Yandere (Kawaii Kiwi)  4.33/5 (8)

31 min. czytania

Źródło: Pixabay

Yandere – „Używane w Japonii oraz w fandomie zachodnim określenie typu postaci występujących w mangach i anime. Yandere jest osobą łagodną i spokojną, często uległą, która w określonych okolicznościach (zwykle pod wpływem zazdrości) zaczyna przejawiać objawy psychicznej niestabilności, przekładającej się na agresję […] wobec obiektu uczuć oraz powiązanych z nim osób”, za słownikiem Tanuki.

Yōko obudziła się podekscytowana. – „To już dzisiaj”. – Pomyślała, czując rosnące napięcie. Wstała z łóżka i usiadła przy toaletce z lustrem, ostatnim prezencie od matki.

– Masz taką ładną twarz, powinnaś o nią dbać – mówiła.

Dzisiaj szczególnie należało wziąć sobie tę radę do serca. Dziewczyna wyciągnęła z szuflady metalową szczotkę i powoli układała rozczochrane włosy. Może i była ładna, ale czy wystarczająco, by spodobać się Hiroshiemu? Kruczoczarna grzywka wydawała się za krótka, twarz zbyt okrągła, a nos haczykowaty. Okupiona panicznym unikaniem słońca blada cera wyglądała na odległą od alabastrowego ideału. A może to tylko nastoletnie kompleksy?

Gdy skończyła upiększać twarz, nałożyła szkolny mundurek. Koszula, spódnica i zakolanówki miały jednolitą, granatową barwę, jak gdyby ktoś wylał na nie atrament. Jedyne białe akcenty: pasy na kołnierzyku i rękawach, dodawały strojowi kontrastu. Patrząc w lustro, założyła czerwoną chustę, ostatni element kreacji. Mogła wychodzić.

Na zewnątrz natychmiast poczuła zimny podmuch wiatru. Do Ebino, miasteczka położonego w południowej części wyspy Kiusiu, w końcu nadeszła jesień. Klony i olchy przybrały żółto-czerwoną barwę, ziemię otuliły kolorowe dywany z liści, a trawniki pokryły się srebrzystoszarym nalotem. Musiała się spieszyć, do rozpoczęcia zajęć zostało tylko dwadzieścia minut. Drogę do szkoły umiliła jej nowo opublikowana keitai szosetsu. Z wypiekami na twarzy zatraciła się w romantycznej historii o zakazanej miłości.

– Patrz, jak idziesz panienko! – krzyknął w jej stronę starszy mężczyzna, wymachując przy tym laską.

Dziewczyna oderwała wzrok od ekranu telefonu. Faktycznie, o mało nie wpadła na przechodzącego emeryta! Potrząsnęła głową, zirytowana własną nieuwagą. Nie zamierzała jednak przejmować się długo zarzuconą jej ofermowatością oraz cudzym brakiem manier. Bohaterami dzisiejszego dnia mieli być tylko ona i Hiroshi.

Przed szarym budynkiem szkoły zebrały się dziesiątki uczniów ubranych w identyczne, granatowe mundurki. Uczennice na przemian chichotały albo wydawały z siebie teatralne ochy i achy, chłopcy omawiali szczegóły ostatniego meczu baseballowego. Większość szybko podzieliła się na grupki i paczki znajomych. W drodze do sal lekcyjnych młodzi śmiali się, przekomarzali, wymieniali ostatnie plotki ze szkolnego korytarza.

– To pomylona Yōko. – Usłyszała prowadzoną szeptem rozmowę przechodzących obok dziewczyn. Słowa, jak zawsze, zabolały, ale już dawno nauczyła się, że najlepszą linią obrony jest ignorowanie zaczepek. Za wszelką cenę próbowała zatrzeć w pamięci bolesne wspomnienia i nie mogła pozwolić, żeby szkolne plotkary jej w tym przeszkodziły.

Bez większego trudu odnalazła swoją przyjaciółkę, Miyo. Dziewczyna szła kilka kroków z przodu, nieświadoma obecności koleżanki. Yōko postanowiła wykorzystać okazję do zrobienia niewinnego psikusa. Rozpędziła się i skoczyła przyjaciółce na plecy, wytrącając ją z równowagi.

– Niespodzianka! – krzyknęła, lecąc w powietrzu.

– Oszalałaś?! – wrzasnęła Miyo, ale w roześmianych oczach nie dało się odnaleźć gniewu.

Yōko przyjaźniła się z Miyo odkąd sięgała pamięcią. Obie dziewczyny w relacjach z rówieśnikami okazywały nieśmiałość i wycofanie, miały problem z nawiązywaniem znajomości. Dwie outsiderki musiały z czasem na siebie trafić, budując niezwykle silną więź. Obraz nierozłącznych czarnowłosej Yōko oraz nieco niższej, pulchnej Miyo, stał się naturalnym elementem szkolnego korytarza.

– Umówiłam się z Hiroshim, umówiłam się z Hiroshim… – powtarzała wesoło Yōko, podskakując delikatnie.

– Nie nakręcaj się tak, do wieczora jeszcze dużo może się zdarzyć. – Miyo próbowała uspokoić dziewczynę.

– Niby co? Pójdzie z kimś innym? –  Yōko czuła się zbyt szczęśliwa, by przejmować się czymkolwiek.

– A czemu nie? Może ty będziesz czekać na niego jak na zbawienie, a w tym czasie na randkę wyjdę ja? – powiedziała koleżanka, a Yōko pokazała jej w odpowiedzi język.

Niespodziewany hałas zmusił przyjaciółki do przerwania rozmowy. Gdy uniosły wzrok, ujrzały dużą grupę uczniów, płynącą korytarzem niczym ławica ryb. W środku szła z gracją dziewczyna o śniadej cerze, długich, orzechowych włosach i doskonałej sylwetce. Mayumi, najpopularniejsza w całej szkole. Miała wszystko: urodę, bogatych rodziców, szerokie grono znajomych. Śmiała się z żartów opowiadanych przez otaczających adoratorów, ale robiła to raczej z grzeczności, niż realnego zainteresowania. Yōko przewróciła oczami i wróciła do przekomarzania się z Miyo.

– Jestem pewna, że Hiroshi wyzna mi dzisiaj miłość. Zobaczysz!

***

Yōko przyszła do parku przed Hiroshim. Odrobinę zawiedziona, usiadła na wypłowiałej ławce, delektując się pięknem jesieni. Pod taflą wody w stawie dało się zobaczyć dziesiątki tłustych karpi, w okolicznych szuwarach pływała gromada kaczątek, prowadzonych przez dumną mamę-kaczkę. To pewnie ich pierwsza jesień… Po parkowych ścieżkach przebiegali sarariimani wykonując zalecony przez lekarza trening, a na centralnym skwerze dostrzegła dwie rozchichotane dziewczyny przebierające się w cosplay z nieznanej Yōko mangi.

Dopiero teraz zwróciła uwagę na małego żuka, wspinającego się po nodze ławki. Wszyscy nazywali je „nosorożcami”, ze względu na potężny róg przypominający poroże jelenia. Szedł w górę przy pomocy trzech par kończyn, jak gdyby miał nadzieję, że znajdzie tam jakąś niezwykłą nagrodę. Yōko uśmiechnęła się. Powoli wyciągnęła z plecaka małą chusteczkę i nakryła nią chrząszcza. Nacisnęła lekko, potem coraz mocniej. Nosorożec próbował wyrwać się z żelaznego uścisku, nie dostał jednak żadnej szansy. W końcu Yōko zmiażdżyła odwłok stworzenia. Podniosła chusteczkę i przyglądała się, jak żuk w agonalnym stanie coraz wolniej podryguje ostatnią nogą, aż  w końcu zamiera w bezruchu.

Wreszcie doczekała się Hiroshiego, szedł pogrążony we własnych myślach. Ciemne włosy, pozornie w nieładzie, składały się w tajemniczy sposób na dobrze skrojoną fryzurę. Drobna, chłopięca sylwetka kontrastowała z głębokimi, szarymi oczami. Takie spojrzenie miały tylko osoby, które wiele przeszły. Chyba właśnie to ją w nim ujęło, ten introwertyzm dawał poczucie łączącej oboje więzi.

Podszedł i powoli usiadł. Przez chwilę unikali bez słowa własnych spojrzeń. Muskały ich powiewy wiatru, a przed oczyma przechodzili pogrążeni we własnych, przyziemnych problemach spacerowicze. W końcu Hiroshi postanowił przerwać przedłużającą się ciszę.

– Cześć. – Chłopak zdobył się na nieśmiały uśmiech. – Chcesz gdzieś iść, czy planujemy tu siedzieć?

– Możemy gdzieś pójść… Gdzieś, gdzie chcesz… Albo tu zostać… Jak chcesz… – Język Yōko plątał się niczym kłębek nici.

– Przejdziemy się po parku? – zaproponował nieśmiało.

– Brzmi świetnie. – Przyjęła pomysł z wdzięcznością.

