Zaufaj mi IV (Roksana)  3.77/5 (13)

93 min. czytania
zbiory własne Autorki

zbiory własne Autorki

Rozdział 10 (Wtorek)

Porucznik Adam Kita opuścił komendę i nie oglądając się  ruszył w prawo. Podążał jakiś czas przed siebie, a potem znowu skręcił w prawo i znalazł się na niewielkim wybrukowanym podwórku. Dopiero wtedy rozejrzał się ostrożnie i upewniwszy się, że nikt za nim nie szedł, wyciągnął z kieszeni komórkę. Wybrał numer z listy kontaktów i czekał. Po chwili usłyszał znajomy głos.

– Tak, Adam?

– Rozpoznała telefon – zameldował po prostu. – Szkoda tylko, że nie powiedziała mi niczego ponad to, co już sam wiedziałem. Za to skojarzyła włamanie ze śmiercią męża…

– Kto wie o telefonie?

– Niestety wszyscy. To poszło oficjalną drogą. Na razie nikt tego nie łączy z tamtą drugą sprawą, ale to może być kwestia czasu… – Westchnął ciężko – No i jeszcze dziennikarka…

– Myślisz, że ona coś kombinuje na boku?

– Dziennikarka? Tak mi się wydaje. Napisała artykuł o przetargach w szpitalu. Na szczęście jej naczelny to wstrzymał. Zadzwonił do mnie, bo pamiętał, że szukałem u nich zdjęć z budowy tej ich przychodni. Będzie dyskretny – dodał szybko, słysząc przy uchu pomruk dezaprobaty. – Najchętniej założyłbym jej podsłuch na komórkę.

– To niezły pomysł. Tylko wszystko legalnie! Weź ten artykuł, podepnij to jako podejrzenie ukrywania ważnych materiałów i dostaniesz zgodę. Coś jeszcze?

– Ta lekarka… – Kita zawahał się. – Może wiedzieć znacznie więcej niż nam się wydaje. W ogóle nie wzięliśmy jej pod uwagę.

– No to postaraj się coś z niej wyciągnąć. – Kita prawie zobaczył w myślach jak jego rozmówca wzrusza ramionami. Łatwo powiedzieć: wyciągnąć! Tylko jak? – Jeśli to wszystko, to bierz się do roboty!

– Tak jest – odparł bez entuzjazmu. Rozłączył się i schował komórkę. Jeszcze przez chwilę stał z kwaśną miną, drapiąc się w głowę, po czym ruszył w drogę powrotną. – „Im mniej ludzi wie, co robię, tym lepiej” – pomyślał.

                                                                       ***

Sen powoli ustępował i Fabio uświadomił sobie, że słyszy pomruk silników. Musiała już minąć ósma, skoro wypłynęli. Caterina spała, wtulona w niego plecami. Jej ciepłe pośladki przylegały ściśle do czegoś, co wczoraj było nabrzmiałym członkiem, a dziś bał się nawet myśleć, czym. Ból w jądrach powiedział mu, że prawdopodobnie całą noc stał twardo. „No dobrze” – pomyślał. – „Chyba wystarczająco się już wyspałaś?” – Ostrożnie zsunął kołdrę i przesunął palcami wzdłuż kręgosłupa dziewczyny. Wygięła się lekko i zamruczała przez sen. Zaczął całować i skubać jej ramię i szyję. Westchnęła głęboko, odchyliła głowę.

Ti voglio (Chcę cię) – wyszeptał głosem, który wydał mu się dziwnie niski i chrapliwy. Sięgnął do piersi i ścisnął ją lekko, wodząc kciukiem wokół brodawki.

Caterina jęknęła sennie i wygięła się mocniej nacierając na jego wzwód.

Ti voglio – powtórzył i zaczął całować miejsce za uchem, co powitała pomrukiem zadowolenia.

Postanowił nie dawać jej czasu na myślenie o komputerach i hasłach. Jeszcze chciałaby by iść szukać ich już w tej chwili, a tego by nie zniósł. Ugryzł dziewczynę lekko w kark, aby całkowicie się rozbudziła i odsunął biodra, by po chwili wsunąć członek między ciepłe uda. Najchętniej zanurzyłby się w gorącym i wilgotnym wnętrzu Cateriny, ale mogła jeszcze nie być na to gotowa. Odchylił się i spojrzał w dół.

Che culetto. (Ale tyłeczek.) – Westchnął, wciskając się od tyłu w miejsce, gdzie łączyły się uda i pośladki, tworząc małą dziurkę.

Tym razem zareagowała, rozchylając nieco uda. Po chwili ścisnęła je, co przyprawiło Fabia o zawrót głowy.

Vuoi uccidermi? (Chcesz mnie zabić?) – jęknął i sięgnął ręką nad jej talią do przodu, do łechtaczki.

Rozluźniła się i poruszyła biodrami tak, że poczuł to gdzieś pod jądrami. Szukał jej wrażliwego punktu, ale ona okazała się szybsza. Opuszki szczupłych palców przesunęły się po główce zamkniętego między udami członka. Chwycił dłoń Cateriny.

Cateri’, amore! – wydyszał.

„Jeśli francuski jest językiem miłości” – pomyślała Katarzyna, – „to czego językiem jest włoski?” Samo brzmienie słów przyprawiało ją o dreszcze, a ich treść sprawiała, że topniała jak lód. Wypowiedział jej imię i dodał „kochanie”. Nie chciała się zastanawiać, co miały znaczyć te słowa. Były afrodyzjakiem, któremu nie potrafiła się oprzeć. Jego delikatne pieszczoty przypomniały jej, jak wczorajszego wieczoru gładził jej dłoń, jak na nią patrzył i nagle zapragnęła poczuć go w sobie.

Quanto mi vuoi? (Jak bardzo mnie chcesz?) – spytała, przyciągając dłoń Fabio do ust.

Tanto! (Bardzo!) – Usłyszała niski aksamitny głos tuż obok swojego ucha.

Fabio czuł, że nadszedł właściwy moment. Wyzwolił dłoń z uścisku Cateriny i przesunął opuszkami palców po nagim ramieniu dziewczyny, a potem sięgnął szybko za siebie. Ze zdumieniem zauważył, że podczas zakładania prezerwatywy, drżały mu ręce. Aż tak na niego działała? Na dźwięk rozrywania folii, zgięła lewą nogę w kolanie i uniosła udo, jakby otwierając się dla kochanka. Poczuł falę gorąca, spływającą w dół. Czy ona w ogóle zdawała sobie sprawę, w jakim był stanie? Sięgnął tam, gdzie przed chwilą spoczywał jego członek i napotkał gorące wilgotne miejsce.

Amore – wyszeptał zachwycony swoim odkryciem. Podświadomie czuł, że tego potrzebowała, czułych, kojących słów. Zsunął się niżej i ułożył w odpowiedniej pozycji, a potem zaczął się powoli zagłębiać. Powitała go westchnieniem ulgi.

Wysunął się do połowy i znów wszedł, a potem powtórzył to szybciej, starając się nie myśleć, jak bardzo jej pragnie. Caterina zamknęła razem uda i podciągnęła kolana wyżej, wciąż leżąc na prawym boku. Widział teraz jej pośladki, szczupłą talię i plecy z delikatnie rysującymi się mięśniami. Wciąż napierał biodrami, jakby ten ruch pozostawał poza jego wolą. W pewnej chwili dziewczyna uniosła ramiona i wsparła się na łokciu, chwytając brzeg materaca i zaciskając palce z całej siły. Widok łopatek poruszających się przy każdym pchnięciu, był dla niego tak samo podniecający, jak obraz uginających się pod jego naporem pośladków. Poczuł, że jądra mu eksplodują, jeśli ich szybko nie opróżni. Caterina oddychała coraz szybciej i płycej, a on modlił się w duchu, żeby nie zaczęła jęczeć. Na próżno. Najpierw usłyszał pojedynczy cichy jęk.

Cateri’ – wyszeptał błagalnie. – Zitta! (Cicho!) – Ostrzegł ją, gdy jęknęła znowu. Poczuł jak jądra dociskają mu się do ciała i zrozumiał, że to koniec, nic nie mógł już zrobić. Desperacko pragnął zachować się jak mężczyzna, najpierw zadbać o nią, ale w tej chwili dotarł do niego jej krzyk. Jak zdrajca zakradł się do jego mózgu i otworzył szeroko wrota, którymi runęła fala rozkoszy.

– Faabio! – krzyknęła znowu Caterina, zaciskając się wokół jego fiuta dokładnie w chwili, gdy eksplodował. Bezwiednie zacisnął palce na biodrze dziewczyny, przytrzymując ją, podczas gdy jego biodra parły naprzód. Caterina konwulsyjnie wypychała pośladki, jakby chciała pochłonąć mężczyznę. Jęczała przy tym głośno, czym potęgowała jeszcze wstrząs, jakiego doznał. „Bogu dzięki, że doszliśmy razem” – odetchnął. – „Muszę na przyszłość bardziej uważać”. – Na przyszłość? Jaką mieli przed sobą przyszłość, trzy dni? Odrzucił od siebie tę myśl. Chciał czuć tylko to, że miał w ramionach najwspanialszą kobietę na Ziemi. Posiadł ją, właśnie w tej chwili ją posiadł. Przygarnął Caterinę do siebie i zanurzył twarz w potarganych włosach.

Sei incredibile (Jesteś niesamowity) – wyszeptała i przywarła do Fabia plecami.

Io? – Jego zdziwienie było szczere – Tu sei incredibile! – Pocałował ją w szyję – Potrei fare l’amore con te, senza fine. (Mógłbym się z Tobą kochać bez końca.)

Zamruczała coś w odpowiedzi i Fabio mógłby przysiąc, że się zaczerwieniła. Uwielbiał to. Leżeli przytuleni, wsłuchując się w swoje nierówne oddechy. Wreszcie Caterina poruszyła biodrami i uświadomił sobie, że wciąż są połączeni. Wysunął się ostrożnie. Nadal był twardy, ale nie czuł już takiego napięcia. Leżał wsparty na łokciu, gładząc delikatną skórę na plecach i biodrze kochanki.

Perche hai detto „zitta”? (Dlaczego powiedziałeś „cicho”?) – spytała. – Pensavo, che Ti piace sentirmi.

(Myślałam, że podoba Ci się mnie słyszeć.)

Il problema e’, che mi piace troppo… (Problem polega na tym, że podoba mi się za bardzo…) – Wyczuła, że jest nieco zakłopotany, choć starał się żartować. – Per tutta la cena guardavo una sirena, e poi… niente. (Przez całą kolację oglądałem syrenę, a potem… nic).

Miała ochotę powiedzieć, że syreny chyba nie mogą uprawiać seksu z przyczyn anatomicznych, ale się powstrzymała, za to ujęła dłoń Fabia i pocałowała jej wnętrze. – Adoro quando mi parli, mentre lo facciamo (Uwielbiam kiedy do mnie mówisz, podczas gdy to robimy) – zamruczała.

E Tu ogni giorno parli meglio. (A Ty z każdym dniem mówisz coraz lepiej) – Fabio wciąż skubał delikatnie jej szyję i ramię. – Quasi non Ci serve l’inglese (Prawie nie potrzebujemy angielskiego) – szeptał jej do ucha.

Rzeczywiście, początkowo wstawiała angielskie słowa tam, gdzie brakowało jej włoskich. Teraz tego nie robiła, a przecież minęło tylko kilka dni. Inna sprawa, że używała bardzo podstawowych zdań. I Fabio, i Stefano cierpliwie poprawiali jej błędy, albo dokańczali zdanie za nią.

„Gdybym pobyła z nimi jeszcze ze dwa miesiące” – pomyślała – „byłabym… Stop! Nie wolno mi tak myśleć” – zganiła się w duchu. – Idę wziąć prysznic. – Westchnęła niechętnie.

Musiała obejść łóżko dokoła i Fabio z przyjemnością odprowadził ją wzrokiem, kiedy przeparadowała przed nim kompletnie naga, z zaróżowionymi policzkami, unikając jego spojrzenia. Mógłby ją tak oglądać co rano.

                                                                       ***

Po śniadaniu, Katarzyna poszła do komputera, aby przeczytać resztę maili Roberta, a Fabio miał do niej dołączyć po załatwieniu jakichś ważnych telefonów. Przy stoliku czekał już na nią Stefano. Usiadła i zaczęła systematycznie przeglądać pocztę. Po mniej więcej godzinie miała za sobą pół roku wstecz od śmierci Roberta. Dalsze szperanie nie miało sensu. Przeszła do wysłanych maili. Tu poszło jej łatwiej, bo nie musiała się przedzierać przez reklamy, ale niestety nie znalazła niczego godnego uwagi. Już miała zamknąć skrzynkę, kiedy do pokoju wkroczył Fabio z tacą zastawioną filiżankami.

– Przerwa na kawę – zarządził. – Masz coś? – spytał, patrząc na ekran komputera.

– Nic. – Westchnęła ciężko. – Ani w odebranych ani w wysłanych.

– Rzuć jeszcze okiem na kontakty – poradził Fabio, stawiając filiżankę z kawą przed zdumionym Stefano. – Co jest, kawy nie widziałeś? Za godzinę zacumujemy w jakiejś zatoczce i popływamy. W końcu jesteśmy na wakacjach – dodał, patrząc z dezaprobatą na laptopy.

Katarzyna przeglądała właśnie listę, rozkoszując się aromatycznym cappuccino, kiedy nagle zauważyła coś, co wydało jej się dziwnie znajome: „keticjo@gmail.com”

– Stefano, czy mógłbyś zajrzeć tutaj? – spytała i przeczytała głośno nazwę skrzynki.

Che tizio? (Jaki facet?) Co to za nazwa? – Stefano spojrzał jej przez ramię – Znasz właściciela?

– Nie, ale wydaje mi się, że to skrzynka Roberta. – Katarzyna zastanowiła się przez chwilę. – Jak byliśmy we Włoszech na praktykach studenckich, Robertowi strasznie się spodobało to wyrażenie i wciąż je powtarzał. Nawet zaczęliśmy go tak przezywać…

– Ale to jest inaczej zapisane. – Stefano przyjrzał się nazwie.

– Fonetycznie. On nie znał włoskiego, a więc nie wiedział, jak to zapisać – upierała się.

– Jak chcesz. Mogę spróbować. – Stefano skopiował nazwę i powrócił do swojego laptopa.

Katarzyna zamknęła skrzynkę Roberta i otworzyła własną. Postanowiła wysłać Nowakowi artykuł, który mu obiecała. Zrzuciła załączniki otrzymane od Karoliny na pulpit, a następnie podpięła je do nowego maila. Niestety, na ekranie ukazała się ikonka, że łączność internetowa jest chwilowo przerwana. Spojrzała pytająco na Stefano.

– Nie przejmuj się. – Machnął ręką. – Zapisz to jako szablon. – Spojrzał za okno. – Jesteśmy na Kornatach, tu zawsze jest problem z zasięgiem. Idź popływać, a potem to wyślesz. Płyniemy dziś na Hvar, więc za chwilę będziemy mieć łączność jak w Turynie. – Uśmiechnął się.

– Skutery? – Fabio położył dłonie na ramionach Katarzyny i zaczął je ostrożnie masować. Odchyliła głowę i przymknęła oczy. Pochylił się i pocałował ją w czoło.

– Zgoda – powiedziała rozmarzonym głosem – Ale pod warunkiem, że nie będzie za nami pływać motorówka – dodała.

– Nie mogę się na to zgodzić… – zaczął Stefano, ale Fabio natychmiast mu przerwał.

– Rib zostanie przy jachcie, a ty masz przecież lornetkę. Jeśli będziemy potrzebowali pomocy, zawołam. – Wzruszył ramionami.

***

– Niezupełnie to miałam na myśli – stwierdziła Katarzyna, sadowiąc się na skuterze wodnym i patrząc na Stefano, stojącego z lornetką w dłoni na najwyższym pokładzie.

– Myślałem, że już się do niego przyzwyczaiłaś? – Zaśmiał się Fabio. – Poza tym Stefano jest twoim fanem – dodał cicho, nachylając się do dziewczyny. – No dobrze, pamiętasz wszystko? To ruszamy, najpierw dwa kółka wokół jachtu, potem do brzegu. Ty pierwsza.

Katarzyna przekręciła kluczyk i ruszyła, ostrożnie dodając gazu. Nigdy jeszcze nie pływała na skuterze wodnym, ale miała nadzieję, że to coś podobnego do motocykla. Nie zawiodła się, z tym, że zabawa okazała się jeszcze lepsza. Po pierwszym okrążeniu, dodała gazu i zaczęła kołysać skuterem na boki, zaśmiewając się, kiedy przeskakiwała fale i maszyna podrzucała ją w górę jak narowisty koń. Fabio zrównał się z dziewczyną i wskazał głową brzeg. Pomknęła w tamtym kierunku. – „Jaka szkoda” – pomyślała – „że nie ma tu Olka, tak chciał się tym pobawić”. – Przed samym brzegiem zwolniła i obejrzała się. Fabio był tuż za nią.

– Dokąd mogę dopłynąć? – krzyknęła.

– Prawie do brzegu – odparł, zbliżając się jeszcze. – Zostawiamy skutery i skaczemy do wody!

Kamienista plaża nie zachęcała do wyjścia. Oddalili się więc trochę i zsunęli do morza, po prostu zostawiając skutery jak boje. Woda kusiła krystaliczną przejrzystością i Katarzyna postanowiła zanurkować. Zabrała tylko niewielkie okulary do pływania, ale to jej wystarczyło. Nabrała powietrza do płuc i odepchnęła się od skutera. Otoczyła ją cisza. Spojrzała w dół. Pod sobą miała z pięć metrów głębi, gdzie dostrzegła ławicę drobnych rybek. Wyciągnęła rękę w ich kierunku. Spłoszyły się i zamigotały srebrem w promieniach prześwietlającego morską toń słońca. Po chwili znów je ujrzała, nieco z boku i z dala. Nagle poczuła ruch wody i za moment tuż przy dziewczynie pojawił się Fabio. Wyszczerzył zęby w uśmiechu, uwalniając kilka pęcherzyków powietrza i wskazał kciukiem powierzchnię wody. Wynurzyli się.

– Bliżej brzegu mogą być rozgwiazdy – powiedział, łapiąc oddech. – Sprawdzimy?

Popłynęli we wskazanym kierunku i znów zanurkowali. Niestety nie znaleźli niczego interesującego, za to zauważyli sporo jeżowców i przezornie się wycofali.

– Mamy na łodzi sprzęt do nurkowania. Jeśli chcesz, to spróbujemy. Nurkowałaś kiedyś? – spytał Fabio, gdy znaleźli się przy skuterach.

– Jakoś nie było okazji – odparła mrugając. Słona woda podrażniła jej spojówki. – Ty oczywiście potrafisz nurkować? – spytała raczej „pro forma”.

– Oczywiście. – Westchnął i przyjrzał jej się. Niesforne kosmyki mokrych włosów przykleiły się do szczupłych policzków i okalały twarz niczym dziwaczne rysunki. Pośród tych ornamentów lśniło dwoje oczu koloru wody. Po raz kolejny próbował ustalić, czy były bardziej zielone czy niebieskie, ale im dłużej w nie patrzył, tym bardziej stawało mu się to obojętne. Podpłynął do jej skutera i przytrzymał się płozy, jednocześnie obejmując Caterinę drugą ręką w pasie.

– Podglądają nas – powiedziała, udając, że go odpycha.

– Nic mnie to nie obchodzi – odparł, zbliżając usta do jej ust. – Jesteś słona, jak prawdziwa syrena – stwierdził po chwili, oblizując się.

– Ty też – szepnęła i liznęła delikatnie jego wargi.

Całowali się, póki fale nie zniosły ich do brzegu. Nie chcieli ryzykować uszkodzenia skuterów, więc wsiedli na nie i odpłynęli na bezpieczną odległość. Znów wskoczyli do wody i zaczęli się chlapać jak dzieci. Wreszcie zmęczeni i zdyszani, wgramolili się na skutery i ruszyli w stronę Stelli Mariny.

– Chodź do mnie. – Fabio przyciągnął Katarzynę do siebie, kiedy tylko wspięli się na rufę.

Stanęli oboje pod prysznicem zainstalowanym na dolnym pokładzie i nie zważając na załogę wyciągającą z wody ich pojazdy tulili się do siebie. Fabio rozplątał Katarzynie włosy i zaczął je przeczesywać palcami, aby lepiej zmyć z nich sól.

– Uwielbiam twoje włosy – powiedział wreszcie. – Są takie miękkie jak jedwab…

Odwróciła się ku niemu, podniosła w górę ręce i wsunęła palce w ciemne kędziory mężczyzny. Letnia woda przyjemnie spływała po ich prawie nagich ciałach. Zapragnęła go. Zapragnęła go w tej chwili. Przełknęła ślinę i spojrzała w ciemne oczy. Odpowiedzią był ucisk na jej przylegające do niego biodro. Zaskoczyło ją to, choć przecież wiele razy miała okazję się przekonać, że tak na niego działała. Odsunęła się i uniosła twarz, pozwalając by woda zmyła z niej resztki soli. Jeden z marynarzy zameldował coś przez krótkofalówkę i domyśliła się, że przygotowują się do odpłynięcia. Rzeczywiście, po chwili dał się słyszeć niski pomruk silników. – „Lunch!” – Zupełnie zapomniała o lunchu. Zarzuciła Fabio ręce na ramiona, pocałowała go szybko.

– Muszę coś załatwić – powiedziała i nim zdążył odpowiedzieć, już biegła do ich kajuty, wyciskając po drodze resztki wody z włosów.

Katarzyna nie raz musiała ubierać się w ekspresowym tempie, w trakcie dyżuru. Z upływem lat nabywała w tym coraz większej wprawy aby zyskać kilka dodatkowych minut snu. W drzwiach minęła się z zaskoczonym Fabio. Pocałowała go znowu i poprosiła o godzinę tylko dla siebie. Nie był zachwycony, ale nie dała mu szansy zaprotestować. Rzucił się na łóżko i sięgnął po komórkę.

– Alessia? Come stai? – spytał z niepokojem w głosie.

– Ja świetnie, ale co z tobą? – Usłyszał rozbawiony głosik swojej siostry. – Kim jest dziewczyna, która sprawiła, że zapomniałeś do mnie zadzwonić? – zaszczebiotała słodko. – Dawno o tobie nie pisali, więc czekam z niecierpliwością…

– Nie sądzę, żeby nasza rodzina stała się obiektem zainteresowania mediów z mojego powodu. Myślę, że ty dostarczysz im wystarczającej rozrywki. – Odpłacił jej za małą złośliwość. Zachichotała w odpowiedzi.

– Masz to załatwione! Nikt jeszcze nie wie, że to chłopak i nasi znajomi robią zakłady. Podobno wygrane przekażą na cele dobroczynne, więc będą „fajerwerki”. – Zaśmiała się znowu. – Ale nie odwracaj mojej uwagi od siebie! – ofuknęła go. – Fabio, wiem o Vanessie i mam do ciebie żal, że dowiedziałam się po fakcie i od mamy. Rozumiem, że nie chciałeś mnie denerwować, ale to nie fair! – dodała – Powiedz mi coś! Siedzę sama w domu, nigdzie nie chodzę, nikt mi nic nie mówi, żeby mnie nie denerwować, a wiesz, że najbardziej mnie wkurza, jak nic nie wiem – poskarżyła się, ale nagle jej głos stał się poważny. – Jesteś z dziewczyną, prawda? Rozmawiałam ze Stefano, ale milczał jak grób.

– No dobrze. – Fabio westchnął. – Ale to pozostaje między nami, OK.? – Nie potrafił jej zignorować. Poza tym chciał się z kimś podzielić swoimi odczuciami, a Alessandra była mu najbliższa i mógł jej ufać bardziej, niż sobie.

– Więc, to coś poważnego? – zaciekawiła się. – Mów!

***

– Pietro? – Katarzyna wśliznęła się do kuchni i stanęła w drzwiach zaskoczona. Miała wszystkie produkty przygotowane na blacie. Na poręczy krzesła wisiał fartuch. Zabrała się do pracy, starając się nie narobić hałasu. Właśnie kończyła zagniatać ciasto, gdy w drzwiach pojawił się pokaźny brzuch a w ślad za nim cały kucharz.

– Ależ jesteś szybka, dottoressa! – zawołał, biorąc się pod boki. – Chyba postawię garnek na kuchni.

Potrzeba nam wrzątku! – Zatarł ręce i wziął się do roboty.

Lepienie knedli nie było skomplikowanym zajęciem, choć ręce trochę się Katarzynie trzęsły, gdy Pietro stanął obok, przyglądając się z zaciekawieniem . W końcu wsadził ręce do kieszeni fartucha i zaczął się kołysać w przód i w tył.

