Nieustępliwy (gal)  3.95/5 (14)

19 min. czytania

Źródło: Max Pixel

Poniższe opowiadanie pierwotnie zostało opublikowane na łamach portalu Dobra Erotyka 9 grudnia 2007 roku.

Jej pierwsze wejście do biura było „wejściem smoka”. Miała być moją zastępczynią. Centrala ze Sztokholmu autorytatywnie orzekła, że to właśnie ona wygrała nabór na kierownicze stanowisko. Wszyscy, łącznie ze mną, byli ciekawi jak wygląda nowa szefowa. Wcześniej z jej akt dowiedziałem że to „gówniara” przed trzydziestką. Spodziewaliśmy się jednak kogoś w guście nieśmiałej okularnicy w burym worku, z przetłuszczonymi włosami, antypatycznej i autorytarnej, co poniekąd wynikało z jej papierów – bo jak można było mieć taaakie osiągnięcia w tak młodym wieku i jednocześnie nie stracić czegoś, co od biedy można by nazwać człowieczeństwem. Z akt wynikało również, że przysłano nam prawie komputer w ludzkim ciele – dlatego spodziewanie się wszystkiego najgorszego było w pełni uzasadnione. Tymczasem nasze skromne progi przekroczyło… zjawisko.

Blondynka o anielskiej buzi z krótką, postrzępioną fryzurą – to pierwsze, co rzuciło mi się w oczy. Mocno wypchanego pastelowego żakiecika z czarną spódniczką do pół uda i długich nóg w zgrabnych czarnych szpilkach nie można było nie zauważyć w tym prawie całkowicie męskim biurze. Ponieważ wszystkie boksy były przeszklone do granic możliwości, każdy widział to, co chciał oglądać. Miała szczęście, że szkło oddzielało ją od rozpalonego wzroku wszystkich mężczyzn, bo powypalało by jej chyba dziury na pośladkach… i nie tylko. Bezbłędnie znalazła wzrokiem moje drzwi i zaraz potem pewnym krokiem, z wzrokiem utkwionym w mojej twarzy, ruszyła do mnie. Zastukała grzecznie w szybę i nie czekając na zaproszenie, pojawiła się przed moim biurkiem. Przy drzwiach wejściowych wyglądała na nastolatkę, z bliższej odległości jej twarz odzyskała swój wiek. Nie można przecież przejść przez takie schody, jakie musiała pokonać w tak ekspresowym czasie, bez śladów w fizjonomii. Sam byłem jednym z najmłodszych dyrektorów w firmie, miałem zatem pojęcie o wszystkich przeszkodach, jakie musiała pokonać, żeby dziś stać przede mną. Miała twarz z duszą, inteligentne spojrzenie… Słowem to była twarz, w której można było zakochać się od pierwszego wejrzenia.

– Dzień dobry. Jestem Paulina, miałam dzisiaj się do pana zgłosić. Mam być tutaj odpowiedzialna za reklamę i… – Rozległ się miły, melodyjny głos.

– Tak, wiem – przerwałem je prezentację, unosząc moje prawie metr dziewięćdziesiąt i wyciągając rękę.

Miałem już zastępców od spraw technicznych i ekonomii; stojące przede mną zjawisko miało zająć się sprawami personalnymi i reklamą. Ciepła i sucha mała dłoń utonęła w mojej łopacie, ale uścisk miała silny i pewny.

– Przykro mi, ale pani biuro będzie gotowe dopiero jutro. Dzisiaj proponuję pani moje biuro i moje towarzystwo. Cała tamta półka to problemy naszej filii. – Pokazałem wzrokiem. – Proponuję dziś się z tym zapoznać, to jutro będzie mniej więcej wiadomo, od czego zacząć…

– Oczywiście, panie dyrektorze.

Zobaczyłem bielutkie, równe ząbki i onieśmielający uśmiech. Ten uśmiech musiał jej mocno ułatwić karierę. Ciekawe, jakie jeszcze atuty ukrywała.

Rozłożyła papiery przy biurku sekretarki, całkowicie się w nich zatapiając. Co jakiś czas słyszałem jakieś zupełnie sensowne pytania, na które starałem się w miarę wyczerpująco odpowiadać. Tego dnia jednak szlag trafił normalną robotę. Do lunchu chyba wszyscy odwiedzili mój gabinet, przy okazji oczywiście przedstawiając się nowemu nabytkowi firmy. Przestali dopiero po południu, ale i tak nie mogłem się skupić. Kątem oka widziałem długie, błyszczące w lycrze nogi i pokaźny biuścik opierający się o blat. Wolałem nie podnosić wyżej wzroku, chociaż po papierach przede mną porozkładanych biegało całe mrowisko, nie mogąc się uspokoić. Miała nogi siatkarki: długie, smukłe i idealnie umięśnione, biust mimo swojej imponującej wielkości ani razu nie bujnął się na boki. No ideał. Cholera, ideał. Nie można w takich warunkach pracować, ale przynajmniej trzeba sprawiać pozory.

