Przekleństwo Ekstazy cz. IV [Rework] (Frodli)  3.47/5 (5)

12 min. czytania
yotambientengosuperpoderes, "Ilustración de Conan", CC BY-NC-SA 2.0

yotambientengosuperpoderes,
„Ilustración de Conan”, CC BY-NC-SA 2.0

Kamienie pryskały spod kopyt karego ogiera mknącego przez step. Słońce chyliło się ku zachodowi, błękit nieba mieszał się z czerwienią gorejącego kręgu. Oron pochylał się nad grzywą konia, tuląc do piersi nieprzytomną dziewczynę. „Cholera, jaki ja jestem głupi”, pomyślał.

*** *** *** ***

Jak każdego poranka, Oron przechadzał się uliczkami Guniwy, jednego z wielu miasteczek na pograniczu Imperium Rimonu i Chanatu Narodu. Problem polegał na tym, że Guniwa leżała po stronie wroga, więc nie mógł zbytnio wyróżniać się z tłumu. Niestety mierzący ponad dwa metry wzrostu, szeroki jak futryna Półork wyróżnia się, i to wybitnie. Tym razem jednak dziwnie nikt nie zwracał na jego odmienność uwagi, być może dlatego, że z powodu upału ludziom nie chciało się wznosić głów do góry. Dotarł do rynku, małego placu o powierzchni ćwierć hektara. Miasteczko było na tyle małe, że można było obejść je w ciągu kilkudziesięciu minut, co Oron zrobił już dzisiaj parokrotnie. W ciągu ostatniej godziny coś się jednak zmieniło. Ustawiono naprędce szafot. Pewnie kolejny złodziej albo morderca. Nawet na takim zadupiu jak tysięczna, przygraniczna osada trafią sięzłoczyńcy.

Leniwie zrobił kolejny obchód dokoła Guniwy. „Jeszcze dwa dni i mnie tu nie będzie”, pocieszał się w duchu. „Przybędzie mój informator i wrócę do Rimu. Do wielkomiejskiego życia. Do podrzędnych tawern i luksusowych burdeli. A potem Efellas znowu wyśle mnie z karkołomnym poleceniem, cholera wie gdzie”.

Był już w Narodzie, i to kilkaset razy. W Sharku, nieoficjalnej stolicy wszystkich orków, około stu. I kilka razy na Trombie, ufortyfikowanej wyspie nieopodal ujścia Rimii. Słowem, na wszystkich frontach. Końca obecnej misji oczekiwał ze szczególnym utęsknieniem. Król obiecał podwoić mu żołd (i tak już niemały) i pomóc mu załatwić pewną wstydliwą sprawę, wykupując dlań wszystkie narodańskie niewolnice pomiędzy piętnastym a osiemnastym rokiem życia będące w okolicach Rimu. Lekko licząc, kilka tuzinów głów.

Wrócił na rynek. I przeżył szok. Nie wieszali złodzieja. Ani mordercy. Wieszali wysokie, kobiece, czarnowłose dziewczę w wieku około osiemnastu lat. Ciekawe, za co. Kat już postawił ją na stołku i założył pętlę na drgającą ze strachu szyję. Z tłumu wystąpił wysoki, odziany na zielono jegomość i rozwinął arkusz pergaminu.
– Rychelo z Buterii! – zakrzyknął – Niniejszym zostanie na tobie wykonany wyrok za próbę uwiedzenia syna szlachcica i zabójstwo tegoż z racji niepowodzenia swego niecnego zamiaru. Sąd nie przychylił się do twej prośby i nie zostaniesz pochowana w ojczystej ziemi, lecz na cmentarzu dla straconych. Kacie, wykonaj wyrok.

W trakcie przemowy Półork powoli zbliżał się do szubienicy. Skazana zlustrowała wzrokiem tłum. W chwili, gdy jej oczy zatrzymały się na twarzy Orona i spotkały z jego spojrzeniem, coś w nim drgnęło. Przypomniały mu się słowa usłyszane wieki wcześniej.

