e-f: Lulu Sky (MRT_Greg) Brak ocen

14 min. czytania

Grafika autorstwa MRT_Grega, publikacja za zgodą Autora

Oko cyklonu znajdowało się sto kilometrów od miasta, lecz w jego objęciach znalazło się wiele zabudowań. Huragan nie szczędził nikogo. Niska zabudowa mieszkalna na przedmieściu łamała się jak domki z kart, szczątki domów fruwały w powietrzu, niszcząc porządek miasta. Wieżowce z centrum oparły się niszczycielskiej sile żywiołu, lecz i tu nie można było mówić o szczęściu. Każdy, najdrobniejszy element targany podmuchami, wznosił się w górę, by co chwila z trzaskiem spadać na ulice, dewastując zaparkowane wzdłuż alei samochody.

Stara, siedmiopiętrowa kamienica trzeszczała z każdym porywem wiatru. Mimo to, postawiona na początku dwudziestego wieku z solidnymi fundamentami, zbudowana wedle ówczesnych standardów, mogła z powodzeniem przyjąć na siebie znacznie silniejsze ciosy. Jednak jej dni były policzone. Atrakcyjna działka w centrum miasta była oczkiem w głowie inwestorów. Nowe plany urbanistyczne określały to miejsce jako doskonałe centrum biznesowe. To jednak nie przekonywało mieszkańców kamienicy i z maniakalnym uporem sprzeciwiali się każdemu pomysłowi miejskich rajców. Zaledwie kilku z nich skorzystało z oferty przeprowadzki do nowych domów na przedmieściu. Ci, co pozostali, teraz wyraźnie oddychali z ulgą.

Na ostatnim piętrze, tuż pod niemal płaskim dachem, znajdowały się trzy przestronne apartamenty oraz niewielka kawalerka, początkowo planowana jako pokój dla sprzątaczek. Z biegiem lat
pomieszczenie popadało w ruinę, dopiero zeszłego roku znalazł się chętny na skromny metraż. Odmalowane własnym sumptem ściany i sufit w ciągu kilku miesięcy powróciły do stanu pierwotnego. Jednak to nie mizerność prac doprowadziła pokój do takiego stanu. Widniejące wszędzie zadrapania powstały z rąk ludzkich. Odpryski tynku walały się po podłodze, wraz ze stertami kolorowych czasopism. Głównym meblem pokoju było wielkie łóżko. Gruby materac spoczywał na mosiężnej, kutej ręcznie ramie, splecione u wezgłowia pręty przypominały dwa węże w morderczym uścisku. Naprzeciw łoża, wzdłuż całej, południowej ściany, stała dębowa szafa. W jedne z jej drzwi zamontowane lustro, zapewne równie wiekowe jak budynek, gdyż widać było zmatowienia na całej oblamówce. Na prawo od łóżka znajdowały się drzwi wejściowe do mieszkania, zaraz obok sąsiadowały z nimi kolejne, prowadzące do malutkiej łazienki. Przez uchylone drzwi widać było jasne popękane kafelki i szarą umywalkę. Stojący na niej kubek, dawno już nieużywany, pokryty był warstwą kurzu. W małym lusterku nad umywalką odbijała się zasłona prysznica.

Fragment sufitu mieszkania przykrywała brudna szyba, za która widać było potężny świetlik. Na wprost wejścia, przez niewielkie okno wpadało światło, pojawiających się, co chwila, wyładowań.

Bębniący o dach deszcz przypominał pędzącą po bruku kawalerię. Co chwila zamierał, by po chwili uderzyć mocniej. Wiatr szalał w kanałach wentylacyjnych, wygrywając swoją mroczną melodię a w odległym apartamencie słychać było spikera donoszącego o kolejnych zniszczeniach.

Tę noc spędziła w szafie. Zagrzebana, pod grubą stertą ubrań, drżała za każdym razem, gdy w pobliżu trzasnął piorun. Zwinięta w kłębek jak mały kociak, wyglądała bardziej jak przerośnięty embrion niż dorosła, niemal trzydziestoletnia kobieta. Spod strzępów przepoconej koszuli nocnej wystawały długie kościste nogi. Stopy obute w wyleniałe pantofle w kształcie króliczków drgały w spazmach. Zaciśniętą piąstkę prawej dłoni wciskała między uda. Ssąc kciuk drugiej modliła się, by ucichł wreszcie wiatr. Podkrążone oczy tępo wpatrywały się w ściankę szafy, której słoje układały się we przerażający wzór. Skołtunione włosy oblepiały drobną twarzyczkę, skąd wyzierał mały zadziorny nosek. Wąskie sine wargi drżały, szepcząc ciche słowa.

