Przygody Roberta cz. 3 (Coyotman)  3.53/5 (54)

22 min. czytania

Kiedy zadzwonił budzik w moim telefonie, miałem ochotę kogoś zamordować, czułem się tak fatalnie jak nigdy. Kilka godzin snu w czasie czterdziestu ośmiu godzin, to dla mnie stanowczo za mało. Sytuację poprawił nieco chłodny prysznic, ale mimo to i tak czułem się źle. Miałem ochotę rzucić się na jakieś mięciutkie podłoże i spać cały dzień.

Udało mi się przetrwać zbiórkę, choć wychowawcy patrzyli na mnie nieco dziwnie. Pewnie widząc moją minę, podejrzewali jakąś libację…

W każdym razie plan na dziś był taki, że zostaną zorganizowane turnieje w siatkówkę plażową, piłkę nożną i turniej na najlepszą budowlę z piasku. Chętni mieli się zapisać u swoich opiekunów, oczywiście dla zwycięzców miały czekać jakieś niespodzianki. Ja jednak nie zamierzałem w cokolwiek grać, miałem zamiar się oderwać od tego wszystkiego i choć trochę wypocząć.

– Co ci jest??

Usłyszawszy ten głos wyprostowałem się jak struna. Doprawdy na tę kobietę trudno mieć jakąś inną reakcję, niż strach pomieszany z niepewnością i obrzydzeniem. To była moja wychowawczyni.

– Słucham? – odpowiedziałem.

– No pytam, co ci jest? Wyglądasz dość niepewnie. Piłeś coś wczoraj?

– Co? Nie, nie. Po prostu się nie wyspałem. Przecież wie pani, że ja nie piję – próbowałem się tłumaczyć.

Zresztą znała mnie z tego, że byłem dobrym i przykładnym uczniem, więc nie sądzę, żeby miała jakiś konkretny powód, żeby mi nie wierzyć.

– No tak. Słyszałam jednak od jednego wychowawców, że szwendasz się po nocach, więc się nie dziwię, że się nie wysypiasz.

– Ja się szwendam? – zapytałem.

„Przeklęty warszawski belfer!” – pomyślałem ze złością.

– Podobno gdzieś się wybierałeś przedwczoraj w nocy używając jako wymówki ubikacje – mówiła niemal z rozwścieczoną miną.

Może bała się, że podczas jednej z takich przechadzek przyłapię ją na jej małym romansiku? Swoją drogą, że też ona nie ma lepszego humoru po seksie z warszawiakiem?.

– To nieprawda! Naprawdę wtedy chciałem iść do wc, tak mnie jednak pan wychowawca przestraszył znienacka, że mogło wyjść jakbym cos kręcił – wymyśliłem naprędce.

Moja wymówka była idiotyczna jak sobie tak ją później przeanalizowałem.

– No dobrze. Ponieważ ogólnie nigdy nie miałam do ciebie większych zastrzeżeń, tym razem ci daruję i nie będę tego roztrząsać. Skoro jesteś niewyspany, to odpocznij. Ale chce cię widzieć na obiedzie, a po nim masz wystartować w jednym z konkursów. To ci dobrze zrobi. Trochę ruchu i od razu będziesz lepiej sypiać.

Ironia ostatniego zdania niemal wgniotła mnie w ziemię…

Jej propozycja miała jednak swoje plusy. Da mi teraz nieco odpocząć i nie będę miał problemów związanych z nocną przechadzką. Małym minusem była ta cała rywalizacja, ale no cóż… Ulepienie zamku z piasku to chyba nie będzie wielki problem, bo siatkówki czy piłki nożnej w ogóle nie brałem pod uwagę. Nie miałem siły.

Dużym plusem tego dnia, zresztą jak i poprzednich, była piękna pogoda, było ok. 30 stopni w cieniu, wiał lekki wiaterek, dzięki któremu można było spokojnie w cieniu wytrzymać. Po śniadaniu wypożyczyłem sobie leżak i położyłem się pod jednym z drzew tuż nad jeziorem, choć nieco na uboczu, gdzie plaża nie była już tak szeroka. Przyjemnie było sobie tak beztrosko poleżeć. Zasnąłem niemal natychmiast, przez chwilę jedynie wspominając poprzednią noc.

Kiedy się przebudziłem, nie byłem pewien ile czasu minęło. Nie miałem zegarka, a telefon został w namiocie. Zdążyłem się jedynie leniwie przeciągnąć, gdy po chwili do moich uszu dobiegł znajomy damski głos.

– No proszę, w końcu się obudziłeś. Za chwilę obiad – powiedziała jakby z wyrzutem, że tak późno.

Spojrzałem tylko na nią z uśmiechem, nic nie mówiąc. Nie mogłem sobie wymarzyć lepszego przebudzenia.

– Co się tak cieszysz? – zapytała.

– Wyspałem się, budzę się i ty obok. Jak tu się nie cieszyć?

– Sama pewnie bym tu nie przyszła. Nie chciałabym wzbudzać niepotrzebnych podejrzeń. Tyle, że kazali mi mieć oko na plażowiczów i na ciebie.

– Rozumiem. Ale w sumie dobrze się złożyło.

– W sumie tak.

Nastała chwila ciszy. Ja jeszcze się budziłem, a ona była raczej wpatrzona w plażę. Po chwili jednak padło kilka słów, które mnie zmroziły. Takie zwykle nie wróżą nic dobrego.

– Musimy poważnie pogadać.

