Impuls, czyli okazja czyni złodzieja (Malachiasz)  3.8/5 (5)

27 min. czytania

klara klara, bez tytułu, CC BY-ND 2.0

Był poniedziałek. Ciepłe, majowe popołudnie. Anna stała na chodniku, machając ręką do odjeżdżającego samochodu. Kaśka i Agnieszka, jej dwie najbliższe przyjaciółki, właśnie pojechały odpoczywać nad morze. Zazdrościła, ale obowiązki w szkole nie pozwoliły jej wyjechać z nimi. Najbliższy tydzień nie zapowiadał się zbyt różowo. Nie będzie z kim pogadać, a do domu nie za bardzo ją ciągnęło. Od kilku lat mąż stopniowo oddalał się od niej, sprawiając, że wieczór w domu był dla Anny mordęgą. Miała w końcu dopiero trzydzieści dwa lata i chciałaby skorzystać z życia.

Siedem lat temu poznała Wojtka i spodobał jej się bardzo. Całkiem przystojny, a przede wszystkim miły i zrównoważony, okazał się tym, kogo szukała po latach studenckich szaleństw. Motto Anny w czasach studiów było proste jak budowa cepa. Bierz z życia ile się da. Dzikie imprezy trwające czasem dwa dni były sensem jej ówczesnego życia. Nie przesadzała wprawdzie z seksem, ale dziewicą też nie była, kiedy poznała męża. Po takiej dawce zabawy przyszedł moment, gdy postanowiła się uspokoić. Pojawił się w jej życiu Wojtek. Po krótkiej znajomości postanowili się pobrać i na początku było im ze sobą wspaniale. Ona uczyła w szkole, on był dyrektorem banku, powodziło im się doskonale. Duży, piękny dom, samochód i wszelkie wygody, które zapewniał jej zakochany po uszy mąż, wydawały się wskazywać, że ich życie będzie pasmem szczęścia.

Niestety, po około dwóch latach dowiedzieli się, że nie będą mieć dzieci. Pomimo ich usilnych starań wyrok, który wydał lekarz, był nieubłagany – Anna nie może mieć dzieci. Tylko tyle i aż tyle. Od tej chwili płomienie miłości i namiętności Wojtka skutecznie z każdym kolejnym dniem wygasały, by ostatecznie dopalić się całkowicie. Całą swoją energię i entuzjazm Wojtek przelał na pracę i tam osiągał coraz bardziej spektakularne sukcesy. Dalej zapewniał Annie dostatnie życie, dbał o dom, był wobec niej grzeczny, ale ich dawna czułość w kontaktach odeszła w zapomnienie, nie mówiąc oczywiście o pożyciu, którego zaczęło Annie bardzo brakować. Pozostały jej wspomnienia z pierwszych lat małżeństwa albo z lat studenckich.

Mijały kolejne miesiące, a ciało Anny zaczął trawić głód namiętności. Palił ją ogniem od środka z każdym upływającym dniem coraz bardziej. Całkiem niefortunnie dla siebie, biorąc pod uwagę to co teraz czuła, wychowała się w szczęśliwym domu, gdzie rodzice kochali się i szanowali. Od nich nauczyła się, że rodzina to największa wartość w życiu człowieka. Nie potrafiła zdobyć się na to, by zdradzać Wojtka i z wielką zazdrością słuchała rozmów koleżanek, które relacjonowały przebieg swoich kolejnych rozpalających wyobraźnię spotkań. Tymczasem gorący płomień w jej wnętrzu palił ją z coraz większą mocą. Anna o niczym tak nie marzyła jak o tym, by ktoś go ugasił.

* * *

Wróciła do domu późnym popołudniem, odwiedzając wcześniej wszystkie możliwe sklepy i odwlekając moment powrotu. Na stole zastała kartkę pisaną ręką Wojtka – „ Mam ważne spotkanie. Będę późno. Nie czekaj na mnie.” Jasne, od dawna już przestała czekać. No, cóż, czeka ją miły wieczór w towarzystwie ścian i telewizora. Czuła się niczym Bridget Jones. „Cholera moje życie to sielanka” – pomyślała, siedząc nad herbatą w kuchni.

Po kilku długich chwilach poszła na górę do swojego pokoju, żeby się przebrać. Roznegliżowała się, nie wiedzieć czemu, do naga i stanęła przed lustrem. Uśmiechnęła się do tej drugiej Anny cierpko. Była atrakcyjna a jednak samotna. Przesunęła palcami po gładkiej i delikatnej skórze swoich krągłych, jędrnych piersi. Westchnęła nieśmiało. Dotyk przywołał wspomnienie czułej pieszczoty, a w kącikach jej oczu zasrebrzyły się maleńkie łzy. Koniuszki palców musnęły kilkakrotnie sutki, które stwardniały pod wpływem niespodziewanej pieszczoty. Tak bardzo chciałaby potrafić przełamać swoją przyzwoitość. Tak bardzo chciałaby, żeby ta dłoń należała do mężczyzny, z którym mogłaby jak w dawnych czasach zatracić się w pieszczotach i rozkoszy. Łzy potoczyły się po policzkach, zatrzymując się w kącikach ust. Słony smak rozgoryczenia. Tak bardzo chciałaby spełnić każdą zachciankę takiego mężczyzny i być gotową na wszystko, na jedno jego kiwnięcie palcem. Tak bardzo chciała …

Usłyszała, jak jej telefon wyemitował sygnał nadejścia wiadomości. Wyciągnęła aparat z kieszeni leżących na podłodze spodni i odczytała wiadomość. „ Niezła z ciebie sztuka. Moja fujara stwardniała, gdy zobaczyłem cię przed tym lustrem.” – Anna nie mogła uwierzyć w to, co czyta. Powtórzyła tę czynność trzykrotnie i za każdym razem jej bajecznie zielone oczy robiły się coraz większe. W końcu dotarło do niej to, co przeczytała przed chwilą, szybko założyła na nagie ciało szlafrok i zaciągnęła zasłony w oknie. Puls galopował jak szalony. Usiadła na brzegu łóżka i drżącymi dłońmi wzięła telefon. Sprawdziła, od kogo mógł być ten głupi sms. Niestety, numer był zastrzeżony. Cholera, kto mógł wpaść na pomysł, żeby zrobić jej taki durny kawał? Nie, to niemożliwe, żeby to był dowcip. Poczuła jak wilgotnieją jej dłonie, serce zaczyna bić szybciej, a na twarz zaczynają wypełzać czerwone plamy rumieńców. Ktoś ją podglądał, gdy zamyślona nad swoim marnym losem, stała golusieńka przed lustrem jak ją pan Bóg stworzył. Pieprzony zboczeniec, nawet po domu nie można spokojnie pochodzić na golasa!

