Głód 4-7 (Milady) 3.39/5 (11)

Gustav Klimt, “Król buław”

4

Pogrążona we śnie sylwetka Aktora była pierwszym widokiem, który ujrzała po przebudzeniu. Obiekt jej marzeń, leżący na odległość oddechu. Przyjrzała się posiniaczonej twarzy z niemal fizycznym bólem. Wstała ostrożnie, nie chcąc go obudzić. W ciszy, przetykanej pierwszymi promieniami słońca, uprzątnęła pozostałości wczorajszego dnia.

– Muszę wyjechać – oświadczył jej właściciel.

Nawet nie zauważyła, kiedy wstał. Spojrzała pytająco, oczekując poleceń.

– Pojadę do Orlej Doliny. Bądź gotowa za trzy godziny – dodał.

Skinęła głową, w ostatniej chwili powstrzymując chęć odpowiedzi. Orla Dolina słynęła z niezwykłych budowli oraz surowych praw. Dla niewolnika służenie tam oznaczać mogło wyrok śmierci. Ponadto tamtejsi mieszkańcy nie cenili zbyt wysoko sztuki. Zatem Aktor, przynajmniej teoretycznie, nie miał czego szukać w tak niegościnnych stronach. Dlaczego więc jechał? Laima podejrzewała, że ma to związek z jego wizytą u króla. Władca często wykorzystywał swojego nieślubnego syna jako szpiega. Jednak zazwyczaj Aktor realizował zlecone przez ojca misje w bardziej przyjaznych krainach. Laima przygotowała konie oraz najpotrzebniejsze rzeczy. Jej pan pojawił się ubrany niezwykle skromnie. Prosty, granatowy kaftan. Strój nie posiadał żadnych drogich dodatków, które mogłyby drażnić gusta mieszkańców Doliny. Pomimo obrażeń oraz ascetycznego ubioru, Aktor prezentował się znakomicie.

Podróżowali dość szybko i raczej niewygodnie. Dziewczyna miała pewność, że jutro

będą ją bolały wszystkie mięśnie. Na miejsce dotarli już nocą. Przed murami mężczyzna wyjął nóż, dziurawiąc kaftan. Niewolnica obserwowała ową czynność z rosnącym zdziwieniem.

– Podejdź tu – przywołał Laimę.

Podeszła posłusznie. Popatrzył na nią zamyślony, a potem mocno uderzył dziewczynę w twarz. Zachwiała się i upadła. Pan chwycił ją brutalnie za włosy, dociskając jej drobne ciało do mokrego, zakurzonego podłoża. Poczuła jak tysiące maleńkich kamyczków wgryzają się w skórę ostrymi ząbkami. Przyduszając głowę niewolnicy, Aktor znacząco ograniczył jej możliwość oddechu. Kiedy we własnym mniemaniu była już bliska śmierci, mężczyzna uwolnił ją i ostrożnie posadził na koniu.

– Przepraszam. To konieczne – wyjaśnił brudnej, załzawioną i potarganej Laimie.

Dalszą drogę odbyli w milczeniu. Dziewczyna otarła twarz z największych zabrudzeń. Cytadela Orlej Doliny powitała ich łuną świateł oraz ponurym obliczem pełniącego straż na murach ponad bramą żołnierza.

– Azyl. Na podstawie Traktatu o Uchodźcach z Inno proszę o azyl – wyrzucił siebie Aktor jednym tchem. Strażnik kazał im czekać. Po chwili wpuszczono ich boczną furtą i zaprowadzono do oświetlonego pochodniami pomieszczenia.

– Imię i pochodzenie – padło suche pytanie.

– Nie wiecie, kim jestem? – odparł jej pan nonszalancko.

– Bękart Czarnego Króla – wycedził jawnie uprzedzony strażnik. Aktor w teatralny sposób klasnął kilkakrotnie w dłonie, gratulując żołnierzowi domyślności. – Możesz przenocować… W lochu, rzecz jasna. Jutro Orli Król udzieli ci audiencji – dodał żołnierz znudzonym tonem. – Oddaj rzeczy.

– Nie masz prawa – zaprotestował właściciel Laimy.

