…nie wypowiem… (Ania)  3.67/5 (213)

9 min. czytania

Tylu kochankom i miłościom pozwoliłam odejść. Ty byłaś pierwsza. Wiesz, kiedy kochasz największym prezentem, jaki możesz dać drugiej osobie, jest wolność. Wiersz Edwarda Stachury, nastrojowo wyśpiewywany przez Stare Dobre Małżeństwo, szybko stał się moim hymnem:

Z nim będziesz szczęśliwsza

Dużo szczęśliwsza będziesz z nim

Ja, cóż – włóczęga, niespokojny duch

Ze mną można tylko

Pójść na wrzosowisko

I zapomnieć wszystko

Trudno patrzeć, jak kolejne kobiety twojego życia stają na ślubnym kobiercu, goniąc za Bóg wie czym, ale jeszcze trudniej przyglądać się, jak latami tkwią w nieudanych związkach. Bo dzieci… Kredyt… Bo ojciec nigdy nie zrozumie… A przecież wszystkie, co do jednej, „z nim” miały być szczęśliwsze. Tak jak Ty.

Nadal piętnuje się każdą odmienność, wytyka palcem, utrudnia życie. Prędzej wybaczą ci alkoholizm, bicie dzieci czy kleptomanię niż homoseksualizm. Lesbijka nie ma przyszłości jako nauczycielka czy urzędniczka, w małej miejscowości w zasadzie w żadnym zawodzie, w dużej czasem udaje się zginąć w tłumie, ale sąsiedzi i tak kręcą nosem. Nie lubią gorszycielek, nawet jeśli fantazjują o nich po nocach. Chętnie by spróbowali taką uleczyć, bo przecież babie trzeba chuja, najwyraźniej żaden nigdy jej dobrze nie zerżnął, stąd problem. Wyzywano mnie, opluwano, nawet bito. Za inność. Nie miałabym serca kogokolwiek zmuszać do znoszenia ostracyzmu. Szczególnie Ciebie.

Zawsze byłaś taka delikatna, podatna na zranienia. W dzieciństwie, w rodzinie, nie otrzymałaś wystarczająco dużo ciepła, dlatego do szczęścia potrzebowałaś więcej miłości, niż potrafi dać jeden człowiek, chciałaś by kochali Cię wszyscy. Każde krzywe spojrzenie raniło. Każda krytyka doprowadzała do łez. Nie przeciwstawiłabyś się normie. Oczekiwaniom. Nie dla mnie…

Musiałam powiedzieć: żegnaj. Bez względu na ból. Czułam się, jakbym odrąbywała sobie rękę. Stanowiłaś ważną część mnie, zawsze będziesz stanowić. Nie dałabym Ci jednak domku z białym płotkiem, gromadki dzieci ani ślubnej obrączki. Mężczyzna, którego wybrałaś, okazał się ujmujący i zapatrzony w Ciebie niemal tak bardzo jak ja. Nie bałam się zanucić swojego hymnu. Nie wątpiłam. Nawet przez chwilę.

Z innymi bywało różnie. Czasem od początku nie wróżyłam sukcesu, a czasem na siłę próbowałam podtrzymać nadzieję. Własną i kochanki. Przymykałam oczy na niepokojące sygnały. Zagłuszałam lęki. Ostatecznie przecież zdarzały się i takie, które czuły wstręt wobec mężczyzn i ich seksualności, mdliło je na myśl o penisie penetrującym pochwę, mimo że za wszelką cenę chciały wpisać się w normę. Wyjść za mąż. Urodzić dzieci. Pozować razem do pięknych zdjęć umieszczanych na Instagramie.

Takie rodziny często wyglądają niczym wycięte z żurnala, ale są na wskroś sztuczne, plastikowe, jedynie na pokaz. Mąż robi karierę, żona go wspiera, odkładają oszczędności na starość, zwiedzają egzotyczne kraje, dzieci posyłają do najlepszych szkół, często wręcz za ocean. Wiesz coś o tym, prawda? Urodziłaś dwójkę. Rosną pięknie, zdolne i zdrowe, jeszcze chwila a wyfruną z gniazda, o ile gniazdo przetrwa do tego czasu.