Z przemyśleń wyrwał ją ponownie dźwięk nadchodzącego smsa. „ Dlaczego zasłoniłaś okno? Przeszkadza ci, że facet podziwia twoje ciało? Czyżbyś odzwyczaiła się od tego?” – trzy proste pytania zawarte w krótkiej telefonicznej wiadomości ponownie wprawiły Annę w osłupienie. Co za natręt! Dlaczego nie daje jej spokoju? Tysiące myśli przebiegło w minutę przez głowę Anny, powodując w niej zamęt jeszcze większy niż ten, który powstał po pierwszym sms–ie. Cholera, co on sobie wyobraża? Skąd o niej tyle wie?

„ Mam dla ciebie propozycję. To taka gra zmysłów. Jeśli chcesz podjąć wyzwanie, przyklej do okna kartkę z rysunkiem uśmiechniętej buzi.” – tak brzmiała kolejna wiadomość, która przyszła kilka chwil później. No, teraz to przesadził troszeczkę! Zdenerwowana Anna napisała coś na kartce papieru i przylepiła ją do okna od zewnątrz. Z powrotem zasunęła zasłony, posprawdzała wszystkie okna w domu i poszła się wykąpać. Na przylepionym do okna małym skrawku papieru dumnie czerniały litery, układając się w wyraz „Spadaj”. Po kilkunastu minutach zmaterializowała się męska dłoń, zrywając karteczkę i ginąc w nadciągającym wokół wieczorze.

Anna uspokoiła się nieco w pachnącej kąpieli, ale do końca nie potrafiła przestać myśleć o tym, co się wydarzyło. Z przyczajonym gdzieś pod skórą lękiem i zaciekawieniem położyła się spać. Noc i cały kolejny dzień upłynął spokojnie, więc doszła do wniosku, że odmowna odpowiedź zniechęciła wścibskiego podglądacza. Wtorek to dzień udzielania korepetycji, więc wróciła do domu dopiero wieczorem. Wojtka oczywiście ani widu, ani słychu. Już po wejściu do domu odniosła wrażenie, że ktoś w nim był. Ktoś obcy. Czuła to całą sobą i ta myśl sparaliżowała ją na ładnych kilka minut. Czyżby on? Zebrała się jednak w sobie i upuszczając torby z zakupami i torebkę na podłogę, rzuciła się sprawdzać pomieszczenia. Wszystko wydawało się jednak w najlepszym porządku. Czyżby zwiodła ją intuicja? Może wczorajsze wydarzenia zostawiły w niej nieświadomy lęk? Stąd to przewrażliwienie.

Jednak nie myliła się. Kiedy jeszcze raz spokojnie obeszła cały dom, w swojej sypialni zauważyła, że jedna z szuflad komody jest do połowy wysunięta. Co ciekawe, gdy do niej zajrzała, okazało się, że została opróżniona. Zawartość zniknęła. Wszystkie majtki stały się łupem tajemniczego złodzieja. Anna czuła, że może to być ten sam podglądacz, który wczoraj wysyłał do niej wiadomości. Postanowiła jeszcze coś sprawdzić, więc poszła do łazienki. Kolejne przeczucie się sprawdziło. Majtki z kosza na brudne rzeczy również zginęły. W pierwszym odruchu złapała za telefon, by zgłosić kradzież na policję, jednak wybierając numer, zastygła ze słuchawką przy uchu. Co im powie? Ratujcie moje majtki! Głupia sprawa i trochę wstyd. Nie, musi tę sprawę załatwić sama. Ten facet posuwa się za daleko i ona na to nie pozwoli. Cholera, był w jej domu i grzebał w jej bieliźnie! Popieprzony zboczeniec!

Odezwał się telefon. Dostała nową wiadomość. „ To ja. Byłem w twoim domu. Wziąłem sobie na pamiątkę kilka drobiazgów. Cudownie pachną, zwłaszcza te używane. Pachną Tobą i twoją szparką.” – Anna przeczytała tekst i w jej głowie wybuchł zamęt. Nie wiedziała, co ma zrobić z tą sytuacją. Nawet w snach nie wyobrażała sobie, że spotka ją coś podobnego. Bała się też swojej reakcji, bo czytając tę wiadomość, poczuła jak w niej, gdzieś głęboko, została poruszona wrażliwa struna i zatliła się tajemnicza iskierka.

„Ta moja wizyta, to drugie zaproszenie do podjęcia gry. Drugie i ostatnie” – z rozmyślań wyrwał ją kolejny sms. Facet okazywał się naprawdę namolny, ale nie można mu było odmówić cierpliwości. Anna patrzyła tępo w ekran telefonu, nie bardzo wiedząc, co dalej ma robić. Nieśmiała myśl błądziła w głowie, sprzeciwiając się temu, by kazać podglądaczowi iść w diabły.

„ Oboje przecież wiemy, że w głębi duszy tego pragniesz” – kolejna wiadomość, zbiła ją z tropu zupełnie. Cholera, nie dość, że podgląda to jeszcze i w myślach czyta. Magik jakiś pieprzony, ale trafił w sedno. Część jej duszy pragnęła odpowiedzieć na zew i poddać się losowi. Co ma być, to będzie. Jak bardzo Anna pragnęłaby tak zrobić. „Więc co cię powstrzymuje, głupia babo” – pomyślała sobie, lecz pytanie zawisło w próżni, nie doczekawszy się odpowiedzi.

„ To moja ostatnia namowa wraz z instrukcją. Jeśli tego nie zrobisz teraz, to nie zrobisz tego nigdy. Jeśli chcesz podjąć wyzwanie, ostatnie swoje majtki, te z tyłka, wywieś na klamce drzwi wejściowych do domu. Czekam na to do północy, nie dłużej ” – ekran telefonu zamigotał wiadomością. Anna w osłupieniu patrzyła na jej tekst. Cholera, co ja mam robić? Wiedziała, że potrzebuję zachęty, żeby się przełamać. Jakiegoś impulsu, a teraz, gdy okazja sama się nadarza, ona potrafi tylko siedzieć, wzdychać i szarpać się ze swoim sumieniem. Tak bardzo pragnęła zwolnić hamulec, który ją powstrzymuje przed pójściem za głosem części duszy spragnionej namiętności i rozkoszy.

Anna cały wieczór kręciła się po domu zamroczona natłokiem myśli i wciąż miotająca się pomiędzy szaleństwem a przyzwoitością. Z każdą chwilą jednak płomień, który podsycał spragnioną rozkoszy część jej duszy, zapalał się coraz mocniej. Coraz bardziej chciała ulec człowiekowi, który czaił się gdzieś w mroku, prawdopodobnie blisko, nieopodal. Wysłany przez niego impuls coraz mocniej i częściej działał na wyobraźnię, która podsuwała coraz bardziej pikantne i wyuzdane obrazy. Ciepło, jakie rozlewało się wtedy w ciele, mile łechtało i popędzało szybciej krew w żyłach. Nie mogła dłużej się bronić. Musiała ulec tej sile popychającej w objęcia szaleństwa, które jednak jak chciała wierzyć Anna, pozwoli przeżyć dawno zapomniane rozkosze.