– To ja jestem tutaj prawem – odpowiedział stanowczo wartownik. – I mogę pogorszyć twoją sytuację, jeśli zechcę. Na przykład rozkażę ci zdjąć ubranie.

– Nie pojmujesz, z kim rozmawiasz? Mam ważne informacje dla twojego króla. Ryzykowałem życie, żeby…

– Zdejmuj  te łachy!

Aktor uśmiechnął się samym kącikiem ust. Zawsze tak robił, gdy znajdował rozwiązanie jakiegoś problemu. Lekka, wręcz niezauważalna oznaka zadowolenia, którą Laima nauczyła się rozpoznawać dawno temu. Fascynująco powolnym ruchem rozpiął koszulę, nie spuszczając wzroku ze strażnika. Wojownika przeszedł dreszcz, podobnie zresztą jak i Laimę. Atmosfera agresji wyparowała, pozostawiając czyste pożądanie. Żołnierz oddychał płytko, a jego spodnie wyglądały, jakby miały eksplodować pod wpływem podniecenia. W końcu nie wytrzymał i wpił się namiętnie w wargi Aktora. Dziewczyna spuściła oczy. Doskonale wiedziała, co za chwilę nastąpi. Widziała tę sztuczkę niejeden raz. Nazywała ją „zauroczeniem”. Języki mężczyzn walczyły, staczając szaloną bitwę.

 – Muszę… zobaczyć… króla… – mruczał jej pan pomiędzy kolejnymi odsłonami batalii.

– Nie masz glejtu…

– Daj mi go – zażądał Aktor, pieszcząc dłonią przyrodzenie strażnika.

Wartownik jęknął, po czym podszedł do drewnianego stołu, gdzie pospiesznie wypisał i podbił pieczęcią jakiś papier. Podał dokument jej właścicielowi.

– Oto złota pieczęć, panie. Król przyjmie cię w każdej chwili.

– Świetnie – mężczyzna skinął na niewolnicę.

– Laima podążyła za Aktorem w głąb cytadeli. Zauroczony strażnik tkwił nieruchomo, niby pusta powłoka o ludzkim kształcie. Dziewczyna poczuła lekkie ukłucie żalu z powodu wartownika, który resztę swoich dni spędzi pogrążony we śnie. Głuchy, ślepy, niemy i nieruchomy. Pogrzebany za życia niczym żywy trup. Tak działał urok Aktora. Laima popatrzyła na idealne plecy właściciela. Czy jej pan był potworem? W takich chwilach zawsze zadawała sobie to pytanie.

– Zmarnowałem mnóstwo energii, żeby ten żałosny kretyn wypisał ten cholerny glejt. Jeżeli

szybko nie zakończę misji, będę musiał poszukać tutaj kolejnego posiłku.

Wzdrygnął się, wyraźnie zaniepokojony taką perspektywą. Laima podzielała jego obawy. Orla Dolina wydawała się ostatnim miejscem, w którym mogliby sobie pozwolić na luksus zabijania.

– Masz jakieś imię? – zapytał Aktor niespodziewanie, kiedy meandrowali po korytarzach budynku, pokazując upoważnienie nieustannie napotykanym żołnierzom.

– Laima, panie.

– Laima… Tak… Lady Laima ze Srebrnych Gór… Zostałaś właśnie moją żoną – nakazał.

Dziewczyna aż się zapowietrzyła. Jej właściciel często wykorzystywał ją w swoich intrygach, lecz nigdy nie dawał zapomnieć Laimie o roli Podręcznej. Przygryzła wargę, uświadamiając sobie powagę sytuacji. Cokolwiek planował Aktor, musiało to być przedsięwzięcie na niewyobrażalną dotychczas skalę. Serce waliło jej niczym młot, gdy stanęli przed żelaznymi drzwiami królewskiej sypialni.

5

Orli Król półleżał przy obficie zastawionym stole, karmiony przez nagą niewolnicę. A ściśle rzecz biorąc, przez trzy nagie niewolnice. Wszystkie wydawały się w pierwszej chwili tak zjawisko piękne, że w Laimie natychmiast odezwały się wszelkie możliwe kompleksy. Minęła dłuższa chwila nim spostrzegła, jak dalece bezpodstawna jest jej zazdrość. Poranione ciała, powyrywane paznokcie i zaszyte czarnymi nićmi usta upodobniały służki do szmacianych lalek.

