Przygody Roberta cz. 12 (Coyotman)  3.38/5 (20)

41 min. czytania

Wyjście z części piwnicznej, gdzie znajdowało się jacuzzi, było oczyszczające. Musiałem użyć pretekstu, aby się wymknąć, gdyż w chwili kiedy właśnie wychodziłem z hotelu, oni nadal oddawali się wzajemnym igraszkom. Nie chciałem na to patrzeć. Na noc i tak miałem inne plany, więc nie musiałem zostawać tam za wszelką cenę. Rano i tak wszyscy się pożegnamy.

W bąbelkach spędziłem nieco ponad godzinę, gdzie połowa czasu minęła mi na rozmowie z Asią i patrzeniu, jak chłopaki beztrosko pieprzą „moje” dziewczyny. Musiałem stamtąd wyjść, kiedy towarzystwo odpalało kolejnego jointa. Starali się mnie namówić, abym im „towarzyszył w podróży”, co w pewnym sensie mnie nawet kusiło. Po chwili namysłu jednak stwierdziłem, że nie jest mi to potrzebne.  Wystarczyło, że wyjadę stąd jako seksoholik. Dodatkowe uzależnienia nie były konieczne.  Nie przekonywały mnie ich sugestie, że po jednym razie nic mi nie grozi. Z Mają też zrobiłem to raz, a potem wciąż myślałem o tym, kiedy nadarzy się kolejna okazja.

Seksoholizm to oczywiście mocna przesada, ale tak czy inaczej zastanawiające było to, że 95% wspomnień z tego wyjazdu, będzie dotyczyło piersi, wagin, ust czy pośladków (kolejność dowolna). Nawet teraz, idąc w kierunku namiotu, mając w pamięci przeżyty dopiero co seks z Asią, myślałem o tym, jakie to atrakcje zafunduje mi tej nocy Maja. Czy to aby nie zaczątek jakiegoś problemu?

Z zadumy wyrwał mnie głos mojej następnej kochanki.

– Cześć przystojniaku. Co miała oznaczać ta wiadomość?

– O, Maja! Jak dobrze cię widzieć. Zrobiłaś coś z włosami?

Dygnęła przede mną, jakby prezentowała nowy styl w modzie.

– Tak. Podoba ci się?

Jej jasny do tej pory blond ustąpił miejsca znacznie ciemniejszemu odcieniowi. Kolor jednak nie miał dla mnie większego znaczenia. Pięknej kobiecie dobrze jest w każdej fryzurze.

– Wyglądasz pięknie – odpowiedziałem radośnie.

– Podoba mi się twój entuzjazm.

Wolałem jej nie mówić, co mnie przed chwilą spotkało. Nie potrzebne mi były kolejne, bezcelowe wymiany zdań. W końcu czekał mnie seks i pożegnanie. Po co było to komplikować?

– Po wczorajszej przystawce w namiocie mam ochotę na danie główne, więc się nie dziw.

– Wkrótce się nasycisz. Najpierw jednak wyjaśnij co się dzieje. Co to za SMS?

Musiałem jej powiedzieć. Nie było wyjścia.

– Krąży plotka, że ktoś chce dosypać środków na sen wychowawcom, tak aby mieć ich z głowy na ostatnią noc.

– Nie mówisz poważnie.

– Serio.

– I nie próbowałeś tego kogoś powstrzymać od tego idiotycznego pomysłu? Zdajesz sobie sprawę, co te wszystkie dzieciaki mogą zrobić, jeśli nie będzie się ich kontrolować?

– Co się stanie, to ja wiem. Będą pić, ćpać i uprawiać seks. A próbować ich odwieść od pomysłu nie było sensu. Nic bym nie zdziałał. Zwłaszcza, że organizator jest już doświadczony w takiej akcji.

– Przecież nie może do tego dojść! Muszę ich ostrzec.

– Oszalałaś? Jeśli to zrobisz, wiadomo będzie kto ci powiedział.

– Niby skąd?

Ups. Jak teraz z tego wybrnąć? Dla mnie oczywistym było, że jakby zdradziła ten sekret reszcie wychowawców, to Paula i Aśka natychmiast zorientowałyby się, że to moja wina. Jak jej to wyjaśnić?

– Wie to mała grupa osób, która w tej chwili jest w hotelu i doprecyzowuje plan. Jako jedyny jestem na zewnątrz. Więc choćby stąd…

– Przecież mówiłeś, że to plotka?

– No, dobrze! To nie plotka, to się stanie! Zresztą całkiem niedługo. Napchali ciasto marihuaną, a potem przyniosą słodycze nadziewane środkiem usypiającym, gdy nauczyciele nabiorą chęci na coś do jedzenia.

– I uważasz, że powinnam udawać, że nic się nie dzieje?

– Tak właśnie uważam. Przecież to idealny moment żebyśmy mogli spokojnie spędzić razem noc.

– Czy ty nie rozumiesz, że będą z tego same kłopoty? Tu już nie chodzi tylko o seks, o nas! Tu chodzi o bezpieczeństwo ludzi!

– Ale kto cię z tym powiąże? Po prostu nie jedz ciasta, powiedz, że źle się czujesz i że chcesz iść się wcześniej położyć. Nikomu nic się nie stanie.

– Skąd ta pewność?

– Podobno marihuana nie uzależnia, a ten środek na sen jest niegroźny.

– Ale mi nie chodzi o wychowawców! Wiem jak działa marihuana, jestem studentką, nie pamiętasz? Mi chodzi o to, że twoi rówieśnicy mogą przesadzić, coś odwalić.

– Myślę, że nawet jakby wychowawcy normalnie czuwali, to i tak kilka co odważniejszych osób znalazłoby sposób, aby ostrzej zabalować. Moim zdaniem nie ma sensu utrudniać im życia.

– Nie myślisz chyba w tym momencie tą główką, co trzeba! Jesteś napalony i przesłania ci to rozum!

– Żebyś wiedziała, że jestem. To ostatnia noc i jakbyś chciała wiedzieć, gówno mnie obchodzi czy ktoś zrobi sobie krzywdę po pijaku. Jeśli ktoś jest na tyle głupi, to zapraszam! Nic mnie nie obchodzą inni. Większości nie znam, reszty w większości nie lubię albo nie obchodzi mnie ich los.

W tym momencie na komórkę Mai przyszła wiadomość.

– Muszę iść, wołają mnie do namiotu wychowawców. Pamiętaj, że cisza nocna zaczyna się o dwudziestej pierwszej ze względu na wczesną pobudkę.

– Chyba ich nie ostrzeżesz, prawda?

– Nie wiem, co zrobię…

I poszła.

Nie podobał mi się przebieg naszej rozmowy. Ten wieczór obfitował w same znaki zapytania. Nie wiadomo było, co zrobi Maja, nie wiadomo było, jak potoczy się nocka, jeśli nic nie zrobi. Scenariuszy można było kreślić wiele, właściwie w nieskończoność. Było już kilkanaście minut po dwudziestej. Godzina zero zbliżała się wielkimi krokami. Ciasto miało zostać podane zaraz po sprawdzeniu obecności w namiotach. Odczuwałem niepokój, miałem wrażenie ucisku na żołądek.

Wieczór był parny, gorący. Po deszczu, który lał się z nieba przez pół dnia nie było już śladu. Zupełnie jakby rano się nie wydarzyło. Powietrze wydawało się ciężkie i gęste. Słońce powoli szykowało się do „nurkowania w jeziorze”. Może lepiej, że nie będzie świadkiem kilku następnych godzin?

Postanowiłem poczekać na przebieg wydarzeń w swoim namiocie. Czułem się lekko spięty, może nawet zdenerwowany, cały czas krążyło we mnie nieprzyjemne, dziwne przeczucie. Nie umiałem go nawet zdefiniować. Wynikało ono oczywiście z niepewności, ale nie mogłem się nad tym skoncentrować i przyporządkować do konkretnej sytuacji.

Obecność w moim sektorze sprawdzał dziś pan Misiak. Zobaczył, że jestem, odhaczył mnie na liście, którą ze sobą niósł i poszedł dalej. Tylko minuty dzieliły go od zakosztowania magicznego ciasta. Maja chyba nic im nie powiedziała, gdyż w przeciwnym razie nie byłoby tak spokojnie. Gdzieś z oddali słychać było zadowolony głos Zawadzkiej.

Tak, z pewnością o niczym nie wiedzieli.

Coraz trudniej było mi wysiedzieć na miejscu. Wierciłem się niemiłosiernie, wciąż spoglądając na zegarek. Było już po dwudziestej pierwszej. Powoli zaczęło szarzeć na dworze, odrobinę się ochłodziło. Małym minusem były jednak komary i meszki, które  zaatakowały z podwójną mocą.

Nagle usłyszałem znajomy głos.

– Co tak sam siedzisz? – odezwała się Marita siadając koło mnie.

– Wyczekuję efektów waszego spisku – odpowiedziałem.

– Chcesz kawałek?

Popatrzyłem na ciasto, które ze sobą przyniosła.

– Nie, dzięki.

– Ale to jest zwykłe ciasto, nie jest niczym napchane. Zrobiliśmy, żeby było wieczorem co przegryźć.

– Skoro tak mówisz, to spróbuję.

Było całkiem smaczne, może nie takie jak domowe, ale na pewno dobre.

– I jak akcja? – zapytałem.

– Komitet poczęstunkowy właśnie poszedł ze swoją misją.

– A ty czemu nie z Gochą?

– Poszła z nimi. Koniecznie chciała w tym uczestniczyć.

– A ty nie chciałaś?

– O, nie… ja wole się nie narażać. Oni tam z nimi trochę posiedzą, żeby się upewnić, że wszyscy zjedli co najmniej po kawałku. Poza tym wiesz, ja zawsze taka cicha, skryta dziewczyna. W szkole wzór. Wolę się w to nie mieszać. Nie potrzebne mi ewentualne plotki.

– Cicha i skryta, tak?

– Dobrze wiesz o co mi chodzi.

– Zdziwiłabyś się, jak dobrze wiem.

– No właśnie słyszałam. Podobno był z ciebie wzór cnót, ideał wśród uczniów. Słyszałam także głosy, że największy nudziarz na obozie. A tu proszę. Cicha woda. Wytłumaczysz to jakoś?

– Nie wiem, czy potrafię. Najprościej mówiąc, nastąpiła reakcja łańcuchowa. Jedno wydarzenie wywoływało kolejne. Nie potrafiłem, a właściwie nie chciałem, tego powstrzymywać. Patrząc na to, co wydarzyło się przez ostatni tydzień, można powiedzieć, że wcześniej naprawdę byłem tym nudziarzem, o którym ci wspominano.

– Chyba rozumiem.

– No tak, w końcu sama miałaś tu niezłe przygody. Jak to było u ciebie, co? No bo chyba wiedziałaś, że Gosia od początku coś do ciebie miała? Nie wierzę, że olśnienie przyszło w namiocie podczas gry w butelkę.

– Nie wiem. Sama nie wiedziałam, co myśleć. Czułam się dobrze w jej towarzystwie, wiesz? Kiedy potem sama kładłam się do namiotu, czułam jakąś pustkę, a jednocześnie byłam przerażona, że inna dziewczyna na mnie tak działa. Próbowałam to od siebie jakoś odepchnąć, ale podczas gry w butelkę wszystko puściło, poczułam, że nie mogę tego w sobie dusić i popłynęłam z nurtem. Wszystko wywróciło się do góry nogami.

– Czyli co? Wcześniej nie wiedziałaś, że jesteś lesbijką? Żadnych podejrzeń?

– A co ty taki wścibski? – prychnęła z udawanym wyrzutem.

– I ma czelność mi mówić to osoba, która z ciekawości chwyciła mnie za kutasa.

– Ej, nie tak głośno, jeszcze ktoś usłyszy.

– Wybacz – odpowiedziałem z chytrym uśmiechem.

– Wiesz? Nie wiem jak to było wcześniej. Ja generalnie dużo czasu spędzałam z chłopakami, mieliśmy swoją paczkę. Nigdy jednak żaden mnie nie pociągał. Dziewczyny lubiłam, ale czy w którejś się kochałam? Raczej nie. Teraz wszystko wybuchło.

– A marzenia?

