On (Ania)  3.72/5 (30)

12 min. czytania
ania-on

Źródło: Pixabay

Zawsze o tym marzyłam, więc czemu tak cholernie się boję? Patrząc w jego intensywnie zielone oczy nie potrafię się skupić. Przez wiele lat był moją obsesją, chorobą, z której nie potrafiłam się wyleczyć. Zranił mnie jak nikt inny. Tak, chyba w tym rzecz. Wiem, że znowu się sparzę. Jeśli dotknę go lub posmakuję, niczym trzeźwy alkoholik, wszystko zaprzepaszczę, całe lata odwyku, ciężkiej pracy nad sobą. Ale to co proponuje jest niebywale kuszące. Jedyna taka szansa…

Był moim pierwszym chłopakiem, uczyłam się przy nim samej siebie, swoich pragnień i reakcji, uczyłam się funkcjonowania mężczyzny, choć od początku miałam wrażenie, że jest ze mną tylko dlatego, że jestem łatwa. Nigdy nie uprawialiśmy „prawdziwego” seksu, tego waginalnego, rzadko zresztą zajmował się mną, najczęściej po prostu mu obciągałam, eksperymentując przy tym z technikami, tempem, siłą zasysania. Najbardziej lubił spuszczać mi się na twarz, a później zgarniać palcami spermę do ust, dawać mi je do wylizania. Pewnie stąd wziął się mój największy fetysz, w końcu byłam zakochana do szaleństwa. Sama nie wiem dlaczego, nie był ani szczególnie przystojny, ani szczególnie inteligentny, w gruncie rzeczy zwyczajny, aż do bólu, do tego cholernie egoistyczny.

Chemia, feromony, jakkolwiek to nazwać, działało niemal niczym magia. Cudowanie pachniał. Choć długo szukałam, nie znalazłam lepszego zapachu, równie pobudzającego i kojącego jednocześnie. Mleko w proszku, ale niezupełnie. Z lekkim dodatkiem piżma, ambry i, przede wszystkim, wanilii. Pachniał sobą. Po prostu.

Silnie podniecony rumienił się, nie tylko na policzkach, różowe plamy pojawiały się także na szyi i torsie. Generalnie był bardzo ekspresyjny. Zdarzało się, że bałam się, iż sprawiam mu ból, ale to tylko przyjemność była tak silna, że trudna do zniesienia. Czasem nie mogąc dojść płakał. I te wszystkie jęki, piski i ryki! Jakże rozczarowujący są cisi kochankowie, skoro wiele razy słyszałam istne symfonie na cześć moich talentów oralnych…

Nie rozstaliśmy się w zgodzie. Przyłapałam go na zdradzie. To była mocno zakrapiana studencka impreza, na której w ogóle nie miało mnie być. Wróciłam od rodziców wcześniej niż się spodziewałam i postanowiłam zrobić mu niespodziankę. Po dotarciu na miejsce szukałam go powoli acz systematycznie. Często podejmował spontaniczne decyzje, nie wykluczałam więc, że zdążył zmienić lokal.

Serce na moment stanęło mi w miejscu, gdy usłyszałam znajome jęki. Nie pomyliłabym ich z niczym innym. Zawahałam się: odejść i udawać, że o niczym nie wiem, czy wejść do kuchni i stawić czoła bolesnej prawdzie. Nie dano mi wyboru, zanim zdążyłam podjąć decyzję, obca ręka nacisnęła klamkę, a moim oczom ukazał się najbardziej podniecający widok na świecie. Stał oparty o szafkę, w rozpiętej koszuli, z głową mocno odchyloną do tyłu, u jego stóp klęczał nasz wspólny kumpel, niemal przyjaciel. Wypchnięte wprzód łono podrygiwało, palce zaciskały się do białości na krawędzi blatu, czerwień znaczyła powierzchnię miękkiej, gładkiej skóry, znacznie piękniejszej niż moja, pozbawionej jakiejkolwiek skazy. Oddychał płytko, zmysłowo przy tym mrucząc, a ja nie mogłam oderwać wzroku od wygiętej w łuk szyi, kojarzyła mi się jednoznacznie, z tym momentem kiedy nie ma już odwrotu.

Nie wiem ile to trwało, sekundę, dwie czy godzinę, czas przestał istnieć. Czułam jednocześnie ból i zachwyt. Byli piękni, naprawdę piękni. On był piękny. Jak zawsze kiedy dochodził. Ta scena na długie lata stała się pożywką dla mojej wyobraźni, ulubionym tematem do masturbacji, choć przecież sprawiła, że go straciłam. Niby nigdy nie należał do mnie, a jednak pustka, którą pozostawił była bardzo realna, wręcz namacalna. Chciałam umrzeć.

Końcem świata stał się dla mnie długi, przeciągły ryk jaki równie dobrze mogłoby wydać umierające dzikie zwierzę, ale wydał go on, moja obsesja, choroba, mój narkotyk. Bywał głośny, jednak nie aż tak, nie tak przejmująco. Chyba dlatego zaczęłam podejrzewać, że uważał mnie jedynie za substytut, że zamykał oczy, by wyobrażać sobie na moim miejscu kogoś innego. Tym tłumaczyłam brak zainteresowania „normalnym” seksem. Później wyjaśniał, że to nie tak, że się bał, wstydził, że był głupi – zbyt mętnie by brzmieć wiarygodnie.

Zadrżałam, gdy podniósł głowę i skierował na mnie mgliste spojrzenie spod półprzymkniętych powiek. Uwielbiałam tę jego ociężałość, lepkość rozkoszy spowalniającej ruchy i myślenie. Pragnęłam podejść, przytulić go, pogłaskać po gęstych, ciemnych włosach, ale przecież nie mogłam. Właśnie przyłapałam go na zdradzie. Z mężczyzną. Co gorsza nie byliśmy tam tylko we trójkę, był jeszcze ten ktoś, kto otworzył kuchenne drzwi, świadek mojego upadku.

Uciekłam, a kiedy przestałam już płakać zaczęłam budować wysoki mur, mur który miał mnie od niego odgrodzić. To nie mogło się udać, bo przecież zawsze nosiłam tego faceta w sercu…

Trzy lata później, kiedy miałam już jako tako ułożone życie, nadal puste życie bez niego, w którym każdego mężczyznę porównywałam do swojej pierwszej, wielkiej miłości, uparł się, że musimy porozmawiać. Szukałam wymówek, był jednak uparty, przyjechał. Przyjęłam go chłodno, nade wszystko pilnując, by nie dopuścić do żadnego kontaktu fizycznego, ani nawet zbliżyć się na tyle, by poczuć narkotyczny zapach jego ciała. Bałam się, że choćby pod najlżejszym dotykiem zapłonę jak pochodnia.

Dopiero później, w listach wzbudzających niechciane emocje, wyznaliśmy sobie wiele trudnych prawd. W przypływie szczerości przyznałam się nawet do fascynacji widokiem dwóch mężczyzn, do tego że chciałabym patrzeć jak całuje się z innym i jak tego innego posiada ze zwierzęcą brutalnością. Co ciekawe odpisał, że chciałby, żebym patrzyła. Pociągała mnie ta perspektywa, ale przecież nie mogłam.

