Stokrotka (Smok Wawelski)  4.5/5 (2)

20 min. czytania

– Daisy, ty kretynko… – pomyślała sama o sobie, kiedy stojąc pod drzwiami wejściowymi zrozumiała, że klucze do mieszkania zostawiła w samochodzie. Jej współlokatorka miała wrócić dopiero za godzinę, więc nie pozostało nic innego jak zejść z drugiego piętra na podwórze kamienicy, w której mieszkała. Budynek nie należał do najnowszych ani najpiękniejszych. Granitowe, zimne schody oraz groźnie wyglądające kamienne zwierzęta, które zdobiły fasadę, z pewnością pamiętały jeszcze końcówkę dziewiętnastego wieku. Głowy lwów, znajdujące się po obu stronach dużych, mahoniowych drzwi wejściowych za każdym razem, kiedy je mijała, wywoływały w niej niepokój. Spojrzenie w ich kamienne, martwe oczy powodowało u Daisy dreszcz.

Uczucie to, bez względu na porę dnia, czy jej nastrój, zawsze przywoływało nieprzyjemną sytuację z młodości. To w parku, w otoczeniu takich właśnie kamiennych, pozbawionych duszy figur jej pierwszy chłopak zmusił ją do seksu oralnego. Sama wiele razy zastanawiała się, czy bardziej wyglądało to tak, że on ją zmusił, czy też zrobiła to, bo bała się odmówić. Zresztą nieważne. Tak czy siak, swojego pierwszego loda zawsze już będzie kojarzyć ze smakiem spoconego, przesiąkniętego zapachem moczu penisa, a jego zakończenie z wymiotami, spływającymi i mieszającymi się z jej łzami w pobliżu ławki. Ławki, którą zawsze będzie kojarzyć z utratą niewinności. Ławki, która na zawsze odcisnęła na niej piętno. Ławki, która uświadomiła jej, że miłość, jaką znała z telewizji to bajka, a mężczyźni to największe ścierwo, jakie chodziło po tym świecie. Miała wtedy siedemnaście lat.

Na klatce schodowej panował półmrok. Było już późne, październikowe popołudnie. Jedynym źródłem światła były latarnie, które trupią poświatą rozjaśniały drogę zmęczonym, zamyślonym przechodniom. Brudne, frontowe okna kamienicy chłonęły jej tyle, ile mogły, jednak spora warstwa kurzu, który osadził się zwłaszcza od strony zewnętrznej, skutecznie tłumiła dostęp światła do kamienicy. Niewielka ilość promieni, jaka przenikała wysłużone już szkło powodowała, że klatka schodowa niknęła w cieniach. Na każdym piętrze były miejsca pogrążone w mroku, gdzie Daisy zawsze spodziewała się najgorszego. Wielokrotnie zgłaszała gospodarzowi kamienicy, by naprawił lampy na klatce schodowej, jednak wymiana żarówki okazywała się dla niego zawsze zbyt trudną pracą. Utkwiło jej w pamięci szczególnie zdanie, które za każdym razem powtarzał: – Przecież to bezpieczna kamienica, nic tu się nikomu nigdy nie stało. – Dla niego znaczyło to tyle, że bezpieczeństwo na schodach jest wartością drugorzędną. Takiego podejścia nigdy nie mogła zrozumieć, ale co robić. Mieszkanie było w dobrej lokalizacji i nie kosztowało zbyt wiele. Przy takich zaletach, żarówka wydawała się jedynie nic nieznaczącym detalem.

Schodząc po schodach mijała paprotki, ustawione przez Panią Morris z pierwszego piętra. Kwiaty były zakurzone, zeschnięte i ponure. Dodatkowo szelest, który powodowały przy każdym ich trąceniu oraz wielkie cienie, jakie rzucały na pożółkłe tapety wyłożone na ścianach, sprawiały, że Daisy jak najszybciej chciała znaleźć się na podwórzu, obok swojego samochodu. Tam czuła się jakoś bezpieczniej.

– Jeszcze tylko jedno piętro – pomyślała i już chciała przyspieszyć kroku, kiedy usłyszała skrzypnięcie starych drzwi wejściowych. Wrota następnie uderzyły z pełnym impetem o framugę, trzask rozszedł się echem po całej kamienicy i nastała cisza. Daisy przystanęła i zaczęła wsłuchiwać się w to, co miało się stać na parterze. Nie myliła się – ktoś wszedł do kamienicy. Nie chciała schodzić niżej, dopóki nie dowie się, co kryje się na dole. Przestrzeń między parterem a pierwszym piętrem była całkiem zacieniona, gdyż nie docierało tam światło latarni. Uznała, że pchanie się w takie miejsce, gdy ktoś nieznajomy czai się na dole, byłoby nierozsądne. Przez chwilę rozważała czy się nie cofnąć, ale uświadomiła sobie, że przecież i tak do domu wejść nie może, bo klucze zostały w samochodzie. Ucieczka na wyższe piętra nie miała zatem najmniejszego sensu.

Usłyszała powolne kroki, stawiane najpierw po pastelowych płytkach, którymi wyłożony był parter. Później odgłosy stały się bardziej stłumione, co oznaczało, że ktoś zaczął wspinać się po schodach. Bez trudu rozpoznała odgłos szpilek, stukających po twardym kamieniu. Uspokoiła się więc – nieznajomym ze schodów była kobieta. Zawsze to trochę bezpieczniej. Po chwili jednak do tych kroków dołączyły ciężkie, szurające odgłosy męskich butów. Daisy poczuła, że jej nogi stają się miękkie, ale pomimo tego nie jest w stanie ruszyć się nawet o krok. Z ciemności zaczęły wynurzać się dwa zarysy ciemnych postaci. Zmierzały oczywiście w jej stronę, bo gdzieżby indziej mogły podążać klatką schodową z parteru, jeśli nie w górę? Przez ułamek sekundy w głowie Daisy przebiegła myśl o ucieczce, ale jak tu uciekać, kiedy nogi odmawiają posłuszeństwa. Zresztą było już za późno. Para, która zdążała na górę, z pewnością już ją dostrzegła.

Byli coraz bliżej, mogła to poczuć nie tylko dzięki temu, że ich kształty robiły się coraz wyraźniejsze, ale dobiegł do niej też nieprzyjemny zapach papierosów zmieszany z alkoholem. Zapach, którego strasznie nie lubiła, bo…

– Daisy, a co ty tak stoisz na tych schodach? – znajomy głos wyrwał ją z paraliżu. To była Alice, jej współlokatorka. Dziewczę równie piękne, jak nieroztropne. Jegomość, z którym szła z pewnością był jej nowym chłopakiem, poznanym wczoraj w klubie lub dziś na mieście. Daisy nigdy nie wnikała w decyzje życiowe koleżanki, ale jej otwartość na mężczyzn była dla niej po prostu zdumiewająca. Musiała wcześniej wyrwać się z uczelni albo, znając tę blond ślicznotkę, w ogóle tam nie dotarła.

– Schodzę właśnie do samochodu po klucze od domu, bo przez przypadek zostawiłam – z ulgą w głosie wydukała Daisy.

– Nie kłopocz się, zaraz otworzę mieszkanie.

Daisy jednak postanowiła zrealizować swój plan do końca. Przecież jutro będzie musiała jakoś zamknąć mieszkanie, więc klucze i tak będą jej potrzebne. Dalsza droga do samochodu przebiegła bez przygód. Szybka wizyta w aucie, po drodze z powrotem głaskanie kota, który zamieszkał na ich podwórku, bieg po schodach i już stała przed białymi drzwiami ich mieszkania. Chwila na złapanie oddechu i przekroczyła próg.

Widok nie zaskoczył jej w ogóle. Znała przecież Alice już kilka lat. Wiedziała zatem, że w przedpokoju może spodziewać się już porozrzucanej większej części garderoby. Przecież nie przyprowadzała facetów do mieszkania, żeby grać w warcaby. Nieraz słyszała z jej pokoju dobiegające pojękiwania, przeplatane muzyką i rytmicznym obijaniem się rozgrzanych ciał. Milk and cookies to na pewno nie było. Tym razem jednak coś było nie tak. Drzwi pokoju Alice były otwarte. Przechodząc obok nich, kątem oka zerknęła czy coś tam się dzieje, ale pomieszczenie było puste. Łóżko idealnie zaścielone, lampka zgaszona i nawet żaluzje odsłonięte. Objęła spojrzeniem cały pokój współlokatorki. Zawsze zazdrościła jej gustu i wyczucia smaku w dekoracji wnętrz. U Alice wszystko było takie poukładane. Poza nią samą. Poczuła przez chwilę delikatny zapach perfum, którymi współlokatorka skrapiała się wychodząc na polowanie. Zapach zniknął tak szybko jak się pojawił, a Daisy uświadomiła sobie, co ją zaraz czeka.