Zmęczona nocnym czuwaniem zasnęła dopiero nad ranem, gdy ucichła nawałnica, przenosząc się w dalsze rejony kraju. W czasie snu, mimowolnie rozprostowała podkulone nogi, tak że teraz jedna z nich wystawała z szafy, prawie dotykając podłogi. Podsunięta do góry koszula odkrywała blade udo z widocznymi pod skórą niebieskimi żyłkami. Spod materiału wypełzały długie kosmyki zakręconych, ciemnych włosków.

– Dzień dobry słuchacze! Jest ósma rano, za oknem piękne słońce, temperatura dwadzieścia stopni i ciągle rośnie. Wita się z wami…

Głośny głos spikera sprawił, że zerwała się z posłania, bolesne uderzając w półkę. Sięgnęła ręką w kierunku drzwi szafy i otworzyła je szerzej. Pokój tonął w słonecznym blasku. W jego promieniach widać było unoszące się w powietrzu pyłki kurzu. W pokoju roznosiła się woń świeżego pieczywa i gorącego mleka. Czym prędzej pozbierała się i wyszła z szafy. Dopadła małego stoliczka, na którym ktoś postawił śniadanie i łapczywie wbiła zęby w bułkę. Łyknęła też solidną porcję mleka, nie zważając na to, że część przelała się z kubka, kapiąc jej na koszulę. Nie przejmowała się takimi rzeczami, co widać było niemal na całej długości materiału. Kolorowe plamy nosiły w sobie świadectwa innych potraw.

W ciągu zaledwie kilku minut uwinęła się z posiłkiem, głośno beknęła i drapiąc się po ramieniu przeszła do łazienki. Usiadła na toalecie i z euforystycznym grymasem na twarzy oddała mocz. Przez chwilę siedziała jeszcze, czekając aż automatyczna spłuczka uruchomi odpływ wody. Na jej twarzy wykwitł pełen zadowolenia uśmiech, gdy pędząca woda połaskotała jej pośladki. Wstała i podeszła do umywalki. Przez chwilę mocowała się z mosiężnymi kurkami, w końcu dała za wygraną.

– Pierdol się! – krzyknęła do wylewki – Pierdolę cię! Słyszysz?! Pierdolę cię!

Spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Odsunęła włosy z czoła i przysunęła bliżej zwierciadła. Wielki pryszcz na policzku wyglądał jak wulkaniczny stożek, gotowy w każdej chwili wybuchnąć. Wysunęła język i roześmiała się. Zaraz potem spochmurniała i mrucząc pod nosem kolejne przekleństwa, wróciła do pokoju.

Przez chwilę rozglądała się wokoło, jakby pierwszy raz widząc pomieszczenie, w końcu ruszyła w kierunku naprzeciwległej ściany. Poślizgnęła się na gazecie i przewróciła na ramę łóżka.

– Kurwa – mruknęła, czując jak ostry kant boleśnie przecina jej skórę na łydce.

Spojrzała na ranę i kapiącą z niej krew. Pośliniła palec i przyłożyła go do skaleczenia. Zapiekło. Skrzywiła się, po czym nabrała głębokiego wdechu i krzyknęła;

– Kurwa mać!!!

Łzy pociekły jej po, wykrzywionej złością twarzy. Przymknęła oczy i starała się uspokoić. W końcu podniosła się z podłogi. Do kolana przykleiła się kartka kolorowej broszury. Zerknęła na obrazek, przedstawiający ubraną w błyszczące cekiny kobietę i towarzyszącego jej eleganckiego mężczyznę w ciemnym garniturze. Wielkie litery nad postaciami kończyły się wykrzyknikiem. Nawet gdyby jednak umiała czytać, nie poświęciłaby ani chwili na poznanie tekstu. Czując, że jest spóźniona zerknęła na ścianę. Wpatrywała się w nią, jakby siłą woli chcąc usłyszeć upragniony dźwięk.

Mijały minuty. Kwadranse zlały się w godziny a ona wciąż stała, lekko kołysząc się w przód i w tył, jakby niepomna na mijający czas.

Łup. Łup, łup. Łup.