Moja była – wicemiss wybrzeża sprzed dwunastu lat – nie wytrzymała codziennej samotności do późnego wieczora i zostawiła mnie dla jakiegoś tancerza z teatru muzycznego, zabierając córeczkę i dom. Kupiłem i urządziłem zaraz potem duży apartament w starej kamienicy, ale powroty tam wieczorem nie były czymś, za czym tęskniłem od rana. Ta sytuacja sprawiała też problemy innego rodzaju. Sprzątanie i gotowanie już od trzech lat załatwiała trzy razy w tygodniu pani Kazia, a inne potrzeby… Było nas kilku samotnych w firmie, więc sobotnie i niedzielne wieczory spędzaliśmy w pubach, miałem też ze trzy chyba telefony do dziewczyn, którym nieźle płaciłem, więc były na każde zawołanie, ale na dłuższą metę to przecież nie o to chodzi.

Paula – jak ją nazwaliśmy, zanim jeszcze ją zobaczyliśmy – była ode mnie młodsza tylko o osiem lat. Z papierów, które wrzuciłem do swojej szuflady, wynikało że jest samotna. Firma kupiła jej dwupokojowe mieszkanko w nowym budownictwie, dwa bloki od budynku, w którym się aktualnie znajdowaliśmy. Zacząłem przypominać sobie wszystko, co o niej wiedziałem.

Wiesio, nasz elektronik, zapukał do moich drzwi, ale nawet na mnie nie spojrzał.

– Pani dyrektor, pani biuro już funkcjonuje. – Znany był z udziwnień językowych.

– Dziękuję. – Posłała mu uśmiech. Zaraz potem odwróciła się w moją stronę. – Dziękuję za gościnę. Mogę to wszystko zabrać do siebie?

– Oczywiście, to już pani działka. – Pozbyłem się tego balastu z szerokim uśmiechem. Odpowiedziała takim samym.

Wiesio nie pozwolił jej się przemęczać, rzucając się na papiery i tachając je do biura naprzeciwko. Od tej chwili siedzieliśmy twarzą w twarz, oddzieleni dwoma taflami szkła i dwudziestoma metrami dywanów. Od tego dnia do „szklarni” zawitało kobiece ciepło.

Całkowicie zawładnęła męską częścią biura, a na pewno moją psychiką. Wydajność spadała na łeb na szyję – na pewno moja, ale inni też byli facetami. Mając ją przez większość dnia naprzeciwko, wpatrywałem się zza przymrużonych oczu między jej uda. Co z tego, że z dwudziestu metrów, skoro jestem dalekowidzem. Po paru dniach zarys jej nóg śnił mi się po nocach. Nie byłem jednak aż takim dalekowidzem, żeby z takiej odległości widzieć szczegóły. Znalazłem w necie stronę z mikro-kamerkami i postanowiłem kupić od razu trzy. Po dwóch dniach przyszły razem z nadajnikiem, nie większe od malutkiej tabletki. Zaopatrzyłem się w mocny klej i jeszcze tego samego wieczoru zrobiłem sobie nadgodziny (dyrektor przecież musi dawać dobry przykład). Kiedy ostatni pracownicy wyszli z biura, zamknąłem drzwi wejściowe i zabrałem się za mocowanie kamerki, a później dostrajanie obrazu w moim laptopie. Po godzince widziałem na monitorze jasny włosek na jej krześle.

* * *

Następnego ranka, kiedy usiadła po przyjściu, w tej samej chwili poznałem kolor jej majteczek. Podgląd był głęboki i bardzo wyraźny, a robotę szlag trafił. Coś tam starałem się robić, ale kątem oka czujnie czatowałem na założenie nogi na nogę albo na chwilę, kiedy czuła się bezpieczniej, rozchylając lekko uda, albo na wstawanie lub siadanie. Któregoś dnia po jej powrocie z łazienki nie zauważyłem majteczek. Włoski na dole też miała blond. Nie zdążyłem tego nagrać, ale byłem tak nabuzowany, musiałem tego wieczora jednocześnie zaprosić dwie dopieszczaczki, żeby móc spokojnie zasnąć. Narażała mnie na wydatki… Ale zgrałem sobie na płytkę najciekawsze momenty z biura. Jak można być tak porąbanym? Ten stan można określić tylko jednym słowem – obsesja!

W tę sobotę Jarek – nasz techniczny, wpadł na pomysł, żeby Paulę wieczorem też zaciągnąć do pubu. Samotna, świeża w mieście, bez rodziny i bliskich, nie powinna odmówić. On też został wydelegowany z propozycją. Po zebraniu wywiadu, gdzie i z kim, propozycja została z uśmiechem przyjęta, a po wyjściu Jarka też zostałem obdarowany błyskiem zębów na odległość, wzmocnionym machnięciem ręką znad monitora.