– Zaraz dostanę choroby morskiej – zażartowała Katarzyna. – Słuchaj, jeśli te knedle nie będą smaczne, to chyba zwariuję.

– Nie martw się. Zawsze mam w zanadrzu sos pomidorowy. – Pietro uśmiechnął się z pobłażaniem. – Przygotuję lunch raz dwa! Choć nie sadzę, by to było potrzebne. De Luca uwielbia takie potrawy. – Zajrzał do garnka i wrócił do Katarzyny. – Z czym to podasz? Mam na myśli sos.

– Jogurtowy z brzoskwinią? – spytała niepewnie. – Może być z cynamonem.

– On nie przepada za cynamonem, za to uwielbia wanilię. – Uśmiechnął się pod nosem Pietro.

Katarzyna spojrzała na kucharza z sympatią.

– Zawsze podpowiadasz, co mu ugotować? – spytała.

– Szczerze mówiąc, nie. – Teraz on przyglądał się Katarzynie z uśmiechem. – Nikt, poza mną tu nie gotował – powiedział powoli.

„Jak to?” – pomyślała – „Było tu tyle kobiet i żadna nie przygotowała mu jedzenia? Boże, ale się wygłupiłam!” – Ręce jej opadły. Pietro przyglądał się z rosnącym zaciekawieniem. Nagle uświadomiła sobie, że stoi przed nim z otwartymi ustami. Zmieszała się. – Myślałam… – zaczęła i urwała wpół zdania.

– Przez ostatnie pięć lat żadna z odpoczywających tu osób nie gotowała. Wcześniej czasami robiła to siostra pana De Luca – powiedział poważnie. – Jeśli mogę wyrazić swoje zdanie. – Zawahał się, ale widząc, że czeka na jego słowa, dokończył. – Uważam, że to wspaniałe, kiedy kobieta gotuje dla mężczyzny, mimo, że nie musi tego robić.

Katarzyna wbiła wzrok w kamienny blat przed sobą. Miała wrażenie, że zarówno Stefano jak i Pietro pragnęli, by czuła się tu dobrze, ale chcieli też, by i De Luca czuł się dobrze w jej towarzystwie. Niby było to zrozumiałe, ale… sama nie wiedziała co. Jej też zaczynało zależeć i to ją trochę deprymowało. Początkowo zamierzała tylko dobrze się bawić, ale coś się zmieniło. Otrząsnęła się i spojrzała na Pietro.

– Podaj mi jogurt, proszę – powiedziała z westchnieniem.

Trzy razy doprawiała sos, zanim uznała, że jest wystarczająco aksamitny. Pietro był zachwycony, kiedy poprosiła, by ocenił gotowego knedla z sosem. Kiedy skończył, wziął do ręki krótkofalówkę, wiszącą obok potężnego stalowego wyciągu i wywołał De Luca.

– Lunch gotowy, dottoressa już na pana czeka – powiedział swoim zwykłym tonem. – Proszę iść do stołu. Podam wszystko jak należy, chyba, że pani sama chce to zrobić? – Spojrzał na Katarzynę pytająco.

– Raczej nie – odparła. Miała miękkie nogi i bała się, że upuści tacę. – „Co za głupota” – ofuknęła się w duchu – „Przecież to tylko knedle, idiotko”!

                                                                       ***

Fabio właśnie skończył rozmawiać z Vanessą. Była w siódmym niebie, kiedy dostała sms–a od Cateriny. Zamyślił się. Nie mógł uwierzyć, że zostawiła go w takiej chwili, by pójść do komputera. Bo tak z pewnością zrobiła. Czuł wtedy, że oboje mieli ochotę na seks. Widział to w jej oczach. A może tylko mu się zdawało? Może tylko on miał ochotę? Tak, czy inaczej, jej zmarły mąż i jego maile okazały się dla niej ważniejsze od niego. – „Rozumuję jak dzieciak” – zganił się – „To jest dla niej odskocznia, zabawa, tak samo jak dla mnie” – pomyślał. To, czy jest dla niej ważny, czy nie, nie miało znaczenia… Czyżby?

Usłyszał sygnał wywoławczy w krótkofalówce i po chwili Pietro zaprosił go na lunch. Caterina już czekała. Nie mógł pozbyć się nieprzyjemnego uczucia, którym zaczynał darzyć jej męża. „Zmarłego męża” – poprawił się – „Idiota! Jego nie ma” – pomyślał. Poza tym, przecież on sam zaproponował pomoc.

– Co dzisiaj jemy? – spytał siadając naprzeciw Cateriny. – Mam nadzieję, że poszukiwania były owocne.

Spojrzała na niego, jakby nie rozumiała, o co mu chodzi. Już miała coś powiedzieć, kiedy drzwi do kuchni otworzyły się i ukazał się w nich Pietro z półmiskiem ogromnych niocchi, a za nim Andrea z sosjerką.

– Mmm, ale zapach! – De Luca odzyskał humor, patrząc na coś, co obiecywało prawdziwą ucztę. Andrea postawiła przed nim sos, cudownie pachnący wanilią i brzoskwiniami – Jakaś nowość. Co to jest? – spojrzał na Pietro.

– Musi pan zapytać dottoressę. – Oboje z Andreą mieli zagadkowe miny i Fabio poczuł się dziwnie. Robili mu jakiś kawał. Spojrzał na Caterinę. Siedziała wyprostowana z niepewną miną. – O co chodzi?

– Może ci nałożę? – spytała szybko. Uniosła się nieco i sięgnęła do półmiska.

Fabio zmarszczył brwi i spojrzał na kucharza, który najwyraźniej był z siebie wyjątkowo dumny.

– No dobrze, zobaczmy, co to takiego? – Polał obficie sosem to, co nałożyła mu na talerz Caterina i oddzielił widelcem kawałek. Wewnątrz odkrył soczystą cząstkę brzoskwini. Włożył do ust pierwszy kęs i poczuł aromat owocu, brązowego cukru oraz wanilii. „Doskonałe połączenie” – ocenił smakiem znawcy. – „Owocowo–korzenne, niby proste, a egzotyczne zarazem”. – Dobre – pochwalił i oddzielił kolejny kawałek. – Nie jesz? – Spojrzał na Caterinę, wpatrującą się w niego z napięciem. – O co chodzi? – spytał po raz kolejny.

– Gratuluję, dottoressa. – Nie wytrzymał Pietro. – Gdyby miała pani jeszcze kiedyś ochotę gotować, kuchnia będzie do pani dyspozycji. – Wziął pod rękę Andreę i wyprowadził ją z jadalni.

Fabio zatrzymał widelec w połowie drogi do ust, a następnie opuścił go na talerz.

– Ugotowałaś to? – spytał z niedowierzaniem.

– To nic wielkiego. – Wzruszyła ramionami. – Powiedziałeś, że mogę coś dla ciebie ugotować, gdybym chciała, więc…

Zanim zdążyła dokończyć, Fabio siedział obok niej. Uniósł jej brodę w górę i zajrzał w oczy.

– Gotowałaś dla mnie? – spytał cichym, aksamitnym głosem. Lekceważąco machnęła ręką. Sięgnął do jej ust i zatopił się w nich. Czuł smak brzoskwini i wanilii. Myślała o nim, tylko o nim. Jaki był niesprawiedliwy sądząc, że szukała tych głupich haseł. Ogarnęła go radość, pożądanie, duma… Wszystko się poplątało ale teraz napełniło serce szczęściem. Caterina zarzuciła mu ręce na szyję i przyciągnęła do siebie ciemnowłosą głowę. Całowali się jak wariaci, jakby nie widzieli się przez wieki, a nie tylko godzinę. Nie mieli pojęcia, że do jadalni wszedł Stefano i widząc ich, wycofał się dyskretnie, że Andrea zerknęła na nich z uśmiechem przez szparę w drzwiach, odwróciła się do Pietro, który pogroził jej palcem, ale sam też uśmiechał się szeroko. Fabio uniósł się z krzesła, pociągając za sobą Caterinę. Nie przerywał pocałunków, wciąż tuląc ją i obejmując. – Amore – wyszeptał patrząc jej w oczy i znów pieścił językiem usta.

Kiedy się wreszcie nasycił, byli oboje zdyszani. Usiedli naprzeciw siebie ale minęła długa chwila nim mogli powrócić do jedzenia. Rozkoszowali się smakiem brzoskwiń w delikatnym cieście, jakby wciąż czując smak pocałunków.

– Nie wiedziałam, że sprawi ci to aż taką przyjemność – powiedziała w końcu Katarzyna. Starała się zachować spokój chociaż rozsadzała ją radość.

– Włosi są czuli na tym punkcie – stwierdził. – Poza tym, kiedy kobieta gotuje dla mężczyzny, to coś znaczy…

– Naprawdę? – Z coraz większym trudem panowała nad emocjami – Polacy też tak uważają. Mamy nawet przysłowia o dochodzeniu do serca przez żołądek. Co prawda, z punktu widzenia anatomii, to nie takie proste.

– Widocznie ci, którzy je wymyślili, nie znali się na anatomii. – Zaśmiał się – Pietro! – zawołał w stronę kuchni. – Podasz nam kawę? Bo na deser już nie mam miejsca. Chyba, że ty chcesz? – Spojrzał na dziewczynę.

– Raczej nie. – Odchyliła się na oparcie krzesła i przymknęła oczy. Jego reakcja była taka nagła i emocjonalna, że kompletnie zbił ją z tropu. Wprowadzał zamęt, budził do życia dawną Katarzynę, a wcale nie była pewna, czy to dobrze. – „Południowiec, wiadomo” – tłumaczyła sobie jego zachowanie.

– O czym myślisz? – spytał, trącając nosem jej policzek.

– A jak ci się wydaje? Jestem kompletnie skołowana.

– Mogę wam przeszkodzić? – Stefano przytrzymał drzwi od kuchni, przepuszczając Pietro i wszedł za nim do jadalni.

– Jasne – Katarzyna usiadła prosto i spojrzała na Fabia, ale on kiwnął tylko głową. Nie miał nic przeciwko obecności Stefano.

– Otworzyłem tę skrzynkę. Jest pusta. Tylko SPAM. Wszystkie wiadomości wykasowano, ale… – przerwał, widząc zawiedzioną minę Katarzyny. – Sprawdziłem, czy ktoś coś wysyłał i okazało się, że tylko jedną wiadomość. Musisz ją przeczytać – zwrócił się do dziewczyny. – Zdaje się, że tę skrzynkę założył twój mąż, ale miał też do niej dostęp ktoś inny.

– Jak to? – spytała zaskoczona.

– Normalnie. Założył skrzynkę na fałszywe dane i wysłał z niej maila z hasłem dostępu. – wyjaśnił Stefano. – Osoba, która odebrała list, mogła ją otworzyć i przeczytać szablony wiadomości, które nie zostały wysłane. Tak, jak to, co zrobiłaś na Kornatach, gdy „padł” Internet. Potem je kasowała, albo też usuwał je sam Robert. Nigdy się nie dowiemy, co było w korespondencji, bo one po prostu zniknęły. Mamy tylko adres mailowy odbiorcy tej jednej jedynej wiadomości.

– Masz pewność, że konto założył Robert? Ale skąd pomysł, że ktoś inny miał do niego dostęp? – Katarzyna

jakoś nie nadążała. Spojrzała na Fabia, ale on siedział ze zmarszczonym czołem.

– Twój mąż zginął 14 czerwca. Skrzynka została założona na początku maja. Jej adres jest w jego liście kontaktów, choć nie wysłał do niej żadnej wiadomości. Hasło jest liczbowe. To ciąg cyfr od 9 do 1. Wygląda jak numer telefonu i łatwo go zapamiętać. Zwróciłaś uwagę na nazwę konta, bo powiązałaś ją z faktem z jego życia, więc to też pasuje – ciągnął Stefano.

– Ale to nie świadczy o tym, że ktoś jeszcze miał do niej dostęp. – Teraz zaczynała powoli rozumieć.

– Zgadza się, ale jeszcze nie skończyłem. Ostatnie logowanie do skrzynki odbyło się 15 czerwca, więc

jeśli nie zrobiłaś tego ty, to kto? – spytał.

– O kurde! – Katarzynę zatkało. Robert nic jej nie powiedział o skrzynce i o podwójnym loginie do komputera, a dał hasło komuś obcemu? – Chcę przeczytać ten mail – powiedziała, siląc się na obojętny ton.

– Wszystko jest włączone. – Stefano chciał pójść za nią, ale Fabio położył mu rękę na ramieniu.

– Caterina, zaraz do ciebie przyjdziemy – powiedział uspokajająco. – Potrzebuję tu na chwilę Stefano.

Fabio poczekał, aż kroki dziewczyny ucichną i spojrzał na przyjaciela bez uśmiechu.

– O co chodzi z tą skrzynką? – spytał. – Nie mówiłbyś o tych szablonach, gdyby nie było szansy na ich odzyskanie, więc, w czym rzecz?

– Słuchaj, facet miał pojęcie o komputerach i podstawowych zabezpieczeniach albo też ktoś mu to podpowiedział. W każdym razie, jeśli się zdecydował na takie kroki, to musiał mieć powód. Chciał coś ukryć i zależało mu, żeby nikt go nie powiązał z tą drugą osobą, rozumiesz? – Stefano mówił poważnie – Fabio, nie wiadomo, co możemy tam znaleźć – dodał.

– O kurwa, gość mógł mieć romans! – De Luca poczuł, jak przyspiesza mu tętno. – Lipna skrzynka, jakieś hasła. Te dokumenty mogą nic nie znaczyć, a jego pewnie załatwił jakiś zazdrosny mąż. Nie wiem jacy są Polacy, ale u nas to się zdarza. Ona nie ma pojęcia… – Urwał w połowie zdania i spojrzał na przyjaciela. Stefano nie odpowiedział, tylko wbił wzrok w podłogę, jakby tam szukał rozwiązania. – Jeśli uda ci się coś znaleźć, chcę to zobaczyć pierwszy. Caterinie ani słowa! Chyba rozumiesz? – dodał niechętnie. – I załatw tłumaczenie tego na jakiś ludzki język.

Stefano przyjrzał się Fabiowi uważnie.

– Czyżbyś zamiast fiuta, zaczął używać serca? Przecież za trzy dni ona zniknie z twojego życia – zauważył. – Co ci zależy?

Słowa, wypowiedziane bez cienia kpiny, sprawiły, że Fabio poczuł, jak krew uderza mu do głowy. Nie zastanawiał się nad tym, ale chyba powinien.

– Nie twoja sprawa – wycedził przez zęby. – Po prostu nie chcę, żeby go znienawidziła. Nie obchodzi mnie, kogo facet pieprzył przed śmiercią. Zginął i koniec. Ale co jej przyjdzie z tej wiedzy? – Chwycił Stefano za przedramię i zacisnął palce, aż sam poczuł ból. – Nie chcę, żeby cierpiała!

Twarz szefa ochrony pozostała nieruchoma, tylko oczy nabrały ciepła. Spojrzał na zbielałe kostki trzymającej go dłoni i poklepał ją przyjaźnie.

– Zrobię, jak chcesz – obiecał.

Fabio pozwolił mu odejść, a sam wyszedł na pokład. Za nic na świcie nie chciał, by Caterina przechodziła przez to, przez co przeszedł on sam. Opłakała męża i powoli stawała na nogi. Przyczynił się do tego i sprawiało mu to przyjemność, tym bardziej nie chciał, żeby ktoś lub coś to zepsuło. Tiziana zgotowała mu piekło, a fakt, że jej wypadek stał się wydarzeniem powszechnie komentowanym, tylko pogorszył sprawę. Najgorsze było jednak współczucie tych wszystkich ludzi. Jakimś cudem udało się ukryć zarówno romans jak i ciążę Tiziany przed prasą, więc uniknęli skandalu, ale cena okazała się wysoka. Nie chciał nawet myśleć, że Caterina miałaby teraz przeżywać wszystko na nowo. Poczuł, jak ciężko mu oddychać. – „Jeśli nie przestanę tego rozpamiętywać” – pomyślał – „będę miał zawał, a tutaj nawet Caterina mnie nie uratuje.” – Bo próbowałaby go ratować, w to nie wątpił ani przez chwilę. Chciała się o niego troszczyć, gotowała dla niego… Powoli, ponure myśli ustępowały miejsca innym, przyjemniejszym. Spojrzał na przepływające żaglówki, a potem ruszył w górę po schodkach.

– Macie coś? – spytał, widząc Caterinę i Stefano pochylonych nad laptopami.

– Nic z tego nie rozumiem – Katarzyna wpatrywała się w ekran od pięciu minut.

            „ Mam dla Ciebie ważną wiadomość. Otwórz szablon wiadomości. L: keticjo@gmail.com H:

987654321” wysłane na maila: joannazk49@gmail.com

– Nie znam tego maila. Może coś do niej napisać? – Zastanawiała się głośno. – Nie, to bez sensu. Co napiszę? Kim pani jest i czy rok temu kontaktował się z panią mój mąż? – Odchyliła się, opadając na oparcie krzesła.

– Sprawdzę, kto założył tę skrzynkę – powiedział Stefano ostrożnie. – Musimy poczekać na wiadomość od mojego znajomego, który szuka tych szablonów. – Popatrzył w górę na Fabia, który posłał mu ostrzegawcze spojrzenie. – Masz listę możliwych loginów do twojego laptopa? Przejrzyjmy ją, zanim poślesz to koleżance.

– Właściwie to nic sensownego nie przychodzi mi do głowy. „Robertyna” to Robert i Katarzyna, więc

myślałam o Katert, Katarzert, Katobert, Katbert… – wyliczała. – To tylko pomysł, ale lepsze to, niż nic. Gorzej z hasłem. Może numer jego telefonu, czyli obecnie mojego? Albo jego mamy, albo mojej mamy? – Ukryła twarz w dłoniach. – Słuchaj Stefano… – Uniosła głowę. – Czy gdyby nam się nie udało, a ja dostarczyłabym ci laptopa, mógłbyś odzyskać te dane?

– Mógłbym spróbować – rzucił szybkie spojrzenie w kierunku Fabia. – Jest jednak ryzyko, że przy próbie włamania się do komputera, materiały mogą zostać uszkodzone i nie da się ich odczytać.

– Tego się obawiałam. – Westchnęła.

Nagle drzwi do sterówki otworzyły się i ukazał się w nich Patrik.

– Panie De Luca, nie ma przeszkód abyśmy wypłynęli na dwie godziny. Proponuję motorówkę. Teraz – powiedział spokojnie i czekał na decyzję.

– Stefano, możemy załatwić teraz sprawę telefonu? – spytał Fabio i spojrzał na Katarzynę. – Płyniemy na Hvar.

                                                                       ***

            – „ZAWA–BUD. Radosław Zawadzki. Prezes.” – Blondyn w eleganckim garniturze przeczytał z zadowoleniem napis umieszczony na nowej, gotowej do powieszenia na drzwiach tabliczce. Już miał wychodzić, kiedy pojawił się kurier. Długo musiał na to pracować, ale wreszcie został szefem. Układ z dyrektorem szpitala onkologicznego opłacił się bardziej, niż początkowo sądził. Nie tylko zarobił w ten sposób pieniądze ale dzięki jego żonie wszedł też „na salony”  – głównymi drzwiami. Co prawda uważała go za chłopaka do załatwiania niewygodnych spraw, ale szybko zorientował się, że wszystkich traktowała podobnie, męża nie wyłączając. – „Swoją drogą” – pomyślał. – „Straszna baba.” – Dla swoich wyborców miała przygotowany image eleganckiej „światowej” kobiety, która brzydzi się wszelką nieprawością. Nikomu nawet przez myśl by nie przeszło, że uczestniczy w ich przekrętach. Genialna! Wstrętna ale genialna w swoich posunięciach, musiał to przyznać. – „Trzeba się ich trzymać” – postanowił. – „Razem daleko zajdziemy.” – Spojrzał po raz kolejny na tabliczkę. Mało brakowało, a do przejęcia konkurencji by nie doszło. I kto mu zagroził? Jakiś lekarzyna! Na szczęście sprawa rozwiązała się sama, z niewielką tylko pomocą. Co prawda Łucja nie odzywała się do niego chyba z tydzień, ale w końcu przekonała się, że to był wypadek.

Podszedł do okna i podziwiał panoramę miasta. – „Nawet na prowincji można się urządzić” – pomyślał, zadowolony z widoku. Nowy biurowiec zapełniał się kolejnymi najemcami, a jego kasa pieniędzmi. Był szanowanym obywatelem, sponsorował klub sportowy, udzielał się charytatywnie… Bez przesady, ale zawsze na tyle, żeby napisali o tym w gazetach. Łucja dbała zresztą o dobry P.R. Podszedł do biurka i uniósł pokrywę laptopa. Natychmiast pojawiła się strona przeglądarki. Wstukał ciąg liczb i liter, uzyskując dostęp do poczty. Przejrzał nieliczne nowe wiadomości. Rzadko z niej korzystał, wolał facebooka i tweetera, ale przekonał się, że w pewnych sprawach poczta jest bezpieczniejsza. Popatrzył na stojące obok zdjęcie Łucji. Wyglądała nieziemsko w zwiewnej sukience, na tle drewnianego pomostu i turkusowej wody. Zrobił je na Bali.  A co? W tym roku też miał zamiar

zaszaleć, może Miami albo Karaiby? – „A ty, dupku, ziemię gryziesz” – pomyślał ze złością o człowieku, który śmiał stanąć mu na drodze. Nikt nie mógł go już powstrzymać. Wrócił do przeglądania e–maili ale coś nie dawało mu spokoju. Dlaczego pomyślał właśnie o nim dlaczego akurat teraz? Sprawa z telefonem przycichła. Nikt z policji nie chciał z nim rozmawiać, więc nie powiązali ich z tamtą śmiercią… A może sprawdzić? Otworzył kilka kolejnych folderów i wybrał dokument, w którym widniały tylko dwie krótkie linijki tekstu. Skopiował adres mailowy i otworzył nową stronę. Hasło wpisał ręcznie, było dziecinnie proste. Skrzynka zawierała mnóstwo SPAMU. Zajrzał do szablonów. NIC! Uspokoił się. Już miał zamknąć, kiedy jego wzrok padł na datę ostatniego logowania. Nie mógł uwierzyć w to, co zobaczył. Odruchowo spojrzał w kalendarz.

                                                                       ***

– Ziemek, odbierz wreszcie ten telefon! – Zirytowany kobiecy głos zabrzmiał ostro.

Ziemowit Nowak wstał z fotela i ze złością sięgnął po komórkę. Że też jej nie wyciszył. – „Nawet

wieczorem nie dadzą człowiekowi spokoju” – pomyślał.

– Tak? – rzucił niechętnie.

– Witaj. Mamy chyba problem z twoją koleżanką z pracy. – Głos Zawadzkiego, którego rozpoznał natychmiast, był zimny i niezwykle uprzejmy. – Czy możesz mi powiedzieć, gdzie ona się w tej chwili znajduje? Mam ochotę uciąć sobie z nią pogawędkę.

– No, coś ty? – Nowak zamrugał, zaskoczony tym, co usłyszał. – Chyba nie myślisz, że ona…

– Nie, nie myślę – przerwał mu. – Ja wiem, że ona wie. Logowała się do skrzynki, przez którą kontaktował się ze mną jej mąż. Kieciowa tego nie zrobiła. – Uprzedził jego pytanie. – Już z nią rozmawiałem.

– Ona jest na wakacjach, wczoraj z nią rozmawiałem i sprawiała wrażenie osoby, która świetnie się bawi. Chyba nie sądzisz, że pojechała do Włoch po to, żeby przekopywać swojego laptopa? – Próbował bagatelizować sprawę. Nie lubił Zawadzkiego, a nawet trochę się go obawiał.

– To ona ma ze sobą laptopa? – Głos zrobił się lodowaty. – I ty to mówisz tak spokojnie? Wiesz, co się stanie, jeśli teraz ujawni te dokumenty?

– Nic się nie stanie, bo ona o niczym nie ma pojęcia – odparł z przekonaniem. – Poza tym, nie wiadomo, czy to TEN laptop? – Umilkł na chwilę. Nie chciał, żeby Katarzynie coś się stało, a po Zawadzkim wszystkiego można się było spodziewać. – Słuchaj, ja to załatwię. W poniedziałek ma dyżur. Pójdę do niej wieczorem i spokojnie z nią pogadam. Ona mi ufa. Wyciągnę od niej wszystko po dobroci, zgoda? – Zabrzmiało jak prośba, ale nie miał innego wyjścia.