Dźwięk zza ściany przywrócił ją do świata żywych. Oczy błysnęły z radością. Podkradła się cicho do ściany i, klękając na łóżku, przysunęła nos do szerokiej szczeliny, biegnącej w poprzek. Przyłożyła oko do niewielkiego otworu i, wstrzymując oddech, spojrzała przed siebie. Po drugiej stronie, na szerokiej kanapie, klęczała młoda kobieta. Podglądająca ją dziewczyna widziała tylko pochyloną głowę oraz wygiętą linię pleców. Znajdujący się za nią mężczyzna popychał co chwila kobietę do przodu. Mebel, na którym spoczywali, ślizgał się po podłodze, raz po raz uderzając w ścianę. Ciężko oddychała, widząc jak para siłuje się ze sobą. Wsłuchana w jęki rozkoszy odczuwała perwersyjną przyjemność z faktu, że oto nieświadomi niczego, są aktorami jej ulubionego spektaklu. Niekiedy próbowała sobie wyobrazić, jak to jest. Poruszała się w ich rytmie, szukając powodu ich przyjemności. A na pewno było im przyjemnie. W to nie wątpiła. Rozkoszne okrzyki kobiet z apartamentu mroziły jej krew w żyłach. Pojękiwania mężczyzny mieszały się z głośnymi klepnięciami, dochodzącymi z miejsca gdzie się łączyli. Jednak do tej pory nie poznała tego sekretu, który skrywał się za ciałami kobiet.

W pewnym momencie kobieta uniosła głowę do góry i oparła się rękoma o ścianę. Podglądająca ją zobaczyła piersi tamtej, jak falowały w rytm kolejnych pchnięć. Przełknęła ślinę i wysunęła języczek. Starała się nadążyć za kobietą, ciężko wzdychając i poruszając się w jej rytmie. Spojrzała po sobie, po czym ze złością szarpnęła opasającą ją wciąż koszulę. Materiał rozdarł się w pół, lecz najważniejsze było, że jej piersi teraz swobodnie dyndały jak u tamtej. Na chwilę spróbowała podpatrzonej pozycji, jednak to wymagało odsunięcia się od ściany. Nie wiedząc, co się za nią dzieje, straciła kontekst i czym prędzej wróciła do podglądania. Wierciła się na łóżku, przekrzywiając głowę, starała się zobaczyć, co też takiego kryje się za pupą kobiety. Jęki tamtej stały się głośniejsze. Uderzenia w ścianę szybsze i mniej skoordynowane. W końcu jęki kobiety zlały się w jeden a towarzyszący jej mężczyzna zawtórował niskim pomrukiem. Oboje legli na sobie, ciężko oddychając.

Jakiś czas jeszcze przyglądała się im, mając nadzieję, że zobaczy coś więcej. Oni jednak najwyraźniej usnęli, o czym świadczył regularny oddech kobiety i ciche pochrapywanie mężczyzny.

Przytulona do ściany, klęczała na łóżku, przykładając ucho do otworu. Czuła na każdy, nawet najdrobniejszy szelest, czym prędzej wracała do podpatrywania. Jednak para po drugiej stronie smacznie spała a szelest pojawiał się tylko w momentach, gdy przewracali się z boku na bok.

Przymknęła oczy i po chwili zapadła w płytki, nerwowy sen. Jej gałki oczne przesuwały się pod powiekami, a ona śniła o przeszłości.

Wielka estrada płonęła w świetle potężnych reflektorów. Kolorowe stroboskopy omiatały tłumy fanów, stojących przed podwyższeniem. Stalowa konstrukcja wznosiła się wysoko ku niebu, skąd raz po raz błyskał, niczym flesz ogromnego aparatu, potężny snop białego światła. Przesuwał się po wnętrzu estrady, ukazując początkowo młodego mężczyznę z gołym torsem i misternie złożony zestaw perkusyjny wokół niego. Pałeczki śmigały w powietrzu raz po raz uderzając to w talerze, to w bębny. Tuż obok niego stał mężczyzna z długimi włosami, szarpiąc struny, błyszczącej w świetle neonów, gitary elektrycznej. Obok niego kolejny z identycznym niemalże instrumentem. Światło przesunęło się, odkrywając klawiszowa. Jakby zupełnie niepasujący do grupy, ubrany w marynarkę, spod której błyszczał nagi, spocony tors. Na uboczu, tam gdzie scena stykała się z kordonem policji, ochraniającej występy zespołów, na niewielkim, okrągłym podwyższeniu, wyginał się w rytm muzyki chudy mężczyzna z czerwoną opaską na głowie. Trzymając mikrofon tuż przy ustach śpiewał balladę o miłości. Był niemal na wyciągnięcie jej ręki. Przygniatana do barierki przez szalejący tłum wznosiła ku niemu dłoń. Z otwartymi ustami, wpatrzona niemal jak w boga, łowiła uchem każde słowo.