– Co, marzenia?

– No, w nocy przed zaśnięciem. Marzyłaś o kobietach czy facetach? Albo na przykład podczas, no wiesz masturbacji, jeśli już tu tak otwarcie rozmawiamy, co ci wtedy chodziło po głowie?

Marita odwróciła wzrok z kierunku namiotu wychowawców i spojrzała na mnie.

– Czy tobie w tym momencie stoi? –  jej wzrok zatrzymał się na moich szortach.

Nic nie mogłem poradzić na to, że ta rozmowa nieco mnie podnieciła. Już sam zapach Marity działał na mnie dość mocno. Do tego jej rockandrollowa kiecka w szkocką kratę i i obcisła czarna koszulka na cienkich ramiączkach dodatkowo rozbudzała wyobraźnię.

– Nic się przed tobą nie ukryje.

– I potem się dziwić, że niektóre kobiety wolą inne kobiety. Tylko jedno wam w głowie.

– A wam nie? Tobie łatwo mówić. U was nie ma aż takich oczywistych sygnałów podniecenia. Może mi powiesz jeszcze, że w ogóle nie ruszyła cię nasza rozmowa?

– Spadaj.

– To nie moja wina, że ładnie wyglądasz, no i ciekawie pachniesz.

Trąciłem ją po przyjacielsku łokciem.

– To Off.

– Nie znam się na perfumach.

– To Off na komary.

No i oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Zrobiło mi się trochę głupio, no ale w końcu jaki tam ze mnie ekspert od kosmetyków czy preparatów „owadoodstraszających”. Marita chyba to rozumiała. Ciągnąłem więc poprzedni temat.

– To co z tymi marzeniami?

– Nie marzyłam o konkretnych osobach. Czasem się łapałam na tym, że myślę o jakiejś koleżance, ale szybko to odrzucałam. O chłopakach też myślałam, ale inaczej.

– Inaczej?

– Chciałam to zrobić, wiesz? Jestem chyba jedyną dziewicą w klasie. Zastanawiałam się więc jak to będzie. Układałam sobie w głowie przebieg wydarzeń. Wstydziłam się, gdy koleżanki mnie pytały jak tam z tym u mnie, więc chciałam się pozbyć tej cholernej błony, żeby z czystym sumieniem im opowiedzieć, jak było. Nawet Gosi powiedziałam, że spałam z chłopakiem.

– Przecież mi powiedziałaś w jacuzzi. Dlaczego więc jej nie?

– Bo rozmawiałyśmy o tym na samym początku obozu, właściwie nie znałyśmy się, więc dla świętego spokoju skłamałam. Nie wiem czy jest sens to teraz odkręcać. Czy to aż takie istotne?

– Ja byłem prawiczkiem przed tym obozem i jakoś mi to specjalnie nie doskwierało.

Po polu namiotowym przeszedł jakiś koleś, szeptem instruując wszystkich, żeby schować się na pół godziny do namiotów. Poprosił o ciszę i uprzedził, że wkrótce impreza.

Kiedy byliśmy już w namiocie, Marita uświadomiła mnie, że był to znak, że każdy z nauczycieli skosztował już ciasta. Teraz należało poczekać na efekty ich działania.

Dostałem też smsa od Mai. „Zjedli ciasto, dostali bombonierkę. Jestem hotelu i czekam na przebieg wypadków. Spotykamy się za około godzinę gdy będzie wiadomo, czy ta wasza akcja się powiodła.”

Ciszę przerwała Marita.

– Wiesz, może w innych okolicznościach bylibyśmy niezłą parą? Mam wrażenie, że mamy ze sobą mnóstwo wspólnego. Może gdybym spotkała cię przed Gochą wszystko potoczyłoby się inaczej?

– Co ty mówisz?

– No co? Nigdy nic nie wiadomo.

– Przecież nawet mnie nie znasz.

– Może ciasto zaczęło działać i stąd takie myśli?

– Działać? Jak to działać?

Poczułem fale gorąca, która przelała mi się przez głowę. Nagle świat stał się dla mnie bardzo wyraźny, powietrze miało ciężki, wbijający się w nozdrza zapach letniego wieczoru. Do moich uszu dobiegło tysiące dźwięków. Słyszałem rechotanie żab, odgłosy wydawane przez koniki polne i wiele innych owadów, których nie potrafiłem do końca zidentyfikować. Dochodziły do mnie także dźwięki rozmów i śmiechów z sąsiednich namiotów. Czułem się nieco przytłoczony tymi wrażeniami.

– Już to czujesz, prawda? Połóż się, poczujesz się błogo.

Kiedy kładłem głowę na poduszkę, zakręciło mi się przed oczami.

– Okłamałaś mnie… – powiedziałem ciężko wydychając powietrze.

Leżałem teraz niemal bezwiednie i chłonąłem wszystko co się działo wokół. Rzeczywiście czułem się błogo i lekko, a jednocześnie uśmiech malował mi się na twarzy.

– I jak się czujesz?

– Szczerze? Czuje się strasznie napalony.

– Ja też. Z Gosią jak się ujarałyśmy to zawsze ręce same szły w obieg. Zresztą, nie tylko ręce…

– Domyślam się.

Leżeliśmy teraz całkiem bezładnie. Czasem tylko przez chwilę spoglądaliśmy na siebie, śmiejąc się bez wyraźnego powodu. Oczy Marity „zmniejszyły się” dwukrotnie. Miała wygląd rozanielonej, gotowej na wszystko dziewczyny. Zalotny, zadowolony uśmiech tylko dodawał jej uroku.

W pewnym momencie całkowicie skoncentrowałem się twarzy dziewczyny. Zupełnie jakby nie było na świecie nikogo innego poza nią. Patrzyłem i byłem jak zahipnotyzowany. Uczucie było niemal klaustrofobiczne. Zupełnie jakbym utknął w jakimś pomieszczeniu i nie mógł się wydostać. Moje ciało wydawało mi się ciężkie i lekkie za razem. Niby miałem wrażenie, że zaraz mogę unieść się w powietrzu a jednocześnie nie chciało mi się nawet ruszyć dłonią.

Dopiero, kiedy zwróciłem uwagę na nieco przyspieszony oddech Marity znów powróciłem do rzeczywistości. Mogłem w końcu skupić wzrok na konkretnym szczególe. Jej pomalowane przeźroczystą pomadką usta nie dawały mi jednak spokoju. Były lekko rozchylone i miarowo wciągały i wypuszczały powietrze. Było jednak w tym coś niespokojnego.

Opuściłem wzrok w dół i ujrzałem to. Marita zauważyła gdzie wędrują moje oczy.

– Możemy sobie zaufać, prawda? Po jacuzzi nie mamy już chyba więcej tajemnic?

– Możemy sobie zaufać – odpowiedziałem.

Zebrałem w sobie wszystkie siły, usiadłem i już na spokojnie przyglądałem się, jak Marita beztrosko kręci dłonią kółeczka na swojej cipce. Pod kraciastą spódniczką nie miała majtek, więc dostęp miała swobodny.

Znowu poczułem, jak nieco wiruje mi w głowie. Teraz jednak czułem jak krew pulsuje mi w żyłach, jakbym nagle przebudził się z krótkiej drzemki, gotowy stawić czoło reszcie dnia. Zupełnie bezceremonialnie przyglądałem się dziewczynie, jak się masturbuje. Obserwowałem ruchy jej zwinnych palców, sutki odznaczające się na czarnym materiale koszulki oraz mimikę twarzy.  Wiedziałem jednak, że wolałaby tutaj teraz swoją dziewczynę. Jej spojrzenie było inne niż te u dziewczyn, z którymi miałem okazję sypiać.

– Pokażesz mi go?

Jej opuszczenie wzroku na ułamek sekundy z jednoczesnym poruszeniem brwiami było bardzo wymowne.

– Ale nadal jesteś lesbijką, prawda? Nie chcę, żeby przyleciała mi tu wściekła Gocha o to, że coś ci zrobiłem.

– Przestań. Jestem ciekawa. Ty gapisz się na mnie, ja chce popatrzeć na ciebie. Niech będzie fair.

Nie mogłem odmówić jej racji. Niemal odruchowo więc ściągnąłem szorty uwalniając sterczącego fallusa. Ująłem go w dłoń i zacząłem powoli poruszać. Patrzyła na mnie z zaciekawieniem, jednocześnie cały czas się masturbując.

– To chyba musi boleć, prawda?

– Co masz na myśli?

– No wiesz… Mnie w środku… No, gdybyś…

– Nie wiem – przerwałem jej, pojmując o co chodzi – Nigdy nie robiłem tego z kimś, kto tego nigdy nie robił.

– Ja nawet nie wiem, czy by się zmieścił. Ona jest taka malutka. To musi strasznie boleć.

– Może to kwestia nastawienia? Może rozluźnienia?

– Wolałabym tu Gosię, jej bym się nie bała. Ona wie, jak mi zrobić dobrze.

Mruknęła przeciągle, lekko zagłębiając dwa palce w szparce.

Nie mogłem wytrzymać już tego napięcia. Wygląd masturbującej się na moich oczach dziewczyny sprawił, że moje podniecenie rosło. Musiałem coś zrobić.

Chwyciłem dziewczynę za kolana, rozchyliłem je lekko i ustami dopadłem do mokrej już szparki, jak spragniony do butelki wody. Zacząłem lizać Maritę po cipce, chłonąc doznania wszystkimi zmysłami.  Dłońmi lekko masowałem wewnętrzną stronę ud dziewczyny, rozgrzewając ją niemal do czerwoności.

Marita zakryła usta starając się nie krzyczeć. Kiedy jednak skupiłem się na jej wrażliwym punkciku zupełnie odjechała. Starała się tłumić oddech, tłumić wszelkie emocje, które w niej kipiały.

– Przestań! Zaraz wybuchnę – powiedziała dosadnym szeptem.

Zwarła nogi uniemożliwiając mi dostęp. Po kilkunastu sekundach uspokoiła się nieco.

– Teraz rozumiem, czemu dziewczyny cię tak chwaliły – powiedziała w końcu.

Uśmiechnąłem się tylko.

– Wybacz mi, ale gdybym teraz doszła, wszyscy by słyszeli.

Położyłem się znowu na plecy, wzrok wlepiając w sklepienie namiotu.

– Nadal ci sterczy – zauważyła Marita

– Wiem. I co niby mam na to poradzić?

– Mogę? – spojrzała na mnie pytająco.

Wzruszyłem ramionami.

Marita usiadła i objęła go dłońmi.

– Ale cieplutki.

– A czego się spodziewałaś?

Poruszyła dłońmi parę razy, uważnie mnie obserwując. Poczułem także kilka uciśnięć.

– Jaki on twardy! Zawsze sobie to inaczej wyobrażałam.

Zacząłem niespokojnie oddychać.

Marita cały czas kontynuowała swoje badania. Zbliżyła teraz twarz do fallusa i oglądała go z każdej strony. Miałem wrażenie, że chce go polizać, zasmakować, ale się wstydzi.

– Dziwnie pachnie.

– A ty myślisz, że pachniesz truskawkami? – odpowiedziałem zaczepnie.

– Przecież nie chciałam cię urazić. Mówię tylko, że jest charakterystycznie.

– Wiem, wiem.

– Nie obrazisz się jeśli… – nie mogło jej przejść to przez gardło, ale jej mina zdradziła intencje.

– Nie.

Wystawiła język i dotknęła główkę. Po chwili wzięła ją całą do ust, jakby to była kulka od lizaka.

– Smakuje też inaczej, niż się spodziewałam.

– To fiut a nie czekolada – nie mogłem się powstrzymać.

 Marita polizała go jeszcze chwilę, po czym odsunęła głowę.

– Leż tak.

– Nigdzie się nie wybieram.

Dziewczyna nagle usiadła na mnie okrakiem i przysunęła się pod mojego penisa.

– Co chcesz zrobić? – zapytałem niepewnie.

– To, co myślisz. Chcę mieć to z głowy, a ty mi w tym pomożesz. Pomyśl tylko. Będziesz moim pierwszym mężczyzną, a może nawet jedynym.

– Jesteś tego pewna?