– Masz czas do wtorku – stwierdził krótko Zawadzki. – Potem ja się tym zajmę – dodał i rozłączył się bez pożegnania.

                                                                       ***

Katarzyna i Fabio wysiedli z motorówki z pewnym trudem, z powodu rozfalowania i ścisku panującego przy nabrzeżu. Kiedy tylko znaleźli się na lądzie, łódź natychmiast odbiła. Stefano poprowadził ich przez uroczy placyk ze studnią pośrodku, potem wąskimi uliczkami i wreszcie przez niewielkie, na wpół opustoszałe targowisko. Przemykali pomiędzy straganami pełnymi warzyw, owoców i butelek z oliwą. Nie mieli jednak czasu na zakupy. Wkrótce weszli w kolejną boczną uliczkę, pełną małych sklepików z biżuterią i pamiątkami. Stefano zatrzymał się przed drzwiami kantoru wymiany walut. Otworzył je i przepuścił przodem Katarzynę i Fabia.

– Dzień dobry, szukam Branco – powiedział tym swoim okropnym angielskim i Katarzyna z trudem powstrzymała się od śmiechu.

Korpulentna, krzykliwie umalowana kobieta około pięćdziesiątki zmierzyła ich wzrokiem i uśmiechnęła się szeroko.

– Branco! – krzyknęła w kierunku drzwi prowadzących na zaplecze.

Wyszedł do nich wysoki, przystojny mężczyzna w nieokreślonym wieku. Katarzynie od razu skojarzył się z wojskiem. Miał prosty wygodny strój i krótko przystrzyżone siwiejące włosy. Ciężkie buty na nogach dziwnie się komponowały z letnim ubraniem, ale jemu to chyba nie przeszkadzało. Powitał ich uprzejmie i zaprosił na tyły kantoru. Odkryli tam niewielki pokoik i jeszcze mniejszą kuchnię. Żelazna szafa zamykana na klucz, biurko i dwa krzesła stanowiły całe umeblowanie pokoju. Branco wskazał Katarzynie krzesło, a sam sięgnął do szafy i wyjął z niej trzy foliowe torebki. Każda zawierała jednego iPhona. Bez trudu rozpoznała swój. Miał głęboką rysę przez cały ekran, ale poza tym wyglądał dość dobrze.

– Doskonale. – Ucieszył się gospodarz, gdy wzięła swój telefon do ręki. – Niestety ktoś nieudolnie próbował się do niego dostać – stwierdził. – Podładowałem go, żeby sprawdzić, czy działa.

Katarzyna włączyła telefon i wpisała numer pin. Działał. Spróbowała zadzwonić do Karoliny, ale nie udało się. – Chyba nie mam tu zasięgu – powiedziała, oglądając iPhona. – Ale działa.

– Tak jak uzgodniliśmy – rzucił Fabio. – Stefano to załatwi. – Podał Branco rękę i spojrzał na Katarzynę – Idziemy?

– Jak to, załatwi? – spytała – Zapłaciłeś za to?

– Oczywiście. – Wzruszył ramionami. – To normalne, że płaci się ludziom, którzy odzyskują różne rzeczy. Najważniejsze, że masz go z powrotem. – Kiwnął głową w stronę Branco i wziął ją pod rękę.

– Fabio – zaczęła – Nie mogę się na to zgodzić…

– Możesz. – Popychał ją lekko przed sobą i wkrótce znaleźli się na ulicy. Ustawił dziewczynę pod ścianą i oparł łokieć o cegły obok jej głowy, pochylając się tak, że ich twarze znalazły się na tej samej wysokości. – Odkupiłem kradziony telefon i oddaję go tobie – zaczął. – Jeśli go nie chcesz, to ja chętnie zatrzymam tę komórkę. Może uda mi się odzyskać pewne zdjęcia… bardzo osobiste. – Patrzył jej w oczy gdy to mówił i Katarzyna poczuła, że kolana robią jej się dziwnie miękkie. – Mam jednak nadzieję, że ją przyjmiesz i sama pokażesz mi fotografie… – Zbliżył twarz do jej twarzy, ich oddechy się zmieszały. Przymknęła oczy. Poczuła delikatny pocałunek. – Zgadzasz się? – spytał. Sama świadomość jego bliskości była po prostu odurzająca.

– Tak – wyszeptała. – Zgadzam się. – „On jest po prostu niemożliwy”– pomyślała – „Robi ze mną, co chce, a ja się na to godzę i jeszcze mam z tego frajdę. Dorosła kobieta, która zachowuje się jak nastolatka, też coś! Zakochałam się, czy co?” – Przeraziła się tej myśli, ale zaraz doszła do siebie. Odsunęła się na bezpieczną odległość, czyli jakiś metr i spojrzała na Fabia już całkiem przytomnie. – Zobaczysz te zdjęcia, skoro tak ci na tym zależy – powiedziała zirytowana, że tak dała się podejść, ale po chwili roześmiała się. Miał minę kota, który połknął kanarka. Podszedł do niej i wziął ją za rękę. Po chwili dołączył do nich Stefano.

– Próbowałaś dzwonić? – spytał, zerkając na Katarzynę.

– Już próbuję – wyciągnęła telefon z torebki i sprawdziła zasięg. Niestety aparat zasygnalizował „brak karty SIM”. – E morta – powiedziała, patrząc z odrazą na zarysowany ekran – Co za barbarzyńcy! – dodała.

– Amatorzy! – W ustach Stefano zabrzmiało to jak najgorsza obelga. – Sprawdź nieodebrane i wiadomości. Może coś się zapisało w telefonie, zanim uszkodzili kartę?

Szli powoli w kierunku przystani. Fabio otoczył Katarzynę ramieniem, żeby się nie potykała, patrząc na ekran. Miała dwa nieodebrane połączenia od Karoliny, jedną wiadomość z informacją o tych telefonach i jeszcze kolejną, tym razem z nieznanego numeru.

„Radzę nie rozpoznawać telefonu. To nie żart!”

Stanęła jak wryta, patrząc w ekran.

– O kurde!

– Co to jest? – Fabio spojrzał na ekran, ale oczywiście nie zrozumiał ani słowa – sms?

– Ktoś radzi mi nie rozpoznawać telefonu, a biorąc pod uwagę, że przysłał wiadomość tu. – Stuknęła w obudowę iPhona. – To ma na myśli tę starą komórkę, którą właśnie wczoraj rozpoznałam.

– Pokaż to. – Stefano wziął od niej aparat. – Wysłane w dniu kradzieży. Być może, że wysłali też inne. W mailach niczego nie miałaś? – Podniósł głowę.

– Nie. – Zastanowiła się przez chwilę. – Na pewno nie. W spamie też nie. – Uprzedziła jego kolejne pytanie.

– Sprawdzę ten numer ale pewnie to opłacona z góry karta, bez możliwości identyfikacji. – Spojrzał na Katarzynę z troską – Co się wokół ciebie dzieje?

– Nie mam pojęcia. – Naprawdę się wkurzyła. Nie czuła strachu,  raczej irytację. – Chyba powinnam powiedzieć o tym policji? Przestaje mnie to bawić. Mówię poważnie. – Sięgnęła do torebki, by odszukać telefon, który podarował jej Fabio.

– Spokojnie. – Stefano spojrzał na przyjaciela, a potem na Katarzynę. – Skąd ten „ktoś” wiedział o tamtym telefonie?

– Od policji? – Uniosła brwi zaskoczona własną odpowiedzią i przestała grzebać w torebce. Patrzyli na nią obaj i Katarzyna poczuła, jak włosy stają jej dęba. Teraz się przestraszyła. Co prawda uważała, że policja niewiele zrobiła w sprawie śmierci Roberta, ale mimo wszystko czuła się bezpiecznie, wiedząc, że jednak prowadzą dochodzenie. Z drugiej strony, uspokajała się w duchu, to tylko sms. – „A jeśli Stefano ma rację? Jeśli wysłali inne, których nie mogłam odebrać?” – zastanowiła się. – Zadzwonię do Karoli – powiedziała zmienionym głosem. – Jej mogę zaufać.

– Stoimy na środku ulicy – zauważył przytomnie Stefano. – Wejdźmy gdzieś, gdzie jest ciszej.

Przeszli kilkadziesiąt metrów i napotkali niewielką kawiarnię z plecionymi fotelami wokół niskich stolików. Lokal świecił pustkami, więc zajęli miejsce najbardziej oddalone od ulicy. Zamówili kawę i trzy martini z lodem.

– Co myślisz Stefano? – spytał Fabio, korzystając z tego, że Caterinę całkowicie pochłonęła rozmowa z przyjaciółką.

– Zdaje się, że ma prawdziwy problem. Ten wypadek mógł nie być wypadkiem… – Spojrzał spode łba. –

Przynajmniej romans możemy wykluczyć. – Gorzki uśmiech pojawił się na twarzy Stefano. Wreszcie zjawiła się kobieta, z którą Fabio mógłby się związać, a tu… proszę. – „Z drugiej strony” – pomyślał. –„Zagrożenie wyzwala emocje, a to podobno pomaga w zakochaniu”. Najlepszym przykładem był on sam. Od kilku lat żył z kobietą, którą wyniósł z pożaru.

– Dopóki jest tutaj, nic jej się nie stanie. – Fabio nie chciał tego powiedzieć na głos, ale to zrobił i teraz miał naprzeciw siebie pytający wzrok przyjaciela. – Porozmawiam z nią. – „ I co jej powiem?” – zastanawiał się – „Nie wracaj? Przedłuż pobyt? O ile? To poważna decyzja.” – Zamyślił się.

Katarzyna słuchała instrukcji Karoliny. Stres powoli mijał, za to narastała w niej złość.

– Jakiś palant mnie straszy! Możesz uwierzyć? – rzuciła do telefonu, gdy przyjaciółka umilkła.

– Też mnie to wkurza – stwierdziła, zgrzytając zębami. – Pogadam z tym gliniarzem osobiście. Na razie jesteś tam i nic ci nie grozi. Do twojego powrotu postaram się wydobyć coś z tego laptopa. Trzymaj się i ucałuj Fabia.

– Będzie zachwycony. – Nie mogła się nie roześmiać. Karolina działała na nią jak balsam. – „Nie przeżyłabym, gdyby nie ona” – pomyślała. Schowała telefon do torebki. Teoretycznie miała teraz trzy komórki. I co z tego?

– Karolina was pozdrawia, a ciebie mam pocałować. – Spojrzała na Fabia. Podniosła do ust szklankę z resztką martini. – Chyba powinniśmy wracać. Muszę wysłać Karolinie tę listę haseł i loginów.

– A co ona na to? – spytał Stefano, wskazując głową porysowanego iPhona Katarzyny.

– Zajmie się tym. Jest wściekła, a to znaczy, że idzie na wojnę – zażartowała. Poczuła się pewniej. – Mówi, że Andrzej, jej mąż, zna tego policjanta. – Zauważyła, że Fabio okazuje dziwny niepokój. – Karolina jest adwokatem – powiedziała, przyglądając mu się uważnie. – Bardzo dobrym adwokatem. Stwierdziła, że mam się nie martwić. Ona zawsze mówi mi prawdę – dodała. Dla siebie zachowała uwagę przyjaciółki, że ma się nie martwić, póki jest w Chorwacji, ale uznała, że na razie tyle informacji im wystarczy.

Po powrocie na jacht, Katarzyna wysłała Karolinie przygotowaną listę, sprawdziła swoją skrzynkę mailową, odpisała Nowakowi na jego prośbę o dane i wyszła na pokład. Chwilowo zrobiła wszystko, co mogła i postanowiła się poopalać. Fabio gdzieś przepadł, więc ułożyła się na leżance na najwyższym pokładzie. Wzięła ze sobą kostium, ale stanik był jeszcze wilgotny, więc uznała, że same majtki są wystarczająco przyzwoite, skoro w pobliżu nikogo nie ma. Położyła się na brzuchu i zaczęła przeglądać zdjęcia w odzyskanym iPhonie. Zrobił je Robert. Część, kiedy spała, a część, kiedy byli całkiem sami na budowie swojego domu. Pojechali tam w niedzielne popołudnie, wokół ani żywego ducha. Weszli na piętro, jeszcze nie przykryte dachem. Całowali się, a potem kochali przy ceglanej ścianie. Wtedy zrobił jej kilka zdjęć. Zaraz po… Patrzyła teraz na swoją twarz z tamtego czasu. Szerokie źrenice, pomimo jasnego światła, zaróżowione policzki, potargane włosy… Gdyby miała zobrazować seks na jakiejś wystawie, pokazałaby to zdjęcie, albo to, na którym patrzy w bok, podtrzymując nabrzmiałe piersi. Były zasłonięte dłońmi i aż prosiły, by ich dotknąć… „Jak dojrzałe jabłka” – przypomniało jej się określenie Fabia. Nie, on powiedział: „Są jak jabłka, chciałbym je ugryźć”. Nie była pewna, czy dobrze go zrozumiała, ale to ją pobudziło. W tej chwili też czuła, że narasta w niej podniecenie. Przerzuciła kilka kolejnych zdjęć. Na jednym leżała na brzuchu, jak teraz, spała nago. Miała ugięte lewe kolano. Robert zrobił to zdjęcie z daleka, tak, że widać było całą sylwetkę. Słońce odbite od jakichś przedmiotów rzucało „zajączki” na jej plecy i pupę. Na następnym siedziała „po turecku” na łóżku w ich sypialni. Miała uniesione w górę ręce. Piersi prezentowały się w całej okazałości. Pamiętała, że nie chciała odsłonić się „za bardzo”.

– Widać tylko piersi – powiedział wtedy. – Zaufaj mi. – I mu zaufała. Zdjęcie było naprawdę piękne. A co z zaufaniem w innych sprawach? Oszukał ją. Nic jej nie powiedział, a myślała, że nie mają przed sobą tajemnic! Może gdyby wiedział jakich problemów jej narobi? Tylko skąd mógł to wiedzieć? Wyłączyła telefon i położyła na kupce ubrań obok niej. Czy mogła ufać Fabio? Ich relacja była bardzo powierzchowna, więc pewnie nie. – „Chociaż, jak do tej pory, nie zawiódł mnie” – myślała sennie. Słońce przyjemnie grzało jej plecy i uda.

– Chcesz wyglądać jak pomidor? – Usłyszała niski aksamitny głos który tak lubiła. Mówił wprost do jej ucha. Uniosła głowę i zobaczyła, że Fabio przykucnął obok leżanki. – Przewróć się na plecy. Długo tu leżysz?

– A która godzina? – spytała nieprzytomnie.

– Prawie piąta – odpowiedział i położył jej na łopatce chłodną dłoń. – Ale jesteś gorąca.

– Zasnęłam chyba około czwartej? – Ziewnęła i przeciągnęła się. – Nie mogę się odwrócić, bo nie mam stanika.

– Możesz zdjąć wszystko, nikt nas tu nie zobaczy. No, odwróć się!

– Ty mnie zobaczysz…

– Już cię widziałem. – Zaśmiał się cicho. Odwróciła się powoli i zaplotła ręce na piersiach. Fabio przyglądał się przez chwilę z rozbawieniem, a potem spoważniał. – Kiedy chcesz wyjechać?

– Mam lot w sobotę rano, z Wenecji – odparła. Nagle zrobiło jej się smutno. Naprawdę zostały tylko trzy dni.

– Co dokładnie powiedziała ta twoja Karolina? – zaczął z innej beczki. – Będziesz bezpieczna? – Przywykł do jasnego wysławiania się, ale tym razem jakoś mu nie szło.

– Słuchaj, nic mi nie będzie. Karolina obiecała, że się tym zajmie „na poważnie” – odparła. – Poza tym, pomyśl logicznie. Mogło mi coś grozić zanim zidentyfikowałam telefon, gdyby komuś zależało, abym tego nie zrobiła, ale wtedy mnie nie było. – Musiała się wysilić, żeby dokładnie to wytłumaczyć. Skupiła się na doborze słów. – Teraz jest już po wszystkim. Rozpoznałam tę komórkę i koniec. Nie przestraszyłam się, bo nawet nie przeczytałam tego sms–a. Zresztą, nadal się nie boję! – Spojrzała na Fabia. Siedział z łokciami wspartymi na kolanach i nie wyglądał na uspokojonego. W jego orzechowych oczach zobaczyła troskę. On się o nią martwił! – Fabio, nawet jeśli chodzi o jakieś przekręty z kontraktami NFZ, to nikt nie zaryzykuje dla takich niewielkich w sumie pieniędzy. Nic mi nie zrobią – zapewniła. Boże, martwił się, jakby należała do niego. Już zapomniała, jak to jest…

– Nie chcę, żeby coś ci się stało – powiedział cicho. – Myślałem, że może przedłużysz pobyt we Włoszech albo pojedziesz w jakieś bezpieczne miejsce… – Spojrzał w jej twarz i zauważył, że usta jej drżą. – „To dziwne” – pomyślał. – „Zwykle się śmiała, a oczy miała smutne, a teraz prawie płakała, a oczy… oczy miały w sobie tyle ciepła.” – Andiamo, Cateri’, che succede? (Przestań, Cateri’, co się dzieje?)

– Och, Fabio. – Westchnęła siadając. – „Nawet nie wiesz, jak to wspaniale poczuć, że ktoś się o ciebie

troszczy” – pomyślała. Zamrugała szybko, by pozbyć się łez, które napływały jej do oczu. Nagle w głowie zakiełkowała myśl, że chciałaby do niego należeć. Zakiełkowała i zaczęła oplatać ją niczym liana. – „Boże, nie, nie mogę się temu poddać” – myślała gorączkowo.

Fabio popatrzył na Caterinę i już wiedział, co będzie. Za chwilę ona weźmie głęboki wdech i oddzieli się od niego murem spokoju i opanowania. O nie!

– Cateri’, non scappare. (nie uciekaj) – Uniósł jej brodę, zmuszając do spojrzenia mu w oczy.

– Nie uciekam – wyszeptała. – Tylko… Sama nie wiem, co się ze mną dzieje. – W jej głosie przebijała frustracja – Przepraszam cię. Zwykle się tak nie zachowuję…

– Nic tu nie jest jak zwykle – powiedział dziwnie zmienionym głosem. Nie chodziło nawet o dramatyczne okoliczności, w jakich się spotkali, ani o tę niewyjaśnioną „sprawę”, w którą została uwikłana. Po prostu czuł, że coś się z nimi dzieje. Coś, czego oboje nie przewidzieli i z czym chyba nie do końca sobie radzili… A może tylko mu się zdawało, może to, że pojawiło się zagrożenie sprawiło, że poczuł się za nią odpowiedzialny? Caterina odwróciła wzrok i z uporem wpatrywała się w horyzont. – Przemyśl to – dodał po chwili.

„Co mam przemyśleć? Przedłużenie pobytu?” – zastanowiła się nad sensem jego słów? – „Na jak długo? Na tydzień, dwa?” – To nie ma sensu – powiedziała powoli – Co to zmieni? A poza tym, co miałabym robić w tym czasie?

– Może mogłabyś popracować w klinice? Profesor Vieri byłby zachwycony. – Spojrzał na nią, a po chwili skierował wzrok gdzieś w dal. – Dom jest duży… – zaczął, ale nie dokończył.

„Boże, to propozycja?” – Katarzyna nie od razu podniosła wzrok. Zaskoczył ją, choć musiała przyznać, że podświadomie czekała na coś takiego. Mogliby spędzić ze sobą więcej czasu, lepiej się poznać… Może coś by z tego było? – „Bądź realistką.” – Skrzeczała rzeczywistość. Fabio milczał, ale widać było, że nad czymś rozmyśla. – „Może powiedział za dużo i teraz rozważa, jak się wycofać?” – Przemknęło jej przez głowę. – Posłuchaj – zaczęła. – Nie sadzę, żebym była w niebezpieczeństwie. – „Jeśli do zaproszenia skłonił go strach o mnie” – pomyślała – „to odpuści, jeśli coś innego, będzie nalegał.” – Serce jej przyspieszyło, kiedy zaczęła mówić. – Poza tym, ustalanie kto ukradł telefon może trwać pół roku albo do końca świata. Nie mogę wyjechać na tak długo. – Czekała w napięciu, co odpowie.

– Jak uważasz – zaczął ostrożnie. – „Na pewno miała rację, mówiąc, że to mogło trwać miesiącami. Od straszenia do realizacji, droga daleka” – pomyślał. Może rzeczywiście nic jej nie groziło. Jednak perspektywa spędzenia wspólnie dłuższego czasu była kusząca, przynajmniej dla niego. – „Czego ja właściwie od niej chcę?” – zastanowił się. – Nadal uważam, że powinnaś to przemyśleć – Postanowił dać Caterinie możliwość zmiany decyzji. Zaraz, przecież to on podejmował decyzje, zawsze! On inicjował związek i on go kończył. Dlaczego tym razem było inaczej? – „Starzeję się” – pomyślał zirytowany. – „Tu nie chodzi o żaden związek” – wytłumaczył się po chwili przed samym sobą. – Chcesz drinka? – spytał nagle. – Andrea robi świetne drinki z owocami. Powiem, żeby nam przyniosła. – Musiał odwrócić czymś jej uwagę.

– Chętnie – odparła Katarzyna. – „O co mu chodzi?” – zastanawiała się. Najpierw poważna rozmowa, a za chwilę „w tył zwrot i w nogi”. – Możesz mi podać stanik? Słońce przypieka, a nie mam tu kremu z filtrem – powiedziała, uprzedzając uwagi Fabia na temat wstydu i nagości. Wydawało się, że chciał coś dodać, ale się rozmyślił. Podał jej górę od kostiumu, a potem zamówił coś o bardzo długiej nazwie, a przynajmniej takie odniosła wrażenie. Uczynił to po włosku tak szybko i z takim akcentem, że prawie nic nie zrozumiała. Za to poczuła się tak, jak on musiał się czuć, gdy rozmawiała przy nim z Karoliną. Czy mogłaby się przyzwyczaić do czegoś takiego? Pewnie tak, skoro przyzwyczaiła się do bycia singlem na nowo… Los nie spytał, czy ona tego chce, czy też nie, czy nie. Zadecydował za nią, odbierając jej Roberta. Teraz przynajmniej mogła sama zadecydować, jak zamierza dalej żyć. Czy naprawdę? Z pewnym zdziwieniem odkryła, że ktoś mógłby zastąpić pustkę po Robercie, choć jeszcze niedawno wydawało się to niemożliwe. Problem polegał na tym, że ten ktoś siedział teraz obok, ale był tak samo nieosiągalny, jak gdyby przebywał na księżycu.

Andrea podała im drinki i Katarzyna doszła do wniosku, że użyła chyba czarów do ich przyrządzenia. Fabio ustawił cztery pucharki w różnych kolorach: zielonym, żółtym, pomarańczowym i ciemnoczerwonym, po czym kazał Katarzynie spróbować kolejno wszystkich.

– Robi jeszcze boski koktajl kokosowy – powiedział, wpatrując się w usta dziewczyny. – Jak ci smakuje? – spytał, mrużąc oczy jak kot.

– Jezu, to jest po prostu nie z tej ziemi! – Po co właściwie schodzili na ląd, skoro mieli najlepsze jedzenie i drinki na jachcie? Fabio nadal jej się przyglądał, ale sam niczego nie pił – A ty? Wybierz jeden, przecież nie mogę wypić wszystkiego sama.

Fabio wyjął słomkę z ciemnoczerwonego drinka smakującego granatem i podsunął go Katarzynie. – Spróbuj tak. – Upiła spory łyk, a wtedy Fabio zlizał resztki płynu z jej warg. – Dobre – stwierdził z zadowoleniem. – Mogę prosić o ten zielony?

Kosztowała po kolei zawartość pozostałych pucharków, ale nie połykała wszystkiego, tak by mógł poczuć smak owoców i alkoholu, zanurzając język w jej ustach. Bawili się w zgadywanie tych smaków, aż w końcu Katarzyna poczuła lekki zawrót głowy. – Dość – stwierdziła ze śmiechem i padła na leżankę. – Upiłeś mnie, wariacie! – chichotała.

– Co robisz, jak jesteś pijana? – Fabio zrzucił ubranie i pozostał tylko w kąpielówkach. Ułożył się obok dziewczyny na leżance, podpierając głowę na łokciu. – Tańczysz, czy płaczesz?

– Raczej tańczę albo robię nieprzyzwoite rzeczy. – Zmrużyła oczy i osłoniła je przed słońcem. – Dlatego nie upijam się w towarzystwie. Chyba, że mam obok siebie przyjaciół, którzy mnie powstrzymają.

– Ja nie chcę cię powstrzymywać. – Fabio przysunął się bliżej. – Możesz zrobić coś nieprzyzwoitego. Myślę, że nawet mi się to spodoba.