Po chwili przemierzali powolnym krokiem centralną alejkę. Nieśmiała nastolatka wbiła wzrok w swoje czarne uwabaki. – „Co powinnam zrobić, żeby go sobą zainteresować?” – Zastanawiała  się gorączkowo. Rozważała przez chwilę, czy nie wykorzystać gestu podpatrzonego w oglądanej niedawno europejskiej komedii romantycznej i nie złapać chłopaka za rękę. Nie, to chyba zbyt wyzywające…

Japońcy chłopcy nie marzyli przecież o pewnych siebie, wykazujących inicjatywę kobietach, ale o uroczych lolitkach. Dziecięca buzia czy bufoniaste sukienki to atrybuty męskiego pożądania. Za inspirację służyła Yōko cała szafka archiwalnych wydań magazynu „Fruits”, pozostawiona przez matkę. Niezdarnie powtarzała pełne namiętności gesty dłonią, próbowała upodobnić fryzurę do słodkich kucyków modelek. Och, o ile łatwiej znalazłaby przyszłego męża, gdyby nie zabrali mamy! Umówiłaby ją z synem którejś z sąsiadek i problem rozwiązałby się sam. Ile wstydu by sobie oszczędziła…

Na horyzoncie pojawiła się mała, wystawna kawiarenka. Wystrojem przypominała dom z poprzedniej epoki: pomalowany na zielono dach, znacznie szerszy niż wymagałaby tego objętość ścian, czerwone kolumny i okna uniemożliwiające wyglądanie na zewnątrz. To wszystko, w połączeniu z gęsto rosnącymi drzewami i przepływającą nieopodal rzeczką, tworzyło iście bajkową atmosferę.

– Może usiądziemy? – zaproponował Hiroshi.

Yōko nie miała nic przeciwko, oparła ramiona o stolik, podtrzymując głowę dłońmi. Poza podpatrzona od starszych koleżanek. Spoglądała na Hiroshiego dużymi, brązowymi oczami, modląc się, żeby dzisiejsze spotkanie przyniosło oczekiwane rezultaty. W końcu do stolika podeszła starsza pani w eleganckim, czerwonym kimonie.

– Czego szanowni goście sobie życzą? – zapytała wysokim głosem.

– Ja… poproszę sernik o smaku zielonej herbaty. A dla mojej towarzyszki…

– Również poproszę sernik – powiedziała Yōko ze wstydliwym uśmiechem.

– Oczywiście. Bardzo przepraszamy, ale o tej porze na zamówienie czeka się około dziesięciu minut. Prosimy szacownych gości o wybaczenie – oznajmiła kelnerka z głębokim ukłonem i ruszyła w stronę kuchni.

Yōko nie przejmowała się jednak czasem oczekiwania na ciasto. Z rosnącym przerażeniem przyglądała się siedzącym obok dziewczynom, ubranym w piękne sukienki, trzepocącym zalotnie rzęsami. Jak mogła się z nimi równać? Hiroshi próbował zająć towarzyszkę rozmową, ale zdenerwowana Yōko nie potrafiła pojąć, czego właściwie dotyczyła opowieść chłopaka. Odpowiadała półsłówkami, modląc się do wszystkich znanych sobie bogów, żeby nie wyczuł jej lęku.

– Wiesz, dziadek często zabierał mnie do tego parku. Chodziliśmy nad tutejszy staw…

– Tak… Mama… też mnie tu przyprowadzała… – Dziewczyna przestała się wreszcie jąkać.

– Było tam stoisko, w którym za parę jenów kupowaliśmy karmę dla ptaków – kontynuował chłopak.

– Pamiętam! Mama zawsze brała dwa opakowania. Potem zbiegała się cała chmara kaczek! – zawołała. W końcu trafili na wspólny grunt.

– Biegałem po parku, rzucając rozdrobniony chleb. Za sobą słyszałem tylko kwakanie i głos dziadka…

– „Nie rozbij sobie kolana!” – Próbowała naśladować poddenerwowany głos mamy.

Hiroshi zaczął się śmiać. Yōko udzieliła się radość chłopaka. Na początku cicho, potem coraz śmielej chichotała na myśl o dziecięcych wspomnieniach. Klienci kawiarni patrzyli ze zdziwieniem, ale nikt nie zdecydował się ich skarcić.

Kelnerka w końcu wróciła i postawiła talerzyki z ciastem przed dwojgiem uczniów. Sernik wyglądał naprawdę wspaniale, ale dla Yōko liczyło się głównie to, że biorąc kolejne kęsy, zyskiwała czas na przemyślenie tego, co chciała powiedzieć. Zaczerpnęła głęboki oddech. – „Weź się w garść! Będziesz czekać z wyznaniem swoich uczuć, aż staniesz się pomarszczoną staruszką? Teraz albo nigdy!”

– Hiroshi, ja… ja cię kocham – wyrzuciła z siebie.

Zaskoczony chłopak natychmiast zdusił śmiech. Jadł ciasto w milczeniu, nie patrząc Yōko w oczy.

– Hiroshi, nie mogę przestać o tobie myśleć. Widzę cię w marzeniach i snach, pamiętam każde słowo, które do mnie wypowiedziałeś. Marzę o przejściu przez życie z tobą i tylko z tobą. Proszę, powiedz coś! – Nie poznawała samej siebie.

Chłopak wzdrygnął się na dźwięk błagalnego tonu. Serce Yōko biło jak oszalałe. – „W końcu”. – Pomyślała. – „W końcu mu to wyznałam”. – Wyjawiła własne uczucia, ale pozostawało pytanie, czy są odwzajemnione. Patrzyła w głębokie oczy Hiroshiego, modląc się o twierdzącą odpowiedź.

– Nie – powiedział wreszcie. – Nie kocham cię. Wiem, że to dla ciebie ciężkie, ale nie mogę kłamać. Mimo wszystko bardzo cię lubię i chciałbym, żebyśmy pozostali przyjaciółmi. Możemy…

Dziewczyna nie słuchała dłużej. Wstała ruchem tak ciężkim, jak gdyby ktoś nałożył jej metalowe kajdany, brązowe oczy wyglądały niczym zrobione ze szkła. Wszystkie marzenia w jednej chwili legły w gruzach.

– Yōko! – Zza pleców usłyszała krzyk Hiroshiego.

Nie obejrzała się. Nie mogła przecież pozwolić, żeby chłopak jej snów ujrzał ją zaryczaną, niczym jakiegoś bachora. Wybiegła z kawiarni, para długich nóg szybko niosła dziewczynę przez park. Zatrzymała się dopiero wówczas, gdy uzyskała pewność, że oddaliła się wystarczająco,  Próbowała wytrzeć rękawem załzawione oczy, ale rozpacz nadal pobudzała do szlochu. – „Nie chcę, nie potrafię bez niego żyć! Najlepiej będzie, jeśli utonę w rzece Sendai!” – Rozpaczała.

Usiadła pod jednym z rosnących w parku klonów. Drżącymi rękami zaczęła grzebać w tornistrze. Książki, zeszyty, piórnik… Jest! Wyciągnęła czarny szkicownik i otworzyła na przypadkowej stronie. Narysowany koślawą mangą rysunek przedstawiał posuwaną od tyłu Yōko. Wiernie oddane zostały tylko kruczoczarne włosy. Podrasowane biodra z ilustracji nie mogłyby się zmieścić w ciasnej spódnicy, mały biust nie miał nic wspólnego z wielkimi cyckami. Mangowa Yōko miała zamglony wzrok, zadrapane policzki i wykrzywione w wyuzdanym uśmiechu usta. – „Szkoda, że nigdy do tego nie dojdzie”. – Pomyślała.

Już miała przechodzić do kolejnego rysunku, gdy zadzwonił telefon.

 ***

Przyjaciółka pobiegła do parku, gdy tylko usłyszała o przebiegu randki. Yōko siedziała na tej samej ławce, na której godzinę temu odnalazł ją Hiroshi, nadal zapłakana. Miyo stanęła nad zrozpaczoną dziewczyną. Znała ją wystarczająco długo, by wiedzieć, że nie istnieją słowa, które mogłyby ją teraz pocieszyć. Musiała po prostu dotrzymać towarzystwa w trakcie najgorszych chwil i dopiero potem spróbować rozmowy. Łzy cały czas płynęły po zaczerwienionych policzkach, ale oddech powoli się uspokajał. Miyo cierpliwie czekała na pierwsze słowa.

– Ja nie potrafię bez niego żyć. – W głosie zabrzmiał ból. – Jeżeli on mnie nie chce, to nie mam nic co stracenia.

– Yōko, o czym ty mówisz? Zachowujesz się jak… – Miyo ugryzła się w język. Przecież te słowa zabolą jeszcze bardziej.

– Jak wariatka, prawda? Może w tym, jak mnie nazywają, jest trochę prawdy? Pomylona Yōko. Córka wariatki.

– Nie mów tak, wiesz, że nie o to mi chodziło. – Nie wiedziała, jak uspokoić koleżankę.

Yōko milczała przez chwilę, układając słowa w myślach.