Po takich słowach wiadomo, że łatwo nie będzie.

– Brzmi groźnie – powiedziałem tylko.

Znów nastąpiła chwila ciszy. W końcu jednak spojrzała na mnie.

– Bo widzisz… Ja mam kogoś… W sensie, że jestem w związku od prawie roku. On jest z Warszawy, studiujemy na tym samym wydziale – oznajmiła z dość smutną miną.

Zamurowało mnie. Nie wiedziałem, co powiedzieć.

– Nie wiem, co powiedzieć…

Nic innego nie przyszło mi do głowy. Chyba byłem zły. Ale w sumie, czego ja mogłem się spodziewać? Taka piękna kobieta, sama?

– Nie musisz nic mówić. Musiałam po prostu ci powiedzieć. Chce żebyś wiedział, na czym stoisz, że ta nasza znajomość, to dla mnie tylko wakacyjna przygoda. Nie chcę żebyś brał to na poważnie…

– Rozumiem – powiedziałem tylko.

Widziała, że nie jest mi wesoło. Komu by w takim momencie było? Choć, gdy zacząłem się chwilę nad tym zastanawiać, to tak naprawdę trudno mi było sobie wyobrazić naszą znajomość po obozie. Jesteśmy z trochę innych światów. Ona studiuje, ja jestem dopiero w liceum, spora różnica wieku i niemała odległość pomiędzy nami. Te sytuacje nie działały na naszą korzyść. Rozumiałem to doskonale

– Słuchaj, przepraszam, że tak teraz z tym wyskoczyłam, ale nie chcę żeby potem były jakieś nieporozumienia. Chcę żebyś wiedział, że to jak potoczy się dalsza część tego obozu, zależy od ciebie. Mi dotychczas było cudownie, traktuję naszą znajomość jak fajną przygodę i chciałabym to kontynuować.  Jeśli jednak nie będziesz chciał, to zrozumiem. Dzisiejszą noc dam ci na przemyślenie. Potem porozmawiamy.

Kiwnąłem tylko głową w geście zrozumienia. Po chwili zawołano wszystkich na obiad. Maja zaczęła zwoływać ludzi z wody. Ja ruszyłem oddać leżak a potem już prosto na stołówkę. Myśli kłębiły mi się wokół naszej rozmowy. Nawet straciłem apetyt. Niby nic się nie zmieniło. Mogłem przecież zdawać sobie sprawę, że tak to będzie wyglądać, a mimo to czułem pewną pustkę… jakby rozczarowanie.

Na stołówce usiadłem najdalej od wszystkich jak się dało. Wziąłem coś do picia, nałożyłem trochę jedzenia, dużo mniej, niż zwykle. Cały czas miałem mętlik w głowie i właściwie nie dochodziły do mnie żadne głosy z otoczenia, co mogło zaskakiwać, bo na stołówce był istny gwar. Siedziałem tak kilka minut, wypiłem sok, dosłownie liznąłem to, co miałem na talerzu i postanowiłem iść do namiotu. Wychodząc, jak przez mgłę, usłyszałem głos mojej wychowawczyni, który na chwilę mnie otrzeźwił.

– Pamiętaj, że masz wziąć udział w zawodach.

– Tak, tak, będę budował z piasku – odpowiedziałem tylko.

– W takim razie bądź pod namiotem wychowawców za godzinę.

Przytaknąłem i wyszedłem.

Godzinę, dzieląca mnie od kolejnego spotkania, spędziłem w namiocie. Próbowałem zebrać myśli, ale nie było to łatwe. Nie czułem się z tym dobrze, że oszukuje jakiegoś faceta, nie czułem się z tym dobrze, że jestem tylko przejściową zabawką, której przeznaczenie było z góry zaplanowane. Nie wiem, czy czułem się zdradzony. Nikt mnie wcześniej w podobny sposób nie potraktował. Nie miałem punktu odniesienia. Pewne jest, że czułem się z tym źle. Z drugiej strony jednak, niczego mi nie obiecała, sam do niej poleciałem, kiedy chwyciła mnie za przyrodzenie. Można powiedzieć, że sam byłem sobie winny. Uległem emocjom. Jak widać nie zawsze jest to właściwa droga. Nie postanowiłem, co dalej. Nie umiałem się zdecydować. Czyste sumienie, czy zaspokojone żądze? Trudne.

Po godzinie udałem się do namiotu wychowawców. Zawadzkiej jeszcze nie było, więc nie miałem innego wyjścia, jak na nią poczekać. Przyszła po kilku minutach, przyprowadzając dwie dziewczyny.

– To są dziewczyny, którym pomożesz przy zamku – powiedziała. – Dziewczyny, to jest Robert, Robercie, to Asia, a to Paulina – przedstawiła nas sobie jakby miała mnie za jakiegoś idiotę, który sam by się nie zdobył na odwagę, by to zrobić.

Postanowiłem to przemilczeć rzucając standardowe „cześć”. Muszę przyznać, że miałem szczęście. Trafiły mi się bardzo ładne panny. Przynajmniej podczas budowy zamków będzie na co popatrzeć. Całe szczęście, że nas szybko zostawiła i byliśmy we trójkę.

– To co, dziewczyny? Macie jakiś pomysł na budowlę? – Jakoś musiałem zacząć rozmowę.

– Na początek sorry, że cię w to wpakowałyśmy. Zespoły muszą być trzyosobowe, a my nie mogłyśmy znaleźć nikogo chętnego z naszej grupy. Wtedy ta od was powiedziała, że kogoś dla nas znajdzie – powiedziała Paulina.

