Noce: Trzecia noc (Rita) 3.56/5 (6)

Przeczytanie tego tekstu zajmie Wam 15 minut/-y    
Isabel Santos Pilot, Fritz Willis, "Nude in heels", CC BY-NC-SA 2.0

Isabel Santos Pilot, Fritz Willis, “Nude in heels”, CC BY-NC-SA 2.0

Krew pulsowała w skroniach, potęgując ból ćmiący w czaszce. “Muszę się przewietrzyć”, pomyślała, po czym na miękkich nogach wyszła na taras. Nie przyniosło to oczekiwanej ulgi.

Wieczór był duszny, powietrze ciężkie od nagromadzonej wilgoci. Na horyzoncie, nad czarną ścianą lasu, wykwitł żółto – brunatny cumulonimbus, przypominający zarówno kolorem, jak i kształtem atomowy grzyb. Burza zbliżała się z leniwym, acz groźnym pomrukiem.

Tafla jeziora była gładka, nie zmącona nawet najmniejszą fala. Przywodziła na myśl płynny ołów. Elli kojarzyła się jednak z gęstą, tłustą oliwą. Lepką jak pot, który strużkami spływał jej wzdłuż kręgosłupa. Włosy kobiety błyskawicznie przylepiły się do czoła znacząc skórę czarnymi, lśniącymi wężykami.

Oddychała ciężko, dziwiąc się swojej reakcji. To przecież trzy dni. Tylko trzy dni i aż trzy dni. I dwie noce. Noce nabrzmiałe nadzieją i pękające od oczekiwań. “Idiotka”, myślała po raz nie wiadomo który. “Naiwna, głupia idiotka, która rzuciła się na
ochłap”. Czuła wobec siebie pogardę. Cała mądrość mozolnie zbierana ostatnimi laty była, kolokwialnie rzecz ujmując, niewarta funta kłaków. Nie było mądrości, nie było dystansu, za parawanem którego broniła się przed niechcianymi emocjami, nie było ironii.

Ella oparła się o balustradę, szukając ratunku w upiornym, burzowym pejzażu. Była teraz tylko zranioną dziewczyną, świadomą tego, że popełniła błąd. Nikim więcej.

Zastanawiała się, jak mogła dać się podejść niczym nastolatka. A przede wszystkim zachodziła w głowę, czemu urażona duma aż tak boli.

***

Przedostatni dzień zjazdu był wspaniały. Idealny. Dokładnie taki taki, jakim go sobie wyśniła.

Pogoda wciąż sprzyjała. Prace nad doborem opowiadań, szatą graficzną i kwestiami technicznymi związanymi z wydaniem zbioru, zbliżały się wielkimi krokami ku końcowi. W gronie autorów nie pojawiły się żadne znaczące konflikty, które mogłyby zepsuć nawet najbardziej sielską atmosferę. Wszystko było w jak najlepszym porządku. A to zawsze budzi niepokój. Bo skoro lepiej już być nie może…

Dziwna relacja łącząca Gideona i Ellę weszła na poziom, którego sama inicjatorka spotkania się nie spodziewała. To był otwarty flirt i subtelne, ale jednoznaczne znaczenie terytorium. Gra gestów i słów, którą zauważali już wszyscy, a nie tylko ci najbardziej zainteresowani jej wynikiem.

Zresztą, nie byli jedyni. Poczucie nieuchronnie nadciągającego końca zjazdu sprawiło, że autorzy chciwie łapali ostatnie chwile beztroski.

Kipiąca erotyzmem Lilith znalazła ukojenie swojego nieposkromionego libido w ramionach ponurego Owena, autora mrocznych niczym podmiejskie kanały opowieści o życiu, które znacznie odbiega od wyobrażeń radosnych licealistek. Para ta była tak karykaturalnie niedobrana, że aż autentyczna. Ta dwójka ludzi nigdy nie spotkałaby się w świecie, w którym nie znaliby się od najbardziej intymnej i chyba najszczerszej możliwej strony.

Słodka, niewinna Betty, odmieniona nie do poznania po masażu, którego zaznała poprzedniego dnia, wyzwoliła się spod wpływu Lilith i teraz bezczelnie flirtowała z Corą, autorką dość mocnych lesbijskich opowiadań. Cora nosiła się po męsku, krótko ścięte włosy miała postawione na żel, a czarny bezrękawnik podkreślał umięśnione ramiona.

Ramiona, które Betty gładziła z czułością, obdarzając koleżankę uroczym uśmiechem.

Thorgal, porzucony przez Lilith, nie pozostawał długo w żałobie. Już poprzedniego dnia odkrył bratnią duszę w sarniookiej blondynce o pseudonimie BabyLu. Blondynka

pisała romantycznie, wdzięcznie i starannie, zmieniając banalne tematy w niebanalne impresje z życia wzięte. Chłopak był zachwycony. Ona również.

I tak, nad pałacykiem goszczącym autorów opowiadań erotycznych, unosiła się intensywna aura miłości. Ktoś mniej wzniosły mógłby zakrzyknąć, że ten oto wytwór klasycystycznej architektury, to po prostu kurwidołek.

