Aleja 69 II (Areia Athene & Foxm)  3.49/5 (34)

20 min. czytania
Lies Thru a Lens, "Untitled", CC BY 2.0

Lies Thru a Lens, „Untitled”,
CC BY 2.0

Przeczytaj pierwszą część cyklu

Wszystkie występujące w tej historii postacie są fikcyjne, a wszelkie podobieństwo osób, zdarzeń i miejsc – czysto przypadkowe.

Dochodziła dziewiąta. Ciekawskie promienie czerwcowego słońca zaglądały we wszystkie zakątki niedużego gabinetu, wyciągając na jaw ich tajemnice. Oświetliły szeroki regał wypełniony albumami i pamiątkami z podróży do mniej lub bardziej egzotycznych krajów. Pobawiły się przez chwilę w berka na tle kolorowej mapy świata i w chowanego – krążąc między ustawionymi na półkach, nieco zakurzonymi modelami samolotów pasażerskich. Bez cienia zainteresowania przemknęły obok wiszącej na wieszaku brązowej kurtki ze skóry i zatrzymały się dłużej na postaci jej właściciela.

Airman – emerytowany pilot samolotów rejsowych i bywalec światowych metropolii – stał przed przymocowanym do szafy lustrem i z namaszczeniem rozczesywał swoje bujne, gęste włosy. W czasach słusznie minionych notorycznie mylono go z pewną gwiazdą estrady. Zdarzało się nawet, że proszono Airmana o wykonanie szlagieru opisującego przygody pewnej rezolutnej pszczółki.

I pilot w przypływie prawdziwie ułańskiej fantazji śpiewał, a później zapylał rozanielone fanki, ugruntowując tylko reputację kobieciarza, jaka przylgnęła do niczego nieświadomego artysty. Obaj panowie nigdy się nie spotkali, czego Airman akurat niespecjalnie żałował, zaprzestał jednak podszywania się pod owego piosenkarza, kiedy kariera tegoż wyraźnie wyhamowała. Nawet włosy artysty – co były pilot odnotował z prawdziwym niesmakiem – nie były już takie jak niegdyś.

Natomiast jego imponująca fryzura od lat niezmiennie była obiektem zazdrości wśród starszych autorów, zaś przesadna dbałość o nią wielokrotnie była złośliwie komentowana przez młodszych kolegów. Autor „Zielonookiej” do obu tych reakcji podchodził ze stoickim spokojem. On wciąż był w życiowej formie i korzystał z tego faktu pełnymi garściami.

W oddali trzasnęły drzwi. Airman spojrzał na zegarek i westchnął. Odłożył szczotkę na półkę, raz jeszcze potrząsnął lekko grzywą i wyszedł z pokoju. W drodze do sali konferencyjnej zauważył, że drzwi do gabinetu jednego ze starszych stażem autorów są niedomknięte. Dyskretnie zajrzał do środka. Błysk flesza oślepił go na jedno uderzenie serca.

– Pierwszorzędna selfie, Gawronie – zawyrokował, wchodząc do pomieszczenia.

Rzucił okiem na stojącego w triumfalnej pozie na biurku przystojniaka. Blondyn z fryzurą z lat osiemdziesiątych, której nie powstydziłby się sam David Bowie, dzierżył w ręku najnowszego smartfona. Obiektyw wbudowanego w urządzenie aparatu fotograficznego był ustawiony tak, by w pełni oddać zalety tej wyszukanej pozy.

– Gawron zdobywca – kpił dalej Airman.

– Cicho bądź! Pstrykam sobie nowe portretowe na Fejsa.

– Ale dlaczego na biurku?

– Bo tu jest lepsze światło.

Airman otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował.

– Może być – stwierdził Gawron, przyjrzawszy się dokładnie najnowszemu zdjęciu.

Zręcznie zeskoczył z biurka – nie zaliczył jednak udanego lądowania. Prawa stopa poślizgnęła się na papierowej kulce, których dziesiątki zaścielały niemal całą podłogę. Zapewne nie skończyłoby się to zbyt dobrze, gdyby nie refleks i opanowanie byłego pilota, który chwycił przyjaciela za ramię i pomógł mu odzyskać równowagę. Na ułamek sekundy ich spojrzenia się spotkały. Airman powoli cofnął rękę.

– Dzięki – powiedział Gawron, lekko zakłopotany.

– Idziesz na naradę?

– Tak, za minutkę – odparł, siadając do laptopa. – Tylko wrzucę tę fotkę na Fejsa.

Gawron – znawca tajników BDSM oraz entuzjasta mediów społecznościowych w jednym – dodał zdjęcie do swojego profilu, po czym odświeżył stronę, przyglądał się jej przez chwilę i w końcu pokiwał głową z zadowoleniem.

– Teraz możemy iść – oznajmił.

Wstał i wyszedł z gabinetu w ślad za kolegą, zamykając za sobą drzwi na klucz.

* * *

Gdy Airman i Gawron dotarli do sali konferencyjnej, byli już tam wszyscy członkowie Redakcji, oprócz Pana Stacha, który – jak na artystę przystało – używał zegarka głównie jako ozdoby. Naczelny spojrzał wymownie na jedyne wolne krzesło, po czym odsunął się nieco od stołu, aby móc swobodnie gestykulować, i rozpoczął naradę.

– Wiem, że wszyscy macie ważniejsze sprawy na głowie niż nudzenie się w moim towarzystwie, dlatego postaram się streszczać.

Kilka osób uśmiechnęło się mimochodem.

– Zacznę od kwestii, która na pewno zainteresuje was najbardziej. Wczoraj zarezerwowałem hotel na nasz tegoroczny wyjazd integracyjny.

– Super! – ucieszył się Leo.

– Gdzie tym razem? – dopytywała Marylin. – Kreta? Ibiza? Teneryfa?

– Bory Tucholskie – oznajmił bez mrugnięcia okiem Julian.

Po sali przetoczył się głuchy pomruk rozczarowania.

– Ale… te w Polsce? – upewnił się Szakal.

– Tak, te w Polsce.

– Ale… dlaczego?

– Pamiętacie ostatnią awarię słoneczek? Na szczęście udało się je w miarę szybko naprawić. Ale dzień później odbyłem wielce pouczającą rozmowę z naszym głównym informatykiem – kontynuował Naczelny. – Zgodnie doszliśmy do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem będzie zakup nowego serwera. A ponieważ jest to dość droga zabawka, musimy na czymś oszczędzać.

– Aha! Czyli te całe Bory to wina Rozumnego – podsumował Airman.

– To nie jest niczyja wina – odparł Julian. – Po prostu mamy coraz więcej czytelników, co – jak sądzę – jest powodem do radości, i musimy się dozbroić.

Autor „Opowieści rzymskich” powiódł wzrokiem po zebranych. W ich oczach nie znalazł zrozumienia.

– Będzie dobrze – zapewnił z przekonaniem. – To mały nastrojowy pensjonat…

– Pensjonat… – mruknął Lion, żegnając się z nadzieją na saunę i jacuzzi.

– Położony w lesie nad brzegiem jeziora…

– Którego temperatura w połowie lipca wyniesie plus 10 stopni – zauważyła Minerwa.

Naczelny spojrzał na nią, nie kryjąc rozczarowania. I ty, Brutusie… – zdawał się mówić wzrokiem.

W tym momencie do sali wślizgnął się Pan Stach i mrucząc ciche „dzień dobry, przepraszam”, zajął swoje miejsce przy stole.

W samą porę, pomyślał Julian, czując, że odzyskuje panowanie nad sytuacją.

– Będzie dobrze! – podsumował zdecydowanym tonem, dając tym samym do zrozumienia, że uważa kwestię za zamkniętą. – Lady France, teraz twoja kolej – dodał równie głośno, z nieskrywaną ulgą przekazując głos swojej zastępczyni.

Autorka znakomitego „Brooklynu” wyrównała leżące przed nią kartki i uśmiechnęła się łagodnie.

– Kochani, w tym tygodniu mamy dwóch nowych kandydatów na autorów. Próbki ich tekstów jak zwykle przesłałam wam na początku tygodnia. Proponuję tym razem zacząć od pana o wdzięcznym pseudonimie Szalony Chomik. Czy ktoś ma jakieś uwagi do jego tekstów?

– Jedynie pozytywne – odparł Airman. – Chłopak pisze lekko i zabawnie, w dodatku ma dość ciekawe pomysły. Ja się dobrze bawiłem przy jego opowiadaniach.

