Zrozumieć siebie (Unicorn)  4.33/5 (7)

39 min. czytania

Nadixe, „I love you”, CC BY-NC-ND 3.0

Ta historia zdarzyła się właściwie przypadkiem, ale to dzięki niej poznałem siebie i stałem się tym, kim jestem.

Urodziłem się w dużym mieście i poza krótkimi wyjazdami właściwie nie zakosztowałem życia poza betonową dżunglą. To miałby być pierwsze prawdziwe wakacje dla typowego mieszczucha, jakim byłem od zawsze – rodzice postanowili wysłać mnie do krewnych na wsi. Cieszyłem się na ten wyjazd. Gorąca, lipcowa pogoda i żar lejący się z nieba sprawiały, że w domu nie dawało się wytrzymać, a poza tym znajomi porozjeżdżali się we wszystkie strony, więc zostałem sam jak palec.

Wujostwo mieszkali w pięknej, zalesionej okolicy, w pobliżu niewielkiego jeziorka. Prowadzili spokojne życie, od czasu do czasu oferując coś w rodzaju usług agroturystycznych. Uwielbiałem do nich przyjeżdżać, choć jak do tej pory były to tylko krótkie, weekendowe wypady z rodzicami. Tym razem jednak miałem u nich spędzić prawie miesiąc i to zupełnie sam.

Lipiec zapowiadał się więc fantastycznie, tym bardziej, że miałem szansę przebywać z Leszkiem. Leszek, syn wujostwa, to w ogóle cała historia. Jest starszy ode mnie o cztery lata, a w tym wieku to naprawdę duża różnica. Widywałem się z nim oczywiście rzadko – zwykle przy okazji jakichś rodzinnych uroczystości, ale uwielbiałem spędzać z nim czas. Był dla mnie przyjacielem, kumplem i trochę starszym bratem, którego nie miałem. Dla wychowanego pod rodzicielskim kloszem jedynaka był wzorem, którym chciało się być i któremu skrycie się zazdrościło. Też mnie chyba lubił – w każdym razie nigdy nie traktował mnie z góry, choć przecież z racji wieku można by się tego spodziewać. Gdy byliśmy mali, zawsze dawał pobawić się swoimi zabawkami, gdy podrośliśmy, nauczył mnie pływać, zabrał na żagle – generalnie zawsze miał czas, żeby się zająć pętającym się pod nogami smarkaczem.

Wujostwo przywitali mnie bardzo mile, choć oczywiście nie obyło się bez lamentów, jaki to ja jestem blady i zabiedzony. Może było w tym trochę prawdy, bo na tle Leszka musiałem wyglądać jak chuchro. Ja – miejski uczniak: przygarbiony i niezgrabny; on – zaprawiony w ciężkiej pracy, opalony i umięśniony niczym rzymski gladiator. W każdym razie ciotka postawiła sobie za punkt honoru odżywić mnie i wykarmić, a wujek zaordynował, żebym pomagał Leszkowi w obejściu, co miało mi pozwolić na nabranie krzepy. Tyle, że Leszek mógł przez cały dzień na przykład machać widłami, przerzucając siano w stodole, a ja po godzinie byłem spocony i zziajany jak zawałowiec na maratonie. Na szczęście Leszek w takiej sytuacji mrugał do mnie okiem i wysyłał na odpoczynek. Zalegałem w cieniu i patrzyłem, jak pracuje, metodycznie i perfekcyjnie jak automat. Z zazdrością i podziwem obserwowałem jego ruchy, a przy tym z żalem uświadamiałem, że nigdy nie będę tak zbudowany, jak on. Na szczęście nie mogłem się długo nad tym zastanawiać, bo Leszek prosił, aby mu opowiedzieć o moich planach i w ogóle o życiu w mieście. Interesowały go zwłaszcza studia, na które chciał się wybrać. Koledzy z jego klasy zwykle byli już w połowie uniwerku, a on marnował się na wsi. Ech, chciałbym mieć możliwość takiego marnowania się. Jezioro, żaglówka, cisza i spokój. Wiadomo, trawa po drugiej stronie płotu zawsze jest bardziej zielona…

Kiedy udało się odrobić większość prac, Leszek zabierał mnie nad jezioro. Spędzaliśmy tam całe dni, pływając albo łowiąc ryby. I w tej dziedzinie Leszek mi imponował – swoją wiedzą. Dla mnie woda i las były wszędzie takie same, a on jakimś szamańskim sposobem wiedział, gdzie zarzucić przynętę, na której polanie rosną jagody albo gdzie nie ma komarów. Patrzyłem na niego jak greenhorn na Winnetou.

Wieczorem udawaliśmy się na poddasze, do pokoju Leszka. Ciotka wstawiła tam dodatkowe łóżko, dzięki czemu mogliśmy gadać do nocy, oglądając telewizję. Główną jednak atrakcją było piwo, które Leszek kupował w sklepie i przemycał do siebie. Ciotka i tak pewnie wiedziała, ale nie protestowała.

Minęły dwa tygodnie, wypełnione pracą – i co najgorsze: rannym wstawaniem. Wiedziałem, że z całych wakacji właśnie to będzie najgorsze. Rodzice Leszka uważali, że ranne wstawanie należy do elementarnych obowiązków młodego człowieka. Na szczęście tego dnia, miała nadejść ulga. Wujek z ciotką wybierali się z samego rana na jakieś wesele na drugi koniec Polski. Leszek niby też miał się z nimi zabrać, ale w końcu stwierdził, że ktoś musi zostać na gospodarstwie. Od razu zaprotestowałem: przecież ja mogę wszystkiego dopilnować! Czyżby traktowali mnie jak dziecko? Leszek zaśmiał się tylko i zapytał, czy potrafię wydoić krowę. Zaczerwieniłem się ze wstydu, że nie pomyślałem o tak prostej rzeczy, ale nie mówił tego złośliwie. Klepnął mnie w plecy i dodał, żebym pamiętał o najważniejszej zasadzie.

– Jakiej?

– Jeśli doisz krowę, a ona się uśmiecha, znaczy, że to byk…

Wujek parsknął śmiechem, a ciotka zamierzyła się na Leszka ścierką. W każdym razie stanęło na tym, że Leszek podrzuci rodziców do miasta na stację PKP – tym bardziej, że miał do załatwienia jakieś sprawy w urzędach. W każdym razie miał to być pierwszy dzień, kiedy mogłem wstać o takiej porze, o jakiej chciałem.

* * *

Kiedy się obudziłem, w domu nie było już nikogo. Spojrzałem na zegarek: wpół do jedenastej! To jest życie! Wygramoliłem się z wyra. Czułem się jak prawdziwy gospodarz, właściciel samotnej hacjendy gdzieś w kolumbijskich górach albo coś w tym stylu. W każdym razie Twardziel.

Jako początkujący polsko-kolumbijski macho, uznałem, że najbardziej odpowiednim początkiem dnia będzie whisky i cygaro, a potem objazd posiadłości. Z braku właściwego asortymentu zdecydowałem się jednak na piwo (z zapasów Leszka) i papierosy (ze wstydem przyznaję, pozyskanych drogą bezzwrotnej pożyczki z szuflady). Uznałem, że piwo whiskopodobne ma stanowczo za mało procentów w stosunku do oryginału, wobec tego należy nadrobić to ilością. Wypiłem prawie duszkiem zawartość pierwszej puszki i z drugą w ręku zszedłem na dół. Udało mi się wypalić papierosa nawet specjalnie się nie krztusząc. Do śniadania pękła trzecia puszka złocistego trunku i zacząłem mieć naprawdę dobry humor. Najlepiej byłoby jeszcze się ogolić (maczetą albo przynajmniej brzytwą, jak przystało prawdziwemu facetowi), ale niestety było to niemożliwe z powodu braku zarostu. Pozostawała więc przejażdżka po okolicy. W szampańskim humorze skierowałem się do stajni.

Przy samym wejściu stał Biegun – silny, pracowity kasztan wujostwa. Imię konia było trochę na przekór stawianym przed nim zadaniom, bo przecież jego powołaniem była praca, nie wyścigi, ale widziałem, jak kiedyś Leszek jechał na nim wierzchem, więc czemu ja nie miałbym spróbować? Chrząknąłem dla odwagi i wszedłem do stajni.

Stajnia była duża i przestronna. Pachniała dziwnym, tajemniczym zapachem siana. Na ścianach wisiały najróżniejsze skórzane uprzęże, o których funkcjonowaniu nie miałem zielonego pojęcia. To był inny świat, nieznany i kuszący swoją obcością. Żałowałem, że nie mam szerokich kowbojskich spodni albo przynajmniej kapelusza.

Może zabrzmi to dziwnie, ale dla mnie, typowego miejskiego dziecka, koń był wielkim i tajemniczym zwierzęciem. W niczym nie przypominał bezdusznych, zastygłych w papierowej pozie ilustracji w książkach. Był także inny od tych banalnych, galopujących majestatycznie wierzchowców widzianych w filmach. Wszędzie tam koń był płaskim obrazem, nierzeczywistym w swojej sterylności. Tu, w stajni, czułem jego dziwny zapach, widziałem jak drży jego aksamitna sierść, pokrywająca skórę rozpiętą na grubych, żywych węzłach mięśni. Małe obłoczki pary unosiły się z jego chrapów. Podniósł głowę znad żłobu, prychnął delikatnie i spojrzał na mnie pytająco. Wstyd mi było się przyznać przed sobą, ale onieśmielał mnie. Może nawet trochę się go bałem.

Nie mogłem jednak się do tego przyznać – nawet sam przed sobą. Wyciągnąłem więc rękę i poklepałem go po szyi, trochę zły na siebie za swoją miejską niepewność. Dziwny dreszcz przebiegł przez jego ciało, więc odsunąłem się kawałek, niepewny czy nie zechce mnie kopnąć.

