Dzidzia (MRT_Greg) 4.6/5 (5)

dzidzia

Żródło: Pixabay

– Dzień dobry. Pieluchy poproszę.
– Jakie?
Spoglądam na nią nieco zaskoczony pytaniem.
– Białe. – Odpowiedź wydała mi się oczywista, ale niech jej będzie.
– Ale jaki rodzaj?
Jakiś czas patrzymy sobie w oczy. Nawet nie mrugnęła. Zagadkowy wyraz twarzy pełen oczekiwania. Zaraz jej jebnę.
– Męski. – Tak mi przyszło do głowy. Może to istotne.
– Nie chodzi mi o płeć tylko rodzaj pieluchy. – Jej uśmiech jest coraz bardziej prowokujący.

Gorąca strużka potu popłynęła po plecach. Czułem niemal, jak wsiąka w spodenki na wysokości kości ogonowej. Ogólnie jest w chuj gorąco, a w sklepie na dodatek nie działa klimatyzator. Stoi i buczy w kącie jak wkurwione gniazdo os. Usłyszałem nerwowe chrząknięcie z tyłu i szurające po szarej glazurze buty. Odwracam się i rzucam morderczym, jak mi się wydaje, spojrzeniem w kierunku pucułowatego spaślaka płci nieokreślonej. Odwzajemnia się szerokim uśmiechem. Zaraz mu wsadzę tę radość w gardło. Zasraniec. Stoi, słucha i się kurwa szczerzy jak głupi do sera. Mam coraz większą ochotę komuś wpierdolić. Ot tak, żeby choć trochę rozładować emocje. Mimo to, wziąwszy głęboki oddech, na powrót zwracam się do ekspedientki.

– Nieprzesiąkająca. – O! O to właśnie chodziło. Że też wcześniej na to nie wpadłem. Chociaż, z drugiej strony mogła wspomnieć, szmata jedna…
– Tylko takie mamy…
– No to daj mi, kurwa, jedną! – Wrzasnąłem rozeźlony. – Ja pierdolę…
– Proszę się nie denerwować. Chodzi mi tylko o to, czy ma być z wkładem czy…
– Wkład już, kurwa, gówniarz sam wpierdoli!
Strużka na plecach zmieniła się w istny potok. Rozlewająca się plama na tyle spodenek sprawiała, że powoli zacząłem tracić panowanie nad sobą. Jeszcze chwila, a zapierdolę tę głupią cipę. Stojący nieopodal drewniany słupek do jakiś pierdolonych zabaw dziecięcych nada się idealnie. Już wchodząc go zobaczyłem i wydało mi się komiczne, że ktoś postawił bejsbola obok jakiś kolorowych krążków.
Ekspedientka przygryzła wargę. Co ciekawe, w ogóle nie wydaje się być przerażona, jakby nie była sprzedawczynią w dziecięcym butiku, lecz barmanką w wiejskiej spelunie. Nie rozładowało to jednak mojego napięcia.

– Ma być prosta w obsłudze i jednokrotnego użytku czy wymagająca więcej uwagi, ale za to rzadziej zmieniana? Może być jeszcze…
Nie dałem jej skończyć. Zły na siebie, że nie pojechałem do jakiegoś samoobsługowego marketu, na jebaną ekspedientkę, wyraźnie robiącą sobie ze mnie jaja oraz na skurwysyna dyszącego mi w plecy, przeskoczyłem przez ladę i chwyciłem kilka opakowań z brzegu. Nie przyglądałem się uważnie, co na nich pisze, ważne było tylko jedno słowo: PIELUCHA. Resztę się rozkmini w domu.
– Ile? – rzuciwszy wszystko na ladę, złapałem ją za ramię.
Skrzywiła się, a w jej oczach pojawiły się łzy.
– Nie becz, kurwa, tylko licz to do kurwy nędzy, bo mi się spieszy. A ty gdzie?!
W ślad za uciekającym spaślakiem poleciało pudełko z drewnianymi klockami w środku. Wyszczerzyłem zęby w złośliwej radości, widząc, jak rozpryskuje się na jego ulizanym łbie. Grubas kwiknął przerażony, złapał się za głowę i stracił rytm kroków. Coraz bardziej rozradowany obserwowałem, jak macha tłustymi racicami w powietrzu, by po chwili pierdolnąć w stojak z drażetkami. Plastikowe bańki wybuchły, jakby ktoś je rozsadził od środka, kolorowe kulki potoczyły się po podłodze. Spaślak legł między resztkami. Przez chwilę się nie ruszał. Potem moich uszu dobiegło rzężenie, a w kolejności ryk.
– Przestań kurwa beczeć! Przecież nic ci się nie stało! A ty na co czekasz? No licz to do chuja wafla!