– Powiedz mi tylko. Naprawdę się o mnie troszczysz czy tylko tak gadasz? Przecież jutro o tej porze będziemy dla siebie tylko wspomnieniem. Ja zrzucę z siebie ciężar dziewictwa, a ty będziesz mógł sobie odhaczyć rozdziewiczenie laski. Więc jak?

– Jak już mówiłem, nigdzie się nie wybieram.

Marita chwyciła penisa w dłoń i nakierowała go na swoją szparkę. Była mokra i zagłębianie początkowo szło bez oporu.

– I jak? – spytałem.

– Nie jest źle. Ale im głębiej tym coraz bardziej go czuję.

Mówiąc robiła grymas, jakby w tyłek wbiła się jej drzazga.

– Postaraj się rozluźnić. Nie myśl o tym, że może boleć. Myśl o przyjemności.

– Ja nie chce przyjemności! Chcę to mieć za sobą!

Po chwili Marita naparła na mnie ze znacznie większą mocą. Poczułem jak coś w środku nagle ustępuje i wsunąłem się kilka centymetrów głębiej.

Dziewczyna wzięła syczący wdech jakby się oparzyła, po czym ze spokojem już wypuściła powietrze.

– To już. Stało się – powiedziała dziewczyna drżącym głosem.

Uniosłem jej kieckę, na moim członku pojawiło się troszeczkę krwi. Ale w porównaniu do tego co sobie wyobraziłem to było nic.

Dziewczyna teraz powoli poruszała biodrami, starając się zminimalizować ból, który jeszcze trochę odczuwała. Aby nieco uprzyjemnić jej doznania, palcami masowałem jej łechtaczkę. Z zamkniętymi oczami i dość niepewną miną przyjmowała doznania. Miałem wrażenie, że mimo dyskomfortu wyczuwa jednak jakiś element przyjemności.

Moja druga ręka nie mogła odmówić sobie oczywiście dotyku piersi dziewczyny. W końcu jak już szaleć, to na całego. Jej sutki były twarde i sterczące. Wciąż odznaczały się na obcisłym podkoszulku, zachęcając mnie do wykonania tego ruchu.

– Marita!

Nagle naszych uszu dobiegł głos Gosi.

– Gosia cię szuka!

– O, kurde.

Dziewczyna zeszła ze mnie pospiesznie.

– Chusteczkę! Dawaj chusteczkę – wyszeptała zdecydowanie.

Podałem jej paczkę.

Wyciągnęła kilka, wytarła resztki krwi, które wymieszały się z jej sokami i pośpiesznie rzuciła gdzieś w kąt.

– Dziękuję i przepraszam.

Dała mi buziaka na pożegnanie i wyszła.

Zza namiotu słyszałem jeszcze tylko „Tu jestem” i po chwili zostałem sam. Kutas wciąż mi sterczał, umazany utratą dziewictwa.

Na szczęście miałem kilka chusteczek nawilżających, więc po chwili doprowadziłem się do względnego porządku.

Musiałem ochłonąć. Najlepszym rozwiązanie było jezioro. Wciąż jednak czułem działanie placka i jakoś nie miałem ochoty się ruszyć.

Z przyjemnego odrętwienia wyrwał mnie kolejny SMS od Mai. „Widzę przez okno, że ludzie już chodzą między namiotami, niektórzy wychowawcy już są w swoich pokojach, za kilka minut idę do naszej miejscówki”.

Postanowiłem wykrzesać z siebie nieco energii aby wyjść z namiotu i jeszcze nieco ochłonąć w jeziorze. Kiedy wracałem, dowiedziałem się, że wszyscy opiekunowie są już w stanie głębokiego snu. Część z nich czując wzmożoną senność, poszła do swoich pokoi hotelowych. To był zdecydowanie plus powolnego działania środka. Jedynie tego młodego stażystę trzeba było odprowadzić, bo nieco słaniał się na nogach. On jednak afery z niczego nie zrobi. Po co miałby sobie przysparzać kłopotu? Na polu zostali tylko Misiak, Zawadzka i Tucki. Każdy spał w swoim namiocie strażniczym.

Wszyscy powyciągali butelki i puszki z różno procentowymi płynami, gdzieniegdzie unosił dym z papierosów, lufek i jontów, słychać było swobodne rozmowy i śmiechy obozowiczów. Gdzieniegdzie można było dostrzec obściskującą się parkę.

Teren był czysty, więc mogłem spokojnie bez żadnego strachu iść do izolatki. Maję spotkałem po drodze, zgraliśmy więc idealnie. Miała na sobie zapinaną niebieską koszulę z krótkim rękawem, bladoniebieskie obcisłe dżinsy z dziurami i torebkę na ramieniu. Bez słowa popędziliśmy do naszego pokoiku.

Kiedy już byliśmy w środku, pierwsza odezwała się Maja.

– Co powiesz na kawałek placka? Wzięłam kilka kawałków z namiotu.

– Już dziś nieświadomie jednego zjadłem. Nie wiem, czy to najlepszy pomysł.

– Jak było?

– Dziwnie, choć interesująco. Wolałbym tego nie powtarzać. Nadal jeszcze czuję, jak działa.

– Chciałabym, żebyśmy zjedli. Jesteś mi coś winien za to, że nie puściłam pary z ust. Zapewniam cię, że będzie fajnie. Nie robiłeś tego pod wpływem. Zobaczysz, jak to jest.

Wolałem przemilczeć sytuację z Maritą. Choć w sumie z nią to nie był taki seks, jaki będę teraz mieć z Mają. Tam nie dokończyliśmy, co było bardzo rozczarowujące. A teraz chyba nie miałem wyboru, jeśli chciałem, aby poszło to dalej.

Zjedliśmy po kawałku, popijając sokiem pomarańczowym, który Maja w torebce przyniosła.

Patrzyliśmy przez chwilę na siebie w milczeniu, jakby czekając na pojawienie się efektów spożycia murzynka. Ja odczuwałem skutki działania poprzedniego kawałka. Wciąż byłem strasznie podniecony i nie mogłem się doczekać, aż zaczniemy działać.

Wstałem, podszedłem do okna i zasłoniłem żaluzje. W pokoju pociemniało, zupełnie jakby za oknem zapadł zmierzch.

Kiedy się odwróciłem, Maja podeszła do mnie blisko, niemal ocierając się policzkiem o mój. Nie dotykała mnie, ale miałem wrażenie, że czuję ciepło jej skóry. Pachniała ekscytacją.

– To nasza ostatnia noc – szepnęła – sprawmy, żeby była godna zapamiętania.

Cofnęła się nieznacznie. Patrzyła teraz na mnie, być może oczekiwała jakiejś reakcji. Ja jednak byłem trochę jak zahipnotyzowany, gapiłem się na nią i jakaś siła nie pozwalała mi wykonać ruchu.

Zaczęła odpinać guziki od swojej koszuli, już wcześniej zauważyłem, że pod spodem ma białą koszulkę. Teraz, guzik po guziku, podnosiła moje ciśnienie. Robiła to powoli, zmysłowo. Koszula, mimo, że stopniowo odpinana, nadal zakrywała to, co chciałem już zobaczyć. Widziałem jedynie odsłaniający się mostek i zaczątki rozkosznych krągłości. Wszystko to jednak pod cienkim materiałem koszulki. Widząc moją bierność, po odpięciu ostatniego guzika nie zdjęła koszuli. Cały czas obserwowaliśmy się wzajemnie, a ja wciąż zastanawiałem się, co zrobi dalej.

Czułem na sobie jej oddech, widziałem, jak jej ciało wilgotnieje z minuty na minutę, robi się spocone w ten swój podniecający sposób.

Maja tymczasem rozpoczęła rozpinanie guzików w mojej koszuli. Tu poruszała się nieco szybciej, jednocześnie łapczywie odsłaniając mój tors. Po chwili koszula leżała już na ziemi.

Położyła mi dłonie na barkach, zacisnęła kilka razy jakby chciała sprawdzić poziom mojego napięcia. Wydawało mi się, że jestem całkiem wyluzowany. Poruszała się dalej, teraz była na wysokości piersi, zataczała koła wokół moich sutków, jechała niżej, muskając brzuch, zahaczając o pępek. Wsunęła rękę pod spodenki, wyczuwając poziom mojego podniecenia. Byłem twardy i coraz bardziej zniecierpliwiony. Kiedy poczułem jej palce, jak oplatają mojego członka, w końcu jakby oprzytomniałem. Chwyciłem rozpięte części koszuli i pociągnąłem w przeciwnych kierunkach. Podciągnąłem też jej koszulkę, tak, że odkryłem jej rozkoszne piersi. Były jędrne, sterczące, powodujące uśmiech na twarzy.

Maja stała teraz przede mną w połowie naga, z ręką w moich spodniach, gotowa na każde szaleństwo.

Uniosłem ją w pasie i posadziłem na zielonej narzucie łóżka. Zdjąłem jej koszulkę i lekkim ruchem pchnąłem, aby się położyła. Rozkoszowałem się przez kilka sekund widokiem jej ciała. Wyglądało na  rozkosznie uległe, gotowe na wszystko. Odpiąłem guzik od jej dżinsów i rozpiąłem rozporek. Uniosła biodra, dzięki czemu łatwo mogłem pozbyć się ostatniej części garderoby jaką na sobie miała. Niegrzeczna dziewczynka znowu zapomniała założyć majtek.

Patrzyła na mnie z błogim zadowoleniem i czekała na mój ruch. Zachęcająco rozłożyła nogi ukazując mi swoją zniecierpliwioną już szparkę. Szybko pozbyłem się spodenek i wskoczyłem na łóżko, dopadając do niej ustami. Była już mokra, gotowa na dalszy ciąg. Chciałem jednak chwilę poupajać się je zapachem, było w nim coś przyciągającego, coś, co nie pozwalało mi odsunąć twarzy. Drażniłem językiem jej czuły punkcik, dłońmi jednocześnie wędrując po jej ciele. Maja rozkosznie pojękiwała a ja łapczywie spijałem jej soki, jej coraz głośniejsze reakcje tylko bardziej mnie podkręcały.

W końcu jednak „usłyszałem” wołanie z mojego krocza. Mój penis był już tak twardy, że ocierało się to o ból, czułem że muszę jak najszybciej ugasić ten ogień. Mogłem uczynić to tylko w jeden sposób. Językiem rozpocząłem wędrówkę po ciele rozgrzanej dziewczyny, posuwałem się coraz wyżej, najpierw wariując językiem w jej pępku, aż w końcu dotarłem do piersi. Przekonując się o twardości sutków wiedziałem już, że nie mogę dłużej zwlekać. Oderwałem się od piersi przesunąłem się wyżej. Całując szyje w końcu byłem biodrami w odpowiedniej odległości.

Nareszcie mogłem umieścić swój rozgrzany miecz w jej mokrej szparce. Mógłbym przysiąc, że słyszę podłużne „sssssss” kiedy to zatapiałem się w niej z każdym kolejnym centymetrem.

Maja wydała z siebie przeciągłe jęknięcie, po czym chwyciła mnie za pośladki i przyciągnęła jeszcze mocniej. Była tak napalona i jednocześnie rozluźniona, że już za pierwszym pchnięciem mogłem zanurzyć się w niej cały.

– Działaj – szepnęła.

Rozpocząłem. Ona wzięła moją twarz w dłonie i nakierowała mnie na swoją. Zaczęliśmy się łapczywie całować. Z każdym moim pchnięciem z jej ust wydobywał się lekki wydech z cichym jęknięciem. Za nic jednak nie chciała się ode mnie odkleić. Nie zamierzałem jednak narzekać, jej usta były mięciutkie, niemal aksamitne, a przez to przyjemne w dotyku, przyjemne do smakowania. Całując ją, wciąż czułem zapach jej cipki. Z pewnością oboje to czuliśmy. Myślę, że na nią to także, w jakiś niewypowiedziany sposób, działało. Tak łapczywie przecież się jeszcze nie całowaliśmy. Nie można przecież wszystkiego zwalić na to, że to nasza pożegnalna noc.

Jej cipka była niezwykle przyjazna, idealnie dopasowana, niby ciasna, ale jednocześnie nie utrudniająca penetracji. Poruszałem się w niej raczej wolno, a w każdym razie na tyle wolno aby nie stracić przyjemności z całowania.

