Przygody Roberta cz. 8 (Coyotman)  3.06/5 (11)

27 min. czytania

Kiedy wszystko idzie po naszej myśli, nasze oczekiwania rosną, wyobrażamy sobie, że jeśli tak dalej pójdzie, dotrzemy do upragnionego celu. Każdy człowiek posiada swoje wielkie nadzieje, swoje cele. Dla jednych może to być odnalezienie wielkiej miłości, dla innych zarobienie dużych pieniędzy, czy  powrót do zdrowia.

Ja miałem nieco mniej ambitny plan, miałem ochotę doprowadzić do trójkąta z „moimi” dziewczynami. Z wielkimi nadziejami często jednak bywa tak, że kończą się na marzeniach. Wtedy ze swoich ambicji można albo zrezygnować… albo odłożyć je na nieco później.

Właśnie o tej drugiej możliwości pomyślałem, gdy podczas obiadu dotarła do mnie bardzo nieprzyjemna (z mojego punktu widzenia oczywiście) informacja.

Po wycieczce na rowerze wodnym skierowaliśmy się z dziewczynami w stronę stołówki. Po tej niesamowitej wyprawie nadal buzowały w nas hormony. Nasze rozmowy stały się już całkiem frywolne i gdy tylko nie było nikogo w zasięgu słuchu, pozwalaliśmy sobie na naprawdę ostre odzywki. Zresztą, już podczas powrotu rowerem poleciało kilka pikantnych historyjek. Aśka była na tyle podniecona, że kiedy płynęliśmy do brzegu nie miała już żadnych zahamowań i z rozkoszą oddawała się masturbacji. Nie było między nami absolutnie żadnego tabu.

Była przy tym na tyle sprośna, że czasem wołała mnie żebym się na chwilę odwrócił i popatrzył, jak to robi (z czego oczywiście skwapliwie korzystałem). Odchylała majtki na bok i masowała swoją wygoloną myszkę. Patrzyła mi wtedy głęboko w oczy i rozkoszowała się moją miną, moim spojrzeniem, wlepionym w koliste ruchy jej dłoni, przesuwającej się po różowych płatkach. Czasami paluszek zatonął w środku, czasem powędrował w kierunku łechtaczki. Wiedziała, że mam ochotę na nią wskoczyć i zająć miejsce tej dłoni. Niestety, zbliżaliśmy się do brzegu i nie mogliśmy sobie pozwolić na takie numery. Poza tym dziewczyny były ciekawe szczegółów spotkań z Mają, o których im opowiadałem, więc musiałem pozostać skupiony. W każdym razie powrót był całkiem fajnym przedstawieniem.

Po dotarciu na miejsce i nałożeniu sobie jedzenia, ruszyliśmy do stolika. Wybraliśmy ustronne miejsce w narożniku sali, tak, aby było małe prawdopodobieństwo, że ktoś się do nas dosiądzie.

Właśnie wtedy do moich zmysłów dotarł pierwszy sygnał ostrzegawczy. Moment, który sprawia, że wiadomo, że za chwilę coś pójdzie nie tak. W naszym kierunku niebezpiecznie zbliżał się opiekun grupy dziewczyn. W pierwszej chwili pomyślałem, że dobrze przynajmniej, że nasza jędza tu nie idzie. Ale po chwili pożałowałem tej myśli.

Opiekun grupy dziewczyn, szczupły, łysiejący mężczyzna około czterdziestki, z charakterystyczną bródką, przysiadł się do nas. Gdy tylko na nas spojrzał, czułem, że wydarzy się coś, z czego nie będziemy zadowoleni.

– No, cześć dziewczyny, kolego – odezwał się.

– Dzień dobry – odpowiedzieliśmy chóralnie.

– Widzę, że spędzacie dużo czasu w swoim towarzystwie.

Uśmiechnęliśmy się tylko.

– Mam nadzieję, – zwrócił się do dziewczyn – że nie macie złego wpływu na kolegę? Słyszałem od jego wychowawczyni, że to prawdziwy wzór.

– Ależ oczywiście, że nie. Jest właśnie odwrotnie. Robert ma dobry wpływ na nas – powiedziała Aśka.

Paulina uśmiechnęła się pod nosem.

– Nie wątpię. Ale ja w sumie w innej sprawie.

– Słuchamy.

– Słyszałyście, że dziś jest wycieczka na festyn? – zwrócił się do dziewczyn.

– Tak.

– A więc wpisałem was na listę.

– Ale my nie chcemy jechać! Dlaczego pan nas wpisał? – zaprotestowała Paulina.

Ja nieco zbladłem.

– Chcę mieć was na oku. Narozrabiałyście na początku. Potraktujcie to jako nauczkę.

– Ale już przecież wystartowałyśmy w konkursie na plaży!

– Uważacie, że to była wystarczająca kara? Jeśli w ogóle można nazwać to karą… Jak zaobserwowałem, bawiłyście się całkiem nieźle. A kto wie, może się wam i tym razem spodoba?

– Ale…

– Żadnego „ale”! Decyzja zapadła. Jedziecie.

Dziewczyny spuściły głowy. Chyba nie tylko ja miałem pewne oczekiwania co do tego popołudnia.

– Robert, jedziesz z nami? – zapytała Paula.

– Niestety – wtrącił się wychowawca – Nie ma już miejsc w autobusie. Za późno.

Tym razem to ja spuściłem głowę. A miało być tak pięknie… we trójkę…

Obiad dokończyliśmy niemal w milczeniu. Łysy belfer sprawiał wrażenie zadowolonego z siebie, że popsuł nasze plany.

Zbiórka na wycieczkę miała odbyć się pół godziny po obiedzie, więc czasu nie było zupełnie na nic. Dziewczyny ledwo zdążą przygotować się na wyjazd.

Byłem zły. Próbowałem nawet interweniować u Zawadzkiej. Miałem nadzieje, że może znalazłoby się jakieś miejsce. Niestety, nic z tego. Zresztą, po krótkiej wymianie zdań, pożałowałem, że w ogóle do niej podszedłem. Odniosłem nawet wrażenie, że nauczyciele starają się nas zwyczajnie rozdzielić. Czyżby coś podejrzewali?

Małym plusem było to, że moja wychowawczyni także wyjeżdżała. Choć było to raczej marne pocieszenie. W dodatku okazało się, że wśród uczestników wycieczki jest także Maja

Szanse na popołudniowy seks zmalały do zera.

Co prawda, na obozie były inne dziewczyny, ale próba bliższej znajomości z kolejną, byłaby już ostrym przegięciem. Poza tym, wprowadzałoby to dodatkowe komplikacje. Inna sprawa, że wcale nie musiało mi się udać którąkolwiek poderwać.

Kiedy dziewczyny tuż przed odjazdem podeszły do mojego namiotu, były wyraźnie niezadowolone.

– Przyszłyśmy ci powiedzieć „cześć”, zanim ruszymy – odezwała się Asia.

Westchnąłem tylko, spoglądając na nie wzrokiem zbitego psa.

– Smutno ci? – zapytała Paula.