– Ona… ona stamtąd wychodzi.

– Co? Skąd… Skąd masz pewność?  – Miyo nie mogła uwierzyć.

– Doktor dzwonił do mnie przed chwilą. Po dwóch latach leczenia mama jest gotowa do opuszczenia szpitala psychiatrycznego. Chcą ją jeszcze zatrzymać kontrolnie przez tydzień, a potem wróci do domu.

Miyo nie wiedziała, co powiedzieć. Nie potrafiła sobie wyobrazić, jakie emocje muszą teraz towarzyszyć Yōko. Co mogła zrobić, żeby dziewczyna poczuła się lepiej?

Nachodził wieczór, słońce chowało się na dalekim zachodzie. Pierwsze cykady rozpoczynały grać conocną pieśń, a zapalone latarnie nadawały ścieżkom parku magiczną atmosferę. Yōko dopiero teraz zwróciła uwagę na wszechogarniające piękno.

– Myślę, że powinnaś napisać do niego list. – Po długiej chwili milczenia Miyo przerwała ciszę.

– List? Myślisz o liście miłosnym? Przecież skompromituję się do reszty! – Yōko aż poskoczyła, myśląc o możliwych konsekwencjach.

– Pomyśl o tym jako o oczyszczeniu – poradziła przyjaciółka. – Zawrzyj w nim wszystkie swoje uczucia, przemyślenia i emocje. Jeśli będziesz chciała wysłać ten list, droga wolna. Jeśli nie, spalisz go, na zawsze zamykając ten rozdział życia.

Yōko zaczęła myśleć. Z każdą kolejną sekundą dostrzegała coraz więcej zalet pomysłu Miyo. Od lat, po każdym drobnym problemie, czy sprzeczce, wygadywała się przed przyjaciółką i odczuwała ulgę. Może list zadziała w podobny sposób? Poza tym, jeżeli treść jej się nie spodoba, to przecież nie będzie musiała dawać go Hiroshiemu.

– Zróbmy to! – wykrzyknęła w nagłym przypływie entuzjazmu.

Miyo uśmiechnęła się ciepło. Wyciągnęła z torby pióro i zeszyt, po czym wyrwała jedną, czystą kartkę.

– Dyktuj, kiedy będziesz gotowa – powiedziała.

– Hmm, może „Szanowny Hiroshi”…

– „Szanowny Hiroshi”? – Zachichotała Miyo. – Piszesz do ukochanego czy swojego dziadka?

– Taka jesteś? A ty niby jak byś zaczęła? – Naburmuszyła się, nieco już weselsza Yōko.

– Nie wiem, ale na pewno nie od „Szanowny”. Może „Drogi”?

– Nieee… „Szanowny” brzmi jakoś bardziej odpowiednio.

Miyo przewróciła oczami, ale zapisała podany zwrot na kartce papieru. Dziewczyna dyktowała dalej, a z każdym ruchem pióra głęboko skrywane emocje i namiętności przelewały się na papier.

***

Sukces misji gwarantowało jedynie perfekcyjne wykonanie planu i olbrzymia ilość szczęścia. Po pierwsze, musiała mieć nadzieję, że żaden z domowników nie postanowił zostać w domu dłużej niż zwykle. Rodzice powinni być w pracy, a sam Hiroshi udzielał według jej wiedzy korepetycji z matematyki. Po drugie, Yōko musiała wykazać się niezwykłą zwinnością i nie dać złapać żadnemu sąsiadowi. Przy jej niezdarności już ten warunek sprawiał, że powodzenie przedsięwzięcia graniczyło z cudem… Jeżeli plan nie zawiedzie w dwóch powyższych punktach, to reszta pójdzie jak z płatka. Hiroshi, po znalezieniu na poduszce w swoim pokoju romantycznego listu, na pewno się w niej zadurzy, wyznają sobie miłość, a potem będą żyć razem długo i szczęśliwie.

Miyo odczuwała początkowo pewne opory przed włamywaniem się do cudzego mieszkania, jednak dzięki godzinom błagań i próśb dała się przekonać. W końcu miały tylko zostawić niewinny list, w którym Yōko przekona chłopaka do kontynuowania znajomości. Co mogło pójść nie tak?

Dziewczyny stanęły przed domem Hiroshiego. Budynek pomalowano na bezpieczny, biały kolor. Wszystkie okna, zgodnie z nakazami etykiety, zasłaniały żaluzje, aby nikt wścibski nie wpadł na pomysł podglądania życia rodzinnego. Przyjaciółki rozejrzały się jeszcze, czy żaden  przechodzień nie zabłąkał się akurat w tę boczną ulicę. Na szczęście, nie nikogo nie  zobaczyły.

– Musimy zsynchronizować zegarki – powiedziała pewnym tonem Yōko.

– Zegarki? Naoglądałaś się za dużo filmów szpiegowskich – odparła zdenerwowana Miyo.

– No dobra… ale znak ostrzegawczy to absolutna konieczność. Gdy kogoś zobaczysz, zapiej jak kogut.

– Nie gadaj bzdur, tylko idź już! Przez ciebie na pewno nas złapią! – Miyo szturchnęła delikatnie dziewczynę.

Yōko wzięła ostatni głęboki oddech, czując narastające zdenerwowanie. W końcu sama jednak to wszystko wymyśliła. Do dzieła! Na początek musiała w jakiś sposób dostać się na dach. Przewidująco zabrała z domu przenośną drabinę. Wspinała się powoli, szczebel po szczeblu, by uniknąć jakiegokolwiek szmeru. Postawiła pierwszy krok na dachu, blacha wygięła się delikatnie, wydając cichy, metaliczny odgłos. Najgorsze za nią. Okap zasłonił stopniowo sylwetkę zaniepokojonej przyjaciółki.  Yōko poruszała się teraz szybko, by nie zmarnować ani jednej, drogocennej sekundy. W końcu dotarła do upragnionego okna. Zbierała siły do ryzykownego opuszczenia się na parapet, gdy nagle… Wydała z siebie zduszony jęk, od razu zasłaniając usta dłonią. W pokoju ujrzała dwie siedzące sylwetki.

– Słyszałeś coś? – zapytała zaskoczona Mayumi.

– To pewnie wrona – powiedział rozmarzonym głosem Hiroshi, bawiąc się włosami dziewczyny.

Siedzieli razem na łóżku, patrząc na siebie wzrokiem pełnym namiętności. Na dywanie leżały porozrzucane elementy szkolnego mundurka: czarne lakierki, granatowa marynarka, chusta. Połowa guzików koszuli Mayumi została rozpięta, odsłaniając piękne piersi ukryte jedynie za różowym biustonoszem. Rumieniec na bladej twarzy dziewczyny wskazywał, że chłopak skorzystał już z okazji do grzesznej zabawy.

– Mayumi, nie chciałabyś teraz… – zapytał zakłopotany Hiroshi.

– Przecież twoi rodzice zaraz wracają – odparła trzeźwo. – Nakryliby nas…

– Mayumi… – Głos trącił desperacją. – Tak bardzo cię pragnę…

– Ćśśś, Hiroshi. – Delikatnie potargała dłonią włosy młodzieńca. – Musimy poczekać do momentu, gdy zwolni się termin w hotelu. Przecież wiesz, że cię kocham…

Yōko siedziała nieruchomo. Mayumi? To ona została wybranką serca Hiroshiego? Ale… Ale przecież są tak różni. Przecież Mayumi może mieć każdego chłopaka w szkole, dlaczego wybrała akurat jego? Przecież… przecież, to nie ma sensu. A więc wszystkie próby i starania od początku skazane były na porażkę? Poznawanie kanonu kobiecego piękna, układanie w myślach zaproszenia na randkę, marzenia o wspólnej przyszłości, wszystko to okazało się jedynie igrającą z uczuciami Yōko ułudą? – „Głupia dziewczyno!” – Rozsądek skarcił ją w myślach. – „Od początku jasno dawał ci do zrozumienia, że nic z tego nie będzie”. – Czuła napływające do oczu łzy. Nie chciał jej, bo… bo kochał inną.

Do uszu Yōko dobiegło niezbyt udane naśladownictwo piania koguta. Nadjeżdżał samochód! Kątem oka spojrzała w stronę ulicy. Najgorsze przypuszczenia potwierdziły się, ze srebrnej Toyoty powoli wychodzili zmęczeni rodzice Hiroshiego. Umysłem dziewczyny w jednej chwili zawładnął lęk. Jeśli nic nie zrobi, to zaraz zobaczą drabinę. – „Uciekać!” – Pomyślała. Nie dbając już o możliwe konsekwencje, ruszyła na czworakach w kierunku zejścia. Tym razem musiała zrobić to szybko i każdy ruch został okupiony głośnym brzęknięciem.

– To też wrona? – zapytała przestraszona Mayumi.