Nagle Maja oderwała się od moich ust.

– Jeśli chcesz żebyśmy naprawdę zapamiętali tę noc, nie możesz tak się ślimaczyć.

– Ale…

– Chciałabym, żebyś mnie ostro wypieprzył. Nie musimy się przecież bać, że narobimy hałasu, prawda?

Nie zamierzałem protestować. Wysunąłem się z niej nico bardziej i już miałem zacząć spełniać jej prośbę, kiedy mnie powstrzymała.

– Nie tak. Chciałbym inaczej.

Wysunęła się ze mnie, przyklękła na kolanach w lekkim rozkroku, po czym pochyliła się opierając się łokciami o materac łóżka. Jej pupa była teraz rozkosznie wypięta i czekała na mój ruch.

– Zróbmy to tak – powiedziała rozkosznie potrząsając tyłeczkiem – ale w tę samą dziurkę. O tej drugiej nawet nie myśl – zastrzegła.

Kiwnąłem głową ze zrozumieniem i przybrałem odpowiednią pozycję, tuż za nią.

Przyłożyłem żołądź do jej płatków i przejechałem nią kilka razy w tą i z powrotem. Jej cipka już tylko czekała, aż się w nią zagłębię i sprawię jej oczekiwaną rozkosz.

– No, dalej! – powiedziała zdecydowanie.

Chwyciłem ją dłońmi u dołu pośladków, rozszerzyłem nieco aby rzucić nieco okiem na przedmiot mojego pożądania, po czym pchnąłem z tak dużą mocą, że aż lekko zardzewiałe przy spawach łóżko zaskrzypiało. Przełożyłem dłonie w okolice talii, upewniłem się, że mój chwyt jest na tyle mocny, aby jej ciało mi się nie wyślizgnęło i zacząłem energicznie poruszać biodrami. Maja natychmiast zareagowała, uniosła się nieco wyżej na łokciach, jej plecy wygięły się w łuk a nogi rozszerzyły się nieco bardziej ułatwiając mi dostęp do najgłębszych zakamarków. Wszystkie moje mięśnie napięły się, rżnąłem ją z dziką ekscytacją, obserwując jak każdy mój ruch powoduje kolejne wrzaski. Maja się nie hamowała. Impreza trwająca nieopodal, śpiący opiekunowie, bezpieczne pomieszczenie, wszystko to powodowało, że czuliśmy się swobodnie, mogliśmy się wyszaleć dowoli.

Jej radosne krzyki, udzieliły się także mnie. Zacząłem głębiej oddychać, nawet sapać. Byłem trochę jak neandertalczyk, który złapał gdzieś w lesie swoją ofiarę i pieprzył z dala od reszty plemienia. Nikt nie mógł nam przeszkodzić i była to piękna świadomość.

Byłem tak zafrapowany swoimi myślami i odczuwaniem własnej satysfakcji, że nie zauważyłem od razu, że Maja właśnie rozpoczęła szczytowanie. Zaczęła się nagle mocniej wierzgać, a jednocześnie starała się nie wypaść z ustalonego przeze mnie rytmu.

Jej radosne krzyki zamieniły się w okrzyki rozkoszy. Jej ochy i achy wypełniły naszą izolatkę a ja tylko patrzyłem jak jej ciało staje się coraz bardziej bierne, coraz bardziej ogarnięte falą rozkoszy, która rozlewała się w jej wnętrzu.

Po chwili chwyciła mnie za rękę, którą trzymałem nad jej biodrem i zdjęła ją z siebie aby mogła się ze mnie wysunąć. Kiedy jej się udało, niemal bezwiednie padła na brzuch, sapiąc jakby przebiegła kilkanaście kilometrów.

Nie doszedłem. Wydawało mi się nawet, że byłem jeszcze całkiem daleko.

Obserwowałem ją teraz leżącą na brzuchu z rękami splecionymi nad głową, z nogami rozszerzonymi tak, że spokojnie mogłem obserwować jej cipkę. Była cała mokra od soków, świeciła, jakby ktoś ją nasmarował olejkiem.

Nie mogłem przecież teraz w nią wejść. Musiałem dać jej chwilę oddechu. Położyłem dłonie na jej plecach i zacząłem ją delikatnie masować. Jej skóra była lepka od potu. Przejeżdżałem dłońmi wzdłuż jej kręgosłupa, koncentrując się nieco bardziej na części piersiowej oraz na barkach. Jej oddech powoli się uspokajał.

– Ooo, tak mi dobrze, tak mi rób, mmm.

Pochyliłem się nad nią, odgarnąłem włosy na bok i zacząłem całować jej szyję. Po chwili zebrałem językiem kropelkę potu która zebrała się na rowku kręgosłupa. Moje dłonie jednocześnie cały czas wędrowały po jej ciele.

Kiedy nieco wróciła do rzeczywistości, znów klękła na kolana i obróciła się w moją stronę.

– Teraz moja kolej sprawić, abyś poczuł to co ja.

Dała mi sygnał, abym się położył co natychmiast uczyniłem.  Po chwili dopadła ustami do mojego przyrodzenia. Przez ten czas kiedy ją masowałem wciąż byłem twardy, ale z pewnością przerwa, którą mieliśmy, nieco spowolniła moje dojście do wystrzału. Na szczęście, z każdym zagłębieniem się w jej usta, z każdym przejechaniem językiem po mojej żołędzi poziom mojego podniecenia wracał do poprzedniego stanu. Znowu poczułem elektryzujące gorąco, które rozpływało się po moim ciele.  Mięśnie brzucha napięły się, oddech znów się pogłębił, a wzrok był wbity w poruszającą się, to w górę to w dół, blond czuprynę.

Mój organizm powoli zaczął zdradzać przejawy nadchodzącej rozkoszy, mój oddech zaczął się niespokojnie łamać. Kiedy dziewczyna zaczęła miętosić moje jądra, a po chwili także je ssać, zupełnie odleciałem. Maja dosłownie wzięła sprawy w swoje ręce i spowodowała erupcję białej lawy wydobywającej się z mojego podbrzusznego wulkanu.

Po chwili leżeliśmy obok siebie gapiąc się w sufit. Dobrze wiedziałem, że zakończył się dopiero pierwszy akt w odgrywanej właśnie sztuce.

– Daj mi znać, ok?

– Ok – odpowiedziałem bezmyślnie

– Ok.

– Ale zaraz. Mam ci dać znać, że co?

– Że jesteś gotów, głuptasie.

– Aaa, no tak. Daj mi chwilkę.

Wziąłem kilka głębokich oddechów, czekałem aż wrócę nieco do siebie. Czułem się lekko rozentuzjazmowany.

– Jakie masz życzenia?

– Życzenia?

– No obiecałam ci, że jeśli się dziś spotkamy, to spełnię każde twoje życzenie. Masz jakieś? Jakbyś chciał to zrobić?

Oczywiście od razu przypomniałem sobie naszą rozmowę. Nic jednak nie przychodziło mi do głowy. Wcześniej kiedy mi o tym wspomniała miałem tysiące pomysłów. Teraz jednak liczyło się dla mnie, że jest tutaj ze mną, że możemy robić to całą noc bez ryzyka.

– Myślisz o konkretnej pozycji?

– No na przykład.

– Szczerze to nic mi nie przychodzi do głowy. Jest mi obojętnie jak to zrobimy.

– Nie wstydź się. Jesteś nastolatkiem, na pewno masz jakieś fantazje.

Łatwo jej było mówić. Wszelkie fantazje nastolatków dotyczące seksu brały się przecież z pornosów, które namiętnie oglądali. A tam wiele z prezentowanych pozycji to karkołomne wygibasy, które po dłuższym zastanowieniu były albo trudne do zrealizowania, albo męczące dla jednej ze stron. Przecież nie chodziło o to żebyśmy się wzajemnie zajechali. Po doświadczeniach z Paulą i Asią, kiedy próbowaliśmy robić to we trójkę, w różnych konfiguracjach, wiedziałem, że większość takich pozycji jest dość męcząca lub po prostu niewygodna.

– I jak? Masz jakiś pomysł? Nie chciałbyś chyba, żebym zanadto wystygła.

Postanowiłem improwizować.

– Mam.

– Powiesz mi?

Usiadłem i przesunąłem się na koniec łóżka. Chwyciłem w dłoń jej stopę.

– Tak. Najpierw wezmę do rąk twoją stópkę – odpowiedziałem, jednocześnie robiąc to co mówię – pocałuję ją, będę zbliżał się w kierunku kolana.

Obsypałem ją kilkoma pocałunkami. Ona obserwowała mnie z uwodzicielskim uśmiechem.

– Następnie będę poruszał się wzdłuż wewnętrznej strony twojego uda, tak żeby nieco podkręcić atmosferę i wyznaczyć kierunek moich działań.

Jej nogi były gładkie jak pupcia niemowlęcia. Poruszanie się po nich ustami, językiem było przyjemnym doświadczeniem. Jej zapach wbijał się do moich nozdrzy, powodując we mnie uczucie niecierpliwości, miałem już ochotę w nią wejść i rozpocząć kolejną lambadę w poziomie. Powstrzymywałem się jednak.

– Teraz będę krążył ustami wokół twojej cipki, będę całował twoje uda, twój wzgórek łonowy, może przypadkiem zahaczę o twoją łechtaczkę.

Kiedy trąciłem jej pulsujący guziczek, wzięła głęboki wdech, trzęsący się z podniecenia.

– Co dalej? – spytała.

– Chwilę się tu zatrzymam. Podoba mi się to miejsce, jest rozkosznie gładkie i miłe w dotyku. Dowiodła mnie tu przecież autostrada zbudowana z twoich nóg, to one wskazały mi tutaj drogę. Nie mogłem przecież tak po prostu na chwilę się zatrzymać i nagle uciec. Muszę chwilę zostać.

– Może wstąpisz na chwilę do środka. Na zewnątrz jest straszny upał.

– Nie, jeszcze nie. Muszę najpierw odwiedzić kilka miejsc. Na horyzoncie widzę dwa wzgórza.

Nadal całowałem okolice jej brzoskwinki. Czułem jak jej zniecierpliwienie narasta, jej nogi niecierpliwie kołysały się, nie mogąc doczekać się dalszego ciągu.

– Po drodze odwiedzę okolice pępka, pogmeram w nim chwile językiem, ponapawam się  sprężystością twojego brzuszka, będę go pieścił, całował.

Podczas tych pocałunków jej brzuch niespokojnie zapadał się i podnosił, zupełnie jakby przestała już panować nad spokojnym oddychaniem.

– Następnie przejadę językiem mostek znajdując się w okolicy piersi. Tutaj zatrzymam się na chwilę. Lubię twoje piersi. Lubię je dotykać, ściskać w dłoni, drażnić sutki, lubię je całować, ssać. Lubię ściskać je razem i wtapiać się w nie twarzą. Lubię na nie po prostu patrzeć.

Maja posłusznie leżała z rękami ułożonymi wzdłuż ciała. Obserwowała każdy mój ruch, każdy mój pocałunek. Cichutko postękiwała, kiedy mocniej ścisnąłem pierś lub kiedy przygryzłem sutek. Bawiłem się jej piłkami niczym gwiazdkowym prezentem tuż po rozpakowaniu.

– A dalej? Dalej co zrobisz?

– Dalej? Jeszcze nie wiem. A nie czekaj! Słyszę jakiś głos, ktoś do mnie mówi z góry. Tak, przesunę się wyżej. Zahaczę o twoja szyję, dam jej mokrego buziaka i dalej pójdę już prosto do twoich ust. Byłem już tam dziś, wiesz? Ale na tyle mi się spodobało, że mam ochotę na kolejne odwiedziny.

Gdy tylko zbliżyłem się do jej ust, łapczywie dopadła do mnie całując znów bez opamiętania. Tańczyliśmy językami smakując się wzajemnie. Była pyszna, w dodatku tak rozkosznie niecierpliwa, że aż ujmująca. Po chwili znów przestała.

– Chcę cię już w środku. Nie kochaliśmy się od kilku dni, nie każ mi czekać w nieskończoność.

– Następnie znowu zjadę niżej, znacznie niżej.