– Skoro nie ma ich tutaj, to pieprzą się zapewne w salonie lub w kuchni – pomyślała. Znaczyło to tyle, że idąc do swojego pokoju będzie musiała to zobaczyć. Wiedziała też, że będzie robiła współlokatorce wyrzuty, bo kilka razy już ją prosiła, by zamykała się z facetami w swoim pokoju.

Kiedy skierowała kroki w stronę salonu, do jej uszu zaczęły dochodzić ciche pojękiwania. Bez problemu rozpoznała, że padają z ust Alice. Zazwyczaj były one głośniejsze. No nic: – Raz kozie śmierć – powiedziała i zajrzała do salonu. W pokoju paliła się tylko lampka obudowana papierowym abażurem, którą kupiły w IKEI kilka tygodni wcześniej. Dawała ona ciepłe, przytłumione światło. Idealne do oglądania telewizji. W tej chwili cała akcja rozgrywała się jednak nie w szklanym pudełku, a na sofie. Mebel stał tyłem do Daisy i chwilę przed wejściem do salonu liczyła na to, że uda jej się przejść niezauważoną i przede wszystkim, że i ona nie będzie musiała oglądać gołej dupy jakiegoś faceta. Kiedy wkroczyła do pomieszczenia, okazało się jednak, że na samym środku sofy siedział nagi mężczyzna, a na nim rytmicznie poruszała się Alice. Siedziała na nim okrakiem, przodem zwrócona ku Daisy. Oczy miała zamknięte, głowę odchyloną do tyłu. Jej nagie piersi falowały w rytm ruchów bioder. Nie były wielkie, więc nie podskakiwały przy każdym wzniesieniu i opadnięciu ich właścicielki. Pierś po stronie serca była nieco większa. Alice zawsze na to narzekała, bo kiedy kupiła stanik idealnie dopasowany do jednej, to druga albo zaczynała się w nim dusić, albo nie do końca go wypełniała. Cóż, taki kobiecy los, że cycki nie zawsze są idealne. Miała jednak coś, czego Daisy jej zawsze zazdrościła. Ciemne i nieduże brodawki. Pierwszy raz zobaczyła je niedługo po tym, jak zamieszkały razem. Alice jak się okazało spała od czasu do czasu nago, szczególnie, kiedy wracała do domu niezbyt trzeźwa. Daisy któregoś ranka chciała ją opieprzyć za hałas, który zrobiła wchodząc w nocy do domu. Weszła do pokoju śpiącej, jak się okazało nago, Alice. Trochę była skrępowana całą tą sytuacją, dlatego nawet nie budziła koleżanki, tylko przykryła ją kołdrą i wyszła. Długo jednak potem w jej myślach krążył widok brodawek Alice.

Teraz mogła je podziwiać w całej okazałości, gdyż współlokatorka odchylona w tył ujeżdżała rytmicznie jakiegoś fagasa. Daisy nie była osobą pruderyjną, ale uważała, że seks to sprawa intymna, której nie powinny widzieć osoby trzecie. Postanowiła, że przejdzie po cichu do swojego pokoju, a z przyjaciółką porozmawia później. Kiedy była już w połowie drogi, Alice zmieniła tempo rozkosznego wypełniania swojej kobiecości, przechyliła się do przodu, a jej wzrok utkwił w przechodzącej koleżance. Czy „utkwił” to zresztą sprawa dość dyskusyjna, bo oczy Alice wskazywały jednoznacznie, że jest ona całkowicie nieobecna, znajduje się gdzieś zupełnie indziej niż w tym pokoju, w tym mieszkaniu. Coś jednak kazało jej utrzymywać lubieżny wzrok na współlokatorce. Przyjaciel Alice to chyba spostrzegł, bo odwrócił głowę, żeby zobaczyć, w co wpatruje się jego kochanka. Kiedy ujrzał stojącą nie dalej niż trzy metry od nich Daisy uśmiechnął się, a raczej zaśmiał bezgłośnie. Dla Daisy to było już za dużo. Odwróciła wzrok, szybkim krokiem udała się do swojego pokoju i zamknęła za sobą drzwi.

W końcu bezpieczna, w końcu bez konieczności oglądania cudzych dup. Jej królestwo, jej zasady. Zrzuciła z ramienia torebkę, która po całym dniu zdawała się ważyć piętnaście kilogramów. Rozpuściła włosy przed lustrem, przy okazji lekko targając grzywkę. Zrzuciła jeansy, bluzkę i stanik. Szczególnie przy tym ostatnim poczuła olbrzymią ulgę. W końcu wolne, w końcu oddychające – pomyślała. Włożyła wyciągniętą, przydługą koszulkę, która ledwo sięgała za pupę i położyła się na łóżku. Brakuje mi już tylko jednego – pomyślała – i włączyła nastrojową muzykę, której jedynym zadaniem było koić nerwy po całym dniu w pracy. Norah Jones, której głos wydobywał się z głośników przy akompaniamencie fortepianu skutecznie relaksował i zagłuszał odgłosy z salonu. W pokoju Daisy było dosyć ciemno. Jedyne światło wpadające przez okno pochodziło z jednej z ulicznych latarni. W pomieszczeniu stwarzało ono jednak zupełnie inne wrażenie niż na zimnej klatce schodowej. Zmęczenie, Norah Jones oraz półmrok sprawiły, że powieki Daisy zaczęły lekko opadać. Jedyne co pamiętała to piersi Alice, po których spływały krople potu. Nagle z letargu wyrwało ją męski głos:

– Jeśli chcesz tobie też może być tak dobrze.

Zuchwałe słowa “przyjaciela” Alice nie dochodziły jednak z salonu. Były o wiele bliżej. Daisy momentalnie się wybudziła i podniosła na łóżku. Kochanek współlokatorki stał w drzwiach jej pokoju.

– Co? Podobało ci się to, co widziałaś – kontynuował swoją bezczelną przemowę.

– Wyjdź stąd. Natychmiast! – Rzuciła mu zaskoczona Daisy. Ten jednak miał ochotę na coś zupełnie innego. Zbliżył się do łóżka dziewczyny. Daisy momentalnie odskoczyła w róg łóżka, usiadła i skuliła się tak, że jej kolana dotykały podbródka. Była przestraszona, bo przez krótki, ale głęboki sen, w który zapadła nie miała pojęcia, co się działo w pokoju obok. Nie wiedziała, gdzie jest koleżanka, jak to się stało, że ten facet znalazł się w jej pokoju, ani co się zaraz wydarzy. Pozycja, w której się znalazła, nie była dla niej najszczęśliwsza. Po przebraniu się została tylko w koszulce i figach, a ten napastliwy typ miał raczej w planach rzeczy, w których niekompletna garderoba raczej jej nie pomagała. Kiedy usiadła na łóżku i podkuliła nogi wyeksponowała swoją cipkę, okrytą jedynie cienkim materiałem fig.

Widziała, że mężczyzna zauważył to i bez ceregieli wpatrywał się w naciągnięty materiał jej bielizny. Daisy miała duże wargi, więc kiedy figi były naciągnięte tak jak teraz, jej kobiecość bardzo się na nich odznaczała.

– Nie bądź taka wstydliwa. Przecież widziałem, jak patrzyłaś na koleżankę – powiedział, siadając na łóżku i łapiąc ją za stopę. – Lubisz takie akcje, co?

Dla Daisy tego było już za wiele. Zaczęła cała drżeć. Stanęło jej przed oczami całe zło, całe upokorzenie, całe nieszczęście, które pamiętała z ławki w parku, kiedy miała siedemnaście lat. Czuła, że zaraz może ją spotkać coś jeszcze gorszego, a ona nie potrafi się sprzeciwić. Nawet nie dlatego, że nie chce, choć oczywiście nie chciała, ale dlatego, że przez drżące wargi i zdrętwiały ze strachu język nie jest w stanie wypowiedzieć żadnego słowa, wyrazić żadnego sprzeciwu. Sytuacja nie była ciekawa. Agresor zdawał się nie zważać na stan Daisy, a ona nie miała możliwości ucieczki. No i co się stało z Alice?