– Wasza Wysokość, przybywam na mocy złotej pieczęci, przynosząc ci bezcenne wieści – oznajmił Aktor oficjalnie.

Władca obrzucił uważnym spojrzeniem niespodziewanego przybysza, a potem Laimę.

– Kim jest twoja towarzyszka? – zapytał, gestem żądając kolejnych frykasów. Smukła niewolnica niezwłocznie podała mu jakiś smaczny kęs.

– Z radością przedstawiam ci, panie, moją małżonkę. Oto lady Laima ze Srebrnych Gór.

– Żona, hmm? Najsłynniejszy kawaler Hanzy wreszcie ujarzmiony… Sądziłem, że tego nie

doczekam. Nieco niska, ale nie brakuje jej kobiecych walorów. – Król wymownie wskazał na piersi dziewczyny. – Musi dawać ci dużo rozkoszy, te malutkie mają sporo werwy.

– Proszę, nie zawstydzaj mojej wybranki. Jest jeszcze młoda. Dopiero poznaje smak rozkoszy – odparł Aktor, delikatnie ujmując dłoń Laimy, by złożyć na niej miękki pocałunek. Poczuła czerwień pełznącą po policzkach i dekolcie.

– Ach tak… Szkoda, że nie jest niewolnicą… Dodałbym ją do swojej kolekcji. Ciekawe, czy

stałaby się tak mokra, jak przypuszczam?

– Dla ciebie byłabym sucha niczym pustynny piach, Wasza Wysokość – oznajmiła chłodno Laima i zaraz zamilkła, przerażona. Orli Król wybuchnął śmiechem.

– A nie mówiłem?! Mała, ale z werwą! Powinniście się od niej uczyć! – wrzasnął pod adresem okaleczonych niewolnic. Uspokoiwszy się, zwrócił się do Aktora. – Bezcenne wieści, powiadasz. Wszystko ma swoją cenę.

– A zdobycie Srebrnogórza? Czy także ma cenę?

– Bardzo wysoką… Przekonałem się o tym kilkakrotnie. Nie stać mnie.

– Dzięki mnie będzie cię stać.

– Zdradzisz własnego, ukochanego ojczulka? – wtrącił Orli Król z niedowierzaniem.

– On pierwszy mnie zdradził. Spójrz tylko, jak odwdzięczył się nam za lojalność! – Aktor

bezradnym gestem zaprezentował świeże rany. – Nawet mojej żonie nie oszczędzono cierpienia…

– Zemsta to miecz o dwóch ostrzach. Mam nadzieję, że wiesz, co robisz – stwierdził monarcha. – Odpocznijcie, a jutro omówimy resztę. Przydzielę wam jakąś komnatę. Dostaniecie też odpowiednie szaty… Nie tak wyszukane jak te tutaj, niemniej czyste i stosowne do waszej pozycji.

Ukłonili się z respektem. Niema niewolnica zaprowadziła ich na miejsce. Komnata okazała się skromna, jednak niezwykle praktycznie urządzona. Aktor cały czas trzymał Laimę za rękę, przepuszczając dziewczynę w drzwiach jako pierwszą. Rozumiała, że robi to na pokaz, traktując jak część przedstawienia, ale całe jej ciało pulsowało szczęściem.

– Przygotuj kąpiel dla mnie oraz mojej żony – rozkazał służącej, a Laima z trudem zdusiła odruch wykonania tego polecenia.

Po raz pierwszy od bardzo dawna mogła bezkarnie rozkoszować się nicnierobieniem. Ciepła woda pielęgnowała jej ciało, pieszcząc zmysły i rozsiewając kwiatowy zapach olejku. Odprężona, poddała się całkowicie zabiegom niewolnicy, która osuszała, masowała, rozczesywała… W końcu, wracając do sypialni, dziewczyna nałożyła krótką, białą koszulę. Aktor leżał wygodnie pośród poduszek. Podekscytowana, wsunęła się pod kołdrę obok niego. Objął delikatnie jej talię, przyciągając Laimę bliżej. Poczuła zaskoczenie tym, jak idealnie dopasowały się ich ciała, pomimo tego, że sięgała mu zaledwie do ramion. Przylgnęli do siebie harmonijnie, nie pozostawiając żadnej wolnej przestrzeni. Okrył ją sobą niczym kokonem, którego ona nigdy nie zamierzała opuścić. Odprawił służącą niecierpliwym machnięciem ręki. Zostali sami.