Śpiewał dla niej. O niej. O małej kobietce, która owego czasu była mu oczkiem w głowie, choć nieraz mnogość występów nie pozwalała mu dłużej zająć się jego miłością.

Zgubiony w mroku tajemniczych spraw

Odkryłaś dla mnie świata ląd

Nieczuły na Twój wdzięki i czar

Nie dostrzegałem ciebie, bo…

Gasną światła na scenie, tylko jeden, biały snop światła, zatrzymuje się dłużej na wokaliście. Przykłada dłoń do serca i, wpatrzony w pokryte gwiazdami niebo, kontynuuje rzewny refren;

Czas mi odejść znowu dziś

Tak jak w tamte letnie dni

Jak w płomienny ciepły maj

Ja kochałem ciebie…

Ogląda się do tyłu. Tłum faluje, trzymając wzniesione ku górze światła zapalniczek. Dziesiątki tysięcy jasnym punkcików wygląda jak morze świetlików. Czasem błyśnie flesz aparatu. Cisza przeciąga się w nieskończoność, gdy padają kolejne słowa. Z głębi duszy. Z głębi serca.

Lulu Skaaaajjjj….

Lulu Skaaajjjj….

Tłum podchwycił melodię i śpiewa wraz z mężczyzną

Luluuu…

– Luluuu…

Głos się zmienia. Nie jest już chrapliwy od niezliczonych ilości alkoholu i wypalonych papierosów. Nie ten kochany, choć często podsycany narkotykami. Bardziej matczyny, spokojny, ciepły…

– Luluu…

Wyrwana ze snu, wpatruje się w, nachylającą nad nią twarz. Ciemne kręcone loczki otaczają twarz zatroskanej murzynki. Sięga ręką w stronę dziewczyny, ta jednak ucieka przed nią. Spada z łóżka i wtula się w kąt pokoju, rozszerzonymi z przerażenia oczami wpatrując w tęgą kobietę. Ta stoi zmartwiona jakiś czas, przyglądając się jej uważnie. Wreszcie obchodzi łóżko i wyciągając przed siebie rękę w pokojowym geście, stara się uspokoić młoda kobietę.

– Nie! – skrzeknięcie nieznoszące sprzeciwu.

– Lulu…

– NIE!! Odejdź! Odejdź ode mnie!

– Lulu. Uspokój się. Już dobrze.

– Nie! Zostaw mnie ty kurwo! Spierdalaj stąd!

– Lulu. Proszę…

– Spierdalaj ty tłusta kurwo! Pierdolę cię! Kurwa! Dupa!

– Lulu…

Murzynka powoli traci cierpliwość. Świadoma jednak stanu dziewczyny, stara się ją uspokoić. Mimo to, zasłaniając ciałem, ściska za sobą strzykawkę wypełnioną środkiem uspokajającym. Solidna dawka, która uśpiłaby konia, w przypadku dziewczyny wystarcza jedynie na tyle, by pozwoliła się bezboleśnie oporządzić.

– Dupa! Dupa! Dupa! Dupa!

Dziewczyna nie panuje już nad sobą. Rzuca się w kącie, opętana własnym szaleństwem, drapie się po twarzy i rękach, odpychając od siebie widmowe dłonie. Kopie powietrze nogami, tarza się po podłodze, usiłując złapać opiekunkę w morderczy uścisk obgryzionych do krwi paznokci. Ta jednak zna swoja podopieczną.

Wychowana w wielodzietnej rodzinie, każdego dnia wywalczając sobie pozycję w podmiejskich slumsach, jest zbyt silna by poddać się atakom dziewczyny. Przez lata doświadczeń z podobnymi przypadkami zyskała sobie miano jednaj z najlepszych opiekunek i gdyby tylko jej rodzice byli bardziej uspołecznieni być może pracowałaby teraz dla bogatych korporacji. Niestety pochodzenie sprawiło, że przez całe życie pracowała dla domów opieki społecznej, zajmując się zniedołężniałymi starcami i niepełnosprawnymi ludźmi, wymagającymi codziennej opieki. Ukończywszy szereg kursów, mogła zająć się też trudną młodzieżą. O ile jednak z innymi nie miała większych problemów, o tyle wizyty w kamienicy przy Main Street zawsze mroziły jej krew w żyłach. Starając się nie wykazać zbytniego zainteresowania, poddała się prośbie zleceniodawcy i od roku opiekowała się tą młodą kobietą, za każdym razem przekonując się o okrucieństwie jej bliskich.

