Przygody Roberta 2 cz. 2 (Coyotman)  3.39/5 (6)

19 min. czytania

Przeczytaj pierwszą część cyklu

Kiedy obudziłem się rano po całym, obfitującym we wrażenia dniu, odczuwałem wielką satysfakcję. Powodów miałem co najmniej kilka. Pogodziłem się z Ewą, spędziłem z nią fantastyczny, upojny wieczór, stawiłem też czoła popularności, jaka stała się moim udziałem po powrocie z obozu, no i poznałem Zuzę, piękną dziewczynę, która wpadła na świetny pomysł, jak poradzić sobie z nadmiarem orbitujących wokół nas adoratorów i adoratorek.

Czułem się na tyle odprężony, że za nic nie chciało mi się wstać, jakby łóżko wzmacniało siłę grawitacji. Nadal było też gorąco, co nieco zniechęcało do większej aktywności. Leżałem przykryty samym prześcieradłem i myślałem o Ewie i o namiętnym wieczorze, który spędziliśmy razem. Zastanawiałem się, kiedy znowu będzie dane mi ją zobaczyć.

Wspomniała, że jedzie teraz na kilka dni do babci w odwiedziny, więc będzie trzeba uzbroić się w cierpliwość. Moje myśli równie mocno zaprzątała Zuzanna, z którą dziś miałem się spotkać. Zastanawiałem się, jak wyobraża sobie udawanie pary w naszym wydaniu. Ciekawe, czy jeśli odstawimy proponowany przez nią teatrzyk, zyskamy nieco spokoju. Mogło się przecież okazać, że będzie wręcz przeciwnie.

Dochodziła godzina dziesiąta. Musiałem powoli zwlec się z łóżka, gdyż Zuza chciała spotkać się jeszcze przed południem. Trzeba było przyznać, że dziewczyna nie traciła czasu. Wpadła na pomysł i chciała go jak najszybciej zrealizować.

Agnieszka była w pracy, więc mogłem bez skrępowania poruszać się po domu. Wciąż w pamięci miałem krępującą sytuację, jaka spotkała mnie wczoraj, zanim wyszedłem na imprezę.

Wziąłem szybki, orzeźwiający prysznic, ubrałem się i zszedłem na śniadanie. Jak się okazało, zanim wyjdę do Zuzy, czekało mnie jeszcze jedno zadanie. Aga zostawiła mi kartkę z listą zakupów. W pośpiechu zjadłem płatki z zimnym mlekiem i ruszyłem do pobliskiego marketu.

Zakupy nie są moją specjalnością. Zwykle starałem się jak najszybciej znaleźć produkty wymienione na liście i nie rozglądać się za dodatkowymi rzeczami. Denerwowała mnie też polityka sklepowych molochów, polegająca na wiecznym przestawianiu towarów. Był to element tak zwanego merchandisingu. Brzmiało rzeczywiście dumnie, dla mnie jednak wiązało się to jedynie ze stratą czasu. Bywało tak, że niektóre produkty przestawiano na drugi koniec sklepu, więc człowiek musiał przejść obok wszystkich regałów, żeby znaleźć to, czego szukał.

Lista Agnieszki na szczęście nie była długa, więc poszło mi dość szybko. Wszystko zmieściło się w jednym koszyku. Kiedy stałem w kolejce, ktoś szturchnął mnie w ramię. Odwróciłem się.

–Witaj, Robert.

To była mama Marcina. Stała tuż za mną. Kilka ciężkich zgrzewek wody i napojów zajmowało miejsce w jej wózku.

–O, dzień dobry, pani Haniu.

Odruchowo przeleciałem po niej wzrokiem. Wyglądała znakomicie.

–Szybko wstałeś po wczorajszej imprezie! Marcin jeszcze śpi. Pewnie będzie leżał aż do obiadu.

–Nie miałem wyjścia – odpowiedziałem. – Mam dziś kilka rzeczy do zrobienia, więc musiałem wstać.

–Żeby mój chłopiec tak garnął się do swoich obowiązków.

–Pewnie za długo wczoraj siedział. Ja ewakuowałem się po dwudziestej pierwszej.

–Nie podobało ci się?

–Nie, nie. Było fajnie, ale obiecałem Agnieszce, że będę w domu przed dwudziestą drugą.

–Rozumiem.

–Słyszałem, że pani też miała wczoraj gości.

–Tak, odwiedziło mnie kilka koleżanek. Powspominałyśmy trochę szkolne czasy.

Kolejka zmniejszała się. Przede mną stały jeszcze dwie osoby.

–Proszę, niech pani wejdzie przede mnie – przypomniałem sobie o dobrych manierach.

–Nie, nie. Ja mam więcej zakupów. Niepotrzebnie byś tylko czekał.

–Dla mnie to żaden problem.

Miałbym przynajmniej niezły widok – pomyślałem.

Pani Hania nie dała jednak za wygraną i nie pozwoliła mi ustąpić miejsca. Zapłaciłem za zakupy, skinąłem jej głową na pożegnanie i wyszedłem z marketu.

Nie zdążyłem przejść nawet dziesięciu metrów, gdy zadzwonił telefon. Odstawiłem na chwilę zakupy na ziemię, wyciągnąłem komórkę. Dzwoniła Maja. Po obozie byłem z nią w sporadycznym kontakcie, kilka razy do siebie dzwoniliśmy, wymienialiśmy też smsy.

Odebrałem.

–Cześć Maja.

–No cześć, mój ogierze.

Mimowolnie się uśmiechnąłem.

–Akurat jestem na zakupach. Co tam u ciebie?