Pytanie było retoryczne.

– Nie martw się. Nam też. Inaczej sobie wyobrażałyśmy to popołudnie.

– No, ja też.

– Ale nie martw się. Jakoś to nadrobimy – pocieszyła Asia, zbliżając się do mnie.

– Mam nadzieję – odpowiedziałem.

– Nie musisz mieć nadziei. Możesz mieć pewność – powiedziała z uśmiechem.

Przytuliła się do mnie. Miło było utonąć w jej objęciach. Przycisnęła się do mnie na tyle mocno, że poczułem przyjemną miękkość jej piersi i w sumie, jakoś tak lżej zrobiło mi się na duszy.

Po chwili cofnęła twarz, tak że mogła spojrzeć mi w oczy. Nie wiem dokładnie, co można wyczytać z kobiecych oczu, ale miałem wrażenie, że jej wzrok tchnął we mnie odrobinę optymizmu. Pocałowała mnie. A ja nie miałem zamiaru zrezygnować choćby z tej małej chwili przyjemności.  Gdy jej aksamitne usta złączyły się z moimi, przypomniałem sobie poranny, delikatny pocałunek dziewczyn, kiedy wydawało mi się, że robią to jakby przez sen. Starałem się też tak teraz działać. Byłem subtelny i delikatny, choć w pewnym momencie przyssałem się lekko do jej dolnej wargi. Był to jedynie taki przerywnik, ale spodobało jej się, bo po chwili zrewanżowała się podobnym ruchem. Od siebie jednak dodała lekkie muśniecie językiem. Było to dosłownie muśnięcie, jednak bardzo odczuwalne i niezwykle stymulujące.

– Ej! Ja też chcę! – przerwała nam Paula.

Aśka jedynie uśmiechnęła się lekceważąco i nie zamierzała przestać.

Paula jednak nie rezygnowała. Rozsunęła nas i sama stanęła naprzeciwko mnie. Nie miałem innego wyjścia, jak tylko przyciągnąć ją do siebie i także pocałować.

Musiałem przyznać, że obie dziewczyny były w tym wspaniałe. Pocałunki były niezwykle przyjemne.

– Szybko się uczy, nie?

– No… –  skomentowały moje oralne postępy.

Po chwili jednak musiały zbierać się na zbiórkę. Trudno było się z tym pogodzić, ale nie było wyjścia.  Lepiej nie zachodzić za skórę wychowawcom. To mogłoby tylko pogorszyć sprawę.

Dopiero, kiedy dziewczyny odeszły zauważyłem Łukasza i Marcina, stojących nieopodal z wytrzeszczonymi oczami. Pomyślałem tylko, że jeśli nie zmienili o mnie zdania po spotkaniu na jeziorze, to po obejrzeniu jak całuje się z obiema dziewczynami, zrobią to na pewno.

Nie było jednak czasu na pogawędkę, gdyż oni także musieli zbierać się na zbiórkę. Widziałem jednak ich miny i tak naprawdę wystarczyło mi to za komentarz. Na ich twarzach malowało się zdziwienie i podziw przyprawione szczyptą zazdrości. Tak przynajmniej to odebrałem. Patrząc na nich, odczuwałem jakiś dziwny rodzaj satysfakcji. Może Asia miała rację? Może dobrze, że zaczną myśleć o mnie poważniej, w końcu ile można uchodzić za kujona, siedzącego wiecznie w książkach?

Kiedy w końcu zobaczyłem odjeżdżający autobus, poczułem dziwną pustkę. Były tam przecież wszystkie osoby, dzięki którym mój wyjazd na obóz zmienił się w zupełnie nieoczekiwaną bajkę.

Usiadłem sobie w wejściu namiotu, wyciągnąłem gitarę i zacząłem grać. To mnie zawsze uspokajało. Zamykałem oczy i coś tam sobie brzdąkałem. Wtedy mogłem znaleźć się w dowolnym miejscu, gdzie tylko chciałem. Na chwilę mogłem zapomnieć o rozczarowaniu tego popołudnia. Zostało jeszcze kilka dni do końca obozu, więc w sumie nie było czym się denerwować. Wiedziałem, że spędzę z dziewczynami jeszcze wiele ciekawych chwil.

Pomyśleć, że jeszcze tydzień temu nawet nie myślałem specjalnie o seksie. Tyle było dla mnie ważniejszych spraw, tyle ciekawszych, wydawałoby się, doznań. Gdyby ktoś przed przyjazdem tutaj powiedziałby mi, że nie będę miał ochoty wracać do domu, kazałbym mu popukać się w głowę.

Inna sprawa, że to niesłychane, jak szybko wyzbyłem się wszelkich skrupułów. Zupełnie przestałem myśleć racjonalnie. Jak to w ogóle możliwe, że dałem się uwikłać w przygodę z trzema kobietami,  w tym z jedną, o ładnych kilka lat starszą ode mnie? Trochę przerażało mnie to, że seks stał się celem samym w sobie, że łapałem się na myślach, w których odgrywał on kluczową rolę. Oczywiście lubiłem dziewczyny, to nie ulegało żadnej wątpliwości, ale po tym jak one ustosunkowały się do naszych wzajemnych relacji, zupełnie przestałem się przejmować konsekwencjami naszych poczynań. Nie obchodziło mnie już, co sobie będą myśleć, ani czy ich przypadkiem nie zranię. Przecież wtedy same będą sobie winne. Same wybrały taką drogę i w dodatku wciągnęły mnie w swoją grę. Przy okazji wyszła moja podatność na pokusy. Poza tym, jak mógłbym je zranić? Trudno chyba o bardziej zdeprawowane nastolatki.

W tak krótkim czasie wydarzyło się tyle nieoczekiwanych rzeczy. Wydawało mi się to niesłychane. Kto by mi w to uwierzył? Ja sam miałem z tym problem.

Ciekawe, co jeszcze czeka mnie na tych wakacjach?

Trzeba było jednak wymyśleć coś, żeby nie nudzić się przez resztę dnia. Nie mogłem wiecznie użalać się nad sobą, czy analizować swojej sytuacji. Owszem, zmieniłem się na tym obozie, ale przecież wszystko wróci do normy, kiedy znów znajdę się w domu.

Postanowiłem wziąć gitarę i przejść się na drugą plażę, na której byłem poprzedniego dnia. Ciekawiło mnie, jak wygląda krajobraz po imprezie, której byłem świadkiem.

Założyłem luźne, dżinsowe szorty i jasnopomarańczową koszulkę bez rękawów, zarzuciłem pokrowiec na plecy i wyruszyłem.

Na niebie pojawiło się kilka niewielkich chmurek, ale w żaden sposób nie wpływały one na temperaturę. Nawet, jeśli któraś z nich przysłoniła słońce, to na krótko. O deszczu, czy choćby mżawce, można było jedynie pomarzyć.