– Kurwa mać… – wymruczał – To nie może być prawda…

Zakapturzona, barczysta postać, podśmiewając się kopnęła z całej siły w stołek, który wysmyknął się spod nóg dziewczyny. Lina nie zdążyła się jeszcze napiąć, gdy przeciął ją mknący w powietrzu kordelas. Upadła nieprzytomna ze strachu na drewniany postument. Powstała wrzawa, na podest wskoczył, rozpychając gapiów, potężny mężczyzna. Zarzucił ją sobie na ramię i wskoczył w tłum. Nikt nie zagradzał mu drogi, dopiero na skraju rynku otoczyło ich pięciu żołdaków narodańskich.

– Jesteś aresztowany pod zarzutem zakłócenia porządku publicznego! Poddaj się, a zostaniesz osądzony łagodniej! – ryknął jeden z nich.

Nastała niezręczna cisza. Tłum stał z wlepionymi w nich oczami. „Nie mogą mnie złapać. Nie teraz.”, pomyślał Oron. Sięgnął prawą ręką ku lewemu barkowi i wyjął miecz z pochwy przebiegającej ukośnie przez plecy.

– Mamy to traktować jako odpowiedź? – skomentował żołdak – Trudno. Jeśli chcesz za nią umrzeć, twoja wola.

Doskoczyło do niego trzech spośród nich, ale ich ostrza były krótsze od półtoraka Orona. Brali go od przodu i z flanek, ale zręcznie wywijane młyńce zasłaniały go praktycznie z trzech stron. Po trzech tysiącach lat nauki szermierki ostrze wirowało z szybkością nie pozwalającą nawet go zobaczyć. A ze słuchu nawet obyty z ostrzem człowiek niewiele zrozumie. Zaatakowali. Trzy ostrza chciały go pchnąć i wszystkie zostały wyrwane z dłoni właścicieli. Potężne uderzenie sparaliżowało im prawice. Wycofali się, ich miejsce zajęło dwóch następnych. Ci okazali sięlepiej wyszkoleni, dlatego był zmuszony odciąć jednemu dłoń, a drugiemu całe ramię. Nim trójka rozbrojonych podniosła miecze, Półorka nie było już na rynku. Zdumienie strażników nie miało granic.

– Pal go licho… -syknął dowódca, bandażując kikut własnej ręki.

Dopadł do stajni na przedmieściu i w ciągu pięciu minut zniknął z Guniwy. Na zawsze. Po kilkunastu minutach usłyszał okrzyki pogoni. Zgubił ich dopiero po południu.

Zatrzymał się na popas w pierwszym napotkanym brzozowym zagajniku, kilka kilometrów za granicą. To wcale nie dawało mu bezpieczeństwa. Narodańczycy zapuszczali się nieraz kilkanaście kilometrów wgłąb Rimonu w pościgu za renegatami. Liczył jednak na względny spokój. Dodatkowo ucieszył się, gdy usłyszał szemranie strumyka kilkanaście metrów od siebie.

*** *** *** ***

Dwa zające skwierczały nad ogniem, gdy położona na niedźwiedzim futrze Rychela się przebudziła. Zerwała się na równe nogi. Kilka metrów dalej Oron beztrosko sikał pod młodą brzózkę.

– Dlaczego to zrobiłeś? – zapytała.

Nie odpowiedział.

– Dlaczego?

Cisza.
– Będę bronić swojej czci. – zapewniła – Greco się o tym przekonał.

– Więc jednak jesteś winna? – rzucił niedbale.

– To on mnie napastował. Byłam niewolnicą na farmie jego ojca. Zajmowałam się ogrodem i dziećmi. Ten dzieciak miał czternaście lat, a marzyło mu się Jarre wie, co.
– Jesteś wierząca?

– Wyznaję kult Jarre’a, buteryjskiego boga niepocieszonych. Od kiedy jestem w niewoli.
– Czyli?

– Dziesięć lat. Mieszkałam na północy, na wschód od Is. Pewnego dnia zagon narodański najechał moją wioskę i… bogowie…

Rozpłakała się. Pomimo twardej powierzchowności, Oron miał w sobie uczucia. Domyślał się, jak los spotkał jej rodzinną wioskę. Nie, żeby sam nie miał podobnych uczynków na sumieniu. Kiedyś, gdy był młodym i porywczym żołnierzem, uwielbiał takie eskapady. Olbrzym usiadł przy niej i objął ramieniem. Drżała i płakała.

– Chcesz zająca?