Byłą dość wysoką, szczupłą brunetką, długie włosy miała spięte klamrą z małym, sztucznym słonecznikiem, w taki sposób, że opadały na jej lewe ramię. Na sobie miała czarno żółty dwuczęściowy strój, który podkreślał dość spore piersi, oraz krągłe biodra, i dobrze komponował się z jej śniadą cerą. Kolczyk w pępku zwracał uwagę na jej płaski brzuszek. Druga dziewczyna, Asia miała jaśniejszą karnację, choć trudno było ją nazwać bladą. Była nieco niższa od swej koleżanki i miała jaśniejszy odcień włosów. Czy była szatynką czy ciemną blondynką to była kwestia, której nie chciałem jednoznacznie rozstrzygać. Włosy miała krótsze od Pauliny, tak mniej więcej do ramion. Były proste, nie falowały jak u koleżanki. Figurę miała także ponętną. Zawsze mi się podobało określenie „klepsydra” na figurę kobiety i tu ono dość dobrze pasowało. Miała na sobie również podobny strój, tyle, że pomarańczowy. Pewnie kupiony tuż przed przyjazdem w tym samym sklepie. Choć to dziwne, że kobiety mogłyby kupić taki sam ciuch. No, ale nie zamierzałem się nad tym zastanawiać. Może jak jest inny kolor, to już się nie liczy?  Choć tu też nie mogłem być pewien.

– Nie musicie przepraszać. Tak naprawdę zostałem troszkę zmuszony do tego budowania. Cieszę się, że nie będę musiał tego robić sam.

– Zmuszony? Też jesteś tu za karę?

– Za karę? No, tak jakby – zacząłem się śmiać.

– To witaj w klubie – tym razem odezwała się Asia.

Ależ ona miała głos! Lekko zachrypnięty, dość niski, ale jednocześnie bardzo kobiecy, powiedziałbym nawet, że podniecający.

To zabawne, na jakie rzeczy człowiek zwraca uwagę. Choć właściwie zwrócić uwagę można na wiele szczegółów, to tylko niektóre z nich potrafią ją naprawdę przykuć, sprawić, że natychmiast cała skupia się właśnie na nim. Ja, jako muzyk zawsze byłem wyczulony na dźwięki, a ten wydobywający się z jej ust zdecydowanie mnie poruszył.

– To co przeskrobałyście? – zapytałem, powoli kierując się w stronę plaży.

– Eee… złapali nas jak sobie popijałyśmy – odpowiedziała

– Dobrze, że tylko z tym nas złapali – dodała Paulina z lekkim uśmieszkiem.

Aśka jakby ją trąciła łokciem, że niepotrzebnie papla.

– A Tobie za co kazali budować? – zapytała Aśka .

Miałem wrażenie, że stara się odwrócić moją uwagę od słów koleżanki. Chłopaki, czy maryśka? Zgadywałem w myślach.

– Ogólnie rzecz biorąc za całokształt. Oficjalnie za to, że wychowawczyni chcę żebym coś porobił. Powiedziałem jej na odczepnego, że niezbyt dobrze sypiam i stwierdziła, że aktywność fizyczna dobrze mi zrobi. Ale ogólnie myślę, że powodów jest kilka. W pierwszą noc Warszawiak złapał mnie na nocnej przechadzce, potem nie pojawiłem się na zbiórce na drugi dzień. Zaczynają mnie chyba podejrzewać o jakieś cuda. Sam nie wiem.

– Cokolwiek byś nie robił, oni zawsze myślą, że piłeś – rzuciła Paulina.

Szliśmy cały czas w kierunku plaży rozmawiając, musieliśmy w końcu obrać taktykę jak poradzimy sobie z bodową zamku. Na szczęście dziewczyny były chętne do współpracy, miały tez kilka pomysłów. Ustaliliśmy, że się postaramy i zrobimy duży zamek z fosą dookoła i jakimś mniejszymi budowlami nieopodal. Takie jakby małe królestwo. Na początek zaczęliśmy usypywać wielką górę (od czasu do czasu polewaną wodą, żeby piasek nie był potem zbyt sypki), której potem będziemy nadawać pożądany kształt.

Plaża, na której toczyła się rywalizacja była świetna do takiej zabawy. Widać było, że właściciel kompleksu zadbał o to, by przyjeżdżający tu wczasowicze byli zadowoleni. Wyraźnie widać, że od pewnego miejsca ziemia jest usunięta, a w jej miejsce nawieziony jest charakterystyczny żółty piasek. Wydaje mi się, że nie była to tania operacja, bo plaża jest dość długa i szeroka. No ale czego się nie robi dla klientów?

Z mojego punktu widzenia wyglądało na to, że Paulina była tą bardziej otwartą, bardziej śmiałą. Nie ważyła słów, mówiła to co myśli. Na odwagę mógł tez wskazywać kolczyk w pępku. Choć też niekoniecznie. Być może zbyt szybko zacząłem wyciągać wnioski. Nasze rozmowy były jak na razie dość lakoniczne, z których trudno było dobrze ocenić charakter czy osobowość. Można jednak stwierdzić, że szybko je polubiłem. Były otwarte i towarzyskie, nie bały się odzywać jak wiele dziewczyn, z którymi miałem do czynienia przy pierwszym spotkaniu. Jeszcze tego wtedy nie zauważyłem, ale przy nich zupełnie przestałem myśleć o Mai.