Mimo histerycznych ataków dziewczyny udało się jej złapać za rękę i używając całej swej siły zmusić do chwili bezruchu. W mgnieniu oka wbiła igłę w ramię i wcisnęła tłoczek. Dziewczyna szarpnęła się, lecz była już zbyt osłabiona by wyrwać się z uścisku murzynki. Jakiś czas jeszcze mamrotała pod nosem przekleństwa, w końcu uspokoiła się, z głową przechyloną na bok. Murzynka na chwilę usiadła obok niej, wycierając chusteczką kapiącą z ust ślinę.

Prawie do wieczora zajęło jej sprzątnięcie mieszkania. Odkurzyła podłogi, przetarła kurze, zmieniła pościel na łóżku, zwijając w tobołek poplamiony materiał. Poukładała na miejsce ubrania w szafie i wyciągnęła stamtąd koc, którym okryła dziewczynę. Pomogła się jej podnieść i dojść do stolika. Oderwała aluminiową folię z plastikowego talerzyka. Posiłek na nim parował z gorąca, roznosząc po pokoju apetyczny zapach mięsa. Karmiła swą podopieczną małymi porcjami, pilnując, by każda zawartość została dokładnie pogryziona i połknięta. W tym czasie opowiadała jej cicho o swoich dniach w pracy, rodzinie i spotkaniach z przyjaciółmi. Poświęciła nawet kilka chwil na streszczenie informacji o skutkach huraganu.

Dziewczyna przez ten czas kiwała się na boki, nieświadoma otaczającej ją rzeczywistości. Zamknięta w swoim paranoicznym świecie, bezwolnie poddawała się zabiegom murzynki. Po posiłku została zaprowadzona do łazienki i dokładnie wyszorowana, po czym wróciły do pokoju. Ułożona w świeżej pościeli, zasnęła. Opiekunka jakiś czas jeszcze przyglądała się dziewczynie, po czym wyszła, zamykając drzwi na klucz.

Łup. Łup, łup. Łup.

Znajomy odgłos zbudził ją z odrętwienia. Przeciągnęła się w pościeli, zwichrzyła włosy i odrzucając na bok pierzynę przylgnęła do ściany.

Para zmieniła pozycję. Tym razem dziewczyna miała przed sobą ich szerokie spectrum. Z przejęciem wpatrywała się członka mężczyzny, raz po raz znikającego we wnętrzu kobiety. Kucając przed nią, obejmował jej biodra, co jakiś czas gładząc po brzuchu. Ta zaś, mrucząc sprośne słowa, ściskała swoje piersi, tarmosząc sterczące sutki. Jednak ciało kobiety tym razem okazało się mniej interesujące. To penis mężczyzny, który w jednym momencie nawet cały wysunął się z kobiety i drgał nad jej ciałem, był głównym clou programu. Przyglądała się, jak przesuwa po nim dłonią, odciągając napletek a następnie kieruje z powrotem w kierunku krocza kobiety i wbija się w nią z wyraźnym oddaniem. Kobieta jęczy w rozkoszy i wygina ciało w pałąk zasłaniając powabny widok. Podglądająca ją dziewczyna mieli w ustach przekleństwa, gdy ciało kobiety wchodzi na pierwszy plan. Mężczyzna najwyraźniej również nie jest zachwycony taką pozycją, bo odsuwa się od kobiety. Ta siada na łóżku. Przez chwilę obejmują się wzajemnie, obsypując się pocałunkami.

Po chwili ona kładzie się pupą w kierunku podglądającej. Wyraz zaskoczenia maluje się na twarzy dziewczyny, gdy dostrzega gładko wygolona cipkę kobiety. Z niedowierzaniem sięga pod koszulę i natyka się ręką na własne gęste owłosienie. Udaje się jej jednak namacać szczelinkę między włoskami i zaczyna ją pieścić, widząc to samo po drugiej stronie ściany. Palce mężczyzny zataczają kręgi wokół różowej szczeliny kobiety, raz po raz zagłębiając się w nią.

Dziewczyna odsuwa się od ściany. Układa wygodnie na łóżku i, spoglądając na wielkie lustro naprzeciwko, kontynuuje własną pieszczotę. Już wie, o co we wszystkim chodzi. Przyjemność, jaką sobie sprawia, jest ukoronowaniem jej zabiegów o poznanie prawdy. Spod półprzymkniętych powiek kontroluje posuwiste ruchy dłoni, w końcu delikatnie wciska palec między wargi. Przeciągły jęk wydobywa się z jej ust, gdy czuje rosnące podniecenie. Wije się przy tym na łóżku, drażniąc pośladki, dłoń drugiej ręki zaciska na swej piersi.