Złość mi powoli przechodziła, chociaż i tak miałem dość już tego sklepu. Ekspedientka trzęsącymi się palcami wystukała kilka numerków. Nie potrafiła jednak wydusić z siebie słowa i tylko obróciła wyświetlacz w moją stronę.
– Ile kurwa? Pojebało was? – Wytrzeszczyłem oczy.
Mimo to sięgnąłem do kieszeni i wyciągnąłem plik zmiętych banknotów. Rzuciłem zmięty papier na ladę. Jedna setka spadła na ziemię. Nawet na nią nie spojrzała. Patrzyła tępym wzrokiem w dal przed siebie.
– Ej! – Potrząsnąłem ją za ramię i zmusiłem, by spojrzała na mnie.

W jej zamglonym spojrzeniu prócz ewidentnego strachu dojrzałem coś jeszcze. Coś, czego dawno już nie widziałem, a może, kurwa, nigdy. Coś jak niewypowiedziana prośba. Ba! Żądanie. Tak! Krzycz na mnie! Uderz mnie! Zbij mnie! Oddychała płytko, szybkimi haustami łapiąc gorące powietrze. Jej klatka piersiowa unosiła się, rozchylając materiał cienkiej bluzeczki. Spoczywające w białym staniczku dwie niewielkie półkule pokryte były lekko różowawym rumieńcem. Zresztą czerwona plama pokrywała już jej policzki i zachodziła na szczupłą szyję. Płatki uszu były prawie purpurowe. Zmiany zachodziły w niej cholernie szybko. Kiedyś czytałem w gazecie o laskach, które zakochują się w gwałcicielach, ale przez myśl mi nie przeszło, że mogę się znaleźć w podobnej sytuacji.

Przyznaję – lubię, jak laska mnie słucha. Jak nie, to raz jebnąć i się uspokoi, ale czasem wystarczy odpowiednio zakręcić się wokół dzidzi i sama rozkłada nogi. A dodatek w postaci alkoholu tylko ułatwia zadanie. Jako bywalec wszystkich dyskotek, jakie się odbywały w mojej i sąsiednich wsiach, dobrze wiedziałem z czym do kogo. Żebym to raz wylądował z niunią w samochodzie. Samo ciągnięcie śliny wystarczało, bym wiedział, czy warto delikwentce zdejmować majtki. Trzeba było tylko wyczuć, czy odpychające ręce w rzeczywistości nie pozwalają na macanko, czy tylko pałętają się mimowolnie. Och, jestem niewinna, nie wiem, czy powinnam…

Parkowałem zawsze z boku, czasem nawet wolałem przejść kawałek do klubu niż narażać się na wścibstwo innych facetów. A dziewczyna też się czuła bardziej rozluźniona, wiedząc, że bujająca się bryka nie ściągnie niepożądanej uwagi. Fakt, że ta chwila orzeźwienia była najtrudniejsza. Nieraz tak było, że nim dotarliśmy do samochodu, dziunia traciła ochotę albo trzeźwiała. Gorzej było tylko, jak nagle zachłysnąwszy się świeżym powietrzem, traciła kontakt z otoczeniem. Wtedy seks z nieprzytomną był jak walenie świniaka. Nawet czasem zapach ten sam, zwłaszcza jak nieświadoma puściła bełta. Swoją drogą to był taki mój dziwny fetysz. Czując zapach jej wymiocin, sam się nieraz porzygałem i wtedy, taki utaplany w na wpół przetrawionym mojito, ogórkach, chipsach i żelowych misiach, dochodziłem bardzo długo, a osiągany orgazm uwalniał całe moje nagromadzone przez tydzień pragnienie. Tylko wrażenie dmuchania gumowej lalki sprawiało, że decydowałem się na takie rozwiązanie niezwykle rzadko.

