ty też nie chciałbyś chyba sprowadzać tu w tej chwili kogoś postronnego, na przykład portiera?

– Pani, ty jednak kogoś zaprosiłaś… – Ośmielił się na wygłoszenie tej uwagi, zaskoczony życzliwym tonem głosu.

– Musiałam. To dla mnie bardzo ważne, ale nie obawiaj się – powtórzyła. – Dość jednak tego spoufalania się. Życzę sobie, żebyś bardzo dokładnie wylizał czubek i obcas mojego buta. Nigdzie wyżej nie sięgniesz.

Przysunęła lewą stopę, podczas gdy prawą wsparła na jego pochylonych plecach. Pomimo niewygodnej pozycji oraz niepewności całej sytuacji, podniecenie powróciło, biorąc górę. Oddał się adorowaniu jej stóp, podczas gdy Sylwia nieco nerwowo sączyła whisky.

Tym razem te zajmujące i przyjemne dla obojga czynności przerwał odgłos kroków na korytarzu. Nadchodziły przynajmniej dwie osoby, dwie kobiety, charakterystyczny stukot obcasów o posadzkę korytarza nauczył się rozpoznawać bardzo dokładnie. Sylwia powstała i otworzyła drzwi. W niezbyt dużym pomieszczeniu zrobiło się odrobinę ciasno, gdy weszły do niego dwie dojrzałe damy. Dojrzałe, ale bynajmniej nie stare i nadal bardzo atrakcyjne. Uznał je za damy oraz mógł przekonać się o ich urodzie, gdy i one pozbyły się nijakich raczej, długich płaszczy, ujawniając eleganckie, obcisłe suknie, sięgające nieco przed kolano i nie kryjące ani pięknych nóg, ani klasycznych szpilek na wysokich obcasach. Ze swojej obecnej pozycji ten akurat szczegół garderoby nowo przybyłych mógł ocenić najdokładniej, Wcale mu to zresztą nie przeszkadzało.

– Witaj, Sylwio. – Jedna z kobiet wymieniła z dziewczyną serdeczne cmoknięcie. – Widzę, że to zaliczenie świetnie ci poszło.

– O tak, mamo. Możesz być ze mnie dumna. Zasłużyłam na najwyższą ocenę.

– Nie spiesz się z gratulacjami, moja droga. Egzaminu nie zdaje się tak łatwo. – Druga z kobiet podeszła bliżej i obrzuciła klęczącego mężczyznę krytycznym spojrzeniem.

– Może zechce Pani przyjąć drinka, Milady? – zaproponowała Sylwia. – Całkiem niezła whisky, Chivas regal. Bez coli, tak jak Pani lubi.

– Miło, że o tym pamiętałaś, moje dziecko. Bez lodu, ale czegóż można się spodziewać w takim miejscu? Na pewno nie soku pomidorowego i porządnej Bloody Mary. Przyznaję, że na pierwszy rzut oka wygląda to nieźle. Czy jest już w pełni posłuszny? Całował twoje stopy?

– Tak, Lady Victorio.

– Zobaczymy. Niech oczyści moje czółenka. Musiałyśmy przejść pieszo parę kroków od taksówki, żeby nie wzbudzać zbędnej uwagi. – Dama, sprawiająca wrażenie osoby ważnej i cieszącej się szacunkiem, zajęła miejsce w fotelu. Wyciągnęła nieco stopę.

– Rusz się, słyszałeś co powiedziała Wielmożna Pani! – Sylwia smagnęła go batem przez plecy.

Z dużym trudem podpełzł odrobinę we właściwym kierunku. Więcej nie był w stanie. Dziewczyna uderzyła ponownie, raz i drugi.

– Zaczynaj, głupcze! – W głosie zabrzmiało coś więcej niż prosty rozkaz, najwyraźniej, bardzo jej zależało na wykonaniu wydanego polecenia.

Prawdę mówiąc, eleganckie czarne czółenka z czerwoną podeszwą (czyżby od Loubotina? – jeśli tak, to musiały kosztować majątek, przynajmniej tyle, ile wynosiły jego kwartalne pobory) przyciągały uwagę, wabiły… Naprawdę pragnął sięgnąć ich ustami. Rzucił się rozpaczliwie do przodu i zdołał nieco przysunąć… Już, już czuł na wargach smak skóry, gdy Lady Victoria cofnęła lekko stopę. Niewiele, może o dziesięć centymetrów. Dla niego była to jednak cała równina. Przebył ją na kolanach, z najwyższym wysiłkiem, dopingowany przez Sylwię słowem i batem.

– Ach. Jak ja lubię takie chwile… Gdy ze wszystkich sił pragną zasłużyć na zaszczyt ucałowania moich stóp.. A ja udzielam tej łaski wedle własnego uznania… – Znowu odsunęła czubek buta, dosłownie o centymetry, zmuszając jednak wyczerpanego podróżnika do nowych starań. – Mogłaś przywiązać mu jaja do kaloryfera, to również ciekawy sposób. Ale ta pozycja strusia też jest miła… Co prawda, jedno nie wyklucza drugiego… Ale to już może innym razem…

Sięgnął wreszcie wargami i wysuniętym językiem samego czubeczka pięknego dzieła pana Loubotina. Lady Victoria okazała wówczas odrobinę tej łaskawości, o której wspominała i wysunęła stopę. Pospiesznie oczyścił ustami lakierowaną skórę, znowu ogarnął go nastrój pobudzenia.