– Och… jak dobrze… jak, kurwa, dobrze…

Jej wzrok pada na stolik przy łóżku i, leżace tam resztki śniadania. Sięga ręką po obły kształt i pieszcząc go dłonią, powoli zbliża do swej szparki. Może nie jest to członek mężczyzny zza ściany, jednak jego kształ i chropowatośc muszą wystarczyć napalonej dziewczynie. Zaciskając usta powoli wsuwa ogórek w swoje wnętrze. Czuje jak wargi początkowo opierają się masywnemu kształtowi, po chwili wyraźnie otwierają się, wpuszczając go do środka. Przez chwilę czuje wypełniające ją warzywo, po czym wciska je głebiej. Ból jaki temu towarzyszy jest nie do zniesienia, wyrywa zielony organ z siebie, spogladając z przerażeniem na pokrywającą go krew. Jednak przyjemność jakiej doświadcza silniejszą jest do bólu. Ogórek ponownie ląduje w jej wnętrzu, przesuwa się wzdłuż pochwy i, gdy już niemal traci go w rękach, powoli wysuwa z powrotem. Opierając stopy na łóżku unosi biodra ku górze. Zaciskając palce na brodawce traci kontakt z rzeczywistością. Otwartymi szeroko ustami spazmatycznie łapie powietrze, spod półprzymkniętych powiek płyną łzy, gdy przyspiesza masturbację. Wije się w rokoszy, łydki drżą od coraz większego wysiłku, by na skraju orgazmu paść na posłanie. W tym samym momencie przez jej ciało przechodzi skurcz a osiągniety orgazm rzucą nią po całym łóżku.

– Achhh…. O Boże! O kurwa! Ach… – Przekleństwa mieszają się ze słodkimi sprośnościami, jakie rzuca pod adresem wyśnionego kochanka – Ach… – jej krzyk słychać na całym piętrze.

Sąsiadująca z nią parka spoziera po sobie z wyraźnym zdziwieniem. Nieświadomi obecności dziewczyny, do tej pory nie zważali na swoje zachowanie. Wyciszeni, wsłuchują się w dobiegające zza ściany jęki podnieconej dziewczyny.

Wraz z wybiciem godziny dwudziestej drugiej, jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki zamarł ruch na ulicach. Cisza jaka nastała, sprawiła, że para kochanków usnęła, zagubiona w swych domniemaniach na temat zagadkowej sąsiadki. Ta zaś w tym czasie zdążyła jeszcze dwa razy doprowadzić się do orgazmu. Zmiętą pościel pokryły rubinowe plamy, przesiąkając na wełniasty materac.

Jak w płomienny ciepły maj

Ja kochałem ciebie…

Lulu Skaaaajjjj….

Zasłuchana w widmowy głos wstaje z łóżka. Niewidzące oczy zasnuła jej mgła wspomnień, nie zauważając skołtunionej, zakrwawionej pościeli, nie czując ściekających po udach ciepłych strużek jej soków, kieruje się w stronę płomiennej estrady. W jasnym tunelu nie dostrzega otaczających ją, napierających zewsząd tłumów. Nie zauważa żelaznej, pogniecionej barierki na której, niczym na starej fotografii, spoczywa ciało młodej dziewczyny, wraz z przygniatającym ją potężnym reflektorem stroboskopowym. Zbliża się do wokalisty…

…Zagubiona w mrokach przeszłości podchodzi do rogu pokoju, tam gdzie przylega do niego dębowa szafa. W tej części mebla nie ma jednak żadnych ubrań. Za to metalowe szczeble drabinki prowadzą na niskie poddasze. Odkryła to jakiś czas temu i w tajemnicy korzystała z ukrytego pomieszczenia, leżąc na jego podłodze i wpatrując się w gwiazdy przez świetlik nad głową…

… Wspina się po szerokich stopniach, podtrzymywana przez ochroniarzy, przekracza rzędy kabli i głośników…

… Uchyla okienko i wydostaje się na dach. Światła miasta wyglądają jak świetliki, gwiazdy na niebie błyskają jak lampy stroboskopowe na koncercie. Podchodzi do skraju dachu i nie bacząc na pokruszony gzyms spogląda daleko przed siebie…

…Przystojny wokalista wyciąga rękę w jej kierunku. Na ustach zamarły mu słowa;

…Lulu Skaaajjj…

…Podchodzi do niego i sięga ku jego wyciągniętej dłoni. Na chwilę wszystko zamiera. Po chwili przez tłum przechodzi głośny szum…