A teraz, kiedy znów jestem na zakręcie i nic mnie z nikim nie łączy, choć z drugiej strony złakniona zwykłego, ludzkiego ciepła, stałam się jeszcze bardziej podatna na zranienia, siedzi przede mną i bezczelnie mówi, że przecież nie mam nic do stracenia. Tylko siebie. Resztki godności. Serce. Wystarczy że mnie dotknie, a zapewne się zgodzę, nie będę w stanie odmówić, nie jemu.

Przecież chcę – tłumaczę samej sobie – zawsze chciałam, to spełnienie moich najskrytszych fantazji, tych wstydliwych, przyprawiających o poczucie winy. Pogrążona w smutku nie widzę już przyszłości, nie powinnam więc się bać. Żałoba znosi zasady moralne, w pewien sposób rozgrzesza. Musi być w tym jakiś sens, skoro spotkaliśmy się teraz, na rajskiej wyspie mającej ukoić moje skołatane nerwy, kiedy otacza mnie niebo, a w duszy szaleje piekło. Zabawne, bo nigdy nie podejrzewałabym go o chęć spędzenia wakacji na rozgrzanej słońcem plaży, w miejscu gdzie nie ma żadnych rozrywek poza piękną przyrodą i barem.

Łatwiej byłoby podjąć decyzję, gdybym wierzyła, że wszystko to, co na wakacjach się nie liczy, podobnie jak zdrada na pokładzie samolotu czy bzyknięcie sekretarki po pijaku, tymczasem zawsze brałam życie zbyt serio, nie uznając żadnych wymówek. Nie odetnę się, nie zapomnę, nie przejdę do porządku dziennego. Znów będę tęsknić, a on znów zniknie we mgle. Co innego, gdyby chodziło o egzotycznego kochanka, przygodę na jedną noc, kogoś kogo mogłabym potraktować przedmiotowo, bo nie znam go ani nigdy nie poznam. Ech, głupie serce! Zresztą w moich fantazjach zawsze był właśnie on.

– Obiecuję, że nie będziesz żałować. – Uśmiecha się szeroko. Kusząco, a przecież podobno to my, kobiety, jesteśmy kusicielkami.

Zamykam oczy, ale to nie odegna obrazu dwóch męskich ciał splecionych w miłosnym uścisku, wręcz przeciwnie. Wzdycham, wraz z głębokim oddechem do moich nozdrzy dociera zapach. Na szczęście tylko perfum, tych które mają pachnieć niczym milion dolarów. Wódka, gin i skóra, idealnie pasują, sama nie wybrałabym lepiej. Kręci mi się w głowie, sięgam po drinka, marząc o utopieniu w nim rzeczywistości. Wolałabym być inną mną, bardziej szaloną i bardziej twardą, niepodatną na zranienia.

– Nie daj się prosić. – Zza jego pleców wychyla się ten drugi, znacznie przystojniejszy, barczysty brunet, z pełnymi, stworzonymi wręcz do całowania ustami. Och, wpiłabym się w nie łakomo, choć nie mam pojęcia czy on by tego chciał, nie wiem czy gra na dwa fronty, czy lubi wyłącznie chłopców. Dobre pytanie.

Kiedy ich usta łączą się w długim, leniwym pocałunku, przestaję myśleć. Są idealni! Cudowni! Mogłabym patrzeć na nich do końca życia! Co ciekawe nie czuję ani krzty zazdrości, choć podniecenie pulsuje w żyłach. Pragnę ich, ich obu, ich przyjemności, ich spermy, ich zapachu. Wszystko przyspiesza, a ja zaczynam działać automatycznie, kierowana żądzą przysłaniającą wszelkie wątpliwości. Martwić się będę jutro.

Wstaję z barowego stołka i ruszam w gęstą, duszną ciemność prowadzącą do mojej chatki na plaży. Zanim znikam w mroku, rzucam im jeszcze przez ramię zachęcające spojrzenie. Męskie kroki dudnią mi w uszach, dłonie lekko popychające kibić do przodu palą przez cienki materiał sukienki. Przez moment jestem w centrum, ważna nie tylko jako obserwator, choć przecież mam świadomość, że zaraz spalę się w płomieniu. Nie wiem jedynie czy znajdę później siłę, żeby odrodzić się z popiołów.

Wilgotne usta przelotnie muskają płatek ucha. Trochę łaskocze, odzwyczaiłam się od dotyku, ale przede wszystkim sprawia, że zaczynam chcieć więcej, marzyć o dwóch językach błądzących po mojej skórze. Przyspieszam kroku, już blisko.

Roztrzęsionymi rękoma próbuję trafić w zamek, oni nie czekają ani nie pomagają, całkiem zajęci sobą. Mlaszczące odgłosy pocałunku drażnią wszystkie komórki nerwowe. Za mało światła, chcę więcej światła! Musi wystarczyć naga żarówka za drzwiami. Zapraszam ich gestem. Zamykam za nami drzwi. Tak, to ten moment, w którym dla mnie nie ma odwrotu…

Nieznajomy zdejmuje przez głowę kolorową koszulę obnażając idealnie wyrzeźbiony tors, opalony i błyszczący, bez choćby jednego włoska. Lniane spodnie luźno wiszą na biodrach, wystarczy pociągnąć jeden troczek i opadną na brudne deski podłogi odsłaniając prężącą się męskość. Jestem pewna, że nie ma bielizny, podejrzewam też, że na dole jest równie gładki. Gęstwina ciemnych loczków na bladym łonie mojej obsesji będzie cudownie kontrastować z tą jego więcej niż nagością, bezwstydnym obdarciem z tajemnicy.

Staję między nimi, choć nie wiem czy mam ku temu prawo. Rozdzielać kochanków? Zmieniać przepływ energii? A przecież chcieli, żebym tu była, sami zaproponowali. Nie padły konkretne obietnice, była tylko mglista zachęta do przeżycia wspólnej przygody. Czy są jakieś granice?

Na mój kark nagle spada silna dłoń, napiera w niemym żądaniu. Spełniam je z przyjemnością. Zawsze lubiłam przed nim klęczeć, przed moim panem i władcą, moją miłością. Rozpalało to zmysły i wyobraźnię, a przede wszystkim podobało się jemu.

Rozpinam solidny wojskowy pasek patrząc głęboko w zielone oczy, zsuwam spodnie razem z bielizną i z żalem stwierdzam, że nie ma tam bujnych kędziorków pnących się aż do pępka, jest ledwie cień zarostu, nieprzyjemne, twarde igiełki. A ja przecież kochałam każdy loczek, każdy włosek z osobna! Na ich widok reagowałam niczym pies Pawłowa – śliniąc się. Choć sama depiluję się dokładnie, w jego przypadku każdą zmianę traktuję niczym okaleczenie. W końcu moje wspomnienia są święte.

Mimo wszystko wtulam nos w ogołocone łono, w ten pustynny krajobraz, i zaciągam się zapachem. On się nie zmienił, już wiem że przepadłam. Znów będę go szukać niczym narkomanka na głodzie. Penis jest twardy, dumnie sterczący do góry, mniejszy niż zapamiętałam, ale za to zadziornie zadarty. Biorę go całego do ust, wsuwam sobie do gardła, które przecież tak dawno nie było penetrowane, a on wydaje jęk, dokładnie taki jak dawniej. Nie ma piękniejszej muzyki dla moich uszu.

