Niema sauna (Pan Hyde)  4.43/5 (14)

24 min. czytania

Autorka ilustracji: Happynka

Kiedy po trzech miesiącach od przeprowadzki odwiedza cię siostra, wypada to uczcić. Zwłaszcza, gdy okazji do świętowania jest więcej, na przykład podjęcie pracy w poważnej kancelarii adwokackiej i pomyślnie zaliczony kolejny semestr studiów kochanej siostrzyczki. Wtedy już obowiązkowo trzeba zorganizować coś wyjątkowego, a może nawet coś z odrobiną szaleństwa. A kiedy jeszcze dość blisko nowego mieszkania znajduje się duży aquapark z olbrzymim kompleksem saun, wybór jest oczywisty.

– Nawet nie chcę słyszeć słowa sprzeciwu. Pamiętasz, jak było w Turcji? A ten Sauna Paradise jest jeszcze parę razy większy. Więc szykuj się. Przed południem idziesz po kostium, a wieczorem jedziemy się pocić i trochę popływać. Ustalone!

– Tylko mi nie szukaj żadnego kawalera, bo cię zabiję – zastrzega Kamila, po czym rozmowa schodzi na tematy damsko-męskie.

Inga, od niedawna pani adwokat z dobrymi widokami na błyskotliwą karierę, była już w drugim poważnym związku, który, pomimo pewnych wątpliwości, jakimi jednak nie chciała się dzielić z nikim, oprócz rzeszy internautów, śledzących jej anonimowe wpisy na prowadzonym regularnie przez wiele lat blogu, planowała przekształcić w związek małżeński. Kamila natomiast, przeżywszy kilka zawodów miłosnych w burzliwym okresie szkolnym, na ogół polegających na tym, że obiekt jej westchnień z niezrozumiałych powodów kierował uwagę w stronę innej dziewczyny, zdążyła zwątpić w moc swojej urody i pomimo wesołego usposobienia, jej zachowanie w coraz większym stopniu cechowała przesadna skromność i nieśmiałość. W przeciwieństwie do starszej siostry, Kamila bardziej stroniła od mężczyzn, niżby szukała ich towarzystwa. Nie znaczy to jednak, żeby nie miała pojęcia o miłych i niemiłych aspektach kontaktów z męską połową świata, a dzięki genialnej wręcz spostrzegawczości i ciętemu językowi była mistrzynią celnego komentarza. Inga uwielbiała zaskakujące riposty autorstwa młodszej siostry. Pierwszy wspólny wieczór po przyjeździe Kamili upłynął więc na długiej rozmowie do późna w nocy. Na sprośnych żartach, plotkach i wspomnieniach. Następny wieczór był już zaplanowany od dłuższego czasu. Taksówka zawiezie siostry do aquaparku.

Basen, jak to basen, można trochę popływać, zjechać rurą, poskakać. Po sporcie czas na główną atrakcję – strefę saun. A tam niespodzianka: napis przy wejściu, uprzejma prośba do szanownych gości o przestrzeganie etykiety kultury swobodnego ciała.

– Co? Na goło? Chyba jaja sobie robią.

– No… Słyszałam, że tak tu jest, ale nie byłam całkiem pewna… To co robimy?

– Przepuśćmy najpierw tych państwa – odpowiada Kamila, na której twarzy, po chwili przerwy, znów gości uśmiech.

Obok nich przechodzi pewna starsza para, na oko w wieku emerytalnym, oboje goli, jak ich pan Bóg stworzył, z ręcznikami pod pachą. Dziękują za udostępnienie przejścia. Z nieskrywanym zainteresowaniem przyglądają się zdezorientowanym dziewczynom. Kiedy znikają na końcu wąskiego korytarza, Kamila odzywa się ponownie:

– Może wrócimy? Ja się na pewno nie rozbiorę.

– A może jednak wejdziemy, skoro już tu przyjechałyśmy.

– Możesz sama. Ja na ciebie poczekam.

– No, nie wygłupiaj się. Wstydzisz się staruszków?

– Chyba tak. Poza tym, chyba nie muszę chcieć ich oglądać?

– Nie musimy, jak nie chcesz… Znowu ktoś lezie.

Tym razem Kamilę i Ingę mija jakiś facet z dwójką dzieci.

– Ale się dziś napatrzysz – mówi szeptem Inga, dając do zrozumienia, że zwróciła uwagę na ten sam szczegół anatomii, na który ukradkiem zerknęła młodsza siostra.

– A w ręcznikach nie można wejść?

– Raczej nas nie wyrzucą.

– No to okej.

Tak oto, nie pozbywając się kostiumów, a jedynie kryjąc je pod zawiniętymi wokół ciał ręcznikami, wchodzą do środka.

Wygrzewają się to tu, to tam, w saunie mokrej i w saunie suchej, z powietrzem nasyconym olejkiem lawendowym i z zapachem opium, przechodzą obok basenów z golasami pławiącymi się w wodzie zimnej, letniej, ciepłej – do wyboru, do koloru. Niektórzy mijani goście patrzą na nie jakoś dziwnie, dwie osoby czują się nawet zobowiązane zachęcić młode panie do okazania większej odwagi – oczywiście w trosce o ich zdrowie i samopoczucie, wystarcza jednak odpowiedzieć uśmiechem i iść dalej.

– To nie takie straszne – przyznaje wreszcie Kamila po pewnym czasie. – Przywieź tu Jarka – dodaje po chwili, przypominając siostrze o jej chłopaku, a swoim przyszłym szwagrze.

Kamila, przy całej swej ostrożności wobec mężczyzn, kiedy tylko Inga przedstawiła ich sobie, natychmiast polubiła Jarka. Szybko pojawiła się także zazdrość, lecz do tego uczucia za nic w świecie nie umiałaby się przyznać siostrze.

– Oj, tak. Jeszcze jeden przyzwoituś. Byście tu do siebie pasowali – odpowiada Inga bez namysłu.

Tak… Myśl o tym, by spędzić z Jarkiem trochę czasu, właśnie w takim miejscu, a jeszcze lepiej, żeby Inga wtedy nie była obecna, okazuje się nie być wcale taka przykra.

– Mogłabyś wreszcie pobiec do tych golasów, a my byśmy się już gdzieś zaszyli.

Po takiej replice, siostry muszą zamilknąć na chwilę. Stają naprzeciw siebie, badają się czujnym wzrokiem i po spełnieniu tego rytuału, chwyciwszy się za dłonie, pogodzone, wesoło ruszają dalej.

Wchodzą w jedną z licznych, ślepo zakończonych alejek odchodzących od głównego korytarza. Jej koniec ma formę obszernej sali, na środku której stoi fontanna w kształcie niskiego, rozłożystego drzewa. Z zakończeń gałęzi tego drzewa raz po raz silnym strumieniem wypływa przyjemnie chłodna woda, toteż fontanna ta, będąc dekoracją, pełni także rolę dużego prysznica, pod którym można zmyć pot po wyjściu z sauny, lub po prostu popieścić ciało wartkim strumieniem. W tym miejscu siostry po raz pierwszy rozdzielają się na dłuższą chwilę. Różnice temperamentu muszą przecież kiedyś dać znać o sobie. Gorącokrwista Inga decyduje się na wejście do parowej sauny tuż obok tego miejsca, podczas gdy spokojna Kamila postanawia spędzić więcej czasu w chłodzie fontanny.

Oddawszy siostrze ręcznik na przechowanie, wchodzi pod jedną z gałęzi. Zamyka oczy i pozwala wodzie spływać po jej szczupłym ciele. Raz po raz odgarnia swe długie włosy z czoła i twarzy, rozczesuje je palcami i przekłada z ramienia na ramię. Co chwila przesuwa się trochę, to w jedną, to w drugą stronę. Dzięki tym ruchom stale może zmieniać kierunek głównego strumienia wody, który pada, na przemian, na jej plecy, ramiona, mostek, i znowu na plecy. Od czasu do czasu Kamila robi krótką przerwę w myciu i przechodzi pod inną gałąź, by tam oddać się rozkoszom kąpieli.