–Dzwonię, bo jestem w odwiedzinach u rodziny. To niedaleko od ciebie. I tak sobie myślałam… Nadal masz wolną chatę?

–Tak. A co?

Serce zabiło mi mocniej.

–Myślałam, żeby do ciebie przyjechać. Masz czas?

Poczułem motyle w brzuchu.

–Jasne, że mam. Dla ciebie zawsze.

–To super. Myślę, że około dwudziestej powinnam być na dworcu.

–Ok. Będę czekał.

–Zbieraj siły, przydadzą ci się w nocy.

Nie umiałem powstrzymać głupkowatego uśmiechu. Ludzie, którzy mnie mijali, patrzyli na mnie jak na kosmitę.

–Sił mi na pewno nie zabraknie – odpowiedziałem.

–No, ja myślę. Dobra. Pogadamy, jak przyjadę. Kończę, bo mnie wołają. Pa!

Rozłączyła się.

Włożyłem telefon do kieszeni i stałem przez chwilę nieruchomo. Miałem wrażenie, że zaraz uniosę się w powietrze. Byłem strasznie podekscytowany.

Na ziemię sprowadziła mnie pani Hania, która akurat wyjechała z zakupami ze sklepu. Jej samochód stał zaparkowany blisko miejsca, w którym rozmawiałem przez telefon.

Żeby nie stać jak kołek, podszedłem do niej.

–Pomogę pani – powiedziałem, widząc jak stara się wytaszczyć z wózka zgrzewkę napojów. Szło jej dość opornie.

–Dziękuję.

–To nic wielkiego – uśmiechnąłem się.

–Jesteś bardzo miły.

Podczas przekładania zgrzewek i reklamówek, zerkałem na nią ukradkiem. Nie mogłem się powstrzymać. Miała na sobie obcisłą, żółtą koszulkę na cienkich ramiączkach i pomarańczową, luźną spódniczkę. Zawsze lubiłem ciepłe kolory. Rozpuszczone blond włosy, z przedziałkiem na boku dodawały jej wdzięku.

Przyciągała nie tylko mój wzrok. Oglądało się za nią wielu mężczyzn. Niejeden odwracał głowę, błądził wzrokiem, nie wiedząc, czy patrzeć na piersi opięte ciasną koszulką, czy na lekko opalone, długie nogi. Niektórzy próbowali to ukryć, udawać, że wcale się nie gapią, ale wyglądali wtedy jeszcze komiczniej.

Niejeden z nich pewnie żałował, że nie założył okularów przeciwsłonecznych.

Kiedy pani Hania trzasnęła klapą bagażnika, odezwała się:

–Wsiadaj, podrzucę cię.

–Nie trzeba. Mam przecież blisko.

–Daj spokój, nie będziesz musiał iść z tymi siatkami. To i tak po drodze.

Kiwnąłem głową i wsiadłem do samochodu. Wyczułem, że opór nie ma sensu. Stałem na przegranej pozycji.

Kiedy zapaliła silnik, powiało chłodnym powietrzem z klimatyzacji. Zacząłem wątpić, czy będę chciał wysiąść.

–Przyjemnie się zrobiło – powiedziałem.

–Oj tak, klima to cudowny wynalazek.

Jechaliśmy w ciszy. Ja nie za bardzo wiedziałem, co mówić, a pani Hania koncentrowała się na drodze. Od chłopaków słyszałem, że kilka tygodni temu miała stłuczkę, więc teraz stara się jeździć nad wyraz ostrożnie.

Na rozmowę nie było nawet czasu, bo po dwóch minutach byliśmy już pod domem Agi i Adama.

–Dziękuję za podwózkę – powiedziałem, otwierając drzwi.

Gorące powietrze uderzyło mnie w twarz.

–Poczekaj…

–Tak?

–Powiedz, nie chciałbyś dorobić sobie do kieszonkowego? Chcę nieco przeorganizować podwórze i ogród. Chłopcy obiecali pomóc, ale widzę, że się trochę ociągają. Może twoja obecność ich zmobilizuje?

Nie byłem pewien, czy środek lata to odpowiedni moment na takie prace. Ale w sumie, czemu nie?

–Chętnie wpadnę. Kiedy pani chce zacząć? Dziś mi niestety nie pasuje.

–Myślałam o jutrze. Ma być nieco chłodniej.

–Ok. Przyjdę.

–To świetnie. W takim razie do zobaczenia.

–Do widzenia.

Odstawiłem zakupy do domu, to, co trzeba powkładałem do lodówki, sięgnąłem jeszcze po jabłko i wyszedłem do Zuzy. Napisałem jej też smsa, że za chwilę będę.

Po drodze znów zastanawiałem się, jak jej pomysł będzie wyglądał w praktyce. Chodzenie za ręce? Pokazywanie się razem w publicznych miejscach? Dziewczyna z pewnością przygotowała jakiś większy plan. Zdecydowałem, że najpierw jej wysłucham, żeby samemu czegoś głupio nie palnąć. Dziewczyny chyba jednak mają inne wyobrażenie, jak powinien wyglądać związek.

Zuza już na mnie czekała. Wyszła mi nawet naprzeciw. Stała z ręką założoną na biodrze. Na sobie znów miała koszulkę odkrywającą jedno ramię. Włosy zaplotła w luźny warkocz. Wyglądała przeuroczo. Kiedy tak na nią patrzyłem, miałem cichą nadzieję, że to nasze udawanie pary będzie wyglądać bardzo wiarygodnie.

–Cześć – powiedziałem.

–Hej.

–Fajny lampart – zwróciłem uwagę na motyw zdobiący koszulkę.

–Dzięki.Słuchaj. Pomyślałam, że może pójdziemy sobie do parku? Tam pogadamy.