– Ooo, to mu się chyba podoba… Może to jednak zbyt łatwy obiekt, jak na egzamin mistrzyni?

– Sama przystałaś na ten wybór i na te warunki, Victorio – zaoponowała matka Sylwii, stojąca dotąd na uboczu i sącząca swoją whisky z colą. – Miała wybrać jednego z wykładowców i rzucić go na kolana podczas sesji.

– Tak, masz rację, Alicjo… Przystałam i nie będę teraz zmieniać zdania, to nie przystoi Królowej Domu Mrocznej Rozkoszy. Ale skoro tak, to mam jeszcze jeden warunek.

– Jakiż to?

– Chcę, aby nasza droga Sylwia użyła tego. Musimy się przekonać, czy potrafi okazać w razie potrzeby niezbędną bezwzględność. Wiesz, że trafiają się i tacy podopieczni, którzy  wymagają szczególnych starań, a i sami też ich oczekują.

Wyjęła z własnej torebki coś, co wyglądało jak skórzany banan albo ogórek sporych rozmiarów.

– Nałóż to, moje dziecko. Albo podejdź i zrobię to dla ciebie sama.

– Czy mogę użyć kremu? – spytała dziewczyna.

– Nie, nie tym razem. On odczuwa przyjemność, chcę się przekonać, czy potrafisz sprawić też prawdziwy ból i upokorzyć.

– To może niech nawilży chociaż Dobrego Pana ustami?

– Dobrze, widzę, że masz miękkie serduszko… Ale jesteś jeszcze taka młoda, z czasem okrzepnie… Skoro jednak tak, to on będzie musiał samemu odwrócić się w odpowiedni sposób. Przecież nie będziesz chodzić z tym przyrządem.

– Jak rozkażesz, Milady.

Sylwia stanęła przed jego wbitą w podłogę twarzą i uniosła prawą nogę, zginając ją w kolanie. Lady Victoria raczyła wstać z fotela, pochyliła się i umocowała tajemnicze narzędzie na metalicznym obcasie kozaczka. Dobry Pan miał wydrążony w szerszym, płaskim końcu otwór, który służył temu właśnie celowi. Kilka skórzanych pasków zapiętych ciasno wokół kostki i grzbietu stopy dokończyło dzieła.

– Wyliż to! – rozkazała Sylwia, podstawiając przyrząd.

Z trudem uniósł nieco głowę, szło mu niesporo.

– Liż starannie, głupcze! To w twoim własnym interesie – powtórzyła.

Czując, co może go spotkać, usiłował jak najdokładniej wykonać rozkaz. W obecnej pozycji nie zdołał jednak wsunąć Dobrego Pana w usta i mógł jedynie omiatać go językiem. Dziewczyna próbowała nawet ułatwiać to zadanie, manewrując odpowiednio obcasem, ale nie na wiele się to zdało w sytuacji, gdy przeklęte okowy wbijały twarz w podłogę.

– Wystarczy tej zabawy. Każ mu zająć odpowiednią pozycję – zadysponowała Lady Victoria. – A ty siadaj tutaj, moja droga. Tak będzie ci wygodniej. – Własną ręką przysunęła siedzisko.

Poganiany przez Sylwię razami bata, niezbyt na szczęście surowymi, zdołał z dużym trudem odwrócić się  tyłem do siedzącej w fotelu dziewczyny.

– Ach, zapomniałabym. To pewnie jego pierwszy raz, a nie życzyłybyśmy sobie zbyt głośnych krzyków. Alicjo, zechciej nałożyć knebel. Mam nadzieję, że twoja córka i uczennica zaopatrzyła się w tę zabawkę, prawda, moje dziecko?

– Oczywiście, Milady.

Czy dosłyszał w glosie Sylwii coś w rodzaju zakłopotania? Zanim przybyły obie władcze damy, obiecała nie używać tego przyrządu. Okazało się, że nie ma to obecnie żadnego znaczenia. Kobieta nazywana Alicją z dużą wprawą wepchnęła mu w usta sporą, gumową kulkę i zaciągnęła na karku zapięcia rzemiennych pasków. W żaden sposób nie był w stanie temu przeszkodzić. Panie doskonale wiedziały, jak zabrać się do rzeczy.

– Do dzieła, moja droga. Pokaż, co potrafisz.

Nie mógł tego zobaczyć i tylko poczuł jak końcówka skórzanego przyrządu dotyka jego pośladków, początkowo trochę niepewnie. Po chwili dziewczyna wzięła się jednak w garść i twardy czubek Dobrego Pana w zdecydowany sposób odnalazł poszukiwany otwór, a następnie zagłębił się w nim szybkim ruchem. Wiedział, że powinien się rozluźnić, to mogłoby zmniejszyć cierpienia. Nie potrafił. Napięte mięśnie stawiały opór, przełamywany przez Sylwię zdecydowanymi pchnięciami ugiętej w kolanie nogi. Ból okazał się bardzo silny, pomimo uprzedniej próby nawilżenia przyrządu. Zawyłby, gdyby tylko mógł. A tak zdołał jedynie wydać nieartykułowany jęk. Rzucił się w bok, bez rezultatu. Lady Alicja przewidująco stanęła w lekkim rozkroku, ujmując jego przygięte do podłogi barki w uścisk własnych nóg. W ten sposób pomagała córce, która korzystając z wygodnej i stabilnej pozycji w fotelu, energicznymi ruchami kształtnej nóżki dociskała stopę do jego pośladków. Tym samym, kolejnymi pchnięciami zagłębiała Dobrego Pana w odbycie swego niewolnika, nie odczuwając już chyba żadnych skrupułów czy zahamowań. Pragnął wyć z bólu, a mógł jedynie w niezrozumiały sposób jęczeć. Poczuł lejące się z oczu łzy. Tylko tego jeszcze brakowało, ale nic nie potrafił na to poradzić, cierpienia okazał się zbyt dojmujące. Po długiej, nieskończenie długiej chwili tej tortury Sylwia zaprzestała następnych pchnięć, pozostawiła jednak obcas oraz przedłużający go przyrząd w jego wnętrznościach. Lady Alicja odstąpiła.