Droga przez lasek minęła mi nieco szybciej niż poprzedniego dnia. Wtedy miałem więcej na głowie, szedłem znacznie wolniej, przez co mogłem sobie wszystko spokojnie przeanalizować. Doszedłem do wniosku, że wszystkie moje przemyślenia i tak okazały się zbędne. Wszystko potoczyło się zupełnie nieoczekiwanie. To był zresztą kolejny dowód na to, że nie ma co tutaj planować, trzeba po prostu działać. W końcu, co może się wydarzyć? Gdyby nakryto mnie na zakazanych igraszkach, najsurowszą karą, jaka mi groziła, byłoby wykluczenie z obozu i szybszy powrót do domu. Jasne, lepiej było być ostrożnym, ale postanowiłem, że na pewno nie będę sobie odmawiał przyjemności, tylko ze względu na obawę przed przyłapaniem.

Kiedy doszedłem do drugiego kompleksu, aż wytrzeszczyłem oczy ze zdumienia. To był krajobraz jak po bitwie. Wszędzie walały się śmieci, niektóre ławki były poprzewracane, a wokół leżało sporo rozbitego szkła. Jakbym uważniej przyjrzał się podłożu, mógłbym nawet określić wczorajsze menu. Krótko mówiąc, nieźle musieli wczoraj zaszaleć. Aż dziwne, że o tej porze nie było tu żywego ducha.

Nagle moją uwagę, przykuła niesamowita piękność leżąca na jednej z ławek. Była to stara gitara firmy „Defil” polskiej produkcji, czasem zwana „delfinem”. Egzemplarz, który tam leżał, był dość charakterystyczny – miał bowiem pudło w kształcie typowej gruszki z wyraźnymi wcięciem w „talii”, właściwym dla gitary klasycznej, oraz wąski gryf, typowy dla akustyka. Oficjalnie była uznawana za gitarę akustyczną, także ze względu na założone metalowe struny.

Kiedy jednak podszedłem bliżej, okazało się, że nie miała standardowych strun metalowych, ale nylonowe (czyli takie, jakie są w klasycznych). Takie struny dają „cieplejsze” brzmienie i są łatwiejsze dla początkujących (mniej bolą paluchy).

Nie mogłem się powstrzymać, musiałem usiąść i chwycić ją w ręce. Na zewnątrz nie było ani jednej osoby, więc nawet gdybym chciał, to i tak nie miałbym kogo spytać o pozwolenie. Gitara była bardzo wiekowa, z pewnością starsza ode mnie. Widać było, że wiele przeszła, miała sporo rys, małe pęknięcie na pudle, poprzecierany gryf i już nieco dobite progi. Struny wyglądały na dość świeżo założone. Chwyciłem pierwszy lepszy akord i przejechałem dłonią. Gitara nawet stroiła i brzmiała bardzo ładnie.

Zdjąłem swój pokrowiec i oparłem o ławkę, żeby nie przeszkadzał. Zamknąłem oczy i zacząłem sobie coś przygrywać, nucąc melodię pod nosem. Podstawowe akordy brzmiały na niej w miarę czysto, natomiast na wyższych progach, gitara już wyraźnie nie stroiła. Wiek ma tu swoje prawa. Nie przejmowałem się tym jednak i po prostu grałem.

Nie wiem ile czasu minęło, może pięć, może dziesięć minut. Na chwilę zamilkłem, przestałem grać i otworzyłem oczy. Ku mojemu zdziwieniu, spostrzegłem, że tuż przede mną siedzi na ziemi kilka osób i przysłuchuje się muzyce.

– Dlaczego przestałeś? – odezwała się, siedząca tuż przede mną, drobna blondynka.

– Właśnie! Graj dalej! – dodał chłopak w kowbojskim kapeluszu.

Zmieszałem się.

– Przepraszam, że tak bez pytania wziąłem… – zacząłem się dość nieporadnie tłumaczyć, przerwała mi jednak dziewczyna siedząca z boku.

– Nic się nie stało. Dobrze grasz, więc zostaje ci wybaczone.

To była chyba właścicielka gitary, którą widziałem wczoraj. Poznałem ją po trzymanym w ręku kapeluszu i po ogólnych rysach twarzy. Dziś miała jednak wyraźnie kręcone, bujne włosy, a wczoraj wydawało mi się, że były proste.

– Może ktoś pogra coś ze mną? Mam tu także swoją gitarę.

Nie zastanawiając się, instrument chwycił koleś siedzący obok blondynki, ten w kapeluszu.

No i zaczęliśmy. Zawsze najlepiej grać stare, polskie standardy, które wszyscy znają. Koleś grał akordami, ja starałem się ubarwić jego grę jakimiś wstawkami czy solówką. Wokół nas zbierało się coraz więcej ludzi. Wielu z nich śpiewało i atmosfera zrobiła się bardzo przyjemna. Niektórzy siadali na ziemi po turecku, inni zajmowali wolne ławki, jeszcze inni mieli porozkładane koce. Naliczyłem ponad dwadzieścia osób. Czułem się trochę jak na jakimś hipisowskim zlocie, gdzie otaczają mnie „dzieci kwiaty”, którym wszystko jedno gdzie się znajdują. Ważna była atmosfera i wzajemny szacunek. Widać było, że ludzie dobrze się znają, kilka osób obejmowało się za plecy, tworząc kołyszący się, śpiewający mur. Generalnie, wszyscy się uśmiechali, mimo, że po niektórych widać było ślady wczorajszej imprezy.

Moją uwagę zwróciła brunetka o kręconych włosach, domniemana właścicielka gitary. W kwiecistej, zwiewnej sukience z odkrytymi ramionami wyglądała naprawdę zjawiskowo. Okulary przeciwsłoneczne typu lenonki, jeszcze bardziej powodowały wrażenie cofnięcia się w czasie. Najbardziej jednak uwagę przykuwały jej kręcone włosy, bardzo bujne i gęste, sięgające za ramiona. Była delikatnie opalona. Widać było, że nie przesadzała z leżeniem na słońcu.

Zresztą, ładnych dziewczyn było tu sporo. Nie ułatwiało to koncentracji na grze.

Nagle rozległ się dźwięk klaksonu

– Przyjechała dostawa! – krzyknął ktoś z tłumu słuchających naszego grania.

Kilka osób zerwało się na nogi i podbiegło do podjeżdżającego samochodu.

Przestaliśmy grać.

Postanowiłem odezwać się do tajemniczej dziewczyny w lenonkach.

– Może teraz ty pograsz?

– Chciałabym, ale niestety nie umiem – odpowiedziała, co zabrzmiało dla mnie dość zaskakująco.

– Myślałem, że to twoja gitara.

– Nie, to mojej siostry.

– Siostry? Która to twoja siostra?

– Nie ma jej tutaj. Zdaje się, że po wczorajszym, jeszcze śpi w domku.

– Wczoraj tutaj przechodziłem i widziałem, jak dziewczyna bardzo podobna do ciebie, gra na tej gitarze. To mogła być ona? – zapytałem.

– Na pewno. Inne dziewczyny tu nie potrafią grać. Moja siostra jest dość podobna do mnie, tyle, że ma proste włosy.

No i zagadka się rozwiązała.