– Król cię polubił – wyszeptał Aktor. W miejscu, w którym jego oddech dotknął skóry dziewczyny rozpętał się pożar. – Możesz okazać się przydatna.

– Zrobię wszystko, co każesz, panie – odparła.

Pogładził Laimę po policzku, obrysowując palcem zarys jej ust.

– Zrobisz więcej niż wszystko. O wiele więcej… żono.

– Tak… mężu – odpowiedziała, tym jednym, magicznym słowem spełniając najskrytsze

marzenia.

Nie obchodziło jej, że to tylko pierwszy akt przedstawienia. Że gdy odegra swoją rolę, stanie się na powrót zwykłą niewolnicą, niegodną spojrzenia pana. Wszystko przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Liczyła się wyłącznie ta chwila. Ciepło jego ciała, bliskość warg, stanowczość obejmujących ją ramion.

6

Czuła się niepewnie w drogiej sukni, opinającej jej ciało niczym druga skóra. Długie, rozpuszczone i podtrzymywane tylko srebrnym diademem włosy także działały na Laimę onieśmielająco. Nie mogła jednak odmówić założenia przysłanych przez Orlego Króla ubrań. Spośród dziesięciu bogatych toalet wybrała tę, która wydawała się najmniej ekstrawagancka, a przy tym podkreślała jej wdzięki. To ostatnie czyniły, co prawda, wszystkie.

– Gotowa? – zapytał Aktor, stając w drzwiach. Jego chłodne spojrzenie lustrowało ją staranniej niż jakiekolwiek zwierciadło. – Może być – wymamrotał obojętnie.

Pokryła rozczarowanie uśmiechem. Kolacja u władcy mogła oznaczać przełom w powziętej misji. Od tego posiłku zależało więcej, niż mogła sobie wyobrazić. Tak przynajmniej twierdził jej pan.

– Oto są! – zawołał król, gdy zajęli wyznaczone miejsca. – Nasi honorowi goście ze Srebrnych Gór. Żądam, żebyś usiadła bliżej, milady.

– Moja żona usiądzie obok mnie, Wasza Wysokość – zaprotestował Aktor, zniżając barwę głosu. Stosował tę sztuczkę, gdy pragnął zachować spokój.

– Ja o tym zdecyduję, bękarcie. Lady Laimo, zapraszam. – Władca wskazał wolne siedzisko tuż obok własnego.

Dziewczyna rzuciła właścicielowi pytające spojrzenie. Celowo zapewne pozwalając ujawnić się tajonej irytacji, mrugnął przyzwalająco.

– Jest przeurocza… Powiedz, skarbie, jak trafiłaś w łapy tego skurwysyna? – kontynuował monarcha.

– Mój mąż to…

– Gnida jakich mało. Wybrałaś sobie ten los sama, czy też zostałaś zmuszona do poślubienia tego drania? – zapytał władca bezceremonialnie.

– Wasza Wysokość… – usiłował wtrącić Aktor.

– Nie z tobą rozmawiam – przerwał mu król, zwracając wzrok ku Laimie.

Przerażała ją odpowiedzialność, która spadła na nią zupełnie niespodziewanie. Perspektywa rozmowy z władcą, mogącym dowolnie decydować o życiu jej pana, nie była czymś, do czego kiedykolwiek przygotowywano ją podczas szkolenia do służby w roli Podręcznej.

– Sądzę, że sama jestem sobie winna – oświadczyła nieśmiało. – Pan ojciec zaprosił go do naszej posiadłości, a ja się zakochałam.

– Intrygujące. Powiesz, jak zakochują się dziewczyny ze Srebrnych Gór? – Orli Król wsunął dłoń w rozcięcie sukni.