– Ja też – poparła go Marilyn. – W dodatku pisze całkiem porządne sceny…

– Tu bym się nie zgodził z szanowną koleżanką – wtrącił się Srebrny – chociaż sądzę, że autor dobrze rokuje na przyszłość. Muszę przyznać, że gdy przeczytałem ten tekst wczoraj wieczorem, byłem przeciw. Ale gdy dziś przed śniadaniem wyszedłem do ogrodu i zobaczyłem, jak promienie porannego słońca oświetlają moje grządki sałaty i rzodkiewki, pomyślałem, że jednak będę za.

– Przepraszam bardzo – powiedział Gawron – czy tylko ja zwróciłem uwagę na te wszystkie błędy i literówki. Chwilami prawie nie można zrozumieć tekstu.

– Ale to nie jest problem – oświadczył Julian. – Błędami zajmie się Dział Korekty. Minerwo?

– Myślę… Dobrze, oddam go pod opiekę Czarnemu Jaguarowi. Ostatnio stwierdził, że potrzebuje nowych wyzwań, to niech się zmierzy z Szalonym Chomikiem.

– Zatem głosujmy – zdecydowała Lady. – Kto jest za zaproszeniem Szalonego Chomika na łamy Najlepszego Bloga?

Wszyscy zgodnie podnieśli prawe ręce do góry. Wszyscy oprócz Pana Stacha, który z zawzięciem – i wysuniętym koniuszkiem języka – szkicował coś w swoim notatniku.

– A zatem postanowione. Jeszcze dziś zadzwonię do Chomika i zaproszę go na spotkanie.

– No to mamy kolejnego zwierzaka w rodzinie – podsumował Szakal.

– Mniam! Świeże mięsko! – ucieszyła się Mietek. – Odkąd Szakal i Szczypior znaleźli sobie dziewczyny, a Bazyliszek pogodził się ze swoją Bazylią, nie ma się z kim zabawić wieczorami.

– Ej! No ej! – obruszył się Leo. – A ja?!

– Ty zawsze będziesz naszym najsmaczniejszym kąskiem – zapewniła przyjaciela Minerwa.

– Tylko takim trochę popsutym, tak?

– Raczej zepsutym – i to do szpiku kości – zażartowała Mietek i lekko szturchnęła go w bok.

– Myślę, że możemy przejść do drugiej kandydatury – stwierdził Naczelny, ucinając wszelkie zbędne dyskusje.

– Tak, drugi kandydat… – zaczęła Lady France, sięgając po niebieską teczkę. – A właściwie kandydatka, Esmeralda. Przesłała nam pierwszy odcinek swojej serii fantasy. Ktoś chce się wypowiedzieć?

Tym razem nie było chętnych do rozmowy.

– Nikt nie ma uwag – zdziwiła się zastępczyni Naczelnego. – W takim razie głosujemy. Kto z was jest…

– Poczekaj chwilę – przerwał jej Julian. – Czy ktoś oprócz Lady i mnie przeczytał opowiadanie Esmeraldy?

Nikt się nie zgłosił. Naczelny powiódł wzrokiem po zebranych, zatrzymując się na kilka sekund na twarzy każdego z nich. Jak dzieci, pomyślał w końcu – bardziej rozczarowany niż rozgniewany.

– Jutro o ósmej chce zobaczyć w swojej skrzynce maile od każdego z was – powiedział powoli – zawierające decyzję i jej uzasadnienie.

– Ale ten tekst ma ponad 60 stron… – jęknął Leo.

– Jutro! O ósmej! – powtórzył dobitnie Julian. – Dziękuję, to wszystko. Narada skończona.

* * *

Lion wciąż zmagał się z uporczywym brakiem weny. Co prawda zdążył ukończyć w terminie ósmy rozdział „Dużej stawki”, ale przeciąganie deadline’u w nieskończoność skróciło do minimum czas na napisanie nowego rozdziału „Renegata”.   Niestety, zapał do pracy nad skomplikowanym światem, będącym jednym z najbardziej nowatorskich pomysłów w jego karierze, uleciał gdzieś po kilku dniach. Najgorszy koszmar – chroniczna niemoc twórcza – znów zaatakował.

Setki kolorowych karteczek oblepiających korkową tablicę na jednej ze ścian jego gabinetu stawały się coraz bardziej irytującym świadectwem owej niemocy. Dzięki tym karteczkom Lion chciał uratować każdy ciekawy pomysł, jaki przyjdzie mu do głowy. Po początkowych sukcesach przestał systematycznie uzupełniać fiszki, a jeszcze później utknął w fabularnej ślepej uliczce.

Całymi godzinami wpatrywał się tępo w blat swojego biurka, ewentualnie wodził wzrokiem po ścianach, szukając wsparcia u gwiazd światowego volleya. Sportowcy jednak uparcie milczeli, aż w końcu Leo musiał przyznać, że bardziej koncentruje się na wystroju gabinetu niż na pracy.

Był szalenie dumny z unikalnej kolekcji fotografii pochodzących z różnych miejsc na świecie, które na krótki czas stawały się centrami światowej siatkówki. W specjalnie wykonanych w tym celu gablotach wisiały koszulki, podpisane indywidualnie przez zawodników bądź całe drużyny.

Gabinet młodzieńca różnił się od wszystkich innych w redakcji. Przypominał raczej efekt wypuszczenia w miasto dorosłego faceta z nielimitowanymi zasobami gotówki. Lion zaczął więc realizować swoje materialne fanaberie. 40-calowy panoramiczny telewizor, konsola do gier, spora szafa na marynarki z dobrej gatunkowo wełny, kosz wiszący na drzwiach czy własna lodówka z pewnością nie uchodziły za standard biurowego wyposażenia.

Z erotyką czy pracą w tym miejscu wiązało się naprawdę niewiele. Wyjątkami w tym względzie była jedynie rura do striptizu, zainstalowana w ramach zakładu poczynionego nie do końca na trzeźwo z Airmanem oraz podręczna biblioteczka.

Zawartość tej ostatniej była mocno ograniczona do konkretnego zakresu kryminału i historii. Dla potrzeb kolejnego projektu Leo ponownie przeczesał pozycje swoich ulubionych twórców. Poszukiwania nie przyniosły satysfakcjonujących owoców. Zrezygnowany postanowił poszukać natchnienia w redakcyjnej bibliotece.

Bogactwo jej zasobów robiło wrażenie na każdym bibliofilu. Julian osobiście kupił, przywiózł i postawił na półce każdą książkę i każdy starodruk. Popularna plotka głosiła, że Naczelny założył bibliotekę tylko dlatego, że skończyło mu się miejsce w gabinecie.

Wrót skarbnicy wiedzy strzegł jeden z autorów, noszący pseudonim Byłem. Czterdziestoletni bibliotekarz nie był osobnikiem, z którym łatwo było się zintegrować. Głównie dlatego, że rzadko opuszczał biblioteczne zakamarki. W wydawnictwie krążyła legenda, iż kiedyś Byłem wyszedł na zewnątrz, zobaczył prawdziwy świat i zmartwiony permanentnym chaosem, tak mocno odbiegającym od archiwalnego porządku, wrócił do biblioteki.

Leo lubił Byłem. Ten łysy, niewysoki człowieczek w okularach w rogowych oprawkach wielokrotnie dał się poznać jako oryginalny rozmówca. Byłem bywał czasem nieco roztrzepany i jakby zupełnie nieświadomy aktualnych wydarzeń, które zajmowały świat cztery piętra wyżej. Gdy jednak rozmowa koncentrowała się na książkach, archiwaliach czy technicznych nowinkach, autor „Sztucznej inteligencji” mógł iść w szranki z samym Naczelnym.

Byłem dysponował też fenomenalną pamięcią fotograficzną – potrafił sobie przypomnieć położenie czy numer katalogowy absolutnie każdego woluminu. Był także jedyną znaną światu osobą, która znała na pamięć wszystkie teksty opublikowane na Najlepszym Blogu.

– Cześć, Leo! Jak mogę ci pomóc? – zapytał, okazując niespodziewaną w jego wypadku wylewność, skorelowaną z nutką profesjonalizmu.

– Właściwie sam nie wiem, czego szukam – stwierdził zrezygnowany Lion. – Piszę kolejny odcinek „Renegata”.

Zielone oczy kolegi świdrowały intensywnie przestrzeń gdzieś ponad jego ramieniem.

– Zacznij od pozycji 8989887909 do 9998890. Sądzę, że w tym przedziale znajdziesz odpowiednie materiały.