–Ok. Czemu nie?

Szliśmy powoli, spacerowym krokiem. Między nami zaległa niezręczna cisza. Jednak to co innego napisać coś na facebooku, a co innego powiedzieć to samo prosto w twarz. Sam też nie za bardzo wiedziałem, jak zacząć.

–Co sądzisz o moim pomyśle? Tak szczerze? – odezwała się w końcu.

–Sam pomysł jest dobry. Wykonanie jednak będzie dość trudne. Udawanie pary wiąże się…

–No właśnie… Będziemy musieli robić różne rzeczy przy ludziach.

–Kiedy mówisz „różne rzeczy”, mam nieczyste myśli.

Uśmiechnęła się.

–Nie „te” rzeczy – stuknęła mnie w ramię. Tak po kumpelsku.

Ała…

–Jeśli zmieniłaś zdanie i nie jesteś przekonana do tego pomysłu, to możemy odpuścić.

–Nie. Myślę, że powinniśmy chociaż spróbować. Jeśli to nie zda egzaminu, zawsze możemy spasować. Musimy jednak ustalić pewne reguły.

–Na pewno będziemy musieli się publicznie gdzieś pokazać.

–Co powiesz dziś na kino?

–Dziś?

Przypomniała mi się Maja.

–Nie pasuje ci?

–Wieczorem mam plany.

–Dziewczyna? Albo nie… nie chcę wiedzieć.

–Już jesteś zazdrosna? Dobrze ci idzie to udawanie.

Znów dostałem kuksańca.

–Spadaj.

–Mam czas, ale po dziewiętnastej będę musiał być w domu.

–No to chodźmy teraz do centrum handlowego, zjemy coś, posiedzimy razem, a potem możemy iść do kina. Co ty na to?

–W porządku.

Skręciliśmy z drogi do parku i ruszyliśmy w stronę centrum. Napisałem szybko do Agnieszki, że nie będzie mnie na obiedzie i że wrócę późno. Lepiej było dać znać teraz niż jakby miała mnie potem bombardować telefonami w kinie.

Szliśmy sobie powolnym krokiem, rozmawiając o wczorajszym wieczorze. Skomentowaliśmy jeszcze raz naszą ucieczkę, obgadaliśmy kilka osób i obiecaliśmy sobie, że od domu Michała będziemy trzymać się z daleka. W oczach Zuzy widać było autentyczną nienawiść do tego człowieka.

Im bardziej zbliżaliśmy się do centrum miasta, tym więcej znajomych mijaliśmy. Zuza zdążyła nawiązać już sporo znajomości, mimo, że przecież mieszkała w naszym mieście od niedawna. Wszystko dzięki Oli, koleżance, z którą była na wczorajszej imprezie. Z niektórymi osobami zamieniliśmy kilka słów, innym tylko odpowiadaliśmy na powitanie.

Nie było chłopaka, który by się nie gapił na Zuzę. Jak widać, nie tylko pani Hania borykała się z problemem nadmiernego zainteresowania ze strony płci przeciwnej. Doskonale widziałem maślany wzrok mijających nas przechodniów. Nawet starsi faceci ją skanowali. Zuza wydawała się nie zwracać na to uwagi, skupiała się na rozmowie ze mną i nie oglądała się na to, co się wokół niej działo.

Za mną niektóre dziewczyny też się oglądały, ale to było nic w porównaniu do emocji, jakie wzbudzała w przechodniach moja towarzyszka. Zresztą, już trochę zdążyłem się przyzwyczaić do tego, że skupiam na sobie ciekawski wzrok. Bardziej irytowały mnie wywieszone jęzory tych wszystkich napaleńców gapiących się na Zuzę. Zaczynałem rozumieć, dlaczego tak bardzo chce sprawdzić, czy jej pomysł zadziała i to pomimo tego, że z pewnością będzie jej przy tym niezręcznie.

W końcu nie wytrzymałem i skomentowałem.

–Zawsze tak masz, kiedy idziesz po mieście?

–Masz na myśli te spojrzenia facetów?

–Tak. To trochę przerażające.

–Staram się nie zwracać na to uwagi. Chcesz zobaczyć coś śmiesznego?

–Dawaj.

–Patrz teraz na tych, co nas będą mijać.

Następny chłopak, już daleka patrzył się na Zuzę i zbliżał się do nas z głupim uśmieszkiem. Kiedy jednak podszedł blisko, nagle odwrócił wzrok i udawał, że patrzy na zegarek. Następny wyciągnął komórkę, inny zaczął drapać się po głowie. To było rzeczywiście zabawne. Aż mi było żal tych gości. Totalnie głupieli, kiedy Zuza odwzajemniała ich spojrzenia.

–Widziałeś ich? – roześmiała się.

–No, widziałem.

–Wystarczy, że spojrzę im w oczy, a natychmiast tchórzą i udają, że tak naprawdę wcale się nie gapili.

–Nie wkurza cię to? Ale tak szczerze?

–Może i wkurza, ale nie będę się przecież przejmować obcymi. Tylko się gapią, więc nie jest tak źle. Gorzej, kiedy jestem na imprezie i skacze wokół mnie kilku naraz i próbują udowodnić jeden przez drugiego, który jest lepszy, fajniejszy. To jest dopiero żałosne i wkurzające. Wczoraj miałeś próbkę takiej sytuacji.

–No, tak.

–Patrz, idą kolesie z wczorajszej imprezy.

Nie znałem ich, ale rzeczywiście chyba wczoraj byli u Michała.