Ale ten mniej wzniosły, któremu to wulgarne wyrażenie co chwila cisnęło się na usta, miał je skrzętnie zapchane wyśmienitymi słodkościami serwowanymi przez pałacową

restaurację. Pejton nie uległ bowiem romantycznemu nastrojowi. Siedząc na uboczu, wypowiadając się jedynie w kwestiach związanych z wydawnictwem, obserwował beztroskich gości. Był niczym jednoosobowy chór grecki, którego nikt jednak o zdanie nie pytał. A on sam nie był skory do udzielania rad. Ani ingerowania w bieg wydarzeń.

No, prawie.

***

– Była noc. Bardzo późna noc, albo wczesny poranek, bo na wschodzie, nad lasem, niebo nabierało jasnobłękitnego odcienia. Siedziałem sam na dużej sali, wtulony w jej kąt, skąd miałem najlepszy widok na wszystko. Nie mogłem zasnąć, nie po takiej feerii wrażeń, jaką zafundowali nam nasi wspaniali autorzy.

Ciemne oczy mierzyły go nieprzeniknionym spojrzeniem, a palce bielały na grubej szklance. Pejton popił orzechowej herbatki, zagryzł ciastkiem z bitą śmietaną i kontynuował. Odrobina białej masy została nad górną wargą.

– Na czym skończyłem… A, na feerii wrażeń. Tak. Wrażeń było wiele, a wszystko zmierzało ku klasycznemu niemieckiemu porno. Ciebie z Gideonem już nie było. Nie żałuj, mówię ci. Chyba, że lubisz takie dekadenckie klimaty. Hamulce puszczały z wolna. Początkowo tylko się całowali. Jak chcieli się bzykać, to szli na taras. Albo do pokojów. – Mężczyzna odetchnął głębiej, zmrużył oczy, jakby chciał sobie przypomnieć przebieg pierwszej nocy, nie uroniwszy ani skrawka wspomnień. – Potem jednak zarówno alkohol, jak i późna pora sprawiły, że skrupułów było coraz mniej. Widziałem, jak w ich oczach rodzi się prawdziwa, niczym nie pohamowana żądza. Pragnienie, które rozsadza im rozporki i cieknie po udach. Wiesz o czym mówię, prawda?

Ella nie czuła się w obowiązku odpowiadać na to pytanie. Czekała, sącząc mocny trunek. Pejton skinął głową i ciągnął swą opowieść.

– Pierwsi byli Zed i Nora. To było ładne i bardzo podniecające. Wyszli na taras, ale nie odeszli zbyt daleko. O nie. Oni lubią, kiedy się na nich patrzy. Oparli się o szybę – Pejton wskazał na francuskie okna od podłogi po sufit wieńczące szczyt sali – To znaczy, nie oboje. Nora oparła swoje słodkie, małe cycuszki o szkło. Rozpłaszczyła je tak, by widzieli je wszyscy. Sukienkę miała pod brodą. Prawda, że ładna była ta sukienka?

Ella nie podniosła nawet oczu, wpatrując się w złoty płyn w szklance. Nie odpowiedziała.

– Sukienka była ładna, ale ciało tej dziewczyny jest lepsze. Jakie ona ma nogi! – Pejton napił się ponownie herbaty, uśmiechając do swoich myśli. – Ale wracając… Zed wziął ją od tyłu, jego sylwetka skrywała się w cieniu nocy, za to Nora była doskonale widoczna. Jej biust ślizgał się po szybie przy kolejnych pchnięciach, a szkło było mokre od śliny, w miejscu gdzie opierała usta. Widok był wyborny. Ale reszta…

– Co reszta? – Ella uniosła ciemne oczy na Pejtona. – Czy reszta robiła co innego? Czy była mniej wysublimowana? Czy raziła twoje poczucie piękna? Pejtonie… – Zawiesiła głos. – mogłeś stamtąd wyjść.

– Mogłem. To prawda. Nie wyszedłem. – Teraz Pejton zwiesił głowę i nie patrzył Elli w oczy. – Chociaż byłem blisko, kiedy Lil pełznąc na czworaka, z twarzą umazaną nasieniem, kobiecymi sokami, z rozmytym makijażem, zbliżała się, by zrobić mi loda. Byłem autentycznie przerażony, bo czułem, że tej kobiecie nie będę potrafił odmówić. Aż tak silny nie jestem. Chciałem uciec i wyrwać się z tej jaskini rozpusty, ale nie potrafiłem. Trwałem jak zahipnotyzowany. Przykuty do fotela łańcuchami skrywanych pragnień. Bałem się, Ella.

Kobieta znów nie odpowiedziała. Ale i ona zaczynała się bać. Czuła, że ta opowieść zmierza do celu, którego wcale nie chciała poznawać. Nie pragnęła odkrycia morału tej snutej w takt odległych grzmotów historii. Powietrze zaczynało robić się parne i lepkie. Lepkie, jak te słowa wypowiadane usmarowanymi bitą śmietaną ustami. I tak jak Pejton nie mógł uciec przed pełznącą boginką rozpusty, tak ona nie mogła oderwać się od cedzonych z wolna wyrazów.