Ten obcy podchodzi, owija sobie moje palce wokół wzwiedzionego członka i ponad moją głową całuje swojego kochanka. Jestem tu dla nich, jako urozmaicenie zwykłego, codziennego pożycia, a przecież żadne z nas nie wie co może się wydarzyć. Z trudem zmuszam się do porzucenia jedynego fiuta na świecie, który ma dla mnie jakiekolwiek znaczenie i zabrania się za tego większego. Nie powiem, ładny okaz. Potężny, żylasty, dobrze leży w dłoni, choć nie jest taki twardy jak tamten. Lekko słonawy, silniej pachnie perfumami niż samym sobą, ale pod dotykiem mojego wszędobylskiego języka przyjemnie drży. To pobudza. Dociskam go do podniebienia, zasysam z całej siły, przymierzam do przyjęcia w przełyk, ale boję się, nie wiem czy jestem gotowa.

– Głębiej – dociera do mnie schrypnięty rozkaz, czyjeś dłonie wplątują się we włosy. Staram się, staram się ze wszystkich sił. – Mam ci pokazać jak to się robi?

– Taaak – jęczę wypuszczając penisa z ust. Koniecznie muszę to zobaczyć: moją obsesję połykającą wielki, tępy miecz. Klęka obok i przejmuje dowodzenie. Bez trudu przyjmuje całego penisa, aż po nasadę, widzę nos wbijający się w łagodną miękkość wygolonego wzgórka łonowego. Głośno przełykam ślinę. Nie potrafię tak, chociaż bym chciała. Bardzo. Bo to szalenie seksowne i zapewne przyjemne.

Dwóch nagich, pięknych samców połączonych intymną relacją, obaj pobudzeni i obaj na wyciągnięcie ręki, a ja nie mam pojęcia co ze sobą zrobić. Chcę patrzeć i chcę uczestniczyć. Chcę żeby zajęli się mną i chcę służyć im całą sobą. Zachłanna bestia.

Zaczynam lizać liżącego, smakować, napawać się wytęsknionym zapachem, po prostu nie potrafię powstrzymać się przed dotykaniem. Kiedy docieram do grdyki, jednej z najbardziej erotycznych części jego ciała, chwyta mnie za włosy i przyciąga, całuje, tuż przy wyprężonym, szturchającym nasze policzki penisie. I już jestem na pełnym haju, gotowa na wszystko.

– A teraz pokaż, że też tak potrafisz – szepcze mi na ucho, mam wrażenie że dźwiękiem wwierca się w mózg, przepala szare komórki. Biorę głęboko, a on przytrzymuje mi głowę. – Doskonale, o to chodziło…

Uwolniona z uścisku łapczywie wciągam powietrze. Niewiele było potrzeba, żebym zaczęła się dusić, a przynajmniej zaczęła bać się o możliwość wzięcia pełnego oddechu. Cieszę się, że nie zmusza mnie do kolejnej próby.

Pociąga swojego kochanka do komody i odwraca. Teraz na wysokości mojego wzroku znajduje się smakowity, wypięty tyłeczek. Mam ochotę się w niego wgryźć, ale grzecznie czekam. Patrzę jak męskie dłonie gładzą, ugniatają i poklepują ponętny zadek, jak rozszerzają zaciśnięty rowek i zaczynają gładzić jego wnętrze. Zaprasza mnie gestem, podchodzę na kolanach, wiem że to lubi, że chce żebym była jego małym, dobrze wytresowanym zwierzątkiem. Nie odzywa się, wcale nie musi, równie dobrze wychodzi mu rozkazywanie bez słów. A może to ja jestem wyczulona na zachcianki mojej obsesji? Skupiam się na zadowalaniu go zamiast na delektowaniu się chwilą?

Kreślę językiem na skórze nieznajomego wzory podążając za uciekającymi palcami pierwszego kochanka. Liżę uda, pośladki i te szalenie seksowne dołeczki powyżej nich, dyndające beztrosko jaja, ogolone tak dokładnie, że aż się zastanawiam jak to możliwe – depiluje je? – i w końcu rowek między szeroko rozdziawionymi pośladkami. Dziurka nie jest całkiem zaciśnięta, nawet w nikłym świetle widać intensywny róż śluzówki kontrastujący z jasnym brązem otaczającym wejście. Taki chętny? Taki otwarty? Nie wnikam w kwestę jego pragnień, ale w zapraszający otwór i owszem, wwiercam się do środka, najgłębiej jak potrafię. Penetruję. Nie mam może języka na miarę kameleona, ale wiem, że potrafię to robić, słyszę, jak pieszczony mężczyzna jęczy i nadstawia tyłek, wypina się mocno, walcząc o każdy milimetr. Nie żałuję śliny, przyda mu się. Już wkrótce.

– Grzeczna sunia. – Ten drugi… pierwszy… najważniejszy… głaszcze mnie po włosach. Delikatna, czuła pieszczota, a jest w niej tyle siły i dominacji…

Daje nam czas, nie popędza, patrzy, dotyka, całuje, gdzieś tam kręci się z boku, ledwie przypominając o swojej obecności, ale ja i tak każdą komórką ciała odbieram wzrost napięcia. Pożądanie buzuje mu w żyłach, przyspiesza tętno, spłyca oddech, wszystkimi porami paruje na zewnątrz, przyprawiając mnie o zawrót głowy. W końcu, gdy sterczący penis trąca – przypadkiem lub specjalnie, nie wiem – policzek przysysam się do niego niczym pijawka. Łapczywie, próbując sobie przypomnieć jak smakował. Był najpyszniejszy. Najwspanialszy. Dawniej mogłabym żywić się wyłącznie jego spermą. Jak będzie teraz? Da mi spróbować? Pragnę tego całą sobą, ale też całą sobą się boję. Zarówno rozczarowania, jak i uzależnienia.

Na rozwianie, bądź potwierdzenie wątpliwości muszę jeszcze trochę poczekać. Zabiera mi zabawkę, odpycha na bok i jednym, wprawnym ruchem nakierowuje penisa na ciasną dziurkę opartego o komodę mężczyzny. Wbija się gwałtownie, do samego końca, wydobywając z ust tamtego jęk bólu i zaskoczenia. Przygniata swoim bladym ciałem ciało opalone i muskularne, przygryza kark pokazując kto tu rządzi, szarpie za włosy. Pośladki napinają się i rozluźniają, w gwałtownym rytmie pożądania. To najpiękniejszy widok na świecie! Pragnę zapamiętać każdy szczegół, każdą kroplę potu, każde westchnienie, ale przede wszystkim hipnotyzującą grę mięśni. Cóż z tego, że pochłonięci do cna rytuałem spełnienia zapomnieli o moim istnieniu, najważniejsze, że mogę patrzeć, sycić się magnetyzmem ich gwałtownego zespolenia, dzikim erotyzmem, nieujarzmionym i nieosiągalnym.

A jednak podchodzę, klękam u złączenia dwóch samców i półprzytomnie, niczym w transie, zaczynam gładzić i całować, pieścić uda, pośladki, jądra – wszystko co wyzywająco dynda mi przed oczami, próbuje umknąć. Obaj są cudnie głośni, coraz głośniejsi. Nie słychać obscenicznego mlaskania, typowego dla mokrego, waginalnego seksu, wszystko widać dzieje się na sucho, zbyt sucho, ale rytmiczne klaskanie dudni mi w głowie, walące serce stara się do niego dostosować.

Nagle powietrze przeszywa dziki ryk, niemal wycie, blade ciało mojej obsesji przechodzi dreszcz, potem drugi, trzeci… rozluźnia się, schodzi napięcie, penis maleje, a spomiędzy styku dwóch mężczyzn powoli zaczyna sączyć się biała, lepka ciecz. Zlizuję łapczywie. Jest pyszna, dokładnie taka jak zapamiętałam. Idealna.