Tyle, że w Twoim wypadku sama nie wiem, co poszło nie tak. Zapowiadało się dobrze. Sprawiał wrażenie ciepłego i troskliwego, a ostatecznie wyszedł z niego zgorzkniały drań. Czyżbyś nie kochała go nigdy? Nie pozwoliła dotknąć tajemnic, które kiedyś powierzyłaś mnie? Wina przecież nigdy nie leży wyłącznie po jednej ze stron, choćby nie wiem jak spektakularnie dała dupy…

Mógł ofiarować Ci wszystko, czego potrzebowałaś. Więcej niż ja. Znacznie więcej. Nosiłby Cię na rękach. Całowałby ziemię u Twoich stóp. Widziałam to w jego oczach, wtedy, lata temu. Teraz zieje z nich jedynie pustka.

Moje też długo pozostawały pozbawione blasku, minęły lata, nim rany się zabliźniły, a serce znowu przygotowało na radość. Wszystko przez Ciebie, przez uczucie, które o mało nie odebrało mi zmysłów. Życia. Bo czyż można żyć bez powietrza? Już wiem, że tak…

Mężowi zrobiłaś dokładnie to samo, czy może coś jeszcze gorszego? Ofiarowałaś mu ciało, odmawiając dostępu do duszy? Zamknęłaś w pułapce bez wyjścia? Też musiałby odrąbać sobie rękę, żeby ocalić wszystko inne? Opowiesz? Poznam kiedyś prawdę?

Romantycznie byłoby wierzyć, że kochałaś jedynie mnie, że całe życie cierpiałaś, żałując swojej decyzji, ale to przecież nieprawda. Miałaś dzieci, swój skarb. Zawsze o nich marzyłaś. Dał Ci je. Razem z nazwiskiem. Samochodem. Kredytem na czterdzieści lat. Wczasami w Egipcie. I, nade wszystko, ręką w potrzebie.

Przecież trwał przy Tobie w zdrowiu i chorobie, opiekował, gdy tego potrzebowałaś, wydał majątek na lekarzy i wyda więcej, jeśli będzie trzeba. Owszem, zranił słowami, wiedział gdzie uderzyć, żeby naprawdę zabolało, ale czy to przypadkiem nie było w samoobronie? Nie przyznasz się, prawda? Zawsze musisz pozostać niewinna. Czysta jak łza.

Wiesz, że oddałabym wszystko, żeby Cię uszczęśliwić, ale i tak nie potrafię. Moje poświęcenie nie zdałoby się na nic. Wrócisz do niego. Przez chwilę stanowiłam ostoję. Kaprys. Okazałam się sentymentalną podróżą do czasów młodości. Podbudowałam Twoje ego. Ogrzałam swoją bezsensowną tkliwością. I drogo za to zapłacę, znów złamiesz mi serce, zabijesz resztki tego, co pozostało we mnie żywe. Po tylu rozstaniach. Tylu pożegnaniach. Wyrzeczeniach w imię miłości.

Nie wystawię rachunku, nie bój się. Wszystko co moje należy do Ciebie.

Pewnie po prostu byłam tańsza od psychoterapeuty, choć Twoje „dziękuję, że jesteś” wydawało się całkiem przekonywające. Przynajmniej przez chwilę.

Miłości się nie wybiera, ona przydarza się lub nie. Czasem nas niszczy, czasem pozwala budować, bez względu jednak na wszystko, zwykle trwa aż do naszego końca, umiera dopiero z ostatnim oddechem. Nie dasz mi wolności… choćbyś chciała…

Ta noc kiedy przyszłaś… Deszcz ukrył Twoje łzy, ale nie opuchnięte oczy. Uwydatnił zaokrąglone przez czas kształty, tak inne niż te, które pamiętam. Dojrzałaś. Bardziej bujna i bardziej dorodna. Przybyło Ci kilka zmarszczek, zupełnie uroczych, dodających charakteru, zapewne pojawiły się też pierwsze siwe włosy, skoro zaczęłaś farbować. Wolałabym naturalny kolor, nawet jeśli przyblakł lub został poprzecinany przez srebrne nitki. Zawsze mnie zachwycał, podobny do kory dębu. Niezbyt wyrazisty, raczej spokojny, zupełnie jak szarość Twoich oczu, tęczówek niemal pozbawionych koloru, jedynie z kilkoma brązowymi plamkami.