– Nie zdążyła jednak do mnie podejść. Ktoś ją przechwycił kilka kroków od moich kolan. Nie wiem nawet, kto. Ale zrobił to skutecznie, prowadząc do stołu, na który weszła. Ja odetchnąłem z ulgą. A ona składała siebie w ofierze. Leżała na plecach, duża, biała, z jasnymi włosami spadającymi kaskadą na ziemię. Ona mi się nie podoba, wiesz Ella? Ale ten widok był urzekający. Był magiczny. Mężczyźni brali ją po kolei, znaczyli jej ciało białymi strugami. A ona tego chciała. Jęczała, wołała, wzywała ich do siebie, chciała, żeby wypełniali jej wszystkie otwory, żeby rżnęli usta, tyłek, nabrzmiałe i chutliwe łono. Oni, posłuszni niczym golemy, pieprzyli ją na wszystkie możliwe sposoby. – Pejton zamknął oczy na dłużej. Brunetka milczała, oddychając płyciej, nerwowo.

– Ella. Ja nie mogłem się ruszyć z wrażenia. Oni wszyscy, a było ich kilkanaście osób, wpadli w jakiś szał. Jakby opętał ich demon, jakby nie przymierzając, znaleźli legendarny młyn, który pojawia się raz w roku w Skiroławkach. Oni byli w takim młynie. Ciała przeplatały się, ocierały, wsuwały i wysuwały w rytmie szaleńczym, wariackim. Jakby to była ostatnia noc ich życia. Jakby nie było piekła i nieba. Kto wie, może mieli rację…

Ella czuła, że opowieść zbliża się do finału. Herbata w kubku Pejtona ostygła. Chusteczką otarł usta, ścierając ślady śmietany. Kiedy zaczął mówić, głos miał już inny.

Zmieniony. Bardziej chrapliwy i dyszący.

– Kiedy skończyli i rozeszli się do swoich pokojów, zapadła cisza. Cisza tak głęboka i dudniąca, że dopiero wrzask jakiegoś nocnego ptaka wyrwał mnie z otępienia. Spodnie miałem mokre. Siedziałem długo w tej ciszy, skryty w cieniu, myśląc, że to co widziałem było snem. I wtedy, powolnie, niemal niezauważalnie, zaczął nadchodzić świt. – Cisza, która zapadła po tych słowach, mroziła nagrzane powietrze. Ella wzdrygnęła się. – Musiałem usnąć na chwilę, bo obudziły mnie ciężkie kroki. Mężczyzna, łysy mężczyzna w ciężkich butach, wszedł do sali. Nie zauważył mnie. Siedziałem w samym kącie. Wszedł za bar i zrobił sobie mocnego drinka. I usiadł pod oknem po drugiej stronie sali.

Ella prawie nie oddychała. Piersi poruszały się w urywanym, nierównym rytmie. Wiedziała, że zaraz dowie się czegoś, czego wcale wiedzieć nie chce.

– Ona, Lilith wślizgnęła się niepostrzeżenie. Może weszła przez taras. Nie zauważyłem. Widziałem jedynie, jak zupełnie naga, klęka przed nim, przed Gideonem. Słyszałem zgrzyt rozpinanego rozporka. A potem usłyszałem jak zaczyna ssać. Jego twarz była ukryta w ciemnościach spowijających tamten fragment sali. Widziałem jedynie jej poruszającą się rytmicznie głowę, i jego dłonie zaciskające się na oparciu krzesła. Obciągała mu mocno, zapalczywie, gwałtownie, pewnie trochę boleśnie, ale nie musiała tego robić długo. Po chwili doszedł mnie jego jęk. Krótki, jakby zawstydzony. Ona wstała, otarła usta, i zniknęła, tak samo szybko, jak się pojawiła. Gideon dopił alkohol jednym haustem, zapiął rozporek i poszedł.

Powietrze było gorące i ciężkie.

– To chciałem ci powiedzieć. Chciałem, żebyś to wiedziała.

– Dziękuję. – Ella odpowiedziała suchym, nieswoim głosem.

Krew pulsowała w skroniach, potęgując ból ćmiący w czaszce. “Muszę się przewietrzyć”, pomyślała, po czym na miękkich nogach wyszła na taras. Nie przyniosło to oczekiwanej ulgi.

***

Pejton wsunął się głębiej w miękkie oparcie fotela. Wcisnął ostatni kawałek ciasta w usta, dopychając kciukiem. Spojrzał w dół na wyraźne wybrzuszenie materiału między nogami. Uśmiechnął się, zakrywając krocze zbindowanym wydrukiem.

Prowizoryczna książka otworzyła się na ostatnio czytanej przez Pejtona stronie. Tekst zaczynał się słowami: “Choć opierała mu się ze wszystkich sił, nic to nie dało. Mimo swej tuszy Pejton był wciąż mocarnym człowiekiem… “ Mężczyzna pogładził z czułością zapisane kartki.