…Nielitościwy pomruk nieuniknionego…

***********

Sierżant Antony Coop przez jakiś czas wpatrywał się w, przykryte materiałem, ciało dziewczyny. Zdążył już odwiedzić jej mieszkanie a także wyjść na dach, skąd skoczyła. Zamyślony nie zwracał uwagi na kłębiący się tłum, ni błyskające flesze. Nie słyszał natarczywych pytań reporterów. Wsiadł do radiowozu. Z kieszeni płaszcza wyciągnął zdjęcie, na którym znany wokalista grupy rockowej przytula małą dziewczynkę. Widać było wyraźnie podobieństwo w rysach ich twarzy. Usta mężczyzny wykrzywia charakterystyczny grymas uśmiechu. Dziewczynka gładzi go po twarzy, wyraźnie wpatrzona tylko w niego. Detektyw odwrócił kartkę, na której, nierównym pismem w lewym górnym rogu widniały pojedyncze słowa.

„Dla Lulu Sky. MJ”

Zdjęcie wylądowało z powrotem w kieszeni. Świadomość poznanej tajemnicy sprawiła, że policjant długo jeszcze nie mógł dojść do siebie. Zdawał sobie sprawę, że prawda mogłaby mu przysporzyć dużo kłopotów. Uruchomił silnik i cicho odjechał z miejsca zdarzenia. Tej nocy musiał odwiedzić jeszcze jedno miejsce.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Grześ, lubię Twoje opowiadania. Spora część Twojej twórczości zachwyca swoim klimatem, opisami, nieposkromioną fantazją Autora.

Lulu Sky zdecydowanie zalicza się do tej grupy. Możesz być pewien, że wskoczy do czołówki moich ulubionych opowiadań i wyląduje w polecanych.

Przedstawiłeś rozedrgany portret bohaterki tak kruchej i delikatnej, że… że aż strach. Bardzo kameralnie, intymnie narysowałeś jej postać. Twój styl idealnie dopasował się do tragicznych losów Lulu.

Pochwały wymaga również ilustracja – według mnie najlepsza z do tej pory zamieszczonych przez Ciebie.

"Bardzo mi się podobało. Pisz dalej, Greg" 😀

Pozdrawiam
Rita

Tu sobie jakaś artystyczna dusza poszalała, nie bacząc na kanony. Niewątpliwie artystyczna dusza. Po swojemu, w unikalny sposób machając pędzlem. Patrzę i z tej i z tamtej strony, z bliska i z dalszej odległości, jak na obraz w sali wystawowej, szukając miejsca skąd najlepiej uroki widać. Fraszeczka, powiadasz? No, no. Pozastanawiam się przez chwilę, opuszczając salę wystawową.

No właśnie, te zamachnięcia pędzla Grega są nieprzewidywalne, dlatego zawsze z napięciem czekam, co tam ta artystyczna dusza wymyśliła.
Niebezpieczne te fraszeczki… człowiek myśli, że krótkie i lekkie, a tu… zawsze zaskoczenie. Dla mnie kawałeczek literatury. Jak powiadano na DE "na pewno zapamiętam" 😀
Ilustracja – nic dodać, nic ująć…

Jestem pod wrażeniem!

Wszystkie e-fraszki Grega były dobre (i co więcej, ich poziom stale rósł, ciekaw jestem, czy Autorowi uda się utrzymać ów trend). Ta jest jednak wyśmienita! Toż to prawdziwa literatura, nawet jeśli kończy się, nim człowiek zdążył się rozsmakować i na dobre ucieszyć!

Erotykę ujęto tu w sposób nieszablonowy i nie wiem, czy wszystkim się spodoba – ja koncentrowałem się raczej na innych walorach tekstu. A jest ich wiele, zwłaszcza, że zgromadzone zostały w ograniczonych przestrzennie ramach. Kapitalny nastrój, sny-retrospekcje, kontrast między postacią głównej bohaterki i światem zewnętrznym. No i to dziwne poczucie zagubienia, które znam już z lektury "Yoshiego". Wrażenie, że coś mi umknęło, a przecież byłem już o krok od zrozumienia, o co w tym wszystkim chodzi.

Solidna pisarska robota dała prawdziwą perełkę!

Keep up the good work, MRT_Greg!

M.A.

Jeszcze słowo o ilustracji. Zawsze zazdrościłem Gregowi zdolności tworzenia własnych niepowtarzalnych dzieł, którymi ozdabia swoje teksty. I teraz zazdroszczę mu tego jeszcze bardziej! Zdarzyło mi się już publicznie zachwycić innym obrazkiem stworzonym przez Autora e-fraszek. Teraz jednak w moim prywatnym rankingu na pierwsze miejsce wysuwa się ilustracja do Lulu Sky. Wielkie brawa zarówno za pomysł, jak i wykonanie!