Drżałaś w moich ramionach, zmarznięta i roztrzęsiona. Próbowałam być tylko przyjaciółką, ukoić lęk, uspokoić, obiecać, że wszystko jakoś się ułoży, ale nie dałam rady. Zapach Twojej skóry hipnotyzował. Już niemal go zapomniałam. Niemal zapomniałam własne uzależnienie. Przebił się przez perfumy, przez słodycz i kwiaty. Tak, wyraźnie poczułam wilgotną glinę, w której tarzałyśmy się na pierwszych wspólnych wakacjach, sok z arbuza, który seksownie ściekał po Twojej szyi, sól morską, którą zlizywałam z Ciebie w namiocie. Z każdego zakamarka. Nie przejmując się piachem drapiącym w język. Nie depilowałaś się wtedy, a ja dzielnie łykałam włosy, nie przerywając nawet na chwilę, byle dać Ci spełnienie. Zadowolić.

Sama nie wiem, kiedy kojący dotyk stał się pieszczotą, zrobiłam to podświadomie, uświadomiwszy sobie dopiero, gdy zareagowałaś, kiedy Twoje ciało poddało się, domagając kontynuacji. Byłaś niczym łasząca się kotka, żądająca głaskania, niepodzielnej uwagi człowieka. Wplotłam dłoń w Twoje włosy, opuszkami masując skórę – zawsze reagowałaś silnie na podobny dotyk – jednocześnie usta przylgnęły do szyi tuż pod uchem. Przechyliłaś głowę, dając mi pełen dostęp. Skorzystałam skrzętnie, sycąc wszystkie zmysły. Nie umalowałaś się, więc poza gorzkim smakiem perfum, nic nie psuło mi uczty.

Płatek ucha tak kusił, miękki i bujny, przywodzący na myśl inne fałdki, iż z trudem powstrzymałam się przed odgryzieniem kawałka. Uprawianie miłości zawsze miało dla mnie wiele z kanibalizmu. Zjadłabym Cię, gdybym wiedziała, że nie stracę!

Gdy dłonie, tak stęsknione za wszystkimi obłościami Twojego ciała, zakradły się pod przemoczoną bluzkę, którą przecież musiałaś zdjąć, żeby się nie przeziębić, nagle zesztywniałaś. Za młodu niepohamowana w swojej żądzy, wtedy zawstydziłaś się nagle wszystkich ran i świadectw, jakie odcisnęło na Tobie życie, a przecież dla mnie byłaś ósmym cudem świata! Starsza, jeszcze piękniejsza… doświadczona…

W odpowiedzi na lęki, wezbrały prawdziwe pokłady czułości, chciałam scałować wątpliwości, pieszczotami przywrócić wiarę w siebie. Nie wiem, co zobaczyłaś w moich oczach, ale odniosłam wrażenie, że odetchnęłaś z ulgą, a jednak odsunęłyśmy się od siebie. Pozwoliłam Ci iść do łazienki, przygotowałam grzane wino. Piłyśmy je z grubych, fajansowych kubków, niemal jak za młodu, usiadłszy na kanapie w wełnianych skarpetkach i frotowych szlafrokach. Włosy zawinęłaś w ręcznik, więc lepiej mogłam przyjrzeć się Twojej twarzy. Nie zmieniła się wiele, usta wciąż przyciągały. Może uznałaś, że po prostu słucham uważnie, a może wyczułaś napięcie, rodzące się we mnie podniecenie, z którym musiałam walczyć, nerwowo zaciskając uda. Sama Twoja obecność wystarczyła, by krew krążyła szybciej, przygotowując na odbiór erotycznych bodźców. Nikogo nigdy nie pragnęłam równie mocno i równie tkliwie, choć wcześniej podobne połączenie uznałabym za niedorzeczne, bo moja żądza zwykle przypominała rwącą, górską rzekę, która niszczy wszystko na swojej drodze. Wtedy nurt był silny, ale spokojny, woda głęboka. Utonęłyśmy w niej.