Odpływam, gdy tuż po rozłączeniu, rozdwojeniu się mitycznej istoty, miękki i obślizgły penis ląduje w moich ustach. Na granicy świadomości notuję, że ten drugi klęka tuż obok i próbuje wyrwać mi zdobycz. Nie daję. Nie pozwalam. Jest mój. Tylko mój. Moja obsesja i mój fetysz. Chciałabym wykąpać się w jego spermie, wysmarować nią każdy zakamarek ciała, rozetrzeć na piersiach i wetrzeć we włosy. Niczym maseczkę. Obnosić się z nią.

Orgazm, taki wszechmocny, bez wyraźnego epicentrum, wstrząsa moim ciałem, wybucha pod powiekami, odbierając na moment dech. Ssę zapalczywie, jakby od tego zależało moje życie. Penisa, usta, palce umazane w spermie, ssę wszystko co w moim zasięgu, aż do utraty sił. Wystarczył ten jeden, niepowtarzalny smak, nic więcej.

Zmęczona opadam na podłogę, a przecież nawet nie zdjęłam sukienki. Nie podnoszę się, gdy zamykają za sobą drzwi. Wiem tylko, że znów będę chora…

.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Życzliwie i radośnie witam nową Autorkę Najlepszej Erotyki! 🙂

Nadal nie mogę się doliczyć dokładnej liczby naszych Autorów. Może ktoś pomoże nieszczęsnej, zdezorientowanej Bogini… 😉

Miło mi, to zaszczyt publikować na NE – liczby nie mają tu chyba większego znaczenia 😉

Przeczytałem, niektóre fragmenty dwa razy. Nie kręcą mnie takie rzeczy. Jednak zawsze się zastanawiałem nad tym co kieruje kobietą, w trójkątach w których strona nosząca penisa lubi inne penisy. Jakie są jej ścieżki myślenia. Jestem w stanie zrozumieć eksperyment, jednak tutaj wygląda to na fascynację. Kobiety pożądają głównie mężczyzn, czy miłośnicy męskich sromów to mężczyźni ?

Czasem warto spojrzeć na świat cudzymi oczami, więc tym bardziej cieszę się udało Ci się przebrnąć przez moje opowiadanie. Nie sądzisz, że sytuacja jest analogiczna do męskiej fascynacji lesbijkami? Skoro kręcą nas mężczyźni jako tacy, to czemu mieliby nie kręcić nas w większych układach?

Wybacz, ale nie jestem zdolny tego uczynić. Ale nie żałuję, są dla mnie pewne granice. Może nawet nie wynikają z nakazów lecz z upodobań i światopoglądu. Zaś fascynacja ta możliwa jest w spełnieniu kobiety z nawet większą ilością mężczyzn bez ich homoseksualnych inklinacji. Wtedy zostaje spełniona pewna prawidłowość i mężczyźni pozostają mężczyznami w swoich oczach i oczach reszty uczestników.

Nie każę Ci tego robić ani nawet wyobrażać sobie siebie samego w podobnym układzie…
Jednak nie zgodzę się, że przedstawiona przez Ciebie wersja daje to samo. Mężczyzn często fascynuje widok dwóch całujących się kobiet, nie odmówisz więc chyba kobietom prawa do fascynacji widokiem dwóch całujących się mężczyzn, tylko dlatego, że Ty byś tego nie zrobił 🙂

Nie myślałem o tym by komuś czegoś zabraniać :D, byłbym śmieszny. Po prostu większość kobiet by zwątpiła gdyby nagle mężczyźni z trójkąta zaczęli się zabawiać ze sobą. Rolę zaś kobiety, która na ogół uwielbia być w centrum uwagi, ograniczyli do roli obserwatora ;). No ale przecież każda z Was i tak jest wyjątkowa.

Na Twoim miejscu nie odważyłabym się wypowiadać w imieniu większości kobiet! ;D
Być może masz rację – każdy z nas, nie tylko kobiety – lubi być czasem w centrum uwagi, ale istnieją różne rodzaje przyjemności…

Jednak akurat w tym wypadku zaryzykuję. Bo jednak statystyki mówią że nadal wiecej hetero puki co niż bi czy les. Na Twoim miejscu daleki bym był od przedstawiania swych szczególnych upodobań jako ogólne i powszechnie praktykowane ;). Bo to Wiesz… takie typowo lewackie pranie mózgu.

Zauważ tylko, że mężczyznami zainteresowane są właśnie kobiety hetero!

Kobiety hetero raczej stronią od mężczyzn homo lub bi. Jakim przeżyciem jest dla kobiety zdrada mezczyzny z innym mężczyzną ?

Każda zdrada może być traumatycznym przeżyciem i osobiście nie wiem czy ta z kobietą przypadkiem nie gorszym, bo pojawiają się wtedy niepotrzebne pytania i wątpliwości (w czym ona jest lepsza ode mnie? co zrobiłam źle?). Jeśli zdrada następuje z drugim mężczyzną oczywistym staje się, że wina nie leży po stronie zdradzanej, nie chodzi o to, że nie jest dość ładna czy za mało się stara, a o to że zdradzający ma potrzeby i pragnienia, których kobieta z natury rzeczy nie jest w stanie zaspokoić.

Natomiast z tym stronieniem sprawa jest skomplikowana. Wbrew temu co się niektórym wydaje geje i biseksualiści nie mają swoich preferencji wypisanych na czole, nie zawsze zresztą zdają sobie z nich sprawę lub próbują z nimi za wszelką cenę walczyć. Czasem nawet celowo okłamując partnerki. Poza tym, gdybyś uważniej rozejrzał się dookoła może zauważyłbyś, że kobiety (niektóre oczywiście) lgną do gejów, są nawet takie, które roją sobie w swoich ślicznych główkach, że uleczą ich z homoseksualizmu (homoseksualizm to nie choroba i nie ma na niego lekarstwa!). Na dodatek rzadko wchodząc w relację zaczynamy od pytań o preferencje seksualne… A gdybyśmy zaczynali, ciekawe ilu z nas odpowiadałoby całkiem szczerze 😉

W skrócie: moim zdaniem nie ma dwóch takich samych przypadków, każda kobieta jest inna, każdy mężczyzna jest inny i inna jest każda relacja między dwojgiem ludzi. Tobie, podobnie jak większości, zapewne wygodniej jest myśleć schematami…

Pierwsza część Twojej odpowiedzi jest czysto teoretycznymi dywagacjami. Zaś przypisanie winy za zdradę jednej tylko stronie, muszę nazwać krokiem ryzykownym w wypowiedzi osoby doświadczonej. Tak się składa że miałem do czynienia z kobietami których mężczyzna zdradził je z innym mężczyzną. Zacząłem sprawę badać po związku z taką kobietą. Fakt takiej zdrady, kobieta rozpatruje zazwyczaj głównie od podważenia swej własnej kobiecości w swoich oczach. Dodatkowo przeżywa szok że nie wyczuła homoseksualnych upodobań bo były one skrywane co stanowi oczywiste oszustwo. To by było w kwestii ukrywania upodobań.

Tak. Zjawisko lgnięcia do gejów rzeczywiście ma miejsce. Jednak jak słusznie Zauważyłaś, robią to głównie idealistki. Dorosłe ciałem, emocjonalnie odległe od dorosłości. Jest to pewien fenomen leżący w domenie słabości płci.

