e-f: Jajko niespodzianka (MRT_Greg) 4.5/5 (2)

halloween2– Cukierek albo psikus!

Przedwcześnie podstarzały czterdziestolatek z wyraźnie zaokrąglonym brzuszkiem i przerzedzonymi włosami przez chwilę przyglądał się właścicielowi głosu. Otyły dzieciak w przebraniu bąka zamrugał do niego świńskimi oczkami. Niewiele mniejszych rozmiarów koleżanka, tym razem występująca w roli księżniczki (śmiech na sali, co za baryłka!) unosiła do góry koszyczek wypełniony słodkościami. Skrzywił się i spojrzał przed siebie. Chmara dzieciaków krążyła po okolicy, pukając do sąsiednich domów. Najbliżej widział Spidermana i kobietę kota, z wyraźnie odznaczającymi się pączkującymi piersiami i pierożkiem między nogami. Kto pozwolił tej smarkuli włożyć tak obcisłe getry?! Przełknął ślinę. Sięgnął do tylnej kieszeni spodni i wyjął stamtąd pomięty papierek.

– Mam tylko gumę. Może być?

Świńskie oczka pokręcił głową.

– Y-y. Tylko cukierki. A w tym roku zbieramy jajka niespodzianki.

– Co takiego?

– No wie pan? Takie czekoladki w kształcie jajka, z zabawką w środku.

Nie miał pojęcia, o czym dzieciak gada. Grubas przechylił głowę i zajrzał do środka budynku. Ciemny korytarz prowadził na tyły domu. Przez otwarte drzwi do salonu słyszał głos spikera w telewizji, relacjonującego mecz baseballa. Przez chwilę świdrował mężczyznę swoimi paciorkowymi oczami, w końcu westchnął.

– Za rogiem jest sklepik, gdzie można je kupić.

– No i? – czterdziestolatek najwyraźniej nie był skory do współpracy, jednak dzieciak nie ustępował.

– Jak nie chce pan psikusa, to poczekamy aż pan wróci. Wystarczą dwa jajka, dla mnie i Margaret.

Mężczyzna westchnął zniecierpliwiony. Przez moment chciał zatrzasnąć gówniarzowi drzwi przed nosem, lecz w tym momencie dojrzał matkę smarkacza, gapiącą się w jego kierunku. Stała z inną i o czymś rozprawiały, gestykulując zawzięcie.

– No dobra – skapitulował. – To idźcie teraz gdzieś indziej i przyjdźcie za pół godziny.

– Super – wykrzyknął świńskie oczka i machając tłustymi raciczkami pobiegł do mamy.

Mężczyzna chwycił kurtkę i wyszedł z domu, zamykając za sobą drzwi. Przekręcił klucz w zamku i zawiesił go na haczyku obok latarni nad wejściem. Zszedł po kilku stopniach i ruszył w kierunku furtki.

– Dzień dobry, pani Kowalsky – rzucił do stojącej nieopodal kobiety.

– Dzień dobry panu. Nie dają spokoju, co?

– Racja – usiłował się uśmiechnąć. – Ale cóż zrobić?

Przytaknęła głową i odprowadziła go wzrokiem.

Sklepik mieścił się nieopodal, na rogu kolejnej przecznicy osiedla. Gdyby znajdował się po drugiej stronie, zapewne wykręciłby się jakąś durną historyjką albo wręcz dał jasno do zrozumienia, żeby się smarkacz odpieprzył. Tymczasem już po chwili stał na progu spożywczaka. Wchodząc do środka usłyszał skrzek wrony, niczym złowieszczy pomruk niechcianej przyszłości. Skrzywił się. Jeszcze dzień się na dobre nie zaczął, a już dość miał tego Halloweenu.

Regały zastawione były w głównej mierze batonami i sokami. Tuż przy witrynie dojrzał kolorowe pisma, nieco wyżej i bardziej w głębi na okładkach pozowały cycate blondyny z rozłożonymi nogami, z wielkim napisem CENZURA tam, gdzie wolałby jednak ujrzeć coś innego. Tuż obok nich na drewnianych półkach stały…

– Nie – jęknął. Już sobie przypomniał, dlaczego nie chciał odwiedzać tego miejsca. Dlaczego w ogóle unikał sklepów spożywczych.