Hiroshi spanikował. Dopiero po kilku sekundach zebrał się w sobie i ruszył w stronę okna. Na szczęście, Yōko oddaliła się już na tyle, by znaleźć się poza zasięgiem wzroku chłopaka. Niestety, los nie uśmiechnął się do niej w przypadku drabiny. Zdziwieni państwo Nakamura stali pod jedyną drogą ucieczki, a przyjaciółka uciekła, gdy tylko usłyszała nadjeżdżający samochód. – „Skacz!” – Podpowiedział instynkt. – „To jedyne wyjście”.

Yōko rzuciła się z dachu. Przecięła powietrze, z głuchym łupnięciem spadając na równo przystrzyżony trawnik. Pozostawało jedno. Uciekać! Dobywając rozpaczliwie wszystkich sił, rzuciła się do biegu. Usłyszała za sobą krzyki, po obtartym kolanie popłynęła strużka krwi. Niewiele zostało z cielistych rajstop, które Yōko założyła rano do szkoły. W końcu runęła wyczerpana na ziemię. Pierwsze łzy zaczęły skapywać po spuchniętych, czerwonych policzkach. Nie kochał jej…

Nagle, niczym grom z jasnego nieba, do uszu dziewczyny dotarły jakieś słowa. Podniosła głowę i ujrzała wyraźnie przestraszonego Hiroshiego. Na twarzy chłopaka malowało się niedowierzanie.

– Yōko? Co ty tutaj robisz? – zapytał zszokowany.

– Hiroshi, ja…  Ja tylko chciałam dać ci list – powiedziała, wyciągając dłoń z małą kopertą.

– O czym ty mówisz? To ty włamałaś się do domu?

– N-n-nie miałam złych zamiarów. – Z trudem zapanowała nad głosem. – Chciałam, tylko żebyś wiedział jak cię ko…

– NIE! – krzyknął chłopak. – Dlaczego nie możesz zrozumieć, że ja cię nie kocham? Chodzisz za mną po całej szkole, prześladujesz mnie! Rościsz sobie prawa do moich uczuć, a odmowa nawet nie przejdzie ci przez myśl.  POMYLONA YŌKO!

Uderzył pięścią w dłoń dziewczyny, a wytrącony list wpadł do kałuży. Zapisane atramentem słowa zaczęły rozpływać się, zalane brudną wodą. Rzuciła się, by ratować wyznanie miłości, ale chłopak gwałtownie przydepnął kartkę papieru. Furia w oczach Hiroshiego powoli znikała.

– Przestraszyłaś Mayumi – powiedział cicho.

Odwrócił się i nie oglądając za siebie, ruszył w kierunku domu.

Yōko, nadal klęcząc w kałuży, zalewała się łzami. Nagle z plecaka dobiegł wesoły motyw muzyczny z „Hello Kitty”. Powoli wyciągnęła telefon.

– Dzień dobry, z tej strony doktor Takahashi. Mam przykrą informację. Stan pani mamy niespodziewanie się pogorszył i myślę, że będzie lepiej, jeśli zostanie z nami jeszcze przez jakiś czas. Sądzę, że potem będzie już gotowa na opuszczenie ośrod…

MIESIĄC PÓŹNIEJ

Uczniowie opuszczali szkołę po ostatniej lekcji, szczęśliwi z powodu nadchodzącego weekendu. Hiroshi, czując na sobie wzrok dziesiątek oczu, ściskał delikatną dłoń dziewczyny. Część gapiów wygląda na zaskoczonych, inni na lekko zdegustowanych, ale większość kolegów spoglądała na niego z nieskrywaną zazdrością. Minęły raptem trzy dni, odkąd zdecydowali z Mayumi, że są gotowi na ujawnienie związku i chłopak nie przyzwyczaił się jeszcze do nowej sytuacji.

– Wyglądasz, jakbyś zaraz miał paść trupem. – Z rozmyślań wyrwał go głos dziewczyny.

– Tak… Nie jestem przyzwyczajony do takiej ilości oczu – odpowiedział powoli.

– Wiem, że to dla ciebie trudne, ale musimy przez to razem przejść. – Wyraz twarzy chłopaka pozostawał posępny. – Wiesz co? Chyba wiem, co może poprawić ci humor.

Mayumi pociągnęła delikatnie Hiroshiego w stronę zakątka za rogiem korytarza.

– Pocałuj mnie – powiedziała namiętnie, rozkoszując się każdym słowem.

– Co? Tutaj? Przecież mogą nas zauważyć…

Dziewczyna przewróciła oczami. Chłopak nie zdążył nawet zastanowić się, jak pięknie wygląda w tej chwili, gdy Mayumi sama wyszła z inicjatywą.

W ciągu kilku pierwszych uderzeń serca zaskoczony Hiroshi nie potrafił zareagować, ale już po chwili pozwolił, by jego wargi i język połączyły się z ustami Mayumi w namiętnym tańcu. Zatracił się w pięknych, piwnych oczach, w woskowej cerze i długich, orzechowych włosach. Te włosy… Chyba nikt nie potrafiłby rozwiązać tajemnicy, dlaczego pachniały wiosennym lasem, wilgocią dębiny i świeżym świerkiem… Kochał ją, o bogowie, jak on ją kochał… Objął dziewczynę ramionami, łącząc się w długim uścisku. Chciałby się w nim zatracić, na zawsze pozostać w bezpiecznym schronieniu, ale… ktoś nadchodził! Odgłos zbliżających się, regularnych kroków przywrócił chłopaka do rzeczywistości.

Zobaczył drobną, nieco nazbyt pulchną postać przemierzającą korytarz. Dziewczyna w granatowym mundurku szła powoli, ze wzrokiem wbitym w ekran telefonu. Hiroshi mógłby przysiąc, że każdy kolejny krok może zakończyć się katastrofą, ta jednak z jakiegoś tajemniczego powodu nie następowała. Nie mógł pozbyć się dziwnego wrażenia, że w samotnej dziewczynie czegoś brakuje. Dopiero gdy podniosła spojrzenie i z lekkim zakłopotaniem wycofała się z korytarza, chłopaka olśniło.

– Dlaczego mnie puściłeś? – wyrzuciła mu Mayumi.

– Ta dziewczyna nazywa się Miyo. – Chłopak zignorował pytanie. – Jest przyjaciółką Yōko.

– Co z tego?

– Niedawno zaginęła.

Mayumi przewróciła oczami. Tym razem nie wyrażała namiętności.

– Czy musisz w takiej chwili myśleć o poszukiwanych uczniach?

– Ją akurat znałem. Bywała irytująca, ale mimo wszystko chciałbym wiedzieć, co się z nią stało. Mam nadzieję, że się nie złościsz. – Chłopak poczuł zakłopotanie.

– Ech, Hiroshi… Nie, nie złoszczę się, to nawet słodkie, że tak się o nią martwisz. – Uśmiechnęła się figlarnie. – Chodź, bo spóźnimy się do hotelu.

Nie potrafiłby odtworzyć przebiegu kolejnych minut, jak gdyby oczy przesłoniła mu magiczna mgła. Wychodząc ze szkoły, nie mógł odwrócić spojrzenia od plakatów wydrukowanych na tanim, gazetowym papierze. Wydawało mu się, że szare twarze, skopiowane wprost ze zdjęć do legitymacji szkolnej, spoglądają w głąb duszy. Poszukiwani: Hayashi Seiichi. Izumi Emi. YŌKO YAMADA.

Mayumi prowadziła go przez kolejne ulice, skrzyżowania i przejścia dla pieszych. Mijali setki bezimiennych sarariimanów, zmęczone matki z dziećmi oraz pomarszczone staruszki. Działo się coś dziwnego… Nawet rozpostarte nad głowami niebo wydawało się w niezwykły sposób przygasłe. Z transu wyrwał się dopiero wtedy, gdy stanęli przed dużą, tęczową kamienicą.

Większość cudzoziemców, która miałaby okazję zobaczyć budynek, z pewnością powiedziałaby, że miejsce przeznaczone jest dla dzieci. Hotel miłości pomalowano jaskrawymi barwami, przyozdobiono kwiecistymi wzorami. Od strony ulicy umiejscowiono kilkanaście wystylizowanych okien, oczywiście przyciemnianych. Nikt nie chciał oglądać, w jaki sposób zabawiają się pary przebywające w rabu hoteru. Ogólnego obrazu tandety dopełniały dynie i wiedźma na miotle, ustawione z okazji zbliżającego się Halloween.

Mayumi niemalże wbiegła do środka. Poza jarmarcznym wystrojem wzrok przykuwał pełen migających świateł, kolorowy panel. To właśnie on służył do wyboru pokoju, w którym para spędzi upojną noc. Gdy dziewczyna podejmowała decyzję, chłopak dopiero wchodził do przedsionka.

– Co się tak guzdrzesz? – zapytała ze śmiechem. – Chodź, zabawa czeka.

– Hola, hola! – zaoponował Hiroshi. – Gdzie właściwie idziemy?

– Będziesz miał niespodziankę. – Puściła oko. – No, rusz się, bo jeszcze trochę i umrę ze zniecierpliwienia!