Wchodzac w relacje seksualne już zazwyczaj pytamy o preferencje. W przypadku zaś homoseksualizmu który nie jest jakaś zwykłą preferencją, dobrze jest jednak deklarować zanim dojdzie do relacji seksualnej której początki pojawiają się jednak dość szybko.

Szczerość to postawa. Chyba że w oli się oszustwa i świadome krzywdzenie innej osoby.

Pozwól że odpowiem zgodnie z doświadczeniem. Rozumiem że z racji młodego wieku, Przechodzisz okres buntu, jednak to co Uważasz za kierowanie się schematami to posługiwanie się pojęciami już dawno zdefiniowanymi których ponowne definiowanie nie jest celowe. Chcąc budować swój światopogląd należy go oprzeć o te pojęcia gdyż inaczej nie będzie on spójny. Świadom swoich słabości muszę stwierdzić że jednak żadko myślę stereotypami.

Rzadko też buduję teorie które kupy się nie trzymają próbując nimi na siłę zarazić innych.

Ależ śmiało możesz próbować zarażać mnie swoimi ideami, obawiam się jednak że masz marne szanse…

Trochę nie na miejscu są odniesienia do mojego wieku, doświadczenia czy poglądów politycznych (wcześniejsze wypowiedzi). Nie możesz wiedzieć kim jestem, ile mam lat ani jakie mam doświadczenia (a co za tym idzie, czy moje dywagacje na temat zdrady są czysto teoretyczne). Zaciekawiło mnie użyte przez Ciebie określenie „słabość płci”. Miałeś na myśli słabość kobiet? Mężczyźni w tym względzie nie są wcale lepsi, chyba że na przykład homoseksualizm u mężczyzn uważasz za wynaturzenie a u kobiet za ciekawostkę. Nie robiłabym takich rozróżnień, bo wszyscy jesteśmy po prostu ludźmi.

Masz rację, że w relacjach partnerskich bardzo ważna jest szczerość, niestety wielu ludzi na nią po prostu nie stać – również w innych dziedzinach – co często niszczy komuś życie. Przykre, ale prawdziwe.

Moim zdaniem ciągłe redefinicje są konieczne, bo posługując się uogólnieniami (Ty jak widzę swój pogląd budujesz na jednym, dobrze znanym Ci przykładzie) również, świadomie lub nie, krzywdzimy ludzi, który nie wpisują się w „normę”. I nie mówię tu wyłącznie o normie seksualnej czy tożsamościowej, problem szufladkowania rzutuje na całe nasze życie.

Nie rozumiem Twojego uniesienia, szlachetnego gniewu.

Napisałem że Jesteś młodą kobietą, gdzie tu coś nie na miejscu ? 🙁 Przecież w pogoni za młodością generalnie Wolicie być postrzegane jako młodsze (taka słabość płci).

Chyba nie użyłem słowa „wynaturzenie” jeśli tak to Wskaż gdzie ? Posługuję się statystyką jako formą posiłkową chcąc wskazać pewne prawidłowości (w ujęciu statystycznym). Są to konkrety którymi walczę z oczywistymi kłamstwami.

Polityka to nie moja działka. Nie wiem skąd Ci się to wzięło.

Uniesienie?!? 😮
Jeszcze nie poczułam się nawet dotknięta, ale uwierz że wolisz tego nie zmieniać, moje gniewne oblicze bywa bardziej gniewne niż mógłbyś sobie wyobrazić ;D ;D ;D

Nie, nie użyłeś słowa „wynaturzenie”, ale z Twoich słów bije pogarda wobec ludzi, którzy nie mieszczą się w Twoich schematach. Uderzające było na przykład „mężczyźni pozostają mężczyznami”, kiedy pisałeś o alternatywnej wobec opowiadania wersji trójkąta.

Twierdzisz, że posługujesz się statystykami, problem w tym, że mówiąc o statystyce powinieneś przytaczać konkretne liczby i powoływać się na konkretne badania. Statystyka „na oko” to nie statystyka. Nie wdając się w dyskusję na temat tego, że ludzka seksualność jest pewną ciągłą skalą, na której między orientacją heteroseksualną i homoseksualną jest całe spektrum preferencji, powiem tylko, że w naszej kulturze nadal potępia się praktyki homoseksualna i dlatego wielu ludzi ukrywa swój pociąg do przedstawicieli tej samej płci. Do jakiego stopnia jest to temat tabu pokazują choćby badania Zbigniewa Izdebskiego z 2005 przeprowadzone na próbie 2346 dorosłych Polaków. Na pytanie o podjęcie kiedykolwiek, jakiegokolwiek kontaktu seksualnego z osobą tej samej płci, aż 10% respondentów odmówiło udzielenia odpowiedzi. 4,2% (4,9% kobiet i 3,6% mężczyzn) przyznało się do podejmowania takich aktywności. Pytanie ilu skłamało… 5%? 10%? A może 50%?

Sęk w tym, że nasza seksualność jest plastyczna. Stąd „plaga” homoseksualizmu w starożytnej Grecji (był po prostu modny ;)) czy homoseksualny seks zastępczy w więzieniach. Przedstawianie homoseksualizmu jako czegoś złego czy nienaturalnego (co jak co, ale jest naturalny, występuje również u zwierząt) to kwestia kultury lub poczucia zagrożenia.

Polityka? W jednym z pierwszy postów wytknąłeś mi próby przeprowadzania „lewackiego prania mózgu”. To nie jest żaden argument czy element merytorycznej dyskusji, tylko dyskredytowanie rozmówcy za pomocą chwytów poniżej pasa. W ten sam sposób odbieram komentarze dotyczące mojego wieku (coś w stylu: młoda i głupia jesteś, jeszcze ci przejdzie!).

Zakładam że liczby są Ci znane więc nie całkiem traktuję jako „młodą i głupią”. Dostęp do statystyk dotyczących naszego społeczeństwa jest powszechnie dostępny.

Używając terminu „lewackie pranie mózgu” miałem na myśli metody propagandowe ale nie tyle polityczne co kulturowe. Wmawianie ludziom że coś jest normalne podczas gdy normy są inne. Manipulacja tj. Twoje 50% podczas gdy jasne jest że było by to co najwyżej 12-13 % ludzi którzy mieli takiego typu kontakty.

Jest pewna różnica pomiędzy eksperymentami a czymś co się wciela w życie. Są ludzie którzy nie poznają homoseksualnego seksu bo jest to im wstrętne, są też i takie które muszą się przekonać że jest to dla nich wstrętne. I tu jest najprawdopodobniej to Twoje 10%. Nie odpowiada bo się wstydzi.

Jest, zgodnie z naturą, pewien zbiór zachowań właściwych dla mężczyzn i dla kobiet. Poprzez te zachowania mężczyźni czują się mężczyznami a kobiety kobietami. I to miałem na myśli. Nie Wyolbrzymiaj więc.

Co do posądzenia o głupotę. Bo o tym słów jeszcze parę. W żadnym wypadku nie posądzam Cię o to. Nie w ujęciu tzw.”słodkiej idiotki”. Jesteś bardzo bystra ale Twoje dążenia i interpretacja skażone są lewacką indoktrynacją i będziesz Potrzebowała czasu żeby się przekonać co do słuszności tego co Ci wmówiono. Mam nadzieję że Twoja bystrość pozwoli Ci znaleźć prawdę.