Przestała pochlipywać. Pokiwała głową. Zjedli w milczeniu. Potem wynalazł dla niej w jukach jakiś płaszczyk, ponieważ miała na sobie jedynie zgrzebną, lnianą sukienkę służącej. Zasnęli przytuleni do siebie, gdyż zapowiadała się chłodna noc.

Obudził go jęk. Otworzył oczy. Świtało. To Rychela gramoliła się na Jasefela, jego wierzchowca. A ten za każdym razem przyklękał i strząsał ją z siebie, po czym wstawał. „To mi się koniokradka trafiła”, roześmiał się w duchu. Jasefela nikt poza nim nie mógł dosiąść. Nawet po opętaniu konia zaklęciem lub ziołami. Wstał i cicho zaszedł ją od tyłu.

– Nieładnie kraść konia wybawiciela. Myślałby kto, że jesteś miła i sympatyczna. Niestety, spotkałby go zawód.

Odwróciła się do niego. Wyjęła zza pasa sztylet. Uśmiechnął się, uklęknął i zamknął oczy.
– Proszę, zabij mnie. – rzucił prowokacyjnie – Spodobało ci się mordowanie? Morderca zawsze nim zostanie. Dalej, nie krępuj się.

Podeszła do niego i sprawnym ruchem poderżnęła gardło. Po czym krzyknęła z przerażenia. Na jego szyi została tylko czerwona pręga. Chwilę później leżała ze spętanymi nogami i rękami na tym samym futrze, na którym obudziła się kilka godzin wcześniej.
– Na Półorków nie działa żelazo ani stal. Tylko zaklęte ostrze. Dlatego takowych nie używam. Skąd jednak mogłaś to wiedzieć. U was, na północy nie widziano orków od tysięcy lat. Macie własne stwory napadające wioski i porywające mieszkańców do swych niedostępnych, lodowych kryjówek.

Rozpłakała się. Uklęknął przy niej.

– Pytałaś, dlaczego cię uratowałem. No cóż. Wieki temu usłyszałem od pewnej wiedźmy, że kiedy posiądę narodańską dziewicę, moja śmierć będzie bliska. Już wtedy żyłem tysiąc lat i przytłaczał mnie ciężar doświadczeń, którymi można by obdzielić kilkudziesięciu mężczyzn. Od kilku stuleci jej poszukuję. Posiadłem ich setki i nadal żyję. Pomyślałem sobie, że możesz nią być ty. Co prawda pochodzisz z Buterii, ale przepowiednia nie była w tej kwestii zbyt precyzyjna.

Rozwiązał ją, po czym sprawnym ruchem zerwał z niej wszystko, co miała na sobie. Ujrzał blade, lecz trochę brudne, osiemnastoletnie ciało. Falujące piersi i małe, wiśniowe sutki. Delikatnie owłosiony wzgórek łonowy. Wziął ją pod pachę i zaniósł nagą do strumyka, który znalazł wczoraj wieczorem. Wsadził do wody i umył. Drżała z zimna.

– Ty obrzydliwy potworze. – wyjąkała, szczękając zębami – Nie jesteś nawet człowiekiem…
Bez ostrzeżenia wsunął palec do jej wnętrza. Napotkał opór już na samym początku.

– Nie zasługujesz na żadne wyjaśnienia. – odparł zimno. Wytarł ją czystą płachtą płótna i wrócił do obozu. Ułożył ją plecach, wiążąc ręce za plecami, a nogi w kostkach. Mogła jednak, po naciągnięciu sznura, wyciągnąć je spod siebie. Ale na nic się to zdało. Rozebrał się. Pozostał w bieliźnie przypominającej luźne bokserki z nogawkami do kolan.

– Zgwałcisz mnie, a potem zabijesz?

– Możliwe, że jedno i drugie naraz.

Próbował chwycić ją za nogi, ale szybko i zwinnie wyprostowała je omal nie trafiając piętami w twarz. Był jednak przygotowany na taki obrót sprawy. Nie pierwszy raz dobierał się do kobiety wbrew jej woli. Zwinnym ruchem objął nogi ręką w momencie, gdy były w pełni wyprostowane. Natychmiast przycisnął je do boku, nie pozwalając dziewczynie na ich wyswobodzenie. Dostrzegł, jak oddycha głęboko, jak drżą jej piersi.

– Nie utrudniaj tego. I tak nie masz szans.