– Dobrze, zrobię coś takiego. – Sięgnęła do kupki ubrań. – Pokażę ci moje zdjęcia. Wszystkie. Oczy Fabia zrobiły się jakby ciemniejsze i bardziej lśniące, kiedy układał się na brzuchu tuż obok. Podała mu telefon z pierwszym ze zdjęć na ekranie. – Przesuwaj sam – powiedziała i ułożyła głowę na rękach tak, by widzieć jego twarz. Fabio wpatrywał się w jej zdjęcie długo, jakby chłonął każdy szczegół. Przesunął palcem po ekranie i zobaczył kolejne. Oglądał z coraz większą fascynacją, niczym drogocenną kolekcję obrazów, a nie kilka amatorskich fotek zrobionych telefonem. Na jego twarzy widziała zaskoczenie i zachwyt. Co chwila przenosił wzrok z wyświetlacza na twarz Katarzyny, jakby porównując widziany obraz z oryginałem.

– Jesteś jeszcze piękniejsza, niż na tych zdjęciach – powiedział w końcu. – Choć nie ukrywam, że chciałbym zobaczyć cię taką, jak tu. – Podał jej telefon. Na ekranie zobaczyła zdjęcie swojej twarzy w chwilę po tym, jak skończyli kochać się z Robertem. – Chciałbym móc zrobić takie zdjęcie – wyszeptał i pocałował ją w ramię, patrząc na nią niepokojącym wzrokiem. Myśl, że inny mężczyzna tak ją widział, dziwnie go uwierała. Przecież wiedział, że to był jej mąż, że nawet się wtedy nie znali, a mimo to nie mógł się pozbyć tego odczucia. – Pozwolisz mi? – spytał i ze zdziwieniem zauważył, że odczuwa dziwny niepokój.

– Może? – Jej ciepły, miękki głos otulał niewidzialną siecią, przywabiał. Budziła w nim pożądanie, te zdjęcia budziły pożądanie, myśl, że mógłby zrobić podobne… Jeszcze lepsze, oddające lepiej jej naturę, ukazujące moment, kiedy smutek w jej oczach ustępuje miejsca szczęściu, kiedy nieśmiałość miesza się z rozkoszą… – „Ale skąd ten niepokój?” – zastanawiał się. I nagle go olśniło! Nie chodziło o to, co było, ale o to, że inny mężczyzna mógłby zająć jego miejsce , w przyszłości.

– Fabio? – Głos Cateriny wyrwał De Lucę z zamyślenia. Spojrzał na nią. – Masz dziwny wyraz twarzy – powiedziała, przyglądając mu się uważnie. – Powiesz mi, o czym myślisz?

– O kolacji z tobą i o tym, że może pozwolisz mi się fotografować… – Nie miał zamiaru przyznać się do tego, o czym myślał naprawdę, nawet przed samym sobą. Zazdrość? To po prostu niemożliwe, nie w jego przypadku! Spojrzał na Caterinę, aby się upewnić, że mu uwierzyła. Leżała z rękami pod głową. Miała półprzymknięte powieki, a na ustach zagadkowy uśmiech. Jakby uśmiechała się do swoich myśli. – Jesteś taka piękna… – powiedział to na głos? Chyba tak, bo uśmiech stał się jakby wyraźniejszy. Mógłby ją oglądać godzinami i nigdy by mu się ten obraz nie znudził. Przeciągnęła się, przechylając przy tym głowę do tyłu i spojrzała mu w oczy.

– Muszę pogadać z Karolą. Męczy mnie ten komputer, który nie chce współpracować – powiedziała.

Fabio wyczuł w jej głosie zniecierpliwienie. A jeśli tam nie ma niczego ważnego? Będzie zawiedziona. Z drugiej strony, wolałby, żeby ta cała historia okazała się jedną wielką pomyłką. Westchnął ciężko i ułożył się wygodnie na leżance. Nie miał zamiaru walczyć z czymś, na co nie miał wpływu, ale zdecydowanie popsuło mu to humor.

                                                                       ***

Katarzyna powoli traciła cierpliwość. Okazało się, że żadne z haseł nie pasowało. Oznaczało to, że jej tok myślenia był całkowicie nietrafiony. Należało poszukać innego rozwiązania, ale na razie nie miała pojęcia jakiego. Karolina sugerowała oddanie laptopa informatykowi, ale jedyny godny zaufania przebywał chwilowo na urlopie i tak czy inaczej, musieli czekać, aż wróci. Jedyną dobrą wiadomością była informacja, że policjant który kontaktował się z Katarzyną to rzeczywiście znajomy Andrzeja i jak on sam to określił, „porządny człowiek z instynktem dobrego gliny”, cokolwiek miało to znaczyć. Karolina bagatelizowała obawy Katarzyny do tego stopnia, że na koniec ofuknęła ją za zawracanie jej głowy w chwili, gdy powinna wypoczywać i dobrze się bawić z Fabiem. Katarzyna doszła wreszcie do wniosku, że Karola musi mieć rację. Zaczęła się więc szykować do kolacji. Założyła jedwabne szorty do połowy uda i białą bluzkę z falbaną odsłaniającą jedno ramię, a włosy upięła w luźny kok. Fabio wszedł do sypialni, kiedy szperała w kosmetyczce z biżuterią.

– Wyrzuć to na łóżko – poradził i z zaciekawieniem przyjrzał się temu, co Caterina rozkładała na kołdrze. Zauważył bransoletkę ze srebrnych monet, z pewnością równie starą, co cenną, cienki czarny rzemyk z masywnym złotym kółkiem, do którego dopięta była zawieszka z motocyklem i obrączka. To, że jej nie nosiła odkąd się poznali, sprawiło mu przyjemność. Poza złotymi kolczykami, które już znał, zauważył też srebrne oraz pierścionek w stylu Art Deco, z zielonkawymi kamieniami. Wziął do ręki jeden z kolczyków i przyjrzał im się pod światło.

– Kupiłam je w Paryżu. – Katarzyna wsunęła pierścionek na palec lewej ręki. – Kosztowały fortunę, ale nie żałuję.

– I słusznie. – Fabio oddał jej ozdobę. – Pochodzą chyba z lat dwudziestych i są w doskonałym stanie. Założysz je?

– Taki miałam zamiar – powiedziała, zbierając pozostałe drobiazgi do kosmetyczki. – To cud, że nadal je mam. Podczas włamania leżały razem z pierścionkiem na półeczce w łazience. Nie wzięli ich. Pewnie myśleli, że to zwykłe szkiełka.

– Albo nie szukali biżuterii. – Pokiwał głową i umilkł. Wyjął z szafy luźne lniane spodnie i białą koszulkę polo. Nie był rozmowny tego wieczoru.

Wyszli razem z sypialni i ruszyli w stronę rufy, gdzie już czekała na nich motorówka.

– Zgłodniałam. – Westchnęła Katarzyna, mijając kuchnię, skąd wydobywał się smakowity zapach sosu bolonese i ziół. – Co będziemy jedli? – spytała, widząc, że towarzysz nie ma zamiaru podtrzymywać rozmowy.

– Mają tu świetne frutti di mare – odparł.

Katarzyna usiadła na tyle motorówki i zerknęła w stronę Stefano. Wyglądał i zachowywał się zupełnie normalnie, zatem nastrój Fabia raczej nie wynikał z problemów zawodowych. – „Z pewnością podzieliłby się nimi z przyjacielem” – dedukowała. Więc co? Czyżby aż tak się przejął jej sytuacją? – „Jeśli nawet spytam, czy coś się stało, odpowie, że nic” – pomyślała – „Trzeba go sprowokować inaczej”.

Nieoczekiwanie los sam dał jej okazję. Podpłynęli do pomostu ale okazało się, że nie ma miejsca i muszą poczekać lub dobić do brzegu kawałek dalej.

– Podpłyń tam. – Fabio wskazał mniejszy pomost obok kąpieliska, oddalony o jakieś pięćdziesiąt metrów.

– Tam jest płytko – wyrwało się Katarzynie. Pamiętała to miejsce. Byli tu z Karolą i Andrzejem, zanim przypłynął po nią Stefano.

– Damy radę! – uspokoił ją stojący za sterami Antonio. Niestety okazało się, że dotknęli dna jakieś dziesięć metrów od celu. – Przykro mi, ale jednak musimy czekać na miejsce przy pierwszym pomoście – Antonio rozłożył ręce, szukając u Fabia aprobaty.

– Och, dajcie spokój. – Katarzyna zsunęła ze stóp sandałki. – Tyle kłopotu z powodu wody do kolan?

Zanim ktokolwiek zareagował, ruszyła do przodu i usiadła na burcie. Rib miał płaskie dno, o czym Katarzyna doskonale wiedziała, więc słysząc chrzęst kamieni pod łodzią miała pojęcie jak głęboka jest woda.

– Caterina! – Dobiegło ją spóźnione wołanie Fabia. Trzymając sandałki w dłoni ześliznęła się zgrabnie z burty i stanęła na dnie, po kolana w wodzie. Na łodzi trzej mężczyźni wpatrywali się w nią z niedowierzaniem. Wzruszyła ramionami i ruszyła powoli w kierunku brzegu. Po chwili odwróciła się.

– Co ci zamówić? – zawołała w kierunku Fabia, na co Stefano wybuchnął śmiechem. Nie doczekawszy się odpowiedzi, ruszyła dalej, brodząc w ciepłej wodzie. Po chwili usłyszała za plecami plusk i ciche przekleństwo. Uśmiechnęła się do siebie. Fabio jednak poszedł za nią. Zrównali się i szedł teraz obok bez słowa. Niósł w ręce mokasyny i ręcznik. Lniane spodnie podwinął powyżej kolan. Kiedy wyszli na brzeg, zagrodził jej drogę. Spojrzała w górę i napotkała gniewne spojrzenie prawie czarnych oczu.

– Dobrze się bawisz? – spytał zimnym tonem. – Przez ciebie robię z siebie głupka przed załogą.

– Nie sądzę. Poza tym, nie musiałeś iść za mną – odparła z uśmiechem. – Zresztą, wolę jak się na mnie złościsz niż jak nic nie mówisz – dodała.

– Nie złoszczę się – powiedział nieco łagodniej. – No, może trochę – rzucił, widząc jej uniesioną brew.

– Tak czy inaczej, lepsze to, niż półsłówka – stwierdziła Katarzyna, biorąc od Fabia ręcznik. – Ładnie ci w krótkich spodenkach. Masz zgrabne łydki.

Zauważyła, że skrzydełka nosa mężczyzny zadrgały lekko, choć twarz pozostała nieruchoma. Raz jeszcze spojrzała mu w oczy. Igrały w nich blade płomyki rozbawienia. Znów zrobiły się orzechowe, choć w wieczornym świetle trudno było dobrze to ocenić. Z piersi Fabia wydobyło się głębokie westchnienie. Pokręcił głową i uniósł rękę w stronę motorówki która niespiesznie dryfowała wzdłuż brzegu. Katarzyna uznała, że zapanowała zgoda, więc ujęła Fabia za rękę i ruszyła po kamienistej plaży w stronę restauracji. Z tarasu przypatrywało im się kilka osób, w tym kelner w białym uniformie.

– Będziemy atrakcją wieczoru – stwierdził kwaśno Fabio, ale w jego głosie nie pobrzmiewała już złość.

– Podobno nie przeszkadzają ci takie sytuacje, a ja jakoś to zniosę. – Katarzyna spojrzała na profil swojego towarzysza i uśmiechnęła się lekko. – To niewielka cena za twój dobry humor – dodała wesoło.

Fabio roześmiał się wreszcie i pocałował Caterinę w policzek. Był na nią zły za to co zrobiła ale jej szczerość kompletnie go rozbroiła. Poza tym wyczuła doskonale jego podły nastrój i jakimś sposobem poradziła sobie z tym, choć musiał przyznać, że metoda okazała się niecodzienna.

– Naprawdę zrobiłaś to z powodu mojego humoru? – spytał, kiedy usiadła na ogromnym głazie obok drewnianego podestu.

– A myślisz, że lubię chodzić po wodzie pełnej tych… – Szukała przez chwilę określenia. – Ryb, które łażą wszędzie? – włoskie określenie kraba gdzieś jej umknęło.

Fabio roześmiał się i uklęknąwszy na jedno kolano wziął od niej ręcznik. Próbowała zaprotestować, ale nie dał jej szans, sprawnie oczyszczając stopy Katarzyny z kropli wody i ziarenek piasku. Po chwili usadowił się obok na kamieniu i zrobił to samo ze swoimi.

– Podobają ci się moje nogi? – spytał, widząc, że Katarzyna przygląda mu się z ukosa.

– Przecież powiedziałam. – Zaśmiała się.

Fabio wsunął na stopy mokasyny i odwinął spodnie.

– Zostawię ten widok tylko dla ciebie – szepnął i ugryzł delikatnie płatek ucha, tuż obok kołyszącego się kolczyka. – Następnym razem, kiedy zrobisz coś takiego, dostaniesz klapsa. – Pogroził jej palcem.

– Już zaczynam się zastanawiać, co mogłabym więc zrobić – odparła wyzywająco, zanim zdążyła się ugryźć w język. Cichy pomruk, który usłyszała sprawił, że poczuła gorąco. Ruszyli niespiesznie do restauracji. Na szczęście gapie gdzieś zniknęli i pozostał tylko kelner.

Katarzyna zapamiętała to miejsce jako raj na ziemi. Drewnianą konstrukcję oplatały pnącza, których kwiaty wypełniały powietrze odurzającą mieszanką zapachów. Wokół restauracji posadzono mnóstwo śródziemnomorskich roślin, dla których osłonę stanowił sosnowy lasek, widoczny jako ściana jasnej zieleni, zaczynająca się tuż obok plaży i ciągnąca aż do mariny po przeciwnej stronie wysepki. Kilka dni temu przeszła przez ten las z przyjaciółmi, podziwiając po drodze restauracje urządzone na kamiennych i drewnianych podestach przed niewielkimi budynkami, ukrytymi w zieleni. Nie sądziła wtedy, że spędzi w jednej z nich tak niesamowity wieczór. Spojrzała na morze, gdzie kotwiczyła Stella Marina. Dopiero teraz zauważyła, że oświetlony jest nie tylko pokład i kabiny, ale także woda wokół jachtu. Lampy umieszczono także poniżej poziomu wody, bo jacht sprawiał wrażenie jakby unosił się nad powierzchnią.

– Ale pięknie teraz wygląda – powiedziała, patrząc w tamtym kierunku. – Pływałeś kiedyś w tym świetle? – spytała.

– Nie, ale możemy spróbować. – Fabio także spojrzał na jacht. – Będzie niezła zabawa. Może bez kostiumów? – spytał, unosząc brew, jakby naśladując Katarzynę.

– Musiałbyś zamknąć gdzieś załogę – stwierdziła, udając zgorszenie. – Albo przynajmniej zaprzysiąc ich, że nie zaczną podglądać, ze Stefano włącznie – dodała.

– Załatwione. – Fabio zatarł ręce i zamknął kartę. Kelner natychmiast ruszył w ich stronę.

– Muszę umyć ręce – powiedziała, kiedy złożyli zamówienie. – Całe są w soli. Twoje pewnie też? – Uśmiechnęła się do Fabia ciepło, na myśl o tym, jak ocierał z soli i piasku jej stopy. Przeszła pod płóciennym daszkiem, poruszanym przez ciepły wietrzyk. Dolatujące z kuchni zapachy przypraw i ziół mieszały się z wonią kwiatów,  otaczały ją odurzającą mgiełką. Nie chciała się zastanawiać, co będzie jutro czy pojutrze. Pragnęła rozkoszować się tym wieczorem. Przy stoliku czekał na nią wspaniały, seksowny mężczyzna, jakiego można by sobie wymarzyć. Życie nauczyło ją ostatnio, że chwile szczęścia są rzadkie i ulotne, więc trzeba się nimi cieszyć natychmiast.

De Luca odprowadził wzrokiem Caterinę, zastanawiając się, czy nie powinien pójść w jej ślady, kiedy podszedł do niego Stefano.

– Zdaje się, że właśnie tego ci było trzeba – powiedział z uśmiechem, podążając za wzrokiem przyjaciela. – Ta kobieta ma serce i rozum w odpowiednich proporcjach i potrafi z nich korzystać. – Położył na moment dłoń na ramieniu Fabia. – Będę w pobliżu – dodał i nie czekając na odpowiedź wyszedł poza kręgi światła rzucane przez zawieszone nad stolikami lampy.

Rozdział 11 (Środa)

Jacht zmieniał powoli położenie względem słońca, którego jasne promienie wdarły się przez okna do kabiny sypialnej na dziobie. Padły na twarz śpiącej Katarzyny, oświetlając lekko opaloną cerę i rozrzucone na poduszce złociste włosy. Zamruczała sennie, kiedy światło dosięgło powiek. Sen ustępował powoli i łagodnie. Przeciągnęła się leniwie i odetchnęła głęboko. Mięśnie miała rozkosznie obolałe po spędzonej z Fabiem nocy. Gdzieś z boku słyszała jego miarowy spokojny oddech. Przekręciła głowę i dotknęła brodą ramienia. Poczuła jego zapach i przypomniała sobie, jak po kolacji poszli się przejść skąpo oświetloną alejką. Było pusto i zaczęli się całować, stojąc pod drzewem. Oparła się o nie, a on uniósł jej ręce, przytrzymując nadgarstki. Mogła się uwolnić w każdej chwili, a mimo to myśl, że jest zależna od jego woli podnieciła ją bardziej, niż miała ochotę przyznać. Prawie poczuła na szyi oddech Fabia i delikatne szczypanie wargami, kiedy o tym pomyślała nawet teraz. Nie przypominała sobie, by kiedykolwiek tak bardzo pożądała jakiegoś mężczyzny.

– Zabierz mnie na jacht, do sypialni – wyszeptała, mając nadzieję, że nie zabrzmi to jak błaganie. Spojrzał na nią ale miała wrażenie, że nie dotarło do niego, o co prosi. – Zabierz mnie na jacht – powtórzyła. – Chcę się kochać. – Było jej obojętne, jak to odbierze. Pragnęła go bardziej, niż mógł sobie wyobrazić…

Fabio westchnął przez sen i poruszył się, przenosząc rękę za głowę. Spojrzała na profil towarzysza. Śpiący wydawał się młodszy, choć generalnie nie demonstrował swoich czterdziestu lat. Już wcześniej doszła do takiego wniosku. Przyjrzała mu się dobrze przez te kilka dni i miała wrażenie, że znała już na pamięć każdy detal jego twarzy. Podobał się jej, nie mogła zaprzeczyć. Na domiar złego podobały jej się także jego charakter, sposób bycia, styl ubierania, po prostu wszystko, co robił, czy mówił, odpowiadało jej bez zastrzeżeń. No, może z wyjątkiem tych wpadek z zakupami i w Wenecji, ale zdawała sobie sprawę, że w ciągu ostatnich lat obracał się w towarzystwie kobiet o innym podejściu do mężczyzn, niż jej własne. Im więcej o tym myślała, tym mocniej bolała nad zbliżającym się rozstaniem. Nie miała złudzeń, co do intencji Fabia. Było mu z nią dobrze, ale podobnie jak ona nie planował ich wspólnej przyszłości, choć pewnie z zupełnie innych przyczyn. Mogli się spotykać jeszcze jakiś miesiąc czy dwa, a co potem? Nie widziała siebie w roli emigrantki, liżącej rany po rozstaniu. Co do tego, że Fabio jest niestały, miała niestety pewność po przeczytaniu listy jego podbojów. Mogła wprawdzie poprosić o miesięczny staż u profesora Vieri’ego, ale to by pewnie potrwało i raczej mało prawdopodobne, żeby Fabio był wtedy sam. – „Bierz, ile możesz” – powiedziała sobie w duchu – „A potem jakoś uśmierzysz ból.” – Może uda się zdobyć jakieś informacje dotyczące Roberta? Miałaby wtedy coś, czemu mogłaby się poświecić po powrocie, choć mówiąc prawdę, coraz mniej wierzyła w powodzenie tego przedsięwzięcia.

Buongiorno. – Ciepły, lekko ochrypnięty głos wyrwał ją z zadumy. – Come ti senti?

Ciepła dłoń spoczęła na ramieniu Katarzyny i przesunęła się pod obojczykiem, sięgając ku piersi. – „Jakby walec po mnie przejechał” – pomyślała, ale nie miała pojęcia, jak to przetłumaczyć.

Qualcosa non va? – Fabio gwałtownie uniósł się na łokciu, przypatrując się Katarzynie z niepokojem.

No – zawsze, kiedy brakowało jej słów, czuła się nieswojo. – Volevo dire qualcosa „spiritoso” invece di solito „bene”, ma non lo so come. (Chciałam powiedzieć coś zabawnego, zamiast zwykłego „dobrze”, ale nie wiem jak.) – Poczuła, że się czerwieni.

Ti aiuto con piacere (pomogę ci z przyjemnością) – kontynuował nieco spokojniejszym tonem. Nie sądziła, że aż tak się przejmie jej odczuciami. Spędzili naprawdę miły wieczór, a noc była po prostu niesamowita. – Quale parola non sai? (Jakiego słowa nie znasz?) – spytał – Andiamo! Giochiamo di associazioni (Daj spokój! Zagrajmy w skojarzenia) – dodał, widząc jej wahanie.

– Maszyna, która pracuje na drodze – powiedziała powoli po włosku – Coś, co „prasuje” asfalt – dodała po chwili zastanowienia. Poczuła się głupio.

Rullo stradale! (Walec drogowy!) – Szeroki uśmiech pojawił się na twarzy Fabia w miejsce niedawnej niepewności.

Mi sento, come dopo incontro con rullo stradale. (Czuję się, jak po spotkaniu z walcem drogowym.) – Z pewną trudnością wygłosiła całe zdanie, starając się zachować kamienną twarz, ale udało jej się to tylko przez chwilę. Widząc jego minę, po prostu nie mogła się nie roześmiać.

Ti adoro! (Uwielbiam cię!) – Objął ją mocno. Nie miał kompleksów, jeśli chodziło o kontakty z kobietami, ale to co powiedziała sprawiło, że poczuł się wyjątkowo dumny. Może było to spowodowane tym, że tego rodzaju komplementy nie przychodziły jej łatwo, a może czymś innym? Wciąż go fascynowała, a właściwie powinien chyba powiedzieć, że odczuwał to coraz bardziej? Poprzedniego wieczoru dowiedział się czegoś, czego się nie spodziewał. Znali się zbyt krótko by mógł odkryć, co ją najbardziej kręciło, ale niespodziewanie sama podsunęła mu stosowną wiedzę. Postanowił sprawdzić czy dobrze odczytał znaki. Przekręcił się na brzuch, przygważdżając Caterinę do materaca. Jego kolano wcisnęło się między gładkie i ciepłe uda. – Sei mia – wychrypiał i ujął jej nadgarstki, rozciągając ją pod sobą. Złamał słaby opór i po chwili usłyszał przeciągły jęk rozkoszy. Wypchnęła biodra, ocierając się o jego biodro, a potem znów spróbowała mu się wywinąć. O tak, nie chciała dominować, ale też nie poddawała się bezwolnie. – Ti adoro! – powtórzył, zaglądając jej w oczy. Patrzyła na niego jakby z niedowierzaniem, że znów jej zapragnął.

– Fabio – jęknęła. – Co ty wyprawiasz? – Jak to możliwe, że tak na nią działał? Stanowczo zbyt szybko odkrywał jej sekrety.

– W łóżku nie ma demokracji – odpowiedział i bezczelnie chwycił zębami jej dolną wargę.

Siłowali się ze sobą chichocząc i dysząc na przemian. Tarzali się w pomiętej pościeli, nie zważając na to, że kilka razy omal nie upadli na podłogę z prawie półmetrowej wysokości łóżka. Byli tak zaabsorbowani sobą, że dopiero po dłuższej chwili dotarł do nich dźwięk telefonu.

– O Boże! – jęknęła Katarzyna. – To Karola. Muszę odebrać. – Szarpnęła się, ale Fabio trzymał ją mocno. – Puść mnie, wariacie! – krzyknęła ze śmiechem, wyrywając się i szamocząc. Telefon umilkł, a po chwili odezwał się sygnał sms–a.

– Dlaczego ciągle muszę się tobą z kimś dzielić? – Pociągnął Katarzynę na siebie, tak, że jej twarz znalazła się nad jego szyją. Spojrzała w przód i ujrzała dwoje wpatrzonych w nią orzechowych oczu.