Obrzuciłem podejrzliwym spojrzeniem jego potężne ciało. Mój wzrok prześlizgnął się po mocnych udach. Same mięśnie. Wolałbym nie stanąć na drodze nogi poruszanej takim napędem. Potężne kopyta budziły respekt. W ogóle Biegun zdawał się zbudowany z samych mięśni… I nagle, zupełnie niespodziewanie, mój wzrok spoczął na ciemnym kształcie wyglądającym zza pięknie wysklepionego brzucha. Przez chwilę nie wiedziałem co to jest – po czym, w jednej chwili, zalała mnie fala gorąca. To była przecież jego hmmm… męskość! Nigdy wcześniej nie widziałem czegoś takiego – w końcu gdzie w mieście można coś takiego zobaczyć na żywo i z bliska? Cofnąłem się. Owładnęło mną dziwne uczucie, którego z jednej strony się bałem, a z drugiej byłem ciekaw. To, co się ze mną działo, fascynowało mnie i frapowało. Czułem COŚ na widok wielkiego, męskiego narządu. Hormony zmieszane z alkoholem pulsowały we mnie, przepełniając tajemniczym dreszczem. Podnieceniem? Sam nie wiedziałem. To było jak pierwsze zaciągnięcie się wykradzionym papierosem.

Stałem bez ruchu, wpatrując się w stojącego spokojnie konia. I nagle zobaczyłem, że jego penis zaczyna się powiększać. Z początku niezauważalnie, ale za chwilę już szybko – rósł i pęczniał. Przełknąłem głośno ślinę. W uszach czułem szum krwi, a mój członek także drgnął.

Oblało mnie uczucie gorąca. Więc jak to? Staje mi na widok innego fiuta? Czyżbym był… no właśnie – nie chciałem nawet pomyśleć TEGO słowa. Nie, nie mogłem nim być. Nie ja! Ale przecież nie mogłem skłamać przed sobą, kusiło mnie, żeby dotknąć tego wielkiego kutasa, poczuć jak to jest, gdy w ręce trzyma się taki sztywniejący kształt. A on przecież nikomu nie powie… Podsunąłem się o krok i ostrożnie wyciągnąłem dłoń. Dotknąć go… poczuć, jak rozwiera mi palce, jak rośnie pod wpływem moich rąk…

Nagle usłyszałem za sobą kroki. Ktoś stanął w drzwiach stodoły. Obróciłem się, chowając rękę za plecami i czując jak twarz mi płonie. To był Leszek. Wrócił! Dlaczego nic nie słyszałem!? Tymczasem on wszedł do środka. Spojrzał na mnie wzrokiem, w którym tliły się wesołe iskierki. Widział! Musiał widzieć! Nie wiedziałem, co mam powiedzieć. Chciałam zapaść się pod ziemię – a on się uśmiechnął.

– Lepiej tego nie rób. On cię przecież nie zna. Mógłbyś się bardzo przykro zdziwić – powiedział po prostu.

– Ja… ja… – dukałem, czując jak cała twarz pokrywa się czerwienią.

Klepnął mnie porozumiewawczo w ramię.

– Spoko, nie tłumacz się. Każdy facet by mu pozazdrościł, nie? Zresztą, widać po tobie, że nie jesteś wyjątkiem – prychnął, wskazując na moje spodenki.

Spojrzałem w dół – fakt, nie dało się ukryć wybrzuszenia. Spodenki były co prawda luźne, ale nie mogło to ukryć tego, co się ze mną działo.

– Ja… ja – zacząłem się jąkać i nagle poczułem, że nie zniosę takiego upokorzenia. W nagły odruchu bezrozumnego gniewu popchnąłem Leszka na ścianę i pędem wybiegłem na podwórze. Przemknąłem przez bramę i biegłem bez opamiętania, aż zatrzymałem się w lesie. Dopiero chłodny cień drzew przywrócił mi jasność myślenia. Zachowałem się jak idiota. A co gorsza – zamiast trzymać dobrą minę do złej gry i obrócić wszystko w żart, tylko pogorszyłem sprawę.

Usiłowałem dojść do siebie. Co powinienem zrobić? Najpierw miałem prosty plan: unikać ludzi, jak długo się dało, wiedziałem jednak, że prędzej czy później będę musiał się zmierzyć ze spojrzeniem im w twarze. To było najgorsze – bo choć o całej sprawie nikt zapewne nie wiedział, czułem się tak, jakby cała wieś już miała mnie na językach. Na takich dołujących przemyśleniach zeszły mi prawie dwie godziny. Cholera, czas płynął, a ja nadal nie wiedziałem, co robić. Gryzłem się z myślami. W końcu jednak trzeba było wziąć byka za rogi. Niepewnym krokiem wróciłem do gospodarstwa. Pusto. Odczułem wielką ulgę. I tak trzeba to będzie jakoś załatwić, ale wyrok został odwleczony. Znalazłem klucz w umówionym miejscu. Na stole w kuchni leżała kartka: „Wyjechałem na zakupy, będę po 19:00. L”.

Po pierwsze poszedłem do sklepu i kupiłem piwo. Na szczęście sprzedawczyni nie miała oporów. Potem, obładowany puszkami, wróciłem „do obejścia”. Zawlokłem ciężki plecak na górę i położyłem się na wyrku. Cholera, co tu dalej robić…?

Leszek wrócił nawet później, niż początkowo planował. Tym razem usłyszałem jego samochód i zszedłem na dół. Kiedy zjawiłem się na podwórku, właśnie wypakowywał jakieś kartony z samochodu. Podszedłem do niego z bijącym sercem. Jak się zachować?

– O, jesteś – stwierdził po prostu. – Znalazłeś kartkę?

Przełknąłem ślinę.

– Tak…

– Kupiłem w końcu te kafle do nowej łazienki, zrobię starszym niespodziankę. Fajne, hiszpańskie. Tylko ciężkie jak cholera… Wziąłem też gres, zrobimy przedpokój i wymienimy podłogę w kuchni.

– Słuchaj – zebrałem się na odwagę. – Przepraszam za ten wybryk rano. Zachowałem się jak kretyn.

Roześmiał się.

– Nie żartuj, spoko. Może ja przesadziłem. Nie chciałem, żebyś się głupio poczuł. Wiesz, u nas na wsi takie żarty to nic nienormalnego. Gdybyś wiedział, jaki ja byłem podjadany, jak pierwszy raz widziałem, jak ogier kryje klacz. Rozumiesz, prowincja, my tu prości ludzie jesteśmy. – Wyszczerzył zęby w uśmiechu.

– Wiesz, ja…

– Nic nie mów, tylko się bierz za te kafle. Jak się spiszesz, wieczorem zrobimy sobie fajrant. Mam jeszcze jedną niespodziankę.

Co za gość! Potrafił to tak rozegrać, jakby nic się nie stało. Poczułem, że zalewa mnie fala wdzięczności i ulgi. Chwyciłem pudło z kaflami i aż jęknąłem pod ich ciężarem. Tymczasem Leszek, jak gdyby nigdy nic, załadował sobie trzy takie pakunki i pogwizdując, pomaszerował na piętro.

Noszenie kafli zajęło nam resztę dnia. W końcu, zmordowani i zmęczeni (choć Leszek przeniósł na pewno dużo więcej ode mnie), dowlekliśmy się do kuchni. Zjedliśmy kolację, która smakowała jak nigdy. Byłem tak skonany, że nawet myśl o tym, żeby wstać i zmusić obolałe członki do udania się pod prysznic, była koszmarem, a co dopiero mówić o tym, żeby wspiąć się na górę do sypialni. Zresztą nawet Leszkowi nie chciało się wstawać.

– Dzięki za pomoc – powiedział sennie. – Bałem się, że nie zdążymy ze wszystkim.

– Jaką pomoc, ja tylko statystowałem – mruknąłem.

– Po pierwsze: to nie prawda, a po drugie przynajmniej miałem z kim gadać. W każdym razie, obaj zasłużyliśmy na odpoczynek.

– Właśnie, mówiłeś coś o jakiejś niespodziance…?

– A, prawda. – Leszek klepnął się w czoło. – Kupiłem odtwarzacz DVD. Mam dość oglądania filmów na laptopie. Możemy sobie wieczorem coś obejrzeć. Kupiłem też niezłe, szwabskie piwo… Chyba, że wolisz coś innego?

– A może lepiej po wódeczce? – zaproponowałem nieśmiało – Wiesz, nie ma ciotki, to mamy okazję napić się jak prawdziwi faceci…

Leszek pokiwał głową.

– Mogę ci podać, jeśli chcesz, ale jeśli swoją męskość chcesz udowadniać rodzajem pitego alkoholu…

Zaczerwieniłem się.

– Masz rację, zdaję się na ciebie.

– Dobra, wyciągnij browarki z lodówki, a ja człapię pod prysznic.

Kiedy Leszek zwolnił kabinę, zająłem jego miejsce. Błogosławiony strumień gorącej wody działał kojąco na moje mięśnie. Dopiero teraz poczułem, jak BARDZO jestem zmęczony. Cholera, zazdrościłem mu pięknej muskulatury, niewymuszonej gracji ruchów i proporcjonalnie zbudowanego ciała. Ech… Nie musiałem patrzeć w lustro, żeby wiedzieć, jak wyglądam. Typowy wyrośnięty nastolatek – już nie dzieciak, ale jeszcze nie facet. Ręce za długie, klatka jak u suchotnika, a na niej dwa włoski na krzyż… Porażka.