Przyznam, że przyjemnie mi się budowało, nadal wiał przyjemy wiaterek, dzięki któremu nie myślało się wciąż o palącym słońcu. W dodatku przy mnie były piękne dziewczyny, które co rusz się nachylały, to prostowały jakby chwaląc się swoimi wdziękami. Nie powiem żeby to na mnie nie działało. Musiałem jednak zachować chłodny umysł, nie chciałem przecież żeby moje szorty zanadto się uwypukliły, zdradzając moje myśli. Z boku rosły inne budowle, nie mniej imponujące, a z głębi dochodziły nas odgłosy rywalizacji w piłkę nożną i siatkówkę.

Nasz zamek nabierał coraz wyraźniejszych kształtów. Charakterystyczne ząbkowane mury były w kształcie prostokąta, u którego podstawy była jego największa część, czyli centralna część zamku, gdzie w naszym zamyśle mieściły się wszelkie królewskie komnaty i inne ważne pomieszczenia. W narożnikach naszego prostokąta były wieże, które od murów odznaczały się większą szerokością i wysokością, przez co nadawały naszej budowli majestatyczny wygląd. Wokół wykopaliśmy rów pod fosę. Dziewczyny wpadły na niezły pomysł obłożenia dna posklejanymi taśmą workami foliowymi, tak, aby woda nie wsiąkała w ziemie. Za fosą, poniżej poziomu zamku, który był na niewielkim wzgórzu, umieściliśmy kilka piaskowych małych prostokątnych budowli, symbolizujących mieszkania poddanych. Pomiędzy nimi była oczywiście droga prowadząca do zamku.

Podczas budowy naszego dzieła stało się jednak coś, czego nie do końca się spodziewałem. Przez te kilka godzin, jakie nam zleciały na budowie działo się dużo śmiesznych rzeczy. Od polewania się wodą, aż po obrzucanie błotem. Oczywiście nikt na nikogo nie był zły, a i czasem ci, którzy budowali nieopodal nas, przyłączali się do wygłupów. Przyjemnie było patrzeć jak dziewczyny wchodziły co jakiś czas do wody i zmywały z siebie resztki błota. Poprawiały wtedy bikini obmywając swoje młode piersi, czy też dół stroju poprzez charakterystyczne przeciągnięcie palców po krawędzi materiału przy pupie. Co prawda lepiej by było, jakby nie miały na sobie tych fatałaszków. No ale nie można mieć wszystkiego.  W międzyczasie oczywiście sporo rozmawialiśmy poznając się coraz lepiej i przełamując kolejne lody. Niekiedy rozmowy schodziły na dość pikantne tematy, co tylko przekonywało mnie, że nasza znajomość może mieć ciekawe perspektywy. Jednak ku temu przekonała mnie najbardziej pewna sytuacja. Otóż po plaży przechadzali się moi znajomi z klasy, Łukasz i Marcin. Jeden z nich filmował, co się dzieje, drugi robił zdjęcia. Byli to kronikarze wycieczki, których misją było zrobienie pamiątkowego filmu i prezentacji po zakończeniu obozu. Oczywiście wszystko to na wyraźny rozkaz naszej wychowawczyni. Co istotne, kiedy Marcin prosił nas o zapozowanie przy naszym zamku otrzymałem sygnał od Pauliny, że ta znajomość niekoniecznie będzie tylko platoniczna. Dziewczyny stanęły przede mną, objąłem je dość śmiało trzymając dłonie nad ich biodrami dotykając ich płaskich brzuszków. Ku mojemu zaskoczeniu Paulina wykorzystała sytuacje ocierając się pośladkami o moje krocze. Na pewno nie był to przypadek. Przypadkowo nikt przecież nie wciera się pupą w twoje genitalia. Zresztą późniejsze wydarzenia tylko przekonały mnie o słuszności mojego rozumowania.

W konkursie na budowle z piasku zajęliśmy trzecie miejsce, za co wygraliśmy po paczce słodyczy. Byliśmy jednak zadowoleni z miejsca bo konkurencja była dość spora. Nieco odstawali jedynie ci, którzy dzielili budowanie zamków z meczami w gry zespołowe. Podium przyjęliśmy z niemałą euforią co skutkowało tym, że dziewczyny entuzjastycznie się do mnie poprzytulały. To było miłe. Nie powiem.

W końcu jednak przyszedł czas się rozejść. Wkrótce kolacja, a trzeba było jeszcze się ogarnąć.

– Przychodzisz po kolacji na imprezę? – zapytała jeszcze Paulina zanim poszła w stronę prysznica.

– Jaką imprezę? – odpowiedziałem zdziwiony.

– No organizują dla nas potańcówkę przy hotelu. Podobno zamówili jakiegoś DJ’a.

– Yyy… Nic o tym nie słyszałem. Pewnie się zjawię, nie mam innych planów.

– W sumie i tak byś nie miał wyjścia. Nie dałybyśmy ci żyć gdybyś z nami choć raz nie zatańczył.

Obie dziewczyny się wyraźnie uśmiechnęły. Nie pozostałem im dłużny.

– No, skoro tak stawiacie sprawę, to nie mam innego wyjścia.

– To może potowarzyszysz nam na kolacji?

Przyznam, że śmiałość dziewczyn robiła na mnie coraz większe wrażenie. Choć powoli zaczynałem dochodzić do wniosku, że to nie one są pod tym względem jakieś wyjątkowe. To raczej ja wcześniej nie byłem na tyle otwarty, aby dostrzec ludzką kontaktowość.