– Dzięki wielkie! Jesteś nieoceniony – stwierdził młody pisarz i ruszył na poszukiwanie wskazanych publikacji. Podszedł do właściwego regału i wyciągnął kilka z poleconych książek. Położył je na stoliku i zanurzył się w szerokim, skórzanym fotelu. Zapalił lampkę i sięgnął po pierwszy z woluminów. Bez większego przekonania przełożył kilka kartek i zaczął czytać.

Przekartkował „BDSM dla początkujących”, ze wstrętem odsunął od siebie „Dwadzieścia masek Smitha” i zaczął czytać naukową rozprawę na temat przewidywanej ewolucji konfliktów zbrojnych w ciągu następnych trzech dekad. Zdążył jednak przeczytać zaledwie trzy strony…

* * *

– Nie wiem jak ty, ale ja muszę się napić – powiedział Gawron do Airmana, gdy jako ostatni opuścili salę konferencyjną.

– Ty zawsze musisz się napić.

– Cóż poradzić… Życie!

Sala Relaksu mieściła się na końcu korytarza, tuż za pomieszczeniami Działu Korekty. Wcześnie rano panował tu spokój – dopiero w porze popołudniowego rozleniwienia sala rozbrzmiewała gwarem kilkunastu, czasem nawet kilkudziesięciu głosów. Naczelny ze szkoleń z zakresu zarządzenia personelem przywiózł wiedzę o tym, że kilka chwil odpoczynku i relaksu może wpływać niezwykle pozytywnie na zaangażowanie w pracę i kreatywność pracowników. Dlatego osobiście doglądał wyposażenia sali.

Wzdłuż lewej strony pomieszczenia rozmieszczone były niskie stoliki i wygodne fotele. Na stojących pod ścianą półkach znajdował się bogaty wybór gier planszowych i łamigłówek logicznych. Prawa strona należała do entuzjastów aktywnego wypoczynku. Tuż za drzwiami stał stół bilardowy. Dalej dwa zestawy piłkarzyków i tarcza do gry w rzutki. Dodatkowo w prawym narożniku sali znajdował się bar z ladą i stołkami wyposażony w godną podziwu kolekcję alkoholi i napojów bezalkoholowych oraz przekąsek. Oczywiście, każda butelka trunku musiała zyskać akceptację Juliana, który okazywał się być znawcą w zaskakująco licznych i odległych od siebie dziedzinach.

Właśnie w stronę baru skierowali swe kroki Airman i Gawron. Zastali tam siedzącego samotnie nad kuflem piwa pisarza znanego jako Grzeczny Ołówek.

– Co tam? – zagaił były pilot, siadając na krześle obok autora niezapomnianej „Nadmorskiej 6”.

Gawron z przyzwyczajenia zajął miejsce za ladą i rozglądał się w poszukiwaniu inspiracji do koktajlu.

– Mam problem – wyznał po chwili namysłu Grzeczny Ołówek. – Mam pomysł na opowiadanie, ale nie wiem, w jakim mieście je ulokować. To musi być duże, nowoczesne miasto, koniecznie w Europie, najlepiej któraś ze stolic. Ale to musi być takie miasto, którego jeszcze nikt na naszym blogu nie opisywał.

– Dlaczego? – zdziwił się Airman.

– Bo tak wymyśliłem. Chcę być oryginalny.

– A nie możesz eksperymentować z formą albo…

– Nie – uciął stanowczo.

– Może Rzym – zaproponował Gawron, który właśnie wrócił z kilkudniowego wypadu do Włoch.

– Żartujesz? – odparował Airman. – Przecież Naczelny opisał Rzym wzdłuż, wszerz i po przekątnych! Mam wrażenie, że znam to miasto lepiej niż jego mieszkańcy.

– Ale on opisuje starożytny Rzym.

– Wierz mi, tam się niewiele od tamtej pory zmieniło. Byłem, zobaczyłem, nie uległem rzekomej magii tego miasta. Ale przy okazji poznałem gorącokrwistą Giulię. Co to była za kobieta! Do dziś czuję mrowienie w lędźwiach na dźwięk jej imienia.

– To może Madryt… – zaproponował Grzeczny Ołówek.

– Nie czytałeś cyklu „Witaj, Madrycie” Lady France?

– Ach no tak. Zapomniałem.

– Byłem w Madrycie w marcu dwa tysiące czwartego roku. Brama Słońca, Muzeum Prado, oczywiście Santiago Bernabeu… I ognista Inez. Jak ona tańczyła flamenco, to ja… – rozmarzył się Airman. – To mi już nic więcej nie było potrzebne do szczęścia.

– To może Dublin – podrzucił Gawron, siłując się z butelką whisky.

– Dublin, wrzesień dwa tysiące siódmego. Na dziedzińcu Zamku Dublińskiego poznałem rudowłosą Deirdre. Całymi dniami odwiedzaliśmy miejscowe puby i galerie, a nocami ochoczo prezentowała mi najpiękniejsze zakamarki swojego ciała. To tak na marginesie… A Dublin wystąpił u Lady France, w tym opowiadaniu z angielskim tytułem, którego nijak nie mogę zapamiętać.

– Stolice Niemiec i Francji też już są zajęte – stwierdził autor „Łowcy głów”.– Opisał je Lion w „Dużej Stawce”.

– Francja… Paryż… Kwiecień dwa tysiące pierwszego…

– Tak, wiemy – przerwał mu lekko zniecierpliwiony przyjaciel. – Luwr, Wersal, Wieża Eiffla i rumiana jak croissanty Emmanuelle.

– Nieprawda! To była Josephine. Miała boskie ciało…

– A nocami uczyła cię francuskiego we wszelkich możliwych odmianach.

– Oj tak, tak… – rozmarzył się znowu Airman.

Gawron szybko sprowadził go na ziemię.

– Masz. Pij – polecił, stawiając przed przyjacielem szklankę wypełnioną ciemnozielonym płynem.

Autor „Pani Rowerek” wziął szklankę do ręki i spojrzał na nią podejrzliwie.

– Co to jest? Wygląda jak syrop na kaszel.

– Pij! Co cię nie zabije, to cię nie zabije.

Airman przez chwilę wyraźnie się wahał, oglądał zawartość szklanki pod światło i uważnie ją obwąchiwał. W końcu łyknął.

– Dobre! Mocne! – oznajmił, gdy przestało go szczypać podniebienie.

– To może jakaś stolica z Europy Wschodniej – zaproponował powoli tracący nadzieję Ołówek. – Bratysława?

– Było. U mnie. W „Grach wojennych”.

– Bukareszt?

– Było. U Marylin.

– Wszystko już było! Po prostu wszystko! – zdenerwował się autor „Białej lilii”. – Najpierw planowałem umieścić akcję opowiadania w dużym polskim mieście, ale okazało się, że polskie miasta są niezwykle popularne. Warszawa, Kraków, Wrocław, Gdańsk i Poznań – wszystko już było! A teraz mi mówicie, że wszystkie miasta w Europie też już są zajęte!

– Nie wszystkie – zauważył nieśmiało Airman, zaskoczony wybuchem kolegi.

– Spóźniłem się! Wszystko już było! I wiecie co? Wcale nie napiszę tego opowiadania! Tak będzie najlepiej! – wykrzyknął Grzeczny Ołówek i szybkim krokiem opuścił Salę Relaksu.

Airman i Gawron milczeli przez dłuższą chwilę, sącząc drinki i wpatrując się przed siebie. Ten drugi jako pierwszy przerwał ciszę.

– Gramy w rzutki? – zaproponował.

– No nie wiem. Naczelny kazał nam tekst przeczytać…

– Czyli rzutki! Ja gram czerwonymi!

* * *

– Co robisz? – spytała słodko Mietek, wynurzając się zza regału.

– Szukam natchnienia – odpowiedział Leo, podnosząc wzrok znad książki. Uważnie przyjrzał się koleżance, która tymczasem odwróciła się w stronę regału. Miała na sobie luźną, szarą koszulkę, nieskromnie odsłaniającą prawe ramię i krótką, obcisłą spódniczkę. Całości stroju dopełniały srebrnoszare czółenka na niebotycznie wysokich obcasach.

– I myślisz, że znajdziesz go w starych książkach? – spytała dziewczyna, ścierając palcem kurz z grzbietów kilku książek. – Może lepiej poszukać go w życiu…

– Moje życie jest ostatnio mało inspirujące – oznajmił z głośnym westchnieniem.