Zgwałcić można także słowem.

***

Przechylona przez kamienną balustradę wpatrywała się w wodę o barwie roztopionego złota. Nadchodząca noc była zła. Nie chciała jej spędzić sama.

Poczuła na plecach czyjeś palące spojrzenie. Odwróciła się powoli. Jej sylwetka zdawała się gorzeć w pomarańczowym blasku zachodzącego słońca. Czarne chmury były coraz bliżej, gładka dotychczas połać jeziora skryła się w mroku. Taflę poruszył gwałtowny szkwał. Czarne włosy wzburzone wiatrem otoczyły jej głowę niczym wijące się węże. Była piękna urodą straszną i smutną zarazem, jej ciemne oczy spoglądały beznamiętnie, na wpatrzonego weń mężczyznę.

– Tylko nie zamień mnie w kamień, piękna Meduzo. – głos Davouta był miły, ciepły i życzliwy. Takim przynajmniej się zdawał, bo Ella nie była już pewna niczego. Podeszła wolnym krokiem, wpatrując się nieprzerwanie w skryte za szkłami okularów oczy.

– Co czytasz? – zapytała brodatego autora epopei w scenerii Empire. Nie zdziwiła się, kiedy jej odpowiedział.

– To odpraw proszę tego esesmana. Bo chcę spędzić z tobą noc.

Minę i całą postawę Davouta można było określić krótkim: mężczyzna oniemiał. Ale nie na długo. W końcu opisywał w swej sadze rzeczy, o których się dzisiejszym filozofom nie śniło. I co prawda, zazwyczaj to dzielni przedstawiciele płci brzydszej wiedli prym w zdobywaniu niewieścich serc i ciał, ale historia zna chlubne przypadki niezależnych kobiet, które czerpały z życia pełnymi garściami. Davout był więc świadom, że kiedy kobieta proponuje mężczyźnie noc, nie należy odmawiać.

Chwycił podaną mu dłoń mocno, jakby się bał, że Ella w każdej chwili może się rozmyślić i weszli, a właściwie wbiegli do sali.

Ella nie pamiętała potem, jak znaleźli się w pokoju Davouta, wiedziała jedynie, że nie chciała prowadzić go do swojej sypialni. Jak przez mgłę wspominała zdziwione spojrzenia przebywających w sali osób, głowy obracające się za biegnącą parą, pełne zaskoczenia komentarze.

Zbyt skupiona na sobie – swojej urażonej dumie, swojej chęci odwetu, swoim nadkruszonym sercu, nie zauważyła uśmiechu satysfakcji malującego się na twarzy korpulentnego pana zajadającego kolejnego ptysia z kremem.

A szkoda, bo ten uśmiech mógł jej dać do myślenia.

***

Drżącymi rękami rozpięła rozporek swoich obcisłych dżinsów. Kiedy zsunęła spodnie, mężczyzna westchnął.

Klepsydra rozłożystych bioder, wąskiej talii i pełnych, ciężkich piersi czerniała na tle rozpalonych do czerwoności chmur. Hebanowe włosy okalały drobną twarz, kryjąc w cieniu zmrużone oczy. Stała na tle zachodzącego słońca, dawała się podziwiać. Cierpliwa, świadoma wrażenia jakie wywiera.

Gwałtowny powiew wiatru wzburzył taflę jeziora. Włosy zawirowały. Okno zamknęło się z trzaskiem. Włoski na ciele Elli podniosły się. Powietrze było naładowane elektrycznością.

Kobieta bardzo powoli, miękkim, kuszącym gestem rozpięła guziki czarnej bluzki. Delikatny materiał oparł się na przedramionach na krótką chwilę, po czym spłynął na ziemię układając się w ciemną plamę na jasnym, dębowym parkiecie. Do bluzki dołączyły majtki z czarnej koronki. Nie dała mężczyźnie satysfakcji rozdzierania ulotnej materii.

Za jej plecami zgasły ostatnie promienie słońca. Całe niebo zasnuły sine, niemal czarne chmury. Wiatr wzmógł się na sile miotając czubkami drzew. Po chwili przerodził się w wichurę, która przyginała korony ku ziemi tak lekko, jakby były badylami trzcin. Nagle zrobiło się jeszcze mroczniej, jeszcze groźniej, jeszcze straszniej. Podmuchy ustały. Zapanowała pełna napięcia cisza. Cała przyroda zamarła w oczekiwaniu.

I wtedy się zaczęło.

Z ołowianego nieba lunął deszcz, który zasnuł cały świat szarym, nieprzebytym całunem. Krople spadały ukośnie na podłogę, na czarną plamę zrzuconej odzieży, na plecy, uda, łydki stojącej kobiety. Mokre włosy skręciły się w ciasne sprężynki, lepiły do szyi, ust, zasłaniały twarz.

Ella ruszyła. Postawiła pierwszy, jakby niepewny, krok na śliskiej podłodze.