Z bijącym sercem zaczął się cofać w kierunku drzwi, lecz w tym momencie weszła do środka jakaś kobieta, wpychając go głębiej. Zacisnął zęby. Nie chciał tam iść. Wszędzie, tylko nie tam. Widział kolorowe etykiety na wysokich butelkach. Zatrzymany w pół skoku byk mrugnął do niego czerwonym okiem. Tańcząca figlarnie dziewczyna na zielonym tle zakręciła powabnie swym ciałem. Kolorowy tłum postaci przyzywał magnetycznym blaskiem. Nie chciał tam iść, ale nogi same ruszyły i już po chwili stał przed regałem, ciągnącym się na przez całą szerokość sklepu. Zobaczył swoją rękę, jak wyciąga się w kierunku butelki z kobietą na etykiecie. Jeszcze jakiś głos w jego głowie wołał „NIEEE!!!” lecz zaraz zamilkł, zastąpiony słodkim szczebiotem; „Weź mnie” – kusiła dziewczyna z etykiety – „Weź mnie! Będę całą noc z tobą. Chcesz poczuć, jaka jestem mokra i gorąca? Wystarczy, że weźmiesz mnie ze sobą, a odkryję przed tobą wszystkie moje sekrety”

Zamknął oczy, a gdy je otworzył, stał już przed kontuarem. Pryszczaty rudzielec płci nieokreślonej przesunął butelką nad czytnikiem.

– Coś jeszcze? – rzucił od niechcenia, żując gumę. Niewielki zarost na twarzy sugerował, że to jednak młody mężczyzna, lecz John nie miał co do tego stuprocentowej pewności. Ocknął się.

– Tak. Jajko niespodziankę.

– Uuu… to się pan obudził. Wszystkie wyprzedane. Może u Henry`ego jeszcze coś mają, ale szczerze wątpię.

Nie miał ochoty iść do monopolowego na końcu osiedla.

– Nie znajdzie się coś w magazynie?

– Ni ma – chłopak rozłożył ręce, ale po chwili coś sobie przypomniał. – No chyba, że chce pan coś z kolekcji limitowanej, ale ostrzegam, że to niebezpieczna seria.

John spojrzał na grymas na twarzy chłopaka. Kogo on chciał przestraszyć? Dorosłego mężczyznę? Palant.

– Po ile?

– Aaa… to zależy. Niech pan tam podejdzie – pokazał Johnowi stoisko ukryte w cieniu.

W szklanych gablotkach stały monstrualne jaja. Każde z nich w osobnym, opatrzone bogato zdobioną etykietką. Na kilku widział czarne konie mknące przez leśny gościniec, na innym wir z liści, z którego wyłaniała się szponiasta dłoń. Jednak uwagę mężczyzny przykuła postać kobiety o znajomych rysach. Jej wargi układały się w pocałunek, jednak artysta najwyraźniej nie miał zbyt wprawnej ręki, gdyż wargi dziewczyny bardziej przypominały srom niż soczyste usta. John uśmiechnął się. Wskazał ją i kilka innych jajek, po czym podszedł do regału z kolorowymi pismami. Cycata blondyna wylądowała obok butelki. Uśmiechała się. Pryszczaty wyszczerzył zęby i podliczył zakupy.

– Sześćdziesiąt sześć, sześćdziesiąt.

John wyciągnął stówę i podał chłopakowi. Nie zwrócił uwagi na strwożony wyraz twarzy tamtego.

– Może dokupi pan coś jeszcze? – spytał wyraźnie zaniepokojony.

– Nie trzeba. Pakuj i dawaj resztę – John miał dość tego sklepu. Odpychał go i dusił. Chciał być już z powrotem w domu.

Wyszedł czym prędzej na zewnątrz. Gorące promienie słońca padły na jego bladą skórę. Prychnął zły na siebie. Jakby się teraz przydały te ciemne okulary, które kupił w zeszłym roku w butiku obok fabryki. Sprzedawczyni, niska dziewczyna z końskim warkoczem, nachyliła się i wyciągnęła z szuflady nowiutką parę. Jej cycki niemal wylały się spod koszulki. Johnowi skoczyło ciśnienie, a spodnie stały się nieco przyciasne. Tego wieczoru masturbował się zawzięcie w łazience, wyobrażając sobie jak laska robi mu loda, wciągając głęboko do gardła. Niemal wyczuwał jej włosy i kształt głowy, którą przyduszał do swojego krocza a ona, dławiąc się, ssała jego kutasa, aż w końcu wystrzelił do jej gardła.

A potem złapał za butelkę i wysuszył ją w mgnieniu oka.

To przypomniało mu o zakupie schowanym w kieszeni. Butelka ciążyła jak ołów. Najchętniej wróciłby do sklepu i odłożył ją z powrotem na półkę, lecz gdy tylko spojrzał w kierunku witryny, ujrzał spowijającą wnętrze sklepu ciemność, która skutecznie zniechęciła go do powrotu. Tym samym skierował się w stronę domu.