Kiedy ta ostatnia myśl przeszła przez głowę Daisy, jej koleżanka pojawiła się w drzwiach pokoju. Ubrana była tylko w biały ręcznik. Jej włosy, całe mokre opadały na ramiona. Widać było, że brała chwilę wcześniej prysznic.

– Wynoś się! Wynoś się natychmiast – wykrzyknęła Alice z całych sił, które miała w płucach. – Wynoś się w tej chwili, bo wezwę policję.

Jej argumenty najwidoczniej trafiły do mężczyzny, bo zaczął się wycofywać. Wstał, ale mijając Alice zahaczył ją ramieniem tak, że ta prawie się przewróciła i ruszył w stronę wyjścia. Dziewczyna poszła za swoim kochankiem krzycząc na niego. Przez chwilę słychać było głośną kłótnię w przedpokoju. Na sam jej koniec Daisy usłyszała tylko dwa określenia, którymi mężczyzna podsumował współlokatorki. Dziwka i wariatka.

Alice po zamknięciu drzwi na klucz szybko przybiegła do pokoju Daisy. Ta ciągle siedziała skulona w rogu łóżka.

– Przepraszam cię. Przepraszam cię najmocniej – powtarzała bez opamiętania Alice, obejmując i przytulając ciągle wystraszoną Daisy – Nigdy sobie tego nie wybaczę. Przepraszam cię.

Daisy nic nie mówiąc położyła się na boku, z nogami podkulonymi ciągle do ciała. Alice położyła się natychmiast za nią i przytulając mocno do siebie, pozwoliła dziewczynie zasnąć. Wykończona seksem oraz kłótnią także zamknęła oczy i po chwili znalazła się w objęciach Morfeusza.

Alice uwielbiała się całować. Zawsze powtarzała, że pocałunki to jest to, co zostało z języka aniołów. Nie miało znaczenia, czy znała kogoś od godziny, czy był to poważny związek, trwający już od dłuższego czasu. Każdy pocałunek był dla niej ogromną rozkoszą. Każdy pocałunek przypominał jej o stadzie motyli, których zadaniem jest drażnić jej brzuch. Takie właśnie uczucie przywróciło jej świadomość. Znała je doskonale, bo przez to, że tak je lubiła, całowała się przy każdej nadarzającej się okazji. Nie do końca wybudzona odwzajemniła więc przyjemność, delikatnie poruszając swoimi wilgotnymi wargami i uruchamiając miękki język. Po chwili zmysły zaczęły wracać i się wyostrzać. Odsunęła się momentalnie od całujących ją ust i podenerwowanym, zaskoczonym głosem zapytała:

– Daisy, co ty robisz?

– Chciałam ci podziękować, za to, że mi pomogłaś Alice, za to że byłaś. Sama nie wiem, powinnam cię opieprzyć, że sprowadzasz takich facetów do naszego mieszkania, ale w tej chwili potrafię tylko myśleć o tym, jak się zachowałaś – mówiąc to dotknęła dłonią policzka koleżanki i lekko go przytrzymując zbliżyła swoje usta do jej. Alice się wycofała.

– Daisy nie ma sprawy. Jesteś moją przyjaciółką i współlokatorką. Jest mi strasznie głupio, że tak wyszło z tym fagasem. Przepraszam cię najmocniej, ale z tym całowaniem to wiesz… nie obraź się… jesteś piękną kobietą, ale wiesz, że ja… no ten… no… lubię facetów. – Alice długo musiała szukać innego sformułowania niż “jestem normalna”. Nie chciała urazić koleżanki, nie wiedziała też, o co jej tak naprawdę chodzi. Chciała się zachować w porządku w stosunku do Daisy, również dlatego, że pocałunek, który otrzymała był tak przyjemny, jak każdy inny. Dziwny zaczął być dopiero, gdy uświadomiła sobie z kim się całuje. Postanowiła to jednak uciąć stanowczym stwierdzeniem.

– Daisy, kocham cię jak siostrę, ale nie mogę dać ci więcej. Przykro mi, ale nie jestem osobą, której szukasz. – Alice wyszła i zamknęła za sobą drzwi.

Ten wieczór każda z nich spędziła zamknięta w swoim pokoju. Żadna nie wiedziała, co powiedzieć koleżance, jak się zachować, jak dalej funkcjonować we wspólnym mieszkaniu. Daisy doszła do siebie, w jej pokoju znów zagościła muzyka, jednak była tylko pudrowanym tłem dla tego, co działo się w jej głowie. Leżała w łóżku, była już noc, ale nie mogła zasnąć. Częściowo przez wcześniejszy sen w objęciach Alice, częściowo przez myśli, kotłujące się w jej głowie. Przed oczami stawały jej najróżniejsze scenariusze dalszego życia, tego jak rozwinie się sytuacja. Do jej pokoju wpadało w tej chwili dosyć dużo światła, gdyż oprócz latarni swoją rolę odgrywał także księżyc, który tej nocy był w pełni. Pokój przesiąknięty był jasnym, niebieskim kolorem. Właśnie kiedy przez jej głowę przewijała się myśl o tym, ile niebieskiego jest w jej sypialni, usłyszała ciche pukanie do drzwi.

– Mogę wejść? – głos brzmiał prosząco, ale niepewnie.

– Jasne, wejdź Alice – powiedziała wyrwana z zadumy Daisy.

Współlokatorka znalazła się w pokoju. Niosła ze sobą poduszkę. Ubrana była w satynową, dwuczęściową piżamkę. Góra na ramiączkach odkrywała całe jej ramiona, na które opadały blond włosy. Dół był tak krótki, że odsłaniał część pośladków. Alice zawsze umiała znaleźć takie cuda w sklepach. Położyła poduszkę na łóżku Daisy i z uśmiechem zażartowała: – Przesuń dupę i wpuść mnie pod kołdrę.

Daisy uśmiechnęła się, bo takie teksty pojawiały się często, kiedy siedziały wieczorem w jednym łóżku i rozmawiały o ważnych sprawach, a czasem plotkowały. Przesunęła się bliżej ściany, odkryła kołdrę i pozwoliła koleżance wsunąć się do łóżka. Chwilę patrzyły na siebie.

– Daisy, to nie jest tak, że ty mi się nie podobasz, że cię nie lubię czy coś – zaczęła Alice – Jesteś super dziewczyną…

– Alice, proszę cię przestań, wszystko rozumiem – wtrąciła się Daisy.

– Nie, nic nie rozumiesz, daj mi dokończyć. Daisy, jesteś super dziewczyną, jesteś dla mnie kimś naprawdę ważnym. Jesteś tak delikatna i tak krucha i uwielbiam to w tobie. Wiem ile w życiu przeszłaś i nie chcę stracić takiej przyjaciółki. Mi nie chodzi o to, że mi się nie podobasz, że jesteś kobietą. Przecież wiesz, że ja w seksie mogę wiele i jestem otwarta na nowe rzeczy. Chodzi o to, że nie jestem ci w stanie zaoferować nic więcej poza przygodą. Nie szukam, ani nie chcę związku, nie dam rady tak bez kawałka twardego penisa w sobie co jakiś czas. I nie chcę cię tym zranić. Nie chcę, żebyś czuła się odtrącona, zdradzona.

Daisy nie odpowiedziała. Z całej siły wpiła swoje usta w wargi koleżanki. Po jej policzkach spływały słone łzy, mieszające się po chwili ze słodyczą śliny, którą dziewczyny zostawiały sobie wzajemnie w kącikach ust.

– Daisy trochę mi głupio, bo to mój pierwszy raz z dziewczyną, nie wiem co robić – wyszeptała Alice.

– Ja też nie mam pojęcia – odpowiedziała Daisy – ale swój pierwszy raz chcę przeżyć właśnie z tobą. Nieważne jak, ważne, że z tobą.

– Ale ja myślałam, że ty już byłaś z innymi – kontynuowała szeptem Alice.

Daisy nie odpowiedziała. Ścisnęła mocno koleżankę za pośladki i przyciągnęła do siebie.