Mietek wyjęła jedną z książek i rozsiadła się wygodnie w fotelu.

– Może oglądasz je ze złej strony – mruknęła, rozchylając lekko kolana.

Lion głośno przełknął ślinę.

– Pokażesz mi… tę lepszą stronę – zapytał, nie ukrywając nadziei.

Mietek uśmiechnęła się zalotnie i przywołała go do siebie, poruszając wskazującym palcem. Leo rzucił książkę na stolik i w mgnieniu oka znalazł się naprzeciwko koleżanki.

– Zdejmij mi buty – powiedziała cicho.

Chłopak skinął głową i uklęknął na miękkim dywanie. Uniósł prawą stopę dziewczyny i powoli, z namaszczeniem zdjął z niej czółenko. Delikatnie odstawił je na bok i przez chwilę czule głaskał małą stópkę. Później powtórzył te same czynności przy okazji ściągania drugiego buta. Tym razem jednak głaskanie rozszerzyło się na szczupłą łydkę, potem przeniosło na zgrabne kolano i gładkie udo. Leo zawahał się, gdy jego dłoń dotarła do krańca spódniczki. Spojrzał na Mietka. Dziewczyna bez słowa chwyciła jego dłoń i wsunęła ją pod materiał. Chłopak nie wahał się ani chwili dłużej…

Opuszki palców pozbawionego mocy twórczej pisarza zaczęły badać każdy milimetr wewnętrznej strony ud redakcyjnej koleżanki. Leo cały czas uważnie obserwował każdą reakcję Mietka. Dziewczyna zdawała się dobrze bawić w tej niecodziennej sytuacji. Przeciągnęła się w fotelu leniwie niczym kotka i zamknęła oczy – zupełnie jakby nie była w bibliotece, a na plaży w samym środku egzotycznych wakacji.

Nic bardziej błędnego – Mietek była jednym z najbardziej zapracowanych autorów zatrudnionych w wydawnictwie. Każda z publikowanych regularnie opowieści zawierała efektowną woltę w kluczowym dla rozwoju akcji momencie. Ta chłopczyca miała niezwykły dar obserwacji bliźnich, szybko zaskarbiła więc sobie sympatię większości. Wiele z jej opowiadań skupiało się na momentach przełomowych w życiu bohatera bądź bohaterki.

Leo również chłonął historie kreowane przez Mietka z wielkim entuzjazmem. Niewiele czasu było trzeba, by ów entuzjazm przeniósł się również na osobę samej pisarki. Skora do żartów i jadowitych docinków w czasie nudnych jak przemówienia towarzysza Wiesława redakcyjnych kolegiów autorka szybko sprawiała, że po prostu nie dało się jej nie lubić.

Lion odnotował, że jej żarty od jakiegoś czasu były jeszcze bardziej pikantne, a spojrzenia, którymi go czasem obdarzała, sprawiały, że czuł się rozbierany wzrokiem. Podobało mu się to – dziewczyna miała swój własny, wyrazisty styl bycia. Ciągnęło go do niej niczym magnes do lodówki, ona jednak kolejno odrzucała wszystkie zaproszenia młodego lwa. Czyniła to jednak w taki sposób, że młody drapieżnik nigdy nie stracił motywacji – ten jej tajemniczy półuśmiech musiał coś oznaczać. Po prostu musiał!

No i wylądował – klęcząc na dywanie i przebierając palcami pod spódniczką swego obiektu westchnień. Kiedy dotarł do złączenia ud, Mietek zachichotała niespodziewanie, rozsuwając swe długie nogi zdecydowanie szerzej. Natychmiast wykorzystał nadarzającą się okazję i nieco po omacku odsunął na bok ostatnią przeszkodę, jaką były cieniutkie stringi niewiadomego koloru.

– Długo musiałeś czekać na szansę, by się wykazać – usłyszał. – Ale byłam taka zapracowana, że nie mogłam sobie pozwolić nawet na małą chwilę ulubionej… przyjemności.

Ostatnie słowo wypowiedziała mrucząc z cicha, gdyż palce bruneta podrażniły opuchniętą łechtaczkę.

I tam już pozostały, kręcąc kółka i dozując intensywność pocierania. Góra, dół, lewo, prawo. Popis zręcznościowy został zakończony zamaszystym kółeczkiem. Pierś Mietka gwałtownie uniosła się do góry, a usta rozwarły się szeroko. Leo był zdeterminowany, by polizać tę wypustkę wielkości jagódki, będącą niesamowitym źródłem cielesnej przyjemności dla zdecydowanej większości kobiet.

W ostatnim dogodnym ku temu momencie twórca „Renegata” postanowił porzucić utartą ścieżkę działania. Obdarzył tylko malutki obiekt swych starań krótkim klepnięciem, sprawiając, że tak pożądaną we wszystkich bibliotekach ciszę zmącił krótki okrzyk, będący mieszaniną przyjemności, zaskoczenia i bólu. Lion zamruczał niemal jak zwierzak, którego pseudonim sobie przywłaszczył, kiedy cofnął rękę spomiędzy ud Mietka i odkrył na swoich dłoniach ślady wilgotnej i lepkiej wydzieliny.

Koleżanka po piórze, rozparta niczym królowa w fotelu, odchrząknęła niecierpliwe.

– No co ty? – wymruczała niecierpliwie – Czyżby autor potrzebował pisemnego zaproszenia? A może twoja niemoc nie jest tylko twórcza. – W głosie Mietka po raz pierwszy pojawiła się drwina.

– Mam koncepcję, wiem jak to rozegrać – wyszczerzył się Leo, puszczając perskie oko w kierunku koleżanki.

Ta westchnęła ciężko i złapała mężczyznę za włosy, usiłując zmusić go do współpracy na własnych warunkach. Lion miał jednak ochotę spróbować czegoś odmiennego.

Ujął gołą stopę Mietka i zaczął masować prostymi ruchami. Podbicie było miękkie i bardzo przyjemne w dotyku. Przez około minutę Lew ostrożnie stąpał po nieznanym terytorium. Kiedy tylko zyskał pewność, że Mietek zaakceptowała jego nowy pomysł, do gry włączył się język. Koniuszek gibkiego i zwinnego narządu omiótł kolejno pięć palców dziewczyny, od największego poczynając.

– Leo, masz zadatki na świntucha-fetyszystę – stwierdziła kobieta, coraz bardziej desperacko starając się powstrzymać atak śmiechu.

Jej delikatne, małe stopy – odkąd tylko sięgała pamięcią – były niezwykle podatne na łaskotanie. Było też jednak całkiem przyjemnie, zwłaszcza gdy posłusznie klęczący u jej stóp udomowiony Lew zaczął kolejno ssać jej palce. Widocznie połyskująca wściekła czerwień lakieru, który nałożyła tego ranka z taką pieczołowitością, stanowiła dla Leo pokusę nie do odparcia.

– Ssij, maleńki. – Kolejna szpilka.

Autor „Dużej stawki” odmruknął coś w odpowiedzi i przystąpił do obcałowywania lewej pięty. Prawa stopa Mietka zawadziła tymczasem o napięty, widocznie wybrzuszony fragment materiału.

Wyczuła coś twardego oraz grubego. Była pewna, że będzie zadowolona, kiedy tylko młody fetyszysta ukierunkuje swój entuzjazm nieco inaczej.

Leo poczuł, jak stopa koleżanki natarczywie ociera się o wybrzuszenie krocza. Góra, dół, góra, dół – raz naciskając na uwięzionego w spodniach penisa mocniej, a raz delikatniej. Uwaga pisarki odnośnie impotencji nie miała nic wspólnego z prawdą. Był gotowy, maksymalnie podniecony, a głowę rozsadzały mu erotyczne majaki.

– Myślę, że najnowszy odcinek mojej serii nie będzie pełny bez ostrego rżnięcia. – Stanowczość, jaką usłyszał we własnym głosie, była pewnym zaskoczeniem.

Mietek oblizała się lubieżnie, a jej oczy rozbłysły.

– Dużo bym dała za możliwość odsłonięcia tego twojego seksownego ciała kawałek po kawałku. Jestem pewna, że nadarzy się jeszcze niejedna okazja do pełnej degustacji.