Jeśli chodzi o personalne ataki to Używasz ich tu trochę więcej niż ja. Ale mnie to w ogóle nie rusza (od początku się tego spodziewałem) bo tak właściwie to mnie za bardzo nie obchodzi wpływ na Ciebie. Czasy kiedy chciałem „zbawić świat” to odległe dzieje.

No dobra – od końca…

Poczułeś się przeze mnie personalnie atakowany? Jeśli tak to proszę, wskaż mi konkretne przykłady, bo mam poczucie, że odnosiłam się jedynie do Twoich słów, nie wnikając w takie zagadnienia jak wiek, rasa, wyznanie, poglądy polityczne… no może odrobinkę płeć, bo wiele z Twoich słów pachnie mi męskim szowinizmem. Niestety nie odpowiedziałeś wcześniej na moje pytanie odnoście użytego przez siebie pojęcia „słabości płci”, więc dalej nie wiem co tak naprawdę miałeś na myśli. A szkoda, bo jestem tego bardzo ciekawa.

Wiesz, w naszym społeczeństwie mimo wszystko trudno o „lewacką indoktrynację”, zewsząd jesteśmy atakowani wręcz przeciwną ideologią. Cóż, prywatnie uważam, że szkoda i to z bardzo prostego powodu. „Lewackie” przekonania dopuszczają poszanowanie konserwatystów, ich poglądów i sposobu bycia, konserwatyści natomiast zwykle nie uważają za konieczne szanować „odmieńców” i żądają, żeby wszyscy żyli według ich reguł. A tak się składa, że normalność na którą się powołujesz po prostu nie istnieje, bo każdy z nas jest inny. Jeden dlatego, że jest gejem, inny dlatego, że jest niewidomy albo nie ma nogi… są prawosławni, żydzi, muzułmanie, ludzie którzy urodzili się z wadami genetycznymi uniemożliwiającymi proste zakwalifikowanie do jednej z płci, niscy, wysocy, chudzi, grubi i wszyscy mają prawo żyć i być szczęśliwi. Przynajmniej zdaniem „lewaków”. Nie, zdecydowanie nie szukam prawdy i mam szczerą nadzieję, że nikt mnie nie będzie próbował zmuszać do jej przyjęcia…

I widzisz, chodzi właśnie o to, że jako lewaczka i feministka nie uznaję „zbioru zachowań właściwych dla mężczyzn i dla kobiet”. Bo co to znaczy? Że jako kobieta mam obowiązek stać przy garach i rodzić dzieci? Mam być bierna i uległa? Niedoczekanie…

Ale wracając do tematu. Używasz silnie wartościujących określeń takich jak „wstrętne”, a można przecież powiedzieć, że komuś nie odpowiadają kontakty homoseksualne, nie jest nimi zainteresowany, nie kręcą go – nasz język pozwala naprawdę na wiele 🙂

A eksperyment jest próbą, doświadczeniem, więc w tym przypadku czymś co wciela się w życie, choćby jednorazowo.

Tak, wierzę że te 10% osób się wstydzi, ale wątpię, że wszystkie dlatego, że uważają, że to co zrobiły było wstrętne… po prostu nie chcą być oceniane przez pryzmat jednego doświadczenia, a zapewne zdają sobie sprawę, że wiele osób potępiłoby je za jeden drobny błąd lub za pragnienia, którym nie powinni mieć.

Badanie, na które się powołałam, jak sam zauważyłeś, dotyczyło doświadczeń, nikt nie pytał o fantazje – a przecież właśnie od fantazji zaczęła się nasza dyskusja. Obawiam się, że z fantazjami homoseksualnymi jest dokładnie tak jak z zabijaniem szefa ;p
Ilu z nas kiedykolwiek fantazjowało o zabiciu szefa?
Ilu z nas brało pod uwagę wprowadzenie tej fantazji w życie?
Ilu usiłowało zabić swojego szefa?
Ilu zabiło?

Zdaje się że był jakiś przytyk dotyczący budowania poglądów na jednym poznanym przypadku (zdrada partnerki z mężczyzną). Podczas gdy pisałem jasno że to ten przypadek skłonił mnie do poznania innych. Obserwacja dość intensywnego cierpienia i egzotycznych dla mnie dylematów, zaciekawiła mnie na tyle że zapragnąłem mieć swoją opinię na ten temat. Poza tym, co sam przyznać muszę, rozmowa zaczęła się na upodobaniach i fantazjach a Ty Przesunęłaś ją szybko w sferę oceny jakosciowej. Zaowocowało to generalnie podejściem kpiącym z wieloma subtelnymi pazurkami. Dla tego wycieczki o których wspomniałem nie tkwią w zdaniach, tylko generalnie w podejściu.

Używam słów najprostszych, w celu opisania jak odbieram pewne rzeczy. Piszesz że są silnie wartościujące, może i są skoro mają taką wartość dla mnie.

Piszesz że Wolisz lewackie środowiska, bo one szanują inność. I ja się z tym zgadzam :). Istotnie, szanują inność tak bardzo jak tylko ta inność odległa jest od tego co ogólnie uznaje się za normalność. Na tym właśnie polega rewolucja kulturowa która ma na celu odebrać ludziom cywilizacyjnie dopracowane pojęcia, które służyły im przez stulecia i zastąpienie je pstrokacizną która nie pasuje do niczego. A jeśli mowa o tolerancji to Pisz kłamstw, lewacka pstrokacizna tolerancyjna nie jest i nigdy nie będzie. Mogę podać konkrety jeśli Chcesz.

Słabość płci. Wynika ona z zachowań charakteryzujacych kobietę i mężczyznę, konkretnie zaś ze sposobu ich myślenia. W pewnych przypadkach te cechy mogą prowadzić do podejmowania błędnych działań.

Nie jest aż tak bardzo trudno o lewacką indoktrynację, wystarczy dostrzec jej skutki W Europie i w Polsce. Na całe szczęście w Polsce was trochę przystopowano bo byśmy mieli sporo „ubogacania kulturowego” wbrew naszej woli a zgodnie z waszą.

Jeśli kobiecość Pojmujesz jako stanie przy garach … Ktoś przy nich stać musi :). Na całe szczęście ten obowiązek da się podzielić. Nie zajmuje on tak dużo czasu by uniemożliwiać robienie innych czynności. Wybacz ale Sprawiłaś mi dziecięcą wesołość tą paniką. Myszek się też Boisz 😉 ?

No dobrze. Weźmy na to singielkę, dla wygody feministkę i lesbijkę, czy ona aby nie musi siedzieć od czasu do czasu przy garach dla siebie ? Żeby nie umarła z głodu.

Szkoda, że nie mieliśmy okazji dokończyć tej dyskusji…

Co do singielek lesbijek szczerze mówiąc nie mam pojęcia jak rozwiązują problem gotowania, ale podejrzewam, że dokładnie tak samo jak heteroseksualni single płci męskiej: jadają na mieście lub u mamusi ;p
Mało komu chce się gotować tylko dla siebie. A z tym czasem diabeł tkwi w szczegółach, może jajecznicę jesteś w stanie przygotować w pięć minut, ale jeśli mówimy o tradycyjnych daniach kuchni polskiej, na przykład bigosie czy gołąbkach, obawiam się, że przygotowanie obiadu zajmuje cały dzień (no dobra, prawdziwy bigos znacznie więcej) nie pozostawiając czasu na nic innego…

Rozmowa wyszła trochę poza temat. Myślę że nie ma co jej kontynuować. Pozwól więc że zakończę myśl.