Wtem, w oddali pojawia się mężczyzna. Nie pierwszy tego dnia i nie ostatni. W ciągu ostatniej godziny Kamila zdążyła się już przecież przyzwyczaić do ich obecności i powszechnej nagości. Z początku nie zwraca więc na niego większej uwagi. Lecz, co to? Dlaczego on nigdzie nie skręca? Czemu nie chce otworzyć żadnych drzwi i zniknąć w jakiejś saunie? O Boże, czy on idzie do mnie? – dopada ją niespokojna myśl. By o niej zapomnieć, Kamila zamyka oczy. Gdy je otworzy, faceta już nie będzie. Prawda? Niezupełnie…

Gdy Kamila otwiera oczy, intruz stoi dwa kroki przed nią i bezczelnie się gapi. Ba, nie tylko to. Pierwszą rzeczą, jaką zauważa Kamila nie jest przecież twarz mężczyzny. O nie. Tą rzeczą jest jego środkowa noga, znacznie krótsza od pozostałych dwóch, nawet nie sięga do kolan, mimo wszystko jest ona dość znacznych rozmiarów, nie do niezauważenia. Dalej: lekko zarośnięty tors, umięśnienie średnie, nie jest to ani paker, ani typ sportowca. Twarz niemłodzieńcza z kilkoma piegami, oczy błękitne, włosy rzadkie, długie, proste, ten szeroki uśmieszek, szyderczy, zadziorny! Milczy. Lecz to bardzo wymowne milczenie. Bez słów słychać głośny zarzut: „Naruszasz etykietę, młoda panno!” Jak na to odpowiedzieć? Kamila odwraca wzrok, facet stoi dalej. Kamila stara się uśmiechnąć niewinnie, przeprosić go miną, wyrazem twarzy, także bez skutku. Mężczyzna nie rusza się z miejsca. Gorzej jeszcze: w pewnej chwili bezczelnie wciąga kroplę śliny, jaka zebrała mu się w kąciku między wargami, a jego penis… Ten już nie wisi, a dumnie wyprężony sterczy w jej kierunku. Teraz to już naprawdę żadnych słów nie trzeba.

Co robić? Powiedzieć coś do niego? Przecież to śmieszne. Czego by Kamila nie powiedziała, w tej sytuacji, to ten facet we wszystkim ma rację. W tym miejscu powinna być nago. A że mu stoi? No cóż… O to pretensji mieć nie można, to przecież zdrowa reakcja na piękną kobietę. I co dałaby rozmowa? Załóżmy, że by przeprosił. I co dalej? A jeśli się przedstawi i zacznie słowami komplementować urodę oraz grzecznie poprosi o zdjęcie bikini? Aż strach pomyśleć, do czego to może doprowadzić. Całe szczęście, że Inga tego nie widzi… Więc co, uciekać? Ale jak, dokąd, po co? Nikt przecież nie goni, a jak zechce złapać, to złapie. A jak złapie, to i zgwałcić może, nim ktokolwiek z ochrony zdąży przybiec na ratunek. Ale czy ten człowiek mógłby się uciec do przemocy? – kolejna myśl przebiega. To mało prawdopodobne. On jest zbyt spokojny i dobrze mu z oczu patrzy.

Kamila robi więc dwa kroki w bok i nie spuszczając go z oczu, próbuje obejść łukiem, lecz on złośliwie powiela, a nawet uprzedza jej ruchy. Dla kogoś patrzącego z daleka, te ich manewry przypominałyby dziecięcą grę w „nie przejdziesz”, lecz korytarz jest pusty i nikt na nich nie patrzy. W trakcie tej krótkiej gry, odległość dzieląca nieznajomego i Kamilę nie zmniejsza się, ale też nie zwiększa ani na centymetr, co z jednej strony rozbudza złość w Kamili, lecz jednocześnie uspokaja, gdyż świadczy o tym, że mężczyzna mimo wszystko panuje nad sobą i nie planuje zrobić jej krzywdy, że tylko się bawi. Zabawa to jednak w pełni erotyczna i z pewnością podpada pod jakiś paragraf, lecz narzekanie wyglądałoby dziecinnie. A bo to źle, że się facet ma czym pochwalić? I gdzie jeszcze i kiedy będzie można pobrać taką lekcję anatomii? Nie do takich myśli jednak Kamili w tym momencie. Na szczęście, nieznajomy szybko daje sobie spokój. Robi zdecydowany krok w tył i zakrywa dłońmi przyrodzenie, co mu się nijak nie udaje, przez co wygląda nad wyraz komicznie. Jedno jest jednak pewne: zabawa skończona. Kamila może się wreszcie uśmiechnąć bezpiecznie, co robi natychmiast. Dla żartu, obiema dłońmi zakrywa swe łono, powtarzając ostatni gest nieznajomego i także się cofa. Rozstają się w idealnym milczeniu.

Dopiero po chwili Kamila zaczyna świadomie odczuwać przyspieszone tętno i silne bicie serca. Ogląda się za siebie, lecz nie odnajduje już wzrokiem nieznajomego. Może to i dobrze? Za chwilę nawiedzą ją jeszcze inne myśli, o tym, co mogłoby się przed chwilą zdarzyć pod prysznicem, gdyby Kamila jakimś gestem zachęciła faceta do zrobienia kroku naprzód. Jakby się on zachował, gdyby zdjęła kostium i stanęła przed nim cała goła? A co by robił, gdyby tylko odchyliła lekko staniczek, pozwalając mu, tylko ciut-ciut, rzucić okiem na mały fragment biustu? E tam, jak się czegoś nie ma, to lepiej się nie chwalić, Kamila odgoni tę ostatnią myśl i zastąpi ją retorycznym pytaniem, jaki mógłby być przebieg ich pierwszego pocałunku i w jakiej pozycji mogłoby się dopełnić to niespodziewane spotkanie.

Tak oto, podekscytowana i pogrążona w myślach dziewczyna uchyla drzwi do pomieszczenia, do którego wcześniej weszła jej siostra. Rzeczywiście, Inga jeszcze tam jest. Położyła się na ławce i zażywa gorącej pary. Pod plecami ma jeden ręcznik, biodra i uda przykryła drugim. Poza tym jest goła. Na przeciwległej ławce siedzą jacyś studenci zajęci cichą rozmową, lecz nie wygląda na to, by na cokolwiek więcej zwracali uwagę.

– Ach, tu jesteś zdrajczyni – Kamila szeptem oznajmia swoje przybycie. – I jak leci?

– Posiedź tu parę minut i też się rozbierzesz. –  Pada odpowiedź.

– Ja tu nie wytrzymam nawet minuty.

– Dobra, nie namawiam. A jak prysznic? Podejrzanie długo cię tam coś zatrzymało. –  Inga zaczyna żartować, nie wiedząc jaką przygodę dopiero co przeżyła Kamila.

– Całkiem miło było. Nie chciał mnie tylko puścić jakiś ekshibicjonista. Poza tym najzupełniej zwyczajnie.

– Oj, Kama, Kama. Skąd ty bierzesz te swoje dowcipy? Jak ty to robisz?

– Jak Bozia cycków poskąpiła, to musiała inteligencją wynagrodzić – odpowiada Kamila wesoło. Ostentacyjnie przestępując z nogi na nogę, daje znać, że pora wyjść na korytarz.

– No, nie przesadzaj, Kama. Są tylko o dwa numery mniejsze od moich – odpowiada Inga, a wstawszy z ławy, pyta: – To co tam z tym ekshibicjonistą? I ilu ich było?

– W domu ci powiem –  odpowiada Kamila.

„Powiem potem” oznacza zazwyczaj, że rzecz jest nieistotna i nie warto sobie strzępić języka. Tym razem jest inaczej, co sygnalizuje znaczące mrugnięcie okiem.

– A nie mówiłam, że ci się tu spodoba? –  podsumowuje rozmowę Inga i wybucha serdecznym śmiechem.

Krótko potem siostry rozdzielają się po raz wtóry, tym razem na dłużej. Ponieważ nawet przykład Ingi nie wystarczył, by przekonać Kamilę do zastosowania się do panujących zasad dotyczących ubioru, siostry umówiły się, że Inga ciekawa wszystkich dostępnych atrakcji jakiś czas sama pozwiedza resztę kompleksu, a Kamila, by nie drażnić innych klientów niestandardowym strojem, spędzi ten czas w dwóch mniej gorących saunach, znajdujących się obok znanej im już fontanny. Z ich ust padają jeszcze żartobliwe słowa pożegnania: „Wstydzioch” oraz „Baw się dobrze i nie wracaj prędko”, po czym każda z sióstr udaje się w obranym przez siebie kierunku.