Davout, nie czekając na dodatkowe zaproszenie, zrzucił szybko odzież i przypadł do jej stóp w wiernopoddańczym geście. Nie był Gideonem. Był tak od niego różny, jak to tylko możliwe. Inaczej się zachowywał, inaczej wyglądał, inaczej pachniał. Ale pragnął jej, a ona potrzebowała mężczyzny.

Ustami znaczył jej łydki, składał pocałunki na wrażliwej skórze pod kolanami, łaskotał brodą napięte uda. Ominął ciemny trójkąt łona, zaciągnął się jednak upajającym zapachem jej kobiecości. Już na klęczkach, wspiął się spragnionymi wargami na wysokość brzucha. Przerwał miękki pocałunek. Zastygł w bezruchu, czując pod ustami twarde grudy blizn. Podniósł na nią wzrok. Nie widział jej oczu, ukrytych w burzowym mroku.

– Dawno? – wyszeptał.

– Bardzo dawno… – Odpowiedziała równie cicho. – Już nie pamiętam.

To mu wystarczyło. Nie musiał wiedzieć więcej, chociaż niezdrowa ciekawość drążyła jego umysł. Poderwał się z klęczek i wziął ją na ręce w pełnym zdecydowania geście.

Ella przywarła do niego kurczowo, niecierpliwie szukając jego ust. Zaniósł ją na łóżko, położył się, przygniatając brunetkę swoim ciężarem. Kobieta poczuła wpijający się w jej udo, naprężony członek. Gorący i gotowy, by się w niej zanurzyć. Wplotła palce we włosy mężczyzny i przyciągnęła jego twarz bliżej. Broda drapała jej policzki, szyję i ramiona. Ale było to przyjemne. Zaskakująco przyjemne. Wilgoć w parę chwil wypełniła oczekiwaniem zaciśnięty tunel jej kobiecości.

Davout błądził twarzą po jej ciele, wdychając subtelny zapach perfum za uchem, ciepły aromat ciała pod dużymi piersiami. Położył dłonie na obu półkulach, zacisnął palce na twardych brodawkach. Ścisnął opuszkami mocno, prawie do bólu, a z ust Elli dobył się jęk. Otulił ustami naprężony sutek i wolno, czubkiem języka jął muskać wrażliwą skórę. Długo, cierpliwie, z okrutnym wyrachowaniem rasowego kochanka doprowadził Ellę na skraj spełnienia. Pieszczota zaczęła z wolna zamieniać się w rozkoszną torturę, a Ella drżała w jego wprawnych rękach.

Jęki kochanków zagłuszane były przez upiorne wycie wichru, jednostajny szum ulewy i jękliwe odgłosy giętych sosen. Czarne niebo pękło jaskrawym zygzakiem błyskawicy.

Huk grzmotu zatrząsł szybami w oknach pałacyku.

Ella wpiła paznokcie w plecy kochanka i przyciągnęła go mocno, zdecydowanie. Davout z pomrukiem niezadowolenia oderwał się od miękkiego biustu. Ale usta kobiety stłumiły skargi. Zarzuciła nogi na jego biodra, zaplotła je nad pośladkami. Mężczyzna bezbłędnie rozpoznał niemy rozkaz.

Delikatnie, jakby w obawie, że może zrobić jej krzywdę, wsunął się nieznacznie w mokre od śluzu wnętrze. Ella odruchowo napięła mięśnie, czując ból. Ból, który dobrze pamiętała. Serce waliło jak oszalałe, przez głowę pędziły tabuny myśli. Wściekłych i przerażonych zarazem, jak spłoszone stado dzikich zwierząt. Mężczyzna trwał w bezruchu, scałowując łzy płynące po policzkach kochanki. Czekał. Kiedy poczuł, że napięte ścianki pochwy powoli ustępują, zagłębił się o kolejny centymetr. Był cierpliwy i czuły. W jego gestach Ella czuła wdzięczność za okazane zaufanie. Czuła mądrość i spokój.

Burza trwała w najlepsze, wicher miotał konarami, małe gałązki uderzały o szyby. Tafla jeziora w niczym nie przypominała gładkiej, popołudniowej toni. Kipiel szalała, rwana ostrymi podmuchami.

A na łóżku, para kochanków poruszała się leniwie. Nieśpiesznie. Nie musieli nigdzie pędzić, niczego sobie udowadniać. Davout był delikatny, ale zdecydowany. Ella odwzajemniała mu się tym samym. Powoli, centymetr po centymetrze, zdobywał jej ciało. Skamieniałe mięśnie rozluźniały się, początkowy ból przerodził się w obezwładniającą przyjemność.

Przyjmowała go otwarta, mokra i gorąca. Przełamała lęk i poddała się z wolna nadciągającemu spełnieniu. Skupiła się na swoim wnętrzu, wsłuchała w ciało, które krzyczało dziękczynne hymny, że wreszcie zdobyła się na odwagę. Czuła, jak energia z całego ciała spływa do podbrzusza, narasta jak odległa fala, ledwie widoczna na horyzoncie. Była przekonana jednak o jej mocy, wielkości.

