Przygody Roberta 2 cz. 1 (Coyotman)  3.74/5 (18)

50 min. czytania

Wakacje. Czas, na który czeka każdy uczeń. W końcu, któż nie lubi odrobiny beztroski i lenistwa przy pięknej pogodzie? Nawet ja, pomimo że generalnie lubię szkołę, gdyż nigdy nie sprawiała mi większych kłopotów, cieszyłem się, mogąc odciąć się od sztywnych ram, które wytyczała, zająć się swoimi sprawami, czy po prostu pochadzać własnymi ścieżkami.

To lato zapowiadało się jednak nieco inaczej niż poprzednie. Dopiero co wróciliśmy z obozu, a ja wciąż czułem się nieco przytłoczony „sławą”, jaka stała się moim udziałem. Każde moje wyjście na miasto po zakupy czy na spacer, kończyło się spotkaniem kogoś ze szkoły i lawiną pytań. Wszyscy pytali o obóz, o dziewczyny, jakie tam spotkałem i o to, jak poradziłem sobie z Zawadzką. Krążące na mój temat plotki stały się już niemal miejską legendą, wszyscy znali zarys wydarzeń, ale każdy opowiadał całość na swój sposób, stąd też krążyło wiele wersji moich wybryków. Niektórzy łączyli moje przygody z aferą narkotykową, zdarzali się nawet tacy, którzy podawali dwucyfrową liczbę moich podbojów, co mi schlebiało, ale niestety, było dalekie od prawdy.

Zrażony takimi sytuacjami, ograniczałem wyjścia na miasto do niezbędnego minimum. Większość czasu spędzałem w domu u Adama. Jedynie co drugi dzień wychodziłem wcześnie rano pobiegać, czasami też, kiedy Agnieszka prosiła mnie o zrobienie zakupów. Dni spędzałem na grze na instrumentach, przy komputerze, albo opalałem się na podwórzu, racząc się przy okazji chłodnymi napojami.

Kiedy jednak mieszkasz u wujostwa i praktycznie nie ruszasz się z miejsca, robiąc rzeczy, które na śmierć zanudziłyby większość rówieśników, w końcu twoje zachowanie zaczyna wzbudzać podejrzenia. Wiedziałem, że Adam i Aga niepokoją się o mnie, wiedziałem, że szepczą za moimi plecami i że chcieliby mnie jakoś „rozruszać”.

Wujek długo się czaił, ale w przeddzień wyjazdu do Niemiec, wyciągnął mnie na ryby i spytał wprost:

– Słuchaj Robert, powiedz, co z tobą?

Myślałem, że będzie starał się mnie podejść z innej strony. Zaskoczył mnie jednak. Wypalił prosto z mostu i trzeba było stawić temu czoła. Gapiłem się beznamiętnie na nieruchomy spławik i byłem niezadowolony, że zaczynamy ten temat. Starałem się zebrać myśli.

– Chodzi mi o to, że po powrocie z tej twojej wycieczki jesteś jakiś inny – kontynuował. – Wydajesz się jakby nieobecny. Powiesz, co jest grane?

– Wszystko ok. Naprawdę.

– Młody, proszę. Kit możesz wciskać rodzicom, oni może by to kupili. Mów, o co chodzi.

– Ale co ci się nie podoba? Przecież są wakacje, nie można po prostu w spokoju sobie odpoczywać?

– Ja wiem, że zawsze byłeś indywidualistą, miałeś inne zainteresowania niż twoi koledzy, ale teraz widzę, że unikasz ludzi. Wiesz, że kilka osób pytało o ciebie na mieście? Mówili, że nie chcesz nigdzie wyjść, na grilla czy na plażę. Nie dasz się zaprosić na żadną imprezę.

– Moi koledzy martwią się, że nie chcę iść na imprezę?

– No… tak.

– Powinieneś się cieszyć. Nie chciałbyś wiedzieć, jak się bawi dzisiejsza młodzież.

– Dobra. Powiem tak. Powiesz mi, o co chodzi czy będziemy sobie opowiadali farmazony?

Nie byłem pewny, co mu odpowiedzieć. Z jednej strony może by mi coś doradził, z drugiej nie – chciałem, żeby zmienił o mnie zdanie. Szczerość chyba nie zawsze jest najlepszym wyjściem. Może jednak szczypta prawdy nie zaszkodzi?

– Ok. Ale nikomu nie będziesz o tym mówił? Nawet Adze?

Aga znała część faktów, ale wolałem się upewnić, że nie będą o tym rozmawiać. Zwłaszcza, że chciałem przedstawić Adamowi nieco inną wersję wydarzeń.

– Masz moje słowo.

– Bo widzisz… Poznałem tam dziewczynę i, krótko mówiąc, spieprzyłem to. Wszystko poszło nie tak. Niestety, sporo ludzi wie, do czego doszło, bo jedna dziewczyna zobaczyła nas, no wiesz…, chwilę po…. Zrobiła się mała afera. Pojawiło się mnóstwo plotek. Każdy w szkole słyszał jakąś wersję.

– No i stąd teraz każdy chce mieć cię na imprezie, rozumiem…

– No właśnie. Koledzy czekają na dokładną relację, a niektóre koleżanki chcą się ze mną umówić. Zazwyczaj są to ludzie, którzy wcześniej mijali mnie w szkole bez słowa.

– Nie myślałem, że przyłapanie dwójki licealistów może narobić takiego zamieszania.

– Bo ta dziewczyna była starsza. Stąd ten cały szum.

– Starsza?

– No… studentka.

Wujek zrobił dumną minę, podobnej do tej ze słynnego mema z Barackiem Obamą. Chwilę zabrało mu przyswojenie tej informacji. W końcu uśmiechnął się, jakby moja spowiedź uspokoiła go.

– Słuchaj… Jedno jest pewne. Ludzie tak szybko nie zapominają plotek. Prędzej czy później będziesz musiał pójść do szkoły i, tak czy siak, zmierzysz się ze swoim problemem. Najlepiej będzie, jeśli jednak wyskoczysz gdzieś do ludzi, powiesz im to, co uznasz za słuszne i w końcu ta presja otoczenia z ciebie zejdzie. Jestem też przekonany, że martwisz się nieco na zapas. Koledzy posłuchają, poklepią po ramieniu i będą ci nieco zazdrościć. A dziewczyny? No cóż, jeśli masz powodzenie i chcą się z tobą umawiać, to korzystaj.

– Korzystaj? Ty to naprawdę powiedziałeś?

– Wiem, że zdajesz sobie sprawę, na czym polega seks i że nie jesteś głupi. Wiesz, że są choróbska i ciąże, chyba nie muszę ci o tym mówić, prawda?

– Mama zrobiła mi wykład, marudzą nam też o tym w szkole.

– No właśnie. A więc powiem tylko tyle. Gdybym ja był na twoim miejscu, umówiłbym się z jedną czy drugą. Nie mówię, że masz zaliczać każdą chętną, bo nie o to chodzi, ale powinieneś zdobywać doświadczenie, rozumiesz? To, że nie wyszło ci z jakąś studentką, nie znaczy, że tak będzie z innymi.

– Wiem.

– Chyba się w niej nie zakochałeś, co? Może to jest problemem?

– Co? Nie. Właściwie od początku byłem świadomy, że to tylko zabawa. Wiedziałem, że ona nie traktuje tego poważnie. W pewnym sensie odpowiadało mi takie podejście. Choć nie powiem, czasem trudno zrozumieć, co siedzi kobietom w głowie.

– Nikt tego nie wie, młody. Czasem nawet one same. Przed tobą najlepszy okres w życiu, więc nie marnuj go na siedzenie w domu z ciotką. Jutro wyjeżdżam i chcę, abyś też ruszył tyłek. Co ty na to?

– Postaram się.

– Nie „postaram się”, tylko „tak, wujku”. Wrócę za niecałe dwa tygodnie i liczę, że opowiesz mi, jak to uwiodłeś jakąś fajną laskę.

– Prawdziwy z ciebie autorytet.

– Ja też byłem kiedyś młody.

Kiedy ustaliliśmy, że mam się stać Casanovą mojego rocznika, zeszliśmy z tematu sercowych rozterek i skupiliśmy się na rzeczach mniej istotnych. Z Adamem zawsze przyjemnie spędzało się czas, więc ani się nie obejrzałem, a trzeba było gnać na kolację.

Nie złowiliśmy tego popołudnia nic szczególnego. Jedynie parę małych sztuk, które wrzuciliśmy z powrotem do rzeki. Czy rada, którą za to otrzymałem była trafna, miało się dopiero okazać.

Kiedy następnego dnia siedziałem w pociągu, słowa Adama wciąż kołatały mi się w głowie. W końcu to dzięki rozmowie z nim zdecydowałem się na tę podróż. Byłem pewien, że jeśli mam ruszyć do przodu i poukładać swoje relacje z ciekawskim społeczeństwem, muszę przedtem załatwić sprawę, która po obozie najbardziej spędzała mi sen z powiek. Siedziałem spokojnie i wachlowałem się otrzymanymi na peronie ulotkami. Na dworze było prawie 40 stopni w cieniu.

Droga nie zajęła wiele czasu. Trzydzieści kilometrów, jakie dzieliło mnie od celu, pociąg przejechał w niecałe pół godziny. Namiary miałem zapisane w telefonie, a dzięki GPS’owi łatwo mogłem znaleźć właściwy adres. Na szczęście to tylko niecały kilometr od stacji. Żwawym krokiem przeszedłem ten dystans w kilka minut. Nie zwracałem szczególnej uwagi na otoczenie. Gdyby ktoś mnie spytał, jak wygląda miasteczko, nie umiałbym odpowiedzieć. Idąc, po prostu gapiłem się w ekran komórki i szedłem zgodnie z jej wskazaniami.

Wszystko wydawało się proste, w głowie miałem plan. Przemowę, którą chciałem wygłosić, ćwiczyłem sobie przez pół nocy. W myślach wszystko skończyło się na tyle dobrze, że masturbacja okazała się nieunikniona. Podnieciłem się niesamowicie na samą myśl, że znów ją ujrzę, że wszystko mi wybaczy i padnie w moje ramiona.

Kiedy jednak stanąłem przed furtką domu Ewy i zatrzymałem palec tuż przed przyciskiem domofonu, poczułem, że nogi mam jak z waty. Wszystkie moje tłumaczenia wydały mi się śmieszne, wręcz absurdalne. Jak ktoś o zdrowych zmysłach może mi wybaczyć taki numer? Pewnie widok Mai i mnie, stojących jak nas Pan Bóg stworzył, na trwałe zapisał się w pamięci dziewczyny.

Już chciałem czmychnąć z powrotem na stację, kiedy drzwi domu otworzyły się. Trochę przy tym zaskrzypiały, jakby od dłuższego czasu nie były smarowane. Stanąłem jak wryty. W drzwiach pojawiła się siostra Ewy, Marta. Była to dziewczyna, którą pierwszy raz zobaczyłem podczas mojej przechadzki na plażę niedaleko naszego obozu. Grała wtedy na gitarze i wywarła na mnie niemałe wrażenie. Kiedy jednak dzień później poszedłem tam po raz drugi, nie pokazała się przez większość wieczoru. Jak się potem okazało, tamtego dnia leczyła kaca. To właśnie wtedy poznałem Ewę i spędziłem z nią szalone chwile. Dziś, kiedy wspominam, jak w ogóle do tego wszystkiego doszło, wydaje mi się to kompletną abstrakcją.

– Nie ma jej w domu – odezwała się, schodząc szybkim krokiem po stopniach.

– Yyyy – nie wiedziałem, co powiedzieć, nawet jak zacząć. Rzeczywiście, przygotowałem iście diabelski plan. Trzeba było się jednak nie masturbować…

Marta przeszła przez kilkunastometrowy chodnik z kostki brukowej, wzdłuż którego rosły „choinkowate” drzewka, tworzące zielony korytarz.

– Nie liczyłabym jednak na twoim miejscu na to, że zechce z tobą rozmawiać – powiedziała, podchodząc do furtki.

– Wiem – wydusiłem w końcu.

– Właściwie czego się spodziewałeś, przychodząc tu?

Oparłem się o murek koło furtki i powoli, z rezygnacją osunąłem się na ziemię.

– Sam nie wiem. Chciałem zacząć od przeprosin. Dałem ciała i wiem o tym. Chciałem to jakoś wyprostować.

– Przeprosiny nie cofną czasu.

Przed oczami pojawiły mi się mroczki. Kilka mocnych słów i upał dały mi się nieźle we znaki. Wtedy właśnie zdałem sobie sprawę, że od rana nie wrzuciłem nic na ruszt. Byłem zbyt spięty, żeby coś zjeść. Tak denerwowałem się spotkaniem z Ewą, że nie dokuczało mi nawet pragnienie. Otrząsnąłem się.

– Wiem. Postąpiłem idiotycznie, dostałem nauczkę, nawet większą niż myślisz.

– Chyba się czymś nie zaraziłeś? – wtrąciła z nutką obrzydzenia.

– Co? Nie… Miałem też problemy z nauczycielką, która mnie nakryła. Ale to nieważne. Poradziłem sobie z tym. Jednak sytuacja z twoją siostrą nie daje mi spokoju. To świetna dziewczyna, a ja dałem ciała. Gryzie mnie to okropnie.

– Ciebie gryzie? Pomyśl, jak ona się czuje.

– Nie musisz mi mówić. Wyobrażam sobie. Słuchaj, to nie jest tak, że przyszedłem tu będąc pewnym, że wszystko zostanie mi od razu wybaczone. Wiedziałem, że będzie niezręcznie i trudno. Ale chciałem to zrobić. Wiem, że Ewa na to zasługuje. Uwierz mi, że wyciągnąłem wnioski. Wiem, że to, co zrobiłem, było szczeniackie. Nawet nie będę próbował ci się tłumaczyć, bo to i tak nie ma sensu.