Ich spojrzenia spotkały się. W zaczerwienionych oczach widział gniew i pogardę. Nagle jej twarz złagodniała.

– Nie musisz brać mnie siłą. Widzę, że oporem nic nie wskóram. Rozwiąż mnie tylko, a nigdy nie zapomnisz tego poranka.

Zaintrygowany Oron uwolnił jej nadgarstki oraz kostki od więzów.

– Wstań, proszę.

Spełnił jej prośbę. Uśmiechnęła się niepewnie, po czym klęcząc zaczęła rozwiązywać rzemyk powstrzymujący jego bieliznę przez zsunięciem się z bioder. Gdy już osiągnęła cel, szarpnęła za materiał i szorty bez problemu opadły do kostek. Ujrzała nabiegające krwią, trzydziestocentymetrowe prącie celujące żołędzią w jej twarz.

– O, jaki duży… – pochwaliła go, chociaż w jej oczach dostrzegł cień strachu.

Złapała go jedną dłonią za męskość, a druga położyła na biodrze partnera. Otworzyła szeroko usta i objęła nimi niepospolitych rozmiarów przyrodzenie. Już miał zamiar zamknąć oczy i oddać się błogiej przyjemności, gdy poczuł zęby zaciskające się na jego przyjacielu. Niewiele myśląc pochylił się, chwycił ją jedną ręką za szczękę nie pozwalając jej się zacisnąć, zaś drugą złapał za włosy i pociągnął w górę. Zdążyła jedynie zadrapać skórę. Unosił ją powoli, aż musiała stanąć na palcach, by nie zawisnąć na własnych włosach.

– Myślałaś, że jesteś przebiegła? – wycedził.

– Na północy mamy taki zwyczaj. – powiedziała cicho, łamiącym się głosem. – Że niezamężna dziewica odda się mężczyźnie tylko wtedy, gdy nie będzie zdolna go zabić. To dlatego trafiłam na szubienicę. Greco myślał, że potulna niewolnica obsłuży go na jedno skinienie. Nie spodziewałam się, że odgryzienie mu kutasa będzie takie proste. Ani że się wykrwawi, uciekając w popłochu.

Uśmiechnął się.

– W takim razie możesz uznać się za pokonaną. – stwierdził, po czym otworzył dłoń.

Wylądowała na piętach, straciła równowagę i klapnęła nagimi pośladkami o posłanie. Natychmiast znalazł się przy niej. Pchnął ją zdecydowanym ruchem tak, że upadła na plecy. Trzymając jedną z dłoni na jej barku nie pozwalał się podnieść. Jednocześnie wykorzystał moment zaskoczenia i uklęknął między rozłożonymi po upadku nogami. Wolną dłoń położył na włochatym, dziewiczym łonie. Zaczął pocierać płaską dłonią, schylił się również ku drżącym piersiom. Złapał ustami za sutek i zassał go. Zacisnął szczękę, Rychela krzyknęła. Próbowała się wyrwać, ale nie miała siły. Rozluźnił uścisk i trącił brodawkę językiem. Wcisnął ją w głąb piersi. Jednocześnie poczuł na dłoni, że robi się wilgotna.

Przestał ją pieścić. Przysiadając na łydkach złapał ją za kolana i rozchylił nogi tak, że dotykały posłania. Męskość Orona nie osiągnęła jeszcze pełni rozmiarów, ale była wystarczająco twarda, by użyć jej w celu, do którego posiada ją mężczyzna. Pochylił się, dotykając końcówką penisa krocza dziewczyny. Uniósł jej nogi tak, by biodra oderwały się od podłoża. Dziewicza, gotowa na inicjację kobiecość skierowana była teraz prosto ku potężnemu przyrodzeniu. Naparł biodrami do przodu, wnikając między wargi sromowe porośnięte krótkimi, gęstymi, czarnymi włosami łonowymi. Poczuł wilgoć i ciepło jej wnętrza, a także napinającą się błonę. Pchnął mocniej i wszedł w nią. Krzyknęła i rozpłakała się. Spojrzał ku swemu podbrzuszu i zauważył czerwone plamki na swym przyjacielu. Początkowo poruszał się powoli, za każdym razem wchodząc coraz głębiej. Rozgrzane i wilgotne wnętrze Rycheli walczyło z nadnaturalną męskością, przynosząc tym ból i rozkosz właścicielce.Zdziwiła się, gdy poza pieczeniem i bólem pojawiła się przyjemność, którą do tej pory czuła jedynie podczas wieczornej zabawy z własnym ciałem tuż przed zaśnięciem. Złapała swoje piersi i zaczęła je tarmosić.