Davout nie mógł już dłużej powstrzymywać nagromadzonego pragnienia. Przyspieszył ruchy bioder, wgniatając kobietę w materac. Ella wsłuchała się w jego płytki, gwałtowny oddech. Zarzuciła mu ręce na szyję, wpiła ustami w kark. Fala narastała, już niemal słyszała jej potężny huk, widziała spienione grzywy bałwanów.

Ciemnozielona głębina kusiła, wołała by się w nią rzucić.

Kobieta zacisnęła powieki. I skoczyła.

Głęboka, pozbawiająca tchu rozkosz odebrała jej zmysły. Pochłonęła zupełnie. Jak przez mgłę słyszała niski jęk Davouta. Mężczyzna przytulił ją tak mocno, że ledwie była w stanie oddychać. Dyszał ciężko, owiewając jej skórę gorącym oddechem. Oboje drżeli długo, złączeni tak ściśle, że w mroku nocy nie sposób było odgadnąć, gdzie zaczyna się jedno, a kończy drugie.

***

Leżeli obok siebie. Mokrzy od potu, spełnieni. Oddech powoli się wyrównywał, emocje opadały. Ella mierzwiła jego brodę, skubiąc drobnymi palcami kręcone włosy.

– Ella… – Zaczął.

– Nie Ella. – kobieta wyszeptała, odwracając głowę.

– Co powiedziałaś?

– Nie Ella, Davout. Ela, Elka, Elżbieta. Zwyczajnie, prawdziwie… W końcu przed chwilą byłeś we mnie. Naprawdę.

– Dziękuję ci, Elu. I nie Davout, tylko zwyczajnie – Tomek. – Nachylił się i pocałował ją w czoło.

– To ja ci dziękuję, Tomku.

– Cała przyjemność po mojej stronie. – Uśmiechnął się szelmowsko.

– O nie, mój drogi. Na takie układy się nie godzę od bardzo dawna.

– Eluś…

– Ciiii. – Położyła mu palec na ustach. – Nic nie mów. Śpij.

Burza odeszła na południe. Niebo, czyste i bezchmurne, roziskrzone miriadami gwiazd. Powietrze pachniało ozonem i lasem. Niosło spokój.

Mężczyzna posłusznie zamknął orzechowe oczy. Przytulił kobietę, a ona położyła głowę na jego barku. Głaskała jego nagi tors w czułym, opiekuńczym geście. Jakby chciała mu wynagrodzić, to, że niczego nie czuła. Była pusta w środku. Jak wydmuszka.

Pierś Davouta już po chwili zaczęła unosić się w równym, sennym rytmie. Ella odczekała jeszcze parę minut, a potem najciszej jak potrafiła wstała z łóżka uniknąwszy skrzypnięcia, ubrała się pospiesznie i na palcach wyszła z pokoju.

***

Korytarz był ciemny. Nie paliły się żadne światła. Widocznie przechodząca burza zerwała kable w pobliżu i pozbawiła prądu zarówno pałacyk, jak i najbliższą okolicę. Ella szła po omacku, ostrożnie stawiając krok za krokiem. Zbliżywszy się do drzwi swojego apartamentu, przystanęła, by poszukać klucza w kieszeniach. Gdy go znalazła i postąpiła krok naprzód, stopą trafiła na siedzącą pod drzwiami postać. Krzyknęła z przestrachu, odskakując gwałtownie. W panice potknęła się, uderzyła się o przeciwległą ścianę i upadła.

– Nie bój się. Nic ni nie zrobię. – Głos Gideona był zmieniony. Owionęła ją woń mocnego alkoholu.

– Idiota! Co ty tu robisz?! – Wstała, odruchowo poprawiając ubranie, mimo panujących egipskich ciemności.

– Czekałem na ciebie…

– Doczekałeś się. Czego chcesz?

Poczuła ręce na swoich ramionach, alkoholowy oddech zbliżył się do jej twarzy. Usłyszała jak wciąga powietrze. “Węszy niczym ogar”, pomyślała.

– Śmierdzisz jego spermą. – Ella nie miała przygotowanej ciętej roposty na takie stwierdzenie. – Czuję jego spermę… jego pot… jego ślinę… – Wysyczał prosto do jej ucha.

– Odpierdol się, Gideon. I puść mnie.

– Nie rozumiem cię, Ella. – Wycedził zimnym jak stal głosem. – W ogóle cię nie rozumiem. Ale może po prostu za wiele wymagałem… Myliłem się wobec ciebie. Bardzo się myliłem. Już niczego od ciebie nie chcę.

Ella minęła go na sztywnych nogach, wymacała drżącymi palcami dziurkę od klucza i przekręciła z głośnym zgrzytem. Księżycowa poświata zalała fragment korytarza. Oświetliła Gideona, niczym reflektor aktora na scenie. Jego twarz była straszna. Bruzdy wokół ust wyostrzyły głębokie cienie. Policzki były mokre. Ella nie wiedziała czy od łez czy też pijackiego potu. Stawiała na to drugie. W jego oczach malowała się czysta pogarda. Kobieta aż zadrżała pod tym złym spojrzeniem.