Rozmowa zaczęła się jakoś kleić. Wypytywała mnie, od kiedy gram, jak długo tu pobędę i tak dalej. Nic szczególnego, ale w o czym mają rozmawiać dwie osoby, które właśnie się poznały? Okazało się, że Ewa, bo tak miała na imię, mieszka ledwie 30 kilometrów od mojego miasta. Oczywiście, kiedy to ustaliśmy, musiało paść najbardziej banalne w takich sytuacjach powiedzenie „jaki ten świat mały”.

Tymczasem chłopaki rozładowali samochód. Byłem zszokowany zawartością tylnich siedzeń i bagażnika. To nie było tak, że każdy sobie zamówił po kilka piwek – z samochodu wyjęto kilka skrzynek z piwem oraz, żeby nie było monotonnie, także skrzynkę (sic!) wódki.

To musieli być studenci i to w dodatku, raczej niebiedni studenci. W samochodzie było jeszcze trochę jadła i kilkadziesiąt butelek napojów bezalkoholowych – typu coca cola, sprite, czy naturalne soki owocowe. Jednym słowem zanosiło się na to, że po wczorajszym, nikt tu nie zamierza odpoczywać.

W dodatku najwidoczniej nie zamierzali czekać na jakąś późniejsza godzinę, o której zwykle rozpoczyna się jakiekolwiek imprezy. Butelki piwa natychmiast zostały rozdane wśród wszystkich obecnych. W pewnym momencie także do mnie podszedł koleś z piwem.

– Nie dzięki, ja raczej nie piję – powiedziałem.

– Stary, nie żartuj. Chcesz mieć siły na śpiewy, musisz wypić.

– Ale…

– Grałeś na naszej gitarze, musisz wypić nasze piwo – odezwała się Ewa, która już raczyła się złocistym napojem.

Było strasznie gorąco, słońce grzało niemiłosiernie. Piwko dla orzeźwienia chyba mi nie zaszkodzi, pomyślałem. Jak wrócę do swojego kampusu, to już na pewno nie będzie nic ode mnie czuć.

– Dzięki – powiedziałem, odbierając zieloną butelkę.

Zdarzało mi się już pić piwo. Ale nigdy w wielkich ilościach. Czasem wujek poczęstował mnie jednym, jak byliśmy na rybach, czasem gdzieś na jakimś grillu zdarzyło się łyknąć, ale generalnie nigdy nie piłem zbyt wiele. Smak piwa też nie był dla mnie jakoś wyjątkowo przyjemny.

Kiedy wziąłem pierwszy łyk i poczułem zaskoczenie, że aż tak mi smakuje. W ten straszny upał prawdopodobnie każdy napój byłby jak ambrozja. Piwo było przyjemnie chłodne i nawet jego gorzkawy smak wydał mi się całkiem niezły. Po kilku łykach aż westchnąłem z zadowoleniem. Kto wie? Może do piwa po prostu trzeba dojrzeć?

Z boku ktoś wziął się za rozpalanie ogniska, jakaś inna osoba czyściła ruszt, który można było wstawić nad żar. Szykowała się grillowa uczta.

Byłem zdumiony jak szybko grupa kilka lat starszych studentów (trudno mi było powiedzieć czy zdawali sobie sprawę z naszej różnicy wieku), przyjęła mnie w swoje szeregi. Absolutnie nie czułem się wśród nich obco. Podchodzili do mnie, zagadywali o granie i śpiewanie, niektórzy nawet robili sobie ze mną zdjęcia na pamiątkę. Chociaż w sumie dziś, kiedy właściwie każdy może sobie pozwolić na aparat cyfrowy, wielka ilość zdjęć nie dziwi. Pomyśleć, że kiedyś ludzie mieli aparaty na kliszę, gdzie było około trzydziestu zdjęć do zrobienia. Mało kto wtedy pozwalał sobie na pstrykanie bez zastanowienia. Dziś jest to na porządku dziennym. Najśmieszniejsze jest to, że moi rodzice tęsknią za tamtą formą fotografii, uważając, że teraz jest tego stanowczo zbyt dużo i nie ma już takiej frajdy, jak kiedyś. Poza tym, większość zdjęć i tak nie przedstawia odpowiedniej wartości, a te naprawdę dobre, często giną w gąszczu tych nijakich i słabych. Ja w sumie zawsze byłem sceptycznie nastawiony do zdjęć jako formy pamiątki na przykład z wakacji. Uważałem, że jeżeli coś jest warte zapamiętania, to zostanie w głowie. Nigdy nie miałem potrzeby dzielenia się tego rodzaju wspomnieniami z innymi. Odrębną sprawą jest fotografia artystyczna. Co prawda nie zajmowałem się nią, ale często podziwiałem prace innych.

Tymczasem skończyłem pierwsze piwo. Zrobiło mi się całkiem przyjemnie. Co prawda, rażące słońce nieco przeszkadzało, ale dzięki wesołej atmosferze, można było o nim na jakiś czas zapomnieć. Zewsząd sypały się sprośne żarty, sporo aluzji i niewybrednych komentarzy. Niektórzy relacjonowali wydarzenia poprzedniej nocy. Jeden chłopak zasnął w ubikacji, tuląc się do sedesu, a pewna dziewczyna zdążyła się jedynie sama rozebrać, po czym padła plackiem na łóżko i na waleta, w rozkroku spała do rana. Jej szczęście, że dzieliła pokój ze swoimi koleżankami (które były tak zalane, że nawet nie pomyślały, żeby ją czymś zakryć) i tylko pech sprawił, że zobaczył ją jej starszy brat, wpadając w pośpiechu po tabletkę na kaca. Podobno było przy tym trochę krzyku. Aż sam miałem ochotę opowiedzieć im kilka moich przygód… wolałem jednak trzymać gębę na kłódkę.

Nie wiem, czy by mi uwierzyli w całujące się, biseksualne dziewczyny, napaloną stażystkę, czy chociażby w moją wredną wychowawczynię, bzykającą się z belfrem z Warszawy.

Czas leciał, kończyłem drugie piwo. Coraz lepszy kontakt łapałem z Ewą, która wciąż siedziała z boku. Było nas coraz więcej, pojawiła się też siostra Ewy, Marta. Ale nie wyglądała na będącą w formie. Zresztą, już na samo wejście oznajmiła wszystkim, że „nigdy jeszcze się tak nie schlała jak wczoraj”. Widocznie, kiedy wczoraj widziałem ją grającą, dopiero się rozkręcała.

Piwo, które przywieźli chłopacy, znikało w zastraszającym tempie. Właściwie cały czas ktoś podchodził do bagażnika i wyciągał kolejną butelkę. Także mnie trafiła się trzecia. Nie miałem nic do gadania, po prostu postawiono przede mną otwartą butelkę, mówiąc „pij!”

Więc piłem.

Robiło mi się coraz bardziej gorąco…

*

*

– On chyba już nie ogarnia! – usłyszałem jakby gdzieś z oddali.

*

– Masz piękny uśmiech.

*

*

– Coś wiruje.

*

– Nie mam siły wstać…

– Pomożecie mu?

*

– Muszę siku… Co się dzieje?