Usłyszałem jakby jęk zawodu. Nie zamierzałem jednak zbyt szybko wchodzić do jej szparki, najpierw chciałem się z nią trochę pobawić.

– Przylgnę teraz do twojej łechtaczki, będę ją drażnił, lizał i robił wszystko żeby tylko sprawić ci przyjemność. Nie możesz mnie pośpieszać, chcę się tu chwilę zatrzymać. Nie tylko twoje piersi tak lubię, ale ją też. Lubię jej zapach, to jak odkrywa przede mną swoje tajemnice. Lubię jak robi się mokra, zdradzając swoje intencje, swoje pragnienia. Lubię zagłębić się w nią językiem, upewnić się czy jest gotowa do ostatecznej podróży.

– Zapewniam cię, że jest gotowa, mój drogi.

Uśmiechnąłem się sam do siebie. Dobrze o tym wiedziałem. Miałem już wizję pozycji, która sprawi nam wiele przyjemności.

Kiedy w końcu oderwałem się od jej krocza, położyłem się na wznak. Podłożyłem sobie pod plecy jakiś koc i dwie poduszki aby być nieco wyżej.

– Chodź tu. Usiądź tyłem.

Maja już bez żadnych ceregieli natychmiast nabiła się na mnie. Przed oczami miałem jej plecy i pośladki radośnie podskakujące na moim członku. Ja jednak miałem nieco inną wizję tej pozycji. Spowolniłem ją trochę chwytając ją za ramie a następnie przyciągnąłem ją do siebie, tak że plecami opierała się o mój tors. Podsadziłem ją nieco wyżej, tak aby zrobić nieco miejsca moim biodrom. Teraz dłońmi mogłem masować jej piersi dotykać po brzuchu, drażnić łechtaczkę przy jednoczesnym rznięciu jej cudownej szparki. Od razu weszliśmy w szybkie obroty. Pokój wypełniły nasze wspólne jęki, klaszczące dźwięki ruchów kopulacyjnych oraz radosne poskrzypywanie łóżka. Rżnęliśmy się bardzo intensywnie, starałem się mocno pracować biodrami co przy tym tempie było dość wyczerpujące. Wrażenia z pieprzenia były jednak tak wspaniałe, że nie myślało się o zmęczeniu. Przyjemnie było ją także dotykać. Jej sprężysta skóra, lepka od potu wyzwalała we mnie dodatkowe siły. Miękkość jej piersi wciąż była dla mnie ujmująca. Byłem w transie.

Maja była już tak nakręcona przez wędrówkę po jej ciele, że jęki szybko przeistoczyły się w krzyki, pojawiające się zwłaszcza w momencie kiedy moja dłoń zataczała kółeczka w okolicach łechtaczki.

Jej orgazm znów nadszedł nadspodziewanie szybko, tym razem jednak nie chciałem pozwolić aby mi się wymknęła. Chwyciłem ją w okolicach piersi i brzucha i kontynuowałem swoje ruchy. Dziewczyna wydobywała z siebie kolejne okrzyki rozkoszy a ja z maksymalną prędkością starałem się do niej dołączyć. Jej ciało wydawało mi się coraz bardziej ciężkie, jakby traciła nad nim władzę. Oparła głowę o mój bark i oddawała się kolejnym spazmom przechodzącym przez jej ciało.

W końcu stało się. Poczułem ten elektryzujący impuls i zacząłem nadziewać Maję swoim nasieniem. Teraz oboje zaczęliśmy przeciągle jęczeć i zmagać się z niekontrolowanymi ruchami. Po chwili zastygliśmy. Ona nadal leżała na mnie, jakby niezdolna do jakiekolwiek ruchu. Mój penis wciąż tkwił w jej wnętrzu pulsując jeszcze nieco po wykonanej pracy.

Jej ręce bezwiednie opadły na prześcieradło a moje zostały na jej piersiach i brzuchu. Nie przytrzymywałem jej już, jedynie tylko napawałem się delikatnością jej skóry. Nasze ciała lepiły się do siebie zupełnie jakby ktoś oblał nas miodem. Trwaliśmy tak przez kilkanaście minut aż… oboje zasnęliśmy.

Głos dzwoniącego budzika Mai wyrwał mnie ze snu.

– Maja obudź się. Budzik dzwoni – powiedziałem leniwie.

Leżała koło mnie naga, a właściwie rozwaliła się na ponad połowie łóżka i słodko jeszcze spała. Jedną nogę miała wyprostowaną, a drugą zgiętą w kolanie i położoną na bok. Taki wygląd baletnicy stojącej na jednej nodze. Jej cipka była idealnie odsłonięta, przez co mogłem się jej bezwstydnie przypatrywać. Nieprzyzwoite wizję same wpadały mi do głowy.

Wyłączyłem szybko budzik i postanowiłem obudzić ją w nieco subtelniejszy sposób.

Przyłożyłem usta do szparki dziewczyny i lekko musnąłem językiem w okolicy łechtaczki. Maja lekko przechyliła głowę na bok, ale nie obudziła się. Powtórzyłem więc kilka razy językowy manewr, co w końcu przeistoczyło się w tradycyjną minetkę. Przywarłem ustami do cipki a językiem kreśliłem powolne kółeczka. Maja zaczęła cichutko postękiwać, ale nadal nie otworzyła oczu, nadal nie reagowała w żaden konkretny sposób. Odsunąłem także jej wyprostowaną nogę aby mieć nieco lepszy dostęp. Leżała teraz przede mną zaspana, z dość mocno rozwartymi nogami. Jej cipka aż sama prosiła się o oralne pieszczoty.

W końcu poczułem dłoń na głowie, lekko zaciskającą się na moich włosach.

– Takie pobudki lubię – odezwała się.

– Nie wątpię – odpowiedziałem, odrywając na chwilę twarz od ciałka dziewczyny.

– To już nasz naprawdę ostatni raz.

Wysunęła się ze mnie i dała mi znak abym się położył. Przypatrywałem się jej, byłem ciekawy co jej wpadło do głowy. Chwyciła mnie za członka i szybko doprowadziła do pełnej twardości. Po chwili usiadła na mnie okrakiem. Znów mogłem swobodnie pieścić jej piersi. Ona zaś ręką nakierowała mnie do swojej dziurki. Wyczułem jej intencję, nieco inaczej ułożyłem biodra aby było nam wygodniej i mogłem rozpocząć rozkoszować się jej wilgotnym wnętrzem. Przyjemnie było na nią patrzeć, dotykać, masować jej czuły punkcik. Moje ręce tańczyły a jej ciało znowu wyginało się w łuk, dumnie prężąc piersi i nieco ułatwiając mi manewry niżej.

Kochaliśmy się tak przez dłuższą chwilę. Robiliśmy to powoli, leniwie, chcąc zachować jak najwięcej wrażeń, wspomnień. W końcu tym razem to już nasz naprawdę pożegnalny seks.

Tym razem doszliśmy równocześnie. Kiedy już oboje nieco ochłonęliśmy, Maja pocałowała mnie i przywitała się mówiąc „dzień dobry”. To było bardzo seksowne „dzień dobry”. Po chwili położyła się na mnie tuląc się jakby nie chciała się jeszcze żegnać. Twarz miała tuż koło mojej ocierała się o mój policzek, jej sutki wbiły się w mój tors, nogi ułożyła pomiędzy moimi.

– Szkoda, że to już koniec – szepnęła.

Dłonią lekko gładziłem jej plecy. Nie wiedziałem co powiedzieć. Także było mi szkoda.

Leżeliśmy tak chwile wtuleni w siebie, nic nie mówiąc.

W końcu wstaliśmy, trzeba było zacząć zbierać się do wyjścia, zobaczyć jak sytuacja na obozowisku. Aż strach było pomyśleć co tam ujrzymy.

Maja szybko poprawiła łóżko, doprowadziła do porządku wszystko tak aby wyglądało jakby nic tu się nie wydarzyło.

Już mieliśmy sięgnąć po nasze rzeczy kiedy nagle z hukiem otworzyły się drzwi i wpadła Zawadzka! Tuż za nią, Emilia, przewodnicząca mojej klasy. Z Mają zastygliśmy w bezruchu. Zupełnie nadzy, w przerażeniu nawet nie pomyśleliśmy żeby zakryć nasze strategiczne miejsca.

Skąd ona, do cholery, się tu wzięła? Dlaczego nie śpi? Na myślenie jednak nie było czasu gdyż rozległ się przeraźliwy, złowieszczy krzyk.

– Co tutaj się dzieje??? Co wyście tu robili???

Naprawdę? Czy powinienem jej teraz wytłumaczyć?

– Jak pani mogła? Przecież to pani podopieczny!! – Zawadzka kontynuowała, najwyraźniej nie oczekując odpowiedzi.

– Ale… – próbowała wtrącić Maja.

– Proszę nic nie mówić młoda damo – przerwała jej – Dość już zobaczyłam. Nie musi pani pogarszać swojej sytuacji. Wytłumaczy się pani przed dyrektorem szkoły, która panią tu zatrudniła oraz dziekanem swojej uczelni. Ty zaś młodzieńcze w przyszłym tygodniu zostaniesz zawieszony. Decyzja zresztą zapadnie oficjalnie po moim poniedziałkowym spotkaniu z panią dyrektor. Nie będziesz czuł się jednak osamotniony. Podobny los czeka naszych posiadaczy narkotyków. Może taka kara sprowadzi was znów na właściwe tory.

Mina Zawadzkiej była straszna i bardzo poważna. Wiedziałem, że moja sytuacja nie wygląda zbyt dobrze. Takie wydalenie to poważna plama w życiorysie. Przyszłość Mai również nie rysowała się w różowych barwach.

Tymczasem nadal staliśmy jak nas pan Bóg stworzył, przerażeni tym co się właśnie stało. Ja z nabrzmiałym jeszcze, lekko dyndającym kutasem, świecącym jeszcze od soków dziewczyny, ona z delikatnie kołyszącymi się piersiami i wygoloną myszką, z której leniwie toczyła się biała kropelka, spływając po udzie.

Zawadzka przyglądała się nam z wściekłością, patrząc nam obojgu w oczy. Jakby nie chciała wierzyć, że stoimy przed nią nadzy. Emila stająca z boku patrzyła zaś wprost na mnie, przyglądała się mojemu połyskującemu sprzętowi, czasem tylko spoglądając na stróżkę spermy na udzie stażystki. Była wyraźnie zszokowana, oczy miała jak piłeczki ping pongowe, a usta rozchylone w zdumieniu.

Po chwili nastąpił kolejny szok. Drzwi nagle przekroczyła Ewa, wyglądała jakby wpadła tu z radosną nowiną, szczęśliwa i uśmiechnięta. Kiedy mnie ujrzała ze stojącą obok Mają, nagle jej mina wpadła w drugą skrajność. Twarz z radosnej zmieniła się w przestraszoną. Do oczu napłynęły jej łzy. Nie mogła dłużej patrzeć, odwróciła głowę i wybiegła dusząc w sobie płacz.

Skąd ona się tu wzięła? Jak to możliwe, że wiedziała, żeby tu przyjść?

Kto tu jeszcze wejdzie? Moi rodzice? Może Święty Mikołaj?

Nie mogłem uwierzyć w to co się właśnie działo.

– Ubierajcie się, macie dwie minuty, a potem proszę iść się spakować i szykować do odjazdu.

Wyszła. Twardo tupiąc korkami o kafelkową posadzkę w korytarzu. Z każdą sekundą ich dźwięk się oddalał. Emilia stała jeszcze chwilę, przypatrując się, jakby chciała utrwalić ten moment. Kiedy zdała sobie sprawę, że wychowawczyni już nie ma, wyszła niepewnym krokiem.

– Boże! Co teraz? – powiedziała Maja, zbierając swoje ubrania.

– Nie wiem. Nie wygląda to dobrze. Spróbuję z nią potem porozmawiać.

– Już mam po studiach! Ja pierdolę!

– Nie czas na panikę. Pozbierajmy się stąd i róbmy co nam mówi. Lepiej nie pogarszać sprawy.