Nie pozostało nic innego, tylko pozwolić się prowadzić. Wejście do każdego pokoju przyozdobiono zgodnie z motywem przewodnim pomieszczenia. Pod piątką umieszczono wizerunek roześmianego pirata, siódemkę zdobiły figurki ryb oraz plastikowa rafa koralowa. Hotel gwarantował zachowanie pełnej intymności, ale chłopak mógłby przysiąc, że słyszy ciche jęki dobiegające z pokoju ósmego. Jedyne klasyczne, brązowe drzwi prowadziły do przebieralni, gdzie na życzenie partnera kochanka mogła przemienić się w postać z ulubionego anime albo ubrać się w lateksowe body do niegrzecznych zabaw.

– To tutaj! – obwieściła Mayumi, stając przed numerem dwunastym. – Kup jakieś drinki w barze, a ja się przebiorę.

Hiroshi poszedł w stronę bufetu. To powinna być najszczęśliwsza chwila w jego życiu, tymczasem nie mógł opędzić się od złych przeczuć. O co mogło chodzić?

Mayumi doznawała uczuć dokładnie przeciwnych. Od rana chodziła szczęśliwa niczym dziecko. Po raz pierwszy czuła, że chłopak, z którym się spotyka, widzi w niej coś więcej, niż duże cycki. Nie pozwoli, żeby cokolwiek zniszczyło ten wieczór. Przekręciła kluczyk i żwawym krokiem weszła do pokoju. W środku poza dużym, wygodnym łóżkiem, znajdował się telewizor do puszczania pornosów oraz szafka z zabawkami erotycznymi. Całe wnętrze spowijała czerwona poświata, charakterystyczny element wystroju. – „Czerwień będzie się świetnie komponowała z moją bielizną.” – Pomyślała ucieszona. Wyjęła z torebki opakowanie z niedawno kupionym kompletem i szybko rozcięła je zabranym z domu kuchennym nożem. Rano nie mogła nigdzie znaleźć nożyczek.

Przyszedł czas, by zrobić się na bóstwo. Szybkimi ruchami pozbyła się czarnych lakierek oraz bawełnianych skarpetek, granatowa spódnica opadła na ziemię razem z koszulą. Dziewczyna podeszła boso do lustra, przyglądając się sobie dokładnie. Ciemne włosy układały się idealnie, doskonałą urodę podkreślał delikatny makijaż. Mogła być z siebie zadowolona.

Nagle usłyszała skrzypienie otwierających się drzwi.

– Hiroshi – powiedziała z uśmiechem. – Wyjdź, nie jestem jeszcze gotowa.

Drzwi zamknęły się z trzaskiem. Dopiero teraz Mayumi zwróciła wzrok w kierunku wejścia. Krew odpłynęła jej z twarzy. W środku pokoju stała zgarbiona postać z opadającymi na twarz włosami, bawiąca się przyniesionym przez Mayumi nożem. Miała na sobie szkolny mundurek uczennicy, brudny i zaniedbany, jak gdyby nowo przybyła nosiła go od wielu lat. Mayumi mogłaby przysiąc, że dziwna dziewczyna promieniuje tajemniczą, nieludzką poświatą. Stała sparaliżowana przed przerażającą namanari, przeczuwając zbliżający się koniec. Serce biło jak oszalałe, ale nieproszony gość nie robił nic, poza spokojnym przekładaniem noża z ręki do ręki. Przyglądając się dziewczynie, zwróciła uwagę na głębokie, brązowe oczy.

– Ja… ja cię znam. Jesteś uczennicą, która niedawno zaginęła. Yōko Yamada, tak?

Postać podniosła wzrok. Tak, to na pewno ona, widziała ją nieraz idącą przez szkolny korytarz. Mayumi wzięła głęboki oddech. Teraz gdy poznała zagrożenie, „zjawa” wydawała się dużo mniej przerażająca. Iluminacja okazała się zwykłym złudzeniem, a w twarzy Yōko nie dostrzegała już absolutnie nic niezwykłego. Może uda się wyjść z tego cało.

– Yōko, wiem, że ci ciężko, ale spróbuję pomóc. Jeżeli tylko podasz mi telefon, zadzwonimy do twoich rodziców i wszystko im wytłumaczymy. Nie będziesz mieć żadnych problemów… – mówiła uspokajającym głosem, podchodząc do dziewczyny.

Już jako dziecko dostrzegła swój niezwykły talent wpływania na ludzi. Miała w sobie jakąś charyzmę, dar wyczuwania emocji, dzięki któremu zawsze dostawała to, czego chciała. Każdy chłopak, na którego zwróciła uwagę, rzucał się jej do stóp, rodzice cały czas obdarowywali drogimi prezentami. Jeszcze nigdy nie musiała jednak wykorzystywać tego talentu w tak mrożących krew w żyłach okolicznościach…

Obserwowała emocje malujące się na twarzy Yōko. Początkowa apatia zaczęła ustępować niepewności. Trzymające nóż dłonie zaczęły delikatnie drżeć, wzrok błądził, unikając twarzy Mayumi. Tak, potencjalna napastniczka traciła rezon. Jeszcze kilka kroków i dziewczyna stanęła naprzeciw Yōko.

– Proszę, oddaj mi nóż. Boję się, że się oka…

Poczuła przeszywający ból w piersi. Niepewność na twarzy Yōko w jednej chwili zastąpiło nieokiełznane szaleństwo. Ofiara rozpaczliwie próbowała złapać oddech, ale płuca nie chciały współpracować. W akcie desperacji chciała pochwycić nóż, ale życiodajna energia opuszczała ją  razem z wypływającą z rany krwią. Mayumi ujrzała jeszcze w oczach Yōko nienawiść oraz dziką radość z makabrycznego mordu. Potem blade ciało opadło bezwładnie na podłogę.

Yōko nie poświęciła Mayumi więcej uwagi. Usiadła spokojnie na dużym, wygodnym łóżku, czekając na przyjście Hiroshiego. Siedziała wyprostowana niczym prymuska wypatrująca ulubionego nauczyciela. Nadal trzymała w dłoniach zakrwawione ostrze, odliczając w głowie mijające sekundy. W końcu się zjawił. Szedł powoli, uważając, by dwa kolorowe drinki z plastikowymi palemkami nie wylały się na podłogę. Podniósł wzrok dopiero wtedy, gdy zamknął za sobą drzwi. Za późno. W oczach pojawiła się panika. Yōko ruszyła w stronę chłopaka niczym wzbijający się do lotu ptak. Wymachiwała przy tym zakrwawionym nożem podpatrzonym w jakimś filmie ruchem profesjonalnej zabójczyni. Sparaliżowane ciało Hiroshiego poderwało się w końcu do ucieczki. Próbował wydostać się na zewnątrz, ale zanim zdążył nacisnąć klamkę, poczuł na plecach zimną stal. Podniósł ręce w geście poddania. Nie miał szans, próba opuszczenia pokoju musiałaby skończyć się śmiercią. Serce biło jak oszalałe, a chłopak zastanawiał się, ile minut życia mu zostało.

Dopiero teraz dostrzegł Mayumi leżącą nieruchomo na czerwonym dywanie. Piękne, niebieskie, oczy, które zawsze podziwiał, spoglądały beznamiętnie w pustkę. Skóra raziła nienaturalną bladością, a na zachwycających piersiach rozlewała się szkarłatna plama krwi. Z przerażeniem pomyślał, że z jakiegoś dziwnego powodu martwa dziewczyna wydawała się jeszcze piękniejsza, niż za życia.

Yōko odwróciła się od Hiroshiego. Serce chłopaka biło jak oszalałe, przeczuwając zbliżający się koniec. Cały czas trzymając ociekający krwią nóż, wypięła pośladki w stronę krocza chłopaka. – „Co?” – Pomyślał. – „Co ona robi?” – Zabójczyni serią powolnych ruchów zaczęła ocierać się o penisa. Ruchy Yōko pozostawały delikatne i wycofane, jak gdyby dziewczyna, która kilka minut temu z zimną krwią zamordowała najważniejszą osobę w jego życiu, nie miała odwagi w pełni dać ujścia żądzy.

Pomimo makabrycznej sytuacji, chłopak nie znalazł sposobu na odegnanie tkwiącej w nim natury. Penis, jeszcze przed chwilą w stanie spoczynku, zaczął się delikatnie podnosić. Hiroshi pomyślał, jak bardzo nienawidzi praw rządzących własnym ciałem, jak bardzo chciałby teraz pomóc leżącej na ziemi Mayumi. Wraz z przyspieszającym oddechem Yōko, dłoń trzymająca nóż wiotczała, ale spanikowanemu chłopakowi nawet przez myśl nie przeszło wyrwanie broni.

– Hiroshi… – Usłyszał piskliwy głos. – Pomógłbyś mi ściągnąć spódnicę?

Przeklął każdy moment życia, który doprowadził go do tej sytuacji, ale rozumiał, że nie ma wyboru. Drżącymi dłońmi zaczął rozpinać haftkę. W końcu, po dłuższej chwili udało się i granatowa spódnica zsunęła się wzdłuż cielistych rajstop.