Nagle poczułem, jak jej ręka ociera się o moją, spojrzałem na dziewczynę i dostrzegłem niepewność w jej oczach. Nie patrzyła jednak na mnie. Wciąż obserwowała zbliżających się ku nam kumpli Michała.

Jej palce zaczęły ostrożnie wślizgiwać się w moją dłoń. Zrobiło mi się jeszcze goręcej. Kto by pomyślał, że tak niewinny gest tak na mnie podziała.

W końcu spojrzała i na mnie. Kiwnęła niemal niezauważalnie głową i spletliśmy swoje palce w zdecydowanym uścisku.

Minęliśmy towarzystwo, nieco przyspieszając kroku w nadziei, że do nas nie zagadają. Na szczęście tylko zmierzyli nas wzrokiem i poszli w swoim kierunku.

Gdy ich mijaliśmy, Zuza ścisnęła mnie tak mocno, że jej dłoń aż zrobiła się wilgotna. Wtedy zdałem sobie sprawę, jak takie sytuacje jak wczorajsza, muszą ją przerażać, a nie tylko wkurzać. Ludzie przecież nie chowają się po pokojach bez powodu.

Puściła mnie.

–Przepraszam – powiedziała.

–Za co?

–No wiesz… – zrobiła bliżej nieokreślony gest dłonią, nie wiedząc jak nazwać tę całą sytuację.

–To było dobre posunięcie – odpowiedziałem. – Skoro mamy udawać parę, to myślę, że chodzenie za rękę jest dobrym pomysłem.

–Tak, właśnie. Bałam się, że możesz mieć coś przeciwko.

Uśmiechnąłem się.

–Jeśli to ma się udać i ludzie mają nam uwierzyć, to musimy być wiarygodni. Musimy zachowywać się jak para.

–Wiem, przepraszam, trochę spanikowałam. Słyszałam wczoraj, jak ci kolesie opowiadali sobie, co by to ze mną nie zrobili… Rozumiesz…

Kiwnąłem tylko głową.

W środku zacząłem się gotować. Czułem wielką złość i jednocześnie bezradność… Bo co ja mógłbym poradzić? Przecież ich za to nie pobiję. O przemówieniu do rozsądku raczej też nie było mowy.

W końcu doszliśmy do centrum handlowego. Znaleźliśmy sobie restaurację, gdzie nie było tłoku i zajęliśmy miejsca. Zamówiliśmy pizzę i wodę z cytryną.

–Czyli chodzimy za ręce, tak? – zapytała.

–No, chyba tak. Tak robią pary.

Miałem wrażenie, że poruszamy się po dość grząskim gruncie.

–Ok. Zobaczymy jak ludzie zareagują. Olka na pewno pierwsza się czegoś dowie.

–Szczerze mówiąc, sam jestem ciekawy.

–To na co idziemy do kina? – zapytała.

Okazało się, że tak banalna sprawa, jak wybór filmu może okazać się niezłym wyzwaniem. Mieliśmy nieco inne spojrzenie nakinematografię. Zuza lubiła romantyczne komedie i horrory, ja wolałem kryminały lub filmy sci–fi. W końcu poszliśmy jednak na kompromis i wybraliśmy film animowany. Te nigdy nie zawodzą, każdy znajdzie w nich coś dla siebie.

Czas z Zuzą mijał szybko. Dziewczyna okazała się ciekawą rozmówczynią. Okazało się, że poza romansidłami i horrami, tak jak ja lubi filmy Tarantino i stare czarnobiałe musicale z Gene’m Kelly czy Fredem Astaire’m. Podobnie jak ja nie ogląda telewizji i nie lubi tracić czasu na spanie do godzin popołudniowych. Poza tym okazało się, że uwielbia spacery, gwieździste noce, a jej ulubioną porą roku jest wiosna. Romantyczka. Ale najbardziej zdobyła mnie tym, że mierzi ją dzisiejsza muzyka wałkowana przez najpopularniejsze media. Sięgała do nieco starszych dźwięków, które podsuwał jej ojciec. Uczyła się grać na saksofonie i pianinie. Z każdym słowem lubiłem ją coraz bardziej.

Oczywiście nie we wszystkim się zgadzaliśmy. Zuza, jak to kobieta, kochała chodzić na zakupy, a szczególnie uwielbiała buty. Miała na ich punkcie bzika, choć jak sama mówiła, w jej posiadaniu znajdowało się tylko kilkanaście par. Ja miałem dwie – zwykłe i do biegania. Lubiła też muzykę ludową, za którą ja niespecjalnie przepadałem. Podobały mi się jedynie jej elementy w mainstreamowych utworach.

Inne różnice, jakie zdołałem wyłapać, były dla mnie mniej istotne więc nie zaprzątałem sobie nimi głowy.

Dwie godziny zleciały jak z bicza strzelił.

W końcu przyszedł czas na kino. Kupiliśmy bilety na miejsca na samej górze, co zdaniem Zuzy bardziej pasowało do pary. Nie mogłem się z nią nie zgodzić. Wielu przecież jest takich, co chodzą do kina, a nie na film.

Dziewczyna dość dobrze wczuła się swoją rolę, trzymała się blisko, obejmowała mnie, była radosna i uśmiechnięta. Czułem się z tym wszystkim dość nieswojo. Zacząłem się nawet w pewnym momencie zastanawiać, czy to jest tylko taka gra, czy ona rzeczywiście dobrze się bawi. Ta myśl zaprzątnęła moją uwagę..

Gdy tylko otworzono drzwi do naszej sali, zajęliśmy miejsca. Z góry mieliśmy doskonały widok na wchodzących. Po kilku minutach nazbierało się sporo dzieciaków i ich rodziców. Zaczęły szeleścić chipsy, wszechobecny stał się zapach popcornu. Słychać było otwieranie butelek od gazowanych napojów. Prawdziwa kinowa atmosfera.