Inga popływa chwilę w basenie, po czym skieruje kroki w stronę, skąd dochodzą dźwięki muzyki. Mozart w takim miejscu? Wstyd byłoby nie sprawdzić, co się dzieje i nie posłuchać nawet części koncertu. Będzie też czym podrażnić potem Kamilę, fankę muzyki klasycznej i całkiem niezłą skrzypaczkę.

Kamila zaś zajmuje miejsce w jednej z saun. W dość obszernym pomieszczeniu jest przyjemnie ciepło i sucho, w jednym rogu jest zbiornik wodą – miniaturowy basen lub brodzik, nie podchodząc blisko nie można stwierdzić, co to jest dokładnie; wzdłuż wszystkich ścian ciągną się drewniane ławy, panuje półmrok. Właściwie, zwłaszcza w porównaniu do intensywnie oświetlonych korytarzy, w tej saunie jest wyjątkowo ciemno. Jest też niemal pusto. Oprócz jednej sylwetki majaczącej za oczkiem wodnym oraz dwóch trzymających się blisko siebie postaci w najbardziej oddalonym od wejścia rogu, w saunie nie ma żywej duszy. Z ukrytego głośnika sączy się cicha, monotonna muzyka. Dla unikającej wzroku obcych Kamili to wprost idealne miejsce, zwłaszcza, że siedząca daleko para najwyraźniej zbiera się do wyjścia.

Lecz wtem, co to? Drzwi uchylają się, a w ich prześwicie pojawia się znajoma już skądś postać… Tak, to on! To ten niespokojny mężczyzna, który kilka chwil wcześniej raczył zaprezentować się Kamili w pełnej krasie, co poskutkowało rozbudzeniem kilku niegrzecznych myśli. „Wejdzie do środka, czy nie wejdzie”, z niepokojem zastanawia się Kamila. Na chwilę nieśmiało odwraca wzrok w przeciwną stronę. Patrzy na oczko wodne, po czym znów ukradkiem zerka na niego. Wszytko jasne: mężczyzna rozpoznał ją ponad wszelką wątpliwość.

Lekkim ukłonem wita się z Kamilą, uśmiecha się do niej i natrętnie się na nią patrząc, wolnym krokiem rusza do środka. Bez słowa przechodzi obok i zmierza tam, gdzie wcześniej siedziała para, z dużą dozą prawdopodobieństwa, małżeńska. Facet kroczy na tyle wolno i na tyle blisko, by umożliwić Kamili dokładne przyjrzenie się jego figurze, a w szczególności cennym klejnotom. Chcąc nie chcąc dziewczyna gapi się z zapartym tchem, choć stara się to ukryć:  opuszczona głowa, wzrok wbity w podłogę, lecz powieki co chwila się unoszą, by skontrolować aktualną pozycję i stan, nie ma się co oszukiwać, penisa. A ten nie sterczy tak mocno, jak wtedy pod prysznicem. Widać, że podniecenie mężczyzny nieco opadło, ale nie jest też całkiem spokojny.

Kamila wie, że jeden jej dotyk byłby w stanie wyzwolić cały drzemiący w nim potencjał, a przez kilka sekund obiekt jej obserwacji był dosłownie na wyciągnięcie dłoni. Ciekawe, że znalazłszy się na wprost Kamili, facet udał, że jej nie zauważył. Wbił wzrok w jakiś punkt na ścianie i wpatrzony w dal, przeszedł nie mrugnąwszy nawet powieką, ale tak blisko, że aż otarł się stopą o stopę dziewczyny. Na pewno nie przez przypadek. Wrażenie tej właśnie chwili i obraz, jaki pojawił się przed jej oczami, kiedy poczuwszy cudzy dotyk, mimowolnie podniosła powieki, zdominuje myśli Kamili przez następnych wiele minut. „Weź się w garść”, mówi w duszy sama do siebie, zupełnie bez przekonania.  „To obcy facet, nie znasz go zupełnie. Nie możesz chcieć mu zrobić loda, Kamilo!”

Upływa sporo czasu, a może tylko tak się zdaje, aż niepokorne myśli zaczynają się materializować. Mężczyzna wstaje nagle i jak gdyby nigdy nic, podchodzi do Kamili i siada obok niej. Kładzie dłoń na jej kolano i przez chwilę głaszcze. Czuje napięcie całego ciała, nerwowe drganie, którego dziewczyna nie potrafi ani powstrzymać, ani zataić. Nie napotyka jednak na żaden sprzeciw. Robi więc krok dalej. Zabiera dłoń z jej kolana i gestem prosi, by obróciła się do niego plecami.

Z pewnym wahaniem, niepewnie spełnia niemą prośbę nieznajomego. Nie może też nie spojrzeć ukradkiem na jego krocze, gdzie ewidentnie widać oznaki rosnącego podniecenia. Tych spojrzeń nie da się oczywiście ukryć i świadomość tego, że dziewczyna widzi i akceptuje stan umysłu mężczyzny, dodatkowo pobudza go i dodaje mu pewności siebie. Znów to sprzężenie zwrotne, którym w liceum katował Kamilę nauczyciel biologii. „Kamilo! Tylko nie daj się ponieść”, napomina głos w jej głowie.

Tymczasem dłonie mężczyzny wędrują na jej ramiona i rozpoczynają delikatny masaż. Nieznajomy gładzi ją po karku, po szyi, przechodzi na łopatki i znów masuje ramiona. Nie spieszy się. Pozwala Kamili przywyknąć do jego dłoni i polubić jego dotyk. Dopiero po pewnym czasie kieruje się na obojczyki i nawet zahacza palcem o okolice biustu. Natychmiast cofa jednak dłoń i zamiast zagłębić się w dekolt, muska palcami jej szyję. Potem przychodzi pora znów na ramiona. Głaszcze je spływając rękoma w dół, aż do łokci, a wracając w górę do szyi, wielokrotnie gładzi jej boki owinięte ręcznikiem i sięga też za brzuch. Objąwszy Kamilę, przytula ją, opierając ją plecami o siebie. Trwa to jednak bardzo krótko. W sam raz, by nie przesadzić bezczelnością, a jednocześnie przekazać wyraźny sygnał podniecenia.

Uwolniwszy Kamilę z objęć, mężczyzna znów masuje jej kark i łopatki. Tym razem jednak zdobywa się na dodatkową śmiałość i uwalnia zapięcie stanika. Sam stanik pozostaje na swoim miejscu. Przytrzymując miseczki rękami, Kamila nie pozwala mu opaść, lecz teraz mężczyzna ma lepszy dostęp do kręgosłupa, z czego oczywiście zamierza skorzystać. Odwija też ręcznik, tak, by obnażyć plecy dziewczyny i objąć je masażem, bez najmniejszego sprzeciwu z jej strony. Nawet obecność drugiego mężczyzny, tego który siedzi nieruchomo za oczkiem wodnym i udaje, że pieszcząca się para nic a nic go nie interesuje, nie powoduje jej niepokoju. Wręcz przeciwnie, obecność świadka ją uspokaja, dając gwarancję, być może złudną, że masaż pozostanie do końca masażem, i że nie przerodzi się w coś znacznie bardziej śmiałego. Obecność świadka powinna przecież hamować zapędy zdobywającego ją mężczyzny, co staje się istotne, gdy nie można już ufać we własny rozsądek. „Kamilo!”, znowu woła jej wewnętrzny głos, gdy dłoń nieznajomego zaczyna gładzić jej kość ogonową. Ale czy takie głosy trzeba zawsze słyszeć?

Masaż kończy się tym, że górna część kostiumu zostaje odłożona na ławkę, a ręcznik ląduje na udach mężczyzny, a raczej na jego przyrodzeniu, które w stanie silnego wzwodu powoduje powstanie charakterystycznego wzniesienia. Znowu nie wypowiadając ani jednego słowa, gestem mężczyzna prosi Kamilę, by położyła się brzuchem na jego kolanach. „Okej, czemu nie? Przynajmniej cycki nie będą na wierzchu”, pociesza się Kamila. Wciąż uważa za niestosowne wystawiać biust na widok publiczny. Owszem, masaż usprawiedliwia wiele i za doprowadzenie do pewnego podniecenia można obdarzyć mężczyznę pewnym zaufaniem i pokazać mu siebie, ale ten gość z naprzeciwka, czy ktoś, kto może w każdej chwili wejść do pomieszczenia, zupełnie w mniemaniu Kamili nie zasługuje na takie widoki. Zwłaszcza, że rozmiar biustu nie jest dla Kamili przedmiotem dumy, lecz troski.