Co innego dziunia, której jakimś cudem udało się dotrwać do wozu. Jej spostrzegawczość…
– To BMW?
Nie, kurwa, Dełu.
– No. BMW. Fajne, nie? Odpicowałem specjalnie dla ciebie.
Uśmiech, nad którym zupełnie nie panowała. Oparta o maskę pozwalała, bym klękając zsunął jej majtki. Unosiła nogę, bym zdjął całkiem bieliznę. Zaczepiała długim jak chuj obcasem i musiała się mnie przytrzymać, by nie runąć na ziemię. Krok do przodu. O! I cipa przed oczami jak malowana. Nie musiała wtedy długo czekać, abym ją spenetrował językiem. Jej jęknięcie, gdy dotykałem łechtaczki, było adekwatnie mocne do pazurów, wbijających się w moje ramiona. Oparta dupą o błotnik pozwalała, bym jej wylizał patelnię, z każdą sekundą czując, jak członek rośnie w spodniach.

Gdy parcie na rozporek było nie do wytrzymania, wstawałem szybko, zmuszając ją z kolei do klęku. Niecierpliwymi dłońmi rozpinała mi spodnie i w oka mgnieniu połykała kutasa. Ja zaś, nie zważając na jej nieporadną obronę, chwytałem ją za włosy i wbijałem się aż po jądra. To uczucie, gdy jej strzecha, będąca kilka godzin wcześniej wymodelowanym fryzem, otula moje podbrzusze, było nie do opisania. Przyciskałem jej twarz do siebie. Mocno. Nie było mowy o wytchnieniu. Walczyła ze mną, usiłując oderwać głowę, drapała mnie pazurami po pośladkach, jęczała coś stłumiona. Gdy uderzenia były coraz słabsze, a ciało wiotczało, puszczałem ją. Odsuwałem się, napawając widokiem. Przerażona oddychała ciężko, z jej ust kapała gęsta ślina, półprzezroczysta witka ciągnęła się między moim kutasem a jej udekorowanymi śliną ustami. Pozwalałem jej na kilka oddechów, po czym łapałem znów za włosy i przybliżałem do siebie. Starała się zwolnić, lecz to nie do niej należała decyzja. Teraz już, wiedząc, jak głęboko może połknąć, rżnąłem ją szybko w usta. Wsłuchany w chlupoczący dźwięk, jaki przy tym powstawał, doprowadzałem się na skraj orgazmu, by nagle przerwać tuż przed wytryskiem. Wychodziłem szybko z niej i chwilę delektowałem się chłodem, omiatającym mojego zmęczonego kutasa.

Podnosiłem ją potem z klęczek, odwracałem twarzą do auta, dociskałem do maski. Kusiła wypiętymi pośladkami. Jej wypielęgnowane dłonie z długimi paznokciami rozchylały mięsiste wargi, ukazując ciemne wnętrze. Uderzenie w pośladki było zaskoczeniem, na które zupełnie nie była przygotowana. Początkowe klepnięcie, za każdym kolejnym razem było coraz silniejsze. W końcu prałem ją, czując, jak puchnie mi ręka. Jej wrzaski stawały się coraz głośniejsze. Z początku się broniła. Usiłowała odwrócić, lecz gdy uderzenie spadało na jej biodra lub co gorsza cycki, wracała do służalczej pozycji. Nadal wrzeszczała. I przeklinała. O! I to jak! Nawet najlepsze fachury nie potrafią tak kląć jak suka, która chce być bita. Za każdym razem gdy uderzałem ją bliżej sromu, z jej ust wyrywało się dosadne „skurwysyn”. Najlepszy był moment, gdy przestawałem bić. Rozkładała szerzej nogi, a „skurwysyn” był powtarzany raz po raz. Podobało się foczce.