W końcu do sali zaczęli wchodzić też nasi rówieśnicy. Niektórzy pojawiali się pojedynczo, inni w parach, a jeszcze inni w grupkach. Sala kinowa zapełniała się.

Obserwowaliśmy uważnie, kto wchodzi, wypatrywaliśmy znajomych. Zuza trzymała mnie za rękę, ale wątpliwe było, czy ktoś to w ogóle dojrzał.

Po kilku minutach gapienia się na wchodzących, zauważyłem Dominikę, dziewczynę, która dopadła mnie wczoraj w toalecie. Szła ze swoją młodszą siostrą. Miałem cichą nadzieje, że mnie nie ujrzy. Osunąłem się lekko na fotelu.

–Co robisz? – spytała Zuza.

–To ta, co się do mnie dobierała w ubikacji – wskazałem jej skinieniem głowy. – Nie chcę, by mnie widziała.

–Właśnie dla takich sytuacji przecież odstawiamy teatrzyk. Chodź tu.

Zuza przyciągnęła moją głowę do siebie i pocałowała mnie. Byłem tak zaskoczony, że na początku aż się nieco zapowietrzyłem. Nagroda za najlepszy pocałunek na pewno mnie nie czekała.

–Co robisz? – szepnęła, na chwilę się ode mnie odrywając.

–Zaskoczyłaś mnie.

Kiedy Zuza dostrzegła, że Dominika wciąż szuka swojego miejsca, znów przyciągnęła mnie do siebie. Tym razem byłem już przygotowany. Zaczęliśmy trochę wolniej, pocałunek był delikatniejszy. Zaczęliśmy się zgrywać i zrobiło się całkiem przyjemnie. Całowaliśmy się klasycznie, bez francuskich wstawek. Muskała mnie swoimi aksamitnymi ustami, a ja odchodziłem od zmysłów. Starałem się odwzajemnić jej starania najlepiej jak umiałem. W głowie kołatały mi tysiące myśli.

Nagle Zuza odsunęła się ode mnie i wygodnie rozsiadła się w fotelu jak gdyby nigdy nic.

–Usiadły już.

Nie mogąc odnaleźć głosu w gardle, jedynie odchrząknąłem.

Po chwili zgasły światła i zaczęły się reklamy. Człowiek płaci niemałe pieniądze za bilet i przekąski, a tu jeszcze jest zmuszany do oglądania około dwudziestu minut bzdur. Pół biedy, gdyby to były tylko zapowiedzi nadchodzących filmów, niestety jednak zachęcani byliśmy też do kupowania czasopism, batoników i zakładania lokat w banku.

Z zamyślenia wyrwał mnie wibrujący w kieszeni telefon.

Ostrożnie go wyciągnąłem, żeby nie odwracać uwagi Zuzy od wyświetlanej akurat reklamy proszku do prania.

Kiedy otworzyłem wiadomość, osłupiałem. Maja przysłała mi MMS, na którym prezentowała się bez koszulki. Jedną ręką trzymała telefon, którym pstrykała zdjęcie przed lustrem, a drugą ściskała jedną z piersi. Zdjęcie zdobił podpis: Za niecałe trzy godziny będziesz mógł się nimi pobawić.

Wziąłem głęboki oddech, zerknąłem jeszcze raz na fotkę i schowałem telefon. Zacząłem się niecierpliwie wiercić. Niech już ten film się skończy!

Niestety, jeszcze się nawet nie zaczął.

Do sali wchodzili kolejni kinomani, lecz ja nie zwracałem już na nich uwagi. Niby patrzyłem w wielki ekran, ale kompletnie nie docierało do mnie, co jest na nim wyświetlane. Przez głowę przechodziły mi obrazy roznegliżowanej Mai. Wróciły wspomnienia z obozu. W spodenkach zrobiło mi się ciasno i nic nie mogłem na to poradzić. Na lodzika czy choćby robótkę ręczną w ramach naszego udawanego związku raczej nie miałem co liczyć. Ehhh.

Kiedy zaczynał się film, dostałem kolejną fotkę. Tym razem Maja założyła granatową sukienkę w białe grochy, którą zadzierała na tyle wysoko, że odsłaniała łono.

Wygolona i chętna brzmiał podpis.

Odpisałem równie krótko: Proszę nie rób tego, bo zaraz zwariuję.

Przełknąłem ślinę i starałem się ochłonąć. Dobrze, że było ciemno, bo moja twarz w tym momencie przybrała z pewnością purpurowy kolor. Kropelki potu zaczęły spływać po bokobrodach. Klimatyzacja nie działała tu na najwyższych obrotach. Dobrze, że Zuza była zajęta filmem.

Wziąłem łyk wody mineralnej, przetarłem twarz chusteczką i starałem się zagłębić w fabułę filmu, aby zająć czymś myśli. Twardy jak skała kutas wcale mi w tym nie pomagał.

Jak się okazało, moja odpowiedź do Mai tylko ją zachęciła. W trakcie filmu dostałem jeszcze trzy zapierające dech w piersiach zdjęcia. Na jednym z nich dziewczyna sfotografowała swą pupę, na innym była nago w całej okazałości, a na ostatnim lubieżnie oblizywała wargi.

Każde z nich było podpisane w taki sposób, że miałem ochotę wybiec z kina i znaleźć ją, gdziekolwiek się znajdowała.