„Dlatego, żebyś ciągle miał niedosyt” – pomyślała – Nie dzielisz się – powiedziała głośno – Tylko pozwalasz mi utrzymywać kontakt z przyjaciółką. – Czuła napierającą na podbrzusze twardość i zdała sobie sprawę, że jeśli naprawdę chce porozmawiać z Karolą musi się ruszyć natychmiast. – To może być coś ważnego – dodała miękko, ocierając się policzkiem o kąt jego żuchwy. Drapał przyjemnie świeżym zarostem. – Nie gól się – poprosiła, zmieniając temat.

Fabio puścił ręce Cateriny i położył dłonie na jej plecach oraz pośladkach, mocniej przyciskając ciało dziewczyny do wzbierającego wzwodu. Tak bardzo jej pragnął. Nie chodziło nawet o seks. Wystarczyłoby mu, żeby leżała na nim albo siedziała obok. Chciał mieć pewność, że może jej dotknąć w każdym momencie, gdy tego zapragnie.

– Pocałuj mnie – powiedział przymykając oczy. – Potem cię puszczę…

Myślał, że muśnie jego wargi i wstanie, ale ona podeszła do sprawy poważnie. Oparła się na łokciach po obu stronach jego szyi i ułożyła wygodnie, siadając na nim okrakiem. Poczuł na podbrzuszu jej wilgoć i ślina napłynęła mu do ust. Liznęła delikatnie wargi Fabia, rozchylając je, potem jeszcze raz i jeszcze, za każdym razem mocniej i głębiej. Wreszcie poczuł jej język sunący po własnym podniebieniu. Delikatne palce dziewczyny przeczesały mu włosy i unieruchomiły głowę, odchylając ją lekko. Wzięła głęboki wdech i zatopiła się w nim, pochłaniała go, ssała i kąsała, aż brakło jej tchu. Nie przerwała jednak pocałunku. Wycofała się nieco, przytrzymując język kochanka zębami i nabrała powietrza, jemu także pozwalając na chwilę wytchnienia. Potem raz jeszcze stopili się w jedną całość. Nie wiedział już, czy to ona całuje jego, czy on ją. Zmysły zawodziły, kiedy tak wpijali się w siebie, napierając językami i ssąc z całej siły. Czuł, jakby tym pocałunkiem brała go w posiadanie, ale on także ją posiadał. Z gardła mężczyzny  dobył się głuchy pomruk. Bezwiednie wbił palce w jej pośladki… Był bliski omdlenia, gdy oderwała usta, ciężko dysząc. Katarzyna wyprostowała się i poczuła, że uciska sobą  długi twardy kształt. Sięgnęła dłonią do tyłu i przesunęła opuszkami po delikatnej aksamitnej skórze. – „Boże, poczuć go bez żadnej bariery, usiąść tak na nim, choć jeden raz…” – Przełknęła ślinę i zamknęła oczy, walcząc z pożądaniem. Zaczęła drżeć na całym ciele. Fabio natychmiast zareagował, przygarniając ją do siebie.

Vieni… – wychrypiał.

Gdyby nie odgłos sms–a, który dobiegł ich uszu, pewnie nie dałaby rady się powstrzymać i nie

opuściliby łóżka przez następne pół godziny. Przytuliła się do Fabia mocno, przywarła do niego, jak gdyby chciała ogrzać się jego ciepłem, a po chwili odsunęła powoli.

– Muszę wstać. – Westchnęła i usiadła obok mężczyzny. Spojrzała na pionowy „maszt” wznoszący się nad jego ciałem i uśmiech rozjaśnił jej twarz.

Allora? – Fabio wsparł się na łokciach i podążył wzrokiem za spojrzeniem Katarzyny. On również uśmiechał się szeroko, mimo, że z jego punktu widzenia sytuacja była jakby mniej zabawna.

Katarzyna szybko sięgnęła po swój telefon.

„To nic pilnego, ale zadzwoń jak będziesz mogła. PS. Przepraszam, jeśli wam przerwałam. Karola”

– Też cię kocham! – zaśmiała się Katarzyna.

– Co to znaczy? – Fabio zmrużył oczy – „Tesz czie koam” – spróbował powtórzyć nieudolnie słowa dziewczyny.

Anch’io ti voglio bene – przetłumaczyła, unosząc głowę.

– Jak wy możecie tak mówić o miłości? – spytał, wydymając usta. – Wasz język jest pełen „sz” i „cz”. Tego się nie da wymówić. – Starał się odegnać od siebie myśli o różnych sposobach pozbycia się wzwodu. Niestety we wszystkich widział Caterinę, a to nie pomagało…

– O, zapewniam cię, że potrafimy… – Spojrzała na niego spod rzęs, takim wzrokiem, że cały jego wysiłek poszedł na marne. Wstał niechętnie i ruszył w kierunku łazienki.

„Swoją drogą” – pomyślał. – „Nie jest źle, skoro reaguję, jakbym miał 20 lat.” – Uśmiechnął się do siebie z zadowoleniem.

Katarzyna uspokoiła oddech na tyle, że mogła rozmawiać nie narażając się na docinki przyjaciółki.

– Karola? Przepraszam, byłam pod prysznicem – zaczęła.

– Chyba wreszcie dobrze się bawisz? – Karolina miała wesoły głos. Nie mogła dzwonić z niczym złym, więc Katarzyna odetchnęła z ulgą. – Jak tam twój przystojny Włoch?

– Świetnie. Uczy się polskiego – zakpiła. – Żartowałam, to raczej niewykonalne – dodała.

– No dobrze. Słuchaj, chciałabym, żebyś sprawdziła, czy przypadkiem nie masz w komórce telefonu do niejakiej Łucji Żurowskiej?

– Nie przypominam sobie…

– Sprawdziłam już w kontaktach w komputerze ale one są twoje, a w komórce Roberta były pewnie jego. Chyba, że to te same?

– O kurde, masz rację! – Katarzyna o mało nie palnęła się w czoło. – Dołożyłam do jego komórki moje numery, ale tych Roberta nie zapisałam w komputerze, dlatego ich nie ma.

– Wiem, bo numer twojej mamy jest przy „mama”. Gdyby to były kontakty Roberta, byłoby Elżbieta albo „mama Kaśki”, nie?

– No dobra, ale kim ona jest? – Katarzyna doskonale wiedziała, że Karolina nie dzwoniłaby, ot tak.

– Dziennikarką. Skontaktowała się jakieś trzy tygodnie temu z Andrzejem w sprawie prawa prasowego i teraz znów się odezwała. – W głosie Karoliny dało się wyczuć podniecenie. – Wcześniej nie przywiązywaliśmy z Andrzejem większej wagi do tego, co mówiła, bo nie mieliśmy pojęcia o dokumentach, telefonach i całym tym gównie! Ale teraz zwróciła się do Andrzeja w sprawie wstrzymanej publikacji. Chciała wiedzieć, czy można jakoś ominąć zakaz.

– No dobra, ale co to ma wspólnego ze mną? – Katarzyna zaczynała się niecierpliwić.

– Ona grzebie w sprawach finansowych waszego szpitala! – wypaliła Karolina. – Napisała artykuł o ustawianiu przetargów ale jej naczelny powiedział, że nie ma dowodów i nie będzie się narażał na proces, więc wstrzymał druk.

– No, nie rozumiem. – Katarzyna wzruszyła ramionami. – Skoro nie ma dowodów, to sprawa jest jasna. Chyba nie myślisz, że ja mogę je mieć? – spytała nagle.

– Nie wiem, ale powiedziała Andrzejowi, że od ponad roku gromadzi materiały, a teraz napisała artykuł. – Karolina umilkła na chwilę. – Nic ci to nie mówi? To zbieżność terminów?

– Kurde! Karola, ty możesz mieć rację. – Katarzyna poczuła, że puls jej przyspiesza. – Nie mówiłaś jej o mnie?

– Oczywiście, że nie! – Karolina prychnęła z dezaprobatą. – Z pismakami trzeba uważać. Mało masz problemów? – spytała. – Zapisz sobie numer i nazwisko. Daj mi znać, jak coś znajdziesz. I… – Zawahała

się. – Kaśka, postaraj się rozbroić tego laptopa, co?

– Postaram się. – Westchnęła. Poranne rozanielenie diabli wzięli. – „To nic” – pomyślała – „wróci wieczorem.” – Karola, jesteś najlepszą przyjaciółką na świecie, wiesz?

– Masz pogodny głos. – Karolina zachichotała. – Jak kiedyś…

– Kocham cię. – Katarzyna cmoknęła powietrze przed telefonem i zamrugała szybko.

– Ja ciebie też…

Fabio stał cicho w drzwiach łazienki i patrzył jak Caterina opuszcza dłonie z telefonem na kolana i unosi głowę, spoglądając w sufit. Cofnął się o krok. Nie chciał, by pomyślała, że ją podgląda. Nie rozumiał, co mówiła, ale w jej głosie słyszał wzruszenie. Dziwnie się poczuł. Jakby to, że mógł ją dotykać, pieścić i kochać się z nią, przestało mu wystarczać. Zapragnął czegoś więcej, czegoś nieuchwytnego, co wydawało mu się w zasięgu ręki, ale nie umiał powiedzieć, co to jest. A może po prostu nie chciał tego nazwać? Otrząsnął się i spojrzał w lustro. Jest dobrze, pomyślał, prostując się. W drzwiach ukazała się Caterina i spojrzała na jego odbicie, z uznaniem kiwając głową.

– Dokąd mnie dziś zabierasz, przystojniaku? – spytała.

– Dubrownik ci odpowiada? – Ucieszył się z wrażenia, jakie na niej zrobił. – Widzę, że tak.

                                                                       ***

Po śniadaniu Fabio zaszył się w pokoju z komputerami, aby popracować w spokoju, a Katarzyna rozsiadła się na plecionej kanapie, ustawionej na zewnętrznym pokładzie, obok jadalni. Właśnie przeglądała kontakty w swojej komórce, kiedy Stefano przyniósł jej jeden z laptopów. Patrzył przez chwilę, jak systematycznie porównuje numery na wyświetlaczu z karteczką, na której zapisała telefon dziennikarki. Problem polegał na tym, że nie znalazła w wykazie takiego nazwiska ani imienia.

– Nie prościej w komputerze? – spytał. – Albo wpisz numer w ramce „szukaj” w kontaktach.

– Nie pomyślałam o tym – odparła. – Poza tym i tak muszę zrobić tu porządek, bo mam dwie listy, moją i Roberta, a chcę je połączyć. Tylko, że niektóre numery mają różne nazwy… Wiesz, Stefano, to prawdziwy burdel! – stwierdziła sfrustrowana.

– Daj mi kabel. Zobaczę, co się da zrobić. – Zabrał się spokojnie do zgrywania kontaktów z jej iPhona. Po chwili przekręcił laptop ekranem w stronę Katarzyny. – Proszę. Masz jedną listę obok drugiej. Teraz pójdzie ci łatwiej – dodał z uśmiechem. – Wracam do Fabia, bo będzie zazdrosny – zażartował.

„O mnie czy o ciebie?” – miała ochotę spytać, ale tego nie zrobiła. Za to wpisała numer z karteczki do wyszukiwarki, tak jak jej podpowiedział Stefano.

– O, kurde! O cholera! – Patrzyła na ekran telefonu, nie wierząc własnym oczom. Do wstukanego ciągu cyfr przyporządkowało się imię „Lucjan”.– „ Lucjan to Łucja, logiczne” – pomyślała. Tylko dlaczego nie wpisał po prostu jej imienia? Najwyraźniej Robert znał tę dziennikarkę ale nie chciał, żeby ktoś o tym wiedział. A tym kimś mogła być tylko jego żona, bo przecież nikt inny nie miałby dostępu do telefonu. Chyba, że zabezpieczał się na wypadek kradzieży? Katarzyna za wszelką cenę próbowała sobie wmówić taką właśnie opcję. Wybrała numer Karoliny.

– No i co? – spytała przyjaciółka bez zbędnych wstępów. – Masz coś?

– Nie uwierzysz! – Katarzyna opowiedziała szybko, co odkryła.

– Czyli możemy założyć, że przynajmniej raz ze sobą rozmawiali – stwierdziła Karolina. – Poza tym, on to ukrywał…

– No, tego nie wiemy – obruszyła się Katarzyna, choć coś jej mówiło, że Karola ma rację. Słuchała jej wywodów na temat przyczyn dla których Robert mógł trzymać w tajemnicy znajomość z dziennikarką, przeglądając jednocześnie listy kontaktów. – Zaczekaj chwilę – przerwała jej. – Coś mi tu nie pasuje. Anna Luiza to matka Roberta, ale miał też osobny kontakt „matka” z numerem, który na mojej liście pasuje do hasła „mama Roberta”, więc, kto to jest Anna Luiza?

– Wiesz co? Podaj mi numer, to sprawdzę. – Karolina zaczęła czymś szeleścić, a Katarzyna przyglądała się ciągowi liczb. Wyglądał znajomo.

– A niech to! – wykrzyknęła nagle – Karola, chyba mam login i hasło. Wpisz „Annaluiza” albo „AnnaLuiza” i mój stary numer telefonu od końca, czyli 965288596. Przed numerem powinna być jeszcze litera, więc wpisz A albo L – gorączkowała się.

– No dobra, ale muszę odpalić twojego laptopa. Zaraz oddzwonię. – Przyjaciółka rozłączyła się.

Katarzyna nie mogła się doczekać, więc zaczęła nerwowo ponownie przeglądać kontakty Roberta. Co jeszcze kryła jego komórka? Przejrzała zdjęcia, notatki, kalendarz, a nie przyszło jej do głowy, że zapisał hasła w taki banalny sposób. No, ale wtedy nawet nie wiedziała, że powinna czegoś szukać, albo raczej nie wiedziała, jak się do tego zabrać. – „Ciekawe, czy się uda?” – myślała. Aż ją korciło, żeby pobiec do Fabia. Wstała. Nie! Usiadła. Trzeba poczekać, bo to może być fałszywy alarm. Znowu wstała. Zaczęła nerwowo chodzić w tę i z powrotem przez całą szerokość pokładu.

– Podać pani coś? – Aż podskoczyła. Andrea patrzyła na nią wyczekująco. – Może drinka albo kawę?

– Nie, dziękuję – odparła szybko. – Albo poproszę sok, wszystko jedno jaki – powiedziała z uśmiechem. Zmusiła się aby usiąść. Dlaczego to tyle trwa? Popatrzyła na mijaną właśnie wyspę. Ogromne, spękane płyty skalne, porośnięte karłowatą roślinnością, a na grzbiecie kamiennego ostrowu bujna czupryna zieleni. – „Boże” – pomyślała – „Ludzie płacą za możliwość podziwiania tego, a ja ślęczę przy komputerze, zamiast rozkoszować się widokiem.” – Poczuła się oszukana przez los. Miała spędzić beztroskie szalone wakacje, a tymczasem… Westchnęła. Najdziwniejsze było to, że Fabio się na to godził i nawet przez chwilę nie dał jej odczuć, że może mu to przeszkadzać. Właściwie, gdyby nie spotkanie z nim i Stefano, pewnie nadal tkwiłaby w nieświadomości. Jak to się zaczęło? Chyba rozmową ze Stefano…? Usłyszała sygnał komórki.

– Udało się! – Karolina prawie krzyknęła. – „Annaluiza” i numer, bez dodatkowych liter. Co teraz? Weszłam w dokumenty, ale wszystko wygląda normalnie. Otwieram po kolei foldery, ale to są wasze pliki, które można było otworzyć już wcześniej.

– Przeglądaj je. – Katarzyna aż drżała z emocji. – Zaraz poproszę Stefano, żebym znowu mogła zobaczyć wszystko na moim laptopie. Przejrzałam wszystko tyle razy, że prędzej się zorientuję. – Rozłączyła się. Wzięła komputer pod pachę i już miała wejść na schody, gdy przypomniała sobie o soku. Poprosiła Andreę o przyniesienie napojów dla wszystkich i poszła na górę. Fabio i Stefano siedzieli w kącie pokoju, pochyleni nad ekranem i pogrążeni w rozmowie. Mimo, że trudno jej się było opanować, usiadła cicho w fotelu na zewnątrz, czekając aż skończą albo przynajmniej nie będą tak zajęci. Po kilku minutach usłyszała kroki i grzechotanie kostek lodu. Nadchodziła Andrea. – Zostaw to tutaj – poprosiła wskazując mały stolik obok fotela. – Nie będziemy przeszkadzać…

– Długo tu siedzisz? – Fabio stał w drzwiach. Nie usłyszała jak je odsuwał.

– Nie, kilka minut. Nie chciałam przeszkadzać…

– Nigdy mi nie przeszkadzasz. – Dotknął wierzchem dłoni jej policzka. – Coś się stało?

– Otworzyłam laptopa, mam hasło! – Nie mogła powstrzymać emocji. – Chciałam poprosić Stefano o pomoc, ale byliście zajęci…

– Daj spokój, wystarczyło powiedzieć. Dla ciebie zawsze mam czas. – Wziął od Katarzyny komputer i podał go szefowi ochrony. – Trafiłaś tam na coś interesującego?

– No właśnie nie wiem – stwierdziła, trochę zaskoczona jego słowami. – Karolina szuka, ale ja to zrobię szybciej. Poza tym – dodała – nie jestem pewna, co możemy tam znaleźć. – Nagle uświadomiła sobie, że nie zapytała, ile lat ma ta dziennikarka, ani jak wygląda. Poczuła się jakoś nieswojo. Uruchomienie wszystkiego potrwało kilka minut. W tym czasie Fabio zdążył jej powiedzieć, że będą mogli zwiedzić Dubrownik zaraz po lunchu, a wieczorem mają zarezerwowany stolik w restauracji. – Gotowe! – Stefano zwolnił krzesło przed laptopem, z ekranu którego machała do nich Karolina.

De Luca usiadł z boku i obserwował jak Caterina w skupieniu przegląda kolejne foldery. Prawie czuł jej napięcie, choć na pozór wydawała się całkiem spokojna. Otwierała i zamykała dokument po dokumencie, od czasu do czasu wymieniając krótkie uwagi z przyjaciółką. Tamta wykazywała się zdecydowanie mniejszym opanowaniem i Caterina co chwila musiała ją uciszać. Powoli zaczynał rozumieć, dlaczego tak doskonale się dogadywały. Karolina to typowy ekstrawertyk, mówiła dużo i głośno, zupełnie jak kiedyś on sam. Caterina była spokojniejsza, choć potrafiła też reagować żywiołowo. Tylko że ta jej żywiołowość cechowała się elegancją, jeśli można tak powiedzieć. Zachowywała się jak dama, która chwilami pozwala sobie na wybuch emocji, ale nawet wtedy robi to w sposób dystyngowany. Tak, to słowo opisywało ją idealnie… Mógł teraz oglądać młodą kobietę bez przeszkód, tak pochłonęła ją praca. W ciągu tych kilku dni które spędzili na morzu jej skóra nabrała złocistego odcienia, zauważył też drobne żyłki prześwitujące na nadgarstkach i pod oczami. Ze zdziwieniem odkrył, że drobne zmarszczki, które miała w tym drugim miejscu jeszcze w Turynie, obecnie prawie zniknęły. Generalnie wyglądała na wypoczętą i… szczęśliwą. Rano, kiedy stał przed lustrem, pomyślał dokładnie to samo o sobie.

– OK, tu nic nie ma. – Katarzyna przeszła na angielski. Wyciągnęła w górę ręce, rozprostowując plecy. – Może wejdę w zdjęcia? – Upiła kilka łyków soku. – Jaka szkoda, że nie mogę cię tym poczęstować – Spojrzała na Karolinę i zagrzechotała kostkami lodu.

– Też żałuję, że mnie tam nie ma. – Karola mrugnęła do niej unosząc brew w podobny sposób, jak robiła to wcześniej Katarzyna i zachichotała – Dawaj! Otworzę ci „obrazy”… O kurde!

Folder nosił nazwę „Lucjan”. To nie mógł być przypadek. Katarzyna pochyliła się w przód, wpatrując się w ekran, na którym ukazały się skany dokumentów i kilka zdjęć.

– Co to jest? – spytał Fabio, który natychmiast zauważył zmianę, która zaszła na twarzy dziewczyny.

– Chyba jakieś specyfikacje i umowy, ale nie nasze… – Katarzyna przyglądała się liście narzędzi chirurgicznych. – To jest chyba z chirurgii, ale to żadna tajemnica… Karola, otwórz następny. To jest zamówienie na sprzęt do operacji… Wymogi, jakie musi spełniać… Otwórz następny.

– To wygląda na to samo, może kopia…? – odezwała się Karolina, która najwyraźniej też czytała otwierane dokumenty – Nie! Czekaj… to jest opis tego samego sprzętu, ale inaczej ujęty. – Umilkła, jakby się nad czymś zastanawiała. Wyświetliła kolejny dokument. Znów zamówienie i po chwili w kolejnym, następny bardzo podobny opis. Jakby ktoś podpowiadał, jakie warunki ma spełniać sprzęt.

– Karola, otwórz to szare na końcu – Katarzyna przyglądała się dziwnemu skanowi. Była to kartka z notesu, w szarawym odcieniu, na której ktoś odręcznie napisał nazwy aparatów do laparoskopii i obok rozmiary w milimetrach. Pod spodem dodano uwagę: „zaznaczyć taki przekrój i nie inny! Bo cena lepsza u konk. Spr. jedn. i dopisać…” dalej nie dało się odczytać.

– Ty, to są zamówienia publiczne. Przetargi. – Karolina otwierała kolejne dokumenty. – Tylko, skąd Robert to wytrzasnął? On chyba nie zajmował się przetargami?

– A już na pewno nie dla radiologii – prychnęła Katarzyna, oglądając kolejny skan. – Ani dla laryngologii. – Pochyliła się nad ekranem. Wiedziałabym. Ziemek pilnował tego, jak oka w głowie. Nawet my nie mieliśmy nigdy pojęcia, co zamówi.

– Czy możesz pokazać równocześnie zamówienie i opis? – zapytał nagle Fabio.

– Oczywiście – Karolina spojrzała na przyjaciółkę z ekranu laptopa stojącego obok. – Zupełnie zapomniałam, że jesteście tam razem. – Zaśmiała się nerwowo.

Fabio kiwnął na szefa ochrony i zaczęli porównywać kolumny liczb w obydwu dokumentach. Po chwili Stefano poprosił, aby Karolina pokazała mu także pozostałe opisy, kartka po kartce. Było tego sporo i wszystko dotyczyło sprzętu medycznego. Katarzyna tłumaczyła kolejne pozycje na włoski.

– Ktoś okazał się nieostrożny – powiedział w końcu z uśmiechem Stefano, stukając palcem w ekran. – Nie wiem, jakie macie w Polsce przepisy, ale chyba firma produkująca sprzęt nie powinna podpowiadać jak napisać zamówienie, żeby jej produkt wygrał. – Przyglądali się małemu logo w rogu kartki.

– Wydrukowali opis na firmowym papierze? – Fabio gwizdnął przez zęby. – Idioci!

– O czym ty mówisz? – Katarzyna próbowała zrozumieć, dlaczego miało to takie znaczenie.

– O „ustawianiu” przetargów – powiedział wreszcie Fabio. – Składasz zamówienie na drogi sprzęt, więc chcesz mieć dobre urządzenie za dobrą cenę. Firma chce sprzedać ci dobry aparat za większe pieniądze, albo gorszy za cenę, którą gotowa jesteś zapłacić, czy tak?

– To logiczne – odpowiedziały mu chórem. – I legalne – dodała Karolina.

– A co się stanie, jeżeli firma powie ci, że da część pieniędzy tobie, jako osobie prywatnej, pod warunkiem, że kupisz jej droższy sprzęt? – spytał.

– Nic, bo nie wygra przetargu – odparła Katarzyna. – Chyba, że… – zastanowiła się.

– Chyba, że wpiszesz takie wymogi, że tylko ona może wygrać – dokończył za nią Fabio.

– Cholera, jeśli to prawda, to trzymamy w rękach bombę! – Karolina aż sapnęła. – Czyli ta dziennikarka mogła mieć rację, tylko nie znała tych dokumentów. Myślicie, że wiedziała o ich istnieniu?

– Albo wiedziała, albo przynajmniej się domyślała. – Głos Katarzyny zabrzmiał głucho. Czuła w jakiś sposób, że tamta Łucja jednak wiedziała i wcale jej się ta myśl nie spodobała. Jeszcze mniej ucieszyła się z tego, co odkryła w swoim laptopie. Nie chodziło nawet o to, że Robert ukrył przed nią sam fakt posiadania dokumentów, ale o to, czego dotyczyły. Nie miała wątpliwości, że zarówno dyrektor szpitala jak i jej ordynator tkwili po uszy w tym, co Fabio nazwał „ustawianiem” przetargów. Pytanie tylko, kto jeszcze i na jaką skalę? – Karola, zachowaj to dla siebie póki nie wrócę, dobrze? – poprosiła.