Dłonie obu dziewcząt zaczęły kreślić linie na ich ciałach. Wyglądało to tak, jakby spragniony widoków turysta wodził palcem po mapie, zatrzymując się na chwilę w ciekawych miejscach i wyobrażając sobie, jakie piękne widoki go tam czekają. Daisy łapczywie dobierała się do koleżanki. Złapała za brzeg górnej części piżamy Alice i pociągnęła go w górę. Dziewczyna jednak przerwała jej zapędy.

– Spokojnie kociaku, bo mi podrzesz pazurkami piżamkę. Dostaniesz czego chcesz, nie bój się. Cierpliwości – to mówiąc, ściągnęła górną część satynowej osłony, ukazując nagie piersi, a razem z nimi brodawki i sutki, których jej kochanka tak pragnęła. Dokładnie złożyła piżamkę i odłożyła ją na stojące niedaleko łóżka krzesło. Daisy z wytęsknieniem czekała na koniec tego rytuału. Kiedy tylko mogła, natychmiast przyssała się do tych symboli kobiecości. Lizała i ssała bez opamiętania. Przytulała się do nich, całowała, podgryzała. Jej ruchy były bardzo chaotyczne i nieskoordynowane. Łaknęła swojej kochanki całej, naraz, teraz, w tej chwili. Alice odsunęła ją nagle od siebie.

– Kochana, ty wyjesz z pożądania. Spokojnie, poczekaj, ja się tobą zajmę. Spróbuję pokazać ci, jak jest najprzyjemniej. – Alice przyciągnęła dziewczynę do siebie i położyła ją na wznak. Zsunęła z niej koszulkę odsłaniając nie tylko piersi, ale także bawełniane białe figi, w których Daisy położyła się spać.

– Gdybym wiedziała, że takie rzeczy będą się działy, włożyłabym coś odpowiedniejszego – zawstydzonym głosem wyszeptała Daisy.

– Jest dobrze, kochanie. Na widowiskowe rzeczy przyjdzie jeszcze czas. Jeśli dalsza część naszego wieczoru okaże się równie przyjemna, będziemy musiały to powtórzyć. Koniecznie! – gdy tylko skończyła mówić, złapała obie piersi koleżanki i zaczęła je całować na zmianę, przy okazji delikatnie liżąc. Daisy zazwyczaj chowała swój biust. Twierdziła, że jest za duży. I do tego te duże brodawki. W tej chwili jednak zupełnie jej to nie przeszkadzało. Ciche pojękiwania, które wydobywały się z jej gardła potwierdzały tylko, że nic innego nie ma dla niej znaczenia. Tylko to, aby kochać się z Alice. Złapała całującą jej piersi kochankę za głowę i zaczęła bawić się jej włosami. Przesuwała dłonie w taki sposób, że gęste blond pasma uciekały między jej palcami. Co chwilę, kiedy Alice pieściła ją tak, że robiło jej się naprawdę gorąco, przyciskała jej głowę lekko do swojego ciała. Nie miała pojęcia, czy robi to świadomie, by dać znać koleżance, jaką przyjemność jej sprawia, czy też były to bezwiedne ruchy kotki, która pragnie więcej pieszczot.

Po dłuższej chwili Alice spojrzała głęboko w oczy koleżanki i wyszeptała – Chcę iść z tobą na całość, teraz.

Daisy nie trzeba było nic więcej. Szybka zmiana pozycji zainicjowana przez jedną z dziewczyn i obie klęcząc na łóżku całowały się namiętnie. Dłonie Daisy powędrowały w kierunku podbrzusza i kiedy natrafiły na satynowy materiał majteczek od piżamy pewnym ruchem zaczęły je zsuwać w stronę ud, potem kolan i kostek. Alice nie pozostawała dłużna koleżance. Bawełniane figi Daisy znalazły się na podłodze równie szybko. Klęczały tak przez chwilę w ciszy, obserwując i podziwiając swoje ciała. Każda z nich odkrywała kobietę w zupełnie nowy sposób. Zdarzało się w przeszłości, że Daisy brała prysznic, a Alice weszła do łazienki się malować, lub Daisy przykrywała podpitą nagą koleżankę, kiedy ta zasnęła po powrocie z imprezy, ale tym razem patrzyły na siebie inaczej. W ich wzroku był podziw, pożądanie, pasja. Obserwowały każdy centymetr kwadratowy swoich ciał . Alice zauważyła bliznę po wyrostku, odznaczającą się poniżej linii majteczek, które przed chwilą ściągnęła z koleżanki. Daisy pierwszy raz zauważyła, że jej kochanka ma ślad po kolczyku w pępku.

Pierwsza pieszczoty rozpoczęła Alice. Pocałowała z języczkiem współlokatorkę, jednocześnie dłoń kierując pomiędzy jej lekko rozwarte nogi. Kiedy dotknęła ciepłej i wilgotnej skóry, z gardła Daisy wyrwało się głośne jęknięcie. Alice dwoma paluszkami najpierw rozchyliła płatki cipki koleżanki, a następnie zaczęła delikatnie i powoli masować wilgotną i lekko nabrzmiałą łechtaczkę. Alice cały czas całowała Daisy, która zaczęła coraz bardziej miarowo i głośniej wydobywać z siebie pełne przyjemności pojękiwania.

Nagle przerwała pocałunek i powstrzymując się od jęczenia powiedziała:

– Marzę o tym, żeby cię polizać i marzę o tym, żeby być lizaną.

To mówiąc, pchnęła Alice na łóżko, obróciła się i przełożyła jedną nogę nad głową kochanki. Sama też zadbała o to, żeby jej głowa znalazła się między udami jeszcze niepieszczonej w tych okolicach Alice.

– Nie wiem, czy sobie poradzę. Nigdy tego nie robiłam – z niepewnością w głosie powiedziała Daisy. – Jakbym robiła coś nieprzyjemnego, to proszę powiedz. – Po tych słowach zanurzyła się między nogami koleżanki. Alice złapała ją za pośladki i przycisnęła jej wilgotną cipkę do siebie. Oba języki zanurzyły się w różowych płatkach kobiecości. Wędrowały z góry na dół i z powrotem. Chwilę dłużej język Alice zatrzymywał się w okolicach łechtaczki jej współlokatorki. Daisy wtedy wydawała z siebie głośniejsze pojękiwania. Alice całowała i lizała cipkę koleżanki, jej dłonie zaczęły wędrować powyżej ud. Dotyk delikatnych dłoni masujących pośladki był dla Daisy bardzo przyjemny, jednak kiedy palce zbliżyły się do jej pupy, ta oderwała się od pieszczot.

– Co robisz? Zwariowałaś? Przecież to tyłek! – zaprotestowała.

– Zaufaj mi, proszę cię. Zobaczysz, jaki będziesz miała odlot. A jak będzie nieprzyjemne, to przestanę.

– Sama nie wiem – wahała się Daisy, ale pieszczoty językiem, do których wróciła jej koleżanka sprawiały, że jej linia oporu coraz bardziej słabła . W końcu powiedziała – Okej, ale obiecaj, że jak poproszę, przestaniesz.

Alice zaczęła lizać łechtaczkę z jeszcze większym zaangażowaniem. Dodatkowo zwilżyła palec dużą ilością śliny i zaczęła kręcić nim kółka wokół pupy Daisy.

– Nie bój się, będę delikatna – rzuciła koleżance i jej palec powoli zagłębił się w ciasnej dziurce.

Daisy na chwilę przerwała pieszczoty, jakby zastanawiając się, jakie to uczucie, czy przyjemne, czy może powinna protestować. Jej koleżanka natomiast nie przerywając lizania wisienki zaczęła delikatnie poruszać palcem w pupie tam i z powrotem, tam i z powrotem. Z ust Daisy znowu dało się słyszeć pojękiwania, a kiedy wróciła do pieszczenia Alice, ta wiedziała, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Zwiększyła więc tempo i siłę pchnięć oraz ruchów języczka na nabrzmiałej już do granic wytrzymałości łechtaczce. Jęki Daisy stawały się coraz głośniejsze. W pewnym momencie przerwała pieszczoty i złapała obiema rękoma swoje pośladki, rozciągając je i dając kochance lepszy dostęp do swoich dziurek. Alice wyciągnęła palec z pupy Daisy.