Sytuację podkręciła też Zuza, która nagle w połowie filmu, znów się do mnie przyssała, gdyż jakaś jej znajoma, przy okazji straszna plotkara, wracała akurat z toalety. Teatrzyk trwał więc w najlepsze. Niestety nie był to teatrzyk dla widzów dorosłych…

Kiedy wychodziliśmy z kina, byłem autentycznie zmęczony. W głowie mi pulsowało, zrobiło mi jeszcze bardziej gorąco. Teraz musiałem w miarę gładko zakończyć spotkanie z Zuzą i popędzić na randkę z Mają.

–I jak film? Podobał ci się? – zapytałem.

–W porządku. Spodziewałam się jednak czegoś lepszego. A tobie?

–Było parę fajnych scen – odpowiedziałem.

–Jak sądzisz? Jak szybko rozniesie się po ludziach, że jesteśmy parą?

–Pewnie szybko. Plotki roznoszą się lotem błyskawicy. Nie martwiłbym się o to.

–To co robimy jutro? Jesteś wolny?

–Widzę, że nie chcesz marnować czasu.

–No co? Im szybciej przekonamy ludzi, że jesteśmy parą, tym lepiej.

Miała rację.

–Jutro po południu jestem zajęty. Obiecałem, że wpadnę pomóc Marcinowi przy przeorganizowaniu podwórza. Wieczorem jednak raczej będę miał czas.

–No to jeszcze się zdzwonimy.

–Słuchaj, ja będę musiał wracać.

–Tak, tak. Wspominałeś, że musisz być po dziewiętnastej w domu. Odprowadzisz mnie i będziesz wolny.

Machinalnie chwyciliśmy się za ręce i ruszyliśmy w kierunku domu Zuzy. Starałem się nie pokazać mojego zniecierpliwienia. Do przyjazdu pociągu Mai była co prawda jeszcze nieco ponad godzina, ale zanim ją spotkam, przydałoby się nieco odświeżyć. Obrazy nagiej stażystki z obozu same co jakiś czas ukazywały się w mojej wyobraźni.

Zuzie najwyraźniej jednak nie spieszyło się tak jak mi. Spowalniała nasz spacer do granic możliwości. Miałem wrażenie, że pełzaliśmy zamiast iść.

Boże! Kobieto, dlaczego się tak wleczesz? – przechodziło mi przez myśl.

Droga minęła nam na rozmowie o różnych pierdołach i na zręcznym omijaniu tematu nagłych pocałunków w kinie. Byłem ciekawy, co ona o tym wszystkim myśli. Czy też tak emocjonalnie to odczuła? Czy były to dla niej jedynie zwykłe, nic nieznaczące całusy? Z jej mimiki, gestów nie potrafiłem nic wyczytać. Zachowywała się normalnie, jak gdyby nigdy nic. Nie dawało mi to spokoju.

Kiedy w końcu doszliśmy na miejsce, podziękowała mi za miłe popołudnie i dała buziaka w policzek. Gdy tylko zniknęła za drzwiami, zacząłem biec. Co tam – biec! Ja zapierdalałem! Run Forrest, run! Przed oczami miałem scenę z oscarowego klasyka.

Tuż przed domem Agi zwolniłem i uspokoiłem oddech. Zostało mi jakieś czterdzieści minut do przyjazdu pociągu. Było wiec wystarczająco czasu na ultra szybki prysznic i przebranie się w świeże ciuchy.

Wszedłem do domu. Już od drzwi do moich uszu dobiegły dźwięki nastrojowej francuskiej piosenki. Fajna muzyczka, wpadała w ucho.

Przekroczyłem próg holu i zamarłem.

–Miałeś wrócić później! – Aga niemal krzyknęła, w pośpiechu podciągając spodenki i zsuwając koszulkę.

–Przepraszam, ja tylko na chwilę. – rzuciłem tylko, przyspieszając kroku.

Kątem oka widziałem jeszcze, jak zawstydzona ciotka zakrywa twarz.

Szybko wparowałem do łazienki, próbując ogarnąć myśli. Przechodziły mnie dreszcze.

Najpierw ona przyłapała mnie nagiego po wyjściu z prysznica, a teraz ja widzę ją jak się masturbuje i masuje po piersiach. Co zamykałem oczy, miałem jej obraz przed oczami. I ten cichy jęk, zanim mnie zauważyła… Stwardniałem.

Dziś było we mnie tyle emocji, że zacząłem się bać, co będzie się działo, jak już spotkam Maję. Czułem się strasznie nabuzowany. Spojrzałem na zegarek. Czas leciał.

Wskoczyłem pod prysznic, ustawiłem letnią wodę i starałem się spłukać z siebie nadmiar dzisiejszych wrażeń. W głowie na zmianę pojawiały mi się obrazy Mai, Zuzy i Agnieszki.

Istny galimatias.

Po pięciu minutach, świeżutki i pachnący znów wybiegłem z domu. Agi nie było już w holu, więc przynajmniej ominęła mnie kolejna niezręczna konfrontacja.

Kiedy dobiegłem na dworzec, pociągu jeszcze nie było. Wymieniliśmy się kilkoma sms’ami i okazało się, że express już dojeżdża. Był opóźniony o kilka minut.

Najważniejsze, że się wyrobiłem.

Usiadłem na ławeczce i w oczekiwaniu na przyjazd dziewczyny, jeszcze raz zerknąłem sobie na MMS’y, jakie przysłała mi, kiedy byłem w kinie. Pewnie dziwnie musiałem wyglądać dla przechodniów. Uśmiechałem się do telefonu jak jakiś kretyn.

Peron był pełny, część osób oczekiwała na przyjazd swoich bliskich, inni zaś szykowali się do podróży.