W końcu wylazłem spod prysznica i wytarłem ciało w puszysty ręcznik. Krew zaczęła szybciej krążyć. Kiedy opuściłem łazienkę, okazało się, że Leszek jest już na górze i właśnie montuje nowiutki, pachnący plastikiem odtwarzacz DVD. Szło mu to nie najlepiej – kable były co prawda podłączone, ale obrazu nie było. Na szczęście trochę się na sprzęcie znam, szybko odkryłem w czym rzecz. Wystarczyło nacisnąć klawisz AV i na ekranie telewizora pojawiło się logo producenta. Po raz pierwszy byłem w czymś lepszy od Leszka. Sprawiło mi to szaloną przyjemność, choć usiłowałem to ukryć. W końcu mogłem coś mu dać od siebie…

– No, bracie – gwizdnął. – Magik z ciebie. Jeśli przyjadę do miasta, będziesz mi musiał dać jakieś korepetycje z techniki, żebym nie wyszedł na wieśniaka.

– Nie ma sprawy, zawsze do usług. – Klepnąłem go w plecy. – A kiedy się do nas wybierasz?

– Nie wiem, myślałem, żeby w końcu zapisać się na studia, ale do tego trzeba by jakąś pracę mieć… – zawahał się. – Mam już coś na oku, ale nie chcę zapeszyć. No i muszę poszukać jakiejś chaty.

– A może u nas? Rodzice by się ucieszyli? Fajnie by było! – ucieszyłem się na samą myśl.

– Nie, odpada. – Pokręcił głową. – Macie mało miejsca, a poza tym wiesz, nie po to się wyrywam z domu, żeby trafić pod czujną opiekę cioci.

Zmarkotniałem.

– Szkoda, moglibyśmy fajnie spędzać czas, ale rozumiem doskonale. Własne lokum, luz i swoboda. Browarek w lodóweczce, imprezki. I laski mogą nocować.

– To też. – Wyszczerzył się. – Wiesz, od czasu do czasu fajnie jest, jak ktoś rano wstanie i zrobi ci śniadanie do łóżka. Albo zrobi miłą pobudkę.

– No, ale jak będziesz robił imprezki, to mnie chyba zaprosisz?

– Jeszcze się pytasz? Kto by mi sprzęt poustawiał! – Prychnął. – I piwo podawał, jeśli rozumiesz co mam na myśli?

– Się robi! – Stanąłem na baczność, zasalutowałem i nalałem złocistego, pieniącego się browarka.

– O, taaaak. – Leszek wypił od razu połowę i westchnął. – Tego mi było trzeba.

Chłodne piwo było doskonałym zwieńczeniem dnia. Szybko też zaszumiało mi w głowie. Zmęczenie robiło swoje. Szmerek był lekki, ale jednak…

– To co oglądamy? – spytał Leszek. – Bo przyznam się, że nie mam wiele do pokazania. Zapomniałem kupić.

– Ech, trzeba było powiedzieć – mruknąłem. – W domu mam pełno pościąganych filmów.

– Dobra, wrzucę pierwsze-lepsze, zobaczymy jak odtwarza.

– Oglądamy z wyrek?

– Jasne, tylko piwa trzeba więcej przynieść.

– Mówisz-masz. – Uśmiechnąłem się i wysunąłem spod łóżka plecak wypełniony puszkami. – To na przeprosiny za durne zachowanie rano.

– O, przygotowałeś się… Dobrze że rodzice wracają dopiero po poprawinach, bo by mi nawtykali, że cię deprawuję. A z tymi przeprosinami, czy ty na głowę upadłeś? – Leszek postukał się w czoło wymownym gestem. – Za co chcesz przepraszać? Nie gadaj głupot, lepiej otwórz, co trzeba, a ja spróbuję włączyć film.

Uruchomienie projekcji nie nastręczyło problemów. Dla uczczenia tego sukcesu odpaliliśmy po kolejnym browarku. Wygłosiłem parę niby-mądrych uwag o sprzęcie. Nie to, żebym był taki dobry w te klocki, ale mam znajomych, którzy nic innego nie robią, tylko siedzą w komputerach i przy obróbce video. Coś tam liznąłem z ich wiedzy. W każdym razie chyba zaimponowałem Leszkowi. Poprosił mnie o pomoc w wyborze sprzętu, kiedy już zrealizuje plan przeniesienia się do miasta. W sumie niewiele czasu pozostało – zajęcia na uczelni rozpoczynały się w październiku. Ech, fajnie będzie mieć takiego kumpla… Zaczęliśmy gadać, mocno przepijając browarami. Leszek miał mocną głowę, a ja próbowałem dotrzymać mu tempa. Po jakimś czasie zorientował się, że straciliśmy wątek filmu.

– Coś chyba ten filmik nie bardzo nam pasuje? – Uśmiechnął się.

– No fakt, nie wchodzi za bardzo, w każdym razie gorzej niż browarki.

Wygramolił się z łóżka.

– Dobra, znajdziemy coś innego – mruknął.

Wyciągnął karton z płytami i zaczął czytać tytuły. Tyle, że wszystkie widziałem albo niespecjalnie miałem chęć obejrzeć, więc trochę marudziłem.

– Wszystko już widziałeś? – zdziwił się Leszek.

– Wiesz, ściągam z netu…

– No tak, my tu zacofani jesteśmy – mruknął. – Mam co prawda laptopa, ale sieci tu nie ma. Rodzicom nie jest potrzebna, a ja nie chcę zakładać, skoro mam się wyprowadzić.

– Nie no, spoko, możemy oglądać cokolwiek. Jeszcze jedno piwko i będzie mi zupełnie obojętne – zachichotałem.

– No, coś bym włączył jednak, żeby się przyjemniej zasypiało. – Leszek też chyba już czuł skutki picia. – Cholera, wygląda na to, że poza tym, co odrzuciłeś, mam już tylko same kosmate filmiki…

Nie wiem, co mnie wtedy podkusiło, może to było wypite po ciężkim dniu piwo, w każdym razie zapaliłem się do tego pomysłu.

– Dobra, dawaj. Niech będą świerszczyki. Co tam masz?

Parsknął śmiechem.

– Wszystko.

– Wybierz na chybił trafił – poprosiłem. Ciekawe, co tam ma…

Wsunął płytkę do odtwarzacza i odpalił, po czym wrócił do łóżka, nie zapominając jednak o kolejnej puszce dla siebie i dla mnie. Przed filmem były reklamy. Poczułem przyjemny dreszcz. Byliśmy sami, poza rodzicielską kontrolą, po paru piwkach… Przyjemnie rozluźnieni. Ech, jeśli tak wygląda dorosłe życie… Szkoda, że nie ma tu jakichś lasek. Nie miałem ostatnio okazji robić sobie dobrze, więc mój mały na pierwszą myśl od razu zbudził się do życia. Cholera, przydałoby się go dotknąć… Popatrzyłem ukradkiem na Leszka, ale chyba zorientował się, bo w tej samej chwili obrócił głowę i spojrzał na mnie. Zanim uciekłem wzrokiem, uśmiechnął się porozumiewawczo.

– To co, chyba nie musimy trzymać rączek na kołderce? Nie wiem jak tobie, ale mnie już ciasno w gatkach…

Zwalił mnie z nóg tym tekstem. Znaczy co: mamy sobie robić dobrze przy świadkach? Zawsze robiłem to sam… Cóż, prawdę mówiąc nie było z kim tego robić, ale czy można robić to tak na oczach drugiego gościa? Faceta? Dla mnie do tej pory to było takie trochę wstydliwe, nawet nie rozmawiałem o tym z nikim, ale skoro Leszek nie widzi w tym nic dziwnego…

– No, aktorzy jeszcze się nie rozgrzali, ale fakt, ja też mam sztywnego. – Mrugnąłem i (trochę zdziwiony własną odwagą) wpakowałem rękę pod kołdrę.

Rzuciłem okiem na ekran. Dwóch kolesi przyprowadziło do pokoju dziewczynę. Niezbyt może ładną, ale za to cycatą jak cholera. Miała ładne, duże piersi – choć odrobinę opadające. Ciężkie, naturalne, a nie jak te silikonowe lale. Przykrywał je szarawy sweterek… Oj, chętnie bym zobaczył, co się pod nim kryje… Dwóch gostków, na oko nawet od niej młodszych, prezentowało różne typy urody. Blondyn o krótko przystrzyżonych włosach ubrany był w kanarkowożółtą bluzę, brunet w szarobury sweter. Wow! Trójkącik się szykował – fajna sprawa!

Dotknąłem mojego rosnącego przyjaciela. Na razie tylko przez materiał, delikatnie. Pogładziłem powstający namiot, przesuwając po nim dłonią. Obietnica pieszczoty. Obietnica spełnienia. Czułem, jak się powiększa. Czułem, jak robi się coraz cięższy. Mrrrrr…

Nagle, gdzieś w głowie, pojawiła się dziwna myśl, że w tej samej chwili, dokładnie to samo, czuje Leszek. Że jego kutas reaguje tak samo na rozgrywającą się na ekranie scenę. Że też rośnie, staje się coraz większy, że jego główka robi się coraz bardziej nabrzmiała. Poczułem się dziwnie, ale nie było to nieprzyjemne. Był mi tak bliski, a przez dzielenie tej męskiej przyjemności, poczułem, że łączy mnie z nim coś w rodzaju wspólnej tajemnicy. Sięgnąłem głębiej i odsunąłem materiał majtek. Ciekawe, czy Leszek też w tej chwili robi to samo? Czy też właśnie pieści palcami aksamitny, gruby wał napletka?

Zaryzykowałem szybkie spojrzenie na drugie łóżko. Kołdra na wysokości bioder Leszka poruszała się niedwuznacznie. Uświadomiłem sobie, że leżący obok facet właśnie robi sobie dobrze. Fala gorąca przeszła przez moje ciało. Nie da się ukryć, że byłem prawiczkiem. Nigdy nie znajdowałem się obok kogoś, kto… Popatrzyłem na jego twarz. Rozluźnioną i zadowoloną. Gdzieś na jego ustach błąkał się delikatny uśmiech. Oderwał oczy od ekranu i spojrzał wprost na mnie. Zesztywniałem cały, czując się jak przyłapany na gorącym uczynku sztubak.