– Nie musisz. Wy, faceci, już tacy po prostu jesteście. Kiedy dziewczyna rozkłada przed wami nogi, zapominacie o całym świecie, przestajecie myśleć głową, włączacie tryb fiuta. Nie ma tu nic skomplikowanego.

– Zabrzmi to idiotycznie, ale z tamtą dziewczyną to było pożegnanie. Tym bardziej jestem na siebie zły. Wiesz, poznałem ją, zanim spotkałem Ewę. Echhh, po co ja się tłumaczę…. – wymamrotałem.

– No, właśnie.

– Będę już wracał. Przekaż, proszę, przeprosiny ode mnie. Jeśli by chciała pogadać, niech da jakiś znak, na fejsie, twicie, czy gdziekolwiek. Wyśle pustą wiadomość, a ja się zjawię.

Wstałem, otrzepałem spodnie na tyłku i nagle wszystko zawirowało mi przed oczami. Lekko się zachwiałem.

– Coś ci jest?

– Nie, wszystko w porządku. Trochę ta gorączka mnie męczy. Głupio tak prosić, ale masz może coś do picia? Od wczorajszego wieczora nic nie piłem.

Marta spojrzała na mnie podejrzliwie. Ale w końcu wydusiła z siebie.

– Chodź do środka.

Otworzyła drzwi i gestem ręki wskazała, że mam pójść za nią.

Weszliśmy na werandę. Zdjąłem buty i wąskim korytarzykiem podążyłem za Martą, która skierowała się do kuchni. Podeszła do lodówki.

– Cola może być?

– Tak, dziękuję.

Nalała brązowego płynu do szklanki i podała mi. W międzyczasie odezwała się jej komórka, zidentyfikowałem dźwięk sms’a. Rzuciła okiem na wyświetlacz.

– Muszę gdzieś zadzwonić. Napij się spokojnie. Za chwilę przyjdę.

Siedziałem na taborecie, oparty łokciem o stół i zastanawiałem się, co tutaj robię. Kuchnia wyglądała zwyczajnie – lodówka, kuchenka, zmywarka, szafki. Omiotłem pomieszczenie nieuważnym spojrzeniem.

Czułem się dziwnie, choć zimny napój nieco orzeźwił mój umysł. Byłem trochę zły na siebie, że nic nie potoczyło się według mojego planu. Może powinienem poczekać na Ewę? A może dać sobie spokój i raczej poczekać na jej reakcję na to, że w ogóle się tu pojawiłem.

Do kuchni weszła Marta.

– I jak? Lepiej się czujesz?

– Tak, dziękuje.

Usiadła na stole, tuż koło mnie. Dosłownie, patrzyła na mnie z góry.

– Wiesz? Ewa trochę mi opowiadała, jak było.

– Masz na myśli sytuację, gdy nas nakryła?

– To też, ale ta część była właściwie najmniej ciekawa.

Przełknąłem ślinę głośniej niż chciałem.

Podrapałem się po głowie, robiąc głupią minę.

– Nie jestem pewien, co masz na myśli.

– Myślę, że dobrze wiesz.

Mimowolnie się uśmiechnąłem. Zauważyła to.

– Pierwszy raz ktoś tak na nią podziałał, wiesz? Kiedy stamtąd wróciłyśmy, od razu zerwała ze swoim chłopakiem. Przy tobie przekonała się, że nie musi być tylko zabawką jakiegoś idioty. Myślę, że ogólnie ta cała historia wyjdzie jej na dobre.

– Dobre i to.

– Generalnie, gdyby nie to, że na koniec okazałeś się świnią, można by pomyśleć, że jesteś wcieleniem idealnego chłopaka. Mówiła, że jesteś zabawny, bystry, dobrze się z tobą rozmawia, że ładniutki – to akurat widać. No i przede wszystkim, opowiedziała mi też o twoim sporym atucie…

Czułem, jak rumieniec rozlewa się po moich policzkach. Cholera, ona zaczęła ze mną flirtować! Krew mimowolnie zaczęła spływać tam, gdzie była w owej chwili najmniej potrzebna.

Po chwili Marta zsunęła pupę ze stołu i usiadła mi na kolanie.

– Wiem, że jesteś trochę zaskoczony, ale jeśli tego nie zrobię, będę żałować… przez jakiś czas.

W tym momencie jej ręka wsunęła się za gumkę moich spodenek i szybko odszukała moje przyrodzenie.

Natychmiast zerwałem się na równe nogi, stawiając do pionu również Martę.

– Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł.

– A ja uważam, że wręcz przeciwnie. Mam jeszcze trochę czasu, ty z pewnością też chwilę znajdziesz.

Znowu zbliżyła się do mnie i kolejny raz chwyciła, tym razem przez materiał, mojego dość twardego już penisa.

– Zresztą, już sama widzę, że on też uważa to za świetny pomysł – dodała, bezceremonialnie mnie macając.

Odtrąciłem jej rękę i odsunąłem się.

– Przepraszam, ale nie mogę. To znaczy, mogę… ale to naprawdę nie jest dobry pomysł. Dopiero co przez takie właśnie uleganie wszystko się w moim życiu popieprzyło. Wybacz.

– Cóż. Siłą cię nie wezmę. Wiesz, że jesteś pierwszym, który mi odmówił?

– Serio?

– Poważnie. W takim razie jedna prośba.

– Słucham.

– Zanim wyjdziesz, pokaż go. Muszę go zobaczyć, póki jeszcze stoi.

Nie zamierzałem dyskutować. Opuściłem spodenki w dół, a mój penis zakołysał się radośnie.

Marta uśmiechnęła się, wstała i ruszyła w stronę wyjścia.

– Chodź, otworzę ci drzwi. Niestety, nie odprowadzę cię, bo jestem za niedługo umówiona z koleżankami..

Maszerując w kierunku dworca, myślałem o spotkaniu z Martą. To było dość dziwne doświadczenie. Choć, z drugiej strony, mogło okazać się bardzo cenne. Niestety, im bardziej zbliżałem się do dworca, tym odnosiłem coraz mocniejsze wrażenie, że jednak podjąłem złą decyzję. Marta była piękną dziewczyną i przygoda z nią na pewno okazałaby się fantastycznym przeżyciem. Na powrót było już jednak za późno. Biłem się przez chwilę z myślami, po czym postanowiłem ostatecznie dać sobie spokój i dalej napawać się swoją asertywnością. W upale szło się dość ciężko. Miałem wrażenie, że podeszwy moich butów przy każdym kroku przyklejają się do chodnika.

Droga powrotna zleciała mi szybko. Nie musiałem zaprzątać sobie głowy tym, co zrobię, gdy już stanę przed Ewką. Koniec końców okazało się, że i tak nie przygotowałem żadnej dobrej strategii. Emocje znów wzięły górę i popsuły mi szyki. Nigdy wcześniej bym się nie spodziewał, że głupie przeprosiny, powiedzenie kilku prostych słów, będzie dla mnie tak trudne. Czułem, jakby moje wnętrzności miały wypaść z ciała i zalec gdzieś na chodniku. Moje barki zaś stały się ciężkie, jak z ołowiu.

Kiedy wchodziłem do domu Agnieszki i Adama, nadal czułem dyskomfort w górnej części pleców. Zupełnie jakbym od tego całego napięcia miał zaczątki zakwasów.

W domu nikogo nie zastałem. Było wczesne popołudnie. Aga nie wróciła jeszcze z pracy. Spojrzałem na zegarek w telefonie i stwierdziłem, że można się jej spodziewać za niecałą godzinę. Postanowiłem zatem coś zjeść, wypić a potem wziąć szybki, chłodny prysznic.

Kiedy dorwałem się do wody mineralnej, miałem wrażenie, że nie jestem w stanie zaspokoić pragnienia. Piłem i piłem i wciąż miałem ochotę na więcej. Wiedziałem, że szybkie picie zimnej wody na tak rozgrzany organizm nie jest dobrym rozwiązaniem, ale było mi wszystko jedno. Teraz już rozumiałem, co czuł Smok Wawelski, kiedy wypijał Wisłę.

Na szczęście jednak wystarczyła jedna butelka mineralki. Przekąsiłem też kanapkę z pomidorkiem. Powoli dochodziłem do siebie. Zanim poszedłem pod prysznic, włączyłem jeszcze laptopa i sprawdziłem wiadomości.

Wcale nie liczyłem na to, że Ewa już zdołała mi wybaczyć i prosi mnie, abym znów przyjechał.

Jak za każdym razem ostatnio, kiedy włączam Facebooka, tak i teraz, otrzymałem kilka wiadomości. Odezwał się między innymi Marcin. Znów namawiał mnie na jakąś eskapadę. Dziś napisał mi o planowanej domówce u jego sąsiada. Koleś miał przy domu basen, więc bardzo odpowiadała mi ta wizja. Poza tym, mając w głowie rozmowę z Adamem o tym, że nie powinienem unikać ludzi oraz rozpamiętując przedpołudniową sytuację z Martą, która o mało nie przyprawiła mnie o ból jąder, postanowiłem pójść na imprezę. Odpisał mi natychmiast. W wyobraźni widziałem, jak przeszczęśliwy Marcin skacze z radości pod sufit. Po chwili jednak zrozumiałem, że to chyba jednak ja powinienem wrócić na ziemię.

Czy może być coś lepszego niż letni prysznic w upalny dzień? Oczywiście, że tak, nie miałem co do tego żadnych wątpliwości. Dziś już zresztą odrzuciłem kuszącą propozycję. Mimo to jednak czułem się doskonale. Każda spływająca kropelka była jak balsam na moje ciało. Czułem, jak wracam do żywych. Mój umysł odzyskał zdolność koncentracji, zupełnie jakbym wyszedł z gęstej mgły, ograniczającej części moich zmysłów.

Namydliłem całe ciało, nieco dłużej niż zwykle skupiając się na członku. W myślach ujrzałem siedzącą na moich kolanach Martę, wkładającą mi rękę w spodenki. Obrazy w głowie wydawały mi się bardzo realne, zacząłem wyobrażać sobie alternatywny dalszy ciąg. Tym razem nie wstałem i nie odepchnąłem jej od siebie, tylko rzuciłem na stół, porządnie ją wylizałem, a potem wszedłem w nią z całą mocą, ukazując dziewczynie potęgę mojego węża boa. Wszystko potoczyło się samo. Zacząłem coraz gwałtowniej poruszać ręką i, choć za każdym razem, kiedy to robiłem, wydawało mi się to uwłaczające, to i tak nie mogłem przestać. W myślach przelatywały mi obrazy Mai, Asi, Pauliny, Ewy, Marty i (o zgrozo!) – Agnieszki. Nie kontrolowałem tego. Jakby sam diabeł umieszczał te widoki w mojej głowie.

W końcu trysnąłem na ściankę prysznica, część poszło od razu do spływu. Poczułem się lekko odprężony. Wziąłem głęboki oddech, opłukałem się i wyszedłem z kabiny.

Opasałem się ręcznikiem i opuściłem łazienkę. Powietrze znów stało się ciężkie, miałem wrażenie, że panujący upał zrobił z niego gęstą zawiesinę, która starannie oblepia całe ciało. Na szczęście ogólnie czułem się już znaczenie lepiej.

Wszedłem jeszcze do kuchni po łyk soku pomarańczowego, kiedy nagle otworzyły się drzwi wejściowe. Z kilkoma siatkami w ręku do domu weszła Agnieszka. Nie oczekiwałem jej powrotu tak wcześnie, zaskoczyła mnie, tak że aż drgnąłem. Spojrzałem na nią, a ona na mnie. Wyglądała na przestraszoną. Zrobiła wielkie oczy i nie mogła wydusić z siebie słowa. Spojrzałem w dół. No tak… Ręcznik leżał na ziemi, a ja stałem ze szklanką soku pomarańczowego w dłoni, zupełnie nagi. Nabrzmiały jeszcze fiut dyndał mi radośnie niczym susząca się skarpetka na lekkim wietrze. Szybko odstawiłem szklankę i podniosłem ręcznik.

– Yyyy… Przepraszam.

Aga w końcu zrobiła kilka kroków do przodu, trzymając rękę przy skroni, jakby chciała zasłonić zawstydzoną twarz.

– Udajmy, że nic się nie stało – powiedziała, wciąż starając się na mnie nie patrzeć.

– Ok. Pędzę się ubrać – wydusiłem z siebie, po czym, zasłaniając się trzymanym w dłoni ręcznikiem, czmychnąłem na górę. Miałem nadzieję, że nie oglądała się za mną, bo to by oznaczało, że błysnąłem także gołym tyłkiem.

Ubrałem się szybko i zastanawiałem się, co dalej. Czułem się zażenowany zaistniałą sytuacją. Udawać, że nic się nie stało? Łatwo powiedzieć.

W końcu jednak zszedłem na dół. Jak to mówił Adam, czasem po prostu konfrontacja jest nieunikniona i lepiej jak najszybciej mieć ją z głowy. Tak było i tym razem.

Kiedy usiedliśmy do stołu, Agnieszka zachowywała się normalnie. Zamieniliśmy kilka słów, koncentrując się na jedzeniu. Starałem się jak najszybciej skończyć obiad i wyjść już do Marcina. Powiedziałem Adze, że wychodzę, obiecałem powrót przed dwudziestą drugą i z ulgą zamknąłem za sobą drzwi.

Do Marcina miałem jakiś kilometr drogi. Umówiliśmy się, że wpadnę na chwilę do niego, a potem pójdziemy razem na imprezę. Szedłem szybkim krokiem, żeby jak najszybciej dotrzeć na miejsce. Żar nadal lał się z nieba, na szczęście droga do kumpla była nieskomplikowana.