– Proszę włóż go z powrotem, proszę – jęczała tamta.

– Spokojnie maleńka, musiałam zadbać o nawilżenie, żeby cię nie bolało. Rozciągnij pośladki tak szeroko jak możesz – poprosiła Alice.

Daisy posłusznie wykonała polecenie koleżanki, która tymczasem wróciła też do lizania cipki. Rozciągnięte pośladki odsłaniały niewielki otworek, który był efektem drążenia dziurki przez palec. Alice przyłożyła do niego dwa nawilżone palce i zaczęła lekko naciskać.

– Boli, co robisz? – zaprotestowała Daisy

– Przepraszam, za chwilę przestanie. Musisz mi pomóc i się rozluźnić – Alice sprawiała wrażenie dobrze znającej się na tym, co czyni.

Chwilę to zajęło, ale dwa palce pokonały wreszcie opór mięśni. Teraz już tylko Alice pieściła leżącą na niej koleżankę. Jej języczek przesuwał się szybko i rytmicznie po gorącej i drżącej łechtaczce, a dwa palce penetrowały rozciągniętą pupę. Jęki były już bardzo głośne. Oddech się urywał. Nieartykułowane odgłosy były pomieszane ze słowami zadowolenia. Daisy zaczęła ruszać też miednicą, aby z jednej strony ułatwić koleżance lizanie cipki, a z drugiej żeby sama nabijać się na jej palce. Czuła, że im mocniej się nabija, tym większą jej to sprawia przyjemność. Alice czuła, że zbliża się orgazm koleżanki. Szczególnie kiedy ta zwolniła swoje ruchy, przestała się nadziewać, wiadome było, że zaczyna dochodzić. Żeby sprawić jej jak najwięcej przyjemności, Alice zaczęła z całej siły wpychać palce w jej pupę. Daisy nie protestowała i po kilku sekundach pokój wypełnił głośny, gardłowy jęk. Jęk, który urywał się i po chwili wracał, z każdym pchnięciem palców w pupę. Jęk, który świadczył o tym, że Daisy jeszcze nigdy nie było tak przyjemnie. Po kilku sekundach odgłosy rozkoszy nieco ucichły. Daisy puściła pośladki i opadła na ciało koleżanki. Chwilę później zsunęła się na bok.

– Mówiłam ci, że będzie ekstra – uśmiechnęła się Alice.

– O matko! Mam tylko jedno pytanie, słonko. Jak mogę ci się odwdzięczyć? – łamanym głosem, na wpół przytomna wydukała Daisy.

Alice uśmiechnęła się, wstała i wybiegając z pokoju powiedziała, że zaraz wróci. Rzeczywiście kilkanaście sekund później była już z powrotem, trzymając w ręku wibrator w kształcie dużego penisa.

– Mam prośbę, chciałabym, żebyś zerżnęła mnie nim bardzo mocno, jednocześnie liżąc moją pupę – oznajmiła bez wstydu Alice.

Daisy nie mając już oporów przed tego rodzaju zabawami, wzięła sztucznego penisa. Alice uklękła i wypięła się najmocniej jak potrafiła, odsłaniając swoje dziurki. Podobnie jak jej koleżanka chwilę wcześniej, rozciągnęła pośladki, odsłaniając zaciśnięte słoneczko. Jej cipka była bardzo wilgotna, gdyż Daisy niedawno zajmowała się nią z dużym zaangażowaniem. Nie było więc problemu z włożeniem do niej nawet dużego, sztucznego członka. Zaspokojona chwilę wcześniej dziewczyna zaczęła poruszać powoli wibratorem w cipce koleżanki. Jednocześnie zbliżyła swoje usta do jej pośladków. Chciała najpierw pocałować jej pupę, ale okazało się to trudne do wykonania. Pośladki przeszkadzały w dostępie. Postanowiła więc nie gimnastykować się tylko dać koleżance to, o co prosiła. Delikatnie języczkiem wyznaczyła linię od cipki, aż do końca pośladków. Na chwilę dłużej zatrzymała się w okolicach odbytu, dokładnie objeżdżając go językiem wokół.

– Chcę, żebyś przesuwała językiem tylko po nim. Nie musisz wkładać go do środka, ale liż mnie kochanie – poprosiła Alice – I rżnij mnie mocno.

Daisy wzięła sobie do serca słowa koleżanki, bo już po chwili wibrator poruszał się w niej znacznie szybciej, a język mknął w tę i z powrotem po pupie Alice.

– Mocniej, mocniej – ta wciąż domagała się więcej.

Daisy złapała stanowczo sztucznego członka, włączyła w nim wibracje na maksymalne obroty. Tak samo ruchy językiem starała się wykonywać z maksymalną siłą i prędkością. Wszystko dla Alice. Wszystko dla tej, która sprawiła, że chwilę wcześniej Daisy była w niebie. Pewnie trzymany wibrator błyskawicznie zanurzał się niemal cały i równie szybko wychodził. Dziewczynę bolała już powoli ręka od takiej prędkości i siły. Język drętwiał od pieszczot, ale w tamtej chwili była gotowa zrobić wszystko dla przyjaciółki. Członek w pochwie zaczął wydawać odgłosy chlupania, cipka Alice wypełniła się sokami. Jęczała cicho, ale jej dłonie zaciskające się na poduszce dawały jasny znak pieszczącej ją kochance, że zaraz także znajdzie się w raju. Zanim Daisy zdążyła o tym pomyśleć, ciało Alice przeszedł dreszcz, wygięła się cała i napięła jak cięciwa łuku. Na jej twarzy pojawił się grymas, który, gdyby nie okoliczności, można by pomylić z grymasem bólu. Daisy chciała jeszcze ruszać wibratorem, ale Alice go wypchnęła:

– Nie… proszę… ciiiii… nic nie rób… nie ruszaj… pozwól mi się cieszyć tym uczuciem – jęczała, dysząc ciężko na łóżku.

Daisy położyła się i przytuliła do jeszcze drżącej i coraz cichszej kochanki. Mniej niż minutę później obie spały. Należało im się. Rano będą miały sobie wiele do opowiedzenia.

.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Przeczytałem to opowiadanie i trudno było mi uwierzyć.
Pomyślałem, że jeśli napiszę do niego komentarz to po prostu smokwawelski weźmie to za oczywistą złośliwość z mojej strony, za niedawną różnicę zdań między nami.

W normalnych warunkach, po przeczytaniu czegoś takiego umarłbym ze śmiechu, a po powrocie z zaświatów, napisałbym coś tak paskudnego i wrednego, że list Kozaków Do Sułtana przy tym wydałby się życzeniami imieninowymi.
Jako że ze względu na zastraszającą masę błędów, nie tylko technicznych, ale i merytorycznych, wykpić ten tekst byłoby dziecinnie łatwą sprawą, postanowiłem wyszukać same jego pozytywy:
Na pewno jest tutaj klimat unikalny. Wiktoriański, mroczny i zakurzony. Dziewczyny są w podobnym stylu. Facet, przywiódł mi na myśl negatywnych bohaterów slapstickowej ery, a paranoje głównej bohaterki, jej pełne schizofrenicznych przemyśleń i reakcji poczynania trącą cudnie panem Kafką.
Chwalę też odwagę i pozdrawiam.

AS

Ps

Według mnie, gdyby autor uczynił Daisy zakonnicą wszystko nabrałoby jeszcze większego smaku!

Witaj, Starski!

Muszę przyznać, że zawsze bawi mnie lektura Twoich komentarzy, i tu, i na Pokątnych. Nawet jeśli się z nimi kompletnie nie zgadzam (a zwykle tak jest), to doceniam ich humorystyczno-ironiczną konstrukcję i pewne takie alternatywne wobec powszechnego postrzeganie świata 🙂

Każda szanująca się strona internetowa, jeśli jest choć trochę interaktywna, musi mieć swojego trolla. Skoro my też, niech będziesz nim Ty, starski. Bo bardzo z Ciebie elokwentny troll. I jedynkami sypiesz w rozsądnych ilościach 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Jasne, najlepiej nazwać mnie trollem lub hejterem i po kłopocie. Nazwać mnie do tego trollem NE to jak rzucać kiepy przed siebie nazywając świat popielniczką. You wish – jak mawiali starożytni Indianie.
Co do ocen, to w skali 1-6 jedynka jest hojnym maksimum w przypadku tego tekstu, masz inne zdanie i w tej kwestii? W skali 1-10 bez dwóch zdań dałbym 2 za fatygę.