*

Ciemna postać ukryta w ogrodzie Anny, uważnie obserwowała dom zza kępy ozdobnych krzaków. Mężczyzna widział, jak tuż przed jedenastą kobieta kładzie się do łóżka i przy małej lampce czyta książkę. Podniecała go ta gra. Nie wiedział, czy Anna podejmie wyzwanie, ale chciał tego coraz mocniej. Anna była piękną i dojrzałą kobietą z ciałem dwudziestolatki, a poza tym, ta jej niepewność, to, ze była takim ciężkim do zgryzienia orzechem, działała na niego jeszcze bardziej pobudzająco. Trudna zdobycz powodowała, że łowy stawały się ciekawsze. Mężczyzna, kryjąc się, obszedł dom. Spojrzał na drzwi frontowe domu i uśmiechnął się do siebie. Łowy nabierały rumieńców, na klamce wisiał mały, biały skrawek materiału. Majtki gospodyni domu. Czas zacząć grę.

* * *

Nazajutrz rano, między poranną toaletą a niewielkim śniadaniem, Anna otrzymała kolejną wiadomość. „Cieszę się, że podjęłaś wyzwanie. Chcę sprawić, żebyś długo pamiętała kilka najbliższych dni. Na dobry początek, wskazówka. Do czasu zakończenia naszej gry, nie odwiedzaj sklepów z bielizną, a załóż tą czarną, krótką spódniczkę. Jest fajna.” – Uśmiechnęła się do tekstu. Przeglądał jej szafę. Niech się dzieje co chce, ona chce spróbować i już. Ubrała się jak prosił i wyszła do pracy. W szkole cały czas chodziła rozkojarzona, myśląc tylko o tym, co wymyśli jej tajemniczy wielbiciel. Czego będzie dotyczyć kolejny sms? Dodatkowym smaczkiem, był brak bielizny pod spódniczką. Często myślała, czy ktoś to zauważył i przyjemny dreszcz przejmował jej ciało. Na drugiej lekcji, gdy uczniowie pochyleni nad zeszytami, spisywali zadania z tablicy, zadźwięczał telefon. Dyskretnie wyciągnęła go z torebki i przeczytała wiadomość. „Myślisz, że ten rudy z kolegą w pierwszej ławce, zauważył, że pani profesor jest bez majtek?” – Spojrzała mimowolnie na pierwszą ławkę przed swoim biurkiem. Rzeczywiście Olek coś często dzisiaj schyla się do plecaka, a może to tylko wyobraźnia podpowiada jej takie rzeczy. Anna zaczerwieniła się delikatnie, ale znajomy dreszcz był silniejszy od poczucia wstydu. Przecież obiecała sobie, że podda się tej grze i nie odpuści. Miała tylko nadzieję, że jeśli chłopcy zauważyli jej nagość pod spódniczką, to nie rozpowiedzą tego dokoła.

Drugi sms obwieścił swoje nadejście na czwartej lekcji. „ Dzieciaki piszą klasówkę, a ty się nudzisz straszliwie. Zróbmy coś z tym. Sięgnij paluszkiem do swojego skarbu, pani profesor i popieść się troszeczkę.” Pierwszym odruchem na tę wiadomość było oburzenie, ale po chwili lewa dłoń powędrowała w stronę spódniczki i wsunęła się pod nią. Anna czuła jak przyśpiesza puls i już bez wątpliwości dotknęła czubkiem palca swojej trójkątnej kępki włosków. Dwoma palcami zaczęła delikatnie pocierać krótkie włoski. Krótkie spojrzenie na salę. Jest dobrze. Nikt z uczniów na razie nie zauważył, co wyprawia ich nauczycielka. Palce Anny delikatnie dotknęły płatków cipeczki. „Boże, co ja wyczyniam, ponad dwadzieścioro nastolatków w klasie, a ja…” – przeleciało przez głowę Anny. Cofnęła palce, niechcący przy tym pocierając płatki. „ Ach” – westchnęła bezgłośnie. Dłoń z powrotem wróciła do wilgotniejącej szparki i czubek wskazującego palca wsunął się w jej wnętrze. „Ach …”

Z rozkosznego błogostanu wyrwał ją dźwięk dzwonka. Niektórzy uczniowie w pośpiechu kończyli pisać, inni poderwali się z kartkami i podchodząc do jej biurka, kładli je na kupkę. Anna nasunęła spódniczkę na swoje miejsce i z wypiekami na twarzy czekała, aż ostatni z uczniów wyjdzie z sali. Miała wielka ochotę dokończyć rozpoczętą w tak niezwykłych okolicznościach pieszczotę, ale zachowała na tyle zdrowego rozsądku, by niechętnie z tego zrezygnować. To szaleństwo jednak zaczęło ją coraz bardziej wciągać. Podniosła palec do nosa i uśmiechnęła się pod nosem do swoich myśli. Pachniał jej kobiecością. Otrząsnęła się w obawie, że zrobi zaraz cos głupiego, podniosła się, zamknęła salę i wróciła do rzeczywistości.

Dochodziła już godzina jedenasta i Annę trawił niepokój,  czemu sms–owy podrywacz nie odzywa się tyle czasu. Gdy wróciła do domu, zastała męża, z którym zdobyli się na krótką rozmowę na zasadzie – co u ciebie, w porządku, aha, u mnie też – i zajęła się sobą. Podobnie jak Wojtek. Teraz jednak było już tak późno, a ona pragnęła, żeby Pan Tajemniczy, jak zaczęła go w duchu nazywać, odezwał się. Wszystko jednak wskazywało na to, że tego wieczoru będzie musiała obejść się smakiem. „ No, cóż, chyba wezmę kąpiel” – pomyślała i wtedy, znajoma melodia znów zabrzmiała w telefonie.

To był on. „ Wyjdziesz zaraz do parku i idź do ostatniej ławki, tej przy pomniku, w alejce przy ogrodzeniu. Co dalej, dowiesz się na miejscu.” Wiadomość wprowadziła Annę w stan podekscytowania. Znajome, przyjemne ciepło zalało jej ciało od środka. Wzięła w rękę sweter na wypadek, gdyby zrobiło się zimno i w jednej chwili była przy drzwiach.

– Wychodzisz o tej porze? – Wojtek wychylił się z pokoju, przerywając swój seans filmowy.

– Tak. Wrócę niedługo – odpowiedziała.

Mina męża świadczyła o tym, że coś jest nie w porządku, ale wzruszył ramionami i głowa zniknęła za ścianą. „To tyle zainteresowania żoną” – pomyślała Anna i wyszła z domu. W parku była już po dziesięciu minutach, podczas gdy normalnie droga zajmowała jej dwa razy tyle czasu. Wbiegła między alejki i szybko odnalazła właściwą ławeczkę. Rozejrzała się na boki, lecz niczego a raczej nikogo nie zauważyła. Minęła spora chwila. Co się dzieje? Dlaczego on się nie odzywa?