Okolica, w której mieszkał, była iście wiejska. Przy trzech równolegle biegnących do siebie brukowanych, ślepych uliczkach pobudowano kilkanaście domów. Zrobiono to w dość chaotyczny sposób, w każdym razie można było odnieść wrażenie, że każdy właściciel postawił dom tak, jak mu się podobało.

Pomiędzy nimi wygospodarowano plac na boisko do piłki nożnej. Nie było ono może idealnie równe, pełnowymiarowe, ale wystarczało miejscowym dzieciakom.

Swego czasu nie raz przychodziłem tu pokopać z kolegami. Jednak do sportu typowo zespołowego, a przy tym technicznego, nigdy nie miałem talentu czy nawet zacięcia. Jeśli chodzi o wysiłek fizyczny,wolałem raczej pobiegać sam po parku, niż za piłką w towarzystwie kolegów, którzy za jej przejęcie byliby czasem gotowi zabić. Bywałem też na siłowni, ale ćwiczyłem rekreacyjnie, raz, dwa razy w tygodniu, dla lepszego samopoczucia. Pompowanie mięśni mi nie odpowiadało. Sylwetki pakerów uważam za niezbyt estetyczne. Wielu z nich wyglądało jak karykatury siebie sprzed lat. Ale co kto lubi. Są przecież panny, którym robi się mokro na sam widok takiego koksa. Z drugiej strony chyba lepiej być nieco przerośniętym karkiem niż zapuszczonym grubasem.

Po dziesięciu minutach żwawego spaceru znalazłem się przed domem Marcina. Nie zdążyłem jeszcze przejść przez otwartą bramę wjazdową, kiedy Łukasz, jego najlepszy kumpel, już wyskoczył z domu i z uniesioną w geście przywitania dłonią podbiegł do mnie i przybił piątkę.

Rękę wyciągnąłem dość machinalnie, nie podzielając aż tak mocno entuzjazmu kolegi.

– W końcu wyszedłeś z podziemia!

– No, nie można cały czas siedzieć w chacie. A Marcin gdzie?

– W domu, je jeszcze obiad.

Ruszyliśmy w stronę podwórka.

– Aha. No i jak tam ogólnie? – zapytałem.

– Pytali o ciebie, chłopie.

– Tak, Łukasz, wiem. Dawaliście mi to wielokrotnie do zrozumienia przez internet czy telefon.

– Sorry, że ci trułem dupę, ale wiesz, nie możesz się ukrywać. Wiesz, ile lasek chce cię poznać? Wszyscy o tobie mówią!

– Wiem. Przyznam jednak, że nie do końca cieszy mnie ta popularność.

– Stary, nie narzekaj. Laski same będą ci wchodziły do wyra. Będziesz miał ruchania, ile tylko zapragniesz. Nie mów, że choć trochę nie cieszy cię ta perspektywa.

Wzruszyłem ramionami.

– Nie bądź taki obojętny – kontynuował Łukasz – Zresztą, jak zobaczysz panienki w bikini przy basenie, sam zrozumiesz, że to, co ci się przytrafiło, to dar od Boga.

Łukasz miał trochę racji. To na pewno fajna perspektywa mieć szeroki wachlarz możliwości. Piękne dziewczyny klękające przed tobą, gotowe na wszystko, o co poprosisz – któż by tego nie chciał? Marzy o tym zapewne każdy przeciętny nastolatek. Ja jednak byłem nastawiony sceptycznie. Uważałem, że po doświadczeniach z obozu, i bez tej wątpliwej popularności, umiałbym sobie poradzić ze znalezieniem fajnej dziewczyny. Jak trafić na tę właściwą skoro będę miał tak duży wybór? To jak w sklepie z szerokim asortymentem produktów. Wchodzisz, patrzysz i nie wiesz, który wybrać. Sprzedawca zachwala kilka modeli. W końcu decydujesz się kupić jeden. Wychodzisz ze sklepu i zaczynasz się zastanawiać, czy aby na pewno dokonałeś właściwego wyboru. W podobny sposób tłumaczyłem sobie, dlaczego wśród gwiazd filmu czy muzyki i ogólnie bogatych ludzi jest tyle zdrad, rozwodów i zmian partnerów.

– Zobaczymy, jak będzie – odpowiedziałem. – Na razie się na nic nie napalam. Sam wiesz, jak się to wszystko potoczyło na obozie.

– Teraz jesteśmy u siebie. Możemy robić, co nam się podoba. Poza tym masz wolną chatę, chłopie! Czujesz to w ogóle?

– Tak, ale na czas nieobecności rodziców mieszkam z ciotką.

– Ale chyba do swego własnego domu na chwilę iść możesz?

– Pewnie.

– No wiec, właśnie! Jeszcze przez ponad tydzień będziesz mieć prywatny kurwidołek! Stary, możesz sobie urządzić tam harem.

– Spadaj.

Marcin wybuchnął śmiechem.

– Echh, Robercik. Może i przesadzam, ale pusta chata to świetna opcja, żeby zaprosić jakąś pannę. Ciotka chyba nie pilnuje cię na okrągło, co?

– No nie. Aga jest spoko.

– Twoja ciotka to ogólnie niezła sztuka. Echh, ileż ja bym dał, żeby…

– Nie przeginaj – przerwałem mu.

W duchu jednak musiałem przyznać Łukaszowi rację. Tak, moja ciotka to fajna sztuka.

– Daj spokój. Powinieneś być dumny, że masz taką fajną cioteczkę. Moje ciotki wszystkie są stare, ścięte na babunie i tylko plotki im w głowie. A twoja jest młoda, wysportowana, ładna.

– Też mam starsze ciocie.

Łukasz westchnął, jakby czuł się kompletnie nierozumiany.

– Jesteś niemożliwy.

– Nie bój nic, wiem o co ci chodzi. Głupio chyba jednak, żebym podniecał się własną ciotką, nie? To tak, jakbyś ty się jarał na widok mamy Marcina, ona jest dla ciebie prawie jak ciotka.

– O, stary nie mów nic. Tyle nocy przez nią nieprzespanych… Ale cóż, pomarzyć można. Sam wiesz, jak jest. Do mam, sióstr i aktualnych czy byłych dziewczyn kumpli się nie startuje.

– No tak. Świętości nie tykamy.

Siedzieliśmy sobie na podwórku na ławeczce, w cieniu. Podwórko Marcina było jednym wielkim, równo przystrzyżonym trawnikiem, na którym stało kilka składanych krzeseł, leżaków i dwa owalne stoliki. Jedynie przy ogrodzeniu rosły krzewy różnokolorowych róż. Czerwone mieszały się z różowymi, żółtymi i herbacianymi. Nigdy nie byłem specjalnym miłośnikiem kwiatów, ale musiałem przyznać, że otoczenie było zadbane i prezentowało się ładnie.

– Chodź do środka. Do sąsiada skoczymy za jakiś czas. Jeszcze tam nikogo nie ma. Czekamy, aż jego rodzice się zmyją – przerwał moje rozmyślania Łukasz.

– Jak miło.

– Umówili się z mamą Marcina, żeby miała na nas oko.

– Serio?

– Poważnie. A najlepsze jest to, że ona sprasza jakieś swoje koleżanki z liceum i mają spotkanie.

– Czyli mamy ją z głowy.

– Pewnie zajrzy na początku imprezy raz czy dwa. Potem raczej nie.

– Skąd ta pewność?

– Wczoraj była na zakupach i barek został zapełniony różnymi trunkami. Wątpię, żeby zawracała sobie nami głowę, mając u siebie dawno nie widziane koleżanki.

– Już myślałem, że postanowiliście je odurzyć narkotykami i środkami nasennymi jak nauczycieli na obozie.

– Nie no, przestań. Co innego odwalać coś nauczycielom, co innego rodzicom.

W tym momencie w progu drzwi pokazała się mama Marcina, pani Hania.

– Chłopaki, macie może ochotę na lody?

Łukasz szturchnął mnie porozumiewawczo łokciem i uśmiechnął się beztrosko.

– Jasne pani Haniu, pewnie że mamy! Ratuje nam pani życie! – krzyknął radośnie.

– To chodźcie do środka.

– Chętnie bym wszedł do środka – powiedział mi cicho, zanim wstaliśmy.

Westchnąłem.

– Tylko jedno w ci głowie.

– No co? Z Marcinem nie mogę sobie o niej pożartować, nie bądź taki i nie psuj zabawy. Nie mów, że byś jej nie przeleciał?

Nie odezwałem się, bo zbliżyliśmy się do pani Hani. Łukasz znów miał rację. Mama Marcina była naprawdę piękną kobietą. Miała trzydzieści cztery lata, a wciąż wyglądała na dwadzieścia parę. Miłą twarzą z niebieskimi oczami, zadartym noskiem, ozdobioną pięknym uśmiechem urzekała wszystkich. Ciemne blond włosy ułożyła w nieco niedbały kok, kilka pasemek włosów wymykało się z wiązania i okalało twarz. Ta fryzura tylko odejmowała jej lat, dodając w zamian młodzieńczego uroku i beztroski. Nosiła zwiewną, błękitną sukienkę, sięgającą nieco powyżej kolan. Naprawdę, trudno było się nie gapić. Jak ognia unikałem patrzenia na jej piersi. No… Zerknąłem może raz czy dwa. Sukienka trzymała się na cienkich ramiączkach, miała wyraźne, choć dalekie od wulgarnego, wcięcie w dekolcie. Sredniej wielkości piersi wyglądały na jędrne. Z pewnością mama Marcina nie miała się czego wstydzić. Niejedna nastolatka mogła jej pozazdrościć takiej figury.

Kiedy w końcu dostałem do ręki truskawkowego rożka, starałem się o tym nie myśleć. Po chwili dołączył do nas Marcin, a przy nim to już w ogóle wypadało przestać się ślinić na widok jego rodzicielki.

W końcu pani Hania poszła do kuchni szykować poczęstunek na przybycie koleżanek, a my zostaliśmy we trójkę w klimatyzowanym salonie. W pomieszczeniu panował przyjemny chłód. Marcin powtórzył mi podobną gadkę, co wcześniej Łukasz. Znów poleciały teksty o tym, jaki to ze mnie szczęściarz i ile to mnie rżnięcia nie czeka. Tiaaa…

Chłopaki zaczęli mnie powoli irytować, ale pomyślałem, że po prostu przetrwam tę burzę, tak jak mówił Adam. W końcu wszystko się uspokoi i ludzie znajdą sobie inny temat. Powspominaliśmy też trochę obóz, opowiedziałem ze szczegółami, jak wyglądała Zawadzka, kiedy puszczałem jej nagranie, na którym beztrosko oddawała się Warszawiakowi. Śmiechu było co niemiara. Obaj żałowali, że nie dane było im tego zobaczyć.

Do salonu weszła pani Hania.

– Marcinku, mam prośbę – odezwała się.

– Tak?

– Skocz do sklepu, bo brakuje mi kilku rzeczy – podała mu listę sprawunków.

– A nie byłaś rano na zakupach?

– No byłam, ale dopiero teraz widzę, że nie mam kilku produktów. Zapomniałam też o sałacie.

– No, dobra.

– Kup też trochę lodów. Bo się kończą.

– I sam mam to przywieźć?

– A czy ja ci bronię poprosić o pomoc kolegów? – uśmiechnęła się do nas.

– Pojadę z tobą – zgłosił się Łukasz. – Mam koszyk przy rowerze.

– To dalej, lecimy. Jak wrócimy, pójdziemy do Michała.

Mama Marcina usiadła na kanapie naprzeciwko mnie i oparła się z wielką ulgą. Zupełnie, jakby jej plecy domagały się tego do kilku godzin.

– Chwila odpoczynku – uśmiechnęła się.

Nic nie odpowiedziałem. Spojrzałem jedynie i odwzajemniłem uśmiech.

– Co tam u twoich rodziców? Nadal są za granicą?

– Tak, w Hiszpanii. Wracają za kilka dni.

– Mój brat przyjaźnił się kiedyś z twoim tatą, wiesz?

– Pan Wójcicki, tak wiem. Nawet odwiedził nas kilka tygodni temu.

– Wszędzie chodzili razem. Zupełnie jak teraz Łukasz i Marcin. Pamiętam, że jak byłam jeszcze nastolatką to strasznie im zazdrościłam, że mogą sobie chodzić na dyskoteki. Wtedy nie było imprez tylko właśnie dyskoteki i prywatki – westchnęła.

– Tata mi czasem opowiadał, co się działo. Sporo też słyszałem od wujka Adama.

– O tak, Adaś! On zawsze był taki słodki. Wiesz, że przez jakiś czas chodził z moją najlepszą przyjaciółką?

– Świat jest mały. Coraz częściej się o tym przekonuję.

– Był kilka lat młodszy od niej, ale w ogóle nie było tego po nim widać. Wydawał się poważniejszy od reszty chłopaków. Sama bym się za niego wzięła, gdybym nie miała już męża i Marcinka – powiedziała, śmiejąc się.

– Słyszałem, że wujek miał powodzenie.

– Co tam u Agnieszki? Czasem widzę ją na mieście, ale jakoś tak głupio mi zagadać.

– Wszystko dobrze. Teraz właśnie z nią mieszkam. Na czas nieobecności Adama i rodziców.

– Adaś też wyjechał?

– Na dwa tygodnie. Wysłali go do Niemiec na jakieś szkolenie. Nie znam szczegółów.

– Rozumiem. Nadal często jeżdżą w góry?

– Teraz już nie. Odkąd wujek ma nową pracę, wciąż brakuje im czasu. Musi być dyspozycyjny, ostatnio narzekał, że wydzwaniają do niego nawet podczas urlopu.

– Tak to już jest. Jak raz sobie na takie coś pozwolisz, to potem ludzie nie mają żadnych skrupułów.

– Wujek chyba zbytnio nie narzeka. Ostatnio tylko odniosłem wrażenie, że tymi wyjazdami już się trochę zmęczył.