Dlaczego chcesz mnie obrazić?
Gdybyś szczerze wierzył, że jestem trollem nie fatygowałbyś się żeby mnie nim przezywać. Nie uwłaczaj własnej inteligencji. Nie ładnie.

AS

Słowo "hejter" uważam za kretyńskie, dlatego też nazywam Cię po prostu trollem – o ileż to bardziej wdzięczne sformułowanie 🙂 I nie próbuję Cię obrazić, tylko nazwać zjawisko po imieniu. Wedle angielskiej Wikipedii troll "is a person who sows discord on the Internet by starting arguments or upsetting people,[1] by posting inflammatory,[2] extraneous, or off-topic messages in an online community (such as a forum, chat room, or blog) with the deliberate intent of provoking readers into an emotional response[3] or of otherwise disrupting normal on-topic discussion.[4] "

Twoje wypowiedzi trzymają się tematu, ale bywają "inflammatory", mają zwyczaj "sow discord", a nawet zdarza im się "upset people".

Mieliśmy już tutaj trolling prymitywny, który zwalczaliśmy przy pomocy kasowania komentarzy. Ale Twoich komentarzy kasować nie zamierzamy – bo uprawiasz trolling elokwentny i inteligentny. Nie chcę Cię zatem obrazić – a docenić. Każda strona potrzebuje swego trolla – więc Ty bądź naszym.

Pozdrawiam
M.A.

Drogi Megasie, zdażyło Ci się wdepnąć we własne fecesy. Właśnie udawanie, że nie pojmuje się argumentów i zasad, powtarzanie wciąż tej samej opinii na celu zdenerwowania dyskutanta, jest cechą tollowania numer jeden, która przekreśla jakąkolwiek możliwość dalszej rozsądnej dyskusji.
Twój powyższy post jest wyśmienitym przykładem trollingu. Brawo.

Określenie trolling elokwentny i inteligentny ma taki sam sens jak patelnia z drewna.

Drogi Starski,
Nie znajduję w tekście nic, co by uzasadniało krytykę "sułtańską".
Ot, kilka błędów stylistycznych – przyznaję – tudzież zdrobnień, których nie cierpię, ale cały tekst udany i nastrojowy. Podobał mi się.
Chyba jesteś nadto wyczulony.
Pozdrawiam wszystkich,
Karel

Starski, wyraziłeś swą opinię. Przyjmuję ją, choć, co oczywiste, się z nią nie zgadzam, ale co zrobić. Tak jak papier przyjmie wszystko (nawet moje opowiadanie, bo taki jest wydźwięk Twojej opinii), tak i blog przyjmie każdy komentarz. Można się z nim zgadzać, można polemizować, ale w Twoim przypadku widać, że to nie ma sensu, bo umiesz jedynie rzucić frazesem, ale uzasadnić swoich odpowiedzi kolejny raz nie potrafisz. Cóż, i ja i ty musimy z tym żyć.

Dziękuję za opinię, czekam na kolejne – od innych czytelników.

Drogi smokuwawelski!

Pisać każdy może, ale może nie każdy jest pisarzem.
Zapewne istnieje delikatniejszy sposób na to, żeby powiedzieć Ci, że Ty tej sztuki nie posiadasz. Możliwe, że moja igła jest za gruba i zastrzyki przez to bolesne, mogę przyznać nawet, że pielęgniarka ma trochę sadystyczne skłonności, ale:
Publikujesz na poczytnym portalu(tak przynajmniej zakładam) o szumnej nazwie NajlepszaErotyka, to albo ktoś Cię okłamał i do niego miej największe pretensje, albo grzeszysz absolutnym brakiem samooceny własnych poczynań literackich.
Jeżeli chcesz, jestem w stanie rozbić całe Twoje opowiadanie na najmniejsze elementy, przedstawić Ci co w nim jest oczywistym błędem, który widzi nawet taki matoł jak ja, co nie trzyma się absolutnie kupy, gdzie twoje pisanie jest na poziomie wczesnogimnazjalnym i mam tu na myśli gimnazjum przedwojenne, nie to po reformie. Mogłem zrobić to od razu, a zważ, że przypominałoby to kapitalny remont mercedesa Lady Diany, obawiałem się, że tak wielki nakład pracy zostanie potem skwitowany: starski jesteś głupi i się nie znasz.

Weźmy takie zdanie, a jest to błąd całkiem bagatelny na tle całości i podaję go, bo nie jest to kwestia mojego zdania tylko niemal matematyka:

„W tej chwili jednak zupełnie jej* to nie przeszkadzało. Ciche pojękiwania, które wydobywały się z jej* gardła potwierdzały tylko, że nic innego nie ma dla niej* znaczenia. Tylko to, aby kochać się z Alice. Złapała całującą jej* piersi kochankę za głowę i zaczęła bawić się jej* włosami. Przesuwała dłonie w taki sposób, że gęste blond pasma uciekały między jej* palcami. Co chwilę, kiedy Alice pieściła ją* tak, że robiło jej* się naprawdę gorąco, przyciskała jej* głowę lekko do swojego ciała. Nie miała pojęcia, czy robi to świadomie, by dać znać koleżance, jaką przyjemność jej* sprawia, czy też były to bezwiedne ruchy kotki, która pragnie więcej pieszczot.”

No jak można dać do publikacji tekst zawierający coś podobnego? Nie mówię na portalu o nazwie NE, na jakimkolwiek portalu?!

Jeżeli sam tego nie wyłapałeś, to dowodzi słuszności mojej tezy, że nie potrafisz oceniać własnych tekstów, jeśli ktoś przeglądał go dla Ciebie, to jak już mówiłem, miej pretensje do tego ktosia.
Mój sposób krytykowania może wydać się okrutny, ale to przytyk kierowany również do tej odpowiedzialnej za posłanie Cię na rzeź osoby.
Być może ktoś Cię pochwali za to opowiadanie, jeżeli przyjmiesz tę pochwałę toś zgubiony.

pozdrawiam

AS

No dobrze, znalazłeś w tekście fragment, w którym na przestrzeni siedmiu zdań pojawia się dziesięć zaimków. Gratuluję spostrzegawczości. Rzeczywiście jest to dosyć nieszczęśliwe, jednak nadal będę twierdzić, że się z Tobą nie zgadzam co do ogólnego zdania na temat opowiadania. I nie przypominam sobie, abym nazwał się kiedyś pisarzem :P.
Z Twoim ostatnim postem zgodzę się przede wszystkim tylko co do jednego określenia, które się w nim pojawia. Z którym? Pozostawię to Twojej ciekawości, choć myślę, że się domyślasz. Nie widząc w Twoich komentarzach nic poza chęcią wywołania bezsensownej kłótni nie będę się dalej do nich odnosił. Twoje zdanie znam, z mojej strony EOT. Chętnie poczytałbym kolejne komentarze, jak wspomniałem wcześniej, innych czytelników.

Ja, Drogie Smoczycho, spostrzegłem nadużywanie generycznego czasownika być, który powtarza się w pewnym fragmencie gęsto w różnych fleksyjnych wariantach. Ale pal licho, zaimki wyłapane przez AS'a i powtórzenia. Najgorsze są zdrobnienia (w tym części ciała). Domyślam się, że tekst jest stary i dzisiaj byś tak nie pisał. Ale jednak wrażenie pozostaje. Mimo, iż tekst sprawny i dobry w odbiorze.

Karelu, to "prawie" pierwszy tekst, a na pewno pierwszy, którego nie wstydzę się na tyle, by się zapaść pod ziemię :).
Jak widać nawet w przypadku gdy tekst sprawdzają cztery osoby (w tym co najmniej dwu polonistòw) nie da się uniknąć baboli. Co do zdrobnień to masz rację. Nauczyłem się już, że nie są one mile widziane. Pisząc jednak akurat to opowiadanie zrozumiałem, że nasz ojczysty język jest dosyć ubogi w słownictwo związane z np. częściami ciała, a brak zdrobnień często wprowadza do tekstu dużą dawką wulgaryzmu.