Tajemniczy wielbiciel przetrzymał ją trochę, ale w końcu ekran wyświetlacza telefonu zamigotał i zabrzmiał znajomy dźwięk. ” W szkole zabrakło ci czasu na dokończenie zabawy, więc dokończ ją teraz i tu, na tej ławeczce!” – przeczytała Anna. Tu, w parku? Wprawdzie godzina była późna, ale wiedziała, że nawet o tej porze często można tu spotkać zakochane pary lub raczących się gorzałką smakoszy. Usiadła jednak na ławce i z nieśmiałością powoli wsunęła dłoń pod spódniczkę. Na skórze poczuła delikatne mrowienie, gdy dłoń wędrując w górę ud ocierała się o nie. Po raz drugi tego dnia jej palce zaczęły pieścić włoski na łonie. Serce Anny zabiło mocniej, a krew napędzana podnieceniem zaczęła szybciej płynąć w żyłach. Rozchyliła mocniej nogi, by dać dłoniom więcej swobody. Spódniczka podjechała jeszcze wyżej, niewiele teraz skrywając. Płatki cipy pocierane z czułością przez rozedrgane palce rozchyliły się pod wpływem pieszczoty. Anna oblizała kilkakrotnie rozchylone wargi, jej oczy zaczęły błyszczeć niczym szmaragdy. Poczuła wilgoć w szparce i wsunęła w nią palec. Poruszając nim, coraz mniej przytomnym wzrokiem rozejrzała się po parku, badając czy ktoś jej nie obserwuje. Oczywiście nie licząc Pana Tajemniczego, który, miała nadzieję, ogląda cały spektakl gdzieś przyczajony. Ucisnęła mały guziczek. Mhm… Jak dobrze… Jak…

Dzyń, dzyń, dzyń. Anna ze złością spojrzała na telefon, który znów się odezwał. Kto i dlaczego jej przerywa? Chciała dokończyć, co zaczęła i co sprawiało jej tak wiele przyjemności. Podniosła jednak telefon, znacząc aparat śladami wilgoci palców. „ Nieźle się zabawiasz. Przerwę ci jednak. Obok tylnej lewej nogi ławki, w kępie trawy zobaczysz torebkę. Znajdziesz w niej coś. Zrób z tego użytek” – więc to był on. Anna spojrzała we wskazane miejsce i rzeczywiście leżała tam zwykła szara torebka. Podniosła ją i wyciągnęła zawartość. W dłoni miała gumowego penisa potężnych rozmiarów z wieloma zgrubieniami. Zabawka dla niegrzecznych dziewczynek. Nie wiedziała, czy zalicza się do takich, ale z całą pewnością wiedziała, co ma z tym teraz zrobić.

Szeroko rozchylone nogi Anny znalazły się na ławce, ukazując nabrzmiałe i wilgotne płatki cipy. Spódnica podsunęła się na same biodra, tak jakby nie było. Oddychając szybko i płytko, Anna przesunęła gumową zabawką po szparze. Zaślepione z rozkoszy oczy zaszły jej mgłą, powodując, że było jej obojętne, co dzieje się wokół. W końcu Anna wsunęła między zaczerwienione płatki czubek gadżetu. Z epicentrum rozkoszy, które znajdowało się w okolicach krzyża, wysyłane zostały kolejne fale, które sprawiały, że całe ciało przepełniało podniecenie. Kolejne pchnięcia w głąb szpary, potęgowały ten stan, aż znalazła się o krok od szczytu. Pojękując i drgając biodrami, z gumowym penisem głęboko w sobie, Anna osiągnęła spełnienie i z radością osunęła się na oparcie ławki.

„ Czułem, że z ciebie jest niezła suka. Zostaw gumowego fiuta na ławce, gdy będziesz odchodzić” – kolejne polecenie wyskoczyło na wyświetlaczu telefonu po chwili. Anna wróciła do domu. Było już dobrze po północy, z pokoju Wojtka doleciał ją odgłos chrapania. Znużona ale szczęśliwa położyła się spać. Śniła na setki sposobów wydarzenie z parku i obudziła się zmęczona, jakby sny były rzeczywiste. Takie zmęczenie jednak jej odpowiadało, nakręcało do życia i wiedziała już, że wpadła w sidła namiętności. Sprawdziła telefon. Miała tam jedną wiadomość. Spała tak mocno, ze nie słyszała sygnału jej nadejścia. ” Mam rzecz, która się zabawiałaś. Cała ociekała od twoich soków. Nie wiem jak długo wytrzymam, zanim cię zerżnę.” – Koniec wiadomości wywołał u Anny dreszcz podniecenia. ” To nie zwlekaj” – w duchu ponagliła nieznanego mężczyznę, który przyciągał ją jak magnes. Nie poznawała siebie. Jak niewiele trzeba było, żeby tak się stało. Jak niewiele, by poczuć, że żyje.

Cały dzień nie dostała żadnych sms–ów od tajemniczego faceta. Anna nie wiedziała, czy droczy się z nią, czy może to koniec zabawy. Po powrocie do domu robiła się coraz bardziej niespokojna. Nie chciała, żeby tak to się skończyło. Przecież obiecał jej coś. Pragnęła poczuć go w sobie. Mocno, bardzo mocno. Wrócił Wojtek i jak zwykle, po pięciu minutach rozmowy i zjedzeniu obiadu, poszedł do siebie. Anna została sama ze swoimi przebudzonymi żądzami, które czekały na spełnienie. Niestety, wskazówki zegara pokazywały kolejne godziny, a telefon milczał jak głuchy, nie licząc rozmowy z Kaśką, która zadzwoniła, żeby zapytać co u niej.

* * *

Kiedy na ogród spadła zasłona nocnych ciemności, ubrana na czarno tajemnicza postać zanurzyła się w krzakach, znajdując tam kryjówkę. Błękitne oczy błyszczały w otworach naciągniętej na głowę i zszytej na górze wzorem służb specjalnych kominiarki. Mężczyzna czekał na dogodną sposobność, by zrealizować swój plan. Czekał cierpliwie, bo mieszkańcy domu długo nie kładli się do łóżek. Gospodarz poszedł spać po jedenastej, kobieta zaś wyraźnie na coś czekała, widać po niej było napięcie. Około północy poddała się i również powędrowała do łóżka, ale jeszcze pól godziny czytała książkę i dopiero wtedy cały dom pogrążył się w ciemnościach. Mężczyzna wciąż jednak czekał. Dwadzieścia minut po pierwszej wychylił się ze swojej kryjówki i podszedł do domu. Był sprawny, szybko wdrapał się na piętro i znalazł koło okna sypialni kobiety. Otworzył cicho skrzydło, które wiedział, że będzie uchylone. Ona zawsze spędzała noc, nie blokując dostępu świeżego powietrza. Zsunął się z parapetu do pokoju i rozejrzał wokół.