Dziewczyna zwinnie zsunęła się z zajmowanego dotąd fotela i dwoma szybkimi susami znalazła się przy najbliższym regale z książkami. Trawiący ją pośpiech był tak wielki, że prawie przewróciła okrągły stolik stojący jej na drodze. Leo poczuł, że serce podjeżdża mu do gardła, kiedy jeden z pękatych woluminów zaczął zsuwać się na podłogę. Byłem mógł być wyalienowanym typem gardzącym pośpiechem, ale gdyby tylko usłyszał trzask upadającej na ziemię księgi, wyrósłby na miejscu tej straszliwej zbrodni w ciągu kilkunastu sekund.

Uwaga bibliotekarza była ostatnim, czego potrzebowali w tym momencie. Szczęście było po ich stronie – stolik chybotał się przez kilkanaście sekund, nic nie spadło jednak na ziemię. Lion odetchnął i z prawdziwą przyjemnością skoncentrował się na tym, co było naprawdę istotne – na wypiętym lubieżnie tyłku, osłoniętym tylko przez materiał krótkiej spódniczki.

Brunetka zerknęła przez ramię. Wiedziała, że bardziej gotowa już nie będzie – wilgoć wypływała z jej najintymniejszego zakątka tak obficie, że aż sama się zdziwiła. Jej o kilka lat młodszy kolega niesamowicie na nią działał.

Ten okularnik ze śmiesznie kręcącym się loczkiem był nie tylko zdolnym pisarzem erotycznym, ale miał w sobie pewien młodzieńczy urok, który w kombinacji z całkiem niezłym ciałem sprawiał, że po prostu musiała go przelecieć. Życie jest stanowczo za krótkie, żeby uchylać się przed okazją, jaką stwarza opuszczona biblioteka i szukający nowych podniet, przystojny grafoman.

Kątem oka Mietek uchwyciła napęczniałą od krwi męskość, która miała jej zaraz dostarczyć tak lubianej rozrywki. Była dziwnie spokojna o to, że Lion i jego całkiem pokaźny przyjaciel spiszą się, jak należy.

Pierwszy sztych sprawił, że Leo znalazł się w ciasnym i wilgotnym odpowiedniku nieba. Jego koleżanka była już w pełni gotowa i otuliła go szczelnie ze wszystkich stron. Chłopak bezwiednie wypuścił powietrze z płuc. Przestało go zupełnie interesować, jak wiele hałasu czyni. Ulegając ewolucyjnemu przykazowi, wbił się w kobiecość swojej kochanki aż po nasadę. Biodra młodzieńca zaczęły pracować na najwyższych obrotach, przez pełne sto dwadzieścia uderzeń serca. Kochał Mietka z taką intensywnością, jakby po następnym posunięciu świat miał się skończyć. Był niemożliwie wprost napalony na tę niepozorną, niższą o głowę brunetkę, która tak otwarcie i z właściwą sobie uroczą bezczelnością flirtowała z nim od paru ładnych miesięcy.

Etap kuszenia dobiegł końca. Każde kolejne pchnięcie tylko utwierdzało go w przekonaniu, że taki obrót spraw jest właściwy. Chwycił Mietka za biodra i zastygł w bezruchu. Jęk zamarł dziewczynie w gardle – ona również ostatkiem sił panowała nad własnymi reakcjami.

– Ach, jak ja uwielbiam takich jurnych, napalonych młodzików – wychrypiała zupełnie zmienionym głosem. – Cholera, jest dobrze, ale życzę sobie, żeby było jeszcze lepiej. Bierz się do roboty! Pokaż mi tę swoją siłę lwa!

Podobnym namowom nie sposób było się oprzeć. Lion był dziwnie spokojny o pomysły na kilka następnych opowiadań. Teraz w głowie miał tylko jedno – jak najlepiej skończyć to, co zaczęło się tak niespodziewanie, w nudnej i pełnej życia niczym cmentarz czytelni.

Leo być może nie uprawiał od wielu już lat żadnych sportów, ale kiedy zachodziła taka konieczność, potrafił wycisnąć ze swego ciała absolutne maksimum. Tak też postanowił uczynić tym razem. Dla tej niezwykłej dziewczyny – flirciary, między udami której znalazł tak wiele inspirującej przyjemności. Gonitwa ku finiszowi była jak zjazd szkolnego autobusu prowadzonego przez Raya Charlesa prosto w przepaść – po prostu szaleńcza. Każdy kolejny ruch penisa powodował, że pochwa stawała się jeszcze ciaśniejsza, jakby pragnęła zmiażdżyć narząd, który dał Mietkowi tyle przyjemności. Do uszu Leo docierały coraz bardziej jednoznaczne odgłosy, które Mietek tłumiła, jak mogła. Nikt jednak jeszcze nie wygrał podobnie nierównej walki. To było przekleństwo rozkoszy.

Lion poczuł, jak w jego nozdrza uderza unikalna kombinacja lawendowo-jaśminowych perfum dziewczyny, zmieszanych z wonią jej potu. Wycofał się z jej wnętrza na ułamki sekund przed szczytem. Jeden ruch ręką wystarczył, by penis wystrzelił strugą gęstej spermy, obficie znacząc bluzkę brunetki. Leo jęknął i osunął się na ziemię. Jego penis stał jeszcze w pełnej okazałości, gdy minutę później Mietek, sama zanurzona w błogostanie, szarpnęła go gwałtownie za rękaw marynarki.

Chłopak w lot pojął niebezpieczeństwo. Blady jak śmierć Byłem sunął ku nim, prawie nie dotykając stopami podłoża. Lion zerwał się gwałtownie i bez namysłu wepchnął członek z powrotem pod materiał bokserek. Tylko niebywałej zręczności palców zawdzięczał sukces, jakim było zapięcie wszystkich guzików rozporka w niespełna pięć sekund.

Byłem przystanął przy Leo i Mietku w chwili, gdy dziewczyna narzuciła na ramiona marynarkę z niebieskiej wełny, by zamaskować plamę świeżego nasienia zdobiącą jej bluzkę.

Bibliotekarz świdrował ich wyjątkowo niezasnutym dziwną mgłą spojrzeniem swych zielonych oczu.

– Moi kochani, nie widzieliście przypadkiem „Erotyki według Słowian”, numer katalogowy 521221244/678?

Zapadła krępująca cisza. W końcu dwójka autorów zgodnie pokręciła głowami. By powiedzieć cokolwiek, Leo wydukał:

– Kwerenda w tutejszych zbiorach była… niezwykle udana. – Otarł pot z czoła jak człowiek, który właśnie zakończył niezwykle wyczerpującą pracę. – Jestem pewien, że kolejna część „Renegata” wypadnie znakomicie.

– Księgi, woluminy i archiwa – to tam znajdziesz wszelkie odpowiedzi, drogi Leo – oznajmił Byłem tonem absolutnego znawcy.

Mietek i Lion pożegnali się pospiesznie z bibliotekarzem i ruszyli w stronę windy. Dopiero gdy zamknęły się za nimi drzwi kabiny, Lion nie wytrzymał i roześmiał się głośno.

– To było… – zaczął, krztusząc się i nie mogąc znaleźć słowa.

– Nie, to jest… początek pięknej przyjaźni – stwierdziła Mietek, chwytając rękę młodego mężczyzny i wkładając ją sobie pod spódniczkę.

c.d.n.

Przejdź do kolejnej części – Aleja 69 III

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Takie prezenty jeszcze przed gwiazdką? Nie spodziewałem się tak szybko kolejnej części. Przeczytałem, bawiłem się naprawdę dobrze. Niemal wszystkich rozpoznałem. Uważałbym tylko na wyciąganie z kontekstu fragmentów:
"Kochał Mietka z taką intensywnością, jakby po następnym posunięciu świat miał się skończyć" oraz
"Chwycił Mietka za biodra i zastygł w bezruchu".
Brzmi to co najmniej dwuznacznie :P. Aż oszczędziłem sobie wyobrażania Mietka w stringach :-D, a przecież nie o to chodziło.

Cóż mogę dodać? Oscar należy się Bazyliszkowi (mamy taki układ, że będę go lobbował) za wspaniałą męską rolę drugo… a właściwie czwartoplanową 🙂

Bazyliszek i Bazylia to na pewno cudna para:)

A co do opowiadania – no czemu takie krótkieee?

