Highway to Hell – drugi krąg (Mefisto)  3.46/5 (26)

Przeczytanie tego tekstu zajmie Wam 13 minut/-y    

– Chcesz jakiegoś drinka stary? – z zamyślenia wyrwało mnie pytanie rozbawionego gospodarza, który nie przestając niezgrabnie poruszać biodrami wczuwał się w rytm jakichś klubowych brzmień, z ciężką linią basu rozsadzającą głośniki.

– Dzięki, mam jeszcze – uśmiechnąłem się zdawkowo pokazując prawie pełny kieliszek i całą mimiką twarzy potwierdzając, że wszystko jest jak najbardziej ok.
Usatysfakcjonowany moją odpowiedzią odpłynął tanecznym krokiem w głąb salonu. Impreza osiągnęła chyba swój szczytowy moment. Alkohol zdążył już uszlachetnić krew grającą w żyłach gości, wydobył pełną swobodę ruchów wyzwalając pragnienie szampańskiej zabawy. Za godzinę zaczną się pierwsze zjazdy, ale teraz jeszcze wszyscy są w formie.

Jak żołnierz okopany w transzei, tkwiłem samotnie na małej kanapie, patrząc z niechęcią na tę gorączkę sobotniej nocy. Na wszelki wypadek ostrzeliwałem teren wrogimi spojrzeniami. Ustawiałem zasieki, które miały chronić mnie przed niechcianym towarzystwem. W większości nie znałem tych ludzi i wcale nie pragnąłem poznać. Zresztą sami wiecie jak wyglądają rozmowy na takim party. Jakieś błahe komentarze sączone wprost do ucha przekrzykując dudniącą muzykę, frenetyczne wybuchy śmiechu, poklepywania i żywa gestykulacja.

Jakoś mnie to nie bierze. Kręci mnie co innego. Lubię obserwować ten specyficzny mikroświat, śledzić tę żywą kulturę bakterii niczym biolog w białym kitlu siedzący przed mikroskopem. Oto jakaś blondynka, o bardzo jasnej cerze i nieco rubensowskich zaokrągleniach, z wielką werwą trzęsie szerokim zadkiem, a równie obfite piersi niemal wymykają się spod rozchełstanej bluzki. Jej rozochocony partner, tańczący tuż za nią, kołysze się w przód i w tył symulując ruchy frykcyjne. Trzy inne osoby, kibicują zachwycone tej parce, śmiejąc się głośno i klaszcząc wesoło w dłonie uniesione wysoko nad głową. W głębi, jakaś inna para najwyraźniej kłóci się ze sobą. Z włoską ekspresją wymachują rękami, zbliżając do siebie twarze, by wykrzyczeć swoje pretensje. Z mojego miejsca ta żywa pantomima wygląda nawet zabawnie, ale to nie te scenki przykuwały moją uwagę.

Na obrzeżach tanecznego parkietu, efektowna brunetka po 30–ce w małej czarnej, seksownie poruszając ciałem w rytm muzyki, wyraźnie kokietuje dość przystojnego blondyna w garniturze, wyglądającego na świeżo upieczonego radcę prawnego z porządnej kancelarii. Ta kobieta jest w swoim żywiole. Mężczyzna z największym trudem usiłuje dotrzymać jej kroku w tym szaleńczym tańcu. Spod frywolnie podwiniętej w górę sukienki wygląda szeroka koronka pończoch. Rozpuszczone, kręcone włosy falują na jej obnażonych ramionach. Facet objął ją jedną ręką i nie przerywając tańca przyciągnął mocno ku sobie. Ich podbrzusza spotkały się ocierając zmysłowo o siebie. Dłoń oparta na plecach kobiety płynnie ześlizgnęła się w dół i teraz spoczywała już na ponętnym pośladku uwięzionym pod cienkim materiałem sukienki. Kropelki potu perliły się na ich skroniach. Chłonąłem to przedstawienie z rosnącym podnieceniem.