I wtedy, nie zważając na jej zachcianki, wbijałem się bez ostrzeżenia. Miękkie ciało przyjmowało mnie z lekkim opóźnieniem. Mimo iż była niemożebnie mokra, musiała minąć nanosekunda, nim jej pochwa dostosowała się całkowicie do mojego kutasa. Jej dłonie lądowały płasko na masce. Usiłowała złapać się czegoś, ale gładka powierzchnia sprawiała, że ślizgała się po niej. Czasem zapominałem, że baby to muszą mieć ze sobą torebki. Nawet te małe chujostwa, w których mieści się co najwyżej gumka lub błyszczyk, ale zawsze coś muszą ściskać. Dźwięk metalowej klamerki przesuwającej się po gablocie sprawiał, że włosy jeżyły mi się na karku. Wtedy zawsze pojawiał się dylemat. Czy wystarczy potem nałożyć czarny wosk, czy trzeba będzie kupić specjalny wypełniacz. Kurwa, na samą myśl, że będę musiał jeździć z białą szramą na masce, odechciewało mi się pierdolenia.

Ale wtedy najczęściej było już za późno. Zapach cipy, otulająca mnie miękkość, jej jęki, dotyk śliskiego ciała, sprawiał, że szybko dochodziłem. Byleby zdążyć uciec ze środka i spuścić się na jej plecy. Albo bluzkę, jeśli zapomniałem zdjąć. Czasem tryskałem tuż po opuszczeniu. Biała struga lądowała na jej spuchniętym sromie. Czym prędzej wycierałam ją koszulą. Trzy może cztery razy niunia doszła przede mną. Zaciskając się na moim członku, nie pozwoliła uciec. Spanikowany obserwowałem potem, jak perłowa maź wypływa jej z cipy.
– Spoko. Jestem na tabletkach – słyszałem i oddychałem z ulgą.
Ze pierwszym razem nie skumałem. Potem w internecie se poczytałem i już nie byłem taki kołek.

No i było zajebiście.

Do dzisiaj.

Dźwięk dzwonka, jakieś pierdolone ćwierkanie, które tak się podobało mojej matce, sprawiło, że zerwałem się z łóżka. Oszołomiony wpadającym przez niezamknięte żaluzje światło słońca, nie mogłem z początku skojarzyć, co się dzieje. Przesunąłem ręką po pościeli. Gładkie ciało, jakie napotkałem, okazało się kościstą łydką. Niewiele wciąż dostrzegając, macałem wyżej, aż dotarłem do miejsca, gdzie dwie przeraźliwie chude nogi łączyły się w jednym miejscu. Gdy natrafiłem na ściśnięty pierożek, odetchnąłem z ulgą. Już raz nad ranem po ostrej libacji, obudziłem się, czując dociskający do mojego uda podłużny kształt. Godzinę potem spędziłem w łazience, obmacując dupę, szukając najmniejszych oznak zboczonego końca imprezy. Gdy koło południa kolega obudził się i wszedł do kuchni, spoglądnąłem na niego spod powiek. Bałem się zapytać. Jego mina jednak sugerowała, że nawet jeśli zrobił coś niedobrego, to kompletnie o tym nie pamiętał. Co zresztą sam podkreślał co chwilę, pytając mnie, kim kurwa jestem i oznajmiając, że żona go zabije. Na pytanie, gdzie ją widział po raz ostatni, wybałuszał oczy.