Uniósł z nadzieją głowę i ujrzał w dłoni Lady Victorii komórkę. Błysnął flesz, potem kilka kolejnych. Starannie wybierała ujęcia, zapewne po to, by ukazać całą pełnię jego zniewolenia, a zarazem uniknąć utrwalenia na zdjęciach twarzy Sylwii oraz jej matki.

– Doskonale – zadysponowała. – Nie obawiaj się, nikt nie ma zamiaru cię szantażować. Za mało ci tu płacą, by ktoś chciał zadawać sobie tyle trudu. To tylko na wszelki wypadek. I do zatwierdzenia dyplomu nowej mistrzyni. Co prawda, nasze słowo, moje i Lady Alicji, w zupełności powinno wystarczyć, ale biurokracja wkrada się wszędzie… Sylwio, ogłaszam że zdałaś egzamin mistrzowski i przysługuje ci odtąd tytuł Lady oraz wszystkie związane z tym prawa i przywileje  Damy Domu Mrocznej Rozkoszy.

– Dziękuję, Milady.

– Tak się cieszę, droga Sylwio!

– To dzięki tobie, mamo. Wiele mnie nauczyłaś.

– Naznacz jeszcze swego pierwszego pojmanego niewolnika, Lady Sylwio i możemy iść. Przyznam, że ten egzamin nie pozostawił mnie obojętną i chętnie skorzystam z usług któregoś ze stałych poddanych naszego Domu. Jak najszybciej.

– Kazałam wszystko przygotować, Victorio. Wierzyłam w talenty mojej córki.

– Jak to dobrze, że o tym pomyślałaś. Nie traćmy więc czasu.

Dziewczyna wysunęła obcas z jego odbytu. Ulga nie dała się porównać z żadnym innym przeżyciem, którego kiedykolwiek do tej pory doznał. Lady Alicja pomogła córce w zdjęciu krępującego jej kroki przyrządu, a następnie podała szminkę. Dziewczyna pochyliła się nad jego zgiętymi plecami i narysowała coś szybkimi ruchami dłoni. Lady Victoria ponownie wykonała kilka fotografii. Sama Sylwia też skorzystała w podobnym celu z własnej komórki.

– Korona i róża? Proszę bardzo. Postaram się, aby egzamin oraz ten znak zatwierdzono jak najszybciej i niezwłocznie wydano dyplom. Chciałabym, żebyś mogła wystąpić w pełni praw podczas najbliższego przyjęcia zamówionego przez naszego ulubionego szejka. Przyjeżdża za kilka dni, a wiesz, jaki potrafi okazać się hojny.

– Może porozmawiamy o tym później, Milady? – Nowa mistrzyni okazała dziwne niezadowolenie.

– Jak sobie życzysz, moje dziecko. To znaczy, Lady Sylwio. Chodźmy wreszcie. Alicjo, zamów taksówkę. Albo raczej trzy. Powinnyśmy wyjść osobno, nie ma potrzeby zwracania zbędnej uwagi.

Sięgnęła po płaszcz i ponownie przeobraziła się w nijaką postać kobiecą, jakich wiele można spotkać na mieście. Pozostałe dwie panie postąpiły podobnie.

„A co ze mną?!” – Chciał zawołać. – „Przecież nie możecie mnie tak zostawić!” – Z ust wydobył się tylko niezrozumiały jęk, ale Milady zdawała się czytać w jego myślach.

– Ktoś cię tutaj znajdzie, niewolniku. Za dłuższy czas. Wykorzystaj tę zwłokę, by wymyślić jakieś dobre wyjaśnienie. – Roześmiała się. – Chodźmy, drogie panie!

Kolejno wyszły przez drzwi, nie zaszczycając już mężczyzny żadnym spojrzeniem. Zgasiły światło, przekręciły klucz w zamku. Rozległ się cichnący w głębi korytarza stukot obcasów. Ktoś go znajdzie, powiedziały. Skoro nie świeci się lampa i używał zawsze własnego klucza, portier nie będzie miał powodu, żeby zaglądać tutaj podczas obchodu. Zapewne dopiero rano wejdzie sprzątaczka. I znajdzie pana doktora habilitowanego w takiej sytuacji. Ależ będzie zabawa, na cały wydział albo lepiej! Wołać o pomoc? Knebel nie dawał takich możliwości, to zresztą niczego by nie zmieniło. Ależ dał się podejść! Oto ma swój wymarzony egzamin z podrywającą go, piękną studentką!

Po nieskończenie długim czasie posłyszał kolejne kroki. Stukot obcasów. Ktoś zapukał do drzwi, a po chwili otworzył je przy pomocy klucza.