– Tak samo, jak gdziekolwiek indziej – odparła, stanowczo odsuwając rękę władcy. Jej szorstkość wyzwoliła wściekły błysk w oczach mężczyzny. Swobodny nastrój posiłku wyparował błyskawicznie pomiędzy ustami a brzegiem kielicha.

– Widziałaś moje niewolnice, milady? – rzucił król retorycznie. – Kiedyś były arystokratkami. Młodymi, pięknymi córkami moich lordów. Wszystkie popełniły jeden błąd. Powiedziały mi „nie”.

– Najjaśniejszy Panie…

– Nie skończyłem! Przyjrzyj się im! – Pochwycił i przyciągnął stojącą niedaleko służkę. Blizny na wciąż zgrabnym ciele mówiły więcej, niż jakiekolwiek słowa. – A teraz, albo porzucisz swoje gierki, uparta dziewczyno, albo skończysz w taki sam sposób!

– Dość tego! – krzyknął Aktor, uderzając kielichem o stół. – To moja żona! Nawet ty nie masz prawa napastować mężatki, nie będącej twoją poddaną, Wasza Wysokość. Przybyliśmy tu, narażając życie, by uczynić cię potężnym…

– Milcz! Myślisz, że nie wiem o twojej misji?! Wiedziałem przed tobą! Zaskoczony?

Aktor pobladł, jednocześnie wbijając przenikliwe spojrzenie w osobę władcy. Zauroczenie. Tylko to mogło ich uratować. Laima odzyskała nadzieję, która wkrótce prysła jednak niczym mydlana bańka. Jej pan okazał się obecnie zbyt słaby. Orli Król wybuchnął śmiechem.

– Nie wysilaj się. Za dużo energii zmarnowałeś na strażnika. Byłem pewien, że nie przepuścisz okazji do zademonstrowania swoich talentów. Biedny chłopak…

– Ty…

– Musisz czuć się dziwnie ze świadomością, że właśnie zostałeś przechytrzony. Czyż nie tak? Nosił wilk razy kilka… Straż! Zabierzcie to gówno sprzed moich oczu.

Laima miała wrażenie, że tkwi w sennym koszmarze. Patrzyła bezradnie, jak żołnierze wywlekają z komnaty sens jej życia. Całe wnętrze dziewczyny stanowiło krwawą ranę. Władca zdarł z niej suknię.

– Nareszcie, uparta dziewko! Chciałem tego, odkąd cię ujrzałem. Mam nadzieję, że twoja

odpowiedź brzmi „tak”. Chociaż w tej chwili nie ma to już większego znaczenia. Jeśli przyjrzałaś się moim niewolnicom, to wiesz. Ich odmowy wyłącznie pogorszyły sytuację. Wziąłem każdą z nich… A potem ukarałem za opór.

Laima zrozumiała. Zamknęła oczy, poddając się dotykowi mężczyzny. Przez cały czas swojej służby robiła wszystko, co rozkazał Aktor. Teraz nadeszła chwila, by zrobić więcej. Wydostanie stąd ich oboje. Jęknęła, gdy król brutalnie zdobywał jej kobiecość. Brał ją jak wojownik. Ostro i bezlitośnie. Zaciskając powieki, obmyślała plan zamordowania pogrążającego się właśnie w ekstazie władcy. Zabije go, tak, zabije, choćby sama miała umrzeć.

7

Dni mijały zastraszająco szybko, nie przynosząc żadnych zmian. Każdy przebiegał tak samo, jak gdyby zamknięto ją czarodziejską mocą w pętli czasu. Żyła od rżnięcia do rżnięcia, z ponurą świadomością, że kolejne może okazać się tym ostatnim. Powoli zapominała kim jest. Zatracała się w rutynie, obojętniejąc na wszystko. Władca odwiedzał ją codziennie. Słyszała jego podkute metalem buty już z daleka, tak jak i teraz. Wszedł, rozpinając pas. Jak zwykle, związał nim ręce dziewczyny.

– Czy to konieczne? – zapytała cicho.