Kobiety pod względem postępowania a więc i charakteru, można podzielić na dwie grupy. Pierwsza, ta większa, to pracowite istoty znające dobrze swoje miejsce, traktujące otoczenie jako całość. Dostrzegające harmonię współbytu z mężczyzną i stanowiące jego podporę.

Drugie są leniwe, puste i mają dwie lewe ręce. Jednak by udowodnić sens swojej egzystencji, wymyślają różnorakie teorie. To tzw. feministki, nie mające aktualnie nic wspólnego ze swoim pierwotnym, powojennym ruchem.

Nie przypadkowo dzisiejszy ruch feministyczny jest zbieżny z wszelakiej maści, lewactwem. Komuniści w latach 60″ – 70″ stwierdzili że będą popierać ruchy feministyczne, gdyż mając nad nimi kontrolę, zmodyfikują je tak by odciągnąć kobietę od rodziny (sufrażystki były w większości matkami i żonami). Od tego czasu lewactwo wbija klin w podstawy cywilizacji łacińskiej jaką jest rodzina. Zaś podstawą rodziny jest kobieta.

W przypadkach skrajnych przyjmuje to postać mizyandrii. Myślę że Ty jeszcze tej postaci nie Przyjęłaś ale wszystko jeszcze przed Tobą.

Chyba za bardzo lubię mężczyzn, żeby ich nienawidzić ;D

Ale tak, dalsza rozmowa nie ma sensu. Nie potrafiłabym podzielić ludzi na różne typy (tym bardziej tylko dwa) i z założenia nie zgadzam się za stwierdzeniem, że ktokolwiek powinien „znać swoje miejsce”. Wybacz, ale w związku obie strony powinny nawzajem się wspierać, a nie tylko jedna „stanowić podporę” dla drugiej. Związki, w których korzyści czerpie wyłącznie jedna strona z natury rzeczy są toksyczne.
Podobnie do zbudowania rodziny nie wystarczy tylko kobieta, choć ze względu na swoją funkcję prokreacyjną pełni tu wyjątkową rolę. I nie tylko kobieta powinna być pracowita!
Nie wątpię, że część (może nawet większość) pań jest w stanie spełniać się w roli matki i żony, być może chętnie porzuciłyby pracę zawodową, żeby zająć się na pełen etat rodzeniem i wychowywaniem dzieci, ale w obecnej sytuacji ekonomicznej zwykle jest to po prostu niemożliwe, a oczekiwanie że panie będą pracować zawodowo, zajmować się domem i przy tym nieustannie promiennie się uśmiechać jest po prostu nieuczciwe, bo wymaga nadludzkich sił.

Swoją drogą ciekawa jestem z jakimi postulatami współczesnych feministek się nie zgadzasz. Równa płaca za równą pracę? Niedyskryminowanie pań na rynku pracy? Nie zmuszanie ich do podpisywania oświadczeń, że w ciągu x lat nie zajdą w ciążę albo, że będą golić nogi i chodzić w szpilkach?

Przyjdzie czas, być może nie długi kiedy Ciebie też skategoryzuję, opiszę a może nawet znajdę jakąś łacińską nazwę. Jeśli Zasłużysz.

Cóż. Jeśli chodzi o kobiety i gospodarkę to dzielę postulaty mistrza mojego – Janusza Korwina Mikkego. Mam nadzieję że jego postać jest Ci znana. Czyli kobieta powinna mieć wybór czy w ogóle chce pracować. Jeśli już to powinna zarabiać równo ale mieć więcej świadczeń bo jej macica to inwestycja dla państwa. Tak jest Kochanieńka, myśl JKM to coś jeszcze lepszego niż feminizm. Nawiasem mówiąc, jednym z największych osiągnięć feministek jest zwiększenie Wam wieku emerytalnego, Wiedziałaś o tym ?

Po kolei:
1) Ależ opisz, chętnie przeczytam. Najlepiej w jakiejś miniaturce lub opowiadaniu, jestem bardzo ciekawa co Ci z tego wyjdzie 🙂
2) Jak najbardziej znam Szalonego Korwina i nawet CZASEM się z nim zgadzam. Niestety rzadko. I nie, nie uważam żeby traktowanie mnie jako żywego inkubatora i dobra narodowego było czymś lepszym. Jestem człowiekiem i chcę być traktowana jak człowiek. O moją macicę potrafię zadbać sama.
3) Podwyższenie wieku emerytalnego było racjonalnym posunięciem, z którego się nie ucieszyłam (no, do mojej emerytury przepisy zdążą zmienić się z dwadzieścia razy, więc tak prawdę powiedziawszy to w ogóle się tym nie przejęłam), ale które jak najbardziej rozumiem. Martwi mnie raczej to, że obecnie rządzący starają się, żeby już nikt nigdy więcej nie dostał żadnych emerytur…

1) Tylko jeśli Zasłużysz ;).

Wiele fragmentów pysznych i dojrzałych językowo, semantycznie. Temat śmiały i kontrowersyjny.
Zawsze zarzucam sobie „zamknięcie umysłu” na to, co nie mieści się w ramach narzuconych w młodości. I tym razem nie potrafię pójść wszędzie śladami bohaterki i wczuć się w jej emocje i dążenia. Pozostaje cień wątpliwości, czy to, co opublikowane, jeszcze ociera się o realizm, czy to tylko marzenie ubrane w konwencję jakby realistycznych epizodów.
Niemniej doceniam nowatorstwo i podążanie pod prąd głównego strumienia.
Narracja w pierwszej osobie ma swoje utrudnienia i wyzwania, pozwala jednocześnie na więcej, bo nie stoi nad nią domniemany obowiązek obiektywizmu. Jednak rażą mnie zdrobnienia w odniesieniu do męskiego ciała. Raziłyby też w przypadku ciała kobiecego, choć i w jednym i w drugim przypadku istnieją uzasadnione przypadki, gdy zdrobnienia są uzasadnione bądź wręcz wskazane. Mnie kilka koleżanek tutejszych leczyło z przyzwyczajenia do zdrobnień. W znacznej mierze wyleczyły. Miały po prostu rację. Słowo zdrobniałe ma swoje miejsce w literaturze, ale jego stosowanie powinno być pod szczególną kontrolą.
Popieram i rozumiem docenienie zmysłu węchu i doznań płynących tą drogą. Jednak mocniej i prawdziwiej ta fascynacja zabrzmi, gdy nie będziemy doznań idealizować ale nazwiemy po imieniu, i tak się zachwycając.

Więcej nam trzeba takich świetnych tekstów – oto konkluzja szczera.