Wrażliwość na wulgaryzmy to tylko stan ducha. Są słowa, które w dialogu uznajemy za wulgarne i niepotrzebnie przenosimy tę ocenę również na opis. "Chuj i pizda to nasza ojczyzna", Drogi Smoku. Ja przynajmniej tak uważam. Zwłaszcza, że nasze słownictwo erotyczne od czasów Mieszka I strasznie ubożeje, bo seks i ciało stały się tabu. Skończyły się Noce Kupaly i powszechne radosne nastawienie do seksu.

A ja pochwalę, a jakże. Tekst miły i przyjemny w lekturze, potrafi człowieka fajnie o poranku pobudzić:) Opowiadanie jest fabularnie proste, ale takie miało w założeniu być. Ot, jeden dzień z życia Daisy. I jako taki zapis dobrze się sprawdza, choć oczywiście nadmiar zamków czasem razi. Chętnie dowiedziałbym się jakie były konsekwencje tej upojnej nocy, niestety autor zdecydował się zakończyć narrację akurat w tym miejscu. Nie, nie czekam na kontynuację. To był typowy jednostrzałowiec. Tym niemniej chętnie widziałbym go lekko rozbudowanym.

Absent absynt

*Anonimowy19 czerwca 2014 14:09*

"…potrafi człowieka fajnie o poranku pobudzić…"

No ładny poranek… :)))

No właśnie – wiedziałem, że coś mi ten tekst przypomina – jeden dzień z życia Daisy – jakbym zobaczył Mariolkę 🙂

Dawno nic nie czytałem na NE więc najlepiej, jak sądziłem, na pierwszy ogień pójdzie smok. Notabene, przyznaję bez bicia – to pierwsze opowiadanie smoka, jakie przeczytałem. Znając autora z mniej prozaicznej strony, jego zdolność do niemal natychmiastowej, dowcipnej i lekkiej riposty, uznałem że opowiadanie będzie równie smaczne jak poezja, której dane mi było zasmakować.

Nie pomyliłem się. Lekka opowiastka, w sam raz na świąteczne wczesne popołudnie. Odczuwanie przyjemności w odpowiednich momentach a w zasadzie niemal przez cały tekst, jest odpowiednio wyważone, ze spokojnym początkiem, akcją zmierzającą nieuchronnie do finiszu i szybklim zakończeniem. Niemniej trudno się dopatrzyć jakiegoś szczególnie ekscytującego finału. Ale to chyba za krótkie opowiadanie na taką parabolę.

Czego oczekiwałem? Nieco więcej mroku. (Uwaga – spoiler) Początek zapowiadał się na "przyjemną grozę", niestety po wejściu bohaterki do mieszkania dreszczyk ustąpił, zastąpiony jedynie nieco poszarzałą rzeczywistością. "Fagas" jest tylko naszkicowany – to fajny efekt, zepsuty przez jego jawne wejście do pokoju. No ale tu właśnie mi tego mroku zabrakło, który sprawiłby, że facet nadal pozostałby tajemniczą postacią.

Pod względem gramatycznym (a może merytorycznym… albo jakoś tak…) tekst wchodzi gładko, jak dobrze wyprofilowany wibrator. Z powtórzeniami wytkniętymi przez AS sam się często borykam lecz w niniejszym opowiadaniu tylko raz musiałem wrócić do początku zdania, bo się zgubiłem z tymi nieszczęsnymi "jej". Przez chwilę zastawiałem się jeszcze nad momentem gdy dziewczyny *klęczały naprzeciw siebie* i Daisy ściągnęła majtki koleżanki *do kostek*. "Pewnym ruchem", dodam. To chyba nieco trudne? 😉 Nie wiem – muszę wypróbować 😀 Cała reszta bez zarzutu.

Kończąc – nim Cię smoku pochwalę, nim ocenę wystawię, muszę zapoznać się z Twoimi wcześniejszymi tekstami, by mieć jakieś porównanie. Będąc czytelnikiem łatwiej mi dostrzec błędy i krytykować niż będąc pisarzem, aczkolwiek wie to tylko ten, kto choć raz w życiu popełnił tekst jakiś i mam nadzieję, że (gdy wena, kurwa jedna, wreszcie mnie odwiedzi) moim tekstom również nie oszczędzisz właściwych słów

Z leśnego zadupia na Jurze K-C,

Pozdrawiam ciepło 😉

MRT

Dzięki za konstruktywny komentarz z zadupia na jurze K-C :). Jeśli chcesz więcej grozy to rzeczywiście inne opowiadania będą lepsze. Tutaj zaczynałem dopiero swoją przygodę z grozą – to praktycznie pierwsze moje opowiadanie (poza jednym gniotem, który kilka lat temu wrzuciłem na DE). Po Stokrotce zaczęła powstawać seria Ravenscar, gdzie niepokoju i napięcia, niekoniecznie tego w majtkach jest więcej. Choć przyznam szczerze, że początek Stokrotki lubię bardzo. Opowiadanie to nie miało być jednak opowiadaniem grozy – jak Ravenscar – a opowiadaniem erotycznym. Ten wstęp pojawił się tutaj jako swego rodzaju eksperyment.
To, że przeczytasz inne opowiadania i tak jest już nobilitujące, polecam czytać od najwcześniej wrzucanych na NE, bo kolejność jest nieprzypadkowa.

Tak jak wspomniał Absent, Stokrotka to jednostrzałowiec. Raczej z Daisy i Alice już się nie spotkamy. Choć kto wie co mnie najdzie w przyszłości?

Dziwi mnie, aż tak ostra reakcja na komentarze starskiego. Przecież ten tekst jest kiepski. Konstrukcyjnie i merytorycznie. Postać Alice nie trzyma się kupy. Uwaga spioler. Przyjaciółka erotomanka biednej zlęknionej Daisy, którą mało interesuje zgorszenie wspólokatorki, więc rżnie się na kanapie. Potem zmienia sie w supermana i rozczula się nad biedactwem z kompleksami na punkcie biustu i świata. Czy tylko mi coś tu nie gra? Dla mnie jest to postać niespójna.

Daisy na zakonnice!

Przyre, bo początek zapowiadał się nieźle, a całość mnie nie przekonuje. Szczerze mówiąc to nawet imiona są kiepsko dobrane. Takie żeński Bob i John.

Po prostu tego nie kupuję. Ten komentarz piszę z pełną świadomością jego zgryźliwości, ale po przeczytaniu innych postów nie mogłam się powstrzymać. Smoku wawelski, przyswój sobie te słowa, bo wierzę, że stać Cie na więcej. To jak odrzuciłaś komentarz starskiego świadczy o tym, że nie zgadzasz się z jego krytyką. Może jednak przeczytaj to co napisałaś jeszcze raz. Nie tylko on uważa to za gniota, mówiąc brutalnie.

Witaj, Aleksandro!

Reakcja na komentarze Starskiego są komentarzami wobec całokształtu jego osoby oraz przyjętej metody komentowania 🙂 Nie mamy nic przeciwko negatywnym recenzjom naszych prac. Oczywiście chcielibyśmy, by były pozytywne, ale to nie jest tak, że każdy krytyk zostaje obwołany trollem. Na to trzeba sobie zasłużyć 🙂

Co do Smoka Wawelskiego: jak najbardziej stać go na więcej. "Stokrotka" to jego pierwsze opowiadanie 🙂 Późniejsze (z cyklu Ravenscar) są już lepsze. A ten został opublikowany właśnie teraz po to, by zrobić oddech między kolejnymi opowieściami grozy.

Pozdrawiam
M.A.

Drogi Megasie!

Wystarczy, żebyś powiedział mi w normalny, cywilny sposób, że nie życzysz, czy jak wolisz, nie życzycie sobie moich komentarzy. Bo nie, bo u Was krytykuje się na niby. I już.

Mogłeś napisać mi to choćby w prywatnej wiadomości, jeśli krępujesz się na otwartym forum.
A tak, to czuję się jak adept bokserski, który wpada na salkę, leje na prawo i lewo, a ci bici na to:
Eeej, zwariowałeś?! My tak na niby!

A! to przepraszam…HAHAHAHAHA

A o mojej osobie możesz powiedzieć tyle co ja o Twojej, czyli zupełne nic.

Pozdrawiam

AS

Ojej… kogoś tu bardzo boli tyłek, że nie jest poważnie traktowany:) Dla internetowych rozrabiaków to zawsze najgorsza rzecz – może zaraz po całkowitej obojętności.