Yōko pochyliła się powoli na wyprostowanych nogach. W końcu złapała rękoma kostki u stóp, wypinając się w stronę chłopaka. Spojrzał w dół, na ocierające się o penisa pośladki. Majtki dziewczyny przyozdobiono dziecinnymi, różowymi kropkami, krągłości nabierały dopiero właściwych kobiecie kształtów. Dziewczyna, cały czas drażniąc członka, zaczęła nucić cicho jakąś piosenkę. Słów nie dosłyszał, w uszach brzmiała jedynie smutna melodia. O czym mogła śpiewać w takiej chwili?

W pewnym momencie Yōko poczuła się znudzona trwaniem w jednej pozycji. Oderwała krocze od prężącego się członka i powoli uklękła przed chłopakiem. Nie dała mu zapomnieć o wiszącym nad nim widmie śmierci, ostrze cały czas przylegało sztywno do ciała. Hiroshi pierwszy raz miał okazję przyjrzeć się zarumienionym policzkom, długim rzęsom i głębokim jak ocean oczom. W głębi umysłu po raz pierwszy pojawiła się niepewna myśl, że dziewczyna wygląda naprawdę pięknie. Dłoń kochanki sunęła powoli po nierówności na spodniach chłopaka.

– Mogę? – Uśmiechnęła się nieśmiało.

Oczywiście, nie miał wyboru. Dziewczyna poradziła sobie z zapięciem dżinsów i zsunęła spodnie aż do kostek. Jej uwagę natychmiast zwróciła mała plamka wilgoci na czarnych bokserkach. A więc jednak, ciało Hiroshiego nie mogło pozostać obojętne na pieszczoty. Yōko wprost nie mogła oprzeć się urokowi tego widoku i pocałowała penisa, osłoniętego jedynie cienką warstwą materiału. Poczuła zapach skrywanego podniecenia.

Przyszedł czas na opuszczenie bokserek. Chwyciła dłońmi za gumkę i zaczęła zsuwać zbędną bieliznę. Zza bawełnianego materiału wyłoniła się główka i długi, naprężony członek. Chłopak starannie pozbył się przez się przed randką w hotelu owłosienia, dzięki czemu penis wydawał się bardziej okazały. Yōko z dziecięcą ciekawością zabrała się do badania tajemniczego obiektu.  Pełne fascynacji, brązowe oczy obserwowały, jak fallus pręży się w jej dłoniach. Zauroczona dziewczyna raz po raz naciągała fałdy na penisie i podziwiała odkrywającą się żołądź. Na jej twarzy nie dało znaleźć się ani śladu goryczy dorosłego życia.

Hiroshim wstrząsnął dreszcz podniecenia. Wierzchołek języka dotknął w końcu różowego żołędzia. Błądził przez chwilę po koniuszku naprężonego członka, jakby szukał dla siebie odpowiedniego miejsca. Nieprawdopodobna pieszczota wydarła z ust chłopaka cichy jęk. Pierwszy z wielu, które miały wydać tej nocy. Zachęcona dziewczyna zaczęła obejmować fallusa coraz głębiej, aż do momentu, gdy prawie połowa naprężonego penisa znalazła się w jej niewielkich ustach. Oddech chłopaka stawał się coraz szybszy. Mógł obawiać się i brzydzić Yōko, ale nie znał sposobu na odrzucenie twardych praw rządzących jego własnym ciałem.

Dziewczyna trzymała wyprężonego fallusa w ustach. Nie wiedziała, co powinna z nim zrobić, arkana sztuki miłosnej nigdy nie zostały przed nią aż tak szeroko otwarte. Cała wiedza Yoko opierała się na podglądanych ukradkiem zabawach matki z kochankami. Nie miała jednak okazji przyjrzeć się z bliska, jak obciągała namiętnie kutasy amantów, pochłaniając je w głąb swojego gardła. Wiedziała tylko, że pragnie za wszelką cenę zatrzymać ten laur zwycięstwa w stoczonej z Mayumi miłosnej grze.

Hiroshi patrzył na zastygłą w bezruchu Yōko. Stał przerażony, zastanawiając się, czego ona właściwie chce. W końcu, pomimo odbierającego głos strachu, wypowiedział zdradzieckie słowa.

– Yōko, powinnaś poruszać się w dół i górę…

Para pytających oczu zwróciła się w stronę jego twarzy. Tak, odkrył to z zaskoczeniem. Dziewczyna nie wiedziała, co właściwie ma teraz robić! Chłopak położył napięte dłonie na jej głowie i zaczął powoli wprawiać w ruch odrętwiałe ciało kochanki. Yōko zachowywała się sztywno i niepewnie, ale powoli, wraz z mijającymi sekundami wpadała stopniowo w równomierny rytm. Z czasem w małych ustach zagłębiała się coraz większa część naprężonego członka. Podniecony chłopak poczuł z niezadowoleniem, że niedoświadczona dziewczyna zahacza delikatnie zębami o sztywnego penisa.

Dopiero to nieprzyjemne, otrzeźwiające wrażenie przywróciło świadomość sytuacji. Szkolna przyjaciółka jest zabójczynią, a obok leżą krwawiące zwłoki jego prawdziwej dziewczyny. Musi w jakiś sposób stąd uciec. Wzrok Hiroshiego zwrócił się w kierunku noża. Krew zdążyła już zastygnąć, nadając ostrzu kolor rdzy. Najważniejsze jednak, że w rezultacie skupienia całej uwagi na penisie, nadgarstek Yōko rozluźnił się, a broń odsunęła od ciała chłopaka. To jego szansa.

W jednej chwili Hiroshi ruszył do przodu. Poczuł na penisie dotkliwy ból zaciśniętych zbyt mocno zębów, ale nie miał teraz czasu przejmować się drobiazgami. Ważne, że zaskoczona Yōko straciła równowagę i runęła na podłogę, a nóż wypadł jej z dłoni. Głowa dziewczyny zderzyła się z uniesionym kolanem chłopaka. Hiroshi stanął triumfalnie nad pokonaną. Zwyciężył. Pozostaje ostatecznie unieszkodliwić morderczynię i wezwać policję.

„Czy… czy naprawdę muszę to robić?” –  Zapytał sam siebie. Nie chciał krzywdzić Yōko. Spojrzał na bezbronne ciało. Granatowy mundurek poszarpany i zabrudzony, na kolanach i łokciach dostrzegł zadrapania i siniaki. Pomyślał, co Yōko musiała przejść w trakcie ostatniego miesiąca spędzonego poza domem. Patrzył w brązowe oczy, pierwszy raz z odrobiną współczucia. Sprawiała wrażenie przestraszonej i nieobecnej. Może naprawdę popadła w szaleństwo i nie jest świadoma, w jakiej sytuacji się znalazła? Postanowił zaryzykować, teraz i tak nie będzie w stanie mu zagrozić. Hiroshi wyciągnął dłoń w stronę przestraszonej dziewczyny.

– Yōko, pomogę ci…

Twarz w jednej chwili wykrzywiła się w diabolicznym grymasie. Wbiła paznokcie w dłoń chłopaka. Syknął z bólu. Ciął nożem na oślep, ale dziewczyna jakimś cudem uniknęła pierwszego ciosu. Przymierzył się po raz drugi i… ciach! Ostrze rozcięło zaniedbany mundurek, z małej rany wytoczyła się strużka krwi.  Z każdym kolejnym uderzeniem serca czuł, że opuszcza go wola walki. – „Co ja robię?” – pomyślał chłopak. – „Przecież… Przecież nie mogę jej zabić”. Podupadłe morale pozbawiły kolejnego ciosu resztek energii. Po kolejnym, chybionym cięciu Yōko wykręciła chłopakowi rękę, a ostrze upadło z brzękiem na podłogę.

– To koniec Hiroshi – syknęła do ucha chłopakowi i z nieprawdopodobną siłą pchnęła go na łóżko. Wbijała spojrzenie w przerażoną twarz z prawdziwie demonicznym uśmiechem. Postać Yōko spowijał mrok, kontrastujący z czerwoną poświatą lamp, w brązowych oczach tliło się szaleństwo. Sięgnęła w stronę guzików koszuli, rozpinając jeden za drugim. Granatowy strój upadł w końcu na podłogę. Stała teraz w samej bieliźnie, dumnie prezentując smukłą sylwetkę, napięty brzuch, małe, jędrne piersi. Przysunęła się powoli niczym osaczający ofiarę drapieżnik. Z jej postawy promieniowała dzikość i żądza.

Dziewczyna podniosła nóż. Hiroshi przymknął oczy, oczekując nieuniknionego końca, ale Yōko zwróciła ostrze w kierunku własnego, skąpego stroju. Wystarczyły dwa cięcia i strzępki fig oraz sportowy biustonosz opadły bezszelestnie na podłogę. Powoli wspięła się na łóżko, czując nieznane dotąd, rozgrzewające do czerwoności podniecenie. Sekundy dzieliły ją od nabicia się okrakiem na stojącego penisa, gdy z ust chłopaka padły słowa.