– Dzień dobry… Ja na egzamin… Trochę się spóźniłam, ale może zechce mnie pan jeszcze przyjąć?

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wejdź na nasz formularz i wyślij je do nas. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

😀 Widzę że namawiać Cię do napisania czegoś normalnego to jak nakłaniać wilka żeby jadł brokuły. Czytało się fajnie do 1/8 (do momentu rozpoczęcia zaliczenia) a do połowy się jeszcze jako-tako bawiłem. Później już nie i zakończyłem. Utwór nieco przypominał “Dom Rossów”, też mamy tu do czynienia ze swoistą patologią rodzinną. Zatem za erotykę jedna gwiazdka (bo mniej się chyba nie da), reszta po pięć. Bo pomysł dobry i warsztat również bardzo dobry. No … niebieskiej wstążeczki dziś nie będzie :(.

Mick. Szczerze ubawiłeś mnie tym wilkiem zajadającym brokuły. Nie uśmiałem się tak odkąd nasze Nieloty, zwane na wyrost Orłami, okazały się “być w tyle za (przysłowiowymi) Murzynami” – a konkretnie za tymi z Senegalu. Ponieważ wobec ostatnich klęsk na Mundialu każdy sposób na poprawę humoru jest cenny, tym bardziej ucieszył mnie Twój wpis.

Z tym się zgadzam. Ale tak to jest jak się płaci nażelowanym celebrytom za to żeby się lansowali. Piłka to gra zespołowa i jak sama nazwa wskazuje potrzebny jest zespół a nie zbieranina może i dobrych piłkarzy ale nie zgranych ze sobą. Czasem patrząc na to jakie sa zasady selekcji, ma się wrażenie że dziecko z podstawówki zaplanowało by to lepiej.

Neferze,

a więc wróciłeś, przynajmniej na chwilę, ze światów fantasy, w których ostatnio gościsz, do naszego, realnego świata. I to od razu do chwili obecnej, racząc nas krótką opowieścią grozy w uniwersyteckich realiach.

Wiem, że uważasz te opowiadanie za humoreskę, ale przyznam, że podczas lektury nie było mi do śmiechu. Scena upokorzenia, praktycznie wdeptania w ziemię głównego bohatera jest niezwykle sugestywna, myślę, że może poruszyć równie bardzo, jak opisywane przez niektórych z nas na łamach NE morderstwa.

Oczywiście, z początku bohaterowi podoba się to, co mu się czyni, studentka świadomie utrafiła w jego gusta. Myślę jednak, że nawet z jego perspektywy w pewnym momencie pożądanie ustępuje miejsca przerażeniu. Gwałt, który się na nim odbywa, zakończony ostatecznym jeszcze poniżeniem – trudno mi uwierzyć, by ktokolwiek pożądał czegoś takiego (a jednocześnie godzę się z tym, że tak być może… w końcu są na ziemi rzeczy, o których nie śniło się filozofom). Przyznam, że kończyłem lekturę tekstu, czując się nieco strutym.

Jest on jednocześnie doskonale napisany, do czego zdążyłeś nas już przyzwyczaić. Ale czy mogę go uczciwie polecić? Chyba jedynie osobom o bardzo szczególnych upodobaniach, które mogą w opisywanych scenach odnaleźć przyjemność oraz satysfakcję. I z tym zastrzeżeniem – gorąco polecam 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Megasie: Doprawdy współczuję Ci. Podczas gdy ja mogę zastosować taktykę ślimaka, Ty Musisz przeczytać cały utwór. Spytam z czystej ciekawości, czy kiedykolwiek do redakcji dotarł tekst mogący być otagowanym jako “Pedofilia” ? Jeśli tak to z pewnością Odmówiliście jego opublikowania …

Neferze: Wiem że czasem Postrzegasz mnie jako dyletanta. Szczególnie jak piszę Ci że np. nie przeczytałem całego utworu ale nie wstrzymuję się od jego oceny. Czyli oceniam coś czego nie znam. Ubolewam nad tym że to prawda, jednak moje zdrowie psychiczne jest dla mnie ważniejsze, ważniejsze nawet niż stracenie w oczach takiego indywidualisty jak Ty.

Micku,

współczuć mi doprawdy nie musisz. Opowiadania Nefera są napisane tak dobrze, że praktycznie czytają się same. A dobra literatura może uruchamiać różne emocje, a nie tylko masować strefy przyjemności w mózgu 🙂 Choć więc podczas lektury częściej zgrzytałem zębami, niż cmokałem z ukontentowaniem, to nie uważam poświęconego opowiadaniu czasu za stracony. Może nie do końca jestem targetem tego akurat tekstu, lecz i tak warto było go przeczytać.

Pozdrawiam
M.A.

P.S. Nie przypominam sobie, byśmy kiedyś musieli odrzucić tekst z powodu pedofilskiej treści. Czasem dyskututujemy nad wiekiem bohaterów, gdy niebezpiecznie oscyluje on wokół przyjętego w polskim prawie ‘age of consent’, ale zwykle usprawiedliwione jest to kontekstem np.historycznym (w starożytności czy średniowieczu dopuszczano współżycie z osobami młodszymi niż obecnie). Nie watpię jednak, że odmówilibyśmy publikacji opowiadania traktującego o seksie z dziećmi, czy wręcz afirmującego takie relacje. Na naszym portalu pojawiaja się opisy gwałtów, morderstw podczas stosunku, kazirodztwa czy nawet zoofilii. Ale gdzieś, do cholery, trzeba wytyczyć granicę i myślę, że to jest właśnie to miejsce.