Muzyka zamilkła na moment, by po krótkiej chwili wybuchnąć na nowo. Ale obserwowana przeze mnie para miała już dosyć. Zaopatrzeni w drinki przenieśli się na szeroką kanapę, ulokowaną dokładnie naprzeciwko mojej samotni. Facet postanowił iść za ciosem. Właśnie nachylał się do jej ucha, szeroko gestykulując kieliszkiem, wykorzystując sytuację jako pretekst, by przysunąć się jeszcze bliżej. Wolną ręką bębniąc palcami po swoim własnym udzie wyraźnie przygotowywał desant na obce terytorium. Kobieta wybuchła gromkim śmiechem wpatrując się uwodzicielsko w faceta, co ten najwyraźniej uznał za odpowiedni moment do ataku. Jego dłoń znalazła się na jej kolanie w wyczekiwaniu na rozwój wydarzeń. Należy zarządzić odwrót, czy można okopać się na świeżo zdobytych pozycjach? Żałowałem, że huk muzyki i gwar rozmów wykluczały wyłowienie choćby słowa z konwersacji jaka toczyła się między nimi. Z tej odległości, trudno też było cokolwiek wyczytać z ruchu warg. Facet nachylał się coraz bardziej, ręka trzymająca kieliszek opadła na oparcie kanapy tak, by mógł delikatnie objąć partnerkę ramieniem. Druga dłoń coraz odważniej głaskała smukłą nogę powyżej kolana. Kobieta nie reagowała na te pieszczoty, bez reszty wydawała się pochłonięta rozmową, przerywaną co chwila wybuchami śmiechu. Mój członek zajmował coraz więcej miejsca w spodniach domagając się swojego udziału w obserwowanych zajściach. Wierciłem się na kanapie, założyłem nogę na nogę, by choć trochę ukryć buzujące podekscytowanie.

Kiedy na chwilę odwróciłem wzrok, spostrzegłem bardzo ładną blondynkę o kocich oczach, która przyglądała mi się dość prowokująco. Skrzyżowały się nasze spojrzenia i dziewczyna krokiem pełnym seksapilu zbliżyła się do mnie.
– Cześć, jestem Magda – przedstawiła się miłym głosem wyciągając rękę na przywitanie – Mogę się przysiąść? – i nie czekając na odpowiedź wcisnęła się w ciasną przestrzeń między mną, a podłokietnikiem kanapy.
– Paweł – mruknąłem raczej mało uprzejmie, ledwie zerkając na nią kątem oka, by nic nie stracić z rozgrywającej się naprzeciwko scenki.
Miała chyba nie więcej niż 25 lat, ale ja zawsze miałem szczęście do lasek w tym wieku. Tym bardziej teraz. Takim cipciom, dopiero facet grubo po trzydziestce wydaje się prawdziwym mężczyzną. Dojrzały, nieźle już zorany przez życie, twardy, z wyrobioną klasą, z chłodnym dystansem do rzeczywistości, a jednocześnie na tyle atrakcyjny fizycznie, by utonąć z nim w odmętach zapomnienia. Nie to, co ich rówieśnicy, bez finezji, polotu i fantazji. Byle jak najszybciej ściągnąć majtki i zaliczyć, bez żadnej zmysłowej otoczki, bez pikantnych słów i wyuzdanych gestów, bez tej fascynującej erotycznej gry zmierzającej do nieuchronnego finału. Tacy faceci są jak kufel dobrze schłodzonego piwa, ale dziewczyny w jej wieku na ogół umieją docenić również dojrzały, pełen aromatu i smaków, wytrawny bukiet czerwonego wina. W takim winie naprawdę można się rozsmakować.

Całym sobą wysyłałem sygnały, że nie oczekuję towarzystwa, ale alkohol przytępia zmysły, więc dziewczyna zdawała się tego nie dostrzegać. A może, po prostu nie lubiła łatwych triumfów?
– Nie jesteś zbyt rozmowny – stwierdziła oczywisty fakt, a mi już bokiem wychodził ten ultra sztampowy wstęp do konwersacji. Zwłaszcza, że przeszkadzała mi napawać się widokiem, który bez reszty pochłaniał moją uwagę.
W międzyczasie blondyn poczynił znaczne postępy. Jego ręka błądziła już między udami kobiety. Głaskał jej krocze przez majtki, a może nawet zdołał już wsunąć palce w wilgotną zapewne szparkę. Tego niestety, z mojej perspektywy nie było widać. Zniknął kieliszek z jego dłoni i teraz bawił się jej włosami luźno opadającymi na czoło i policzki, powoli zmierzając w kierunku apetycznego biustu. Ten widok rozgrzewał mnie do czerwoności. Serce przyspieszało rytm, pot spływał po plecach, a członek nie zważając na okoliczności domagał się wyjścia na wolność. W tej sytuacji towarzystwo dziewczyny denerwowało mnie coraz bardziej.