– Dobra. To spotkamy się na miejscu.

Dopiero, kiedy wszedłem na stołówkę, zdałem sobie sprawę, że jestem naprawdę głodny. Przez stresującą rozmowę z Mają nie zjadłem wiele na obiad. Teraz jednak już emocje opadły i poczułem jak żołądek przyrósł mi do krzyża. Wzrokiem poszukałem dziewczyn, te siedziały już na drugiej stronie sali, machając w moją stronę abym zauważył ich obecność. Nałożyłem sobie pełny  po brzegi talerz i udałem się w ich kierunku. Pewnie uznają, że jestem jakimś głodomorem.

Dziewczyny usiadły pod ścianą, na sobie miały obcisłe, ciemne koszulki. Był to dla mnie dość dziwny widok, bo przyzwyczaiłem się do ich opalonych ciał, przyodzianych jedynie w strój kąpielowy. Nie widziałem czy mają spódniczki, czy spodnie, gdyż długie obrusy zupełnie zasłaniały to, co pod stołem.

Usiadłem naprzeciwko Pauliny i zabrałem się za jedzenie. Smakowało mi wybornie. Trochę ruchu oraz towarzystwo dziewczyn sprawiło, że czułem się znacznie lepiej. Trzeba przyznać mojej wychowawczyni, że dobrze zrobiła zmuszając mnie do konkursu. Gdyby nie ona, pewnie przeleżałbym dzień w namiocie i użalał się nad sobą. A tak było całkiem przyjemnie.

– To co? Potańczymy dzisiaj? – Zaczęła Paulina.

– Pewnie! – Oznajmiłem z radością. Czułem się naprawdę świetnie i z wielką satysfakcją przyjąłem fakt, że będę w tym dniu dalej towarzyszył dziewczynom.

Temat naturalnie zszedł na to, czego się mniej więcej spodziewamy po tej imprezie i ogólnie na temat naszych imprezowych preferencji. Dziewczyny były dość bojowo nastawione i już nie mogły się doczekać. W dodatku Paulina coraz częściej zerkała na mnie w sposób, który przypomniał mi o jej jędrnej pupie, ocierającej się o mojego penisa. To nie było zwykłe spojrzenie. Widać było w nim coś innego, nie chciałem tego na gorąco definiować. Długo jednak nie musiałem czekać na rozwiązanie zagadki, gdyż nagle poczułem dotyk na mojej łydce, co mimo wszystko mnie zaskoczyło. Wzrok, który na mnie spoczął, tym razem już na dłużej, dał mi wyraźny dowód na to, czyja to była stopa. Zresztą Aśce, jako że siedziała do mnie po skosie i tak ciężko byłoby do mnie sięgnąć. Spojrzałem na Paulinę pytająco a ona tylko lekko, niemal niezauważalnie uniosła na ułamek sekundy brwi. Jej stopa tymczasem poruszała się ku górze, niebezpiecznie zbliżając się do miejsca, które nie do końca bym chciał, żeby w tym akurat momencie zostało pobudzone. Jak ja wyjdę z tej stołówki? – Myślałem. Z drugiej strony jakaś cząstka mnie postanowiła tego nie przerywać. Ciekawość, jak daleko się posunie, zwyciężyła. Dość zabawne było to, że Paulina nadal spokojnie oddawała się konwersacji z Aśką. Trudno mi było pojąć jej podzielność uwagi i wewnętrzną dyscyplinę, które pozwalały jej zachować pozory grzecznej dziewczynki. Ja, mimo że starałem się uczestniczyć w rozmowie i jeść posiłek, to jednak narastające we mnie podniecenie sprawiało, że miałem z tym coraz większe trudności. Tymczasem stopa dziewczyny była już po wewnętrznej stronie uda. Mój penis był na tyle kulturalny, że postanowił powstać i  przywitać się z nieoczekiwanym gościem. Tak… Była już naprawdę blisko…

Nagle wszystkie talerze na stole podskoczyły, razem ze stołem, który został uderzony od spodu. Kilka osób z okolicznych krzeseł spojrzało na chwilę w naszą stronę. Śmiech Pauliny na szczęście rozładował napięcie i ludzie szybko wrócili do swoich posiłków.

– Co to było? – spytała Aśka.

– Yyy… Skurcz mnie chwycił – Paulina na szybko wymyśliła wymówkę.

Tak… Dotknęła mnie w moim newralgicznym miejscu. Chyba się nie spodziewała, że mnie tak szybko pobudzi, stąd ta jej nerwowa reakcja. No nic… ja tymczasem musiałem stwarzać pozory, więc jadłem dalej. Konsumowaliśmy chwilę w milczeniu, Paulina jedynie głaskała się w obolałe kolano z lekkim grymasem na twarzy. Musiała nieźle walnąć. Sądziłem, że da sobie już spokój, jednak ku mojemu zaskoczeniu po chwili znów poczułem jej stopę. Tym razem już bez żadnych ceregieli, bez muskania łydki a potem uda. Od razu poszła na samą górę. To, co ją nieco wystraszyło, musiało ją też nieźle zaciekawić. Zrobiłem jej miejsce, przesunąłem się bliżej stołu, usiadłem prawie na krawędzi krzesła i szerzej rozchyliłem nogi. Co mi tam? – pomyślałem. Jej zręczna stópka kontynuowała w najlepsze wodząc po moim przyrodzeniu. Poczułem przyjemne ciepło w okolicach lędźwi i brzucha, mój penis był już sztywny jak skała. Tym razem to ja fikuśnie „zatrzepotałem” brwiami.