Leżąc mężczyźnie na kolanach, Kamila poddaje się dalszym masażom. Jego ręce błądzą po jej plecach i pośladkach, często schodzą też na uda. Jednocześnie, w ukryciu, brzuch Kamili masowany jest w inny sposób. Po prostu, ucisku spowodowanego wzwodem nie da się w takiej pozycji uniknąć. Każda pieszczota musi się jednak kiedyś skończyć. Taki los spotyka również ją i to dość szybko. W pewnej chwili, mężczyzna chwyta palcami za skraj majtek Kamili i pociąga je lekko w dół. Ona pomaga mu najpierw unosząc biodra, a następnie zginając nogi w kolanach. Od tej chwili nie obraża już tradycji i nie narusza żadnego obyczaju. Nie spodziewała się, by pozbycie się resztek odzieży miało jej przynieść ulgę. Lecz Kamila czuje się nie tylko swobodniej, jest też dumna i szczęśliwa z tego, że wywołała tak silne zainteresowanie ze strony mężczyzny. Nigdy jeszcze nie czuła się kobietą tak bardzo, jak w tej chwili. Lecz, co dalej?

Znów niespodzianka, nie pierwsza tego dnia i nie ostatnia. Mężczyzna obraca Kamilę na bok, jedną ręką chwyta ją pod kolana, drugą ręką obejmuje plecy i zwinnym ruchem sadza ją obok siebie. Pomaga jej zasłonić przód ciała ręcznikiem, po czym wstaje i triumfalnie odchodzi, by zająć swoje poprzednie miejsce na ławie w końcu pomieszczenia. To koniec masażu, koniec pieszczenia, koniec znajomości, która się jeszcze na dobre nie zaczęła? Nagle wszystko wraca do pierwotnego stanu, z tą wszak różnicą, że Kamila jest naga i… szczęśliwa. Jej głos wewnętrzny nie krzyczy już: „Kamilo, wyhamuj!” tylko szepcze: „Nie strać go z oczu.” Wreszcie, inna część kobiecej natury dochodzi do głosu. Ta, która odpowiada za utrzymanie porządku. Kamila poprawia ręcznik, by leżał stabilniej i bardziej przyzwoicie, podnosi stanik i zauważa brak dolnej części kostiumu. No, tak, to on go sobie zabrał. A teraz siedzi cicho i udaje, że o niczym nie wie. Bezczelny! Znowu gra w kotka i myszkę! Więc może rzeczywiście to jeszcze nie koniec? Tak oto rośnie w niej nadzieja, choć rozsądek (uciszony masażem) zalecałby daleko posuniętą ostrożność.

O dziwo, nikt jeszcze nie wszedł, mimo że minęło już z pół godziny. Może nawet więcej. Inga zjawi się lada moment. Chociaż z nią nigdy nic nie wiadomo. „Może jeszcze mam szansę odzyskać gatki, żeby się nic nie wydało” – Kamila mówi sama do siebie. Co chwilę zerka na nieznajomego. Na tego, kto podstępem ukradł jej część bikini i w duszy się z niej śmieje. Albo planuje jakąś formę wykupu, co może nawet okazać się miłe, albo zaowocować czymś trwałym (O, naiwności kobieca!)? Może też sprawić ból duszy i ciału. Czort wie, co gorsze. Dziewczyna zerka też w stronę drugiego człowieka. Facet zastygł w miejscu jak martwy posąg. „Lecz co, jeśli on żyje i nie ma problemów ze wzrokiem? Aj, Kamilo, co też on sobie teraz o tobie myśli?”

Te rozmyślania przerywa nagły ruch „jej” mężczyzny. Podnosi się on z ławy i leniwym krokiem podchodzi na skraj tego małego basenu, za którym zastygł ten drugi facet. Przykuca. Sprawdza ręką stan wody. Siada po turecku. Przechyla się do tyłu, opiera się łokciami o podłogę i zastyga w tej pozie na minutę, dwie… Tak, jakby czekał. Kamila nie spuszcza go z oczu, jednak nie wstaje. Duma jej nie pozwala podejść do niego i spytać, czy odda jej majtki. Prawda, że byłoby to głupie? W końcu nieznajomy wstaje i równie leniwym krokiem oddala się na poprzednie miejsce. Na podłodze obok oczka wodnego zostaje po nim jednak pewien mały przedmiot, którego tam wcześniej być nie mogło. „Och, tylko bez pośpiechu, Kamilo! Nie daj mu satysfakcji. Spokój! Zachowaj spokój!” – nerwowo monologizuje okradziona dziewczyna.

Wreszcie podnosi się. Wolnym krokiem, pilnując się, by ani przez moment nie spojrzeć w stronę „swojego” nieznajomego, podchodzi do oczka wodnego. Przysiada na krawędzi, zanurza stopy i dyskretnie, po omacku sięga po swoją własność. Jednocześnie przypatruje się drugiemu z nieznanych mężczyzn, który również nie spuszcza z niej wzroku. Z maksymalnym zainteresowaniem badają się nawzajem. Kim jest ten człowiek? Jakie myśli skrywają się za jego kamiennym wyrazem twarzy? Jest młodszy od tamtego. Być może student. Dość wysoki, w miarę przystojny. Ale dlaczego jest sam w takim miejscu? Dlaczego nie zostawił jej i „jej” mężczyzny samych, kiedy widział, że dochodzi do intymnego, bądź co bądź, zbliżenia? Podnieciła go ta scena? Może zazdrości temu starszemu? Czy jest zboczony? Jaki jest jego gust odnośnie kobiet? Czy Kamila jest w jego typie?

Mogłaby długo jeszcze się tak zastanawiać, gdyby „student” zechciał nadal tkwić nieruchomo w miejscu, lecz on, być może ośmielony jej spojrzeniem i okazanym zainteresowaniem, nagle wstaje i wchodzi do basenu. Robi to spokojnie i po cichu, tak, jakby nie chciał wzbudzać uwagi drugiego mężczyzny. Okazuje się, że basen jest płytki. Poziom wody sięga chłopakowi zaledwie odrobinę powyżej pasa, co umysł dziewczyny odnotował z podziwu godną skrupulatnością. Wystarcza jeszcze zrobić tylko kilka kroków i chłopak staje na wprost Kamili. Do tej chwili kontakt wzrokowy między nimi pozostawał nieprzerwany, lecz teraz „student” odrywa wzrok od jej oczu i kieruje spojrzenie na jej nogi. Przygląda się jej kolanom i udom. Następnie wodzi oczami po całej powierzchni ręcznika, ogląda sobie jej łokcie i dłonie, studiuje całe ciało, jednak z wyjątkiem oczu i twarzy. W końcu znów kieruje wzrok na jej nogi, a za oczami podążają jego dłonie.

Najpierw, najwolniej jak może, sunie obiema po zewnętrznej stronie jej ud w górę, od kolan, aż do bioder zasłoniętych ręcznikiem. Następnie wysuwa powoli dłonie spod materiału i sunie równie powoli w odwrotną stronę. Aż do kolan. Teraz dopiero ponownie spogląda na twarz Kamili. Ich lica są blisko siebie. Tak blisko, że dziewczyna nie ruszając się z miejsca, mogłaby bez trudu zarzucić łokcie na jego ramiona. I zrobiłaby to na pewno, gdyby dotykający jej nóg „student”, był jej chłopakiem. Ponieważ jednak jest to najzupełniej obcy człowiek, Kamila trzyma ręce przy sobie. Zastanawiające (ją przede wszystkim), że odkąd podeszła do basenu żadne z nich dwojga, ani celowo, ani mimowolnie, nawet jeden raz nie spojrzało na drugiego mężczyznę, który tak niedawno masażem nakłonił ją do zdjęcia kostiumu i przed chwilą oddał jej odebraną podstępem część garderoby.