Kobieta spała. Cienka kołdra zwinęła się u jej stóp, a krótka satynowa koszulka nocna podciągnęła tak, że odsłaniała górną część zgrabnych ud. Intruz patrzył z zachwytem. Długie kasztanowe włosy, zwijające się na końcach w niesforne loki, rozsypały się po poduszce niczym wachlarz, zakrywając z jednej strony policzek. Patrzył jak krągłe i jędrne piersi unoszą się w rytm oddechu. Poczuł, że pod spodniami, w kroczu robi mu się ciasno. Podszedł bliżej łóżka i chwycił w dwa palce rąbek koszulki.

* * *

Anna poczuła jak koszulka podjeżdża powoli wyżej, mijając biodra i zatrzymując się poniżej piersi. Trochę wcześniej obudziła się, bo usłyszała jak ktoś wchodzi przez okno do pokoju. Strach mieszał się z ciekawością. Miała wielką nadzieję, że to tajemniczy wielbiciel. Leżała jednak na boku tyłem do okna i nie mogła go zobaczyć. Bała się poruszyć, by nie spłoszyć nieznajomego. Słyszała przyspieszony oddech w ciszy, gdy stał przez moment, podziwiając ją śpiącą i mile połechtało to jej kobiecą próżność. Zaraz potem poczuła, jak koszulka zaczyna drażnić jej skórę, sunąc wzdłuż ciała, które oblepił dreszcz podniecenia.

Poczuła delikatny dotyk palców na udzie i poruszyła nogą, lekko zsuwając jedną z drugą.

– Wiem, że nie śpisz. Nie odwracaj się! – usłyszała szept koło ucha. – Myślę, że nie narobisz rabanu?

– Nie. – Padła krótka odpowiedź z jej ust.

– Dobrze. Grzeczna dziewczyna – wymruczał pochwałę.

Anna poczuła, jak jego dłoń wciska się między ściśnięte uda. Rozchyliła je, by ułatwić mu dostęp do swojego skarbu.

– O, tak. Dobrze, suczko – usłyszała.

Jego kciuk pieścił jej włoski, a środkowy palec gładził różowe płatki. Pieszczota stawała się coraz intensywniejsza, a Anna poczuła, że cała jest żądzą. Płonęła, nie chcąc by ktokolwiek ją ugasił. Mężczyzna przysunął się jeszcze bliżej i zatopił palce w jej cipie.

– Ściągnij koszulę! – wydyszał podniecony.

Anna wykonała polecenie i usłyszała następne:

– Oprzyj się na rękach i wypnij tyłek w moją stronę!

– Yhm – wydukała, zgadzając się.

Poczuła jak rozchyla jej mocno nogi i zadziera dupkę jeszcze wyżej. Wiedziała, że mężczyzna ma teraz widok na szparkę w pełnej krasie. Jego palce gwałtownie zanurzyły się i nie zaprzestawały  pieszczot. Anna zaczęła pomagać biodrami, zagryzła zębami wargi, by przypadkiem nie wydać niekontrolowanego dźwięku. Bardzo chciała przecież wykrzyczeć jak bardzo jej dobrze. Nagle coś lepkiego przesunęło się po jej cipie. Facet wprowadził do akcji język. Słysząc kolejne mlaśnięcia w szparce, Anna, nie mogąc się powstrzymać, zaczęła cicho pojękiwać. Gdy pomyślała o Wojtku, od którego dzielił ją teraz tylko krótki korytarz, jej podniecenie sięgnęło zenitu. Gdyby teraz wszedł i zobaczył obcego faceta między jej nogami i swoją żonę miotającą się pod wpływem jego pieszczot…

– Teraz ty, skarbie – usłyszała szept.

Była tak podniecona, że nawet nie poczuła, iż przestał pieścić jej cipę.

– Co? – zdobyła się tylko na taką odpowiedź.

– Nie co tylko laska. Klękaj! Obciągniesz mi! – odmruknął szorstko.

Rozsiadł się na brzegu łóżka i rozkraczył nogi, a potem rozpiął rozporek, z którego wyskoczył mocno sztywny członek. Anna klęknęła i zbliżyła twarz do niego.

– Jak bardzo chcesz go mieć w ustach? – zapytał.

– Bardzo. Najbardziej – ledwie odpowiedziała pijana namiętnością.

– To do dzieła, księżniczko! – Jego oczy błyszczały. Anna widziała w nich blask podniecenia.

Objęła sterczący pal dłonią i zaczęła nią przesuwać. Czuła pod palcami pulsujące żyły. Ukazał się nabrzmiały, ciemnoczerwony łepek. Musnęła go językiem, potem drugi raz i nie przestawała. Jej wielbiciel odchylił głowę do tyłu i z otwartymi ustami zaczął postękiwać. Drugą dłonią złapała za jądra i uciskała.

– Ooo… dobrze… – doleciał ją szept. – Aaa… ch… nie przestawaj!

Anna wsunęła do ust czubek penisa i powoli wysunęła, by po chwili włożyć go głębiej. Powtarzała ten stopniowy zabieg, aż cały znalazł się w jej ustach. Na brodzie oparły się jądra faceta, a w ustach pęczniała z dumy jego pała. Wyciągnął kutasa, a po chwili wepchnął gwałtownie z powrotem. Poczuła energiczne pchnięcia, które wydymały jej policzki. Ręką przytrzymał za włosy odskakującą głowę. Szarpnął biodrami i wyprężył plecy, więc wiedziała, że za chwilę będzie miała usta pełne nasienia. Rzeczywiście, po chwili wnętrze jej jamy wypełniło się lepkim i gęstym sokiem namiętności. Wysunęła członka dłonią, bo zaczęła się krztusić a z kącików jej ust popłynęły strużki spermy. Mężczyzna jeszcze raz wystrzelił prosto w jej twarz. Na nosie, policzkach i jednej powiece Anny zalśniły plamy nasienia.

– Pani profesor, a zdolna jak dziwka – stwierdził, klepiąc ją w pośladek.

Chciała coś powiedzieć, ale usłyszeli szmer na korytarzu. Po chwili rozglądała się z niedowierzaniem po pokoju. Tajemniczy mężczyzna zniknął w okamgnieniu. Anna usłyszała pukanie do drzwi.

– Tak? – powiedziała.

– Wszystko w porządku? – zaspany głos Wojtka dobiegł ją zza drzwi. – Wydawało mi się, że coś słyszałem.

– To nic. Zdawało ci się – odpowiedziała.

Spojrzała w lustro. Ciekawe, co by powiedział jej mąż, gdyby zobaczył jak teraz wygląda. Włosy w nieładzie, na twarzy pełno męskiego nasienia, sukienka na podłodze, a na udach lśnią krople jej soków. Uśmiechnęła się do siebie, gdy usłyszała szuranie kapci. Wojtek wrócił do siebie. Ona z radością wypisaną na twarzy długo jeszcze nie mogła zasnąć. W końcu zmęczona uległa potędze snu.