„ćwir, ćwir, ciul, ciul, dup, dup…”
Natarczywy dzwonek nie przerywał już swojego jazgotu.
– Idę… kurwa… ciszej… ja pierdolę…
Przetarłem oczy i spojrzałem przytomniejszym wzrokiem. Jasiek kiedyś mi powiedział, że laski lecą na satynową pościel.
– Taką gładką jak dupa niemowlaka, wiesz? – powtarzał.
Kupiłem, a co, nie? Na wyprzedaży w delikutasach w Groniewie. Czarna, błyszcząca poszewka, do tego narzuta i dwie poszewki na poduszki. Brązowa, ni w chuj nie pasująca do zielono-niebieskich ścian pokoju. Ale chuj z tym. Laski faktycznie przeciągały się jak kociaki.
Zerknąłem po pościeli. Chudzina ginęła pośród materiału. Ujrzawszy rozchylające się płatki, nabrałem ochoty…

„ćwir, ćwir, ciul, ciul…”
KURWA! Czy nie można chwilę poczekać? Zwlokłem się z łóżka i poczłapałem do drzwi. Przez półprzezroczystą szybę dostrzegłem niewielki kształt. Odsunąłem zasuwki, przekręciłem zamek i niechętnie otworzyłem drzwi.
– Czego…
Przerwała mi w pół słowa. Wparadowała do mieszkania, jak gdyby było jej własne. Położyła tłumok na stole, po czym zerknęła do sypialni.
– Hej! A może by tak… – zacząłem niepewnie.
– Ty! – władczy głos, nie znoszący sprzeciwu. Nieco chropowaty. Skądś go, kurwa, znam. Tylko skąd? – Dziunia!
Słyszę szelest pościeli, a potem cichy pisk. I znowu ten twardy głos.
– Wypierdalaj stąd!
– Co? – Chudzina zapewne tak jak i ja nie wie, o co chodzi, ale próbuje się jeszcze bronić. Na nic jej to.
– Dobrze, kurwa, słyszysz. Wypierdalaj! Już cię tu nie ma!

Przestraszona nastolatka przebiega koło mnie. W pośpiechu narzuca na siebie sukienkę. Bielizna zostaje gdzieś pod łóżkiem lub chuj wie gdzie. Promienie słoneczne prześwietlają ją na wskroś, gdy biegnie w dół po schodach. Jeszcze widzę przez moment jej profil, podskakujące cycki i po chwili znika za rogiem. Odwracam się w stroną mieszkania.
– Możesz mi wyjaśnić… – zaczynam, lecz nie daje mi dojść do głosu.
– Siad!
Siadam posłusznie. A chuj posłusznie. Po prostu nie mam dziś siły na sprzeczanie się.

Patrzę, jak odwiązuje tłumok. Chwyta delikatnie, po czym przyciska do mnie. Zaglądam do środka. Dwa różowe serdelki, dwie machające niepewnie w powietrzu łapcie i wielki łeb, spozierający na mnie z byka. Zielone oczy, wielkie jak nakrętki od Frugo, wpatrzone w zapijaczoną mordę.
Wciąż się przyglądam, a huragan kontynuuje.
– Jest twój! Dziewięć miesięcy się z nim męczyłam. Teraz twoja kolej.
– Co??? – Właśnie! Co?
– Gówno!!! – Faktycznie. Coś capi – Nie podoba się? Nie obchodzi mnie to! Zrobiłeś, to teraz się zaopiekuj.
– Ale…
– Żadne ale. Jest twój. Na sto procent. – Na moment jej głos łagodnieje. – Ma twoje oczy i jest bardzo silny.
– To jeszcze o niczym nie świadczy – bronię się, choć, kurwa, berbeć faktycznie ma moje oczy. Moja matka też ma takie. Zielone, lekko opalizujące w kierunku niebieskiego.
– Patrz. Ma też takie samo znamię pod uchem. – Odsłania niebieski czepek.

Zamykam oczy, by po chwili odzyskać rezon.
– I co ja mam niby, kurwa, zrobić?
– Na początek zapierdalaj po pieluchy. Potem musimy zrobić miejsce na łóżeczko.
Rozejrzała się po salonie.
– No chyba se jaja robisz. Gdzie mi tu…
– No już cię nie ma! A… zresztą… ja mam to w dupie. Zasra ci mieszkanie, nie mój problem. O! Na tej pościeli będzie najlepiej. Nawet kolorystycznie będzie pasować.
– Czekaj! – ryknąłem przerażony. – Już idę. Tylko nie kładź go w sypialni.