– Powinniśmy się zabezpieczyć. Nie chcemy, chyba żebyś zaszła w ciążę. W kieszeni mam paczkę prezerwatyw. – Wskazał leżące na podłodze spodnie.

Pomyślał, że w ten sposób uchroni się przynajmniej przed jednym z wielu, potencjalnych problemów.  Dziewczyna zastanawiała się przez chwilę, po czym ruszyła w stronę porzuconych dżinsów. Nawet na sekundę nie spuszczała przy tym Hiroshiego z oka. Grzebała w kieszeniach spodni, wyciągając klucze i telefon. W końcu trafiła na małe, pomarańczowe pudełko.

Gdy znalazła się z powrotem nad penisem chłopaka, wyciągnęła z otwartego opakowania pojedynczą gumkę i zaczęła się jej niepewnie przyglądać. Delikatnie rozciągnęła materiał, przykładała kondoma do penisa chłopaka, nie wiedząc, co właściwie powinna zrobić.

– Hiroshi… pomógłbyś mi? – odezwała się w końcu cichym, pełnym niepewności głosem.

Chłopak wzdrygnął się. Za nic nie potrafił zrozumieć zmiennego charakteru dziewczyny. W jednej chwili przypominała bezbronne dziecko, by zaraz potem przeistoczyć się w demona. Nauczony poprzednią lekcją rozumiał jednak, że nie ma żadnej drogi ucieczki.

– Z tej już nic nie będzie, weź drugą. Ściśnij palcem końcówkę, tak by uszło z niej powietrze. Teraz naciągnij i włóż prezerwatywę na penisa. O tak… – wydawał polecenia, kierując jednocześnie rękoma zdezorientowanej Yōko. Dzięki wspólnemu działaniu lateksowy materiał otoczył szczelnie całego penisa. W końcu wszystko gotowe.

Dziewczyna wchodziła powoli na Hiroshiego, dwóch nagich ciał nie dzieliła nawet odległość oddechu. Obdarowała go namiętnym pocałunkiem i w końcu wbiła się na stojącego fallusa. Z ust Yōko wyrwało się przeciągłe – Ochhh – gdy centymetr po centymetrze opuszczała się na sterczącego fiuta. Twarz dziewczyny wydawała się fioletowa od przeszywającego ją na wskroś bólu, po policzkach spływały łzy. Do głosu dochodziła jednak coraz większa przyjemność, zrozumienie dla pasji, jaką matka darzyła te podłużne obiekty. Kilkoma sekundami nieludzkich tortur opłaciła wejście do krainy spełnienia i przyjemności, istnego raju na ziemi. Zatraciła się w miłości z chłopakiem.

Łóżko w pokoju numer dwanaście zostało stworzone przez niezwykłe, rzemieślnicze ręce.

– Na pewno nie będzie skrzypieć – powiedział właścicielce stolarz.

Nie mógł przecież przypuszczać, że nadejdzie noc, w której dwoje uczniów będzie się na nim kochać z siłą pędzącego tajfunu, oddając się żądzy z zapałem nieosiągalnym dla żadnego zdrowego na umyśle człowieka. Paznokcie wbiły się w skórę chłopaka, zadając dotkliwy ból. Jakimś cudem dodatkowe cierpienie spotęgowało tylko doznania. Chcąc nie chcąc, on również uczestniczył w tym diabelskim akcie, nie znał sposobu odpędzenia targających nim emocji.

Hiroshiego dręczyły wątpliwości i obawy. Dziewczyna bez wątpienia oszalała, poza pokojem czekał na nią jedynie kaftan bezpieczeństwa. Jednocześnie nie mógł odegnać myśli, że miłosny akt, który właśnie przeżywa, jest najdoskonalszą chwilą w jego życiu. Yōko rytmicznie podskakiwała na penisie chłopaka, wprawiając w błogość, jakiej nigdy wcześniej nie czuł. Jak mógł uciec myślą od giętkości jej ciała, zarumienionych policzków, burzy czarnych włosów? Czy znalazłby się asceta zdolny do oparcia się słodkiemu zapachowi skóry, przyjemności wsłuchiwania się w głośne jęki?

Przeczuwając nadchodzący finał, złapał rękoma za unoszące się biodra. Dopiero teraz pojął, jak wiele energii dziewczyna wkłada w to niezwykłe doświadczenie. – „Jakim cudem jeszcze nie opadła z sił?” – Nie poznał odpowiedzi na to pytanie. W końcu doszedł. Hiroshi wydał z siebie głębokie westchnienie i zalał lateksową gumkę olbrzymią ilością białej mazi. Yōko jęczała z rozkoszy, młoda cipka drgała szaleńczo. Dziewczyna przechyliła głowę do tyłu, wieńcząc miłosną scenę. W końcu opadła wyczerpana na ciało chłopaka.

Dwoje zmęczonych kochanków zgodnie wsunęło się pod kołdrę. Nagie ciała splotły się uściskiem nóg i ramion, przylegając ściśle do siebie. Czuli każdy oddech i ruch partnera, chłonąc się nawzajem wszystkimi zmysłami. Skóra Yōko kleiła się od potu, kruczoczarne włosy potargały podczas szaleńczego tańca na ciele kochanka.  Hiroshi jeszcze nigdy nie widział jej tak pięknej, jak gdyby dopiero tutaj, na łóżku w rabu hoteru, Yōko odkryła przed nim prawdziwą siebie. Przez chwilę poruszali się jeszcze, szukając jak najściślejszego zespolenia, chłonąc żar rozpalonych ciał. Chłopak chciał poznać każdy zakamarek ciała dziewczyny, wodził palcami po jędrnych piersiach, udach, stopach, pieścił doskonałe pośladki. Marzył, by przedłużyć ten moment spełnienia na lata, wieki, eony, chciał porzucić swoje nędzne życie poza hotelowym łóżkiem. – „Nie”. – Pomyślał. – „Muszę jej wszystko wytłumaczyć. Nawet nie wiem, czy rozumie, w jakiej sytuacji się znalazła”.

– Yōko… – zaczął, odgarniając mokre kosmyki włosów z czoła kochanki. – Wiesz, co zrobiłaś?

Dziewczyna zamknęła oczy i potrząsnęła głową, jak gdyby chciała odpędzić od siebie głos chłopaka. Hiroshi westchnął ciężko.

– Yōko, zabiłaś człowieka. Chcę… muszę wiedzieć, co teraz planujesz.

Brązowe oczy wbiły w chłopaka niepewne spojrzenie. Dla Hiroshiego było to zbyt wiele. Powoli przyłożył dłoń do rozgrzanej cipki Yōko. Najpierw jednym, potem kolejnymi palcami zaczął penetrować rozpaloną szparkę.

– Chciałabym… Ochh… – Dziewczyna jęknęła. – Chciałabym uciec stąd z tobą, nie oglądając się za siebie. Zamieszkamy razem gdzieś daleko, w kraju, którego nazwy żadne z nas nie zna. Tam rozpoczniemy nowe życie. Na początku będzie trudno, w pocie czoła będziemy pracować na każdego jena. Z czasem, gdy odłożymy już dość pieniędzy, postawimy mały domek na wsi. Achhh… Posadzimy mały sad, gdzie każdej wiosny będziemy podziwiać rozkwitające kwiaty wiśni. Każdego wieczoru, gdy będziesz wracał zmęczony z pracy, ja będę witała cię gorącą zupą miso i porcją ramenu…

Palec wskazujący dotarł do miejsca największej rozkoszy. Yōko wygięła się do tyłu, nigdy dotąd nie czuła czegoś takiego. Długo nie mogła dojść do siebie, oddychała ciężko, ledwie widząc cokolwiek przez zamglone oczy. W końcu podjęła przerwaną opowieść o marzeniach.

– Pewnego dnia, gdy poczujemy się gotowi, porozmawiamy o… o dzieciach. – Zawstydzona, zakryła twarz dłońmi. – Śnię na jawie…

Chłopak objął dłonią małą pierś dziewczyny. Przez chwilę badał jędrność cudownej półkuli, rozkoszował się jej kształtem.

– O dzieciach? – zapytał.

– T-t-tak. Będziemy mieli dwójkę. Najstarszego nazwiemy Hayato, na cześć twojego dziadka. Kiedy dorośnie, zostanie lekarzem i będzie pomagał ludziom we wszystkich zakątkach świata. Dziewczynka otrzymałaby imię Ai, na cześć łączącego nas uczucia. – Do oczu dziewczyny zaczęły napływać łzy.

Hiroshi spojrzał na leżące ciało Mayumi. Marzył o zaklęciu, które pozwoliłoby cofnąć czas i naprawić popełnione błędy. Wszystko mogłoby potoczyć się wtedy inaczej.