Chwyciwszy ją ponownie za kolana, student głaszcze je trochę bardziej intensywnie, zataczając dłońmi coraz większe koła. Dotykając ud od wewnętrznej strony, nakłania Kamilę do tego, by najpierw lekko, lecz z każdym kołem trochę bardziej, rozchylała nogi. Dziewczyna się nie sprzeciwia. Tylko patrzy studentowi głęboko w oczy i mocno oddychając, mówi wzrokiem: „Jeszcze, nie przerywaj”. Tego mu jednak za mało. Uzyskawszy pozwolenie na masaż kolan, chłopak brnie dalej. Wolno wsuwa jedną dłoń głęboko pomiędzy jej lekko rozchylone uda, docierając prawie pod sam ich szczyt. Kamila kolejny raz tego dnia nie może powstrzymać drgania kończyn. Kilka razy głośno zaczerpuje powietrza, nie mogąc zapanować także nad oddechem. Najważniejsze dla niego jest jednak, że po odruchowym zwarciu ud, w odpowiedzi na dotyk w miejscu wymagającym szczególnej ochrony, Kamila natychmiast rozłączyła nogi, przyzwalając na dalsze, dyskretne pieszczoty. Jak bardzo niedyskretne są one w rzeczy samej, dziewczyna przekona się już za chwilę.

Jakież jest zdziwienie Kamili, gdy ktoś stojący za jej plecami kładzie ręce na jej ramionach. Na dodatek, w tak krępującym momencie, kiedy palce studenta po raz kolejny wsuwają się pomiędzy fałdy jej kobiecości. Oddając się obecnej pieszczocie, zupełnie zapomniała o drugim mężczyźnie i nie zauważyła nawet, że on podszedł do niej i już od kilkunastu sekund stał za jej plecami, z wielkim zainteresowaniem obserwując poczynania studenta. Ach, to on! Stoi teraz praktycznie nad nią, sztywny. „Czy on się dziś Viagry najadł?”, przebiega Kamili przez myśl. Tymczasem on, kierując jej ramionami, próbuje ją obrócić całkiem w swoją stronę. Udaje mu się, ale Kamila musi się trochę cofnąć, by uniknąć zderzenia swojego nosa z jego męskością.

Starszy nieznajomy przykuca i palcem przyłożonym do uśmiechniętych ust, prosi Kamilę o spokój. Ona kiwnięciem głową wyraża zgodę. Wie, że skoro do tej pory nic złego jej nie spotkało, to może zaufać obu mężczyznom przez jeszcze parę minut. Zaaferowana nieoczekiwaną przygodą, zaczęła nawet zapominać o swej siostrze, mogącej nadejść lada chwila.

Nie czekając, aż Kamila się rozmyśli, starszy z mężczyzn odwiązuje z niej ręcznik i rozkłada go na podłodze bezpośrednio za jej plecami. Następnie lekko popychając jej ramię, każe jej się na niego położyć. Przyklęka blisko głowy dziewczyny i chwyciwszy ją za rękę, spogląda w stronę drugiego mężczyzny. Kiwnięciem głową, przekazuje mu inicjatywę.

Student, nie wychodząc z wody, wznawia pieszczoty przerwane podejściem starszego. Kamila, ku swemu zdziwieniu, leży na podłodze całkiem naga w obecności dwóch mężczyzn i bez oporów pozwala jednemu z nich grzebać ręką w jej najbardziej intymnym miejscu. „Nie, to nie może trwać w nieskończoność”, odzywa się rozsądek po krótkiej chwili. „Tylko jak to zakończyć, żeby zdążyć przed powrotem Ingi i nie obrazić tych panów? No i nie stracić żadnej pieszczoty?”,  myśli i znajduje tylko jedną odpowiedź. Zamyka oczy, rozluźnia się zupełnie i pozwala sobie na luksus. Na niecodzienną przyjemność studenckiego masażu. Stopniowo oddaje nieznajomemu kontrolę nad sobą. Jej oddech i ruchy ciała coraz dokładniej współgrają z ruchami dłoni masażysty. Mężczyzna uciska jej łono. Złączonymi palcami pieści w środku. Nie omijając najczulszego miejsca. Coraz mocniej drażni łechtaczkę. Przyspiesza… Kamila jest bezsilna. Łapie ją spazmatyczny skurcz wszystkich mięśni. Dostaje drgawek. Jej szybki oddech przypomina świst gwizdka czajnika, w chwili, gdy zaczyna kipieć wrzątek.

Palcówka w mistrzowskim wykonaniu. Dla Kamili pierwsza i zapewne lepsza niż wszystkie, jakich jeszcze kiedykolwiek doświadczy. Na tym jednak nie koniec. Nie czekając nawet, aż podekscytowane ciało Kamili się uspokoi i ostatni spazm wygaśnie, starszy z mężczyzn błyskawicznym ruchem odsuwa studenta, szeroko rozstawia nogi Kamili i klęka między nimi. Pochyla się i pomagając sobie ręką, sprawnie przystawia swoje naprężone przyrodzenie do gorącego otworu. Spieszy się, by zająć dogodną pozycję, zanim Kamila w pełni się zorientuje w jego zamiarach. Wie, że kobieta zmienną jest i niesprawiedliwą. Zwłaszcza młode, mądre (to czuć) i cnotliwe nawet po najwspanialszej grze wstępnej potrafią nagle zmienić zdanie i nie wpuścić mężczyzny do środka. Zostawiając go sam na sam z jego podnieceniem. Starszy facet przerabiał to już nie raz. Zna ten typ kobiet jak własną kieszeń. Ale takie właśnie, niedostępne sztuki lubi najbardziej.

Tym razem jest wystarczająco szybki. Kiedy z ust Kamili wydobywa się pierwsze „Nie!”, jest już za późno. Pierwszego „nie” przecież można nie usłyszeć. To przyrodzone prawo każdego samca. A nim drugie „nie” wydobędzie się ze zlękniętego gardła, on już jest w środku. Zdecydowanym pchnięciem wbija się w śliskie ciało. Wysuwa się i ponownym silnym pchnięciem wdziera się jeszcze głębiej. Trzeciego „nie” już na pewno nie będzie. Zamiast protestu z gardła dziewczyny dobywają się jedynie głośne jęki. Kamila nie sprawuje nad nimi kontroli. Podobnie jak nie ma wpływu na poczynania mężczyzny.

Stało się. Spełniło się przeznaczenie. Po dwudziestu dwóch latach ciało Kamili spełniło swój pierwszy kobiecy obowiązek. Cały świat zawirował jej przed oczami. Czas przestał istnieć. Tę chwilę zapamięta do końca życia. Późniejsze setki i tysiące spotkań z męskim członkiem zleją się w pamięci, ale ten pierwszy raz pozostanie wyjątkowym wspomnieniem.

Już kilka minut trwa koncert na dwa ciała. Słychać regularne szybkie klaskanie połączone z dźwiękiem przypominającym chlupanie wiadra uderzającego o taflę wody w studni oraz arię postękiwań, partię sopranową Kamili. Stary wiarus posuwa młodą kobietę, być może ostatni raz w życiu. Następuje finał. Stęknięcia przechodzą w poświstywanie, szybkie, przerywane. Potem słychać już tylko przenikliwy pisk. Ciało Kamili ogarnia spazmatyczne drganie. Plecy wyginają się, tworząc napięty łuk. Wreszcie wszystko cichnie. Mięśnie wiotczeją. Mężczyzna porusza się jeszcze przez chwilę, spowalnia aż do zatrzymania.

– Mmm. – mruczy triumfalnie. Zamyka oczy i z grymasem błogości na twarzy uwalnia nagromadzone zapasy ciepłego płynu, produkowanego przez samczy organizm specjalnie na okazje takie jak ta.

Po szaleństwie przychodzi uspokojenie. Wraca świadomość miejsca i czasu. Kamila otwiera oczy. Widząc szczęśliwą twarz mężczyzny, wyciąga wysoko ramiona. Chce go objąć, przytulić się, pocałować.