Spojrzała na mnie spod powiek. Kłamała. Spryciula. Będę jej musiał wybić z dupy takie fochy. Naciągam wymięte spodnie na gołe ciało. Koszulka z krótkim rękawem wygląda jak psu z gardła wyjęta. Zapinam tylko trzy guziki i zbieram się do wyjścia. W sumie dobrze, kupię jeszcze fajki i coś do picia. Podchodzi do mnie, sięga dłońmi za moją głowę i wyprostowuje kołnierzyk na karku. Pachnie… już wiem czym pachnie. Przypominam sobie, człapiąc w klapkach w kierunku drzwi do mieszkania. Impreza u Draga. Wróbel, Szynszyl, Afrodyta, Biały, Amelia, Gucio, Pała i ktoś tam jeszcze. Spotkanie starych znajomych nad jeziorem w nie-pamiętam-gdzie. Pływanie łódką, wycie przy ognisku, odwiedziny w nocnym z alkoholem, jakieś towarzycho z łódki, wpierdul, koledzy kolegów z łódki, wpierdul, dyska nad jeziorem, plaża, dziunia. O!
– Mary… – Drzwi zatrzaskują mi się dosłownie na milimetry za plecami.
– I kup mi podpaski!
– …sia. Spoks. Noł problem. Co to dla mnie…

.

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Widzę pewną inspirację… 😉 A nawet więcej niż jedną… Mam niejakie kłopoty interpretacyjne ze wzmianką o imprezie…
Czyta się znakomicie, mordka sama się śmieje aż do łez w oczach. Chociaż z tym bełtem trochę na mój gust przesadziłeś. Ale cóż – koloryt lokalny 😉

Do napisania opo, w zasadzie, sprowokował mnie pewien link, przesłany w pewnym miejscu. Nie chciałem tylko opisywać czegoś, co zostało sfilmowane. Wystarczyło jednak znaleźć motyw. A że wkrótce… ;), to potem potoczyło się już bez oporów 🙂
Bełt… cóż. Jak mawiał pewien znany ktoś; “Z dwojga rzeczy lepiej tą stroną” 😀

Zbieżność postaci i wydarzeń zupełnie przypadkowa 😀 😉

Mam nadzieję, że zbieżność postaci i wydarzeń zupełnie przypadkowa jest zupełnie przypadkowa, bo jak tak sobie przełożyłam osoby na osoby od tego, co wkrótce, poczułam się nieswojo. 😉

A poważnie: Nie rozumiem tych negatywnych komentarzy. Świetnie wszedłeś w postać drecha, ale nie aż tak tępego drecha. Nie można jednak nie pochylić się z podziwem nad stylem, jakim tekst jest pisany. Wulgaryzmy są w pełni uzasadnione. W potocznym języku takich egzemplarzy jest ich nawet więcej. Niektórzy potrafią doskonale komunikować wszystkie swoje przemyślenia, potrzeby i oczekiwania za pomocą sześciu słów, więc mnie to nie razi.
Tylko z tym bełtem pojechałeś. Ale po namyśle dochodzę do wniosku, że bez bełta zaczęłabym nabierać sympatii do delikwenta…

Wydaje mi się, że wulgaryzmów jest tyle wokół nas, że ludzie tutaj przychodzący chcą przeczytać coś ich pozbawionego. Może stąd bierze się ich negatywny stosunek do mojego ostatniego opo. A może nie znają innych i sądzą, że taki mój wulgarny styl. Nie mam pojęcia. Niemniej – jak NNN zauważa – starałem się używając przekleństw robić to z wyczuciem, tak by jednocześnie oddać charakter “mistrza ortalionu” ale też i nie traktować go zbyt dosłownie.