– Przestanie takim być, gdy przestaniesz ciągle pytać – odparł. – Chociaż wtedy staniesz się nudna… A ja nie lubię nudnych kobiet. – Rzucił Laimę na posłanie.

– Co z nim?

– Dlaczego on tak bardzo cię obchodzi? Przecież wcale nie jest twoim mężem. Och… Ty go kochasz. – Chwycił się za brzuch wyraźnie rozbawiony takim konceptem. – Muszę mu o tym powiedzieć. Ciekawe, jak zareaguje… Zakochana Podręczna…

Śmiał się nadal, masując jej piersi. Szarpał niezbyt mocno za sutki, jednocześnie gniotąc półkule jak ciasto. Chwycił pośladki dziewczyny, po czym wbił się w jej wnętrze. Poruszał szybko biodrami.

– Jesteś wspaniała. Uwielbiam to twoje spojrzenie. Patrzysz, zastanawiając się, jak mnie zabić. Poderżnąć mi gardło i pobiec do swojego pana. Sądzisz, że cię doceni, zauważy… Marzysz, by to jego w sobie poczuć, prawda? – Władca przygniótł ją swoim ciałem. Oddech mężczyzny owiał policzek gorącym zapachem wina.

– Pozwól mi go zobaczyć, Wasza Wysokość. Błagam… – wymamrotała Laima, łykając łzy.

– Czemu nie? Nie wypada odmawiać kobiecie – stwierdził ironicznie król.

Zdjął pas krępujący jej dłonie. Pierwszy raz od trzech tygodni opuściła komnatę. Szli krętym korytarzem, prowadzącym ostro w dół. Przejście było wąskie, niemal przeciskała się pomiędzy ścianami. Wyrazista woń lochu działała odpychająco. Orli Król otworzył kluczem drzwi i wepchnął ją do ciasnej, okratowanej celi.

– Panie! – krzyknęła, wczepiając się w wymizerowanego Aktora. Nigdy nie przypuszczałaby, że on może kiedykolwiek wyglądać tak źle.

– Wystarczy! – warknął władca, siłą odrywając ją od więźnia. – Już się napatrzyłaś, kurewko.

– Nie! Pozwól mi z nim zostać!

– Wracamy.

Chwycił Laimę za ramię, ciągnąc dziewczynę w stronę komnaty. Przy schodach wiodących do wyjścia z lochu spotkali młodziutkiego strażnika o wątłym wyglądzie. Przyniósł jakąś wiadomość, którą wyrzucił z siebie urywanymi, niewyraźnymi słowami. Przejęta rozpaczą Laima nie dosłyszała, o co chodziło. Władca zmarszczył brwi.

– Odprowadź tę dziwkę do komnaty. Wy dwaj, zabierzcie to ścierwo i chodźcie za mną. Jego ojczulek najwyraźniej się stęsknił – rozkazał zimno dwóm innym zbrojnym.

Po chwili Laima została sama z wychudzonym strażnikiem. Nie wahała się nawet przez sekundę. Odszukała jego wargi, wsuwając dłoń w spodnie chłopaka. Był tak niedoświadczony, że wystarczyła sama jej bliskość, by odczuł podniecenie, odbierające mu zdolność logicznego  myślenia. Zaczął nieporadnie błądzić rękoma po jej ciele, przypieczętowując tym pozornie naturalnym gestem własny koniec. Niewolnica ledwo stłamsiła obrzydzenie, przechodząc do kolejnego etapu zadania. Wyszarpnęła chłopakowi nóż i wybiła w pierś. Chudzielec osunął się na podłogę. Laima przeszukała kieszenie żołnierza, wyjmując klucze oraz glejt. Zdjęła jego mundur, w nerwowym pośpiechu radząc sobie z tym trudnym i nieprzyjemnym zadaniem. Nałożyła strój zmarłego, który  na szczęście pasował z powodu drobnej sylwetki ofiary. – „Zdobądź plany cytadeli.” – Taki rozkaz wydał jej Aktor pierwszej nocy spędzonej w Orlej Dolinie. Laima zerwała plan budynku przybity do ściany lochu. Ostrożnie opuściła więzienie. Kilkakrotnie używała kluczy. Nie napotkała jednak żadnych wartowników. Dotyk powietrza na skórze wycisnął z niej łzy szczęścia. Delektowała się każdym oddechem.