Nic z tego. Mężczyzna uwalnia się z objęć Kamili. Chwyta ją za nadgarstek i wsuwa jej dłoń w rękę klęczącego obok studenta. „Co?” Dziewczyna rozgląda się po pomieszczeniu, nie dowierzając swoim oczom. Znikąd nie pada jednak żadne słowo wyjaśnienia. Młodszy z mężczyzn kładzie się na boku obok niej i przysuwa ją do siebie. Starszy zaś, wstawszy, zdecydowanym krokiem podchodzi do Ingi.

– O, Boże! –  wzdycha Kamila, patrząc na siostrę owiniętą w ręcznik.

„O, Boże!”, myśli. Mężczyzna kładzie dłoń na pierś jej siostry i zaczyna ugniatać, przez ręcznik. Inga chwyta go za członek. Nie zważając na ślady krwi i śluzu masuje jego męskość. On z kolei zdejmuje z niej ręcznik. Odkłada na ławę. Ścieli miejsce, na które posadzi Ingę.

Unosi jej kolana i klęka między udami. „O, Boże, on jeszcze wyrucha Ingę.” Po tej myśli mózg Kamili znowu się wyłącza. Tym razem nie ze szczęścia. Ogarnia ją poczucie obojętności. Jest jej wszystko jedno. Posłusznie spełnia życzenie studenta. Wysoko podsuwa jedno kolano, kładąc je na brzuch mężczyzny. Bez sprzeciwu przywiera biodrami do jego bioder, kołysze się chwilę tak, by ułatwić członkowi znalezienie się na wprost cipki. Wreszcie sama, nie czekając na ruch studenta, dociska się do niego, zachęcając, by ją spenetrował. Kołyszą się. Sapią. Dawno temu jedna z koleżanek określiła tę pozycję jako „pieprzenie na boku”. Żart mocno zapadł w pamięci Kamili. A teraz sama jest ruchana „na boku”. Milcząc oddaje się drugiemu samcowi, jednocześnie przyglądając się jak facet, który przed chwilą ją zdeflorował, zalicza jej rodzoną siostrę. Dziewczyny uśmiechają się do siebie. Kamila zazdrośnie, Inga z błogim wyrazem wdzięczności.

Stary zmienia pozycję. Kładzie się na wznak, każąc Indze usadowić się na nim okrakiem. Student natomiast nie przestaje sapać i ściskać Kamilę kurczowo za pośladki. Coraz wolniej porusza biodrami, jakby opadał z sił. Przy tym jego penis przebywa w niej coraz dłuższe odstępy czasu.

Kamila znowu przygląda się siostrze. Podziwia jej harmonijne ruchy. Wsłuchuje się w głośne sapanie. Mężczyzna leżący pod nią, lekko unosząc biodra, nadaje rytm jej ruchom i oddechowi.

Młodsza z sióstr, znudzona rolą lalki, postanawia spróbować tego samego. Przenosząc ciężar ciała na bok, próbuje obrócić studenta na plecy. Częściowo jej się to udaje, ale usiąść na nim jak w siodle nie zdąży. Chłopak nagle przyciska ją do siebie z całej siły, wbija się w nią najgłębiej, jak może i zastyga w bezruchu na długich kilka sekund. Nawet przestaje oddychać. Kamila najpierw nie wie, co to ma znaczyć. Lecz gdy odczuwa w brzuchu pulsowanie, domyśla się, że student się w niej spuścił. Dostała spermę drugiego samca w przeciągu pół godziny. „Gonitwa plemników”, dziewczyna śmieje się z własnej bezmyślności.

Po chwili także stary facet znajduje zaspokojenie w ciele kobiety. Inga wolałaby wprawdzie inaczej zakończyć to zbliżenie. Nie wypada przecież, by obcy facet kończył w tobie, kiedy masz wiernego narzeczonego, ale w tej sytuacji nie ma wielkiego wyboru. Mężczyzna zatrzymuje się dosłownie na sekundę. Mruczy swoje „Mmm”, po czym dalej rucha. Jeszcze kilka minut podskakuje pod Ingą. Męczy ją jak dziki mustang. Nie pozwala jeźdźcowi zejść z siodła o własnych siłach. Inga musi paść z wyczerpania.

Rozstają się w milczeniu. Stary wypełza spod zwłok Ingi. Podchodzi do Kamili i studenta, którzy już od wielu minut stoją kilka kroków od ławy, na której rozegrała się scena z westernu, dziewczyna oparta o tors chłopaka. Uwalnia piersi Kamili z kurczowego uścisku dłońmi studenta. Dotyka obu sutków po kolei. Zatyka palcem usta dziewczyny i kiwnięciem głowy daje znać młodszemu koledze, że pora opuścić salę. Po dwóch sekundach znikają bez słowa. Siostry zostają same.

– Pozwól, że się przedstawię. Klaus jestem. A ty chyba jesteś tutaj nowy – odzywa się starszy mężczyzna po wyjściu na korytarz.

– Alex. Byłem tu już parę razy. Czegoś takiego nigdy bym się nie spodziewał – odpowiada „student”.

– I dla mnie taka akcja to nowość, a uwierz mi, sporo już w życiu widziałem.

– Dobrze, że nikt z ochrony nie przyszedł.

– Niby seks w saunach jest zabroniony, ale stali klienci nie mają się czego obawiać. Ochroniarze też ludzie. Zapraszam do baru. Należy nam się po lampce szampana.

– Ja muszę coś jeszcze załatwić. Może dojdę potem.

– Jeszcze ci mało? –  Klaus parska niekontrolowanym śmiechem. Uspokoiwszy się, dodaje: – To idź załatwiać. Jakby co, wiesz, gdzie mnie szukać.

Pół godziny później przy głównym wyjściu Alex podbiega do Kamili I Ingi, pospiesznie opuszczających budynek. Odciąga Kamilę na bok i prosi, by dała mu jakiś kontakt do siebie. Po angielsku, bo ani ona nie rozumie miejscowego dialektu, ani on jej zagranicznego języka. Następnego dnia ich znajomość nabierze zupełnie nowej jakości. Zostaną friendsami w medium społecznościowym.

PS. Autor nie utożsamia się z poglądami wyrażonymi przez narratora i nie pochwala zachowania bohaterów. Opowiadanie należy traktować jako farsę i ostrzeżenie, a nie jak instrukcję obsługi.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Pan Hyde po raz kolejny nie zawodzi. Tym razem przynosi nam historię dość lekką, niemal krotochwilną, bezpruderyjną i całkiem pozbawioną moralizatorstwa. Warto przeczytać czasem taką, w przerwie między cięższymi tematami, które pojawiają się na naszych łamach. Osobiście mogę rzec, że bawiłem się doskonale!

Pozdrawiam
M.A.

Ale z tym friendsem na socjalach to autor pojechał. Myślałam, że nie da się bardziej strywializować przygody Kamili z Alexem. A jednak się udało 🙂

Emilio, pojechał, bo uwielbia podróże. 😉 A Fejś królem jest i basta. 😉

Lekkie, wesołe, bezpruderyjne i bezpretensjonalne. Nie jest to może pamiętna czytelnicza wieczerza, ale całkiem smaczny lunch 🙂

Smacznego, Absyncie.

Bezpruderyjne? Raczej obrzydliwe i źle napisane. Bohaterki są niewiarygodne, również ze względu na niepasujące do nich słownictwo, a cała historia trywializuje przemoc wobec kobiet (jak choćby część o prawie każdego mężczyzny do nie usłyszenia pierwszego „nie”).

Osobiście nie uważam tego opowiadania za najlepsze w dorobku Autora (skądinąd wysoko zawiesił poprzeczkę i stąd duże oczekiwania). Moim zdaniem, przyjęta przez Ciebie platforma krytyki nie do końca jest jednak słuszna. Podniosłaś zarzut merytoryczny, czyli niewiarygodność bohaterek oraz niedostosowane do ich kreacji słownictwo. Nad tym można dyskutować. Ale pojawił się też zarzut ideologiczny, dotyczący niewłaściwej wymowy tekstu („trywializacja przemocy wobec kobiet”). Jak rozumiem, NE to portal, na którym z założenia można podejmować różne tematy, w różnoraki sposób. Dzielenie opowiadań erotycznych na „słuszne” i „niesłuszne” to podejście bardzo niebezpieczne, bo wielu ludzi ma wyrobione, „jedynie najsłuszniejsze” poglądy w tej materii i niemal zawsze coś komuś wyda się niewłaściwe. Do czego to prowadzi, mieliśmy już okazję się przekonać. Pozdrawiam.