*

*

– Oooo, jak dobrze!

*

*

Kiedy otworzyłem oczy, zorientowałem się, ze leżę w zupełnie obcym miejscu. W pokoju, w którym się znajdowałem, zasłonięto okna, przez co w pomieszczeniu panował lekki półmrok. Pomarańczowe zasłony odbijające resztki dziennego światła nadawały mu delikatny brzoskwiniowy odcień.  . Pierwsze, co sobie uzmysłowiłem to, że głowa mi pulsuje.

– O jjesu… – wybełkotałem.

Kiedy w końcu wzrok mi się wyostrzył, zacząłem rozglądać się po pomieszczeniu. Próbowałem sobie przypomnieć wydarzenia tego popołudnia. Siedziałem ze studentami, piłem piwo, rozmowy, śmiechy, Ewa… Co się stało, do jasnej cholery?

Nagle dobiegł mnie znajomy głos.

– W końcu się obudziłeś.

To była Ewa. Siedziała na drugim końcu pokoju, przeglądając jakąś gazetę.

– Co się stało?

– Nie pamiętasz?

– Pamiętam, jak siedzieliśmy na zewnątrz.

– Chyba naprawdę rzadko pijesz, co?

– No, rzadko.

– Wypiłeś trzy piwa i zacząłeś bełkotać. W sumie nie dziwne, na takim słońcu nie jeden szybko wymięka.

Usiadłem. Zakręciło mi się w głowie. Byłem przykryty jakimś prześcieradłem. Nagle zorientowałem się, że mam opuszczone spodnie, a mój penis stoi na baczność.

– Yyyyy… – zgłupiałem totalnie.

Ewa zauważyła moje zmieszanie.

– Kiedy cię tu przyprowadziliśmy, stwierdziłeś że musisz iść się odlać. Chciałeś koniecznie iść sam. Opuściłeś spodnie przy otwartych drzwiach, zrobiłeś swoje, a potem poczłapałeś do łóżka w zsuniętych portkach i po prostu rzuciłeś się na nie. Musiałam cię przykryć czymś, bo, sam rozumiesz – mówiąc to skinęła głową w kierunku mojego krocza.

– O kurczę! … Przepraszam – zdołałem wydusić z siebie.

– Nic się nie stało, gorsze rzeczy tu się działy. Jak żyjesz?

– Trochę głowa mi pulsuje.

– Weź sobie chłodny prysznic, lepiej się poczujesz – zasugerowała.

– Dobry pomysł.

– Poza tym, przy okazji zejdzie z ciebie ciśnienie – uśmiechnęła się zalotnie.

Patrząc na nią miałem wrażenie, że wyglądała jakoś inaczej, choć może przez to światło tak mi się wydawało?

– Zrobiłaś coś z włosami? – starałem się zmienić temat.

– Wyprostowałam.

Rzeczywiście jej włosy były mniej kręcone. Prostymi bym jednak ich nie nazwał. Ewa chyba zauważyła moje zdumienie.

– Tyle, że potem chłopaki spryskali mnie wodą i zaczęły mi się znowu kręcić.

A to kawalarze… Prawdziwi dżentelmeni – myślałem sobie.

Postanowiłem jak najszybciej skorzystać z propozycji prysznica. Ewa była tak miła, że nawet dała mi ręcznik. Po paru minutach stałem już w strugach chłodnej wody. Najpierw był szok, ale po chwili zrobiło się całkiem przyjemnie. Nie mogłem uwierzyć… Upiłem się! Jak to się mogło stać? Nie tak miało wyglądać to popołudnie. Miałem poznać nowych ludzi, zdobyć ich sympatię, a nie narazić się na śmieszność. I jeszcze Ewa… ech, taka piękna dziewczyna, a ja dałem plamę. Czułem się trochę głupio, że tak się obnażyłem… ale z drugiej strony… czego tu się wstydzić? Przy okazji byłem też ciekawy, co jeszcze zrobiłem, lub powiedziałem, a czego nie pamiętam.

Dopiero teraz zdałem sobie sprawę z komizmu sytuacji. Kto by pomyślał, że najpierw prześpię się z kobietą, a dopiero potem upije się do nieprzytomności? Zazwyczaj ludzie mają najpierw kontakt z alkoholem, a potem z seksem.

Kiedy wyszedłem spod prysznica, Ewy nie było w pokoju. Usiadłem na łóżku w ręczniku i starałem się nieco ochłonąć, może coś sobie przypomnieć. Niestety. To była czarna dziura.

– Widzę, że już czujesz się lepiej – z krótkiego zamyślenia wyrwał mnie głos Ewy, która wyszła z innego pokoju.

– Tak, lepiej. Dzięki.

Swoją drogą zaciekawiła mnie pewna rzecz.

– A tak w ogóle, czemu nie kontynuujesz z nimi imprezy? Słychać, że coś tam się jeszcze dzieje.

– Byłam u nich przed chwilą. Ale mam już dosyć zabawy. Poza tym teraz chłopacy wyruszyli pieszo po dostawę, a reszta jest w trakcie jedzenia.

– Wszystko wypili?

– Jeszcze nie, ale wolą iść teraz, bo potem może być to niemożliwe do wykonania.

– No tak.

– Poza tym musiałam tu zaglądać i patrzeć, co się z tobą dzieje.

– Przepraszam, że narobiłem problemu.

– Spokojnie, to było nawet zabawne… i interesujące.

Byłem okryty tylko ręcznikiem i łatwo było zauważyć, że Ewa krąży po mnie wzrokiem. Sam nie wiedziałem, co o tym myśleć. Ciekawe, co jej chodziło po głowie? Nie mogłem opędzić się od myśli, że zżera ją ciekawość, że na nią działam. Postanowiłem ją wypróbować.

– Muszę się ubrać – popatrzyłem na nią, dając jej do zrozumienia, że potrzebuję chwili prywatności.

– No, co ty… Chyba nie uważasz, że możesz mnie jeszcze czymś zaskoczyć?

To był dla mnie dość jasny sygnał, że mogę sobie na coś niecoś pozwolić. W sumie, co się stanie jak założę szorty przy niej?

Nagle chwycił mnie blady strach! Popatrzyłem na zegar wiszący tuż nad nią. Było po dwudziestej pierwszej! Oznaczało to, że mam przechlapane u wychowawców! Na pewno zorientowali się, że mnie nie ma!

– Czy ten zegar dobrze chodzi?

Ewa  odwróciła się. Popatrzyła na zegar, sięgnęła po komórkę.

– Według mojego telefonu spóźnia się o kilka minut.

– Wiesz może, gdzie położyłem mój telefon.

– Tak, mam go tutaj.

– Pokaż.

Dziesięć SMS’ów i ponad dwadzieścia nieodebranych połączeń. Pisały dziewczyny, jeden kumpel z klasy, Maja oraz moja wychowawczyni. Oni także wydzwaniali. Wszystkie wiadomości o podobnej treści: „Gdzie jesteś? Wszyscy Cię szukają!” Cholera… niepotrzebne wyciszyłem dzwonki…

Napisałem tylko Mai, że „nic mi nie jest, będę wkrótce”, żeby się nie martwili.