Kiedy wyszliśmy z Izolatki pole namiotowe było praktycznie uprzątnięte. Stał tylko mój namiot! Nie mogłem tego pojąć. Przecież miała tu się odbyć epicka impreza. Co się stało? Gdzie porozrzucane pawie, wszędobylskie puste butelki po napojach wyskokowych, gdzie niedopałki papierosów i jonitów? Jak to możliwe? Przecież wczoraj gdy zaczynaliśmy z Mają, był tu gwar jak jasna cholera.

Maja poszła do swojego pokoju wziąć spakowane już wcześniej rzeczy. Zawadzka zaś stała już przy moim namiocie i czekała.

Nie było sensu teraz się do niej odzywać. Pokornie pozbierałem swoje rzeczy z namiotu zacząłem wyciągać śledzie ze sznurkami.

Wychowawczyni odezwała się jednak pierwsza. Mówiła nawet dość spokojnie.

– Widzisz Robercie? Cały obóz postąpił wzorowo. Wszyscy już się uprzątnęli i grzecznie czekają na autobus. A ty coś narobił? Dobrze wiesz, że nie mogę tego zignorować, udać, że nie widziałam. Aby nie robić ci wstydu nie będę rozmawiać o tym z innymi wychowawcami. Jedynie pan Tucki z Warszawy dowie się o swojej stażystce. Skończy się to dla niej przykro, ale jak widać, ten zawód najwyraźniej nie jest dla niej.

Nic nie mówiłem. Dalej ze spokojem zwijałem swoje rzeczy.

Kiedy skończyłem, usiadłem na zwiniętym śpiworze i patrzyłem przed siebie. Nie skupiłem jednak wzroku na niczym szczególnym, nie mogłem znaleźć punkty zaczepienia. W głowie wciąż kłębiły mi się myśli. Tucki właśnie dowiadywał się od Zawadzkiej, że panna, na którą on sam miał ochotę, beztrosko pieprzyła się z jednym z uczniów. Pieprzona hipokrytka, sama puszczała się w izolatce a teraz mi grozi zawieszeniem.

Nagle zdałem sobie sprawę, że wiele osób mi się przygląda. No tak, w końcu Emilia nigdy nie należała do osób powściągliwych. Wieść o mojej nocnej przygodzie lotem błyskawicy rozprzestrzeniała się po obozowiczach. Znowu miałem wrażenie, że wszystkie rozmówki, szepty, chichoty dotyczą mnie. Nic nie mogłem poradzić na te przejawy egocentryzmu.

W końcu podeszła do mnie Asia.

– To się porobiło, co?

– Lepiej nie mówić… Co tu się w ogóle stało?

– Zwinęliśmy imprezę wcześniej, bo baliśmy się przebudzenia Zawadzkiej. Jak widać słusznie.

– Baliście się? Czyli wiedzieliście, że ona nie jadła tych czekoladek?

– Zjadła jedną na pewno, ale ten chłopak od rodziców farmaceutów zauważył, że Zawadzka bierze silne leki na uspokojenie. Stwierdził więc, że ten usypiacz może działać w jej przypadku krócej. Pisaliśmy ci wiadomość, nie czytałeś?

– Telefon zostawiłem w namiocie na noc. Puściłem pochrapywanie w pętli jakby chcieli mnie szukać.

– No i szukali. Ktoś powiedział, że widział, jak szedłeś w tamtą stronę gdzie izolatka. Długo Zawadzkiej nie zajęło domyślenie się gdzie jesteś.

– A ta dziewczyna w kręconych włosach? Skąd ona się wzięła?

– Aaa no tak, też cię szukała. Mówiła, że ma ci coś do przekazania. Ktoś jej wskazał ten sam kierunek co Zawadzkiej.

Domyślałem się, że niespodziewanie przyszła się pożegnać i umówić na następne spotkanie. Zapewne chciała mi zrobić niespodziankę, stąd była tak wcześnie. Cóż ten most chyba już jednak spłonął…

Westchnąłem tylko, nic nie odpowiadając.

– To była jakaś twoja znajoma?

– To była ta dziewczyna z drugiej plaży, o której ci opowiadałem.

– Ta co ją pieprzyłeś wczoraj rano w namiocie?

– No…

– O kurcze. No to nie zrobiłeś najlepszego wrażenia. Jak was zastali w ogóle?

– Byliśmy nadzy, dosłownie za trzy minuty mieliśmy stamtąd wyjść. Wciąż nie mogę w to uwierzyć.

– No to kaplica.

– Nie chcę już o tym mówić.

Resztę czasu przed odjazdem autobusu siedziałem w milczeniu próbując poukładać sobie w głowie przebieg wydarzeń. Wystarczyło żebym wziął ze sobą telefon, który jak się okazało podwójnie mnie pogrążył. Raz, że nie przeczytałem informacji o Zawadzkiej, dwa, że zdradził to, że uciekłem z namiotu. Nie mogłem przewidzieć, że impreza skończy się tak łagodnie. Co prawda po niektórych widać było wyraźne zmęczenie, niektórzy byli nawet wyraźnie pijani, ale ze względu na taki porządek nikt się ich nie czepiał. Zwłaszcza, że to ja byłem na świeczniku. Trzeba przyznać, że nie doceniłem moich rówieśników. Jak się okazało, dobrze przewidzieli wcześniejsze przebudzenie się wychowawczyni, odpowiednio wcześniej posprzątali po sobie, a gdy się zorientowali, że się budzi, natychmiast poszli ocucić pozostałych „strażników”. Posprzątali szybko namioty, w międzyczasie obudzili wychowawców śpiących w hotelu. Wszystko idealnie. Nawet jeśli któryś coś podejrzewał, to nie miał zamiaru przyznawać się pozostałym, że coś było nie tak.

Wpadkę zaliczyłem tylko ja. Prawdziwy geniusz.

Pożegnałem się z Aśką, Pauliną, Gosią i Maritą, przytuliliśmy się i daliśmy sobie po buziaku. Marita jedynie zdążyła mi szepnąć do ucha przeprosiny, że nie pozwoliła mi wczoraj skończyć. Uśmiechnąłem się tylko i przy buziaku chwyciłem ją za pupę. Puściłem jej oczko i wsiadłem do autobusu. Usiadłem koło Marcina i naprzeciwko Łukasza. Wszyscy którzy przechodzili obok przyglądali mi się z wyraźnym uśmieszkiem. Niektórzy koledzy z podziwem kiwali głowami, wyciągając kciuka w geście aprobaty.  Dziewczyny mimowolnie opuszczały wzrok na moje krocze. Po prostu świetnie.

– To Paulina cię wydała.

– Co?

– Tej dziewczynie w kręconych włosach. To ona powiedziała, że jesteś w tej izolatce.

A to suka – pomyślałem. Dobrze wiedziała, że jestem w środku z Mają, że dopiero co wlazła tam Zawadzka i że robi mi właśnie aferę.

– Mam nadzieje, że była zadowolona z przedstawienia.

– Nie wyglądała na kogoś, kto przejmuje się twoim losem. Przykro mi stary. Nas też puściła kantem na tę noc. Zresztą obie nas olały. Pieprzyły się przez pół nocy z jakimiś typami, co częstowali nas wcześniej ziołem.  Wyobrażasz sobie?

– Uwierz mi, że jestem w stanie.

– Wiesz, że będziesz musiał pogadać z Zawadzką? – wtrącił Łukasz, do tej pory tylko przysłuchujący się – I to poważnie, jeśli wiesz o czym mówię – dodał szeptem.

– Pogadam z nią jak tylko będziemy już na miejscu. W pociągu nie jestem w stanie przewidzieć jak zareaguje.

Kiedy cała moja klasa znalazła się już w autobusie, wolne miejsce koło Łukasza zajęła Zawadzka. To oznaczało koniec naszych rozmów.

Godzina w autobusie, potem kolejnych sześć w ślimaczącym się pociągu. Niemal w milczeniu. Było strasznie gorąco, duchota i nieprzyjemny zapach potu, to były główne elementy tych ciężkich chwil. Dodać do tego nieprzyjemny obraz wściekłej na mnie wychowawczyni i mamy pełnie sytuacji.

Przez całą drogę starałem się obmyślić plan działania. Słowo po słowie układało się w mojej głowie, wiedziałem, że muszę być stanowczy, ale jednocześnie spokojny i opanowany. Wiedziałem, że musze być racjonalny, że muszę wyrazić to co konieczne. Wiedziałem, że będzie bardzo, bardzo nieprzyjemnie.

Gdy powoli dojeżdżaliśmy już do naszej miejscowości, byłem już gotowy. Na szczęście z dworca do domu miałem tylko dziesięć minut piechotą, więc nikt po mnie nie przyjedzie. Będę mógł chwilę z nią porozmawiać zanim sama doczeka wiecznie spóźniającego się męża.  A i musiałaby i tak poczekać aż wszyscy wyjdziemy z pociągu policzymy się i tak dalej.

Pociąg w końcu zatrzymał się. Zawadzka nieoczekiwanie wystrzeliła jak z armaty. Tuż za nią zaczęli wychodzić kolejni ludzie, zrobił się mały tłum. Z chłopakami czekaliśmy więc spokojnie aż sobie wszyscy opuszczą nasz przedział.

Kiedy wyszedłem z pociągu z przerażeniem spostrzegłem, że moja wychowawczyni rozmawia z moją ciotką, żoną wujka Adama, z którym tak wiele czasu zawsze spędzałem. Agnieszka słuchała z niedowierzaniem tego co przekazywała jej właśnie Zawadzka. Jak widać, nie tylko ja układałem sobie plan przemowy w czasie podróży.

Podszedłem do nich. Obie umilkły. Aga patrzyła na mnie z zaskoczona miną.

– Proszę pani, czy możemy porozmawiać? – zwróciłem się do Zawadzkiej.

– Proszę mów.

– Chciałbym na osobności. Agnieszka. nie masz nic przeciwko?

Dała znak, że w porządku.

Zawadzka niechętnie, ale zgodziła się. Poszliśmy do jednej z dwóch poczekalni dla pasażerów, gdzie akurat nikogo nie było.

– Zrobiłam to ze względu na twoją ciotkę. Nie wiem jednak, czy mamy o czym rozmawiać.

– Myślę, że mamy. Proszę usiąść.

– No dobrze, byle szybko, wkrótce przyjedzie mój mąż.

– Rozumiem. A więc zacznę od tego, że zdaje sobie sprawę, co narobiłem. Wiem, że zachowałem się źle i to nie podlega dyskusji.

– Słusznie wnioskujesz. Przejdź do meritum proszę.

– Skoro pani nalega.

Wyciągnąłem kamerę pożyczoną od chłopaków i otworzyłem okienko do podglądu. Wcisnąłem przycisk „play”.

Oczy zawadzkiej powiększyły się, wyglądały jak dwie pięciozłotówki.

– Jak pani widzi, nie tylko ja korzystałem z izolatki, w której mnie pani nakryła.

Patrzyła tępo w ekranik nic nie mówiąc. Wyraźnie zbladła.

– Mogę włączyć także dźwięk jeśli chciałaby pani posłuchać swoich westchnień i okrzyków.

– To nie będzie konieczne. Czego ode mnie oczekujesz?

– Najpierw jednak powiem, że jest mi bardzo przykro, że posuwam się do takiej formy perswazji. Nie mam jednak wyboru. Czego chcę? To chyba oczywiste. Pani dyrektor, inni nauczyciele oraz przede wszystkim moi rodzice nie mogą się dowiedzieć o tym co zaszło o poranku.

– I tak się dowiedzą, Robercie. Cały autobus plotkował, widziałeś przecież Emilię.

– To będą tylko plotki. Ważne co pani napisze w raporcie. Jeśli ominą mnie konsekwencje te nagranie nie ujrzy światła dziennego. Mam kopię, w razie gdyby przyszło pani do głowy konfiskować kamerę. Wiem, że to dla pani nie problem. Musi pani zadzwonić także do swojego kochanka i przekazać mu, że Maję również mają ominąć konsekwencje. Acha, no i Łukasz z Marcinem za milczenie chcą co najmniej dobre stopnie z pani przedmiotu na koniec pozostałych nam semestrów.

– Powiedziałam już twojej ciotce.

– Poradzę sobie z nią. Więc jak? Jest pani w stanie spełnić moje prośby? Obiecuję, że nagranie nie wypłynie, nikt oprócz mnie nie ma kopii. Obiecuję również, że nie będzie pani miała ze mną problemów. Ja nie chcę żadnych kłopotów. Dobrze pani wie, że wyrzucenie ze szkoły przekreśliłoby moje szanse na naprawdę dobrą szkołę w przyszłości.