Chmara dzieciaków zniknęła z ulicy. Otworzył drzwi (klucz wisiał na miejscu) i cicho wszedł do środka. Zadbany parkiet nie wydał z siebie żadnego odgłosu, mimo że drewno miało już sporo lat. Usiadł przy stole i wyciągnął z siatki zakupy. Ustawił jajka obok siebie, parami; konie z różowymi kucykami, wiedźmę koło wiru. A po środku kobietę z cipą na twarzy. Zaśmiał się. Dobry kawał.

– Kto ci to zrobił, moja piękna? – szepnął do rysunku. Zerknął na bok. Kobieta na zielonej etykiecie tańczyła w nieodgadnionym rytmie, kołysząc biodrami. Zacisnął dłonie w pięści i odwrócił się do niej plecami.

– Wytrzymam – szepnął do siebie.

Zegar wybijał godziny, a John siedział i wpatrywał się w jajka, coraz bardziej pewny, że świńskie oczka już dawno wrócił do domu i z zapałem pałaszuje tony smakołyków. Niemal wyobraził sobie grubasa siedzącego pośrodku opakowań, wpychającego czekoladę do ust. Zrobiło mu się niedobrze. Wreszcie zniechęcony sięgnął po jajko z kobietą.

– Czas cię otworzyć, moja słodka – mruknął. Delikatnie podważył sreberko, po czym rozłożył na blacie i wygładził. Zdumiony rozdziawił usta. Sięgnął po stojącą na stoliczku obok butelkę i postawił obok rysunku. Były identyczne. Choć na etykiecie butelki była tylko jej wektorowa czarna sylwetka, był pewien, że jest to ta sama kobieta.

Sięgnął po czekoladowe jajko i zgodnie z instrukcją, jaką odczytał obok rysunku, pociągnął na boki jego połówki. Wewnątrz znajdowało się drugie jajko. Plastikowe. Otworzył je delikatnie. Różowa mgiełka pomknęła ku sufitowi i rozpłynęła się w powietrzu. Zajrzał do środka. Nie było tam zupełnie nic.

– Kurwa! – krzyknął, ciskając czekoladę w kąt pokoju. Rozprysła się w drobny mak, zaścielając resztkami beżowy dywan.

Zły, że dał się omamić złudzeniom, chwycił za butelkę, odkręcił korek i przytknął do ust. Pociągnął spory łyk. Zapiekło. Zakrztusił się i szkło niemal wypadło mu z ręki. Zdążył je jednak odstawić, otarł usta i przyjrzał się kobiecie na etykiecie. Nadal tańczyła.

– Cipa! – ryknął na nią. – Głupia, podła, oszukańcza cipa!

Chwycił ponownie butelkę i przechylił, wlewając do ust zawartość. Przełykał pospiesznie, a strużki alkoholu płynęły mu po bokach ust. Odrzucił na bok pustą. Patrzył, jak toczy się po podłodze, po czym uderza w kamienny cokolik. Denko odpadło. Kobieta na etykiecie zafalowała biodrami.

– Co? Myślisz, że cię nie zerżnę?

Wstał od stołu, lecz nogi ugięły się pod nim. Runął jak kłoda, boleśnie uderzając się w ramię. Dojrzał leżącą na podłodze reklamówkę, a w niej kolorowe pisemko. Chrząknął zadowolony. Sięgnął po gazetę i otworzył ją na rozkładówce. Na plakat składał się niemal cały skład, bez okładki, tak, że po chwili miał przed sobą całą kobietę w rzeczywistych wymiarach. Wstał chwiejnie, uniósł do góry plakat i ostrożnie zawiesił na futrynie. Wytrzeszczył oczy.

– To niemożliwe – szepnął do siebie.

Kobieta na zdjęciu była dokładnie tą samą, co na jajku i etykiecie butelki. Schylił się i podniósł szkło. Przytrzymał je obok plakatu.

– Ta sama – wybełkotał.

Dziewczyna na plakacie uśmiechnęła się. Wyciągnęła ręce w jego kierunku, objęła go za biodra i przyciągnęła do siebie. Spojrzał na wargi w kształcie cipki. Przejechał po nich językiem, czując charakterystyczny smak. Nawet pachną jak cipa – skonstatował. Zachłannie wepchnął język w jej usta, lecz zamiast spodziewanych tam jeszcze zębów zastał pustkę. Wymruczał zadowolony. Na chwilę oderwał się od jej twarzy i zerknął w dół. Jego dłoń pieściła jej cipkę, tym razem tą między nogami. Wyswobodził się szybko ze spodni i potrząsnął członkiem. Dziewczyna mlasnęła zadowolona.