Neferze, wyraziłam swoją opinię, bynajmniej nie twierdząc, że to opowiadanie nie powinno zostać opublikowane. Mamy na swoich łamach pedofilię, zoofilię, brutalne gwałty i masę innych okropności, ale fakt faktem, że zwykle te opowiadania bronią się literacko…

Wydaje mi się, że opowiadanie było w zamierzeniu farsą. Nie należy zaperzać się na jego brak politycznej poprawności. W farsie nie ma na nią miejsca, albo też jest ona w tym gatunku nie na miejscu, chyba, że jako obiekt drwin.

Polityczna poprawność i w ogóle sztywna prawomyślność oznaczają śmierć komedii. Widać to obecnie w branży standupperów. Połowa z nich sili się na politycznopoprawny humor, który mało kogo bawi, druga połowa olewa to i walczy z autocenzurą i cancelingiem.

Chyba nie, Absyncie, opowiadanie chyba nie było w zamierzeniu farsą, tylko jak zawsze jak najwierniejszym opisem rzeczywistości. Farsą to jest kodeks karny. Art. 197 na przykład.
„Polityczna poprawność i w ogóle sztywna prawomyślność oznaczają śmierć komedii” – komedia to zło. Jezus się nie śmiał i nie pajacował, dlatego i nam nie wolno. A jak opowiadał bajki, to tylko słuszne moralnie i poprawne politycznie, dlatego i nam wolno bajać tylko o sumiennym płaceniu podatków (oddaj cesarzowi cesarskie – bynajmniej nie chodzi o zabieg medyczny), utrzymywaniu rezerw paliwa na bezpiecznym poziomie (bajka o pannach i lampach na olej) i o myciu rąk przed jedzeniem (nauka o tym, że kiedy rodzice nie myją, wtedy samemu też nie myć, żeby wystąpić przeciwko 4. przykazaniu z kodeksu Mojżesza). Kryzys standupu może tylko cieszyć – sitdown jest zdrowszy. 😉

Neferze, ja z kolei myślę, że także o wymowie ideologicznej tekstu można i warto dyskutować. Wbrew pozorom komentarze takie jak powyższy są cenne dla autora. Informują, jak dany tekst odczytują czytelnicy, co ich denerwuje, czy spotworzył swoje dzieło czytelnie, czy wręcz przeciwnie. Swoboda wypowiedzi/twórczości, to też swoboda wyrażania krytyki. Także krytyki nie dzielmy na słuszną – dotyczącą technikaliów i gramatyki, i niesłuszną – dotycząca wymowy ideologicznej. Pozdrawiam. 🙂

Owszem, pod warunkiem, że jest to dyskusja merytoryczna. Tymczasem często sprowadza się do hejtu, co zdarzało się już na łamach portalu NE. Tutaj hejtu nie ma, to prawda. Ale pojawiła się dość apodyktycznie wyrażona opinia, oparta na wyrwanym z kontekstu opowiadania fragmencie i wartościująca ten fragment w oparciu o przypisanie Autorowi utworu poglądów przeciwnych tym, które afirmuje Autorka komentarza. Wartościująca bez jakiegokolwiek uzasadnienia.

Fakt, że bez uzasadnienia, ale może ma rację recenzentka. W sumie jest to opowiadanie „raczej obrzydliwe i źle napisane. Bohaterki są niewiarygodne” – na temat „niepasującego do nich słownictwa” bym się jednak spierał – „a cała historia trywializuje przemoc wobec kobiet (jak choćby część o prawie każdego mężczyzny do nie usłyszenia pierwszego „nie”)”. To wszystko raczej prawda i w ogóle ten tekst jest niemoralny i uczy niezdrowych zachowań – zaczynając od publicznej sauny i na socmedium kończąc.

Absyncie, nie wiem jaki był zamysł, ale autor udowodnił, że potrafi pisać farsy co do których nie mam wątpliwości, że są farsami. Tego opowiadania jako farsy nie odebrałam, może to mój błąd, może nieudolność autora, a może wcale farsą miało nie być…

1. Aniu, natchnęłaś mnie do umieszczenia PS.
2. Gwoli ścisłości, w zdaniu o wybiórczym słyszeniu mowa jest o samcu, nie o mężczyźnie. Niby to samo, ale autor w chwili pisania mógł widzieć różnicę. Czy widział na pewno, nie wiem, nie pamiętam. Tak czy owak samiec psa czy goryla raczej nie pyta się samicy o zgodę, tylko próbuje w praktyce.
3. Odnośnie niewiarygodności postaci żeńskich i słownictwa niepasującego do nich poproszę o bardziej szczegółowe uwagi/instrukcje.

Panie Hajdzie, a mógłbyś mi zatem wyjaśnić samice jakich zwierząt, poza ludźmi, wyrażają swoje „nie” werbalnie? 🤔

Nie mam ochoty po raz kolejny czytać tego tekstu, więc ograniczę się do przykładów, które utkwiły mi w pamięci (która oczywiście bywa zawodna), ale poczucie nieadekwatności towarzyszyło mi przez większość lektury, więc sądzę, że sporym błędem było wybranie kobiecej perspektywy przy nieumiejętności wiarygodnego budowania kobiecych postaci. Ta sama opowieść napisana z punktu widzenia trzecioosobowego narratora lub bohatera mężczyzny, zapewne wzbudziłaby inne odczucia.

Czasem chodzi o słowa. Na przykład „gatki”. Ja wiem, że z punktu widzenia mężczyzny słownictwo, którym kobiety określają różne rodzaje majtek jest równie egzotyczne, jak określenia Eskimosów na śnieg, ale większość z nich nie określiłaby tak dolnej części bikini. Swoją drogą potrzeba odzyskania tego skrawka materiału też została przedstawiona mało kobieco – bardziej prawdopodobne, że kobieta pomyślałaby o tym, że to jej ulubiony strój albo o tym, jak trudno było go kupić lub jak absurdalnie był drogi. W końcu mając ręcznik sam brak majtek mogła łatwo ukryć.

Powyższym przykładem przeszliśmy do sposobu myślenia. Kobiety nie postrzegają penetracji jako powinności ich ciała, a już na pewno nie myślą tak w chwili utraty dziewictwa. Kiedy po chwili zapomnienia uświadamiają sobie, że nie zadbały o zabezpieczenie, nie traktują tego jako błahostki, a zaczynają panikować. Zarówno jeśli chodzi o ciążę, jak i choroby przenoszone drogą płciową. To tkwi w nas głębiej niż wydaje się większości mężczyzn…

Teraz rozumiem trochę więcej. Dziękuję.

„sądzę, że sporym błędem było wybranie kobiecej perspektywy przy nieumiejętności wiarygodnego budowania kobiecych postaci. Ta sama opowieść napisana z punktu widzenia trzecioosobowego narratora lub bohatera mężczyzny, zapewne wzbudziłaby inne odczucia.”
Nie żebym się upierał jak osioł (płci męskiej więc cap), ale wydaje mi się, że narracja już jest trzecioosobowa. Co do płci narratora też się nie będę sprzeczał – autor chyba zapomniał ją określić.

„Czasem chodzi o słowa. Na przykład „gatki”. Ja wiem, że z punktu widzenia mężczyzny słownictwo, którym kobiety określają różne rodzaje majtek jest równie egzotyczne, jak określenia Eskimosów na śnieg, ale większość z nich nie określiłaby tak dolnej części bikini.”
Bardzo możliwe, że „gatki” są niekobiece. Męskie raczej też nie. Więc kto do cholery używa tego słowa wciąż obecnego w słowniku? Zbadajmy to statystycznie. 😉

„Swoją drogą potrzeba odzyskania tego skrawka materiału też została przedstawiona mało kobieco – bardziej prawdopodobne, że kobieta pomyślałaby o tym, że to jej ulubiony strój albo o tym, jak trudno było go kupić lub jak absurdalnie był drogi. W końcu mając ręcznik sam brak majtek mogła łatwo ukryć.”
Nie pozostaje mi nic innego niż sie zgodzić. Narratorowi na szczęście nic nie było wiadomo o tak przyziemnych myślach jak cena straconych majtek.