Następnego dnia dostała tylko jedną wiadomość. „Dziś piątek. Zabawmy się. O piątej po południu wyjdziesz z domu. Na rogu kolejnej ulicy będzie stała taksówka. Zawiezie cię ona w pewne miejsce. Tylko ubierz się tak, żeby faceci się ślinili na twój widok.” – Annę ucieszył kolejne wyzwanie rzucone jej przez tajemniczego wielbiciela. Nie mogła się doczekać końca lekcji, a po nich prawie pognała do domu. O piątej wyszła, jak miała przykazane, bez żadnego problemu, bo Wojtek nie wrócił jeszcze domu. Taksówka stała, jak było to umówione.

– Dzień dobry – przywitał się kierowca, zawieszając wzrok na jej figurze.

– Dzień dobry – odpowiedziała Anna i zapytała. – Dokąd jedziemy?

– Do Warszawy – odpowiedział jej szofer.

Warszawa, bardzo ciekawie się zaczyna.

– To co, pojedziemy? – zaproponował taksówkarz.

– Jedźmy – padła odpowiedź.

Po trzygodzinnej jeździe dotarli do celu. Anna ucieszyła się bardzo, bo taksówkarz był dosyć ponurym towarzyszem jazdy. Okazało się, że przyjechali do małego klubu na peryferiach stolicy. W środku panował dym papierosowy i kwaśny zapach alkoholu. Anna była zdezorientowana, nie wiedziała co ma robić, ale po kilkunastu minutach ten problem zniknął całkowicie. Kolejni faceci zapraszali ją do tańca, bawiła się jak za dawnych dobrych czasów. Około dziesiątej usłyszała dźwięk telefonu. ” Za chwilę barman podejdzie do ciebie i o coś poprosi. Zgódź się!” – przeczytała. Zatańczyła jeszcze jeden taniec, gdy podszedł do niej barman.

– Dobry wieczór – przywitał się.

– Dobry wieczór – Anna odpowiedziała na powitanie.

– Mamy mały problem i… – zaczął tamten.

– I… co? – dokończyła Anna.

– I dlatego właśnie chciałbym o coś panią poprosić – głos był ledwie słyszalny.

– Słucham – powiedziała.

– Widzi pani, tu po środku jest rurka do tańca. Niestety nasze dziewczyny dziś zawiodły. Czy nie uratowałaby pani sytuacji i… – ciągnął powoli barman.

– Ty żartujesz, prawda? – spytała.

– Nie – padła odpowiedź.

– Jak to? Na rurce… to znaczy… nago? – Anna była zdumiona.

– Tak – głos mężczyzny ledwie było słychać.

– Ale … ja nigdy tego nie robiłam. – Próbowała się wykręcić.

– Myślę, że sobie pani poradzi. – Barman zlustrował ją wzrokiem. – Co ja mówię, ja to wiem.

Na początku Anna chciała odmówić, ale przypomniała sobie sms–a, a po drugie podnieciła ją myśl o byciu nagą przed tyloma facetami.

– Muszę się chyba jakoś przebrać – powiedziała do barmana, który zaprowadził ją do małej kanciapy. To, co dostała od niego, ciężko było nazwać ubiorem. Stringi i biustonosz zakrywały niewiele. Kiedy wyszła na okrągłe podwyższenie z rurką na środku, rozległy się gwizdy aprobaty. Dodało jej to pewności siebie i pozwoliło zapomnieć o wstydzie. Zagrała muzyka, Anna zaczęła tańczyć, zmysłowo oplatając ciało wokół rury. Jej biodra falowały, na twarz wywlekły się rumieńce, ale cieszyła się, że tu jest. Mężczyźni wtykali jej banknoty za stringi. Wirując, ściągnęła z siebie staniczek, ukazując swoje piersi. Gwizdy przeszły w jeden przeciągły jęk, każdy z nich chciał teraz ją zerżnąć, i ta myśl, wywołała w Annie podniecenie. Powolnym ruchem ściągnęła z siebie stringi i całkiem naga, kucnęła trzymając się rury. Wszyscy, którzy podziwiali jej wdzięki, nie mieli pojęcia, jak bardzo jest podniecona i wilgotna. Płomień znów rozpalił się w jej duszy. Była gotowa na nowa porcję szaleństwa.

Obok niej na kupce uzbierała się sterta banknotów, gdy usłyszała od strony baru głos barmana.

– Panowie, mamy dla was kolejną atrakcję – usłyszała poprzez tumult.

Większość panów z zainteresowaniem zwróciła się w stronę głosu. Anna również tam spojrzała.

– Urządzamy licytację. Kto da więcej, temu nasza tancerka zrobi laskę – wyjaśnił barman.

Anna spojrzała w stronę baru ze złością. Co sobie myśli ten mały gnojek? W cieniu pod ścianą zobaczyła mężczyznę, ukrytego pod kapturem i maską. Poznała go, to był jej tajemniczy facet od telefonów. Kiwnął w jej stronę głową i Anna zrozumiała, że ma się zgodzić na tą grę. Tymczasem faceci dostali głupawki i jeden przez drugiego licytowali się jak szaleni. Anna pląsała wokół rury, czekając na rezultat wyścigu.

Zanim ustalono kto wygrał, minęła prawie godzina. Podniecona sytuacją Anna przestała się zamartwiać, czy to wypada, czy nie i podeszła do zwycięzcy. Wysoki blondyn cieszył się głupawo. Biedny frajer dał dziewięć stów za laskę, nie wiedząc, że to ona będzie miała z tego największą frajdę. Wzięła zwycięzcę za rękę, żeby pójść w jakieś ustronne miejsce, gdy usłyszała:

– Tutaj… tutaj… tutaj! – skandowało stado samców.

– Spokojnie panowie! – uspokajał ich barman. – Tego nie było w umowie.

– Spadaj! Chcemy to zobaczyć! – wyrwało się z któregoś gardła.

– Zaraz, zaraz… – Barman próbował ratować sytuację.

Anna nie wiedziała, kiedy odwróciła się w ich stronę i powiedziała:

– Zgoda.

Barman, a nawet zamaskowany facet spojrzeli w jej stronę. Ona tymczasem weszła na podwyższenie razem ze zwycięzca licytacji i oparła go plecami o rurkę. Sprawnie ściągnęła mu spodnie i gatki. Członek blondyna długo nie mógł zesztywnieć, chyba z powodu widowni wokół nich, więc Anna pracowicie spędziła kolejne kilka minut. Dłonie i usta pieściły pałkę, aż ta wreszcie urosła i zrobiła się sztywna. Z boków dolatywały Annę, przeróżne komentarze.

– Dobra jest!

– Ale dziwka!

– Ssie jak odkurzacz.

– Zrób to mi, on jest do niczego!

Po chwili blondyn chwycił rurkę tak mocno, że aż zbielały mu knykcie na dłoni. Szarpnął biodrami i z jego lędźwi wytrysnął na piersi Anny strumień nasienia. Przy wtórze oklasków zszedł z podwyższenia dumny jak paw..