Żołnierze Orlej Doliny biegali niczym mrówki po murach fortecy. Cytadelę otaczały wojska

Srebrnych Gór. Pośrodku całego zamieszania tkwił oczywiście Aktor. Wyraźnie w swoim żywiole. Uwielbiał popisy przed tak liczną publicznością. Stał pomiędzy dwoma armiami, a dwóch, najpotężniejszych władców dyskutowało o jego losie. Laima machnęła złotą pieczęcią posłańca. Strażnik wypuścił dziewczynę przez boczną furtę. Dołączyła bez większych przeszkód do królewskiej eskorty Orlego Króla.

– …albo rozniosę to twoje gniazdo dla wróbli! – krzyczał ojciec Aktora.

– Zabierz ten swój wybryk natury i twoje pierdolone wojska. Dobrze wiesz, że nie zdobędziesz fortecy. Nikt nie zdobył mojej cytadeli, odkąd ją zbudowano – odparł dumnie Orli Król.

Aktor odszukał Laimę spojrzeniem. Skinęła ledwo dostrzegalnie głową, potwierdzając nieme pytanie właściciela.

– Zawsze musi zdarzyć się ten pierwszy raz – mruknął jej pan, wypuszczając serię strzał z szybkostrzelnej kuszy. Obstawa króla Doliny padła pokotem. Dziewczyna również rzuciła się na ziemię, kryjąc twarz w rozmiękłej od krwi glebie. Udawanie trupa okazało się dość dziwnym doznaniem.

– Zapłacicie za to, skurwysyny! – wrzasnął Orli Król, po czym rozpętało się piekło. Armie ruszyły do walki.

– Wstawaj. Nic tu po nas – oświadczył Aktor, trącając Lamię butem. Podniosła się posłusznie. – Masz plany?

– Tak, panie. – Podała mu ukryty na piersiach rulon.

– Ojcze… Misja wykonana. Oto dokumenty, o które prosiłeś.

– Dobrze. – Król poklepał nieślubnego syna po ramieniu. – Wynośmy się stąd. W lesie czekają główne siły. Zaatakujemy na serio o świcie.

– Tak jest.

– Powiedz, jak zdobyłeś te plany? – zapytał władca, gdy dotarli do obozowiska.

– To nie było trudne. Znałem termin przybycia twoich wojsk. Data stanowiła klucz do odegrania mojej roli. Wystarczyło dopisać scenariusz. Na początek mój agent ustalił, że plany znajdują się w lochach. W miejscu, którego nikt by nie podejrzewał. Następnie ten sam człowiek poinformował Orła o moich niecnych knowaniach. Przybyłem, realizując fałszywy plan. Oczywiście, Orli Król mnie zdemaskował, dumny ze swojej przebiegłości. Pozwoliłem mu triumfować. Trafiłem do lochu, gdzie władca codziennie napawał się „przechytrzeniem” mnie. Chcąc mnie bardziej upokorzyć, wziął moją niewolnicę, tak jak się tego spodziewałem. Tu zaczyna się jej rola. Dokładnie dzisiaj poprosiła o widzenie ze mną. Orzeł naturalnie wyraził zgodę. Uwielbia się popisywać, a teraz miał ku temu doskonałą okazję. Przyprowadził ją do lochu. Kapitan Gred, mój agent, powiadomił cię, kiedy dokładnie Laima znalazła się pod ziemią. Wtedy na scenę wkroczyłeś ty i twoje wojsko. Podręczna przedłużała wizytę w lochu, dopóki nie przybiegł posłaniec z informacją o nadejściu wroga. Orzeł zabrał wszystkich żołnierzy i popędził na spotkanie. Moja niewolnica została sama z posłańcem. Gońcami są prawie zawsze niedorostki, niedawno przyjęte do służby. Dorzucając fakt, że przeszła obowiązkowe szkolenie obronne, bez trudu poradziła sobie z nastoletnim chłystkiem. Zwinęła plany i pod przebraniem dołączyła do królewskiej obstawy, którą wystrzelałem dla zatarcia śladów. Panika, ucieczka, jatka i… Cytadela w twoich rękach – wyjaśnił rzeczowo Aktor.