„Powyższym przykładem przeszliśmy do sposobu myślenia. Kobiety nie postrzegają penetracji jako powinności ich ciała, a już na pewno nie myślą tak w chwili utraty dziewictwa. Kiedy po chwili zapomnienia uświadamiają sobie, że nie zadbały o zabezpieczenie, nie traktują tego jako błahostki, a zaczynają panikować. Zarówno jeśli chodzi o ciążę, jak i choroby przenoszone drogą płciową. To tkwi w nas głębiej niż wydaje się większości mężczyzn…”
Myślę, że masz rację. To nawet logiczne. Ile czasu mija od „chwili zapomnienia” do uświadomienia sobie i paniki? Milisekundy, sekundy, minuty, godziny, lata?

Narracja nie jest cały czas trzecioosobowa – przyjrzyj się choćby pierwszemu akapitowi, żeby daleko nie szukać. Nawet jeśli nie robisz tego celowo, wszystkie nieścisłości pod tym względem każą interpretować tekst, jakby część narracji była myślami bohaterki.

Przez chwilę uniesienia zdecydowanie miałam na myśli silne podniecenie, panika zwykle pojawia się tuż po tym, gdy opadnie, więc na pewno nie mówimy o latach, góra o godzinach. W tym opowiadaniu jest wyraźny moment, gdy bohaterka uświadamia sobie, że zrobiła coś głupiego, a jednak po prostu wzrusza ramionami i już…

„Narracja nie jest cały czas trzecioosobowa – przyjrzyj się choćby pierwszemu akapitowi…. jakby część narracji była myślami bohaterki.”
Zgoda. Narrator nie strzępi języka nadaremno; mówi, co wie.

„W tym opowiadaniu jest wyraźny moment, gdy bohaterka uświadamia sobie, że zrobiła coś głupiego, a jednak po prostu wzrusza ramionami i już…”
Taka jest ta bohaterka. Niewiarygodna? Cóż, szkoda, że nie udało mi się oszukać czytelnika. A może dobrze (dla czytelnika).

Źle, w literaturze chodzi właśnie o oszukiwanie czytelnika, gdybym zanurzyła się w tę historię i przeżywała ją z bohaterką, refleksja na temat „niepoprawności politycznej” być może pojawiłaby się jakiś czas po lekturze (o ile w ogóle), tymczasem każde zdanie wzbudzało we mnie coraz większe pokłady sprzeciwu. Fakt faktem mam wyjątkową alergię na niewiarygodne postaci kobiece tworzone przez mężczyzn 😉

Rozgorzała piękna dyskusja, którą czyta się z przyjemnością.

Drogi Panie Hajdzie, zamieszczając PS zrobiłeś pan niewybaczalny bląd! Każdy ma prawo pisać co mu się żywnie podoba, na tym polega wolność słowa. A Ty po fali krytyki wycofujesz się z podkulonym ogonem. Nie wyobrażam sobie, abym po słowach krytyki zmieniał własny tekst lub zamieszczał merytoryczne sprostowania. Każdy ma prawo się wypowiedzieć, każdy ma prawo krytykować, ale jeśli się komuś nie podoba to co napisałem, to jego problem – na pewno nie mój. I takiego podejścia powinieneś się trzymać.

Nie należy utożsamiać poglądów autora i jego samego z tym co zawarł w swoich tekstach. Co sądzicie o twórczości Marii Konopnickiej? Wspaniała, cudowna, wzruszająca… prawda? Tymczasem pani Maria najpierw wyszła za mąż, urodziła ośmioro dzieci, następnie porzuciła męża, swoje dzieci podzieliła na „dobre” i „złe”, córkę oddała do zakładu psychiatrycznego nie interesując się zupełnie jej losem, łamała kolejne męskie serca by na koniec zaangażować się w związek lesbijski z Marią Dulębianką co było skandalem tak wielkim, iż po śmierci poetki nie chciano jej wyprawić katolickiego pogrzebu,

Co do stawianych Ci zarzutów nie mogę się ustosunkować, ponieważ nie przeczytałem całości. Jednak pobieżna analiza tekstu wskazuje, że krytycy (krytyczka) mają sporo racji. Przeczytam to się wypowiem.

Generalnie sceny erotyczne można podzielić na trzy rodzaje – dobre, bardzo dobre i arcydzieła. Dobre pisze się łatwo, bardzo dobre trochę trudniej, zaś arcydzieła (i tu was zaskoczę) wcale nie arcytrudno.

Dobra scena erotyczna. Wystarczy skupić się na fizyczności. Penis w pochwie czy (jeśli wolicie) kutas w cipce, w miarę pomysłowe i kreatywne rżnięcie i już. Scena ma wywoływać podniecenie (lub obrzydzienie, jeśli nie trafiło się w gusta) czytelnika. Oczywiście nie może zawierać błędów.

Scena bardzo dobra. Fizyczność to o wiele za mało. Skupiamy się na przeżyciach bohaterów, myślach, odczuciach, retrospekcjach i całej otoczce towarzyszącej pieprzeniu. Bo najlepsze pieprzenie odbywa się w głowach.. Oczywiście nie można popełnić najmniejszego błędu.

Arcydzieło. Z arcydziełami jest taki problem, iż twórca nie jest w stanie niczego zaplanować, określić z góry. Gdy pyta się muzyków którzy stworzyli dzieła wybitne czy tworząc owe dzieła byli świadomi, że powstają dzieła wielke najczęściej mówią, że się tego nie spodziewali, ale część twierdzi, że owszem, mieli świadomość że powstaje coś wielkiego. Z literaturą jest podobnie.

Trzeba mieć jakiś nieszablonowy pomysł, patent, przekręcić rzeczywistość. podejść z innej ale fascynującej strony. To kwestia wielkiego doświadczenia i wielkiego talentu, którego nie da się nauczyć, niestety.

Trzeba umieścić „bomby energetyczne”, jedną scenę, czasami kilka zdań, nawet jedno zdanie które powie tak wiele, będzie tak właściwe, celne, akuratne, że gdy czytelnik je wchłonie, to ono w nim eksploduje i zostanie na długo. Dlatego właśnie kochamy czy nienawidzimy bohaterów literackich, chociaż nie istnieją.

Oczywiście tak pobieżna analiza nie wyczerpuje tematu, o teoretycznych podstawach tworzenia dzieł wielkich możnaby pisać jeszcze długo i szeroko.

Pani Maria chyba lubiła ten sport i gdybyśmy się nie minęli, bylaby cenioną autorką Najlepszej Erotyki;)

Złoty Aureliusie,
dziękuję za kolejny złoty komentarz!
Zostanę przy tym PS. Kiedy krytyka merytoryczna i cenna, a krytyka Ani zawsze jest taką, nie warto się upierać przy swoim starym zdaniu, lepiej wyciągać wnioski i zmieniać zdanie/zachowanie, albo dopisać PS.
„Nie należy utożsamiać poglądów autora i jego samego z tym co zawarł w swoich tekstach”. Można, można. Wszystko można. Średnik, nawias prawy.
„Co sądzicie o twórczości Marii Konopnickiej?” To najważniejsze pytanie. Źle przetłumaczyła „czerwonego kapturka”. Ten grzech przeważa wszystkie jej osiągnięcia wzięte w kupę, z lesbijskim związkiem włącznie.
„Generalnie sceny erotyczne można podzielić na trzy rodzaje – dobre, bardzo dobre i arcydzieła”. A co ze scenami złymi? Nie bywa ich w przyrodzie?
Co do arcydzieł (niekoniecznie w literaturze – na niej się nie znam): chyba powstają przez przypadek. No, chyba że to dzieła Jary Cimrmana. To same arcydzieła. 🙂

Taaak… może powinieneś zostać przy tematach i postaciach, które wychodzą Ci dobrze?

Gdybym się trzymał tematów i postaci, które wychodzą mi dobrze, to nigdy niczego bym nie napisał, bo bym nie zaczynał. Jako autorowi (niedoszłemu) byłoby mi nudno, więc podwójnie bym się za nic nie wziął. Ale może to nie taka znów zła rada, bo po co męczyć czytelników i czytelnice niewiarygodnymi treściami? Dziękuję za radę, pomyślę i zrobię po swojemu. 😉

A może prowokacja? 😉

Prowokacja na pewno, tylko do czego? Do prewencyjnej autocenzury? 😉

Napisz komentarz