Jedzenie tymczasem na naszych talerzach miało się ku końcowi, wkrótce będzie trzeba wstać. Stopa Pauliny ani myślała kończyć zabawę, nadal przesuwając paluszkami po swoim znalezisku, od czasu do czas zahaczając o jądra, drażniąc je wulgarnie. Trochę mi to przypominało sytuacje na ognisku z ręką Mai pod śpiewnikiem, kiedy badała nią to, co mam w spodniach.

Czy wszystkie dziewczyny są tak ciekawskie, jeśli chodzi o te sprawy? Nie mogłem się nadziwić tym praktykom. Zupełnie oderwałem się już od tematu, nad którym rozprawiają dziewczyny. Zupełnie odpłynąłem z tego miejsca, z trudem jedynie próbując utrzymać równomierny oddech. Nie spostrzegłem nawet, kiedy skończyły jeść i powoli zbierać się do wyjścia. Z obłoków na ziemie sprowadziło mnie dopiero zwolnienie mojego członka z uścisku mojej vis–a–vis.

– To do zobaczenia na imprezie – rzuciła Paulina wstając od stołu.

– Na razie – dodała swoim seksownym głosem Aśka.

Cholera, teraz chyba każdy damski głos byłby dla mnie seksowny.

– Robert!!

 O nie! Jędza… Zapomniałem o niej. Dlaczego akurat teraz?

– Tak, słucham?

– Jak skończysz jeść, podejdź do drugiego wyjścia. Tam, gdzie są zewnętrzne stoliki. Są potrzebni ludzie do poprzestawiania stołów, krzeseł i do ustawienia sprzętu.

– Dobrze – bąknąłem posłusznie.

No pięknie. Nie dosyć, że trudno mi będzie w ogóle wstać od stołu, to jeszcze będę musiał zapieprzać z meblami. Czy na tej wycieczce jest mało innych facetów? – pytałem retorycznie sam siebie.

Byłem napalony jak diabli, ale w końcu udało mi się wstać. Penis już mi trochę odpuścił, choć nadal był nabrzmiały.  W głowie nadal mi szumiało a w brzuchu latały motyle. Jeszcze całkiem niedawno było to dla mnie dość odległe uczucie.

Sporo osób zaczęło już przestawiać stoły i krzesła. Żeby nie tracić czasu, zacząłem kopiować ruchy pozostałych. Krzesła tu, stoły tam, czyli ogólne robienie miejsca pod potańcówkę.

– Uważajcie tylko, żeby niczego nie zniszczyć! – dobiegł mnie głos Mai.

W głowie natychmiast pojawiło mi się setki obrazów. Boże! Czego ja bym z nią teraz nie zrobił? Ale zaraz? Przecież teraz kręcą się tu wszyscy wychowawcy, pilnują wszystkiego… A gdyby tak…?   Musiałem spróbować. Tym bardziej, że na samą myśl co by mogło się wydarzyć znów zacząłem twardnieć. Moje hormony zwariowały zupełnie. Musiałem znaleźć tylko odpowiedni moment kiedy będę mógł podejść. Z przyszłego parkietu zniknęły już prawie wszystkie graty. Maja weszła do środka, rozmawiając z kierownikiem hotelu. Teraz tylko pretekst. Myśl! Myśl! – powtarzałem sobie w duchu. Na moje szczęście zauważyłem, że moja wychowawczyni idzie gdzieś z Warszawiakiem. A że wiedziałem, co kombinują, miałem pewność, że przez jakiś czas ich nie będzie. Cóż, najprostszy pretekst wydawał się najpewniejszy.

– Przepraszam pani Maju.

Maja oderwała się na chwilę od rozmowy.

– Tak? – odpowiedziała bez zbędnego spoufalania się.

– Pani Zawadzka prosiła, żeby pani przyszła na chwilę na górę do jej pokoju i w czymś jej pomogła.

– Dobrze, za chwilę przyjdę.

– Prosiła, żeby pani się pospieszyła – dodałem.

To było prostsze niż myślałem. Gratulowałem sobie w myślach.

Poszedłem na górę i czekałem na nią na piętrze. Nie umiałem dokładnie powiedzieć dlaczego, ale nadal nie przechodziło mi podniecenie. Muszę przyznać, że dziewczyny nieźle mnie podjarały. Stanąłem przy ścianie zaraz przy schodach. Czekałem jak jakiś gwałciciel na swoją ofiarę. Słysząc jej kroki znowu zesztywniałem. Kiedy pojawiła się na piętrze, natychmiast ją złapałem za rękę i pocałowałem w usta.

– Ale, ale… – wyrzuciła z siebie, odrywając się od moich warg.

– Musiałem cię stamtąd na chwilę wyciągnąć, przepraszam – powiedziałem.

Przy okazji objąłem ją, wodząc dłońmi po jej plecach, pośladkach. Ścisnąłem ją za pupcie, po chwili przesunąłem dłonie ku jej wewnętrznej stronie ud. Miała na sobie ciasne dżinsy, które wspaniale opinały jej jędrne ciało.

– Robert, przestań! Jeszcze ktoś zobaczy – powiedziała z wyrzutem – nie teraz.

– Chodźmy do ciebie do pokoju, wszyscy są teraz zajęci a Zawadzka i Warszawiak poszli do izolatki. Nikt nas nie złapie. Ja muszę! – Brzmiałem jak desperat.