– Podoba ci się? – ni to powiedział, ni to wyszeptał gardłowym, cichym głosem

Zabrakło mi tchu w płucach. O czym on mówi?!

– Lubię ten film – zamruczał.

– A, tak, filmik niezły – jęknąłem. Bałem się, że pytał czy podoba mi się patrzenie, jak pod kołdrą dogadza swojemu fletowi. Co gorsza, nagle uzmysłowiłem sobie, że takie przyłapanie na tym, że mu się przyglądam z niezrozumiałych przyczyn podniecało mnie. Czy to samo czułem rano w stajni?

Spojrzałem na ekran. Laska tkwiła na kanapie, wciśnięta pomiędzy obu facetów. Pomagali właśnie zdjąć jej ubranie. Obfite piersi wychynęły spod sweterka. Wow… Obu towarzyszącym jej ogierom też się najwyraźniej spodobały. Jeden przyssał się do jej sutka, a drugi, siedząc za nią, całował ją po szyi. Ujął jej piersi w dłonie i zapraszającym gestem podawał je przyjacielowi. Moje tętno skoczyło od razu. Przestałem się wahać. Skoro Leszek pokazuje mi taki film, czemu niby miałbym się krępować? Objąłem dłonią mojego rycerzyka. Wolnymi ruchami zacząłem masować go… w górę i w dół, starając się dopasować do ruchów na ekranie. Przymknąłem oczy i wyobraziłem sobie siebie w tej sytuacji. I nagle pomyślałem, że fajnie by było mieć obok siebie Leszka. Dzielić się z nim dziewczyną, dzielić się przeżyciami. Dzielić się uniesieniem.

Czy gdybym miał dziewczynę, podzieliłbym się z nim? Cholera, coś mi mówiło, że nie miałbym nic przeciwko. Zobaczyć go w akcji… Ciekawe, czy wszędzie jest tak dobrze zbudowany… Tymczasem wydarzenia na ekranie nabierały tempa. Dziewczyna obdarzyła chłopaków czarującym uśmiechem i zajęła się ich kutasami. Dla każdego miała jedną, sprawną rączkę. A potem klasyka: jeden dostaje lodzika, a drugi zapina od tyłu… Znowu ukradkiem spojrzałem na Leszka. Przesuwający się pod kołdrą wzgórek nie pozostawiał wątpliwości, co robi.

– Niezła akcja, co? – powiedziałem półgłosem.

– Będzie lepiej potem – odpowiedział. – Ale nie wiem czy dotrwam. Mam niezłą chcicę. Dawno nie było okazji sobie ulżyć.

– No to tak jak ja – powiedziałem. – Jakby mi teraz położyła rękę na fiucie, spuściłbym się w trzy sekundy.

Leszek nie odpowiedział. Spojrzałem na ekran i odjęło mi mowę. Oczekiwałem, że faceci wezmą dziewczynę na dwa baty, w końcu to dość typowa końcówka takiego układu – sporo tego widuje się w ściągniętych z Internetu filmikach. Tymczasem stało się coś zupełnie innego. Harująca trójka zmieniła pozycję i nagle… jeden z chłopaków położył rękę na członku drugiego. Swoim kutasem rżnął panienkę aż furczało, ale jednocześnie dłonią bawił się fiutem przyjaciela, któremu to przyjacielowi najwyraźniej cholernie się podobało! Zafascynowany, nie mogłem oderwać wzroku od rozgrywającej się sceny. To było takie inne, takie dziwne… ale jednocześnie w dziwny sposób podniecało. Moja pała stała, jak nigdy w życiu.

– O, kuźwa… – jęknąłem.

Nie mogłem przestać oglądać. Akcja rozwijała się coraz bardziej, aż w końcu podniecony do granic przyjaciel wstał i ustawił się za swoim kompanem. Przytulił się do niego i popchnął na dziewczynę. Ciała obu facetów zetknęły się w niedwuznacznej pozycji. Nie wierzyłem własnym oczom… Co czuł ten gość w środku!? I dlaczego się na to zgadzał? Nie rozumiałem tego, ale gdzieś w środku zaczęło narastać we mnie podniecenie… podniecenie wywołane widokiem faceta…

Przez długą chwilę nie uświadamiałem sobie, co się ze mną dzieje, a przynajmniej próbowałem wyprzeć z siebie tę świadomość, ale przecież nie mogłem zaprzeczać faktom. Gorączkowo usiłowałem sobie wyobrazić, co można czuć w takiej sytuacji. Mokra, wilgotna szparka dziewczyny obejmuje twojego kutasa, a na tyłku czujesz sztywną, aksamitną pałę… Przymknąłem oczy, wyobrażając sobie tę scenę i słuchając dochodzących z ekranu odgłosów. Kiedy otworzyłem ponownie oczy, scena po raz kolejny się zmieniła. Dziewczyna rozwaliła się na kanapie w lubieżnej pozie i masowała sobie piersi, a jeden z facetów ustawił się nad nią. Nie wchodził jednak do środka, ale pozwalał aby drugi facet masował mu pałę. Trzymając ją w ręku, drażnił cipkę laski, która głośno jęczała z rozkoszy.

Westchnąłem głośno. Leszek spojrzał na mnie.

– Niezła jazda, nie?

– Stary, nigdy czegoś takiego nie widziałem! Kuźwa, to musi być genialne uczucie, gdy ktoś się tobą zajmuje z taką wprawą… – palnąłem bez namysłu, zanim jeszcze znaczenie tych słów do mnie dotarło.

I wtedy właśnie usłyszałem, jak Leszek wstaje. Podszedł do mojego łóżka, usiadł na jego brzegu i spojrzał na mnie. Zapamiętałem wyraz jego oczu do dziś, choć wtedy mój umysł był odurzony piwnymi procentami i hormonami buzującymi w żyłach.

– Pomóc? – zapytał miękko.

Spojrzałem na niego, na wpół przerażony, na wpół nierozumiejący. W jednej chwili przed oczami stanęła mi poranna scena w stajni, a w głowie wybuchło tysiąc pytań. Uważa mnie za… no…. za takiego, co lubi facetów? Słowa takie, jak pedał czy gej moja podświadomość rozpaczliwie wtłaczała w niebyt, jakby mogło to cokolwiek zmienić. Co powinienem zrobić? Zbluzgać go? Odepchnąć? Ale przecież – uświadomiłem to sobie z jakąś dziwną fascynacją – moje ciało, wyzwolone z pęt upojonego alkoholem umysłu chciało tego. Chciało, żeby mnie dotknął, żeby mi pokazał, żeby mi pomógł…

Leszek chyba był świadom targających mną rozterek.

– Nie przejmuj się, to w sumie normalne… – powiedział cicho, ale głos mu się załamał. – Jak nie ma dziewczyn w okolicy, trzeba sobie jakoś pomagać…

Jak ja mu byłem wdzięczny za te słowa! Pomagały jakoś wspólnie przejść przez tę granicę, przed przekroczeniem, której jeszcze usiłowałem się wzbraniać. Tak, to przecież normalne. Nie ma tu żadnej dziewczyny, więc chyba możemy się rozładować…? Od jednego razu nie stanę się przecież… A przynajmniej się dowiem, jak to jest, gdy dotyka cię ktoś inny…

Wszystkie te myśli przelatywały mi przez głowę w ułamkach sekund. Alkohol zawsze tak na mnie działa. Mogę mieć kłopoty z wypowiedzeniem prostych słów, mogę chwiać się na nogach, ale mój mózg pracuje jak podkręcony procesor.

– To jak…? – usłyszałem pytanie. – Chcesz?

To nie ja się zdecydowałem, moje ciało zrobiło to za mnie. Obserwowałem z fascynacją i przerażeniem, jak moja ręka sama, bez udziału woli, unosi się i odsuwa przykrywającą mnie kołdrę. Odsłoniłem przed Leszkiem najintymniejsze moje przeżycie, jakbym wraz ze zrzuceniem pościeli odsłaniał się przed nim całkowicie. Popatrzył w dół, tam gdzie druga dłoń zaciskała się na wyprężonym niczym struna członku, a potem spojrzał na mnie

– Fajny… – powiedział głosem pełnym jakiejś dziwnej czułości.

Serce załomotało mi w piersi. Cholera, w TAKIEJ sytuacji facet TAK o mnie mówi (a może o moim kutasie?). Dlaczego to sprawia mi taką szaloną radość?

I wtedy wyciągnął rękę i delikatnie położył na mojej zaciśniętej na członku garści.

– Daj mi go – szepnął. – I ciesz się chwilą…

Spełniłem jego polecenie. Czułem się bosko. Adrenalina, świadomość przekraczania granicy, łamania czegoś, co jeszcze wczoraj było dla mnie tabu, podniecała mnie na maksa. Po raz pierwszy w życiu poczułem czyjąś obecność. Czyjś dotyk na swoim członku. Cholera, nikt nigdy tego nie robił! I nigdy w życiu mi tak mocno nie sterczał…

Leszek poruszył dłonią. Najpierw powoli, w górę i w dół, jakby testując czy jeszcze się nie wycofam. A ja myślałem, że wylatuję w kosmos. To było niesamowite, porażające, szalone. Zacisnąłem spazmatycznie palce na pościeli, a spomiędzy moich zaciśniętych ust wydobył się zduszony jęk.

Ruchy Leszka przyspieszyły, a ja poczułem, że wchodzę na jeszcze wyższy poziom rozkoszy, choć przed chwilą przysiągłbym, że to niemożliwe. Poddałem się cały jego pieszczotom, otworzyłem przed nim, zatopiłem w bezgranicznym zaufaniu. Moje wątpliwości i rozterki rozwiały się jak mgła w promieniach wschodzącego słońca. Byłem jego, należałem do niego cały. Zrobiłbym wszystko, żeby tylko nie przestawał.