– Jasne, a mogę pogadać o tym z Andrzejem? On się lepiej czuje w sprawach gospodarczych. Może ocenić, ile to jest warte. – Karolina jeszcze raz przejrzała skany, a potem przeszła do folderu „zdjęcia”, otwierając kolejne foldery z nazwami jakichś zabiegów.

– Dobrze, pogadaj z mężem i ewentualnie z Olkiem, jeśli chcesz, ale dyskretnie. Nie wiemy w jaki sposób Robert zdobył te pliki. – Na samą myśl, że także on mógłby być zamieszany w to wszystko w jakikolwiek sposób, Katarzynie robiło się niedobrze. Może im pomagał nie wiedząc, że to nielegalne i kiedy się zorientował, postanowił iść na policję? Tylko po co ta skrzynka? Wyglądało na to, że chciał to raczej przekazać prasie. Może tej dziennikarce? Katarzyna przyglądała się zdjęciom wykonanym w trakcie zabiegów. Niektóre prezentowały się dość obrzydliwe.

– Łeee! Co za ohyda! – Karolina szybko zamknęła folder. – Po co on to cykał?

– A jak się inaczej nauczyć? – Katarzyna czasem zapominała, że takie widoki mogą robić nieprzyjemne wrażenie. Spojrzała na Fabia, ale ten przypatrywał się zdjęciom beznamiętnie, pogrążony w myślach. Spojrzała na ekran – Otwórz „inne” – poleciła.

Znalazły tam kilka zdjęć i Karolina zaczęła je kolejno otwierać. Pierwsze przedstawiało ich dom, a właściwie jego zarys, bo zdjęcie było nieostre, kolejne chyba jakąś tablicę rejestracyjną, ale też niewyraźną, a jeszcze następne rozmazaną postać czarnowłosej dziewczyny. Na pierwszym planie jej dłoń zasłaniała twarz, jak gdyby nieznajoma nie chciała dać się sfotografować. Na serdecznym palcu nosiła grubą obrączkę z turkusowymi kwadracikami. Katarzyna przyjrzała się dokładnie zdjęciu. Nie miała pojęcia, kim jest ta kobieta, ale wnętrze wydało jej się znajome.

– Pokaż następne – poprosiła.

Wglądało to jak kolejna klatka poprzedniego zdjęcia. Dziewczyna wyszła nieostro, ale za to lepiej widoczny był fikuśny żyrandol nad jej głową. Z pewnością Katarzyna już go gdzieś widziała. Kolejne zdjęcia Robert zrobił na jakimś wykładzie i przedstawiały schematy oraz wykresy, które zupełnie jej teraz nie interesowały. Poczuła na ramieniu ciepłą dłoń Fabia.

– Zapytaj, jak wygląda dziennikarka – powiedział szeptem po włosku.

– Jak wygląda ta dziennikarka? – spytała i sięgnęła po sok. Nagle zaschło jej w gardle.

– Nie widziałam jej, ale zawołam Andrzeja – rzuciła niechętnie Karolina. Wstała od komputera i usłyszeli jej oddalające się kroki.

Fabio przysunął się do Cateriny i dotknął nosem jej policzka. Jeśli miała odkryć, że jej mąż nie był z nią szczery także w innych sprawach, to lepiej, by to się wydarzyło teraz, kiedy on sam stał tuż przy niej. Siedziała cicha, wpatrzona w zdjęcie, nawet oddech miała płytki, jakby się bała wydać głośniejszy dźwięk. Tak bardzo pragnął jej okazać, że ją wspiera, że jest blisko…

– Cateri’ – szepnął. – Popatrz na mnie.

Odwróciła głowę i spojrzała mu w oczy. Serce się ścisnęło, gdy napotkał jej wzrok. Chciał coś powiedzieć, ale nie znalazł odpowiednich słów. Uniósł brodę dziewczyny, pocałował ją w usta. Przyłączyła się nieoczekiwanie i z pasją, która go zaskoczyła. Usłyszeli kroki, Caterina odsunęła się szybko.

– Cześć! – Andrzej pomachał do nich z ekranu. – O, dzień dobry – dodał zaskoczony, widząc Fabia. –

Andrzej Lis – przedstawił się, zanim zdążyła to zrobić Katarzyna

– Fabrizio De Luca, miło mi. – Fabio uśmiechnął się swobodnie.

– Czy możesz spojrzeć na to zdjęcie? – Katarzyna odzyskała głos.

– Niewiele na nim widać – stwierdził Andrzej przekrzywiając głowę. – Ale miejsce jakby znajome. To może być ta Łucja. Jest trochę od nas młodsza, szczupła, ciemne włosy, ale chyba krótsze.

– Włosy można obciąć – stwierdziła cierpko Katarzyna. – Zobacz poprzednie, widać na nim obrączkę.

– Aż tak się nie przyglądałem. – W głosie Andrzeja dało się usłyszeć wahanie. – Nie mogę powiedzieć z całą pewnością, ale to możliwe. Poza tym kogo innego mógłby fotografować w ten sposób. Auuu! – spojrzał w bok. – Przepraszam.

„Czyli oni też uważają, że Roberta coś z nią łączyło” – pomyślała Katarzyna z niechęcią. Z drugiej strony, skoro zamierzał dać tej kobiecie taki materiał, to musiał ją znać i poznać na tyle, by jej zaufać. – „To, że zrobił zdjęcie, nic nie znaczy” – postanowiła w duchu. Robert co prawda nie powiedział o dokumentach jej samej, ale z pewnością zrobił to dlatego, że nie chciał martwić żony, albo też pragnął ją ochronić. Odchyliła głowę i wzięła głęboki wdech.

– Andrzej, spróbuj wybadać sytuację – poprosiła już całkiem spokojnie. – Pogadaj z nią. Wypytaj… Wiem, że to potrafisz. – Zastanawiała się przez chwilę. Co zrobiliby policjanci, gdyby dostali te dokumenty? Nie miała pojęcia. A jeśli wśród nich będzie ten, który dał jej numer autorowi sms–a z groźbą? – Może warto pokazać tej dziennikarce dokumenty? – spytała ostrożnie.

– Spokojnie – Andrzej mrugnął do Katarzyny z ekranu laptopa. – Zorientuję się, czy można jej zaufać. Tak czy inaczej, nie może wyjść na jaw, od kogo te pliki dostała. – To akurat było oczywiste.

– Kaśka! Cholera! Co Ty wyprawiasz? – Głos Karoliny brzmiał gniewnie. – Nie powinnaś czasami skontaktować się z policją?

– Nie! – odparła zdecydowanym tonem. – Poza tym, nie wiemy, kto za tym stoi. Mamy tylko przypuszczenia, których nie można udowodnić. Jak widzisz, nikt się na tym nie podpisał – dodała z sarkazmem. – Jeśli dam to policji może się okazać, że nasz pan dyrektor dostanie cynk i jakoś się wywinie. Nie zdziwiłabym się też, gdyby w ogóle nic się nie stało. Przecież wszyscy wiedzą, że kontrakty są „podkręcane”, a nie przypominam sobie, żeby NFZ przyszedł to kontrolować. W szpitalu robi się kosztowną diagnostykę prywatnych pacjentów, ale w papierach jest porządek. Z tym może być podobnie…

– Ale w ten sposób to ty się narażasz! – Karolina odepchnęła Andrzeja i spoglądała teraz z ekranu laptopa zdecydowanym wzrokiem. – Fabio, powiedz jej…

– Nie mieszaj w to Fabia – burknęła po polsku. – Poza tym, co mam do stracenia? Pozycję? Pracę? – spytała już po angielsku i popatrzyła na Karolinę z politowaniem. – Nie mam niczego, dla czego warto byłoby rezygnować. Zresztą, nie martw się – dodała po chwili, już pogodniej. – Na razie to tylko pomysł. Obiecuję, że razem podejmiemy decyzję, co z tym zrobić. Najważniejsze, żeby dowiedzieć się jak najwięcej o Robercie, a jednocześnie… – Westchnęła. Musiała im wyjaśnić, co ją gnębiło. – Nie chcę zniszczyć jego dobrego imienia, rozumiecie?

– Ja rozumiem. – Teraz to Karolina westchnęła ciężko.

– No dobra, dziewczyny. – Andrzej przejął inicjatywę. Najwyraźniej miał dość. – Nie wiem, jak wy, ale ja umieram z głodu…

Katarzyna uświadomiła sobie, że obaj towarzyszący jej mężczyźni pewnie z radością poszliby w jego ślady. Mogła przecież obejrzeć to jeszcze raz po lunchu. Poprosiła Andrzeja o przesłanie wszystkiego na maila, ale Stefano kategorycznie tego zabronił. Podał inny adres i poradził przesyłkę z adresu kancelarii, a nie prywatnego. Dopiero po tych ustaleniach pożegnali się i ruszyli do jadalni. Fabio nie sprawiał wrażenia skorego do rozmowy, mogła więc spokojnie zebrać myśli. Ufała bezgranicznie Karoli i Andrzejowi, podobnie Olkowi i Baśce, ale czy mogła zaufać tej dziennikarce? Z drugiej strony, przyszło jej do głowy, że gdyby dziewczyna wiedziała o dokumentach, które miał Robert, prawdopodobnie starałaby się je od niej wydobyć po śmierci męża, a tymczasem, nawet nie próbowała się nawet skontaktować…

– Pozwolisz mi się w to włączyć? – Fabio spojrzał na nią poważnie znad stołu. – Nie zrobię niczego bez twojego pozwolenia, obiecuję. Po prostu chcę pomóc.

– Dlaczego? – Jakoś nie mogło jej się pomieścić w głowie, że facet którego znała od niespełna dwóch tygodni chce się zająć podobnymi sprawami i to  z takim zaangażowaniem.

– Bo Stefano i jego koledzy poruszają się w internecie jak koty, a my oboje jak nosorożce. Zostawiamy masę śladów, a to wszystko może nie być do końca legalne! – W głosie Fabia dała się wyczuć nutka zniecierpliwienia. – Bo mnie na to stać! – dodał. – Mogę zapłacić za to, żeby inni zrobili nieprzyjemne rzeczy za nas… – Uniósł dłoń, widząc, że Katarzyna próbuje zaprotestować. – Lubię Stefano, ale wolę spędzić czas z tobą, więc pozwól mu pracować. Jesteś moim gościem, pamiętasz? Chcę ci pokazać miasto, chcę żebyś zapomniała na chwilę o tym burdelu, w który wpakował cię twój mąż i chcę, żebyś robiła przez najbliższe dwa dni rzeczy, które sprawią ci przyjemność, a nie te, które musisz…

– Dobrze – odparła, gdy przerwał, by nabrać powietrza. Nie chciała słuchać, że Robert w cokolwiek ją „wpakował”. Nie z ust Fabia.

– Zgadzasz się? – Niedowierzanie odmalowało się na jego twarzy. – Tak po prostu się zgadzasz?

– Tak, zgadzam się. – Umilkła na chwilę, gdy Andrea postawiła przed nimi jakąś niesamowicie kolorową sałatkę. – Po prostu nie chciałam cię w to jeszcze bardziej wplątywać. To coś z mojej przeszłości, co powinnam załatwić sama, ale masz rację… – Znów przerwała, gdy Andrea wróciła z kolejnym półmiskiem i butelką białego wina. – Stefano zrobi to lepiej, a poza tym, chyba faktycznie nie jestem takim gościem, jakiego chciałbyś tu mieć…

– Cateri’ – prawie krzyknął, wznosząc w górę obie ręce. – Jesteś najbardziej zaskakującą i niedowartościowaną kobietą, jaką w życiu poznałem.

Spojrzała, zaskoczona jego gwałtowną reakcją.

– Prawdę mówiąc – zaczęła. – To pomyślałam, że zajmujesz się rozwiązywaniem moich problemów, zamiast mieć przyjemne wakacje, których przecież chciałeś… – Uśmiechnęła się blado. – Ale masz rację, trudno mi czuć się wartościową. Nie mogę uwierzyć, że mój mąż nic mi nie powiedział! – Wybuchła nagle. – Ja niczego nie zauważyłam, Fabio. Byłam przy nim, kochałam go i niczego nie zauważyłam! – powtórzyła, załamując ręce. – A najgorsze jest to, że gdybyśmy się nie spotkali, to dalej o niczym bym nie wiedziała. Nie rozumiem, dlaczego nie odkryłam tego wcześniej?

– Bo nie szukałaś… – powiedział już łagodniej.

– A powinnam! – przerwała mu ze złością. Długo hamowane emocje zaczynały wymykać się spod kontroli. – Mój mąż mógł zginąć z tego powodu! – Poczuła nieprzyjemne ukłucie w żołądku. Wyrzuty sumienia? Chyba tak. A wydawało jej się, że nie może już gorzej się czuć.

– Tym bardziej wolałbym, żebyś nie zajmowała się tym sama. – Fabio ujął jej dłoń. – Są od tego odpowiedni specjaliści. Ty potrafisz leczyć ludzi, a nie łapać złodziei. A o innych sprawach pogadamy później. Teraz jedz! – Puścił dłoń dziewczyny i zaczął nakładać na jej talerz sałatkę oraz kawałki szynki z melonem. – Za chwilę będziemy mieli z lewej burty widok na Dubrownik i za nic na świecie nie chcę go stracić… Zrozumiano?

Katarzyna spojrzała na Fabia, jakby zobaczyła go po raz pierwszy w życiu. Przypominał jej w tym momencie ojca. On też potrafił rozkazywać tonem nieznoszącym sprzeciwu, ale w gruncie rzeczy wszyscy wiedzieli, że czynił tak z troski o nich. Jej tato, o ironio, zmarł na raka płuc dwa lata przed Robertem. Nigdy nie palił, więc czuł się bezpieczny i zgodnie z zasadą, że pod latarnią najciemniej, nie robił sobie żadnych badań radiologicznych, choć wymagał tego od pacjentów. Kiedy wykryto guz, ten miał wielkość pięści. Zrobili z Robertem wszystko, co było w ich mocy, ale po czterech miesiącach przegrali walkę. Mama nadspodziewanie dobrze to zniosła, jeśli można użyć w tym przypadku podobnego sformułowania. Nagle, w wieku sześćdziesięciu dwóch lat, odkryła w sobie zdolności organizacyjne i zaczęła aktywnie działać na Uniwersytecie Trzeciego Wieku. Radziła sobie zdecydowanie lepiej niż córka w podobnej sytuacji.

– Jedz! – Usłyszała i uniosła gwałtownie głowę. Fabio patrzył na nią wyczekująco. Nabiła kawałek szynki z melonem na widelec i wsunęła do ust. Ze zdziwieniem odkryła, że docenia przyjemny smak przekąski, choć przed chwilą mogłaby przysiąc, że jedzenie będzie jej obojętne. – „Ja chyba nie jestem całkiem normalna” – pomyślała.

***

Kiedy dobijali do nabrzeża, Katarzynie udało się odegnać ponure myśli. Podczas opływania Dubrownika, Fabio opowiadał jej o mieście, zniszczeniach wojennych i odbudowie. Pokazywał dachy, odznaczające się mocniejszym odcieniem ceglastoczerwonej nowej dachówki. Nad wszystkim górowała twierdza, wsparta fundamentami na skałach wysuniętych w morze. Za nią rozciągało się miasto z jasnego kamienia. Z daleka widok zapierał dech w piersiach i Katarzyna po raz pierwszy poczuła, że nie tylko Fabia będzie jej brakowało. Sposób w jaki spędzali czas okazywał się fascynujący. Niby mogła zobaczyć to samo wykupując wycieczkę w biurze podróży, ale posiadanie jachtu z załogą, motorówki, a przede wszystkim Stefano, który dbał, by mieli wszystko zorganizowane i zarezerwowane, było luksusem, jakiego sobie wcześniej nie wyobrażała. Czuła się rozpieszczana na każdym kroku i musiała przyznać, że to mogło uzależnić. W porcie czekał już przewodnik, który poprowadził ich do wejścia na mury. Ruszyli spacerem dokoła miasta, oglądając je z góry. Katarzyna co chwila przechylała się, by zajrzeć na maleńkie balkony przyklejone na podobieństwo jaskółczych gniazd do fasad budynków, albo też na przestronne tarasy ze stołami, grillami i huśtawkami. Niekiedy tarasy te ocieniały figowce lub platany, wyrastające wprost spomiędzy kamieni, którymi wyłożono posadzkę. Stefano szedł kilka kroków za nimi, od czasu do czasu robiąc zdjęcia im samym, albo miejscom wskazanym przez Katarzynę. W pewnej chwili zauważyła wąską zapuszczoną uliczkę, w poprzek której rozciągnięto sznury. Suszyły się na nich obrusy i prześcieradła.

– Jak we Włoszech. – Fabio podążył za jej wzrokiem. – Jak byłem mały, jeździłem do dziadków do Kalabrii. Tam jest pełno takich miejsc jak to. – Westchnął.

– Dubrownik, jak i kilka innych miast na wybrzeżu, pozostawał przez wiele lat pod silnym wpływem Wenecjan – zaczął przewodnik. Przez dłuższą chwilę opowiadał im historię miasta. Katarzyna była pewna, że Fabio doskonale ją zna, ale o dziwo stał i słuchał z zainteresowaniem.

– Nie mów, że słyszysz to po raz pierwszy – syknęła, gdy przewodnik poprowadził ich dalej, w kierunku twierdzy.

– Nie wszystko, ale część tak – odparł. – Nigdy nie zwiedzałem Dubrownika z przewodnikiem– przyznał. – Właściwie, to w ogóle nigdy nie zwiedzałem tego miasta. – Wzruszył ramionami. – Nie miałem z kim – dodał.

„Akurat” – pomyślała Katarzyna – „A te wszystkie panny?” – Spojrzała ukradkiem w stronę Fabia. Szedł obok niej, zamyślony, z rękami wsuniętymi częściowo do kieszeni. Może mówił prawdę? Może nie chciały zwiedzać miasta? A jego siostra albo mama?

– Alessandra albo twoja matka nigdy ci nie towarzyszyły? – spytała, siląc się na obojętny ton.

– Były tu razem, ale nie za mną – odparł. – Potem już nie… – Przerwał i zastanowił się. Tak naprawdę, nie czuł potrzeby pokazywania miasta komukolwiek, ani tego, ani żadnego innego. To obecność Cateriny go sprowokowała. Najpierw pokazał jej Wenecję… Fakt, że pobieżnie, ale jednak. Zrobił to niejako na życzenie gościa, ale dobrze się przy tym bawił. Zwiedzanie kolejnego miasta stało się więc jakby naturalnym następstwem… Co jeszcze chciał jej pokazać? Mediolan? Rzym? Neapol? Kiedy…?

– Ja też jeździłam do dziadków – powiedziała nagle Katarzyna. – I też pamiętam małe miasteczko oraz wąskie ulice z małymi domkami. Mieszkali blisko niemieckiej granicy. Moja mama się tam wychowała, a potem zamieszkała w Warszawie z tatą – dodała.

– Nadal tam mieszka? – spytał, patrząc przed siebie.

– Tak. Na Saskiej Kępie. – Uśmiechnęła się na samo wspomnienie. – To taka stara, cicha dzielnica. Uwielbiam to miejsce, moja mama też… – Zamyśliła się. – Czasem myślę, że fajnie byłoby wrócić do Warszawy. Tylu moich znajomych ze studiów zostało, a ja, rodowita Warszawianka, uciekłam. Myślę, że ojciec nigdy do końca nie zrozumiał, dlaczego to zrobiłam.

– A dlaczego to zrobiłaś? – Fabio przyglądał jej się z uwagą – Bo chciałam do wszystkiego dojść sama, bez pomocy nazwiska mojego ojca, bo mój mąż chciał wyjechać, bo… sama nie wiem. – Wzruszyła ramionami. – Czułam się samotna na początku. Dobrze, że poznałam na studiach Karolę i Andrzeja. To grupa fantastycznych ludzi. – Uśmiechnęła się do siebie. – Robert, oni, Baśka, Olek… – Pokręciła głową. – Niesamowici byli.

– Byli?

– Wiesz, jak to jest. Praca, nauka, dzieci… – Rzuciła mu smutne spojrzenie. – W tym roku wybraliśmy się na pierwszy wspólny wyjazd od lat. Gdyby nie śmierć Roberta, pewnie by się nie zmobilizowali… Ja na pewno nie. Chyba wszyscy poczuliśmy, że czas ucieka i już nie wraca. Niektórych rzeczy nie można odkładać na później. – Machnęła ręką. – Nie mówmy o tym. Opowiedz mi o twoich dziadkach – poprosiła.

– Mieszkali w niewielkim miasteczku, Corigliano Calabro, w dużym domu otoczonym drzewami pomarańczowymi i winnicami. Z okien na piętrze widać było morze. Ten dom wciąż jest w rodzinie, tak samo jak winnice. Mieszka w nim brat mojej matki. – Fabio uśmiechnął się. – Ona też wyjechała do męża, jak twoja, ale nie chciała zostać w Turynie. Mieszka w Mediolanie, niedaleko Alessandry, a teraz właściwie u niej.

– Jesteś do niej podobny?

– Do matki? Z usposobienia tak, z wyglądu raczej nie. – Spojrzał na Katarzynę znad okularów przeciwsłonecznych. Alessandra zawsze powtarzała, że ma charakter południowca, jak dziadek. Tylko, że przez ostatnie lata musiał go porządnie przytemperować, jeśli chciał robić interesy w branży nieruchomości. Tylko prywatnie mógł sobie pozwolić na „bycie sobą”, choć też nie zawsze… – Dlaczego pytasz?

– Bez powodu – odparła, przechylając głowę na bok i przyglądając mu się z lekkim uśmieszkiem. – Po prostu Vanessa jest tak strasznie do ciebie podobna… Byłam ciekawa. Widziałam w twoim domu zdjęcie Alessandry i zastanawiałam się, kto jest do kogo podobny.

No tak, przecież mieszkała u niego przez chwilę, a w willi pełno było zdjęć Alessandry i Vanessy, i matki… – „Nawet nie oprowadziłem jej jak należy” – uświadomił sobie nagle. Nie przyszło mu do głowy, by to zrobić. Nie czuł wtedy potrzeby…

– Co się dzieje? – Przyjrzała mu się podejrzliwie. – Masz ten dziwny wyraz twarzy…

– Nic, po prostu cieszę się, że jesteśmy tu razem. – Objął Katarzynę w pasie i przyciągnął do siebie. Szli dalej przytuleni, słuchając przewodnika. – Jeśli chcesz powłóczyć się po mieście, to jest taka możliwość. – Fabio zerknął na zegarek. Katarzyna zauważyła, że nosił stale ten sam, pozbawiony ozdób, a jednocześnie elegancki. Pasował doskonale zarówno do garnituru jak i do prostych letnich strojów. No, ale prawdopodobnie nie był to wyrób seryjny. – Zarezerwowałem nam miejsce parkingowe blisko restauracji – powiedział, wskazując Stellę Marinę manewrującą u wejścia do portu. – Jeśli popatrzysz teraz tam. – Wskazał ręką półokrągły fragment zwieńczenia murów, na którym ustawiono stoliki z czarnego szkła z krzesłami obitymi białą skórą, a obok nich nowoczesne białe lampy i drzewka oliwkowe w donicach. – To zobaczysz miejsce, gdzie zjemy kolację – dokończył.

– Fabio, czy jest coś, czego nie potrafiłbyś zorganizować? – Caterina spojrzała na niego tak, jak czasem patrzyła Vanessa, gdy odkrywała pod choinką wymarzone prezenty. Poczuł się z tym naprawdę dobrze. – Rozpieszczasz mnie – dodała miękko i pocałowała go w policzek. Zauważyła, że przewodnik obdarzył ich ciepłym uśmiechem, kiedy się żegnali. Ruszyli schodami w dół, a następnie zagłębili się w plątaninę ulic i placyków. Wszędzie było tłoczno i gwarnie. Wokół rozbrzmiewały fragmenty rozmów w najróżniejszych językach. Przeplatały się i nakładały na siebie, tworząc oszałamiającą mieszankę. Po kilku zakrętach Katarzyna całkowicie straciła orientację, a gdy się obejrzała, zauważyła, że straciła również z oczu Stefano. Szła więc potulnie za Fabiem, który trzymał ją cały czas za rękę. W pewnej chwili uliczka rozszerzyła się w placyk z niewielką fontanną. Na jej brzegu siedziało kilkoro młodych ludzi z lodami w rękach.

– Chodźmy na lody – powiedziała i pociągnęła Fabia w stronę niewielkiej lodziarni.