– Do dziewiątej, dyrektorku. – Usłyszałem od drzwi, kiedy wychodziła do domu otulona w swój długi czarny płaszcz.

* * *

Byliśmy podekscytowani, dlatego wszyscy trzej – Jarek, Leszek (nasz informatyk) i ja – byliśmy kwadrans przed dziewiątą. Nasz stolik jak zwykle w sobotni wieczór czekał na nas. Zrobiliśmy u ownera wieczystą rezerwację na każdą sobotę już ze dwa lata temu. Spóźniła się tylko pięć minut. Mała czarna z głębokim dekoltem z przodu i jeszcze większym z tyłu, długie kozaczki na wysokiej szpilce i kolorowa apaszka na szyi wprawiły nas w zachwyt. Ze swoim łobuzerskim uśmiechem klapnęła obok mnie. Wystarczyło odwrócić twarz w jej stronę, żeby móc podziwiać piękne pełne piersi i prawie całe uda. Więc odwracałem się chyba trochę za często, korzystając z okazji, żeby sobie wbić jej wygląd i zapach w pamięć, na resztę nocy albo i na dłużej. Przyjmowała to naturalnie, ale chłopaki mając o wiele gorszy „podgląd”, łypali na mnie z byka, kiedy nie widziała. Ale żaden nie miał odwagi podskoczyć szefowi.

Zaczęliśmy od brudzia, a potem już poleciało. Każdy chciał wiedzieć, jak udało jej się wedrzeć na tak wysokie stanowisko w firmie, więc z otwartymi ustami słuchaliśmy jej opowieści. Chłopaki przyjęli wszystko bez zastrzeżeń, ale ja wiedziałem, że podobną drogę pokonało przynajmniej jeszcze kilkuset, a to ona właśnie znalazła się na czele peletonu. Nie powiedziała wszystkiego, ale nie chciałem psuć wieczoru dociekliwością. Kazaliśmy sobie podać półmisek z dziczyzną i następną buteleczkę. Zabawa dopiero zaczęła się rozkręcać. Miała mocną głowę, ale nie taką jak my. Po godzince Leszek przyciągnął spod baru jakąś małolatę; zaraz potem znalazła się następna – ta zasiadła na kanapie Jarka. Przy stoliku zapanowała równowaga. Towarzystwo rozbiło się na trzy pary. Oczywiście, mnie przypadła Paula.

– No to powiedz teraz, jak do nas trafiłaś.

Byliśmy już na tyle podcięci, że to mogło się nawet udać.

– Byłam po prostu najlepsza – roześmiała się, podnosząc szklaneczkę.

– Ja kiedyś też, ale dokończ tę historię sprzed godziny.

Śmiejąc się, poklepałem ją może zbyt poufale po kolanie. Zjeżyła się.

– Lubię cię, szefie, ale nie dopatruj się sekscesów tam, gdzie ich nie ma.

Uśmiech, może jakiś smutniejszy i trochę zamyślony, ale powrócił. Potraktowała mnie poważnie, nie wciskając kitu jak dwóm pozostałym. Zaskoczony, gorączkowo próbowałem rozszyfrować, co mi powiedziała, kiedy usłyszałem:

– W centrali wybili nam z głów romanse biurowe, więc nie rób sobie nadziei. Zresztą, dla mnie to nie najlepsza droga do awansu. Widzę jak pożerasz mnie wzrokiem, ale nic z tego nie będzie. Chociaż ani ty, ani ja nie mamy być komu wierni.

No tak, personalna musiała o mnie wiedzieć wszystko. Zaskoczyła mnie, a właściwie skopała leżącego.

– Zadarcie z szefem? Podziwiam twoją odwagę

To było najlepsze, co udało mi się wymyślić.

– Gdybym ci obciągnęła albo dała się tutaj wymacać, to by coś zmieniło? – zripostowała bez namysłu.

Zatkało mnie.

– Pewnie nie, ale mogłoby być milutko, może nawet by ci się spodobało.

– Może… ale nie wywalczam sobie awansów, dając wszystkim szefom dookoła.

Szczęście, że chłopaki byli tak mocno zajęci małolatami, bo musiałbym świecić od jutra oczami. Dopiero teraz zauważyłem, że łapa Jarka buszuje między udami wtulonej w niego i chyba już mocno nawalonej czarnuli. Paula poszła za moim wzrokiem i założyła nogę na nogę, zaciskając uda.

– Gdybyś kiedyś chciała się jednak nim zająć, masz zielone światło. – Z szerokim uśmiechem wróciłem do tematu, zaglądając dyskretnie pod zadartą mini.