– No tak, to Aga była zawsze tą, która inicjowała ich wszelkie wypady. Zawsze ją gdzieś ciągnęło. Szalona kobieta, ale w pozytywnym sensie.

– To prawda. Często ją nosi. Przed naszym obozem mówiła mi, że nam zazdrości, że też chętnie by się gdzieś wybrała, ale nie mają czasu.

– No właśnie, a jak tam po obozie? Marcin wspominał, że trzymaliście się razem.

– W porządku. Trochę nam skrócili pobyt, ale nic z tym nie zrobimy.

– Marcin wspominał, że było niezłe zamieszanie z kilkoma uczniami.

– Sami są sobie winni.

– A ty, jak tam się bawiłeś? – uśmiechnęła się.

Hmm… wie czy nie? Czy Marcin mógł jej coś powiedzieć? A może usłyszała, jak te barany rozmawiają na mój temat?

– Fajnie było. Na początku byłem sceptycznie nastawiony do wyjazdu, ale na miejscu okazało się, że nie jest tak źle.

Nagle otworzyły się drzwi wejściowe i do środka wpadła Kamila, jedna z sąsiadek Marcina.

Kojarzyłem ją ze szkoły, nie miałem jednak zbyt często okazji z nią rozmawiać. Pomimo niskiego wzrostu z daleka łatwo było ją rozpoznać po głosie. Mówiła dość szybko i nagle ucinała końcówki.

– Dzień dobry – jej powitanie brzmiało jak szybka seria z ckm’u. Trrrrrtttt…

– Cześć, Kamciu. Chłopcy skoczyli tylko po szybkie zakupy. Za chwilę powinni być.

– Właśnie po nich przyszłam. My tam już się powoli zbieramy – w tym momencie zauważyła mnie – O! Robert, cześć!

– Cześć – odpowiedziałem.

– W końcu nasza gwiazda się pojawiła.

– Proszę, nie zaczynaj – starałem się uciąć tę rozmowę jak najszybciej

– Dlaczego gwiazda? – spytała pani Hania.

– To dość długa historia – powiedziałem.

– To pani nie wie? Robert poderwał praktykantkę na obozie. Od tego czasu wszyscy o nim mówią.

Mała, wredna suka!!!!!

– Poważnie? – pani Hania spojrzała na mnie z niedowierzaniem.

Znów poczułem, jak po moich policzkach rozlewa się czerwony rumieniec.

– Przyłapały ich pani Zawadzka i Emilka Groszek.

– Dzięki, Kamila – odpowiedziałem – Nie wszyscy muszą wiedzieć.

– Nie mów, że się tego wstydzisz, wszyscy ci przecież zazdroszczą. No, może poza przyłapaniem.

– Och, Robert nie wstydź się i nie przejmuj się mną – powiedziała mama Marcina. – Myślisz, że ja nie wiem, co nastolatki robią poza domem? Sama kiedyś byłam młoda i robiłam różne szalone rzeczy – kontynuowała, wciąż się uśmiechając.

No tak, pomyślałem. Byłaś mniej więcej w moim wieku, kiedy zaszłaś w ciążę.

– Wie pani… Tu nie chodzi o to, że się wstydzę czy coś podobnego. Po prostu wszyscy o tym wciąż mówią i już mnie to powoli męczy.

– Rozumiem. Nie mówmy więc o tym.

– Ale z ciebie maruda, Robert – Kamila odwróciła się w stronę pani Hani. – W sumie dobrze, że panią widzę, bo chciałam prosić o przepis na ten placek, który ostatnio u was jadłam.

– Nie ma sprawy kochanie. Chodź do kuchni.

– To ja już wyjdę na dwór i tam zaczekam na chłopaków.

Czułem się trochę przytłoczony. Jeśli ten powrót do normalnego stanu ma potrwać jeszcze jakiś czas, to obawiam się, że mogę tego nie wytrzymać. Fala gorąca na zewnątrz wciąż była trudna do zniesienia. Pokręciłem się trochę po podwórzu w oczekiwaniu na chłopaków. Ci na szczęście wrócili po kilku minutach. Wpadli do domu i po dosłownie chwileczce wyszli razem z Kamilą. Ruszyliśmy w stronę domu Michała.

Gdy tylko minęliśmy otwartą bramę, zobaczyliśmy kilku gości kręcących się w głębi podwórza. Słychać było ożywione rozmowy i wyczuwało się ogólną ekscytację nadchodzącą imprezą. W tle leciała muzyka.

Kiedy weszliśmy na podwórze, naszym oczom ukazał się przyjemny widok. Między domem a basenem krążyło około dwudziestu osób, wszyscy w strojach kąpielowych. Dziewczyny w kusych bikini na razie brały kąpiel słoneczną, a chłopaki w kąpielówkach z krótkimi nogawkami, (zwykłe slipki wyszły tego lata z mody, niektórzy twierdzili nawet, że są obciachowe), urządzili zawody na największy plusk podczas skoku do basenu. Złota polska młodzież.

Moje przybycie zostało niemal natychmiast zauważone.

– O, kurwa, patrzcie, kto przyszedł! – odezwał się jeden z chłopaków. Nie znałem go.

No i zaczęło się… Chóralne „Oooo” lub „Oooo, w końcu” lub „O, ja pierdolę, w końcu się wynurzył!” rozlegało się wokół basenu. Uniosłem dłoń w geście powitania i po prostu cierpliwie czekałem, aż wszyscy skomentują moje pojawienie się na imprezie..

Nie minęła minuta, a u mojego boku zmaterializował się gospodarz, Michał. Mocno opalony blondyn o fryzurze amerykańskiego surfera, wyróżniał się na tle swoich kolegów. Taki jednak miał styl, więc nie zamierzałem się czepiać. W sumie pasowało mu to. W połączeniu z jego wyluzowaniem, tworzyło dość spójny obraz. Koleś natychmiast zarzucił mi rękę na ramię, jakbyśmy przyjaźnili się od żłobka i zaczął do mnie nawijać, odciągając nieco na bok.

– No, witam kolegę! Fajnie, że wpadłeś na balangę! Gwarantuję ci, że nie będziesz się dziś nudził. Będzie piwko, może znajdzie się też coś mocniejszego, na razie czekamy aż dojedzie transport. Przyjdzie jeszcze trochę dziewczyn, będziesz miał w czym wybierać.

Kończąc ostatnie zdanie, mrugnął do mnie porozumiewawczo. Uśmiechnąłem się tylko.

– Co prawda, nie spodziewam się studentek – kontynuował z uśmieszkiem – ale będzie kilka lasek z trzeciej liceum.

Czy on naprawdę zachęca mnie, żebym na jego imprezie wyrwał laskę i ją tu wychędożył? Ciekawe, czy wolałby, żebym to zrobił gdzieś w krzakach, w basenie, czy może w sypialni jego rodziców. Nie wiedziałem, co mu na to odpowiedzieć, więc postanowiłem zacząć z innej beczki.

– Fajną masz tu miejscówę. Podoba mi się.

– I o to chodzi. Koleś, męczyłem rodziców o ten basen od dwóch lat, bo wiedziałem, że będą tu się odbywać epickie imprezy.

Ostatnio wszystko było epickie. Zastanawiające. Ciekawe, czy w ogóle ci, którzy używali tego zwrotu wiedzieli, że często używają go błędnie. Czasem nawet sam się na tym łapałem. No, ale rozmyślanie nad rozwojem naszego języka potocznego postanowiłem zostawić sobie na później.

– Teraz wszyscy będą chcieli do ciebie wpadać – zauważyłem.

– Taaak – odpowiedział z entuzjazmem. – Spójrz tylko – wskazał mi dłonią opalające się dziewczyny – Czy to nie piękny widok?

– Co najmniej zachęcający – odparłem.

Skierowaliśmy się znów bliżej domu i reszty gości.

Po chwili otoczyło nas kilka osób i zaczęły się pytania o obóz. Znów mnie to trochę przytłoczyło, czułem się niezręcznie, zwłaszcza, gdy wszyscy sobie zaczęli wchodzić w słowo. Nawet dziewczyny ruszyły się ze swoich leżaków i nawoływały do opowiedzenia, co i jak.

– Nie wszyscy naraz. Hej… – próbowałem ich przekrzyczeć.

Usiadłem sobie na jednym z leżaków i cierpliwie czekałem, aż wszyscy się nieco uspokoją.

– Hola, hola! – wrzasnął Michał – Dajcie mu dojść do słowa.

Podziałało. Wszyscy się uciszyli. Michał był prawdziwym gospodarzem.

– Ok. – odparłem. – Co chcecie wiedzieć?

– Ile było dziewczyn?

– Jak to było z tą stażystką?

– To prawda, że ruchałeś Zawadzką?

Michał znów wkroczył do akcji i uciszył ludzi.

– Słuchajcie – zacząłem. – Ja wiem, że dużo się o tym wszystkim ostatnio mówiło, i że jesteście ciekawi co i jak, ale fakty zostały wyolbrzymione. Powstały jakieś nierealne historie. Owszem, byłem z tą stażystką – temu nie mogłem zaprzeczyć, gdyż widziała mnie Emilka, która wszystko zdążyła już rozgadać. – Miała na imię Maja. Poderwała mnie i…

– wyruchałeś ją – dokończył za mnie ktoś z tłumu i wszyscy wybuchnęli śmiechem.

– Nie… to znaczy tak, ale nie to chciałem powiedzieć. No wiecie, dużo rozmawialiśmy, polubiliśmy się i tak jakoś wyszło. Sami wiecie, jak to jest.

– Jak było ? – odezwał się jakiś niski koleś, który kucał tuż przede mną.

– A jak myślisz? – odpowiedział Michał.

– No właśnie – dopowiedziałem. – Było fajnie. I od razu powiem. Nie robiłem tego z Zawadzką, ona mnie tylko przyłapała.

– To czemu nie masz nagany? Wszyscy mówią, że ją stuknąłeś i dlatego masz spokój.

– Nie. Po prostu się z nią dogadałem, że zrobię dla niej jakiś projekt w szkole – skłamałem. Przecież nie powiem, że ją zaszantażowałem.

– A inne dziewczyny? Podobno było ich kilka?

– Zakumplowałem się z kilkoma.

– Iiiii?

– I nie twoja sprawa – dokończyłem z uśmiechem.

– Wiara mówiła, że nieźle obracałeś dwie laski z innej grupy – ktoś nie dawał za wygraną.

– Ludzie mówią wiele rzeczy, nie musicie we wszystko wierzyć.

– Nie ściemniaj – odezwała się jedna z dziewczyn. – Miałam namiot blisko twojego. Słyszałam, co się tam działo.

Uśmiechnąłem się.

– Skoro wszystko wiecie, to po co pytacie? Ale niech wam będzie. Były takie dwie, z którymi zaszaleliśmy, ale chyba nie liczycie na to, że będę wam opowiadał o szczegółach. Może wy też mi opowiecie, z kim i co ostatnio robiliście? – starałem się mówić z humorem, żeby nie wzięto mnie za gbura.

– Robert ma rację – odezwał się Michał. – To jego prywatna sprawa, co się działo. Co się pobawił, to jego. Dobrze mówię, Robert?

Ten człowiek powinien założyć jakąś partię!

– Jak najbardziej.

– Wy tez nie chcielibyście opowiadać o swoich prywatnych sprawach. Więc nie wymagajcie zbyt wiele.

Nagle rozległ się dźwięk klaksonu i Michał natychmiast ruszył w kierunku nowo przebyłych.

– Piwo przyjechało!

Uratowany przez alkohol. Uff…

Po chwili sześć skrzynek piwa zostało wyniesionych ze starego golfa i ustawionych w cieniu. Przyszykowane wcześniej wiadra zostały napełnione zimną wodą w celu schłodzenia przywiezionego alkoholu. Całość przykryto kilkoma kocami, żeby za bardzo nie rzucała się oczy.

– Pamiętajcie, że jak wypijecie, odstawiacie butelki do skrzynek – poinstruował wszystkich Michał. – Nie chcemy, żeby mama Marcina skasowała nam imprezę.

No i się zaczęło. Plus tego wszystkiego był taki, że wszyscy odczepili się ode mnie i ruszyli w kierunku napoju bogów. Minus, że za jakąś godzinę, dwie zrobi się niewesoło. Młodzież i taka ilość alkoholu, to połączenie nie może dla wszystkich skończyć się dobrze.

Nad basen schodziło się coraz więcej ludzi. Nie minęło więcej niz pół godziny, a w powietrzu już unosił się zapach marihuany. Impreza się rozkręcała.

Korzystając z momentu, w którym wszyscy rzucili się na piwo, wskoczyłem do basenu. To była wielka przyjemność. Gdy nieco ochłonąłem, pogawędziłem z kilkoma osobami. Z minuty na minutę czułem się coraz swobodniej, pytań o obóz pojawiało się także coraz mniej.

Kilka dziewczyn wyraźnie było zainteresowanych moją osobą, trudno było nie zauważyć, że skupiałem na sobie ich uwagę. Towarzyszyły mi w basenie, zagadywały. Kiedy w końcu zrozumiały, że niechętnie rozmawiam o obozie, mogliśmy przejść na bardziej bezpieczne tematy, jak muzyka czy film. Nie przeszkadzało mi nawet, że moje gusta nie zawsze pokrywały się z ich upodobaniami. Po prostu fajnie się rozmawiało. Przyjemnie było ogólnie, bo kąpiel w basenie przynosiła niesamowitą ulgę po upalnym i suchym dniu. Wygłupialiśmy się, odbijaliśmy piłki plażowe lub po prostu pływaliśmy. Skłamałbym też, gdybym powiedział, że żadna z dziewczyn nie wzbudziła mojego zainteresowania. Wiedziałem, że gdybym zrobił jakiś poważny gest, na przykład wziął którąś za rękę i zaproponował wspólny odpoczynek na osobności, to prawdopodobnie skończyło by się na złamaniu kilku boskich przykazań. Wciąż jednak w głowie zadawałem sobie pytanie – czy warto?