– Yōko, musisz uciekać – powiedział w końcu zdecydowanym tonem. – Dam ci pieniądze, kupisz bilet na samolot. Może uda ci się przekroczyć granice Japonii, zanim się zorientują. Dołączę do ciebie, gdy tylko będę mógł…

Dziewczyna położyła palec na ustach chłopaka. Wszystko zostało powiedziane. Wtulili się w siebie, delektując ostatnimi minutami spotkania. Nie robili już nic poza chłonięciem żaru swoich ciał. Powieki zaczęły ciążyć niczym ołów, nie potrafili oprzeć się wszechogarniającej senności. W końcu zaklęcie Tsukiyom zawładnęło nimi zupełnie.

***

Obudziło ich pukanie do drzwi.

– Pani Mayumi? Bardzo nie chciałabym przeszkadzać, ale zajmuje pani pokój długo ponad ustalony czas. Czy wszystko w porządku? – usłyszeli wysoki głos.

Przerażony chłopak spojrzał w stronę Yōko. Drzwi otworzyły się z hukiem, a w progu stanęła wysoka, przeraźliwie chuda kobieta. Na widok krwi i nagiego ciała zwykłe zdenerwowanie ustąpiło miejsca blademu strachowi. Przerażona właścicielka wydała z siebie przeraźliwy pisk, zasłoniła usta dłonią i rzuciła się do ucieczki. Hiroshi poczuł, jak ciało Yōko sztywnieje. Serce marzyło, by Yōko rzuciła się w stronę właścicielki, ale umysł dobrze rozumiał, że mogłaby tylko odsunąć w czasie to, co i tak było nieuniknione.

W końcu się zjawili. Kazali Yōko odsunąć się od Hiroshiego, boleśnie wykręcili jej ręce, skuli dłonie kajdankami. Rozdzielili ich i zawieźli do dwóch zimnych pokojów. Następne godziny to niekończące się pytania, oślepiające światła i krzyki. W końcu, dzięki podglądowi kamer i zeznaniom właścicielki zorientowali się, że Hiroshi nie uczestniczył w morderstwie.

– Będziesz musiał stawić się na rozprawie sądowej. Z twoich ust nie może paść nawet cień kłamstwa! – Starszy posterunkowy pogroził chłopakowi palcem.

W końcu Hiroshi opuścił komisariat. Ze srebrnej Toyoty wybiegła zrozpaczona matka.

– Bogom dzięki! Nic ci nie jest? – Natychmiast go przytuliła. – Przysięgam, że już nigdy nie spuszczę cię z oczu!

Wsiedli razem do auta. Kobieta przekręciła kluczyk w stacyjce, a koła samochodu zaczęły z wolna się toczyć.

Hiroshi wyciągnął z kieszeni zabrudzony arkusz papieru. Cały list unurzał się w  błocie, przez środek kartki przebiegał wyraźny odcisk buta. Mimo to dało się odczytać większość tekstu. Wręczyła mu wzgardzony niegdyś list niedługo przed wtargnięciem uzbrojonych policjantów, jako ostatnie świadectwo uczucia. Policjanci nie zorientowali się, że mała, zapisana lekko nieczytelnym pismem kartka, może mieć coś wspólnego ze sprawą.

Hiroshi zaczął z uwagą czytać kolejne kolumny tekstu. Raz, drugi, trzeci… W końcu mógłby recytować list z pamięci. Szukał jakiejkolwiek wskazówki, drogowskazu, jak ma sobie teraz poradzić, bez niej, najważniejszej kobiety w swoim życiu. – „Szanowny Hiroshi…”– Zaczął jeszcze raz. Tym razem nie mógł już powstrzymać łez. Za oknem właśnie zaczęło wschodzić słońce, będzie mu odtąd codziennie przypominać niezwykłą dziewczynę. Westchnął głęboko. On… on ją kochał. Kochał Yōko.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Ciekawy zabieg polegajacy na osadzeniu akcji opowiadania w scenerii cokolwiek egzotycznej dla polskiego Czytelnika, zarówno pod względem obyczajowym (hotele miłości, manga) jak i motywacji oraz zachowań bohaterów.
Pozdrawiam

Pewnie powiem coś banalnego, ale mam wrażenie, że wszystkie opowiadania erotyczne rozgrywają się w odległej scenerii, gdzie kochanki zawsze są piękne, mężczyźni piękni, a seks cudowny. Myślę, że przeniesienie akcji w miejsce odległe geograficznie lub historycznie, jak w przypadku Twoim czy MA, pozwala na głębsze zanużenie się w historii.

Pozdrawiam
Kiwi

Kapitalne. Absolutnie świetne i stylowo i tematycznie. Autor wykazał się dużym znawstwem kultury Japonii, a to wielki plus. Oczyma wyobraźni mogłam zobaczyć te uczennice w mundurkach i poczochranego chłopca, w którym się zakochały. Końcowa makabra opisana z biegłością. Uwielbiam!

Bardzo dziękuję za miłe słowa 🙂 Mam wrażenie, że przez odległość kulturową i nietypowe obyczaje seksualne, Japonia jest idealną scenerią do opowiadań erotycznych. Nietypowe rozłożenie akcentów w relacjach damsko-męskich, publiczne łaźnie, gejsze… Źródła inspiracji są właściwie nieograniczone.

Z jednej strony oczywiście – egzotyka zawsze pociąga. W obyczajach innych kultur i my przeglądamy się jak w (niekiedy krzywym) zwierciadle. Jest to zawsze pouczające, a niekiedy i podniecające doświadczenie. Jednakże w tej świeżej, powojennej kulturze Japonii jest sporo pierwiastków ryzykownych z naszej perspektywy. Zamiłowanie do osobowości i urody bardzo nieletnich dziewcząt i chłopców, styl podrywu, za który u nas można by otrzymać wyrok za stalking, mnóstwo dziwacznych fetyszy. Przyznam, że byłem ciekaw, jak podejdziesz do tych kwestii i myślę, że udało Ci się wyjść z tego wyzwania z tarczą, nie na tarczy. Ciekaw jestem, czy planujesz/dopuszczasz myśl o kolejnych opowiadaniach z tego kręgu kulturowego?

Pozdrawiam
M.A.

Myślę, że nawet w tym opowiadaniu znalazło się kilka kontrowersyjnych fragmentów – Nabokov przez dobre kilka lat nie mógł wydać swojej „Lolity”, tymczasem ja swobodnie opisałem ją jako preferencje japońskich chłopców. W pewnym momencie myślałem nawet o autocenzurze niektórych fragmentów, ale zdecydowałem, że mimo kontrowersji opowiadanie podoba mi się takie, jakie jest.

W kwestii ostatniego pytania – oczywiście dopuszczam myśl o kolejnym opowiadaniu dziejącym się w Japonii, podobnie jak i w każdej innej scenerii. Na ten moment nie mam jednak na nie zupełnie żadnego pomysłu, co niestety nie pozwala mi na snucie planów. Mimo wszystko myślę jednak, że pisanie tego konkretnego opowiadania sporo mnie nauczyło w kwestii researchu i worldbuildingu, co sprawi, że w przyszłości na pewno nie będę unikał dziwacznych i egzotycznych scenerii. Może w realiach historycznych? 🙂

Pozdrawiam
Kiwi

Z mojej strony zdecydowanie polecam realia historyczne 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Nie jestem fanką kultury Japonii, ale z przyjemnością przeniosłam się do wykreowanego świata i śledziłam przygody bohaterów. Nawet gdy młodzieżowa komedia zamieniła się w horror. Gratuluję umiejętnego rozłożenia akcentów i zasjakującego finału!

Bardzo dziękuję 🙂 Cieszę się, że opowiadanie przypadło do gustu komuś, kto na codzień nie interesuje się Japonią.

Dobry wieczór,

przyznam, że opowiadanie zaskoczyło mnie, wykonując kilka umiejętnych zwrotów akcji, przy jednoczesnym przekraczaniu granic gatunków. Zaczęło się jak romantyczna historia o pierwszej miłości nastolatków, potem zahaczyła o komedię pomyłek, następnie weszła w sferę slasherów (gatunku bardzo na Wschodzie cenionego i mającego tam wielu godnych przedstawicieli) by w finale stać się hmmm… dziwnym miksem tego wszystkiego.

Przede wszystkim jednak, pomimo grania na różnych tonach i kolejnego zmieniania szat na inne, tekst dobrze mi się czytało. Czułem, że Kawaii Kiwi cały czas trzymał tę historię w garści i nie pozwolił, by się rozlazła. Wydaje mi się, że zrealizował swój plan od A do Z i odniósł pełen sukces. Ciekaw jestem, w którą stronę uda się teraz, bo jest to opowiadanie zupełnie inne od „Życia w klubie”. Nie wątpię jednak, że jeszcze nie raz nas zaskoczy!

Pozdrawiam
M.A.

Cześć MA,

Cieszę się, że sprawiłem ci trochę przyjemności lekturą. Bardzo ciekawie zobaczyć, jak ktoś rozbija na części pierwsze opowiadanie, o którym jako autor myślę jak o jeden całości. Od siebie dodałbym, że starałem się podlać odrobiną groteski.

Pozdrawiam
Kiwi

Napisz komentarz