No właśnie. Czasami pojawia się pytanie o granice.

Mick. Zdrowie psychiczne jest zawsze ważne, więc dbaj o nie najlepiej jak potrafisz. Co prawda, trochę dziwi mnie, że twardziela (a za takowego Cię uważałem) może wyprowadzić z równowagi i zagrozić samopoczuciu jakieś tam opowiadanie, choćby nawet pozostawało w sprzeczności z jego wizją społeczeństwa i świata.

Kwestia wrażliwości, czytając opowiadanie tworzy się w głowie wizja świata bądź scena. W przypadku takiego autora jak Ty, rzecz idzie gładko bo Masz i talent i warsztat. Czasem ta wizja świata bądź scena staje się trochę przerażająca i tyle. Ja twardzielem 😀 ? Teraz to Ty mnie Ubawiłeś.

Jeszcze zapomniałem dodać. Sprzeczne nie tylko z moją wizją świata (dzięki Bogu).

Miło, że znalazłeś podobnych sobie. Zawsze to raźniej, w obliczu paskudnego, współczesnego świata.

Myślę że puki co to jednak cieszyć się należy jeśli Ty Znajdziesz podobnych sobie, występują zdecydowanie rzadziej ;). Wtedy i dla Ciebie zaświeci słoneczko :).

Mick. Słoneczko świeci nade mną niemal zawsze, czego i Tobie, mimo wszystko, życzę. Przede wszystkim zaś większej pewności siebie, bo jak dotychczas, to podbudowujesz ją agresją. Ale wyobraź sobie, że Twoje tyrady i tak idą na marne i niczego nie zmieniają. Ach, prawda. Masują Twoje własne ego poczuciem wyższości. Zawsze warto znaleźć jakiś sposób na własne ego. Choćby i taki. Tymczasem zmień ustawienia swojego słownika bo błędy przepuszcza. 😀

No i Zobacz, znów się Zaczynasz kłócić. Smutne.

A ja myślałem, że tak sobie towarzysko gawędzimy, wplatając takie słowa jak użyte przez Ciebie “aberracja” i “pogarda”. Uznajesz to za kłótnię? Bardzo wrażliwy z Ciebie czlowiek. Ale wiesz, to mimo wszystko wgląda trochę niepoważnie, gdy do Twojej argumentacji wkradają się słowa z błędami ortograficznymi typu niewłaściwe “U” albo “Ó”. A zauważyli to już inni, jakiś czas temu. Dlatego ta rada dotycząca słownika wydaje się na czasie.

MA: Cóż, być może sprawdziła się tutaj zasada Hitchcocka: najbardziej przeraża to, co na codzień wydaje się zwyczajne. Zaznaczę jednak, że znam osoby, które zaśmiewały się przy tym tekście. Może dlatego, że doskonale zdają sobie sprawę z jego nierealności, nie tylko odnośnie konkretrnych praktyk seksualnych, ale ogólnie jakichkolwiek w podobnej sytuacji. A tymczasem jest to często spotykany wątek, ciągle pokutujący w popularnych wyobrażeniach, nie raz i nie dwa przelewany też na “papier” przez różnych adeptów literatury. Zamierzałem wyśmiać go i wykpić, odwaracając banalną, klasyczną sytuację. Zauważ zresztą, że o ile początek opowiadania jest raczej realistyczny (też już wprawdzie realizmem lekko przykurzonym – obecnie nie ma nawet indeksów :D), to im dalej, tym bardziej nierzeczywiście. Właściwie, to można by przyjąć, że bohater opróżnił nie jedną, ale kilka szklaneczek wiskhy, po czym na koniec ocknął się ze snu przemienionego z fantazji w coś w rodzaju koszmaru. Takie rozwiązania fabularne, ucieczkę w senne widziadła, uznaję jednak zwykle za ograne i mało zaskakujące. Zamiast tego wstawiłem zakończenie, otwierające korzystniejsze perspektywy dla bohatera. Jak sam wspomniałeś, emocje wzbudzane przez tekst pisany nie zawsze muszą być dla każdego pozytywne. Oczywiscie, życzę Ci szybkiego wyleczenia z zatrucia, o którym wspominałeś. Potraw na stole zwanym NE nie brakuje, zapewne wkrótce coś bardziej przypadnie Ci do gustu. 😀

Każdy ma jakąś swoją interpretację tego co robi. W sumie jako że sam Jesteś autorem treści ekstremalnej, nie możemy oczekiwać że Będziesz utyskiwał na samego siebie :D. Raczej Będziesz się bronił. Nie rozumiem tylko jednej rzeczy, jak Możesz pisać o czymś czego nie Lubisz ? W prawdzie Francois Alphonse Donatien de Sade pisząc swoją Justynę, utrzymywał że brzydzi się przemocą. Że w prawdzie jest libertynem ale nie sadystą (sic !). Nie tylko moim zdaniem, zwyczajnie kłamał.

Mick. A przed czym to mam się niby bronić? Przed Twoimi uprzedzeniami obyczajowymi? Wybacz, ale niewiele mnie obchodzą, to raczej Twój problem. A swoją drogą to lubię kobiety silne, nawet dominujące. Tak trudno przychodzi Ci pogodzenie się z istnieniem takowych?