Witam!
Zacznę swój komentarz od podkreślenia, jak wielką przyjemnością jest dla obojga autorów możliwość czytania Waszych recenzji kolejnego odcinka Alei 69. W tym miejscu specjalne ukłony dla Megasa Alexandrosa, który podjął się korekty powyższego tekstu. @Smokuwawelski, kto nigdy nie przymierzał się do napisania burzącej krew w żyłach sceny miłości pomiędzy mężczyznami, niechaj pierwszy schyli się po mydło. 😀 Mietek jest kobietą obdarzoną wieloma talentami i jakkolwiek nie wyciągałbyś zdań z kontekstu nie da się tego podważyć.:)

Bazyliszek, którego tak lubisz jest postacią, w której z całą pewnością drzemie spory potencjał. Wydaje mi się, że jeszcze o nim usłyszymy. Cieszę się, że ta odsłona Alei przypadła Ci do gustu.
Kłaniam się,
Foxm

Dzień dobry, Miss
Nieśmiało chciałem zauważyć, że Twój komentarz też do wybitnie długich nie należy. 🙂 Bazyliszek i Bazylia to z pewnością sympatyczna i zgrana para. Dlaczego takie krótkie? Gdyż przyjemności, trzeba sobie dawkować. 🙂
Pozdrawiam i dziękuję za to, że po ostatniej kropce chciałaś więcej, to dla nas duża nagroda.
Foxm

Drogi Smoku!

Nie dziwię się, że polubiłeś Bazyliszka – to całkiem porządna i sympatyczna postać 🙂 Domyślam się, że chciałbyś, aby to Twój ulubieniec miał zaszczyt kochać Mietka, ile sił w lędźwiach 😉 Niestety, w tym podziemnym siedlisku grzechu i rozpusty, jakim jest Redakcja Najlepszego Bloga, chociaż jeden autor powinien pozostać szlachetny i nieskazitelny niczym rycerz w lśniącej… łusce 😀

Pozdrawiam – Areia Athene

Droga Ateno,
nie wiedzieć czemu polubiłem bardzo Pana Bazyliszka. Rzeczywiście wydaje się, że to spoko facet. Nie psujmy tego niezaplanowanymi przygodami z Mietkiem. Raz, że podejrzewam, iż zwierzątka futerkowe nie są w stylu takiego Bazyliszka, dwa, że na pewno gdzieś w okolicy krąży Pani Bazyliszkowa, która za takie akcje mogłaby mu zrobić z hmmm… powiedźmy jaskini… jesień średniowiecza.

Pozdrawiam
Smok

Masz całkowitą rację, drogi Smoku – Pan Bazyliszek pozostanie odporny na wdzięki kolegów i koleżanek z Redakcji… Przynajmniej do czasu, gdy przedawkuje zapach sosnowych igieł w Borach Tucholskich 😀

Czy ja dobrze pamiętam, że na ostatniej imprezie sylwestrowej Pani Bazylia bezwstydnie wodziła wzrokiem za redakcyjnym przystojniakiem, Lionem? Czyżby żona Pana Bazyliszka nie podzielała jego awersji do futrzaków? 😛

Pozdrawiam – Areia Athene

Ateno,
Niestety nie są mi znane wcześniejsze losy Bazyliszka. Wszak zapoznałem się z nim dopiero przy lekturze Alei. Myślę jednak, że Pani Bazylia sylwestry spędza przede wszystkim na liczeniu łusek swojego męża – jedna po drugiej, w tę i na zad ;-). Jedyne futrzaki, które mogły się wtedy pojawić to wypchana wiewiórka, robiąca za łaskotkodełko i wypchany lisek – stojak na zabawki ero… tzn. specjalistyczny sprzęt arytmetyczny wspomagający liczenie łusek.

Podejrzewam, że Bory Tucholskie to małe piwo dla Pana Bazyliszka. Słyszałem, że zna je jak własną kieszeń. Chodzą ploty, że może nawet zniżkę załatwić na pobyt (jeśli w ramach pobytu zorganizujemy w ośrodku imprezę Writer's Striptease Show).

Pozdrawiam
Smok

No w końcu… Drugi odcinek i nagle taki bohater nam się objawia… I nie, nie myślę o Leonie ani o Mietku w stringach 😉 Ani nawet o Gawronie i Jego ciemnozielonych specyfikach.
Uśmiałem się do łez. Kliknę w słoneczka, niech się psują, co mi tam.

Niezły numer z tego Airmana! A jaka pamięć do szczegółów…:D

Seamanie!
Byłem jakoś dziwnie spokojny, iż postać emerytowanego pilota przypadnie Ci do gustu. Wyszła nam niezwykle wyrazisty osobnik i to chyba całkiem nieźle o nas świadczy. Obiecywałem, mój drogi, że następny odcinek przeczytasz z szerokim uśmiechem i plan wypalił.:)

Bujne włosy? To niewątpliwie znak rozpoznawczy tego autora. Airman zarzuci swą grzywą raz i drugi i niewiastom miękną kolana. 😀

Pozwolę sobie w tym momencie na małą dygresję. Tak naprawdę to jest trzecie opowiadanie osadzone w tym samym uniwersum. Moje opowiadanie walentynkowe spotkało się tutaj z dość jednoznaczną krytyką, ale jak dobrze poszukać można znaleźć wiele elementów wspólnych z Aleją 69. Jakich? Wykombinujcie sami.:)

My złośliwi? W żadnym razie!
Kłaniam się, nucąc sobie pod nosem:
Śmiała, sprytna, rezolutna Maja
Mała przyjaciółka Maja
Maju, (Maju) Maju, (Maju)
Maju cóż zobaczymy dziś?

Foxm

Drogi Seamanie!

Fakt, że uśmiałeś się do łez, jest dla nas najwspanialszą nagrodą! Tym bardziej że stworzenie i rozwijanie postaci Airmana było dla nas świetną zabawą i czystą przyjemnością! 🙂

Nie psuj słoneczek, bo może się okazać, że nawet Bory Tucholskie będą zbyt kosztowną destynacją 😛

Pozdrawiam – Areia Athene

ps. Ale te bujne włosy? Złośliwcy się znaleźli 🙂

Urocze. Banan przykleja się do twarzy. Lubiki dla obojga Autorów.
Ogród wypielęgnowany, choć bez ekstrawagancji. Krasnali z wypiętymi… nigdzie nie zauważyłem, tedy idę na spacer, korzystając z październikowego słońca.
Ciekawe, co nam Autorzy zgotują w następnym odcinku.

Drogi Karelu!

Twój banan naszą radością! 🙂 A lubiki otrzymały swój własny kryształowy wazon! 🙂

Cieszymy się, że spodobał Ci się nasz ogród. Bardzo się staraliśmy pielęgnować go zgodnie z najwyższymi standardami. Dlatego jeszcze pięć minut przed premierą Fox przycinał źdźbła trawy cążkami do paznokci 😀

Pozdrawiam – Areia Athene

Karelu!
Twój pozytywny komentarz, zawsze sprawia, że mam poczucie dobrze wykonanej pracy. Wiem, że Atena podobnie podchodzi do tematu. Dziękuję zatem nie tylko w swoim imieniu, ale również Arei. Nasz wspólny projekt z całą pewnością nie jest jakąś rewolucją w dziedzinie erotyki, ma bawić i jeszcze raz bawić. Myślę, że wychodzi nam to całkiem znośnie.

Mamy już pomysł na kolejne perypetie tej przedziwnej, ale sympatycznej gromady zboczeńców. Wszystko w swoim czasie. 🙂
Ukłony,
Foxm

To może Lady France weźmie urlop, tak będzie najbezpieczniej…

Ale dlaczego? W tym odcinku Lady France porusza się całkiem żwawo i nie wygląda na chorą:)

Wypoczynkowy, wypoczynkowy! Przecież na co dzień zmaga się z ogromem pracy… Bidulka.
Chciałam jeszcze skomplementować zdjęcie, właśnie tak zawsze wyobrażałam sobie Mietka!

Przecież Naczelny zapowiedział ekscytujące wojaże po Borach Tucholskich. Dużo optymistycznej zieleni, świeże powietrze, warunki idealne,by zregenerować siły nadszarpnięte służbowymi obowiązkami. Ale cóż ja tam mogę wiedzieć, ja tu tylko piszę.:)
Za to nadzwyczaj udane zdjęcie ponownie pochwalić muszę Megasa, jego kolekcja fotografii po raz kolejny wybawiła nas z kłopotu. Eh, ta Mietek, wcale się nie dziwie, że Leo szybciej zabiło serce.

No, Mietek wymiata. Absolutnie:D

Droga Miss!

Twój wniosek o urlop dla Lady France został jednogłośnie odrzucony! I coś mi mówi, że w kolejnej odsłonie Alei 69 to właśnie panie będą błyszczeć w świetle reflektorów… Że tak pozwolę sobie leciutko zaspoilować 😀

Pozdrawiam – Areia Athene

No to jedzie w podróż służbową… bardzo ważną!