Nie uwierzyłaś, gdy Ci to powiedziałam następnego ranka, ale prawda jest taka, że nie zauważyłam, że zdjęłaś również stanik z wkładkami. Niczego mi nie brakowało, gdy szczelnie przylgnęłam do Ciebie, zapewne za bardzo skupiona na egoistycznym braniu, na ustach, których przez lata nie wolno było mi całować.

Bardziej ostrożna niż przedtem, jakby wylękniona, choć bynajmniej nie spięta, chętniej przyjmowałaś pieszczoty niż obdarzałaś mnie nimi. Wyczekiwałaś, najwyraźniej gotowa dać się ponieść, jeśli zaiskrzy.

Ciepłe, łagodne światło kinkietów, życzliwe dla nas obu, dodało Ci nieco odwagi, za dnia próbowałaś się ukryć przed słońcem wpadającym przez wielkie, ledwo przysłonięte okno. Sądziłaś, że moja czułość może ulecieć? Że gdy zobaczę pełnię i prawdę, ucieknę? Miłość jest ślepa, wiesz przecież. Choć nie, to nie tak, miłość docenia, w wadach dostrzega wyjątkowość, w słabościach siłę, bo to, w czym odbiegasz od ideału, sprawia, że jesteś sobą.

Siedziałaś blisko, na odległość ręki, w dłoniach trzymając kubek. Więcej niż słów, było między nami niedopowiedzeń. Podkuliwszy nogi, odwróciłaś się przodem do mnie. W szarych oczach widziałam nadzieję, doprawioną pojedynczym, figlarnym ognikiem, nieśmiałą zapowiedzią pożaru.

Zbliżałyśmy się z każdą sekundą, jeśli nie fizycznie, bez wątpienia mentalnie. Biło od Ciebie ciepło. I zapach. Czułam się niczym opiłek żelaza. Narkomanka na głodzie. Podświadomie odwzorowałam Twoją pozycję, jakbym chciała dostosować się do odbicia w lustrze. Zresztą kto wie, może jesteś moim odbiciem… ja Twoim…

Stało się, zadziałałaś zbyt mocno. Dłoń wyciągnęła się sama i musnęła policzek. Twój. Ciepłą i żywą powierzchnię lustra. Niemal przeszłam na jego drugą stronę, odczuwając w dwójnasób, za nas obie, prawdziwie stęskniona.

Kiedy dotknęłam raz, nie potrafiłam oderwać już ręki, musiałam przylgnąć całym ciałem, przygarnąć, zawłaszczyć. Całować. Poddałaś się gwałtowności mojej żądzy, gotowa brać, pozwolić się hołubić, sycić moim uwielbieniem. Przynajmniej póki dłonie pozostawały na plecach, a usta na szyi, bezwiednie szepcząc zaklęcia miłosne. Zesztywniałaś, gdy opuściłam głowę niżej, pozostawiwszy na dekolcie mokry ślad.

Możliwe, że właśnie wtedy, po chwili zawahania, dotarło do mnie, o co chodzi. Tak, tu zmieniłaś się najbardziej, ale przecież to nie piersi decydują o tym, kim jesteś ani czy Cię kocham. Bo kocham. Ciebie. Nie jakieś mgliste wyobrażenie albo kawałek ciała. Nie fantazję. Marę. Ale kobietę z krwi i kości. Żywą. Żywą dzięki temu, że wybrała życie i nie poddała się w trudnej walce.

Te blizny, Skarbie, stanowią dowód Twojej wygranej, powinnaś nosić je z dumą, wdzięczna za każdy kolejny dzień.

Chciałabym wiedzieć, co poczułaś, gdy spojrzałam Ci w oczy, chwytając poły szlafroka i prosząc łagodnie:

– Pozwól.

Nie rozluźniłaś się od razu, napięte mięśnie niemal drżały, usta już miały wypowiadać odmowę, przynajmniej tak mi się zdaje, ale uniosłaś powieki i spojrzałaś w moje oczy. One również prosiły. Błagały. Stopiły część Twego oporu. Zmniejszyły lęk.