– Zdaje się, że nie pozostawiasz mi wyjścia. Pomów z ciotką, a ja sporządzę odpowiednie raporty. Od razu również zadzwonię do pana Tuckiego.

– Dziękuję. I naprawdę przepraszam. Nie chciałem tak nawalić. Wiem, że panią zawiodłem.

– Idź już, Robercie. Idź proszę do ciotki i jedźcie do domu… – powiedziała zrezygnowana.

Idąc do ciotki napisałem szybkiego sms’a do Marcina, że nasz plan się powiódł a ich nagranie, które zrobili w noc kiedy miałem szlaban za spóźnienie i alkohol zadziałało perfekcyjnie. Dopisałem im, że aż do matury mają same dobre oceny z polaka. Byłem pewien, że byli więcej niż zadowoleni.

Gdy tylko podszedłem do Agnieszki, ta zaczęła mówić.

– No no. Czego jak czego, ale tego to się po tobie nie spodziewałam.

– Proszę, nie zaczynaj. Na dziś już mam dość tych tematów.

– Oj nie bądź taki. Chyba zdradzisz mi kilka szczegółów twojego podrywu?

– Słuchaj. Pogadałem z Zawadzką, ona nie pójdzie z tym do dyrektorki. Nikt się nie dowie, rodzice także.

– Jak to? Przecież chwile wcześniej mówiła mi co innego? Cos ty jej powiedział?

– Miałem ją nagraną na kamerze jak baraszkuje na ostro z jednym z wychowawców.  Pokazałem jej więc musiała ustąpić.

– Zaszantażowałeś ją?

– No tak jakby. Nie miałem wyjścia.

– No dobrze. Czyli mnie także poprosisz żebym milczała. Żeby jednak milczeć, to trzeba wiedzieć o czym. Opowiadaj więc. Możesz być pewny, że nikomu nie powiem. Ile miała lat? jaka była?

– Była zdaje się trzy lata młodsza od ciebie… – zacząłem.

W drodze do domu pokrótce opowiedziałem jej o moich relacjach z Mają. O pozostałych dziewczynach nie wspominałem. Zwłaszcza, że znajomość z każdą z nich zakończyła się tragicznie. Paula i Aśka mnie zdradziły podle nasyłając na mnie Ewę, a kto wie czy i nie Zawadzką. Dobrze wiedziały przecież, że dobrze to się nie skończy. W dodatku Aśka bezczelnie mnie okłamała, że ktoś inny dał znać Ewie. Nie przyznały się, że to były one. Może taka była ich zemsta za moje lekceważenie i niewierność w stosunku do nich? Ewa zaś zapewne nie będzie chciała mnie znać. Nawet nie wiedziałem jak mam ją zacząć przepraszać. Każde słowa przychodzące mi na myśl, wydawały się banalne. Spieprzyłem to. Nie miałem żadnej wymówki.

Kiedy podjechaliśmy pod mój dom, czekał już na nas Adam. Był najmłodszym bratem mojej mamy. Dla mnie zawsze bardziej jak kuzyn albo starszy brat. Nie musiałem mu „wujkować” no chyba, że czasem jak byliśmy w większym rodzinnym towarzystwie to z szacunku zwracałem się do niego jak wypadało.

Adam pomógł mi pownosić graty. Aga jak obiecała nie puściła pary z ust. Mimo, że wyraźnie rozbawiła ją moja opowieść, szczególnie sytuacje ze śpiewnikiem i z nieoczekiwanym przyjazdem chłopaka Mai. Teraz sprawiała wrażenie jakbyśmy drogę przebyli w milczeniu.

Adam ponadto spytał jak to było dokładnie z tą historią z narkotykami, a więc właściwym powodem mojego wcześniejszego powrotu.

Podczas pieszej drogi do ich domu na obiad opowiedziałem im mniej więcej jak wyglądała sytuacja. Mieszkaliśmy na tej samej ulicy, zaledwie kilkanaście domów od siebie. Stąd też wynikała moja więź z Adamem. Po prostu często się widzieliśmy. Nawet kiedy wziął ślub trzy lata temu, zawsze znalazł trochę czasu, żeby coś ze mną porobić. Chodziliśmy na ryby, mecze naszej lokalnej drużyny piłki nożnej albo po prostu przesiadywaliśmy razem. Był ogólnie w porządku.

Agnieszka nigdy go nie ograniczała, pozwalała mu spędzać nieco czasu jak dawniej, bez stresu. Znała wiele jego nawyków. Oni w ogóle świetnie do siebie pasowali, oboje uwielbiali podróże, szczególnie w góry, jeździli na prawdę sporo, zwłaszcza przed ślubem. Lubili także podobne rzeczy – filmy, muzykę. Przede wszystkim świetnie wyglądali razem. On wysoki, szczupły, ciemnowłosy, kobiety twierdzą, że przystojny, mężczyzna z niezłym poczuciem humoru. Ona śliczna brunetka z pięknym uśmiechem, ciałem niczym klepsydra, wysportowana. Para jak z obrazka.

Po wspólnym posiłku poszedłem do domu. W końcu mogłem wyspać się w swoim łóżku. Szybko przemknąłem przez hol, wbiegłem po schodach na górę i wpadłem do mojego pokoju.

Bez namysłu rzuciłem się na łóżko. Było tak rozkosznie wygodnie mięciutko… Zasnąłem w okamgnieniu.

Pierwsze dni pobytu w domu nie ruszałem się z miejsca. Ponieważ moi rodzice byli w Hiszpanii, miałem pełen luz. Moje starsze rodzeństwo się wyprowadziło dość daleko, więc mogłem sobie pozwolić na nicnierobienie.

W międzyczasie wymieniłem kilka wiadomości z Mają. Zgodnie z moimi oczekiwaniami nie spotkały jej przykre konsekwencje naszego występku. Była mi bardzo wdzięczna za pomoc. Obiecała kiedyś mnie odwiedzić by odwdzięczyć się osobiście.

Dni mijały dość leniwie. Jedynie gdy Aga i Adam zapraszali mnie na obiad czy kolację to ruszałem się na trochę z domu.

Powodem mojej niechęci była także sytuacja wśród znajomych. Plotka o tym co stało się na obozie, dotarła do wielu osób. Łukasz kilka razy mi pisał, że wszyscy o mnie pytają, chcieli abym wbijał na imprezy, opowiedział jak było. Nie mogłem tego zrobić, nie czułem się na siłach. Lepiej było nie dokarmiać tej plotki.

Na Facebooku, w siedem dni po zakończeniu obozu, miałem prawie dwieście zaproszeń od znajomych. Przed obozem miałem tylko trzydzieści.

Wciąż pisały do mnie różne dziewczyny, często takie, o których w ogóle nie słyszałem, z prośbą o naukę gry na gitarze, albo korepetycje z jakiegoś przedmiotu. Co było idiotyzmem kompletnym z uwagi, że mięliśmy przecież początek wakacji. Kto wtedy chce się uczyć?

Konsekwentnie odmawiałem. Nie chciałem lecieć na pierwszą lepszą. Seks z przypadkowymi osobami, tylko dla zaspokojenia rządz, jak widać nie był dla mnie najlepszym wyjściem. Nieźle sobie skomplikowałem życie takim bezmyślnym postępowaniem.

Zawadzka na szczęście wywiązała się ze swojej części umowy. Nie miałem żadnych sygnałów od dyrekcji. Moja sytuacja w szkole wyglądała więc po staremu.

Z przyjściem nowego tygodnia mogłem więc odetchnąć z ulgą i w końcu bez stresu zjeść kolację z wujostwem. Jedna z nich obrała dość zaskakujący obrót.

– Twoi rodzice dzwonili. Wrócą dopiero gdzieś za niecałe dwa tygodnie, wcześniej nie dadzą rady – zaczął mówić Adam.

– Ok. Jakoś sobie jeszcze bez nich poradzę.

– Bo widzisz. Ja też będę musiał wyjechać na kilka dni. Być może wrócę dopiero jak twoi rodzice będą już na miejscu.

– Wysyłają cię z pracy?

– Tak.

– Robert, rzecz w tym, że najlepiej by było jakbyś na te dni, kiedy nie ma mnie ani rodziców, przeniósł się chwilę tu. Nie chciałbym, żebyś był sam w domu. Tam wszystko się pozamyka, włączymy alarm dla pewności, a tu chwilę pomieszkasz. Co ty na to?

– Skoro Aga nie ma nic przeciwko, to nie widzę problemu. Mogę tu z nią pomieszkać do czasu aż nie wrócą rodzice.

– W sumie to był jej pomysł – Adam uśmiechnął się do żony – stwierdziła, że woli mieć cię na oku żeby się nie martwić.

Aga spojrzała na mnie z miłym uśmiechem.

– Dzięki – odpowiedziałem, zastanawiając się jak może mi minąć tyle dni sam na sam z Agą. Kiedy jednak zdawałem sobie sprawę o czym tak naprawdę myślę, śmiałem się z siebie w duchu. Choć przy okazji nieco mnie to przerażało…

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Nooo, zakończyłeś niezłą obietnicą – choć to akurat nie moje klimaty (chyba za bardzo się wczuwam :/), mam nadzieję że jakiejś wpadki rodzinnej nie zaliczy. Myślałem, że raczej czeka go jakiś drugi wyjazd. Propozycje korepetycji zabawne.
No i może Marita jeszcze się kiedyś odezwie? Jakieś drobne komplikacje mogłyby go spotkać, np którejś pannie spóźnia się okres, w końcu nie zawsze pamiętał o gumkach.
Mam nadzieję na ciąg dalszy przygód – nie tyle pod kątem opisów coraz to wymyślniejszych form seksu, czy to tantrycznego, czy też tartacznego ale właśnie całej otoczki przygodowej. Robi się taka trochę powieść młodzieżowa w odcinkach 😉 , seks jest fajny ale może wylądować na drugim planie.

Nie wiem czego mogę dalej oczekiwać. Czy kolejnej przygody Roberta (wszak wakacje jeszcze się nie skończyły) czy może nowych ekscesów z frywolną, jak można przypuszczać, cioteczką? Czy może to już faktycznie koniec? Zamknąłeś swój cykl na tyle umiejętnie, że każde rozwiązanie wydaje się być dobre, mniemam jednakże, że rzesze Twych fanów nie pozwolą tak łatwo pożegnać się z Robertem. Co sprawia, że i mnie ciarki przechodzą na myśl, co też go jeszcze może spotkać 😀
Czując jak moje spodnie stają się nieco za ciasne w pewnym miejscu… chylę czoła 😉

Cześć! Bardzo fajnie piszesz. Zapraszam do mnie może wymienimy się poglądami. Ja piszę równoczesne dwie mini powieści. Dwie podobne, a jednak różne. Komentuj, oceniaj 🙂
Pozdrawiam Nikki

myalllovestory@gmail.com
my-all-love-story.blogspot.com

Pisz kolejną część Mistrzu, prosze : D

Witam 🙂
Hehe no no no zakończenie niczego sobie 😀 Pomysłów na następną część jest mnóstwo 😀 Nie chcę tu myśleć jedno liniowo jak Robert że od razu już musi coś tam z cioteczką figlować 😀 ( ciekawi mnie czy specjalnie miałeś tu na myśli że koleżanką na FB odmawiał bo nauczył się jak to się kończą takie przygodne stosunku z dziewczynami – bzykania miał by jak bąk w kwiaciarni 😀 – a tu jak nadarza się okazja z ciocią to już miał grzeszne myśli 😛 Zakładam że jak stwierdził że go to przerażało to miał świadomość że przy nadarzającej się okazji nie będzie potrafił się powstrzymać 😀 ) Ale może cioteczka chce z nim szczerze pogadać o obozie bo ma przeczucie że to nie była tylko jedna panienka i jest ciekawa prawdy?? 😀 Szkoda mi tylko Ewci… Biedna go polubiła a tu takie coś ( Ty okrutniku 😀 Nie płacze Ci ona tam w głowie że ją tak urządziłeś?? 😀 ) A może to za namową Agnieszki, Robert się przełamie by napisać do Ewy i zacznie ją przepraszać?? 😀 Nie będę tu gdybał bo wiem że to co Ty wymyślisz to mi się spodoba i nie będzie na to bata 😀 Czekam na 13 część jak na wypłatę 😀

Pozdrawiam Lechu z DE 🙂

uwielbiam ta czesc! prosze, pisz dalej.. :)))

Jedno jest pewne, stanąłeś na wysokości zadania i bardzo godnie zamknąłeś swój cykl. Wiele razy podkreślałeś, że cała ta historia jest wesołą opowiastką, a mnie nie wiedzieć czemu zrobiło się jak raz trochę smutno, że to już koniec. Ale może i to jest ten właściwy moment, żeby ze sceny zejść niepokonanym. Ja nie przepadam za otwartymi zakończeniami, ale może to i dobry pomysł czasami tak to w życiu bywa, że po prostu toczy się dalej.