– Połowy z tego nie rozumiem, ale jesteś absolutnie wspaniały! – pochwalił król. – Prawdziwy geniusz… Ozłocę cię, zobaczysz.

– Oby. – Prychnął mężczyzna, zapalając fajkę.

Władca odszedł pobrzękując bransoletami. Aktor popatrzył na Laimę zamglonym wzrokiem.
– Udało ci się.

– Zrobiłam, co rozkazałeś – odparła skromnie.

– Zasłużyłaś na nagrodę – stwierdził, sadzając dziewczynę na kolanach. Wsunął fajkę pomiędzy jej wargi. Zaciągnęła się mocnym aromatem ziół. Umysł Laimy natychmiast trafił do innego wymiaru. Poczuła, jak wszystkie troski znikają, zastąpione nieskończoną wolnością. Usta właściciela błądziły nieśpiesznie po jej ciele, niczym odkrywcy nowych ziem. Spleceni w namiętnym uścisku wylądowali na ubitej ziemi. Tarzali się niby dzikie zwierzęta, zrywając poszczególne elementy garderoby. Potem wszystko pochłonęły kalejdoskopowe barwy i dziwne wizje.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wejdź na nasz formularz i wyślij je do nas. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Proszę, proszę, zapowiada się całkiem interesująca opowieść… wydaje się też, że Aktor zaczął doceniać urodę i zauroczenie swojej niewolnicy.

Mam nadzieję, że kolejna część już wkrótce 🙂

Dziękuję za komentarz. Kolejna część ukaże się po starannym dopieszczeniu 😊 Myślę, że dziewczyna może się czuć usatysfakcjonowana póki co 😁

Aktor wypełnił misję, a raczej stworzył okazję do jej wypełnienia swojej niewolnicy. Wszystko to przedstawione w dynamicznym stylu. Osobiście poświęciłbym może więcej uwagi scenie uwiedzenia i zamordowania posłańca, stwarzała ona spore możliwości erotyczno-dramatyczne. Być może jednak jej dalsza rozbudowa znalazłaby się w konflikcie z oszczędnym, a zarazem wartkim sposobem przedstawiania wydarzeń. Nie mam wątpliwości, że bohaterów czekają dalsze przygody.

Oj, wiesz, że nie lubię długich opisów. Kiedyś określiłeś mój styl jako stopklatkowy i to było dobre określenie 😊Dziękuję za odwiedziny

Styl pisania, polegający na prowadzeniu nieustannej akcji przy minimalizmie opisów, bardzo współczesny. Skrojony pod czytelnika XXI wieku.
Osobiście też preferuję przewagę treści nad formą w opowiadaniach. Aczkolwiek błędem nie byłoby czasami odrobinkę zwolnić 😉

Brakuje mi nieco informacji o przedstawionym świecie. Po pierwszej części sądziłem, że to coś w stylu alternatywnej przyszłości, ale komentarze wyprowadziły mnie z tej pomyłki.

Dostrzegam też pewne podobieństwa z paroma współczesnymi filmami/serialami – ale też każdy gdzieś szuka pomysłów i inspiracji. Jest ok.

Aktor sprawia wrażenie istoty pozbawionej uczuć. Pytanie czy uczucie Laimy skruszy jego zimne serce, czy ostatecznie dziewczyna przepadnie, co też wydaje się jej przeznaczone.
Z drugiej strony i sam Aktor stąpa po kruchym lodzie, może więc być i tak, że pociągnie niewolnicę ze sobą na samo dno…

Dziękuję za wnikliwą analizę. Jako miłośnik wszelakich seriali nie mogłabym się uchronić przed dużą dozą inspiracji. Jeśli chodzi o świat przedstawiony myślę, że będzie on się budował na zasadzie układanki. Kolejne jego elementy odkryją się w kolejnych częściach. Aktor jest dość niejednoznacznym bohaterem, a przynajmniej chciałam, aby taki był. Jego relacja z Laimą również nie należy do typowych, więc zobaczymy, co z tego wyjdzie. Coś na pewno 😉

Napisz komentarz