Odsłoniłam Twój płaski tors, niemal męski, pozbawiony sutków i przecięty dwiema grubymi, podłużnymi bliznami, jedną pod pachą nieprzyjemnie postrzępioną, jakby na oślep wyrwano Ci kawałek tkanki. Ten widok mnie zasmucił, nie przeczę, mimo wszystko coś straciłaś, a realne ślady stoczonych bitew przypominały o niebezpieczeństwie, jakie na Ciebie czyhało i cierpieniu, któremu nie mogłam zapobiec. Nawet zamieniając się z Tobą miejscami. Gdybym mogła, zastąpiłabym Cię, oddała swoje piersi. Jednak oprócz smutku, poczułam wdzięczność, radość, że nadal tu jesteś i że wolno mi ucałować blizny, Twoją historię, Twoją chwałę, dowód wygranej.

Mogłaś w kąciku oczu dostrzec łzy, ale na ustach błąkał się uśmiech. Nie wiedząc, czy coś Cię nie boli, starałam się okazać delikatność, powściągnąć zapał, hamować zachłanność. Wróciłam do ust, bo w pocałunku potrafię wyrazić więcej, rozmawiać za pomocą warg i języków, przekazywać emocje. Nieco przewrażliwiona, chyba jednak nie odczytałaś ich mylnie, prawda? Poczułaś to, chociaż przez chwilę.

W powietrzu wisiała magia, cała byłaś cudem, darem. Zdawało się, że możemy zmienić świat. Zbudować nowy. Syciłam się każdym milimetrem Twego ciała. Paskami, na które zapracowałaś rodząc dzieci, krągłą rozłożystością bioder, udami pełniejszymi niż za młodu, szorstką skórą spracowanych rąk. Twoje tajemne źródło wciąż biło, mogłam pić z niego do woli, dając tym samym rozkosz.

Ale choć w gniewie wykrzyczał Ci w twarz, że już nigdy nie staniesz się dla niego na powrót kobietą, na koniec wyszeptałaś mi jednak do ucha, że z nim będziesz szczęśliwsza…

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wejdź na nasz formularz i wyślij je do nas. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Kurczę … równie piękne co smutne. Nie wiedziałem że można od tej strony, to znaczy wiem że homoseksualiści to też ludzie, zwłaszcza kobiety. Tekst ten dla mnie okazał się trudny, niektóre linijki czytałem po kilka razy. Wyszedł Ci taki „Bema pamięci żałosny rapsod.” ale ładny. To zakończenie trochę mało zrozumiałe.

W moim poprzednim komentarzu pojawiła się niejednoznaczność, oczywiście wszyscy homoseksualiści to ludzie, bez podziału na płeć.

Miło to czytać spod Twojej klawiatury, Mick, choć wolałabym usłyszeć, że homoseksualiści to TACY SAMI ludzie jak wszyscy. Mają dokładnie takie same potrzeby i marzenia jak każdy.

To właśnie miałem na myśli. Pozdrawiam.

Ten dzień zapowiada się magicznie 😉

Również pozdrawiam

A.

Lubimy za coś, kochamy pomimo czegoś.
Nasze ciała noszą nasze historie tworząc nas samych wyjątkowymi. W oczach niektórych osób z każdym znakiem coraz bardziej.
Nie zawsze jednak możemy mieć to, co dałoby nam szczęście. Życie, normy, charaktery, priorytety… Serce kontra mózg czy rozsądek. Niewykorzystane szanse, żal, co by było gdyby i rozmyślanie dlaczego.
Smutna historia. I to nie tylko tej, która kochając daje wolność, ale obu.
I ostatni akapit – dopełniajacy ten tragizm. Stracone nadzieje.
Pierwszoosobowa narracja, jak z karty pamietnika, pozwala lepiej wyrazic emocje i uczucia. Lubię. Podobało mi się.

Z pozdrowieniami
NNN

Zdecydowanie powinnaś pisać! Twoje komentarze to istne perełki! 🙂

Dziękuję za ten pozostawiony tutaj

A.

Dziękuję. Może kiedyś się odważę. 🙂
N.