Doznania, których doświadczałem, były jednocześnie obce i nowe. Kiedy robiłem to sam, wiedziałem, kiedy nadejdzie orgazm, bo to moje ruchy prowadziły do niego. Teraz było inaczej. Obca dłoń panowała nade mną. Całkowicie. To od niej zależało, kiedy wytrysnę. Nie miałem na to żadnego wpływu. Ta świadomość była szalenie podniecająca, sama myśl o tym przywodziła na granicę obłędu.

Leszek bawił się mną. Przeciągał nadejście orgazmu, czytając z moich ruchów, jak z książki. Gdy tylko sprężałem się cały, wypychając biodra do przodu, zwalniał na chwilę i pozwalał opaść podnieceniu. Chciałem go błagać, aby zakończył tę seksualną torturę, ale pragnąłem też, żeby zajmował się mną dłużej. Bałem się, że gdy dojdę, wszystko się skończy i zostanę sam, zaspokojony, ale przerażająco samotny.

Chyba wyczuł mój strach. Nagle poczułem, jak delikatnie kładzie się obok mnie. Dotknięcie jego ciała było niczym porażenie prądem. Momentalnie otworzyłem oczy. Przez głowę przebiegła mi tylko jedna myśl: leżę w łóżku z półnagim facetem. Z facetem, który daje mi właśnie najwspanialszą jazdę w życiu. Czuję obok jego twarde, gorące ciało. I podoba mi się to. Chcę tego. Ja pierdolę, co się ze mną dzieje… Popatrzyłem mu w czy. W wielkie, błyszczące nade mną, piękne oczy. Chyba zrozumiał, co chcę mu powiedzieć. Nachylił się nade mną.

– Genialnie wyglądasz… – zamruczał. – I masz absolutnie fantastyczną pałę. Ręka sama na niej chodzi.

Z moich ust wyrwał się cichy jęk. Słowa Leszka działały na mnie chyba tak samo mocno, jak jego powolne, pewne ruchy, ale on miał już chyba dość zabawy.

– Teraz chcę zobaczyć, jak dochodzisz – powiedział cichym, ale naglącym głosem, przyspieszając jednocześnie zdecydowanie ruchy dłoni. – Chcę zobaczyć, jak się spuszczasz. Zrób to. Spuść się!

Te słowa i nagła zmiana tempa podziałały niczym zaklęcie. Jak ostroga wbita w bok konia. I te jego palce… W jednej chwili przez moje ciało przebiegł spazm rozkoszy. Wbiłem dłonie w łóżko, wyprężając się jak struna… Z moich ust wyrwał się krótki okrzyk, którego nie potrafiłem stłumić. Poczułem ten niesamowity stan, gdy struga spermy przedziera się na świat… Orgazm, który przyszedł, zapamiętam do końca życia. Pierwszy orgazm, który przeżyłem z kimś. Z mężczyzną. Z facetem, z którym straciłem dziewictwo.

Sekundy płynęły, a świat wokół mnie wirował tysiącem barw. Przymknąłem oczy. Czułem każdą komórkę ciała. Wibrowała na przemian rozkoszą i ulgą spełnienia. Leszek nadal leżał koło mnie, spokojnie obejmując mojego więdnącego członka w opiekuńczym, delikatnym uścisku. Po jego palcach spływała gorąca, gęsta sperma. Moja sperma. W końcu, po chwili która trwała rozkosznie długo, powróciła rzeczywistość.

Bałem się spojrzeć mu w twarz. Bałem się tego, co czułem. Bałem się rozkoszy, którą mi dał i nie wiedziałem, jak się zachować. Gdzieś w umyśle zaczęło się skradać ku mnie palące uczucie wstydu. Usłyszałem głosy kumpli, którzy wyzywają mnie od pedałów. Coś chwyciło mnie za gardło… I wtedy usłyszałem głos Leszka. Spokojny, kojący… bliski.

– To było piękne… Wiesz, jak zarąbiście wyglądałeś? Chciałem to robić jeszcze dłużej… ale chciałem też zobaczyć, jak dochodzisz.

W jednej chwili coś we mnie pękło. Było mi dziwnie – z jednej strony gorzko, z drugiej strony słodko… Ale nie mogłem zapomnieć tego, co przed chwilą stało się moim udziałem. I komu to zawdzięczam. Poczułem ostry, niepowtarzalny zapach spermy. Mojej spermy, która spływała po jego palcach. Zawsze lubiłem ten dziwny, niepokojący aromat pozostający po każdej udanej solówce (choć dopiero w tym momencie uświadomiłem sobie, jak bardzo mnie podniecał). Ale w tej samej chwili dotarło do mnie, że ten wytrysk wywołał u mnie facet.

Obróciłem się na bok, kładąc się twarzą w twarz z Leszkiem. Leżał koło mnie, nagle zesztywniały, jakby i on uświadomił sobie, co ze mną zrobił. Może, gdybym był trzeźwy, wykopałbym go z łóżka. Albo zrobił coś innego. Ale dzięki wcześniejszemu pijaństwu, jakiekolwiek hamulce jeszcze u mnie nie działały, więc po prostu przysunąłem się do bliżej. Potrzebowałem tego – nawet, jeśli nie byłem tego świadom. Mój penis, teraz sflaczały i błyszczący od śliskich resztek białego płynu zetknął się z wydatnym wzgórkiem wypychającym materiał jego majtek. Zrobiło mi się gorąco. Uświadomiłem sobie, że Leszek jest podniecony. I – co sprawiło mi nagłą i dziką radość – wiedziałem, że to ja byłem źródłem tego podniecenia. W tej chwili nie liczyło się nic, poza wypełniającą mnie chęcią sprawienia mu rozkoszy. Moja twarz była tuż przy jego twarzy. Czułem jego niespokojny, urywany oddech. Promile wypitego alkoholu jeszcze we mnie krążyły, bo inaczej chyba nigdy nie zdecydowałbym się na to, co za chwilę uczyniłem.

– Moja kolej – powiedziałem cicho.

– Nie musisz, jeśli nie chcesz… – wyszeptał z wahaniem.

Poczułem przypływ adrenaliny.

– Chcę. Bardzo.

Chwyciłem brzeg jego bokserek i odciągnąłem. Moja ręka jak wąż wślizgnęła się głębiej. Dotknąłem go! To uczucie spadło na mnie jak grom. Dotykałem twardego, gorącego kutasa. Jaki on był gładki… Jak aksamit, jak najlepszy chiński jedwab. Objąłem go palcami, pociągnąłem lekko, poznając jego kształt, ucząc się jego sprężystości. Odciągnąłem miękką skórkę. Zdziwiło mnie gorąco jego główki. A potem zacząłem ruszać dłonią. Wolno. Z namysłem. Tak, jak wcześniej robił on.

Rósł mi w ręku! To było niesamowite uczucie! Nie widziałem go, ale czułem każdym zakończeniem nerwów. Rósł! Pęczniał! Dla mnie. Przeze mnie. Musiałem go zobaczyć. Sięgnąłem drugą dłonią i zsunąłem bokserki. Ależ to był widok! Wydawał mi się wielki, jak kutas aktora porno. Dumny. Wyprężony na baczność. Tuż pod nim znajdowały się wielkie jaja. Były ogolone, co tylko wzmacniało wrażenie, że jestem częścią jakiegoś bardzo kosmatego filmu. Podobało mi się. Cholera, chyba powinienem ze swoimi zrobić to samo, skoro to tak podniecająco wygląda…

Nie wiem, ile czasu to trwało. Na pewno nie tak długo, jak on bawił się ze mną. Nie potrafiłem wyczuć, kiedy należy zwolnić, kiedy zmienić uchwyt. Moje dłonie były chyba bardzo nieporadne, ale Leszkowi musiało się podobać. My, faceci, nie możemy tego udawać… Leżał na wznak, z oczami wbitymi w sufit. Był jak obraz rzymskiego legionisty – esencja męskości w najbardziej intymnej chwili. A ja klęczałem obok i robiłem mu dłonią dobrze, aż w pokoju budziło się echo od głośnego, mlaskającego odgłosu. Chciałem zobaczyć, jak to jest, gdy dojdzie do końca. Przyspieszyłem ruchy. Z jego ust wydarł się cichy głos:

– Nie przestawaj… nie przestawaj… idzie mi…!!!

To było cudowne. Leszek wyprężył się cały. Nagłym ruchem chwycił mnie za rękę, na której się opierałem. Jego dłoń zacisnęła się spazmatycznie. Wtedy po raz pierwszy poczułem, jak twardnieje tuż przed orgazmem. A potem był zduszony krzyk, wypchnięcie bioder i poczułem jak gęsty płyn przeciska się przez trzymaną przeze mnie pałkę. Strzelił! I to jak! Poczułem, że coś uderza mnie w klatkę piersiową. Gorące, lepkie strugi.

Patrzyłem na jego twarz. Stopniowo uspokajał się. Kręciło mi się w głowie, ale nie chciałem myśleć o tym, co właśnie zrobiliśmy. Opadłem na łóżko obok niego. Leżeliśmy, nic nie mówiąc, tylko dysząc ciężko, jak biegacze po finałowym biegu. Dwaj spełnieni faceci.

Minęło dobrych kilka minut, zanim wszystko się uspokoiło. W końcu, w przedłużającej się niezręcznej ciszy, poczułem, jak Leszek się poruszył. Wstał. Nagle w łóżku zrobiło się strasznie pusto.

– Dokąd idziesz… – spytałem, ale głos mi się załamał.

Spojrzał na mnie i wskazał na odtwarzacz DVD.