Anna tymczasem po cichu wyszła do toalety, aby doprowadzić się do stanu sprzed tańca na rurze. Gdy wychodziła po kilkunastu minutach, poczuła jak silna, męska dłoń chwyta ją za łokieć. Spojrzała i zobaczyła faceta w masce na twarzy.

– To tak się zabawiasz, suko! – odezwał się do niej.

– Przestań, będę miała siniaki! – zaprotestowała.

– Zamknij się i chodź ze mną! – rozkazał ostro.

Stanęli w pobliżu baru i zaraz potem jej wielbiciel, kiwnął na barmana, który zaraz do nich podszedł.

– Co jeszcze? – zapytał.

” Więc, jednak to on to tak wszystko urządził” – pomyślała Anna.

– Widzisz ją? – zapytał barmana Pan Tajemniczy, wskazując na nią.

– Widzę. Przecież to nasz atrakcja wieczoru. – Uśmiechnął się obleśnie barman.

– Potrzebuję lokalu na małe bara-bara – padło wyjaśnienie.

– Jest tu coś takiego.

Anna wróciła do małego pomieszczenia, w którym poprzednio przebierała się do występu. Barman schował w dłoni wciśnięty mu banknot i ulotnił się szybciej niż kamfora. Anna została sam na sam z telefonicznym podrywaczem. Podszedł do niej i zerwał z niej w pospiechu ubranie. Jego dłonie drżały i były niezbyt delikatne, ale Annie to nie przeszkadzało. Czuła, że tym razem doczekała się tego, czego tak pragnęła. Mężczyzna ścisnął jej sutki, aż przed oczami zawirowały jej kolorowe plamy. Ból jednak sprawił jej przyjemność.

– Dobrze ci było, tam na sali?– zapytał.

Anna nie bardzo wiedziała, jakiej odpowiedzi on oczekuje.

– Dobrze… – odpowiedziała niepewnie.

– Wiedziałem, ze jak dobrze cię pokierować, to będziesz niezłą suką – stwierdził i obrócił ją twarzą do ściany.

Złapał ją za włosy i docisnął głowę w dół, żeby się mocniej pochyliła. Krew napłynęła jej do twarzy, zaszumiało w głowie. Budziła się rozkosz.

– Rozkracz się i wypnij! – usłyszała polecenie.

Zrobiła to i poczuła dwa siarczyste klapsy na pośladkach. Dreszcz przeniknął jej kręgosłup, zatrzymując się w kroczu.

– Bardziej! – syknął.

Piersi Anny zniknęły w jego silnych dłoniach i poczuła jego brzuch na swoich plecach. Potężna chęć, by wsadził jej wreszcie swoją pałę, zawładnęła umysłem. On jednak drażnił się z nią. Przesuwał członkiem po jej tyłku i rowku, przedłużając oczekiwanie na kulminację.

– A może dam sobie spokój? – zastanowił się na głos.

– Jak to? – wydyszała Anna.

– Na co mi jesteś potrzebna? Taka dziwka co w lokalu przy ludziach robi loda facetowi. Po co mi to? – kontynuował myśl, wciąż drażniąc czubkiem penisa jej wilgotne już płatki.

– Przecież dziwką jestem… tylko dla ciebie – zirytowała się.

– Dla mnie! Oszalałaś, ja lubię porządne kobiety – powiedział i zabrał pałę, dając przy okazji kolejne klapsy.

Rozpalona żądzą Anna nie potrafiła zapanować nad swoim pożądaniem. Co on z nią robi? Dlaczego ją dręczy? Czy nie widzi, że ona cała płonie? Dla niego.

– Nie rób mi tego – poprosiła cicho.

– Czego mam nie robić? – zapytał.

– Nie zostawiaj mnie tak, tutaj – zaskomlała niczym zbity psiak.

– A co mam z tobą zrobić? – zapytał po raz drugi.

Anna odchyliła głowę i spojrzała w jego błękitne oczy.

– Zerżnij mnie – powiedziała śmiało.

Tym razem nie czekał. Jego penis sterczał sztywny i nabrzmiały. Podsunął czubek do jej dziurki i wepchnął z całej siły. Anna jęknęła. Świat wokół przestał istnieć, został zredukowany do kilkunastu centymetrów dawcy rozkoszy, które wpychały się w cipę coraz głębiej. Istniało tylko pożądanie i namiętność. Jego sprawnym palcom piersi Anny poddawały się niczym glina – rzeźbiarzowi. Sutki nabrzmiały wrażliwe na każde nawet delikatne muśnięcie. Anna pochylona patrzyła, jak jej cycki bujają się, gdy je wypuszczał z rąk i wtedy zauważyła na jego prawej ręce w okolicy nadgarstka mały tatuaż. Ozdobną gwiazdę. Nie miała jednak czasu myśleć o tym za wiele, bo jej kochanek wbijał się w nią coraz głębiej. Płomień, który trawił ją prze tyle lat i tlił się głęboko, wybuchł niczym największy pożar. Fale gorąca uderzały do jej mózgu, powodując, że zatraciła się całkowicie. Oddała się rytmowi, który wyznaczały kolejne uderzenia jego bioder o jej pośladki. Biodra Anny odpowiadały tym samym i tak tańczyli w tańcu namiętności. Członek dobił wreszcie do końca, oznajmiając to głośnym mlaśnięciem w cipie. Dłonie Anny ześlizgiwały się ze ściany, była bliska omdlenia z rozkoszy. Obawiała się, że on zaraz skończy, podczas gdy ona jest blisko, ale jeszcze trochę brakuje. Pomyliła się jednak. Jej kochanek pieprzył ją zapamiętale, zanurzając członka w jej soczystych sokach. Ona jęczała w rytm uderzeń bioder i dopychała coraz mocniej dupę. Ciało Anny eksplodowało niczym bomba, która długo czekała, by wybuchnąć z wielką mocą. Czuła szczęście jakiego dawno już nie zaznała. Miała orgazm, rżnąc się z obcym facetem. Stała się inną Anną i taka chciała zostać. Mężczyzna też doszedł, poczuła jak sperma wlewa się w szparkę i przelewając się spływa po udach. Klepnął ją w tyłek.

– Anka, na co ty czekałaś przez te wszystkie lata? – zapytał.

– Cholera, wychodzi na to, że czekałam na ciebie – odpowiedziała z uśmiechem i klęknęła przed nim, by zlizać z jego członka ślady ich spełnienia.

Gdy skończyła, dodała jeszcze:

– Mogłabym robić to z tobą do końca świata.

Spojrzał na nią i powiedział z powagą:

– Niestety, to jest nasz ostatni raz.

Stała jeszcze długą chwilę naga z nieszczęśliwą miną w małym pokoiku, nie rozumiejąc nic z tego, co przed chwilą usłyszała.