Samo opowiadanie nie jest może wybitne, to jedno ze słabszych dzieł SW ale uważam że jednak się broni. No ale ja tam lubię lesbijskie romanse:)

Mustafa

Najdłużej zastanawiałem się co oznacza skrót SW. Hahahaha.
Jak widać po komentarzach rzeczywiście nie jest to moje najlepsze opowiadanie. Dlatego też po tym przerywniku czas wrócić do typowej grozy.

Rozumiem Cię Megasie. Mnie zdziwiła ostra reakcja na Starskiego zamiast komentarzy do tekstu… w postach pod opowiadaniem. Starski zawsze pisał komentarze w zgryźliwy sposób i chyba o to chodziło naszemu administratorowi nazywając go trollem. Może to dość niefortunne słowo, ale Starski wybuchasz przesadnie. Dajcie temu spokój.

Smoku, nie musisz koniecznie wracać do grozy. Po prostu ćwicz, bo nawet to nieszczęsne opowiadanie, tak jak niżej pisz Seaman idzie przerobić na dobre.

Przyznam, Aleksandro, że jestem w kropce, na granicy rozdwojenia jaźni. Zdajesz się traktować mnie Megasa i mnie administratora, który nazwał Starskiego trollem jako dwie różne osoby 😀 A przecież jestem jedną i nierozdzielną indywidualnością:-)

Pozdrawiam
M.A.

komentarze starskiego przypominają mi starego znajomego z DE. Ciekawe, czy mam dobre przeczucie 🙂

co do opowiadania- nie moje klimaty, ale mimo to lektura w miarę przyjemna. oceniłbym na 3+, ale jako, że się nie da, dałem 4.

Obieżyświacie, a kogo masz na myśli? Herkulesa Poirot może? Bo ja też dostrzegam tu analogie:)

Mustafa

Witajcie!

Jak widzę, dużo się działo. I dobrze. Pozwólcie, że dorzucę swoje pięć groszy.
Po pierwsze, witaj na NE, Starski. Piszę to absolutnie szczerze, bo choć nieraz spieraliśmy sie w mniej lub bardziej kolorowy sposób, to zawsze uważnie czytam Twoje komentarze. I cieszę się, że pojawiłeś się u nas, mimo dość cierpkiego przyjęcia. A'propos, Megasie, a gdzie Twoja słynna gościnność? Tak od razu, w progu, gościa trollem nazywać. Na to imię trzeba sobie zasłużyć, a póki co Starski wykazał się wstrzemięźliwością i spokojem, nawet jeśli krytykuje.
Tak czy siak, mam nadzieję, że bedziesz nas odwiedział i – jeśli którykolwiek z tekstów na to załuguje – komentował szczerze i obiektywnie.
Co do samego opowiadania, to uważam, że jest wyraźnie najsłabszym z tekstów Smoka. Czy jedynkowym? Nie wiem, nie klikam w oceny/gwiazdki już od dawna. Potknięcia się zdarzaja każdemu, a tutaj jest ich o kilka za dużo, jak na mój gust. Dobrze, żeś się ogarnął, Smoku 😉
Tak czy siak, myślę że w przypadku odgrzewanych kotletów należy przeprowadzić dokładną wiwisekcję i usunąć to, co choćby zalatuje zgnilizną. Choć w pewnym momencie może się okazać, że zbyt dużo nie zostało (choćby jak w przypadku mojej Lizbony), to przy odpowiednym przerobieniu starego i nawet bardzo słabego tekstu (vide: Lizbona) tekstu jest szansa na coś ciekawego. A tutaj widzę więcej niż szansę.

Pozdrawiam wszystkich komentujących,

seaman.

Witaj, Seamanie!

Moja osławiona gościnność? Przecież ładnie się przywitałem z nowym Komentatorem 🙂 A znamy się przecież nie od dziś, jak nie z tego, to z drugiego portalu. Więc wiem, czego się spodziewać.

Zgadzam się, że powtórne podejście do ukończonego tekstu może sprawić cuda – jednym przykładem jest Twoja "Lizbona", z której ostał się praktycznie pomysł, lecz opowiadanie zostało napisane zupełnie od nowa, drugim – "Dziennik pokładowy" Barmana-Ravena, gdzie zastosowana została inna metoda – zamiast całkowitego rewritingu dopisanie obszernych fragmentów, które wzbogacają treść, zasypują fabularne dziury i pozwalają na pełniejszy odbiór. Z pewnością zatem warto wrócić do rzeczy sprzed lat i podejść do nich kreatywnie. Z tym większą ciekawością czekam na Twoją "Cenę zwycięstwa", Żeglarzu!

Pozdrawiam
M.A.

Seaman!
Twoja interwencja jest niemal wzruszająca 😉
Doceniam to bardzo, nie mam jednak zamiaru wciągać się w dalsze dziecinne dyskusje z Megasem czy kimkolwiek.
Nie musze tu komentować, nie czuję w sobie żadnego odgórnego powołania, nie jestem ani masochista ani katolikiem, żeby pchać się gdzie mnie nie chcą.
Raz jeszcze dziękuję, pozdrawiam i ku uciesze grafomanów, w tym Megasa, żegnam 🙂

AS

ps
Tak jak Megas reklamuje się wszędzie i przy każdej okazji tak i ja zapraszam wszystkich chętnych na pokatne.pl. (to nie jest mój portal, ale tam publikuję. Smokuwawelski, zapraszam do komentowania, na pewno nie poczuję się obrażony szczerymi spostrzeżeniami.)Portal ów nie nazywa siebie najlepszym, a jak się jednak okazuje, jakością tekstów nie ustępuje NE pod żadnym względem i tym dobrym i złym, może jedynie wybór jest tam większy o kilka tysięcy pozycji.

Starski,

nikt Cię stąd nie wygania, więc nie rób z siebie jakiegoś strasznie pokrzywdzonego. Szaty męczennika ewidentnie Ci nie pasują. Powiem więcej, wyglądasz w nich komicznie.

Przypominam, że mój pierwszy post do Ciebie brzmiał: "Muszę przyznać, że zawsze bawi mnie lektura Twoich komentarzy, i tu, i na Pokątnych. Nawet jeśli się z nimi kompletnie nie zgadzam (a zwykle tak jest), to doceniam ich humorystyczno-ironiczną konstrukcję i pewne takie alternatywne wobec powszechnego postrzeganie świata 🙂 Każda szanująca się strona internetowa, jeśli jest choć trochę interaktywna, musi mieć swojego trolla. Skoro my też, niech będziesz nim Ty, starski. Bo bardzo z Ciebie elokwentny troll. I jedynkami sypiesz w rozsądnych ilościach 🙂 "

Nie wiem, skąd zatem wniosek, że Cię tu nie chcemy. Wyraźnie napisałem, że chciałbym, byś był naszym trollem 🙂

No chyba, że potrzebujesz tylko głaskania po główce i bez tego wytrzymać nie możesz. Sądząc jednak po Twych wypowiedziach, nie oczekujesz takiego traktowania. Więc weź się chłopie w garść i nie zachowuj się jak dzidzia, która obraża się na brak poważnego traktowania i raczkuje do innej piaskownicy (gromko przy tym obwieszczając swoje przemieszczenie płaczem). Jak mówią Anglosasi: man up.

Pozdrawiam
M.A.

EOT megasie

Wow!
To mamy wszystkie pitbulle w jednym(komentarzowym )kojcu.Czekam na ciąg dalszy…

potrzebujemy popkornu i koli

Eee nie ma spektaklu:(

Zgadzam się ze starskim. To opowiadanie jest po prostu naiwne, nudne i słabe. Nie rozumiem nagonki na kogoś, kto po prostu powiedział prawdę. Nie oznacza to jednak, że smokwawelski jeszcze nas nie zaskoczy (tym razem pozytywnie). Wierzę, że tak się stanie!
Pozdrawiam wszystkich, zarówno trolli, jak i… owieczki? 🙂
Eileen

Bardzo w moim guście. Nic mi tu nie przeszkadzało, ale ja to prosta dziewucha jestem i się nie znam może 😉
Chciałabym zamienić się miejscami z jedną z bohaterek 🙂

Hahaha. Ciekaw jestem, na miejscu której chciałabyś być :-).

Napisz komentarz