Dwie dziewczyny dawały mi do zrozumienia wprost, że mają ochotę na coś więcej.

Jedna wskakiwała mi na plecy i obejmowała, robiąc z rąk klamrę, dotykała mnie na torsie, chichotała. Jej piersi wbijające się w mój grzbiet działały na wyobraźnię. Niby to tylko takie nic nie znaczące wygłupy, ale jeśli dodać pytanie, czy z kimś aktualnie jestem, to wnioski nasuwały się same. Beata, bo tak miała na imię, widząc jednak moją opieszałość, w końcu dała za wygraną. Parę minut później wzięła sobie na celownik Michała.

Wtedy zabrała się za mnie druga, tym razem wieszając mi się na szyi od przodu. Obejmowała mnie w pasie nogami, przez co jej krocze, niby przypadkowo, ocierało się o moje. Patrzyła na mnie takim wzrokiem, jakby chciała powiedzieć „zróbmy to tu i teraz”. Działało to na mnie wyraźnie, co wyczuła i ona. Wygłupialiśmy się przez chwilę, dziewczyna często mnie obejmowała i przytulała, przyprawiając moje serce niemal o palpitacje. W końcu zapytała mnie nawet, czy nie chciałbym przejść się na spacer. Czułem sporą presję. Miałem świadomość, że jak się nie zgodzę, zaczną chodzić plotki w drugą stronę, czyli że jestem frajerem. Tylko, czy powinienem przejmować się tym, co mówią inni? Wciąż miałem w głowie słowa wujka „dobra rada”. W myślach widziałem nawet, jak dziewczyna rozkłada przed mną nogi. Gdy odpowiedziałem, że może później, powtórzyła słowo „spacer” sugestywniej, patrząc mi głęboko w oczy i przykładając mi dłoń do kąpielówek. Przeszedł mnie dreszcz. Wyjaśniłem jej dyskretnie, że nie mogę tak wyjść z basenu ze sterczącym fallusem. Nie omieszkała jeszcze raz tego sprawdzić. Widziałem po oczach, że wzbiera w niej chcica.

W tym akurat przypadku uratował mnie Michał, który zawołał mnie do siebie z jakąś poważną sprawą. Normalnie Michał Anioł! Kiedy podszedłem na skraj basenu do raczącego się żubrem gospodarza, krew wciąż się we mnie gotowała. Michał wskoczył do wody i stanął koło mnie, znów zarzucając mi rękę na ramię. Starałem się stać tak, żeby przypadkiem nie trącić go swym orężem. To by było krępujące.

Zaczął mówić ściszonym głosem.

– Widzę, że dupeczki ciągną do ciebie jak pszczoły do kwitnącej wiśni.

– Widzę, że masz niemniejsze powodzenie – odparłem.

– Stary, kilkanaście minut temu jedna zrobiła mi lodzika! I to z połykiem! Stary, tak się cieszę, że impreza się kręci.

Teraz już wiedziałem, co mnie ominęło z moją pierwszą koleżanką z basenu.

– Tak, impreza jest świetna. Widać, że wszyscy dobrze się bawią – odpowiedziałem.

– A nie ma jeszcze siedemnastej! Za chwile wpadnie jeszcze kilka osób. Chcę prosić cię o przysługę. Musze wyrwać jedną dupę. Taką nową, dopiero co się niedaleko wprowadziła. Wpadnie z Aśką, moją koleżanką z klasy.

– Marczewską?

– Właśnie. Znasz ją?

– Tylko z widzenia. Nigdy z nią nie gadałem.

– Mniejsza z tym. Chodzi o to, żebyś, no wiesz, nie robił mi konkurencji. Widzę, jak dziewczyny do ciebie lgną, słyszę, jak o tobie mówią.

– Chcesz, żebym nie startował do tej nowej.

– Dokładnie.

– Nie ma sprawy. Powodzenia.

– Dzięki, koleś. Równy z ciebie gość!

Dominika, dziewczyna, która przyprawiła mnie o odpływ krwi z mózgu, wyszła z basenu i raczyła się drinkiem. Ochoczo rozmawiała z koleżankami. Spoglądała na mnie od czasu do czasu. Zastanawiałem się, jak to będzie z tym spacerem. Powoli, z każdą minutą ciśnienie jednak ze mnie schodziło. Mogłem wyjść z basenu i położyć się na jednym z leżaków.

Tymczasem Asia i jej nowa koleżanka zjawiły się po kilku minutach od mojej rozmowy z Michałem. Stanęły przy basenie i szybko zostały otoczone wianuszkiem chłopaków. Kiedy podszedł do nich Michał i wszyscy nieco się rozstąpili, w końcu ją zobaczyłem. Długie, naturalne blond włosy, niemal sięgające pupy, oliwkowa cera, duże brązowe oczy i nienaganna figura. Na moje oko nawet trochę za szczupła, ale nie zamierzałem wybrzydzać. Miała całkiem fajny biust i wcięcie w talii, podkreślające linię bioder. Z tej perspektywy nie mogłem dostrzec pupy, ale wyglądało na to, że i tam jest wszystko w porządku. Teraz rozumiałem, dlaczego Michał postanowił ją „przyklepać” dla siebie.

Impreza trwała, leżałem sobie w cieniu i obserwowałem, co się dzieje. Obok mnie, na sąsiednich leżakach rozsiadły się dziewczyny. Nawiązała się niezobowiązująca konwersacja. Odciągnęło mnie to od Dominiki, która akurat zniknęła z pola widzenia. Tak minęło kolejnych kilkadziesiąt minut.

Michał w tym czasie trwał przy swoim planie poderwania nowej. Miała na imię Zuzanna, ale wszyscy wołali na nią Zuza. Gospodarz nie odstępował jej na krok, starał się być zabawny, co nawet nieźle mu wychodziło. Podejrzewałem, że skonsumowany alkohol dodawał mu odwagi. Dziewczyna wyglądała na rozbawioną. Starał się, aby się nie nudziła i podsuwał jej wszystko, na co miała ochotę.

Marcin i Łukasz także nie próżnowali. Pluskali się w basenie z dwiema dziewczynami z naszego rocznika. Marcin kręcił się koło rudowłosej Kingi, a Łukasz odbijał plażówkę z brunetką Magdą. Obie dziewczyny były ładne i wyglądało na to, że sympatia jest odwzajemniana. Czy dziś chłopakom uda się coś zdziałać? Na pewno nie można było tego wykluczyć.

Koło dziewiętnastej wpadła na kontrolę mama Marcina, upewniła się, że jej syn jest trzeźwy i że nikt się nie zatacza. Poprosiła, żebyśmy z niczym nie przesadzili i wróciła do siebie. Kiedy odchodziła, niektórzy koledzy chyba zbyt długo wpatrywali się w jej oddalająca się sylwetkę, gdyż Marcin burknął coś do nich niezadowolony. Ja jednak nie mogłem im się dziwić. Sam zerkałem na jej tyłek dłużej niż powinienem.

Czas mijał szybko, towarzystwo robiło się coraz weselsze, muzyka grała głośniej, a gospodarz był coraz bardziej pijany. Kilkanaście osób tańczyło na tarasie przed domem, zaczęły tworzyć się pary. A może akurat te osoby były już ze sobą wcześniej? Nie wszystkich dobrze znałem. W każdym razie atmosfera gęstniała. Nawet Michał, mimo, że coraz trudniej było mu utrzymać się na nogach, starał się tańczyć. Jeśli chciał zaimponować nowej ślicznotce, to raczej kiepsko mu to wychodziło. Zuza nie wyglądała jednak na smutną, więc może taktyka była dobra?

W pewnym momencie również i ja zostałem zaciągnięty na „parkiet”. Dziewczyny ochoczo kręciły przede mną bioderkami, niektóre ocierały się pupą o moje krocze. Nie było w tym nic dziwnego, gdyż jak zauważyłem, nie tylko ja doświadczałem takich doznań. Takie były po prostu dzisiejsze dziewczyny i taka moda. Trudno było to zresztą nazwać tańcem, po prostu ludzie wygłupiali się w rytm muzyki, ocierali się o siebie, machali rękami. Całe szczęście, że w między czasie zmieniłem kąpielówki na bieliznę i szorty, bo inaczej moje nadmierne podniecenie już dawno zostałoby zauważone. Na razie tylko kilka dziewczyn wiedziało, co się dzieje w moich spodniach. A może każdy z tych chłopaków, był w podobnej sytuacji, co ja? Może wcale nie byłem jedynym? Nie miałem jak tego sprawdzić, zresztą nawet nie zamierzałem. Przyjąłem, że wzwód jest wszechobecny. Wyglądało, że na dziewczynach nie robiło to spcejalnego wrażenia. To raczej nie był ich pierwszy taniec, ani pierwsza impreza, więc na pewno miały już z takimi sytuacjami do czynienia.

Dziewczyny czasem uśmiechały się porozumiewawczo do siebie. Między kolejnymi utworami wymieniały uwagi. Coraz więcej osób tańczyło, coraz więcej dziewczyn zbierało się wokół mnie. Impreza rozrosła się do gigantycznych rozmiarów, próbowałem policzyć wszystkich przybyłych, ale przy czterdziestu straciłem rachubę.

Przyszedł w końcu taki moment, że jedna z dziewczyn zaczęła się do mnie kleić. Z ust śmierdziało jej papierosami i alkoholem. Jestem człowiekiem tolerancyjnym, ale są pewne granice. Kiedy starałem się zmienić partnerkę do tańca i każda kolejna była równie pijana i równie odrzucająca przez fajki, postanowiłem się wymknąć w bezpieczne miejsce. Ubikacja to zawsze dobra wymówka. Kiedy szedłem na stronę, zauważyłem Marcina całującego się z laską, która wcześniej bawiła się ze mną, a potem robiła Michałowi loda z połykiem. Biedny Marcin. Od razu przypomniała mi się sytuacja z końcówki obozu, kiedy Paulina zrobiła chłopakom numer ze spermą. Brrr. Aż się wzdrygnąłem.

W środku było bezpiecznie i znacznie ciszej. Poczułem ulgę. Nie spodziewałem się takiego obrotu spraw. Dziewczyny, z którymi byłem blisko na obozie, nie paliły, pocałunki były przyjemne, a nie odrzucające. Co byś teraz poradził, wujaszku?

Wszedłem na piętro, znalazłem ubikację i obmyłem twarz. Spojrzałem w lustro i zacząłem się zastanawiać co dalej. Zachowałem trzeźwość, podczas gdy prawie wszyscy pozostali goście byli pijani.

Co ja tu właściwie jeszcze robię? Z nikim się już nie dogadam… Nie czeka mnie tu nic przyjemnego.

Trzeba było się wymknąć, nie miałem co do tego żadnych wątpliwości. Spojrzałem jeszcze raz w lustro i ruszyłem w stronę drzwi. Gdy nacisnąłem klamkę i pociągnąłem, do łazienki wpadła Dominika.

– O, tu jesteś! Wszszszędziee cię szszukałam – powiedziała z wyraźnym żulerskim akcentem.

Podeszła do mnie, położyła mi ręce na klatce i próbowała pocałować. Ta na szczęście była niepaląca, choć zajeżdżało od niej alkoholem.

Zmusiłem się, naprawdę chciałem posłuchać rady Adama i pocałowałem ją. Było to jednak tak koszmarne, że od razu mi się odechciało. To nie był pocałunek, to było mielenie jęzorem w moich ustach. Kiedy odkleiłem jej twarz od swojej, coś zamruczała pod nosem, starając się prawić mi komplementy, masowała dłońmi po moim torsie, a właściwie szurała, bo trudno to było nazwać masażem. Że też niektórzy faceci celowo starają się doprowadzić do takiego stanu dziewczyny, aby je zaliczyć. Przecież to obrzydliwe, osobiście nie odnajdywałem w tym momencie żadnej przyjemności, nie czułem nawet krzty chęci na dalszy ciąg. Dominika nie dawała za wygraną, dotarła właśnie do mojego przyrodzenia. Nieco zbyt mocno ścisnęła je dłonią. Wtedy nie wytrzymałem.

– Nie powinniśmy tego robić. Jesteś pijana.

– No i sso z tego?

– Powinnaś się gdzieś położyć, nie wyglądasz dobrze.

– Zrrrrobię ci dobsze – uśmiechnęła się, a po chwili potężnie jej się odbiło.

– Nie musisz – zacząłem trochę panikować.

Prawdziwy twardziel, Casanova jak się patrzy.

– Ale chssę…

Znów jej się odbiło. Wiedziałem już, do czego to zmierza. Otworzyłem klapę od sedesu, przyciągnąłem ją bliżej, przytrzymałem włosy. Nie musiałem długo czekać, a potężny paw wypełnił muszlę.

Chwilę przy niej posiedziałem, upewniając się, że wszystko z siebie wyrzuciła, po czym wziąłem ją na ręce i zaniosłem do jednego z pokoi. Trafiłem chyba do pokoju Michała. Było tu dość ciemno, okno przysłonięto zewnętrzną roletą. Dominika zasnęła mi na rękach. Położyłem ją na zaścielonym już łóżku. Na wszelki wypadek ułożyłem dziewczynę na boku, żeby się nie zadławiła. Przykryłem ją kocem i wyszedłem, cicho zamykając za sobą drzwi.

Kiedy schodziłem na dół, z podwórza dobiegły mnie głosy. Słyszałem, jak inne dziewczyny pytają o mnie. Miałem dość. Musiałem się gdzieś schować, żeby na spokojnie zebrać myśli. Wbiegłem z powrotem na górę i wpadłem do jednego z pokoi.

Sypialnia rodziców Michała. Na środku stało duże małżeńskie łoże, a przy jednej ze ścian stały sporych rozmiarów szafy na ubrania. Sięgały prawie pod sufit. Nie byłem przekonany, czy jest to najpraktyczniejsze rozwiązanie.