Pokręciła głową, serdecznie się śmiejąc. Podziwiała moją nieustępliwość czy jeszcze raz odmawiała? Mogłem się tylko domyślać.

Jarka z małolatą nie było już przy stole. Małolata Leszka przysypiała mu na ramieniu, a on poznawanie jej anatomii zaczynał od wyeksponowanego nadmiernie biustu. Poczułem ciśnienie pierwszy raz tego wieczoru.

– Przepraszam cię, za chwilę wrócę – powiedziałem do Pauli.

– Nie łudź się, że ci potrzymam. – Dokopała mi ponownie z dołączonym łobuzerskim uśmiechem.

– A masz czyste ręce? – Wywinąłem się spod kopa, przeciskając się po jej kolanach.

W czyściutkim i pachnącym kibelku z dwoma kabinami było przyćmione światło. Już przy rozpinaniu się usłyszałem zza ścianki znane mi odgłosy siorbania, potem huk klapy i już całkiem jednoznaczne jęki. Przy chowaniu mój patyczek był większy niż przy wyjmowaniu. Zanim doszedłem do naszego stolika, zmienił się w żylasty konar.

Oczywiście, Paula nie była ślepa.

– Sprawdzasz popyt? – Znowu ten bezkonkurencyjny uśmiech.

Włożyłem rękę do kieszeni, układając go tak, żeby mniej się rzucał w oczy.

– Nigdy nie byłem domokrążcą. Nigdy nie wpycham nic na siłę. – Zgasiłem ją.

Wpatrywała się w moją twarz przymglonym alkoholem wzrokiem, próbując mnie rozgryźć. Półleżąc na kanapie, oparła złączone kolana o brzeg stolika.

– Masz okazję… Chcesz pobawić się jak Jarek?

Podciągnęła lekko mini z mojej strony, kusząc gołym ciałem nad pończochami. Tylko ja mogłem to zobaczyć.

– Mam lepszy pomysł. Może wejdziesz pod stół?

To już było na odlew. Niczego od wielu dni tak nie pragnąłem jak tego, co właśnie zaproponowała, ale nie na jej warunkach i nie w taki sposób!

Wściekła się. Kolana zniknęły pod stołem, sukienka wróciła na miejsce.

– Zaraz wrócę.

Wyrwała jak z procy w stronę ubikacji. Znikając w środku, trzasnęła drzwiami z takim impetem, że prawie przycięła zmierzwione włosy czarnuli człapiącej za Jarkiem.

Jarek rozpromieniony, przed stolikiem uniósł kciuk w górę, tak żeby tego nie widziała „jego” małolata. Przyjąłem to z bladym uśmiechem, kiwając nieznacznie głową. Leszek nawet tego nie zauważył, poznając teraz obszary, w których Jarek był pół godziny temu. Wyciągnął właśnie ociekające palce, majstrując przy ustach blondyny. Ta po jakimś czasie skojarzyła, czego on może chcieć i wciągnęła je głęboko, jednocześnie przygryzając i ssąc głośno. Dochodziła już pierwsza w nocy.

Aż powiało, kiedy Paula opadła na swoje miejsce. W trzeciej butelce powoli zbliżało się dno. Całe towarzystwo, mocno podcięte, już niewiele kojarzyło. Nasza loża była w rogu sali, więc na upartego, zwłaszcza o tej porze, mogło się tu dziać bardzo dużo i nikt postronny nie miał prawa tego zobaczyć. Nasi współbiesiadnicy byli sobą zajęci tak mocno, że zupełnie nie zwracali na nas uwagi.

– Dzięki za miły wieczór – rzuciła cicho Paula ponad stołem.

Nikt oprócz mnie tego nie usłyszał.

– Chcesz już iść? Odprowadzę cię – zaoferowałem się, szykując się do wstania.

– Nie, siedź. Taksówki są przy wyjściu – zwlekała z odejściem. – Wiesz co? Pierwszy raz ktoś odrzucił moją propozycję! – wyrzuciła z siebie z wzrokiem utkwionym w stół.

Podniosła gwałtownie głowę, wpijając się płonącym wzrokiem w moje oczy.

– Albo jesteś niezwykle opanowany, albo ci się nie podobam – ciągnęła. – Ale nie wiesz, co tracisz. A może jednak chcesz zobaczyć?

Nie nadążałem za nią.

– Idź się wyśpij, w poniedziałek też jest dzień, pogadamy w… – dukałem, milknąc nagle w pół słowa.

Patrząc mi prosto w oczy podniosła sukienkę, rozkładając szeroko kolana. Blond grzywka nad różową, lśniącą, rozchyloną szparką prezentowała się pięknie. Musiała zdjąć majtki w ubikacji.

– Podoba się? Nigdy jej nie będziesz miał. Cześć wszystkim!