Ale nadal nie wiemy, kto w tej toalecie w części I nieregulaminowo spędzał czas pracy.

Kto wie, jakie tajemnice wyjdą na jaw przy okazji kolejnej części. Gdyby miał coś doradzać Lady France powinna zostać na miejscu, to tu będzie się dziać wszystko, co najciekawsze. 🙂

Niestety ostatnio już na tyle rzadko odwiedzam NE, że przegapiłem pierwszą część. No ale, nie ma tego złego…; dzięki temu mogłem przeczytać dwie na raz! I w tym komentarzu pogratuluję autorom za obie- dawno nie miałem takiej przyjemności z lektury (choć kilka smaczków z pewnością mi umknęło). Stworzony przez Was obraz Redakcji jest niezwykły, a przy tym odniesienia do autorów NE sprawiają, że staje się niemal realny. Wszystko to w humorystycznej otoczce- nic dodać, nic ująć. Kolejnych części będę oczekiwał z niecierpliwością.
Obieżyświat

Witaj, dawno niewidziany Obieżyświecie
Czasem warto przegapić okazję, by nieco później móc podwoić przyjemność. Cieszymy się niezmiernie, że obraz tej ma się rozumieć całkowicie fikcyjnej redakcji przypadł Ci do gustu. Wyznam szczyrze, że niebywałą przyjemność sprawia nam szkicowanie drobnych szczególików, dodających Alei nieco realizmu.

Jeżeli efektem finalnym naszych zabiegów jest uśmiech na Twojej twarzy, znaczy, że sprawiliśmy się dobrze.
Pozdrawiam, jednocześnie zachęcając byś wpadał do nas częściej.
Foxm

Drogi Obieżyświecie!

Cieszymy się, że Twa życiowa ścieżka w końcu skrzyżowała się z naszą Aleję! Lepiej późno niż wcale! I jesteśmy dumni z faktu, że udało nam się sprawić Ci literacką przyjemność! 😀

Pozdrawiam – Areia Athene

Myślałem że Aleja 69 to wydarzenie jednorazowe, a tymczasem narodziła się kolejna seria 🙂 ok, dobrego nigdy za wiele; mam tylko nadzieję, że Autorzy nie zamęczą pomysłu. Na razie jednak nie widzę tego zagrożenia.

Absent absynt

Witaj Absencie!
W początkowych założeniach Aleja 69 miała być wyłącznie tekstem okolicznościowym(drugie urodziny bloga), bardzo szybko zorientowaliśmy się jednak, iż pomysłów na kolejne postacie i wątki mamy o wiele za dużo. Fizycznie nie dałoby się ująć w jednym tylko tekście.

Nie bez znaczenia była również entuzjastyczna reakcja odbiorców. I trzecia rzecz, moja współpraca z Areią jest bardzo fajnym doświadczeniem, które chcę kontynuować. Właśnie obecność Ateny sprawia, że nie odczuwam zmęczenia materiału. Wierz mi lub nie, ale kiedy przyjdzie odpowiedni moment na wielki finał, moja współautorka z pewnością go dostrzeżone.
To jednak przyszłość, na teraz ja stałem się autorem, mającym na koncie bodaj największą liczbę otwartych serii.
Cieszę się z Twojej pozytywnej recenzji i pozdrawiam,
Foxm

Drogi Absencie Absyncie!

Obiecuję Ci, że bardzo się postaramy nie zamęczyć naszego pomysłu – tak jak bardzo się staramy, aby na planie Alei nie ucierpiało żadne zwierzę 😀

Pozdrawiam – Areia Athene

PS. Masz świetny pseudonim! I urocze inicjały! 😀

Witam,

podobnie jak przy części 1, lektura kontynuacji "Alei 69" sprawiła mi dużo przyjemności, choć oczywiście nie była już taką niespodzianką. Cieszę się, że zainspirowani sukcesem pierwszego opowiadania, Atena i Fox postanowili kontynuować. Myślę bowiem, że w ich wspólnie stworzonym dziele jest jeszcze wiele wybornych pomysłów do eksploatacji. Wszak fikcyjna redakcja pełna jest oryginalnych charakterów (oczywiście w pełni fikcyjnych, a wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób jest czystym przypadkiem), które można uczynić bohaterami następnych przygód. I tu należy się Czytelnikowi ostrzeżenie przed spoilerami, od których roi się dalsza część recenzji.

Tym razem moją uwagę zwrócili na siebie Airman i Gawron. Nie tylko z uwagi na skłonność tego pierwszego do snucia wspomnień z wielkich stolic Europy oraz talent drugiego do wysokoprocentowych drinków, ale także z powodu subtelnie zarysowanej chemii między tymi dwoma osobnikami. Bardzo jestem ciekaw, jak to się rozwinie i czy zaowocuje bliższą znajomością obydwu panów, która wyjdzie poza granice męskiej przyjaźni, czy może raczej wbogaci je o dodatkowy, cielesny komponent. Przecież, jak zauważył w swoim komentarzu pod "Miłościami 13" niejaki Teddy, na Najlepszej jest zdecydowanie deficyt tekstów o tematyce gejowskiej. Czy Atena i Fox odważą się wypełnić tę pustkę?

Drugi wątek tego opowiadania dotyczy zacieśnienie znajomości między Mietkiem i Lionem (wbrew pozorom, to akurat NIE jest scena gejowska! wręcz, że tak powiem, przeciwnie, za to fetyszystowska to i owszem). Nie wiem, czy będą z tego jakieś konsekwencje, czy zostaną parą, czy może tylko mamy do czynienia z one night standem (one day standem?). Na pochwałę zasługuje jednak fakt, że tym razem kochankowie nie są anonimami ukrytymi za drzwiami toalety. No i to, że scena miała miejsce w bibliotece. Seks w bibliotekach ma długą tradycję literacką, do której zawsze warto nawiązać.

Podobała mi się również scena redakcyjnej narady. Mam nadzieję, że w następnych rozdziałach zawitamy w Borach Tucholskich. No i chętnie przeczytałbym to opowiadanie Esmeraldy.

Tak jak poprzednio, atutem całego opowiadania jest poczucie humoru. Zaletą nieco bardziej hermetyczną są różne smaczki, które będą w stanie odczytać głównie twórcy oraz etatowi bywalcy Najlepszej Erotyki. Ale myślę że wszyscy, bez względu na to, czy znają nas od początku, czy od tygodnia, będą się dobrze bawić przy lekturze.

Zdecydowanie polecam!
M.A.

Dobry wieczór Megasie,
zacznę od tego, że nasz duet autorski lubi takie obszerne komentarze. Cieszy nas każda pozytywna ocena i dobre słowo, to właśnie spora ilość tych ostatnich sprawiła, iż Aleja 69 jest kontynuowana. Niuanse redakcyjnego życia są wdzięcznym tematem do pisania, jest z czego wybierać.

Mogę oficjalnie stwierdzić: Mamy koncepcję, wiemy jak to rozegrać. W tym momencie, jesteście skazani na domysły, gdyż szczegóły fabularne kolejnych rozdziałów, pozostaną tajemnicą. Scena gej, to taka sama scena erotyczna jak każda inna, Teoretyzując, pewnie pisanie takowej nie stanowiłoby w moim wypadku jakiegoś ogromnego wyzwania. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość.

Mietek ma z Leo fajną relację, ale nie wydaje mi się, by obojgiem kierował jakiś poryw głębokiego uczucia. Cieszę się, że nasza scena erotyczna przypadła Ci do gustu. Jedna rzecz wywołała moją ciekawość: w jakich to dziełach opisano seks w bibliotece? Ja czytałem może ze dwie w bibliotecznej scenerii – u konkurencji -, "ale w "klasycznej książce nie kojarzę" .

Tekst Esmeraldy? Nie wiem czy wynoszenie redakcyjnych tajemnic na zewnątrz jest wskazane. 🙂
Kłaniam się,
Foxm

Dobry wieczór, Foxie.

mam nadzieję, że macie pomysły na jeszcze kilka redakcyjnych "skandali".

A co do motywu seksu w bibliotece, to chyba najsłynniejsza jest scena zawarta w "Pani Jeziora" Andrzeja Sapkowskiego. Wiedźminowi Geraltowi towarzyszyła w niej nilfgaardzka czarodziejka, Fringilla Vigo. Tytuły spadających z półek tomów odgrywały sporą rolę podczas opisu radosnego spółkowania 🙂 Polecam, jeśli nie miałeś okazji czytać. Przy okazji jest to całkiem niezła egzemplifikacja poetyckiej i zabawnej zarazem sceny erotycznej.