Ja generalnie nie mam problemów, może właśnie dla tego jestem odporny na jakieś tendencyjne i nie przemyślane słowa, nie dotykają mnie. A jeśli chodzi o mój stosunek do kobiet to już nie raz o nim pisałem. Mocne kobiety i owszem, no przecież mają prawo takie być jeśli chcą, ale raczej jako partnerki we wszystkim tylko nie w sprawach damsko-męskich.

Ale w łóżku nie pociąga mnie kobieca dominacja, z drugiej strony nie mam obowiązku uprawiać seksu ze wszystkimi kobietami jak i one nie mają obowiązku uprawiać go ze mną. Także w “tym” stanowimy antypody optyczne, dla mnie Twoja aberracja jest nawet zabawna :). Nasze rozmowy sporo pomogły Neferze, jeszcze niedawno pisałem Ci że czułem się zniesmaczony wyobrażając sobie Ciebie kajającego się do damskich stóp, dziś już mnie ta wizja śmieszy :), jest zabawna, ufam że Wolisz takie nastawienie od pogardy, przecież ostatecznie wszystko jest lepsze od pogardy.

Twoją “odporność” najlepiej ukazują Twoje gwałtowne reakcje na odmienne poglądy. Oraz użyte słownictwo “aberracja”, “pogarda”. Cóż, typowe dla osobnika prymitywnego.

Wyciągasz zbyt daleko idące wnioski mój chłopcze. 🙂 “osobnika prymitywnego” Ci wybaczę choć nikt mnie jeszcze tak nie nazwał :). Miłego dnia.

Mick. Podobno wyciąganie wniosków to Twoja ulubiona zabawa? A więc pytam, czy nie jesteś przypadkiem prymitywnym osobnikiem o konserwatynych, by nie powiedzieć kołtuńskich poglądach? Usiłujesz narzucać je wszystkim dookoła, bo w sumie widzisz ich anachroniczność oraz postępujący zmierzch, co przyprawia Cię o irytację. Dlatego też aż tak bardzo poruszyło Cię moje opowiadanie, że wszcząłeś całą tę dyskusję, zaostrzając ją drogą personalnych inwektyw. W sumie, to swoisty dowód uznania i swego rodzaju satysfakcja dla mnie, jako autora. Tekst nie pozostał bez echa, wywołał emocje i pobudził Cię do myślenia, choćby i wyrażającego się w słownej agresji. Również życzę miłego dnia, bo sam mam zamiar rozpalić grilla.

Mam nadzieję że grill się udał :). Kolejny raz przepraszam za błędy ortograficzne, koresponduję nie tylko po Polsku. Słowniki nie w kazdej aplikacji przełączają się automatycznie. Ubolewam ze nie mam takich zdolności językowych jak Wy – humaniści za co Was szczerze podziwiam, ja niestety zawsze miałem problemy z ortografią.

Nie jest chyba niczym złym mieć konserwatywne poglądy i nie jest to raczej cecha która określa osobnika prymitywnego. Lepiej nie mówić że konserwatywne poglądy są kołtuńskie, bo to drugie słowo jednak już ma zabarwienie negatywne. Na przykład ja uważam się za katolika o prawicowych poglądach z których część, siłą rzeczy, musi być konserwatywna. I jeśli moja konserwatywność wynika z mojej religii, to porównanie jej do kołtuństwa … czy to postępowe Neferze prześladować kogoś za jego religię ? Oczywiście dokonałem tu dość dalekiej ekstrapolacji ale moją intencją było uzupełnienie Twojej wyobraźni którą zdaje się Utraciłeś, apeluję więc kolejny raz, nie Trać swego słynnego opanowania. Na wypadek Gdybyś się zmartwił tym że mnie Uraziłeś, to powiem że Ci się udało ale jestem Ci w stanie wybaczyć.

Nie ukrywam że lubię jeśli mój rozmówca ma zbliżone poglądy do moich. Owszem, niektóre zachowania mnie irytują, na przykład irytuje mnie przekręcanie czy przeinaczanie pojęć i poglądy wyrosłe na zmienionych definicjach. Zauważ że w tym poście już Dokonałeś podobnej rzeczy, zrównałeś konserwatywność z kołtuństwem. To co Powiesz na przykład na porównanie nacjonalizmu do faszyzmu czy zrównanie nacjonalizmu z patriotyzmem ?

Poglądy na przestrzeni cywilizacji zmieniają się, to fakt, ale coś co dla Ciebie jest anachronizmem ktoś inny może określić jako fin de siècle Twojej epoki i powrót do czasów sprzed Karola Marksa. Z taką periodycznością mamy do czynienia na przykład w sztuce. Z reguły każda epoka nawiązuje do epoki która miała miejsce przed poprzedzającą, poglądy często nadają kształt sztuce. Na przykład w renesansie rzeźbiono kobiety o obfitych kształtach gdyż panował pogląd że pełniejsze kształty są piękniejsze (osobiście się z tym zgadzam 🙂 ). Ale chyba nie trzeba Ci tego pisać, gdyż o znajomości rzeczy świadczy erudycja którą się Popisałeś pod tekstem Oodona.