Na końcu podniosła głos, opuszczając jednocześnie sukienkę. Niepotrzebnie. Nikt nie zwracał na nas uwagi, a mnie szczęka tak opadła, że zanim się pozbierałem, Paula była już za drzwiami.

Byłem mocno ogłupiały, nalewając sobie ostatki z butelki. Trafiła kosa na kamień? Nigdy jeszcze nie spotkałem tak niekonwencjonalnej laski. Chyba żadnej do tej pory nie udało się tak mnie zaskoczyć nietuzinkowym zachowaniem. Poza tym, to przecież był obiekt moich ostatnich marzeń, a jednocześnie wspaniała podwładna z certyfikatem najjaśniejszej centrali. Straciłem panowanie nad wydarzeniami. Jeśli go nie odzyskam, mogę wysłać jutro moją dymisję albo we „własnej” firmie będę figurantem. Po kilku dniach najmniej rozgarnięci w „szklarni” kapną się, że nie kontroluję sytuacji.

– Paula już poszła? – Jarek zauważył to po kilku minutach. Miał dziwny wzrok. Głęboko oddychał, a jego czarnuli nie było obok niego.

Dopiero teraz skojarzyłem wszystko.

– Taaak, poszła. – Nie będę przecież z nim teraz dyskutował – Ja też idę.

Kiwnął głową, przyjmując to do wiadomości.

* * *

W poniedziałek w „szklarni” panowała podejrzana cisza. Uczestnicy imprezy z nosami w papierach udawali, że ich nie ma. Reszta, czując że coś się święci, naśladowała szefów.

Siedziałem z miną jak burza gradowa, czekając, kto nawinie mi się pierwszy. Nie było chętnych. Na wojnie i w miłości wszystko wolno – musiała zacząć się mnie bać. Czas zaczynać. Wstałem, rozprostowując się na całą wysokość i ruszyłem. Przeszklone drzwi – i moje, i jej – omal nie wyrwały się z zawiasów.

– Dziś rano kompletny kosztorys naszej kampanii billboardowej miał być na moim biurku. Jest prawie jedenasta, a nic jeszcze przed sobą nie zobaczyłem – cedziłem przez zęby z naciskiem.

Do tej pory, jeśli ktokolwiek słyszał ten ton, bladł, spuszczał oczy i przestępował z nogi na nogę. A ona z najszerszym uśmiechem i niewinną minką oparła się, odchylając maksymalnie na krześle, i uniosła nogi o wiele wyżej niż było trzeba, tak żebym mógł obejrzeć sobie białe koronki i paski od pończoch, kiedy kładła je na biurku.

– Wysłałam ci go mailem jeszcze przed ósmą, nie dostałeś?

Powiedziała z najniewinniejszym uśmiechem. Cholerna Ania z Zielonego Wzgórza. Brakowało jej tylko różowej sukieneczki z falbankami. Zagotowałem się. Patrzyła na mnie jak na nabitego na igłę motyla, celując metalowymi szpilkami w mojego małego. Odwróciłem się bez słowa wlokąc się do swojego komputera. Kosztorys był oczywiście bez zarzutu, więcej – był idealny i optymalny.

Godzinkę później to moje drzwi majtnęły zamaszyście, a zgrabne uda ustawiły się dwadzieścia centymetrów od mojego ramienia.

– Kosztorys w porządku, szefie? – W jej głosie pobrzmiewała nutka ironii.

– Mhm.

Doleciał do mnie zapach dobrych kosmetyków zmieszany z zapachem rozgrzanej kobiety. Ostentacyjnie powędrowałem wzrokiem od kostek nóg po zgrabnych udach, zatrzymując się w centrum spódnicy. Rentgen mi nie działał; mogłem się tylko posiłkować wspomnieniami z soboty. Rozchyliła uda, przyjmując pozycję „spocznij”. Ona jest taka sama jak w sobotę ale dzisiaj w białych koronkowych majtkach, pomyślałem. Znowu udało jej się spowodować trzepotanie serca w mojej piersi. Nie robiąc przerwy, kontynuowała tym samym tonem.

– Jutro mamy nalot z centrali, przyjeżdża syn głównego bossa.

Ciśnienie podskoczyło mi jeszcze wyżej. Pokonując wzrokiem idealny biust, zatrzymałem się na złośliwie uśmiechniętej twarzy. Dziwne, ale wcale przez to nie była brzydsza.

– No to masz zajęcie. Jakiś dobry hotel, odebranie go z lotniska, obiad w dobrej garkuchni i eskorta do firmy.

Przemawianie do jej krocza szło mi płynnie. Lekkim tonem wyliczałem, co musi zrobić, jakby takie wizyty były rutynową codziennością. Uda obok przyjęły pozycję „baczność”.

– Nie jestem pewna, czy to moja działka. – Zwycięsko-pobłażliwy uśmiech zdmuchnęło jej z twarzy.