Ległem na miękkie łóżko i powiedziałem sam do siebie:

– Jak się stąd niepostrzeżenie wymknąć?

– Aaach, to ty… a już się przestraszyłam – powiedział nieznajomy głos.

Odwróciłem się. Zza łóżka wychyliła się Zuza.

– Co tu…

– Zdaje się, że to samo, co ty – przerwała mi, domyślając się dalszej części pytania. – Ukrywam się.

– Ukrywasz się? Czemu? Przed kim?

– Ten cały Michał wszędzie za mną łazi, nie odstępuje mnie na krok. Długo go znosiłam, ale jak zaczął kłaść na mnie swoje brudne łapska, musiałam wiać.

– Czemu nie czmychnęłaś do domu?

– Nie mam jak stąd wyjść, żeby mnie nie zauważył. Wypatruje mnie jak surykatka. Mam już serdecznie dosyć. Taki typ, jak się napije, robi się natarczywy. Wolę przeczekać, aż tak się ubzdryngoli, że uśnie.

– Z tego, co słyszałem, koleś ma zdrowie.

– A ja jestem dość cierpliwa. Zresztą każdy ma jakieś granice. A ty, czemu się ukrywasz?

– Polują na mnie pijane i śmierdzące fajkami dziewczyny.

– Fuj. Jak sam nie palisz to faktycznie ciężko to znieść. Też unikam palących facetów. I co planujesz?

– Nie wiem. Tutaj zamierzałem obmyślić strategię – uśmiechnąłem się ponuro.

– Ty jesteś Robert, prawda?

– Tiaa…

– Słyszałam co nieco o tobie. Wiesz? Kiedy mi o tobie opowiadano, miałam zupełnie inne wyobrażenie.

– Nie wierz we wszystko, co ludzie mówią.

– Wśród dziewczyn masz wzięcie. Wciąż o tobie paplały. Twój temat przewija się już ponad tydzień.

– A o tobie mówili wszyscy faceci.

– Taa, nie chcę, żeby zabrzmiało to arogancko, ale przyzwyczaiłam się.

– Dla mnie za to, to kompletna nowość. Nie jestem przyzwyczajony do skupiania na sobie tyle uwagi. Masz może jakieś rady?

– Tak, przyzwyczaić się.

– Dzięki. To bardzo pomocne.

– Chcesz prawdy?

– Pewnie.

– Widzisz. Nie uciekniesz od tego. Dziewczyny o tobie plotkują, mówi się dużo o… no, wiesz… – Spojrzała mi na krocze, nie mogąc wydusić tego, co ma na myśli.

– No, wiem, no i…?

– No, jak już taka plotka pójdzie, to żyje własnym życiem. Dziewczyny przecież nagle nie zapomną tego, co się o tobie teraz mówi. Zawsze będziesz wzbudzał zainteresowanie.

– I mówisz, że powinienem się do tego po prostu przyzwyczaić?

– Nie masz innego wyjścia. Nie będziesz chyba przez całe liceum unikał imprez. Na udawanie geja też już za późno.

Nagle zza drzwi dobiegł nas głos Michała.

– Cii – szepnęła Zuza, – chyba tu idzie. Wciąż siedząc na podłodze, schyliła głowę i schowała się za łóżko, tak że otwierający drzwi nie mógł jej zobaczyć – Zrób coś, pozbądź się go – dodała.

Wstałem z wyra i już miałem otworzyć drzwi, kiedy do pokoju wparował Michał.

– Ooo – zachwiał się – Ty ttuutaj? Co tu rrrrobisz? – wybełkotał.

– Ciii, ukrywam się!

– Naprawdę? – mówiąc to, wlazł do sypialni. Robiło się niefajnie – Bo tak się składa, że ja kogoś szukam. Ale nie ciebie. Hep! Hehe…

– Jestem tu sam. Kogo szukasz?

– Tej blond cizi. Nie widziałeś jej?

– Której?

– No, tej Zuzi, kiurwa. Nie moghę jej znaleźć – jego głos zabrzmiał lekko rozpaczliwie.

Walnął się na łóżko.

– Nie widziałem jej – odpowiedziałem.

– Kurrwwa, stary. Ale to jest dupa!

Usiadłem koło gospodarza imprezy, żeby skupić na sobie jego uwagę. On zaś kontynuował.

– Co powesz? Dobra jest, nie? Ale będę miał dziś dymanko. Muszę ją tylko znaleźć. Już ją miałem, ale zachsiało jej się siku i dzieś mi się sapodziała…

Wyobrażałem sobie, jak musiała się czuć Zuza słuchająca bełkotu swojego adoratora. Jeśli facet miał u niej choć minimalną szansę, to właśnie ją bezpowrotnie stracił.

– Co nic nie mówisz? Dobra dupa, nie?

– Zajebista – odpowiedziałem.

– No. Tyko pamintaj so si mówiłem, zanim przyszła. Nie starrrtuj do niej, bo ona jest moooja.

– Pamiętam, pamiętam.

– Nnooo. To mi się podoba. Ty to jesteś kumpel, Robert… Rrrówny gościu, wieszsz?

– Wiem, wiem.

– Ja wiem, że lubisz poruchać, ja wiem. Słyszałem o obozie. Ale od mojej Zuzki dziś wara.

Już zapomniał, jak sam mu o tym opowiadałem. Kiedy to się skończy?

– Nawet jej nie tknę – ponownie go zapewniłem.

– Nno. Superr. Ty jesteś gość, Robercik! Klasa koleś! Dobra, idę szukać dalej.

Jakąś nadludzką siłą zwlókł się z wyra i ruszył ku wyjściu.

– Jakbyś ją spotkał, to powiedz, że jej szukam. Kuźwa – zreflektował się – może ona też mnie teraz szuka?

I przyśpieszył kroku.

Wychyliłem się za drzwi, Michał zaczął sprawdzać pozostałe pokoje. Trochę się zmartwiłem o los Dominiki, leżącej w jego łóżku. Zanim jednak wszedł do siebie, wparował do ubikacji.

– Trzeba zrzucić kloca przed ruchankiem! – krzyknął sam do siebie i zamknął drzwi.

To była jedyna okazja, żeby uciec na dół i zwiać w miarę niepostrzeżenie.

– Zuza, teraz albo nigdy. Musimy tylko jakoś minąć tłum.

– Znasz się prądzie? – spytała.

– A czemu?

– Bo jak szukałam kryjówki, weszłam do jakiejś skrytki, gdzie była skrzynka z bezpiecznikami Może jak wyłączymy im prąd, to damy radę zwiać?

– A co z imprezą?

– A obchodzi cię ona?

Miała rację. Zbiegliśmy na dół, zaprowadziła mnie do skrytki. Otworzyłem skrzynkę. Na szczęście podobna było u nas w domu. Wyłączyłem główny obwód i nagle zapanowała cisza.

Wśród imprezowiczów zrobiło się zamieszanie, prawie wszyscy skupili uwagę na próbach przywrócenia muzyki. A ci, których ona nie obchodziła albo spali, albo znajdowali się w czyichś objęciach. Wymknęliśmy się niezauważeni.

Był kwadrans po dwudziestej pierwszej. Na dworze powoli robiło się już szaro. Zuza poszła przodem, ja jeszcze zaczepiłem wracającego ze swojego domu Marcina, żeby wyjaśnić mu, co się stało z prądem. Poprosiłem go też, żeby skoczył na górę i upewnił się, że Michał nie dobiera się do pijanej Dominiki.

– Marcin i jeszcze jedno…

– Co?

– Nie widziałeś nas. To ważne.

– Nie ma sprawy – przybliżył się do mnie, i ściszonym głosem dodał – Gratuluję, stary.

Klepnął mnie po ramieniu i poszedł dalej.

Byliśmy wolni.

Pierwsze kilkadziesiąt metrów przebiegliśmy roześmiani, trzymając się za ręce, zupełnie jakbyśmy próbowali uciec przed deszczem.

Zwolniliśmy. Dopiero teraz mogłem się jej nieco przyjrzeć. Zuza miała na sobie czarne obcisłe dżinsy i luźny czerwony t–shirt, odsłaniający jedno ramię. Było jej w tym do twarzy. Trzeba jednak powiedzieć, że dobrze wyglądałaby nawet w worku od ziemniaków.

– Dobrze, że masz trampki – powiedziałem – w szpilkach trudniej byłoby ci stamtąd uciec.

– Szczerze mówiąc, nie przepadam za obcasami.

– Też nie noszę, strasznie niewygodne i głośne.

Uśmiechnęła się.

– Gdzie mieszkasz? – zapytałem

– Mniej więcej w połowie drogi do ciebie.

– Skąd wiesz, gdzie ja mieszkam?

– Daj spokój. Słyszałam o tobie tyle, że mogłabym napisać książkę albo jakieś erotyczne opowiadanie.

– No, tak. Po co ja w ogóle pytam?

– Ciesz się, że mam blisko. Nie musisz mnie daleko odprowadzać.

– Ha! Skąd pewność, że chciałbym cię gdzieś daleko odprowadzać?

– Ja swoje wiem.

– Jesteś pewna siebie.

– Wybacz. Jesteś po prostu facetem. Łatwo was przejrzeć.

– Tak?

– Tak, tak. Ale wiesz, w opowieściach o tobie jest w sumie trochę sprzeczności. Dziś też byłam nieco zaskoczona

– Sprzeczności? Zaskoczona? Możesz wyjaśnić?

– Nasłuchałam się o tobie, że tylko jedno ci w głowie, że uganiasz się za laskami. Potem z innego źródła słyszę, że unikasz ludzi i na razie nie chcesz się z nikim umawiać. Dziś na imprezie bawiłeś się, ale chwilami wydawałeś się zdystansowany. Jakbyś sam nie wiedział, co tam robisz. A potem to ukrywanie się przed dziewczynami. Jak to w końcu z tobą jest? Bo to wszystko trochę kłóci się ze sobą.

– Opowieści na mój temat są mocno przesadzone. Jestem raczej z tych spokojnych. Oczywiście na obozie wydarzyły się pewne sytuacje, nie ze wszystkiego jestem dumny. Czasu jednak nie cofnę. Dostałem nauczkę.

– Dobre i to. W ogóle wiesz, że wśród dziewczyn poszedł zakład o to, która pierwsza się z tobą prześpi?

– Co?

Roześmiałem się.

– Poważnie. Po obozie nigdzie nie wychodziłeś. Któryś z twoich kumpli wspomniał, że podobno powiedziałeś, że na razie dajesz sobie spokój z dziewczynami, że masz dość po tym, co się stało.

Rzeczywiście, coś takiego mogłem wspomnieć Marcinowi lub Łukaszowi – pomyślałem.

– Dziewczyny przyjęły wyzwanie – kontynuowała Zuza – i założyły się.

– Teraz rozumiem, czemu różne panny pisały do mnie na facebooku o bzdurne sprawy typu korepetycje… Co jest stawką?

– Każda z dziewczyn, która chce wziąć udział musi wpłacić 30 złotych.

– Ile się zgłosiło?

– Kilkanaście. Niektóre z nich były dziś u Michała i bawiły się z tobą. Wciąż jednak można się dopisać. Z tego, co wiem, lista zostanie zamknięta pięć dni po pierwszej imprezie, na jakiej się pojawisz. Nikt więcej nie będzie mógł dołączyć do puli.

– Nieźle. Czyli licznik ruszył. A skąd będzie wiadomo, że warunki zakładu zostały spełnione? Jak chcą udowodnić, że z którąś spałem?

– Wspólne nagie zdjęcie w łóżku. Dziewczyna musi cię namówić, żebyś podczas robienia foty ssał jej sutek.

– Wow, poważnie? Ale to jeszcze nie jest dowód na to, że do czegoś doszło.

– Wyszły z założenia, że nie przepuścisz nagiej dziewczynie. Skoro więc będzie bez stanika…

– To znaczy, że to zrobiliśmy.

– Dokładnie.

– No to ładnie.

– Pewnie cię to nie pocieszy, ale na mnie też poluje zgraja dzikich napaleńców. Może się nikt nie zakładał, ale myślę, że problem będziemy mieć podobny.

Zuza przystanęła. Odwróciła się przodem do mnie.

– Tu mieszkam. Dzięki za ratunek. Bez ciebie jeszcze bym tam tkwiła.

Pocałowała mnie w policzek i ruszyła w stronę swego domu.

Poczułem się… dziwnie.

Odwróciła się jeszcze na sekundę.

– Pa – powiedziała.

– Do zobaczenia.

Stałem, patrząc jak odchodzi i w końcu znika za drzwiami.

W domu byłem pół godziny przed dwudziestą drugą. Kiedy wszedłem do środka, Agnieszka oglądała film w telewizji. Zameldowałem się i pobiegłem na górę do swojego tymczasowego pokoju. Po dzisiejszej wpadce z ręcznikiem nadal nie czułem się zbyt komfortowo w jej towarzystwie.

Mając w pamięci jęzor Dominiki i całujące mnie popielniczki, umyłem zęby, po czym położyłem się na niepościelonym jeszcze łóżku. Zacząłem rozmyślać o dzisiejszym dniu. Nic dziś tak naprawdę mi nie wyszło. Najfajniejszym punktem był koniec wieczoru, czyli przygoda z Zuzą. Była to jednak tylko mała iskierka w ponurej ciemności. Cóż, mówi się, że nawet po największej burzy w końcu wychodzi słońce.

– Robert!

Ciszę przerwało wołanie Agnieszki.

– Tak?

– Zejdź, ktoś do ciebie!

Ciekawe, kogo teraz przyniosło?

– Już idę!

Zbiegłem po schodach, przetruchtałem przez salon, dobiegłem do drzwi i… totalnie mnie zatkało. W drzwiach stała Ewa. Byłem tak zaskoczony, że aż trudno było mi coś powiedzieć.