Co do zdrobnień pełna zgoda, nie należy ich nadużywać. Jeśli się pojawiły to dlatego, że dla mnie to w gruncie rzeczy opowieść o niespełnionej miłości, a fascynacja bohaterki jest przepełniona tkliwością… ale to tylko moje prywatne zdanie, bo w tekście jest tylko tyle, ile dostrzega w nim czytelnik 🙂

Do narracji pierwszoosobowej ma prawdziwą słabość. Może dlatego, że tak naprawdę nie wierzę w obiektywizm…

Dobry i ciekawy tekst. Inny. Miniatura właściwie, bo to skondensowane emocje, a fabuła ograniczona do kilku niezbędnych pociągnięć pędzlem, aby zrozumieć wybór bohaterki. O ile rozumiem jej motywację, o tyle moja wyobraźnia jeszcze broni się przed wejściem w opisaną rolę kobiety.
Nie poczułam żalu kochanki po odkryciu zdrady, po rozstaniu. Może go nie było? Został wyparty przez przyjemność czerpaną ze ziszczającej się realnie fantazji? Może zerwanie było tylko odruchową reakcją wdrukowanej od dziecka normy społecznej – zdrada partnera to poniżenie, które wymaga kary w formie zerwania, choć czuje się co innego?
Niestandardowa sfera erotyczna bohaterki, jej zachowania seksualne wydają się tak obce, że w pierwszym momencie odpychają. Relacja z partnerem, tym pierwszym, od razu nietypowa, że aż chciałoby się zapytać, czy to on tak ukształtował kochankę, czy może tylko odkrył dla niej wcześniej nieuświadomione (?) potrzeby. A gdyby zamiast niego tym pierwszym był zwykły chłopak…?
Wreszcie odgrywane role w zbliżeniu – wyraźna hierarchia, dominacja, uległość, ale i poniżenie; nieobecność pewnej cechy BDSM – strona uległa dostaje tak naprawdę więcej. Ale to przecież nie BDSM.
Dziękuję Aniu za inność.

A ja dziękuję za to że przeczytałaś i za to, że naprawdę wnikliwa z Ciebie czytelniczka 🙂

Ani przez chwilę nie pomyślałam o tej relacji jako o relacji BDSM. Nie wiem na ile postawa bohaterki jest uległością, a na ile oddaniem, ale patrzyłabym raczej na tę opowieść jako na opowieść o rodzeniu się fetyszu lub jako opowieść o relacji wojerysta-ekshibicjonista.

Pytanie „geny czy wychowanie” towarzyszy nam od dawna i jak na razie kwestia wydaje się nierozstrzygalna. Najczęściej przyjmuje się, że wpływ genów i wychowania na naszą osobowość jest równy: 50/50, choć akurat w przypadku fetyszy szuka się podłoża w doświadczeniach z dzieciństwa lub okresu dojrzewania, ale ja w gruncie rzeczy nie wierzę, że da się łatwo wyjaśnić dlaczego jesteśmy jacy jesteśmy… Może to ta odrobina romantyzmu we mnie ;D

Przyznam się, że zdziwiło mnie, iż spytałaś o żal po zdradzie. Nie rozwinęłam tego wątku, ale zostawiłam w tekście kilka wskazówek. Po pierwsze bohaterka waha się, czy sprawdzić co dzieje się za zamkniętymi drzwiami, bierze pod uwagę udawanie, że o niczym nie wie, po drugie w pierwszym odruchu ma ochotę podejść i przytulić swojego chłopaka, nie robi tego tylko dlatego, że poza trójką głównych bohaterów dramatu jest jeszcze ten ktoś, kto otworzył drzwi i zmusił ją tym samym do konfrontacji. Wydaje się więc, że cierpi nie ze względu na zdradę (prawdopodobnie byłaby gotować trwać w tym związku na jakichkolwiek warunkach), ale dlatego że uległa społecznej presji i zakończyła związek.

Z przyjemnością ślizgałem się komnatami świata wewnętrznego bohaterki. Niestety potykałem się co rusz o podstępne progi dosłowności. Wyrastały one w tekście, jak ozdobny oset. Omijanie tej roślinki psuło moje skupienie. Spoglądając niespokojnie na tarczę zegara, miast cyferblatu ujrzałem Jin-jang kręcące się bez opamiętania. Odniosłem wrażenie, że tekst pisały dwie osoby o różnych płciach.

Pisała jedna osoba, ale wszakże kobieta zmienną jest ;D

Moje upodobanie do dosłowności jest już chyba znane…

No, te komentarze to prawie rozprawa naukowa.
Dobrze się czyta.
Pozdrawiam.

Doceniam nieszablonowość, jednak mnie nie przekonałaś. Nie uwierzyłam w opisaną historię. Nie kręcą Twoi bohaterowie i jedyne co do nich poczułam, to niechęć.
Dziewczyna jawi mi się jako desperatka pozbawiona godności a jej ekschłopak, to egoistyczny buc. Zastanawiam się, gdzie są takie kobiety? Na pewno w wyobraźni Autorki. Może jedna na milion by się znalazła. A może nie 🙂
Ciekawa jestem Twojego kolejnego opowiadania, czy ponownie postawisz na „inność”.
Pozdrawiam

Dziewczyna jest idealnym wytworem bucowej wyobraźni egoistycznego ekschłopaka. W tym świecie godność nie jest romantyczna. Romantyczna jest dosłowność, „inność” i nabrzmiała, stercząca wulgarność. Można takiego świata pożądać, można również od niego uciekać.

Witam 🙂

To miłe, że doceniasz nieszablonowość, czasem warto spojrzeć na świat cudzymi oczami…
Dodam tylko, że wcale nie musisz lubić moich bohaterów, co więcej nawet ja, jako autorka, wcale lubić ich nie muszę, choć poniekąd są moimi dziećmi.

Bohaterka być może rzeczywiście jest desperatką pozbawianą godności (choć osobiście uważam, że godność jest przereklamowana, nie najesz się nią ani się do niej nie przytulisz, a tak naprawdę jako pojęcie jest szerokim workiem do którego można wrzucić wszystko, łącznie z niesprzątaniem po swoim psie, bo przecież zbieranie kup z chodnika jest poniżej godności…), ale zastanawiam się skąd tak daleko wysunięte wnioski na temat chłopaka. Tak naprawdę jedyne co o nim wiemy to to, że dawno, dawno temu zdradził bohaterkę, a później zrozumiał swój błąd i postanowił ją przeprosić. Zauważ, że ona nie opowiada o nim jako o człowieku, jego zainteresowaniach, osobowości czy uczuciach, a jedynie o nim jako o obiekcie seksualnym, ciele którego pożąda…

Powiedziałabym, że pisanie o inności wydaje się bardziej interesujące, że któż chciałby czytać o kimś całkowicie zwyczajnym, ale prawda jest taka, że nie ma „zwyczajnych” czy „normalnych” ludzi, każdy z nas jest trochę inny, ma jakieś dziwactwa, własne nawyki i indywidualne spojrzenie na świat, dlatego obawiam się, że takiej kobiety nie znajdziesz nigdzie, nawet jednej na milion, co nie znaczy, że nie istnieją inne, które mogłoby znaleźć się w jej sytuacji.

Serdecznie pozdrawiam

Ania

JiNn, jeśli pozwolisz pozostanę przy własnym zdaniu. To chyba nie zbrodnia nie zgadzać się z koncepcją Autora?
Pozdrawiam

A co ja mam do pozwalania?
Jeśli Ci zabronię, to czy mnie posłuchasz?
Wcale mi o to nie chodzi, twój komentarz pobudził moją wyobraźnię i dałem jej upust.

Niezmiernie się cieszę z ożywienia Twojej imaginacji 🙂
Ty, zagłębiając się w tekst czułeś przyjemność, ja … niekoniecznie 🙂 Widocznie nasze fantazje potrzebują zupełnie innej pożywki. Wspaniała jest ta odmienność.

Cieszy mnie Twój przejaw tolerancji. Niestety jest niepotrzebny. Nie odczułem najmniejszej przyjemności czytając treść tego opowiadania, jeno się nad nim pochyliłem, usiłując zrozumieć autorkę.

Napisz komentarz