Wzięła klucz, podeszła kilka metrów w głąb korytarza i otworzyła drzwi. Wszedłem tuż za nią. Gdy minęliśmy wąski przesmyk z drzwiami łazienkowymi, moim oczom ukazał się pokoik z jednym łóżkiem, szafką przy jego boku, większą szafką z małym telewizorkiem naprzeciw i szafą na ubrania wbudowaną w ścianę od strony drzwi.

– Robert porozmawiajmy – zaczęła – co się stało?

– Nic się nie stało. Mam na ciebie straszną ochotę – odpowiedziałem.

Ściągnąłem koszulkę, przez co na chwilę tylko opuściłem wlepiony w nią, pożądliwy wzrok.

– Miałeś przemyśleć naszą rozmowę. Mieliśmy o tym pogadać.

– Nie chcę teraz rozmawiać. Nie ma na to czasu.

Ściągnąłem swoje szorty. Mój fallus był w gotowości. Maja nie omieszkała objąć go na chwilę swoim wzrokiem. Choć nadal wydawała się niepewna.

Postanowiłem się uspokoić. Głęboki wdech i wydech. Podszedłem do niej, patrząc przenikliwie w  oczy. Nic nie mówiła, nie zrobiła też żadnego gestu. Czy w tym przypadku milczenie oznaczało zgodę? Ja również już się nie odezwałem. Chwyciłem palcami guzik od jej dżinsów, nadal nie spuszczając z niej wzroku. Odległość między nami była niewielka, tak że nie musiałem unosić ręki, aby dosięgnąć. Ona cały czas odwzajemniała spojrzenie. Odpiąłem guzik, rozsunąłem rozporek, przez co niepokojąca cisza została przerwana przez charakterystyczny dźwięk. Miałem wrażenie, że mięknie w oczach. Dłońmi chwyciłem brzegi jej spodni na udach, czekając na jakąkolwiek reakcję.

– W takim razie, co się tak grzebiesz? – powiedziała w końcu z uśmiechem.

Pchnąłem ją na łóżko. Być może zrobiłem to za ostro, ale po jej minie widziałem, że spodobał się jej mój zdecydowany ruch. Patrzyła na mnie z pożądaniem, miała takie zawadiackie, łobuzerskie spojrzenie, z lekkim zachęcającym uśmiechem. Oparła się łokciami o łóżko i czekała na dalszy ciąg wydarzeń. Podszedłem bliżej, chwyciłem ją za nogi, rozchylając je tak, że mogłem swobodnie podejść bliżej. Chwyciłem za brzeg spodni i pociągnąłem. Zeszły niemal bez oporu. Nie miała majtek. Znowu rozłożyła szeroko nogi, a moim oczom ukazała się jej szparka. Piękna, cudowna, rozkosznie zachęcająca. Przystanąłem na moment i rozkoszowałem się tym fantastycznym widokiem. Pewnie gdybym miał szósty zmysł, usłyszałbym jej wołanie zapraszające do zabawy. Jej wygolone łono było moim placem zabaw, a ja chciałem się bawić.

– Co teraz tygrysie? – Zamruczała niecierpliwie.

Mój penis sterczał tuż nad jej ciałem. Chwyciłem ją pod pachy i uniosłem do pozycji siedzącej. Chwyciłem za brzeg jej luźnej pomarańczowej koszulki i zacząłem podciągać do góry. Chciałem by była całkiem naga. Być może drżałem z niecierpliwości kiedy w nią wejdę, ale mimo wszystko nie chciałem tego robić w ubraniu. Kiedy opór w postaci spiętych w koński ogon włosów został pokonany, w końcu mogłem się radować jej boskim ciałem w pełnej okazałości. Pogłaskałem ją po cipce, nie omieszkałem palcem nieco zagłębić się w jej otworku. Była już bardzo wilgotna. Już sama myśl, co z nią za chwilę zrobię, musiała ją nieźle nakręcić.

– Widzę, że stworzyłam seksualnego potwora – mruknęła żeby mnie zachęcić.

Pochyliłem się nad nią, pocałowałem w brzuch, zręcznie używając także języka podchodziłem coraz wyżej, nie zapominając o piersiach, o szyi, której pieszczoty lubiła szczególnie. Byłem coraz bardziej napalony. Powoli zacząłem kierować się moją nabrzmiałą pałką w stronę jej wilgotnego skarbu.

– Hola, hola! Nie zapomniałeś o czymś?

– O nie! Na śmierć zapomniałem! – powiedziałem, niemal z bólem w gardle.

Jak mogłem nie pomyśleć o gumce? – karciłem się w myślach

– Masz szczęście.

Sięgnęła do szafki wyciągając jedną ze swoich. No tak, to jedna z tych jakie miała podczas naszej pierwszej nocy. Na szczęście nie wszystkie wtedy zużyliśmy.

Odetchnąłem z ulgą. Już chciałem ją wziąć kiedy nagle cofnęła rękę. Ta dziewczyna mnie kiedyś przyprawi o zawał.

– Poczekaj. Ja to zrobię – mruknęła.

Znowu ulga. Odczuwałem huśtawkę nastrojów jak w niezłym thrillerze.