– Ale boli! Ale rozkosznie boli! – krzyknęła, kręcąc ponętnie biodrami.

„Cholerna nimfomanka. Aż dziw, że dziewica” – pomyślał Oron. Wycofał się i wrócił. Trochę głębiej. Wykonał kilkanaście szybkich, mocnych ruchów. Niezbadane przez nikogo zakamarki Rycheli zazdrośnie broniły swych tajemnic. Ku rozkoszy obojga. Pochwa zaczęła się rozkurczaći zaciskać, mimo to wciąż nie mogła zmieścić w sobie członka Orona. Przestał napierać. Po prostu ruszał rytmicznie biodrami. Drżenie bioder i pulsowanie wnętrza Rycheli było coraz mocniejsze i szybsze.

– To niesamowite! – krzyczała, a ze słowami mieszały się jęki. Głos jej się łamał.
Oboje czuli nadchodzący orgazm. Po kilku minutach Oron ścisnął jej biodra, aż zawyła z bólu, i nabił ją na siebie, napierając całym ciałem.Trafił idealnie na rozkurcz pochwy. Nim się zorientowała, wszedł w nią do połowy. Kobiecość zabolała ją mocniej niż dotychczas, a cała radość ze zbliżenia uleciała. Popłakała się kolejny raz. Półork nie przejmował się zbytnio. Nie pierwszy raz jego kochanka przechodziła ze stanu ekstazy do rozpaczy. Pchnął jeszcze raz. I jeszcze raz. I znowu. Za każdym razem głębiej. Wypełniał ją całą. Wargi sromowe ciasnoopinały jego członka. Dzięki temu pocierał swą powierzchnią o łechtaczkę. Rzucił się do tyłu i wylądował ciężko na łopatkach. Pociągnął ją za sobą. Leżał na plecach, a ona była nabita na połowę jego męskości i płakała. Trzymał ją za biodra. Wykonał ruch rękoma w górę i w dół. Krzyknęła i chwyciła go za przeguby. Chciała z niego zejść, ale jej nie pozwolił.

– Nienawidzę cię! Och! Jesteś okropny! Ach! Obrzydliwy! Oooooooooch! Zdegenerowany! Ach!

Rytmicznie nabijał ja na siebie, a ona, nie mając wyboru, poddała się mu. Piersi unosiły się w górę i ciężko opadały w dół, klaszcząc o jej ciało. W środku wszystko piekło ją coraz bardziej, mięśnie zaciskały się i rozluźniały, wilgoć zmieszana z krwią wypływała z niej obficie i spływała po udach i członku Orona. Stymulowana łechtaczka dostarczała coraz silniejszych doznań. Nie potrafiła tego sobie wytłumaczyć, ale dochodziła. Od jakiegoś czasu jej biodra przesuwały się w przód i w tył. Pot lał się z niej strumieniami. Skurcze były coraz silniejsze i szybsze. Ból był coraz słabszy, a rozkosz rosła. Nagle zdjął ją z siebie.

– Co ty robisz?! Nie przerywaj teraz! – krzyknęła.

Położyła dłoń na obolałej kobiecości. Paliła w rękę.
– Chciałaś, żebym przestał. – droczył się z nią.

– Nie! Nie teraz! Chcę czuć cię w sobie!