Jeśli Masz satysfakcję to ja się z tego szczerze cieszę, wraz z Tobą :), gdybyś chodził struty to Twoje otoczenie cierpiało by przez Ciebie a ja miałbym wyrzuty sumienia że to tak naprawdę przeze mnie. Tak, tekst nie pozostał bez echa. Pozwolę sobie jednak zauważyć że dyskutowaliśmy pod nim a nie nad nim (innymi słowy nie na temat utworu). Jeżeli jednak Chcesz owe statystyki zaliczyć na poczet dyskusji, to ja nie mam nic przeciwko temu, będzie jeszcze fajniej i Będziesz jeszcze się bardziej z tego cieszył :).

Mick. Cieszę się, że nasza dyskusja zdaje się zmierzać na spokojniejsze wody. Przybrała ona zresztą charakter jałowy, pozycje zostały jasno określone i nie sądzę, by ktoś zamierzał je opuszczać. Nadto nie toczyła się ona nad tekstem – a takowe powinny pojawiać sie w komentarzach na portalu o ambicjach literackich, ani nawet “pod tekstem”, ale raczej nad autorem. Przy takim postawieniu sprawy, w nieunikniony sposób poszerzyła się również o dyskusję nad samym dyskutantem. A to już nie było tak miłe, czyż nie? Wybaczasz mi określenie “kołtuńskie poglądy”, ja ze swojej strony rewanżuję się tym samym w odniesieniu do przypisywania mi psychopatycznych, morderczych skłonności (aż do insynuacji, że marzę o zadawaniu komukolwiek śmierci), “aberrację” i “pogardę”. Wspominasz, że Twoje poglady wywodzą się z gruntu wartości katolickich. Oczywiście, masz prawo do takich przekonań (moje określiłeś jak wyżej). Co prawda, byłoby najlepiej, gdyby ich reprezentanci pozostawali z nimi w kościołach albo kierowali się takowymi we własnym życiu, nie próbując zmuszać do ich podzielania wszystkich tych, którzy mają inne zdanie. Ale często nie potrafią, a gdy dochodzi do nieuniknionej konfrontacji (choćby w formie dyskusji), to wkrótce pojawia się argument o naruszaniu ich praw religijnych (użyłeś nawet terminu “prześladowanie”). Otóż gdyby ograniczali się do kościoła i formowania siebie samych, na podobne “przykrości” nie byliby narażeni. Poddaję to pod rozwagę.
Podajesz przykłady źle jakoby rozumianych definicji. Czy nacjonalizm jest równoznaczny z faszyzmem? Bezpośrednio nie. Ale nacjonalizm w wersji szowinistycznej jak najbardziej w ramy faszyzmu się wpisuje (przynajmniej niemieckiego, włoskiego może mniej, ale przecież to niemiecki faszyzm stał się sztandarowym przejawem tej ideologii). Nadto nie brakuje przykładów estymy narodowców dla Adolfa Hitlera chociażby. W ten sposób sami stawiają niejako znak równości pomiędzy omawianymi pojęciami.
Wybacz, że piszę raczej krótko, ale zbieram sie właśnie na żagle.
Ponieważ dyskusja przybrała tony spokojniejsze, proponuję, abyśmy na przyszłość rozważali kwestie mniej zapalne, np. dotyczące polskiej piłki nożnej, gdzie jakimś cudem zdołaliśmy osiągnać zgodność poglądów.

Podkreślam jeszcze raz. Ja nie muszę się cały czas spierać. Od jakichś dwóch lub trzech dni, da się zauważyć że nasza dysputa to strata czasu. Poza tym Wykazujesz nie mniej “niereformowalną” postawę ode mnie, np. według Ciebie katolicy powinni siedzieć w kościele bo tam ich miejsce a tutaj Patrz, Masz jednego na portalu N.E. Ja, nawet nie będę Ci wyjaśniał znaczenia słowa “kościół” bo nie chcę dać Ci pożywki Żebyś zaczął wprowadzać znów jakieś swoje pojęcia i przepychał swoje poglądy nad którymi znów dysputowalibyśmy bez końca. Poza tym osobę na której ewentualnie mogło by mi zależeć a która może czytać naszą rozmowę, zdaje się irytować robienie wykładu o rzeczach oczywistych. Pewne rzeczy jednak nie zawsze są dla wszystkich oczywiste.

Moich insynuacji nie Musisz mi wybaczać, gdyż moje podejrzenia się jedynie umocniły podczas lektury Twoich komentarzy z ostatnich kilkunastu dni. Co do Twoich osobliwych cech osobowości, będziemy wracać do tego jeszcze nie raz. Będzie się to pojawiało od czasu do czasu kiedy znów przyłapię Cię na wpadce z jakąś “bolesna prawdą” lub kilkoma drobnymi szczegółami w dyspucie nad powabem krągłości. Bo Możesz sobie przemyśleć i zaplanować odpowiedź, ułożyć ją jak Chcesz, ale nie Unikniesz takich drobniuteńkich poszlak które każdemu kto ma swój rozum, dają podejrzenie że jednak “coś jest na rzeczy”.

Uważaj tam na tych żaglach, mam nadzieję że nie Zapomnisz swoich lekarstw i cało Wrócisz do domu. Ty i ci z którymi Popłyniesz. Może wyprawa ta zapłodni Twój umysł jakąś twórczą myślą. Możliwe nawet że Przypomnisz sobie o wilku zajadającym brokuły, choć raczej na to nie ma co liczyć.