– Mamy spać przy włączonym telewizorze? Będzie świecił, a film już się skończył – dodał.

Faktycznie, ekran powitalny zalewał cały pokój niebieską poświatą. Posmutniałem. Więc to tak? Już koniec? Zrobiliśmy, co trzeba, sperma znalazła ujście – a teraz spać? Zagotowałem się w sobie. Czego ja właściwie pragnąłem? Jesteśmy normalnymi facetami, potrzebowaliśmy spełnienia, a nie… no właśnie, czego?

– Dobra, gasimy i idziemy spać – rzuciłem przez zaciśnięte zęby, zły na siebie i na niego. Nakryłem się kołdrą i odwróciłem na drugi bok, żeby nie zobaczył, że moje oczy stają się dziwnie szkliste.

Pokój wypełniła ciemność. Usłyszałem kroki, a potem serce nagle załomotało mi w piersi. Poczułem, jak Leszek staje obok łóżka. Mojego łóżka. Nie wierzyłem swojemu szczęściu.

– Pomyślałem, że… może… jeśli nie będziesz miał nic przeciwko temu…

Otworzyłem oczy i błyskawicznie obróciłem się do niego. Spojrzeliśmy sobie prosto w oczy. Uchyliłem kołdrę zapraszającym gestem. Może to głupie, ale czułem się jak młoda żona zapraszająca świeżo poślubionego męża na noc poślubną.

– Przestań gadać i wskakuj – powiedziałem po prostu. – Tu jest bardzo dużo miejsca. Czeka na ciebie.

Zasnąłem przytulony do niego, czując ciepło nagiego ciała. Jego członek znalazł sobie wygodne miejsce odpoczynku pomiędzy moimi pośladkami. Było mi tak dobrze, tak bezpiecznie, jak nigdy. I nic innego mnie nie obchodziło

* * *

Obudziłem się w środku nocy. Nadal leżeliśmy w tej samej pozycji. Przez chwilę nie mogłem pozbierać myśli. Byłem już prawie zupełnie trzeźwy, wiec cała sytuacja spadła na mnie ze zdwojoną siłą. No więc dobrze – uprawiałem seks. Pierwszy w życiu. Z facetem. Po raz pierwszy zadałem sobie wprost pytanie: czy to oznacza, że jestem… że jestem GEJEM? Nie! Na pewno nie! To w takim razie czemu całe łóżko pachnie spermą, a na gołym tyłku czuję czyjegoś fiuta?

Gej. To słowo zawisło przed moimi zamkniętymi oczami. Jestem inny? Wynaturzony? Chory? Zboczony? Próbowałem dojść jakoś z tym do ładu. Wszystko zaczęło się rano, od tej cholernej stajni… Nie da się ukryć: mój własny kutas stanął na widok wielkiego końskiego chuja. Chciałem go dotknąć. Kręciło mnie to… A potem był Leszek, który to zauważył. I cały dzień strachu. A potem wieczór, pełen picia. I wreszcie stało się TO. Wydarzenia sprzed kilku godzin przypłynęły do mnie falą. Wprawne palce Leszka na moim wyprężonym członku. Jego ciało przeżywające spazm rozkoszy. Zapach jego ciała. Dotyk. I jego wspaniała pałka, nadal spoczywająca między moimi pośladkami. Odpoczywająca po tym, co zrobiliśmy. Na samo wspomnienie, poczułem, że mój mały drgnął i zaczął się podnosić. Zamarłem. A więc to fakt. Podnieca mnie myśl o seksie z facetem. Drgnąłem.

– Nie śpisz? – usłyszałem cichy, głęboki szept nad uchem.

Jego głos. Jego głos sprawił, że przeszył mnie dreszcz. Poczułem, że coś się we mnie przełamuje.

– Nie. Myślę…

Obróciłem się do niego. Było ciemno, ale wpadające przez okno światło księżyca wydobywało z mroku jego twarz. Romantycznie… – pomyślałem gorzko.

Chyba znowu rozumiał moje lęki. Znowu mnie rozumiał… Bez słów. On zresztą chyba też się bał.

– Żałujesz…? – spytał po dłuższej chwili.

Wtedy po raz pierwszy poczułem, jak bardzo jest mi bliski że to, co między nami było, to nie było tylko wspólne robienie sobie dobrze. I wiedziałem, że od mojej odpowiedzi zależy bardzo wiele.

– Nie… – odpowiedziałem w końcu. – Ale boję się.

– Wiem – jego cichy, miękki szept był tak uspokajający. – Ale, jeśli będziesz chciał…

Urwał spłoszony. Serce biło mi jak oszalałe. Co on chce powiedzieć?

– To co? – spytałem

– Jeśli będziesz chciał to… damy radę.

My. To słowo uderzyło mnie z siłą meteorytu i przepełniło nagle ciepłem i radością, jakiej jeszcze nie znałem. I wtedy znowu moje ciało wiedziało, co robić – zanim jeszcze sam zdążyłem to przemyśleć.

Przysunąłem się jeszcze bliżej Leszka. Nasze ciała zetknęły się. Zbliżyłem twarz do jego twarzy. I wtedy po raz pierwszy nasze usta się spotkały. Pocałowałem go! Ja. Ja zrobiłem to pierwszy! Oddał mi pocałunek, z początku nieśmiało, jakby nie wiedząc, czy wiem, co robię, a potem nagle wybuchło między nami gorączkowe poszukiwanie naszych warg, pieszczoty języków, smaku naszych ust.

Dopiero po chwili mogłem złapać oddech. Przestało mnie obchodzić czy jestem gejem, czy nie. Wiedziałem tylko, że robię to, co chcę – i że jest mi z tym dobrze. Poczułem, jak znowu wzbiera we mnie pożądanie. I wiedziałem, że Leszek czuje to samo – jego zesztywniały członek wbijał się w moje udo. Słodki, kochany kształt. To dla mnie był taki twardy. To ja tak na niego działałem. To ja do podniecałem! Chwyciłem go w rękę, pieszcząc go i radując się jego aksamitną gładkością. Jaką ja przebyłem drogę od dzisiejszego ranka…

– Wiesz, to głupie, ale muszę ci coś powiedzieć…

Uśmiechnął się i pogładził mnie po włosach. Nikt nigdy tak nie robił.

– Nic, co mi powiesz, nie będzie głupie.

Cholerna huśtawka emocji. Poczułem, jak w gardle rośnie mi wielka, lodowa kula.

– Ja nigdy tego nie robiłem. Dziś był mój pierwszy raz…

Zamilkł, jakby coś rozważał.

– Z dziewczyną też nie?

Zamknąłem oczy.

– Z nikim.

Objął mnie, przygarnął i przytulił. A potem przysunął usta do mojego ucha i szepnął cicho:

– Kocham cię.

Świat zawirował mi przed oczami. Zrozumiałem, że mówił prawdę. I wiedziałem, że ja czuję to samo.

– Ja ciebie też.

– Wiem. Wiedziałem jeszcze zanim ty się tego domyśliłeś.

Smak jego ust na moich… Wilgoć jego warg… Odkrywaliśmy siebie, poznawaliśmy się pocałunkami, objęci, przytuleni. Zjednoczeni. W końcu, zmęczeni, na chwilę odsunęliśmy się, aby złapać oddech. Wtedy poczułem, że gdzieś, głęboko w środku, narastało we mnie pytanie. Strach, którym mogłem się podzielić tylko z jedną osobą na świecie. Musiałem je zadać.

– Słuchaj czy my jesteśmy… no wiesz… – wyszeptałem.

Spojrzał na mnie poważnie.

– Gejami? O to pytasz?

– … chyba tak…

Westchnął i pocałował mnie prosto w usta.

– To tylko słowo. Etykietka. Czy to ma dla ciebie jakiekolwiek znaczenie?

– Nie wiem, to zbyt nowe dla mnie, nie miałem czasu o tym pomyśleć.

Zachichotał i przejechał palcem po moim członku.

– Wiem, byłeś zbyt zajęty, żeby myśleć.

Mrowie przeszło mi po plecach. Nadstawiłem się mu jak młody kociak. Te jego palce…

– Jak ty to robisz… – zamruczałem. – Tak bym chciał ci się zrewanżować. Nauczysz mnie?

I znowu ten uśmiech…

– Nauczę cię wszystkiego, czego będziesz chciał. JEŚLI będziesz chciał…

– Chcę. Wszystkiego.

Jego dłoń objęła mojego członka. Czułem jego ciepło, jego spokojne, miarowe ruchy. Momentalnie zacząłem rosnąć. Leszek przybliżył twarz do mojej. Czułem na sobie jego oddech. Oddychałem jego tchnieniem.

– Podoba ci się? – spytał, delikatnie ruszając dłonią. Przeciągał i zwalniał każdy ruch. Robił to genialnie. Każde zsunięcie się napletka z nabrzmiałej pożądaniem żołędzi było przedłużającą się w nieskończoność rozkoszą.

Nie miałem sił odpowiedzieć. Poddałem się jego pieszczotom, wystawiłem na jego ruchy. Oddałem się cały jego doświadczeniu. To było cudowne – mieć kogoś, kto cię rozumie, kto każdym ruchem pokazuje, jak mu na tobie zależy. Ufałem mu bez granic, wiedziałem, że zna potrzeby mojego ciała lepiej niż ja sam. Byłem jak garść gliny, którą wytrawny rzeźbiarz rzucił na koło, aby mądrymi, spokojnymi ruchami ją ukształtować. Aby wydobyć niepowtarzalne piękno ukryte w brunatnej mazi.