– Wystarczy że ja jestem pewien. – Widok pięknej pupy w opiętej mini i w ruchu to prawie jak widok fregaty pod pełnymi żaglami. Znowu trzasnęły drzwi. Dziwne, do tej pory działały prawie bezgłośnie.

Obserwowałem ją z ukrytą satysfakcją. Kiedy siadała u siebie, ja otwierałem pocztę. Faktycznie, przyszła kwadrans temu. Zaintrygowało mnie coś innego. Dlaczego ten e-mail przyszedł także do niej? Z Andersem – synem szefa, moim równolatkiem i kumplem ze studiów zresztą – spędziliśmy parę lat temu mnóstwo wieczorów w różnych dziwnych miejscach. Ani ja jego, ani on mnie, niczym nie mogliśmy już zaskoczyć. Dla mnie było absolutnie jasne, że „następca” przyjeżdża tutaj się zabawić. A nikt lepiej ode mnie nie wiedział, jak lubił nocne życie. Oczywiście, jakiś pretekst do firmowego spędu też się znajdzie. Cholera, trzeba przecież wykombinować jakąś salę. Złapałem za telefon.

– Paula, hotel musi być z salą konferencyjną i zamów ją na dwa dni od jutra.

– Jasne, szefie.

Ze słuchawki walnął mnie w ucho lodowy kafar. Przynajmniej nasze drzwi ominęło prawdopodobieństwo wyrwania z zawiasów.

Nagle wszystko stało się jasne. Ona przecież w centrali też spędziła parę lat i musiała niejednokrotnie natykać się na numer dwa firmy, a nie pamiętam, żeby odpuścił jakiejś dziewczynie, która go zaintrygowała. Dodać do tego urodę, niewyparzony język, bezpruderyjność i bezkompromisowość blondyny… i wszystko stawało się jasne. Była jednym z celów Andersa, może nawet głównym.

Następnego dnia w „szklarni” zapanowało szaleństwo. Paula zarządziła nawet mycie całego szkła, tak że przed dziesiątą czuliśmy się, jakbyśmy siedzieli w wielkiej sali bez żadnych szyb i drzwi. Skąd ona wzięła tyle sprzątaczek?

* * *

Numer dwa miał przylecieć przed południem. Godzinę wcześniej obydwoje najlepszym firmowym wozem zostaliśmy zawiezieni na lotnisko.

Siedzieliśmy już na sali przylotów, kiedy zapytałem, niewinnie oglądając panele na suficie:

– Dobrze znasz Andersa?

– Jak wielu innych – odpowiedziała po kilku sekundach.

– To dlaczego przysłał ci maila, że przyjeżdża? – Nie poddawałem się tak łatwo.

– Pewnie przez pomyłkę. – Wyraźnie miała ubaw, bagatelizując moją dociekliwość.

– Akurat…

Nadąsała się, odwróciła i zaczęła jak mała dziewczynka udawać, że mnie nie widzi. Żałosne i śmieszne. Ale dobrze, niech udaje świętoszkę.

Wyszedł z odprawy z małą walizeczką i wielkim uśmiechem.

– Richard, stary byku. – Odstawiliśmy misia na środku hali przylotów. – Paulina, jeszcze wypiękniałaś. – Tu był już o wiele cichszy, potrząsając jej ręką.

Zawieźliśmy go do firmy. Podobało mu się. Przekartkował sprawozdania – wątpię, żeby coś z tego zapamiętał. Tak jak myślałem, przyjechał poszaleć. Zbliżał się wieczór, kiedy wreszcie zostaliśmy sami.

– Masz na dzisiaj jakieś plany? – wplótł prywatne pytanie w rozmowę o finansach.

– Możemy iść w długą, jeśli chcesz. – Z góry zgodziłem się na wszystko.

Zaświeciły mu się oczy z zadowolenia. Pięć minut później jechaliśmy już do mnie. Chciałem się przebrać w coś luźniejszego. Wszystko tak, jak przypuszczałem: kolacja w najlepszej w mieście knajpie, a później najlepszy w mieście burdel – nasz stolik zapchany cały wieczór półnagimi ciałami. Musiałem po tym morzu alkoholu robić właściwie za ochroniarza. Po północy cztery laski i do pokoju. Musiał być nieźle wyposzczony, ale prawie nieprzytomnego zgarnąłem go przed czwartą, zawiozłem do hotelu i wrzuciłem do łóżka. W południe miał zacząć się zlot firmowy.

O jedenastej jeszcze chrapał nieprzytomny. Chciałem z nim porozmawiać przed spotkaniem, ale nie było okazji. Musiałem go wrzucić pod zimny prysznic, zaraz potem zamówiłem gorący bulion i udało mi się postawić go na nogi tuż przed południem.