– Usiądźmy przy stoliku i zamówmy. – Przytrzymał jej dłoń i wskazał maleńkie stoliczki ustawione wprost na białych lśniących kamieniach, którymi wybrukowano placyk.

– Potem. – Upierała się Katarzyna. – Tam przyniosą nam pucharki, a ja chcę w rożku.

Fabio westchnął z rezygnacja i poszedł za dziewczyną. Rozchmurzył się jednak, kiedy ta rozsiadła się naprzeciw niego przy stoliczku i zaczęła ze smakiem oblizywać wiśniowo–jogurtowe lody. Okrążała je zgrabnie językiem, wywołując u Fabia jednoznaczne skojarzenia. Zastanawiał się, czy zrobiła to specjalnie, czy rzeczywiście miała ochotę się ochłodzić.

– Muszą być pyszne, skoro tak się do nich zabierasz – powiedział wreszcie, nie spuszczając z oczu jej języka.

– Nawet sobie nie wyobrażasz. – Wyszczerzyła zęby w uśmiechu.

„Coś ty mi zrobiła, kobieto? – pomyślał, czując wzbierające w nim pożądanie. Nawet nie zauważył, kiedy kelner przystanął obok ich stolika. Ceterina objęła ustami koniuszek loda i Fabio musiał przełknąć ślinę, by móc zamówić kawę. – Dawaj te lody, bo za chwilę zjem cię razem z nimi – sięgnął po rożek, ale Caterina cofnęła rękę i przygryzła dolną wargę.

– Czy masz na myśli coś nieprzyzwoitego? – spytała mrużąc oczy.

– Zgadnij. – Spojrzał wymownie w dół. Lekko się zarumieniła, ale nie spuściła tym razem wzroku. Tak jak przypuszczał prowokowała go… – „Gdybym mógł w tej chwili zrobić użytek z tego, co mam w kieszeni…” –pomyślał, dotykając bezwiednie małej foliowej torebeczki. Nagle jego telefon zawibrował. Fabio rzucił okiem na ekran. Dzwoniła asystentka, której uprzednio polecił odezwać się niezwłocznie w sprawie dwóch kamienic w centrum Barcelony. – Muszę odebrać, wybacz. – Spojrzał przepraszająco na Caterinę. Mrugnęła do niego i wskazała sklep z biżuterią obok lodziarni. Kiwnął głową i przeciągnął palcem po ekranie telefonu. – Tak, Lauro – powiedział, odprowadzając wzrokiem Caterinę.

Wchodząc z ulicy do klimatyzowanego pomieszczenia, Katarzyna poczuła nieprzyjemny chłód. Wnętrze olśniewało przepychem witryn, wypełnionych lśniącymi w jarzeniowym świetle wyrobami z drogocennych kruszców. Centralnie ustawiono szklany walec wypełniony diamentami osadzonymi w pierścionkach i kolczykach. Na jego szczycie umieszczono zdjęcie męskiej dłoni wsuwającej na szczupły kobiecy palec pierścionek z brylantem o wyrafinowanym szlifie. Niechętnie odwróciła wzrok od zdjęcia. – „Sezamie otwórz się” – pomyślała i ruszyła w głąb, kierując się do młodziutkiej ekspedientki tkwiącej przy podświetlonym kontuarze. W głębi, przy gablocie z zegarkami stał tylko jeden klient.

– Potrzebuję męską bransoletkę – powiedziała po angielsku Katarzyna, odpowiadając na promienny uśmiech sprzedawczyni. – Czarna lub granatowa skóra, białe złoto. Mam mało czasu – dodała.

– Już podaję. – Dziewczyna odwróciła się do bocznej szuflady i wtedy Katarzyna zauważyła, że mężczyzna od zegarków bacznie jej się przygląda. Przystojny, chyba w podobnym wieku, wyglądał na Włocha. – Mamy dwa modele. – Ekspedientka położyła przed Katarzyną dwa paski skóry ze złotymi zapięciami. Pierwsze było po prostu prostokątem z białego złota, drugie składało się z dwóch nachodzących na siebie kwadracików: lśniącego i matowego. Ten zdecydowanie bardziej jej się podobał.

– Doskonały wybór. – Usłyszała niski głos tuż za plecami. – „Miałam rację, Włoch” – pomyślała.

– Wiem, dziękuję. – Odwróciła się i napotkała parę czarnych oczu. – Proszę odciąć cenę i zapakować. Biorę to – powiedziała z uśmiechem do ekspedientki i podała jej kartę kredytową.

– Niemka? – Nieznajomy spojrzał na logo banku.

– Nie. – Katarzyna podeszła do czytnika kart. – „Facet mnie podrywa” – pomyślała i była to zaskakująco przyjemna myśl. Rzuciła przystojniakowi spojrzenie spod rzęs. Był atrakcyjny, choć nie podobał jej się aż tak jak Fabio – Włoch?

– Zgadłaś! – Zdziwienie zabrzmiało w jego głosie. – Jestem Angelo, a ty? Karoline, Katrin…?

– Nie powiem – rzuciła przekornie, wpisując kod na czytniku.

– Angielka? – Nie rezygnował – Włoszka?

– Nie – odparła. – Dziękuję za poradę. – Uśmiechnęła się do Angelo. Spodobała jej się taka nieustępliwość.

– Proszę, powiedz chociaż jak masz na imię. – Zastąpił jej drogę – Może jeszcze się spotkamy?

– Nie sądzę – odpowiedziała z uśmiechem. – Choć… – Zawiesiła głos. – Wszystko jest możliwe…

Wyminęła szybko rozmówcę, podeszła do drzwi i… wpadła prosto ramiona Fabia.

Perdona mi – pocałował ją w usta.

– Fabio? – Katarzyna usłyszała za plecami głos swego „prześladowcy”.

– Angelo? – Fabio uniósł głowę z wyrazem zaskoczenia na twarzy.

Ecco, potevo aspettarlo (No tak, mogłem się tego spodziewać) – powiedział tamten z czarującym uśmiechem – Incontro una bella donna e lei ovviamente e con te. Mi presenti? (Spotykam piękną kobietę i ona oczywiście jest z tobą. Przedstawisz mnie?)

Ovviamente. (Oczywiście.) – Fabio objął Katarzynę, jakby chciał zaznaczyć, że są razem – Caterina, to

Angelo D’amario, mój przyjaciel. Angelo, to Caterina Pars. – Zauważyła, że ani słowem nie wspomniał, co ich łączy.

Piacere (Miło mi) – powiedziała, wyciągając dłoń do Angelo.

Piacere mio – odparł, przytrzymując dłużej jej palce. – Allora Italiana.

No – uśmiechnęła się lekko. Poczuła, że dłoń Fabia zaciska się lekko na jej talii.

Ti dava fastidio, vero? (Zaczepiał cię, prawda?) – spytał groźnym tonem, uśmiechając się jednocześnie.

No, non e vero. (Nie, to nieprawda.) – Katarzyna potarła nosem policzek Fabia i pocałowała go delikatnie. Spojrzała mu w oczy. – „Ty zazdrośniku” – pomyślała i serce zabiło jej mocniej na tę myśl. Wyszli razem na ulicę i przystanęli, by chwilę porozmawiać. Angelo liczył na wspólną kolację, ale Fabio nie dał się przekonać. – Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy piękna Caterino. –  Mężczyzna obdarzył ją płomiennym spojrzeniem.

– Chyba nie… – odparła Katarzyna z nieodgadnionym wyrazem twarzy.

Pożegnali się i ruszyli przed siebie.

– Wszystko w porządku? – Odniosła wrażenie, że Fabio nie był zadowolony z niespodziewanego spotkania z przyjacielem.

– Podrywał cię? – spytał nagle. Spojrzała na niego zaskoczona. Skąd wiedział? – Podrywał. – Fabio

przygwoździł ją spojrzeniem.

– Próbował. – Zrobiła minę, która miała wyrażać coś pomiędzy znudzeniem, a dezaprobatą i przewróciła oczami. – Bez sukcesu – dodała. – Ale widząc twoją reakcję, czuję się dowartościowana.

Szli teraz szerokim deptakiem, wyłożonym gładkimi płytami z jasnego kamienia. Towarzysz objął Katarzynę ramieniem. W miarę jak zbliżali się do placu, tłum gęstniał. W końcu postanowili skręcić w jedną z bocznych uliczek. Prowadziła do niewielkiego placyku ze stolikami nakrytymi śnieżnobiałymi obrusami. Ustawione na nich szklane lampiony lśniły w promieniach chylącego się ku zachodowi słońca. Właśnie mijali niewielki, elegancki butik, kiedy Katarzyna zauważyła na wystawie przepiękny, jednoczęściowy kostium kąpielowy.

– Obejrzyjmy go z bliska – Fabio natychmiast pociągnął ją do środka. Byli jedynymi klientami, więc kobieta stojąca za ladą natychmiast się nimi zajęła.

– Przymierzę. – Katarzyna wzięła w ręce obłędnie miękki materiał i podeszła do wskazanej kabiny. Zrzuciła lekką sukieneczkę i stanik, i naciągnęła elastyczny materiał. Cudownie opinał ciało uwydatniając krągłości i podkreślając talię. Czarny materiał miał prawie niewidoczny wzór wężowej skóry, który połyskiwał przy każdym poruszeniu. – „Ale piękny” – pomyślała. Mina zrzedła jej na widok ceny.

– Pokaż się. – Fabio zapukał cicho do drzwi przymierzalni. Nie ma nikogo poza nami, możesz wyjść. – Wow! – Szczęka dosłownie opadła mu na widok Katarzyny, która stanęła przed nim z dłońmi opartymi na biodrach.

– Mam do tego jeszcze tunikę. – Właścicielka butiku podeszła do dziewczyny, aby jej pomóc. Obejrzała się za Fabiem. – Ach, miłość… – westchnęła.

Katarzyna spojrzała zaskoczona. Uniosła wzrok na swego towarzysza. Wpatrywał się w nią z zachwytem. Sięgnął do kieszeni…

– O nie, nie pozwolę ci kupić niczego więcej! – Podeszła do Fabia i przytrzymała dłoń, która już wysuwała się wraz z kartą kredytową.

– To będzie prezent dla mnie – powiedział, przesuwając opuszkami palców po delikatnym śliskim materiale kostiumu. Sprawił, że poczuła przyjemne mrowienie stwardniałych sutków i przełknęła głośno ślinę. – Nie ma pieniędzy, za które zrezygnowałbym w tego widoku. – Spojrzenie jego brązowych oczu stało się intensywne.

– Fabio – szepnęła, czując, że tętno jej przyspiesza. – Naprawdę, nie powinieneś…

Odsunął się od niej i ruszył w kierunku obserwującej ich kobiety. Katarzyna cofnęła się do kabiny i zamknęła drzwi, opierając się o nie dłońmi. Dotyk tego mężczyzny był jak katalizator, który sprawił, że cała płonęła. Zsunęła z siebie kostium i sięgnęła po koronkowy stanik. Nie mogła poradzić sobie drżącymi rękami z zapięciem.

– Cateri’ – usłyszała głos Fabia za drzwiami kabiny, drgnęła na samą myśl, że stał tak blisko.

Aiuto – poprosiła, otwierając mu.

Fabio wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi. Zbliżył się do Katarzyny i bez słowa przywarł do jej ust. Przyjęła to z westchnieniem, pozwalając by sięgnął językiem głęboko. Pragnęła go. Poczuła jak stanik zsuwa jej się z ramion i nagle ciepła dłoń objęła wrażliwą pierś. Jęknęła cicho. – „Jeśli za chwilę nie przestanie, to chyba zemdleję” – pomyślała. – Fabio – szepnęła do zachłannych ust – Ti prego… – Próbowała się uwolnić od natarczywych dłoni, ale znów zanurzył się w jej ustach, jednocześnie przyciskając do ściany przebieralni. Poczuła opuszki palców sunące wzdłuż napiętych mięśni brzucha w dół, między uda. Oparła się dłońmi o tors mężczyzny i resztką sił odepchnęła na kilka centymetrów. Wpatrywał się w nią wzrokiem, który parzył jak żywy ogień. – Fabio – stęknęła, gdy poczuła palce wślizgujące się do jej obrzmiałej pulsującej waginy – Ti prego – Chciała się odsunąć, ale ciało nie odpowiadało na desperackie próby zapanowania nad jego własną wolą. Bezwiednie zacisnęła się na wypełniających ją palcach, a nogi także odmówiły posłuszeństwa, rozchylając się zapraszająco.

Non lo vuoi? (Nie chcesz go?) – wychrypiał, poruszając jednocześnie palcami w jej wnętrzu, co

sprawiło, że straciła na moment oddech. – Il tuo corpo dice di si… (Twoje ciało mówi, że tak…)

– No – wykrztusiła – Si! O Dio, Fabio, lo voglio, ma qualcuno puo entrare o sentire… (Tak! O Boże, Fabio chcę, ale ktoś może wejść, albo usłyszeć…) – wyszeptała bez tchu.

Non ci verra nessuno (Nikt nie przyjdzie) – szepnął jej do ucha – Fidati di me… (Zaufaj mi…)

Zaufać mu? Miała mu zaufać? Ostatnio jej zaufanie zostało poddane ciężkiej próbie. Jednak patrząc w pociemniałe od pożądania oczy, słuchając niskiego tembru głosu mężczyzny, po prostu nie potrafiła się oprzeć. Rozsądek mówił, że powinna natychmiast przestać, ale rozpalone ciało błagało o ulgę. Fabio nie przestawał jej pieścić, ale nie posuwał się dalej, czekając na decyzję. Twardy podłużny kształt, który czuła na biodrze wymownie świadczył o jego zamiarach. – Fidati di me… – kusił, delikatnie kąsając szyję i ramię Cateriny. Świadomość, że są właściwie w miejscu publicznym, potęgowała jeszcze podniecenie. Nigdy, przenigdy nie zrobiła czegoś równie szalonego. Na samą myśl, poczuła skurcz w dole brzucha, który przeniósł się niżej i sprawił, że wypełniła ją fala wilgoci. Usłyszała niski pomruk zadowolenia tuż przy swoim uchu. Myśli z trudem torowały sobie drogę do świadomości dziewczyny, zalewanej coraz silniejszymi falami pożądania. Może już nigdy w życiu nie będzie miała okazji zrobić czegoś takiego? Rozgrzane ciało jakby tylko czekało na tę rysę na gładkiej powierzchni jej woli. Oczami duszy widziała jak ta rysa staje się coraz wyraźniejsza i głębsza, aż zmieniła się w pęknięcie i po chwili ostatnie opory rozsypały się na tysiąc kawałeczków. Westchnęła głęboko i przesunęła dłonie z torsu na kark Fabia. – Finalmente! – wychrypiał i stopił się z Cateriną w pocałunku. Wysunął z niej palce i nagle poczuła dziwną pustkę. Tym mocniej zapragnęła wypełnienia. Jak przez mgłę usłyszała znajomy szelest, ale nie miała czasu, by się nad tym zastanawiać. Mężczyzna rozpiął spodnie i sięgnął dłonią między dwa ciała, nie przestając ssać i kąsać ust dziewczyny. Po chwili poczuła silne dłonie na pośladkach. Oparła się mocno plecami o ścianę i objęła Fabia za szyję.

„To szaleństwo!” – przemknęło jeszcze Katarzynie przez myśl, nim towarzysz uniósł ją w górę. Rozchyliła szeroko uda i oplotła go nogami, czując jak otwiera się na powitanie Fabia. Opuścił ją niżej i nasunęła się na  nabrzmiały członek mężczyzny. Nawet w najśmielszych snach nie zaznała czegoś takiego. Zakazany owoc smakował, jak nic na świecie. – Avanti! – jęknęła cicho.

Caterina nie musiała tego dwa razy powtarzać. Fabio natarł na dziewczynę, jak tygrys rzucający się na jagnię, a ona oddała mu się cała, bez oporu. Poczuł się, jak myśliwy. Całe popołudnie krążył wokół upatrzonej ofiary, podchodził i odstępował, czuł, że go wabiła i odpuszczała, aż wreszcie nadszedł moment ataku i już nie było odwrotu. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, jak bardzo jest wysportowana. Nie wisiała na nim bezwładnie, ale wspierała się na ramionach i ciasno obejmowała udami jego biodra. Z łatwością podtrzymywał ją za jędrne pośladki. Zacisnął na nich palce, co powitała cichym jękiem i natychmiast wtuliła twarz w szyję mężczyzny. Uśmiechnął się na myśl, jakie wydawałaby odgłosy, gdyby kochali się w kajucie, gdzie czułaby się bezpiecznie. Ale właśnie to poczucie zagrożenia sprawiało tak niesamowite wrażenie. Fabio wyczuwał przez koszulę twarde sutki Cateriny, ocierające się o jego tors przy każdym pchnięciu, jądra ociekały jej wilgocią, słyszał rwący się oddech i wiedział, że za chwilę poczuje na członku zaciskające się mięśnie…

Fabio. Non. Posso. Piu… (Fabio. Już. Nie. Mogę…) – mówiła z największym trudem, łapiąc powietrze otwartymi ustami. Przesunął dłonie na obejmujące go uda, otwierając je szerzej i wszedł jeszcze głębiej, zwiększając jednocześnie tempo. Pragnął dać swej kochance rozkosz, jakiej jeszcze nie zaznała, pragnął ją usłyszeć w chwili, gdy dojdzie. Poczuł palce zaciskające się na jego barkach i nagle zdał sobie sprawę, że być może sprawia Caterinie ból, ale nie zdążył już spytać, bo w tej chwili napięła się i wydała głębokie westchnienie… Pchnął jeszcze raz i jeszcze, czując, jak jądra spinają się i przyciskają do ciała. Stęknął z wysiłku i wreszcie doszedł, odchylając głowę oraz zaciskając powieki. Po chwili oparł czoło o ramię Cateriny. Drżała na całym ciele. Ostrożnie opuściła nogi i próbowała stanąć na nich niepewnie.

Amore – wyszeptał ochryple. Wysunął się powoli i przytulił dziewczynę do siebie.

O Dio, cosa abbiamo fatto? (O Boże, co myśmy zrobili?) – jęknęła z desperacją, chowając się w jego ramionach. – Come uscire di qui? (Jak stąd wyjść?) – Była bliska płaczu.

– Skarbie, w sklepie nie ma nikogo. – Uniósł jej brodę w górę i spojrzał w oczy. – Jesteśmy tylko my – powiedział z uśmiechem. – Przecież wiesz, że możesz mi zaufać.

– Jak to? – spytała, jakby nie rozumiejąc jego słów.

– Naprawdę myślałaś, że naraziłbym cię na taki stres? – Gładził jej włosy i plecy, tuląc znów do siebie. Spojrzał na zegarek. – Masz jakieś dziesięć minut, żeby się spokojnie ubrać i wyjść ze sklepu. Jeśli nie chcesz spotkać właścicielki, usiądź przy stoliku na placu i zamów drinka, a ja przyjdę za kilka minut, OK? – Zostawił ją w przebieralni, lekko oszołomioną.

Kiedy jakiś czas później, już na jachcie, wychodziła spod prysznica, wciąż czuła to oszołomienie. Jakby wypiła nie jedno martini z lodem ale całą butelkę i to z dodatkiem czegoś mocniejszego. Na myśl o tym co zrobili ogarniało Katarzynę podniecenie i choć wiedziała już, że Fabio po prostu zapłacił za półgodzinne „sam na sam” w sklepowej przebieralni, dreszczyk emocji pozostał. Wycierając włosy, spojrzała za siebie w lustro i zauważyła na pośladkach i udach czerwone ślady po palcach, a na kości krzyżowej czerwone odgniecenie, które musiało powstać, gdy przyciskała się do ściany. – „Jak pieczątka” – pomyślała i poczuła rozpieranie między udami. Znowu? Rozbudził ją tak bardzo, że aż bała się myśleć o niedalekiej przyszłości, choć słowa kobiety z butiku sączyły w serce jakąś absurdalną nadzieję.

– O Boże, to ja? – Usłyszała głos Fabia. Stał boso, w samych spodniach i wpatrywał się w jej odbicie w lustrze. – Jesteś taka delikatna. Muszę być bardziej ostrożny. – Poczucie winy miał wypisane na twarzy tak wyraźnie, że aż się roześmiała. Wtedy zrobił coś nieoczekiwanego. Ukląkł, odwracając Caterinę tyłem do siebie i pocałował najpierw czerwony ślad u szczytu pośladków, a potem pogładził małe czerwone plamki, które pozostawiły jego palce. Ze świstem wypuściła powietrze. Była gotowa zrezygnować z kolacji… Jednak, po chwili Fabio wstał i klepnął lekko zaróżowioną pupę. Spojrzała na niego z wyrzutem i udając obrażoną, ruszyła do sypialni. Miała w szafie narzędzie zemsty…

Fabio wytarł starannie włosy, przeczesał je do tyłu i przyjrzał się swemu odbiciu. Przy Caterinie zapomniał, ile miał lat. Spotkanie z Angelo mu to przypomniało. Nie przyjaźnili się, łączyła ich raczej dobra znajomość. – „Zrobił na niej wrażenie. Na pewno tak!” – pomyślał z niechęcią. Musiał jednak przyznać, że nie dała niczego po sobie poznać, ale przecież była mistrzynią opanowania. Co prawda, nie do końca, biorąc pod uwagę ostatnie popołudnie. Członek Fabia stał się jakby cięższy na tę myśl. Schylił się i sięgnął do kieszeni leżących na podłodze spodni. Wyrzucił do kosza zwiniętą chusteczkę higieniczną, w której ukrył zużyty kondom. – „A gdyby tak spróbować bez?” – przemknęło mu przez myśl. – „Dość!” – Okręcił biodra ręcznikiem i ruszył do sypialni. Caterina, już ubrana, siedziała przy toaletce i kończyła makijaż. Zauważył, że miała na sobie coś czerwonego z czarną górą.. Obok krzesła stały przygotowane szpilki, które tak lubił. Podszedł szybko do szafy i sięgnął po białą koszulę. Właśnie kończył dopinać spodnie, kiedy Caterina wstała.

– Jestem gotowa – oświadczyła i zsunęła z ramion koszulową bluzkę, której użyła jako ochrony przed zabrudzeniem sukni.

Fabio spojrzał w jej kierunku i zaniemówił. Cieniutkie ramiączka przytrzymywały przylegającą do ciała górę długiej sukienki w kolorze ciemnego brązu, który stopniowo przechodził w ciemną czerwień gdzieś w okolicy bioder, a dalej na samym dole, aż do barwy jasnego ognia. Przy każdym ruchu delikatny i zwiewny materiał spódnicy wydawał się płonąć wokół nóg dziewczyny. Wilgotne jeszcze włosy zaczesała gładko do tyłu. Makijażu prawie nie było widać, z wyjątkiem intensywnie czerwonej szminki na ustach. Przeniósł wzrok niżej i zdał sobie sprawę, że nie nałożyła stanika.

– Masz otwartą buzię – powiedziała Katarzyna słodkim głosem i podeszła do Fabia, lekko kołysząc biodrami. – Mam coś dla ciebie – dodała.

Podniosła dłoń mężczyzny i oparła ją sobie na dekolcie, pomiędzy piersiami.

– Co robisz? – wykrztusił, gdy zorientował się, że zapina mu rzemyk na nadgarstku.

– Wiem, że niełatwo dać prezent komuś, kto ma wszystko – stwierdziła z nieśmiałym uśmiechem. – Ale miałam nadzieję, że to ci się spodoba.

– Cateri’ – wyjąkał, patrząc to na nią, to na zapięcie bransoletki. – To ja powinienem kupować ci biżuterię…

– Nawet o tym nie myśl. – Pogroziła palcem. – Nie przyjmę od ciebie absolutnie niczego więcej. Teraz czuję się bardziej komfortowo – dodała.

Pokrył pocałunkami jej ręce, ramiona, szyję… Pukanie do drzwi jakoś im umknęło. Usłyszeli dopiero sygnał komórki. – Wejdź Stefano – rzucił Fabio, nie wypuszczając Katarzyny z objęć. – Na co tak się gapisz? – spytał, widząc przyjaciela wpatrującego się ze zdumieniem w przytuloną parę. – Coś się stało?

– Właściwie nic ważnego – odparł Stefano z roztargnieniem. – To może poczekać, naprawdę – dodał. –Przeszkodziłam wam, przepraszam.

– Nie, nie. To nic takiego. – Katarzyna spojrzała na Fabia spod rzęs. – „A przed chwilą przysięgłabym, że nie można czuć się lepiej” – pomyślała. – Właśnie wychodziliśmy – dodała i schyliła się po buty. Fabio osobiście nałożył je na stopy Cateriny, gdy już siedzieli w motorówce. Wciąż zerkał na ledwie osłonięte piersi dziewczyny, które w chłodnym powiewie bryzy pyszniły się lekkimi wzgórkami brodawek .