– Podoba ci się? – usłyszałem pytanie.
– Co? – udawałem, że nie rozumiem, o co jej chodzi.
– Nie co tylko kto? – parsknęła z nutą irytacji w głosie – Ta czarnulka naprzeciwko, obmacywana przez lalusia w garniturku od Zegny. Nie udawaj. Cały czas się na nich gapisz – nie ukrywała rozdrażnienia.
– Masz rację, bardzo mi się podoba – odparłem sucho.
– Fakt, niezła dupa – przyznała Magda – ale nie masz już szans – wyczułem satysfakcję w jej głosie – Spóźniłeś się. Straszny z ciebie czajnik, trzeba było działać zamiast się głupio gapić – zaśmiała się – Hello… ona już jest jego – dodała śpiewnie z kpiną w głosie. Machając mi dłonią przed oczami, gestem głowy wskazała blondyna.
Jej słowa dodały jeszcze pikanterii scence, która rozgrywała się na moich oczach.
– A ja ci się nie podobam? – zapytała zadziornym tonem przerywając przedłużającą się chwilę milczenia.
Narzucająca się dziewczyna, miałka, idiotyczna rozmowa, w ogóle cała ta sytuacja, tak mnie już męczyła, że było mi zupełnie wszystko jedno, że robię z siebie mało rozgarniętego kretyna. Spojrzałem na jej ładną buzię, nieco zawadiacki kosmyk jasnych włosów zasłaniający twarz, kusząco niedopiętą koszulę, zwiastującą spore kształtne piersi i odpowiedziałem spokojnie.
– Podobasz, ale… mnie nie interesujesz. Nie dzisiaj – dodałem, żeby trochę złagodzić efekt swoich słów.
Nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Była naprawdę atrakcyjną dziewczyną i faceci chyba raczej nie wyrzucali jej z łóżka. Urażona duma mieszała się w niej z rosnącym zainteresowaniem moją osobą. Efekt dokładnie odwrotny od zamierzonego.

Naprzeciwko pękły już chyba wszystkie bariery, które można było przekroczyć w miejscu publicznym nie przyciągając powszechnej uwagi. Prawa dłoń faceta całkowicie zniknęła pod krótką sukienką partnerki. Nieznaczne, wahadłowe ruchy ramienia pozwalały domyślać się, że robi jej właśnie palcówkę, drugą dłonią obmacując przez ubranie jędrną pierś kobiety. Z przymkniętymi oczami zatopił twarz w jej włosach upajając się zapachem chętnego ciała. Drobna, kobieca dłoń delikatnie poruszała się wzdłuż wewnętrznej strony ud mężczyzny, niebezpiecznie zbliżała do krocza, od czasu do czasu sięgając ciut dalej, opuszkami palców pieszcząc sztywną zapewne męskość ukrytą w spodniach. Facet zaczynał chyba tracić nad sobą kontrolę. Wolną ręką chwycił leżącą na oparciu marynarkę, rozłożył ją na swoich kolanach, po czym sięgnął do rozporka. Uderzyła mnie fala gorąca. Moje podniecenie sięgnęło zenitu. Gniotłem członka między nogami, ale wciąż czułem narastające mrowienie w okolicach podbrzusza. Jakaś dziwna siła ściskała mi gardło, zrobiło się duszno, a w głowie wiło się olbrzymie kłębowisko myśli. Plastyczna, niemal fotograficzna wizja tysięcy śliskich żmij i robaków, które rozpełzają się w głąb mojego jestestwa.