* * *

Zjechaliśmy punktualnie do sali konferencyjnej. Wszyscy, którzy mieli tam być, czekali już na nas wbici w najlepsze garnitury i garsonki. Jak zawsze, nudne przemowy o niczym. Ja też niestety musiałem trochę ponudzić. O piętnastej wspólny obiad, później dyskusja i pytania. Była prawie dziewiętnasta, kiedy moi podwładni przestali łapać plusy u wodza – przynajmniej tak im się wydawało, że to plusy. Anders na dwudziestą zaprosił ścisłe kierownictwo z osobami towarzyszącymi na kolację w sali obok. Komórki zaczęły się grzać, kiedy każdy popędzał swoją drugą połowę, żeby ta jak najszybciej się zjawiła. Paula miała być jego osobą towarzyszącą, a ja dyskretnie poprosiłem Beatkę z księgowości, żeby została na kolacji ze mną. Po studiach zaczęła u nas pracować rok temu i do tej pory dała się już poznać jako niecofająca się przed niczym modliszka, jeśli tylko dostrzegła jakąkolwiek możliwość awansu. Poznałem już granice, do których mogłem się z nią posunąć – jeśli dostała propozycję nie do odrzucenia, a się ja rozpędziłem, te granice przestawały istnieć.

Wystrój stołu wprawił nas w dobry humor. Dla kilkorga to chyba pierwsza tak uroczysta kolacja w życiu, a zasiadło przy nim sześć par. Siedziałem naprzeciwko Andersa i Pauli. Zaraz po zajęciu miejsc kelnerzy rozpoczęli swój taniec. Przed dziesiątą, przy deserze, atmosfera nieco odtajała, a kiedy wjechały na stół trunki, byłem pewien, że impreza skończy się na dyskotece w podziemiach albo dancingu na dachu. Nie myliłem się. Zanim jeszcze wstaliśmy, zaobserwowałem szampański humor Pauli i nie schodzący z ust Szweda uśmiech. „Przypadkiem” spadł mi pod stół widelczyk od tortu. Można było się tego spodziewać. Łapa Andersa buszowała w majtkach Pauli, a ta siedziała w rozkroku, żeby miał lepszy dostęp.

Za późno spostrzegła mój manewr. Kiedy wychyliłem się spod stołu, uśmiech mocno jej się rozmazał, a twarz stała się purpurowa. Kpiąco się uśmiechając, spojrzałem jej w oczy. Nie wytrzymała, spuszczając wzrok. Kopnęło mnie to mocno. Kiedyś to ja prawie zawsze podczas nocnych wypraw wyrywałem te najładniejsze. Dzisiaj mój przyjaciel się odegrał – zgarnął jedyne ciało, na którym mi aktualnie zależało.

W tej chwili poczułem rękę Beatki na moim udzie, a z naprzeciwka padło spodziewane pytanie:

– Dyskoteka czy dancing?

Udałem, że się namyślam.

– Dyskoteka.

Wybrałem za wszystkich. Nikt nie zgłosił sprzeciwu.

Po północy dałem Beatce zarobić w toalecie następne plusy. Widząc, jak numer dwa obmacuje wzrokiem i nie tylko wzrokiem Paulę, nie chciało mi się już dalej katować. Zmyliśmy się po angielsku. Odwiozłem swoją osobę towarzyszącą, nie proponując jej obejrzenia mojej kolekcji znaczków – marzyłem tylko o łóżku. Była zawiedziona.

* * *

Miał wylatywać następnego dnia zaraz po południu. Darowałem sobie firmę i po dziesiątej pojechałem do starego kumpla. Ciągle nim był, przecież nie było okazji mu uświadomić, że prowadzę swoje małe podchody. Przywitał mnie szerokim uśmiechem.

– Czemu tak wcześnie uciekłeś? – spytał z wyrzutem.

– Musiałem się w końcu wyspać.

Nie chciało mi się szukać wymówek. Zresztą i tak by poznał że kręcę – za dobrze się znaliśmy. Po rutynowym gadaniu o niczym, padło spodziewane:

– Co sądzisz o Pauli?

– No cóż… Niezła laska, a w pracy prawie ideał.

Przyjął te słowa z uśmiechem zadowolenia.

– Wiesz, ona powiedziała o tobie prawie to samo.

– Miłe – odparłem z przekąsem.

Czyżby zasięgał o mnie opinii moich współpracowników?

Chyba wyczuł, w którym kierunku pobiegły moje myśli.

– Powiedziała to niepytana – zreflektował się natychmiast.

– Przecież nic nie mówię. – Zbagatelizowałem sytuację.