Spoks Arti – wszystko jest fikcją 😉

niesmaczne i chamskie, ale moze ktos lubi takis tyl

Czyli udało mi się oddać charakter dresiarza i zauważa to więcej niż jedna osoba. Powtarzając za Smokiem – jedni lubią kościół, inni zakonnice 😉

Pozdrawiam
MRT

e.. tam pedał jesteś, taki koloryt

dla mnie niesmaczne i chamskie

Z uśmiechem obserwowałam płynność w posługiwaniu się wulgaryzmami. Nie każdy potrafi soczyście przeklinać a to niekiedy daje się wyczuć podczas czytania i powoduje zgrzyty. Tutaj tej wiarygodności nie zabrakło. Łacina Rycerza Ortalionu jest jakby na miejscu i ubarwia odbiór tekstu.

Przez długi czas się zastanawiałem czy aby jednak nie za dużo. Teraz przez ten nadmiar kolejne opa będą bez ku***wania 😉

Wulgaryzmy to słowa jak każde inne, maja tylko odmienny zakres znaczeniowy. Każde z nich ma swoją wagę i wymowę. Stosowane z wyczuciem a nie bezmyślnie trafnie opisują emocje, które nie zawsze da się wyrazić pięknymi słowami. Granica między dobrym a złym smakiem jest cienka, ale też k..rwa k..rwie nie równa. Wulgaryzmy jako ornamenty mowy u osób, które potrafią posługiwać się językiem polskim mnie nie drażnią bo wiem, że wiedzą (z reguły) kiedy i jak ich używać by wzmocnić jedynie przekaz. Dehnel powiedział, że “brzydki to jest język niechlujny i błędny” i z tym się zgadzam.

P.S. Rozwalił mnie Dełu. 🙂

Gdyby nie pomoc korektorska zapewne byłby właśnie błędny. I, niewykluczone, niechlujny. Gdy piszę, piszę szybko, nie zastanawiając się nad każdym ą ę. Gdy skończę szybko sprawdzam. Gdy zaczynam się wgłębiać w opo, przestaje mi się podobać i ląduje w szufladzie. Albo w koszu.
Więc…
AA dziękuję :*

NNN – dziękuję za komentarze 😉

“Dźwięk metalowej klamerki przesuwającej się po gablocie sprawiał, że włosy jeżyły mi się na karku. Wtedy zawsze pojawiał się dylemat. Czy wystarczy potem nałożyć czarny wosk, czy trzeba będzie kupić specjalny wypełniacz. Kurwa, na samą myśl, że będę musiał jeździć z białą szramą na masce, odechciewało mi się pierdolenia.” – Mocne! Uśmiech.
W narracji występują również fragmenty nie pasujące do bohatera i nastroju całości. Np “decydowałem się na takie rozwiązanie niezwykle rzadko” – bosz, cóż za inteligencka fraza 🙂

No kolo! Sie internety czytało to sie pewne rzeczy łynkeło!

A cytowany fragment to przeróbka dowcipu, który kiedyś czytałem i się mi spodobał 😉

Swojskie takie…
Rozrywkowe czytadło.

Aż się boję pytać gdzie się “rozrywasz” :p

Odpowiedz

Mademoiselle de Classe

Wulgarne i chujowe

Prawda? Trafia w sedno…

Konwencja zajebiscie trudna. Ale wyszleś ziomal z zakurwiscie wielką tarczą z tego gnoju.
Mnie tam się podobało, a że mogłeś mocniej spiąć poślady – jasna sprawa.
Nie peniaj nic. Zawsze znajdzie się jakiś kutas co się przyjebie choćbyś na uszach kurwa stawał.

Człek inteligentny, wykształcony, obyty a napierdala, jak szewc. Dziękuję. Jestem kurewsko ukontentowany. Czy mi się zdaje czy dojebałeś tu nieco slangu z Wa-wy?
Pozdr

– Podpaski proszę.
– Jakie?
– Jak to jakie, normalne! Podpaski!

Dalej jeszcze nie przeczytałem. Jak się podniosę z podłogi to może doczytam :-). Dzięki Gregu. Poprawiłeś mi humor.

I te małe, te takie czopki 🙂

Nie podnoś. Nie warto. Na tym poziomie z większością się dogadasz :p
Pozdrówko

Nie zawiodłem się Grzesiu. Podobało się 🙂

WW.