W końcu dostrzegłem pociąg. Tłum zaczął się coraz gęściej gromadzić, a charakterystyczny dźwięk hamowania wielkiej maszyny rozległ się po peronie. Stopniowo zwalniające wagony wypełnione były pasażerami. Wielu z nich wychylało się przez okna.

Maję dostrzegłem gdzieś na końcu składu. Machała do mnie, promiennie się uśmiechając. Wiatr rozwiewał jej włosy. Wyglądała jak zawsze zjawiskowo.

Gdy tylko pociąg się zatrzymał, wyskoczyła ze swego przedziału i podbiegła do mnie, rzucając mi się na szyję.

–Ale się stęskniłam!

Dała mi buziaka w policzek i znów się we mnie wtuliła. To było szalenie miłe. Fajna jest świadomość, że ktoś nie może się doczekać spotkania z tobą.

–Ja za tobą też–odpowiedziałem.

Pocałowaliśmy się. Tego właśnie brakowało mi w kinie z Zuzą – namiętnego szaleństwa, pasji, pragnienia. Trwaliśmy tak przez chwilę, zapominając o całym świecie. Liczyło się tylko tu i teraz.

Kiedy oderwaliśmy się na chwilę od siebie i spojrzeliśmy sobie w oczy, żadne z nas nie musiało nic mówić. Żadne z nas nie chciało czekać. Ruszyliśmy szybkim krokiem w kierunku budynku dworca.

Gdy tylko znaleźliśmy toaletę dla niepełnosprawnych, w której mogliśmy się zamknąć zaczęło się to, na co czekałem od rana. Opuściłem spodenki, pośpiesznie nałożyłem gumkę i zbliżyłem się do niej. Spojrzałem jej prosto w oczy, szukając przyzwolenia na ostrzejszą jazdę.

–Na co czekasz? – zapytała podciągając kieckę – Jestem już gotowa.

Włożyła sobie dłoń pod sukienkę i po chwili przetarła mokrymi palcami po moich ustach. Oblizałem je łapczywie. Ich woń i smak jeszcze bardziej mnie nakręciły.

Uniosłem ją zdecydowanie za pośladki i z wielką radością w nią wszedłem. Jej sukienka w grochy, w której pozowała dla mnie na jednym ze zdjęć, była idealna na taką szybką akcję.

To było bardzo intensywne, mocne doznanie. Maja uwieszona na mojej szyi, przyparta do ściany, z dużym entuzjazmem przyjmowała kolejne pchnięcia. Kompletnie nad sobą nie panowała, z każdą chwilą stawała się głośniejsza. Próbowałem ją nieco stopować, uciszać, ale nic do niej nie docierało. Sam też nie chciałem wychodzić z narzuconego, ostrego rytmu, gdyż było mi cholernie dobrze. A skoro także i jej było, to po co to zmieniać? Zresztą reakcje dziewczyny na moje działania tylko jeszcze bardziej mnie nakręcały. Nagle upał i ogólne zmęczenie odeszły gdzieś w dal, a pojawiła się euforia, wstąpiły we mnie nowe siły.

To było szaleństwo. Japonki Mai fruwały po pomieszczeniu, a barierka, której przez chwilę używaliśmy do podpórki, obluzowała się i zaczęła generować dodatkowy hałas, odbijając się od ściany. Odkruszyło się także trochę tynku. Demolka.

Ani jednak myśleliśmy przerywać. Byliśmy jak nakręceni, tyle że z cholernie długą sprężyną. Poruszałem się w niej płynnie, rytmicznie. W środku była tak mokra, że nie czułem praktycznie żadnego oporu. Wbijałem się w nią całą długością penisa, od czasu do czasu jedynie zmieniając nieco kąt natarcia.

W sumie sam nie wiem, jak długo to wszystko trwało. Czas jakby na chwilę stanął w miejscu, albo jakby w ogóle nie istniał. Totalne zapomnienie.

Kiedy skończyliśmy, osunęliśmy się zmęczeni na chłodną posadzkę, starając się ochłonąć. To wszystko było jak jeden niezwykle długi orgazm. Przez cały ten czas byliśmy jakby w amoku, oderwani od rzeczywistości.

–Tak w ogóle, co tam u ciebie? – zapytałem w końcu. – Jak podróż?

Maja roześmiała się, opierając głowę o moje ramię.

–Chodźmy stąd – odpowiedziała – blokujemy tylko miejsce.

Kiedy otworzyliśmy drzwi, przed wejściem czekała para staruszków. Siedzieli na ławeczce i spoglądali na nas znad grubych szkieł okularów. Mina babci – Grzesznicy! Mina dziadka – Zazdroszczę… mówiły wiele i wprawiły nas w niemałe zakłopotanie.

Uśmiechnęliśmy się z nutką zawstydzenia i, przyspieszając kroku, opuściliśmy splamione grzechem miejsce.

Szliśmy w kierunku mojego domu w niezwykle pozytywnym nastroju. Oboje kipieliśmy energią. Wciąż żartowaliśmy, zaczepialiśmy się i ogólnie wygłupialiśmy.

Reszta wieczoru i cała noc były jeszcze przed nami.

Przejdź do kolejnej części – Przygody Roberta 2 cz. 3

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Normalnie wydaj to jako ksiazke 😉

Jakże milutko wtula się w moje gusta (nie tylko czytelnicze)

świetna seria, kiedy autor przewiduje kontynuację?

Biedny Robercik, jak on to wszystko skoordynuje? Coś czuję, że zarówno w pani Hani jak i w cioci Agnieszce kryje się potencjał do wykorzystania dla tego dzielnego chłopaczka:-)

Witajcie.

Dziękuję za miłe słowa.