Miałem przymknięte oczy, ale jakimś dziwnym sposobem wiedziałem, że patrzy na mnie. Patrzy, jak topnieję pod jego pieszczotami, jak dzięki niemu staję się małym, gorącym kawałkiem ekstazy. Nie spieszył się. Nie poganiał. Gdy tylko wyczuwał, że zaczynam przechylać się nad krawędzią spełnienia, zwalniał i pozwalał, aby pobudzone zmysły na chwilę przygasły. Byłem jak fortepian pod doświadczonymi palcami wirtuoza. Pokazywał mi, czego pragnę i z czego sam nie zdawałem sobie sprawy.

Chciałem odpłacić mu tym samym. Chciałem wywołać w nim chociaż część tego, czego sam doświadczałem. Wiedziałem, że też jest podniecony, bo jego sztywny, wyprężony narząd raz za razem dotykał moich ud. Coś rozpierało mnie, jakaś wewnętrzna, obezwładniająca potrzeba dania Leszkowi samego siebie. Oddania tak, jak nigdy nikomu nie daje się dwa razy. Nie potrafiłem jednak zrobić żadnego ruchu. Chciałem chwycić jego pałkę w dłoń, ale paraliżująca rozkosz, którą mi dawał wlewała dziwną ociężałość w moje członki, więc tylko leżałem, pozwalając, aby brał mnie tak, jak to robił.

Wtedy coś się zmieniło. Powolnym, delikatnym, ale pewnym ruchem Leszek zmienił pozycję, jednocześnie delikatnie przewracając mnie na plecy. Posłusznie położyłem się na wznak i otworzyłem oczy. Spojrzał na mnie, cudownymi, błyszczącymi oczami, w których widziałem całą moc tego, co nas łączyło. Uśmiechnął się do mnie, po czym nie spuszczając ze mnie wzroku przesunął głowę w stronę moich lędźwi. Nagle uzmysłowiłem sobie, co chce zrobić! A wtedy Leszek zbliżył twarz do mojego sterczącego kutasa i powoli, z rozmyślną niespiesznością, otoczył go wilgotną, słodką opieką swoich warg.

Jęknąłem głośno. Nigdy wcześniej nie byłem z nikim w łóżku. Nikt wcześniej nie robił mi… tak… dobrze. Nigdy wcześniej nie czułem wokół siebie ciepłej wilgoci ust. Tego uczucia nie dawało się z niczym porównać. Byłem w raju. Tylko absolutnemu mistrzostwu mojego kochanka zawdzięczam, że nie wystrzeliłem od razu.

Każdą komórką ciała czułem gorący, lubieżny taniec jego języka, przeszywał moje ciało uderzeniami rozkoszy. Cudowne doznania pulsowały we mnie, ekstaza zalewała słodkimi falami. A wtedy Leszek zaczął przyspieszać ruchy, trzymając pewnie moje berło u nasady i ślizgając się ustami po jego całej długości. I ten dźwięk, kiedy zsuwał się coraz szybciej… Mokry i namiętny odgłos lubieżnej miłości. Wyuzdany, bezwstydny i prowokujący. Nie mogłem czekać. Przełamując ekstazę, sięgnąłem ręką. Łapczywie, zachłannie. Po jego wspaniałą pałkę. Wiedziałem, że nie jestem w stanie być tak dobry, jak Leszek, ale chciałem mu dać chociaż namiastkę tego, co przenikało moje ciało.

– Leszek… błagam… daj mi go – szeptałem, gorączkowo szukając.

W końcu moja ręka dotknęła jego cudownego penisa. Wyprężonego i oczekującego. Podnieconego moją bliskością! Moim ciałem! Obróciłem głowę i zamroczonym z pożądania wzrokiem przyjrzałem się wielkiej, nabrzmiałej główce. Czułem zapach spermy Leszka – słodkiej pozostałości naszego pierwszego razu. I, co dziwiło mnie samego, nie było to dla mnie przeszkodą. Przeciwnie, myśl, że oto biorę do ust tak rozkosznie ozdobionego kutasa, podniecała mnie dziko! Nie czekając dłużej, przysunąłem usta i złożyłem pierwszy w życiu francuski dowód miłości. Poczułem delikatną, aksamitną gładkość najbardziej intymnego kawałka ciała drugiego mężczyzny. I dziwny, słonawy smak. Ale przede wszystkim poczułem jego podniecenie. Jego twardość. Pulsowanie. I lubieżne pchnięcie bioder, wysuwanych w moim kierunku. Podobało mu się! Przepełniała mnie przedziwna mieszanka wdzięczności, dumy i pożądania.

Nic nigdy nie zamaże we mnie wspomnienia tych chwil. Pełnego zjednoczenia dwóch ciał i dusz. Wzajemnego dawania i brania. Zrozumienia. Poddania i akceptacji. Pragnienia i spełnienia. Miłości.

Jak cudownie było czuć jego wielkość w ustach. Jak cudownie było doświadczać mocnych ruchów jego dumnej maczugi w moich nieporadnych dłoniach. Najcudowniejszego dowodu na to, że jest mu dobrze… Przez myśl przeszły mi wszystkie oglądane dotąd pornosy. Rozpaczliwie szukałem w nich natchnienia i wiedzy, co mam robić, żeby dać mu największą możliwą przyjemność. Taką samą, jaka rozchodziła się od moich lędźwi na całe ciało. Ta rozkosz podstępnie odbierała wolę i rozum. Kusiła, aby się w niej zanurzyć. Ach, pozwolić, żeby objęła mnie całego. Ale przecież nie chciałem oddać tego pięknego uczucia, jakie dawał mi wypełniający moje usta gorący kształt. Próbowałem jakoś pogodzić to wszystko – ale przegrałem.

Wypuściłem Leszka z ust i bezwładnie upadłem na posłanie, niezdolny do jakiegokolwiek ruchu. Przed moim oczami krążyły kolorowe koła. Błyskawice przyjemności przeszywały moje ciało. I wtedy, wiedziony jakimś dziwnym instynktem, wiedziałem nagle, o co powinienem poprosić.

– Weź mnie… – wyszeptałem. – Teraz…

Leszek zwolnił ruchy, jakby się zawahał. Uniósł głowę.

– To chyba nie jest dobry pomysł – powiedział z wyraźnym wrchnaiem urywanym, gardłowym głosem.

Poczułem, jak jego palce zaciskają się mocniej. Chciał tego. Wiedziałem o tym. Z wysiłkiem podniosłem głowę i spojrzałem mu w oczy. Błyszczały namiętnością, oczekiwaniem i niepokojem.

– Proszę… zrób to…

– Nie wiesz, o co prosisz… – wyszeptał gardłowo. – To może boleć…

– Kocham cię – powiedziałem po prostu. – Chcę tego. Chcę tego z tobą.

W jego oczach zalśniły dwie gwiazdy.

– Obiecaj, że jeśli ci się nie spodoba…

– Przestań – powiedziałem z bijącym jak oszalałe sercem. – Zróbmy to. Teraz. Naucz mnie.

Tak. Tego chciałem. Bałem się jak cholera, ale chciałem. I wiedziałem, że mogę to zrobić tylko z nim.

– Poczekaj…

Zwinnie zsunął się z łóżka i jednym susem znalazł się przy szafce stojącej obok jego wyrka. Krew burzyła mi się w żyłach. Patrzyłem na jego wspaniałe ciało, gibkie i wysportowane. Na silne ramiona, na pięknie wyrzeźbione pośladki. Jakim cudem dopiero dziś odkryłem, że mnie tak podniecają? Kiedy się obrócił, zobaczyłem jego męskość – wyprężoną niczym strzała, napiętą i gotową. Był jak rzymski gladiator, jak posąg wyrzeźbiony w marmurze. A potem położył się koło mnie i pocałował, jakby pragnąc wynagrodzić tę chwilę, którą musiałem spędzić sam.

– Na pewno tego chcesz? – upewnił się jeszcze.

– Tak – powiedziałem, szaleńczo tego pragnąc i jednocześnie bojąc się nieznanego.

– Obróć się – powiedział miękko, spokojnymi ruchami dłoni pokazując mi, czego ode mnie oczekuje.

Ukląkłem na kolanach, opierając się na dłoniach. Drżałem na całym ciele, niepewny i dziko podniecony. Pogładził mnie po pośladkach, cudownym, pełnym namiętności gestem. Delikatnie dał mi znak, żebym rozszerzył nogi. Ustawiał mnie w pozycji, w jakiej chciał, a ja pokornie poddawałem się jego wskazówkom. Rzeźbił mnie, kształtował jak artysta, który pieszczotliwymi ruchami nadaje bezkształtnej bryle pożądany wygląd. Moje ciało wibrowało z niecierpliwości i podniecenia, gdy całował mnie po plecach, po karku i jednocześnie bawił się moimi jądrami. Jego palce odnajdywały takie punkty na moim ciele, których istnienia nie byłem świadom.

A potem chwycił drugą dłonią mojego członka i zaczął go pieścić miarowymi, pewnymi ruchami, zupełnie jakby doił młodą jałówkę. Wybuchy kolorowych iskier tańczyły mi przed oczami. Oczami wyobraźni patrzyłem na nas z zewnątrz. Moje ciało, w uległej, zapraszającej pozie i Leszek, dobierający się mnie z zapamiętaniem. Patrzący na mnie. I podniecony tym widokiem. Przytulił się do mnie i pocałował w kark, lekko przygryzając skórę w czułej pieszczocie. A potem chwycił wyjętą z szuflady tubkę i wycisnął jej zawartość pomiędzy moje pośladki. Przeszył mnie dreszcz; nie wiedziałem – zimna czy rozkoszy.