W tym momencie kobieta nerwowo rozejrzała się dookoła i szepnęła coś do ucha partnerowi. On z wyraźnym ociąganiem podniósł się z miejsca i zaczął przedzierać przez tłum tańczących, w kierunku barku, zapewne w celu przygotowania drinków. Kobieta spokojnie uporządkowała garderobę, poprawiła włosy i energicznie poderwała się z kanapy. Chwilę później stała już przede mną.
– Kochanie, późno już. Strasznie szumi mi w głowie, wracajmy do domu. Mam dość na dzisiaj –powiedziała nie zwracając uwagi na moją towarzyszkę.
Wstałem z miejsca i z cynicznym uśmieszkiem spojrzałem w zdumione oczy dziewczyny.
– To cześć Magda, muszę już lecieć – objąłem żonę i puściłem oko do dziewczyny – Miło było Cię poznać.
Wychodząc, obejrzałem się jeszcze w kierunku rozbawionych uczestników imprezy i wyłowiłem wzrokiem czerwonego jak burak blondyna. Stał na samym środku tanecznego parkietu w rozchełstanej koszuli i z pełnymi kieliszkami w dłoniach, żałośnie rozglądając się dookoła. Po chwili z nadzieją w oczach ruszył w kierunku toalety.

W taksówce, Iza czule przytuliła się do mnie. Objąłem ją, a ona oparła głowę na moim ramieniu. Niecierpliwą dłonią zachłannie buszowałem pod sukienką. Była tam taka mokra. Przecież jeszcze przed chwilą tkwiły w niej paluchy tamtego faceta. Zwiedzały te same, najbardziej intymne zakamarki jej ciała. Z masochistycznym podekscytowaniem pieściłem tę myśl czując kolejną falę podniecenia. Głaskałem jej szparkę, ugniatałem pośladek i nakręcałem się jeszcze bardziej widząc jak, w blasku mijanych latarni, taksówkarz chciwie zerka we wsteczne lusterko, które zdążył już ustawić pod odpowiednim kątem. Oboje lubiliśmy te nasze małe prowokacje.

***

Kto by się tego spodziewał? Życie ciągle zaskakuje. Jeszcze kilka lat temu zwariowałbym chyba na samą myśl, że jakiś dupek dobierał się do mojej żony. Myśl o tym, że mogłaby mnie zdradzić rodziła wyłącznie agresję i wyobrażenie krwawej vendetty. Kurwa, ona jest moja i tylko moja, wyłącznie dla mnie. Jak szczoteczka do zębów. Kiedy wyjeżdżałem na dłużej, czasem budziły się jakieś złe myśli, przeczucia, doprowadzało mnie to do szaleństwa. Sam nie byłem święty, o nie, zawsze hołdując zasadzie, że gol strzelony na wyjeździe liczy się podwójnie. Ale facet, to w końcu facet, instynkt zdobywcy, archetypy, atawizm, wiadomo musi się wyszumieć, ale kapłanka domowego ogniska ma przy nim trwać wiernie i do grobowej deski. Amen.

Ale czas płynął i choć wciąż było wspaniale, rutyna powoli gasiła płomień namiętności. Kiedyś zauważyłem, że z coraz większą przyjemnością obserwuję wrażenie, jakie Iza robi na innych mężczyznach. Wstydząc się tego przed samym sobą, łakomie chwytałem ich wzrok, ich obleśne uśmieszki, głodne spojrzenia, wybrzuszenia w spodniach. Upajałem się tym widokiem, wyobrażeniem myśli, które kołatały się wtedy w ich głowach. Czytałem w ich oczach jak w otwartej książce. W swoich fantazjach rżnęli ją na wszystkie, najbardziej perwersyjne sposoby. Łapczywe dłonie brutalnie obmacywały jej ciało, jej usta obejmowały ich sterczące fiuty. I choć długo nie chciałem przyjąć tego do wiadomości odkryłem, że kręci mnie to, jak nic innego. Znacznie bardziej niż dmuchanie innych dup, choćby nawet były boginiami seksu.