– Co się stało? – zapytała lekko skołowana Ewa, widząc moje zdenerwowanie.

– Miałem być już dawno na tamtym kampusie!

– Ale…

Przerwałem jej

– Słuchaj, ja jestem na kolonii z liceum… nie powinienem się oddalać bez wiedzy opiekunów grupy.

– Myślałam, że jesteś studentem.

– Kłopot w tym, że jeszcze nie.

– Ale jesteś pełnoletni?

Popatrzyłem na nią jedynie wymownym wzrokiem.

– Słuchaj, teraz to nie ma znaczenia. Muszę tam zaraz iść, ale boję się, że wyczują ode mnie alkohol. Już zdążyłem tam lekko podpaść i lepiej żeby nie dokładać sobie pijaństwa do „CV”

Ewa podeszła do mnie blisko.

– Chuchnij.

– Co?

– No chuchnij, przekonajmy się czy od ciebie coś czuć. Bardziej i tak nie jestem w stanie ci pomóc.

Podszedłem do niej dość blisko, byłem bez koszulki, w pasie nadal byłem przewiązany ręcznikiem. Chuchnąłem.

To było jak grom z jasnego nieba! Jakąś sekundę, po tym jak wydmuchnąłem z siebie powietrze, Ewa łapczywie przyssała się do moich ust. Natychmiast poczułem truskawkowy smak jej warg. Bardzo przyjemny smak. Powrót do obozu wydał mi się nagle sprawą bardzo błahą i mało istotną.

Chwyciłem ją na wysokości bioder i nadal całując, pokierowałem w stronę ściany. Kiedy poczuła mój ruch, sama pociągnęła mnie w swoją stronę. Ze sporym impetem uderzyliśmy o twardą ścianę starego domku. Ewa chwyciła mnie za policzki i nadal intensywnie mnie całowała. Złapałem ją za pupę i podniosłem do góry. Nogami oplotła mnie na wysokości pośladków, jedną ręką szybko zsunęła ze mnie ręcznik. Na sobie miała tę swoją kolorową sukienkę, co sprawiało, że dostęp do jej różowego skarbu był łatwy. Po chwili zorientowałem się, że nie ma na sobie majtek. Pomyślałem tylko, że sukienki to całkiem praktyczna część garderoby. Szczególnie, kiedy się ma nagłą ochotę…

– Znajdziesz dla mnie jeszcze chwilę, zanim wyjdziesz? – powiedziała szeptem do ucha.

– Znajdę nawet dwie – odpowiedziałem.

Kilkoma sprawnymi ruchami dłoni naprowadziła mnie do upragnionego celu.

– Tylko zacznij spokojnie – zastrzegła.

Zgodnie z jej życzeniem, zacząłem wchodzić w nią powoli. Na początku czułem wyraźny opór, jakby nie była jeszcze dostatecznie rozluźniona.

– O, tak… – wymruczała. – Czekałam na to już od kilku dni.

– Dni?

– Nieważne. Przyspieszaj, ale z wyczuciem.

Wydawała z siebie coraz wyraźniejsze jęki, powodowane coraz głębszą penetracją i coraz większym tempem. Byliśmy jak rozpędzająca się lokomotywa. Najpierw powoli, powoli i z każdym ruchem coraz szybciej. Ewa przy każdym moim pchnięciu uderzała o ścianę powodując tym samym charakterystyczny, dudniący dźwięk. Dobrze, że na dworze grała dość głośna muzyka, przynajmniej nikt nas nie słyszał. W sumie jednak nie obchodziło mnie, czy ktoś wejdzie i przyłapie nas na gorącym uczynku, liczyła się chwila. Muszę też przyznać, że było w tym coś podniecającego, elektryzującego.

– Mocniej! – szepnęła zdecydowanym tonem.

Jak widać, z każdym ruchem się rozkręcała. W pewnym momencie była już zupełnie rozluźniona i mogłem władać swoim orężem bez obawy, że sprawię jej ból. Jednocześnie była przyjemnie ciasna, jakby specjalnie pode mnie dopasowana. Nie umiałem tego zdefiniować, ale czułem różnicę pomiędzy nią a Mają, czy dziewczynami. Na jej polecenie moje ruchy stały się bardziej zdecydowane, bardziej władcze.

Ewa była rozkoszna, rękami oplotła moje barki, trzymając mnie kurczowo, żebyśmy nie wypadli z utworzonej konfiguracji. Jednocześnie zanurzałem się w jej wspaniałych, pięknie pachnących włosach, co tylko jeszcze bardziej mnie nakręcało.

Żałowałem jedynie, że nadal miała na sobie sukienkę. Co prawda, nie przeszkadzało to w naszych igraszkach, ale jednak świadomość, że pod cienkim materiałem skrywa się piękne ciało, była bardzo kusząca. Niestety, nie mogłem jej teraz ściągnąć, gdyż musiałbym na chwilę przerwać, a na to nie chciałem sobie w pozwolić. Kontynuowałem więc, poruszając się w niej miarowo i jednocześnie zdecydowanie. Mój penis zatapiał się już na maksymalną głębokość, co sprawiało mi wielką rozkosz. Zresztą, wiedziałem, że jej także. Słysząc jej oddech, czułem, jak bardzo na nią działam, wiedziałem, że zmierzamy w odpowiednim kierunku. W dodatku jej uwięzione pod sukienką piersi ocierały się o mój tors, pobudzając moją wyobraźnie. Boże, jak ja bym chciał mieć ją nagą!

Byliśmy już naprawdę blisko. Jęki Ewy stawały się coraz bardziej głębokie, co oznaczało, że powoli zbliżamy się do Edenu. Intensywność, z jaką to robiliśmy i możliwość, że w każdej chwili ktoś może wejść i nas nakryć, były niezwykle stymulujące. Zresztą, podobnie było z Mają, w toalecie, podczas seansu filmowego. Orgazm osiągnęliśmy wtedy znaczniej szybciej niż zwykle.

– Nie przestawaj! Aaaach – moja nowa kochanka nie pozwalała mi gubić rytmu.

Nie miałem oczywiście takiego zamiaru. To był znak, że Ewa była już niemal na szczycie. Wiedziałem, że za chwilę stanie się to, co jest kwintesencją seksu, jego wisienką na torcie.

Przyspieszyłem moje ruchy, jej jęki stawały się głośniejsze i coraz bardziej przeciągłe. Widziałem, jak stara się panować nad sobą, żeby całkowicie nie wybuchnąć. W pewnym momencie schowała twarz w miejscu, gdzie mój bark łączy się z szyją i stłumiła krzyk. Zaczęła drżeć, ogarnęły ją niekontrolowane spazmatyczne ruchy. Także byłem już na granicy.

– Kończ w środku – powiedziała resztkami sił.