Na upartego można by również uznać za taką scenę spotkanie Atso z bezimienną dziewczyną w "Imieniu Róży". Wprawdzie wszystko rozgrywa się w klasztornej kuchni, ale cały monastyr to tak naprawdę olbrzymia biblioteka. Mówię więc – na upartego.

Co do Esmeraldy – zawsze możesz mi wysłać odpowiedź na priva. Wtedy nic nie opuści redakcji. Którejkolwiek 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Ależ, Aleksandrze!

Czy naprawdę subtelnie zarysowana chemia między dwójką przyjaciół musi za każdym razem owocować zbliżeniem cielesnym? Gdyby tak było, nie wychodzilibyśmy z Lisem z łóżka! To znaczy… każde z nas ze swojego – żeby nie było! 😛

Nie możemy Ci zatem niczego obiecać – ani w tematyce gejowskiej, ani w żadnej innej 😉 Możemy natomiast raz jeszcze gorąco i serdecznie podziękować za korektę tekstu, pomoc w wyborze ilustracji oraz wsparcie duchowe naszego przedsięwzięcia! 😀

Pozdrawiam – Areia Athene

Ej, ej, ej… Naczelny czy nie, nie będzie mi tu Airmana z nikim parował wbrew jego woli! A coś mi mówi, że Airman gustuje raczej w dziewczynkach niż chłopcach. No!

A czemu Seaman tak broni orientacji Airmana? To bardzo podejrzane…

Nie martw się, Seamanie – przyszłość Airmana i Gawrona nie spoczywa w rękach Naczelnego. Ich dalsze losy snuć będą taka jedna wredna Bogini i pewien dość złośliwy Lis 😀

A Naczelny powinien się raczej martwić o to, z kim on zostanie sparowany. Powiem tak: chętnych nie brakuje! 😛

Pozdrawiam – Areia Athene

Witam,
Przygód zboczonych pismaków ciąg dalszy.
Jest przeważnie wesoło, momentami pikantnie i gorąco, czegóż chcieć więcej. Pomimo surowości Naczelnego (ktoś musi ogarniać tą niesforną ciżbę), to może jednak zmaterializowania się takiej redakcji i przeniesienia do niej z szaro-burej prozy w realu. Warto by pewnie było, dla twórczej atmosfery, rozmów o sensie życia i d…e Maryni, a nade wszystko dla tych chwil, gdy można by – zwłaszcza piękniejszą część redakcji – przydybać na ćwiczeniach mających na celu poprawę jakości scen ero. A nic nie czyni tego lepiej niż przygotowanie praktyczne :-).
Tekst czyta się lekko i z przyjemnością. Mam nieodparte wrażenie, że Autorzy doskonale się bawili tworząc kolejne akapity. Brawka dla nich i tyle.
Pozdrawiam.
SP alias GO.

P.S. Mogę się mylić, ale co tam… a Bruksela, a Sofia… koledzy Airman i Gawron mogliby być bardziej pomocni, a nie snuć się bez celu po redakcji :-).

Grzecz…. eee Sinfulu!
Zgadzam się z Tobą w zupełności, widok niektórych niewiast w czasie gimnastycznych akrobacji. U lala, łakomy kąsek.:)
Pracę nad Aleją sprawiają nam obojgu, masę radości twórczej. Nie przeczę są w tym tekście takie fragmenty, iż nawet ja sam szeroko uśmiecham się do monitora. Cieszymy się, że możemy dodać kolejny pozytywny komentarz do naszej kolekcji.

Na miejscu Grzecznego Ołówka nie martwiłbym się specjalnie Jest całe mnóstwo pięknych miast w Europie, gdzie można osadzić akcję opowiadania czy wręcz całej serii. 🙂
Pozdrawiam,
Foxm

No nie wiem. Ja słyszałem ostatnio, że już nawet zapyziała wieś pod Radomiem, gdzie planowałem umieścić akcję kolejnego opowiadania, jest zajęta :-/

Pozdrawiam
Smok

Nie poddawaj się Smoku:) Chętnie przeczytam jakiś tekst, którego wartka akcja rozgrywa w mrocznych sceneriach Radomia. 😀

Radom mnie zawsze jakoś przygnębiał… To już lepiej na przykład Zielona Góra czy cuś…

To może ja delikatnie podpowiem… Sosnowiec? Tak, tak, wiem, podobny tekst z miejsca zostałby opatrzony wszystkimi "najcięższymi" tagami. 🙂

No nie mogę!!!! Jestem po przeczytaniu zaledwie kilku akapitów i już zaśmiewam się do łez! Jesteście wspaniali. Tyle na teraz – wracam do lektury!

Witaj Rito!
Cóż za radość, że udało nam się doprowadzić Cię do… płaczu 😀 Mam nadzieję, że po spotkaniu z ostatnią kropką naszego tekstu Twoje odczucia pozostały równie entuzjastyczne 🙂
Kłaniam się,
Foxm

Od czego by tu zacząć…?
Może najpierw od ukłonów dla Autorów. Cieszę się, że Aleja nie była dziełem przypadku, i że dajecie Czytelnikom możliwość dalszego poznawania tajników Redakcyjnego życia. Nie popadliście przy tym w pułapkę rutyny. Tekst, jak w przypadku pierwszej części, jest świeży, pełen dobrego humoru – brawo!
A teraz… teraz czas się wziąć za bohaterów.
Jedyne, na co mogę narzekać, to to, że nadal brak miłosnych, a przede wszystkim cielesnych, uniesień w odniesieniu do Naczelnego. Liczę, że Bory Tucholskie okażą się dobrym miejscem na erotyczne uniesienia dla Szefa.
Ach, ten las, ta miła chatka… Nie mogę się doczekać kontynuacji opowieści. Z chęcią posłucham opowiastek Airmana o świecie, podyskutuję ze Srebrnym o synonimach słowa "cipa" i upiję się drinkiem przyrządzonym przez samego Gawrona. O tak!
No, a teraz wisienka na torcie – Mietek w objęciach Leo, pierwsze skrzypce, jakby nie było, drugiej części Alei. Podobnie jak Smok polubił Bazyliszka, tak i ja polubiłam postać Mietka, właściwie nie wiedząc czemu 🙂 Bo przecież wychodzi na to, że owa postać pełna jest sprzeczności, seksowna, ale chłopczyca; pyskata, ale wrażliwa; indywidualistka, ale otoczona wianuszkiem wielbicieli 🙂
Tym razem kwiatuszek udało się zerwać niejakiemu Leo. I słusznie! Wszak godzien jest uwagi redakcyjnego zwierzęcia. Liczę na to, że uwikłacie Mietka w jeszcze nie jedną pikantną scenę, zwłaszcza przy boku wszelkich futrzaków, warzyw i łusko-podobnych partnerów!
Widziałam również zapowiedź drogiej A.A., że nijako w kolejnej odsłonie to dziewoje będą odgrywać główne role. Miłość damsko-damska, hmm Mietek i takimi nie gardzi! 🙂
Brawo Ateno! Brawo Lisie!

Pozdrawiam,
kenaarf

Dobry wieczór!
Od czego by tu zacząć? Może od wyrażenia naszej wdzięczności za pozytywny i długi komentarz. Dziękujemy! Cieszę się, że kolejna część Alei znalazła Twoje uznanie. Chociaż muszę szczerze przyznać, że jestem zaszokowany. Polubiłaś Mietek, a ja byłem przekonany, że będzie Ci trudno wykrzesać do niej sympatię:).

Też lubię nasze zupełnie fikcyjne(rzecz oczywista) redakcyjne grono i z ogromną ciekawością zapoznam się z kolejnymi przygodami tej barwnej gromady. Nie wiecie może czy już jest następny odcinek? Wróć! Przecież to ja jestem Autorem. To w takim razie będziecie musieli jeszcze "trochę" poczekać. Zapewniam jednak, że w kolejnych częściach dzieje się dużo i ciekawie.

Mamy pełną świadomość faktu, że zastępy wiernych grupies Juliana czekają z wypiekami na policzkach na scenę z udziałem Naczelnego. I tutaj mogę zacytować klasyka: "Wiem, ale nie powiem". By poznać szczegóły naszego planu, musisz wraz z innymi cierpliwie zaczekać na kolejną części Alei 69.
Kłaniam się,
Foxm

Napisz komentarz