Jeśli chodzi o kontynuację, to należy jej się spodziewać w przeciągu miesiąca:)

MIss, obie bohaterki z pewnością namieszają w życiu naszego bohatera. Jestem jednak przekonany, że jakoś to sobie poukłada. Nie chcę jednak uprzedzać faktów, więc za wiele nie chcę wybiegać w przyszłość. Jedno mogę obiecać – Będzie się działo:)

Ciekawie się rozwija przygoda Roberta. Kobiety znów wokół niego krążą a on jak zwykle jest zbytnim dżentelmenem by odrzucać ich awanse:-) czuję że przez swoją hojność znowu znajdzie się w kłopotach, zwłaszcza jak Zuza dowie się o Mai. Bo to, że jej gra w bycie parą to raczej podstęp by poderwać głównego bohatera wydaje mi się oczywistym.

Absent absynt

Fajne opowiadanie! Oj, nie pogardzilabym takim Robertem w swojej sypialni! Nawet jesli niepelnoletni:) Devon

Ciekawe, choć nie czytając wcześniejszych niełatwo się połapać. No i jak mawiał mój promotor – "klasyk" to osoba, a nie film (to tak odnośnie Forresta) :).
Widać, że bohater ma ładny haremik. Do mnie najbardziej po tej części trafia Zuza i jestem ciekawy jak to się rozwinie.

Taki Robert to skarb!
Eileen

Dobry wieczór!

Przede wszystkim, bardzo się cieszę, że Coyotman zdecydował się na kontynuację "Roberta". Już teraz widać, że jest to seria, która najbardziej mu pasuje – opowiadania publikowane są regularnie, pomysły sypią się z rękawa, czuć w tym wszystkim frajdę pisania, która udziela się także nam, czytającym. Styl jest lekki, dialogi również. Bohaterowie są wiarygodni, nawet jeśli wydarzenia już niezupełnie (ok, zakładam, ku własnej frustracji, że są goście o wielkim powodzeniu wśród kobiet; ale Robertowi przychodzi to zdecydowanie zbyt łatwo!). Ewentualne nieprawdopodobieństwa można spokojnie wytłumaczyć przyjętą konwencją. "Robert" to po prostu creme de la creme erotyki młodzieżowej.

Mogę jeszcze dodać, że bardzo podoba mi się pierwszoosobowa narracja. Pozwala ona lepiej identyfikować się z bohaterem, co rusz zaglądać mu do głowy (gdzie zwykle kłębią się kosmate myśli). Bardzo cenię sobie nagłe refleksje, którymi przerywana jest akcja opowieści – np. ta dygresja o reklamach w kinach. Podobnie jak Robert, nie cierpię oglądać reklam przed seansem. Takie drobne perełki sprawiają, że zdecydowanie lubię tego gościa. A to przecież najważniejsze.

Podobnie jak inni Komentatorzy, jestem bardzo ciekaw, jak Robert wyplącze się z nowej kabały, w którą właśnie się ładuje. Na razie jednak z rozbawieniem oglądam, jak znów pozwala się osaczyć napierającym zewsząd przedstawicielkom płci pięknej w bardzo różnym wieku. Gość permanentnie musi sobie radzić z kryzysem urodzaju – chętnie bym mu powspółczuł, ale jakoś nie potrafię 🙂 Już chętniej odciążyłbym biedaka, no ale Maja, Zuza i reszta kobiecej obsady najwyraźniej nie zadowoli się nędznymi substytutami. Tak więc młodzieńca czeka sporo ciężkiej pracy. Wakacje to nie czas na odpoczynek!

Z niecierpliwością czekam na następny rozdział "Młodzieżowego Californication". Już za ok. miesiąc!

Pozdrawiam
M.A.

Megas taka widocznie jest dzisiejsza mlodzież – tylko sex im w głowach. A że Robert pokazał co potrafi na obozie więc stał się najbardziej rozchwytywaną partią w miasteczku.

Co się tyczy opowiadania. Robert znów komplikuje sobie życie spotykając się z kilkoma kobietami. Zastanawiam się jak to potoczy się dalej i czy następnym razem wzajemnie przyłapią się z Agą gdy będą nadzy, a także co może z tego wyniknąć. Mi również podobały się wstawki o współczesnych bolączkach (reklamy w kinie) i popularnych formach aktywności (bieganie).

Cześć,

myślę,że młodzieży zawsze był głównie seks w głowach. Taki wiek, hormony itd. Mnie zastanawia tylko, jak szybko oni przechodzą od słów do czynów 🙂 Zazdroszczę, w moich, nie tak przecież odległych czasach, trzeba było włożyć w to więcej zachodu.

Te współczesne wstawki są wyśmienite! One czynią Roberta człowiekiem z krwi i kości, a nie tylko zaliczaczem kolejnych dziewcząt, któremu zdarzają się niekiedy wątpliwości natury etycznej 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Bardzo przyjemnie się czyta. Dla mnie Robert to ten sam poziom kultowości, co "Joanna" LaVeendy. Chłopak wydaje się dojrzalszy, ale jego przygody są niemniej zajmujące.
Zgadzam się w zupełności z Miss, dojrzałe panie mają potencjał i stanowią świetną odskocznie od dotychczasowych dziewczyn. Już scena z ciotką rokowała bardzo dobrze, aż żal, że nie rozwinąłeś.

Urocze to "Młodzieżowego Californication", doprawdy urocze. Chyba jak wszyscy, niecierpliwie czekam na więcej.
Pozdrawiam,

Foxm

Aż trudno się doczekać dalszego ciągu:)

Bardzo Dobre. Kiedy następna część????

W przyszłym tygodniu:)

Emilie voe Nereng 🙂

Napisz komentarz