Kochając się z Izą wyobrażałem sobie, że to nie ja w nią wchodzę tylko ten, czy inny facet, znajomy lub obcy. W końcu kiedyś w miłosnej ekstazie wyrzuciłem to z siebie i nasze łóżko zapłonęło jak chyba nigdy dotąd. Na początku traktowała to jako kolejną, chwilową, wyuzdaną fantazję, ale wciągnęło ją tak samo jak mnie. Teraz już werbalnie dostarczała mi nowych bodźców, relacjonując zdarzenia pełne erotycznego napięcia. Z wypiekami na twarzy dowiadywałem się, że jej szef ma w zwyczaju „przypadkowo” kłaść dłoń na jej udzie, że jakiś smarkacz ocierał się o jej tyłek w autobusie, słuchałem o tym jak facet w serwisie samochodowym ostentacyjnie eksponował swoje genitalia, doskonale uwypuklone pod obcisłym kombinezonem, robiąc przy tym obleśne, seksistowskie uwagi , jak inny gówniarz obnażył penisa wykrzykując wulgarne teksty pod jej adresem. Ta oliwa, dolewana do ognia zdolna była wywoływać eksplozje.

Potem już świadomie bawiliśmy się w tę grę. Iza wykorzystywała najrozmaitsze sytuacje, by nasycić mój wzrok, nakarmić moją lubieżną chuć. Subtelny flirt, błysk w oku, nie wypowiedziana obietnica i zostawiała faceta rozgrzanego do czerwoności z głową pełną iluzji i nadziei. Ja fantazjowałem o tych ich rojeniach, odgadując w zamglonych oczach scenariusze najbardziej wyuzdanych scen, w których główną rolę grała moja żona. Najpierw były to spontaniczne epizody, potem próbowaliśmy już reżyserować coraz mniej niewinne flirciki. I brnęliśmy dalej, pragnąc wciąż nowych doznań. W końcu Iza pozwalała na delikatne macanki zasłaniając się swobodą alkoholowego upojenia. Ale to wszystko było jeszcze bardzo miękkie, eteryczne, ledwie przekraczające granice intymności, działało jak najlepszy afrodyzjak. A ja pławiłem się w tych emocjach, pełnych sprzeczności nie do pogodzenia, które syciły libido gwałcąc moje męskie ego. To przecież w końcu ja posuwałem ten mroczny przedmiot pożądania, który doprowadzał do stanu wrzenia tamtych facetów. Nieziemski seks po każdej udanej prowokacji wart był każdej ceny.

***

– 55 złotych – jak z zaświatów dotarł do mnie krótki komunikat kierowcy.
– Reszty nie trzeba – podałem mu banknoty i w pośpiechu opuściłem taksówkę.
Pragnąłem jak najszybciej dać upust swej kipiącej żądzy, którą na wszelkie sposoby tłumiłem przez cały wieczór. Na klatce schodowej chwyciłem ją za kark, popychając w kierunku korytarza prowadzącego do podziemnego garażu. Przywarliśmy do ściany. Gniotłem dłonią biust, gdy druga ręka błyskawicznie znalazła się między jej nogami. Obcesowo podciągnąłem sukienkę, odsunąłem paseczek majtek i wbiłem się palcami w ociekającą śluzem szparkę.
– Dobrze ci było ździro? – wydyszałem wprost do ucha.
Zanim zdążyła odpowiedzieć, moje usta zachłannie wpiły się w błyszczące wargi. Języki splotły się w dzikim tańcu. Zanurzyłem dłoń w jej włosach ujarzmiając burzę bujnych, falujących loków i na chwilę odciągnąłem od siebie jej twarz.
– Mów, jak ci było… – szeptałem prawie nieprzytomny z podniecenia.
Moje palce, jak dobrze naoliwiony tłok, poruszały się w otchłani pulsującej kobiecości. Patrzyła w moje oczy szalonym, płonącym wzrokiem.
– Dobrzee…. Macał mnie… tak miękko…. zachłannie… łapczywie… tak…, inaczej niż ty… – nie mogła złapać oddechu – I szeptał… straszne świństwa…. Jego kutas… był gruby…, gorący… – wyrzucała te urywane zdania zachrypniętym głosem.
– Dalej… – wydusiłem przez zaciśnięte zęby.
– Był taki napalony…, chciał… żebym… mu obciągnęła… w toalecie – sapała mi w twarz – Nie poszłam… prosił żebym… zrobiła mu dobrze… ręką…
– Dlaczego z nim nie poszłaś…? Wiem, że chciałaś to zrobić… – brnąłem oszołomiony pożądaniem.
– Nie…, chcę tylko ciebie… Uwielbiam te prężące się dla mnie kutasy…, ale tylko ty… możesz mnie rżnąć… – wiedziała, że właśnie to chciałbym usłyszeć.
Rozpiąłem rozporek i nadziałem ją na swojego członka jednym pchnięciem.
– Taaak… rżnij mnie… taak…. uwielbiam twojego wielkiego chuja. Głębiej… proszę… jeszcze… taak… – te wulgarne słowa tak cudownie kontrastowały z subtelnością rysów jej twarzy.