– Nie bój się – powiedział. – Przestanę, jeśli będzie bolało…

Czułem jego ciało tuż obok swojego. Jedną dłonią ujął moją pałkę, a drugą delikatnie pogładził pośladki. Poczułem zimny, wilgotny dotyk, a potem muśnięcie palca. Z nieskończoną delikatnością dotknął mojej dziurki końcem opuszki. To było tak nagłe, tak niespodziewane, że na chwilę przestałem oddychać. Bałem się. Bałem się tak bardzo, jak nigdy w życiu. Jak to będzie? Potem jego palec zaczął błądzić wokoło, ale zawsze wracał w to samo miejsce, przynosząc kolejne porcje śliskiej wilgoci. Nie wiedziałem, co czuję wyraźniej – ten ruch czy może miarowe ściskanie jego drugiej dłoni. I wtedy właśnie poczułem, jak ruchy Leszka się zmieniają. Jego palec pozostał w tym tajemnym miejscu, które jeszcze nigdy nie doznało takiej pieszczoty… i leciutko zanurzył się do środka.

Zagryzłem wargi. Uczucie było dziwne. Jak pierwszy oddech dziecka. Jak wejście do nowego świata. Początkowo moje mięśnie nie wzbraniały się. Nacisk zelżał, ale za chwilę powrócił. Spokojny, subtelny, ale wyraźny. Drżałem na całym ciele, ale chciałem tego – bo wiedziałem, że chce tego Leszek.

I znowu poczułem, jak próbuje wniknąć we mnie. Ostrożnie, nieśmiało, ale ze świadomością tego, czego chce. Jak pierwszy strumień wypływający wiosną z górskiego lodowca. Jeszcze niewielki, jeszcze gotów zastygnąć pod ostatnim tchnieniem zimy, ale już niosący zapowiedź nowego i nieuniknionego. A moje ciało reagowało na jego pewność. Stopniowo rozluźniałem się i uświadamiałem sobie jednocześnie, jak wielką sprawia mi to przyjemność. Ufałem mu i dawałem swoje ciało.

Wreszcie poczułem, jak wsuwa się we mnie. Bez żadnego bólu, bez użycia siły, bez oporu. To było tak, jakby moje ciało po prostu go zaakceptowało. Jego palec znalazł się w środku. Elektryczne iskry przebiegły wzdłuż mojego kręgosłupa. Stało się! Ruszał się we mnie, rozpychając delikatnie i przygotowując. Nie czułem już chyba nawet pieszczoty, jaką jego druga dłoń dawała mojej męskości… Skupiłem się na nowym, fascynującym  doznaniu. Kiedy opuścił moje ciało, aby nabrać dodatkową porcję śliskiego, wodnistego kremu, poczułem dziwną pustkę. Drążąc na całym ciele, nadstawiłem się, w niemym błaganiu, żeby wrócił i mnie wypełnił. Wrócił.

Przygotowywał mnie ze spokojem i pewnością, a ja poddawałem się mu z bezgranicznym zaufaniem. I z miłością, przepełnioną namiętnością i pożądaniem. W końcu przysunął swoją twarz do mojej i pocałował mnie.

– Kocham cię… – powiedział tylko.

To było takie piękne, że nie znalazłem słów, aby mu odpowiedzieć. Jedyne, co mogłem zrobić, to tylko opuścić głowę i zanurzyć ją miedzy ramiona. Chciałem, żeby widział, jak bardzo tego chcę. Jak nadstawiam się na niego. Jak go pragnę.

Poczułem ciepło bijące od jego ciała, gdy zajął pozycję tuż za mną. I dłonie, gładzące moje pośladki, a następnie rozchylające je na zaproszenie jego tarana. Coś wielkiego, gorącego i naprężonego dotknęło mojej dziurki. Wtuliłem twarz w pościel. Chciałem, żeby był już w środku. Żeby było mu dobrze. Żeby mnie kochał.

Poczułem, jak napiera. Był taki wielki! Chciałem go wpuścić, starałem się ze wszystkich sił – ale czułem, że to niemożliwe. Przecież on się nie zmieści, nie ma siły! Nie zmieści się, rozedrze mnie na części! W jednej chwili wypełniło mnie przerażenie, ale i jakaś dziwna duma. To dla mnie był taki wielki. To moja zasługa! Podniecam go!

Wycofał się, ale za chwilę wrócił. Trochę mocniej… Czułem, jak moja dziewicza dziurka broni się jeszcze, ale Leszek był stanowczy. Wycofywał się i wracał, za każdym razem niepostrzeżenie wzmacniając nacisk. Tak chciałem, żeby już był w środku… Poruszyłem trochę biodrami, chcąc nabić się na ten wspaniały, gorący pal. I wtedy obaj w jednej chwili wydaliśmy z siebie długi, przeciągły jęk, bo jego potężna główka pokonała ostatnią zaporę. Poczułem go w środku!

To było niesamowite doznanie, nieporównywalne z niczym, co do tej pory przeżyłem! Parł do przodu i wnikał coraz głębiej. Gdzieś, na krawędzi świadomości pojawił się ból. Słodki, jak utrata niewinności. Jak pożegnanie z dziewictwem. Zacisnąłem zęby. Leszek musiał wyczuć moje napięcie, bo przestał napierać. Nie! Nie przestawaj – błagałem w myślach. Weź mnie, weź do końca!

Cofnąłem się, aby samemu nabić się na ten gorący, kochany kształt. Zrozumieliśmy się bez słów. Poczułem jego palce, zaciskające się na moich pośladkach. Gdzieś w środku, we mnie, jego członek zaczął wykonywać miarowe ruchy. Do przodu… do tyłu… do przodu… do tyłu. Coś uderzało mnie rytmiczne po nogach. Zalała mnie fala gorąca, gdy uzmysłowiłem sobie, że to jego ciężkie, wspaniałe jądra! Ból gdzieś zniknął, została sama, czysta rozkosz. Brał mnie. Brał mnie jak chciał. I było mi cudownie…

A potem oparł się o moje plecy. Nasze ciała zetknęły się. Przyjąłem na siebie jego ciężar, pozwoliłem, aby wsparł się o mnie. Pozwoliłbym na wszystko, byle tylko nie przestawał poruszać się we mnie. Był taki mocny, taki wielki, taki władczy… Jakąż drogę przebyliśmy od dzisiejszego ranka…! Tak bym chciał stanąć obok i zobaczyć nas w tej chwili. Zobaczyć, jak rusza się na mnie, wbijając się we mnie z bezlitosną, samczą siłą. Jak dziki ogier kryjący młodą, niedoświadczoną klaczkę. Ta myśl była jakoś dziwnie, niezdrowo podniecająca, ale przez to fascynująca. Przez mgnienie stanęła mi w oczach poranna scena ze stajni… Tamten wielki, fascynujący kształt, od którego wszystko to się zaczęło… a potem powróciła teraźniejszość i wszechogarniająca rozkosz, gdy Leszek sięgnął po mojego członka, podrygującego w rytm jego pchnięć. Tak, jakby mało mi było doznań! Zamknął go w dłoni, otoczył miłosną pieszczotą. Jego nierówny oddech palił mi kark.

– Mogę…? – spytał pomiędzy jednym, a drugim ruchem.

Nie wiedziałem, o co prosi, ale było mi wszystko jego. Należałem do niego cały, mógł ze mną zrobić, co chciał.

– Zrób to – jęknąłem. – Chcę tego!

I wtedy poczułem jego niepohamowaną żądzę. Wbił się we mnie i przygarnął mnie z całej siły. Usłyszałem zduszony krzyk, który wyrwał się z jego ust. Gdzieś w środku przez jego wspaniałego członka przebiegł dreszcz ostatecznej rozkoszy. Doszedł we mnie! Zalała mnie fala szczęścia! Dałem mu to, czego pragnął! Oparłem się mocniej o łóżko, bo Leszek zwalił się na mnie całym ciężarem. Czułem w środku, jego rytmiczne pulsowanie, czułem jego ruchy, gdy wtłaczał we mnie kolejne strugi. A potem jego palce ożyły na moim członku. Władczo, dominująco. Czułem, że po prostu chce mi zrobić dobrze. Że – tak jak wcześniej – po prostu chce zobaczyć, jak dochodzę. Dochodzę, bo on tego chce. I wziął mnie, sprowadził na mnie orgazm – dokładnie tak, jak chciał. Zacisnąłem spazmatycznie dłonie na prześcieradle i wbiłem twarz w pościel, aby nie krzyczeć. W tym samym momencie poczułem, jak Leszek wysuwa się ze mnie. Dziwne uczucie wdzierającej się we mnie pustki było zwieńczeniem mojego spełnienia. Opadłem na łóżko, a fala za falą, wypływała ze mnie rozkosz i ekstaza.

Leszek padł na łóżko obok mnie, dysząc ciężko. Odpoczywaliśmy chwilę, nasłuchując swoich oddechów, ciesząc się wspólną bliskością. A potem przyciągnął moje omdlałe ciało, obejmując władczym gestem. Nie musieliśmy nic mówić. Wtuliłem się w niego, zatopiłem w jego sile i w jego męskości. Otaczała nas miłość pomieszana z zapachem namiętności. Zasnąłem bezpieczny i spełniony w jego ramionach. Stałem się nowym człowiekiem.

To była nasza pierwsza, lecz bynajmniej nie ostatnia wspólna noc tego lata. Szalony czas. Poznawaliśmy siebie nawzajem, uczyliśmy się tego, co między nami było. Mało nie popłakałem się, gdy nadszedł czas rozstania. Jak ja bez niego wytrzymam? Bez jego śmiechu, jego dotyku, jego bliskości?

W sierpniu Leszek przeprowadził się do miasta. Wynajął mieszkanie. Na tyle blisko, że moi rodzice nie dziwili się, że jestem w nim częstym gościem. A kiedy ja sam rozpocząłem studia, po prostu przeprowadziłem się do Leszka. Nasi rodzice byli nawet zadowoleni, że mamy taką wspólną stancję… A my… my odbiliśmy sobie z nawiązką wszystkie samotne noce.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Cóż alkohol robi z ludźmi!

Napisz komentarz