– Weź mnie! – jęknęła. – Wsadź mi swojego kutasa głęboko i rżnij mnie!

– Tak! – krzyknął – Tak! Wezmę cię! Wydupczę twoją pizdę, aż będziesz krzyczeć, że już dość, a ja ją wtedy zerżnę jeszcze raz  i jeszcze raz!

– Tak! Tak! – krzyczała plakatowymi ustami.

Wbił się w nią. Była mokra i gorąca, tak jak obiecywała. Rżnął bez opamiętania, wsadzając kutasa jak najgłębiej się dało. Lizał brodawki jej piersi, czując jak twardnieją pod językiem, smakował pot z jej skóry i pchał póki mu sił starczało. Wsłuchany w jęki dziewczyny, wpatrzony w jej wielkie cyce, chciał zerżnąć nie tylko jej cipę ale też ją całą. Miała się skąpać w jego chuci, utopić w spermie, która, czuł to już miedzy nogami, wzbierała niczym gorąca lawa, gotowa w każdej chwili opuścić stożek wulkanu. Czuł jej soki cieknące mu po nogach, ciepłe i lepkie, pachnące wyuzdaniem i bólem.

Bólem.

Ból. Jakby coś go ugryzło. Tam. Stado szerszeni lub jakiś potwór z piekła rodem.

Ból.

Wszechogarniający. I rwanie, jakby coś tam pękło… Jakby. Uniósł ręce w górę. Jedną wciąż ściskał matową butelkę, całą pokrytą krwią. Przerażony spojrzał w dół. Krew spływała wartkim strumieniem, tworząc kałużę u jego stóp. W miejscu gdzie jeszcze przed chwilą miał fiuta, ziała rubinowa dziura. Strzępy ciała wisiały na pomarszczonej skórze, jakimś cudem utrzymując jeszcze prącie w stanie wzwodu. Zachwiał się. Plakatowe ręce objęły go czule.

– Weź mnie – wyszeptała dziewczyna z rozkładówki. Plakatowa cipka ułożyła się w całus – zerżnij mnie w usta.

– Nie… nie mogę – jęknął. Strużka krwi popłynęła mu po brodzie.

– Weź mnie!!! – Ryk plakatowej dziewczyny wypełnił pokój. Poczuł, jak pękają mu bębenki w uszach – WEEEEŹ!!

Przewrócił się pchnięty widmowym porywem. Uderzył potylicą w stół i legł z przerażeniem, wpatrując się w monstrualne cipko–usta, jakie pokrywały cały plakat i rosły. Wciąż rosły. Niezdolny do jakiegokolwiek ruchu, sparaliżowany, mógł tylko przyglądać się jak plakatowa cipka pochłania jego meble i pokój. Jej napuchnięte wargi sięgały niemal jego stóp. Zamknął oczy, a gdy je otworzył, tuż przed jego twarzą kołysało się jajko niespodzianka. Kobieta na rysunku posyłała mu całusa.

– Cukierek albo psikus!

Stała naprzeciw nich. Zadbana, ale z wyraźnymi oznakami wieku średniego, z włosami upiętymi w kok, wycierała ręce w kuchenny fartuch. Jej wielkie piersi ledwie mieściły się w ciasnym staniku. Gdy nachyliła się w stronę chłopca, ten ujrzał jak przelewają się, gotowe w każdej chwili wypłynąć. Przełknął głośno ślinę. Przestąpił z nogi na nogę i wlepił w nią świńskie oczka.

– Mam tylko gumę – rzekła gardłowym głosem.

.

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Mi się podobało. Prawie tak bardzo, jak niedawne opowiadanie o mnie.

Z halloweenowym pozdrowieniem
Carniveau

Grzesiu, klimacik zbudowany, stylistycznie spójnie napisane… i lekki zawód podczas konsumowania zakończenia. Te raptem pięć -sześć ostatnich akapitów. Mogłeś coś lepszego wymyślić.
Ale i tak halloweenowy lubik dla Waszeci.

Witam,

tak się złożyło, że w tym roku uczciliśmy Halloween aż dwoma tekstami, które pojawiły się w jednym tygodniu: "I sen stanie się" Smoka Wawelskiego i właśnie "Jajko niespodzianką" MRT_Grega. Choć bardzo różne w stylu, na swój sposób są do siebie podobne: pojawia się w nich motyw przemiany, opętania, mrocznej siły, która chce odebrać tożsamość niczego nieświadomym ludziom.