Witam,

przede wszystkim, nie tylko z okazji wczorajszego Światowego Dnia Walki z Rakiem, chciałabym pogratulować wszystkim, którzy wygrali tę walkę – to najtrudniejsza walka, bo walka z naszym własnym organizmem – i życzyć im, żeby nigdy nie doszło do żadnych przerzutów czy innych komplikacji. Oby ta wygrana, mimo całego bólu i cierpienia wniosła w Wasze życie coś pozytywnego 🙂
Idąc na badania kontrolne, pamiętajcie jak wiele osób trzyma za Was kciuki!

Wszystkim z nas, których to jeszcze czeka życzę przeogromnych pokładów siły i nigdy niegasnącej chęci do życia, ale też niechowania głowy w piasek. Nie można rezygnować z badań profilaktycznych, bojąc się ich wyniku. Im wcześniej wykryta choroba, tym łatwiejsze leczenie i większe szanse na wyzdrowienie.

Serdecznie pozdrawiam

A.

Właściwie to nie wiem, co to jest. Wygląda na list, ale nie do końca, może właśnie pamiętnik, istotny wpis, a może manifest, ale manifest powinien być publiczny, a tutaj intymność sięga zenitu i ta intymność nie pasuje do szerokiej publiki. Ogólnie miłość… ślepa i głucha, bo się przydarza, nieplanowana, nieoczekiwana, zaraża jak choroba, kroi, zabija. Ale niby dlaczego wykrzyczał? Tego nie rozumiem, to jest zbyt proste, żeby było prawdziwe. No niby w gniewie, a jednak trudno mi to sobie wyobrazić. Sam nie wiem czemu, przecież w nocy wszystko jest możliwe.

VBR, naprawdę ważne jest określenie „co to jest”? Jako czytelnik podglądasz intymność, niezależnie czy jest to list (na co wskazuje grzecznościowa wielka litera), czy kartka z pamiętnika (skoro na początku nie mamy adresata).
Może to jeden z tych listów, których nigdy się nie wysyła, żeby nie zmącić spokoju drugiej osoby? Albo list, którego się nigdy nie czyta, bo już sama koperta parzy w ręce? Tylko Ty możesz sobie odpowiedzieć na te pytania… o ile oczywiście czujesz taką potrzebę.

Hmmm… jesteś sobie w stanie wyobrazić wypowiedzenie równie raniących słów na zimno, z wyrachowaniem, bez żadnych emocji? Tak do końca szczerze… Ja wolałabym tego nie robić. Już wykrzyczane tną jak miecz, na zawsze pozostawiając blizny (gorsze ot tych prawdziwych, namacalnych). Gniew, kłótnia – tłumaczą tego mężczyznę, ostatecznie wzburzeni ludzie często wypowiadają słowa, których żałują i których nie wypowiedzieliby w innych okolicznościach. A jednak kiedy padną, nie da się ich cofnąć ani wymazać.

Nie byłoby tych (moich) słów, gdybym potrzeby nie poczuł. Tak, czytając „…nie wypowiem” poczułem niewypowiedzianą potrzebę zdefiniowania. Właściwie sam nie wiem dlaczego, bo tak naprawdę, to masz rację, nie jest to ważne. Coś tam może czytającemu poukładać w głowie, ale wcale nie musi.

Nie chodziło mi o sam krzyk, gniew, ale o sam fakt perfidii, to oczywiście fikcja, więc wszystko wolno, ale nie wszystko wygląda dobrze. Gniew wcale go nie tłumaczy. Gniew wyciąga na wierzch to co tkwi w środku, trochę jak alkohol. Gniew pokazał co tak naprawdę o niej myślał… ale było to tak dalece niestosowne, że aż mało możliwe, przynajmniej w moim odczuciu.

Jeśli coś Ci to poukłada, mogę zdradzić, że dla mnie to jednak był list…

Co do realności… cóż… o postaci męża z tekstu dowiadujemy się niewiele ponad to, że przynajmniej na początku relacji był zakochany w swojej żonie. Może nawet do szaleństwa. Nie wiemy czy ona go kochała, a jedynie że za niego wyszła i urodziła mu dzieci. Być może w gruncie rzeczy te słowa wcale nie odnosiły się do piersi? Albo były wyrazem bólu, który trudno sobie wyobrazić? Bo czyż świadomość, że związek jest swojego rodzaju iluzją, atrapą, nie boli?