Zaraz potem ktoś zapukał i krótkowłosa blond główka wsunęła się w drzwi. Idę o zakład, że nie przyszłaby, gdyby wiedziała, że tu jestem. Anders podbiegł w pląsach, rozpromieniony, prawie wciągając ją do środka. Jej „cześć” było mało entuzjastyczne, właściwie prawie go nie usłyszałem. Anders nie spostrzegł niezręcznej sytuacji, nie był wprowadzony w nasze zawiłe relacje. Unikała mojego wzroku, męcząc się okrutnie. Nie mogła jednak uciec, bo jej boss mógłby to źle zrozumieć. Pomogliśmy mu się spakować i odwieźliśmy na lotnisko. Znowu niedźwiedź na środku sali, ale tym razem Paula też została wyściskana i obydwoje dostaliśmy zaproszenie do odwiedzenia centrali, a właściwie jego domu. Nie upierałbym się przy tym, że z nas dwojga byłem tym bardziej wyczekiwanym gościem. Poleciał.

– Do firmy – rzuciłem polecenie kierowcy.

Odkąd nasz gość poszedł do odprawy, to były jedyne słowa, jakie padły. Droga też upłynęła nam w milczeniu. Kiedy trafiliśmy za swoje biurka, każde poczuło się lepiej. Zaległości z dwóch dni pomogły odsunąć na później następne starcie. Obydwoje byliśmy jednak pewni, że do niego dojdzie.

Zaraz po piątej wszyscy chyłkiem wynieśli się z biura, zostawiając nas samych. Ciekaw byłem rozwoju sytuacji. Wytrzymała może z pół godziny. Tym razem drzwi zadziałały bezszelestnie.

– Musimy chyba porozmawiać – odezwała się cicho i jakby nieśmiało, stając tuż obok mnie.

Podniosłem wzrok, badając uważnie jej twarz. Na pewno nie czuła się w tej chwili komfortowo.

– Chyba wszystko sprowadza się do tego, że to ja nigdy nie będę jej miał –zaatakowałem bezpardonowo.

Nie spodziewała się takiej bezpośredniości.

– Przecież jej nie chciałeś. – Przysunęła się bliżej.

Czyżby prowokowała mnie do posunięcia się dalej, niż to powinno mieć miejsce tu i teraz. Palcami ująłem jej spódnicę między udami, jakbym sprawdzał strukturę materiału. Nie odsunęła się nawet o milimetr. Wierzchem dłoni czułem gorąco bijące od jej ciała. Przejechałem po udach, zadzierając lekko spódnicę i opierając się o wzgórek paznokciami. Piękne uda, gorąco bijące od sprężyście twardej górki opiętej koronkami, co można było wyczuć. Przeniosłem wzrok na jej twarz. Po raz pierwszy zobaczyłem na niej coś na kształt poddania się, uległości, rezygnacji i przyzwolenia na wszystko. Przysunęła się, opierając biodrem o moje ramię.

Zapragnąłem usłyszeć potwierdzenie tego wszystkiego, co wyczytałem z jej twarzy.

– Więc mogę ją mieć?

Mój głos ociekał ironią. Chciałem ją poniżyć. Chciałem, żeby z własnej woli rozłożyła się tutaj tylko i wyłącznie dla mnie.

Jakby czytała mi w myślach. Przestąpiła nogą moje nogi, sadowiąc boską pupkę na biurku, pół metra od moich oczu. Rozszerzyłem jej uda, podziwiając przepiękne widoki. Doznałem chyba chwilowego onieśmielenia pięknem. W tamtej chwili wystarczyło mi to, że mogłem ją podziwiać. Gapiłem się tak dłuższą chwilę. Źle to zrozumiała.

– Chcesz, żebym weszła pod biurko.

To nie było pytanie, raczej ciche stwierdzenie. Potrafiła jeszcze mnie zaskoczyć, ale wcale tego nie chciałem. Obeszła biurko, szykując się do klęknięcia przed nim. Wstałem, sięgając jednocześnie za siebie po płaszcz. Patrzyła, nie wierząc własnym oczom. Szkarłat rozlewał się z energią wodospadu po jej policzkach. Czuła się jak skopany pies, to było widać w jej wzroku.

– W sobotę wieczorem robię u siebie dwuosobową imprezkę, przyjdziesz?

Pozwoliłem jej częściowo uratować dumę. Po oczach widziałem, że przyjęła to z wdzięcznością.

– Oczywiście – przytaknęła szybko.

Ruszyłem do drzwi, zostawiając ją przed biurkiem.

Będę ją miał, jak tylko będę chciał, upokorzę ją i zdobędę z nią szczyty. Ale na pewno już nigdy nie stracę dla niej głowy. Jestem pamiętliwy, a pewne obrazki i sytuacje nie pozwolą mi nigdy w pełni jej zaufać.

A nasza owocna współpraca zawodowa? Zobaczymy, wszystko zależy od rozwoju sytuacji…

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Czego by nie mówić, czyta się przyjemnie, a postacie wydają się nawet dosyć wiarygodne 🙂

Napisz komentarz