Jej ciało nadal było jakby poza kontrolą. Przechodziły ją kolejne skurcze, czułem jak jej szparka zaciska się na moim członku. W końcu nadszedł ten moment! Wystrzeliłem! Nie byłem do tej pory pewien jak kobiety odczuwają wytrysk w środku. Teraz jednak, po reakcji Ewy, znalazłem odpowiedź. Jej wyraźne westchnięcie, oraz przyciśnięcie mnie do siebie było dość jasnym sygnałem. Spowalniałem ruchy, wyrzucając z siebie kolejne krople życiodajnego płynu. Po chwili rozluźniła uścisk. Wysuwając się ze mnie, stanęła na nogi. Zbliżyła swoją twarz do mojej, tak że stykaliśmy się czołami i nosami. Wzajemnie łapaliśmy wzrokiem nasze spojrzenia, szukając spokojnego oddechu. Nagle poczułem jak chwyciła dłonią za sterczącego jeszcze członka i przeciągnęła po nim kilka razy tak, jakby chciała mu podziękować za dobrze wykonaną robotę. To było coś w rodzaju głaskania. Cholernie przyjemnego głaskania.

Uśmiechnęła się radośnie.

– Co? – zapytałem.

– Nic – śmiała się dalej – Ubierz się lepiej.

Sięgnąłem po spodenki, które leżały gdzieś koło łóżka.

– To było… dość niespodziewane – zacząłem.

Widząc jej piękne ciało, wpatrzone we mnie oczy, trudno mi było się skoncentrować na jakimś konkretnym temacie. Stała w tej swojej kwiecistej, pomiętej sukience, włosy w lekkim nieładzie opadały jej na twarz, co dodawało jej aury tajemniczości. Wyglądała niesamowicie seksownie.

– Zamierzasz to teraz analizować?

– Nie – odpowiedziałem.

Trochę zbiła mnie z tropu.

Po chwili odezwała się.

– Chyba mnie nie pozwiesz za wykorzystanie nieletniego, co? – powiedziała nieco ironicznie.

Zaśmiałem się.

– Chyba nie. Choć w sumie nie jestem pewien, co prawo mówi o takich przypadkach.

– Też nie jest to moją mocną stroną. Słuchaj, ale już na poważnie… To było faktycznie dość niespodziewane. Choć nie powiem, że o tym nie myślałam tam, na zewnątrz…

– Yyyyy – wybełkotałem.

– Wiesz… jesteś dość pociągający. Zawsze kręcili mnie chłopcy z gitarą.

Co się powinno mówić w takich sytuacjach? Bo chyba nie „dziękuję”. Czułem się dość niezręcznie. Ale jednocześnie było mi przyjemnie.

Rozłożyłem bezradnie ręce i uśmiechnąłem się promiennie. Nic lepszego nie przyszło mi do głowy.

– Mam nadzieje, że nie uważasz mnie za jakąś…

– Ależ jasne, że nie – nie pozwoliłem jej dokończyć – ja już tak po prostu działam na kobiety – dodałem, po raz kolejny posyłając jej uśmiech.

– Powiem ci, że jestem tu już od kilku dni. Przyjechaliśmy tu z całą paczką, kilkanaście osób. Tu się skumaliśmy z innymi ludźmi i zrobiło się nas całkiem sporo. Chciałam tu wypocząć z moim facetem, zrelaksować się. Miałam nadzieje, że po sesji w końcu będziemy mieli trochę czasu do siebie, rozumiesz? A on przez cały ten pobyt jest zalany w trupa i zamiast romantycznego wyjazdu mam tylko zwłoki chłopaka i raczej ponury nastrój. W ogóle nie zwraca na mnie uwagi. Jak spałeś, wzięłam prysznic, wyprostowałam włosy, bo wiem, że lubi mnie w takich, umalowałam się… a on nic. Ty zauważyłeś od razu…

Chyba lepiej było jej nie wspominać, że wtedy po prostu chciałem zmienić temat.

Zresztą uderzyło mnie co innego. W momencie wzmianki o chłopaku o mało się nie przewróciłem. Zacząłem się nawet zastanawiać, czy kiedykolwiek będę uprawiał seks z kobietą, która nie jest wplątana w jakiś związek? Choć jej opowieść nieco usprawiedliwiała takie postępowanie..

Nie mogłem jednak teraz dokładnie tego przeanalizować, gdyż Ewa mówiła dalej.

– Miałam cholerne ciśnienie, wiesz? Miałam taką ochotę, że musiałam się na ciebie rzucić. Niech ten chuj żałuje, że go to ominęło.

– Chuj? – zdębiałem.

Czyżby zrobiła to w przypływie swego rodzaju zemsty?

– No, gdyby ciebie ostentacyjnie olewała dziewczyna, gdyby ważniejsze były dla niej koleżanki, nie wkurzyłbyś się?

– No, pewnie tak.

– No właśnie. Ja mam już dość. Teraz już mu nie będę psuć wyjazdu, ale jak wrócimy do siebie, to z nim skończę.

– Nie dziwię się – powiedziałem tylko.

Za bardzo nie wiedziałem, co mam jeszcze dodać. Zresztą, chyba zauważyła moje zmieszanie.

– Wybacz, że tak ci teraz ględzę i opowiadam o swoich problemach. Musiałam jednak komuś powiedzieć, wyrzucić to z siebie.

– Spokojnie, nic się nie stało. Rozumiem cię i współczuję. Ale z drugiej strony… gdyby nie był taki, jaki jest, to nie mielibyśmy… no wiesz, naszej chwili.

Uśmiechnęła się.

– Dziękuje ci. Wiesz? Podobało mi się… nawet bardzo. Nawet nie wiesz, jak mi brakowało takiej odrobiny szaleństwa.

– Mnie też się bardzo podobało.

Podeszła do mnie i pocałowała. Tym razem trwaliśmy w tym pocałunku, był znacznie spokojniejszy, stonowany. Odrywając od siebie usta, spojrzeliśmy sobie znów głęboko w oczy. Zawinąłem sobie wokół palca kosmyk jej włosów i bawiłem się nim przez chwilę, patrząc na nią.

– Słuchaj? Może to powtórzymy? Mówiłeś, że zostajesz jeszcze kilka dni.

– Jak tylko nie przywiążą mnie do łańcucha za dzisiejsze spóźnienie, to będzie dobrze.

– No tak. Zapomniałam, że możesz mieć problem z opiekunami.

– Jakoś się z tego wykręcę.

– Oby. Tak w ogóle miałam sprawdzić, czy czuć od ciebie alkohol.

– I jak?

– Czekaj, sprawdzę jeszcze raz, bo wtedy coś mnie rozkojarzyło – powiedziała z uśmiechem.

Znów mnie pocałowała. Co za kobieta! Byłem pod ogromnym wrażeniem! Jej chłopak to jakiś kretyn, że woli chlać z kumplami… albo kryptogej.

– Niestety, trochę czuć. Może szybko coś zjesz, potem guma miętowa i może nieco to wszystko się zakamufluje.

– W sumie zjadłbym coś. Tam i tak nic mi nie dadzą o tej porze.

– Ok., to poczekaj chwilę. Założę tylko spodnie, bo w tej sukience zeżrą mnie komary.