Opowiadanie Grega zdecydowanie wyróżnia się klimatem – to zresztą charakterystyczna cecha jego e-fraszek: będąc krótkimi formami o ograniczonej siłą rzeczy fabule, przemawiają do Czytelnika przede wszystkim sugestywnym nastrojem. Groza jest wprowadzana stopniowo, ale od pewnego poczucie zagubienia i lęku rośnie z każdym kolejnym akapitem – aż do rozstrzygnięcia, które pozostawia więcej pytań i odpowiedzi – i dobrze, tak powinno zostać. W przeciwieństwie do tekstu Smoka, któremu przydałaby się konkretna rozbudowa, "Jajko niespodzianka" nie potrzebuje ani jednego dodatkowego słowa. Jest to dzieło skończone i pełne. Oddziałujące w silny sposób, mimo skromnych rozmiarów.

Polecam miłośnikom horroru i wszystkim, którzy podczas lektury lubią ukłucie strachu.

Pozdrawiam
M.A.

Gregu,
Przeczytałem Twoje opowiadanie z zaciekawieniem. Osobiście jestem mocno wypruty przez literacką grozę, zatem odczuwanie lęków, strachów i niepokoi zostawię innym czytelnikom.
Nie wiem czy będę jedyny, ale bardziej w Twoim tekście zauważyłem klimat oniryzmu czy przeżartego alkoholem widzenia świata niż typowy horror.

Psychodeliczne wizje, które fundujesz czytelnikom, nie pierwszy zresztą raz, rzeczywiście mogą niepokoić. Zadtanawiam się jednak na ile zabawa czasem, którą nam zafundowałeś jest świadomym zabiegiem, a na ile wypadkiem przy pracy. Chodzi mi o zbieranie słodyczy w dzień (z tego co wiem to jest to robione głównie wieczorami), potem mijające godziny oczekiwania na powrót świńskich oczek, zakupy w czynnym sklepie, a potem obraz jakby sklep był już zamknięty itp.

Tak czy siak podobało mi się, a gdy tylko będę przed komputerem to nagrodzę też opowiadanie słuszną (jak mawia Makłowicz) porcją gwiazdek, zwanym w niektórych kręgach słoneczkami.

Pozdrawiam
Smok

Witam

Dziękuję za Wasze słowa.
Carniveau – cieszę się, że się podobało.
Karelu – ostatnie akapity powstały niemal na początku. W zasadzie to u mnie zazwyczaj powstaje (w głowie) początek i koniec a środek to już w trakcie pisania :p Więc… tak miało właśnie być 😉
Megasie – możesz swoje słowa szepnąć mojemu byłem poloniście? Początek, rozwinięcie, budowanie nastroju, zakończenie – mój odwieczny problem wszystkich wypracowań z j. polskiego… :/
Smoku – propagowany przez tv (i nie tylko) halloweenowy horror z roku na rok coraz bardziej staje się kiczowaty. Trudno zatem by nadal straszyły nas zębate dynie ze świeczką w środku. Niezależnie jednak od tego ile mamy lat, jak bardzo rozbudowaną wyobraźnię, największą grozę poznać można w najprostszy sposób – podpatrując to co ludzie robią innym ludziom. Lub samym sobie. Nie ma nic bardziej przerażającego niż ludzka głupota, skłonność do nałogów i krzywdzenia tych, których wydawać by się mogło, najbardziej kochamy. Z wampirów już wyrosłem. Lęk przed nimi zastąpił strach przed debilem za kółkiem. Pijanym. Albo naćpanym. I nie daj boże proboszczem…

Postrufko
MRT

Dobrze skomponowany horror. Bardzo odrealniony, jakby "kręcony" przez wywołującą deformacje kamerę. Klimat jak z Lyncha albo Kubricka. Orzeźwiająca i otrzeźwiająca zarazem lektura na skacowany początek tygodnia!

Absent absynt

Halloween z Najlepszą to najlepszy Halloween 🙂 tekścik miodzio, pozostaje tylko palce lizać.

Mustafa

Brrrr. Jak można tak ludzi straszyć?

🙂

( nadrabiam komentarze!) Greg genialny motyw z tym jajeczkiem. Taki miejski mit stworzyłeś odrobinkę. Albo przejąłeś a ja się nie znam. Czułem sie trochę jak podczas lektury "Amerykańskich Bogów". Tam też była scena konsumpcji przez pochwę;]

Napisz komentarz