Zasmuciła mnie nieco zdrada Asi i Pauli, w końcu przeżyli ze sobą tyle fajnych chwil, a Ty w najbardziej kluczowym momencie zrobiłeś z dwóch sympatycznych postaci takie trochę czarne charaktery o zmienności kochanków większej niż pogoda w górach.
Jak dla mnie najsmutniejsza ze wszystkich części. Ale być może każdy koniec ma w sobie coś smutnego i to dlatego tak jest.

Czy będziesz kontynuował Roberta czy też nie, każdy tekst podpisany Twoim nickiem przeczytam z wielką przyjemnością.
Pozdrawiam serdecznie,
Foxm

Zdaje się że to chyba ostatnia część przygód a szkoda bo można dalej poprowadzić te przygody nie tylko w kierunku czasu spędzonego z ciotką ale i jakimś ciekawym zwrocie akcji z Ewą lub Mają.
Jednak Ty jesteś autorem i to Twoje opowiadanie więc to Twoja decyzja czy coś będzie dalej; jeśli nie to tak jak wyżej wspomniano również czekam na inne teksty Twojego autorstwa (z tego co kojarzę jeszcze na DE zacząłeś jakąś inną serię, była chyba 1 część wrzucona w zupełnie innym klimacie).
Pozdrawiam

Mistrzostwo świata, przeczytałem wszystkie części z wypiekami na twarzy, i z pewną dozą wściekłości, ze zawsze rezygnowałem z prób moich rodziców wysłania mnie na jakiś obóz 😉 Piszesz świetnie, tak jak lubię, nie tylko opisujesz sam seks ale rozbudowujesz cały wątek fabularny co dodaje opowiadaniu smaku i sensu i jeszcze bardziej nakręca. Przekopałem się przez całe mnóstwo opowiadań w internecie, i wydaje mi się , że nie przesadzę pisząc , że nikt nie napisał żadnej serii tak ciekawej jak Ty tak, że nie wyobrażam sobie aby miała być to ostatnia część 😉 Pozdrawiam i gratuluję 😉

Witajcie !

Czytam te wasze komentarze i nie mogę uwierzyć! Cieszę się, że tak dobrze przyjęliście zakończenie obozu:)
Przyznam, że miałem wiele wątpliwości – co chwila dodawałem i usuwałem pewne wątki. Tuż przed publikacją wyrzuciłem z tego tekstu ponad 4 strony A4. Koniec końców, wyszło nieźle:)

Wielu z was pisze o kontynuacji, a nawet o nią prosi. To chyba najlepszy dowód na to, że wam się podobało. Trudno mi było pozostać głuchym na te wypowiedzi. Rysuje mi się w głowie pewna koncepcja, są pomysły. Wyobrażam sobie dlaszy ciąg jako pewną osobną historie, która będzie znów oddzielną całością. Oczywiście będzie miała jakiś związek z obozem, ale nie bezpośredni – pojawią się nowe postacie, a ci z obozu nawet jeśli się pojawią to epizodycznie. Na pewno nie będzie drugiego obozu. Traktuje ten pomysł jak, powiedzmy, kolejny sezon jakiegoś serialu. Taka w każdym razie rodzi mi się wizja. Naturalnie od pomysłu do realizacji daleka droga. Myślę, że na kontynuację wena przyjdzie mi latem, kiedy będzie ciepło, łatwiej wtedy pisać o słonecznych wakacjach. A z pewnoscią to one będą tłem dla Roberta 2.

Korzystając z okazji chciałem wszystkich czytelników zaprosić na kolejną serię, z którą wkrótce startuję. Jej tytuł to "Zabójczy układ". Będzie mrocznie, tajemniczo i oczywiście erotycznie. Seria tajemniczych morderstw wstrząśnie dużym miastem, a pewnemu detektywowi z miejskiego wydziału zabójstw przyjdzie mierzyć się z zadaniem odnalezienia sprawcy. Poznamy także losy zabójcy oraz motywy jakimi się kieruje. To tak w skrócie.
Pierwsza część w pierwszej połowie stycznia. Zapraszam ! Wypatrujcie zapowiedzi na Facebooku i Tweeterze!

Pozdrawiam!

Witaj, Coyocie!

Najwyższa pora zacząć nadrabiać zaległości w lekturze opowiadań z NE, jakie utworzyły się przez świąteczny grudzień. Tym razem na pierwszy ogień poszło Twoje zwieńczenie "Przygód Roberta". Przyznam, że udało Ci się to sprytnie zakończyć, zamykając pewne wątki, a jednocześnie pozostawiając sobie liczne otwarte furtki.

Nie jestem w pełni przekonany do wprowadzania zupełnie nowych wątków w ostatnim rozdziale cyklu (rodzina Roberta, ponętna ciotka) – można to uznać za kompozycyjny błąd. Ale w ostatecznym rozrachunku to, jak pociągniesz tą przygodę potwierdzi moją opinię lub jej zaprzeczy. Pozostaje więc czekać na kolejną porcję rozkosznej lektury!

Bardzo podoba mi się sposób, w jaki Robert poradził sobie z rozkręcającą się spiralą nieszczęść. W końcu pokazał charakter, stanowczość i zdecydowanie. No i ocalił swą kochankę. Wątek Aśki i Pauliny zostały zamknięte nagłym zwrotem o 180 stopni, ale gdyby się nad tym zastanowić, można było widzieć pewne symptomy tego, że z tymi dziewczynami nie można pogrywać. Trochę żal mi Ewy, ale może Robertowi uda się jakoś to naprostować. Szczerze powiedziawszy, wątpię, ale kto wie, co wymyślisz w przyszłości 🙂

Ocena rodziału XII jest zarazem oceną całokształtu serii. A ta może być tylko jedna – najwyższa. Najpopularniejszy cykl Najlepszej Erotyki dobiegł kresu. Z niecierpliwością czekam na Zabójczy Układ.

Pozdrawiam serdecznie
M.A.

Coyot jestes geniuszem od pierwszej czesci sledzilem przygody roberta i wszystko perfekcyjnie napisales oby byly jakiej kontynuacje , nie watpliwe najlepsza seria opowiadan jakakolwiek czytalem pozdrawiam i chyle czola

Wczoraj o 1 w nocy zakończyłem lekturę ostatniej części po której miałem skomentować co też czynię.

Bardzo mi się podobała cała historia. Sam chciałbym kiedyś przeżyć takie wakacje. Wątki i ich wzajemne powiązanie stanowią logiczną całość, Robert sprytnie zabezpieczył się w przypadku wpadki (mowa o filmie z panią Zawadzką w roli głownej). Trochę szkoda że na koniec obozu nie spotkał dziewczyny, która byłaby wolna i stworzyliby szczęścliwy związek. Ale taki happy end by tu niezbyt pasował. Również poczułem smutek że to już koniec. Mam nadzieję że kiedyś pojawią się kolejne przygody Roberta i znów spotkamy choć epizodycznie Maję, Paulę, Asię i Ewę. A może Marita okaże się biseksualna? Scena erotyczna która mi się najbardziej podobała to ta gdy Robert podgląda Maję zabawiającą się z chłopakiem i grupowy sex w jacuzzi.

ps. Jakie to dziwne że jedno wydarzenie tak potrafi zmienić człowieka ;).

daeone

Ale…ale… jak to koniec?! :c

Ogarnął mnie ogromny smutek, targają mną naprawdę wielkie emocje, to już koniec? Bardzo wkręciłam się w tą serię, jak dla mnie? Mistrzostwo! Brawa dla autora. Czuję respekt.

To był udanie spędzony czas, na czytaniu opowiadania. BAAARDZO dobra historia i ja też liczę na dalszy rozwój Twojej twórczości, może nawet w innej historii.

Ostatnia część godnie wieńczy opowieść. Wątki zgrabnie pozamykane, Asia i Paula okazały się sukami z nawykami z gimnazjum (czego się po nich spodziewałem), jedynie z Ewą wyszło trochę niefortunnie, bo liczyłem na płomienny romans między nią a Robertem po powrocie w rodzinne strony. Nagranie Zawadzkiem okazało się świetnym zabezpieczeniem, jak widać Robert ma łeb na karku i nie tylko seks był mu w głowie przez ten tydzień. Co do otwartego zakończenia, nie mam zamiaru narzekać. No i została jeszcze obietnica Mai, że się odwdzięczy za uratowanie kariery na uczelni.

Jedyne, co mi się w tej ostatniej części nie podobało to uparte pisanie "na prawdę", jak zresztą chyba w całej sadze. Jak wspomniałem w poprzedniej części, podczas lektury kolejnych epizodów widać, jak Twoje umiejętności ewoluują i choćby za to należą się gratulacje i wyrazy uznania.

Pozdrawiam, Frodli 🙂

PS. Bardzo doskwiera brak opcji edycji komentarza.

dzięki za zwrócenie uwagi na te prawdy – faktycznie tego sporo. Postaram się pilnować – Naprawdę 🙂

Przeczytałem jednym tchem i dla mnie to jedno z najlepszych opowiadań jakie czytałem 🙂 Sprawnie napisane, z świetnym tempem akcji, wieloma zwrotami… czas przeleciał mi na czytaniu niesamowicie szybko, ale były to udane chwile. Samo zakończenie mnie minimalnie rozczarowało, ale nie zburzyło pozytywnego wrażenia całości. Zasmuciła mnie zdrada Aśki i Pauliny, zakończenie niektórych wątków odebrałem jako pospieszne i na siłę… Czekam z niecierpliwością na kontynuację, albo może na całkiem inną opowieść w podobnym klimacie. Dzieki za mile chwile, i CZEKAMY NA WIĘCEJ !!!

Elle B 🙂

co tu nie mówić, trzeba przyznać, że ciekawe życie ma tytułowy Robert 🙂

W ostatnich częściach Oddałeś pewne minusy wcielenia pięknej idei wolności życia seksualnego. Zwróciłeś uwagę że problemy z taką adaptacją nie są domeną jedynie ludzi posiadających pewne skrupuły i resztki fałszywej moralności. Doskonałym dowodem było zachowanie Pauliny i Joanny. Niby takie wyzwolone a jednak wzięły swoją zemstę. Robert co prawda nie spełnił ich oczekiwań po pamiętnych zabawach na jeziorze, jednak czy deklarując że to tylko zabawa mogły oczekiwać zobowiązań ? Zemsta ta była podła bo doskonale wiedziały czym to dla niego grozi. Swoją drogą, czy to nie śmieszne że uprawianie tak naturalnej czynności jest obarczone ryzykiem zepsucia reputacji i przyszłości ? No i w końcu wychowawczyni, szczyt hipokryzji, tacy ludzie zaliczają się do najpodlejszych. Jej zdrada małżeńska kontra seks dwójki osób nie składających sobie żadnych obietnic ani wobec Państwa ani wobec Boga ? Dysproporcja jest oczywista.

Tak już jest że ludzie mogą sobie obiecywać różne rzeczy. Ale serce nie sługa. Zawsze pojawi się chęć posiadania kogoś na własność, czy po prostu bycia czymś no.1 przez 24h. Często doświadcza się bolesnego odstawienia na boczny tor. Dla tego ta wolność seksualna to taki w pewnym stopniu, ideał. Moim zdaniem niemalże niemożliwy do zastosowania.

Napisz komentarz