– Nie tylko ty się myliłeś… Nie tylko ty…

Cicho zamknęła drzwi.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Czekałam na to opowiadanie z niecierpliwością. Widzę, że ktoś chce komuś popsuć szyki, ciekawa jestem tylko, z jakiego powodu… Zazdrość o kobietę? O talent? Zemsta? Ciekawa jestem, jak to zakończysz…

A tak w ogóle – połknęłam opowiadanko ze smakiem…

No, i co mam napisać? Tekst, jak mniemam, mający być autoironią na temat wszelkich kółek wzajemnej adoracji, a jednego w szczególności ;-), jest tak nasycony barwami, że aż muszę oczy mrużyć. Piękne, emocjonalne słownictwo, ciekawe charaktery – muszę koniecznie przeczytać drugą część, którą przez przeklętą pracę ominąłem. 5/5.

Seaman.

Do drugiej części to faktycznie był autoironiczny tekst o kółkach wzajemnej adoracji, z jednym szczególnym na czele 🙂

Ale w Trzeciej Nocy Rita wprowadza intrygę poważniejszą, a nawet, można rzec, mroczną. Bezinteresowne okrucieństwo Pejtona zadziwia, skontrastowane z jego dobrotliwym wyglądem i sposobem bycia. Okazuje się, że pseudonim jednak dobrał sobie bardzo adekwatny…

Też jestem ciekaw, jak się to wszystko zakończy. Czy Ella pojedna się ze swym kochankiem, a intrygi paskudnego węża w rajskim ogrodzie zostaną zdemaskowane? A może Rita szykuje nam zupełnie inne rozwiązanie?

Nie wiem jak Wy, ale ja po cichu trzymam kciuki za Davouta 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Ja jestem w ogóle skołowany rozwojem akcji. Niemniej potwierdzam, że Rita ma wyjątkowo "płodny" okres twórczości, i nie jest to bynajmniej faza delikatności, subtelności, itp. 🙂
Jak to przy sequelach bywa, wolałbym się wypowiedzieć na samym końcu. Teraz komentarze są zbyt ryzykowne.

Ukłony dla czytelników i komentatorów.

Karelu, proszę nie daj się namawiać i zdradz po ostatniej części swoje pierwotne przewidywania, bo jestem ich bardzo ciekawa. W międzyczasie pozwolę sobie pocieszyć sie faktem że udalo mi się Ciebie (i mam nadzieję pozostałych) zaskoczyć.

Megasie, a jak Ci się podoba pseudonim Davouta? Napoleon wydał mi się odrobinę pretensjonalny 🙂

Seamanie, zapraszam do lektury! Będziesz mógł odpocząć od gwałtownych emocji, bo druga część jest odrobinę łagodniejsza.

Miss, postaram się jakoś zgrabnie w czwartek części zakończyć wątek Pejtona, bo jestem niezmiernie zadowolona z tej postaci 🙂 Czarne charaktery dają sporo frajdy podczas pisania!

Drogi anonimowy Czytelniku! Czemu dwoja?? No chociaż parę słów uzasadnienia i lżej by mi było na sercu 🙂

Pozdrawiam czytelników i komentujacych!
Rita

Rito,

pseudonim Davouta zdecydowanie mi się spodobał. A co do Napoleona – jest równie pretensjonalny jak Aleksander Wielki 😀 Z perspektywy czasu myślę, że mogłem sobie wybrać bardziej niszowego nicka, np. Ptolemajos Soter, Antigonos Monophtalmos czy chociaż Demetrios Poliorcetes 🙂 No ale cóż, za późno, by ją zmieniać. Musi zostać tak, jak jest!

A co do 2-jki – wraz z wzrostem popularności naszego bloga prędzej czy później muszą pojawić się trolle sypiące niskimi ocenami i w sposób tchórzliwy ich nieuzasadniające. Pamiętasz, jaki to był problem w ostatnich miesiącach istnienia DE. Nie przejmujmy się tym i róbmy swoje. Ode mnie masz znacznie wyższą notę 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Megasie, jesteś Alexandrosem i to jest ok,:-) Kto, poza amatorami, zapamiętałby Monophtalmosa?

Rito, wykorzystuj wenę, pisz dalej. No i zdradź w końcu, gdzie ten pałacyk i kiedy ta imprezka ma być, trzeba wakacje zaplanować:D

Pałacyk niestety jedynie w mojej wyobraźni. Ale myślę, że w rzeczywistości też parę ładnych miejsc by się znalazło gdyby przyszło do planowania wakacji 😀

Odniosłem wrażenie, że każdy na zjeździe, mimo używanych pseudonimów, stara się być sobą, oprócz Pejtona- on po prostu pisze kolejne opowiadanie, a ludzi traktuje jak bohaterów, których losami kieruje wedle własnej woli, tak aby czytelnik się za szybko nie znudził. Niby czarny charakter, ale dzięki niemu cała historia nie jest taka czarno-biała 😀

Słuszna uwaga, Obieżyświacie. Mi ten cały Pejton wygląda na człowieka z kompleksem Boga. Takiego wrednego, starotestamentowego, oczywiście.