Oparta plecami o ścianę oplatała nogami moją talię. Trzymałem jej pośladki, a moje biodra w szalonym tempie uderzały o jej łono. Posuwałem ją szybko i brutalnie. Nie, właściwie, to nie ja. To ten blondyn w garniturze. Teraz ja byłem nim. Patrzyłem na nią jego oczami, jego ręce miętosiły jej pośladki, pieprzyłem ją jego grubym kutasem. Dławiła mnie jakaś zwierzęca furia, toczył bunt przeciw mojej własnej żądzy. Kurwa…! Ależ ze mnie pojebany schizol! Czy ja nie mogę, po prostu, jak człowiek przelecieć własnej żony? Ja jako ja, bez tych wszystkich chorych, wstydliwych wizji? Dlaczego jak normalny facet, nie wezmę sobie jakiejś fajnej dupy? Choćby takiej Magdy? Przecież mógłbym ją bzykać na swoich warunkach, stając po przeciwnej stronie tej pieprzonej perwersji.

Nie miałem już siły utrzymywać ciężaru jej ciała. Wycofałem członka i popchnąłem ją na posadzkę.
– Nie chciałaś obciągać w toalecie, to obciągaj tutaj, już… – od razu poczułem śliski język pieszczący główkę penisa.
Powoli kołysałem biodrami zwiedzając wszystkie zakamarki jej ust, wypychając penisem raz jeden raz drugi policzek.
– Patrz na mnie, patrz mi w oczy… taaak… dobrze – ależ rozpustnie wyglądała jej piękna, delikatna twarz, z opadającymi na oczy strąkami pozlepianych potem włosów, mokra od śliny, oszpecona rozmazanym makijażem.

Rozbłysło światło na schodach i jednocześnie rozległ się narastający stukot zbliżających się kroków. Iza poderwała się na równe nogi, a ja szarpiąc się z rozporkiem próbowałem upchnąć w spodniach sztywnego penisa. Nie było czasu na poprawianie garderoby. Mocno przytuliliśmy się do siebie, chcąc ukryć w ten sposób nasze rozpalone twarze i nieuporządkowaną odzież. Ktoś wybiegł głównym wyjściem nie widząc nas nawet, wciśniętych w niszę bocznego hallu. Uspokoiłem oddech. Z czułością dotykałem dłonią policzków kochanki, rozsmarowując kciukiem tusz i cienie pod oczami. Przywarłem ustami do jej warg.
– Iza, kocham cię, wiesz? Nie…, nie wiesz nawet jak bardzo… – całowałem ją jak szalony.
Cudowna, fantastyczna, wspaniała. Ależ ja mam szczęście. Gładziłem jej włosy, wplatałem palce w czarne, niesforne loki, wciągałem głęboko w nozdrza ten słonawy zapach skóry, tak inny od lekkiego, orientalnego aromatu, którym pachniała na co dzień.