– Cześć – odezwała się pierwsza.

– Cześć.

– Możemy pogadać? – Spojrzała na mnie, a po chwili na Agę.

– Jasne – odpowiedziałem.

Agnieszka wykazała się taktem. Otworzyła jedną z szuflad w szafce przy drzwiach wejściowych i wyjęła klucz.

– Masz, Robert. Pogadajcie sobie na spokojnie.

– Dzięki.

Normalnie Ciotka Miesiąca.

Wyszedłem za próg. Spojrzałem Ewie w oczy, szukając jakiejś wskazówki. Nie wiedziałem, czego się spodziewać. Poziom empatii równy zero.

Ruszyliśmy w stronę mojego domu.

– Skąd wiedziałaś, gdzie mnie szukać?

– Podjechałam samochodem pod twój adres, ale nikogo nie było. Akurat jeden z sąsiadów wychodził z domu. Powiedział mi, że tutaj cię znajdę.

– Tak. Podczas nieobecności moich rodziców nocuję u wujostwa.

Nastąpiła krótka pauza.

– Słuchaj… – powiedzieliśmy równocześnie.

Znów krótka pauza.

– Przyjechałam… bo… Właściwie, sama nie wiem. Czułam, że musimy się spotkać, porozmawiać.

Doszliśmy do mojego domu. Otworzyłem drzwi. Weszliśmy.

– Byłem dziś u ciebie, ale pewnie to już wiesz.

– Tak. Marta mi mówiła.

Stanąłem przed Ewą, opuszkami palców dotknąłem jej ramion.

– Przepraszam cię. Wiem, że nawaliłem.

– Nie wiem, co ja sobie myślałam. To było głupie… Ty i ja… Ja idę na studia, ty za chwilę zaczniesz dopiero drugą klasę liceum… To oczywiste… dałeś ciała. Ale spójrzmy prawdzie w oczy, na dłuższą metę nic by z tego nie wyszło.

Zabolało. Mocno.

– Aaa… Yyy… Ale…

– Marta opowiedziała mi, co się wydarzyło. Zdałeś nasz siostrzany test.

– Test?

– Kiedy byłeś u nas w domu, rozmawiałyśmy przez telefon. Wiedziałam, że przyjechałeś. Mogłam nawet przyjść, ale… Marta namówiła mnie, żeby sprawdzić, czy twoje przeprosiny są szczere. Nie uległeś jej, a to już coś.

– To był test?

– Robimy go, kiedy chcemy sprawdzić wierność naszych chłopaków. Gdybyś przeszedł do czynów, na pewno byś mnie teraz nie oglądał.

Usiedliśmy na kanapie w holu.

– Nie wiem, co powiedzieć. Nie chciałem cię skrzywdzić.

– To także moja wina. W ogóle nie powinnam do ciebie wtedy startować.

– Nie, to nie tak…

– Wiesz? – przerwała mi – Ale dobrze się stało. Zerwałam z moim chłopakiem, nie muszę więcej się zadręczać tym związkiem. Prowadził donikąd. Otworzyłeś mi oczy.

– Mimo to, nie to było to moim zamiarem.

– Oboje jesteśmy młodzi. Życie przed nami. Ja wiem, że to banał, ale coś w tym jest. Wyobrażasz to sobie? Ty tutaj, otoczony koleżankami… jak mogłabym oczekiwać od ciebie wierności? A ja? Ja na studiach… Większość czasu osobno… Nie ma co zaklinać rzeczywistości. Męczylibyśmy się. Przetrwalibyśmy kilka miesięcy, może rok z okładem.

Spuściłem głowę. Miała rację. To było nierealne. Chociaż, kurczę… chciałbym spróbować.

– Wiem, że wychodzę na idiotę, ale znowu nie wiem, co powiedzieć. Chciałbym chyba, żebyś się myliła. Jeśli mi wybaczysz…

– Nie kończ. Zapominam o tym, co się stało. Nic sobie nie obiecywaliśmy. Chciałabym jednak, żebyśmy zostali w kontakcie. Może przyjaźń to duże słowo, ale tak właśnie bym to widziała. Chciałabym, żebyśmy zostali przyjaciółmi. Polubiłam cię. Świadomość, że się od czasu do czasu spotkamy, jest dla mnie lepsza niż jakbyśmy mieli zerwać kontakt. Co ty na to?

– Jasne. Szczerze mówiąc, bardzo mi ulżyło. To wszystko… to, co się wydarzyło nie dawało mi spać po nocach. Cieszę się, że przyjechałaś.

– Co w ogóle u ciebie?

– Ogólnie w porządku. Choć dzisiejszy dzień to dla mnie katastrofa.

– Nawet największym szczęściarzom przytrafia się gorszy dzień. Opowiesz?

– Najpierw wizyta u ciebie, która potoczyła kompletnie nie po mojej myśli. Potem impreza u znajomego. Żałuje, że w ogóle poszedłem.

– Aż tak źle?

– Wiesz… Po tym całym obozie sporo się o mnie mówiło, no wiesz, że nauczycielka mnie złapała… no, sama wiesz.

– Stałeś się popularny. Jak w amerykańskich filmach. No, proszę.

– No, mniej więcej.

– I co w tym strasznego?

– Wyobraź sobie, że kilku chłopaków na raz stara się ciebie poderwać, wciąż zagadują, nie masz chwili wytchnienia.

– Chcesz powiedzieć, że podrywały cię dziewczyny i to ci się nie podobało.

– Nie do końca. Co innego, gdy ty polujesz na zwierzynę, a co innego kiedy zwierzyna poluje na ciebie.

Uśmiechnęła się.

– Dodaj do tego odór papierosów i alkoholu oraz wymioty i masz pełny obraz.

– Rozumiem. Nie zazdroszczę.

Oparła głowę o moje ramię.

– To jednak nieważne. Niepotrzebnie dałem się namówić. Myślałem jednak, że odwróci to moje myśli od dzisiejszego poranka.

Przyłożyła mi dłoń do policzka i przekręciła głowę w swoją stronę. Pocałowała mnie.

– Co robisz? – zapytałem zaskoczony.

– Skoro jesteśmy przyjaciółmi, jesteśmy aktualnie wolni… – odpowiedziała.

Przylgnęliśmy do siebie ustami. Poczułem anielską błogość rozlewająca się po ciele. Jakże to był inny pocałunek niż ten koszmarny sprzed mniej więcej godziny.

Ewa zadarła swoją kremową sukienkę i usiadła na mnie okrakiem. Znów wpiła się we mnie ustami, trzymając dłonie na mych policzkach.

– Jesteś tego pewna? – zapytałem, odrywając się na chwilę od jej ust.

– A myślisz, że wpadłam tylko na pogawędkę?

Ściągnęła ze mnie koszulkę, a po chwili z siebie, przez głowę, zrzuciła sukienkę. Była nago.

Jej piersi natychmiast przykuły moją uwagę, sterczące sutki aż prosiły się o pocałunki. Przylgnąłem do nich całą twarzą. Były mięciutkie, cudownie kojące. Siedziała na mnie okrakiem, a ja tuliłem się do niej jak wystraszone dziecko. Ona trzymała mnie za głowę, przesuwała palcami po włosach. W końcu jednak opuściłem dłonie na jej biodra, wstałem i, trzymając, zaniosłem na górę do mojego pokoju. Czułem, jakby wstąpiły w mnie nowe siły.

Weszliśmy. Posadziłem ją ostrożnie na łóżku, a gdy tylko mnie puściła, zsunęła ze mnie szorty i bieliznę. Byłem już mocno nagrzany, niecierpliwie pragnąłem jej ciała. Wstąpiła we mnie euforia, jakiej nie odczuwałem od czasu zakończeniu obozu.

Ciągnąc mnie za sobą, położyła się. Całowaliśmy się wciąż, jakby coś nas opętało. Po chwili Ewa rozchyliła uda i bez zbędnych ceregieli nakierowała w siebie mojego wyprężonego fallusa.

– A gumka? – zapytałem.

– Nie przejmuj się. Biorę tabletki.

Wszedłem w nią z impetem. Z jej ust wydobył się głośny jęk, a mnie przeszły ciarki. Zacząłem się w niej rytmicznie poruszać. Jej wilgotna, przyjemnie ciepła szparka szybko się do mnie dopasowała. Złączyliśmy dłonie nad głowami, całowaliśmy się, czułem piersi ocierające się o mój tors. Było bardzo zmysłowo, zapadające na dworze ciemności powodujące w pokoju półmrok, nadawały naszym igraszkom fajnego klimatu. Poruszałem się w niej spokojnie, nieśpiesznie, starałem się być dokładny. Zupełnie tak, jakbyśmy tańczyli do jakiegoś spokojnego utworu, tylko na leżąco. Jej usta smakowały truskawkami, w ogóle pachniała owocowo, ale bardzo subtelnie. Podobało mi się.

Nagle rozległ się dźwięk mojej komórki.

Ewa zamruczała z niezadowoleniem.

– Niech dzwoni.

– Może to twoja ciotka, nie odbierzesz i jeszcze tu przyjdzie – zauważyła.

– Hmm.

– Odbieraj.

– No dobra.

Zszedłem z niej i zabrałem się do poszukiwania moich szortów. Ewa w tym czasie wstała, zapaliła lampę nocną koło mojego łóżka i zasłoniła okno. Jeśli sąsiad akurat wyglądał przez okno, miał co podziwiać.

Znalazłem telefon, dzwoniła Agnieszka. Położyłem się i w końcu odebrałem.

– Tak?

W tym czasie poczułem usta na moim członku. Spojrzałem mimowolnie w dół. Ewa delikatnie muskała moją żołądź.

– Wszystko ok.? – zapytała Aga

– Mhm, tak, wszystko dobrze.

Westchnąłem mimowolnie.

Ewa chwyciła swą zabawkę u nasady i zaczęła ją połykać.

Przeszedł mnie dreszcz. Wzdrygnąłem się.

– Jakby co, zostawiam ci drzwi otwarte, nie wziąłeś kluczy.

– Dobra haa aa.

Ewa szalała.

– Co?

– Nie nic, wdepnąłem w jakiś klocek.

– Aha. O której wrócisz?

– Hmmm…

Polerowanie trwało w najlepsze.

– Nie wiem. Dopiero co zaparzyłem herbatę.

Kocham subtelne dwuznaczności.

– Powiedz, że godzina – podpowiedziała Ewa, na chwilę odrywając się od mikrofonu.

– Gdzieś za godzinę – dodałem.

– Ok. To miłego wieczoru. Ja idę spać.

– Dobranoc.

Nie zdążyłem jeszcze odłożyć komórki, a Ewka siedziała już na mnie okrakiem i nabijała się na mnie z rozanieloną miną. Poruszała się na mnie spokojnie, z każdym ruchem z większą swobodą, w pełni kontrolowała sytuację. Oparła dłonie na moim torsie i zaczęła kręcić biodrami. Kręcone włosy opadały jej na ramiona, częściowo zakrywając też piersi, które zachęcająco sterczały, prosząc się o pieszczotę. Dotykałem ją, delektując się aksamitnością jej skóry, gładziłem po brzuchu, bawiłem się sutkami.

Obserwując reakcje Ewy, wiedziałem, że jest jej dobrze. Zupełnie jakby naprawdę zapomniała o wydarzeniach z końcówki obozu. Jakby to nigdy nie miało miejsca. Cichutko pojękiwała, uśmiechała się, czasem jej twarz zastygała w lekkim grymasie, jakbym trafił na jakiś czuły punkt.

Przyśpieszyła. Skupiła wzrok na moich oczach, zrobiła zaciętą minę i rozpoczęła się ostra jazda. Moje łóżko skrzypiało jakby wołało o pomoc, w obawie, że zaraz rozleci się w drzazgi, a sprężyny w materacu wyraźnie gruchotały, przypominając mi, że jego najlepszy czas już minął i że będzie trzeba wybrać się po nowy. Ewa wciąż galopowała, oddychała coraz szybciej i coraz głośniej. Ja także coraz mocniej dyszałem. Mimo, że leżałem niemal bez ruchu, to jednak czułem wyraźnie znaczny przypływ adrenaliny. Czułem, jak emocje kotłują mi się w głowie, jak rozkosz przechodzi przez moje ciało.

Po chwili zostałem pochwycony za dłonie i przyciągnięty do piersi dziewczyny. Ewa zwolniła, trzymała moją głowę przy piersiach, wciąż lekko się na mnie poruszając. Pochwyciłem ustami jeden z sutków i zacząłem się nim bawić. Nagle poczułem, jak skurcz przechodzi przez ciało dziewczyny, zadrżała lekko, łapczywie wzięła kilka łyków powietrza i po chwili zastygła w bezruchu. Stało się.

Tkwiliśmy tak chwilę przytuleni. Upajałem się miękkością jej piersi i wsłuchiwałem się, jak jej serce łopocze, jakby chciało wyskoczyć z klatki piersiowej. Moje pewnie zasuwało z podobną częstotliwością.

– Czas zając się tobą – powiedziała cicho.

Zeszła ze mnie, pchnęła mnie, abym się położył i znów przywarła do mnie ustami. Ssała moją żołądź na zmianę z oplataniem jej ustami i przesuwaniem nimi tak daleko jak potrafiła. Kiedy zauważyła, że powoli zbliżam się do finału, odsunęła twarz i szybkimi ruchami ręką dokończyła dzieła. Poczułem przeszywający impuls i po chwili z mojej armaty zaczęły wyskakiwać kolejne białe, lepkie pociski, lądując na moim brzuchu i częściowo na dłoni dziewczyny. Ewa z wielką radością przyglądała się tej erupcji.