Panowie co za dyskusja . Proponuję żebyście wspólnie napisali jakiś felieton albo coś w podobie, gdzie moglibyście przedstawić swoje poglądy i rację. Co do opowiadania …. Na pierwszy rzut oka rzuca się dokładna znajomość konfekcji obuwniczej , bo ja na ten przykład rozróżniam kozaki id szpilek ale nic poza tym .co do warsztatu , pomysłu i realizacji jestem pod wrażeniem. Dlatego oceniam tekst na maksa. Co do gwałtu analnego…w mojej ocenie jest to bardzo poniżająca forma upodlenia zarówno w przypadku kobiet jak i mężczyzn. Stosowana od lat z coraz większym upodobaniem. Pozdrawiam

Szanowny Kolega raczy żartować. Miejmy nadzieję że ta błazenada się właśnie skończyła. Poglądami lepiej nadmiernie nie epatować gdyż każdy ma swoje, nadmierna ilość średnio interesujących informacji powoduje ziewanie ;).

Anoinimie: Buty to jeden z często spotykanych fetyszy o charakterze erotycznym, widziany chętnie okiem meżczyzn na nogach pięknych pań. W drugą stronę działa to o wiele słabiej (“mężczyzna wchodzący do łóżka w butach wygląda śmiesznie, nawet, gdyby były one od Armaniego”). Chociaż jeszcze w nie tak dawnych czasach oficerki wzbudzały niejakie zainteresowanie u płci pięknej. Same panie dość często kolekcjonują natomiast różne rodzaje obuwia, ich zbiory sięgają niekiedy setek, jeśli nie tysięcy par (o czym informują plotkarskie media w odniesieniu do sław show-biznesu). Ostatnio podano też wiadomość, że wspomniana w opowiadaniu firma Louboutin wygrała właśnie proces, w wyniku którego zastrzeżono dla niej prawo wytwarzania szpilek i kozaków z czerwonymi podeszwami. To był ich pomysł, który “chwycił” i pojawiło się jakoby mnóstwo podróbek. Brzmi to może nieco żartobliwie, ale sprawa jest bardzo poważna, bo chodzi o duże pieniądze.
Odnośnie Twojej, pojednawczej, jak sądzę, propozycji, to sam widzisz, w jaki sposób została przyjęta. Kolega woli występować w roli, którą sam dla siebie wybrał i zdefiniował. Może to i lepiej, w przeciwnym wypadku musiałby najpierw znaleźć kogoś, kto poprawiałby w jego wypowiadziach błędy ortograficzne. Wtedy przynajmniej na tym polu nie przynosiłby wstydu.

https://www.youtube.com/watch?v=SSZEOK8qNQk

Oglądaj 12:43 i nie Wytykaj mi już tych błędów ortograficznych.

Mick: Cieszę się, że możemy zawrzeć pokój. Niech każdy myśli sobie na swój własny sposób, a do pogadania nie brakuje tematów neutralnych. Nie ma sensu ciągnąć tego sporu. Pozdrawiam i życzę udanego popołudnia.

Zgadzam się. Również życzę udanego wieczoru. Nie miej mi za złe że czasem bywam upierdliwy, tak naprawdę to bardzo Cię cenię. Uważam że Twój talent wyróżnia na NE i osobiście chciałbym umieć pisać choć w 3/4 tak dobrze jak Ty. A że większość artystów nie jest w pełni normalna, nie ich wina. Często również i na tym polega ich piękno.

Och tak … stópki, stópki :).

Ten epizod z oficerkami pasuje mi do pierwszej wojny światowej, czy mam rację ?

Czepiają się ortografii ludzie którym brak argumentów merytorycznych. Bardzo uważam żeby nie robić błędów, nie zawsze mi się to udaje. A jeśli chodzi o rolę … coś w tym jest. Czyżbyś również chciał spróbować analizy ?

Ta historia z oficerkami (autentyczna) dotyczy okresu międzywojennego, przedział czasowy jest więc zbliżony. Analiz psychologicznych wolę się nie podejmować. To w sumie grząski grunt.

Czy Mógłbyś podać jakiś przypis ? To w sumie ciekawa osobliwość. Analizy psychologiczne często są obarczone sporym błędem, nawet jeśli wykonują je kompetentni ludzie.

To historia rodzinna, dotycząca pokolenia zmarłych już dziadków.

Fakt, myślałem że sobie wyjaśnicie ale widzę że to chybiony pomysł. Mówiąc szczerze chciałem poznać poglądy i zainteresowania Micka. Może je ujawni bo szukałem publikacji ale nie znalazłem.

😀 A czy wygląda Ci to na “stronę o mnie” ? 😉 Posiadam kilka publikacji lecz z innej dziedziny :). Jednak na dzień dzisiejszy mogę obiecać że postaram się zaistnieć również tutaj, muszę tylko dojrzeć … twórczo. Tymczasem pozdrawiam.

Ok . Poczekamy aż dojrzejesz …. Wzajemnie , wszystkiego dobrego…

Ciekawa opowiastka, ale szczerze nie rozumiem czemu wzbudziła takie kontrowersje. Niejeden mężczyzna marzy o byciu przedmiotem podobnej gry… choć oczywiście marzenia to jedno, a chęć ich wcielenia w życie to drugie 🙂

Może i nie jeden ale również i nie wszyscy. Zwróciłaś uwagę na bardzo istotny szczegół, różnicę pomiędzy fantazją i rzeczywistością. Pewne rzeczy, lepiej by pozostały tylko fantazją … . A tam, od razu kontrowersje 😀

Różnice są piękne! Szkoda tylko, że nie potrafisz ich doceniać…

Napisz komentarz