Zawsze Grzesiu fascynowały mnie twoje opowiadania 😀 potrafisz kreować światy fantasy, oderwane od rzeczywistości czy nawet logiki i potrafisz kreować drechy.

Uśmiałem się setnie, szczególnie przy opisie prosiaka i jego majtających w powietrzu raciczek. Motyw z satynową pościelą też był spoko.
albo:
“Spoko kurwa mać zajebiste kurwa. No normalnie wow i szał i heheszki”

Dopiero teraz miałem okazję przeczytać, i cholernie żałuję. Głownie tego, że nie dałem rady wcześnie.

Wprawdzie opowiadanie mocno zalatuje mi “Wojną polsko-ruską”, ale absolutnie nie jest to zarzut. Tak jak u Ciebie, Gregu, tak i u Masłowskiej, udała się sztuka niezwykle trudna – pokazanie typowego imprezowego Alwara/Dresika, jego Dziuni/Karyny/Lali i tego całego “powiatowego” klimatu. Sztuka to o tyle trudna, że skazuje piszącego na ciągły balans między prymitywem bohatera i intelektem własnym oraz odbiorcy. Tobie Gregu udało się do wyśmienicie.

W rewanżu za doskonale spędzony czas oferuję, jak to zwykle ja, witeczki leszczynowe bądź brzozowe. Do dowolnego wykorzystania…

W związku ze zbliżającym się IIOZD upchnę witeczki gdzieś w kąt. Diabli wiedzą kto zechce i w jakim celu wykorzystać 😀
To ciekawe dowiedzieć się, że opo przypomina twórczość osoby uznanej. Przyznaję – nie oglądałem… jak większość utworów, do których są porównywane moje opa. Hm.. może i dobrze.. wtedy nic bym nie napisał.
A co do balansu – przyznam, że po tym opo wykurwiłem się na najbliższe pół roku :p – sinusoida prymitywizmu sięgnęła dna – teraz będę się wznosić… 😀

Bardzo zgrabnie opisana rzeczywistość z punktu widzenia chłopaka z “dzielni”. Najbardziej podoba mi się zakończenie – coś jak poskromienie złośnicy – największy buchaj ulicy gładko wchodzi pod pantofel swojej dziuni, kiedy ta pokazuje to bardziej praktyczne oblicze swojej natury. I tu przypomina mi się dowcip: rozmowa w męskiej szatni…
– moja żona to przychodzi do mnie na kolanach;
– i co mówi?
-wyłaź spod łóżka, ty tchórzu…;)

Łomatko, dawno się tak nie uchichrałam 😀 Dełu i biała szrama na masce odrywająca od seksu – mistrzostwo świata. Fakt, że nagromadzenie wulgaryzmów trochę intensywne, ale dodaje smaczku humorystycznej fabule, która bez tego mogłaby trącać kiczem. Bomba.

To opowiadanie z całą pewnością odmieniło moje życie. Czytałem je w mocno specyficznych okolicznościach i niejakim pośpiechu, ale… zostało w pamięci.:)
Zwłaszcza przyrównania oczu niemowlaka do nakrętek od Frugo, uzmysłowiło mi, że istnieją wyższe poziomy artyzmu, dostępne tylko niektórym.

Jesteś też jedynym znanym mi Autorem, który potrafi wpleść bełt pomiędzy erotykę i to się ze sobą kurwa nie gryzie.
Kłaniam się z szacunkiem,
Foxm

Świetne opowiadanie. Popłakałam się ze śmiechu 🙂 Nie będę cytować najzabawniejszych fragmentów, bo musiałabym wkleić cały tekst.
MRT Greg – jesteś wielki 🙂

No i huk. Wpadka jak gowno w kompot. Taki życie. Dziunie niejednego chojraka tak zalatwily. Te mohery od ladnego wyrazania chyba nigdy na ulicy nie byly. Zycia za ch..a nie znają. Niech zywoty świętych czytają. Opko dobre zlapie chwile to poczytam więcej twoich opowiastek.

Kurcze, dobre to. Chociaż liczyłem na rozwinięcie tematu sprzedawczyni, ale nie tylko było treścią.

Napisz komentarz