Po chwili położyła się koło mnie. Patrzyliśmy chwilę na siebie, a ja chyba jeszcze nie dowierzałem temu, co się stało. W oczach Ewy zaś panował pełny spokój, błogość, jakby wszystko potoczyło się według jej planów.

Mieliśmy jeszcze trochę czasu, więc nie minęła chwila, a znów się kochaliśmy. Było cudownie i mogłem tylko żałować, że przez jakiś czas jej nie zobaczę. Cieszyłem się jednak, że nasze wzajemne relację uległy znacznej poprawie. Myśl, że nie byłem już obiektem nienawiści, dawała wielkie poczucie ulgi.

Kiedy wróciłem do domu Agi, ta już spała. Cicho wszedłem do siebie, usiadłem na miękkim fotelu, włączyłem laptopa, żeby zobaczyć, czy są jakieś wiadomości po imprezie.

Miałem jedno zaproszenie do znajomych i jedną wiadomość. Kliknąłem. To była Zuza. Przyjąłem ją, a po chwili odczytałem wiadomość. Wprowadziła mnie w osłupienie.

Hej, wiesz trochę myślałam o naszej sytuacji po tej całej śmiesznej imprezie. Wpadłam na pewien pomysł. Że też nie dotarło to do mnie wcześniej! Chodzi o to, że skoro ty masz problem z nadmierną ilością „fanek” a i ja chciałabym odpędzić od siebie swoich adoratorów, to może pobawimy się w mały teatrzyk? Co ty na to, żebyśmy przez jakiś czas udawali parę? No wiesz, tak do czasu, aż sami nie znajdziemy kogoś odpowiedniego. Co ty na to? Może spotkamy się jutro i pogadamy o tym? Zuza

Pomyślałem, że to wcale nie taki głupi pomysł. Co prawda trudno mi było to sobie wyobrazić w praktyce, bo przecież udawanie pary wymaga zachowania pewnych pozorów. Na pewno jednak warto było o tym podyskutować.

Napisałem jej wiadomość twierdzącą i położyłem się spać.

Przejdź do następnej części – Przygody Roberta 2 cz. 2

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Nie znam się na warsztacie literackim, ale to opowiadanie i wcześniejsza seria są wyjątkowe. Jestem fanem autora i czekam na następne części.

Robert wrócił! Hurra! No to szykuje się uczta. Tylko niech Autor nie każe nam zbyt długo czekać na kontynuację 🙂

Mustafa

Bardzo długie opowiadanie aczkolwiek napisane w taki sposób, że się tego nie odczuwa 🙂

Widzę że nowemu, dojrzała żem Robertowi zdarza się odmówić! To spora zmiana. Dotąd zachowywał się jak mały chłopiec w sklepie z cukierki. A teraz? Homo! Odmawia siostrze Ewy oraz legionowo dziewcząt z imprezy. Prawie a scena, gdyby nie ostatnie spotkanie:) Cieszę się z powrotu dawno niewidziajego kumpla. Robercie, brakowało nam Ciebie!!!

Absencji absynt

Nastał dzień, na który czekało wielu Czytelników (i Autorów, którzy też chętnie czytają!) Najlepszej Erotyki: Robert Coyotmana powrócił!

Mądrzejszy o kilka błędów, na których jednak czegoś się nauczył, nieco znużony sukcesami i niespodziewaną popularnością, trochę poobijany, ale znowu jest w akcji! To ten sam rezolutny młodzieniec co przedtem. Come back należy zaliczyć do udanych. Jestem bardzo ciekaw, jak nasz Kojot pociągnie dalej tę historię. Domyślam się, że będzie ona oscylować wokół Zuzanny, urozmaicona wizytami jego starej miłości i nowej przyjaciółki (czytaj: fuckfriendki) zarazem. Mam też pewne podejrzenia odnośnie ciotki, no i apetycznej mamy Marcina… taki wątek w klimatach LaVendy byłby całkiem mile widziany 🙂 Ech, tyle możliwości w zasięgu naszego drogiego i hojnie obdarzonego przez naturę bohatera!

Kolejny sezon młodzieżowego "Californication" w polskich klimatach rozpoczęty! Kojocie, nie daj nam długo czekać na kolejny odcinek! Z ocen i komentarzy wnioskuję, że pilot został przyjęty bardzo entuzjastycznie 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Robercik rządzi. Cieszę się, że Autor zdecydował się na sequel tej serii. Rzadko komentuję opowiadania, ale jako fan tegoż młodzieńca pragnę podziękować za możliwość poznania jego dalszych "przygód" 😀

norbis

Wielu czekało na powrót Roberta, Coyot zrobił czytelnikom niezłą niespodziankę…
Robert teraz pewnie "nie chce, ale musi…" Biedny!:-)

Robert wrócił! Hurra!
Eileen

Witajcie!

Do początku wakacji zostało niewiele czasu więc wypadało przedstawić wszystkim dalsze losy Roberta. Cieszę się na pozytywny odbiór opowiadania. Fajnie tak wrócić sobie z pracy i widzieć takie komentarze. To budujące i miłe.
Miss, Robert wcale nie nie chce – fakt – teraz może i musi:D ale jestem gotowy. W połowie czerwca powinna pojawić się kolejna część. Będzie na pewno krótsza i to o mniej więcej połowę – ta wyszła mi niezamierzenie obszerna:) Poznaliście już niektóre nowe postacie, czas więc rzucić je wir wydarzeń związanych z naszym Robertem.

Wielkie podziękowania dla Megasa za cierpliwość i dostosowywanie dla mnie harmonogramu, oraz dla Miss Swiss za skrupulatną korektę:)
Swoją drogą podoba mi się określenie "młodzieńcze Californication":) Musze chyba Robertowi kupić Porsche 😛

Tylko nie Porsche 😉
Na miejscu Roberta rozejrzał bym się za jakaś Alfą lub Madzią MX-5 😉 Na lato jak znalazł 🙂

Może zanim kupisz Robertowi Porsche, niech najpierw napisze chociaż jedną powieść o swoich przygodach 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Robert wraca w wielkim stylu! Szczere gratulacje dla autora. Klimat pierwszej serii zachowany, bohater jakby nieco roztropniejszy (do czasu, podejrzewam). Dziewczyny jak zawsze sexy. Oby tak dalej!

Mustafa

Kultowa seria powróciła na Najlepszą Erotykę. Autor w końcu wysłuchał próśb fanów serii(do których ja sam się zaliczam) i wznowił publikację. Miałem pewne obawy, zaczynając czytać czy Coyot nie wpadnie w pułapkę, w którą wpadło wielu przed nim. Kontynuacja wielkiego hitu zawsze niesie ze sobą ogromne ryzyko.

Robert 2 bardzo mile mnie rozczarował. Jest dojrzalszy, równie dobrze napisany i nawet nie zauważyłem, kiedy dotarłem do końca. Długość tych tekstów absolutnie mi nie przeszkadza, jak dla mnie mógłby to być standard, jeśli chodzi o nowe części. Jednocześnie odwołuje to, co napisałem pod którymś z poprzednich tekstów autora, Coyotmanie wróciłeś do formy!

Ciekaw jestem strasznie jak pociągniesz nowo otwarte wątki swego młodzieżowego "Californication" – Megas powinien otrzymać osobną nagrodę za to określenie:).
Pozdrawiam,
Foxm

P.S Znakomita ilustracja, aż się zapatrzyłem 🙂

Bardzo bardzo się cieszę z powrotu Roberta. Nie jestem znawcą zawiłości lingwistycznych. Dla mnie albo coś odrzuca po kilu stronach, albo wciąga, a przygody Roberta pożerają bez reszty :)))))
jak to młodzi mówią: SZACUN 😉

Profesjonalny redaktor poza innymi uwagami, których z uwagi na własny nieprofesjonalizm nie jestem w stanie sformułować, kazałby wyciąć trzydzieści procent tekstu. Inna sprawa dialogi. Poprawne, czasem dobre, ale generalnie nienaturalne. Scenarzysta musiałby je pisać od nowa, bo są zbyt gładkie, co nie znaczy, że grzeczne.
Podobało mi się zakończenie: tak się buduje zainteresowanie, aby czytelnicy domagali się kolejnych fragmentów.
Trzymam kciuki za wzrost formy. Nawet jeśli większość czytelników jest zadowolona z obecnej i chwali.
Karel

Witaj Karelu.
Na szczęście nie piszę dla redaktorów, ale dla podobnych do mnie, zwykłych śmiertelników nie obeznanych tak dobrze w słowie pisanym.
Pisania dialogów wciąż się uczę:) trudna to sztuka aby wyszły całkowicie naturalnie – zwłaszcza jeśli prowadzą do scen seksu (wtedy mogą wydać się wymuszone). Poza tym co to są naturalne dialogi? Ludzie w większości czasu rozmawiają o zwykłych codziennych sprawach, o pierdołach, o dupie Maryni – jakby się tak w nie wsłuchać, to można by uznać, że część już się słyszało, część jest nieistotnych, a cześć wymuszonych. Tutaj nie ma miejsca na pierdoły. każdy dialog ma swoje uzasadnienie i jest ważny. Może przez tą "konkretność" cześć może wydawać się nienaturalna.
Co do niepotrzebnych fragmentów – i tak sporo wyciąłem. To co zostało uważam za potrzebne. Owszem w tej konkretnej, części nie każde spotkanie, rozmowa czy sytuacja są istotne – jednak wiele pewnych niuansów będzie miało znaczenie w kontynucji

Czcigodny Coyotman'ie,
Zamiast sprawozdawać dialog o "dupie Maryni" na pół strony, można uciąć jednym zdaniem "Gadali o dupie Maryni."
Niuanse były istotne w powieści kryminalnej starego typu, gdzie czytelnik bawi się w detektywa razem z bohaterami. A i tak większość, czytając, miała te niuanse w tej samej części ciała, którą autor każe omawiać bohaterom dialogu o Maryni. Myślisz, że Czytelnik będzie pamiętał Twoje niuanse?

OK. Niech Ci będzie. Ja aż tak w czytelników nie wierzę. Takoż większość redaktorów 🙂

Udanego weekendu dla Wszystkich,
Karel

Świetne, szkoda że tyle trzeba czekać na drugą część

naaaaaaaareeeeeeeerrszcieeeeeerr

Wreszcie 🙂 .
Lekka, odprężająca fantastyka młodzieżowa – świetne lekarstwo na smutną rzeczywistość. Mam nadzieję, że Robert nie zostanie tak do końca monogamistą. No i niech się wyleczy trochę z idealizmu 😉 , czas najwyższy mu dorosnąć (ale z drugiej strony nie wrzucaj go do rynsztoka).
Jednym słowem: fapfapfapfapfapfapfapfapfap…

JUHU!
Bardzo się cieszę z kolejnego spotkania z Robertem.
Przepyszny kawałek, Coyotmanie, nam zaserwowałeś! Nic tylko czekać na kolejne części.
Czy tylko ja mam podejrzenia, że Zuza jest sprytniejsza niż wygląda? Coś tak czuję, że spotka się z Robertem i namówi go na wspólne udawanie. Potem wejdzie bezpiecznie w zakład z dziewczynami, przecież ma na to jeszcze parę dni. Nakłoni Roberta, skoro mają skutecznie udawać, do tej fotki i bingo! wygrana należy do niej. A może Robert nie będzie taki nieświadomy i trochę namiesza jej w planach? A może to tylko moja babska natura węszy takie spiski? 😀 Coyotmanie, daj się namówić i nie każ nam czekać do połowy czerwca!
Pozdrawiam i mnóstwo weny życzę!

PS. Trochę mi smutno, że jestem szarym "Anonimowym". Tak się zaczytałam w tutejszych opowiadaniach, że może zostanę tu dłużej. Czy ktoś mógłby mnie poinstruować w kwestii logowania w tym serwisie? Jest mnóstwo opcji ze skrótami, których nie za bardzo rozumiem. Czy jest jakiś łatwy i przyjemny sposób, by to zrobić? 🙂

Witaj, Anonimko (już niedługo, mam nadzieję 🙂

Cieszę się, że podobają Ci się opowiadania publikowane na naszej stronie. I że chcesz się zarejestrować. O ile wiem, potrzebne jest do tego konto w gmailu. Logujesz się na naszej stronie z menu w prawym górnym rogu, a potem podpinasz pod te konto gmailowe uproszczone konto na blogspocie, wybierasz sobie "awatara" oraz określasz pod jakim nickiem będziesz tutaj występować. Może się to wydawać odrobinę skomplikowane, ale zapewniam, że tak jest. Twoja rozpoznawalność tutaj od razu urośnie.No i nikt nie będzie się pod Ciebie podszywał, bo będziesz miała swe własne, niepowtarzalne konto 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Zaskoczyła mnie informacja z czytnika RSS że pojawiło się opowiadanie o przygodach Roberta. Dośc długo zbierałem się z przeczytaniem, ale gdy w końcu to uczyniłem pożalowałem że zrobiłem to tak późno. Robert jest bogatszy w doświadczenia co sprawia że jest dojrzalszy. Nowe postacie są interesujące, mi również pachnie LaVendą i jego słynną Joanną.

Takie małe spostrzeżenie:
Myślę że nie byłoby źle gdybyś pierwszą część rozdzielił na dwa epizody. Pierwszy, takie pitu-pitu o kolesiu, który wedle opowieści zaliczył pół obozu zakończyłbym po kąpieli Roberta. To moim zdaniem byłoby dobre wprowadzenie. A druga częśc to już akcja na imprezie i po niej. Jeśli Megas_Alexandros rozpozna tu początek perypetii Kassandra to przynam mu rację, na tym się wzorowałem ;).

Coyotoman jak zawsze świetnie piszesz i o by nasz robercik zaczoł dobrze tam działać powodzenia i mnustwa weny ci życze

„Co innego, gdy ty polujesz na zwierzynę, a co innego kiedy zwierzyna poluje na ciebie.” Cała prawda :).

Napisz komentarz