* * *

Kaśka z Agnieszką wróciły w sobotę po południu. Opalone, rozgadane i pełne energii. Gdy wieczorem w kawiarence opowiadały Annie wszystko, co było do opowiedzenia, przyszła pora na nią. Zauważyły, że jest jakaś inna. Odmieniona. Taka mieszanina radości i smutku. Długo musiały ją namawiać, aby wyjaśniła, co jest tego przyczyną ale w końcu dowiedziały się. Anna opowiedziała im wszystko o swoich burzliwych przygodach. Twarze obydwu kobiet co chwila pokrywało zdziwienie ale, jak zauważyła Anna, tajemniczo uśmiechały się też do siebie. Gdy kończyła opowieść, do ich stolika podszedł przystojny mężczyzna o błękitnych oczach, prawie takich samych jak Kaśki.

– Dzień dobry – przywitał się, zerkając na Annę co chwila.

– Cześć, Krzysiek – odpowiedziała mu Kaśka. – Poznaj, Aniu, mojego kuzyna Krzyśka. Agnieszkę już, Krzysiu, znasz.

Mężczyzna wyciągnął rękę do Anny, która zamyśliła się z powodu jego oczu. „Nie, to niemożliwe” – pomyślała. Podała mu dłoń, a gdy ją całował, zauważyła na jego skórze mały tatuaż, tuż przy nadgarstku. Ozdobna gwiazda. Zagotowała się.

– Co tu się dzieje?! – zapytała zdenerwowana.

– A o co ci chodzi? – odpowiedziała pytaniem Kaśka.

– Kim on jest? – Wskazała palcem na Krzyśka.

– Kuzynem Kaśki – wtrąciła się Agnieszka.

Obie z Kaśką zaczęły się śmiać.

– Ok. Wesoło wam, to może się przestaniecie śmiać, jak wam powiem, że to on jest facetem, z którym… – Anna nie potrafiła dokończyć zdania.

– Wyobraź sobie, że wiemy – poinformowała ją Kaśka.

Jej twarz musiała wyrażać ogromne zdziwienie, bo Agnieszka szybko dodała:

– Zaaranżowałyśmy to wasze spotkanie, skarbie.

– Dlaczego… po co? – Anna jąkała się zdumiona.

Kaśka uśmiechnęła się do niej uroczo.

– Aniu, znamy się tyle lat, jesteśmy twoimi przyjaciółkami. O wielu rzeczach sobie mówimy, a resztę zaobserwowałyśmy – mówiła. – Myślisz, że jesteśmy ślepe. Widziałyśmy, co się z tobą dzieje. Jak usychasz, bo ci życie przelatuje miedzy palcami. Jak pragniesz namiętności. Wojtek ci tego nie dawał, a ty nie potrafiłaś sobie tego wziąć .

– Ale, Kasiu… – próbowała jej przerwać Anna.

– Nie przerywaj mi teraz! Potrzebowałaś, żeby ktoś cię popchnął we właściwą stronę. Potrzebowałaś impulsu, więc z Agą postanowiłyśmy, że ci zaserwujemy taką kurację – dokończyła Kaśka.

– No, właśnie – weszła jej w słowo Agnieszka. – Kasia zadzwoniła do Krzyśka, który kiedyś na pewnej imprezie widział ciebie na zdjęciach z nami. Wpadłaś mu w oko, więc była szansa, że coś z tego będzie. Krzysiek rozstał się niedawno ze swoją dziewczyną i też potrzebował terapii wstrząsowej. Gdy usłyszał o naszym pomyśle, i o tym że dotyczy ciebie, zgodził się bez wahania.

Anna spojrzała w stronę Krzyśka, który odważnie patrzył jej w oczy. Zniknęła jego szorstkość, błękitne oczy błyszczały życzliwością. Uśmiechnął się do niej, a ona odwzajemniła mu się tym samym.

– Resztę pozostawiliśmy jego inwencji, której, jak usłyszałam, jest pełen – pochwaliła kuzyna Kaśka. – No, no, Krzysiek, nie podejrzewałam cię o takie fantazje.

Oboje, Anna i Krzysiek, zalali się rumieńcami zawstydzenia.

– Starałem się – powiedział jej niedawny wielbiciel.

– Pogadajcie sobie jeszcze chwilę, zanim Krzysiek wyjedzie do domu. Niedługo ma pociąg – zaproponowała Kaśka.

Obydwoje siedzieli jeszcze godzinę przy stoliku, żywo rozmawiając. Wspominali ostatnie dni i rozmawiali o sobie. Wymienili się numerami telefonów, ale zdawali sobie sprawę, że z tego nie będzie uczucia. Zostanie im w pamięci wspomnienie ich szaleństw, no, może jeszcze przyjaźń. Anna obiecała odwiedzić Krzyśka w wakacje, co bardzo go ucieszyło. Kiedy odchodził od stolika, Anna poczuła ogromny żal. Po pierwsze, że odjeżdża, a po drugie, że skończyła się ich gra. Odnalazła jednak w sobie odwagę, by podsycać płomień swych ukrytych pragnień. Gdy zniknął jej z oczu, wyciągnęła telefon i wybrała numer Kaśki.

– Słucham – usłyszała.

– Kasiu, chciałam powiedzieć, że mam najlepsze przyjaciółki pod słońcem. Dziękuje wam, ale… – mówiła –… w ramach rekompensaty za te tajemnice i spiski za moimi plecami, w najbliższy weekend jedziemy we trzy zabawić się do stolicy.

W słuchawce przez chwilę dało się słyszeć radosny śmiech Kaśki.

– Ok, Aniu – zgodziła się przyjaciółka.

– No to pa – pożegnały się.

Anna uśmiechnęła się do swoich myśli. Przyszło jej do głowy kilka pomysłów na zabawę z przyjaciółkami. Tylko ciekawe, co one na to powiedzą?

 

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Pomysł na fabułę całkiem niezły (i nie mówię tylko dlatego, że motyw nauczycielki jest bliski mojemu sercu), fabuła też nie najgorsza, tylko wykonanie kiepskie. Jest cała masa drobnych blędów, zaczynając od nadmiernej ilości zaimków osobowych, poprzez nieudolność opisywania emocji, a na totalnym przegadaniu fabuły kończąc. Typowe grzechy początkującego autora.

W zasadzie znalazłem tylko jeden poważniejszy błąd.

„Pomimo ich usilnych starań wyrok, który wydał lekarz, był nieubłagany – Anna nie może mieć dzieci.”

Nieubłagany wyrok? Na pewno nie. Bardziej…hm… druzgocący, ewentualnie miażdżący, zatrważający.

Generalnie rzecz biorąc, jak na początkującego autora, nie jest tak źle.

Nieubłagany wyrok? – Dla mnie ok. Ma znaczenie w tym kontekście : nieodwracalny, ostateczny.

Opowiadanie pomysłowe,myślałam, że pójdzie bardziej w temat stalkingu,ale bohagerja szybko pogodziła się z sytuacją, więc to nie był już stalking, ale udany flirt… czytało się przyjemnie, ale za soczyste soki autor powinien oberwać po łapach 🙂

Napisz komentarz