Poza tym ani ludzi, ani bohaterów literackich nie należy mierzyć własną miarą. Niektórzy bywają bardziej porywczy i irracjonalni niż inni. Ktoś kiedyś w gniewie wykrzyczał, że mnie zabije. Nie zabił i nawet nie chciał. Gdybym mierzyła go własną miarą, powinnam była złożyć zawiadomienie na policji 😉

Dzięki. Nie mam więcej uwag.
I o byś żyła długo i szczęśliwie 🙂

Postaram się 😉

Mądrze, wzruszająco, prawdziwie i pięknie napisane. Dziękuję.

Miłość sprawia, że ciało kochanki/kochanka nie ma wad, ani niczym nie odstręcza.
Jeśli blizny – to wzruszenie i współczucie na myśl o cierpieniu, jeśli nadmierna tusza, czy szczupłość, jakiś nieładny kolor skóry, cienie pod oczami – to troska, czy to nie choroba…
Nie ma też na nim miejsc budzących obrzydzenie, nie brzydzą wydzieliny…
Fizyczność kochanej osoby to brama, ogród, przedsionek domu i korytarz, prowadzący w głąb. Wstępujemy w nie stopniowo, aż odnajdujemy w formie treść, z którą stapiamy własną i stajemy się jednością.

Mam jedną uwagę do opowiadania: tak mocno zaakcentowałaś temat usunięcia piersi Bohaterki, że końcowa kwestia, dotycząca słów Jej męża, naprawdę wydaje się odnosić do tego faktu, a nie np. tego że odkrył, iż Bohaterka jest lesbijką, czy jakiegoś innego problemu między nimi.

Ależ proszę 🙂

A co do końcowej kwestii, dokładnie tak to miało zabrzmieć, bo bohaterka dokładnie tak to odebrała. Niemniej słowa nadal nie mają kontekstu, nie znamy intencji i toku myśli wypowiadającego je mężczyzny. Tak jak w życiu, interpretujemy bez pełnej wiedzy. Pozwalamy, by słowa trafiały w nasze najdelikatniejsze punkty – czasem zupełnie przypadkiem.

Postrzegał bym bohaterkę bardziej jako biseksualną. Przecież w końcu urodziła dzieci a do tego, jak mniemam, potrzebny jest kontakt z mężczyzną.

Ja również myślałem nad ostatnimi słowami. Możliwe że mąż wiedział o skłonności do fizycznego obcowania z przyjaciółką od początku. Jednak podobnie jak u wielu mężczyzn, nie traktował jej poważnie. Wiedział że przyszłość jest w małżeństwie, w rodzinie. Dopiero kiedy poczuł że zaczął tracić dostęp do świata wewnętrznego żony, zaczęło mu to przeszkadzać. Wtedy posłużył się tą wiedzą by sprawić ból. To takie dość typowe zachowanie, pojawić się mogła tutaj chęć „wymierzenia sprawiedliwości” kochance. W rzeczywistości był by to odwet – gest psa ogrodnika.

Spytam z ciekawości. Czy sama Ułożyłaś ten tekst czy żeczywiście były jakieś pisane źródła ?

Jedynym obcym fragmentem jest fragment wiersza Edwarda Stachury na samym początku. Również z niego został zaczerpnięty tytuł…

PS Jeśli miałabym dobrać do tego tekstu piosenkę (inną niż tę wymienioną w treści), byłby to raczej „Jej portret”. W kobiecym wykonaniu… https://www.youtube.com/watch?v=ZDGua5KVv14

Rozumiem. Po prostu zastanawiałem się jaką wiedzę o życiu trzeba posiadać by coś takiego napisać. Domyślałem się że Korzystałaś z zapisków jakiejś starszej kobiety, gdyż wydawało mi się że takie doświadczenia raczej nie są domeną młodej kobiety.

Jeśli jednak tak nie było to jest to dla mnie zaskakujące.

No wiesz, stara nie jestem, ale być może jednak przeceniasz mój młody wiek 😉

Być może.

Napisz komentarz