Idąc w kierunku szafy, sprawnym ruchem ściągnęła z siebie sukienkę. Była teraz całkiem naga, bo klapków, które miała wsunięte na stopy, nie liczę. Miała rozkoszną, okrągłą pupcię, nad którą znajdowały się dwa charakterystyczne dołeczki. Sięgnęła po różową bieliznę i białe spodnie. Nagle zauważyłem, że po jej udzie ścieka strużka mojego nasienia.

– Poczekaj – powiedziałem, aby powstrzymać ją przed założeniem spodni.

– Co?

– Na udzie…

Nie wiedziałem, jak mam jej to przekazać. Nie musiałem jednak nic więcej tłumaczyć, gdyż od razu się zorientowała.

– Dzięki za ostrzeżenie, zwłaszcza, że to spodnie siostry. Nie byłaby zachwycona.

Mówiąc to, przeciągnęła palcem wskazującym po białym zacieku, ścierając go ze swojego uda, po czym włożyła go do ust i oblizała. W dodatku zrobiła to całkiem od niechcenia, nawet na mnie nie patrząc. Ja stałem z szeroko otwartymi ustami i gapiłem się na nią. Zdarzało mi się czasem wylizać miskę po tym jak mama robiła krem do jakiegoś ciasta, ale to było już jednak zdecydowanie wyższym levelem.

Szybko nałożyła bieliznę i spodnie. Włożyła też niebieski t–shirt. Była gotowa.

– Możemy iść.

Poczęstowałem się kiełbaską z grilla, chlebem, oraz jakąś sałatką z pomidorów. Ludzie kompletnie nie zwrócili uwagi na mój powrót. Nikt niczego nie podejrzewał. Chłopak, o którym wspomniała, siedział przy innym stole z kilkoma kumplami. Wyglądali na nieźle sponiewieranych. A nie było jeszcze dwudziestej drugiej!

Zanim opuściłem szeregi studentów, wymieniłem się numerem telefonu z Ewą i pożegnałem się ze wszystkimi. Drogę powrotną musiałem pokonać biegiem. Na szczęście na dworze było jeszcze w miarę jasno. Cholera, co mam teraz wymyśleć jako wymówkę? Nic mi nie przychodziło do głowy. Chyba zaśnięcie na drugiej plaży pod drzewem i wyciszenie dzwonków w telefonie będzie najlepszym pomysłem. Proste wyjaśnienia są zazwyczaj najskuteczniejsze.

Kiedy tylko pojawiłem się na obrzeżach naszego kampusu usłyszałem to, czego najbardziej się obawiałem.

– Robert!!!

To była moja wychowawczyni. Kiedy podbiegła do mnie, oczy miała czerwone z wściekłości.

– Gdzieś ty był? Dlaczego nie dawałeś znaku życia? – darła się.

– Proszę pani, ja…

– Piłeś!!! – przerwała mi.

To mam przerąbane…

Poczuła lub zauważyła od razu. Jej oczy stały się jeszcze bardziej czerwone, a na czole pojawiła się pulsująca żyłka. Zaczęła do mnie mówić przez zaciśnięte zęby.

– Po każdym mogłabym się tego spodziewać, ale po tobie? Mogłam posłuchać innych wychowawców. Ostrzegali mnie, że coś jest z tobą nie tak. Najpierw nocne wycieczki, potem byłeś wciąż rozkojarzony. Pewnie te dziewczyny cię zdeprawowały.

– One nie mają z dzisiejszym dniem nic wspólnego!

– Nie przerywaj mi!

– Przepraszam.

– W każdym razie, miarka się przebrała. Masz bezwzględny zakaz opuszczania ośrodka, będziesz regularnie sprawdzany, czy jesteś tam gdzie powinieneś być. Czyli noc w namiocie, dzień blisko namiotu i hotelu. Rozumiemy się?

– Tak, proszę pani.

Przyjąłem skruszoną postawę. Nie było sensu negocjować. Nie z nią. To jednak nie był jeszcze koniec.

– Także dzisiejszą noc spędzisz w namiocie pod okiem dyżurującego wychowawcy.

No, to pięknie. Nic gorszego już mnie nie mogło spotkać.

– Jeszcze jeden wybryk i wracasz do domu.

Przełknąłem ślinę.

– Wszystko jasne?

Kiwnąłem posłusznie głową.

– Doprowadź się do porządku, bo jesteś przepocony i cuchniesz alkoholem, a potem od razu do namiotu głównego. Masz dwadzieścia minut.

No i stało się. Sielanka się skończyła. Koncepcja kolejnych dni tego pięknego wyjazdu właśnie legła w gruzach. Szybko pozbierałem się, wykąpałem się i przebrałem. Ruszyłem w stronę dużego, bladozielonego namiotu.

Gdybym wcześniej wiedział, kto ma w nim dyżur nocny, zupełnie inaczej nastawiłbym się przed wejściem do środka. Nie spodziewałem się, że czekać mnie będzie aż takie piekło.

Przejdź do kolejnej części – Przygody Roberta cz. 9

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Witam!

Ten odcinek czytało mi się z mieszaniną satysfakcji i niedowierzania. Satysfakcji, bo w końcu Robert wpadł w kłopoty – na dłuższą metę historia, w której bohaterowi wszystko idzie jak po maśle, robi się nużąca. W końcu mamy jakąś komplikację fabuły i w następnych rozdziałach bohater będzie musiał starać się, by coś jeszcze "ugrać".

Niedowierzanie było spowodowane tym, że pomimo pewnych przeciwności losu, Robertowi i tak coś się udało. I to z zupełnie nową postacią. Bogowie wciąż go kochają, a przynajmniej Afrodyta! Cały ten wątek można było przewidzieć już od jednego z poprzednich odcinków, gdy Robert zaszedł na drugą plażę, ale mimo to – pewne zaskoczenie.

Z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg robertowych przygód.

Pozdrawiam
M.A.

Wszystkie czesci tego opowiadania sa naprawde dobre tak mnie wciagly ze przeczytalem naraz 5 czesci

codziennie wchodze i odswiezam, z nadzieja ze zobacze kolejna czesc przygod Roberta! Nie moge sie doczekac..!!!

Chciałbym byc na miejscu Roberta, w czasie gdy sam bylem w liceum i odbywały sie wycieczki taike rzeczy nie mialy miejsca ehh

"Znalazłem na strychu gitarę, bez strun obitą przez los,
"ależ to pudło stare", rzuciłem krótko na głos"

ten fragment piosenki Naftalinowy świat grupy Pod Budą skojarzył mi się gdy Robert znalazł delfinka. Cykl skomentuję obficiej pod ostatnią częścią gdy juz ją przeczytam.

daeone

Całkiem zgrabne wybrnięcie z ogranego wątku Asi i Pauliny i zabawna scena integracji ze studentami, a potem czwarta zdobycz – saga się rozkręca. Dodatkowo to kolejna część kończąca się niedomówieniem i zapowiedzią nieprzyjemnych dla bohatera kolei losu – nic, tylko czytać dalej.

Pozdrawiam, Frodli.

Napisz komentarz