Tonącą w moich ramionach pociągnąłem w kierunku windy. Za chwilę byliśmy u siebie. Wciąż nienasyceni sobą w pośpiechu zrzucaliśmy ubrania. Chciałem tulić ją owiniętą w całun niewinnej nagości bez tych wszystkich pończoch, podwiązek i innych kurewskich gadżetów. Dotykać aksamitnej, ciemnej, opalonej skóry, zaborczo całować krągłe piersi, by w końcu znacząc drogę pocałunkami zbliżyć się do wilgotnej kobiecości lśniącej pomiędzy udami. Teraz ja, teraz moja kolej, teraz ja chcę w nią wejść i kochać do nieprzytomności. JA, JA, JAAA!!! Tyle sprzecznych emocji, tyle niedokończonych myśli, rozdrapanych ran. Odreagować ten trawiący mnie chaos, zdusić ból, zagłuszyć wizję, która jak nic innego roznieca we mnie ogień, ale też kaleczy duszę. Iza, Izunia, Izuś! I wreszcie ta krótka chwila spełnienia, kojące wrażenie harmonii, kiedy grymas rozkoszy wykrzywił jej twarz.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Daję 10 na 10 🙂

Ale za co?

No proszę, ledwie człowiek założy blog a już komentujący pchają się drzwiami i oknami:)

No jak to? Oceniam opowiadanie 🙂

Widać z czasem zyskuje. Na DE dałaś mi chyba 5;)

No masz, jaki pamiętliwy! 😀 albo Ty zyskałeś, albo ja złagodniałam. Ale myślę, że 5 to dałam tylko pierwszemu, potem dostawałeś maxa 😛

Miałaś już zamknąć komputer:)

Odkurzyłem moje zapomniane konto z Interii i zapisałem się do tej undergroundowej grupy. Ale mój akces musi jeszcze klepnąć jakaś szycha więc czekam na dostęp:)

Klepnięte 🙂

Uwielbiam. 5/5 😉

Z wrażenia zapomniałam dodać, że foto pierwsza klasa.

Dziękuję:) Z perspektywy czasu uważam, iż dobrze się stało, że nie dopisałem drugiej części tej historii, co pierwotnie planowałem. Nie dałoby się chyba uniknąć strywializowania tematu.

Też uważam, że to opowiadanie jest tak esencjonalne zarówno jeśli chodzi o treść jak i o formę, że druga część nie jest tu potrzebna.

Nieskazitelny ciąg słów.

Świetne opowiadanie na debiut bloga. Wyszukane słownictwo, wartka akcja i wciągająca narracja. Początek nie wiedzieć czemu skojarzył mi się z "Lękiem i odrazą w Las Vegas".

Pozdrawiam, Frodli 🙂

Mefisto.
Swietne opowiadanie tej kategorii. Takie lubię, nie ma niepotrzebnego znęcania się nad rogaczem.
Przedałoby się ich więcej.
Pozdrawiam i dziękuję.
2andreas

Dzięki Andreas. Fajnie, że chciało Ci się zajrzeć aż na 40 stroną:)

Ideę odkopywania starych tekstów znajduję wielce słuszną – bo kryją się wśród nich prawdziwe perły. Tak więc Andreasie, idź tą drogą 🙂

A Ty Mefisto, może przerwiesz w końcu swe literackie milczenie? Już ponad 2 lata upłynęły od Twego ostatniego opowiadania. Może znów napiszesz coś dla Najlepszej?

Pozdrawiam
M.A.

Z przyjemnością odświeżam sobie niektóre opowiadania i zaczynam metodycznie, od pierwszego na stronie NE.
Miła lektura, pławię się w przyjemności, aż tu nagle coś zupełnie wytrąca mnie z równowagi i doprowadza do wrzenia, czy też, jak chciał Autor i Korektor – do “wżenia”… no i błogość diabli wzięli.
Mogłam się właściwie spodziewać ich tutaj obecności, na tej drodze do Piekieł.
Nie mniej ponoć co nas nie zmoże, a może (morze) nie zmorze?, to nas wzmocni, więc zostawiam piąteczkę i serdecznie pozdrawiam Autora. 😉

Witaj, Śliczna_Sami!

Miło znów czytać Twój komentarz! Mam nadzieję, że wrócisz na Najlepszą na dłużej.

Dzięki również za wskazanie błędu ortograficznego, który czym prędzej usunęliśmy. W początkowych miesiącach funkcjonowania NE korekta nie dotyczyła jeszcze wszystkich tekstów, stąd pewnie łatwiej przydarzały się takie wypadki przy pracy. Daj znać, jeśli gdzieś jeszcze zauważysz, postaramy się jak najszybciej zareagować!

Pozdrawiam
M.A.

Napisz komentarz