M.A.

Rito, nie przejmuj się niskimi ocenami. Mnie też nie szczędzą czytelnicy. Tekst po prostu wzbudza kontrowersje (lub nawet, kto wie, silne emocje).

Obieżyświecie – niezwykle trafny komentarz! 🙂

Karelu – nie przejmuję się nimi 🙂 Chciałam tylko nakłonić oceniającego by uzasadnił taką ocenę. Sama jestem ciekawa co w opowiadaniu wzbudziło takie emocje.

Rito, zlituj się nad biednymi czytelnikami! Czy długo jeszcze będziemy musieli czekać na kolejną część? 🙁

Anonimie,

Rita, jedna z naszych najbardziej wszechstronnych Autorek prowadzi równolegle 3 serie (kolejne "Noce", western "Gorąco", kryminał "Steel City"), a wkrótce, jak wieść niesie, rozpocznie jeszcze jedną. Sam więc rozumiesz, że na kolejne odcinki konkretnej serii trzeba trochę poczekać. Ale bądź spokojny. Cykl wampirzy Rity wskazuje na to, że nie porzuca Ona rozpoczętych projektów bez zakończenia. Słowem, każda ze snutych historii prędzej czy później znajdzie swój finał.

Pozdrawiam serdecznie
M.A.

Drogi Anonimie, czwarta i zarazem ostatnia część Nocy "się pisze". A że chciałabym, aby zadowoliła nie tylko mnie, ale też Czytelników, to proszę dać mi odrobinę czasu. Z drugiej strony… mam nadzieję, że ta przedłużająca się chwila nie wywinduje oczekiwań, bo nie wiem czy zdołam im sprostać 🙂

W każdym razie, obiecuję, że się pojawi a tymczasem zapraszam do lektury pozostałych opowiadań!

Megasie, Rito, ja to jak najbardziej rozumiem! To była taka rozpaczliwa odezwa napisana pod wpływem chwili. Chciałam też pokazać, że są ludzie, którzy nie komentują (bo nie umieją…), ale bardzo im się podoba i z niecierpliwością czekają na kolejne części. W końcu im dłużej nie ma kontynuacji, tym dłużej Ella i Gideon nie są razem. (A będą, prawda? Nie dasz tej satysfakcji Pejtonowi, prawda?)
A wszystkie opowiadania Rity już oczywiście przeczytałam i jestem wielką fanką! Keep up the good work, Rito. 🙂
Pozdrawiam,
Anonim od rozpaczliwego komentarza

Nawet "nieumiejący" komentować sprawi frajdę autorom jednym zdaniem bądź nawet słowem typu: fajne, dobre, ciekawe itp. więc proszę o tym pamiętać i gdy jest powód, pisać choćby lakonicznie.

Droga Anonimowa Komentatorko!

Lejesz miód na moje autorskie ego, pozwól więc, że się chwilę podelektuję tą słodyczą 🙂

Takie komentarze to najlepsza motywacja – zaraz znajduję wolną chwilę i migiem kończę Noc. Mam nadzieję, że się nie zawiedziesz 🙂

Pozdrawiam!

Piździernik już,Rito,zlituj się!!!
Jak mam żyć,nie poznawszy dalszych losów uczestników tego szacownego konwentu?

Zu – nie bij! Obiecuję, że dokończę, nie obiecuję kiedy 🙂 Póki co, pod koniec października będzie takie zwykłe, pojedyncze.

Bij, bij, Zu 🙂 Może popędzisz naszą drogą Ritę do bardziej wytężonej pracy, bo my też czekamy na Czwartą Noc 🙂

Pozdrawiam
M.A.

O jacy chętni do bicia! No patrzcie ich 🙂 Gorzej, jeśli lubię te parę klapsów i celowo będę przedłużać, żeby zbierać baty 😛

Ja za to chętnie popatrzę;)

🙂

Specjalistą od takich pieszczot jest Barman-Raven.Ale też chętnie popatrzę 😉

Znowu wyjdę na idiotkę,ale-Rito! zlituj się!Ja wciąż czekam!Masz piękną pogodę na spacery z psem i przemyślenia…Z drugiej strony święta na tyle daleko,że zdążysz zlecić służbie sprzątanie i polerowanie sreber!
Połóż swe seksowne paluszki na klawiaturze i dokończ,co zaczęłaś!

Z całego serca popieram apel zu!

Rito, pora zasiąść do pisania 🙂 Już 10 miesięcy czekamy na kontynuację tudzież finał cyklu "Nocy"!

Pozdrawiam
M.A.

Będzie kontynuacja? Pozdrawiam 🙂

Czekam niecierpliwie na kolejną część! Uwielbiam Twój styl Rito.

Napisz komentarz