– Nie masz nic pod spodem? – spytał wreszcie, nachylając się do jej ucha. Pokręciła głową w odpowiedzi. – Ale tam masz. – Upewniał się, zerkając wymownie w dół. Uniosła lekko brwi, jakby chciała powiedzieć: „Zgadnij”. Przełknął głośno ślinę.

„ To właśnie ja” – pomyślała – „Taka, jak kiedyś…”

Restauracja zasłużyła na miano wykwintnej nie tylko z racji położenia czy menu. Wszystko było w niej po prostu perfekcyjne, od obsługi, po nastrojową muzykę, sączącą się z głośników. Jedli, rozkoszując się smakiem doskonałych potraw i lekkich musujących win, serwowanych w kryształowych kubełkach wypełnionych lodem. Fabio wciąż dotykał nadgarstka, jakby upewniając się, że bransoletka tam jest. Rozmawiali o jego pracy i podróżach. Caterina opowiadała mu o tym, jak uczyła się jeździć na nartach i jak pierwszy raz przyjechała na zajęcia na motocyklu. Śmiali się i przekomarzali. W końcu oświadczyła, że musi się odświeżyć.

– Naprawdę nie masz nic pod spodem? – Mężczyzna wpatrywał się w jej biodra.

Zbyła go zagadkowym uśmiechem i ruszyła przed siebie. Miała do pokonania spory dystans, bo stoliki ustawiono wzdłuż murów, a siedzieli dokładnie na przeciwległym do toalet końcu. Fabio wyjął z kieszeni marynarki komórkę, która kilka razy wibrowała podczas ich rozmowy, ale nie miał ochoty sprawdzać sms–ów, gdy tak świetnie się bawili.

Stefano napisał: „Angelo siedzi przy stole na wyższym poziomie. Cztery osoby: blondynka,

Azjatka, facet w niebieskiej koszuli i on. S”

Kolejny sms również był od Stefano: „ Obserwował was, S”

Odpisał: „Co robi teraz?”

Z głośników rozległa się piosenka „Lady in red” w wersji instrumentalnej. Fabio poczuł drgania komórki.

Stefano: „ Poszedł w kierunku wejścia. S”

„Sukinsyn” – pomyślał Fabio i spojrzał w kierunku, w którym podążyła Caterina. Zastanawiał się, czy powinien pójść za nią. Angelo należał do facetów, którzy nie przejmowali się takimi „drobiazgami” jak zasady. – „Z drugiej strony, Caterina to nie jakaś głupia małolata” – Starał się uspokoić. Ostatecznie postanowił, że poczeka przy stoliku. Siedział tyłem, a nie chciał gapić się przez ramię, więc patrzył na zatoczkę, gdzie cumowała Stella Marina. – „Jutro tam zjemy kolację” – zadecydował ze złością. Nagle facet przy stoliku obok podniósł głowę i zapatrzył się na coś za plecami Fabia. Mógłby przysiąc, że za chwilę zobaczy Caterinę. Odetchnął głęboko i rozluźnił się. Najpierw lekki powiew przyniósł znajomy zapach,  po chwili stanęła przed nim, a obok niej… Angelo.

– Popatrz, kogo spotkałem – powiedział zadowolony z siebie. Wyglądał… dobrze. Zbyt dobrze!

– Rzeczywiście – odparł Fabio, wstając – Co za niespodzianka! – Wyciągnął dłoń.

Angelo przytrzymał prawicę Fabia i rzucił przeciągłe spojrzenie na jego nadgarstek.

– Widzę, że zamiast dawać prezenty, przerzuciłeś się na ich przyjmowanie – powiedział z lekką drwiną w głosie.

Katarzyna ujrzała, jak szczęki Fabia zaciskają się mocno, a on sam spina się niczym do skoku. Wyglądał na wściekłego, co jeszcze bardziej rozbawiło Angelo. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, zrobiła krok w przód i stanęła pomiędzy nimi, przywierając do Fabia i kładąc sobie jego dłoń na biodrze.

– Do wszystkiego trzeba dojrzeć… – powiedziała tonem wyrozumiałej przedszkolanki, sadzającej zasikanego malca na nocnik, a przynajmniej miała nadzieję, że tak to zabrzmiało. Dłoń mężczyzny przesunęła się nieznacznie po biodrze Cateriny, a ona otarła się o niego tyłkiem i wreszcie poczuła, że się rozluźnił. Usłyszała głuchy gardłowy pomruk tuż obok ucha. Angelo nie sprawiał już wrażenia tak zadowolonego z siebie, jak przed chwilą. Uniosła brwi i czekała na odpowiedź, gotowa do riposty, ale się nie doczekała.

– Chyba trochę nam przeszkadzasz. – Fabio powiedział to lodowatym tonem, ale wyjątkowo spokojnie. – Pozwolisz, że usiądziemy do deseru. W tej drugiej sprawie, odezwę się w przyszłym tygodniu – dodał.

– Było mi miło. – Angelo skierował wzrok na Katarzynę. Bez słowa wyciągnęła do niego dłoń, po czym nie poświęcając mu więcej uwagi, zajęła swoje miejsce przy stoliku. Fabio również pożegnał się dość chłodno i usiadł. Spojrzała mu w oczy. Wydawały się ciemniejsze niż zwykle i płonęły, choć ktoś patrzący z boku mógłby przysiąc, że mężczyzna już się uspokoił. Jednak Katarzyny nie dało się łatwo oszukać. Przesunęła dłoń po stoliku i ich palce się spotkały. Jednocześnie Fabio poczuł, jak szczupła, opleciona rzemykami stopa, delikatnie ociera się o jego kostkę.

– Miałem ochotę go uderzyć – powiedział zaskoczony własnymi słowami. Nigdy nie był tak zazdrosny o kobietę. Czy naprawdę nigdy? Owszem, był. Kiedyś.

– Widziałam – odparła. – Ale nie miałeś powodu. Chcę tylko ciebie – wyszeptała prawie bezgłośnie.

Fabio milczał.

– Może spróbujemy deseru? – spytał, zmieniając nagle temat.

– Tak, najchętniej czekolady z chili – odparła, mrużąc oczy.

Dlaczego nie mogli przekroczyć tej niewidzialnej granicy? Okazywał taką czułość i troskliwość. Mógłby być nie tylko kochankiem. Wyczuwała, że od tego, by stać się dla niej kimś więcej, dzielił go tylko krok, a jednak wciąż brakowało mu odwagi.

– Przed nami długa noc… – Lubieżny uśmiech pojawił się na twarzy Fabia. Wyobrażał sobie, co miała na myśli, zamawiając deser. Pod sukienkę nie nałożyła niczego, teraz już w to nie wątpił. Podobnie jak i w to, że zrobiła to specjalnie dla niego.

.

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Dzień dobry ! 🙂

Łatwiej chyba jest krytykować niźli chwalić .
Każda następna część opowiadani zaskakuje. Nie myślałem ,że tak dobrze rozwiniesz akcje dochodzenia kryminalnego. Po mistrzowsku prowadzisz narracje. Twoi bohaterowie są autentyczni w swych uczuciach – tacy po prostu ludzcy . Pełni pragnień i obaw co może przynieś pełne zaangażowanie. Podświadomie jedna wiedzą , że to nieuchronne przeznaczenie. Czytając nie ma się tego odczucia którego tak nienawidzę ( i chyba większość) „Co autor miał na myśli”. To jest oczywiste – potrafisz pobudzić wyobraźnie drobnymi gestami: uniesieniem brwi, zmiana barw oczu, czułymi gestami to jest bezwiedne samo wypływa podczas czytania. Nie bawisz się w psychoanalizę Freuda. Może dla tego ,że Twoi bohaterowie nie są dewiantami z „ciemna mocą” Twoje opowiadania wyróżnia się wśród innych opowiadań NE. Wprowadza spokój i odprężenie, jest takim opowiadaniem „ na spokojna noc i sen bez koszmarów” 🙂
Pozwolę sobie podziękować w sposób jaki już znasz. Piosenkami z moich albumów oraz tekstami zawartymi w tych piosenkach

Enya – Amarantine
Doro – I’m in love with you
Pozdrawiam
lupus

Dzięki Lupus,
Cieszę się, że nadal Ci się podoba. Nie jest to może Wielka Literatura, ale tak, jak napisałeś, pozwala się oderwać i odpocząć. Ja również świetnie się bawię, pisząc, tym bardziej cieszy, że czytający mają frajdę. Przyznaję, że trochę się bałam, jak mi wyjdzie to stopniowe „odkrywanie kart”, ale chyba się udało, skoro chwalisz.
Dzięki również za piosenki. Uważam, że trafione w dziesiątkę.
Pozdrawiam, Roksana.

Pozwolę sobie, nie zgodzić się z Lupusem, wolę chwalić, niż krytykować. Tak więc tutaj mam sprawę ułatwioną, będę chwalić. Opowieść ciekawa i spokojnie prowadzona, czytając można na chwilę odskoczyć od szarej codzienności, smakując dobrą kawę, smakować Twój tekst. Bardzo plastyczne opisy postaci i wydarzeń sprawiają, lekkość czytania, bez najmniejszego problemu wyobraźnia przenosi się w świat który tworzysz.
Pozostawiłam piątkę rano zaraz po przeczytaniu, komentarz napisałam dopiero teraz.
Życzę weny i pozdrawiam cieplutko w ten chłodny czas.

🙂 Nie napisałem co wolę … tylko o wyborze

pozdrawaim

Violet, bardzo Ci dziękuję za ciepły komentarz, ale ja wiem, że Lupus jest trochę moim fanem 😉 i na pewno nie skrzywdzi mnie krytyką (No, chyba, że zasłużę, ale postaram się tego nie robić). Fajnie, że czytasz, co napisałam, bo ja z przyjemnością „zaglądam” do Twojego świata. Sama raczej nie wstąpię w tak mroczne klimaty, ale u innych… czemu nie? W końcu, liczy się różnorodność 😉
Pozdrawiam również cieplutko, sprzed kominka :)))
Roksana

Przeczytałem już wczoraj w nocy. Nawet nie wiem, kiedy zrobiła się pierwsza… Pięknie opisane, dużo pozytywnych emocji, a wątek kryminalny mocno zaciekawia. Czytając opisy wybrzeża chorwackiego, stają mi przed oczami obrazy z mojej wyprawy tamże, ale sprzed 51 lat. Piękny, biały Dubrownik, czy Split z pałacem Dioklecjana nad zatoką. I te szmaragdowe wody Adriatyku, tak przejrzyste, że nie zdajesz sobie sprawy z głębokości. Śledzę losy Cateriny i Fabia od samego początku. Z każdym odcinkiem wpadam głębiej… Kiedy następny? 😉
Pozdrawiam

Mam tylko jedno zastrzeżenie. Angelo powinien dostać od Fabia to, na co zasłużył czyli po pysku (przepraszam za brutalność). Obraził go jednak w najgorszym, włoskim stylu. Gratuluję sposobu prowadzenia narracji i ciepłego stylu/nastroju.
Nefer

Witaj Nefer,
Rozumiem Cię doskonale, sama miałam na to wielką ochotę, ale muszę się trzymać konsekwentnie charakteru postaci. Fabio jest Włochem, pochodzi co prawda z południa, ale mieszka teraz i prowadzi interesy na północy, a jego temperament musiał się wobec tego zmienić. Poza tym, wbrew obiegowej opinii, Włosi nie są aż tak skłonni do rękoczynów, jak nam się wydaje, zwłaszcza ci mieszkający powyżej Rzymu. Jest jeszcze jedna kwestia. Wyobraź sobie czterdziestoletniego mężczyznę wdającego się w bójkę w restauracji, w kraju nie należącym jeszcze do UE. Stefano jest gdzieś na zewnątrz, więc nie przyjdzie z pomocą natychmiast. Czy nie rozsądniej przełknąć zniewagę, nie narażając kobiety na ewentualne konsekwencje? Gdyby był młodszy, z pewnością operowałby pięściami szybciej, niż myślą, ale ma już sporo za sobą…
Pozdrawiam, Roksana

Nie zajarzyłem. O co chodziło Ci z tym „krajem jeszcze nie należącym do UE” ?

Akcja dzieje się w 2012 roku, a Chorwacja wstąpiła do UE w lipcu 2013 roku. 😉

Chodzi mi o to, co w ogóle UE ma z tym wspólnego ?

Micra! Sprzed 51??? Chyba sprzed 15? Faktycznie, Chorwacja jest piękna, a kiedy ogląda się ją oczami zakochanej kobiety… Bałam się, że zanudzę opisami przyrody, ale nie mogłam się oprzeć 🙂
Pozdrawiam ciepło, Roksana.

Tak, sprzed pięćdziesięciu jeden lat. Mam prawie 66 :). Było to w roku 1965, jeszcze za dawny h czasów. Przejechałem wówczas z rodzicami i bratem całe wybrzeże Adriatyku od Dubrownika po granicę włoską, w okolicach Triestu. I pamiętam tę podróż, jakby to było całkiem niedawno. Pozdrawiam

:).

Dodam jeszcze, że w tamtym czasie nie było autostrady. Jechało się zwykłą drogą zawieszoną na zboczach Gór Dynarskich, a w Sibeniku Neretvę przepływałem promem, bo nie było mostu. Jechało się wolno, podziwiając fantastyczne widoki. Z jednej strony góry, a z drugiej, gdzieś w dole wlaśnie to szmaragdowe morze… Był czas na oglądanie i przeżywanie. Mam sporo zdjęć, ale czarno-białych…
Twoje opowiadanie bardzo przypadło mi do gustu. Uwielbiam takie „spokojne” historie, a jeszcze napisane piękną polszczyzną, to „sam miód”. Rozumiem, że do „rozwiązania” kłopotów Katarzyny będę miał sporo czytania o Chorwacji.
Cieplutko pozdrawiam – Twój zagorzały fan (choć już dość wiekowy ;))

Od zawsze podobali mi się szpakowaci mężczyźni 😀
Jechałam drogą, o której wspominasz, ale słabo ją pamiętam. Za to doskonale pamiętam Adriatyk. Zatrzymaliśmy się z rodzicami i robiliśmy zdjęcia (potem tato prześwietlił niechcący kliszę i te akurat przepadły). Jeszcze trochę o Chorwacji będzie, ale ten spokój to raczej cisza przed burzą.
Pozdrawiam baaardzo ciepło,
Roksana

Oj tam, oj tam 🙂 )))

Wielkość ma rożne odniesienia.
Napoleon w anegdotach miał swoje zdanie na temat wielkości.
W literaturze jest inna miarka zależy od gatunku i gustu 🙂 oraz upodobania czytelnika.
Twoją „wielkościowa” jest pokazanie ,że EROTYKA to nie pornografia.
Powieści i opowiadania erotyczne są troszeczkę traktowane jak disco polo. To wina harlequin a, może to przez zazdrość tych „poważnych pisarzy „ ?
Spójrz na ilość wyświetleń 🙂 ilu masz czytelników. To chyba najlepsza motywacja do kontynuowania opowiadania. Należy Ci się upomnienie 😉 za tego „trochę fana”. Chyba wyraźnie napisałem wcześniej fan. Żeby mi było to ostań raz : ))))
Za kare dostaniesz coś z pogranicza „ciemnej mocy” w odcieniu blue
Te „Koty” uwielbiają najwięksi artyści . Osobiście lubię w wykonaniu Sośnickiej.

https://zapodaj.net/02167918f0252.jpg.html

😉

Ps. Bojka przy damie ? Fabio to nie dres ani mięsniak 🙂 to absolwent renowamonego uniwerku w UK

Och, dzięki!
To już klasyka, ale szata graficzna jakby odnowiona 🙂
Sośnicka? Masz rację, żeby sprostać Barbarze, trzeba mieć głos i warsztat.
Fajna ta kara 😉

Nareszcie Katarzyna wyzbyła się bezustannego kompleksu (a przynajmniej na chwilę wyparła z pamięci) i pozwoliła sobie na niczym nieskrępowaną zabawę.
Nawet, jeśli przygoda ma potrwać tylko kilka dni, to chwila zapomnienia nie zaszkodzi.
Tym bardziej, że ciemne chmury nieubłaganie gromadzą się nad jej głową.

Mick, może użyłam skrótu myślowego, ale chodziło mi o to, że wielu obywateli tzw. starej europy podchodziło i nadal podchodzi do krajów spoza unii z dużą dozą leku i uprzedzeń, czasem słusznych, a czasem nie. Teraz widać to na przykładzie Ukrainy, a wcześniej np. Chorwacji, ale także Polski. Chodziło mi o to, że Fabio obawiał się np. problemów z policją, ewentualnego zatrzymania i zwabienia dziennikarzy… itp.

Powiedział bym raczej że Unia ich mało obchodzi. A podchodzą do nas jak do dziczy właśnie przez p.r. jakie komuchy z Unii nam wystawiają. Z resztą, nie o Unię tu chodzi. Chodzi o to że oni podchodzą z rezerwą do każdego kraju w którym na ich standardy żyją niespokojni ludzie. Dziady są lękliwi wolą myśleć że nadal w Serbii jest wojna a w Polsce działają, naturalnie polskie obozy koncentracyjne. Jak podaje Bild i Südedeutsche Zeitung.

Hmm…
http://www.policja.pl/pol/aktualnosci/128646,Bezpieczenstwo-Polakow-nad-Adriatykiem.html

Nie wszystko jest czarno białe pomiedzy tym sa jeszcze odcienie szarosci.
Nie zawsze policja odnosila sie z gracja i uprzejmościa do cudzoziemców przed wstapieniem do UE.
Miałem kiedys watpliwa uprzejmośc z ich milicją kiedy nas okradziono.
Dla wielu UE jest kula u nogi bo nie pozwala na kontrabande i handel narkotykami
Nawet w obecnych czasach są ciagotki do „wielkiej Chorwacji – Ustaszów”
Zbrodniarze wojenni podobnie jak na Ukrainie są honorowani.
Te lenkliwe dziady wymordowaly milon ludzi w czasie wojny.
To tak nawiasem.
Co do Opowiadania Roksany 🙂 i pytanie o UE to odpowidził bym Ci „caryca Katarzyna”
Bo przeciez o UE jest tylko wzmianka

pozdrawiam

Prawdziwych sk…synów było znacznie mniej. Większość dziadów wolała wypłakiwać się jak to zostali zgwałceni wcieleniem do Wehrmachtu, w duchu rewizjonizmu po II wojnie. Z resztą, były to krokodyle łzy bo jedyne czego tak naprawdę żałowali to przegranej wojny a nie wojny samej w sobie. Co do Katarzyny to nie chce mi się sięgać zbyt głęboko, to nie forum historyczne a nawet na forach historycznych nie dyskutuje się na raz o wszystkim.

No, jak to można jednym, niefortunnie użytym sformułowaniem rozpętać burzę! Nie ma sensu wyjaśniać, o co mi chodziło. Lupusie i Micku, bójki nie było, bo Fabio się powstrzymał, a Katarzyna miała okazję pokazać na kim tak naprawdę jej zależy. Kropka. Prawdy i przekłamania historyczne, i nasze przekonania polityczne są oczywiście ważne i z pewnością rozgrzałyby atmosferę, ale chyba lepiej nie tutaj. Zwłaszcza dziś, kiedy strach sięgnąć do jakiegokolwiek środka masowego przekazu.
Pozdrawiam, Roksana.
PS.
A tak na marginesie, jak patrzę na tę nową, „piekielną” szatę NE, to wystarczająco mnie rozgrzewa 😉

Burzy nie było a do swoich przekonań każdy ma prawo. Pozdrawiam :).

:)))) Pisałem wczesniej ,ze Katarzyna jest damą. Fabio zaś wychowankiem renomownego uniwersytetu , gdzie bycie gentelmenm jest normalnościa 🙂 Żaden dobrze wychowany facet nie narazi na niebezpieczeństwo kobiety w takiej sytuacji.
Nie oto w chodzilo w tej wymianie zdań z Mickiem.
Za reprymende dziekuje 😉
Tak jest! Rozkaz ! 🙂 hahhah bez tupniecia nóżka reprymenda nieważna

Lupus, nie żartuj! To nie żadna reprymenda, tylko łagodne napomnienie 😉 Gdybym naprawdę chciała pokrzyczeć, to pewnie sięgnęłabym po jakieś ostrzejsze „narzędzia”. 3:)

„Fabio natarł na dziewczynę, jak tygrys rzucający się na jagnię, a ona oddała mu się cała, bez oporu.” Tęsknię za czasami, kiedy na Najlepszej Erotyce tego typu koszmarna stylistycznie sztampa rodem z pretensjonalnej erotycznej grafomanii sprzed stulecia nie miała prawa się pojawić – zgodnie z nazwą strony i intencjami jej twórców. Tęsknię za Ravenheartem, Smokiem Wawelskim, Barmanem Ravenem, Ritą i jeszcze paroma innymi autorami (i krytycznymi komentatorami, walczącymi z banałem, lukrem, kiczem, złym stylem, bezpodstawnym samozachwytem autorów). Za czasami, gdy pomiędzy Wami a stronami typu Skrywane Pragnienia i Babeczkarnia był dystans międzygalaktyczny.

Zapraszamy do komentowania 🙂

Jako czytelnik możesz pomóc nam odnaleźć właściwą drogę.

Rozumiem, że ten komentarz jest bardziej do NE niż do mnie, bo raczej nie przewidujesz dla nie miejsca w gronie innych Autorów, drogi Anonimie. Niemniej jednak pozwolę sobie odpowiedzieć. Na pewno nie popadłam w samozachwyt. Uczę się jak pisać dobrą erotykę i być może z czasem będę pisała nawet „najlepszą”. Oczywiście mogę pisać „do szuflady”, ale dzięki pisaniu dla NE i wsparciu innych Autorów, mam szansę na poprawę stylu. Szuflada raczej mi w tym nie pomoże 😉 Z drugiej strony, to opowiadanie utrzymane jest w stylu literatury kobiecej i harlequina, jak to już ustaliliśmy przy wcześniejszych rozdziałach, więc takie sformułowanie mieści się w konwencji. Ja osobiście nie będę ściemniać, że użyłam go specjalnie itd, ale nie uważam też, by było jakimś strasznym występkiem, raczej potknięciem. Na przyszłość, postaram się unikać aż tak kiczowatych sformułowań. Ot, i wszystko w tym temacie.
Pozdrawiam, Roksana.

To było tylko dla Roksany czy dla każdego który otworzył ?

Mick 🙂 dla wszytskich pzrekazałem do administracji NE 🙂
Dla mojej ulubionej autorki bylo osobiście 🙂
Ale skoro pytasz to ma cos dla wszytkich tutaj bez dedykacji ( mozna samemu dopisac na kartce lub wykorzystac jako tło pulpitu )
https://zapodaj.net/f7510fff675d5.jpg.html
Pozdrawiam wszystkich 🙂
lupus

W takim razie, dziękuję :). Dobrze widzieć że nadal jest tu jeszcze ktoś kto wierzy w Boga.

🙂 Można wierzyc i być apostatą 😉
Upomniałeś sie 🙂 to mam cos osobiscie dla osoby wierzącej.
https://www.youtube.com/watch?v=X6AV8DmJ6zY – tego sluchaj
https://zapodaj.net/4759d5f521eef.jpg.html – to ogladaj i czytaj 🙂

pozdrawaim
lupus

Nie wiem, czy się zorientowaliście, ale zjadło część komentarzy! 🙁
Lupus, dziękuję za życzenia. Mam nadzieję, ze uda mi się na chwilę zwolnić tempo, czego i Tobie życzę.
Pozdrawiam ciepło, Roksana.

Komentarze odtworzone. 🙂 Ufff!

Tyle się dzieje, tyle szczegółów, szczególików. Fabuła upakowana emocjami. Wiele kobiet musi to uwielbiać, a i jak widzę są mężczyźni, którzy zachwycają się tekstem.
Uśmiechy,
Karel

Swoją drogą, czy publikacja ponad 21 tysięcy słów w jednym odcinku nie jest rozrzutnością, Droga Redakcjo? Czy Autorka nie była skłonna negocjować podziału na krótsze odcinki, co przyniosłoby wiadome korzyści?
Tak się tylko zastanawiam…

Noworoczne życzenia pomyślności dla Wszystkich tutejszych bywalców składa
z uśmiechem Karel

Co mam powiedzieć Roksano? ;-))
Pisz/publikuj kolejne odcinki.
Przyjemnie się czyta, chociaż… Karel ma rację (21 tyś ???)
Pozdrawiam. B.

Napisz komentarz