M.A.

Megasie – łechcesz moje ego aż bezwstydnie nadstawiam się po jeszcze…:P

W tym momencie muszę kilka słów napisać – tutaj, bo to najlepszy moment i miejsce – o tym dlaczego i jak… ogólnie…
Kilka lat temu zacząłem pisać, dzięki propozycji kolegi do umieszczenia opowiadania na DE. Kontynuowałem tam jakiś czas, po czym odłożyłem wszystko na półkę i zająłem się grafiką (głównie za sprawą mojego wykształcenia). W zeszłym roku, dzięki kochanej Ricie a także autorom niniejszego bloga, powróciłem do pisania, łącząc dwa ulubione kierunki sztuki, tworząc pisarstwo z grafiką jako nierozerwalną całość. Przyznam, że początki były trudne – szarpałem się między obrazkami kolorowymi a monochromatycznymi, ostatecznie decydując się na najlepiej wg mnie mi wychodzący, jednokolorowy rysunek.
Teraz i ostatnio, dzięki Waszym (autorów NE i odwiedzających mnie głównie z pewnego forum :D) opiniom, mam siłę i ochotę do dalszej tfurczości.

Co do jakości opowiadań – zdaję sobie sprawę, że daleko mi do humanistów, bogatych w wiedzę literacką, ludzi obracających się w szerokich gronach znajomych, pracowników z "wysokich" kręgów. Pozostaje mi zatem budowanie własnego warsztatu na podstawie tego co zobaczę w tv, przeczytam w sieci, itp, za każdym razem starając się ulepszać swój styl.

Jak zauważyliście; e-fraszki są (i mają być) tematami kontrowersyjnymi, budzącymi nieraz sprzeczne uczucia. Taki chyba jest umysł artysty, za jakiego się uważam; pokręcony, zagmatwany, nieodgadniony, zaskakujący, pędzący własnym torem, bliżej niezdefiniowany 😉

Jeśli zaś chodzi o inspirację, bo zapewne niektórzy mogą się zastanawiać, to Lulu powstała w całkiem nieoczekiwanej chwili. Podczas imprezy urodzinowej u szwagra (choć to akurat nie ma tu żadnego kontekstu) na ekranie tv zobaczyłem migawkę teledysku – pogrążone w zielonej "mgle" schody wijące się się w dół. I tyle. Nic więcej. Jakim cudem powstała z tego Lulu? – Nie mam pojęcia 😛

A tak na koniec; Dziś w nocy narodziła się Tweety – wreszcie w pełni uformowana. Teraz tylko czeka na czysty arkusz worda, który za chwilę wypełnię literkami. Mam tylko nadzieję, że wzniosę się nad poprzeczkę, którą wciąż mi podwyższacie 😛

Pozdrawiam
MRT

Gregu, by pisać fantastyczne teksty nie trzeba mieć formalnego wykształcenia humanistycznego. Mnóstwo przedstawicieli nauk ścisłych pisało lub pisze znakomicie, nawet lepiej, bo dzięki analitycznym zdolnościom i dyscyplinie w pisaniu tworzyli teksty, gdzie nie było zbędnych rzeczy.
Nie musisz się obracać w żadnych "wysokich" kręgach – yyy, co w ogóle ma jedno do drugiego? Wystarczy mieć oczy i uszy otwarte, ciekawość świata i pewną wrażliwość – ta, uważam, jest niezbędna. Inspiracją może być absolutnie wszystko, jedno zdanie, jeden obraz. Umysł potrafi przekraczać wszelkie granice.

Połechtam Cię jeszcze trochę:D Pędź tym własnym torem, a raczej dwoma torami – literackim i graficznym i tam, gdzie się przecinają, uwalniaj całą swoją kreatywność, albowiem powiadam Ci, że zmierzasz w dobrym kierunku i niejeden raz nas jeszcze zadziwsz. In plus, rzecz jasna…

Gregu 🙂

Takiego zwrotu akcji się nie spodziewałam :)Podziwiam w ukryciu Twoją tfórczość i dalej będę to robiła 🙂 Czekam z niecierpliwością na kolejne opowiadanie, fraszkę…..

Pozdrawiam.

MP.

MRT_Greg – chapeau bas. Bardzo mi się podobało. Świetny pomysł – wryje mi się pod czaszkę na długo – i świetne wykonanie. Brawa również za przewrotność opisu scen erotycznych.
5

Napisz komentarz