Jej zwinne paluszki w końcu dotknęły mojego przyjaciela. Ścisnęła mnie mocno u nasady, tak że aż przeszedł mnie dreszcz. Po chwili kilka razy zaciśniętą na nim dłonią przeciągnęła, to w jedną, to w drugą stroną, imitując ruchy, jakie za chwilę będą odbywać się w jej ciasnym wnętrzu, potęgując moje doznania. Drugą ręką wzięła do ust paczuszkę z kondonem, zębami rozerwała opakowanie.  Cały czas patrzyła mi oczy, co tylko nakręcało mnie coraz bardziej. Wyciągnęła prezerwatywę i włożyła ją sobie do buzi. Po chwili zbliżyła się do mojego członka. Zaczęła zagłębiać się w niego ustami, nakładając mi jednocześnie gumkę. Aż poczułem skurcz w brzuchu z podniecenia. Poprawiła ją jeszcze drugą ręką u nasady i wypuściła mnie ze swojego uścisku, powoli opadając na łóżko. Nie chciałem czekać i ruszyłem w jej kierunku. Jakby jakaś magiczna siła przyciągała mnie do niej.

W końcu w nią wszedłem, co zbiegło się z głębokim westchnięciem nas obojga. Dopadłem do jej szyi, całując ją łapczywie, biodrami zaś rozpocząłem naszą poziomą sambę. Cudownie było znów czuć ją przy sobie. I nie chodziło tylko o to, że mogłem być w jej środku, ale także o to, że mogłem znów słyszeć jej oddech, słyszeć jej pomruki zadowolenia, poczuć ciepło jej ciała tak inne od gorąca, które otaczało nas na dworze w tegoroczne lato.

Zacząłem spokojnie. Choć wiedziałem, że nie mamy wiele czasu. Co dziwne, w głowie zaczęły mi kołatać myśli o dziewczynach z plaży. W końcu sytuacja z kolacji była bodźcem do tego, co właśnie działo się w pokoju Mai. Może więc była to moja naturalna reakcja? Starałem się jednak otrząsnąć z tych myśli i skoncentrować się na mojej nagiej, słodkiej blondynce o spiętych, lekko kręconych włosach.

– Gdzie jesteś? – zapytała. Jakby czuła, że myślami gdzieś na chwile uciekłem.

– Jestem słonko.

A na dowód wykonałem kilka mocniejszych pchnięć, tak że klaszczący dźwięk rozległ się po pokoju.

– Ooo… tak. Rżnij mnie – rzuciła do mnie, nieco bardziej wulgarnie niż zwykle.

– Co? – Spytałem, nieco nie wierząc własnym uszom.

– Rżnij mnie! – powtórzyła – Mocno!

Wszystkie mięśnie na moim ciele napięły się jak na rozkaz okrutnego generała. Zacząłem ją posuwać coraz mocniej i mocniej. Nie umiała już powstrzymywać swoich pierwotnych instynktów i utrzymywać opanowania… Krzyczała raz za razem, dając upust swojej rozkoszy. Być może świadomość tego, że wszyscy są zajęci przygotowaniami do dyskoteki, spowodowała, że pozwoliła dać się ponieść emocjom.

– Czekaj, czekaj! Teraz ja na górę – znów ten rozkoszny piszczący głos, jak za naszym pierwszym razem.

Obróciliśmy się sprawnie i teraz to ona była na mnie. Nachyliła się nade mną, tak, że jej piersi dotykały mojego torsu, Chwyciła mnie za ramiona i energicznie zaczęła ruszać biodrami w górę i w dół. Teraz ona ustalała tempo, a te trzeba przyznać, że było całkiem szybkie. Nie omieszkałem oczywiście wykorzystać sytuacji i zacząłem masować jej piersi. Piękne cycusie, mięciutkie jak podusie, ale jednocześnie bardzo jędrne. Cudowne w dotyku. Trudno się było nimi nacieszyć. Jak to mawiał Steve Martin w jednym ze swoich filmów: „Gdybym był kobietą, całe dnie bawiłbym się swoimi piersiami”. Myślę, że go rozumiałem.

Pocałowała mnie, a jej języczek działał cuda w moich ustach. Zaczęliśmy tańczyć nie tylko tam na dole, ale także wirowaliśmy językami, zespalając się całkowicie. Czułem, że spełnienie nadchodzi wielkimi krokami. Jej energicznie poruszająca się na mnie pupa już o to zadbała. Z jej coraz gwałtowniejszych pojękiwań wywnioskowałem, że także jest blisko.

W końcu poczułem gwałtowny impuls, który wstrząsnął moim ciałem. Ona zawyła z rozkoszy, również osiągając spełnienie. Mój tryskający penis pulsował w jej wnętrzu, jednocześnie czułem jak mięśnie w jej szparce ze zwiększoną siłą oplatają się na mnie. Opadła na mnie niemal bezwiednie, otępiała z rozkoszy. I pomyśleć, że tyle się słyszy o trudnościach mężczyzn z doprowadzeniem kobiety do orgazmu. W tej chwili nie mogłem tego pojąć. Miałem skuteczność 100%.

Przejdź do kolejnej części – Przygody Roberta cz. 4

.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

kiedy kolejna część ?; )

Na pewno w tym tygodniu 🙂

Czekamy z niecierpliwością c;

Enter duet Paulina i Asia 🙂

Narrator tej historii ma zdecydowanie zbyt wiele szczęścia. Bogowie go najwyraźniej kochają!

Bardzo przyjemny trzeci rozdział "Robertów".

Pozdrawiam
M.A.

Coraz więcej możliwości przed Robertem, a i ręka (he, he) coraz bardziej wyrobiona. Jednak "kondon" mnie znokautował totalnie 😉

Pozdrawiam, Frodli.

Napisz komentarz