Uśmiechnął się i rzucił ją na brzuch. Uniósł jej biodra i rozsunął nogi. Leżała na piersiach i twarzy z rozsuniętymi, lekko zgiętymi nogami. Poczuła, jak kładzie się na niej. Nie mogła zewrzeć nóg, bo ulokował się między nimi. Podparł się na przedramionach i wszedł w nią ponownie. Krzyknęła, gdy żołądź przesunęła się po przedniej ściance pochwy i podrażniła punkt G. W ciągu kilku minut znów była na szczycie. Każde pchnięcie drażniło sutki, które przesuwały się po posłaniu, bowiem także podparła się na przedramionach, by mogły falować jej piersi. Docierał coraz głębiej, a ona to czuła. Rozgrzany organ penetrujący każdy zakamarek jej wnętrzności. Drażniący przy tym łechtaczkę, która osiągnęła maksymalne rozmiary i była równie rozpalona, jak jej kobiecość. Ani się spostrzegła, gdy doszedł. Zaczął posuwać ją w szybkim tempie, w końcu zanurzył się w nie prawie po same jądra. Wtedy wybuchnął. Każdy strzał i spazm członka wzmagał w niej spazmy orgazmu. Krzyknęła przeciągle i opadła na piersi. Biodra drgały w epileptycznym ataku, wynosząc ich na wyżyny, na jakie do tej pory nie dotarli. Podczas orgazmu Oron nadal pracował biodrami tak, by wycofywać się w czasie strzału. Gdy wysunął się z niej, z jej kobiecości chlusnęła na jego podbrzusze sperma, śluz, trochę krwi. Z ust Rycheli wypływała ślina. Czuła się, jakby miała umrzeć.

Zszedł z niej i opadł na bok. Był wyczerpany. Znowu oszukało go przeznaczenie. Odsapnął, w tym czasie jej ciało uspokoiło się. Sięgnął po manierkę i wypił wszystko. Dwa litry wody, duszkiem. Wstał z lekkimi trudnościami i udał się nad strumyk. Tam usiadł w wodzie i obmył się. Wrócił. Leżała tak, jak ją zostawił. Naciągnął spodnie i usiadł plecami do niej, sięgając po ogryzki zająca z kolacji. Po chwili para rąk objęła go od tyłu. Drgnął.

– To było cudowne… – wyszeptała prosto do jego ucha.

Wyrwał się jej i odwrócił. Miał łzy w oczach. Bez słowa przywarł do niej ustami. Kochali się cały dzień.

*** *** *** ***

Ogień wesoło trzaskał w ognisku. Naga para kochała się w pozycji łyżeczki. Potężny mężczyzna o nie do końca ludzkich rysach twarzy i młoda, czarnowłosa kobieta. Przerzuciła nogą przez jego biodro, aby mógł łatwiej w nią wchodzić. Nie spieszyli się. Podpierał głowę na jednej ręce, a drugą pieścił jej piersi. Naprzemiennie całowali się i szeptali tak cicho, że jedynie dzięki bliskości swych twarzy mogli się usłyszeć.

– A więc to tak? – odezwała się – Jestem ci przeznaczona? To dlatego rano się popłakałeś?

– Tak. – odpowiedział Półork, bawiąc się jej sutkiem. – To stara historia. Z czasów, gdy na świecie żyły jeszcze wiedźmy magii fallicznej. Opowiedzieć ci?

– Oczywiście. Skoro połączyło nas przeznaczenie, powinnam chyba wiedzieć?

Przejdź do kolejnej części – Przekleństwo Ekstazy cz. V [Rework]

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Dopiero 22 maja? Frodli, a niech cię Oron pieprzy!!!

;P

Gdybym sam sobie nie narzucił deadline'ów co 3 tygodnie, pewnie kolejne części ukazywałyby się jeszcze rzadziej 😉

Pozdrawiam, Frodli 🙂

Ehh, ta siła przeznaczenia- nawet dziewice potrafi zamienić w niezaspokojone nimfomanki.

Podobają mi się rysunki Luisa Royo- dobrze oddają charakter 'Przekleństwa'.

Nieoceniony patent z cyckami … echhh gdyby to było takie proste 😀

Czytam, wspominając dawne przygody z Conanem. Zupełnie przywoity pierwowzór. Powoli konstrukcja cyklu zaczyna wypełniać się kolejnymi opowiadaniami. Już sądziłem, że Oron objawia jakieś dziwne, szlachetne instynkty, a tu proszę – miał własny interes w odgrywaniu roli wybawiciela! Gratuluję zgrabnego zwrotu akcji. A Rychela to dopiero charakterek, jak stalą nie poradzi, to jeszcze ząbki zostają. Na temat ewentualnej przyjemności czerpanej przez dziewicę z brutalnego gwałtu nie wypowiadam się. Ale rozumiem, taka konwencja. Zobaczymy, co dalej. Pozdrawiam.
PS. Trochę niestaranna korekta w tym tekście.

Napisz komentarz